TABU II - Antologia Horroru Erotycznego - zbiorowa praca - ebook

TABU II - Antologia Horroru Erotycznego ebook

zbiorowa praca

4,0

Opis

Kontynuacja dobrze przyjętej „Antologii Horroru Erotycznego – TABU”. W części drugiej znalazły się teksty wyłonione w konkursie organizowanym przez portal: Trupi Jad – Magazyn Strasznie Kulturalny.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 480

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginału:

TABU II Antologia horroru erotycznego

Copyright © 2020 Artur Grzelak

Copyright © 2020 Adrian Pełka

Copyright © 2020 Dagmara Adwentowska

Copyright © 2020 Agnieszka Biskup

Copyright © 2020 Marcin Piotrowski

Copyright © 2020 Franciszek Piątkowski

Copyright © 2020 Bogdan Ruszkowski

Copyright © 2020 E.Raj

Copyright © 2020 Adam Deka

Copyright © 2020 Andrew Boock

Copyright © 2020 Aneta Pazdan

Copyright © 2020 Albert Hirsekorn

Copyright © 2020 Adam Loraj

Copyright © 2020 Jacek Pelczar

Copyright © 2020 Maciej Szymczak

Copyright © 2020 Anna Stolarczyk

Copyright © 2020 Oszubski Tadeusz

Copyright © 2020 Norbert Góra

Copyright © 2020 Alicja Gajda

Korekta:

Alicja Gajda

Okładka: Joanna Widomska - Workshop

Skład, łamanie: Jakub Siwiec

Sucha Beskidzka 2020

Wydanie 1

ISBN 978-83-956882-2-5

Pierwotne instynktyArtur Grzelak

Telefon zawibrował na blacie biurka, wydając charakterystyczny dźwięk powiadomienia. Mężczyzna oderwał się od usypywania ścieżki kokainy i spojrzał w tamtym kierunku.

– Ki chuj? – mruknął do siebie. Pochylił się, wciągnął kreskę i potarł podrażniony nos. – Nawet w weekend nie dadzą się, kurwa, wyluzować.

Wstał. Przeglądając się w lustrze, strząsnął resztki proszku, które zostały na wąsach. Powoli podszedł do telefonu. Zerknął na ekran, przecierając załzawione oczy. W tym momencie smartfon zaczął dzwonić. Na wyświetlaczu widniało: „Janusz”. Mężczyzna odebrał połączenie szybkim ruchem kciuka.

– Co tam?

– Stasiek, kurwa, gdzie ty jesteś? – Rozmówca był wyraźnie zdenerwowany. Mówił żwawo i głośno, sapiąc przy tym do słuchawki. – Gdzie się podziewasz?

– Weekend mam. – Mężczyzna podszedł ponownie do lustra, poślinił palec i włożył go w kupkę koksu. Z lubością wtarł proszek w dziąsła, mlasnął z zadowoleniem. Dopiero po tym kontynuował: – W hotelu jestem. Muszę się wyluzować po ostatnim posiedzeniu. Opozycja dała mi nieźle popalić, skurwysynki jebane.

– To włącz, kurwa, telewizor i zobacz, co się dzieje! – wydzierał się Janusz. – To już zakrawa na zamach stanu! Nie czekam na to, co będzie dalej, tylko spierdalam gdzieś do ciepłych krajów. Biorę kobitę, dzieciaki i będę wygrzewał dupę w Dubaju, dopóki się ta afera nie skończy. Tobie też radzę się gdzieś zabunkrować, bo to jakaś grubsza sprawa.

– O czym ty gadasz? – chciał zapytać Stasiek, ale połączenie już się urwało.

Co jest grane?

Usiadł na łóżku, włączył telewizor i poszukał kanału informacyjnego. Kokaina zaczynała działać. Stracił czucie w twarzy, ale za to rozpierała go energia. Sięgnął po drinka i zwilżył sobie gardło. W końcu znalazł odpowiedni program, a kiedy ujrzał nagłówki, do tego usłyszał głos spikerki, oczy rozszerzyły mu się z przerażenia.

To już kolejna w ciągu ostatnich miesięcy śmierć polityka związanego z obozem rządzącym. Wiceminister kultury, Witold Kawulski, został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu na warszawskiej Woli. Okoliczności śmierci nie są jeszcze znane, ale z tego, co ustalił nasz reporter na miejscu zdarzenia, policja nie wyklucza udziału osób trzecich. To następna zagadkowa śmierć polityka, która wstrząsnęła polską opinią publiczną w ciągu tego półrocza. Po tajemniczych morderstwach marszałka województwa podkarpackiego, Zygmunta Jasińskiego; ministra oświaty – Tadeusza Żaka – oraz po samobójstwie szefa komisji finansów, Patryka Niedźwieckiego, cała scena polityczna kipi z przerażenia. Dotychczasowe śledztwo nie przyniosło żadnych rezultatów. Podejrzenia o dokonanie zbrodni spadają na Federację Rosyjską lub mafię. Wszyscy zabici należeli do tak zwanego Klubu Podkarpackiego, dlatego pozostali jego członkowie mają zostać objęci dodatkową ochroną. Na godzinę dwudziestą zaplanowano w tej sprawie nadzwyczajne orędzie premiera.

– O kurwa – jęknął Stasiek i wyłączył telewizor. W tym samym momencie znów rozdzwonił się telefon. Na wyświetlaczu widniało imię Marioli, żony. Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę i odrzucił połączenie. – Niech się trochę pomartwi, stara raszpla – mruknął pod nosem.

Otworzył lodówkę. Wyjął schłodzoną butelkę Jacka Danielsa, którą obsługa zawsze szykowała na jego pobyt w hotelu. Nalał bursztynowego płynu do szklanki i opróżnił ją kilkoma szybkimi łykami.

Co jest, kurwa, grane, myślał gorączkowo. Te zabójstwa to… nie może być przypadek. Czyżby ktoś z półświatka nie dostał swojej doli z któregoś przekrętu, jakie robiliśmy w ramach Klubu Podkarpackiego?, zastanawiał się. Raczej nie, obie strony dbały, żeby układ trwał i ciągle przynosił zyski. Więc, kto, do chuja, morduje moich kumpli?!

