Wydawca: Prószyński Media Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 451 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Tajemnica Noelle - Diane Chamberlain

Czy istnieją granice wybaczenia?

Szanowna pani Anno,

Trudno mi pisać o tym, co muszę pani przekazać, a przy tym zdaję sobie sprawę, że pani jeszcze trudniej będzie dać sobie z tym radę. Ogromnie mi przykro...

Niedokończony list to jedyny trop, który może odsłonić przed Tarą i Emerson przyczyny samobójstwa ich przyjaciółki, Noelle. Znały ją jako zaabsorbowaną swoim zajęciem, gotową do poświęceń położną, kobietę oddaną rodzinie i przyjaciołom, kochającą życie. Nie znały jednak całej prawdy… 

Zagadkowy list, zdradzający istnienie bolesnej tajemnicy, stał się dla przyjaciółek zmarłej bodźcem do szukania prawdy o kobiecie o złożonej osobowości, która życie każdej z nich oraz losy trzeciej, nieznanej im osoby naznaczyła miłością i współczuciem, ale też zdradą i kłamstwem.

Piękna opowieść o matkach i córkach, o tajemnicach, o przyjaźni, miłości i tragedii. O tym, jak dzieci przychodzą na świat i jak je wychowujemy. Wywołuje łzy, ale też napełnia nadzieją. Bohaterowie powieści Diane Chamberlain są tak prawdziwi, że czytelnik ma wrażenie, jakby ich znał osobiście, a gdy przewróci ostatnią kartkę, zaczyna za nimi tęsknić.

Tatiana de Rosnay, autorka „Klucza Sary”

Porywająca historia przyjaźni i macierzyństwa, pełna współczucia i opowiedziana z głęboką szczerością. Chamberlain zabiera czytelnika w podróż pełną tajemnic, cierpienia, ale i nadziei. (To powieść, która złamie ci serce, ale później pomoże je skleić na nowo).

Heathem Gudenkauf, autorka „Ciężaru milczenia”

Pełna tajemnic i niespodziewanych zwrotów akcji powieść, która do samego końca trzyma czytelnika w najwyższym napięciu.

Eileen Goudge, autorka „Serca matki”

Diane Chamberlain jest wielokrotnie nagradzaną autorką licznych powieści, przetłumaczonych na kilkanaście języków i plasujących się na najwyższych miejscach list bestsellerów. Obecnie mieszka w Karolinie Północnej.

Opinie o ebooku Tajemnica Noelle - Diane Chamberlain

Fragment ebooka Tajemnica Noelle - Diane Chamberlain

Tytuł oryginału

THE MIDWIFE's CONFESSION

Copyright © 2011 by Diane Chamberlain

All rights reserved

Projekt okładki

Olga Reszelska

Zdjęcie na okładce

© Mark Owen / Arcangel Images

Redaktor prowadzący

Katarzyna Rudzka

Redakcja

Wiesława Karaczewska

Korekta

Barbara Pigłowska-Stawowa

ISBN 978-83-7961-517-9

Warszawa 2012

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Pamięci Kay Eleanor Howe

2000–2010

Część pierwsza

Noelle

ROZDZIAŁ 1

Noelle

Wilmington, Karolina Północna

Wrzesień 2010

Siedziała na najwyższym stopniu schodków prowadzących na ganek, przed bungalowem zbudowanym w osiedlu Sunset Park. Oparła się o filar i utkwiła wzrok w okrągłym księżycu. Będzie jej tego brakowało. Nocnego nieba. Oplątwy spływającej z gałęzi dębów. Wrześniowego powietrza, pieszczącego skórę jak atłas. Nie uległa pokusie przejścia do sypialni. Wzięcia pigułek.

Jeszcze nie teraz. Miała czas. Mogła tu siedzieć nawet całą noc.

Podniosła rękę i obrysowała palcem księżyc. Zapiekły ją oczy.

– Kocham cię, świecie –  szepnęła.

Znienacka przytłoczył ją ciężar tajemnicy. Opuściła dłoń na kolano, bo ręka zmieniła się w stutonowy głaz.

