Ten jedyny - Izabela M. Krasińska - ebook
NOWOŚĆ

Ten jedyny ebook

Izabela M. Krasińska

4,0

128 osób interesuje się tą książką

Opis

Izabela M. Krasińska powraca z emocjonującą historią o zgubnej sile uczuć

Strata, jakiej doświadczyli Joasia i Kuba, sprawiła, że nie byli w stanie odbudować swojego związku i postanowili się rozstać. Dwa lata po podjęciu bolesnej decyzji ich życie wygląda całkiem inaczej: Asia powoli godzi się z przeszłością, a Jakub cieszy nowym związkiem. Przebojowa i pewna siebie Julia to całkowite przeciwieństwo jego byłej dziewczyny. Mężczyzna jest przekonany, że u jej boku odnalazł wreszcie szczęście, na jakie zasługuje. Wszystko zmienia się jednak w chwili, gdy przypadkiem spotyka swoją dawną miłość. Kuba staje przed poważnym dylematem. Nie wie jeszcze, że jeden błąd jest w stanie złamać wiele serc.

Trudno poświęcić się nowej miłości, gdy do głosu dochodzi tęsknota za dawnym szczęściem. A przecież każdy zasługuje na drugą szansę. Prawda?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 309

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Copyright © Izabela M. Krasińska, 2020

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2020

Redaktor prowadząca: Agata Ługowska

Marketing i promocja: Katarzyna Schinkel

Redakcja: Joanna Jeziorna-Kramarz

Korekta: Maria Moczko | panbook.pl

Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka | panbook.pl

Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Fotografie na okładce:

© Soren Haid | Getty Images

© Deimagine | iStock

© Multiart, GhostArt | Shutterstock

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN 978-83-66553-76-7

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

[email protected]

www.czwartastrona.pl

J’ai déjà froid,

A l’idée de vivre ton absence.

Où trouver la force en moi,

Si t’aimer n’a plus aucun sens?

Pourquoi se mentir?

Faire semblant d’y croire à nouveau.

Qu’importe ce qu’on peut se dire,

On a usé tout les mots.

Garde-moi,

Tu ne vas pas, comme ça, sans rien dire, partir.

On se fait mal,

En essayant de se retenir, encore.

Już jest mi zimno

na myśl o życiu bez Twojej obecności.

Gdzie znaleźć w sobie siłę,

jeśli kochanie ciebie nie ma już żadnego sensu?

Po co się okłamywać?

Udawać, że na nowo w to wierzymy.

Możemy sobie powiedzieć cokolwiek,

użyliśmy już wszystkich słów.

Zatrzymaj mnie,

nie odchodź w ten sposób, nic nie mówiąc.

Ranimy siebie nawzajem,

próbując znowu się powstrzymać.

Anggun (feat. David Hallyday), Garde-moi

sł. Anggun, David Hallyday, Evelyne Kral

Tłum. I. Pisarska

Wszystkie postacie, sytuacje i wydarzenia

występujące w powieści są fikcyjne,

a ewentualna zbieżność nazwisk

jest przypadkowa.

Prolog

– Cześć, kochanie. Wpuścili mnie tu dosłownie na sekundę. Powiedzieli, że z tego wyjdziesz. Czeka cię długa rehabilitacja, ale staniesz w końcu na nogi. I wtedy, jeśli będziesz chciała, zaczniemy jeszcze raz. Jeżeli będzie trzeba, wyjedziemy stąd. Znowu będziemy szczęśliwi. Już nigdy nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić… – Jakubowi załamał się głos. Uniósł głowę i zobaczył, że pielęgniarka daje mu znak, że musi już wyjść.

– Skarbie, wyganiają mnie. Pamiętaj, że cię kocham i jestem z tobą. Na dobre i na złe. I nie myśl sobie, że nie oświadczę ci się jeszcze raz. Wiesz, jaki jestem uparty. – Pocałował ją w czoło, po czym wyszedł z sali. Stanął za szybą i jeszcze raz popatrzył na Joannę. Po tym, jak się obudziła, lekarze dokładnie ją zbadali i ostatecznie określili jej stan jako stabilny. Czekało ją jeszcze kilka operacji, ale dla jej bliskich najważniejsze było to, że przeżyła. Gdy zobaczyli, ile zostało z samochodu Ratajskiej, byli przerażeni. Auto było całkowicie zmiażdżone. Lekarze kręcili głowami z niedowierzaniem. Zwykle nie mieli co zbierać po takich kraksach.

Jakub wyszedł ze szpitala i ruszył w stronę przystanku autobusowego. Nie wiedział, czy Joanna usłyszała jego słowa, czy nadal będzie chciała z nim być. Może będzie jej się kojarzył z Elwirą, z tymi wszystkimi tragicznymi wydarzeniami? Czy ma do niego żal, że nie przybył wtedy, gdy najbardziej go potrzebowała? Jak zareaguje, gdy się dowie, że straciła dziecko?

Nie miał pojęcia, jaką osobą stanie się Asia, kiedy już dojdzie do siebie. Był pewien tylko jednego – będzie na nią czekał.

Rozdział 1

Joanna

Niedziela

Gdy terapeutka zaproponowała mi, żebym zaczęła prowadzić pamiętnik, spojrzałam na nią z wyrzutem i wściekłością. Jak mogła zachęcać mnie do pisania dziennika, skoro to samo robiła…? Wciąż nie potrafię ani wymówić, ani nawet zapisać tego imienia. Kiedy już się uspokoiłam, doszłam do wniosku, że psycholożka ma rację. Znacznie łatwiej będzie mi przelewać myśli na papier niż siedzieć i prowadzić z nią bezsensowne konwersacje oraz odpowiadać na durne pytania typu: Co czułaś, kiedy obudziłaś się w szpitalu? Jaka była twoja pierwsza myśl?

