4,99 zł
Sherlock Holmes staje przed kolejną arcytrudną zagadką. Właściciel folwarku zostaje zamordowany, a podejrzenia padają na jego syna, który - o dziwo - zupełnie nie zaprzecza podejrzeniom. Detektyw ma jednak przeczucie, że sprawa nie może być tak prosta, prosi więc o pomoc swojego nieocenionego pomocnika - Doktora Watsona, aby po raz kolejny pomógł mu w śledztwie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 42
Arthur Conan Doyle
Saga
Tajemnicze morderstwo nad jezioremTranslacja Anonim Tytuł oryginałuThe Boscombe Valley Mystery Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1907, 2020 Arthur Conan Doyle i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726467222
1. Wydanie w formie e-booka, 2020
Format: EPUB 2.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Siedziałem pewnego dnia przy śniadaniu z żoną, gdy służąca przyniosła mi depeszę. Telegrafował do mnie Szerlok Holmes w te słowa:
Czy masz dwa dni czasu? Wezwano mnie telegraficznie do wschodniej Anglii w sprawie morderstwa dolina Boscombe. Cieszyłbym się, jadąc z tobą. Okolica i powietrze przepyszne. Odjazd: Paddington 11. 11. 15. Holmes.
— No i jakże kochany mężu, pojedziesz? spytała mnie żona.
— Sam nie wiem.... rzekłem — mam teraz dosyć dużo chorych....
— Ach, Anstruther cię zastąpi! W ostatnich czasach wyglądasz trochę przymęczony pracą — dwudniowy wypoczynek dobrze ci zrobi, a zresztą wiem, że interesujesz się zawsze bardzo żywo działalnością Holmesa.
— Naturalnie! przecież to dzięki jednej z jego przygód ciebie właśnie poznałem! Ale jeżeli istotnie mam jechać, to muszę się pośpieszyć — zostaje mi tylko pół godziny czasu!
Moja służba obozowa w Afganistanie miała tę wielką korzyść, że uczyniła ze mnie człowieka zawsze gotowego do jakiejkolwiek podróży. Bagaże moje były zawsze w pogotowiu, nie potrzebowałem więc wiele czasu na przygotowania i wkrótce już siedziałem w dorożce, jadąc na dworzec kolejowy w Paddington.
Zaraz na wstępie dostrzegłem tam Holmes’a; przechadzał się w długim podróżnym płaszczu popielatym i czapeczce sukiennej, a długa jego koścista postać wydawała się jeszcze wyższa niż zwykle w tym stroju.
— To doprawdy bardzo z twej strony ładnie, że przybyłeś na moje wezwanie, kochany Watsonie! — rzekł — dla mnie jest to istotnie wielką pomocą mieć towarzysza, na którego całkowicie mogę liczyć, miejscowa pomoc bywa zwykle bez wartości lub stronnicza. Zechciej proszę zająć dwa rogowe miejsca w przedziale, a ja zaraz kupię bilety.
W wagonie byliśmy zupełnie sami. Holmes przyniósł ze sobą cały stos przeróżnych gazet i papierów, które pilnie przeglądał. Aż do przybycia na stacyę Reading czytał, robił notatki i rozmyślał. Naraz wstał, zebrał wszystką tę bibułę w jeden pakiet i wrzucił go w siatkę na rzeczy nad ławką.
— Słyszałeś już co o tym wypadku? zapytał.
— Nic a nic; nie czytałem gazet w ostatnich paru dniach.
— Londyńska prasa daje o tem niedokładne sprawozdania. Właśnie przeglądałem ostatnie numery gazet, by zoryentować się w szczegółach. Zdaje mi się, że jest to jeden z owych w gruncie rzeczy bardzo prostych wypadków, które jednak właśnie bardzo trudno bywa rozwiązać.
— To, co mówisz, brzmi trochę dziwnie.
— A jednak tkwi w tem głęboka prawda. Im prostsza, im mniej skomplikowana jest jakaś zbrodnia, tem trudniej ją rozwikłać. W tym wypadku obciąża oskarżenie, bardzo nawet silnie, syna zamordowanego!
— A zatem rozchodzi się o jakieś morderstwo?
— Takie są przypuszczenia przynajmniej — ale ja nic nie sądzę póki sprawie nie przyjrzę się zbliska. Chcę ci właśnie streścić przebieg sprawy o ile z tych sprawozdań wyrozumieć go mogę.
Dolina Boscombe jest to okrąg wiejski niedaleko od Ross w hrabstwie Hereford. Największym właścicielem ziemskim jest tam niejaki pan John Turner, który zbogacił się niegdyś w Australii i przed laty powrócił do ojczyzny. Jeden z jego majątków, nazwiskiem Hatherley, jest wydzierżawiony niejakiemu panu Karolowi Mac-Carthy, także byłemu emigrantowi australskiemu. Obaj ci ludzie poznali się niegdyś w koloniach i dlatego osiedlili się w ojczyźnie blisko siebie. Turner był widocznie bogatszym ale nie powstrzymało go to, skoro Mac-Carthy został jego dzierżawcą, od utrzymywania z nim stosunków towarzyskich na równej zupełnie stopie. Mac-Carthy miał syna osiemnastoletniego, a Turner córkę w tym samym wieku. Obydwaj byli wdowcami.
Zdaje się, że unikali obydwaj stosunków towarzyskich z innemi w sąsiedztwie zamieszkałemi rodzinami i żyli dość odosobnieni, jakkolwiek Mac-Carthy, ojciec i syn, lubili bardzo sport i bywali często na meetingach wyścigowych w okolicy.
Mac-Carthy trzymał dwoje służby — kucharkę i lokaja — w domu zaś Turnera było służby dużo więcej, jakieś z pół tuzina, przypuszczam. To jest mniej więcej wszystko, co wywnioskowałem o tych dwóch rodzinach z gazet. A teraz przejdźmy do faktów, związanych ze zbrodnią.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
