Wydawca: MT Biznes Kategoria: Języki obce Język: polski Rok wydania: 2017

The Hound of the Baskervilles. Pies Baskerville'ów w wersji do nauki angielskiego ebook

Arthur Conan Doyle   Marta Fihel   Dariusz Jemielniak   Grzegorz Komerski   Maciej Polak  

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 500 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka The Hound of the Baskervilles. Pies Baskerville'ów w wersji do nauki angielskiego - Arthur Conan Doyle, Marta Fihel, Dariusz Jemielniak

Język angielski Poziom B2
Lubisz czytać dobre powieści a jednocześnie chcesz doskonalić swój angielski?
Mamy dla Ciebie idealne połączenie!
Klasyka literatury światowej w wersji do nauki języka angielskiego.
CZYTAJ – SŁUCHAJ - ĆWICZ
CZYTAJ – dzięki oryginalnemu angielskiemu tekstowi powieści The Hound of the Baskervilles przyswajasz nowe słówka, uczysz się ich zastosowania w zdaniach i poszerzasz słownictwo. Wciągająca fabuła książki sprawi, że nie będziesz mógł się oderwać od lektury, co zapewni regularność nauki.
Czytanie tekstów po angielsku to najlepsza metoda nauki angielskiego.
SŁUCHAJ – pobierz bezpłatne nagranie oryginalnego tekstu The Hound of the Baskervilles dostępne na librivox.org.  Czytaj jednocześnie słuchając nagrania i utrwalaj wymowę.
ĆWICZ – do każdego rozdziału powieści przygotowane zostały specjalne dodatki i ćwiczenia
na marginesach stron znajdziesz minisłownik i objaśnienia trudniejszych wyrazów;  w części O słowach poszerzysz słownictwo z danej dziedziny, a w części gramatycznej poznasz struktury i zagadnienia językowe;  dzięki zamieszczonym na końcu rozdziału testom i różnorodnym ćwiczeniom sprawdzisz rozumienie przeczytanego tekstu;  odpowiedzi do wszystkich zadań zamkniętych znajdziesz w kluczu na końcu książki.   Przekonaj się, że nauka języka obcego może być przyjemnością,
której nie sposób się oprzeć.
POSZERZAJ SŁOWNICTWO – UTRWALAJ – UCZ SIĘ WYMOWY
“Był to pies – pies czarny jak węgiel, olbrzymi – taki, jakiego dotąd nie widziały oczy żadnego śmiertelnika. Z jego otwartej paszczy buchał ogień, ślepia żarzyły się jak węgle, a po całym jego ciele pełzały migotliwe płomyki. Nigdy nawet w majaczeniach chorego umysłu nie mogło powstać nic równie dzikiego, przerażającego, szatańskiego, jak ten czarny potwór, który padł na nas z tumanów mgły.”

***
Marta Fihel – anglistka, nauczycielka z wieloletnim stażem. Współautorka książek do nauki języka angielskiego i słowników.
Prof. dr hab. Dariusz Jemielniak – wykładowca w Akademii Leona Koźmińskiego, pracował jako tłumacz agencyjny i książkowy, współautor kilkunastu podręczników do nauki języka angielskiego, twórca największego polskiego darmowego słownika internetowego ling.pl.
Grzegorz Komerski – absolwent filozofii, tłumacz, współautor książek do nauki języka angielskiego. Prowadzi blog komerski.pl, poświęcony historii języków i etymologii.
Maciej Polak - z wykształcenia filozof, z zamiłowania historyk obyczajowości i kultury w czasach nowożytnych, prowadzi blog poświęcony historii.

Opinie o ebooku The Hound of the Baskervilles. Pies Baskerville'ów w wersji do nauki angielskiego - Arthur Conan Doyle, Marta Fihel, Dariusz Jemielniak

Fragment ebooka The Hound of the Baskervilles. Pies Baskerville'ów w wersji do nauki angielskiego - Arthur Conan Doyle, Marta Fihel, Dariusz Jemielniak

W wersji do nauki angielskiego dotychczas ukazały się:

A Christmas Carol Opowieść wigilijna

Alice’s Adventures in Wonderland Alicja w Krainie Czarów

Anne of Green Gables Ania z Zielonego Wzgórza

Fairy Tales by Hans Christian Andersen Baśnie Hansa Christiana Andersena

FrankensteinFrankenstein

Peter and Wendy Piotruś Pan

The Blue Castle Błękitny Zamek

The Adventures of Sherlock Holmes Part 1 Przygody Sherlocka Holmesa

The Adventures of Sherlock Holmes Part 2 Przygody Sherlocka Holmesa. Ciąg dalszy

The Great Gatsby Wielki Gatsby

The Picture of Dorian Gray Portret Doriana Graya

The Short Stories of F. Scott Fitzgerald: A Collection Opowiadania autora Wielkiego Gatsby’ego

The Wonderful Wizard of Oz Czarnoksiężnik z Krainy Oz

Three Men in a Boat (To Say Nothing of the Dog) Trzech panów w łódce (nie licząc psa)

Short Stories by Edgar Allan Poe Opowiadania Allana Edgara Poe

Redakcja: Jadwiga Witecka

Projekt okładki: Amadeusz Targoński, targonski.pl

Skład i grafika komputerowa: Protext

Opracowanie e-wydania:

© Copyright by Poltext sp. z o.o.

Warszawa 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Poltext sp. z o.o.

02-230 Warszawa, ul. Jutrzenki 118

tel.: 22 632-64-20

e-mail:wydawnictwo@poltext.pl 

internet:www.poltext.pl

ISBN 978-83-7561-711-5 (format e-pub)

ISBN 978-83-7561-715-3 (format mobi)

WERSJA MP3 GRATIS

1.

Wejdź na stronę www.librivox.org

2.

Wpisz w pole wyszukiwania The Hound of the Baskervilles.

3.

Wybierz interesującą Cię wersję nagrania (lektor bądź słuchowisko) i pobierz plik

4.

Wersji AUDIO możesz słuchać na komputerze lub dowolnym odtwarzaczu mp3

Wstęp

Trudno w to uwierzyć, ale od pierwszego pojawienia się drukiem opowieści z udziałem Sherlocka Holmesa minęło już 130 lat, pierwsze bowiem opowiadanie Arthura Conan Doyle’a o tym detektywie zostało opublikowane w „Beeton’s Christmas Annual” w 1887 roku.

W owych czasach powieści w odcinkach cieszyły się sporą popularnością, a przygody Sherlocka Holmesa od samego początku zrobiły furorę i ukazywały się regularnie, m.in. w „The Strand Magazine” od 1891 roku aż do 1927 roku.

Doyle usytuował fabułę swoich opowiadań we współczesnych sobie czasach – najstarsza chronologicznie historia ma miejsce w 1875 roku, a ostatnia w 1914 roku. Dzięki temu realia ówczesnej Wielkiej Brytanii oddane są bardzo wiernie i stanowią przebogatą kopalnię wiedzy o ówczesnej kulturze i obyczajach.

Jak w przypadku prawdziwych arcydzieł literatury, także w przypadku Doyle’a opowieść, choć napisana językiem obecnie brzmiącym momentami staroświecko, nadal świetnie się czyta. Bezbłędna angielszczyzna, jaką napisane są opowiadania, do dnia dzisiejszego bywa wykorzystywana jako wzorzec poprawności gramatycznej – choć oczywiście wiele z użytych idiomów brzmi obecnie archaicznie. Opowiadania nadal są jednak bez wątpienia doskonałym, a przy tym wciągającym materiałem edukacyjnym.

Po „Psa Baskerville’ów z angielskim” warto sięgnąć także z innego powodu. Sir Arthur Conan Doyle praktycznie stworzył współczesną powieść detektywistyczną. Choć łatwo wskazać, że poprzedzali go choćby tak wielcy pisarze, jak Edgar Allan Poe, nie sposób wyobrazić sobie, a nawet w pełni zrozumieć twórczości Agaty Christie czy pozornie odległego Raymonda Chandlera bez znajomości dzieł Doyle’a. Niewiele jest postaci w literaturze, które odcisnęłyby takie piętno na rozmaitych gatunkach literackich.

