Wydawca: Papierowy motyl Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 403 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Tańcząc z cieniem - Alina Góra

"Czy każdemu z nas jest pisane szczęście? Czy powinniśmy za wszelką cenę o nie walczyć? A może lepiej zaczekać aż samo do nas przyjdzie? Na te i inne pytania próbują sobie odpowiedzieć bohaterowie drugiej części „Białych Motyli” Aliny Góry.

Kasia musi stawić czoła przeszłości, gdy okazuje się, że jej były narzeczony Filip chce naprawić wyrządzone wcześniej zło i przekonać ją, że znowu mogą być razem. Czas zweryfikował marzenia Hani i dziewczyna nie jest już pewna, czego naprawdę oczekuje od życia. Wróbel i Borys nadal wiodą kawalerski żywot, udając, że są z niego zadowoleni.

Każdy dzień przynosi coś innego i tylko od nich samych zależy, jak odnajdą się w nowych realiach. Czy będą chcieli walczyć o miłość? A może ważniejsze okaże się dla nich zupełnie coś innego? Jak potoczy się scenariusz, pisany przez życie? Muszą przygotować się na nowe wyzwania, zupełnie nieprzewidziane sytuacje i trudne decyzje."

Opinie o ebooku Tańcząc z cieniem - Alina Góra

Fragment ebooka Tańcząc z cieniem - Alina Góra

Alina Góra

Tańcząc z cieniem

Redakcja i korekta: Ilona Turowska

Projekt okładki: Print Group Sp. z o.o.

© Copyright by Alina Góra 2011

© Copyright by Wydawnictwo „Papierowy Motyl” 2011

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Papierowy Motyl.

Wydanie pierwsze

ISBN 978–83–62222–30–8

www.papierowymotyl.pl

Konwersja:

Wprowadzenie

Drodzy Czytelnicy,

Oddaję w wasze ręce książkę pt. „Tańcząc z cieniem” – drugą część wydanych w listopadzie 2009 roku „Białych motyli” – i mam nadzieję, że wymyślona przeze mnie fabuła wynagrodzi wam okres oczekiwania na ciąg dalszy.

Starałam się, aby książka była zabawna, wzruszająca, ale również by trzymała w napięciu. Dla tych, którzy nie czytali pierwszej części lub chcieliby przypomnieć sobie najważniejsze wydarzenia z poprzedniej książki, przygotowałam krótkie streszczenie.

Główna bohaterka Kaśka mieszka wraz ze znajomymi w Opolu w wynajętym mieszkaniu. Kończy właśnie polonistykę na Uniwersytecie Opolskim. Nie wie jednak, gdzie dokładnie chciałaby pracować, więc póki co chwyta się różnych dorywczych zajęć, takich jak roznoszenie ulotek czy praca na promocjach. W wolnym czasie pisze pracę magisterską oraz intensywnie wysyła CV, licząc na odzew jakiegoś pracodawcy.

Kasia od kilku miesięcy jest singlem (jej narzeczony Filip odwołał ślub i wyjechał za granicę). Choć nie jest zainteresowana żadnym nowym związkiem, wciąż rozpamiętując przeszłość, przypadkowo poznaje przystojnego masażystę Marka, z którym zaczyna się spotykać. Okazuje się, że Marek ma brata bliźniaka – Jarka i los chce, że to właśnie on sprawia, że Kasia ma motyle w brzuchu. Ich związek nie należy jednak do łatwych (muszą ukrywać go przed Markiem), a Kasia nieufna i sceptycznie nastawiona do mężczyzn, nie potrafi odnaleźć się w tej sytuacji. W końcu stawia Jarkowi ultimatum (chce, aby ujawnili się przed Markiem), a gdy chłopak się nie zgadza, odchodzi.

Nie układa się także Hani – przyjaciółce Kasi z mieszkania, która będąc w związku osiem lat i wciąż nie mogąc się doczekać zaręczyn, wdaje się w romans z kolegą z pracy.

Miłości poszukują Borys i Wróbel – również mieszkańcy studenckiej kwatery, lecz żaden z nich nie może odnaleźć drugiej połówki. Obaj nie pracują też tam, gdzie chcieliby, i dopiero pod wpływem różnych wydarzeń decydują się na zmiany w swoim życiu.

Kasia załamana brakiem odzewu ze strony potencjalnych pracodawców, decyduje się przyjąć posadę konsultanta sprzedaży w salonie jubilerskim, mając nadzieję, że będzie to praca przejściowa przed znalezieniem czegoś innego. I gdy wydaje się, że wszystko powoli zaczyna się układać, z zagranicy wraca Filip.

01.07.09

Pierwszy lipca jest wyjątkowo upalny i nawet odsunięte do końca okno nie zmniejsza gorąca panującego w przedziale. Słońce znalazło dla siebie miejsce na naszych twarzach i wcale nie zamierza go zmieniać. Każdy myśli tylko o jednym: żeby być już w Krakowie.

Tygodniowe szkolenie zapowiada się bardzo profesjonalnie i jestem ciekawa, czego nas na nim nauczą. To jednak nie jedyna rzecz, nad którą się zastanawiam. Obserwuję ludzi

siedzących obok mnie. Jest nas ośmioro. Na integracyjnym spotkaniu dowiedzieliśmy się o sobie nieco więcej. Moje spostrzeżenia wykraczają jednak poza to, co wcześniej usłyszałam.

Kierowniczka Mariola to dobrze zakonserwowana czterdziestoletnia blondyna w kręconych włosach. Od początku trzyma wszystkich na dystans i na mój gust to teraz jest czas, gdy wyrabia sobie o nas zdanie.

Zastępcą kierowniczki jest Małgorzata i wygląda jak młodsza wersja Victorii Beckham z wiecznym grymasem na ustach. Wiemy o niej tylko tyle (przez całe spotkanie odezwała się zaledwie dwa razy), że jest po rozwodzie i ma jednego syna.

Urszula to niczym niewyróżniająca się w tłumie niska szatynka nosząca rozmiar XL, która wcześniej pracowała jako sprzedawczyni w sklepie z obuwiem.

Lidka, była miss Opola, obecnie młoda mama, której świat kręci się wokół córeczki oraz swojego wyglądu.

Aniela, świeżo upieczona magister fizjoterapii. Trochę oderwana od rzeczywistości marzycielka, która wciąż wierzy, że należy jej się od życia więcej, niż dostała.

Tymoteusz, z zawodu złotnik, mieszka pod Opolem i jest samotnikiem. Jak tylko ma czas, wyjeżdża w góry, gdzie po kilka razy zdobywa te samy szczyty.

Błażej, najmłodszy w rodzinie. Studiuje na piątym roku socjologii i jeszcze nie wie, co chce robić w życiu.

W przedziale każdy spogląda na siebie, ciekaw, kim okaże się osoba siedząca obok. Nie toczą się żadne rozmowy, nikt nie opowiada o sobie, od czasu do czasu padają tylko nic nieznaczące pytania o pracę. Jutro na pewno się to zmieni, bo podzieleni na grupy będziemy zmuszeni otworzyć usta. Na początku przyjdzie nam to z trudem, ale z czasem bariera nieufności zostanie przełamana.

02.07.09

Pierwsze szkolenia trwają prawie cały dzień. Rano jedziemy na badania lekarskie, a potem do siedziby firmy.

Jestem przerażona ogromem informacji, które muszę przyswoić. Budowa i rodzaje zegarków, szlify brylantów, rodzaje kamieni szlachetnych to tylko połowa z tych wiadomości. Dostajemy niezbędne materiały i wracamy do hotelu. Dzielę pokój z Anielą i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.

– Bierzemy prysznic i ruszamy w miasto – mówi Aniela.

Nie wiem, skąd ona bierze tę energię. Ja marzę o wygodnym łóżku i miękkiej podusi.

– Jutro trzeba wstać na ósmą – przypominam jej.

– Damy radę – Aniela zbiera swoje kosmetyki i znika za drzwiami. Ja rozprostowuję zmęczone nogi i głęboko wzdycham.

