Wydawca: Psychoskok Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2013

Sztuka wojenna czasów Stefana Batorego. Tom II. Aspekt teoretyczny - część 1 ebook

Tomasz Zackiewicz

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 343 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Sztuka wojenna czasów Stefana Batorego. Tom II. Aspekt teoretyczny - część 1 - Tomasz Zackiewicz

"
Seria „Sztuka wojenna czasów Stefana Batorego” to najpełniejsze ujęcie wojskowości Stefana Batorego na polskim rynku, oparte na szerokiej bazie źródłowej i z bogatym zestawem literatury, w tym obcojęzycznej. Są to materiały, które powstały przy pisaniu pracy doktorskiej Autora - Tomasza Zackiewicza na ten temat.

Jest to doskonała pozycja dla wszystkich miłośników staropolskiej sztuki wojennej. Pisząc ten cykl książek Autor starał się zawrzeć naukową myśl w wydaniu przystępnym dla każdego.

Ten tom dotyczy wojskowości Stefana Batorego w ujęciu teoretycznym. Opisuje szczegółowo wszystkie zjawiska, jakie są z tym związane. Zawarte są tu kwestie nie tylko typowo wojskowe, ale też i skarbowe, gospodarcze czy prawne.
"

Opinie o ebooku Sztuka wojenna czasów Stefana Batorego. Tom II. Aspekt teoretyczny - część 1 - Tomasz Zackiewicz

Fragment ebooka Sztuka wojenna czasów Stefana Batorego. Tom II. Aspekt teoretyczny - część 1 - Tomasz Zackiewicz

Tomasz Zackiewicz

Sztuka wojenna czasów

Stefana Batorego

Tom II

Aspekt teoretyczny – część 1

WYDAWNICTWO PSYCHOSKOK, 2013

Copyright© by Wydawnictwo Psychoskok, 2013

Copyright© by Tomasz Zackiewicz, 2013

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej

publikacji nie może być reprodukowana, powielana

i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej

zgody wydawcy.

Skład i korekta: Tomasz Zackiewicz

Projekt okładki: Tomasz Zackiewicz

Zdjęcie okładki: Karl Pawłowicz Briułłow, „Oblężenie Pskowa”, fragment obrazu olejnego

ISBN: 978-83-7900-034-0

Wydawnictwo Psychoskok

ul. Chopina 9, pok. 23, 62-507 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom.665-955-131

http://wydawnictwo.psychoskok.pl

e-mail: wydawnictwo@psychoskok.pl

Niniejszą książkę poświęcam

polsko-węgierskiej przyjaźni,

która jest wieczna

Autor

Sum rex vester,

nec fictus neque pictus.