Budząc się rankiem, nie wiedziała, że rozpoczyna dzień, w którym nie zdoła już dłużej dźwigać swojego brzemienia. Jeszcze wieczorem podśpiewywała, krojąc seler, ogórki i pomidory na sałatkę, i rozmyślała przy tym o jasnowłosym wcześniaku, urodzonym poprzedniego dnia, kruchej istotce, która potrzebowała jej pomocy. Tymczasem gdy usiadła z sałatką przed komputerem, poczuła się tak, jakby z monitora wyrosły dwa grube, muskularne ramiona i ścisnęły ją za głowę, za szyję, za barki... zdławiły płuca, nie pozwalając zaczerpnąć tchu.

Nawet litery sięgały ku niej ostrymi szponami. Zrozumiała, że nadszedł czas. Nie czuła strachu, ani trochę. Wyłączyła komputer, zostawiła na biurku ledwie napoczętą kolację. Już nie będzie jej potrzebowała. Już jej nie chciała. Naszykowała wszystko jak należy, bez trudu. Przygotowywała się do tej nocy od długiego czasu. Gdy nie pozostało już nic do zrobienia, wyszła na ganek popatrzeć na księżyc, odetchnąć balsamicznym powietrzem, napełnić nim płuca, nacieszyć światem oczy i uszy. Po raz ostatni. Nie przewidywała zmiany decyzji, ponieważ miała jej ona przynieść długo wyczekiwaną ulgę. Kiedy w końcu wstała, akurat wówczas, gdy księżyc zsunął się za korony drzew rosnących po drugiej stronie ulicy, miała na ustach cień uśmiechu.

ROZDZIAŁ 2 

Tara

Od jakiegoś czasu wchodzenie na piętro, by poprosić Grace na kolację, stało się obyczajem. Wiedziałam, że zastanę ją przed komputerem, ze słuchawkami w uszach. Dlatego nie miała szans mnie usłyszeć, gdybym wołała z kuchni. Czy to celowe działanie? Zapukałam do drzwi, po czym, skoro się nie odezwała, popchnęłam je i uchyliłam. Stukała w klawisze, ze wzrokiem utkwionym w monitor.

– Kolacja prawie gotowa – powiedziałam. – Chodź, nakryjesz do stołu.

Twitter, nasz goldendoodle, mieszaniec pudla z golden retrieverem, leżał wyciągnięty przy bosych stopach Grace, lecz na dźwięk słowa „kolacja” błyskawicznie znalazł się u mego boku. W przeciwieństwie do mojej córki.

– Sekundkę. Muszę to skończyć.

Od progu nie widziałam, co robi, jednak – moim zdaniem – raczej pisała e-mail, niż odrabiała lekcje. A nadal miała zaległości. Tak to już jest, gdy rodzic uczy w szkole, do której chodzi dziecko. Wiedziałam o wszystkim, czy chciałam, czy nie. Grace była doskonałą uczennicą i jedną z najlepszych autorek tekstów w gimnazjum. Niestety, w marcu, po śmierci Sama, wiele się zmieniło. Wtedy wszyscy jej pobłażali. Miałam nadzieję, że najpóźniej jesienią weźmie się w garść, tymczasem Cleve zerwał z nią przed wyjazdem do college’u, więc tkwiła w dołku. Przyjęłam, że właśnie z powodu tego rozstania skryła się głębiej w skorupie. Skąd miałam wiedzieć, co się z nią rzeczywiście dzieje? Nie rozmawiała ze mną. Własna córka stała się dla mnie obcą osobą. Zapieczętowaną księgą. Zaczynałam o niej myśleć jako o nieznajomej kobiecie, wynajmującej pokój na piętrze.

Oparłam się o framugę i przyjrzałam Grace. Mamy takie same włosy, jasnobrązowe, oprószone przez fryzjera pasemkami blond, tyle że jej, długie i gęste, zachowały jeszcze połysk charakterystyczny dla lat szesnastu. Moje, podcięte na wysokości brody, gdzieś po drodze straciły ten blask.

– Robię makaron z pesto – powiedziałam. – Będzie gotowy za dwie minuty.

– Ian jeszcze nie wyszedł?

Nie przerywając pisania, zerknęła przez okno. Z pewnością zobaczyła należącego do Iana lexusa, zaparkowanego na ulicy.

– Zostaje na kolację.

– Siedzi u nas bez przerwy – zauważyła. – Równie dobrze mógłby się wprowadzić.

Oniemiałam. Nigdy dotąd nie odezwała się słowem na temat wizyt Iana. Odkąd zostały uregulowane sprawy spadkowe Sama, zaglądał do nas raz, najwyżej dwa razy w tygodniu.