Od przyjazdu do Krakowa nie miałam wolnej chwili. Dzięki temu nie musiałam zastanawiać się nad sytuacją panującą w naszym mieszkaniu. A jednak pewnych rzeczy nie da się od siebie odsunąć, chociażby nie wiem jak się tego chciało.

Z Opola wyjechałam w pośpiechu i cieszyłam się, że mogę choć na chwilę uciec od spraw, które tak nagle na mnie spadły.

Filip, mój były narzeczony, wrócił właśnie z kilkumiesięcznej podróży i zaaklimatyzował się w naszym mieszkaniu. Jego materac zajął miejsce w pokoju Wróbla i Borysa, którzy choć na początku nie chcieli, przyjęli zbłąkaną owcę pod swój dach.

– No, przecież nie ma gdzie się podziać – tłumaczyli.

Trudno jest unikać kogoś, kto mieszka zaraz za ścianą, ale byłam na tyle zdeterminowana, że się udało. Rano wyjazd nad jezioro, wieczorem wyjście na miasto lub trening z Krzysiem. Przez dziesięć dni nie musiałam prowadzić rozmowy, która moim zdaniem jest zbędna. Teraz jestem tu, a po powrocie zadbam, by Filip wyprowadził się z mieszkania. Rozumiem, zatrzymał się na kilka dni, ale nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy dzielić te same mury dłużej.

– O czym tak intensywnie myślisz? – Aniela skończyła taplać się pod prysznicem.

– Analizuję dzisiejszy dzień – kłamię.

– Dużo tej nauki, co nie?

– Myślałam raczej o ludziach. Ciekawe, czy uda nam się stworzyć zgraną drużynę?

– Miejmy nadzieję. W takiej pracy to bardzo ważne.

– Co racja, to racja. Dwanaście godzin z tymi samymi osobami.

Aniela zabiera się za robienie makijażu.

– Powiem ci coś, ale w tajemnicy.

Nadstawiam ucho.

– Koleżanka zna naszą kierowniczkę, ale niestety nie mogła o niej powiedzieć nic dobrego.

– Co masz na myśli?

– Podobno jest wymagająca, a zdanie innych osób w ogóle się dla niej nie liczy.

Krzywię się. To nie brzmi najlepiej.

– A skąd ona ją zna?

– Pracowały w jednej galerii. To oczywiście było jakiś czas temu, no i jest to subiektywna ocena – Aniela zobaczyła moją minę. – Być może u nas okaże się inna. Zresztą nie ma co wybiegać w przyszłość. Zamiast tego marsz do łazienki, bo zaraz wychodzimy.

03.07.09

Wieczorem

Nareszcie mamy czas dla siebie. Dziś od samego rana zajmowaliśmy się układaniem biżuterii. Dziesięć godzin siedzieliśmy w pokoju trzy na trzy metry, wpatrzeni w srebro i złoto. Oczopląsu można było dostać.

W drodze powrotnej do hotelu nie mamy siły nawet na rozmowę. Chłopcy przebąkują coś o wspólnym wypadzie na miasto, ale nikt nie podejmuje tematu. Każdy marzy o kąpieli i odpoczynku przed kolejnym dniem pełnym pracy.

Biorę szybki prysznic i wskakuję pod kołdrę. Tym razem nawet Aniela jest tego samego zdania.

– Do końca pobytu będziemy się zajmować układaniem łańcuszków i kolczyków – mówi, opierając głowę o poduszkę.

– Też mi szkolenia. Dali nam tonę materiałów, których i tak będziemy się musieli nauczyć w domu, a teraz dziobiemy godzinami.

– Dobrze, że po powrocie obiecali nam kilka dni wolnego. Otwarcie galerii dopiero czternastego lipca.

Pukanie do drzwi.

– Proszę.

Do środka wchodzi Lidka. Ona nawet w piżamie ma na sobie makijaż.

– Cześć, dziewczyny. Mogę z wami posiedzieć?

Lidka dzieli pokój z Ulką i twierdzi, że gorzej trafić nie mogła. Siada na krześle i zerka ciekawie w stronę położonej na stole czekolady.

– Słodycze? O tej godzinie?

– Trzeba sobie jakoś osłodzić te ciężkie chwile na wygnaniu.

– Ale czekoladą o dwudziestej pierwszej?

– My nie z tych, co dbają o linię – mówi Aniela i pakuje dwie kostki do ust.

– No tak, z waszą figurą to nie musicie.

Lidka maca swój brzuch.

– Nie to, co ja. Fałdka tłuszczu na fałdce.

Stukam się w czoło.

– Kobieto, gdzie ty widzisz jakiś tłuszcz?

– Jak to gdzie? Tutaj – Lidka wskazuje na dwa centymetry skóry.

Aniela chowa głowę pod kołdrę.

– Chyba nie widziałaś prawdziwych fałdek. Chcesz zobaczyć, to zajrzyj tu.

– Mówię wam, dziewczyny, po tej ciąży nie mogę schudnąć – Lidka kontynuuje swój wątek. – Nie pomaga ani fitness, ani basen. Nawet cudowna dieta ściągnięta z internetu zawiodła.

Lidka i te jej nieuzasadnione kompleksy. Już pierwszego dnia naszej znajomości narzekała na swój wygląd. A to uda za masywne, a to cellulit na pośladkach, a to wydęty brzuch. Prawda jest jednak taka, że Lidka jako była miss Opola prezentuje się bardzo dobrze. Nie wygląda na swoje trzydzieści dwa lata.

– Mieszkanie z Ulą to koszmar. Ta dziewczyna chyba zupełnie nie wie, do czego służy prysznic. Wyobrażacie sobie, że ona od przyjazdu do Krakowa chyba ani razu się nie wykąpała? Chętnie przeniosłabym się do was, bo tam już nie wytrzymuję.

– Jeszcze tylko dwa dni i będziemy w domu.

– Dwa dni katorgi.

– Dwie noce, bo dni spędzimy pewnie w firmie.

– Powiem wam, że inaczej to sobie wyobrażałam – odzywam się. – Tyle się mówiło o szkoleniach, a do dziś nie było żadnego ze sprzedaży. Co z tego, że będę znała szlify brylantów, jeśli nie będę potrafiła nimi zainteresować klienta?

– Tu masz rację. Na przykład taka Ula. Przecież ona zupełnie nie zna się na tych sprawach – Lidka znowu zaczyna. – Wcale się nie dziwię, że zwolnili ją z poprzedniego sklepu.

– Może się wyrobi.

Lidka kręci głową.

– Jakoś mi się nie wydaje. Wiem, dlaczego ją zatrudnili. Podobno zna dwa języki.

– Ulka? – dziwię się.

– Wiem, że na taką nie wygląda, ale Błażej mówił, że angielski i niemiecki ma w małym paluszku.

– Błagam, zmieńmy temat – jestem trochę zniesmaczona tym obgadywaniem. Przecież tak nie wypada.

– Kiedy właśnie ten jest najciekawszy – Lidka wpatruje się w czekoladę. Wiem, że ma na nią wielką ochotę. – Plotki, ploteczki są takie wciągające.

Patrzę na nią zdziwiona.

– Na razie niewiele można powiedzieć – stwierdzam. – Chyba nie warto bawić się w prognozowanie.

– Ten Błażej, na przykład, to całkiem niezły kawałek mięsa – Lidka nic sobie nie robi z moim słów. – Młody, bo młody, ale ty, Aniela, mogłabyś się za niego brać.

Aniela aż krztusi się czekoladą.

– A dlaczego ja?

– Bo ja mam męża. Gdybym była wolna, na pewno bym się koło niego zakręciła.

– A skąd wiesz, że nie ma dziewczyny?

– Czuję to.

Zaczynam się śmiać.

– To takie rzeczy można wyczuć?

– Ja po prostu mam nosa do samotnych facetów.

Aniela rumieni się.

– O, proszę – Lidka od razu to dostrzega. – Aniela, już nie ukrywaj, że Błażej nie zrobił na tobie wrażenia. Dziś, gdy założył tę obcisłą koszulkę, nie mogłam oderwać od niego wzroku.

