Teologia aktu małżeńskiego - Aleksandra Klimek - ebook
Opis

„Książka dotyczy bardzo istotnego zagadnienia — teologicznego wymiaru aktu małżeńskiego i opiera się na dorobku św. Jana Pawła II w tej dziedzinie, odwołując się do Jego nauczania zawartego w książce „Miłość i odpowiedzialność”. Wobec współczesnych prób przedefiniowania i zanegowania definicji małżeństwa, jako przymierza między kobietą, a mężczyzną publikacja wydaje się być bardzo potrzebna i aktualna.” dr Dorota Dźwig wykładowca w Ośrodku Naukowo-Badawczym UKSW-u w Gdyni.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 210

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Aleksandra Judyta Konstancja Klimek

Teologia aktu małżeńskiego

© Aleksandra Judyta Konstancja Klimek, 2017

Niniejsza publikacja jest owocem analizy książki „Miłość i odpowiedzialność” Karola Wojtyły. Prezentuje osobowe znaczenie aktu małżeńskiego, problemów antygenderowej komplementarności płci oraz znaczenie normy personalistycznej w zjednoczeniu osób zarazem. Wyjaśnia jak akt seksualny może być językiem komunii oraz podkreśla duchowy wymiar mowy ciała, który omówiono w aspekcie oblubieńczym, oddania siebie w miłości. Ukazany został również problem afirmacji osoby jako odpowiedzi na miłość.

ISBN 978-83-8126-236-1

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Wykaz skrótów

AK — Ateneum Kapłańskie

AL — Franciszek, Adhortacja apostolska, Amoris Laetitia

BF — Breviarium Fidei

Ch L- Jan Paweł II, Adhortacja apostolska, Christifideles laici

DCE — Benedykt XVI, Encyklika, Deus Caritas est.

DiM — Jan Paweł II, Encyklika, Dives in misericordia

DeV- Jan Paweł II, Encyklika Dominum et Vivificantem

DV — Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o godności jego przekazywania Donum Vita (22.02.1987)

EE — Jan Paweł II, Encyklika Ecclesia de Eucharistia

FC — Jan Paweł II, Adhortacja apostolska, Familiaris Consortio

HV — Paweł VI, Encyklika, Humane vite

ICD — Insegnamenti di Giovanni Paolo II 1978—1997. [Oficjalna wersja elektroniczna], Libereria Editrice Vaticana 1998.

KK — Konstytucja dogmatyczna o Kościele, Lumen Gentium

KDK — Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et spes

KO — Konstytucja dogmatyczna o objawieniu Bożym, Dei Verbum

KKK — Katechizm Kościoła Katolickiego

KPK — Kodeks Prawa Kanonicznego

LK — Jan Paweł II, List do kobiet

LPZH — Kongregacja Nauki Wiary: Uwagi dotyczące projektów legalizacji prawnej związków między osobami homoseksualnymi

LR — Jan Paweł II, List do Rodzin Gratissimam sane

MC — Paweł VI, Adhortacja apostolska Marialis cultus

MD — Jan Paweł II, List apostolski, Mulieris Dignitatem

MiN — Jan Paweł II, Mężczyzną i niewiastą stworzył ich

ORp — L’Osservatore Romano. Wyd. Pol., Citta del Vaticano 1980-

PDV — Jan Paweł II, Adhortacja apostolska, Pastores dabo Vobis

PH — Paweł VI, DeklaracjaPersona Humana

RC — Jan Paweł II, Adhortacja apostolska, Redemptoris custos

RCMOS — Jan Paweł II, Rodzino, co mówisz o sobie?

RH — Jan Paweł II, Encyklika Redemptor Hominis

RM — Jan Paweł II, Encyklika Redemptoris Mater

TM — Jan Paweł II, Katechezy Ojca Świętego Jana Pawła II. Teologia małżeństwa

VC — Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Vita Consecrata,

WMiK — Kongregacja Nauki Wiary. „O współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie”. (31.05.2004)

Wstęp

Bóg jest twórcą małżeństwa (Ef 5, 32) [KDK 48], gdyż stworzył człowieka mężczyzną i kobietą. Bycie — w ciele i duszy — mężczyzną „dla” kobiety i kobietą „dla” mężczyzny uczynił wielkim i niezastąpionym darem oraz zadaniem w życiu małżeńskim. Rodzinę oparł na fundamencie małżeństwa złączonego na całe życie miłością nierozerwalną i wyłączną. Postanowił, że taka właśnie rodzina będzie właściwym środowiskiem rozwoju dzieci, którym przekaże życie oraz zapewni rozwój materialny i duchowy[1].