– Przecież to nieprawda. Zapomniałaś, że pomógł nam z dokumentami? Poza tym, kochanie, musiał przejąć sprawy taty, a niektóre akta są w domowym gabinecie, więc... Dobra, mniejsza o większość.

Uniosła barki, jakby mogła w ten sposób odgrodzić się od mojego głosu. Na moment przerwała pisanie. Skrzywiła się, patrząc w monitor, następnie podniosła na mnie wzrok.

– Mogłabyś powiedzieć Noelle, żeby mnie zostawiła w spokoju?

– Noelle? Jak to?

– Bez przerwy do mnie mailuje, bo ja i Jenny...

– Jenny i ja.

Ona przewróciła oczami, a ja skuliłam się wewnętrznie. Niech to licho. Z jednej strony, chcę, żeby do mnie mówiła, z drugiej, przychodzę i na wstępie ją poprawiam.

– Nieważne – rzuciłam. – Czego od was chce?

– Żebyśmy się udzielały w jej projekcie „Dzieci w potrzebie”. – Machnęła ręką w stronę monitora. – Teraz wymyśliła, że „taka aktywność na rzecz społeczeństwa będzie doskonale wyglądała na liście motywacyjnym do college’u”.

– Trudno zaprzeczyć.

– Ona ma świra na punkcie roboty. – Położyła dłonie na klawiaturze, jej palce znów frunęły nad klawiszami. – Gdyby jej zrobić rezonans magnetyczny mózgu, na pewno by miała zupełnie inny obraz niż normalny człowiek.

Uśmiechnęłam się mimo woli. Grace prawdopodobnie miała rację.

– Co zrobić? Dzięki niej pojawiłaś się na tym świecie, zawsze będę jej za to wdzięczna.

– O tym też nie pozwala mi zapomnieć.

Na dole zadzwonił minutnik.

– Kolacja gotowa – powiedziałam. – Chodź.

– Sekundę.

Wstała, pochylona nad biurkiem, zaciekle bębniła w klawisze. Nagle jęknęła, przycisnęła dłonie do ust. Cofnęła się o krok.

– O nie... O nie!

– Co się stało?

– O nie – powtórzyła, tym razem szeptem.

Opadła na krzesło, zamknęła oczy.

– Kochanie, co się stało?

Odruchowo poszłam do przodu, całkiem jakbym mogła cokolwiek naprawić. Zatrzymała mnie machnięciem ręki.

– Nic – mruknęła, ze wzrokiem wbitym w monitor. – Nie jestem głodna.

– Musisz coś jeść – zaprotestowałam. – Już prawie nie jadasz ze mną kolacji.

– Zjem później. Trochę płatków. Teraz... muszę coś zrobić.

Posłała mi spojrzenie mówiące wyraźnie, że nasza rozmowa dobiegła końca. Kiwnęłam głową, wycofałam się posłusznie.

– Dobrze – powiedziałam. I dorzuciłam bezradnie: – Daj mi znać, jeśli będę mogła ci pomóc.

– Jest w dołku – wyjaśniłam Ianowi, wchodząc do kuchni. – I nie jest głodna.

Ian właśnie kroił pomidory na sałatkę.

– Może lepiej pójdę? – spytał.

– Mowy nie ma.

Przełożyłam do dużej białej miski makaron rurki.

– Sama nie zjem tego wszystkiego. Zresztą jej nie chodzi o ciebie, tylko o mnie. Unika mnie, jak może.

Nie chciałam, żeby Ian wyszedł. Jego obecność podnosiła mnie na duchu. Był partnerem Sama w kancelarii prawnej, a na gruncie prywatnym przyjacielem od piętnastu lat. Bardzo potrzebowałam towarzystwa kogoś, kto znał mojego męża i darzył go sympatią. Ian był dla mnie od śmierci Sama prawdziwą opoką. Zajął się wszystkim, od kremacji, poprzez zarządy powiernicze, po zarządzanie naszymi inwestycjami. Jak ludzie radzą sobie z traumatycznymi zdarzeniami, nie mając przy sobie takiego Iana?

Postawił miskę z makaronem na stole, po czym nalał sobie kieliszek wina.

– Twoja córka chyba się martwi, że będę chciał zająć miejsce Sama.

Przeczesał palcami przerzedzone jasne włosy. Należał do mężczyzn, którzy doskonale wyglądają z łysą czaszką, ale wiedziałam, iż ta perspektywa mu się nie uśmiecha.