Patrzymy na nią zaskoczone.

– Tylko mi nie mówcie, że jestem jedyna, bo i tak wam nie uwierzę. A ty, Kaśka, masz kogoś? Bo jak Aniela nie chce, to może ty zajmiesz się Błażejem?

– Nie bardzo rozumiem, dlaczego tak uparcie chcesz go z kimś zeswatać?

– Pewnie się boi, że sama na niego poleci.

Lidka pokazuje nam język.

– Chciałam tylko rozkręcić atmosferę, bo zrobiło się jakoś nudnawo. Skoro nie macie ochoty pogdybać, to idę zapalić – podnosi się z miejsca.

– Palisz? – jestem zdziwiona.

– Od czasu do czasu. Szczególnie gdy się zdenerwuję – wyciąga z kieszeni paczkę i idzie na balkon. Aniela patrzy na mnie i zaczynamy się śmiać.

– Niezłe z niej ziółko. Marzy jej się romans, ale nie chce grać głównej roli.

– Żeby tylko nie próbowała mieszać. Nie lubię takich, co wtrącają się w nieswoje sprawy, a niestety Lidka chyba do nich należy.

Aniela chce mnie o coś zapytać, ale nie bardzo wie jak.

– A ty nie masz chłopaka?

– Miałam, ale nam nie wyszło.

– Skąd ja to znam – kiwa głową. – Widocznie nie tylko mi się nie układa.

Ale na pewno nie możesz poszczycić się takimi osiągnięciami jak ja. Zastawiona przez narzeczonego kilka miesięcy przed ślubem, a potem zakochana w mężczyźnie, który choć odwzajemnia uczucie, nie może dać nic więcej. Wyjątkowo trudny przypadek.

05.07.09

Wracamy do domu. Nie ma chyba osoby, której po tej wiadomości nie pojawił się na twarzy uśmiech (z wyjątkiem Gośki). Znosimy swoje bagaże do samochodu i czekamy na odjazd. Jesteśmy zmęczeni tym tygodniem, ale zadowoleni, że to już koniec. Wczoraj rano byliśmy na produkcji, aby zobaczyć, jak powstają pierścionki z brylantami, a później znowu układaliśmy towar. Moja walizka jest przeciążona. Sama nie wiem, gdzie pomieszczę te wszystkie materiały do nauki.

– Na ten tydzień zapowiadają piękną pogodę, a ja będę musiała sterczeć nad tymi głupotami. Wolałabym się poopalać – Lidka informuje nas o swoich planach.

– Zawsze jest solarium – uśmiecha się Błażej. – Wpadasz na dziesięć minut i masz piękną opaleniznę.

– To nie to samo, co wylegiwanie się na kocu – krzywi się Lidia. – Ciekawe, co u mojej córeczki? Tak się już za nią stęskniłam – zmienia temat. – Dobrze, że zabrałam ze sobą zdjęcie, to przynajmniej przed snem mogłam sobie przypomnieć jej śliczną twarzyczkę.

W przedziale zajmuję miejsce koło Anieli i mam nadzieję, że Lidka usiądzie gdzieś dalej. Mam już dość jej gadaniny. Wciąż mówi tylko o sobie.

– Wolne? – pyta Błażej, a ja ciągnę go za rękę.

– Siadaj – wolę jego towarzystwo niż tej gaduły.

Lidka musi zadowolić się miejscem koło kierowniczki, ale wcale jej to nie przeszkadza.

– Właśnie miałam pani powiedzieć, że ta sukienka jest boska – zwraca się do Marioli. – Ten krój idealnie podkreśla pani sylwetkę. Mnie nie jest dobrze w tym kolorze, ale pani jest blondynką, co współgra z odcieniem tego fioletu.

Błażej chrząka.

– Dupowłaz – szepcze mi do ucha.

Uśmiecham się. Coś w tym jest. Lidka zrobiła się ostatnio bardzo miła dla naszej kierowniczki. Wczoraj wprosiła się do niej na kolację i została na noc, twierdząc, że nie wytrzyma dłużej z Ulą.

– Oj, mam złe przeczucia – Aniela patrzy na Lidkę. – Niezła z niej wazeliniara.

Błażej jest tego samego zdania.

– Takie są najgorsze.

Obserwuję to z boku. Kierowniczka, co prawda, nie spoufala się z żadną z nas, ale widzę, że reaguje na komplementy Lidki. Osobiście staram się nie wyróżniać w tłumie, to znaczy jestem miła, ale nie wychylam się. Zastanawia mnie natomiast Małgorzata, która z nikim nie rozmawia. Chyba jeszcze nie widziałam, żeby się uśmiechnęła. A może ona urodziła się z tym grymasem? Je tylko sałatę, pomidory i ogórki. Na śniadanie, na obiad i kolację to samo. Do tego wypija hektolitry kawy, bo jak nam zdradziła, to jej największy nałóg. Jest bardzo szczupła, żeby nie powiedzieć chuda. Nic o sobie nie mówi i tylko wszystkiemu się przysłuchuje. Mimo tego mam do niej więcej zaufania niż do kierowniczki.

– Kasia, a ty gdzie mieszkasz? – wyrywa mnie z rozmyślań głos Anieli. – W Opolu?

– Tak.

– Sama?

– Ze znajomymi. Wynajmujemy mieszkanie – właśnie przypomniał mi się Filip. Może już go tam nie będzie?

– Ja bardzo chciałabym się wyprowadzić, ale gdy widzę ceny za wynajem, zmieniam zdanie. Na razie pozostaje mi mieszkanie z rodzicami.

– To tak jak mi – wtrąca się Błażej. – Ale u mamy na garnuszku jest całkiem dobrze. O nic nie muszę się troszczyć.

– Maminsynek.

– Mnie to nie przeszkadza – wzrusza ramionami – obiad mam, czyste koszule mam, to czego mi więcej trzeba?

– Może odrobinę usamodzielnienia? Ile masz lat?

– Na wszystko przyjdzie czas. Póki nie mam dziewczyny, nie ma się co spieszyć.

– Tylko potem może być za późno.

– Ee – Błażej ucina temat i odwraca się do Tymka. Tam nie będzie musiał się tłumaczyć.

Widzę, jak Lidka pokazuje Marioli zdjęcie swojej córki. Kierowniczka rewanżuje się zdjęciem syna. Temat schodzi na sprawy, o których ja niewiele mogę powiedzieć.

– Może masz ochotę umówić się na wspólną naukę? – proponuje Aniela. – Mogłabyś wpaść do mnie. Najpierw opanujemy szlify brylantów, a potem urządzimy sobie grilla.

– Jeżeli pogoda dopisze, to czemu nie – zastanawiam się, czy znowu będę musiała uciekać z mieszkania.

– Super – Aniela chwyta mnie pod rękę.

Dobrze, że wśród tych wszystkich osób znalazłam choć jedną przyjazną duszę.

Wieczorem

Na peronie czeka na mnie Hanka z Mateuszem. Cieszę się, że widzę akurat ich.

– Jaka rozpromieniona – Hania ściska mnie mocno. – Chyba udało ci się szkolenie.

– Jestem szczęśliwa, że już się skończyło. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej – mam nadzieję, że nie pospieszyłam się z tym oświadczeniem. – Coś się zmieniło podczas mojej nieobecności?

– W zasadzie niewiele – Mateusz wie, o co pytam. – Nadal mamy dodatkowego lokatora.

A więc Filip się nie wyprowadził.

– Będę musiała porozmawiać z Borysem i Wróblem.

– Nie jestem pewna, czy to coś pomoże. Filip dysponuje dość dużą gotówką i od kilku dni razem z chłopakami znika na całe noce.

– Z Borysem i Wróblem?

Hania potwierdza.

– Przecież mówili, że ich przyjaźń dawno się skończyła?

– Widocznie ją odnowili.

No to zepsuli mi humor. Ciekawe, jak długo potrwa jeszcze ta sytuacja?

– A wam nie przeszkadza, że on z nami mieszka?

