Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Tancerka i milioner - Heidi Betts

 

 

Cullen Elliott, dyrektor sprzedaży czasopisma „The Snap” w rodzinnym imperium wydawniczym, od lat utrzymuje romans z byłą tancerką rewiową z Las Vegas. Kiedy Misty zachodzi w ciążę, namawia ją, by zamieszkała z nim na Manhattanie. Chce się z nią ożenić i być prawdziwym ojcem dla swojego dziecka. Misty jednak nie godzi się na małżeństwo obawiając się, że nie jest odpowiednią partnerką dla Elliotta...

Opinie o ebooku Tancerka i milioner - Heidi Betts

Fragment ebooka Tancerka i milioner - Heidi Betts

Heidi Betts

Tancerka i milioner

Tłumaczenie: Anna Bielska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

− Słucham?

− Jestem w mieście. Pomyślałem, że może cię odwiedzę.

Jego głos w słuchawce telefonu podziałał na Misty Vale niczym prąd elektryczny i ogarnął jej ciało słodką jak miód falą ciepła.

− Dobrze – odparła łagodnym głosem. – Będę czekała.

Odłożyła słuchawkę i natychmiast zaczęła się krzątać po pokoju, poprawiając porozrzucane czasopisma i układając poduszki. Przygasiła światła i przeszła do sypialni. Tam zrzuciła z siebie spodenki kolarskie i sportowy stanik i nałożyła czarne body, w którym na pewno spodoba się Cullenowi. Gdyby nie on, nie byłaby pewnie właścicielką tylu ponętnych sztuk bielizny. Podobały mu się seksowne stroje, a ona lubiła się w nie dla niego ubierać. Zdjęła gumkę, którą miała związane włosy, i rozczochrała dłonią fryzurę.

Dosłownie chwilę później rozległ się dźwięk dzwonka u drzwi. Ruszyła, ostatni raz rozglądając się dokoła, czy wszystko jest w należytym porządku. Zdjęła łańcuch z drzwi i nacisnęła klamkę.

− Cześć.

Opierał się o ścianę. Jego czarne włosy błyszczały w przytłumionym świetle, a w niebieskich oczach płonęły iskry ledwie skrywanego pożądania. Przełknęła ślinę, usiłując opanować drżenie, jakie poczuła w całym ciele.

− Cześć, wejdź do środka – rzekła, cofając się.

Zamknęła drzwi, ponownie założyła łańcuch, a potem odwróciła się i zobaczyła, że Cullen patrzy na nią niczym jastrząb na polną mysz tuż przed upolowaniem jej z powietrza. Ubrany był w ciemnografitowe spodnie i białą koszulę, nieco wymięte po całodziennej podróży i służbowych spotkaniach. Miał na sobie jedwabny krawat w pastelowe wzory przypominające jej obraz, który widziała kiedyś w galerii. Teraz był lekko poluźniony, a dwa ostatnie guziki koszuli rozpięte. Przez ramię przerzucił pasującą do spodni marynarkę. Wyglądał na zmęczonego i chociaż miała ochotę natychmiast zaciągnąć go do sypialni, pomyślała, że najpierw powinien się nieco zrelaksować.

− Mogę ci coś zaproponować? – spytała, kiwnąwszy głową w stronę kuchni. – Kieliszek wina? A może byś coś zjadł?

Rzucił marynarkę na podłogę i zbliżył się do niej, nie spuszczając wzroku z jej twarzy.

− Później – szepnął niskim głosem, który sprawił, że każdy centymetr jej ciała zadrżał z podniecenia. Chwycił ją w objęcia i nakrył wargami jej usta. – Teraz chcę tylko ciebie.

Pocałunek rozpalił ogień w całym jej ciele. Zanurzyła dłonie w jego włosach, a jego usta zaczęły pieścić jej wargi. Oderwał się od niej i ciężko wydyszał:

− Do sypialni. Natychmiast.

− Tak.

Schylił się nieco i uniósł ją, po czym ruszył przez salon. Doskonale znał rozkład jej mieszkania. Nie było w tym nic dziwnego, ponieważ sam je dla niej kupił trzy lata temu po wypadku na scenie, w którym doznała kontuzji kolana, co zakończyło jej karierę tancerki przy Las Vegas Strip. Na parterze znajdowało się jej studio tańca, a mieszkała na piętrze.

