Tam, w dole - Joris-Karl Huysmans - ebook

Tam, w dole ebook

Joris-Karl Huysmans

0,0
44,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Był Des Esseintes, przyszedł czas na Durtala. Czysty estetyzm powieści Na wspak, nazywanej biblią dekadentyzmu, okazał się ślepą uliczką. Bohatera Tam, w dole gatunek ludzki wciąż wprawdzie brzydzi, lecz tym razem sposobem na ucieczkę od wstrętnej współczesności jest biografia średniowiecznego zbrodniarza i satanisty, marszałka Gilles’a de Rais. Okazuje się jednak, że w dziewiętnastowiecznej Francji dawna tradycja jest wciąż żywa. Po okraszonych wyborną strawą debatach w wieży dzwonnika zanurzamy się więc z Durtalem w diaboliczny i mistyczny zarazem świat magii i okultyzmu. A idąc śladami prawdziwej femme fatale, trafiamy do samego serca tego świata – na sławetną czarną mszę. Opowieść o niej, a także inne partie utworu – choćby natchniony opis Ukrzyżowania Matthiasa Grünewalda – potwierdzają, że Joris-Karl Huysmans należy do najoryginalniejszych europejskich pisarzy, a także do największych francuskich stylistów, zaś przekład Ryszarda Engelkinga – wybitnego tłumacza Baudelaire’a i Flauberta – bogactwem swojego języka na trwałe wpisuje Tam, w dole w historię literackiej polszczyzny.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 378

Data ważności licencji: 12/31/2031

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: Là-bas

Podstawa przekładu: Joris Karl Huysmans, OEuvres complètes, tome IV, édition de Jean-Marie Seillan, Classiques Garnier, Paris 2019

© for the Polish translation and comments by Anna Engelking

© for this edition by Officyna

Wydanie pierwsze

Redakcja: Tomasz Swoboda

Korekta: Łukasz Urbaniak

Projekt okładki: Maciej Mraczek

Wydawnictwo Officyna s.c.

93-114 Łódź, ul. Przędzalniana 99

www.officyna.com.pl,

[email protected], nr telefonu: 508 156 66

Adres korespondencyjny: skrytka pocztowa nr 15, 90-987 Łódź

ISBN 978-83-67948-29-6

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Plik przygotował Woblink

woblink.com

Przedmowa

Pazurzasta dłoń Diabła

„W każdym człowieku, o każdej porze, współistnieją dwie tęsknoty: do Boga i do Szatana. Oddanie się Bogu, czyli uduchowienie, to pragnienie awansu; oddanie się Szatanowi, czyli zezwierzęcenie – rozkosz degrengolady”. Tak twierdzi Baudelaire i o tym jest ta powieść.

Jej autor, Joris Karl Huysmans, syn osiadłego w Paryżu Holendra, litografa i miniaturzysty, oraz pochodzącej z rodziny biuralistów paryżanki Malwiny Badin, urodził się w roku 1848. Miał osiem lat, kiedy odumarł go ojciec, dziewięć, kiedy matka powtórnie wyszła za mąż; lata szkolne spędził w internacie, liceum nie ukończył, maturę zdał jako ekstern – dzieciństwo miał takie jak Baudelaire. Jednak w odróżnieniu od niego zaraz po szkole, prócz studiów prawniczych, które niebawem przerwał, podjął pracę jako urzędnik ministerialny; przebiegłszy wszystkie szczeble drabiny hierarchicznej, w roku 1898 zakończył karierę na stanowisku zastępcy naczelnika w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Zajęcia biurowe łączył z pracami literackimi.

Zaczął od wydanego własnym nakładem w roku 1874 tomu poematów prozą Drageoir à épices (Puszka z łakociami); w jego omówieniu poeta Théodore de Banville napisał: „Pan Joris Karl Huysmans starannie oprawia słowa, maluje harmonią i brzmieniem zdania, podobnie jak Flaubert, Baudelaire i bracia Goncourt” – domyślił się twórców, których autor Puszki nie przestanie wielbić i naśladować.

Dwa lata później Huysmans, uległszy wpływom Emila Zoli, był już otoczonym jego opieką naturalistą. W roku 1876 wydał skandalizującą powieść Marthe, histoire d’une fille (Marta, historia prostytutki), w której, jakby w odpowiedzi na przesłodzone, ale wciąż popularne Murgerowskie Sceny z życia cyganerii, pokazał brudną podszewkę tego życia. Następna powieść, dedykowane Zoli Sœurs Vatard (Siostry Vatard) ukazała się w roku 1879. To historia dwóch młodych kobiet pracujących w introligatorni. Akcja obu powieści jest wartka, język nie unika argotyzmów, a w tle Huysmans z upodobaniem przedstawia rozrywki paryskiego ludu, podrzędne teatrzyki, knajpy, jarmarki i bale. Do tych wątków powróci w tomie Croquis parisiens (Szkice paryskie), wydanym rok po Siostrach; obrazy uboższego Paryża będą się również przewijać w późniejszych utworach, zręcznie splecie je z treścią w opowiadaniu Z prądem (1882). Wspólnym rysem tych wczesnych powieści jest także wprowadzenie elementów autobiograficznych: partnerem Marty jest podobny do Huysmansa młody pisarz Léo, a partnerem starszej z sióstr Vatard malarz Cyprien Tibaille, również alter ego autora. Częściowym autoportretem Huysmansa będzie także André Jayant z powieści En ménage (W stadle, 1881) oraz bohater Z prądem, pan Folantin; diuk des Esseintes z Na wspak (1884) jest sobowtórem wysnutym z marzeń, a Durtal z Tam, w dole (Là-bas, 1891) i dalszych powieści to już najprawdziwszy Huysmans. Przekonanie o autobiografizmie utworów Huysmansa jest tak silne i powszechne, że jego biografowie, w braku dokumentów, udział pisarza w wojnie francusko-pruskiej opisują na podstawie opowiadania Z tornistrem na plecach (1877), w którym tenże przedstawił się jako cierpiący na dezynterię dekownik.