– Nic nie możemy zrobić. Dołożył się do rachunków, a materac ma u chłopaków.

– W głowie mi się nie mieści, że wraca po takim czasie, a wszyscy przyjmują go z otwartymi ramionami.

– Kasiu, wiemy, co czujesz, ale tylko ty jedna możesz coś zmienić. Porozmawiaj z Filipem i powiedz mu, że powinien się wyprowadzić. Przecież to bez sensu, żebyście przebywali w jednym mieszkaniu.

– Wiem, i dlatego miałam nadzieję, że jak wrócę, już go nie będzie. Widocznie on ma inne zdanie.

Idziemy w ciszy, ale we mnie dopiero zaczyna się gotować.

– Co za typ. Przyjeżdża po kilku miesiącach i wydaje mu się, że wszystko będzie jak wcześniej. A Borys i Wróbel bardzo mnie rozczarowali. Filip pokazał kasę i od razu wkupił się w ich łaski. A tak mnie zapewniali, że są po mojej stronie.

– Uspokój się – Mateusz kładzie mi rękę na ramieniu. – Nie ma co się nakręcać. Jesteście dorośli i na pewno jakoś to rozwiążecie.

– Jeśli on się nie wyprowadzi, to na pewno ja to zrobię.

Jestem zdecydowana, mimo że wiem, jak trudna byłaby to decyzja.

– Kasiu, masz prawo do tego mieszkania. Jeżeli ktoś będzie musiał go opuścić, to na pewno nie ty. Proszę, nie myśl teraz o tym. Opowiedz lepiej, jak było w Krakowie?

Zaciskam pięści i choć nie jest mi łatwo zmienić temat, robię to dla Hani.

06.07.09

Jak dobrze obudzić się w swoim łóżku. Tego właśnie było mi trzeba, bo tych męczących dniach w Krakowie. Wyciągam się i spoglądam na zegarek. Jedenasta. Dobrze, że nigdzie mi się nie spieszy. Mogę dziś bez przeszkód wylegiwać się w łóżku. Zresztą pogoda jest do tego idealna, bo za oknem leje i grzmi. Hania chyba siedziała pod drzwiami, bo gdy tylko usłyszała u mnie w pokoju jakiś ruch, od razu weszła do środka.

– Musiałaś być bardzo zmęczona – mówi, siadając obok. – Spałaś jak zabita.

– W Krakowie nie było lekko.

– Jestem bardzo ciekawa szczegółów – Hania zaciera ręce. – Opowiadaj, tylko nic nie ukrywaj.

– W zasadzie nie działo się nic interesującego. Całe dnie siedzieliśmy w centrali, układając towar.

– A szkolenia?

– Nie było ich za wiele, za to tona materiałów do nauki.

– To niemożliwe, że nie masz nic do powiedzenia – Hania jest zawiedziona.

– Tak naprawdę nie było czasu, żeby się poznać. Mieszkałam z Anielą i mogę powiedzieć, że to bardzo sympatyczna dziewczyna. Na razie tylko z nią mam o czym rozmawiać.

– A jacy są faceci? Chyba macie ze dwóch.

– Jeden jest ode mnie starszy o ponad dziesięć lat, a drugi młodszy.

– Czyli ogólnie lipa.

– Raczej tak. Po prostu koledzy.

Hania krzywi się.

– A ja czekałam cały tydzień na coś ciekawego. W mieszkaniu nic się nie dzieje.

– Przykro mi.

– Trudno. Za to ja powiem ci, że znowu piszę książkę. Teraz mam tyle czasu, że to grzech go zmarnować.

– I jak ci idzie?

– Całkiem dobrze. Czasem siedzę nawet cały dzień.

Wzdycham. Już nie pamiętam, kiedy ja ostatnio zaglądałam do „Córki słońca”. Pewnie znowu pogubię się w fabule.

– A jak tam odzew na CV?

– Mniej więcej taki, jak u ciebie.

– Podobno na wakacje zawsze jest więcej etatów.

– Liczę, że zadzwonią ze szkoły. Teraz, gdy jestem już po obronie i niedługo będę miała dyplom w rękach, moje szanse wzrastają.

Mam nadzieję, że Hania będzie miała więcej szczęścia niż ja. Praca w Artis bardzo mnie ucieszyła, ale o wiele bardziej wolałabym znaleźć coś, co dawałoby mi szansę rozwoju. Na razie nie mogę jednak narzekać, bo nie przepracowałam jeszcze ani jednego dnia.

08.07.09

W środę chłopcy znowu zalegli po imprezie. Nie rozumiem, co się dzieje. Filip kiwnie palcem, a oni już za nim lecą. Borys ma za kilka dni egzaminy, a zachowuje się tak, jakby całkiem o nich zapomniał.

Tym razem czekam, aż wstaną. Wróbel pierwszy wychodzi z nory. Od razu widać, że musieli wczoraj nieźle popić.

– Mamy jakąś wodę mineralną? – pyta mnie na wstępie.

– Wy nie, ja tak.

– Podziel się – składa błagalnie ręce.

Bez słowa podaję mu butelkę.

– Hania mówiła, że ostatnio zrobiliście się bardzo rozrywkowi.

– Ee, przesadza. Byliśmy może na trzech imprezach.

Patrzę na niego poważnie.

– Trochę mnie rozczarowaliście – mówię zgodnie z prawdą, ale Wróbel jak zwykle udaje, że nie wie, o co mi chodzi.

– Filip wraca po miesiącach nieobecności, a wy jak gdyby nigdy nic udzielacie mu nie tylko gościny, ale przyjmujecie jak wielkiego przyjaciela. Nie kapuję. A jeszcze niedawno zapewnialiście, że stoicie po mojej stronie.

– Bo to prawda.

– Szkoda, że żaden z was nie zastanowił się, jak ja czuję się w tej sytuacji. Filip wrócił i od razu jest jak kiedyś.

Wróbel nakłada na głowę ręcznik i ostro zaprzecza.

– Po prostu dawno się z nim nie widzieliśmy.

– To akurat zauważyłam.

Z pokoju wynurza się Borys. Bardzo dobrze, jemu też się dostanie.

– Bracie, pomóż – Wróbel zwabia go do kuchni. – Ona mnie molestuje.

Borys nie wygląda lepiej. Z głębokim westchnieniem siada na krześle.

– Co tu się dzieje?

– Kasia nie chce, żebyśmy spotykali się z Filipem. Mówi, że go popieramy.

– Ale w czym?

– Ogólnie.

Patrzę na Borysa wyzywająco.

– Możecie mu ode mnie przekazać, że w tym tygodniu ma się stąd wyprowadzić.

Wróbel drapie się po głowie.

– To nie będzie proste.

– To już nie jest jego mieszkanie. Zapomnieliście, że mnie zostawił? – w oczach kręcą mi się łzy. – Tacy z was przyjaciele.

Odwracam się i wychodzę. Coś tam za mną krzyczą, ale zamykam się w pokoju i nie mam ochoty więcej nic tłumaczyć. To chyba oczywiste, że czuje się oszukana? Tyle razy powtarzali, że się ze mną solidaryzują, a gdy wrócił Filip, nagle zmienili swoje podejście. Nie tak to sobie wyobrażałam, a w zasadzie nie liczyłam, że on kiedykolwiek wróci. Ciekawe, co musiało się stać, że zostawił swoje nowe, na pewno lepsze życie i wrócił na stare śmieci. Może ta wolność i chęć przygód, która była dla niego wtedy taka ważna, już mu się znudziła?

Wieczorem

Dziś na zajęciach nie umiem się skupić. Mylę kroki, a choreografia wydaje mi się wyjątkowo skomplikowana. Krzysio nic nie mówi, gdy po raz kolejny depczę go po palcach, ale w drodze do domu uważnie mi się przygląda.

– Jak tam twoja praca? – pyta.

–Zaczynamy dziesiątego. Trzeba przygotować salon na otwarcie.

– Do tego czasu macie wolne?

– Teoretycznie. Dostaliśmy materiały do nauki. Tona kserówek, których strasznie nie chce mi się czytać.