– Raczej nie – oceniłam, jednak równocześnie wróciły mi w pamięci słowa Grace.

Powiedziała, że równie dobrze Ian mógłby się wprowadzić. Może powinnam była spytać, co miała na myśli? Z drugiej strony, wątpliwe, żebym dostała odpowiedź.

Usiadłam naprzeciwko Iana i wsunęłam ząbki widelca w makaronową rurkę, której wcale nie miałam ochoty jeść. Od śmierci Sama straciłam dziesięć kilogramów.

– Strasznie szybko przestała być dzieckiem. – Przygryzłam wargę, patrząc w ciemne oczy Iana za szkłami okularów. – Gdy była mała, chodziła za mną krok w krok. Przy każdej okazji mościła mi się na kolanach. Przytulałam ją i śpiewałam, czytałam jej i... – Wzruszyłam ramionami. – Wiedziałam, jak być dobrą matką dla małej dziewczynki, ale kiedy to było...

– Chyba każdy rodzic przeżywa podobne rozterki, gdy dziecko staje się nastolatkiem.

Ian nie miał dzieci. Chociaż skończył czterdzieści pięć lat, nigdy nie był żonaty, co w wypadku innego mężczyzny mogłoby budzić niedwuznaczne skojarzenia. U niego po prostu zaakceptowaliśmy ten stan. Dawno temu był naprawdę blisko z Noelle. Chyba nigdy się nie otrząsnął po gwałtownym zakończeniu tego związku.

– Sam wiedziałby, co jej powiedzieć. – W moim głosie brzmiała irytacja. – Kocham ją z całego serca, jednak nie mogę zaprzeczyć: zawsze była przede wszystkim córeczką tatusia. On... pełnił rolę tłumacza. Pośrednika.

Właśnie tak wyglądała prawda. Sam i Grace rozumieli się bez słów. Byli do siebie bardzo podobni.

– Wystarczyło wejść do pokoju, gdzie siedzieli oboje, a czuło się, że stanowią jedność. Nawet jeśli jedno czytało, a drugie tkwiło przy komputerze. To się po prostu czuło.

– Perfekcjonistka z ciebie – zauważył Ian żartobliwie. – Chcesz być matką doskonałą, a przecież taka nie istnieje.

– Wiesz, co najchętniej robili razem? – Uśmiechnęłam się do siebie w duchu. Ostatnio sporo czasu poświęcałam wspomnieniom. – Gdy zdarzało się, że miałam późno umówione spotkanie, po powrocie do domu zastawałam ich w salonie na oglądaniu filmu i popijaniu jakiegoś świeżo obmyślonego napoju kawowego.

– Sam i te jego pomysły na kawę! – zaśmiał się Ian. – Potrafił pić jedną za drugą, miał żołądek ze stali.

– A Grace przy nim uzależniła się od tej używki, zanim skończyła czternaście lat. – Skubnęłam odrobinę makaronu. – Tęskni za nim jak oszalała.

– Ja też – przyznał Ian.

Szturchnął widelcem kluskę polaną sosem.

– I jeszcze na dodatek Cleve z nią zerwał... Tak niedługo po... – Pokręciłam głową. Grace rzeczywiście przeszła niemało. – Wolałabym, żeby miała w sobie nieco więcej mojego charakteru. – Natychmiast uświadomiłam sobie, że te słowa nie były najszczęśliwiej dobrane. – Raczej żebym ja była odrobinę bardziej do niej podobna. Chciałabym po prostu, żebyśmy miały ze sobą więcej wspólnego, jakieś zainteresowania czy hobby. A my jesteśmy jak ogień i woda. Wszyscy w szkole to dostrzegają. To znaczy, wszyscy nauczyciele. Chyba oczekiwali, że moja córka będzie tak jak ja zainteresowana teatrem.

– O ile dobrze sobie przypominam, istnieje przepis prawny stanowiący, że w jednej rodzinie może być tylko jedna gwiazda sceny – oświadczył Ian.

Kopnęłam go lekko pod stołem.

– Nie jestem gwiazdą – powiedziałam. – Zawsze uważałam – podjęłam już serio – że teatr będzie dla niej odpowiedni. Zgodzisz się ze mną, prawda? Pomógłby jej wyjść ze skorupy.

– Grace jest cicha i spokojna. Nie zbrodnia być introwertykiem.