Postać Sherlocka Holmesa jest wzorowana na wykładowcy medycyny, Josephie Bellu, jednym z pionierów medycyny sądowej, który za kluczową umiejętność dobrego lekarza uznawał spostrzegawczość. W swoich naukach bardzo silnie podkreślał konieczność dokładnej obserwacji pacjentów podczas diagnozy. Jedną ze stosowanych przez niego metod dydaktycznych było zapraszanie na zajęcia nieznajomych i odgadywanie ich zawodów oraz zainteresowań. Arthur Conan Doyle pracował jako jego sekretarz w szpitalu królewskim w Edynburgu (najstarszej ochotniczej placówce tego typu w Szkocji) i był pod ogromnym wrażeniem metod Bella – odwzorował je więc w pewnym stopniu w postaci słynnego detektywa, co zresztą było powodem jawnej dumy samego zainteresowanego. Co ciekawe, Bell był też autorem kilku znanych podręczników medycyny, włącznie z Joseph Bell’s Manual Of the Operations of Surgery, który pojawił się jako prezent gwiazdkowy w jedenastym odcinku piątego sezonu Doktora House’a – ta ostatnia postać z kolei, pod względem stosowanych metod wnioskowania, jest wzorowana na Holmesie.

Doyle stworzył bowiem prawdziwie archetypicznego bohatera – żyjącego poza normami społecznymi geniusza, który dzięki niezwykłej spostrzegawczości i inteligencji rozwiązuje zagadki pozornie nie do rozszyfrowania. Wspiera go, oczywiście, mniej utalentowany, ale wierny towarzysz, na którym jednak geniusz może zawsze polegać. Na tym schemacie fabularnym oparto później także wiele innych historii, jak choćby serial o detektywie Monku. Sama postać Holmesa i jego perypetie wciąż inspirują pisarzy, scenarzystów i reżyserów – najlepszym przykładem jest bijący rekordy oglądalności brytyjski serial „Sherlock” stworzony przez Stevena Moffata i Marka Gatissa z Benedictem Cumberbatchem w tytułowej roli.

Jednym z powodów, dla których od ponad stu lat postać Holmesa cieszy się ogromną sympatią czytelników, jest także to, że, podobnie jak doktor House, Monk i wszyscy inni naśladowcy, oprócz licznych talentów ma również wiele wad. Holmes jest strasznym bałaganiarzem, miesiącami nie otwiera listów, które zalegają u niego na biurku w pozornie chaotycznie rozmieszczonych stosach. Nie rozstaje się z fajką, choć okazjonalnie zastępuje ją cygarami. Regularnie wstrzykuje sobie kokainę, nie stroniąc także od morfiny, należy do bywalców palarni opium. Zdarza mu się kłamać policji, jeżeli uważa to za słuszne. Jego biegłość w sztukach walki (szermierce, walce laską, boksie, a także ówczesnej odmianie MMA, znanej pod nazwą baritsu) nie pochodzi wyłącznie z lekcji – można wywnioskować, że Holmes był kiedyś (w czasach studenckich?) niezłym zabijaką. Czy można go nie lubić?

Opracowany przez nas podręcznik oparty na oryginalnym tekście powieści został skonstruowany według przejrzystego schematu.

Na

marginesach tekstu podano

objaśnienia

trudniejszych

wyrazów.

Każdy rozdział

jest

zakończony krótkim testem sprawdzającym stopień

rozumienia tekstu

.

Zawarty

po każdym rozdziale dział

O słowach

jest

poświęcony poszerzeniu słownictwa z danej dziedziny, wyrazom kłopotliwym dla polskich uczniów (tzw

. false

friends

),

phrasal

verbs

, słowotwórstwu

oraz

wyrażeniom idiomatycznym.

W dziale

poświęconym

gramatyce

omówiono

wybrane

zagadnienie gramatyczne, ilustrowane fragmentem rozdziału.

Dla

dociekliwych został również opracowany komentarz do wybranych tematów związanych z 

kulturą i historią.

Różnorodne ćwiczenia pozwolą Czytelnikowi powtórzyć i sprawdzić omówione w podręczniku zagadnienia leksykalne i gramatyczne. Alfabetyczny wykaz wyrazów objaśnianych na marginesie tekstu znajduje się w słowniczku. Odpowiedzi do wszystkich zadań zamkniętych są podane w kluczu na końcu książki.

Chapter 1Mr. Sherlock Holmes

SŁOWNICTWO

Mr. Sherlock Holmes, who was usually very late in the mornings, save upon those not infrequent occasions when he was up all night, was seated at the breakfast table. I stood upon the hearth-rug and picked up the stick which our visitor had left behind him the night before. It was a fine, thick piece of wood, bulbous-headed, of the sort which is known as a “Penang lawyer.” Just under the head was a broad silver band nearly an inch across. “To James Mortimer, M.R.C.S., from his friends of the C.C.H.,” was engraved upon it, with the date “1884.” It was just such a stick as the old-fashioned family practitioner used to carry-dignified, solid, andreassuring.

“Well, Watson, what do you make of it?”

Holmes was sitting with his back to me, and I had given him no sign of my occupation.

“How did you know what I was doing? I believe you have eyes in the back of your head.”

“I have, at least, a well-polished, silver-plated coffee-pot in front of me,” said he. “But, tell me, Watson, what do you make of our visitor’s stick? Since we have been so unfortunate as to miss him and have no notion of his errand, this accidental souvenir becomes of importance. Let me hear you reconstruct the man by an examination of it.”

“I think,” said I, following as far as I could the methods of my companion, “that Dr. Mortimer is a successful, elderly medical man, well-esteemed since those who know him give him this mark of their appreciation.”

“Good!” said Holmes. “Excellent!”

“I think also that the probability is in favour of his being a country practitioner who does a great deal of his visiting on foot.”

“Why so?”

“Because this stick, though originally a very handsome one has been so knocked about that I can hardly imagine a town practitioner carrying it. The thick-iron ferrule is worn down, so it is evident that he has done a great amount of walking with it.”

“Perfectly sound!” said Holmes.

“And then again, there is the ‘friends of the C.C.H.’ I should guess that to be the Something

Hunt, the local hunt to whose members he has possibly given some surgical assistance, and which has made him a small presentation in return.”

“Really, Watson, youexcel yourself,” said Holmes, pushing back his chair and lighting a cigarette. “I am bound to say that in all the accounts which you have been so good as to give of my own small achievements you have habitually underrated your own abilities. It may be that you are not yourself luminous, but you are a conductor of light. Some people without possessing genius have a remarkable power of stimulating it. I confess, my dear fellow, that I am very much in your debt.”

He had never said as much before, and I must admit that his words gave me keen pleasure, for I had often been piqued by his indifference to my admiration and to the attempts which I had made to give publicity to his methods. I was proud, too, to think that I had so far mastered his system as to apply it in a way which earned his approval. He now took the stick from my hands and examined it for a few minutes with his naked eyes. Then with an expression of interest he laid down his cigarette, and carrying the cane to the window, he looked over it again with a convex lens.

“Interesting, thoughelementary,” said he as he returned to his favourite corner of the settee. “There are certainly one or two indications upon the stick. It gives us the basis for several deductions.”

“Has anything escaped me?” I asked with some self-importance. “I trust that there is nothing of consequence which I have overlooked?”

“I am afraid, my dear Watson, that most of your conclusions were erroneous. When I said that you stimulated me I meant, to be frank, that in noting your fallacies I was occasionally guided towards the truth. Not that you are entirely wrong in this instance. The man is certainly a country practitioner. And he walks a good deal.”

“Then I was right.”

“To that extent.”

“But that was all.”

“No, no, my dear Watson, not all-by no means all. I would suggest, for example, that a presentation to a doctor is more likely to come from a hospital than from a hunt, and that when the initials ‘C.C.’ are placed before that hospital the words ‘Charing Cross’ very naturally suggest themselves.”