– A jebać to! – powiedział na głos, nalał sobie kolejnego drinka i ciężko usiadł na łóżku. Sięgnął po hotelowy telefon i zadzwonił na recepcję.

Odebrali już po pierwszym sygnale. Staszkowi zawsze podobało się to, że był traktowany jak wyjątkowy klient.

– Słucham, panie pośle? – zapytał recepcjonista. – W czym mogę pomóc?

– Przyślijcie mi do pokoju jakąś kurewkę. Tylko tak, wiesz, dyskretnie, żeby nikt się nie skumał. Paparazzi czy inni kutasiarze. Ja załatwię wszystko z chłopakami z SOP-u.

– Oczywiście. Jakieś preferencje co do dziewczyny?

– Polka, byle nie jakaś jebana Ukrainka. Mam ich już dosyć.

– Nie ma problemu. Proszę mi dać pół godzinki.

Staszek rozłączył się, dopił drinka i podszedł do lustra. Czekając na dziwkę, zaczął usypywać kolejne ścieżki.

***

Kierowca zahamował, zatrzymując samochód na podjeździe przed rezydencją, a siedzące wewnątrz auta dziewczyny zachichotały. Po drodze dodawały sobie kurażu, wychylając kilka kolorowych setek. Jak twierdziła Ludmiła, alkohol pozwalał pozbyć się zahamowań oraz rozluźnić. Hanna nie podzielała entuzjazmu koleżanek, wręcz przeciwnie. Z każdą kolejną chwilą była coraz bardziej przerażona.

Historia jakich wiele. Dziewczyna pochodziła z małej wioski na Podkarpaciu. Rodzice przepijali pięćset plus, nie dbając o dzieci. Ojciec niekiedy zakradał się do sypialni córek i wkładał ręce pod kołdrę, na szczęście zadowalał się jedynie obmacywaniem czy podszczypywaniem. Kiedy Hanna skończyła osiemnaście lat, zabrała rzeczy i wyjechała do Krosna w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Początkowo pomieszkiwała u znajomej, imając się dorywczych, słabo płatnych zajęć. Po zawodówce nie mogła liczyć na pracę z dobrym wynagrodzeniem, a sytuacja skomplikowała się, kiedy do koleżanki wprowadził się chłopak, więc Hanna musiała szukać nowego lokum.

Wtedy właśnie poznała Ludmiłę – Ukrainkę, która wyemigrowała do Polski w celach zarobkowych. Była urodziwa i chętna, dlatego szybko znalazła zatrudnienie jako dziewczyna do towarzystwa.

Po długich namowach przekonała Hannę, żeby i ona spróbowała. Perspektywa sporych pieniędzy, jakie można było zarobić w krótkim czasie, a także brak środków do życia skłoniły ją do przyjęcia propozycji.

– Hej, młoda! – Słodki zapach alkoholu wydobywał się z ust siedzącej obok Złaty, blisko czterdziestoletniej Ukrainki, która według słów Ludmiły uprawiała swój zawód już od ponad dwóch dekad. – Coś taka zamyślona? To nie uniwersytet. Przyjechałyśmy się pierdolić, nie o niebieskich migdałach dumać.

Reszta dziewczyn zachichotała, a Hanna poczuła, jak na policzkach wykwita jej rumieniec.

– Nie dokazuj jej, bladź. – Głos Ludmiły był stanowczy. – Przecież wiesz, że to jej pierwszy raz. Ty swojego już pewnie nie pamiętasz.

– Było to jeszcze chyba za Jelcyna. – Złata zarechotała.

Boczne drzwi busa otworzyły się i stanął w nich postawny mężczyzna o kwadratowej szczęce. Nosił czarny garnitur, a – mimo panujących ciemności – na nosie miał przyciemniane okulary. Za pasem wyraźnie dostrzec można było kontur kabury z bronią.

– Wysiadajcie. – Ochroniarz brzmiał jak wokalista zespołu blackmetalowego. – Czekają na was.

Dziewczyny po kolei wychodziły z auta. Skąpo poubierane zaczęły natychmiast dygotać. Na zewnątrz panował chłód, w końcu był listopad, nocą zdarzały się już spore przymrozki. Hanna wysiadła jako ostatnia, dbając, by podwijająca się krótka sukienka nie odsłaniała zbyt wiele. Ochroniarz jednak zdawał się nie zwracać na nią uwagi.

Posiadłość znajdowała się w środku lasu. Sama rezydencja prezentowała się bardziej niż okazale. Budynek był olbrzymi, przypominał pałace z angielskich seriali, które Hanna oglądała w dzieciństwie. Porośnięte bluszczem ściany oświetlane ledowymi lampami sprawiały upiorne wrażenie.

Dziewczyny zaczęły wchodzić po schodach prowadzących do ogromnych drzwi, kiedy skrzydła wrót otworzyły się ze skrzypnięciem. Ze środka wyszedł starszy mężczyzna ubrany w elegancki bordowy szlafrok. W dłoni trzymał szklankę ze złocistym płynem, na ustach miał szelmowski uśmieszek. Po błyszczących, wodnistych oczach i rumianej twarzy dało się poznać, że był pijany.

– Zapraszam do środka, panienki! – krzyknął, klepiąc po tyłku stojącą najbliżej Załkę. Pisnęła radośnie, pocałowała go w policzek i weszła do budynku.

***

Telefon ponownie zawibrował. Tym razem wyświetlał się numer oficera SOP-u, odpowiadającego za ochronę posła.

– No nareszcie – mruknął do siebie Stasiek i odebrał połączenie.

– Panie pośle, przyszedł do pana gość. Kobieta. – Głos mężczyzny był beznamiętny, brzmiał jak lektor z filmów klasy B.

Oficer ochraniał posła już od trzech kadencji, zdążył poznać jego weekendowe zwyczaje sprowadzania prostytutek do hotelu. Niczemu się nie dziwił, nie zadawał pytań, po prostu wykonywał swoją pracę.