Cullen mieszkał w Nowym Jorku i pracował dla „Snap”, jednego z czasopism będącego własnością jego rodziny, jednak kiedy tylko mógł, przyjeżdżał do Nevady. Za każdym razem kiedy był w mieście, spędzał noc z nią, w łóżku… Czekała na te noce, tęskniła za nimi, nawet jeśli wszystko jej mówiło, że to nie jest w porządku.

Był od niej pięć lat młodszy. Jego rodzina, klan Elliottów, należała do najbogatszych i najbardziej wpływowych w Nowym Jorku. Byli tak różni, że równie dobrze mogli się urodzić na różnych planetach. Jednak od pierwszej chwili, kiedy go zobaczyła stojącego za kulisami po jednym z jej występów, poczuła, że jest w nim to coś. Coś, co ją przyciągało, łączyło z nim niezależnie od tego, ile razy nakazywała samej sobie zakończyć ten namiętny romans.

Cullen dotarł do łóżka i położył ją, a potem pochylił się nad nią.

− Powinienem już iść – powiedział.

Pierś Cullena uniosła się, kiedy cicho wypowiedział te słowa, i wybudził Misty ze snu. Leżała wtulona w jego ramię.

Zdusiła westchnienie i usiadła, szczelnie zakrywając piersi kołdrą. Odgarnęła kosmyk włosów i przyglądała się, jak Cullen siada na łóżku, a potem przemieszcza się po pokoju, zbierając porozrzucane części garderoby. Tę część wspólnie spędzanego czasu, czyli moment, w którym Cullen musiał ją opuścić, lubiła najmniej. Nie zawsze przyjeżdżał tylko po to, żeby się z nią przespać i zniknąć. Niekiedy zostawał na noc, a potem jedli razem śniadanie. Raz na jakiś czas zostawał nawet na parę dni. Jednak niezależnie od tego, jak długo przebywali razem, nie znosiła chwil pożegnania. Uświadamiały jej bowiem niezbicie okazjonalny charakter ich spotkań.

Mieli romans, to wszystko. Nigdy nie będą razem, nie będą żyli jak normalni ludzie w domu z gromadką dzieci i minivanem na podjeździe. Z jednej strony nie była typem domatorki. Była eks-tancerką z większymi ambicjami i marzeniami. Gdyby nie upadek na scenie, który zniszczył jej kolano, nadal by tańczyła w najbardziej ekskluzywnych kasynach Las Vegas. Z drugiej strony, Cullen nie pasował do małżeństwa. Miał dwadzieścia siedem lat, a ona trzydzieści dwa. Zresztą nawet gdyby nie był pięć lat młodszy, i tak nie zmieniałoby to faktu, że pochodził z jednej z najbogatszych rodzin na Manhattanie. Prawdopodobieństwo, że zechce spędzić resztę życia z kobietą taką jak ona, zakładając, że jego rodzina w ogóle zgodziłaby się na coś podobnego, było równie duże jak możliwość znalezienia igły w stogu siana.

Jednak ta sytuacja nie powstrzymywała jej od marzeń i wyobrażała sobie, jakby to było, gdyby nie była instruktorką tańca, a on szefem jednego z największych czasopism. Gdyby byli zwykłymi ludźmi, którzy spotkali się w zwykły sposób. Choć nieraz pozwalała sobie na snucie marzeń, nie traciła jednak zbyt wiele czasu na rozmyślania o rzeczach, które nigdy nie miały się spełnić. Miała szczęśliwe życie i cieszyła się z tego, co było między nią a Cullenem. Póki co wystarczało jej to.

Z pewnością mogło być gorzej… I było, jeśli się zastanowić nad różnymi dziwnymi typami, z którymi się spotykała w przeszłości. W porównaniu z nimi Cullen był chodzącym ideałem. W dodatku ideałem w szytym na miarę włoskim garniturze.

Stał teraz w nogach jej łóżka i trzymał ręce w kieszeniach. Misty wydostała się spod kołdry i włożyła jedwabny szlafrok, który przewiązała lekko paskiem.

− Odprowadzę cię.