“You may be right.”

“The probability lies in that direction. And if we take this as a working hypothesis we have a fresh basis from which to start our construction of this unknown visitor.”

“Well, then, supposing that ‘C.C.H.’ does stand for ‘Charing Cross Hospital,’ what further inferences may we draw?”

“Do none suggest themselves? You know my methods. Apply them!”

“I can only think of the obvious conclusion that the man has practised in town before going to the country.”

“I think that we might venture a little farther than this. Look at it in this light. On what occasion would it be most probable that such a presentation would be made? When would his friends unite to give him a pledge of their good will? Obviously at the moment when Dr. Mortimer withdrew from the service of the hospital in order to start in practice for himself. We know there has been a presentation. We believe there has been a change from a town hospital to a country practice. Is it, then, stretching our inference too far to say that the presentation was on the occasion of the change?”

“It certainly seems probable.”

“Now, you will observe that he could not have been on the staff of the hospital, since only a man well-established in a London practice could hold such a position, and such a one would not drift into the country. What was he, then? If he was in the hospital and yet not on the staff he could only have been a house-surgeon or a house-physician-little more than a senior student. And he left five years ago-the date is on the stick. So your grave, middle-aged family practitioner vanishes into thin air, my dear Watson, and there emerges a young fellow under thirty, amiable, unambitious, absent-minded, and the possessor of a favourite dog, which I should describe roughly as being larger than a terrier and smaller than a mastiff.”

I laughedincredulously as Sherlock Holmes leaned back in his settee and blew little wavering rings of smoke up to the ceiling.

“As tothe latter part, I have no means of checking you,” said I, “but at least it is not difficult to find out a few particulars about the man’s age and professional career.” From my small medical shelf I took down the Medical Directory and turned up the name. There were several Mortimers, but only one who could be our visitor. I read his record aloud.

“Mortimer, James, M.R.C.S., 1882, Grimpen, Dartmoor, Devon. House-surgeon, from 1882 to 1884, at Charing Cross Hospital. Winner of the Jackson prize for Comparative Pathology, with essay entitled ‘Is Disease a Reversion?’ Corresponding member of the Swedish Pathological Society. Author of ‘Some Freaks of Atavism’ (Lancet 1882). ‘Do We Progress?’ (Journal of Psychology, March, 1883). Medical Officer for the parishes of Grimpen, Thorsley, and High Barrow.”

“No mention of that local hunt, Watson,” said Holmes with a mischievous smile, “but a country doctor, as you very astutely observed. I think that I am fairly justified in my inferences. As to the adjectives, I said, if I remember right, amiable, unambitious, and absent-minded. It is my experience that it is only an amiable man in this world who receives testimonials, only an unambitious one who abandons a London career for the country, and only an absent-minded one who leaves his stick and not his visiting-card after waiting an hour in your room.”

“And the dog?”

“Has been in the habit of carrying this stick behind his master. Being a heavy stick the dog has held it tightly by the middle, and the marks of his teeth are very plainly visible. The dog’s jaw, as shown in the space between these marks, is too broad in my opinion for a terrier and not broad enough for a mastiff. It may have been-yes, by Jove, it is a curly-haired spaniel.”

He had risen and paced the room as he spoke. Now he halted in the recess of the window. There was such a ring of conviction in his voice that I glanced up in surprise.

“My dear fellow, how can you possibly be so sure of that?”

“For the very simple reason that I see the dog himself on our very door-step, and there is the ring of its owner. Don’t move, I beg you, Watson. He is a professional brother of yours, and your presence may be of assistance to me. Now is the dramatic moment of fate, Watson, when you hear a step upon the stair which is walking into your life, and you know not whether for good or ill. What does Dr. James Mortimer, the man of science, ask of Sherlock Holmes, the specialist in crime? Come in!”

The appearance of our visitor was a surprise to me, since I had expected a typical country practitioner. He was a very tall, thin man, with a long nose like a beak, whichjutted out between two keen, gray eyes, set closely together and sparkling brightly from behind a pair of gold-rimmed glasses. He was clad in a professional but rather slovenly fashion, for his frock-coat wasdingy and his trousers frayed. Though young, his long back was already bowed, and he walked with a forward thrust of his head and a general air of peeringbenevolence. As he entered his eyes fell upon the stick in Holmes’s hand, and he ran towards it with an exclamation of joy. “I am so very glad,” said he. “I was not sure whether

I had left it here or in the Shipping Office. I would not lose that stick for the world.”

“A presentation, I see,” said Holmes.

“Yes, sir.”

“From Charing Cross Hospital?”

“From one or two friends there on the occasion of my marriage.”

“Dear, dear, that’s bad!” said Holmes, shaking his head.

Dr. Mortimerblinked through his glasses in mild astonishment.

“Why was it bad?”

“Only that you have disarranged our little deductions. Your marriage, you say?”

“Yes, sir. I married, and so left the hospital, and with it all hopes of a consulting practice. It was necessary to make a home of my own.”

“Come, come, we are not so far wrong, after all,” said Holmes. “And now, Dr. James Mortimer ---”

“Mister, sir, Mister-a humble M.R.C.S.”

“And a man of precise mind, evidently.”

“A dabbler in science, Mr. Holmes, a picker up of shells on the shores of the great unknown ocean. I presume that it is Mr. Sherlock Holmes whom I am addressing and not ---”

“No, this is my friend Dr. Watson.”

“Glad to meet you, sir. I have heard your name mentioned in connection with that of your friend. You interest me very much, Mr. Holmes. I had hardly expected so dolichocephalic a skull or such well-marked supra-orbital development. Would you have any objection to my running my finger along your parietal fissure? A cast of your skull, sir, until the original is available, would be an ornament to any anthropological museum. It is not my intention to be fulsome, but I confess that I covet your skull.”

Sherlock Holmes waved our strange visitor into a chair. “You are an enthusiast in your line of thought, I perceive, sir, as I am in mine,” said he. “I observe from your forefinger that you make your own cigarettes. Have no hesitation in lighting one.”

The man drew out paper and tobacco and twirled the one up in the other with surprising dexterity. He had long, quivering fingers as agile and restless as the antennae of an insect.

Holmes was silent, but his little dartingglances showed me the interest which he took in our curious companion.

“I presume, sir,” said he at last, “that it was not merely for the purpose of examining my skull that you have done me the honour to call here last night and again to-day?”

“No, sir, no; though I am happy to have had the opportunity of doing that as well. I came to you, Mr. Holmes, because I recognized that I am myself an unpractical man and because

I am suddenly confronted with a most serious and extraordinary problem. Recognizing, as I do, that you are the second highest expert in Europe ---”

“Indeed, sir! May I inquire who has the honour to be the first?” asked Holmes with some asperity.

“To the man of precisely scientific mind the work of Monsieur Bertillon must always appeal strongly.”

“Then had you not better consult him?”

“I said, sir, to the precisely scientific mind. But as a practical man of affairs it is acknowledged that you stand alone. I trust, sir, that I have not inadvertently ---”

“Just a little,” said Holmes. “I think, Dr. Mortimer, you would do wisely if without more ado you would kindly tell me plainly what the exact nature of the problem is in which you demand my assistance.”

Rozumienie tekstu

Klucz >>>

Zaznacz właściwą odpowiedź (A, B, C lub D).

1. Sherlock Holmes

A) knew that Watson was studying the walking stick because he saw it.

B) knew Watson felt like studying the walking stick because it belonged to another doctor.

C) enjoyed his morning coffee.

D) was drinking coffee after a sleepless night.

2. According to Holmes, the visitor to his house

A) left the walking stick behind, but was too absent-minded to leave a visiting-card.

B) must have been a nice person.

C) must have left in a hurry.

D) had a dog which was neither a terrier nor a spaniel.

3. Doctor Mortimer wore

A) elegant clothes.

B) a professional outfit and glasses.

C) elegant clothes and a hat.

D) glasses.

4. Which of the following is not true?

A) Doctor Mortimer smoked a lot of cigarettes.