– Jak chcesz, mogę ci pomóc.

– Dzięki, ale nie trzeba. Jutro jadę do koleżanki i będziemy próbowały zgłębić tę widzę we dwie.

Krzysio kręci nosem. Ciekawe, kiedy zada mi to pytanie.

– Jesteś dziś jakaś nieswoja. Wcześniej nie zdarzało ci się mylić kroków.

– Przepraszam, ale przecież dobrze wiesz, że ćwiczę od niedawna – próbuję jakoś wykręcić się od odpowiedzi.

– To nie to. Widziałem, że myślami błądziłaś gdzieś daleko. Masz jakieś problemy?

– Nie takie, z którymi chciałabym się dzielić – mówię trochę opryskliwie.

Krzysio chyba czuje się urażony, ale nie jesteśmy na tyle blisko, bym czuła się w obowiązku mówić mu o Filipie. Nie musi wiedzieć o wszystkim.

– To takie babskie sprawy – wyjaśniam, mając nadzieję, że nie weźmie mi za złe milczenia.

– Skoro tak mówisz.

Uśmiecham się, żeby jakoś go udobruchać.

– Chciałem z tobą jeszcze o czymś porozmawiać. Pamiętasz, mówiłem ci kiedyś o konkursie? Chciałem ponowić propozycję.

– Krzysio, przecież wiesz…

– No właśnie nie wiem. Dlaczego nie chcesz się zgodzić? To konkurs dla amatorów.

– Nie lubię być w centrum zainteresowania.

– Do wygrania jest dziesięć tysięcy.

– To nic nie zmienia.

Krzysio patrzy na mnie prosząco.

– Przynajmniej się nad tym zastanów. Co masz do stracenia?

Właściwie nic, wciąż jednak jest we mnie obawa, że spotkam Jarka. Czasem jeszcze o nim myślę. O tym, czy jest szczęśliwy z Danką i o tym, że Marek pewnie zaakceptował tamten związek. Jest mi przykro, że tak szybko zrezygnowaliśmy z naszego uczucia. Podobno miłość wszystko zwycięża, przenosi góry i czyni rzeczy niemożliwe realnymi. A więc gdzie podziała się siła naszej miłości?

– To jak, przemyślisz moją propozycję? – Krzysio dalej swoje.

– Przemyślę – mówię na odczepnego.

09.07.09

Aniela mieszka dwadzieścia kilometrów od Opola, w małym, niedawno wybudowanym domu. Jej rodzice pracują w szkole i wcześniej nie było ich stać na coś własnego. Zajmowali mieszkanie babci, ale po jej śmierci zdecydowali się na sprzedaż i budowę domu. Aniela mówi, że nigdzie nie czuje się tak dobrze, jak w swoim nowym pokoju.

– Obiecuję sobie, że w przyszłości też będę miała własny dom. W blokach to jednak nie to samo. Człowiek może się na bawić klaustrofobii, siedząc w tych malutkich klatkach – mówi Aniela, podając mi puchar lodów.

Siedzimy w ogrodzie pod drzewami i słuchamy śpiewu ptaków. Żyć nie umierać.

– I jak tu się zabrać za naukę, gdy na dworze taka piękna pogoda?

– Dopiero jedenasta. Mamy czas.

Jakoś brakuje mi ochoty by grzebać w kserówkach. Jest tyle ciekawszych tematów.

– W tym roku nici z wakacji – wzdycham. – Nie ma szans na urlop.

– To prawda. Najbliższe wolne dni pewnie dopiero jesienią.

– Chciałam z przyjaciółmi wyskoczyć gdzieś za miasto, ale jedyne, na co mamy szansę, to weekend nad jeziorem.

– Dobre i to. Fajnie mieć taką grupę znajomych. Moja paczka rozpadła się jakiś czas temu.

– Osiemnastego nasza koleżanka Hania ma urodziny. Na pewno będziemy coś organizować, to wtedy cię zapoznam.

Aniela nie kryje radości.

– Już nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam na jakiejś imprezie. Mieliśmy się spotkać ze znajomymi po obronie, ale jak na razie pomysł upadł.

– W każdym razie możesz się czuć zaproszona. Nie wiem jeszcze gdzie, ale to najmniejszy problem.

Aniela pochłania swoje lody dwa razy szybciej niż ja.

– Jutro zaczynamy sprzątanie sklepu – mówię.

– Właśnie chciałam cię zapytać, jak to się stało, że trafiłaś do Artis. Skończyłaś studia, prawda?

– Ano, skończyłam. Dziś to jednak nie wystarczy. Pół roku szukałam pracy i chcieli mnie tylko w sklepie z biżuterią.

– Ty się nie śmiej, bo tu wcale nie było tak łatwo się dostać. Słyszałam, jak kierowniczka mówiła, że przyszło ponad pięćdziesiąt osób, a drugie tyle nie zostało nawet zaproszonych na rozmowę. Artis ostrożnie dobiera swoich pracowników.

– Dla mojej mamy praca u jubilera była marzeniem, więc gdy ją dostałam, nie kryła radości.

– Moja nie bardzo. Zawsze chciała, żebym tak jak ona została nauczycielką. Nie rozumiała, że praca z dziećmi nie jest tym, co chcę robić w życiu.

Spoglądam na zegarek. Dobrze nam się rozmawia, ale czas nie stoi w miejscu. Aniela sięga po segregator.

– To co, chwila nauki, a potem idziemy się wykąpać?

Patrzę na nią zaskoczona.

– Tu niedaleko jest jezioro. Teraz pewnie będzie tam pusto.

– Ale ja nie mam stroju – mówię.

– Majtki masz?

– Mam.

– No, i wystarczy – uśmiecha się, a ja nie krytykuję tego pomysłu.

Wieczorem

W mieszkaniu kolejka do łazienki. Teraz, gdy jest jeszcze jedna osoba, nie łatwo się dopchać do wanny. Siedzę w kuchni i piję herbatę. Widzę, że Wróbel i Borys skradają się i pewnie będą chcieli ze mną rozmawiać.

– Kasiu – Wróbel wchodzi pierwszy – przychodzimy ubrani w białą flagę pokoju – mówi.

– Gniewasz się na nas jeszcze? – Borys zagląda mi w oczy.

– Nie – odpowiadam.

– Chcieliśmy cię przeprosić za nasze wcześniejsze zachowanie. Wiemy, że się na nas zawiodłaś.

Nie zaprzeczam.

– Musisz jednak wiedzieć, że nadal jesteśmy twoimi przyjaciółmi.

– I mimo że pewnie nam teraz nie wierzysz, możesz na nas liczyć.

Patrzę na nich poważnie.

– Ale w innych sprawach niż z Filipem – mówię.

– Trochę głupio wyszło – przyznaje Borys – ale mamy nadzieję, że wszystko się jakoś wyklaruje.

„Jak Filip się wyprowadzi, to na pewno” – myślę.

– Nie ma tematu.

– Czyli między nami w porządku?

– Tak.

Siadają obok mnie i wypytują o Kraków. Dobrze, że przyszli i że znowu jest jak dawniej.

10.07.09

Nasz salon ma dokładnie osiemdziesiąt trzy metry kwadratowe. Na razie trwają w nim jeszcze prace, ale za kilka dni na otwarciu przyćmi inne sklepy. Dziś zabieramy się za sprzątanie i coś, czego nienawidzę, a mianowicie mycie szyb. Odkąd pamiętam, było to najgorsze zajęcie w domu, od którego zawsze uciekałam. Tym razem wiem, że mnie nie ominie. Razem z Anielą przygotowujemy odpowiedni sprzęt i zabieramy się do roboty.

Czas szybko leci i gdy odkładam gąbkę, widzę, że już prawie trzecia. Trzeba zamówić obiad.

– Nie mam siły – skarży się Lidka – a moje paznokcie wyglądają koszmarnie.

– Trzeba było założyć rękawiczki.

– Przedarły mi się. Kobieta taka jak ja nie jest stworzona do mycia i czyszczenia.