Równocześnie powieściopisarz publikuje w czasopismach artykuły o sztuce, zebrane później w książce L’artmoderne (Sztuka nowoczesna, 1883). Broni nowego malarstwa, podziwia impresjonistów, wychwala Degasa, zachwyca opisami obrazów. Ten nurt będzie kontynuował w tomie Certains (Niektórzy, 1889).

Powieść W stadle, uznana za najlepsze dzieło, jakie Huysmans opublikował do roku 1881, świadczy o jego odchodzeniu od naturalizmu i od Zoli. Niewiele się w niej dzieje, tematem jest banalne, chybione życie, splin, melancholia. To studium psychologiczne podrzędnego pisarza, któremu nic się nie udaje; widać w nim wpływ Flaubertowskiej Szkoły uczuć, a także Pani Bovary – żona bohatera, podobnie jak Emma, jest nieszczęśliwa w małżeństwie i w cudzołóstwie. Huysmans przedstawia rozmaite warianty życia w stadle, zarówno małżeńskim, jak i na kocią łapę, żaden nie zadowala. Miłość to szaleństwo, utrwalony porządek świata to melanż absurdów, pustka, nuda. Powieść tchnie pesymizmem, który pogłębi się jeszcze w dalszych utworach, w szczególności w świetnym długim opowiadaniu Z prądem.

Jego bohaterem jest pan Folantin, urzędnik, którego los jest ciągiem nieszczęść i upokorzeń. W młodym wieku stracił rodziców, w szkole uległ wypadkowi, po którym przez całe życie kulał; zdawszy maturę, musiał objąć posadę kancelisty w ministerstwie. Nigdy nie awansował, wiecznie bez pieniędzy, „nie miał szans na romans z jakąś poznaną na balu dziewczyną, musiał więc poprzestać na tych, które czaiły się po sieniach”. Mieszkał skromnie, terroryzowany przez stróża sprzątającego mu mieszkanie i dochodzącą służącą. Odprawiwszy ją w końcu, zdecydował się jadać na mieście. Dalszy ciąg opowieści, jej właściwa treść, to historia upartych, bezowocnych i przygnębiających poszukiwań przyzwoitej restauracji, „gdzie jedzenie i wino nie byłyby ohydne i fałszowane, a ostre przyprawy nie maskowałyby smaku dań z wczoraj i przedwczoraj. Wszędzie, gdzie trafiał, towarzystwo było odpychające, brud wprawiał w osłupienie, ochłapy mięsa cuchnęły, kieliszki nosiły półkoliste ślady warg, noże były matowe i tłuste, a między zębami widelców tkwiły niedojedzone resztki jajecznicy”. Dzień w dzień pod deszczowym niebem automatycznie szedł do biura, wychodził z niego, próbował niejadalnego obiadu i wracał do wyziębionego mieszkania, gdzie w lampie brakowało oliwy, a ognia na kominku nie udawało się rozpalić. Zmaltretowany tym życiem nieszczęśnik spuentował je w zakończeniu posępnym stwierdzeniem: „Zdarza się tylko najgorsze”. Jak widać, w roku 1882 Huysmans był już daleko od wierzącego w postęp naturalizmu, ciekawego zwykłych ludzi oraz ich zwykłego życia. Odtąd za bohaterów będzie brał ekscentryków.

Protagonistą wydanej dwa lata później powieści Na wspak (À rebours) jest wielki oryginał, diuk Jan des Esseintes. Nazwisko Huysmansa kojarzy się niezawodnie z tym tytułem, to jego najbardziej znana powieść, sławna „biblia dekadentów”. Powieść dziwna, bez akcji i bez konstrukcji, złożona z szesnastu epizodów z życia jej jedynego bohatera. Ów bohater, bogacz, ostatnia latorośl starego, szlachetnego rodu, anemiczny i nerwowy cherlak, artysta, który niczego nie tworzy, amator subtelnych wrażeń i wzruszeń, esteta przedkładający sztuczność nad naturę został uznany za idealnego dekadenta i znalazł naśladowców w literaturze i w życiu. Plotka wskazywała na różne modele, od zdziwaczałego króla Bawarii Ludwika II, przez Baudelaire’a, Barbeya d’Aurevilly’ego i przerafinowanego hrabiego Roberta de Montesquiou po zaprzyjaźnionego z Huysmansem zamożnego pisarza Francisa Poictevina. Tworząc postać diuka, autor Na wspak korzystał zapewne z tych wzorów, ale głównym modelem był on sam. Robert Baldick, autor najlepszej jak dotąd biografii Huysmansa, pisze: „Des Esseintes posłużył za wcielenie sekretnym upodobaniom i marzeniom Huysmansa. Przez swą chorobliwą wrażliwość, wyobcowanie, wstręt do powszechnej przeciętności oraz głód skomplikowanych i nieodkrytych wcześniej doznań, autor i jego bohater są tą samą osobą”. Diuk dzielił także upodobania literackie swego stwórcy. Niegdyś lubił Balzaka, później zdał mu się nazbyt zdrowy; zachwycali go Edgar Poe, Villiers de l’Isle-Adam, Barbey d’Aurevilly, bracia Goncourt i Flaubert, z poetów wielki Baudelaire oraz jego następcy, Mallarmé i Verlaine. Ten gust Huysmans narzucił wszystkim dekadentom. Dzięki niemu sławę zyskali także malarze Gustave Moreau i Odilon Redon. Ciekawe, że, jakby przeczuwając swój powrót do religii, Huysmans zakończył Na wspak smutną modlitwą: „Panie, zlituj się nad chrześcijaninem, który wątpi, nad niedowiarkiem, który chciałby uwierzyć, nad galernikiem życia, który odpływa samotny, nocą, pod firmamentem nie oświetlonym już krzepiącymi latarniami odwiecznej nadziei!” (nieco zmienione tłumaczenie Juliana Rogozińskiego).