B) Doctor Mortimer was interested in science.

C) The shape of Holmes’s head was of great interest to Mortimer.

D) Holmes and Mortimer had something in common.

5. When Mortimer called him ‘the second highest expert in Europe’, Holmes

A) knew exactly whom Mortimer meant.

B) lost his liking for Mortimer.

C) felt slightly insulted.

D) felt pleased.

 

O słowach

FRAY

„His frock-coat was dingy and his trousers frayed”.

Czasownik fray oznacza strzępić się, np.:

This skirt will fray if you don’t hem it.

Ta spódnica postrzępi się, jeśli jej nie zaobrębisz.

Stąd przymiotnik frayed to właśnie postrzępiony.

Fray ma także znaczenie metaforyczne – oznacza wówczas nadszarpnąć (np. o nerwach), np.:

This incident really frayed my nerves.

Ten incydent mocno nadszarpnął mi nerwy.

Dlatego przymiotnik frayed oznacza również nadszarpnięty, skołatany. Podobne znaczenie będzie miał przymiotnik shattered, co dobrze ilustruje zdanie z innego rozdziału „Psa Baskerville’ów”:

„Sir Henry and Dr. Mortimer were, however, in London, on their way to that long voyage which had been recommended for the restoration of his shattered nerves”.

PRZYMIOTNIKI ZŁOŻONE (WELL-ESTEEMED)

W powyższym rozdziale pojawia się kilka przymiotników złożonych, jak np.: old-fashioned, well-polished, well-esteemed, well-established, middle-aged czy absent-minded.

Przymiotniki złożone tworzy się z dwóch lub więcej wyrazów. W takich złożeniach ostatni wyraz określony jest przez te, które go poprzedzają, co ilustrują poniższe przykłady:

a black-eyed girl

czarnooka dziewczyna

,

an old-fashioned dress

staromodna sukienka

.

Przymiotniki złożone składają się z różnych części mowy. Najczęstsze konstrukcje tego typu to:

1) rzeczownik/przysłówek/przymiotnik + imiesłów bierny (past participle):

a well-behaved child

dobrze wychowane dziecko

a newly-built house

nowo wybudowany dom

the above-mentioned issue

wyżej wspomniany problem

2) rzeczownik/przysłówek/przymiotnik + present participle (czasownik + ing):

rough-looking fellow

wyglądający na nieokrzesanego facet

an awe-inspiring atmosphere

atmosfera budząca grozę

3) przymiotnik + rzeczownik:

a last-minute offer

– oferta z ostatniej chwili

4) rzeczownik + przymiotnik:

a world-famous writer

– pisarz światowej sławy

5) liczebnik + rzeczownik:

a three-star hotel

hotel trzygwiazdkowy

a one-way ticket

bilet w jedną stronę

6) czasownik + przyimek:

a sit-in protest

– protest siedzący

7) kilka wyrazów (rzeczowników, przymiotników, przyimków itd.) połączonych spójnikiem lub przyimkiem:

a black-and-white TV

– czarno-biały telewizor

an air-to-air missile

– pocisk typu powietrze-powietrze

W pisowni przymiotników złożonych często występuje łącznik (hyphen). Ten znak sygnalizuje, że sąsiadujące ze sobą wyrazy nie są od siebie niezależne, ale stanowią jeden przymiotnik. Łącznika nie stosuje się na ogół w przypadku dłuższych wyrażeń, jeśli dane złożenie występuje po rzeczowniku, do którego się odnosi. Porównaj przykłady:

She’s an out-of-work nurse.

This nurse is out of work.

Ta pielegniarka jest bezrobotna/Ta pielęgniarka jest bez pracy.

Łącznik SO

„So your grave, middle-aged family practitioner vanishes into thin air, my dear Watson.”

So oznacza więc, zatem. Za pomocą so łączymy dwa zdania wtedy, kiedy występuje między nimi związek przyczynowo-skutkowy, np.:

You didn’t call me, so I had no idea where we were supposed to meet.

Nie zadzwoniłeś do mnie, więc nie miałem pojęcia, gdzie mieliśmy się spotkać.

I’m sick so I’m staying at home.

Jestem chory, więc zostaję w domu.

Podobnie używa się so that (więc, dlatego). So that oznacza również żeby, np:

Kate locked the door so that no one could enter.

Kate zamknęła drzwi na klucz, żeby nikt nie mógł wejść.

Those young men died so that we might live in peace.

Ci młodzi ludzie zginęli, żebyśmy my mogli żyć w pokoju.

So może łączyć dwa zdania w jedno złożone albo występować na początku zdania, które wynika z poprzedniego. So that występuje jedynie wewnątrz zdania złożonego.

Znaczenie podobne do so mają między innymi następujące wyrazy i wyrażenia: therefore (dlatego, więc, zatem), consequently (w rezultacie, zatem), as a result (w rezultacie).

Gramatyka

PRZYMIOTNIK + TO + BEZOKOLICZNIK

„I was proud, too, to think that I had so far mastered his system as to apply it in a way which earned his approval.”

Jeśli przymiotnik występuje po czasowniku takim jak be, feel, seem, get itp., może po nim następować bezokolicznik z to. Do takich przymiotników należą m.in. wyrazy opisujące emocje, uczucia i reakcje, jak np.:

anxious

niespokojny

happy

szczęśliwy

pleased

zadowolony

proud

dumny

shocked

wstrząśnięty

surprised

zaskoczony

Maria was surprised to meet me.

Maria była zaskoczona, że mnie spotkała.

I was glad to receive the letter.

Byłem zadowolony, że otrzymałem list.

Inne przymiotniki, po których może występować bezokolicznik z to, to m.in.:

able

zdolny

careful

uważny

,

ostrożny

certain

pewny

difficult

trudny

fit

zdolny

,

gotowy

likely

prawdopodobny

lucky

szczęśliwy, fartowny

prepared

przygotowany

ready

gotowy

right

słuszny, właściwy

stupid

głupi

wrong

niewłaściwy, zły

Sheila was stupid to believe him.

Sheila była głupia, że mu uwierzyła.

The question seems difficult to answer.

Na to pytanie chyba trudno odpowiedzieć.

Bezokolicznika z to używamy także po wyrażeniach z liczebnikami porządkowymi oraz po przymiotnikach next (następny), last (ostatni) i only (jedyny), np.:

She was the first person to criticise your decision.

Była pierwszą osobą, która skrytykowała twoją decyzję.

Szymborska was the only Polish poetess to win the Nobel prize.

Szymborska była jedyną polską poetką, która zdobyła Nagrodę Nobla.

Należy pamiętać, że po niektórych przymiotnikach nie stosuje się bezokolicznika. Po tych przymiotnikach występuje zdanie podrzędne wprowadzone przez that, np.:

Mike felt ashamed that he’d neglected his duty.

Mike czuł się zawstydzony, że zaniedbał swój obowiązek.

Po innych przymiotnikach występuje natomiast czasownik z końcówką -ing, np.:

We were busy revising before the test.

Byliśmy zajęci powtórką do testu.

This book is really worth reading.

Tę książkę naprawdę warto przeczytać.

Kultura i historia

CHARING CROSS

„Then, supposing that ‘C.C.H.’ does stand for ‘Charing Cross Hospital,’ what further inferences may we draw?”

Charing Cross to dzisiaj część Westminster w centrum Londynu, miejsce, gdzie krzyżują się ulice Strand, Whitehall i Cockspur Street. Kiedyś mieściła się tu wioska Charing. Nazwa osady wywodzi się ze staroangielskiego słowa cierring oznaczającego zakręt, zakręcający, gdyż w tym miejscu właśnie Tamiza zatacza duży łuk. Król Edward I Długonogi (1239–1307) umieścił tam krzyż (cross) ku czci swojej żony, Eleonory Kastylijskiej – stąd pochodzenie nazwy Charing Cross.

Mieszczący się nieopodal Charing Cross szpital powstał w 1823 roku przy Villiers Street. Mimo że w 1834 roku część szpitala mieściła się przy Agar Street, a w XX wieku szpital zmienił siedzibę, od 1827 roku nieprzerwanie obowiązuje nazwa Charing Cross Hospital.