Stefan Batory

ZAWARTOŚĆ TEMATYCZNA

1. Warunki rozwoju polskiej wojskowości

2. Wojskowość Rzeczpospolitej a europejscy klasycy sztuki wojennej

3. „Podręczniki” a praktyka walki w szkoleniu wojska

4. Szlachta a batoriańskie wojny

5. Sytuacja militarna w Rzeczpospolitej po bezkrólewiu

6. Geneza reform

7. Dowodzenie i sztab

a/ organizacja systemu dowodzenia wojsk koronnych i litewskich

b/ praktyka dowodzenia w czasie bitwy

c/ Stefan Batory jako wódz

d/ urząd hetmana

e/ rotmistrze

f/ porucznicy

g/ towarzysze

h/ weterani

8. System obronny Rzeczpospolitej -- struktura organizacyjna

9. Pospolite ruszenie

10. Wojsko kwarciane

11. Wojsko nadworne

12. Piechota

a/ piechota XVI wieku

b/ rodzaje piechoty

c/ piechota a artyleria i konnica

13. Konnica

a/ dziedzictwo doby średniowiecza

b/ husaria

c/ pozostałe rodzaje konnicy

d/ nowa husaria

e/ pozostałe rodzaje konnicy Batorego

f/ problem szabli

g/ konie

14. Artyleria

a/ sztuka artyleryjska XVI wieku

b/ Stefan Batory a pociski zapalające

ZALECANA BIBLIOGRAFIA

PODZIĘKOWANIA

1. Warunki rozwoju polskiej wojskowości

Rzeczpospolita położona była na pograniczu szeroko rozumianego Wschodu i Zachodu. Docierały więc do niej różne wpływy. To sprzyjało wykształceniu się oryginalnej sztuki wojennej, która była syntezą tych trendów, dostosowanych do polskiego pola walki. Wobec silnego oddziaływania Wschodu model zachodnioeuropejski nie trafił do nas w całości, jak być powinno. Jednak już w początkach XVI wieku mamy przejście od systemu feudalnego, czyli oparcia obronności na pospolitym ruszeniu, do wojsk zaciężnych1, co było typowe dla patentu zachodniego. Przemiana ta w końcu musiała nastąpić w obliczu nowych wyzwań nowożytnego pola walki. Jednak charakterystyczne jest to opóźnienie w stosunku do państw przodujących w tej dziedzinie. Wpływ na taki stan rzeczy miał na pewno charakter struktury społecznej państwa polskiego oraz ukształtowanie terenu, preferujące walkę w oparciu o jazdę. Nowe potrzeby pola bitewnego na Zachodzie wymuszały reformy, zaś w Rzeczpospolitej wszystko zostawało po staremu. I właśnie prócz osławionego konserwatyzmu polskiej szlachty pewien wpływ na to miało wspomniane już wyżej ukształtowanie terenu. Bowiem całe połacie wschodniej Europy pozbawione były miast, które należało zdobywać, a walka odbywała się w otwartym polu. Pozbawione zarówno przeszkód naturalnych, jak i sztucznych, stanowiło doskonałe warunki do użycia jazdy. Decydowała dynamika i gwałtowne manewry, a ufortyfikowane ośrodki odgrywały zupełnie drugorzędną rolę. Jeśli dochodziło już do oblegania twierdz, to brano je najczęściej głodem. To z reguły wystarczyło, więc duże masy piechoty nie były potrzebne. Nie kształcono też z początku specjalistów w tej dziedzinie, a większe osiągnięcia na tym polu były dopiero w XVII wieku2.

Jeśli zaś chodzi o strukturę społeczną, to mamy tu wyraźnie dominującą rolę szlachty a słabe, upośledzone mieszczaństwo3. To zaś bardziej upodabniało Rzeczpospolitą do Wschodu. Rycerski rodowód tej szlachty sprawiał, że utrwaliło się przekonanie, iż to na niej spoczywa obowiązek obrony ojczyzny, a decyzje o użyciu tej formy walki zapadały na sejmie, zdominowanym przez nobilitas4. Inne stany miały niewiele tu do powiedzenia, a ich rola w wysiłku obronnym raczej malała, co było tendencją całkowicie odwrotną niż na zachodnim teatrze wojny. Przemiany te trafnie wyraził to T.M. Nowak i J. Wimmer: „Charakteryzowała je przede wszystkim przewaga plebejskiej piechoty nad rycerską jazdą, rozpowszechnienie i stały wzrost znaczenia broni palnej na polu walki oraz oparcie się na systemie wojsk zawodowych, opłacanych z funduszów państwowych”5. Walka szlachty w obronie państwa uzasadniała przyznane przywileje. Stąd mamy cały czas pospolite ruszenie jako podstawową formę wojska. O ile w średniowieczu spełniało to swoje zadanie, o tyle u progu Odrodzenia stawało się przeżytkiem. Jedynie podczas wojny na terytorium Polski mogło odegrać jakąś rolę. Na długie wyprawy za granicę zupełnie się nie nadawało, a zwłaszcza do nowych form walki jak np. oblężenie. Do tego wymagano już ludzi z pewną wiedzą, czyli specjalistów. A tymczasem pospolite ruszenie, trzon systemu obronnego, zamiast uzawodowienia przeżywało rozkład. Związane to było w pewnym stopniu z przemianami ekonomicznymi i społecznymi, a zwłaszcza z rozwojem gospodarki folwarcznej. Szlachta zaczęła dbać bardziej o swoje majątki, czyli o wzrost produkcji rolnej swych folwarków, i coraz bardziej niechętnie myślała o uczestniczeniu w wojnie, co przecież wiązało się z opuszczaniem majątku i oderwaniem się od zajęć gospodarskich6. Mimo tej negatywnej tendencji, wojny XV i XVI wieku stały się okazją do ciągłego udoskonalania form organizacyjnych wojska oraz jego taktyki walki7. Jednak związane to było głównie z wojskami zaciężnymi, które były wciąż nieliczne. Rozluźniała się dyscyplina w pospolitym ruszeniu, a wprowadzenie broni palnej wymagało od żołnierza dużo większych kwalifikacji niż szlachta z reguły posiadała. Nie radziła sobie z twierdzami, ale też z takim przeciwnikiem jak Tatarzy i Wołosi, bowiem stanowiła przeważnie ciężkozbrojną jazdę8. Przeciwnik z kresów południowo-wschodnich nie był silny, ale dokuczliwy i to głównie dzięki niemu wojskowość Rzeczpospolitej zmieniała się. Zmiany w polskiej wojskowości nie tyle zostały spowodowane przez starożytne traktaty, co zostały wymuszone utarczkami z lekką jazdą typu wschodniego. Moim zdaniem był to najważniejszy czynnik kształtujący sztukę wojenna państwa polsko-litewskiego do czasów batoriańskich.

W ówczesnej Rzeczpospolitej spotykało się jednak i bogate ośrodki miejskie, które stać było na własną niezależną politykę, zwłaszcza, że polskie siły nie były w stanie jej ograniczyć. Środki obrony w tym czasie górowały nad środkami ataku i miasta te przestały obawiać się wojsk królewskich. Za przykład mogą posłużyć porty (Gdańsk, Elbląg) oraz zamożne twierdze pruskie. Były one w stanie zaciągać własne wojska zaciężne, co tylko wzmacniało ich autonomię. To stąd promieniowała zachodnia sztuka wojenna. Ważny był tu także sam Kraków, który był ważnym ośrodkiem rzemieślniczym i miejscem spotykania się różnych „szkół” wojskowości9. Wydaje się jednak, że wpływ tego był o wiele mniejszy niż rozwiązania orientalne.

Także ośrodki pozostające za granicą miały coraz doskonalsze fortyfikacje. Postępowało to równolegle wraz z rozwojem artylerii, co powinno być ostrzegawczym sygnałem dla wojskowości Rzeczpospolitej. Coraz więcej też fachowców zajmowało się tą dziedziną na Zachodzie, a według mnie przełomem tu było dzieło Albrechta Dürera „Etliche Underricht zur Befestigung der Stett, Schloss und Flecken”, wydane drukiem w roku 152710. Pisano również inne traktaty, poszerzające tę wiedzę, jednak te dzieło wydaje się kluczowe. Powstała tzw. „wojskowość renesansowa”, która zatraciła całkiem elementy średniowieczne11. Charakterystyczne jest, że w Rzeczpospolitej w tym czasie brakowało podobnego dzieła, które by wyszło spod ręki rodzimych specjalistów. Były tutaj „podręczniki” i publikowane porady12, ale nie nabrało to takiego znaczenia jak zachodnioeuropejskie dzieła.

Moim zdaniem zarówno pod względem dominacji jazdy jak i słabej sztuce fortyfikacyjnej nasza wojskowość podobna raczej była do tego, co działo się na Wschodzie. I stan ten, mimo pewnych modyfikacji i nawiązań do sztuki wojennej Zachodu, trwał do czasów panowania Stefana Batorego. Reformy tegoż władcy nieco usprawniły polsko-litewską wojskowość, dodając mocniejsze akcenty zachodnie, chociaż tradycja jagiellońska nie została naruszona w swej zasadniczej części.

2. Wojskowość Rzeczpospolitej a europejscy klasycy sztuki wojennej

Renesans wprowadził wiele rewolucyjnych zmian w życiu ówczesnych ludzi Zachodu. Inna stawała się też sztuka prowadzenia wojen. Rozpoczęło się „odkurzanie” starożytnych traktatów wojskowych, z których czerpano wiele rozwiązań. Zmiany zapoczątkowała w XIV wieku Italia, będąca spadkobiercą klasycznej spuścizny. Od tego czasu feudalne rycerstwo ustępowało na rzecz modelu armii burżuazyjnej. Na wojskowość wpłynął charakter podzielonego, z wieloma silnymi miastami, państwa włoskiego. Wczesna zamożna burżuazja miała w swych rękach ogromne środki finansowe, co umożliwiało jej prowadzenie własnej niezależnej polityki, podpartej wojskiem. Gospodarka towarowo-pieniężna spowodowała, iż powstały zupełnie inne armie niż w średniowieczu13. Cała ta nowa wojskowość oparta była na traktatach, w których zachodni teoretycy wojskowości dopatrywali się schematów do praktycznego zastosowania na nowożytnym polu walki. Występowała tu też coraz ściślejsza specjalizacja, bowiem wojskowość stała się obiektem badań i doświadczeń empirycznych. Natomiast charakterystyczną cechą polskiej wojskowości był brak schematu, a podstawowym atutem stała się jej uniwersalność. Decydowała tu w głównej mierze praktyczność, a nie teoretyczne wywody, których wiele spotykało się na Zachodzie. Konsekwencją takiego stanu rzeczy było to, iż towarzysz znał podstawowe procedury taktyczne i umiał walczyć jako jeździec, strzelec, kopijnik i piechur14. Stan ten był trudny do zaakceptowania na Zachodzie, który stawiał na zawodowość wojska, która pociągała za sobą ścisłe określenie ról poszczególnych formacji.

W Rzeczpospolitej długo broniono się przed podziałem armii na poszczególne specjalizacje. Jednak ten swoisty konserwatyzm nie zamknął polskiej wojskowości w szczelnym getcie. Dbano o tradycję oręża, lecz jednocześnie nie odcinano się od nowych prądów, jeśli miały one korzystnie wpłynąć na całokształt. Wpływy starożytności na polską sztukę wojenną możemy dostrzec już bardzo wcześnie, bo u schyłku XV wieku, kiedy to Kazimierz Jagiellończyk zainteresował się traktatem Wegecjusza pod tytułem „Epitome rei militaris”15. Trudno powiedzieć w jakim stopniu dzieło to odbiło się w polskiej rzeczywistości, ale faktem jest, iż dość wcześnie zaistniała świadomość nowych rozwiązań w wojskowości. By móc uczynić jakiś krok w praktyce, potrzebna była najpierw zmiana myślenia. To musiało potrwać pewien czas i stąd wydaje się, iż za Kazimierza Jagiellończyka dokonał się tylko przełom teoretyczny. Pewnym jest jednak to, że był to przełom. Od następców na tronie krakowskim zależało jak wykorzystają tę podbudowę. Mimo swej odporności na zmiany oręż Rzeczpospolitej ulegał obcym tendencjom. Ważny wpływ na to miała „Stratagemmata” Frontinusa, opracowana przez Lipsiusa w XVI stuleciu. W takiej wersji dzieło zostało zaakceptowane przez wojskowość Zachodu i w takiej dotarło do Polski. Poglądy klasycznych teoretyków oręża możemy znaleźć w dziełach m.in. Łaskiego i Bielskiego16. Tarnowski, Łaski i Sarnicki czerpali dużo z Wegecjusza17. Z analiz wynika, iż Polacy zapożyczyli z traktatów starożytnych zwłaszcza informacje z zakresu taktyki zaskoczenia przeciwnika oraz przyswoili manewr flankowy, stosowany podczas bitwy. Zaczerpnięto też pewne techniki dotyczące organizacji i szyku piechoty, jazdy oraz o współdziałaniu różnych typów broni. Nie ma tu jednak tej precyzyjności terminologicznej i naukowości, typowej dla zachodniej sztuki wojennej18.

Pewne rzeczy również braliśmy bezpośrednio od sąsiadów, bez zbędnej podbudowy teoretycznej. I tak od Węgrów nauczyliśmy się taktyki jazdy, czyli zmasowanego uderzenia cwałem. Będzie to charakterystyczna cecha naszej sztuki wojennej. Od Czechów zaś nauczyliśmy się walki w oparciu o tabor. Duży wpływ na polską wojskowość miało też niemieckie piśmiennictwo. Chodzi tu głównie o umiejętność obchodzenia się z artylerią, minerstwem i sztuką fortyfikacji19. Sam Batory był miłośnikiem wojskowej literatury. Wiedział też dużo o sztuce oblężniczej, bowiem czytał dzieło Reinharda von Solmsa20. Podobnych przykładów jest dużo, co wskazuje według mnie na to, że tematyka ta nie była obca polskiej wojskowości, ale większość rozwiązań pozostała na papierze i w świadomości rodzimych teoretyków. Natomiast nowożytne pole walki w państwie polsko-litewskim kształtowało się według swoich reguł, tylko nawiązując do tego, co pisali obcy specjaliści.

3.„Podręczniki” a praktyka walki w szkoleniu wojska

W związku z tym, że w naszej wojskowości charakterystyczny jest brak schematyzmu, typowego dla Zachodu, każdy przypadek traktowany był odrębnie przez dowódców. Ważny, jeśli nie najważniejszy, był „element ruchu”. Góruje on początkowo nad „elementem ognia”. Praktyka panuje nad teorią, bo nawet pospolity szyk zw. „dawnym obyczajem polskim” nie jest ściśle przestrzegany21. Dlatego niewiele było wiedzy, której rekrut nie znał i do której musiał być przygotowywany. Ten model utrwalił się w polskiej tradycji wojskowej. I chociaż Batory musiał walczyć w warunkach zbliżonych do zachodnioeuropejskich, to jednak nadal poszukiwało się wielkich celów i strategicznych rozstrzygnięć, a sam element zagonów dręczących przeciwnika odegrał bardzo ważną rolę22. Tak więc według moich ustaleń Batory utrzymał uwarunkowany tradycją ruch, manewrowość i brak schematów, nawet w bitwach polowych, a jedynie „element ognia” został zwiększony do niespotykanego dotąd maksimum. Król ten bowiem starał się, aby roty miały charakter strzelczy. Jednak zgranie w czasie i dyscyplinę nie dawało się osiągnąć bez trenowania.

O naszym rodzimym patencie na szyk bojowy tak pisze Floryan Zebrzydowski: „Na to każdy z rotmistrzów ma pamięć mieć, aby huf z przodku konniejszemi osadził a takichże pobok i nazad, bo też z zadu bywa czasem przodek, a drobniejsze konie i nie tak zbrojne pachołki we środek. A im ma przykazać, aby gdy każą do hufu każdy swe miejsce wiedział a dobrze pamiętał, w którym rzędzie [szeregu – T.Z.] ma stać i między kim i nie tylko ma pamiętać tych obok siebie, ale i kilku ich od siebie, a dlatego i dla prędkości, zwłaszcza czasu trwogi nie mogą czasem we wszystkich rzędach stawać, aby i onym, których nie będzie między sobą miejsce zostawili. A tak chociaż się kto spóźni, chociaż się nikt opóźniać nie ma, tedy na swoje miejsce wjedzie a sprawa raz deliberate uczyniona, nie będzie odmieniana; bo widamy, że naprędce kiedy sprawują, tedy kto się nawinie pada w rząd, by tylko towarzysze na przodku stanęli, a liczba rzędów jednaka była. A ona porządna sprawa, kiedy jej najpilniej, kiedy wprzód huf wielki czynią, w niwecz się obraca. A kiedy się ludzie w to wprawią, że miejsca swoje pamiętają, tedy razem huf stanie, bo jedni w przodku stawa ją, drudzy z tyłu, trzeci pośrodku i z krajów, a kto się opóźni, więc na swoje miejsce i dlatego trzeba, aby każdy rotmistrz, sprawiwszy w huf rotę swą, kazał spisać, kto w pierwszym, wtórym, trzecim, czwartym rzędzie, a w której liczbie od końca ma stad, bo nie trzeba więcej czterech rzędów czynić. A ktoby miejsca nie miał strzedz, aby był karan. A gdy się ludzie tak wprawią, łacne będą szyki rotmistrzom i po tych hetmanowi”23. Zebrzydowski wykłada nam podstawowe zasady, jakie mają obowiązywać przy formowaniu szyku bojowego. W tym cytacie zwraca szczególnie jedna rzecz, a mianowicie to, iż każdy żołnierz miał ściśle wyznaczone miejsce w szeregu i nie mógł go zmieniać. W razie mobilizacji zapobiegało to chaosowi, lecz wymagało ciągłych ćwiczeń, by wszystko zapamiętać. Żołnierz bowiem nie tylko dbał o swoje miejsce w uszykowaniu, ale też musiał wiedzieć, kto stoi w jego sąsiedztwie. Jeden drugiego zatem kontrolował wzrokiem, a to z kolei zmniejszało możliwość pomyłki. Nie każdy bowiem musiał umieć liczyć i był na tyle inteligentny. M. Plewczyński ustalił na podstawie badań nad obroną potoczną, iż poziom wykształcenia (alfabetyzacji) kształtował się na bardzo niskim poziomie24, a zatem na pewno występowały duże trudności z pisaniem, czytaniem i oczywiście liczeniem. Napisanie więc i danie żołnierzom „podręcznika” dotyczącego taktyki walki nic by nie dało, wobec czego nie przykładano do tego zbyt wielkiej wagi. To samo również dotyczyło instrukcji, gdzie kto ma stać w uszykowaniu. To również mogło być zawodne. W związku z tym pozostawała tylko praktyka. Zresztą podobnie działo się i na Zachodzie, gdyż traktaty starożytne (nawet te, przystosowane do warunków nowożytnych) bywały rozumiane tylko przez nielicznych. Oficerowie i żołnierze bazowali wyłącznie na praktycznych treningach, które miały charakter regularnych ćwiczeń i to nie tylko na poziomie oddziału, ale i pojedynczego rekruta, z naciskiem na zaprawę fizyczną25. Trzeba było w żołnierzach wykształcić pewne mechanizmy, które podczas alarmu zadziałałyby automatycznie. Ale oddział wojska nie tylko musiał sprawnie formować się, ale też walczyć. Tu jeszcze więcej trzeba było wylać potu, aby osiągnąć sukces. Zebrzydowski pisze o tym, żeby uszykowanie obsadzić „konniejszemi” z przodu, po bokach i z tyłu, „bo też z zadu bywa czasem przodek”. Intencją hetmana było więc ustawienie najlepszej konnicy w zewnętrznych rzędach i szeregach uszykowania. Pod terminem „konniejszemi” należy rozumieć też, iż mamy tu do czynienia z elitą armii doświadczoną w bojach. Byli oni odpowiednikami „straceńców” u lancknechtów, czyli po prostu veteranos (weterani), a ich podstawowym zadaniem stało się prowadzenie mniej doświadczonych żołnierzy (tiranos) podczas walki. Było to wyuczenie wyłącznie przez praktykę26. Na indywidualne wyszkolenie składało się: zaprawa fizyczna, ujeżdżanie koni, szermierka i strzelanie. Ćwiczenie w strzelaniu rusznic nie było częste wśród ogółu szlachty, ale za to popularne na Rusi i Podolu. Świadczy o tym uchwała sejmu piotrkowskiego z 1519 roku, aby nikt nie zabierał z sobą rusznicy po wyjściu ze służby z wyjątkiem Rusinów, którzy ciągle być muszą gotowi do obrony. Natomiast w programie ćwiczeń zespołowych najbardziej istotna była musztra bojowa: zwroty, formowanie szyków i przegrupowanie. Pomagały w tym różnego rodzaju „okazowania” i przemarsze27.