Następna powieść, wydana w roku 1887 En rade (W przystani, choć w niedawnym polskim tłumaczeniu tytuł brzmi Przystań), jest jakby cofnięciem się o krok w stronę naturalizmu. Jej bohater, Jakub Marles, uciekłszy z Paryża przed wierzycielami, spędza z chorą żoną krótkie wakacje na wsi w opuszczonym i zrujnowanym zamku Lourps, którym opiekuje się wujostwo chorej, starzy, chytrzy i chciwi chłopi. Tę straszną parę, okoliczne chłopstwo i niewygody wiejskiego życia Huysmans przedstawił w czarnej konwencji naturalizmu, ale zdewastowany zamek, zdziczały park i opustoszały kościół zamkowy wymalował stylem powieści gotyckiej. Jeszcze śmielszym eksperymentem były trzy długie, malarskie opisy dziwnych snów bohatera, które miały umożliwić czytelnikowi wniknięcie w tajniki duszy śniącego, tajniki, które, nazwane podświadomością, przyciągną niebawem uwagę powieściopisarzy. Była to zatem próba odświeżenia wietrzejącego z wolna naturalizmu. Próba niezbyt udana, bo te trzy elementy nie bardzo chciały się połączyć. Huysmans podejmował więc dalsze próby stworzenia nowego typu powieści. Od rozważań na ten temat zaczął kolejną książkę, która okazała się sukcesem literackim i wydawniczym.

II

Wiek dziewiętnasty gasł, wraz z nim dogorywała dziewiętnastowieczna powieść. W roku 1891 Anatol France na pytanie dziennikarza: „Czy naturalizm jest chory?” odparł: „Już zmarł”. Huysmans był tego samego zdania. Po podjętych w poprzedniej książce próbach ożywienia naturalizmu świeżymi elementami, w Tam, w dole przedstawił jednorodną koncepcję „naturalizmu spirytualistycznego”, którego ta powieść miała być przykładem. Jako że nie miał zwyczaju poprzedzać nowych dzieł komentarzem autorskim, zamiast w przedmowie opisał tworzony kierunek w dialogu dwóch postaci oraz monologu wewnętrznym głównego bohatera, Durtala.

Przyjaciel pyta go: „Co ten twój naturalizm zrozumiał ze wszystkich dręczących tajemnic, pośród których żyjemy? Nic! – Kiedy należało objaśnić tę czy inną namiętność, wysondować ranę, odkazić jakiś wrzód duszy, zrzucał wszystko na instynkt i zachcianki”. On odpowiada mu w myślach: „Trzeba by […] zachować autentyzm dokumentu, precyzję szczegółu oraz bogaty, umięśniony język realistów, a równocześnie być asenizatorem duszy, zrezygnować z objaśniania tajemnicy chorobami zmysłów; powieść, jeśli to wykonalne, winna sama z siebie dzielić się na dwie części, złączone, czy też – podobnie jak w życiu – splecione: na część duchową i cielesną, winna przedstawiać ich wzajemne oddziaływanie, ich konflikty, ich przymierze. Jednym słowem, trzeba by kroczyć drogą pracowicie wytyczoną przez Zolę, podążając zarazem wyznaczoną w powietrzu drogą odrębną, równoległą, tak, by dotrzeć do tu i do tam, czyli powinno się stworzyć coś w rodzaju naturalizmu spirytualistycznego; to dopiero byłoby osiągnięcie, naprawdę przełomowe, naprawdę znaczące!”.

Te początkowe strony nie należą do najlepszych fragmentów książki, dialog brzmi nieco sztucznie, a monolog zakrawa na referat; Huysmans przyzna się później, że pierwsze rozdziały są dlań „zawsze trudne w pisaniu”. Jeśli czytelnik się nie zniechęci, mistrzowski opis Ukrzyżowania Grünewalda, który znajdzie nieco dalej, przekona go do autora.

Pomysł Huysmansa nie był nowy, już w roku 1852 Baudelaire pisał do Poulet-Malassisa: „Postanowiłem […] odda[ć] się wyłącznie szczytnym planom wprowadzenia metafizyki do powieści”. Liczy się jednak wykonanie, Huysmans urzeczywistnił to, o czym Baudelaire jedynie marzył.