– A do czego?

– Do pokazywania brylantów – Lidka wydyma usta. – Mam szczupłe palce, na których złote pierścionki będą się pięknie prezentować.

Ula z przerażeniem ogląda swoje paznokcie.

– A ja musiałam zdjąć tipsy – informuje nas. – W nich nie potrafiłam nic robić. Tylko że teraz wstydzę się pokazać takie dłonie.

– Nie będziesz musiała – Lidka wie, jak wybrnąć z tej sytuacji – Już powiedziałam, że z chęcią będę prezentować drogą biżuterię na sobie. Bądź co bądź, jestem miss.

– No, panny, koniec tych ploteczek – kierowniczka ucina naszą pogawędkę. – Kaśka i Ula, wymyjcie gabloty, Aniela, nie dokończyłaś szuflad, a ty, Lidka – próbuje coś dla niej wymyślić – a ty, sama znajdź sobie jakieś zajęcie.

Wieczorem

Do mieszkania wracam autobusem. Byłoby miło mieć własny samochód, ale do tego jeszcze daleka droga. Jestem zmęczona, a jutro dalsza część sprzątania. Kierowniczka już zapowiedziała, że na otwarciu pracujemy wszyscy i przez kilka pierwszych dni będziemy ciągnąć po dwanaście godzin. Nie mam pojęcia, jak wytrzymają to moje nogi.

W mieszkaniu jest wyjątkowo głośno. Z pokoju od chłopaków dochodzą śmiechy i krzyki.

Wchodzę do swojego i zapalam światło.

– Aaa!! – pokój nie jest pusty. – Co ty tu robisz? – pytam wściekła.

Filip siedzi na moim łóżku. Szybko wstaje.

– Nie chciałem cię przestraszyć.

– Ale to zrobiłeś – kładę torebkę na krześle i czekam na jakieś wyjaśnienia.

– Jestem tu, żeby z tobą porozmawiać. Wiem, że mnie unikasz.

„Jak na to wpadłeś?” – myślę.

– Borys przekazał mi, co mówiłaś.

– To świetnie. Mam nadzieję, że uda ci się wyprowadzić jeszcze w tym tygodniu.

Nie patrzę mu w oczy. Mogłabym, ale wolę okazać ignorancję.

– Kasiu, ja wróciłem do ciebie – mówi nagle i całkowicie zaskakuje mnie tym wyznaniem. – Wiem, że jesteś sama, i uważam to za znak.

– Słuchaj, Filip…

– Ta róża na poduszce dziś rano była ode mnie – przerywa mi. – Żebyś wiedziała, że wciąż jesteś w moim sercu.

Co za dyrdymały? Skąd on wziął te wzniosłe słowa?

– Po pierwsze, nie mam teraz siły na rozmowę, a po drugie, widzę, że to, co chcesz mi powiedzieć, przestało mnie interesować dawno temu.

Filip nie wygląda na przekonanego.

– Kasiu, wiem, że możesz mieć do mnie żal, ale teraz będzie nam się lepiej żyło. Zdobyłem pieniądze na ślub.

Siadam na krześle. Może to jednak dobrze, że przyszedł porozmawiać. Od razu sprowadzę go na ziemię.

– Przecież za ślub i tak mieli płacić rodzice – przypominam mu.

– W takim razie za to, co zarobiłem, kupię ci samochód. Słyszałem, że zrobiłaś prawo jazdy.

Uśmiecham się pod nosem.

– Co się stało, że znudziło ci się życie na wygnaniu? Zobaczyłeś już wszystko, co kiedyś tak cię pociągało? A może inaczej sobie wyobrażałeś smak wolności?

– Nie musisz ironizować. Każdy popełnia błędy. W końcu jesteśmy tylko ludźmi.

Jakbym słyszała siebie, gdy Hania wątpiła w sens uczucia do Mateusza.

– Jeżeli trzeba będzie, zdobędę twoje serce na nowo.

– Szkoda zachodu. Do pewnych rzeczy nie ma powrotu.

– Miłość nie kończy się tak szybko – patrzy mi w oczy.

– Miłość kończy się wtedy, gdy jedna osoba zapomina o drugiej. Wyjeżdżając, nie myślałeś o mnie, więc nie dziw się, że teraz role się odwróciły.

– Moja mama mówi, że zawsze można naprawić to, co się zepsuło. Tylko trzeba chcieć. Ja chcę.

Zastanawiam się, co odpowiedzieć.

– A ja chcę, żebyś się wyprowadził.

– Jeżeli to pomoże, jutro już mnie tu nie będzie.

Myślałam, że widok Filipa zburzy coś w moim życiu, ale okazuje się, że jest inaczej. Zdążyłam już pogodzić się z jego nieobecnością. Dziś deklaracje, które mi składa, nie robią na mnie wrażenia.

– Chciałabym się położyć – mówię. – Mam za sobą ciężki dzień, a jutro czeka mnie kolejny.

Filip wstaje z miejsca.

– Rano postaram się zabrać swoje rzeczy. Mam nadzieję, że znajdę jakieś mieszkanie.

Nie odpowiadam, tylko odprowadzam go wzrokiem do drzwi.

11.07.09

A jednak nie wyprowadził się. Wracam do mieszkania po kolejnym ciężkim dniu i co widzę? Filip krząta się w łazience.

– Przygotowałem ci kąpiel – mówi, wskazując na wannę pełną wody. – Tak jak lubisz z płynem o różanym zapachu.

Pomysł jak najbardziej trafiony, tylko że ja prosiłam go o coś innego.

– Myślałam, że jak wrócę, już cię tu nie spotkam.

– No właśnie, zmieniłem zdanie. Musisz mieć kogoś, kto będzie o ciebie dbał.

Wytrzeszczam oczy.

– Skoro pracujesz po tyle godzin, pewnie nie masz siły, żeby sobie zrobić kolację, ale o nic się nie martw. Od dziś ja będę się tym zajmował.

Jemu się chyba wszystko poprzestawiało.

– W kuchni jest herbata i kanapki z serem.

– Filip, ale ja nie chcę.

– Nic nie mów. Wyskakuj z ubrań i pozwól mi zająć się resztą.

Nie chce mi się kłócić o tej godzinie, więc zamiast tego zanurzam się w wodzie. Jeszcze będę miała okazję mu powiedzieć, że jego starania są bezcelowe.

Gdy leżę już w łóżku, do pokoju wchodzi Hania.

– Śpisz?

– Jeszcze nie. Siadaj – robię jej miejsce na łóżku.

Hania, która nadal nie znalazła pracy, spędza czas w domu. Gotuje, sprząta, a w wolnych chwilach wysyła CV.

– Filip wariuje. Zamęcza mnie pytaniami na twój temat. Czy wciąż lubisz te same rzeczy, gdzie dokładnie pracujesz i czy aby na pewno nie kręci się wokół ciebie jakiś facet.

– Haniu, ja mu powiedziałam, że z tej mąki chleba nie będzie, ale on to zupełnie zignorował.

– Próbowałam go zapytać o to, co robił zagranicą, ale wywinął się od odpowiedzi. Dowiedziałam się za to, że zebrał pieniądze na wasz ślub.

– Nie wiem, w jakim świecie on żyje, ale to na pewno nie jest mój świat.

– Czyli jednak nie bierzesz pod uwagę innego scenariusza?

Zaprzeczam ruchem głowy.

– Filip jest pewien, że zmienisz zdanie.

– Jego sprawa.

– Ale jak to teraz będzie? Razem w jednym mieszkaniu?

– Liczę na to, że za jakiś czas znudzi mu się przekonywanie mnie do swoich uczuć i sam odejdzie.

Hania obgryza skórki od paznokci.

– Nie przypuszczałam, że Filip wróci i będzie próbował naprawiać to, co spieprzył.

– Też jestem zaskoczona.

– Wiem, że wiele razy rozmawiałyśmy o twoich uczuciach do niego, ale czy jak go zobaczyłaś, to nic się nie zmieniło?

– Nie – mówię pewnie, choć czuję w sercu delikatne drżenie.