Wypuścili mnie stamtąd dwa miesiące temu, ale dopiero teraz znalazłam w sobie siłę, by stawić czoła przeszłości, by jeszcze raz przejść przez to piekło, które sama sobie zgotowałam. Pisanie pamiętnika stanowi pierwszy krok do uporządkowania myśli i scalenia ich w logiczną całość. Oczywiście nie zamierzam zapisywać żadnych dat, wystarczy mi dzień tygodnia. Nie mam pojęcia, co mi da ta pisanina, pewnie nic. Okaże się, że to zbiór chaotycznych, idiotycznych wyznań, po których zapewne zamkną mnie w pokoju bez klamek. W sumie nie miałabym nic przeciwko. Nafaszerowaliby mnie lekami, otumanili, a ja… Nie musiałabym już myśleć, pamiętać, wiedzieć. Siedziałabym tylko przy oknie i uśmiechała się do siebie, jak na wariatkę przystało. Niestety nie chcą uczynić ze mnie szalonej. Może jakbym rzuciła się na terapeutkę albo próbowała się zabić, to zmieniliby zdanie. Tylko że ja tego nie zrobię. Dość już złego wyrządziłam wszystkim dookoła, a najbardziej… Jakubowi.

Nie wiem, jak nazwać naszą obecną relację. Nie jesteśmy ani parą, ani narzeczonymi, ani małżeństwem, ani… rodzicami. Nie, o stracie dziecka nie potrafię jeszcze ani pisać, ani tym bardziej mówić. Od razu wpadam w histerię i trudno mnie potem uspokoić. Bezpieczniej jest mi udawać, że to się nie wydarzyło. I tak to na razie zostawmy.

Wiem jedno. Nie jestem tą samą Joanną co dawniej. Tamtej Joasi już nie ma i nigdy nie będzie.

Rozdział 2

Jakub

– Jesteśmy na miejscu. Poczekaj, pomogę ci wysiąść. – Jakub odpiął pas i sięgnął do klamki.

– Nie. Ja sama… – Joanna powstrzymała go ruchem ręki. – Dam radę.

Kuba skinął głową.

– W razie czego jestem obok.

Joasia otworzyła drzwi auta i wysunęła pierwszą kulę. Teraz jedna noga, a potem druga. Dalej będzie improwizowała. Najważniejsze, żeby nie pokazać, że ją boli. Dość już miała spojrzeń Jakuba pełnych współczucia. Wiedziała, że najchętniej zaniósłby ją na rehabilitację na rękach. Była mu wdzięczna za jego obecność, za to, co dla niej robił od momentu, gdy obudziła się w szpitalu. Nadal nie potrafiła jeszcze zdefiniować ich obecnej formy kontaktu, ale doceniała, że Kuba utrzymuje stosowny dystans, że czeka, aż ona wykona pierwszy ruch.

– Jak skończysz, to daj znać, przyjadę po ciebie. – Jakub odprowadził ją pod drzwi pokoju, w którym zwykle odbywały się zajęcia rehabilitacyjne.

Asia musiała przyznać, że jego troska ją wzrusza, jednak wciąż czuła się zbyt winna, by móc się swobodnie zachowywać w towarzystwie Kuby.

– Dobrze. – Uśmiechnęła się delikatnie.

Jakub odruchowo pochylił się, by dać jej buziaka na pożegnanie, lecz w porę się zreflektował i odsunął.

– Przepraszam – mruknął zawstydzony.

– Nic się nie stało, po prostu… – Joasia zawiesiła głos i odetchnęła głęboko, by powstrzymać napływające łzy. – To nie twoja wina, pamiętaj. – Pogładziła go dłonią po policzku. – Leć, odezwę się po rehabilitacji.

Jakub wyszedł z budynku przychodni i skierował się do samochodu. Pożyczał go od ojca, kiedy zawoził Asię na rehabilitację. O własnym aucie mógł na razie zapomnieć. Ze swojej pensji opłacał wynajętą kawalerkę oraz rachunki. Joanna nadal przebywała na zwolnieniu lekarskim, dlatego nawet nie wspominał jej o jakichkolwiek finansach. Dobrze, że niedawno dostał podwyżkę, bo inaczej byłoby z nimi krucho.

Gdy Joanna wydobrzała i można ją było zabrać ze szpitala, poprosił, by znowu zamieszkali razem. Widział, w jakim jest stanie, a świadomość, że straciła ich córeczkę, jeszcze bardziej pogrążyła ją w rozpaczy. Rodzice Asi sprzeciwiali się temu pomysłowi, woleli, by córka dochodziła do siebie w domu rodzinnym, jednak sama Joasia wybrała mieszkanie z Jakubem. Nie wiedział, czy podjęła taką decyzję z potrzeby serca, czy dla świętego spokoju. Miał nadzieję, że to pierwsze, że wciąż go kochała i zależało jej na nim.

Pierwsze dni po jej powrocie do domu były dla obojga bardzo trudne. Joasia głównie spała albo płakała. Nie chciała z nim rozmawiać, nie pozwalała się nawet przytulać. Gdyby nie tabletki uspokajające, nie zdołałby zapanować nad jej fatalnym samopoczuciem. Najgorsze było jednak to, że Joanna nie chciała skorzystać z pomocy psychologa. Po odbyciu kilku spotkań w szpitalu, nie zamierzała kontynuować terapii. Kuba był przerażony. Bał się, że Asia nie pozbiera się psychicznie nawet z pomocą terapeuty, a co dopiero bez niego… Delikatnie namawiał ją na wizyty u psychologa, oferował, że będzie z nią tam chodził, lecz Joanna nadal odmawiała. Jedynym kompromisem okazało się… pisanie pamiętnika. Jakub wiedział od rodziców Joasi, że Elwira również prowadziła dzienniki, dlatego w pierwszej chwili chciał wyperswadować pani psycholog ten pomysł. Sama Asia w pierwszym odruchu odmówiła, jednak po namyśle postanowiła spróbować. Kuba obawiał się, że taka pisanina może za bardzo przypominać jej Ratajską, a tym samym przywoływać przykre wspomnienia.

Kochał ją ciągle tak samo. Nie zmieniły tego tragiczne wydarzenia sprzed kilku miesięcy, ani nawet śmierć ich nienarodzonego dziecka. Asia nadal była dla niego najważniejsza i cierpliwie czekał na to, aż ich życie powoli wróci do normy. Wiedział, że zajmie to sporo czasu, jednak dla Joanny był w stanie zrobić wszystko.