Pierwsze nowoczesne, świeckie szpitale zaczęły powstawać w XVIII-wiecznej Europie. Wcześniej opiekę medyczną zapewniali przede wszystkim duchowni – mnisi i zakonnice, zazwyczaj na terenie klasztorów. Na przełomie XVII i XVIII stulecia w Londynie istniało kilka szpitali, np. szpital świętego Bartłomieja, szpital świętego Tomasza czy szpital dla umysłowo chorych Bethlem. Niektóre szpitale, oprócz zapewnienia opieki zdrowotnej, pełniły również inne funkcje, jak np. szpital Magdalen dla przepełnionych skruchą prostytutek czy ośrodek prowadzony przez Marine Society for Educating Poor Destitute Boys. Do pierwszych świeckich szpitali należy londyński Guy’s Hospital, ufundowany w latach dwudziestych XVIII wieku przez Thomasa Guya.

ALPHONSE BERTILLON 

„To the man of precisely scientific mind the work of Monsieur Bertillon must always appeal strongly.”

Alphonse Bertillon (1853–1914) to uczony francuski, funkcjonariusz policji paryskiej. Sûreté, najstarsza europejska policja kryminalna, została założona w 1812 roku przez kryminalistę Françoisa Vidocq (1775–1857). Mottem przestępcy, który wszedł w układ z policją paryską dla ochrony własnego życia, było, że „jedynie zbrodniarze mogą zwalczać zbrodnię”. Vidocq przy pomocy pozyskanych do współpracy kryminalistów skutecznie zwalczał występek tam, gdzie nie zapuszczali się przedstawiciele oficjalnej władzy. Rozwinął przy tym własne techniki postępowania, oparte na gruntownej znajomości środowiska przestępczego, jego metod działania i notatkach na ich temat.

Kiedy Alfons rozpoczął służbę w policji w 1879 roku, kierownictwo Vidocq było od ponad 40 lat przeszłością. Został zmuszony do odejścia w roku 1833, kiedy to prefekt policji Henryk Gisquet stanowczo sprzeciwił się nadmiernemu udziałowi kryminalistów w służbie prawa. Jednak metody pracy Vidocq przetrwały. Tymczasem jego archiwum niepomiernie się rozrosło, stając się tym samym ociężałym kolosem. Pomimo użycia nowej techniki – fotografii dla utrwalania wizerunków przestępców bywało niezdolne do ich identyfikacji wobec faktu, że każdy z nich mógł dowolnie zmienić personalia. Bywało też, że jedna osoba miała kilka kart.

Konieczność wprowadzenia systemu porządkującego oraz wydajnej i efektywnej metody identyfikowania przestępców stała się oczywista. Alfons Bertillon, który w prefekturze zajmował się obsługą kartotek, był synem wiceprzewodniczącego paryskiego Towarzystwa Antropologicznego, doktora Adolfa Bertillona, jego dziadek – przyrodnik i matematyk Achilese Guillard również był cenionym naukowcem. Alfons nie odziedziczył wybitnych zdolności, nie pałał chęcią nauki, ale wyrósł w domu przesiąkniętym atmosferą szacunku dla osiągnięć ludzkiej myśli. Jeden z naukowców, którego imię przywoływano –astronom Adolphe Quételet (1796–1874) starał się do badania zjawiska przestępczości włączyć metody statystyczne. Starał się też wykazać, że rozwój fizyczny człowieka podlega określonym prawom. Twierdził też, że nie ma na świecie dwóch ludzi, których wymiary ciała byłyby identyczne.

Bertillon, nie zważając na żarty i kpiny, postanowił zrobić praktyczny użytek z ustaleń Quételeta. Zezwolono mu na prowadzenie pomiarów przekazanych do rejestracji więźniów. Mierzył ich wzrost, długość i obwód głowy, długość ramion, palców i nóg i zapisywał w indywidualnych kartach. Tak powstał “bertillonage” – metoda identyfikacji na podstawie wymiarów ciała. Bertillon opracował też własny system porządkujący dane, dzięki któremu bardzo szybko mógł w kartotece odnaleźć przyprowadzonego do identyfikacji człowieka, o ile był notowany.

Metoda początkowo nie spotkała się z uznaniem ani nawet zrozumieniem ze strony przełożonych. Wraz ze zmianą prefekta Bertillon dostał szansę dowiedzenia słuszności swojej koncepcji. Co prawda nowy prefekt rozumiał z jego pomysłu równie mało co poprzednik, jednak obiecał wpływowemu ojcu Bertillona rozpatrzenie wniosku. Alfons Bertillon w pełni wykorzystał nadarzającą się sposobność. 21 lutego 1883 roku gazety pisały o udanej identyfikacji przestępcy na podstawie nowej metody, a czynniki wyższe, wietrząc w tym szansę, na własne powodzenie wspomogły rozwój antropometrii. Liczba zidentyfikowanych kryminalistów rosła.

Do swojej kartoteki z wymiarami Bertillon zaczął wkrótce dołączać fotografie wykonywane mimo sprzeciwów fotografów w znormalizowany sposób. Bertillonage (antropometria) stał się oficjalną metodą śledczą z dużymi sukcesami, stosowaną i poza granicami Francji. Jednak ostatecznie jeszcze za życia twórcy przegrał z pozostającą w cieniu podczas jego narodzin daktyloskopią.

Ćwiczenia

Klucz >>>

1. Uzupełnij zdania wyrazami z ramki.

reassuring; thin; notion; absent-minded; ado; frayed; forefinger; overlook; amiable; latter

a) They left without more ………… .

b) I had no ………… of what she actually meant.

c) The robbers vanished into ………… air.

d) Make sure you don’t ………… anything.

e) She wore ………… jeans and a t-shirt.

f) He was a most ………… person and everybody seemed to like him.

g) Her ………… smile made me feel more comfortable.

h) Michael and John Smith are brothers. The former is a lawyer, the ………… is a teacher.

i) Ian seems a bit ………… these days. He’s forgetful and lost in thoughts.

j) Patty put a ring on the ………… .

2. Przekształć poniższe zdania tak, aby zawierały przymiotnik złożony z wyrazów w nawiasach.

a) The students seemed to worry as they were leaving the classroom. (look)

b) These children behave well. (behave)

c) It’s an invention which saves your time! (time)

d) She’s an actress who is famous all over the world. (world)

e) We’ve noticed a strange man with gray hair. (gray)

3. Z poniższych wyrazów utwórz zdania. Jeden z czasowników powinien mieć formę osobową, a drugi występować w bezokoliczniku. Zastosuj czas present simple.

a) steal, it, wrong, be

b) I, really, pleased, be, you, meet

c) home, be, again, it, be, lovely

d) neighbour, our, seem, proud, new, car, have, a 

e) hear, news, latest, she, be, the, delighted

f) ready, the, be, we, face, truth

g) not, able, Mary, answer, those, be, questions

h) Paris, they, prepared, leave, be, for

i) the, be, first, people, we, see, this, movie

j) test, take, Kate, next, the, the, student, be

4. Przygotuj prezentację na jeden z tematów:

Hospitals in Victorian London

Medical Professions in Victorian London

Chapter 2The Curse of the Baskervilles

SŁOWNICTWO

“I have in my pocket a manuscript,” said Dr. James Mortimer.

“I observed it as you entered the room,” said Holmes.

“It is an old manuscript.”

“Early eighteenth century, unless it is a forgery.”

“How can you say that, sir?”

“You have presented an inch or two of it to my examination all the time that you have been talking. It would be a poor expert who could not give the date of a document within a decade or so. You may possibly have read my little monograph upon the subject.

I put that at 1730.”

“The exact date is 1742.” Dr. Mortimer drew it from his breast-pocket. “This family paper was committed to my care by Sir Charles Baskerville, whose sudden and tragic death some three months ago created so much excitement in Devonshire. I may say that I was his personal friend as well as his medical attendant. He was a strong-minded man, sir, shrewd, practical, and as unimaginative as I am myself. Yet he took this document very seriously, and his mind was prepared for just such an end as did eventually overtake him.”