– Wszystko jest takie dziwne – Hania patrzy przed siebie.

– Chyba nie warto o tym gadać – układam poduszkę. – Wolę jakiś inny temat. Na przykład ciekawszy jest ten dotyczący twoich urodzin.

Hania jęczy.

– No już, nie marudź. Trzeba urządzić jakąś imprezę. Takiej okazji nie można zmarnować. W końcu kończysz dwadzieścia pięć lat. Ćwierć wieku – śmieję się.

Hania chowa twarz w dłoniach.

– Zresztą to będzie wielki dzień z innego powodu – robię znaczącą minę, a Hania dobrze wie, o co chodzi. – Liczysz, że dostaniesz od Mateusza pierścionek?

– Trochę. W końcu znalazłam go już jakiś czas temu.

– Urodziny to odpowiedni moment. Można powiedzieć, że wręcz idealny.

– Już nie mogę się doczekać. Powiem ci w tajemnicy, że przeglądałam w internecie suknie ślubne.

Ach, ta Hania. Wszystko uprzedza.

– Chciałabym, żeby ślub odbył się w 2010 roku.

– Myślisz, że ustalicie od razu datę?

– Mam taką nadzieję. Zresztą wtedy na pewno wkroczę do akcji. Zaręczyny to męska decyzja, ale ustalenie daty ślubu już wspólna.

Kiwam głową.

– A jak tam twój tata i jego żona? Niedługo mija miesiąc od ślubu.

– Nie widziałam się z nimi ostatnio, ale mniemam, że dobrze się mają. W końcu są nowożeńcami – ziewam, bo jestem już bardzo zmęczona. Hania właśnie to zauważyła.

– Kiedy masz jakiś wolny dzień? Dziś już sobie nie porozmawiamy.

– Przepraszam, ale jutro znowu czeka mnie układanie biżuterii. Otwarcie sklepu już niedługo i kierowniczka zapowiedziała, że wolne będziemy mieli dopiero po weekendzie.

– Spodziewacie się takich tłumów, że musicie pracować całą załogą?

– To pierwszy sklep Artis w Opolu, a do tego pierwsza większa galeria. Nie wierzę, że ludzie nie przyjdą tego zobaczyć.

– Może sama się skuszę.

– Zapraszam.

Hania uśmiecha się i wychodzi. Zapadam w sen, bo wiem, że przede mną ciężki tydzień.

14.07.09

Otwarcie galerii wypada we wtorek. Wszyscy mamy na sobie białe bluzki i czekamy na pierwszego klienta, który nas odwiedzi. Pracujemy całą ekipą, więc nie wiem, czy ludzie wchodzący do środka nie wystraszą się takiej ilości sprzedawców. Każdy analizuje w myślach wcześniej wyuczone zwroty i przeczytane w kserówkach informacje o produktach. Idealny sprzedawca ma na twarzy uśmiech i jest zawsze pomocny. Oczywiście, posiada też inne cechy, ale najważniejsze jest, by potrafił sprzedać towar i by klient wyszedł zadowolony.

Czas płynie, a my przestępujemy z nogi na nogę. Ludzie biegają po pasażu, ale do nas nikt nie zagląda.

– Dziwne – Lidka wygląda dziś niczym prawdziwa choinka. Nałożyła na siebie chyba całą biżuterię, jaką posiada. – Przecież to pierwszy salon w Opolu. Ludzie powinni zajrzeć chociażby z ciekawości.

– Spokojnie, minęły dopiero trzy godziny. Ruch zacznie się po południu, gdy wszyscy wyjdą z pracy.

– Denerwuję się – Ulka ma wypisany strach na twarzy. – Nie wiem, czy dam radę podejść do klienta.

– Będziesz musiała. Kierowniczka patrzy.

– Dziewczyny, rozproszcie się – o wilku mowa. – Nie można stać w grupie.

Szkoda, że ona cały czas okupuje kasę. Mogłaby dać dobry przykład i wyjść na zewnątrz. Wchodzi pierwszy klient, a właściwie dwaj, bo to para.

– Dzień dobry – mówimy chórem. Obserwujemy, jak kobieta przygląda się pierścionkom z brylantami.

– Kochanie, kupisz mi jakiś? – uśmiecha się do mężczyzny.

Aniela podchodzi pierwsza, żeby ich obsłużyć. Każdy z nas jest ciekaw, czy dobrze jej pójdzie. Chyba się udaje, bo para decyduje się na brylant za prawie dwa tysiące.

– To nasza pierwsza sprzedana rzecz – cieszy się Ula.

Kierowniczka jest zadowolona. Lidka już znalazła sobie koło niej miejsce i częstuje ją czekoladą. Szkoda, że nam nie zaproponowała.

– Mówię wam, na nią trzeba uważać – mówi szeptem Błażej. – Za chwilę będzie jej najlepszą koleżanką.

– Mariola lubi takie, co jej słodzą – odzywa się Aniela.

– Skąd wiesz?

– Mam swoje źródła.

Obserwujemy Lidkę i jedno wiemy na pewno. Nikt nie lubi dupowłazów, a ona robi wszystko, żeby nim zostać.

17.07.09

Jeszcze nigdy w życiu stopy nie piekły mnie tak jak dzisiaj. Wychodzę z pracy i czuję, jak po mojej twarzy spływają łzy. Mam wrażenie, jakby ktoś wbijał mi setkę malutkich igieł. Nie wiem, czy dojdę do autobusu. Nagle czuję, jak ktoś podnosi mnie do góry. To Filip.

– Co ty robisz? – szamoczę się. – Postaw mnie.

– Przecież widzę, że ledwo idziesz. Który to dzień twojej pracy? Czwarty?

– Dam sobie radę.

– Przyjechałem po ciebie samochodem.

Ludzie patrzą na nas i szepczą coś, uśmiechając się. Aniela kiwa do mnie ręką z daleka. Jutro na pewno będzie chciała wiedzieć, kim jest Filip.

– Nie rozumiem, dlaczego zgadzacie się tyle pracować. To na pewno nie jest zgodne z zasadami kodeksu pracy – mówi Filip, stawiając mnie przed samochodem.

– A niby jaki mamy wybór? – wsiadam do środka i zamykam oczy, opierając głowę o siedzenie.

– Trzeba się postawić. Przecież nie jesteście wołami do roboty. Należy się wam dzień wolny.

– Jutro idę na popołudnie, to przynajmniej się wyśpię.

Filip rusza, a ja nie mam siły nawet na rozmowę.

– A tak w ogóle to dlaczego poszłaś pracować do sklepu?

– Bo nie było nic innego. Myślisz, że nie wysyłałam CV? Nie moja wina, że odzew był zerowy.

– Nie myślałaś o wyjeździe?

Patrzę na niego zaskoczona.

– Nie. Tu są moi znajomi i rodzina. Czego miałabym szukać za granicą?

– Lepszych pieniędzy.

– Miałam nadzieję, że uda mi się znaleźć na miejscu coś, co spełni chociaż w połowie moje oczekiwania.

– Teoretycznie teraz też nie musiałabyś pracować. Stać mnie na utrzymanie nas obojga.

Kolejna złota myśl. Nie mam teraz siły, by wybijać mu z głowy tego, co mu się w niej uroiło.

– Lepiej powiedz, co ty robiłeś poza krajem. Jesteś bardzo skryty.

– Jeździłem tu i tam. Trochę pracowałem, trochę zwiedzałem.

– To jakaś okrojona wersja – stwierdzam. – Nie wierzę, że nie masz czym się chwalić.

– W zasadzie to cały czas tęskniłem za tobą – mówi Filip i patrzy mi w oczy.

– Świadczy o tym ten jeden SMS, którego wysłałeś do Borysa? – mówię z przekąsem.

– Wiedziałem, że nie chcesz mnie widzieć.

– To dlaczego wróciłeś? Naprawdę myślałeś, że uda ci się naprawić to, co zepsułeś? A gdybym kogoś miała?

– Walczyłbym. Prawdziwa miłość zdarza się tylko raz w życiu.