Nowożytność zrodziła potrzebę spojrzenia na wojnę jak na sztukę, a każda sztuka miała swoich mistrzów i „podręczniki” do nauki oraz pewien uniwersalny zasób wiedzy, przekazywany ustnie z pokolenia na pokolenie. I chociaż polska wojskowość broniła się przed utartymi schematami, to jednak i tu możemy znaleźć mistrzów i ich „podręczniki” do nauki wojowania. Zasadniczym jednak fundamentem naszej sztuki wojennej była właśnie owa wiedza przekazywana ze starszych żołnierzy na młodszych. A „podręczniki” w Rzeczpospolitej nie stały się kopiami starożytnych traktatów, jak to się działo na Zachodzie, chociaż wpływ da się zauważyć, ale bywały wzorowane na oryginalnej spuściźnie wywodzącej się z praktyki. Czerpały z doświadczenia dawnych rodzimych dowódców, a przy okazji adaptowały nowości ze Wschodu i z Zachodu. Już bowiem same stosowanie polskiego szyku wojennego, którego można uznać za kwintesencję naszych rozwiązań na polu wojskowym, daje nam do zrozumienia, iż nowożytni żołnierze nie mogli obejść się bez odpowiednich szkoleń. I na to właśnie szczególnie zwracają uwagę polscy teoretycy wojskowości. To chciał nam przekazać Zebrzydowski, a hetman Tarnowski pisze, by młodzi ludzie „szkoły rycerskie mieli, tak ku strzelbie, ku zapaskom,, jako ku szermierstwu”. Narzeka, iż teraz nastąpił upadek dyscypliny w wojsku28. Niemniej jednak „szkół rycerskich” w naszym rozumieniu nie było, a sławnemu wodzowi chodzi po prostu o wyszkolenie, które nabywano przez całe życie, przy okazji wykonując swoje zawody nie zawsze związane z wojskiem. W podobnym tonie brzmią „Artykuły Hetmańskie”, gdzie w punkcie 2 czytamy: „Strzelcy i inszej broni umiejętnie używać. Rotą debrze rządzić i sprawować. Równo czołami iść. Rzędu i miejsca strzedz i pilnować rozkazania w rzędnym postępowaniu”29. Szkolenie takie miało obejmować wiele elementów. Albert Brandenburski, reprezentujący tu myśl zachodnią, radzi, „aby się też tego i owego uczyli. Albo żeby się kielka set ich, dwadzieścia lat albo więcej w potrzebach dali użyć, międzi któremi barzo mało. Też i podczas ledwo jeden nalezion bywa, któryby około szykowania. Albo inszych pożytecznych a potrzebnych spraw wojennych, jako to około wodzenia, a sprawowania hufów. A daleko umiej rady jakiej dać, wachę porządnie osadzić, a strzelbę zatoczyć: szancować, obóz albo leger toczyć a położyć, albo co takowego potrzebnego uczynić wiedział a gruntownie wedle potrzeby rozumiał”30. Takież „monstrowanie” dotyczyło dowódców i zwykłych żołnierzy. Wskazane były wspólne ćwiczenia: „A wszakosz iż też nie masz tych którzy w służbach niebywali młodych Towarzyszów a owszem Pacholikow. A tak potrzebne jest w tym napominanie aby PP [Panowie – T.Z.] Rotmistrze tak jezdni jako i pieszy Towarzysze i Pachołki swe wte wprawili a nie wten czas gdy przyjdzie do hufu albo do szykowania iżby w hufie umieli stać, strzelby i inny broni swej używać, ku potrzebie huffem na miejscu obracać takież gdy szykują aby umieli równie ciągnąć...”31 Fechtunek żołnierze przechodzili w domach. Od maleńkości, a ściślej biorąc od czasu, gdy mogli udźwignąć broń, byli wdrażani w rzemiosło wojenne przez swoich ojców i wujów. Szlachcic zatem dobrze władał bronią białą (zawsze noszono szablę, co było wyrazem przynależności stanowej); nie obca mu też była umiejętność posługiwaniu się łukiem, a także sprawne poruszanie się konno. Znacznie gorzej posługiwano się bronią palną i tylko pistolet był w powszechnym użyciu32. Jednak jak na nowożytne pole walki to była tylko podstawa, która nie mogła był wystarczająca. Wymagany był profesjonalizm, więc konieczne było dodatkowe szkolenie, które by uzupełniło braki w wiedzy i umiejętnościach, a także zapoznało przyszłego żołnierza z nowymi aspektami walki. I polska tradycja wojskowa znała takie ćwiczenia. Przykładem może być tzw. gonienie do pierścienia. Jedno z nich miało miejsce na polu ujazdowskim pod Warszawą. Było to urządzone ku czci Batorego, podczas przeprosin Jana Zamoyskiego, a miało się to odbywać według artykułów ułożonych przez Andrzeja Opalińskiego, marszałka koronnego. Brzmiały one następująco:33

„1/ Ktokolwiek będzie chciał gonić, ma być w słusznym do tego ubiorze, z bronią żadną, któraby ku zwaśnieniu być mogła przyczyną, a miasto krotochwili niepokój uczynić, nie może być ozdobion.

2/ Przyjechawszy na plac a naznaczone dla gonitwy miejsce raz objechawszy, ma spokojnie stanąć na tym końcu, z którego mają począć biegać.

3/ Żaden przedtem gonić nie ma, nim mu będzie od sędziów nakazano.

4/ Kto pierścień weźmie, za każdą, za każdą razą napiszą mu razów 6.

5/ Kto w górę krawędzia pierścień uderzy, zapiszą mu razów 6.

6/ Kto w nadolny krawędź ugodzi, zapiszą mu razów 2.

7/ Kto w stronę pierścienia prawą albo lewą, zapiszą mu raz 1.

8/ Kto drzewem sznur przeniesie, na którym pierścień będzie wisiał, wszystkie razy traci, jeśliby jakieś przed takową omyłką dostał.

