Tajemnicze przygody Meli - Maciej Orłoś - ebook + książka

Tajemnicze przygody Meli ebook

Maciej Orłoś

0,0
24,00 zł

lub
Opis

Pięcioletnia Mela jest szczęśliwym dzieckiem- ma nie tylko troskliwych rodziców, ale i wspaniałego dziadka. Dziadka, który nie tylko opowiada małej wnuczce różne ciekawe historie, lecz potrafi sprawić, że bajki stają się rzeczywistością. Za sprawą ofiarowanego przez niego cudownego bursztynka, dziewczynka przenosi się w świat marzeń, gdzie można spotkać krasnoludka a wróżka wyczaruje najlepsze na świecie lody.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 30




elania mieszka w Warszawie. Ma pięć lat i chodzi do przedszkola. Pewnego razu Melę odwiedził dziadek i poszli na spacer. Mela bardzo lubi swojego dziadka, nie tylko dlatego że zawsze, no, może prawie zawsze ma coś dla niej, jakąś niespodziankę – a to lizak, a to cukierek, a to batonik – trudno jej się dziwić, bo kto nie lubi niespodzianek, prawda? Mela lubi jednak dziadka przede wszystkim dlatego, że zawsze jej coś ciekawego opowiada i w ogóle z dziadkiem po prostu nigdy nie jest nudno.

Tego dnia, kiedy poszli na spacer, też było ciekawie, a nawet – wyjątkowo ciekawie, a dlaczego „wyjątkowo”, to za chwilę się przekonacie.

Otóż dziadek i Mela wybrali się do parku. Była piękna pogoda, słońce świeciło, chodzili sobie alejkami. Mela trzymała dziadka za rękę, nakarmili kaczki w stawie, a dziadek opowiadał, jak to było, kiedy on był mały. Co pewien czas o tym opowiada, a Mela słucha z zainteresowaniem. Po pierwsze dlatego, że dziadek umie ciekawie opowiadać, a po drugie dlatego, że opowiada o wojnie. Bo kiedy był mały, była wojna – druga wojna światowa. Dziadek mieszkał wtedy w Warszawie, była okupacja, było strasznie i niebezpiecznie.

Ale wróćmy do spaceru w parku. Usiedli na ławce i dziadek powiedział tak:

– Moja Meluniu kochana (zawsze mówi do niej Meluniu; Meli na początku nie bardzo się to podobało – już wolałaby na przykład Melciu – ale potem się przyzwyczaiła), mam coś dla ciebie…

Mela pomyślała, że pewnie coś słodkiego, jak zawsze, ale – nie. Dziadek sięgnął do kieszeni marynarki i wyciągnął małą plastikową torebkę. Rozplątał gumkę, którą torebka była zawiązana, i wyjął coś, ale co – tego Mela nie zdążyła zobaczyć.

– Wyciągnij rękę – powiedział, a następnie na dłoni dziewczynki położył mały żółty kamyczek – trochę pomarszczony, ale bardzo ładny. – Wiesz, co to jest, Meluniu? – zapytał dziadek i uśmiechnął się.

Mela nie była pewna, ale po chwili, kiedy dziadek powiedział: To bursztyn, Meluniu – przypomniała sobie, że oczywiście wie, co to są bursztyny i nieraz je widziała, na przykład w sklepie z pamiątkami nad morzem, a poza tym mama ma przecież korale z bursztynów.

– To jest bursztyn, a właściwie bursztynek, który znalazłem na plaży w Krynicy Morskiej – powiedział dziadek. To było już po wojnie, byłem trochę starszy niż ty teraz. Bardzo o niego dbałem, żeby się gdzieś nie zgubił, i wiesz co, Meluniu, nie jestem pewien, ale moim zdaniem, ten bursztynek przynosił mi szczęście.

Dziadek zamilkł na chwilę, po czym dodał:

– No, a teraz przyszedł czas, żeby był twój. Jeśli będziesz o niego dbała, to tobie też przyniesie szczęście. Będziesz o niego dbała, obiecujesz?

– Tak, dziadku, oczywiście, że obiecuję – powiedziała cicho Mela i schowała bursztynek do kieszeni spodni. Siedzieli chwilę w milczeniu, a potem dziadek powiedział:

– Tak, tak, Meluniu, to jest bursztynek na szczęście, miej go zawsze przy sobie, tak będzie najlepiej…

Mela kiwnęła głową, a wtedy dziadek powiedział coś zupełnie niezwykłego:

– Poza tym, wydaje mi się, że on jest trochę magiczny… Zresztą sama się przekonasz…

Dziadek zamyślił się, a Mela siedziała i zastanawiała się, dlaczego bursztynek jest magiczny.

– No, wracamy do domu – powiedział nagle dziadek i wstał z ławki.

Ruszyli w drogę powrotną. Kiedy już byli blisko domu, na osiedlu, Mela puściła rękę dziadka i pobiegła do przodu, wcale nie czekając na zgodę. Dziadek zatrzymał się.

– Meluniu, zaczekaj! – krzyknął, ale Mela nie zwróciła na to uwagi, tylko biegła i biegła. Niestety, powiedzmy to sobie jasno: Mela nie zawsze była grzeczna. Zdarzało jej się w ogóle nie słuchać dorosłych.

I kiedy tak biegła, nagle zobaczyła jakieś zupełnie nietypowe zjawisko – na trawniku, między drzewami, dziwnie wirowało powietrze. Mela zatrzymała się. Co to może być? – pomyślała i obejrzała się za siebie, żeby sprawdzić, czy dziadek jest już w pobliżu. Odczekała chwilę, a kiedy dziadek podszedł już naprawdę blisko, nabrała odwagi i zrobiła kilka kroków w stronę tego dziwnego zjawiska, bo po prostu była ciekawa.

– Zobacz, Meluniu, ciekawa sprawa, co?… – powiedział dziadek.

Mela stała z otwartą buzią, a po chwili – zupełnie nagle i niespodziewanie – powietrze przestało wirować. Mela obejrzała się w stronę dziadka, który uśmiechnął się i powiedział:

– Patrz