– Wpuśćcie ją – odpowiedział Stasiek. – I odeślij chłopaków spod drzwi, niech poczekają na dole. Nie lubię, gdy ktoś słyszy, jak pierdolę. A najlepiej niech wrócą dopiero rano. Mam dzisiaj ochotę się wyżyć, więc nie chcę, żeby mi ktoś przeszkadzał. Zrozumiano?

– Oczywiście, panie pośle. Dziewczyna zaraz będzie na górze.

Staszek rozłączył się i podszedł do lustra. Przygładził lekko rozczochrane siwe włosy, sprawdził, czy nie ma nic między zębami oraz psiknął preparatem odświeżającym oddech. Naprężył się, bezkrytycznie patrząc na swe oblicze. Ignorował zwisający brzuch, zwiotczałe mięśnie i pomarszczoną twarz naznaczoną latami chlania, ćpania i stresów. Złapał się za przyrodzenie i, uśmiechając się do siebie obleśnie, powiedział:

– Szykuj się, mały. Dzisiaj zamoczymy.

***

Ochroniarz zaprowadził je do piwnic, w których mieściły się basen, jacuzzi, sauna oraz kilka niewielkich pokoi. Wszystko aż skrzyło się od luksusu. Pozłacane klamki, marmurowe podłogi, a nad basenem – pokaźnych rozmiarów bar oblegany przez grupę starszych mężczyzn.

Widząc zbliżające się dziewczyny, zaczęli wyć jak zwierzęta i pokrzykiwać z zadowoleniem. Jeden z nich – siwy grubas z policzkami jak u buldoga – zawołał do barmana:

– Zrób panienkom drinki. Tylko nie za mocne, żeby miały siłę gałę opierdolić.

Jego towarzysze zarechotali, pożerając wzrokiem prowadzone przez ochroniarza dziewczyny. Hanna czuła na sobie ich ciężkie spojrzenia. Ubrana jedynie w skąpą, niewiele zakrywającą spódniczkę, miała wrażenie, że jest naga. Zesztywniała ze zdenerwowania, a jej ruchy pozbawione były kobiecego wdzięku. Mimo to szybko zwróciła na siebie uwagę. Jeden z mężczyzn – chudzielec o niezdrowej bladej cerze – wychylił kieliszek wódki, otarł wargi i uśmiechnął się lubieżnie.

– Jaka piękność – powiedział, gestem nakazując barmanowi nalać następną kolejkę. – Normalnie w konkursie Miss Podkarpacia mogłaby startować. Masz mój głos, marszałek województwa zawsze zasiada w jury.

Jego towarzysze zarechotali, omiatając Hannę wzrokiem, szczególnie skupiając się na biuście oraz długich nogach. Pozostałe dziewczyny podchodziły do baru, a mężczyźni obmacywali je, nie krępując się niczyją obecnością. Buldogowaty grubas chwycił Złatę, podciągnął jej sukienkę i wepchnął serdelkowate palce między nogi. Ukrainka pisnęła zalotnie. Rozchyliła ochoczo uda, gmerając jednocześnie przy jego rozporku. W końcu uklękła przed mężczyzną i zaczęła pieścić jego męskość ustami. Brała go całego, równocześnie masując i podszczypując jądra, mlaszcząc oraz śliniąc się przy tym. Wywołała kolejną falę rechotu.

– Zna suka swoje miejsce!

– Ale pałę opierdala! Jak odkurzacz!

Buldogowaty zaczął sapać, poczerwieniał na twarzy, chwytając klęczącą kobietę za włosy i przyciskając do krocza. W końcu ryknął z rozkoszy, aż po piwnicy poniosło się echo. Złata wstała, wycierając dłonią spermę spływającą z ust. Patrząc grubasowi w oczy, zlizywała ją ze swoich palców, wdzięcząc się i uśmiechając. Następnie złapała stojący na barze oszroniony kieliszek wódki. Przechyliła go jednym haustem.

Grubas zapiął rozporek.

Ignorując prześmiewcze nawoływania współbiesiadników, chwycił Złatę za dłoń; ruszyli w stronę jednego z pokoi w zaciemnionym korytarzu. Hanna odprowadziła ich wzrokiem. Stała jak wmurowana, czując, że mimo panującego wokół gorąca oblał ją zimny pot. W głowie kłębiły jej się tysiące myśli. Jedna przebijała się ponad wszystkie jak czerwona lampa ostrzegawcza.

Nie chcę tu być. Nie chcę tu być. Nie chcę…

– No, ruszaj się. – Stojąca z tyłu Ludmiła szturchnęła dziewczynę i popchnęła ją w stronę baru. – Pomyśl o pieniądzach, które za to dostaniesz. I napij się, to mniej zaboli.

Hanna opornie ruszyła przed siebie, prosto w objęcia bladego chudzielca. Poczuła na pośladkach jego kościste dłonie.

– Też potrafisz loda robić jak koleżanka? – Jego oddech śmierdział wódką, śledziami, a także czymś jeszcze. Jakby zgnilizną. – Niedługo to sprawdzę.

Wcisnął jej w dłoń kolorowego drinka, choć Hannę i tak już zdążyło zamglić, zakręcić się w głowie. Napój był słodki, z lekko wyczuwalnym posmakiem alkoholu.

– Siadaj. – Chudzielec wskazał miejsce obok siebie. – Nie krępuj się. Może ścieżkę?

Dopiero teraz zauważyła, że na blacie usypane są kreski białego proszku. Bladolicy wyjął z kieszeni plik stuzłotówek, zaczął go wertować, jakby szukał tej najlepszej. W końcu wybrał banknot, a resztę schował do kieszeni. Zwinął stuzłotówkę i wciągnął jedną z przygotowanych ścieżek.

– Aaach! – Wstał, odrzucając głowę w tył. Potarł nos, pociągnął nim kilka razy i uśmiechnął się, prezentując popsute zęby.

To skąd brała się zgniła woń…

– Przedni koksik. Jednak dobrze było załatwić szwagrowi posadę w ambasadzie w Kolumbii.

– Musisz tam wkręcić mojego brata – powiedział siedzący obok mężczyzna.

Ten, w przeciwieństwie do większości przebywających w rezydencji, był młody. Na oko ledwie trzydziestoletni, o blond włosach zaczesanych tak, jakby wyszedł prosto od barbera. Sączył drinka i przyglądał się wszystkiemu spod przymrużonych powiek. Na kolanach siedziała mu jedna z dziewczyn, której imienia Hanna nie zdążyła poznać. Przymilała się do niego, wkładając dłonie pod koszulę i całując po szyi. – Straszny z niego głąb, no i lubi wciągać, więc dla niego to miejsce idealne.

– Słuchaj, młody. Załatwisz to, o czym gadaliśmy, to się pomyśli. Przysługa za przysługę. Tak się to odbywa.

– Jasne – przytaknął blondyn i odwrócił się w stronę wdzięczącej się dziewczyny.

– Masz, wciągnij sobie. – Chudzielec zwrócił się do przestraszonej Hanny, podając jej zwinięty banknot. – Będziesz się lepiej ruchać.

– Dziękuję – odpowiedziała ściszonym głosem.

– Nie to nie. – Wzruszył ramionami. – Ja sobie zajebię na drugą dziurkę.

Hanna kątem oka zobaczyła, jak Ludmiła opuszcza pomieszczenie w towarzystwie faceta w bordowym szlafroku, który wcześniej powitał ich w progu rezydencji. Większość dziewczyn poznikała już w pokojach, inne przeniosły się nad basen. Kąpały się teraz nagie, śmiejąc się i kusząc.

– Chodź. – Hanna aż drgnęła, gdy poczuła, jak chudzielec łapie ją za rękę. – Koniec tej posiadówki. Czas na prawdziwą zabawę.

Drżącą ręką odstawiła niedopitego drinka i, nie mając innego wyjścia, wstała. Pokonując opór zesztywniałych nóg, poszła posłusznie do jednego z pokoi.

***

Stasiek przeglądał na smartfonie wiadomości na temat śmierci kolegi. Media prześcigały się w domysłach, brakowało tylko, żeby obarczyli zabójstwem dżihadystów z Państwa Islamskiego, bojówki ekologów lub przybyszów z Marsa. Oficjalnie jeszcze nic wydano żadnego oświadczenia, jednak szybki telefon do ministra spraw wewnętrznych spowodował, że mężczyzna momentalnie się spocił. Według ustaleń pracujących na miejscu zdarzenia śledczych, Witold Kawulski został zamordowany, a przed śmiercią go torturowano. Długo i boleśnie. Odcięto mu genitalia, wyłupiono oczy oraz urżnięto język. Na końcu pozostawiono, aby się wykrwawił. Nim zmarł, mogło minąć nawet kilkanaście godzin.

Kto, do chuja, jasnego mógł go zaciukać?, myślał przerażony Stasiek.

Poczciwego starego Witka, z którym zjadłem beczkę śledzi i wypiłem morze wódki…!

W starych czasach, kiedy wspólnie dopiero dobijali się do politycznych salonów, jeździli razem na wakacje z żonami i dziećmi. Zdarzało im się nawet dzielić jedną dziwką… Stasiek poczuł, jak zalewa go fala gorąca. Serce przyspieszyło rytm, dłonie zaczęły drżeć, a w oczach pojawiły się łzy.

– Weź się w garść – powiedział do siebie, przecierając twarz. – Weź się, kurwa, w garść.

Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi. Trzeba było przyznać, że recepcja spisała się na medal – od momentu zamówienia prostytutki nie minęło więcej niż pół godziny.

Muszę pamiętać, żeby dorzucić im parę stówek do rachunku.

Wstał, ponownie przeczesał włosy, powoli zbliżając się do drzwi. Odrobinę się naprężył, aby wyglądać na bardziej wysportowanego, niż był w istocie, i otworzył.

Dziewczyna spojrzała na niego zalotnie. Bez słowa weszła do środka, kołysząc zgrabnym tyłkiem opiętym skórzaną sukienką. Jej ciemne włosy błyszczały w świetle ledowych żarówek, a ściśnięte w dekolcie piersi wyglądały, jakby chciały wyskoczyć na zewnątrz. Stasiek patrzył na nią zauroczony. Zaraz przełknął głośno ślinę, czując miły ucisk w kroku. Zamknął drzwi i poszedł w ślad za dziewczyną.

***

Pokój był nieduży, ciemny, oświetlony jedynie taśmami ledowymi w czerwonym kolorze. Jego centralny punkt stanowiło ogromne łóżko. Obok stał stół, na którym rozłożone zostały lubrykanty, żele do masażu oraz erotyczne gadżety – wibratory różnych rozmiarów, kulki analne, kajdanki, pejcze i inne, których przeznaczenia Hanna nie śmiała się nawet domyślać.

Cały czas była spięta, skrępowana. Zawstydzona. Żałowała, że dała się w to wciągnąć i ciągle myślała nad tym, aby wydostać się z willi, wrócić do mieszkania. Znów poczuła dłoń chudzielca na swoim tyłku. Ścisnął go, podwijając sukienkę. Dobrał się do majtek.

– No, mała, wyskakuj z tego wdzianka.

Puścił ją, usiadł na łóżku i zapalił papierosa, którym zaciągnął się mocno. Wypuścił kłąb dymu prosto na dziewczynę, a kiedy zakasłała, tylko się uśmiechnął.

– Dawaj, dawaj. Zatańcz dla mnie. Tylko tak, żeby mi pała stanęła.

Nie wiadomo, skąd dobiegła muzyka. Trzeba było przyznać, że całkiem nastrojowa, uspokajająca. Hanna nie miała ochoty na tańczenie, ale powoli zaczęła kołysać się w jej rytm. Zamknęła oczy, wyobrażając sobie, że na łóżku przed nią wcale nie siedzi obleśny, chudy facet, tylko przystojny aktor. Poruszała biodrami, starając się wyglądać seksownie i ponętnie, jednak wciąż brakowało jej naturalności. Nieporadnie ściągnęła ramiączka sukienki, pozwalając jej spaść. Choć w pomieszczeniu było gorąco, owiał ją chłód, a ciało pokryła gęsia skórka. Hanna wypięła się bez śmiałości. Ściskając przez stanik piersi, prawie się zapomniała. Wirowała w rytm melodii tak, jakby nikogo nie było w pokoju.

Kiedy otworzyła oczy, rzeczywistość uderzyła w nią z brutalną siłą. Na łóżku wciąż siedział chudzielec – nagi, chorobliwie blady, z wystającymi żebrami i rzadkimi włosami na klatce piersiowej. W jednej dłoni trzymał papierosa, a drugą – masturbował się, choć jego męskość ciągle była miękka i wiotka.

– Zrzucaj te łaszki – wychrypiał. Jego wzrok błyszczał, odbijając blask czerwonych świateł.

Hanna poczuła, że jej usta drżą, a do oczu napływają łzy. Wstydziła się tego mężczyzny. Wydawał jej się ohydny, wręcz odrażający jak postać z dziecięcego koszmaru lub najgorszego horroru. Zwalczyła drżenie dłoni i rozpięła stanik. Chudzielec przewiercał ją wzrokiem, coraz szybciej pocierając członek. Wstrząśnięta kolejną falą wstydu zasłoniła piersi dłońmi i znów nieporadnie zakołysała się w rytm muzyki.

– Pokaż cycki. – Mężczyzna niecierpliwił się coraz bardziej, pocierając szybciej. – Nie zasłaniaj się, suko.

Mimo ponagleń, nie mogła się przemóc. Całkowicie przestała tańczyć, zaczęła za to płakać bezgłośnie. Po prostu stała na środku pokoju, pociągając nosem i zasłaniając się przed wzrokiem chudzielca.

– Co ty odpierdalasz? – Facet wstał i podszedł do niej. Chwycił ją za twarz. Ścisnął mocno, cedząc słowa zmieszane ze śmierdzącym oddechem: – Zdejmuj gacie i klękaj do gały. Za co ci płacę, do jasnej kurwy?!

– Zostaw mnie! – krzyknęła Hanna i odepchnęła go z całych sił.

Zaskoczony upadł na podłogę. Uderzył głową o ramę łóżka, aż zadudniło. Wydał z siebie stłumiony jęk.

Hanna, nie czekając, aż wstanie, porwała z ziemi sukienkę, chwyciła za klamkę i wypadła z pomieszczenia. Prosto w objęcia przechodzących właśnie korytarzem mężczyzn. Jeden z nich złapał ją, krępując wszelkie ruchy uściskiem silnych ramion.

– A cóż to, Zygmuntowi ptaszyna wyfrunęła z gniazda? – wydyszał jej prosto w twarz. Starała się wyrwać, jednak bezskutecznie. Łzy spływały po policzkach, rozmazując makijaż.

– Może nie potrafił jej dogodzić i zwiała poszukać prawdziwego chłopa – zarechotał inny, patrząc na półnagą dziewczynę jak hiena na kawał padliny. Chwycił ją za pierś i ścisnął mocno, oblizując się obleśnie. – Za miękkiego ma kutasa na taką piękność.

– Trzeba mu pokazać, jak się rucha! – krzyknął kolejny, najbardziej pijany z nich wszystkich. Zataczał się, ledwo stojąc na nogach.

Z pokoju wyskoczył chudzielec. Miał zakrwawioną głowę i dyszał ciężko. Nic nie robił sobie z tego, że był nagi, a między nogami dyndał mu zwiotczały penis.

– Zajebię sukę! Popchnęła mnie i rozciąłem sobie łeb!

– A co, nie dała sobie w dupę wsadzić? – zaśmiał się ten, który trzymał Hannę. – Zaraz sprawdzimy jej dziurki. Grupowo.

Dziewczyna zaczęła krzyczeć, jednak szybko zasłonięto jej usta. Jeden wprowadził ją do pokoju, a za nim weszła reszta. Hanna starała się uciec, wyrwać z uścisku, ale dwa silne ciosy otwartą dłonią sprawiły, że zwiotczała w uścisku. Poczuła, że ktoś zrywa z niej majtki. Dłonie obmacywały ją, szczypały po piersiach, pośladkach. Czuła ich palce między nogami, rozpychali nimi tyłek. Przeszywał ją coraz większy ucisk.

– Dawaj jej łapy. Skuj ją, żeby się nie wyrywała, i załóż korek na ryj. Lubię, jak suki jęczą, ale ta wrzaskiem popsuje wszystkim zabawę.

Rzucili ją na łóżko jak rzeźnik rzuca kawałkiem mięsa. Hanna poczuła zimny dotyk metalu na nadgarstkach. Wciąż próbowała wyrwać się, walczyć; wierzgała, jednak kilka kolejnych ciosów skutecznie ją powstrzymało. Trzymali ją za nogi. Wpychali palce w krocze, a w odbycie zawibrował wibrator. Hannę przeszył piekący ból, wbijający się coraz głębiej. Paraliżujący, obezwładniający, wywołujący dreszcze i spazmy.

Mężczyźni nie zadowolili się tylko gadżetami. Rozpoznała w sobie ich twarde męskości. Wsuwane na siłę, napierające na nią całym ciężarem ciała. Ocierali się nimi o jej piersi, stopy, twarz. Sperma jednego z nich spłynęła jej po policzku.

Ból stawał się nie do zniesienia. Dziewczyna już nie starała się z nim walczyć. Chciała tylko stracić przytomność, odpłynąć w nicość, nie czuć tego, co jej robili. Nie udało się.

Zapamiętała każdą sekundę.

***

Panna, nie czekając na zaproszenie, usiadła na łóżku i założyła nogę na nogę, prezentując w całej okazałości zgrabne uda i krągłości pośladków. Uśmiechała się samymi ustami, a w jej oczach drgał hipnotyzujący błysk.

– Napijesz się czegoś? – spytał Stasiek, podchodząc do stolika.

Dopiero teraz zorientował się, że nie uprzątnął kokainy. Skarcił się w myślach, lecz po chwili też sobie uzmysłowił, że luksusowa dziwka, jaką niewątpliwe była odwiedzająca go dziewczyna, widziała już niejedno. A także brała niemałe pieniądze za to, żeby nie rozpowiadać, co robią i zażywają jej klienci.

– Chętnie. – Jej głos zdawał się wibrować; napędzane koksem ciało Staszka przeszył dreszcz podniecenia.

Kurwa, zachowuję się jak gówniarz przed pierwszym ruchaniem.

Mężczyzna z uśmiechem nalał whisky do szklanek i podał jej jedną. Kiedy odbierała trunek, musnęła jego dłoń, a także ponętnie oblizała usta. Oj, niedługo zrobisz użytek z tych usteczek, pomyślał Stasiek, wyobrażając sobie, jak zaspokaja go oralnie.

Przez moment stał, przyglądając się jej. Dopiero po chwili usiadł obok i pogładził ją po udzie.

Odwzajemniła pieszczotę, gładząc go delikatną dłonią po karku. Mężczyzna przesunął dłoń wyżej, starając się szybko dotrzeć do celu. Dziewczyna chwyciła go za rękę i pocałowała. Długo, namiętnie. Jej usta były wilgotne, gorące i chętne. Stasiek już nie mógł doczekać się rozkoszy, jakich dzięki nim zażyje.

– Nie tak szybko – powiedziała, uśmiechając się olśniewająco. – Pójdę do łazienki się przebrać i odświeżyć. A ty czekaj tu na mnie. Bądź gotowy, bo już jestem mokra.

Mężczyzna tylko kiwnął głową. Jak zahipnotyzowany spoglądał na jej krągły zadek aż do chwili, kiedy zniknął za drzwiami łazienki.

Ależ te młódki na mnie działają! Aż żal, że w czasach młodości nie było takich dziewczyn. Ale przynajmniej teraz sobie poużywam. Pozycja i pieniądze pozwalały mu korzystać z podobnych usług bardzo często, więc korzystał z nich nader chętnie.

Położył się na łóżku i, popijając drinka, czekał na powrót dziewczyny. Poczuł się sennie, błogo, więc zamknął oczy. Nawet nie wiedział, w którym momencie zasnął.

***

Nie miała pojęcia, jak długo to trwało. Po jakimś czasie poddała się, przestała odbierać zewnętrzne bodźce. Czuła się jak szmaciana lalka, którą bawili się niegrzeczni chłopcy. Kiedy wreszcie skończyli, leżała na podłodze. Naga, obolała, posiniaczona, zakrwawiona, pokryta ich spermą, potem i śliną. Krocze piekło, szczypało, paliło żywym ogniem, jakby coś urwało się w jej wnętrzu… W odbycie ciągle tkwiła jakaś ich zabawka, przy każdym, najdrobniejszym poruszeniu wywołując falę bólu. Dziewczyna bała się ruszyć. Może teraz, gdy już zaspokoili chore żądze, dadzą jej w końcu spokój i pozwolą odejść…?

Otworzyła powoli oczy. Nawet nikłe czerwone, światło raziło, wywoływało łzawienie. Dostrzegła ich jak przez mgłę. Stali, palili papierosy i rozmawiali jakby nigdy nic, rechocząc do siebie. Ciągle byli nadzy, więc Hanna skuliła się instynktownie, przestraszona, że to jeszcze nie koniec gwałtu. Że to tylko przerwa na fajka i zaraz znów się za nią zabiorą.

Przeszył ją dreszcz, mimowolnie jęknęła, zwracając na siebie uwagę.

– Nie masz jeszcze dość? – Chudzielec schylił się, a jego zwiotczała, pomarszczona męskość zawisła tuż przy jej twarzy. Zaciągnął się i zgasił papierosa na ramieniu Hanny. Syknęła z bólu, jednak bała się krzyknąć. Przygryzła wargi, aż poczuła w ustach metaliczny posmak krwi.

– Zostaw ją, Zygmunt – powiedział jeden z nich. To był ten młody, którego wcześniej widziała przy barze. – I tak przegięliśmy. Dziwka ledwo dycha. Krwawi z pizdy i z dupy. Co sobie poużywaliśmy, to nasze, ale teraz trzeba pozbyć się problemu. Widziała nasze twarze, to kwestia czasu, zanim nas rozpozna. A wtedy pójdzie do gazet, do opozycji i będziemy mieć przejebane.

– Wyprzemy się i tyle. Nie ma żadnych dowodów. Chuja nam zrobią. – Chudzielec, najwyraźniej wciąż pobudzony alkoholem, narkotykami i gwałtem, przewrócił oczami. Machnął lekceważąco ręką.

– Ma na sobie pełno naszego nasienia. Zrobi obdukcję, znajdą DNA i po herbacie – wtrącił inny, ten grubszy, z siwymi wąsami.

– Co więc proponujecie?

– Trzeba ją zakopać gdzieś w lesie. – Najmłodszy wzruszył ramionami. – Mam zaufanych oficerów z SOP-u. Wywiozą ją gdzieś w głuszę, zajebią w łeb szpadlem i zakopią, aż znajdą ją dopiero archeolodzy.

Hanna zadrżała ze strachu, choć słowa docierały do niej jakby zza ściany. Zaszlochała, czym wywołała tylko kolejną salwę śmiechu.

– Wołaj ich – powiedział w końcu chudzielec. – Chodźcie, panowie, napijemy się, bo wytrzeźwiałem po tym ruchańsku.

Po chwili została w pokoju całkiem sama. Drżącymi dłońmi odpięła kulkę z twarzy. Wyjęła wibrującą zabawkę, a po wewnętrznej części ud popłynęła krew. Hanna załkała z przerażenia, wyzuta z siły i chęci do życia. Starała się stanąć na nogi, jednak zbyt bolało. Płakała z bezsilności, czuła się zbrukana i brudna. Chciała uciec, znaleźć się jak najdalej od przeklętej rezydencji i naćpanych polityków. Chciała krzyczeć, ale mogła wydać z siebie jedynie stłumiony, zachrypnięty jęk; gardło dawno było zdarte od krzyku jakby w próżnię.