Cullen skinął niemal niezauważalnie głową i przeszli razem przez salon w stronę drzwi wejściowych. Misty odbezpieczyła zamki i nacisnęła klamkę, ale zanim zdążyła otworzyć drzwi, Cullen zatrzymał ją, kładąc dłoń na jej nadgarstku. Uniosła głowę i spojrzała w jego zasnute mgłą oczy, a on pochylił się, wsunął rękę w jej włosy i pocałował ją tak mocno, że aż zabrakło jej tchu.

− Gdybym nie musiał być rano w Nowym Jorku – wyszeptał, pocierając kciukiem jej dolną wargę – zaciągnąłbym cię z powrotem do łóżka i nie wypuszczał stamtąd przez tydzień.

− Gdybyś nie musiał być rano w Nowym Jorku – wyszeptała – pozwoliłabym ci…

Cullen uśmiechnął się łagodnie i wyszedł, kierując się w stronę schodów, które prowadziły na uliczkę na tyłach jej studia tańca.

− Zadzwonię do ciebie.

Skinęła głową, a potem, jak to miała w zwyczaju, patrzyła, jak odchodzi.

ROZDZIAŁ DRUGI

Cztery miesiące później – koniec kwietnia.

Muzyka z głośników w sali mieszała się z odgłosami stóp wybijających rytm na drewnianej podłodze i wibrującymi w głowie Misty. Zastanawiała się, czy w ogóle uda jej się ustać na nogach.

Od kilku miesięcy męczyły ją zawroty głowy i mdłości oraz całe mnóstwo objawów nieodłącznie wiążących się z symptomami ciąży. Pomyślała, że kiedy skończy się pierwszy trymestr, poczuje się lepiej, ale zaczynała się czuć coraz gorzej. A tego dnia czuła się wyjątkowo źle. Ledwie zwlokła się z łóżka i cały czas walczyła z zawrotami głowy. Czuła, że musi się położyć. Nie odwołała jednak zajęć, ponieważ gdyby opuściła chociaż jedne, jej plan polegający na prowadzeniu samodzielnego studia tańca i zapewnieniu sobie w ten sposób niezależności, byłyby poważnie zagrożony.

Trzy lata temu Cullen kupił dla niej ten budynek w Henderson leżącym tuż za Las Vegas. Lokal został całkowicie odnowiony, a parter przekształcono w studio wystarczająco duże, by mogły się w nim odbywać kursy tańca dla dzieci i dla dorosłych. Misty nie chciała pomocy finansowej od Elliotta, ale kontuzja kolana nie dawała jej zbyt dużego pola do manewru. Mogła przyjąć hojność Cullena lub zaryzykować, że w ciągu kilku tygodni wyląduje na ulicy jako bezdomna. Obiecała jednak i jemu, i sobie samej, że spłaci go do ostatniego centa. Czekała tylko, aż studio zacznie przynosić zyski.

Niestety moment ten jeszcze nie nadszedł. To, co zarabiała na kursach, starczało na pokrycie kosztów jedzenia i prądu, a Cullen nadal płacił za utrzymanie budynku. Nie podobało jej się to. Nie chciała się czuć jak kochanka-utrzymanka, nawet jeśli właśnie nią była.

To nie romans z Cullenem sprawiał, że czuła się nieswojo, ale fakt, że wspierał ją finansowo. Czuła się, jakby płacił jej za wspólnie spędzane noce. Chyba jednak nie miała wyboru. Jedynym sposobem na wydostanie się z długów wobec Cullena było sprawne funkcjonowanie studia, a z dzieckiem w drodze stawało się to jeszcze pilniejsze. Zwłaszcza że Cullen nie miał pojęcia, że za pięć miesięcy zostanie ojcem. Położyła dłoń na ledwie wypukłym brzuchu i odczekała, aż przejdzie atak mdłości, które ostatnio męczyły ją całymi dniami. Męczyło ją ponadto poczucie winy, że utrzymuje ciążę w tajemnicy przed Cullenem.