Stwierdziwszy, że z braku wyższych ideałów potrzeby duchowe wielu Francuzów zaspokajał wówczas okultyzm, uznał go za atrakcyjny temat. Okultyzm, spirytyzm i satanizm ciekawiły go zresztą już dawniej, świadczy o tym XII rozdział Na wspak. Tę ciekawość dzielił z kilkoma wybitnymi twórcami, w hermetyzmie i okultyzmie szukającymi wymownych symboli bądź też zasad nowej estetyki i klucza do zrozumienia świata – Villiers de l’Isle-Adam, Mallarmé, Redon, Rops, Debussy i Satie spotykali się wieczorami w ezoterycznej paryskiej księgarni przy ulicy Chaussée d’Antin, Huysmans też czasem tam zaglądał. Obok tego nieformalnego klubu mnożyły się grupki spirytystów, okultystów i satanistów oraz konkurujące ze sobą mniej lub bardziej liczne bractwa, towarzystwa i zrzeszenia. W powieści mowa jest o dwóch z nich: różokrzyżowcach oraz niewielkiej grupie heretyków osiadłej w Lyonie.

Bractwo Różokrzyżowców, zawiązane czterysta lat wcześniej, odnowili w roku 1888 w duchu tradycji chrześcijańskiej skojarzonej z okultystyczną markiz Stanislas de Guaita oraz pisarz i mistyk Joséphin Péladan. Członkowie studiowali kabałę, praktykowali magię i alchemię, najszerzej znany był Papus, autor kilku dzieł poświęconych wiedzy tajemnej. Lyońskim heretykom przewodził wydalony z kapłaństwa ksiądz Boullan, ukryty przez autora pod pseudonimem doktor Johannès, którego czasem używał w publikacjach.

Jean Antoine Boullan był jednym z tych charyzmatycznych fanatyków, którzy prowadzą swoje wierne stadko na manowce. Urodzony w roku 1824 w niewielkim miasteczku na południu Francji, jako dwudziestoczterolatek otrzymał święcenia kapłańskie. Kościół, wiążąc z nim wielkie nadzieje, wysłał go na studia do Rzymu, gdzie uzyskał doktorat z teologii. Wróciwszy do Francji, zamieszkał w Paryżu; tłumaczył i pisał artykuły do pism katolickich, propagując idee popularnego wówczas ruchu zadośćuczynienia za zbrodnie Rewolucji i powszechne zeświecczenie, znacznie spotężniałego po roku 1846, kiedy to Matka Boska objawiła się w La Salette dwojgu pastuszkom i grożąc nieurodzajem, poleciła przekazać ludziom, że mają w niedzielę chodzić do kościoła, codziennie się modlić i nie przeklinać imieniem Boga. W roku 1856 Boullan pielgrzymował tam i poznał Adelę Chevalier, siostrę służebną z klasztoru w Soissons, cierpiącą na niejasne choroby psychosomatyczne; do owej zakonnicy też przemawiała niekiedy Matka Boska i to ona poleciła jej udać się do La Salette, obiecując, że tam wyzdrowieje; tak się też stało. Zamiast wracać, Adela oczekiwała Boullana, bo „głosy” uprzedziły ją o rychłym przybyciu księdza, który pomoże jej założyć zakon wspierający Dzieło Zadośćuczynienia przez praktykowanie substytucji – pokuty za cudze grzechy. Boullan, zostawszy jej ojcem duchownym, pojechał do Rzymu prosić o poparcie przedsięwzięcia.

Przyjęty w innej sprawie przez Piusa IX, po powrocie utrzymywał, że papież pobłogosławił nowy zakon. Biskup wersalski dał zgodę na rozpoczęcie działalności. Z początku była to mała wspólnota w Sèvres prowadzona przez Boullana i Adelę, którzy niebawem zostali kochankami. Mistyk i erotoman, ale człowiek praktyczny, Boullan, opętany ideą zadośćuczynienia, zdobywał fundusze i rozwijał zgromadzenie. Zajmował się również uzdrawianiem, stosując osobliwe środki – własne ekskrementy i mocz Adeli. Zaczynały krążyć o tym słuchy, a także o tym, że ksiądz współżyje z zakonnicami. W roku 1860 Adela urodziła Boullanowi dziecko; ojciec, stwierdziwszy, że jest zdeformowane, uznał je za diabelski pomiot, ochrzcił i spalił. Równocześnie „głosy”, za pośrednictwem Adeli, namawiały bogatszych dobroczyńców do finansowego wspierania wspólnoty. Zaniepokojony biskup rozpędził ją i suspendował Boullana, a świecki sąd za wyłudzenia ukarał go trzyletnim pobytem w więzieniu; Adelę skazano na dwa lata, po czym słuch o niej zaginął. Odbywszy karę, Boullan wyjechał do Rzymu, gdzie stanął przed Świętym Oficjum, odbył spowiedź generalną i uzyskał przebaczenie. Po powrocie redagował pismo „Annały świętości”, w którym przedstawiał swoje nie zawsze prawowierne poglądy, za co został ponownie suspendowany i w roku 1875 definitywnie wydalony ze stanu duchownego. Nie rezygnując z szerzenia swych heretyckich tez, po śmierci innego odszczepieńca, Eugeniusza Vintrasa, osiadł w Lyonie i chytrze przejął część wyznawców prowadzonej przez tamtego sekty Dzieło Miłosierdzia. Ale o tym wszystkim Huysmans nie miał pojęcia.