Holmes stretched out his hand for the manuscript and flattened it upon his knee.

“You will observe, Watson, the alternative use of the long s and the short. It is one of several indications which enabled me to fix the date.”

I looked over his shoulder at the yellow paper and the faded script. At the head was written: “Baskerville Hall,” and below in large, scrawling figures: “1742.”

“It appears to be a statement of some sort.”

“Yes, it is a statement of a certain legend which runs in the Baskerville family.”

“But I understand that it is something more modern and practical upon which you wish to consult me?”

“Most modern. A most practical, pressing matter, which must be decided within twenty-four hours. But the manuscript is short and is intimately connected with the affair. With your permission I will read it to you.”

Holmes leaned back in his chair, placed his finger-tips together, and closed his eyes, with an air of resignation. Dr. Mortimer turned the manuscript to the light and read in a high, cracking voice the following curious, old-world narrative:-

“Of the origin of the Hound of the Baskervilles there have been many statements, yet as I come in a direct line from Hugo Baskerville, and as I had the story from my father, who also had it from his, I have set it down with all belief that it occurred even as is here set forth. And I would have you believe, my sons, that the same Justice which punishes sin may also most graciously forgive it, and that no ban is so heavy but that by prayer and repentance it may be removed. Learn then from this story not to fear the fruits of the past, but rather to be circumspect in the future, that those foul passions whereby our family has suffered so grievously may not again be loosed to our undoing.

“Know then that in the time of the Great Rebellion (the history of which by the learned Lord Clarendon I most earnestlycommend to your attention) this Manor of Baskerville was held by Hugo of that name, nor can it be gainsaid that he was a most wild, profane, and godless man. This, in truth, his neighbours might have pardoned, seeing that saints have never flourished in those parts, but there was in him a certain wanton and cruel humour

which made his name a byword through the West. It chanced that this Hugo came to love (if, indeed, so dark a passion may be known under so bright a name) the daughter of a yeoman who held lands near the Baskerville estate. But the young maiden, being discreet and of good repute, would ever avoid him, for she feared his evil name. So it came to pass that one Michaelmas this Hugo, with five or six of his idle and wicked companions, stole down upon the farm and carried off the maiden, her father and brothers being from home, as he well knew. When they had brought her to the Hall the maiden was placed in an upper chamber, while Hugo and his friends sat down to a long carouse, as was their nightly custom. Now, the poor lass upstairs was like to have her wits turned at the singing and shouting and terrible oaths which came up to her from below, for they say that the words used by Hugo Baskerville, when he was in wine, were such as might blast the man who said them. At last in the stress of her fear she did that which might have daunted the bravest or most active man, for by the aid of the growth of ivy which covered (and still covers) the south wall she came down from under the eaves, and so homeward across the moor, there being three leagues betwixt the Hall and her father’s farm.

“It chanced that some little time later Hugo left his guests to carry food and drink-with other worse things, perchance-to his captive, and so found the cage empty and the bird escaped. Then, as it would seem, he became as one that hath a devil, for, rushing down the stairs into the dining-hall, he sprang upon the great table, flagons and trenchers flying before him, and he cried aloud before all the company that he would that very night render his body and soul to the Powers of Evil if he might but overtake the wench. And while the revellers stood aghast at the fury of the man, one more wicked or, it may be, more drunken than the rest, cried out that they should put the hounds upon her. Whereat Hugo ran from the house, crying to his grooms that they should saddle his mare and unkennel the pack, and giving the hounds a kerchief of the maid’s, he swung them to the line, and so off full cry in the moonlight over the moor.

“Now, for some space the revellers stood agape, unable to understand all that had been done in such haste. But anon their bemusedwits awoke to the nature of the deed which was like to be done upon the moorlands. Everything was now in an uproar, some calling for their pistols, some for their horses, and some for another flask of wine. But at length some sense came back to their crazed minds, and the whole of them, thirteen in number, took horse and started in pursuit. The moon shone clear above them, and they rode swiftly abreast, taking that course which the maid must needs have taken if she were to reach her own home.

“They had gone a mile or two when they passed one of the night shepherds upon the moorlands, and they cried to him to know if he had seen the hunt. And the man, as the story goes, was so crazed with fear that he could scarce speak, but at last he said that he had indeed seen the unhappy maiden, with the hounds upon her track. ‘But I have seen more than that,’ said he, ‘for Hugo Baskerville passed me upon his black mare, and there ran mute behind him such a hound of hell as God forbid should ever be at my heels.’ So the drunken squirescursed the shepherd and rode onward. But soon their skins turned cold, for there came a galloping across the moor, and the black mare, dabbled with white froth, went past with trailingbridle and empty saddle. Then the revellers rode close together, for a great fear was on them, but they still followed over the moor, though each, had he been alone, would have been right glad to have turned his horse’s head. Riding slowly in this fashion they came at last upon the hounds. These, though known for their valour and their breed, were whimpering in a cluster at the head of a deep dip or goyal, as we call it, upon the moor, some slinking away and some, with starting hackles and staring eyes, gazing down the narrow valley before them.

“The company had come to a halt, more sober men, as you may guess, than when they started. The most of them would by no means advance, but three of them, the boldest, or it may be the most drunken, rode forward down the goyal. Now, it opened into a broad space in which stood two of those great stones, still to be seen there, which were set by certain forgotten peoples in the days of old. The moon was shining bright upon the clearing, and there in the centre lay the unhappy maid where she had fallen, dead of fear and of fatigue. But it was not the sight of her body, nor yet was it that of the body of Hugo Baskerville lying near her, which raised the hair upon the heads of these three daredevilroysterers, but it was that, standing over Hugo, and plucking at his throat, there stood a foul thing, a great, black beast, shaped like a hound, yet larger than any hound that ever mortal eye has rested upon. And even as they looked the thing tore the throat out of Hugo Baskerville, on which, as it turned its blazing eyes and dripping jaws upon them, the three shrieked with fear and rode for dear life, still screaming, across the moor. One, it is said, died that very night of what he had seen, and the other twain were but broken men for the rest of their days.

“Such is the tale, my sons, of the coming of the hound which is said to have plagued the family so sorely ever since. If I have set it down it is because that which is clearly known hath less terror than that which is but hinted at and guessed. Nor can it be denied that many of the family have been unhappy in their deaths, which have been sudden, bloody, and mysterious. Yet may we shelter ourselves in the infinite goodness of Providence, which would not forever punish the innocent beyond that third or fourth generation which is threatened in Holy Writ. To that Providence, my sons, I hereby commend you, and I counsel you by way of caution to forbear from crossing the moor in those dark hours when the powers of evil are exalted.

“[This from Hugo Baskerville to his sons Rodger and John, with instructions that they say nothing thereof to their sister Elizabeth.]”

When Dr. Mortimer had finished reading this singular narrative he pushed his spectacles up on his forehead and stared across at Mr. Sherlock Holmes. The latter yawned and tossed the end of his cigarette into the fire.

“Well?” said he.

“Do you not find it interesting?”

“To a collector of fairy tales.”

Dr. Mortimer drew a folded newspaper out of his pocket.

“Now, Mr. Holmes, we will give you something a little more recent. This is the Devon County Chronicle of May 14th of this year. It is a short account of the facts elicited at the death of Sir Charles Baskerville which occurred a few days before that date.”

My friend leaned a little forward and his expression became intent. Our visitor readjusted his glasses and began:-

“The recent sudden death of Sir Charles Baskerville, whose name has been mentioned as the probable Liberal candidate for Mid-Devon at the next election, has cast a gloom over the county. Though Sir Charles had resided at Baskerville Hall for a comparatively short period his amiability of character and extreme generosity had won the affection and respect of all who had been brought into contact with him. In these days of nouveaux riches it is refreshing to find a case where the scion of an old county family which has fallen upon evil days is able to make his own fortune and to bring it back with him to restore the fallen grandeur of his line. Sir Charles, as is well known, made large sums of money in South African speculation. More wise than those who go on until the wheel turns against them, he realized his gains and returned to England with them. It is only two years since he took up his residence at Baskerville Hall, and it is common talk how large were those schemes of reconstruction and improvement which have been interrupted by his death. Being himself childless, it was his openly expressed desire that the whole country-side should, within his own lifetime, profit by his good fortune, and many will have personal reasons for bewailing his untimely end. His generous donations to local and county charities have been frequently chronicled in these columns.

“The circumstances connected with the death of Sir Charles cannot be said to have been entirely cleared up by the inquest, but at least enough has been done to dispose of those rumours to which local superstition has given rise. There is no reason whatever to suspect foul play, or to imagine that death could be from any but natural causes. Sir Charles was a widower, and a man who may be said to have been in some ways of an eccentric habit of mind. In spite of his considerable wealth he was simple in his personal tastes, and his indoor servants at Baskerville Hall consisted of a married couple named Barrymore, the husband acting as butler and the wife as housekeeper. Their evidence, corroborated by that of several friends, tends to show that Sir Charles’s health has for some time been impaired, and points especially to some affection of the heart, manifesting itself in changes of colour, breathlessness, and acute attacks of nervous depression. Dr. James Mortimer, the friend and medical attendant of the deceased, has given evidence to the same effect.

“The facts of the case are simple. Sir Charles Baskerville was in the habit every night before going to bed of walking down the famous Yew Alley of Baskerville Hall. The evidence of the Barrymores shows that this had been his custom. On the 4th of May Sir Charles had declared his intention of starting next day for London, and had ordered Barrymore to prepare his luggage. That night he went out as usual for his nocturnal walk, in the course of which he was in the habit of smoking a cigar. He never returned. At twelve o’clock Barrymore, finding the hall door still open, became alarmed, and, lighting a lantern, went in search of his master. The day had been wet, and Sir Charles’s footmarks were easily traced down the Alley. Half-way down this walk there is a gate which leads out on to the moor. There were indications that Sir Charles had stood for some little time here.

He then proceeded down the Alley, and it was at the far end of it that his body was discovered. One fact which has not been explained is the statement of Barrymore that his master’s footprints altered their character from the time that he passed the moor-gate, and that he appeared from thence onward to have been walking upon his toes. One Murphy, a gipsy horse-dealer, was on the moor at no great distance at the time, but he appears by his own confession to have been the worse for drink. He declares that he heard cries, but is unable to state from what direction they came. No signs of violence were to be discovered upon Sir Charles’s person, and though the doctor’s evidence pointed to an almost incredible facial distortion-so great that Dr. Mortimer refused at first to believe that it was indeed his friend and patient who lay before him-it was explained that that is a symptom which is not unusual in cases of dyspnoea and death from cardiacexhaustion. This explanation was borne out by the post-mortem examination, which showed long-standing organic disease, and the coroner’s jury returned a verdict in accordance with the medical evidence. It is well that this is so, for it is obviously of the utmost importance that Sir Charles’s heir should settle at the Hall and continue the good work which has been so sadly interrupted. Had the prosaic finding of the coroner not finally put an end to the romantic stories which have been whispered in connection with the affair, it might have been difficult to find a tenant for Baskerville Hall. It is understood that the next of kin is Mr. Henry Baskerville, if he be still alive, the son of Sir Charles Baskerville’s younger brother. The young man when last heard of was in America, and inquiries are being instituted with a view to informing him of his good fortune.”

Dr. Mortimer refolded his paper and replaced it in his pocket.

“Those are the public facts, Mr. Holmes, in connection with the death of Sir Charles Baskerville.”

“I must thank you,” said Sherlock Holmes, “for calling my attention to a case which certainly presents some features of interest. I had observed some newspaper comment at the time, but I was exceedingly preoccupied by that little affair of the Vatican cameos, and in my anxiety to oblige the Pope I lost touch with several interesting English cases. This article, you say, contains all the public facts?”

“It does.”

“Then let me have the private ones.” He leaned back, put his finger-tips together, and assumed his most impassive and judicial expression.

“In doing so,” said Dr. Mortimer, who had begun to show signs of some strong emotion, “I am telling that which I have not confided to anyone. My motive for withholding it from the coroner’s inquiry is that a man of science shrinks from placing himself in the public position of seeming to indorse a popular superstition. I had the further motive that Baskerville Hall, as the paper says, would certainly remain untenanted if anything were done to increase its already rather grim reputation. For both these reasons I thought that I was justified in telling rather less than I knew, since no practical good could result from it, but with you there is no reason why I should not be perfectly frank.

“The moor is very sparsely inhabited, and those who live near each other are thrown very much together. For this reason I saw a good deal of Sir Charles Baskerville. With the exception of Mr. Frankland, of Lafter Hall, and Mr. Stapleton, the naturalist, there are no other men of education within many miles. Sir Charles was a retiring man, but the chance of his illness brought us together, and a community of interests in science kept us so. He had brought back much scientific information from South Africa, and many a charming evening we have spent together discussing the comparative anatomy of the Bushman and the Hottentot.

“Within the last few months it became increasingly plain to me that Sir Charles’s nervous system was strained to the breaking point. He had taken this legend which I have read you exceedingly to heart-so much so that, although he would walk in his own grounds, nothing would induce him to go out upon the moor at night. Incredible as it may appear to you, Mr. Holmes, he was honestly convinced that a dreadful fate overhung his family, and certainly the records which he was able to give of his ancestors were not encouraging. The idea of some ghastly presence constantly haunted him, and on more than one occasion he has asked me whether I had on my medical journeys at night ever seen any strange creature or heard the baying of a hound. The latter question he put to me several times, and always with a voice which vibrated with excitement.

“I can well remember driving up to his house in the evening some three weeks before the fatal event. He chanced to be at his hall door. I had descended from my gig and was standing in front of him, when I saw his eyes fix themselves over my shoulder, and stare past me with an expression of the most dreadful horror. I whisked round and had just time to catch a glimpse of something which I took to be a large black calf passing at the head of the drive. So excited and alarmed was he that I was compelled to go down to the spot where the animal had been and look around for it. It was gone, however, and the incident appeared to make the worst impression upon his mind. I stayed with him all the evening, and it was on that occasion, to explain the emotion which he had shown, that he confided to my keeping that narrative which I read to you when first I came. I mention this small episode because it assumes some importance in view of the tragedy which followed, but I was convinced at the time that the matter was entirely trivial and that his excitement had no justification.

“It was at my advice that Sir Charles was about to go to London. His heart was, I knew, affected, and the constant anxiety in which he lived, however chimerical the cause of it might be, was evidently having a serious effect upon his health. I thought that a few months among the distractions of town would send him back a new man. Mr. Stapleton, a mutual friend who was much concerned at his state of health, was of the same opinion. At the last instant came this terrible catastrophe.

“On the night of Sir Charles’s death Barrymore the butler, who made the discovery, sent Perkins the groom on horseback to me, and as I was sitting up late I was able to reach Baskerville Hall within an hour of the event. I checked and corroborated all the facts which were mentioned at the inquest. I followed the footsteps down the Yew Alley, I saw the spot at the moor-gate where he seemed to have waited, I remarked the change in the shape of the prints after that point, I noted that there were no other footsteps save those of Barrymore on the soft gravel, and finally I carefully examined the body, which had not been touched until my arrival. Sir Charles lay on his face, his arms out, his fingers dug into the ground, and his features convulsed with some strong emotion to such an extent that I could hardly have sworn to his identity. There was certainly no physical injury of any kind. But one false statement was made by Barrymore at the inquest. He said that there were no traces upon the ground round the body. He did not observe any. But I did-some little distance off, but fresh and clear.”

“Footprints?”

“Footprints.”

“A man’s or a woman’s?”

Dr. Mortimer looked strangely at us for an instant, and his voice sank almost to a whisper as he answered:-

“Mr. Holmes, they were the footprints of a gigantic hound!”