Dopiero teraz Hanna uzmysłowiła sobie, jak bardzo chce jej się pić. Oparła się o łóżko i łkała bezgłośnie, wciąż była naga, nie miała niczego, czym mogła się okryć. Musieli zabrać jej bieliznę i tę skąpą sukienkę, w której tu przyszła. Może gdyby odnalazła Ludmiłę, Ukrainka na pewno by jej pomogła i załagodziła sprawę…

Jednak zamiast Ludmiły do pokoju weszło dwóch ubranych w czarne garnitury mężczyzn o kwadratowych szczękach i w ciemnych okularach.

– Ja pierdolę – powiedział jeden z nich, patrząc na zmaltretowaną dziewczynę. – Jebane zwyrole, to już trzecia taka akcja w tym roku.

– Też mam już tego dość. Dobra, dawaj zawijaj ją w koc i ładujemy do auta. I zaknebluj ją, żeby się nam zaraz cała ferajna tutaj nie zleciała.

– Może damy jej coś na uspokojenie? Zaśnie i będzie po problemie.

Kiedy mężczyzna schylił się, by okryć ją kocem, Hanna nagle drgnęła.

Ugryzła go w rękę. Odskoczył jak oparzony, wściekle przeklinając. Dziewczyna, pokonując dławiący ból, zerwała się równe na nogi i spróbowała wybiec z pokoju. Coś podcięło ją, runęła na podłogę, mocno uderzając w nią głową. Przed oczami pojawiły się mroczki, a potem zapadła ciemność.

Hanna ocknęła się zdezorientowana. Gdzie…? Dopiero po chwili dotarło do niej, że leży na tylnym siedzeniu jadącego auta. Podskakiwało na wertepach i nierównościach, potęgując ból i wywołując mdłości. Choć próbowała się powstrzymać, zwymiotowała gwałtownie. Zmieszana z krwią żółć w nagłej konwulsji trysnęła na przedni fotel i podłogę.

– Co jest, kurwa? – krzyknął kierowca. Zatrzymał się nagle, a Hanna ponownie zwymiotowała, krztusząc się, charcząc i z trudem łapiąc oddech.

– Zrzygała się. – Drugi z funkcjonariuszy SOP-u obejrzał się na tylne fotele i stwierdził oczywisty fakt. – Ja pierdolę, zabełtała nam pół fury.

– Kurwa, wiedziałem, że wyjdzie z tego jakaś pojebana akcja. Nie wiem jak ty, Jacek, ale ja to pierdolę. Mam tego, kurwa, dosyć. Sprzątania brudów po tych jebanych politykach. Mają się za wszechmogących, odpierdalają pojebane akcje, a potem się nami wysługują. Pierdolę sprzątać ten syf za te marne pięć koła miesięcznie. Mam ce plus e, pójdę se na tirach jeździć.

– Dobra, uspokój się. Ogarniemy to i się zastanowisz na spokojnie, co dalej.

Kierowca zgasił silnik i wysiadł z auta. Otworzył tylne drzwi, zniesmaczony zajrzał do środka.

– Oż kurwa, ale syf. Chuj, najpierw to ja muszę zajarać i się wyluzować. Trzeba będzie na jakąś myjnię jechać, żeby to posprzątać – pieklił się, podpalając papierosa.

Hanna leżała, obserwując sytuację. Starała się uspokoić. Przez otwarte drzwi zobaczyła, że są w lesie. Wokół było ciemno i zimno. Okryta tylko cienkim kocem zaczęła drżeć. Jednak chłód miał też swoje dobre strony – pozwolił jej przewietrzyć zmaltretowany umysł. Funkcjonariusze SOP-u dyskutowali ze sobą zawzięcie, przekrzykując się i wciąż złorzecząc na zwierzchników.

Dziewczyna postanowiła skorzystać z okazji. Teraz albo nigdy. Nie była skuta, więc zaczęła powoli wychodzić z auta. Wszystkie mięśnie oraz podrażniony gwałtem krok rwały przy każdym ruchu, jednak tym razem nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Wydostała się z samochodu, pod nagimi stopami poczuła zimne podłoże. Wiedziała, że to jej jedyna szansa. Musiała ją wykorzystać.

Wzięła kilka głębokich oddechów i pognała w las. Przed siebie, na złamanie karku. Mięśnie, siniaki i przypalenia po papierosach pulsowały nieopisanych bólem, ale Hanna biegła, klucząc między drzewami.

– Ty, patrz! – krzyknął ochroniarz, wyciągając broń. – Spierdala nam. Dawaj za nią!

– Daj spokój, Jacek. – Kolega położył mu dłoń na ramieniu i dodał: – Nie będziemy zapierdalać za dziwką po lesie w taki ziąb. Zresztą widziałeś, jak wygląda. Ledwo żyje, a tu dookoła jest kilkadziesiąt hektarów lasu. Zamarznie albo wpierdolą ją wilki. Nie ma szans, że dożyje poranka. Dawaj, pakujemy się do fury i spierdalamy stąd. Umyjemy auto, wypijemy po browarku, a jutro składam wypowiedzenie. Mam dość tej roboty.

Jednak Hanna już tego nie słyszała. Biegła przed siebie. Byle dalej od swoich oprawców i wydarzeń dzisiejszej nocy. Raniła stopy, ignorując siekający ciało chłód. Biegła.

Biegła do utraty tchu.

***

Kiedy Stasiek się obudził, leżał przywiązany do łóżka. Był nagi, miał skrępowane ręce i nogi, a w ustach tkwiła mu kulka na pasku.

Szarpnął się, jednak poczuł tylko ból; kajdanki mocno wrzynały się w nadgarstki.

– Nie szarp się, bo sobie krzywdę zrobisz – usłyszał kobiecy głos.

Prostytutka, którą zamówił, siedziała naprzeciw łóżka. Nalewała sobie whisky do szklanki i patrzyła na niego z kpiącym uśmiechem. Chciał krzyknąć, zaalarmować ochroniarzy, ale knebel skutecznie stłumił dźwięk. Zresztą po chwili Stasiek uświadomił sobie, że przecież odesłał funkcjonariuszy SOP-u spod drzwi. Przeklął własną głupotę i ponownie się szarpnął, wywołując jedynie większe rwanie.