O istnieniu Boullana dowiedział się pod koniec roku 1889. Miał to być człowiek uczony, znawca okultyzmu i satanizmu wtajemniczony w praktyki wielkich magów przeszłości. Huysmans napisał do niego, prosząc o pewne szczegóły potrzebne mu do kolejnej książki i obiecując, że będzie go w niej cytował. Boullan natychmiast odpowiedział i obiecał pomoc, szczęśliwy, że poczytny autor Na wspak spopularyzuje jego idee. Byli sobie nawzajem potrzebni. Zaproszony do Lyonu, pisarz pojechał tam na dziesięć dni. Polubili się, zaprzyjaźnili i przez cały rok żywo korespondowali. Huysmans prosił o wyjaśnienia dotyczące inkubów i sukubów oraz czarnej mszy, Boullan chętnie i obszernie odpowiadał. Jego listy Huysmans włączał, niekiedy nawet dosłownie, do swego dzieła. Paryscy różokrzyżowcy ostrzegali go przed wyklętym księdzem. Kilku z nich niedawno spędziło jakiś czas w Lyonie, studiując jego naukę i uczestnicząc w obrzędach. Stwierdziwszy, że spirytualizm miesza się w nich z mistycznym erotyzmem i szaleństwem, w popłochu wrócili do Paryża. Tam w szerszym gronie uznali, że Boullan znieważa magizm i zagrozili mu śmiercią, jeśli nie zaprzestanie swych niecnych praktyk. Rozpoczęła się groteskowa walka na uroki, przedstawiona w powieści według listów Boullana, tyle że jego głównym przeciwnikiem nie są tam różokrzyżowcy, ale kanonik Docre.

Postać szatańskiego kanonika zrodziła się z przykrej przygody Berty Courrière, egzaltowanej przyjaciółki paryskich literatów, okultystów i księży. Poznawszy na Wystawie Powszechnej 1889 przybyłego z Flandrii kanonika van Haecke, odwiedziła go w Brugii i 8 września 1890 roku nad ranem policja znalazła ją półnagą, schowaną w krzakach niedaleko domu księdza. Ponieważ wydawała się obłąkana, odwieziono ją do szpitala psychiatrycznego, gdzie spędziła miesiąc. Dokumentacja policyjna wydarzenia gdzieś zniknęła, a ze szpitalnej przetrwała jedynie krótka notatka: „Pierwsze symptomy: pobudzenie, dziwne zachowania, słowotok. […] Przywieziona w stanie wielkiego wzburzenia musiała zostać związana. Mówi od rzeczy. Nie można z niej wydobyć żadnej informacji. Wielka histeria”. Później twierdziła, że uciekła, bo kanonik się „dziwnie zachowywał”. Pewno nigdy się nie dowiemy, na czym to polegało. Domyślano się jednak, że kanonik usiłował ją wciągnąć w jakieś satanistyczne praktyki. Huysmans uwierzył w to bez wahania, kiedy zawiadomiony o wszystkim Boullan napisał mu, że wysłał do Brugii „lotnego ducha” zaprzyjaźnionej jasnowidzki, który stwierdził, że van Haecke rzeczywiście jest groźnym, rzucającym uroki satanistą. Po czym kanonik, pod nazwiskiem Docre, pojawił się w powieści jako czarny mag, przeciwnik białego maga, doktora Johannèsa. Czy van Haecke służył Diabłu i odprawiał czarne msze, nie wiadomo. Episkopat belgijski, któremu Huysmans przesłał „niezbite tego dowody”, zamiótł sprawę pod dywan. Van Haecke cieszył się jak najlepszą opinią, był lubiany, szanowany, choć uważany za oryginała; miał osobliwe poczucie humoru, interesował się okultyzmem, lubił mistyfikacje i ryzykowne żarty.

Swego rodzaju magiem jest także astrolog Gévingey, wierna kopia popularnego paryskiego ekscentryka Eugène’a Ledosa, zajmującego się astrologią wróżebną, fizjonomiką, frenologią, autora kilku pseudonaukowych książek, które sam zilustrował, zaczynał bowiem jako artysta malarz. Huysmans spotkał go w roku 1889 i zanotował dokładnie jego wygląd oraz parę wypowiedzi, które przytoczył w powieści. Opisał go tam jako dość groteskową figurę, bez większej potrzeby ośmieszając postać wyraźnie wzorowaną na kimś rozpoznawalnym. To samo spotkało katolickiego pisarza Charlesa Bueta, którego powieściowym sobowtórem jest pan Chantelouve.

W przypadku pani Chantelouve ta nonszalancja budzi pewien niesmak. Tworząc tę postać, Huysmans za wzór wziął, drastycznie naruszając ich intymność, dwie kobiety, Henriettę Maillat i wspomnianą już Bertę Courrière. Obie były znane w środowisku literatów ze swego wyemancypowania i niezrównoważenia.

Henrietta Maillat przyszła na świat w roku 1849 w podparyskim Belleville, pochodziła z prostej rodziny. W roku 1867 wydano ją za starszego o jedenaście lat dość zamożnego urzędnika. Awans społeczny nie zapewnił jej szczęścia. Podobnie jak pani Bovary, znała je z powieści, ale nie znajdywała w życiu. W piątym roku małżeństwa jej mąż, prawdopodobnie z rozpaczy po zdradzie żony, popełnił samobójstwo. O kolejnych dziesięciu latach nie wiemy niczego. W roku 1882 poznała Joséphina Péladana, przybyłego z południa Francji do Paryża w nadziei na wielką karierę literacką. Dla Henrietty każdy pisarz był półbogiem, przyjęła więc Joséphina z otwartymi ramionami. Ale i z nim nie zaznała szczęścia. Była kobietą z temperamentem, Joséphin zaś – mistykiem i kochał ją raczej jak siostrę. W roku 1884 albo 1885 napisała do Huysmansa list, który dał początek ich krótkiemu romansowi. Pisarz po kilku latach przedstawił go wiernie w Tam, w dole, skrywając partnerkę pod nazwiskiem Hiacynty Chantelouve. Pomny zasad naturalizmu, oparł się na dokumentach, w tym przypadku na listach Henrietty, które, dokonując jedynie kosmetycznych zmian, włączył do powieści. Po tym, jak w roku 1886 Joséphin ją porzucił, Henrietta szukała zrozumienia u innych pisarzy, przez jakiś czas była kochanką Léona Bloy, potem na próżno starała się o względy Barbeya d’Aurevilly’ego. Jej zdrowie szwankowało, wyczerpywały się zasoby finansowe. Pisała do dawnych przyjaciół, prosząc o wsparcie. Huysmans posyłał jej czasem niewielkie sumy, odpierając jednocześnie jej erotyczne podchody. Kiedy opublikował jej listy, spróbowała małego szantażu, zaniechanego, kiedy pisarz przypomniał, że jego biuro ma związek z paryską policją. Wpadłszy w biedę, wyjechała na prowincję, gdzie życie było tańsze. Ostatni jej ślad, trzy listy, pochodzi z roku 1907. Kiedy i gdzie umarła, nie wiadomo.