Tak jest lepiej, wmawiała sobie. Gdyby dowiedział się o dziecku, z pewnością chciałby postąpić tak, jak powinien. Nalegałby na ślub, chociaż była to ostatnia rzecz, jakiej pragnął. Został wychowany w poczuciu obowiązku i poszanowania dobrego imienia rodziny. Kiedy jego matka zaszła w ciążę zaraz po ukończeniu liceum, dziadek nalegał, by wzięła ślub, dzięki któremu dziecko otrzymałoby nazwisko, a rodzina uniknęłaby nadszarpnięcia reputacji. Misty nie chciała stawiać Cullena w podobnej sytuacji. Nie chciała zmuszać go do podejmowania decyzji, której nie chciał i której by potem żałował.

Tak było lepiej dla nich obojga. Unikała kontaktu z nim od miesięcy; od chwili kiedy test ciążowy, a potem wizyta u lekarza, potwierdziły jej wcześniejsze przypuszczenia. Jeśli uda jej się unikać go jeszcze przez jakiś czas, do chwili, aż studio zacznie na siebie zarabiać, wszystko się ułoży. Będzie mogła spłacić cały dług, jaki u niego zaciągnęła, a on w końcu zrozumie, że to, że nie odbiera telefonów, oznacza, że nie chce się z nim więcej spotykać.

Nie podobało jej się, że musi z nim zerwać w tak raptowny sposób, ale to było najlepsze wyjście z tej pogmatwanej sytuacji. Był dla niej dobry, lepszy – myślała często – niż zasługiwała na to taka dziewczyna jak ona. To właśnie z tego powodu, jak również dlatego, że jej na nim naprawdę zależało, nie chciała wmanewrowywać go w małżeństwo i w dziecko, którego pewnie nie chciał, a tym bardziej nie planował.

Misty odepchnęła się od wyłożonej lustrami ściany, przy której stała, a raczej o którą się opierała, gdyż muzyka zbliżała się do końca i kroki tancerzy zwolniły tempo. Zdała sobie sprawę, że nie skupia się zbytnio na pracy, ale obserwowała wszystko przynajmniej na tyle uważnie, by zauważyć, że zniknęła trochę wyuczona rutyna. Był to kurs dla dorosłych, którzy uczyli się tańca zdecydowanie szybciej niż dzieci.

− Dobra robota – odezwała się, przyklaskując z aprobatą. – Następnym razem chcę, żebyście dodali…

Słowa rozpłynęły się, a pomieszczenie zaczęło wirować. Zrobiła krok w stronę kobiet, które czekały na jej polecenia, a serce biło jej, jakby przebiegła co najmniej kilometr. W ustach jej zaschło, a głowę rozsadzał okropny ból. I nagle podłoga jakby się uniosła, pole widzenia zwęziło do pojedynczego punktu, a potem wszystko pogrążyło się w ciemności.

Cullen siedział przy stoliku rodziny Elliottów w restauracji należącej do jego brata. „Une Nuit” była dumą Bryana. Znajdowała się przy Dziewiątej Alei i była modnym, bardzo popularnym lokalem specjalizującym się w azjatycko-francuskiej kuchni typu fusion. Często nagradzano ją pozytywnymi opiniami i artykułami w prasie za wyszukane menu. Przyciemnione, czerwone światło dodawało zmysłowej atmosfery wystrojowi z zamszu i miedzi.

Cullen sączył kawę, jakąś wymyślną francuską odmianę, którą Bryan najwyraźniej wypróbowywał w tym tygodniu, i czekał, aż John Harlan zjawi się na umówiony lunch. Przyjaźnili się od wieków, a po grze w golfa w sobotę, kiedy John pokonał go w dramatyczny sposób, Cullen pomyślał, że dobrze by było zwierzyć się przyjacielowi z kłopotów dotyczących Misty. Nie był pewien, czy chce wszystkim o niej opowiadać, ale ponieważ nie odbierała telefonów, a on aż się rwał, by do niej lecieć i przekonać się na własne oczy, o co chodzi, sądził, że przyda mu się rada przyjaciela.

Gdyby nie to przeklęte współzawodnictwo, do którego jego dziadek Patrick Elliott zmusił rodzinę, by wyłonić swojego następcę do prowadzenia domu wydawniczego EPH, z pewnością już dawno temu poleciałby do Nevady. Był jednak tak obłożony pracą, że przez ostatnie kilka miesięcy ledwie opuszczał biuro, nie mówiąc już o tym, by mieć czas na podróż do Las Vegas.

− Mogę się dosiąść?