Nie zbrodnia, to prawda, lecz jako osoba, u której potrzeba przebywania z innymi ludźmi graniczyła z patologią, miałam kłopot ze zrozumieniem rezerwy swojej córki. Grace odnosiła się niechętnie do każdego spotkania towarzyskiego, w którym miały uczestniczyć więcej niż dwie osoby. Tymczasem ja, jak mawiał mój ojciec, z ochotą gadałabym nawet do obrazu.

– Próbuje trochę jeździć?

Pokręciłam głową. Od śmierci Sama Grace bała się jeździć samochodem. Nawet jeśli ja prowadziłam, siedziała nieruchoma i spięta.

– Podsunęłam jej temat ze dwa razy, ale nie ma ochoty go podtrzymać – powiedziałam. – Z Samem na pewno by o tym porozmawiała.

Wsunęłam widelec pod następną kluskę. Raptem znokautowała mnie bezlitosna prawda, która potrafiła mnie dopaść w każdej chwili: podczas lekcji, w czasie próby teatralnej młodszych klas, w trakcie prania. Sam nie wróci. Nigdy. Już nie będziemy się kochać. Nie będziemy rozmawiać nocą w łóżku. Nie obudzę się rankiem w jego ramionach.

Miałam w nim nie tylko męża, lecz i najlepszego przyjaciela. Nie każda mężatka może się podpisać pod taką deklaracją.

Akurat wstawialiśmy naczynia do zmywarki, gdy odezwał się mój telefon. Popłynęły z niego elektronicznie przetworzone dźwięki All That Jazz. Wytarłam ręce, zerknęłam na wyświetlacz.

– Emerson – przeczytałam na głos. – Nie będzie ci przeszkadzało, że odbiorę?

– Skądże.

Ian był jeszcze mocniej niż ja uzależniony od swojego blackberry, wobec czego nie miał prawa narzekać.

– Cześć, słońce – rzuciłam w słuchawkę. – Co tam?

– Rozmawiałaś ostatnio z Noelle? – spytała Emerson.

Odniosłam wrażenie, że znajduje się w samochodzie.

– Prowadzisz? Masz zestaw głośnomówiący? – Oczyma wyobraźni zobaczyłam ją z komórką przy uchu, ciemne loki spływają na dłoń. – Jeśli nie masz, to...

– Mam, spokojnie, mam.

– To dobrze.

Od czasu wypadku Sama byłam przewrażliwiona na punkcie korzystania z telefonu w czasie prowadzenia samochodu.

– I jak, rozmawiałaś z nią ostatnio? – spytała ponownie.

– Hm... – Zastanowiłam się chwilę. – Chyba ze trzy dni temu. A o co chodzi?

– Od jakiegoś czasu nie mogę się do niej dodzwonić. Jadę tam teraz. Czy wspominała, że się gdzieś wybiera?

Odszukałam w pamięci ostatnią rozmowę z Noelle. Opowiadała mi o przygotowaniach do hucznej imprezy, jaką miała zamiar, razem z Emerson, zorganizować dla Suzanne Johnson, jednej z wolontariuszek biorących udział w realizacji projektu wymyślonego przez Noelle. Suzanne była też matką Cleve’a. Na pomysł urządzenia przyjęcia wpadła Noelle, ja natomiast pomagałam z radością, szczęśliwa, że mam się czym zająć.

– Nie przypominam sobie, żeby się gdziekolwiek wybierała – odparłam.

Ian spojrzał na mnie pytająco. Z pewnością wiedział, o kim rozmawiamy.

– Właśnie – przytaknęła Emerson. – Ja też nie.

– Martwisz się o nią?

Ian dotknął mojego ramienia.

Noelle? – upewnił się bezgłośnie.

Pokiwałam głową.

– Miała do mnie zajrzeć wczoraj – powiedziała Emerson – ale się nie zjawiła. Najwyraźniej... Ej! Cholera jasna! – krzyknęła. – Wybacz. – Zamilkła na moment. – Facet przede mną depnął po hamulcach bez powodu.

– Bądź ostrożna. Trzymaj się dalej od niego.

– Dobrze. Już w porządku. – Usłyszałam głośny wydech. – Wracając do sprawy, jeszcze niedawno telefony nam się rozgrzewały do czerwoności, a teraz nie mogę jej złapać, więc postanowiłam do niej zajrzeć po drodze. Wracam z Hot!