Ta chrześcijańska wizja wypływa z odczytania natury osoby ludzkiej, natury małżeństwa i rodziny. Odrzucanie tej wizji prowadzi nieuchronnie do rozkładu rodzin i do klęski człowieka. Jak pokazuje historia ludzkości, lekceważenie Stwórcy jest zawsze niebezpieczne i zagraża szczęśliwej przyszłości człowieka i świata. Muszą zatem budzić najwyższy niepokój próby przedefiniowania pojęcia małżeństwa i rodziny narzucane współcześnie, zwłaszcza przez zwolenników ideologii gender[2]. Wobec nasilających się ataków tej ideologii skierowanych na różne obszary życia rodzinnego i społecznego należy stanowczo i jednoznacznie wypowiedzieć się w obronie chrześcijańskiej rodziny, fundamentalnych wartości, które ją chronią, a z drugiej przestrzec przed zagrożeniami płynącymi z propagowania nowego typu form życia rodzinnego[3]. Przesłanie moralne Kościoła w dziedzinie ludzkiej płciowości [Zob. KKK 2331—2400; KDK 47—52][4] zderza się dzisiaj z koncepcjami i zjawiskami, które nie odpowiadają pełnej prawdzie o człowieku. Trzeba to widzieć w podwójnym wymiarze: z jednej strony chodzi o zafałszowanie, redukcyjne koncepcje ludzkiej płciowości, z drugiej strony — o sytuację współczesnej kultury, która banalizuje ludzką płciowość[5]:

„Jesteśmy świadkami, pogłębiania się wymiarów tego nowego zjawiska poprzez zaciemnianie prawdy o człowieku, przy czym chodzi między innymi o tendencje banalizowania płciowości. W ten sposób tworzy się kultura, w której społeczeństwo i środki masowego przekazu dostarczają w tej dziedzinie często informacji odartych z wymiaru osobowego, o charakterze zabawy, informacji często pesymistycznej, a nadto nie uwzględniającej poszczególnych etapów rozwoju dzieci i młodzieży. Dzieje się tak pod wpływem fałszywego, indywidualistycznego rozumienia wolności i w kontekście pozbawionym podstawowych wartości opartych na życiu, na miłości ludzkiej i na rodzinie”[6].

W ubiegłym stuleciu narastało zjawisko, które można określić mianem „desakralizacji” płciowości. Chodzi nie tylko o to, że nie widzi się jej jako daru Stwórcy, że oderwano ją od nadprzyrodzonego powołania człowieka, ale także o to, że nie widzi się jej w kontekście integralnej wizji osoby ludzkiej, że chce się ją sprowadzić do aspektu popędowego. Prowadzi to tym samym do banalizacji ludzkiej płciowości. Staje się ona wówczas jedynie „towarem” do wymiany pomiędzy ludźmi. Pod wpływem freudyzmu szerzy się różnego rodzaju mitologizacja i fetyszyzacja seksu. Jeśli libido jest podstawą całego życia psychicznego, to naczelną zasadą życia staje się zasada przyjemności. Prowadzi to do absolutyzacji seksu, a takie zjawisko nazywa się niekiedy „panseksualizmem” dla podkreślenia, że chce się wszystkie wymiary życia ludzkiego sprowadzić do seksu. Znalazło to swoje odbicie między innymi w hasłach „wyzwolenia seksualnego”. Głosi się mit, że odrzucenie wszelkich norm moralnych w dziedzinie ludzkiej płciowości, jako potwierdzenie fundamentalnego prawa do wolności, jest drogą do tego wyzwolenia[7].

Za tymi- i wieloma innymi- zjawiskami współczesności, kryje się niewłaściwe rozumienie ludzkiej cielesności. Wbrew temu, co się zarzuca Kościołowi jakoby nie doceniał ludzkiego ciała albo nawet nim pogardzał, to współczesna kultura redukuje ludzkie ciało do wymiaru czysto materialnego i traktuje je jedynie jako zespół organów, funkcji i energii, których można używać, odwołując się wyłącznie do kryteriów przyjemności i skuteczności. Ciało nie jest więc postrzegane jako typowa rzeczywistość osobowa, jako znak i miejsce relacji z innymi. Prowadzi to do pozbawienia ludzkiej płciowości wymiaru osobowego. Staje się ona jedynie narzędziem afirmacji własnego „ja” oraz samolubnego zaspokajania własnych pragnień i popędów, natomiast przestaje być znakiem i językiem miłości, czyli daru z siebie przyjęcia daru od drugiego człowieka[8].

Według św. Jana Pawła II, u podstaw tych zjawisk i tendencji leży niewłaściwe pojmowanie wolności, oderwanej od prawdy i przeżywanej w praktyce jako ślepe uleganie instynktom i popędom, za czym idzie naruszanie norm moralnych. Tego typu postawa „odzwierciedla się szczególnie w pojmowaniu ludzkiej płciowości, która zostaje pozbawiona swej godności, jaką nadaje jej służba wspólnocie i wzajemnemu oddaniu się osób, i traktowana jest jako zwykłe dobro konsumpcyjne. W ten sposób przeżycia uczuciowe wielu młodych nie prowadzą do harmonijnego i radosnego rozwoju osobowości, otwartej na drugiego człowieka przez dar z siebie, lecz powodują poważne zakłócenia natury psychologicznej i etycznej, które niewątpliwie zaciążą nad ich przyszłością”[9].

Realizowane jeszcze kilka lat temu w polskich szkołach restrykcyjne wychowanie seksualne przechodzi teraz okres wielkiej próby. Musi ono zmierzyć się z próbującym wejść do polskich szkół liberalnym wychowaniem seksualnym. Nie ulega wątpliwości, że jedną z przyczyn ryzykownych zachowań seksualnych młodych ludzi jest właśnie permisywny model wychowania seksualnego, w którym zachęca się adolescentów, a nawet dzieci w młodszym wieku szkolnym oraz przedszkolaków do nieskrępowanego życia płciowego. Tylko restrykcyjny model wychowania seksualnego jest w stanie uchronić młode pokolenie od reperkusji wynikających z podejmowania ryzykownych praktyk seksualnych. Młodzież musi wiedzieć, że swoboda w dziedzinie seksualności, tak mocno lansowana przez genderowców niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw[10]. Sam Bóg stworzył płciowość, która jest wspaniałym darem dla Jego stworzeń. Gdy się ją pielęgnuje i troszczy, by nie wymknęła się spod kontroli, to czyni się tak dlatego, aby zapobiec „niedowartościowaniu właściwej wartości”. Św. Jan Paweł II odrzucił pogląd, jakoby nauczanie Kościoła prowadziło do „zaprzeczenia wartości ludzkiej płci”, lub najwyżej ją tolerowało z powodu „konieczności prokreacji”. Potrzeba seksualna małżonków nie jest obiektem pogardy, i „nie chodzi żadną miarą o zakwestionowanie owej potrzeby”[11].

Z tego wynika również, jak ważne dla wychowania seksualnego jest rzetelne przedstawienie chrześcijańskiej koncepcji płciowości ze szczególnym uwzględnieniem jej charakteru personalistycznego i etycznego, czym zajął się Karol Wojtyła w książce „Miłość i odpowiedzialność”[12].

Ewangelia w przykazaniu miłości wykazuje jak odpowiedzialnie korzystać z daru wolności, który zakotwiczony w miłości Boga daje podstawy do formowania w małżeństwie seksualnych relacji, które mają owocować na polu relacji rodzinnych. Natomiast oblubieńcze przeżywanie miłości ma pokazać, że chrześcijanin przeżywając godnie w związku małżeńskim akty seksualne ma możliwość nie tylko na spotkanie Boga, ale również może oddać Mu w gestach czystej miłości ofiary zasługujące. Wychodząc od uzasadnień filozoficznych Karola Wojtyły na powyższy temat, niniejsza praca ukaże ich kompatybilność względem nauk teologicznych, a przede wszystkim wykaże spójność analiz z Bożym Objawieniem i Tradycją Kościoła[13].

Mimo dużego zainteresowania wydawców tematem teologii ciała, nie ma publikacji, która przedstawiałaby w sposób wyczerpujący teologię aktu małżeńskiego uwzględniając nowość wojtyłowskiej teologii. Duże znaczenie miałoby systematyczne opracowanie, które stałoby się pomocą dla katechetów, czy doradców rodzinnych w tworzeniu programów spotkań z narzeczonymi i informowaniu ich w sposób rzetelny oraz w miarę możliwości dogłębny i całościowy.

Autor w pracy jedynie w zarysie podejmuje problem w kontekście spuścizny Jana Pawła II i odpowiada między innymi na takie pytania: Jakie jest znaczenie aktu małżeńskiego w świetle Objawienia Bożego?, Kiedy i w jakich warunkach można mówić o godności aktu małżeńskiego?, Kto jest podmiotem aktu jako „mowy ciała”? , Jakie znaczenie we współżyciu płciowym małżonków ma ich duchowość?.

W niniejszej publikacji posłużono się głównie metodą analizy tekstu źródłowego, jakim jest książka „Miłość i odpowiedzialność” Karola Wojtyły. Całość została ujęta w trzech rozdziałach. Pierwszy prezentuje osobowe znaczenie aktu małżeńskiego ze szczególnym ujęciem problemów komplementarności płci[14] i normy personalistycznej w zjednoczeniu ciał i osób zarazem. Drugi rozdział wyjaśnia jak akt seksualny może być językiem komunii; w tym uwydatniono normę etyczną we współżyciu oraz jedność i rodzicielstwo, jako owoce tejże komunii. W trzecim rozdziale duchowy wymiar mowy ciała został omówiony w aspekcie oblubieńczym — oddania siebie w miłości oraz został ukazany problem afirmacji osoby jako odpowiedzi na miłość.

[1] List Pasterski Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny 2013 r. [dostęp: 25.03.2017], .

[2] Gender to zespół zachowań, norm i wartości przypisanych przez kulturę do każdej z płci. Słownik języka polskiego, Warszawa 2016.

[3] List Pasterski Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny 2013 r. dz. cyt.

[4] Por. HV, FC.

[5] J. Nagórny, „Płciowość ludzka z perspektywy chrześcijańskiego personalizmu”, w: „Płciowość ludzka w kontekście miłości. Przesłanie moralne Kościoła”, pr. zbior. red. J. Nagórny, M. Pokrywka. Lublin 2007, s. 22—23.

[6] Papieska Rada ds. Rodziny. „Ludzka płciowość prawda i znaczenie. Wskazania dla wychowania w rodzinie”. Instytut Studiów nad Rodziną, Łomianki 1996, s. 1.

[7] J. Nagórny, „Płciowość ludzka z perspektywy chrześcijańskiego personalizmu”, dz. cyt. s 23—24.

[8] Por. EV 23. Zob. K. Wojtyła, „Propedeutyka sakramentu małżeństwa. Kryzys instytucji i kryzys sakramentu, w: AK 50 (1958) t. 56, z. 1, s. 23—25.

[9] Por. PDV 8.

[10] A. Baranowska, „Ryzykowne zachowania seksualne młodzieży, O konieczności realizacji wychowania seksualnego w szkole”, w: „Katecheta”, Nr 6/2014 s. 13—22.

[11] AL. 150.

[12] Przedmiotem analiz niniejszego studium jest przede wszystkim osoba poddana oddziaływaniu popędu seksualnego, następnie miłość, między mężczyzną i kobietą, która wzrasta na podłożu tego popędu, następnie cnota czystości, która jest koniecznym elementem tej miłości, i ostatecznie sprawa małżeństwa i powołania. K. Wojtyła, „Miłość i odpowiedzialność”, dz. cyt. s. 14.

[13] Źródło doktryny w dziedzinie moralności „płciowej”: Mt 5,27.28; Mt 19,1—13; Mk 10,1—12; Łk 20,27—35; J 8,1—11; 1 Kor 7 (w całości); Ef 5,22—33. Por. K. Wojtyła, „Miłość i odpowiedzialność”, dz. cyt., s. 2.

[14] Zob. PH 1.

Rozdział IOsobowe znaczenie aktu małżeńskiego

W przeciwieństwie do tych, którzy zabraniali małżeństwa, Nowy Testament uczy, że „wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre (…)” (1 Tm 4, 4). Małżeństwo jest „darem” od Boga (por. 1 Kor 7, 7). Jednocześnie, z powodu tej pozytywnej oceny duży nacisk kładziony jest na dbałość o ten dar Boży: „We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane” (Hbr 13, 4). Ten Boży dar obejmuje seksualność: „Nie unikajcie jedno drugiego” (1 Kor 7, 5)[1].

Akt małżeński, będący aktem właściwy i specyficznym dla małżeństwa[2], określa się terminami takimi, jak obcowanie małżeńskie, zjednoczenie seksualne. Można go opisać również, jako relację albo spotkanie seksualne mężczyzny i kobiety w małżeństwie. Jest to typowy sposób, dzięki któremu małżonkowie wyrażają siebie, jako „jedno ciało” i poznają siebie w swej swoistej kondycji małżonków[3].

Przeanalizowanie terminów, jakimi posługują się teksty biblijne przy opisując ludzkie współżycie seksualne, pozwala na odnotowanie pewnych ogólnych wniosków i spostrzeżeń. Przede wszystkim zaskoczeniem może być liczba fragmentów tekstu natchnionego odnosząca się do sfery seksualnej. Równie nieoczekiwane jest to, że Biblia nie pomija żadnych z występujących w społeczności Izraela zjawisk, łącznie z tymi, które stanowią oczywistą patologię. Fragmenty te łączy wiele wspólnych cech. Są to zawsze krótkie, najczęściej jednozdaniowe wzmianki. Stwierdzają one fakt zaistnienia kontaktu cielesnego, bez szczególnego opisywania zachowań osób uczestniczących w takim akcie. Może to wynikać z tego, że teksty te ukierunkowane są najczęściej na przekaz norm prawnych, wymaganych w tej dziedzinie, a nie na pełnienie roli uświadamiającej. Teksty biblijne nie ograniczają się jedynie do zauważenia określonego zjawiska[4].

Celem pierwszego rozdziału nie jest odpowiedź na pytanie — czy? — płciowość ma podstawy teologiczne, ale — jak? — odczytana teologicznie prawda o komplementarności płci[5] i norma personalistyczna zmieniają sposób myślenia o akcie małżonków, gdy włączymy w niego Osobę Boga?.

1.1. Komplementarność płci — jedność ciał

Podejmując starania, aby teologia była „doksologią”[6], czyli nieustannym chwaleniem Stwórcy, samo rozumowanie na temat cielesności, język i cel seksualności należy powiązać z możliwością uświęcenia małżonków[7]. Seksualność i świętość — dzięki teologii ciała Jana Pawła II — są ze sobą ściśle połączone. Seksualność nie jest jakąś zwierzęcą pozostałością w człowieku, lecz pochodzi od samego Boga[8].

Mówiąc o znaczeniu aktu seksualnego w małżeństwie wystąpi wielokrotnie termin seksualność. Istotne jest, by rozróżnić pomiędzy seksualnością dotyczącą sfery genitalnej, której znaczenie ograniczone, a seksualnością rozumianą, jako „płeć męska” i „płeć żeńska”, które to terminy uwzględniają całokształt tego, co odróżnia mężczyznę od kobiety. W języku polskim istnieje słowo odpowiadające konotacji podanej przez autorów opracowań tematycznych tj. płciowości[9].

Czasy współczesne charakteryzują się zagubieniem prawdy o człowieku, jako mężczyźnie i kobiecie. Dziś nie tyle odkrywa się tę prawdę, ile raczej ją tworzy, nie uznając żadnych granic. Prowadzi to do zakwestionowania a nawet odrzucenia tożsamości mężczyzny i kobiety, czego przejawem jest „feminizacja” mężczyzn i „maskulinizacja” kobiet. Zatarcie odrębności płciowych zmierza do androginii: „zachowań ponad rodzajowych”. Przejawy androginizmu[10] znajdują realizację we współczesnej kulturze „uniseksu”, zacierającej specyfikę tego, co męskie i kobiecie w zachowaniu i wyglądzie. To sprawia, że współcześnie jakby nie wiedzą, kim są, co nie pozostaje bez konsekwencji dla przeżywania aktów seksualnych. Dlatego ukazanie tożsamości mężczyzny i kobiety, ma być rozumiane przez odkrywanie, a nie tworzenie prawdy[11].

Zagadnienie kobiecości i męskości jest obszerne i ważne dla relacji intymnej w małżeństwie. Różnica obrazu funkcjonowania obu płci stanowi, bowiem ogromne źródło potencjalnych konfliktów. A dziedzina seksualności jest jedną z najbardziej odzwierciedlających, na ile mąż i żona rozumieją swoją inność[12].

Na temat różnic między mężczyzną i kobietą w przeżywaniu rzeczywistości i funkcjonowaniu w świecie powiedziano już wiele[13], ale zdaje się niedostatecznie w konotacji z Objawieniem i dla ukazania znaczenia aktu małżeńskiego[14].

Nauka usiłuje od dawna opisać różnice w dwu-płciowości. Popularnie udostępnionym owocem tych badań jest głośna książka „Płeć mózgu”, w której czytamy, że „nasza osobowość seksualna jest identyczna tylko przez kilka tygodni po zapłodnieniu. Potem, wciąż w łonie matki, sama struktura i układ mózgu zaczynają przybierać specyficznie męski lub żeński kształt”[15].

Jej autorzy, podsumowując wyniki badań na temat różnic psychicznych pomiędzy mężczyzną i kobietą ukazują, że odmienność w postrzeganiu świata, ekspresji uczuć, w uzdolnieniach i umiejętnościach, wynika przede wszystkim z biologii mózgu. Hormony płciowe wywierają wpływ na kształtowanie mózgu w rozwoju płodowym i to one, a nie uwarunkowania historyczne i społeczne, są powodem podstawowych różnić między ludźmi. Są wynikiem konkretnego układu czy też zestawu hormonów. W wyniku owych badań tworzy się nieraz wzorce ukazujące odmienność sposobu reagowania, przeżywania uczuć, zaspokajania podstawowych potrzeb psychicznych[16].

Problem stanowi różnorodność poglądów naukowych, a także ogromne ryzyko utożsamienia się z jakimś nurtem w wyniku właśnie owych kulturowych uwarunkowań. Skłania to do najprostszego, a zarazem najpełniejszego określenia tożsamości płci: „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”. U źródeł męskości i kobiecości leży ich pierwotne powołanie do ojcostwa i macierzyństwa i do wzajemnych relacji w miłości. To niesie z sobą określone konsekwencje odmienności psychicznej[17]. To są jak czytamy w — „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich” — dwa odmienne sposoby bycia człowiekiem[18].

W ślad za uwarunkowaniami hormonalnymi powstały popularne określenia przypisujące mężczyznom i kobietom różnorodne cechy w postrzeganiu świata i sposobie funkcjonowania. Wydaje się uzasadnione przestrzeganie przed determinizmem wynikającym z bezkrytycznego przypisywania obu płciom określonych cech, innych niż cechy biologiczne. Takie określenia mogą szkodzić w relacjach i umniejszać godność mężczyzny i kobiety, jako dzieła Stworzenia. Mogą być przyczyną braku akceptacji siebie i utrudniać funkcjonowanie w małżeństwie, rodzinie, społeczeństwie. Określenia takie wynikają z opisywania siebie i ludzi z najbliższego otoczenia oraz przekonania, że są oni „prawdziwymi mężczyznami” i „prawdziwymi kobietami”. W związku z tym uogólniają te cechy psychiki na wszystkie kobiety i wszystkich mężczyzn. Tymczasem takie określenia mogą być prawdziwe w stosunku do tej konkretnej kobiety i tego konkretnego mężczyzn. Oczywiście jest wiele cech, które rzeczywiście są charakterystyczne dla większości kobiet i większości mężczyzn, ale nie upoważnia to do absolutyzujących, deterministycznych opisów. Tendencje do swoistego kulturowego stereotypu (gender) mężczyzny i kobiety, autor obserwuje także w publicystyce katolickiej. Jak podkreśla może to grozić umniejszaniem stwórczego zamysłu Boga i przejawu Jego miłości wobec każdego człowieka[19].

W ostatnich latach słowo gender zyskało wiele na popularności i znaczeniu, szczególnie w środowisku akademickim krajów anglosaskich. Przyczynił się do tego gwałtowny rozwój tzw. gender studies, czyli badań poświęconych wzajemnym stosunkom między płciami. Owo uwikłanie w sferę jedynie genitalnych czy fizycznych różnic płciowych przy jednoczesnym wyeliminowaniu wszelkich innych czynników opisujących męskość czy kobiecość uwidacznia się z kolei w zmianie, jakiej uległo znaczenie słowa „erotyczny”. Pierwotnie odnosiło się ono do Erosa, greckiego boga miłości, jednakże zgodnie ze współczesną definicją, zaczerpniętą ze słownika, znaczenie tego słowa zostało ograniczone do sfery miłości cielesnej i płciowego pożądania z jednoczesnym pominięciem tego wszystkiego, co skłonni byliśmy uznać za istotę prawdziwej ludzkiej miłości[20].

Niestety katolicki sposób przyjmowania człowieczeństwa — tożsamości dwóch płci, jako darów jest często odrzucany. Dziś na skalę światową zauważa się działania, poprzez które już są lub mają być podejmowane próby wynaturzenia seksualności ludzkiej zaczynając od holistycznej seksualizacji dzieci i młodzieży[21]. Warto uwydatnić to, co nawet w Polsce jest obecnie ogromnym problemem negowania płci biologicznej, a w ostatnich latach przenika do systemów państw europejskich[22].

Zaprzeczenie rzeczywistości stworzenia człowieka, jako dwu płciowej istoty jest próbą oddzielenia ducha ludzkiego od ciała[23] w sposobie myślenia, działania i kształtowania świata pod dyktando dewiacji, które stają się normą. Na ten temat zajął stanowisko również papież Benedykt XVI: „Płeć, zgodnie z tą filozofią (gender), nie jest już pierwotnym faktem natury, który człowiek musi przyjąć i osobiście wypełnić sensem, ale rolą społeczną, o której decyduje się autonomicznie, podczas gdy dotychczas decydowało o tym społeczeństwo. Oczywisty jest głęboki błąd tej teorii i podporządkowanej jej rewolucji antropologicznej. Człowiek kwestionuje, że ma uprzednio ukonstytuowaną naturę swojej cielesności, charakteryzującą istotę ludzką. Zaprzecza swojej własnej naturze i postanawia, że nie została ona jemu dana, jako fakt uprzedni, ale to on sam ma ją sobie stworzyć”[24].

Na ten temat, dość obszernie, wypowiedział się papież Franciszek: „Inne wyzwanie wyłania się z różnych form ideologii, ogólnie zwanej „gender”, która zaprzecza różnicy i naturalnej komplementarności mężczyzny i kobiety. Ukazuje ona społeczeństwo bez różnic płciowych i banalizuje podstawy antropologiczne rodziny. Ideologia ta wprowadza projekty edukacyjne i wytyczne legislacyjne promujące tożsamość osobistą i związki emocjonalne w całkowitym oderwaniu od różnic biologicznych między mężczyzną a kobietą. Niepokojący jest fakt, że niektóre ideologie tego typu, starają się ją narzucić, jako myśl dominującą określającą nawet edukację dzieci. Nie wolno zapominać, że „płeć biologiczną (sex) oraz rolę społeczno-kulturową płci (gender) można odróżniać, ale nie rozdzielać”[Por. KK, 32]. Czym innym jest zrozumienie ludzkiej słabości i złożoności życia, a czym innym akceptacja ideologii, które domagają się oddzielenia od siebie nierozłącznych aspektów rzeczywistości”[25].

Każdy człowiek z natury jest jestestwem płciowym, czyli przynależnym od urodzenia do którejś z dwu płci. Faktu tego nie obala zjawisko tzw. obojnactwa (hermafrodytyzmu), tak jak każde inne schorzenie czy nawet wynaturzenie nie obala faktu, że istnieje przecież natura ludzka i że każdy człowiek, nawet ów wynaturzony czy schorzały, posiada tę naturę i dzięki niej właśnie jest człowiekiem. Otóż w podobny sposób każdy człowiek jest jestestwem płciowym, a przynależność do jednej z dwu płci pociąga za sobą pewną orientację całego jego bytu, która zaznacza się w konkretnym rozwoju tego bytu od wewnątrz. Rozwój ten, łatwiej dostrzegalny w organizmie niż w psychice[26].

Takie podważanie swojej tożsamości płciowej powoduje odarcie człowieka z cielesności, czyli wejście w pewnego rodzaju spirytualizm. Człowiek nie jest tylko duchem czy tylko ciałem. Nie może istnieć w sposób abstrakcyjny i wybierać cokolwiek, jako swoją naturę. Natura jest dana od początku jego istnienia, już w momencie poczęcia. Łatwiej jednak przyjąć androginizm niż przez krzyż związany z przyjęciem różnic płciowych podejmować codzienny trud dopełniania się, jako osoby. Taki kaprys wolności ludzkiej prowadzi do zanegowania Stwórcy, a co za tym idzie poniżenia głębi ontologicznej człowieka. Negacja Boga niszczy godność człowieka[27]. Takie destrukcyjne działanie w samym sposobie myślenia, czy nieprzyjmowanie płci dziecka może powodować zaburzenia identyfikacji płciowej[28].

W ramach wdrażania ideologii gender dyskredytuje się tych naukowców, którzy zajmują się promocją znaczenia małżeństwa, jako związku kobiety i mężczyzny, rodziny, problematyką homoseksualizmu[29]. Tymczasem wiele badań przeprowadzonych na całym świecie potwierdza, że obecność ojca i matki jest konieczna w prawidłowego rozwoju dziecka. Badania prenatalne wykazały, że już przed urodzeniem mózgi chłopca i dziewczynki znacznie się różnią, co ma wpływ na różne postrzeganie ruchów, kolorów i kształtów. Już w 6 tygodniu życia płodowego wytwarzane przez gonady męskie hormony, które zaczynają torować sobie inną sieć neuronalną, stąd różnice między mężczyzną i kobietą nie są wyimaginowane, a ich mózgi faktycznie się różnią[30].

Sprawia to, że u chłopca na przykład istnieje „biologiczne przygotowanie” do używania męskich zabawek, a u dziewczynki — kobiecych. Kobiety, począwszy od łona matki, są wyposażane w szczególną wrażliwość na innych ludzi, która potrzebna jest w pełnieniu roli matki. Naukowcy, którzy badają najwcześniejsze etapy rozwoju dziecka oraz rozwój ludzkiego mózgu, są zaniepokojeni, że odkrycia dotyczące znaczenia więzi między matką a dzieckiem są ignorowane przez tych, którzy chcieliby widzieć kobietę jedynie, jako siłę roboczą, a dzieci w żłobku[31].

Zróżnicowanie bytu ludzkiego na mężczyznę i kobietę ma swój początek w stwórczym akcie Boga[32]. Biblia z jednej strony podkreśla, że człowiek został stworzony na „obraz i podobieństwo” Boga (Rdz 1,26), z drugiej zaś zwraca uwagę, że ten człowiek — będący obrazem Boga — został stworzony, jako „mężczyzna i niewiasta”(Rdz 1,27). Stąd też w poszukiwaniu prawdy o człowieku „pierwszą i najważniejsza przyczyną (…) jest posłuszeństwo wobec Boga, który tworząc człowieka „na swój obraz”, „mężczyzną i niewiastą stworzył ich” (Rdz 1, 27), oraz przyjęcie jego wezwania, aby poznawać, podziwiać i przeżywać plan Stwórcy, który został wpisany „na początku” i na zawsze w samą istotę osoby ludzkiej — mężczyzny i kobiety-a, więc w najistotniejsze jej struktury i w jej najgłębsze dynamizmy”[33].

Dla autorów biblijnych „nauka o Adamie i Ewie to przede wszystkim teologia małżeństwa. Podstawowym aktem bycia mężczyzną i kobietą jest ścisły związek dwuosobowy, diadyczny zwany „małżeństwem”. Teologia chrześcijańska, idąc za kapłanami żydowskimi, uczy, że małżeństwo wywodzi się z woli Bożej i z aktu stworzenia Bożego. U człowieka nie ma jakiegoś przypadkowego, anonimowego i bezosobowego funkcjonowania płci, jak u zwierząt. W świecie ludzkim nie poprzestaje się na prostym, biologiczno-funkcyjnym związaniu jednostek płci odmiennej. Związek ten przybiera postać podmiotowości wyróżnionej, scalonej, transcendentnej wobec przyrody i gatunku. Chodzi tu o małżeństwo, które u człowieka wywodzi się z natury i ma charakter sakramentu Bożego od samego początku. Małżeństwo jest także tworem osobowym — międzyosobowym. Dochodzi w nim do głosu nie tylko ciało i sfera samej natury, lecz także cała osoba ludzka i w pewien sposób cały rodzaj ludzki. Małżeństwo wynika ze struktury człowieka, nie jest czymś dowolnym, ani czystą umową, ani sztuczną konstrukcją. Nie mniej konkretny fakt małżeństwa jest dziełem nie tylko natury, lecz także umysłu, miłości, wolności, poszukiwania i twórczości ludzkiej. W tym sensie teksty biblijne mówią, że Adam i Ewa niejako nadawali sobie nawzajem imię, czym określili istotę jedno drugiego i wzajemną relację do siebie, ustalając najściślejszą osobową wspólnotę małżeńską”[34].

M. Peter pyta i odpowiada obszernym komentarzem:, „Dlaczego w małżeństwie mężczyzna i kobieta dążą do tego, by stać się „jednym ciałem”? Wyjaśnia to opowiadanie o utworzeniu kobiety z żebra[35] mężczyzny: Rdz 2, 21—23. Ów okrzyk „kość z kości moich i ciało z ciała mego” jest semickim przysłowiem oznaczającym przynależność do tej samej rodziny lub plemienia (por. Iz 58,7;Rdz 29,14n). Nade wszystko podkreśla on silną jedność organiczną, jaką była rodzina w cywilizacji semickiej. Antropomorficzny obraz wyjętego żebra uwypukla zapewne jednorodność gatunkową ciała mężczyzny i kobiety, równość ich natury[36]. Ludowa zaś (nienaukowa) etymologia słowa „kobieta” (iszsza — od isz=mąż) podobnie wyraża równość, równowartość obojga osób. Wiersze Rdz 2, 21—23 słusznie mogą uchodzić za pierwszy literacki przejaw idei równości”[37].

Chodzi tu przede wszystkim o równość w gatunku, a więc byciu w człowieczeństwie w ogóle. Na bazie semantyki tłumaczy to Bartnik: „Nadanie „imienia” kobiecie przez Adama opiera się tutaj na onomastycznej teorii stworzenia. Nie oznacza to jeszcze imienia własnego. Na początku wchodzą w grę „nazwy stwarzające typu rodzajowego: adam–mężczyzna, adam- kobieta, człowiek-mąż, człowiek-żona (Rdz 2,19—25;1,27—28). Stwórcze imię „Adam” („człowiek’, „ludzie”) nadał im obojgu: „dał im nazwę >Adam< („człowiek” lub „ludzie”), gdy ich stworzył”(Rdz 5,2). Z czasem „niewiasta” otrzymuje jakoby imię własne: „Ewa” (hebr. Hawwah od hijjah — powoływać do życia), czyli „Matka wszystkich żyjących” (Rdz 3,20). Jest to jednak nazwa Pramatki ludzkości, a nie imię własne. Trzeba ciągle pamiętać, że i „Adam” człowieka z ziemi” (adamah), „ziemianina’, człowieka w ogóle, a jako imię własne pojawia się dopiero w późniejszych tekstach (Rdz 4, 25; 5,1—3)[38].

Stworzenie człowieka w opisie jahwistycznym jest przedstawione głównie na motywie małżeństwa. Małżeństwo jest rozumiane, jako podstawowa struktura kreacyjna, łącząca w sobie moc Bożą, mężczyznę i kobietę (żonę) oraz łono świata („Eden”). Nie jest to związek czysto fizyczny czy biologiczny ani stado, ani jakaś „opozycja”, lecz wspólnota dwu płci odmiennej. Tym samym jest monogamiczne. Jednożeństwo ma wynikać z samej struktury bytu osobowego: „mężczyzna łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24; por. 1, 27; 3, 12; 5, 1—2). Właściwie to „jedno ciało” oznacza tyle, co jeden „człowiek żyjący”[39].

Zdaniem Jana Pawła II „można wnioskować, że w swój genezyjski sen[40] zapada <człowiek> (adam), aby zbudzić się z niego <mężczyzną> i <niewiastą>. Po raz pierwszy, bowiem dopiero w Rdz 2, 23 spotykamy to rozróżnienie <is-issa>. Może, więc analogia snu wskazuje na swoisty powrót do niebytu (sen ma w sobie coś z unicestwienia świadomego bytowania człowieka), do momentu przed stworzeniem, aby z niego mocą stwórczej inicjatywy Boga <człowiek> samotny mógł wyłonić <człowiekiem> w jedności dwojga: mężczyzną i niewiastą”[41]. Powołanie do życia kobiety przedstawia autor biblijny w obrazie stworzenia jej cząstki ciała mężczyzny, podkreślając przez to taką samą naturę, takie samo człowieczeństwo i równość z mężczyzną pod względem godności [por. KDK 29, 60, 67][42]. Początek ten pokazuje moment historyczny, a zarazem uniwersalny, gdy Bóg stawia go w relacji, czyli we wspólnocie. Gdy był sam, Bóg wyraził stan, iż: „nie jest dobrze” (Rdz 2, 18) i wtedy stworzył kobietę, czyli dążył do większego dobra, jakim jest bycie we wspólnocie. Ma to głębokie uzasadnienie trynitarne. Wyjmująca z samotności obecność. Wspólnota jest zbudowana na gruncie zależności. Zależność zakłada jednocześnie bycie w potrzebie i możliwość uzyskania pomocy, jakieś dopełnienie, uzupełnienie braku poprzez jakiś dar.