Berta Courrière urodziła się w roku 1852 w Lille. Mając dwadzieścia lat zamieszkała w Paryżu, gdzie niebawem związała się ze znanym rzeźbiarzem Augustem Clésingerem, któremu często pozowała. Jej imponującymi kształtami Clésinger obdarzył dwa posągi Republiki. Przed śmiercią w roku 1883 rzeźbiarz, który podawał się za jej wuja, uczynił ją swoją spadkobierczynią. Drugim i ostatnim partnerem życiowym Berty był poeta-symbolista, prozaik i krytyk literacki Remy de Gourmont, który przedstawił jej Huysmansa i tak ją scharakteryzował w jednym ze swoich szkiców: „kabalistka i okultystka, znająca historię kilku religii i filozofii azjatyckich […], wtajemniczona ryzykownymi doświadczeniami w najstraszliwsze sekrety czarnej Magii, teurgistka, a jednak katoliczka […], dusza, do której przemówiła Tajemnica – i nie przemówiła na próżno”.

Do ryzykownych doświadczeń Berty należały przelotne romanse z księżmi, upodobała ich sobie bowiem tak, jak Henrietta literatów. Próbowała też uwieść Huysmansa, ale ten się obronił. Przy okazji podzieliła się z nim swoją wiedzą okultystyczną. Jako że van Haecke i Boullan należeli do jej znajomych, opowiedziała o nich pisarzowi i podała mu adres tego ostatniego.

Huysmans przedstawił w powieści także samego siebie – w osobach Durtala i jego przyjaciela des Hermiesa. Durtalowi dał swoje starokawalerstwo, mieszkanie i kota; des Hermies dostał powierzchowność, japoński kapciuch (który można było obejrzeć w roku 1979 na wystawie w Arsenale) i kostyczność. Obaj przejęli jego pesymizm, wstręt do współczesności i do współczesnych oraz niezbyt głęboki antymodernizm.

Huysmansowi pozował jeszcze jeden model, tym razem książkowy – to Gilles de Rais z dzieła księdza Bossarda Gilles de Rais, marszałek Francji, zwany Sinobrodym (1885). Pisarz skonstruował swoją opowieść o marszałku de Rais, łącząc wybrane fragmenty tego czterystustronicowego tomu, często streszczone, ale niekiedy przepisane prawie dosłownie. To niemal plagiat, bo historia Gilles’a stanowi około 1/6 powieści. Zaledwie kilka ustępów – takich jak znakomite bachanalie drzew czy menu podniecające furię żądz – wyszło spod pióra Huysmansa. Swoją zawrotną erudycję również czerpał ad hoc z książek przeglądanych w trakcie pisania, z rozpraw medycznych albo z sensacyjnych wycinków prasowych, a szczegóły dotyczące magii z listów od Boullana – tu i ówdzie wprowadzając jedynie niewielkie zmiany. Dodajmy do tego listy Henrietty Maillat, a otrzymamy zgrabny literacki patchwork.

Wszystko to dokumenty, których domagał się Zola. Są także badania terenowe – jesienią 1889 roku autor pojechał obejrzeć zamek Tiffauges, siedzibę Gilles’a. Bo Huysmans, choć odstąpił od ducha naturalizmu na rzecz eksploracji „nieznanych zakamarków duszy i zakątków namiętności”, nie porzucił jego metod. Porzucił natomiast technikę, główna akcja powieści jest wątła, a zamiast niej mamy długie rozmowy z des Hermiesem i dzwonnikiem oraz rozważania Durtala. Swój dystans zaznaczył również, szydząc z „oswojonych specjalności” powieści naturalistycznej, wykpił cudzołóstwo pani Chantelouve, miłość jej i Durtala, ośmieszył akademickie ambicyjki pana Chantelouve, a oszalałą ambicją Gilles’a przeraził czytelnika.