Na dźwięk głosu kuzynki Scarlet odwrócił zdumiony głowę. Była ubrana w jeden ze swoich zwykłych strojów, ale podobnie jak w innych wypadkach jaskrawe barwy i stylowa linia pasowały do jej osobowości.

− Hm… – Spojrzał w jej jasnozielone oczy. – Czekam na kogoś.

− Na mnie.

W tej chwili pojawił się Harlan, zupełnie jakby był duchem, i Cullen nie mógł nie zauważyć nagłego podenerwowania, które pojawiło się na szczupłej twarzy kuzynki.

− A zatem lunch dla trojga? – zapytał z uroczym francuskim akcentem menedżer restauracji, Stash.

− Nie. – Scarlet zrobiła krok w tył i wpadła na Johna, który chwycił ją za łokcie, przytrzymując nieco zbyt długo jak na dalekich znajomych, co nie uszło uwagi Cullena.

Zanim jednak zdążył spytać lub zacząć spekulować na temat tego, co łączy jego kuzynkę i Johna Harlana, zadzwonił telefon komórkowy. Zerknął, aby zobaczyć, kto dzwoni, i serce mu mocniej zabiło.

To była Misty. Dzwoniła ze studia tańca. Od miesięcy usiłował się z nią skontaktować. Zostawił jej kilkanaście wiadomości, ale nigdy nie oddzwoniła. To był zwykły romans. Miał zamiar go skończyć już kilka lat temu. Ale teraz, kiedy podejrzewał, że Misty go unika, bo chce z nim zerwać… nie podobało mu się to i z jakiegoś powodu sprawiało, że jeszcze bardziej pragnął z nią porozmawiać. Odebrał komórkę, zanim zdążyła zadzwonić po raz drugi.

− Halo?

− Czy to pan Elliott? – rozległ się jakiś głos w słuchawce.

To nie była Misty. Ale w jaki sposób ktoś inny mógł zdobyć jego prywatny numer telefonu? Zmarszczył brwi i odparł:

− Tak.

− Hm…

Kobieta po drugiej stronie zdawała się jeszcze bardziej zdenerwowana.

− Nazywam się Kendra. Jestem jedną z uczennic Misty.

− Tak – powiedział nadal zmieszany.

− Cóż… zdarzył się mały wypadek. A pański numer jest pierwszy, jaki Misty ma wpisany w komórkę. Nie wiedzieliśmy, do kogo zadzwonić.

− Słucham? – Podniósł głos i usiadł prosto na czarnej zamszowej kanapie, pochylając się nad stołem o miedzianym blacie. Utknął na słowie „wypadek” i ledwie rozumiał, co dalej mówiła. – Co się stało?

− Zemdlała na zajęciach i…

− Jak się czuje? – zapytał.

− Nie wiem. Zadzwoniliśmy po pogotowie, ale…

− Dokąd ją zabrali?

− Do szpitala dominikanów St. Rose.

Skinąwszy głową, bardziej dla samego siebie niż kogokolwiek innego, rzucił:

− Przyjadę jak najszybciej. Jeśli dowie się pani czegoś więcej, proszę natychmiast zadzwonić pod ten numer.

Kiedy kobieta wyraziła zgodę, pożegnał się grzecznie, zamknął telefon i szybko wstał z kanapy.

− Muszę lecieć.

− Co się stało? – spytała Scarlet. – Kto jest w szpitalu?

− Nikt, kogo znasz. – Nie znała jej nawet najbliższa rodzina…

Napotkał wzrok Johna i przeprosił go, że tracił czas.

− Przepraszam. Doceniam, że się zjawiłeś, ale muszę się dostać do Las Vegas.

− Nie ma sprawy. Mogę coś dla ciebie zrobić?

− Dam ci znać – odparł Cullen przez zaciśnięte zęby, ruszając jednocześnie ku drzwiom. – Dzięki.

Dzięki prywatnemu samolotowi rodziny Elliottów i wyczuciu przez pilota desperackiej potrzeby Cullena, żeby się znaleźć w Henderson w Nevadzie, przybył on do szpitala już pięć godzin później.