– Pewnie się zastanawiasz, co się dzieje. – Dziewczyna wstała i, kusząco kręcąc tyłkiem, podeszła do skrępowanego. – Rozczaruję cię. To nie jest początek gry wstępnej. To preludium do twojej śmierci.

Przestraszony mężczyzna otworzył szerzej oczy. Nic nie rozumiał, nie miał bladego pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi.

– Cztery lata temu uczestniczyłeś w pewnej imprezie w ramach Klubu Podkarpackiego. Razem z kolegami zamówiliście sobie panienki do swojej willi w środku puszczy. Piliście alkohol, wciągaliście kokainę, w pięciu zgwałciliście jedną z dziewczyn, a potem kazaliście ją zakopać w lesie. Coś ci świta?

Stasiek kiwnął głową. Rzeczywiście pamiętał tamtą noc. Jak przez mgłę, ale pamiętał. Wtedy przesadzili i to bardzo. Dali upust swoim najgorszym instynktom.

– Ale dziewczyna nie skończyła w grobie. Zdołała uciec. Ledwo przeżyła noc w lesie, ale w końcu dotarła do ludzi, którzy jej pomogli. Opatrzyli rany, dali ubranie i schronienie. Przeżyła traumę, z nikim nie rozmawiała, nikt nie wiedział, skąd się wzięła ani co jej się stało. Aż pewnego dnia, kiedy leżała zmorzona gorączką, zobaczyła w telewizji twoją twarz. W sejmie, podczas debaty na temat finansów publicznych. Rozpoznała w tobie jednego z nich i wtedy wezbrał w niej gniew. I pragnienie zemsty.

Stasiek nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Choć nagi – w pomieszczeniu było dość chłodno – czuł, że coraz bardziej się poci. Z trudem łapał oddech, gdy serce zaczęło bić jak szalone.

– To ja byłam tą dziewczyną – wycedziła przez zęby, nie kryjąc satysfakcji z jego strachu. – Polowanie zajęło mi prawie cztery lata.

Obmyślałam plan, jak dostać każdego z was. Powtarzałam w głowie po wielokroć, co z wami zrobię. I udało się. Dorwałam wszystkich, ty jesteś ostatni.

Dopiła drinka i schowała szklankę do torebki, żeby nie zostawiać w pokoju swoich odcisków palców. Założyła białe, lateksowe rękawiczki. Zbliżyła się do skrępowanego.

– Żałuję jedynie, że nie mogę się tobą zająć, jak należy. Tak jak twoim kumplem Witkiem. Oj tak, na nim sobie poużywałam. Przed śmiercią błagał mnie o litość, obiecując wszystko, co tylko przyszło mu do głowy. Sprzedałby każdego z was, swoją żonę i swoje dzieci, żebym tylko darowała mu życie.

Chwyciła za atłasową poduszkę, przycisnęła ją Staszkowi do twarzy. Wierzgał, próbując się wyrwać. Walczył o każdy oddech. Po kilku długich jak wieczność chwilach zwiotczał, a na łóżku pojawiła się plama moczu. Hanna odrzuciła poduszkę i spojrzała na ciało z obrzydzeniem, lecz radośnie. Rozpierała ją euforia, jednak nie był to jeszcze czas na świętowanie.

Pokojowy sejf był uchylony, więc otworzyła go i zabrała plik banknotów. Razem z pieniędzmi, które zdobyła od reszty ofiar, uzbierała już pokaźną sumkę. Wystarczającą, aby zniknąć. Ukryć się w egzotycznych krajach, gdzie nikt nie będzie pytał, skąd jest ani skąd ma pieniądze. Pousuwała ślady swojej obecności z pokoju, wycierając klamki i miejsca, których dotykała bez rękawiczek. Ostatni raz rzuciła okiem na martwe ciało. Uśmiechnęła się z satysfakcją.

Wyszła z pokoju i udała się do windy. Kiedy przechodziła przez hol, od razu zauważyli ją ochroniarze, którzy siedzieli w hotelowym lobby, gawędząc i popijając piwo.

– Co tak szybko? – spytał jeden z nich, zdziwiony.

– Pan poseł nie był dzisiaj w formie – odpowiedziała, zmieniając uśmiech w ten niewinny. – Szybko skończył i poszedł spać. Powiedział, żebyście go obudzili za dwie godziny.

Ochroniarze tylko kiwnęli głową i wrócili do rozmowy. Kiedy dziewczyna wychodziła z hotelu, usłyszała jeszcze jednego z nich:

– Nic dziwnego, że staruszek spalił się przy takiej petardzie. Sam nie wiem, czy bym pięć minut wytrzymał.

Ich śmiech zagłuszony został przez miejski zgiełk panujący na zewnątrz. Hanna zaczęła iść w kierunku zaparkowanego dwa skrzyżowania dalej samochodu. Rozpierała ją euforia. Miała ochotę wrzasnąć. Wykrzyczeć całemu światu, że jej się udało.

Dotarła do auta, wsiadła do środka i szybko ściągnęła niewygodne szpilki. Następnie zdjęła perukę, ostrożnie wyjęła szkła kontaktowe. Odetchnęła z ulgą zadowolona, że w końcu dokonała zemsty.

Odjeżdżając, nie mogła opanować uśmiechu.

Spis treści

Pierwotne instynkty

– Artur Grzelak

Pokój 47

– Adrian Pełka

Okno na poddaszu

– Dagmara Adwentowska

Rozmowy waginalne, czyli Ballada o dwóch Jolach

– Agnieszka Biskup

Pożądanie

– Marcin Piotrowski

Północnica

– Franciszek Piątkowski

Ból i rozkosz

– Bogdan Rus

Potwór z bagien

– E.Raj

Orbita Cmentarna

– Adam Deka

Grzech

– Andrew Boock

Z ciała i krwi

– Aneta Pazdanck

Prosektorium

– Albert Hirsekorn

W pustce

– Adam Loraj

Klątwa

– Jacek Pelczar

Edyta

– Maciej Szymczak

Sukces może być największą pułapką

– Anna Stolarczyk

Oczarowanie

– Tadeusz Oszubski

Mieszkanie numer dwa

– Norbert Góra

Krwawa Mary

– Alicja Gajda

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Kolofon

Spis treści