Brak wciągającej fabuły odkupił, stosując i ulepszając narzędzia autora Szkoły uczuć. Jak u Flauberta, kilka wyraźnych wątków podtrzymuje uwagę i ciekawość czytelnika. Najważniejszym jest historia Gilles’a de Rais, powieść w powieści, na dodatek z niemal sensacyjną akcją. Inne, także umiejętnie rozczłonkowane, to dzwony, rozkosze stołu, romans Durtala i pani Chantelouve, kłopoty starokawalerstwa oraz rodzenie się powieści i przemiana autora pod jej wpływem. Wątki zazębiają się wzajem przez analogie i przeciwieństwa: kanonik Docre jest nowoczesnym Gilles’em, miłość pani Chantelouve jest drapieżna, a miłość pani Carhaix, dzwonnikowej, potulna. Nie brak również tak drogich Flaubertowi zapowiedzi, przypomnień i ech. Te chwyty Huysmans wzmacnia powtarzalnością zachowań: Durtal wkłada buty lub skręca papierosa, kot wieczorem mości się w jego nogach, pani Carhaix, pożegnawszy się z gośćmi zaraz po kolacji, idzie się położyć, a des Hermies zaparza kawę. Podtrzymaniu spójności służy także zwarta struktura czasowa. Powracające słowa „jutro”, „nazajutrz” czy „wczorajszy” pozwalają stwierdzić, że w połowie przypadków odstęp między kolejnymi rozdziałami to jedna noc, dwukrotnie sąsiednie rozdziały rozgrywają się tego samego dnia, a przerwy między pozostałymi nie przekraczają tygodnia. Ponieważ rozdział dwudziesty drugi i ostatni przypada na dzień wyborów, 27 stycznia 1889, nietrudno wyliczyć, że akcja Tam, w dole zaczyna się pod koniec grudnia roku 1888. Innym elementem spajającym powieść jest styl Huysmansa, dosadny i kpiarski, barwny i różnoraki, najeżony rzadkimi i uczonymi słowami, tu i tam ozdobiony zaskakującym porównaniem czy oksymoronem.

Dzieło dynamizują i zwierają mniej lub bardziej widoczne pary biegunowych pojęć. W Niektórych Huysmans stwierdził, że sztuka „winna grawitować, podobnie jak ludzkość, która ją rodzi i ziemia, która ją dźwiga, pomiędzy dwoma skrajnościami: Czystością i Rozpustą, niebem i piekłem”. W zgodzie z tym wskazaniem, w książce przeplatają się bądź splatają dół i góra, dobro i zło, Bóg i Diabeł. Dół i góra choćby w obrazie podwójnej studni, jednej pod stopami, drugiej nad głową Durtala (rozdział III), a Bóg i Diabeł w zakończeniu, gdzie modlitwa za umarłych splata się z okrzykiem „Boulanger!”, nazwą diabła we francuskim argot. Tutaj zresztą przypadek przysłużył się pisarzowi potrójnie, bo w słowie „boulanger” pojawił się anioł (l’ange) i Boullan, którego pisarz skrywał pod pseudonimem.

Od ukazania się książki, czytelników nurtuje pytanie, czy Huysmans rzeczywiście uczestniczył w czarnej mszy. W braku dowodów zdania są podzielone. W latach dziewięćdziesiątych pisarz dostawał listy z prośbą o umożliwienie kontaktu z kanonikiem Docre, na ogół jednak sądzono, że czarna msza jest zmyśleniem. Kiedy uzyskano dostęp do korespondencji Huysmansa z Boullanem, okazało się, że informacji dotyczących przebiegu ceremonii oraz szat i zachowania księdza dostarczył mu ten ostatni; wspaniała litania do Szatana jest śmiałym dziełem autora, ale scena zamykającego mszę ogólnego histerycznego szału to wyciąg z artykułów doktora Charcota.

Huysmans był łasy na tajemnice i łatwowierny. Inkuby i sukuby, fluidy i uroki przejmowały go najprawdziwszym lękiem. Wierzył głęboko, że czarne msze są wciąż odprawiane i być może później, już po napisaniu Tam, w dole, w jakiejś uczestniczył. Przeraził się, kiedy Boullan mu oznajmił, że rozjątrzeni powieścią różokrzyżowcy czyhają na jego życie i chcą go dosięgnąć czarami. Odpierał je, jak zalecał lyoński mag: zasłaniał się otrzymaną od niego, a pochodzącą od Vintrasa, cudowną hostią, recytował egzorcyzmy, palił defensywne kadzidło i krył się w magicznym kręgu. Uszedł wrogom, ale Boullanowi się to nie udało. Kiedy zmarł w roku 1893, w „Le Figaro” ukazał się wywiad z Huysmansem, w którym ten stwierdził: „Nie ulega wątpliwości, że de Guaita i Péladan dzień w dzień oddają się czarnej magii. Biedny Boullan przez dwa lata walczył ze złymi duchami nasyłanymi przez nich z Paryża. Magia jest wprawdzie zagadką, ale być może Boullan padł w końcu ofiarą potężnego uroku”. Guaita wysłał sekundantów, pisarz przyjął wyzwanie, ale konflikt załagodzono. Przeświadczenie Huysmansa o mocy czarów i potędze Boullana było niepodważalne. Jakże mogło być inaczej, skoro Boullan tego dowiódł. W swoich listach i rozmowach pisarz powoływał się na dwa cudowne wydarzenia. Któregoś dnia miał dostać od Boullana depeszę ostrzegającą go przed pójściem do biura; posłusznie został w domu, a w biurze ciężkie lustro w złoconej ramie spadło na jego krzesło. Kiedy indziej, będąc w Lyonie u Boullana, chciał się dowiedzieć, co dzieje się w jego mieszkaniu; uśpiona jasnowidzka stwierdziła, że w jego łóżku leży chory mężczyzna. Rozśmiał się, ubawiony, bo klucz zostawił u stróża, do którego miał pełne zaufanie i wiedział, że ten nie wpuściłby nikogo do sypialni. Po powrocie stróż przyznał się, że zaprzyjaźniony z nim froter zasłabł podczas pracy i spędził noc w łóżku pisarza.