Nazwą Hot! została ochrzczona kafejka prowadzona przez Emerson, usytuowana niedaleko nabrzeża.

– Pewnie zbiera fundusze na najnowszy projekt.

– Pewnie tak.

Cała Emerson. Zawsze o wszystkich się martwiła. Dobroduszna i troskliwa, a przy tym nie sposób ją było opisać bez użycia słowa „przemiła”. Jenny przypominała ją w każdym calu, ja zaś byłam uszczęśliwiona, że córka mojej najlepszej przyjaciółki jest najlepszą przyjaciółką mojej córki.

– Jestem w Sunset Park – podjęła Emerson. – Zaraz skręcam do Noelle. Pogadamy później, dobrze?

– Pozdrów ją ode mnie.

– Jasne.

Rozłączyłam się, podniosłam wzrok na Iana.

– Noelle miała wczoraj zajrzeć do Emerson, ale nie przyszła, więc Emerson do niej wpadnie, sprawdzi, czy wszystko w porządku.

– Na pewno nie ma powodu do niepokoju – ocenił Ian. – Spojrzał na zegarek. – Czas na mnie – dodał. – Pewnie chcesz zanieść kolację Grace. – Pochylił się, cmoknął mnie w policzek. – Dzięki za poczęstunek. Pojutrze wpadnę po resztę dokumentów, dobrze?

Odprowadziłam go wzrokiem. Zastanowiłam się nad odgrzaniem klusek dla Grace, uznałam jednak za wątpliwe, by doceniła ten gest, a na dodatek nie miałam najmniejszej ochoty po raz kolejny tego wieczoru spotkać się z chłodnym przyjęciem. Zajęłam się więc czyszczeniem granitowych blatów. Rzeczywiście, pomogło. Uspokoiło mnie. Do chwili gdy zawiesiłam wzrok na drzwiach lodówki, gdzie tkwiło, przyczepione magnesem, zdjęcie przedstawiające nas troje: Grace, Sama i mnie. W ciepły letni wieczór, nieco ponad rok temu, staliśmy na promenadzie Riverwalk. Oparłam się o kuchenną wyspę i długo przyglądałam nam trojgu w komplecie. Wiele bym dała, by cofnąć czas.

Dość tego, przywołałam się do porządku.

Wróciłam do czyszczenia blatów.

Wyobraziłam sobie Emerson przyjeżdżającą do Noelle, przekazującą jej moje pozdrowienia. Rozmawiałam z Noelle przynajmniej kilka razy w tygodniu, lecz jakiś czas rzeczywiście się nie widziałyśmy. Ostatni raz... pod koniec czerwca, w sobotni wieczór, gdy całkiem niespodziewanie stanęła w moich drzwiach. Grace wyszła wtedy z Jenny i Cleve’em, a ja usiłowałam zaprowadzić jaki taki ład na stojącym w naszej sypialni sekretarzyku, pełniącym funkcję biurka Sama. Porządkowanie jego rzeczy sprawiało mi ból. Dotykałam przedmiotów, które jeszcze nie tak dawno znajdowały się w jego rękach. Układałam na podłodze sterty dokumentów. Zamierzałam je wszystkie oddać Ianowi, sama nie potrafiłam się w nich rozeznać. Sam był nieporządny. Swego czasu umówiliśmy się, że może mieć bałagan, jaki zechce, póki mnie nie będzie kłuł w oczy. Teraz oddałabym wszystko za codzienny widok tego kramu.

Nie od razu się zorientowałam, dlaczego Noelle zajrzała do mnie tamtego wieczoru. Wiedziała od Emerson, że Grace wyszła z Jenny. Że zostałam w domu sama w sobotnią noc, gdy człowiek ma wrażenie, iż wszyscy ludzie na całym świecie połączyli się w pary. Lato mnie dodatkowo przygnębiało, bo nie mogłam szukać zapomnienia w pracy, nie byłam też zaangażowana w żaden projekt teatralny. Noelle miała świadomość, w jakim nastroju mnie zastanie: przygnębioną i zrezygnowaną lub wściekłą na los. W każdym z obu tych stanów stawałam się zbyt wrażliwa, by znosić towarzystwo innych ludzi, ale przy niej czułam się bezpieczna. Przy niej każdy czuł się bezpiecznie, zawsze umiała wyciągnąć pomocną dłoń.