Wpadł zdyszany do izby przyjęć i zażądał od pielęgniarek natychmiastowej relacji o stanie zdrowia Misty, nalegając, by go do niej zaprowadzono. Dyżurująca pielęgniarka, najwyraźniej przyzwyczajona do podobnych zachowań zdenerwowanych bliskich, odszukała nazwisko Misty w komputerze, podała Cullenowi numer sali i wskazała drogę do windy. Cullen przyjął za dobry znak, że Misty została przeniesiona z izby przyjęć na zwykłą salę. Pielęgniarka nie wspomniała ani słowem o intensywnej terapii.

Ale czy nie byłoby dla Misty lepiej, gdyby ją opatrzono i od razu wypuszczono do domu? Nie mógł uspokoić nerwów. Kiedy jechał windą na trzecie piętro, czuł, jak serce bije mu coraz szybciej ze strachu. Wysiadł, gdy tylko drzwi się otworzyły, i chwycił za ramię przechodzącą właśnie korytarzem pielęgniarkę.

− Misty Vale – zawołał. – Szukam Misty Vale.

Młoda brunetka obdarzyła go uśmiechem i odwróciła się w stronę, z której przyszła, nakazując, by szedł za nią.

− Właśnie u niej byłam. Czuje się dobrze. Odpoczywa. Biedactwo, to po prostu dla niej zbyt wiele. Zbyt ciężko pracuje i ma za mało odpoczynku. Kobiecie nie wolno żyć w taki sposób. Nie w jej stanie.

Cullen prawie nie słuchał słów pielęgniarki. Nie interesowało go, co było z Misty nie tak. Chciał ją tylko jak najszybciej zobaczyć, przekonać się, że już wszystko jest w porządku.

Pielęgniarka przystanęła przy zamkniętych drzwiach. Nad klamką znajdowało się maleńkie, pionowe okienko, przez które można było zerknąć do środka.

− Proszę się nie martwić – odezwała się pielęgniarka, poklepując go po ramieniu. – Ani jej, ani dziecku nic nie jest.

Zostawiła go samego przed drzwiami do pokoju Misty i podreptała w głąb korytarza.

Dziecku?

W głowie miał gonitwę myśli, zaschło mu w ustach.

Dziecku?

Jakiemu dziecku?

Poczuł się, jakby jego umysł miał mu zaraz eksplodować od nadmiaru pytań. Obawa o zdrowie Misty połączyła się z szokiem na wieść o dziecku. O dziecku Misty. O jego dziecku?

Potrząsnął głową, wiedząc, że nic w tej kwestii nie rozwikła, dopóki nie ujrzy Misty na własne oczy.

Nacisnął klamkę, pchnął drzwi i wszedł do pogrążonego w półmroku pomieszczenia. Nad pustym łóżkiem paliła się mała jarzeniówka, obok stał parawan odgradzający śpiącego pacjenta. Cullen podszedł na palcach i zobaczył bladą twarz Misty w białej pościeli. Jedynymi barwniejszymi akcentami w sali były jej brązowe włosy o złocistych refleksach. Do wierzchu dłoni miała przymocowany wenflon, a stojące wokół monitory informowały o stanie jej zdrowia.

Jego uwagę jednak przyciągnęło lekkie wybrzuszenie, które rysowało się pod kołdrą.

Ani jej, ani dziecku nic nie jest. Ani jej, ani dziecku.

Z trudem przełknął ślinę, nie wiedząc za bardzo, co ma myśleć, i zbliżył się do łóżka. Jakaś jego część zapragnęła się na nią gniewać; gniewać za to, że unikała go od tylu miesięcy. Teraz oczywiście już wiedział dlaczego. Za to, że nie powiedziała mu od razu, kiedy się dowiedziała, że jest w ciąży, niezależnie od tego, czy było to jego dziecko, czy nie. Trudno jednak było mu się zmusić do gniewu, kiedy patrzył na tę kruchą i bezbronną istotę. Wziął krzesło stojące w rogu pokoju, postawił obok łóżka i usiadł przy Misty. Przykrył dłonią jej dłoń. Przesunął wzrokiem po jej twarzy, przyglądając się zamkniętym powiekom, wargom lekko uchylonym we śnie. Spojrzał na jej piersi, które wydały mu się pełniejsze, niż je pamiętał. A potem spojrzał na jej brzuch, w którym spoczywało dziecko.

Czy