9/ A jeśliby ich nie miał, a potem równo razów z kim innym dostał, już będzie bliższym wygranej ów, co takiej myłki nie uczynił.

10/ Komuby ze strzemienia noga wypadła, traci wszystkie razy.

11/ Komu się głowa odkryje, traci wszystkie razy.

12/ Komuby kopia z rąk wypadła, albo komu się o ziemię ułamała, albo dotknęła, traci razy wszystkie i potem nic zgoła do gonitwy nie ma.

13/ Ktoby z miejsca poskoczywszy wpół kresu, dla nieudolnego złożenia, drzewca konia zastanowił, drugi raz poprawić się nie może i owszem on raz idzie mu na zgubne imię.

14/ Wolno też będzie każdemu kopią tą gonić, którą sobie na plac przyniesie.

Dan Varsoviae 6 Januarii 1578 roku”.

Tego typu ćwiczenia to raczej zabawa niż faktyczny trening. Jednak takie ćwiczenia prawdopodobnie były bardzo popularne i dzięki temu pewne umiejętności przydatne do walki mogły być doskonalone. Najważniejsze tu były treningi całymi oddziałami, co było koniecznością w nowożytnej sztuce wojennej. Każdy bowiem miał trochę inne spojrzenie na technikę walki, dlatego dla sprawności armii jako całości szkolenie tylko w rodzinnych domach nie mogło wystarczyć. Potrzebne stawały się wspólne ćwiczenia nowych rekrutów (również weteranów dla przypomnienia lub zaprezentowania nowinek), aby żołnierze przywykli do walki w hufie, gdyż w domu tego nie mieli. „Bóg zna, iż to chwalebna rzecz, aby u nas też ćwiczenia było, aby i z bronią naszą tak pieszą jako na koniu, nie tylko przed hetmanem w wojscze, ale i doma ludzie zwyczaj brali, tak z drzewem jak i strzelbą, bo gdzie hufiec nie chyba sobą porządnie, a zwyczaju nie ma, tak snadnie się rad postroi. I nie może go tak dobrze zewrzeć Hetman, abo Rotmistrz, aby się na obróceniu, bądź na miejscu, bądź w ruszeniu, nie rozdarł, gdzie zwyczaju a ćwiczenia nie masz”34. Podstawowych umiejętności nabywano w domu, a hetman miał za zadanie wdrożyć to w taktykę wspólnej walki. Różnie przysposobieni do rzemiosła wojennego rekruci musieli tworzyć jedno ciało w czasie realnej bitwy. Szyk ma być taki, „aby jedna rzecz drugiej nie zawadzała, ale pomagała, iżeby obóz przyszedł ku pożytku. A chociażby też bez obozu, aby użył dział, strzelby ręcznej, ludzi zbrojnych lekkich; aby każda rzecz z tych na pożytku przyszła, a iżeby się żadna rzecz, gdy już potkanie ma być nie zamieszkała”35. Nad tym czuwał głównodowodzący, który realizował swoją koncepcję. Jednak jeśli rekruci nie byli przygotowani do walki ramię przy ramieniu, nie sposób było zapanować nad taką masą ludzi. Łatwo było o rozluźnienie szyku, panikę i w konsekwencji klęskę.

4. Szlachta a batoriańskie wojny

Szlachta Rzeczpospolitej coraz mniej chciała uczestniczyć w awanturach wojennych, zwłaszcza poza granicami kraju, a wolała zajmować się swoimi majątkami. Dzięki wspaniałej koniunkturze na zboże i inne produkty rolne ciągnęła wielkie zyski, które chciała nadzorować osobiście. Co więcej szlachecki stan posiadania, nie tylko majątkowy, wzmocniło bezkrólewie. Chciano teraz takiego władcę, który będzie powolnym narzędziem nobilitas. Stawiano warunki przyszłemu królowi. Działo się tak, chociaż Batory przed przybyciem do Rzeczpospolitej przygotował sobie grunt, wysyłając swego lekarza antytrynitariusza Jerzego Blandraty i przez oddziaływanie na wpływowych arian (m.in. Mikołaj Sieniecki). Celem było wzmocnienie swojej pozycji na przyszłym polskim tronie. Zborowscy tymczasem zapewnili mu poparcie w senacie. Tak więc w obu izbach Batory zyskał silne wsparcie, które gwarantowało sukces. Potem do Rzeczpospolitej przybył oficjalny poseł Mikołaj Berzeviczy, który miał dopracować szczegóły36. Było więc zapewnione poparcie silnego stronnictwa między nobilitas. Jednak rozdźwięki między ambitnym królem a butną szlachtą ujawniły się natychmiast. Zaraz po pojawieniu się w Krakowie Batory pokazał swoją siłę na sejmie toruńskim, gdzie udowodnił, że nie chce być jedynie narzędziem nobilitas. Sejm ten zaczął się 4 października. Debatowano tam nad sprawą gdańszczan37, która najlepiej ujawniła różne koncepcje władcy i nobilitas. Między innymi Batory zareagował gniewem na warunki szlachty polskiej, odbierające mu wiele z prawa decydowania, zwłaszcza w dziedzinie wojny. Nawet sam ton władcy przemawiającego do narodu szlacheckiego nie rokował dobrze w wzajemnych stosunkach. Potwierdził, że nie będzie „królem malowanym” jak Henryk Walezy, ale będzie władcą-wojownikiem. Jego główną myślą było oparcie się na senatorach, a przeciw republikańskiemu ustrojowi. Miały to być rządy silnej ręki. I chociaż na początku rozdał urzędy po myśli szlachty, to jednak nie miało być więcej ustępstw. Sejm toruński rozszedł się bez konkretnych ustaleń w końcu listopada 1576 roku38. Zadrażnienia zostały, ale początkowe ustępstwa króla utrzymały poparcie większości szlachty.