Nie sprzeciwił się, gdy poprosiła, by sypiali oddzielnie. Unikała jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, co z jednej strony rozumiał, lecz z drugiej łamało mu serce. Chciał ją chronić, tulić w ramionach i powtarzać, że nigdy więcej nie pozwoli jej skrzywdzić. Jego ciało tęskniło za jej bliskością, jednak potulnie zgadzał się na wszystkie jej życzenia i prośby.

Czasami, gdy już spała, siadał ostrożnie przy niej i patrzył długo na jej zmizerowaną twarz. Walczyły w nim wtedy dwa sprzeczne uczucia. Jedno mówiło mu, że Asia dużo przeszła, dosięgnęła ją niewyobrażalna strata, była w fatalnym stanie zarówno psychicznym, jak i fizycznym. Miała przed sobą długą i ciężką drogę do odzyskania równowagi emocjonalnej bez gwarancji, że kiedykolwiek to nastąpi. Drugie uczucie bez ogródek wskazywało na to, że Asia sama wplątała się w tę kabałę. Jakub robił, co mógł, by ją powstrzymać, by uświadomić jej, że znajomość z Elwirą jest chora i niebezpieczna. W rezultacie dla wszystkich skończyło się to tragicznie. Żal, jaki miał do Joanny, wydawał mu się zbyt wielki, by móc odbudować związek. Nie potrafił pozbyć się myśli, że gdyby nie jej naiwność i lekkomyślność, ich córeczka by żyła. Asia rozpaczała po utraconej ciąży, lecz to Jakub musiał pochować dziecko. Zobaczył je po raz pierwszy w chwili, gdy było martwe. Nie życzył tego największemu wrogowi. Rozumiał cierpienie Joanny, ale miał wrażenie, że to, co najgorsze, przypadło w udziale jemu. Czy kiedyś zdoła jej to wybaczyć? Sam tego nie wiedział. Skupiał się na tym, by naprawić ich relację, ale nie był w stanie przewidzieć, co dalej się z nimi stanie. Bycie dobrej myśli wydawało mu się w tym momencie niewystarczające.

Jakub zerknął na zegarek. Zajęcia rehabilitacyjne Asi trwały zwykle godzinę. Czasami jeździł do rodziców na herbatę, a potem wracał po Joannę. Szybko przestało mu się to opłacać. Oddawał ojcu pieniądze za paliwo, mimo że ten nie chciał nawet o tym słyszeć. Jego rodzice wiedzieli, że jest w trudnej sytuacji finansowej, i chcieli mu pomagać, jednak Kuba konsekwentnie odmawiał. Uważał, że samo pożyczanie auta jest z jego strony wystarczającym nadużyciem, poza tym miał już ponad trzydzieści lat i nie wypadało mu prosić o pieniądze od mamy i taty. Kiedy rodzice zaczęli delikatnie podpytywać, czy jest pewny, że postępuje słusznie, próbując naprawić związek z Asią, zapewnił ich, że tak, ale jednocześnie przestał już wpadać na herbatę. Gdy Joanna ćwiczyła w przychodni, on czytał książkę w samochodzie. To zawsze go uspokajało i wyciszało. Wiedział, że matka i ojciec nie chcieli być złośliwi ani się wtrącać, przemawiała przez nich jedynie naturalna, rodzicielska troska. Nie złościł się na nich, po prostu sam nie był pewny, czy to, co robi, ma sens i jakąkolwiek szansę powodzenia. Nie miał jednak na tyle odwagi, by wypowiedzieć te słowa na głos. Dopóki pozostawały niezmaterializowanymi przemyśleniami, czuł się bezpiecznie i wierzył całym sercem, że postępuje właściwie. Trzymał swoje myśli niczym psy na smyczy, świadomy, że spuszczone z uwięzi, stałyby się groźne.

Rozdział 3

Joanna

Piątek

Powinnam się ogarnąć i wrócić do pracy. Jakub sam opłaca mieszkanie i wszystkie rachunki, a ja, niczym pasożyt, korzystam ze wszystkiego, do niczego się nie dokładając. To, co dostaję z ZUS-u, ledwie wystarcza na leki i rehabilitację. Powrót do salonu pozwoliłby mi zająć czymś myśli i czas. Gdy Kuba jest w pracy, sprzątam mieszkanie jak szalona, myję okna, szoruję piekarnik, a w przypływie największej rozpaczy robię przemeblowanie. Jakub śmieje się, że codziennie wraca do domu i czuje się, jakby był tu po raz pierwszy. Staram się również gotować, ale to, co przygotowuję, jest zwykle niejadalne. Nigdy nie miałam bakcyla do kucharzenia, poza tym wystarczy, że się zamyślę i nie dodam jakiegoś ważnego składnika, a cała potrawa jest do wyrzucenia. Ostatnio spaliłam nawet czajnik. Wstawiłam go, a potem o nim zapomniałam. Cud, że nie spowodowałam pożaru… Jakub jak zawsze stara się mnie nie denerwować. Gotuje po powrocie z pracy, zazwyczaj na dwa dni. Na szczęście nie traktuje mnie jak upośledzoną wariatkę, raczej martwi się, że się w końcu poparzę, potnę nożem albo spalę mieszkanie. Kiedy jest w pracy, pisze do mnie ciepłe wiadomości, ale zawsze pilnuje się, by nie przesadzić z czułościami.

Nadal nie wiem, jak go traktować. Na moją prośbę śpimy osobno. Wiem, że go to zabolało, ale na razie nie jestem gotowa na jakąkolwiek formę kontaktu fizycznego. Owszem, czasami przebudzam się w nocy i odruchowo szukam go przy sobie. Korci mnie wtedy, by pójść do Jakuba i zasnąć w jego objęciach. Wiem, że też o tym marzy. Kiedyś… Zanim poznałam… uwielbialiśmy zasypiać spleceni ze sobą niczym bluszcz. Nawet gdy mieliśmy ciche dni i kładliśmy się plecami do siebie, któreś z nas się zapominało i przytulało do tego drugiego. Zazwyczaj też godziliśmy się w łóżku. Teraz… Kompletnie nie mam ochoty na żadne igraszki, nawet na pocałunki. Czuję się przez to podłą egoistką, bo wiem, że Kuba nie jest z kamienia i ma swoje potrzeby. Coraz częściej zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, zgadzając się z nim zamieszkać. Nie mam mu na razie niczego do zaoferowania. Niczym huba drzewna pasożytuję na jego dobroci i miłości, tymczasem ja… Nie wiem, czy potrafię jeszcze kochać, czy mam w sobie dość siły, by walczyć o nas, o nasz związek. Nie chce mi się nawet wychodzić z domu, a co dopiero podejmować jakikolwiek wysiłek intelektualny. W tej chwili zależy mi jedynie na odzyskaniu sprawności fizycznej. Nie chcę być od nikogo zależna. Wierzę, że gdy już dosłownie stanę na nogi (wciąż kuśtykam, bolą mnie kręgosłup i miednica, przez co trudno mi trwać dłużej w jednej pozycji), wrócę do pracy, do ludzi i… skonfrontuję się wreszcie z przeszłością.