Durtal, alter ego Huysmansa, był bardziej sceptyczny. Choć zazdrościł dzwonnikowi jego niewzruszonej wiary, nie potrafił uwierzyć, zniechęcały go i odpychały niektóre dogmaty. „Żeby przekonać Durtala, trzeba niezwykłych cudów” twierdził des Hermies.

III

I cud się stał, Pan Bóg obdarzył Durtala szczerą i głęboką wiarą. Ten sam niezwykły cud spotkał Huysmansa, który w jednym z listów streścił go pięknym zdaniem: „Pazurzasta dłoń Diabła zawiodła mnie do Boga”. Wkrótce po ukazaniu się książki pisarz zaczął myśleć o nowej powieści, w której przedstawiłby swoją przemianę, jakimś Tam, w dole na wspak; namawiał go do tego Boullan: „Bóg żąda od pana książki Tam, w górze, która winna odsłonić tajemnice Ducha Świętego”. W tym samym czasie, za pośrednictwem Berty Courrière, Huysmans nawiązał kontakt ze światłym i liberalnym księdzem, Arturem Mugnier, znanym w Paryżu jako „spowiednik księżnych i literatów”, który precyzyjnie i skutecznie wskazał mu drogę do nawrócenia. Pomagał w nim również Boullan, zabierając przyjaciela na pielgrzymkę do La Salette i wspierając budującymi listami. Po śmierci eksksiędza pisarz odziedziczył jego archiwum, w którym znalazł różowy zeszyt z tekstem rzymskiej spowiedzi generalnej oraz rozmaite zapiski dotyczące praktyk erotycznych – tak poznał prawdę; musiał przyznać, że Boullan był satanistą, ale nie stracił doń sympatii.

W roku 1892 zaczął pisać Tam, w górze (Là-haut), ale po kilku miesiącach przerwał pracę i zaraz podjął ją od nowa: tak powstała powieść W drodze (1895), a po niej Katedra (1898) i Oblat (1903) – dalszy ciąg losów Durtala. W notatkach dla księdza Mugniera Huysmans streścił je następująco: „Durtal, na którego łaska zaczyna już działać, pełen wstrętu do dawnego trybu życia, żałuje za grzechy i błądzi po kościołach; Bóg go przyciąga, przywary powstrzymują. Usiłuje karmić duszę Mistyką i śpiewem gregoriańskim; próbuje zrzucić starą skórę, robi krok naprzód i zaraz się cofa, upada i powstaje – aż do dnia, w którym duszpasterz uznał, że już dojrzał i wysłał go do klasztoru trapistów; […] Durtal przeżywa tam koszmarne pokusy, spowiada się i przyjmuje komunię”. Później zostaje oblatem, czyli świeckim zakonnikiem. W drodze podaje trzy przyczyny powrotu Durtala do Boga. Pierwsza to atawizm i wspomnienia z pobożnego dzieciństwa; druga, wstręt do nowoczesnego świata; trzecia, umiłowanie sztuki religijnej. Z powieści dowiadujemy się również, że des Hermies i Carhaix zmarli w odstępie dwóch miesięcy, pierwszy na tyfus, drugi na skutek przeziębienia, którego nabawił się pewnego wieczora, dzwoniąc na Anioł pański. Nie byli już potrzebni.

Przełom dokonał się nie tylko we wnętrzu Huysmansa, lecz także w jego twórczości. W cytowanych już notatkach dla księdza Mugniera wylicza: „W drodze zawiera wykład mistyki oraz rozprawkę o śpiewie gregoriańskim. Katedra, streszczenie wiedzy o rozbudowanej symbolice Średniowiecza, śledzonej we wszystkich jej przejawach i rozgałęzieniach, Pisma, kolorów, liczb, zapachów, fauny i flory (wszystko starannie udokumentowane przy pomocy benedyktynów z opactwa w Solesmes), jest w niej także studium sztuki religijnej: malarstwa prymitywistów i nowoczesnych malarzy katolickich oraz rzeźby i architektury średniowiecznej. Przegląd całej sztuki Kościoła. W Oblacie będzie opisane nie tylko życie w klasztorach, ale także ich dusza”.

Katolicyzm Huysmansa i jego ostatnie dzieła wielu księżom wydawały się podejrzane. Niebezpodstawnie, pisarz urzeczony mistyką i sztuką Kościoła był bowiem wrogiem podupadłego jego zdaniem kleru i episkopatu. Odpychała go także bezmyślna, ludowa pobożność. W roku 1996 wypłynął nieznany wcześniej rękopis zatytułowany Marzenia zgryźliwego katolika. Huysmans zaczął go pytaniem: „Dlaczego praktykujący katolik jest głupszy od niedowiarka?”. Za ostatnią ostoję katolicyzmu uważał klasztory i często je odwiedzał. Od marca 1900 do września 1901 był oblatem w opactwie św. Marcina w Ligugé. Po wypędzeniu stamtąd zakonników na podstawie nowej ustawy o kongregacjach, powrócił do Paryża. Zmarł w roku 1907 na raka jamy ustnej.

*

Powieść Là-bas dopiero w roku 2019 doczekała się dwóch wydań krytycznych: w tomie IV serii Œuvres complètes Huysmansa wydawnictwa Classiques Garnier (oprac. Jean-Marie Seillan) i w Bibliotece Plejady (oprac. Guy Ducrey i Francesca Guglielmi). Podstawą przekładu jest pierwsze z tych wydań, w przypisach wykorzystano komentarze z obu.

Ryszard Engelking

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Przedmowa. Pazurzasta dłoń Diabła, Ryszard Engelking

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie