Wydawca: Prószyński i S-ka Kategoria: Nauka i nowe technologie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 243 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Tajemnicze życie oceanów - Robert Hofrichter

Morze jest niewyczerpanym źródłem opowieści! Jedna bardziej fascynująca od drugiej!

1 337 323 000 KILOMETRÓW SZEŚCIENNYCH

- tyle wody zawierają oceany. Gigantyczne akweny, które fascynują nie tylko artystów i poetów, ale przede wszystkim oceanografów i biologów. Robert Hofrichter jest jednym z nich.

Opisuje najciekawsze historie z mokrego świata, który otacza Ziemię. Poznajemy dziwny styl życia i osobliwe praktyki seksualne pod powierzchnią wody, spotykamy przyjazne rekiny i odurzone delfiny, dowiadujemy się o monstrualnych falach, potworach z głębin i o powstaniu życia na Ziemi. Książka tak ekscytująca jak nurkowanie w oceanie!

Sekrety oceanu,

Opowieści o potędze i pięknie oceanów.

Książka jak morze – zróżnicowana i ożywcza.

Z kolorowymi ilustracjami.

Robert Hofrichter - urodzony w 1957 roku austriacki biolog, obrońca przyrody, dziennikarz i fotograf natury. Jest autorem licznych dzieł, w tym słynnego na całym świecie leksykonu grzybów. Fascynującym podwodnym światem zainteresował się w już dzieciństwie, i to zainteresowanie nie opuszcza go przez 50 lat!

Opinie o ebooku Tajemnicze życie oceanów - Robert Hofrichter

Fragment ebooka Tajemnicze życie oceanów - Robert Hofrichter

 

Tytuł oryginału

IM BANN DES OZEANS.

EXPEDITIONEN IN DIE WUNDERWELT DER TIEFE

Copyright © 2018 Gütersloher Verlagshaus, a division

of Verlagsgruppe Random House GmbH,

München, Germany

All rights reserved

Projekt okładki

Magdalena Zawadzka

© Ilustracje na okładce pochodzą

z Nouveau Larousse illustré;

ART OWL/Shutterstock.com;

Channarong Pherngjanda/Shutterstock.com

Redaktor prowadzący

Joanna Maciuk

Konsultacja naukowa

Krystian Obolewski

Redakcja

Anna Płaskoń-Sokołowska

Korekta

Małgorzata Denys

ISBN 978-83-8169-545-9

Warszawa 2018

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

 

Morze nas przeżyje,

morze przeżyje nasze dzieci i ich dzieci,

a wciąż jeszcze nie dotarliśmy

do wszystkich zakamarków jego głębin,

gdzie świat jest mroczny niczym kosmos.

Gdzie mieszka być może nie tylko kryl,

lecz także lewiatan

lub ośmiornica olbrzymia,

i wszystko to wywołuje ów dreszczyk

przebiegający po plecach.

David Hugendick: Wasser kommt, Wasser geht.

© David Hugendick

dla ZEIT ONLINE

(www.zeit.de) 19.07.2015

http://www.zeit.de/reisen/2015–07/

meer-reise-faszination-essey

-abwesenheitsnotizen

 

Dla moich przyjaciół i sojuszników

z organizacji ochrony środowiska morskiego

MareMundi, którzy próbują w przystępny sposób

wyjaśnić i unaocznić opinii publicznej największe

problemy teraźniejszości (= oceany), pokazać

przyczyny tego negatywnego rozwoju sytuacji

i wskazać drogi, dzięki którym moglibyśmy

przynajmniej spowolnić ekologiczny upadek planety.

PRZEDMOWA

Regularnie ludzie zadają mi pytanie, dlaczego mieszkaniec środkowej Europy, który przyszedł na świat 60 kilometrów od Wiednia, stał się biologiem morskim. A zatem: po pierwsze moja ojczyzna, o czym wiele osób zapewne nie wie, już od dawna jest „hotspotem” oceanografii, a po drugie już jako dziecko uległem czarowi oceanu.

Austro-Węgry pod koniec XIX wieku były znaczącą europejską potęgą, która kontrolowała niemal cały wschodni Adriatyk. Dla wczesnych oceanografów i biologów morskich z całego obszaru niemieckojęzycznego był to szczęśliwy traf. Pod wpływem relacji z podróży romantyków każdy kto tylko mógł jakoś się urządzić, udawał się nad Morze Śródziemne, które dla miłośników morza stało się swego rodzaju Elizjum, Wyspami Błogosławionych i Szczęśliwych z greckiej mitologii. Wiedeń był metropolią, w której gromadzono to, co podczas swoich podróży znajdowali odkrywcy i badacze natury. Tutaj w 1865 roku otwarto Przyrodnicze Muzeum Dworskie, z którego wykształciło się, posiadające około 30 milionów eksponatów, Muzeum Historii Naturalnej – jedno z najważniejszych muzeów przyrodniczych świata.

Od 1889 do 1919 roku dyrektorem tego muzeum był Franz Steindachner, jeden z najsłynniejszych ichtiologów i zoologów swoich czasów. Uczynił on Wiedeń centrum pierwszych badań oceanograficznych – było mi dane z nabożeństwem studiować kilka zakonserwowanych przez niego osobiście okazów ryb. Równocześnie nad Adriatykiem i w innych rejonach Morza Śródziemnego niczym grzyby po deszczu wyrosły stacje biologii morza, przy czym wiele materiału badawczego można było zgromadzić także na ówczesnych targach rybnych.

Tak zostały położone fundamenty tradycji, która w Austrii była przekazywana dalej − z pokolenia na pokolenie − a początkowy zachwyt nie zgasł do dzisiaj.

Jeden z owych badaczy morza, którzy – również w kontaktach bezpośrednich – odcisnęli na mnie niezatarte piętno, także pochodził z Wiednia. To Hans Hass. Nikt, może z wyjątkiem Jacques’a Cousteau, nie mógł mu się równać. Człowiek ten motywował dziesiątki tysięcy młodych entuzjastów Neptuna do tego, by z amatorskim sprzętem i w miarę wodoszczelnymi aparatami lub kamerami zanurzali się w morskiej toni, by gromadzić informacje o cudach podwodnego świata.

Jak widać, moja ojczyzna nigdy nie była zbytnio oddalona od morza, a w dodatku stała się mekką badań oceanograficznych.

Poza tym podwodny świat, kiedy zatknąłem się z nim po raz pierwszy, po prostu mnie zafascynował. Po pierwszych doświadczeniach w 1964 roku nad Morzem Czarnym w roku 1967 spędziłem dwa tygodnie koło Rovinj na wybrzeżu istryjskim. Od tego momentu można mnie było częściej spotkać pod wodą niż na lądzie. Wydawało mi się, że odkryłem raj. Tym silniej poruszało mnie to, jak Morze Śródziemne zmieniało się w następnych latach, i tym bardziej umacniało się moje pragnienie, by uczynić morze głównym tematem mojego życia. Nigdy nie żałowałem tych decyzji z młodości.

Dzisiaj uważam, że badanie tajemnicy wybrzeży i podwodnego świata z uczniami, bardziej lub mniej głodnymi wiedzy, to wspaniałe zadanie. Jednak bez wątpienia żyjemy w innej epoce niż moi koledzy ze „starych, dobrych czasów” i ja sam pół wieku temu. Także dzisiaj można jeszcze odkryć coś nowego, jednak o wiele istotniejsze jest, by ochronić to, co jest jeszcze do zachowania i uratowania z mórz i wybrzeży.

Płomień zachwytu morzem wciąż płonie – i to jest najważniejsze. Dlatego chciałbym zabrać czytelników tej książki w bezkresną toń oceanu, do tajemniczego świata pod wodą. Nic na tej Ziemi nie byłoby możliwe bez morza, bez niego w globalnych procesach nic by nie funkcjonowało. Nie byłoby ani ułamka różnorodności życia, o ile w ogóle istniałoby życie. Tak więc mam nadzieję, że za pomocą tej książki uda mi się zaszczepić w Tobie zachwyt i zyskać nowego sojusznika w sprawie ochrony mórz, z których pochodzi wszelkie życie.

Robert Hofrichter

Salzburg, grudzień 2017 r.

Z CZYTANKI POSEJDONA

Zasoby morskich opowieści są niewyczerpane

Nie ma jednego właściwego sposobu

postrzegania natury.

Są ich setki.

Kurt Tucholsky

Morze to niewyczerpane źródło opowieści! Jedna jest bardziej fascynująca od drugiej! A zatem od czego zacząć? Weźmy pod lupę narodziny oceanu oraz nieustanne falowanie w górę i w dół poziomu mórz, puzzle tektoniki i wybrzuszenia. Wyobraź sobie następujące jedna po drugiej gigantyczne fale, w żargonie marynarskim zwane trzema siostrami, olbrzymie pojedyncze fale zwane Kaventsmann i inne monstrualne fale, które nawet u najbardziej doświadczonych marynarzy wywołują ciarki na plecach. Posłuchaj o tym, że woda nie jest niebieska, zwróć się ze mną ku okolicznościom powstania i rozwoju życia, które zaczęło się w morzu. Poznaj niezwykłą różnorodność morskich gatunków, nieskończoną paletę modeli płci oraz niuanse rozmnażania w mokrym środowisku, które ma mało wspólnego z „modelem tato-mama-dziecko”. Pozwól się zadziwić zachwycającymi przyjaźniami, formami współpracy i symbiozy stworzeń morskich, dowiedz się, że temu fenomenowi zawdzięczamy największą budowlę świata. I licz się z dreszczykiem emocji, kiedy przedstawię Ci najbardziej jadowite stworzenia mórz, zabiorę w podróż do wczesnego okresu historii Ziemi i pokażę najbardziej przerażające stwory Neptuna, postrachy mórz z ostatnich 400 milionów lat.

Naturalnie musisz się pogodzić z tym, że najprawdopodobniej trzeba będzie się pożegnać z niektórymi ulubionymi stereotypami i przesądami: na przykład z tym, że delfiny wcale nie są takie dobre, jak złe powinny być rekiny. Z żyjących dziś około 530 gatunków rekinów tylko kilka stwarza potencjalne niebezpieczeństwo dla człowieka. Śmierć od ugryzienia rekina należy do najmniej prawdopodobnych przyczyn zgonów człowieka na tej planecie. Bardziej możliwe jest rozszarpanie na strzępy przez psa lub zdeptanie przez krowę.

Chciałbym też przybliżyć Ci fascynującą historię relacji naszego gatunku z oceanem. Zdradzę, że nasi przodkowie byli wyjątkowymi smakoszami z upodobaniem do frutti di mare, a w menu neandertalczyków figurowały takie pozycje, jak delfin lub stek z foki mniszki śródziemnomorskiej.

Dowiodę też, że człowiek potrzebuje morza, natomiast morze człowieka nie. Jako gatunek ludzki jesteśmy całkowicie obojętni oceanowi. W historii Ziemi miał on do czynienia z niezliczonymi gatunkami − pojawiającymi się oraz znikającymi − i nawet jeśli bardzo mu dokuczymy, prędzej zniszczymy siebie niż morze.

Różnorodność życia wywodzi się z morza

Biolodzy podkreślają znaczenie wody dla cudu życia: po uformowaniu się Ziemi − około 4,6 miliarda lat temu − powierzchnia nowego ciała niebieskiego sprawiała wrażenie piekielnego spektaklu. O idyllicznej Błękitnej Planecie nie mogło być jeszcze mowy. Nieustannie bombardujące meteoryty i wielki upał sprawiały, że jeśli nawet gdzieś pojawiała się woda, natychmiast wyparowywała. Jednak dzisiaj coraz więcej naukowców przyjmuje, że właśnie te pociski przylatujące z kosmosu przynosiły na Ziemię zamrożoną wodę, z której powstały przyszłe oceany. W stosunkowo krótkim − z punktu widzenia historii Ziemi − czasie musiał się uformować praocean archaiku, ponieważ w jego głębinach stopniowo powstawało coś nowego, byt nazywany życiem. Zgodnie z dzisiejszą wiedzą pierwsze skamieniałe świadectwa tej tajemniczej formy istnienia materii to nitkowate komórki, które najprawdopodobniej należy przyporządkować do cyjanobakterii zwanych potocznie sinicami. Znaleziono je w skałach krzemionkowych zachodniej Australii.

To, jak stopniowo, choć jednocześnie z zawrotną szybkością, rozwijało się życie i jak późno pojawiliśmy się my, ludzie, okazuje się, kiedy minione eony, epoki dziejów Ziemi od momentu uformowania planety, skompresujemy do jednego dnia − dnia, który zaczyna się o północy. Powiedzmy więc, że pierwsze proste formy życia pojawiły się rankiem, kwadrans przed szóstą. Dopiero wpół do dziesiątej wieczorem wykształciły się ryby, a sekundę przed północą – człowiek. Początek tego procesu miał miejsce w oceanie. Biorąc pod uwagę wszystkie dyskusje i wątpliwości, dziś wydaje się najbardziej prawdopodobne, że życie wykształciło się w jego odmętach wokół hot vents, kominów hydrotermalnych (ryftowych) znajdujących się w morskich głębinach. I tym pierwszym formom życia udało się coś, co sprawiło, że możliwe stało się wszystko inne: około 2,5 miliarda lat temu cyjanobakterie praoceanu zaczęły uwalniać do atmosfery, wówczas jeszcze beztlenowej, tlen − jako produkt uboczny. Niesprzyjająca życiu mieszanka gazów atmosfery przekształciła się w powietrze, którym oddycha życie. Jeszcze dziś fitoplankton oceanów daje światu powietrze do oddychania. Drobne, często jednokomórkowe organizmy, tak zwane mikroglony z różnych grup pokrewieństwa, miriadami unoszą się w morzach wraz z prądami i fotosyntezują. Przy okazji produkują rocznie część z ważącej od 105 do 115 miliardów ton biomasy w oceanie – podstawę wszystkich morskich sieci pokarmowych. Zielone płuca naszej planety tak naprawdę są błękitne!

Próba uchwycenia różnorodności gatunkowej: spis powszechny w oceanie

To, co zaczęło się w głębinach od jednokomórkowców, przekształciło się w trudną do oszacowania różnorodność życia. Wyraźnie widać to w przypadku mało atrakcyjnej (na pierwszy rzut oka), ale tym bardziej znaczącej grupy zwierząt. Nicienie (Nematoda) rzeczywiście nie wyglądają efektownie, są bowiem właśnie tym, co sugeruje ich nazwa − przypominają drobne, cieniutkie niteczki. Niektóre szczegóły ich anatomii widać dopiero pod mikroskopem, jednak nawet dla największych ekspertów prawdziwą łamigłówką jest określenie, o jaki rodzaj nicienia chodzi. W samym Morzu Śródziemnym opisano ponad 700 gatunków, na całym świecie jest ich 30 tysięcy. Zoolodzy podkreślają, że liczby te dotyczą tylko uznanych gatunków, a zatem tych, które zostały zaakceptowane jako osobne gatunki przez biologów. I teraz do gry wchodzą szacunki, jeszcze długo bowiem nie będzie można powiedzieć, że każdy osobnik z typu Nematoda został naukowo sklasyfikowany. Niektórzy uważają, że musi istnieć co najmniej milion gatunków nicieni, inni oceniają ich różnorodność na 10 milionów, podczas gdy niekiedy jest mowa nawet o 100 milionach!

Ta ostatnia liczba zapewne jest dalece przesadzona, unaocznia jednak problem z dokładnym skwantyfikowaniem różnorodności gatunkowej. Biologom morskim przeszkadzała ta niepewność, postanowili więc, w ramach tak zwanego Census of marine life, przeprowadzić spis powszechny oceanów. Policzyć wszystkie nicienie to naprawdę niełatwe zadanie dla nieco ponad 2700 ekspertów z ponad 80 krajów. Obecnie rzeczywiście ustalona liczba gatunków w oceanach wynosi (nie wliczając mikroorganizmów) około ćwierci miliona. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to szczególnie dużo, kiedy porówna się tę liczbę z wieloma milionami biologicznych gatunków żyjących na lądzie. Liczby te jednak osiągają takie poziomy z powodu owadów, a zwłaszcza chrząszczy. W lasach deszczowych jest ich zatrzęsienie, nieogarniona liczba, którą można tylko szacować. Dopiero kiedy odejmiemy od bilansu te owady, uzyskamy solidne wyobrażenie o relacjach różnorodności gatunkowej na naszej planecie. I wtedy staje się jasne, że liczba gatunków żyjących w morzach jest olbrzymia. Badacze uważają, że w oceanach żyje jeszcze co najmniej 750 tysięcy kolejnych gatunków, a niektóre szacunki zakładają liczbę nawet ponaddwukrotnie większą. Trzeba przy tym pamiętać, że nie uwzględniono tu mikroorganizmów, a tych mogłoby być nawet milion gatunków.

Konkurs na różnorodność biologiczną: rafa koralowa vs las deszczowy

Kiedy spojrzeć nie tylko na różnorodność gatunkową morza, lecz także na liczbę żyjących w nim wielkich grup zwierząt, czyli typów, ponownie rzuca się w oczy imponująca różnorodność biologiczna oceanów, zróżnicowanie zamieszkujących je form życia. Odpowiadają one wielkim liniom rozwojowym ewolucji. Są tam gąbki, parzydełkowce, stawonogi, mięczaki, szkarłupnie i kręgowce oraz mnóstwo innych. Obecnie zoolodzy wyróżniają około 30 typów zwierząt, z czego większość to typy wyłącznie albo głównie morskie.

Jak imponująca jest ta różnorodność, potwierdzą wszyscy, którzy mieli okazję nurkować z fajką lub butlą w hotspotach wszechoceanu w regionie australijsko-azjatyckim (np. wokół Nowej Gwinei), a być może odwiedzili też las deszczowy − las deszczowy jest zielonym piekłem, w którym często przez cały dzień można zobaczyć tylko kilka większych zwierząt. Część różnorodności skrywa się tu w koronach drzew sięgających na wysokość ponad 40 metrów – na jednym gatunku drzewa może żyć ponad 1000 gatunków chrząszczy. O poranku i wieczorem słyszy się co prawda śpiew ptaków, jednak rzadko można je zobaczyć. Różnorodność biologiczna dżungli jest niesamowita, ale ukryta, natomiast bogactwo biologiczne raf koralowych jest w pełni odsłonięte, wyeksponowane przed naszymi oczami. Na każdym metrze kwadratowym znajdujemy feerię barw i form, aż trudno byłoby to namalować bardziej kolorowo i z większą fantazją. Nawet nurkowanie połączone z obserwacją raptem jednego metra kwadratowego nigdy nie mogłoby być nudne. Piękno i różnorodność tych raf są nie do opisania. Ryb żyjących w rafach bardziej kreatywnie nie zdołałby wymyślić sam Salvador Dali. Wystarczy wyszukać w Internecie zdjęcie ryby rogatnicowatej z ubarwieniem godnym Pabla Picassa, żeby się o tym przekonać. A każda inna z 2500 gatunków ryb pływających w tych rafach, najbogatszych pod względem bioróżnorodności, jest nie mniej wyjątkowa. W rafie koralowej różnorakości biologicznej nie trzeba szukać − rzuca się w oczy jak nigdzie indziej na Ziemi.

Zróżnicowanie seksualności

Ta różnorodność biologiczna musi się utrzymywać i rozmnażać. Pod wodą również seksualność jest pełna niespodzianek i fascynującego zróżnicowania. W bezkresnych i w większości ciemnych głębinach oceanu wyidealizowane wyobrażenie o pełnych rodzinach i ustalonych rolach płciowych traci rację bytu. Tutaj potrzebna jest o wiele barwniejsza paleta strategii, by znaleźć partnera lub partnerkę.

Interesujący jest przy tym tak zwany dymorfizm płciowy: dwie płcie pewnego gatunku mogą mieć zupełnie inne rozmiary i postać. Weźmy na przykład ośmiornice Tremoctopus violaceus, głowonogi żyjące w większych głębinach, występujące także w Morzu Śródziemnym. W ich przypadku dymorfizm płciowy osiągnął niesłychane rozmiary: samice są 40 tysięcy razy cięższe niż ich partnerzy rodzaju męskiego, którzy są tak maleńcy jak źrenica samicy. Pod tym względem ośmiornica ta zalicza się do rekordzistów w świecie zwierząt. Trzeba mieć sporo odwagi, by mierząc trzy centymetry i ważąc raptem ćwierć grama, stanąć na drodze samicy ważącej dziesięć kilogramów.

Także inne ośmiornice – które, jak wiadomo, mają osiem ramion – rozwinęły dość zaskakujące praktyki seksualne. U samców jedno z tych ramion specjalnie się dostosowało i stało się narządem kopulacyjnym − służy on do przenoszenia pakietów z nasieniem do jamy płaszczowej samicy. Zoologowie nazywają to ramię hektokotylusem. Niektóre głowonogi posługują się nim jednak w szczególny sposób: w ich przypadku końcówka wypełnionego nasieniem ramienia kopulacyjnego zostaje oddzielona od ciała samca i samodzielnie podpływa do samicy, by zapłodnić jaja. Można powiedzieć, że to taka autonomiczna jednostka zapładniająca. Samiec – teraz bez swojego hektokotylusa – spełnił już swoje zadanie i wkrótce umiera.

Oddzielony i działający samodzielnie hektokotylus jest legendą wśród biologów morskich. Zwrócił na niego uwagę już ojciec biologii − Arystoteles, jednak jego obserwacje z biegiem czasu poszły w zapomnienie. Ponad 2000 lat później wielki przyrodnik Georges Cuvier uznał tego małego „robaka” za pasożyta samicy i ochrzcił go mianem hektokotylusa. Musiało minąć sporo czasu, aż badaczom udało się odkryć prawdziwą naturę tego dziwacznego procesu.

Karłowate samce, których cel życia jest zredukowany do minimum, występują wśród zwierząt morskich częściej. Warto się przyjrzeć choćby szczetnicy Bonelia viridis, którą także można spotkać w Morzu Śródziemnym. Podczas gdy ciemnozielone samice osiągają długość tułowia do 30 centymetrów, samce mają raptem dwa milimetry długości. Wyglądają zupełnie inaczej niż ich partnerki, dlatego przez długi czas uważano je za pasożytnicze płazińce. Faceci z gatunku Bonelia w zasadzie nie prowadzą samodzielnego życia. Przez cały czas egzystują w macicy samicy.

Niezróżnicowane płciowo larwy z rodzaju Bonelia unoszą się w planktonie, a kiedy przez dłuższy czas nie spotkają samicy, same stają się samicą. Natomiast produkowany przez samice feromon przy bliższym spotkaniu może je skłonić do tego, by ponownie stały się mikroskopijnymi samcami. Nadzwyczaj skomplikowany i trudny do przejrzenia bieg wydarzeń jest intensywnie studiowany, wydaje się jednak efektywny: znajdowano już nawet 85 samców w jednej samicy. W tym kontekście pojęcie poliandrii (wielomęstwa) nabiera całkiem nowego znaczenia.

Jednak to nie szczetnice szczycą się najbardziej ekstremalnym sposobem reprodukcji wśród zwierząt morskich. U wielu grup występuje tak zwana traumatyczna inseminacja. Już sam ten termin sugeruje, że nie chodzi o wymianę czułości. W przypadku traumatycznej inseminacji samce nie wprowadzają swojego penisa do otworu w ciele samicy, nawet jeśli takowy jest dostępny, lecz przebijają jej skórę, by złożyć nasienie. Robią tak na przykład przepiękne, niezwykle kolorowe, a do tego dwupłciowe wirki. U niektórych gatunków może wręcz dochodzić do pojedynków na penisy, podczas których partnerzy (którzy zawsze są obojnakami) toczą walkę, szczególnie zajadłą i bohaterską ze względu na to, że obaj mają po dwa penisy. Zwycięzca przeprowadza traumatyczną inseminację i przez to niejako wchodzi w rolę samca, natomiast zapłodniony wirek przyjmuje nużącą rolę przyszłej matki, w której ciele dojrzewają jaja. Tymczasem tryumfator pozostaje wolny i może zwrócić się ku innemu obupłciowemu przedstawicielowi swojego gatunku. Podobne zjawisko można zaobserwować u morskich ślimaków nagich i licznych innych bezkręgowców.

By zaoszczędzić sobie sprawiającego wrażenie beznadziejnego poszukiwania partnera seksualnego w bezkresnych odmętach oceanów (to jak szukanie igły w stogu siana), wiele gatunków stawia na obupłciowość lub hermafrodytyzm. Rozdzielnopłciowe samce i samice (lub nawet osobniki obojnacze) poszczególnych gatunków najpierw muszą bowiem w ogóle na siebie trafić. Wiele ryb żyjących w pobliżu wybrzeży albo raz za razem zmienia płeć, albo jest symultanicznymi obojnakami.

Wszystko to tylko pierwszy rzut oka na niezwykły świat seksualności w głębinach oceanów. Kryje on w zanadrzu wiele kolejnych, czasem brzmiących obłąkańczo, historii, które poznamy w osobnym i – obiecuję – długim rozdziale. Teraz jednak przejdziemy do innego tematu, również mocno związanego z zagadnieniem moralności.

Dobre złe delfiny

Niektórzy ludzie miewają bardzo ekstrawaganckie pomysły. Na przykład Adam Walker, więcej niż dobrze wytrenowany pływak z Anglii, chciał przepłynąć mierzący 26 kilometrów odcinek niespokojnych wód Cieśniny Cooka między dwiema głównymi wyspami Nowej Zelandii. Nie chodziło mu o bicie rekordu dla samego rekordu − Walker chciał zdobyć pieniądze dla instytucji charytatywnej Whale and Dolphin Conservation Society, działającej na rzecz ochrony waleni i delfinów. Cieśnina Cooka nie była dla niego pierwszym wyzwaniem pływackim: Walker przepłynął już kanał La Manche, Cieśninę Gibraltarską, kanał Molokai (Hawaje), kanał Catalina (Kalifornia), cieśninę Tsugaru (Japonia, między Honsiu i Hokkaido), a także Kanał Północny (między Szkocją i Irlandią Północną). Miał więc już na koncie niemal całą Koronę Oceanów.

W pewnym momencie ambitny Walker zauważył, że towarzyszy mu wprawdzie niezbyt wielki, ale jednak rekin − żarłacz biały. Dla pływaka to nadzwyczaj niepokojące towarzystwo. Niemal równie szybko jak rekin pojawiła się jednak grupa dziesięciu delfinów i z miejsca wzięły one pływaka pod swoją opiekę. Ssaki morskie pozostały przy Walkerze, dopóki rekin nie odpłynął. Czyż to nie bajkowa historia? Człowiek bije rekord, aby zdobyć fundusze na ochronę waleni i delfinów, a podczas swoich zmagań jest ochraniany właśnie przez delfiny!

Opowieść ta idealnie pasuje do naszego wyobrażenia na temat tych ssaków morskich. Delfiny wydają się nam wręcz nadnaturalnie miłe; są niczym ambasadorzy lepszego świata: wysoce inteligentne, ciekawskie, łatwo się uczące i dostosowujące, wyposażone w dobrą pamięć, niezwykle uspołecznione. Są w stanie przewidywać konsekwencje swoich działań i dlatego mogą planować swoje posunięcia. Poza tym potrafią się rozpoznać w lustrze − to wyjątkowa umiejętność, którą mogą się wykazać tylko nieliczne zwierzęta. Wielu etologów (badaczy zachowań zwierząt) sądzi, że osobniki, które ją posiadają, mogą też rozwinąć w sobie współczucie i gotowość niesienia pomocy. I rzeczywiście delfinie matki smucą się, gdy umiera ich dziecko; nie chcą go opuścić i wypychają ku powierzchni wody, żeby mogło oddychać. Faktu śmierci delfiny nie mogą pojąć – ani się z nim pogodzić – tak samo jak my. Zwierzęta te mogą odczuwać psychiczny ból i zmagać się z traumami. Czy wolno nam zatem zamykać je w betonowych basenach, aby koncerny czerpały z nich zyski? „Sądzę, że one mnie chroniły, towarzyszyły mi w drodze do domu!”, napisał Walker o swoich doświadczeniach z tymi fascynującymi zwierzętami.

Jednak mimo wszystko nie powinniśmy zapominać, że ssaki morskie to dzikie zwierzęta oceanu, które nie mają ludzkich wyobrażeń o moralności. Delfiny są tak silne, że bez trudu mogłyby zabić człowieka, gdyby tylko chciały. Nie dla wszystkich ludzi spotkanie z tymi zwierzętami było tak przyjemne jak dla Adama Walkera. Mogą się bardzo rozgniewać, stają się wręcz choleryczne, uderzają wtedy płetwą ogonową w wodę i stukają szczękami. Te inteligentne istoty są najwyraźniej zdolne także do złego, podobnie jak nasi kuzyni − szympansy. Większe delfiny dręczą mniejsze − dla zabawy lub z innych przyczyn − niekiedy nawet wyrządzają im krzywdę, gwałcą samice z własnego lub innego gatunku, a także uprawiają masturbację, przez Kościół długo uważaną za ekstremalnie grzeszną. Nie cofną się nawet przed nachalnym molestowaniem pływających kobiet! Młode samce niezawodnie rozpoznają, które istoty ludzkie ubrane w piankę do nurkowania są płci żeńskiej. Kobiety często muszą szukać bezpiecznego schronienia i uciekać z wody.

Badacze procesów starzenia opowiadają o matuzalemach, rekinach polarnych i innych starcach

Głodne miłości młodociane delfiny, prastare stwory z głębin, są fenomenem – istnieją jednak też inne, mniej znane. Kiedy napięcia dynastyczne w Europie osiągnęły apogeum, doprowadzając do wybuchu straszliwej wojny trzydziestoletniej, kończący ją pokój westfalski wprowadził nowe porządki w Europie, a Król Słońce − Ludwik XIV − odwrócił się od tolerancji religijnej, w lodowato zimnych wodach arktycznych narodził się rekin. Niemal 400 lat później wciąż jeszcze żył − został przebadany przez naukowców, którzy określili jego wiek, a następnie uwolnili do jego środowiska. Tym samym jak dotąd najsłabiej poznany i przebadany rekin polarny (Somniosus microcephalus) stał się najstarszym znanym kręgowcem i wyprzedził dotychczasowego rekordzistę, żółwia olbrzymiego, osiągając dwukrotnie lepszy wynik.

Bezkresna toń Morza Arktycznego, pozbawione światła głębiny sięgające 2000 metrów, to zupełnie inny świat, w którym życie trudno sobie wyobrazić. Tutaj nie można być wybrednym, jeśli chodzi o jedzenie. Rekin polarny zjada wszystko, co trafi mu między zęby. Po dość długim okresie dojrzewania – w wieku około 150 lat w końcu osiąga też dojrzałość płciową. A jeszcze później, bo po następnych 100 lub 150 latach, dorasta do swej maksymalnej długości − sześciu−siedmiu metrów, czasem ponad, co czyni go jednym z największych żyjących współcześnie gatunków rekina.

Jakim cudem badacze mogą być pewni, że udało im się schwytać tak długowiecznego osobnika? Konwencjonalnymi metodami naukowymi rzeczywiście nie da się określić wieku zwierząt. Z pomocą przychodzi naukowcom stara dobra metoda węgla 14C. Potrzebna do badania próbka jest pobierana z soczewek oczu, wyjątkowej tkanki, która podczas nieustannej „przebudowy” ciała prawie się nie zmienia. Centrum soczewki zawiera tym samym chemiczną sygnaturę, z której udaje się wydobyć informacje pozwalające ustalić wiek.

Osiąganie takiej długości życia wydaje się zarezerwowane przede wszystkim dla mieszkańców zimnych wód − wale grenlandzkie mogą dożyć 200 lat, podczas gdy orki oceaniczne osiągają „tylko” połowę tego wieku. Stworzenia z kręgosłupem i tak nie mogą konkurować pod tym względem z bezkręgowcami − w rejonie Antarktydy żyją wielkie gąbki, które przypuszczalnie mają 10 tysięcy lat.

Także oceanografowie chcą snuć swoje opowieści

Brodzikiem wszystkich przedstawionych stworzeń jest wszechocean, bezkresne kontinuum. Odległości od punktu A do punktu B są jednak w tym brodziku przeogromne. Można by sądzić, że z tego powodu różne oceany i regiony są od siebie odizolowane i mają niewiele wspólnego, jednak natura znalazła sposób, żeby je zbliżyć.

Zimą setki milionów metrów sześciennych wody morskiej na skraju antarktycznego i arktycznego paku lodowego zamarzają, stają się coraz zimniejsze i coraz bardziej słone. Na lekcjach fizyki uczyliśmy się, że zimna woda robi się gęstsza i − do temperatury czterech stopni Celsjusza − zgodnie z fenomenem, który nazywamy anomalią gęstości wody, coraz cięższa. Opada zatem w głębiny oceanu. Rotacja Ziemi wprawia te masy wody w ruch, nic na naszej planecie nie pozostaje bowiem statyczne, nawet to, co z perspektywy niewielkiej długości naszego życia nazywamy lądem stałym. Obroty Ziemi i wzbudzana przez nie siła Coriolisa wypychają zimną, ciężką wodę w określonym kierunku, lecz na drodze stają jej kontynentalne masy.

Pomimo przeszkód woda znajduje sobie drogę i powstaje obejmujący cały świat system cyrkulacyjny, który oceanografowie nazywają globalnym pasem transmisyjnym i cyrkulacją termohalinową. Niewyobrażalne masy wody suną niczym gigantyczna fala powodziowa nad podmorskimi górami, dolinami, kanionami i równinami abisalnymi. Dopiero tysiące lat później wracają na powierzchnię − do punktu wyjścia − i zaczynają nowy cykl. Podczas gdy my pracujemy, śpimy, zakładamy rodzinę, wychodzimy do knajpy z przyjaciółmi, a w końcu, niestety, także przemijamy, te miliony metrów sześciennych wody niezawodnie przesuwają się wokół globu, transportując ciepło, substancje oraz wiele innych rzeczy – w naszych czasach także plastikowe kaczuszki, które wypadły ze statku do morza. Niewielu ludzi wie cokolwiek o tym globalnym pasie transmisyjnym, który jest tak odległy i – wydawałoby się − nieistotny dla naszego codziennego życia. Jednak tylko na pierwszy rzut oka. Gdzieś na powierzchnię oceanów musi bowiem wypłynąć dokładnie tyle samo wody morskiej, ile zostało przetransportowane w głębiny, żeby wyrównać bilans mas wody. Tak powstaje Prąd Zatokowy, czyli Golfsztrom, który z ośrodka swojego powstawania w ciepłych morzach Ameryki Środkowej przenosi ciepło w poprzek przez Atlantyk i dba o to, żeby w jednych miejscach kuli ziemskiej zimy były łagodne, podczas gdy na przykład w Moskwie, gdzie panuje klimat kontynentalny, ludzie muszą wyczekiwać wiosny, borykając się z lodowatym chłodem.

Badacze klimatu o efekcie cieplarnianym

Istnieje jeszcze jeden cykl morski, o którym wie niewielu ludzi. Także węgiel nie jest po prostu statycznym elementem środowiska, lecz częścią gigantycznego, obejmującego cały świat systemu regulacyjnego z mechanizmem sprzężenia zwrotnego. W sposób, który nie różni się od pasa transmisyjnego, kontroluje on efekt cieplarniany na naszej planecie. Wiemy to z wiadomości: gdy jest go zbyt dużo, jest szkodliwy, powoduje podnoszenie się poziomu morza, klimat staje się wtedy zbyt ciepły i niestabilny, z wieloma burzami. Z drugiej strony gdyby było go za mało, moglibyśmy umrzeć z głodu. Naukowcy nazywają to cyklem węglanowo-krzemianowym. Przebiega on zgodnie z rytmem obejmującym pół miliona lat.

Cykl ten reguluje długoterminowo zawartość dwutlenku węgla w atmosferze i wyrównuje odstępstwa od normy. Atmosferyczny dwutlenek węgla opada wraz z deszczem w postaci słabego kwasu węglowego na skały, wywołując erozję skał krzemianowych, w wyniku czego węgiel jest wiązany przez krzemiany wapnia do postaci mineralnej (np. węglanu wapnia). Teraz jest zatem pewnie zmagazynowany „w piwnicy”, niczym ziemniaki na zimę, nadmiar węgla uczyniłby bowiem Ziemię bardzo nieprzyjemnym miejscem. Nie pozostaje jednak w piwnicy na zawsze, bo w którymś momencie zaczęłoby nam go brakować. Przecież także my sami, wszystkie istoty żywe, jesteśmy zbudowani z węgla. W wyniku procesów tektonicznych powierzchniowe warstwy obejmujące naszą piwnicę dostają się głębiej, gdzie się stapiają, przekształcając się w magmę. A przy okazji węgiel znów się uwalnia i jako dwutlenek węgla ulatuje z wulkanów, by rozpocząć nowy cykl.

Mare nostrum – na wybrzeżach morza rozkwitał nasz intelekt

Fakt, że dziś do atmosfery dociera już nie tylko węgiel uwalniany przez magmę, lecz także dwutlenek węgla, który dotychczas był związany w paliwach kopalnych, to wynik trwającego od około 10 tysięcy lat i nabierającego coraz większego tempa rozwoju ludzkiej cywilizacji. Jeśli chodzi o Europę i Zachód, istotne korzenie współczesnej cywilizacji tkwią nad Morzem Śródziemnym i na wschód od niego. Niemal wszystko, co określa nasze współczesne życie, ma swoje początki właśnie tam. Sokrates, Platon, Arystoteles – oni położyli zasadnicze fundamenty naszego rozwoju intelektualnego. I nie jest przypadkiem, że umysł człowieka nie poczynił tak wcześnie tak wielkich postępów na lodowatej Syberii, lecz właśnie dookoła Morza Śródziemnego, łagodnego pod względem klimatycznym, nad którym, swobodnie parafrazując Platona, ludzie siedzieli niczym żaby nad stawem. Porównanie myśliciela nie było przypadkowe, bo już przedsiębiorczy Grecy od wybrzeża Hiszpanii i południowej Francji aż po Morze Czarne założyli ponad 150 osiedli i kolonii, które były stroną żwawej wymiany.

Przebłyski intelektu, filozofowanie, są ściśle związane z przyjemnym otoczeniem: subtropikalny, śródziemnomorski klimat jest do tego stworzony (szczególnie cień drzewa oliwnego, które jest optymalnym drzewem charakterystycznym dla tego regionu), zwłaszcza gdy można się mentalnie wzmocnić sfermentowanym sokiem kolejnej śródziemnomorskiej rośliny, Vitis vinifera, winnej winorośli. Tylko łagodzący wpływ olbrzymiego akwenu może zapewnić tak błogi i inspirujący klimat. Fizyka mówi dość lakonicznie o specyficznej pojemności cieplnej wody, a ta jest o wiele większa niż w przypadku większości znanych nam materiałów. To kolejna cecha szczególna cudownej substancji, która pokrywa niemal 70 procent powierzchni Ziemi i składa się z wodoru − najczęściej występującego elementu wszechświata, który łączy się z najpowszechniejszym elementem na Ziemi, tlenem. To substancja złożona z pozornie prostych molekuł, jednak z ponad 40 różnymi anomaliami, które różnią ją od każdej innej cieczy. W czasach global change (globalnej zmiany) związki między wszechoceanem a regulacją klimatu, wpływ morza i jego krajobrazów na wszystko dookoła to tematy, które są na ustach wszystkich ludzi i tylko prezydent Stanów Zjednoczonych ze swoją blond czupryną powątpiewa w to, co oczywiste.

Za intelektualnymi postępami naszego gatunku kryją się zatem obiektywne czynniki naturalne, które sprawiły, że centrum wczesnej cywilizacji, która dziś odciska piętno na całym świecie, znalazło się akurat we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego i dalej na wschód w przylegającym do niego rejonie Żyznego Półksiężyca. Klaus Held w swojej rozprawie o odkryciu świata u Greków i początkach Europy napisał: „Kto jest biedny i nie ma czasu do stracenia, bo musi pracować na swoje codzienne utrzymanie, ten nie może sobie pozwolić na luksus takiego myślenia. Dlatego trafnie stwierdził Arystoteles, że ludzie zaczęli filozofować, ponieważ mieli wolne chwile, to znaczy wolny czas niepodlegający presji zaspokajania konieczności życiowych. Tylko w wolnym czasie, jaki zapewniało im życie w dobrobycie, mieszkańcy Jonii mogli w tak radykalnie nowy sposób otworzyć się na świat”.

Wytwory umysłu, wyrzucone na brzeg niczym resztki zatopionego statku, także w kontekście religijnym gromadziły się nad morzem. Znajdowała się tu ojczyzna nie tylko panteonu bogów greckich i rzymskich. Na obszarze przylegającym do wschodniego wybrzeża lewantyńskiego, wśród członków nielicznego − i w kontekście skali globalnej nieznaczącego − ludu, żyjącego w górach Kanaanu, pojawiła się najwidoczniej przekonująca idea jedynego Boga (była to prawdziwa rewolucja umysłowa): monoteizm Izraelitów w późniejszej formie judaizmu, chrześcijaństwa i islamu miał się stać dominującą formą religijności na świecie, zjednoczoną pod patronatem ojca założyciela − Abrahama.

Złożyliśmy właśnie, poniekąd w formie przekąski, niewielką mozaikę z najróżniejszych morskich kamyczków. Jednak by bardziej wnikliwie przeanalizować poszczególne tematy, potrzebujemy wyczerpujących rozdziałów. Zapraszam Cię na ekscytującą, odkrywczą wyprawę.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

PRZEDMOWA

Z CZYTANKI POSEJDONA

Różnorodność życia wywodzi się z morza

Próba uchwycenia różnorodności gatunkowej: spis powszechny w oceanie

Konkurs na różnorodność biologiczną: rafa koralowa vs las deszczowy

Zróżnicowanie seksualności

Dobre złe delfiny

Badacze procesów starzenia opowiadają o matuzalemach, rekinach polarnych i innych starcach

Także oceanografowie chcą snuć swoje opowieści

Badacze klimatu o efekcie cieplarnianym

Mare nostrum – na wybrzeżach morza rozkwitał nasz intelekt

KIEDY NARODZIŁY SIĘ OCEANY

Skąd się bierze woda na Ziemi

Jak sól dostaje się do morza?

Jak tektonika układa puzzle

Nieustanne falowanie

POWYBRZUSZANE OCEANY, ZIEMSKI KARTOFEL I GRZBIETY FAL

Co wiedzieli starożytni Grecy

Niełatwa do zrozumienia siła ciężkości

Pożegnanie z wyidealizowaną kulą ziemską

Siła odśrodkowa vs siła ciężkości

Masa pod naszymi stopami

Wpadka z punktem zero

POTWORY NIE ISTNIEJĄ, MONSTRA – OCZYWIŚCIE, ŻE TAK

Przerażenie z dzienników okrętowych

Monstrualne fale

Zrozumieć fale

Jak ocean zabija

DLACZEGO MORZE JEST BŁĘKITNE, A MIMO TO NIE MA MORZA BŁĘKITNEGO

Woda nie jest niebieska

A jednak nie ma Morza Błękitnego…

MORZA I WIELKI WYBUCH EWOLUCJI

Eksplozja życia boskim aktem stwórczym?

Fauna ediakarańska: przyjazny oceaniczny świat prekambru

Bajka o stabilności klimatu

Bezruch i bierność stały się problemem

STAGNACJA JEST REGRESEM

Zator jest uciążliwy… a nawet śmiertelny

Transmisyjne pasy życia

Czy tylko dwa niepozorne czynniki dbają o pas transmisyjny życia?

Stagnacja i największe znane masowe wymieranie w historii Ziemi

Trucizna o nazwie siarkowodór

Nieszczęśliwy splot niekorzystnych okoliczności

Jeziora ostrzegają

Jak olbrzymy transportowały substancje odżywcze

OJCOWIE I MATKI, ŻYCIE W SAMICY I INNE OSOBLIWOŚCI

Czemu służy seks?

Dlaczego seks jest nieodzowny

Seks masowy lub szukanie partnera – warianty gry

Nawet najprostsza forma seksu w morzu jest skomplikowana

Nie z tego świata: tajemnice masowego wesela koralowców

Palolo: wielkie i małe wesele robaków w Pacyfiku

Węgorze: niepojęte wędrówki związane z miłością

Nierozwiązana zagadka w Atlantyku: migracje żółwi morskich na Wyspę Wniebowstąpienia

DLACZEGO MOŻNA TYLKO POŻERAĆ LUB ZOSTAĆ POŻARTYM…

Podziękowania dla małych czyścicieli

Stacje oczyszczania i fałszywi przyjaciele

Kolejni czyściciele: potrzeba czyszczenia u ryb jest wielka

Nierównoważne przyjaźnie

Bohaterski Nemo i jego ukwiał: ideał przyjaźni

Ryba babka i krab pod jednym dachem

NAJWIĘKSI BUDOWNICZOWIE W HISTORII KULI ZIEMSKIEJ

Czterej Królowie i rajski trójkąt

Topografia i parzydełkowce: jak rafy stały się tym, czym są

Prawdziwe cuda korali znajdują się w ukryciu

Najdoskonalsza broń defensywna i ofensywna na świecie

Blade jak śmierć: kiedy największe budowle świata obumierają

Nieszczęścia zawsze chodzą parami

PODSTĘPNY KAMUFLAŻ LUB ZWRACANIE NA SIEBIE UWAGI BARWAMI OSTRZEGAWCZYMI

Najniebezpieczniejszy jad mórz ukryty w kwiatowych łąkach

Maitotoksyna – złe wiadomości z Tahiti

Jaskrawoniebieskie barwy ostrzegawcze i osławione TTX

Stożki – nauka z 50 milionów lat neurofarmakologii

Szkaradnicowate: perfidny kamuflaż

MEGALODON I INNE POTWORY GŁĘBIN

Potwory morskie z realnym tłem

Galaretowate potwory i prawdziwe węże morskie

Prawdziwe potwory morskie przechwalają się swoimi szczękami

Triumfalny pochód dinozaurów

Bazylozaur: to nie był śliczny waleń

Wielki ząb czyni morza niebezpiecznymi

O OSŁAWIONYCH MEDIATORACH I ZDETRONIZOWANYCH KRÓLACH MÓRZ

Morskie demony seksu

Czas na prawdę: nadchodzą zabójcze delfiny

Odurzone delfiny, czyli podaj jointa!

Zabójcze rekiny – najbardziej nieprawdopodobna przyczyna śmierci świata

Najniebezpieczniejsza plaża świata i najbardziej spektakularne widowisko oceanów

NIEZNANE UNIWERSUM GŁĘBIN MORSKICH

Czy w głębinach istnieje życie?

Ponad pięć pięter w dół do świata świateł neonowych

Mezopelagial: w królestwie półmroku

Walka tytanów w spowitych mrokiem głębinach: kałamarnica kolosalna kontra kaszalot spermacetowy

Batypelagial: w królestwie pozbawionych światła głębin

Diabelstwo do komunikacji

Jeden problem mniej: wgryzę się w moją samicę i już więcej nie będę musiał jej szukać w ciemności

Nurkujemy w głąb strefy abisalnej: ryby kostnoszkieletowe dają radę głębiej

W królestwie zaświatów: hadal

Paralelny wszechświat głębokiej biosfery: głębiej już się nie da – a może jednak?

Nasze śmieci już dawno temu dotarły do najbardziej odległych punktów Ziemi

CO PODAĆ: MNISZKĘ ŚRÓDZIEMNOMORSKĄ, ŚLIMAKI PATELLIDAE, A MOŻE DELFINA?

Owoce morza neandertalczyków

To Homo sapiens dał początek upadkowi natury

Dioskurydes i owoce morza w antyku

Z gabinetu lekarskiego do kuchni

Męskie pragnienie potencji

A może glony i ukwiały?

Hákarl, czyli szczyt obrzydlistwa

Czy przyszłość należy do chrupiących meduz?

PERSPEKTYWY: OCEANY BEZ LUDZI CZY LUDZIE BEZ OCEANÓW?

Utracone podwodne raje północnego Adriatyku

Środki zaradcze

Utopia? Potrzebujemy więcej wizjonerów

PODZIĘKOWANIA

ILUSTRACJE