Tamtego wieczoru zapadłam się w fotel biurowy Sama, ona usiadła na kanapie i zapytała, jak sobie radzę. Normalnie odpowiadałam na to pytanie krótko: „Dobrze”, jednak udawanie przed Noelle wydawało się pozbawione sensu. I tak by mi nie uwierzyła.

– Wszyscy obchodzą się ze mną jak z jajkiem – odparłam.

Noelle miała na sobie długą spódnicę w niebieskich i zielonych pastelowych barwach, w uszach ogromne koła. Wyglądała jak rudowłosa Cyganka. Była piękna urodą niepowszednią. Biała, nieomal przejrzysta cera. Jaskrawoniebieskie oczy. Pełne wargi, skore do uśmiechu, odsłaniające równe białe zęby. Lekki tyłozgryz. Była kilka lat ode mnie starsza, w jej długich, kręconych włosach zaczęły połyskiwać pojedyncze srebrne nitki. Znałyśmy ją z Emerson od college’u, wiedziałyśmy, że choć na swój sposób piękna, nie należy do kobiet przyciągających męskie spojrzenia. Skoro już jednak jakiś facet zwrócił na nią uwagę, na przykład mijając ją na ulicy – mężczyzna wrażliwy, poeta, artysta, maniak komputerowy – zafascynowany jej urodą potykał się o własne nogi. Niejeden raz byłam świadkiem takiej sceny. Dawno temu jednym z takich mężczyzn był Ian.

Zrzuciła sandały i podciągnęła nogi pod siebie.

– Rzeczywiście czujesz się taka krucha?

– W sumie chyba tak.

Długo wtedy rozmawiałyśmy. Prowadziła mnie przez labirynt emocji niczym wprawny doradca. Mówiłam o smutku i żałobie. O bezsensownym gniewie na Sama za to, że mnie zostawił, że stał się przyczyną zmarszczek na czole. Zmienił moją przyszłość w jeden wielki znak zapytania.

– Miałabyś ochotę skorzystać z pomocy grupy wsparcia? – spytała Noelle.

Pokręciłam głową. Na samą myśl o wsparciu grupy innych wdów dostawałam gęsiej skórki. Nie chciałam towarzystwa kobiet w sytuacji równie rozpaczliwej jak moja. Pociągnęłyby mnie w dół, nigdy bym nie doszła do siebie. Trzymałam uczucia na wodzy, bałam się przerwania tamy, jaką odgrodziłam od świata swoją rozpacz.

– Dobrze, wobec tego nie mówmy o grupie wsparcia – ustąpiła Noelle od razu. – To nie dla ciebie. Jesteś szczera, ale nie otwarta.

Powiedziała mi to samo kiedyś wcześniej. Zaniepokoiła mnie taka opinia.

– Byłam otwarta w stosunku do Sama – zaprotestowałam buńczucznie.

– Rzeczywiście – zgodziła się Noelle. – Przy nim był to naturalny stan. – Zapatrzyła się w ciemność za oknem, zatonęła w myślach. Przypomniały mi się słowa, jakie wypowiedziała na pogrzebie Sama. „Sam był słuchaczem doskonałym”.

Racja.

– Brakuje mi rozmów z Samem – wyznałam.

Objęłam spojrzeniem dokumenty poukładane na podłodze. Zszywacz zasilany bateriami, stojący na biurku. Książeczkę czekową. Cztery bloczki karteczek samoprzylepnych.

Przygarbiłam się.

– Tęsknię za nim.

– Ty i Sam... – Noelle pokiwała głową. – Nie chcę mówić o braterstwie dusz, bo to banał, a w dodatku nie wierzę w nic takiego. Muszę jednak przyznać, że byliście wyjątkową parą. Trudno o męża bardziej dbającego o żonę.

Musnęłam klawiaturę komputera. Klawisze liter D i E błyszczały, wytarte do gołego. Przeciągnęłam opuszką palca po gładkim plastiku.

– Nadal możesz z nim rozmawiać – powiedziała Noelle.

– Wolne żarty!

– Daj spokój. Na pewno do niego mówisz, gdy jesteś sama. Nic w tym dziwnego. Na przykład: „Dlaczego mnie zostawiłeś, do jasnej cholery?!”.

Znów przeniosłam wzrok na klawiaturę. Bałam się otwartości i szczerości. Mogły spowodować pęknięcie tamy i potok łez.

– Nie rozmawiam z nim – skłamałam.