Rozdział 4

Jakub

– Jak się ma Asia?

Jakub odwrócił wzrok od monitora i spojrzał na Kingę. Znali się od kilku lat i pracowali razem w salonie popularnego operatora sieci komórkowej. Jeśli miałby być szczery, pozostała jedyną przyjaciółką, jaką jeszcze miał. Reszta bliższych i dalszych znajomych zaczęła wykruszać się w momencie, gdy Asia go porzuciła i wyprowadziła do Elwiry. Potem to posądzenie o gwałt, które jakimś cudem dotarło do jego koleżanek i kolegów. Nie wszyscy dali wiarę jego słowom, że to podła mistyfikacja, że padł ofiarą nienormalnej manipulantki. Do tego ciągłe rozmyślanie o Joannie, śledzenie jej, sprawiły, że stopniowo odsunęli się od niego dawni przyjaciele. Odeszli nawet ci, za których dałby sobie uciąć rękę. Nie miał im tego za złe. Jeszcze kilka miesięcy temu był wrakiem człowieka. Wychudzony, zaniedbany, potrafił tylko bełkotać o toksycznej relacji łączącej jego narzeczoną z Ratajską. Ludzie patrzyli na niego jak na obłąkanego. Coraz częściej brał wolne, do pracy przychodził nieogolony i niewyspany, czasem na silnym kacu. Na szczęście ich szef rzadko wpadał na kontrole. Kinga widziała, co się dzieje z jej przyjacielem, dlatego poradziła mu, by poszedł na zwolnienie lekarskie. Obawiała się, że jeśli przełożony zastanie Kubę w takim stanie, wyrzuci go z pracy, co stałoby się przysłowiowym gwoździem do jego trumny.

Jakub wiele zawdzięczał swojej koleżance. Jako jedyna nigdy go nie opuściła i nie dawała wiary plotkom na jego temat. Wspierała go, gdy Asia leżała nieprzytomna w szpitalu, a on organizował pogrzeb swojej córeczki. Podziwiała go za hart ducha, ale kiedy się dowiedziała, że Kuba chce naprawić swój związek z Joasią, podobnie jak jego rodzice próbowała mu to delikatnie wyperswadować. Z marnym skutkiem. W końcu odpuściła, lecz z niepokojem obserwowała, jak Jakub znowu popada w melancholię. Dla Czerkawskiej to już nie była miłość, lecz szaleńcze wręcz poświęcenie. Kuba wziął na siebie zbyt wiele i mało brakowało, by się psychicznie załamał. Kinga zastanawiała się, czy psychologa bardziej potrzebowała Joasia czy Jakub. Witecka sama wpakowała się w kłopoty, ale niestety pociągnęła za sobą swojego narzeczonego, czym wyrządziła jemu i ich dziecku ogromną krzywdę. Czy ta kobieta zasługiwała na to, by Kuba troskliwie się nią teraz zajmował?

– Wydaje mi się, że ciut lepiej – odezwał się zmęczonym głosem. – Wczoraj sama przyszła i usiadła obok mnie na kanapie.

Kinga spojrzała na niego ze źle zamaskowanym zaskoczeniem.

– Sorry, Kubek, ale to zabrzmiało, jakbyś mówił nie o człowieku, ale o dzikiej kotce, którą przygarnąłeś i oswoiłeś.

Jakub uśmiechnął się pod nosem.

– To bardzo trafne porównanie – stwierdził. – Odkąd Asia wyszła ze szpitala, przypomina taką dziką kotkę. Strach się do niej zbliżyć, o dotykaniu nie wspominając… – westchnął. – Wierzę, że to minie i będzie jak dawniej.

Kinga zmarszczyła brwi. Naprawdę był taki naiwny, czy sam siebie próbował przekonać, że to, co robi, ma sens i może się dobrze skończyć?

– Tak, ale jakim kosztem… Kuba, spójrz na siebie. Od wielu miesięcy wyglądasz jak z krzyża zdjęty. Za bardzo zaangażowałeś się w tę relację, tylko czy… – Zawiesiła głos.

Duński patrzył na nią wyczekująco.

Kinga spuściła wzrok.

– Czy warto? Wierzysz, że to da się jeszcze poskładać?

Od odpowiedzi na to trudne pytanie uratowało go młode małżeństwo, które weszło do salonu. Mężczyzna szarmancko otworzył drzwi i przepuścił w nich żonę. Jakub podniósł wzrok i ujrzał, że kobieta jest w zaawansowanej ciąży. Posłał Kindze zrozpaczone spojrzenie, a ona delikatnie skinęła głową.

– Dzień dobry – zaszczebiotała do klientów. – W czym mogę państwu pomóc?

Jakub wycofał się na zaplecze i napił zimnej wody prosto z butelki. Nie wolno mu się tak zachowywać, to nieprofesjonalne, poza tym to nie wina tej kobiety, że ciążowy brzuch źle mu się kojarzył i boleśnie przypominał o tragicznym wypadku jego… No właśnie, jak powinien teraz nazywać Joasię? Koleżanka? Przyjaciółka? Raczej nie, nie zwierzał jej się z niczego. Najbardziej pasowała współlokatorka, ale w tym określeniu nie było za grosz uczucia, jakie do niej żywił. Wierzysz, że to da się jeszcze poskładać?, słyszał wciąż pytanie Kingi. Zrobi, co w jego mocy, by tak się stało. Nigdy by sobie nie wybaczył, że odpuścił w momencie, gdy dopadły ich kłopoty. Zaręczyli się i choć Joanna oddała mu pierścionek, czy uściślając, rzuciła nim w Jakuba, tym samym zrywając zaręczyny, byli coraz bliżsi decyzji o małżeństwie. Czy gdyby w ich życiu nie pojawiła się Elwira, byliby dziś mężem i żoną? Czy miałby teraz na ekranie telefonu zdjęcie swojej córeczki? Czy pisałby właśnie esemesa do Asi z pytaniem, czy malutka śpi?