– Ale nasza nią nie była.

Filip uśmiecha się pod nosem. Mam wrażenie, że bardzo się zmienił. Kiedyś inaczej zareagowałby na moje słowa. Skąd u niego nagle tyle romantyzmu? Przecież zawsze krytykował mężczyzn, którzy adorowali swoje kobiety. On należał do tych, których tylko od święta stać na miły gest. Dziś codziennie zapewnia mnie o swojej miłości. Szkoda tylko, że to nic dla mnie nie znaczy.

18.07.09

Dziś wielki dzień – urodziny Hani. Zamówiliśmy lożę w najlepszej knajpie w mieście i szykuje się gorąca noc. Hania specjalnie na tę okazję zmieniła fryzurę. Z długowłosej blondynki stała się krótkowłosym rudzielcem. Dla mnie zmiana jak najbardziej na plus. Siedzimy w pokoju i malujemy paznokcie, a Hania ma uśmiech od ucha do ucha.

– Jakie to uczucie wiedzieć, że za chwilę zostaniesz poproszona o rękę?

– Cudowne. Tak długo czekałam na ten dzień.

– I co mu odpowiesz? – udaję, że nie wiem.

– Zgodzę się.

– Oboje z Mateuszem byliście świadkami moich zaręczyn, a teraz ja jestem waszych. Oczywiście, wasze zakończą się ślubem – dodaję.

– Chcę jak najszybciej zarezerwować salę. Słyszałam, że czasem czeka się nawet kilka lat.

– To chyba zależy gdzie. Lena załatwiła bardzo szybko.

– Zapomniałaś, że właścicielka sali była jej znajomą?

– Też prawda. A w jakim miesiącu chciałabyś wziąć ślub?

– W maju.

– Mówią, że w nazwie powinno być „r”.

– Nie wierzę w takie zabobony. Maj to najpiękniejszy miesiąc w roku i właśnie wtedy chcę wstąpić w związek małżeński.

Uśmiecham się.

– Masz rację.

– Już wszystko sobie wymarzyłam. Kościół w różach, a ja w białej, bogato zdobionej sukni z welonem do ziemi.

– Fiu, fiu – gwiżdżę. – Stać was będzie na takie szaleństwo?

– Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że rodzice sypną jakimś groszem. W końcu mają tylko jedną córkę.

Jej koncepcja odbiega nieco od mojej, ale przecież każdy ma inne marzenia. Ja chciałabym mieć skromną suknię, we włosy wpięty kwiat, a dłoniach bukiecik z konwalii – moich ulubionych kwiatów. Wszystko inaczej niż z Filipem.

– Maj będzie idealny – mówię, ale nie wspominam nic o tym, że ja również chciałabym, by w tym miesiącu odbył się kiedyś mój ślub.

– Pomożesz mi we wszystkim?

– Oczywiście.

– Będziesz pierwszą druhną – Hania kładzie głowę na moim ramieniu. – Wybierzemy dla ciebie piękną suknię, która będzie nawiązywała do mojej.

– Brzmi rewelacyjnie – cieszę się szczerze.

Hania wzdycha.

– Nie mogę uwierzyć, że spełni się moje największe marzenie.

Patrzę na nią i czuję w sercu ciepło. Jak dobrze, że znowu jest szczęśliwa. Minęły złe dni i teraz nic nie stanie na drodze do wspólnego życia Hani i Mateusza. Pięknie.

Dwie godziny później

Impreza rozkręciła się już na dobre. Pijemy, tańczymy, ale wciąż czekamy na najważniejszą chwilę. Hania patrzy na zegarek i widzę, że się niecierpliwi. Kiwam jej, żeby przestała o tym myśleć. Mateusz na pewno wszystko ma pod kontrolą.

– Zamówić ci coś? – Wróbel kończy właśnie drugie piwo i wybiera się do baru.

– Dla mnie jeszcze raz Dziwka Szatana – odzywa się Borys.

– Ty się dziś bawisz za dwóch – stwierdzam.

– Skoro jest okazja.

– Formalnie jeszcze nie została ogłoszona.

Borys wzrusza ramionami i zamawia drinka. Ja chętnie biorę drugie piwo.

– Do nikogo dziś nie zarywacie? – dziwię się. Wróbel zalega w loży i nie widzę, żeby się spieszył na parkiet.

– Jakoś nie mamy chęci.

– Miałam wam przedstawić Anielę, ale napisała, że nie może przyjechać.

– A co to za jedna?

– Koleżanka z pracy.

– No właśnie, nie było nawet okazji porozmawiać o twojej robocie. Jak tam jest?

– Na razie się rozkręca.

– A ludzie?

– Trudno coś więcej powiedzieć po tak krótkim czasie. Wciąż się poznajemy.

Wróbel wraca z trunkami.

– Hania ma wyraz twarzy, jakby miała się zaraz popłakać – mówi.

Szukam jej wzrokiem.

– Czas leci, a tu nic się nie dzieje.

– Nie bójcie się, Mateusz na pewno wie, co robi. Przecież mówił mi, że urodziny Hani to najlepsza okazja na zaręczyny. Zresztą Hania jakiś czas temu znalazła pierścionek.

– A gdzie Filip? – Borys patrzy na komórkę. – Pisał, że będzie za godzinę.

– Nie wiem.

– Chłopak się stara – Wróbel wypija łyk piwa. – Wrócił odmieniony.

Nic nie odpowiadam.

– Ale ty nie jesteś chętna, co nie?

– Nie – ucinam. – Borys, może zatańczymy? – zmieniam temat.

Wychodzimy na parkiet. Ostatnio stwierdziłam, że taniec staje się moją pasją. Zajęcia nie tylko bardzo mi się podobają, ale wciąż mi ich mało. Teraz, gdy doszła praca, ciężko to wszystko pogodzić, ale Krzysio obiecał, że mi pomoże. Chyba powinnam zastanowić się nad tym konkursem. Jeżeli tak mu zależy, to może trzeba się zgodzić? Zawody dopiero za kilka miesięcy, więc mielibyśmy czas na przygotowanie. Nagroda też kusi.

– To co będzie dalej z tobą i Filipem? – z rozmyślań wyrywa mnie Borys.

– A co ma być?

– No, czy mu wybaczysz?

– Borys, ja już do niego nic nie czuję.

– Nie wierzę – kręci głową. – Musiało coś zostać.

Milczę.

– Mnie nie oszukasz. Dlaczego nie chcesz spróbować jeszcze raz? Może teraz będzie inaczej.

– Może to dla mnie za mało. Zresztą teraz kocham Jarka.

Borys patrzy na mnie z politowaniem.

– Dalej? Przecież wam nie wyszło.

– Wiem, ale to nie zmienia faktu, że on był mi przeznaczony.

– Kiedyś tak samo mówiłaś o Filipie. Czy nie jest to czasem próba ucieczki?

– Cieszę się, że Filip wyjechał, bo być może popełniłabym największe głupstwo w swoim życiu.

Borys uśmiecha się.

– Kłamiesz. Boisz się zaufać Filipowi jeszcze raz i dlatego wmawiasz sobie, że powinnaś być z Jarkiem. Pamiętam, jaka byłaś z Filipem szczęśliwa, a z Jarkiem nawet nie zdążyłaś być.

Może jest w tym odrobina prawdy, ale nie zastanawiam się nad tym głębiej. Wciąż brakuje mi Jarka i choć spędziłam z nim tylko kilka chwil, to wiele bym oddała, aby przeżyć je jeszcze raz. Kochałam Filipa bardzo mocno, ale właśnie dlatego że miłość ta była tak silna, dziś nie ma do niej powrotu. Nie powinno się budować domu na zgliszczach. Filip odszedł, a ja musiałam żyć dalej. I choć nie wierzyłam, że spotka mnie jeszcze podobna miłość, spotkała. Teraz mam inne cele i w nich zamierzam wytrwać. Nie ułożyło się z mężczyznami, to może trzeba sobie ich odpuścić? Los na pewno coś chciał mi przez to pokazać.