Rozumienie tekstu

Klucz >>>

Zaznacz właściwą odpowiedź (A, B, C lub D).

1. Hugo Baskerville was said to

A) be a villain.

B) trouble his neighbours.

C) ask his neighbours for mercy after he’d hurt them.

D) have neighbours as cruel as himself.

2. Hugo kidnapped a young woman

A) because her father hadn’t agreed to their marriage.

B) when her father was away.

C) in order to marry her secretly.

D) in order to demand ransom from her family.

3. The terrible beast killed

A) both the girl and Hugo.

B) Hugo and some of his companions.

C) Hugo.

D) Hugo and a shepherd.

4. Charles Baskerville was

A) amiable and generous, but too adventurous.

B) old but still very healthy.

C) eccentric and popular.

D) respectable and kind.

5. The first person to find Sir Charles’s corpse was

A) Doctor Mortimer.

B) Mister Stapleton.

C) a gipsy horse-dealer.

D) a servant.

O słowach

OBSERVE

„I had observed some newspaper comment at the time, but I was exceedingly preoccupied by that little affair of the Vatican cameos”.

Czasownik observe ma kilka znaczeń. W powyższym zdaniu wyraz ten występuje w znaczeniu dość oczywistym – zauważyć, zobaczyć. Inne, jeszcze bardziej czytelne znaczenie czasownika observe to obserwować, np.:

The spy was observing them closely.

Szpieg uważnie ich obserwował.

Czasownik observe może jednak oznaczać również przestrzegać (reguł, zasad, przepisów), np.:

Certain rules of procedure must be observed.

Trzeba przestrzegać pewnych zasad postępowania.

Ponadto observe oznacza obchodzić, świętować, upamiętniać, np.:

This anniversary is a nationally observed holiday.

Ta rocznica jest świętem obchodzonym w całym kraju.

LENGTH

„But at length some sense came back to their crazed minds.”

At length to w końcu, wreszcie.

W języku angielskim istnieje kilka idiomów z rzeczownikiem length i przymiotnikiem long. Oto tylko niektóre spośród nich:

hold/keep somebody at arm’s length

trzymać kogoś na dystans

have a long arm

mieć duży wpływ

cut/make a long story short

– nie wdając się w szczegóły, krótko mówiąc

take the long view

spoglądać daleko w przyszłość, planować coś na dłuższą metę

in the long run

– na dłuższą metę

ŁĄCZNIK AS

„I observed it as you entered the room, said Holmes.”

Wyraz as funkcjonuje jako spójnik, sygnalizując rozmaite znaczenia. W powyższym przykładzie oznacza kiedy, jak. Jeśli mowa jest o czynności stanowiącej tło dla innej akcji, możemy używać wymiennie as, while i when, np.:

As/while/when I was reading the e-mails, my secretary answered the phone.

Kiedy czytałem e-maile, moja sekretarka odebrała telefon.

As używa się częściej niż when, kiedy relacja dotyczy dwóch krótkich wydarzeń, które odbywały się równocześnie:

As she entered the room, Lucy noticed the stranger.

Kiedy weszła do pokoju, Lucy zauważyła nieznajomego.

Ponadto as oznacza również ponieważ, skoro, np.:

As the contestants are ready, let us begin.

Skoro zawodnicy są gotowi, zaczynajmy.

Należy pamiętać, że zdania z as w tym znaczeniu są wypowiedziami raczej formalnymi.

As oznacza także jak, co ilustruje poniższy cytat z książki:

„The company had come to a halt, more sober men, as you may guess, than when they started”.

Gramatyka

KWANTYFIKATORY

„He had brought back much scientific information from South Africa, and many a charming evening we have spent together.”

W powyższym zdaniu po wyrazie many występuje rzeczownik w liczbie pojedynczej poprzedzony przedimkiem nieokreślonym a. Choć konstrukcja taka może się wydawać błędna, many a/an jest poprawnym wyrażeniem oznaczającym wiele, wielu, niejeden. Jest to wyrażenie formalne, spotykane najczęściej w języku literackim. Przyjrzyj się poniższym przykładom:

She cried many a time.

Płakała wiele razy.

Many a parent would be proud if their children followed in your footsteps.

Wielu rodziców byłoby dumnych, gdyby ich dzieci podążyły w twoje ślady.

Warto dodać, że wyrażenie many a występuje w następujących powiedzeniach:

many a slip twixt cup and lip

między ustami a brzegiem pucharu

many a little makes a mickle

ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka

Należy pamiętać, że many odnosi się jedynie do rzeczowników policzalnych. Poniżej znajdziesz listę innych kwantyfikatorów (określeń ilości) odnoszących się tylko do rzeczowników policzalnych:

a few

kilka

few

niewiele

fewer

mniej

a big/great number of

duża liczba

both

obydwaj

several

kilka, kilkanaście

Each (każdy) oraz every (każdy, wszyscy) mogą występować jedynie z rzeczownikami policzalnymi w liczbie pojedynczej. Each używamy w odniesieniu do dwóch lub więcej przedmiotów lub osób, natomiast every opisuje trzy lub więcej przedmioty czy osoby, np.:

She was holding a suitcase in each hand.

W obydwu rękach trzymała walizkę.

Every person in this room knows what I’m talking about.

Wszystkie osoby w tej sali wiedzą, o czym mówię.

Poniżej przedstawiamy listę kwantyfikatorów występujących tylko z rzeczownikami niepoliczalnymi:

much

dużo

little

mało

less

mnie

j

a little

trochę

a large amount of

duża ilość

a big/great deal of

duża ilość

Niektóre kwantyfikatory stosuje się zarówno w odniesieniu do rzeczowników policzalnych w liczbie mnogiej, jak i do rzeczowników niepoliczalnych, np.:

all

wszystko

,

wszyscy

some

trochę

, niektórzy

more

więc

ej

most

najwięcej

a lot of

mnóstwo

lots of

mnóstwo

plenty of

mnóstwo

no

żaden

none of

żaden

,

żadne

Kultura i historia

GREAT REBELLION i LORD CLARENDON

„Know then that in the time of the Great Rebellion (the history of which by the learned Lord Clarendon I most earnestly commend to your attention)…”

Określenie Great Rebellion odnosi się do wojen trzech królestw, czyli serii konfliktów, które wystąpiły w Anglii, Szkocji i Irlandii w latach 1639–1651. Król Karol I Stuart sprawował w latach 1629–1640 rządy osobiste (bez udziału parlamentu) nad wszystkimi trzema królestwami, co w konsekwencji doprowadziło do wojny domowej i egzekucji monarchy w 1649 roku.

Od 1637 roku zaczęły nasilać się również konflikty natury religijnej. Król poślubił katolicką księżniczkę francuską i otaczał się kontrowersyjnymi duchownymi, co budziło powszechny sprzeciw. Ponadto Karol I nie był zwolennikiem purytanów, spośród których rekrutowało się wielu wpływowych i zamożnych reprezentantów społeczeństwa. Kiedy powołany przez króla arcybiskup Laud podjął próbę wprowadzenia nowego katechizmu w Szkocji, spotkał się z powszechnym oporem biskupów i buntem armii szkockiej w 1638 roku.

Tymczasem w Irlandii w 1641 roku wybuchł bunt przeciwko protestanckim osadnikom z Anglii i Szkocji. Karol I popadł w konflikt z parlamentem – kwestią sporną było dowództwo nad królewską armią. Do roku 1645 trwała wojna domowa, która zakończyła się przejęciem władzy przez parlament. W roku 1649 na Karolu I wykonano egzekucję przez dekapitację.

Lata 1649–1660 to okres Republiki Brytyjskiej, na której czele stał Olivier Cromwell (1599–1658). Do wojny trzech królestw zalicza się także dokonany w tym okresie podbój Irlandii w 1649 roku oraz kolejne wojny domowe w 1648–1649 i 1650–1651, kiedy Karol II Stuart próbował odzyskać tron.

Lord Clarendon to Edward Hyde (1609–1674), angielski mąż stanu i historyk.