Kurwa mać, pomyślał, zaciskając gwałtownie powieki, pod którymi zebrały się łzy. Czuł się oszukany, ograbiony ze szczęścia, które miał na wyciągnięcie ręki. Przez jedną wariatkę jego życie legło w gruzach. Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mu, że przyjaźń bywa zabójcza, roześmiałby się i popukał w czoło. Niespełna rok temu był szczęśliwym facetem z piękną kobietą u boku i wspaniałymi planami na przyszłość. Dziś określiłby siebie jako żałosnego człowieka, który zbiera z dywanu kawałeczki potłuczonej porcelany z nadzieją, że będzie w stanie na nowo posklejać pęknięty wazon. Nawet jeśli mu się to kiedyś uda, flakon już nigdy nie odzyska wcześniejszego kształtu, gładkości ani piękna. Nie będzie już tak trwały jak kiedyś, a kolejny upadek obróci go w pył.

Rozdział 5

Joanna

Wtorek

Nie byłam jeszcze na grobie swojej córeczki. Tak, powoli udaje mi się wymówić słowa: dziecko, córka, ciąża, dziewczynka i nie dostawać przy tym ataku paniki ani nie płakać spazmatycznie. Wiem, że Jakub pochował ją ze swoimi dziadkami. Moi rodzice upierali się, by trumienka została włożona do grobu Karola, mojego brata, lecz Kuba się nie zgodził. Mama i tata odpuścili. Zbyt wiele przerażających rzeczy się wydarzyło, by mieli jeszcze siły i chęci kłócić się, gdzie spocznie ich wnuczka. Wiem, że było ze mną krucho, nikt nie miał pewności, czy się obudzę. Gdybym umarła, pewnie pochowaliby Weronikę ze mną. Wiem, że dał jej tak na imię, pytałam swojej mamy. Z Jakubem nadal nie mam odwagi o tym rozmawiać. Właściwie mało ze sobą gadamy. Lubię przebywać w jego towarzystwie, ale na myśl o tym, że mielibyśmy konwersować o jakichś bzdetach, podczas gdy nasza córcia leży pod ziemią, chce mi się wyć. Głównie więc do siebie milczymy. Nie jest to jednak stare, dobre milczenie, świadczące o porozumieniu dusz, poczuciu zupełnego zespolenia oraz o tym, że czujemy się swobodnie w swojej obecności, a cisza nie jest dla nas krępująca. To, co odczuwam teraz, to pełne niewypowiedzianych pytań milczenie, ukryte pretensje, dystans, jaki rośnie między nami każdego dnia. Paradoks, co? Zamiast pokonywać dzielące nas bariery, my umacniamy barykady.

Zbieram w sobie siły, by powiedzieć Kubie, że to nie ma dalej sensu. Mieszkamy nie ze sobą, lecz obok siebie. On haruje, żeby na wszystko starczyło, a ja snuję się po domu jak zombie i wyszukuję sobie zajęcia, aby nie zwariować. U rodziców na pewno nie zaznam spokoju, ale nie będę musiała już każdego dnia zmuszać się do tego, by spojrzeć w oczy człowiekowi, którego tak bardzo skrzywdziłam. Kocham go i nigdy nie przestałam kochać, nawet wtedy, gdy tak bardzo przesiąkłam manipulacjami… tamtej kobiety i wydawało mi się, że moje uczucie do Jakuba wygasło. I właśnie z powodu tej miłości muszę go opuścić. Jestem dla niego toksyczna, przecież to dostrzegam… Całe zło, jakie wyrządziłam Kubie, widoczne jest w jego przygarbionej, wychudzonej sylwetce, smutnych oczach, w których kiedyś migotały iskierki radości, nieobecnym spojrzeniu, które błądzi gdzieś bez celu, nawet w ustach, drgających nerwowo, jakby zebrały się w nich setki niewykrzyczanych słów. Zniszczyłam mu życie, odebrałam szansę na ojcostwo, mało brakowało, a za moją sprawą zostałby aresztowany. Przerażająca jest świadomość, że przyczyniłam się do każdej z tych rzeczy, że to wszystko stało się z mojego powodu. W dupie mam gadanie psycholożki, że padłam ofiarą osoby niezrównoważonej psychicznie, a przy tym świetnej manipulatorki i intrygantki. Jestem winna i mam to słowo wytatuowane na czole. Widzę je za każdym razem, gdy spoglądam w lustro. Nie potrzebuję pocieszenia, bo pociesza się cierpiących. Nie chcę litości, bo na nią nie zasługuję. Nie mam prawa prosić o wybaczenie, bo tego, co zrobiłam, nie da się wybaczyć. Wolę, żeby Jakub mnie nienawidził, niż kochał. W tym celu ponownie muszę złamać mu serce. Być może kiedyś zrozumie, że musiałam to zrobić, by uwolnić go od siebie i zła, jakie we mnie tkwi. Chcę, żeby był szczęśliwy i ułożył sobie życie, lecz beze mnie. Niczym biblijny Abraham swojego syna, tak ja złożę na ołtarzu ofiarę ze swojej miłości.

Rozdział 6

Jakub

– Asiu, ale dlaczego? Zrobiłem coś złego?

– Kuba, to nie tak… – Joanna przestała krążyć po pokoju i usiadła obok niego na kanapie.

– To jak? Wytłumacz mi, bo chyba trochę się pogubiłem.

Joanna ujęła jego dłoń i przytuliła ją do swojego policzka. Mimowolnie przymknęła oczy, napawając się bliskością Jakuba.

– W ten sposób szybciej się pozbieram – odezwała się cicho, unosząc powieki. – To miejsce za bardzo przypomina mi to wszystko, co się stało. Dom rodzinny jest dla mnie neutralny.

Kuba popatrzył na nią ze smutkiem.

– Aśka, powiedz prawdę. Nie chodzi ci o mieszkanie, ale o mnie. To ja ci zawadzam, tak? To ja ci przypominam o… – Urwał i westchnął. Dlaczego nawet on nie potrafił bez emocji wypowiedzieć imienia Elwiry?

– Kuba, potrzebuję czasu. Muszę pozbierać myśli, zastanowić się, co dalej ze mną, z nami… W domu rodzinnym nie będę siedziała sama jak kołek, jest przecież mama. Zadba o mnie, nie pozwoli, żebym za bardzo się nudziła…

Jakub posłał jej pełne wyrzutu spojrzenie.

– Chcesz powiedzieć, że ja cię zaniedbałem i skazałem na samotność? Aśka, przecież muszę pracować, poza tym nie zamykam cię tu na klucz, możesz chodzić na spacery, spotykać się z kol… – Ugryzł się w język, ale było już za późno. – Przepraszam – wymamrotał. – Nie chciałem.

– Daj spokój. – Machnęła ręką. – Przeprowadzę się do rodziców na próbę. Jeśli będę czuła się tak samo, wrócę do ciebie. Może być? – Uśmiechnęła się z przymusem.

Jakub spojrzał na nią z powątpiewaniem.

– Boję się, że ta separacja nam zaszkodzi, że twoi rodzice nagadają ci głupot i… – westchnął – już nie będziesz chciała do mnie wrócić.

Joanna poczuła nagły skurcz w sercu.

– Kuba, no co ty… Chodzi o to, żebym na zawsze zamknęła pewne rozdziały i zaczęła od nowa.

– Skąd pewność, że ja również nie stanę się zamkniętym rozdziałem? – Popatrzył na nią ze smutnym uśmiechem.

– Bo cię kocham – powiedziała bez wahania, po czym się zarumieniła. Kiedy ostatni raz wyznała mu miłość? Nie mogła sobie przypomnieć.

Jakub skinął głową.

– Chcę dla ciebie jak najlepiej. Jeśli uważasz, że pobyt u rodziców ci pomoże, jedź. Przynajmniej będę miał wymówkę, żeby zabierać cię na randki jak kiedyś… – Urwał i spuścił wzrok. Już zawsze będą tak rozmawiali? Ucinając niewygodne słowa jak szpak Mateusz z Akademii Pana Kleksa i wzdychając tam, gdzie powinni krzyczeć? Wszystkie ich konwersacje będą składały się z niedopowiedzeń i wymownych spojrzeń? A może zastąpią imię Elwiry tajemniczymi pseudonimami, jak czyniono w przypadku Saurona czy Lorda Voldemorta? Do jakich absurdów sprowadzą swoją relację? Kiedy odważą się w końcu porozmawiać o Weronice, a także o tym, co wydarzyło się w mieszkaniu Ratajskiej przed wypadkiem?

– To tylko na jakiś czas – przekonywała Asia.

Jakub starał się ukryć rozczarowanie i niedowierzanie za wyrozumiałym uśmiechem. Wystarczająco długo żyli oddzielnie i nic dobrego z tego nie wyszło. Gdyby Joasia nie wyprowadziła się wtedy do tej przeklętej Elwiry, być może zapobiegliby nieszczęściu, do jakiego doszło. Gdyby ją zatrzymał, nie pozwolił wyjść… Gdyby, gdyby! Gdyby mama miała fiuta, to by była ojcem[1], przypomniał mu się wers z piosenki Kazika. Brutalne, ale prawdziwe. Gdybanie nic mu teraz nie da. Siłą Joasi też nie zatrzyma. Powiedziała, że go kocha, lecz on przyjął to wyznanie nieufnie. Zabrzmiało fałszywie, przymilnie, jakby wypowiedziała je tylko po to, by go przekonać, żeby szybciej ustąpił. Uzmysłowił sobie, że nie jest pewny, czy wciąż dobrze ją zna. Te kilkanaście tygodni rozłąki sprawiły, że mocne fundamenty ich miłości wyraźnie popękały. Pojawiły się zdradzieckie wątpliwości, a wraz z nimi podejrzliwość i rezerwa. Nie pomagał im również fizyczny dystans. Żadna miłość nie mogła trwać długo bez okazywania sobie czułości, dotyku ukochanej osoby, jej pocałunków czy pieszczot. A przecież jeszcze niedawno oni również nie mieli siebie dosyć. Gdzie podziała się cała ich namiętność, niesłabnąca chęć patrzenia na siebie, dotykania się, całowania? Zachowywali się jak małżeństwo w przededniu rozwodu, jakby zupełnie już im na sobie nie zależało.

– Asiu… – zaczął i dotknął lekko jej dłoni. Uśmiechnął się pod nosem, gdy poczuł, jak zadrżała. – Boję się, że tym razem stracę cię na zawsze.

– Kuba… – Pogładziła Jakuba po policzku, po czym przytuliła się do niego. Pierwszy raz od wielu miesięcy byli ze sobą tak blisko.

Duński zamknął Joasię w objęciach i pocałował ją w czubek głowy.

– Tak bardzo cię kocham… – wyszeptał, gładząc ją delikatnie po plecach.

Czyżby dzielące ich lodowce zaczynały właśnie topnieć? Powinien się cieszyć, czy też oznaczało to ciszę przed burzą?

Kiedy uniósł delikatnie jej podbródek i pocałował w usta, nie oponowała. Odwzajemniła pocałunek, a jej oddech nieznacznie przyspieszył. Jakub przytulił ją do siebie mocniej, a jego dłonie rozpoczęły niespieszną wędrówkę po jej ciele. Gdy wsunął dłoń pod jej bluzkę i dotknął piersi, jęknęła. Ich pocałunki stały się bardziej namiętne, a ręce coraz swobodniej i śmielej docierały do znanych sobie miejsc.

– Kuba, nie… – powiedziała nagle, gdy rozpiął suwak jej dżinsów.

Joanna odsunęła się gwałtownie i poprawiła ubranie.

– Przepraszam, ale chyba nie powinniśmy – dodała, nie patrząc mu w oczy.

Kuba spojrzał na nią z zaskoczeniem. Poczuł się jak uczeń mający romans ze swoją nauczycielką, która nagle uznała, że to, co robią, jest niemoralne.

– Dlaczego nie powinniśmy?

– Bo… to za wcześnie – wyjaśniła cicho Asia i wstała z kanapy. – Pójdę się pakować.

Jakub westchnął, z trudem powstrzymując przekleństwo cisnące mu się na usta. Bolesna erekcja, która wpijała mu się w spodnie, przypomniała mu, jak bardzo tęsknił za Joasią, za jej bliskością, dotykiem jej skóry. Mieli szansę zbliżyć się do siebie, wznieść ponad to wszystko, co się wydarzyło. Seks zawsze działał na nich regenerująco, oczyszczał atmosferę, sprawiał, że inaczej patrzyli na problemy i konflikty w swoim związku. Uwielbiał ten szczególny moment zaraz po, kiedy wtulała się w niego wyczerpana miłością, taka szczęśliwa i tylko jego… W takich chwilach czuł, że nikt i nic nie może ich rozdzielić, że łącząca ich więź jest nierozerwalna. Teraz sam nie wiedział, czy był wówczas bardziej głupi, czy naiwny.

[1] Kazik na Żywo, Plamy na Słońcu (sł. K. Staszewski).

Rozdział 7

Joanna

Czwartek

Wydaje mi się, że przeprowadzka do rodziców była dobrym rozwiązaniem. Wprawdzie mama załamała ręce, widząc, że znowu schudłam, a tata ciężko wzdycha na każdą wzmiankę o Kubie, lecz faktycznie czuję się u nich lepiej niż w wynajmowanym mieszkaniu. Tam ciągle byłam sama, tutaj mam przynajmniej towarzystwo. Mama wie, że nie powinna poruszać pewnych tematów i jestem jej wdzięczna za jej taktowność. Tak jak się obawiałam, traktują mnie jak jajko, lecz nie mam im tego za złe. Codziennie wymieniamy z Jakubem kilkanaście esemesów, dzwoni do mnie każdego wieczoru i odwiedza mnie, kiedy tylko może. Próbuje mnie gdzieś wyciągać, a to do kawiarni, a to do kina czy na spacer, ale konsekwentnie odmawiam. Nie jestem jeszcze gotowa na beztroskie hasanie sobie po ulicach. Ciągle się boję, że zobaczę gdzieś… Boże, kiedy to wszystko wreszcie się skończy i znowu będę normalnie żyła?

Wiem, że Jakub jest zapracowany, dlatego staram się nie zawracać mu głowy swoją osobą. Tak jak mu obiecałam, myślę o nas i przyszłości naszego związku. Moi rodzice uważają, że powinniśmy się definitywnie rozstać. Oczywiście zareagowałam oburzeniem na takie stwierdzenie, lecz muszę przyznać, że ich argumenty brzmią niestety logicznie. Mama i tata sądzą, że tragiczne wydarzenia z przeszłości już na zawsze będą nas dzielić i żadne z nas tego nie zapomni. Ostrzegają mnie, że Kuba prędzej czy później wypomni mi Elwirę i wypadek, w którym straciłam naszą córeczkę. Nie wierzę im, nie znają Jakuba tak jak ja, poza tym nigdy go nie lubili. Tłumaczą mi, że powinnam zacząć z nową czystą kartą, że to pomoże mi odzyskać równowagę emocjonalną i ułożyć sobie życie. W przypływie złości przypomniałam im, że oni również stracili dziecko i jakoś się nie rozstali. Szybko pożałowałam swoich słów. Ich miny utwierdziły mnie w przekonaniu, że zachowałam się podle. Różnica między moimi rodzicami a mną i Kubą jest taka, że oni nie mieli wpływu na białaczkę Karola. Zrobili co w ich mocy, by przeżył. Walczyli o niego i gdyby tylko mogli, oddaliby swoje życie, by wciąż tu był. Ja świadomie narażałam swoje dziecko, mieszkając z wariatką, która planowała mi je odebrać, a mnie zapewne zabić. Nie pozwoliłam Kubie zobaczyć choćby jednego zdjęcia z usg, nacieszyć się choćby tą małą namiastką ojcostwa. Moja szalona przyjaciółka w jednym miała rację. Żaden ze mnie materiał na matkę. Która kobieta pozwoliłaby innej tak wodzić się za nos, tak sobą manipulować, rządzić? Wstydzę się swojego postępowania, wolę o nim nie mówić, nawet nie pisać, bo cisną mi się na usta straszne słowa pod swoim adresem. W szpitalu lekarze i pielęgniarki ciągle powtarzali mi, żebym się tak nie obwiniała. Łatwo im mówić. To nie oni mają na sumieniu śmierć własnego dziecka i zniszczoną psychikę niedoszłego męża. Tak, wiem, to nie ja kierowałam, nie ja spowodowałam ten wypadek, ale… wsiadłam do tego samochodu. Mogłam uciec, ogłuszyć ją, zepchnąć ze schodów, tymczasem niczym jagnię prowadzone na rzeź wsiadłam z nią do auta, wiedząc już, z kim mam do czynienia. Gdyby chodziło tylko o mnie, pal licho, ale powinnam wówczas myśleć przede wszystkim o dziecku. Prawdziwa matka tak właśnie postępuje. Widać los wiedział, co robi, odbierając mi dar macierzyństwa.

Kocham Jakuba i to jedno nigdy się nie zmieni. Właśnie dlatego muszę podjąć decyzję o naszym rozstaniu. Wiem, że mnie znienawidzi i dziw bierze, że już dawno tego nie zrobił.

Rozdział 8

Jakub

– Sorry, ale nie ogarniam statusu waszej relacji. Asia mieszka u rodziców, ale dalej ze sobą jesteście? To jak wy chcecie naprawić wasz związek na odległość? Pisząc do siebie miłosne listy? – Kinga nie mogła się powstrzymać od sarkazmu. Może i nieco przesadziła, ale ta historia wydawała jej się coraz bardziej nieprawdopodobna, a postępowanie Jakuba i Joanny po prostu głupie.

Kuba spojrzał na nią z wyrzutem.

– Daruj sobie ironię, okej? Jeśli cię nudzę albo wkurzam, to powiedz – mruknął, odwracając się do komputera.

Kinga przewróciła oczami. Zawsze uważała, że męski foch jest gorszy od babskiego. Od wielu miesięcy starała się jak mogła znosić humory i wybryki Jakuba, ale jej cierpliwość także miała swoje granice. Nie wspominając o tym, że Jakub, skoncentrowany wyłącznie na sobie i swoich dramatach, przez te wszystkie tygodnie nie zapytał nawet co u niej i jej rodziny. Pewnie i tak by mu nie powiedziała, że dwa miesiące temu wykryto u niej podejrzane guzki w piersiach i wszystko wskazuje na to, że ma nowotwór. W najlepszym razie wytną je i wszystko będzie dobrze, w najgorszym czeka ją długie i bolesne leczenie. Niewykluczone, że konieczna będzie amputacja piersi (jednej, obu?) albo… zwyczajnie kopnie w kalendarz. Lekarze sami jeszcze nie wiedzieli, czy to rak i jak bardzo groźny. Kinga codziennie wieczorem płakała ze strachu pod prysznicem, ale potem zakładała swoją zbroję silnej kobiety i zachowywała się tak, jakby nic złego się nie działo. Tylko jej mąż wiedział o guzach. Postanowili, że dopóki nie ma jednoznacznej diagnozy, nie będą niepotrzebnie martwili rodziny i znajomych.

– Przepraszam, nie chciałam. – Dotknęła jego ramienia w przyjacielskim geście.

Kuba uśmiechnął się pod nosem.

– W porządku, to ja przepraszam, zrobiłem się drażliwy jak… – Urwał i parsknął śmiechem.

Kinga skrzyżowała ręce na piersiach.

– No powiedz, wredny szowinisto. Wiem, co ci chodzi po głowie. – Również się roześmiała. Tylko ona wiedziała, ile kosztuje ją ten pozornie beztroski chichot, podczas gdy tak naprawdę miała ochotę wyć.

– Kurczę, chyba zaśmiałem się pierwszy raz od bardzo dawna. – Jakub spojrzał na nią z zaskoczeniem.

– No, nie dziwię się. Przez ostatnie pół roku mało miałeś powodów do radości. – Kinga popatrzyła na niego znacząco.

Duński zerknął na wyświetlacz telefonu.

– Nawet nie odpisuje na moje wiadomości. Myślisz, że jej rodzice próbują ją przekonać, żeby mnie zostawiła?

Kinga z trudem powstrzymała się, by nie westchnąć. Czasami nie miała już sił do Kuby. Zachowywał się jak rozpieszczone dziecko. Tylko on i jego problemy były najważniejsze, reszta mogła się bujać. Pomyślała z żalem, że kiedyś taki nie był. Mogła z nim pogadać i pożartować na każdy temat, a sam Jakub nie był tak bardzo skupiony na sobie. Rozumiała, że przeszedł prawdziwe piekło, lecz nie on jeden miał poważne problemy. Te, które przeżywał teraz, ściągnął na siebie sam. Skoro zachciało mu się po raz enty reaktywować związek z Asią, która zawsze wydawała jej się rozchwiana i gburowata, niech teraz poniesie konsekwencje swojej decyzji. Może to go nauczy, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

– Kubek, nie wiem, nie znam rodziców Joasi – odparła, skupiając się na dokumentach leżących na blacie. Kątem oka zauważyła, że Jakub zapatrzył się gdzieś w dal. Dałaby głowę, że nawet nie słyszał tego, co przed momentem powiedziała.

– Pójdę dzisiaj na grób Weroniki – odezwał się nagle. – Wiesz, Asia jeszcze tam nie była, nie ma na tyle siły, by… – Zawiesił głos i szybko wytarł oczy.

Kinga chciała go pocieszyć, ale w tej samej chwili zadzwonił telefon. Odebrała i skupiła się na rozmowie z szefem. Nadal jednak czujnie zerkała na Jakuba, który siedział zgarbiony na swoim stanowisku i nieruchomo wpatrywał się w wyświetlacz smartfona.

Rozdział 9

Joanna

Sobota

Wreszcie odważyłam się to zrobić. Było mi to potrzebne do podjęcia ostatecznej decyzji. Nie mogłam tam pójść z Jakubem, to byłoby ponad moje siły, poprosiłam więc o pomoc mamę. Gdy zapytałam, czy pokaże mi grób Weronisi, najpierw zrobiła wielkie oczy, a potem próbowała mnie odwieść od tego pomysłu. Uważała, że to za wcześnie, że wizyta na cmentarzu tylko mi zaszkodzi i przywoła przykre wspomnienia. Wytłumaczyłam jej, że oni sami chodzili przecież na grób Karola i na pewno im to pomagało. Jako matka musiałam wiedzieć, gdzie pochowano moją córeczkę. Jej samej już nigdy nie zobaczę, jednak świadomość, że istnieje miejsce, gdzie mogę z nią przebywać choćby symbolicznie, duchowo, czyniła mnie spokojniejszą. Mama wpatrywała się we mnie, jakby podejrzewała, że wzięłam za dużą dawkę leków uspokajających, ale w końcu skapitulowała.

Grób, w którym spoczywali dziadkowie Jakuba oraz nasza córeczka, był całkiem nowy. W końcu oboje zmarli kilka lat temu, w odstępie dwóch miesięcy. Widać jedno nie mogło żyć bez drugiego. Z tego co opowiadał mi o nich kiedyś Kuba, wynikało, że byli dobrymi i spokojnymi ludźmi. Jeśli dobrze pamiętam, to rodzice jego ojca.

Epitafium z datą śmierci Weronisi umieszczono pośrodku płyty nagrobkowej między zdjęciami dziadków Kuby. Znajdowało się tam tylko jej imię i data śmierci. Żadnych wierszyków, zdjęcia czy pozłacanych liter. Nad napisem górował jedynie rzeźbiony aniołek, który nostalgicznie spoglądał w niebo. Wyglądało to tak, jakby się modlił albo skarżył.