– A powinnaś. Nie zaszkodziłoby powiedzieć mu, co czujesz.

– Po co? – rozzłościłam się. Noelle uwielbiała stawiać na swoim. – Czemu by to miało służyć?

– Cóż, konkretnie rzecz biorąc, nie masz pewności, czy w jakimś sensie nie odbiera twojego przekazu.

– Konkretnie rzecz biorąc, mam taką pewność. – Skrzyżowałam ręce na piersi, okręciłam się z fotelem w jej stronę. – Nauka dowodzi, że to niemożliwe.

– Nauka stale dokonuje nowych odkryć.

Nie potrafiłam jej opowiedzieć o tym, jak przy śniadaniu albo w samochodzie, czy w drodze do szkoły, czasami słyszałam jego głos. Tak wyraźnie, jakby siedział tuż obok. Zastanawiałam się przy takich okazjach, czy próbuje się ze mną porozumieć. Gdy nikogo nie było w pobliżu, prowadziłam z nim długie głośne rozmowy. Uwielbiałam wrażenie, że jest blisko. Nie wierzyłam w możliwość przesyłania sygnałów z tamtego świata, lecz musiałam ją brać pod uwagę. Bo co by było, gdyby on istotnie starał się ze mną skontaktować, a ja bym ignorowała jego wysiłki? Czułam się jak wariatka, mówiąc do niego na głos, i bałam się tego szalonego wrażenia.

– Zawsze się obawiałaś kłopotów psychicznych, odziedziczonych po matce – odezwała się Noelle, jakby czytała mi w myślach. Niekiedy potrafiła mnie tym naprawdę wystraszyć. – Podejrzewam, że bardzo się tego boisz, chociaż jesteś najzdrowszą osobą pod słońcem. – Wstała, przeciągnęła się, unosząc smukłe ramiona wysoko nad głowę, westchnęła głęboko. – Twoja mama była leczona psychiatrycznie. – Opuściła ręce. – A ty nie. I nigdy ci to nie grozi.

– Boję się pęknięcia tamy. – Podniosłam na nią wzrok. Chciałam, żeby jeszcze została. – Nie wiem, co by się stało.

– Spokojnie. Na pewno nie utoniesz. To nie w twoim stylu. – Uścisnęła mnie serdecznie. – Kocham cię – powiedziała cicho. – W razie czego dzwoń.

Polerowałam granitowe blaty dotąd, aż światła sufitowe przejrzały się w nich jak w lustrze. Dopiero wtedy odważyłam się ponownie spojrzeć na fotografię naszej trójki na lodówce. W tamtą straszną sobotnią noc Noelle bardzo mi pomogła, uporałam się dzięki niej z wieloma trudnymi emocjami, niestety, jedna pozostała: strach, że oddalam się od córki.

Na zdjęciu uśmiechnięta Grace stała między Samem a mną, i tylko człowiek bardzo spostrzegawczy mógłby zauważyć, że się ode mnie odsuwa, a pochyla ku ojcu. Zostawił mnie z dzieckiem, któremu nie umiałam matkować. Z dziewczyną, którą pragnęłam poznać, lecz niestety, nie mogłam się przedostać za mur, którym się otoczyła. Z młodą istotą, która właśnie mnie za wszystko winiła.

Zostawił mnie z zamieszkałą na piętrze obcą osobą.

ROZDZIAŁ 3 

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 4 

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 5

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 6 

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 7 

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 8 

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 9 

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 10

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 11

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 12

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 13

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 14

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 15

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

Część druga

Anna

ROZDZIAŁ 16

Anna

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 17

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 18

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 19

Anna

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 20

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 21

Anna

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 22

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 23

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 24

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 25

Anna

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 26

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 27

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 28

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 29

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 30

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 31

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 32

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

Część trzecia

Grace

ROZDZIAŁ 33

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 34

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 35

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 36

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 37

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 38

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 39

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 40

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 41

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 42

Anna

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 43

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 44

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 45

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 46

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 47

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 48

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 49

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 50

Anna

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 51

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 52

Anna

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 53

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 54

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 55

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 56

Anna

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 57

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 58

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 59

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 60

Anna

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 61

Noelle

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 62

Tara

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 63

Grace

Dostępne w pełnej wersji

ROZDZIAŁ 64

Emerson

Dostępne w pełnej wersji

Epilog

Tara

Dostępne w pełnej wersji

Podziękowania

Dostępne w pełnej wersji