I tak już miała wyglądać współpraca narodu szlacheckiego z Batorym, który starał się realizować swą politykę wojenną zgodnie z własną wizją, powodując oburzenie nobilitas. Oparł się przy tym na wiernych mu senatorach, którzy tworzyli jego radę wojenną wraz z zaufanymi dowódcami39. Zawłaszcza to widać po zdobyciu Połocka, gdzie król zawarł sojusz z możnymi przeciw braci szlacheckiej na sejmie. Przyznał też wiele nadań, aby pozyskać więcej zwolenników do swoich planów wojennych. I nie decydowało tutaj zasłużenie dla sprawy, a znaczenie w państwie. Co prawda Filon Kmita, starosta orszański, za spustoszenie cara posiadłości dostał urząd wojewody Smoleńska, ale teren ten był pod panowaniem Moskwy. Batory, idąc tropem pozyskiwania magnatów, oparł się na potężnym już wtedy rodzie Radziwiłłów. I tak hetman polny Krzysztof Radziwiłł otrzymuje kasztelanię trocką i podkanclerstwo. Mikołaj Radziwiłł „Sierotka”– laskę marszałka wielkiego litewskiego. Natomiast Eustachy Wołłowicz otrzymuje kanclerstwo wielkie litewskie wraz z kasztelanią wileńską, a Jan Kiszka za wystawienie dużego oddziału (400 osób) dostaje starostwo żmudzkie. Nawet Zamoyski wziął za żonę Krystynę Radziwiłłównę, aby scementować stronnictwo królewsko-magnackie. Związane to również było z pozyskaniem Litwy przeciw nadchodzącej rozprawie z Moskwą. Za te nadania posypała się krytyka „panów koronnych”, bowiem niewiele z tego było z nimi uzgadniane. Było jawne wystąpienie przeciw interesom nobilitas. Poza tym uwidoczniło się szczególnie faworyzowanie Węgrów, którzy byli preferowani na liczne stanowiska w kraju i armii. Szlachta miała więc słuszne pretensje o to, że Batory rozdaje honory i dobra swoim rodakom. Jaskrawym przykładem był tutaj Kasper Bekiesz, który dostał nagrodę pieniężną, indygenat koronny i litewski, starostwo lanckorońskie i kamienicę „Pod Baranami” w Krakowie40. Bekiesz za to był szczególnie nielubiany wśród szlachty. To zdenerwowało między innymi Olbrachta Łaskiego, który był jednym z głośniejszych krytyków króla. Tą niechęć do Batorego da się zauważyć też u Mieleckiego, hetmana wielkiego litewskiego, który nic nie dostał mimo ogromnych zasług i nieprzeciętnego talentu. Musiał wycofać się z wielkiej polityki, co było wielką stratą dla polskiej wojskowości41, bowiem jego następcą został człowiek niekompetentny, Jan Zamoyski. Mielecki złożył buławę, bo nie chciał być hetmanem dla tak niesprawiedliwego władcy42. Był to symboliczny i wymowny znak protestu. Postępowanie króla wywoływało słuszne oburzenie szlachty. Jej jedność nie trwała długo i rozpadła się na stronnictwa. Jednak na słowach pieniaczy się skończyło. Starano się tylko patrzeć królowi na ręce i podejrzewano o chęci wzmocnienia władzy i użycia jej do własnych celów, dlatego wszelkie kroki wojenne były przyjmowane z taką nieufnością43. Może dlatego była zawsze trudność z uchwalaniem podatków na wojnę. Może obawiano się wykorzystania tego przeciw dominacji szlacheckiej. A kroki takie znane były już za Zygmunta I Starego i ambitnej żony Bony Sforza. Dlatego wydaje się, że ostrożność nobilitas miała swe uzasadnienie.

Węgrzy nie chcieli podporządkować się władzy hetmańskiej, w czym wyróżniał się oczywiście Bekiesz. Zwiększało to tylko wzajemną nieufność i oskarżenia. Ale Batory zdołał oczyścić się z zarzutów i obronić wizję sprowadzenia obcych zaciężników do Rzeczpospolitej44. Szlachcic nie lubił zawodowego żołnierza, bo uważał go za rozbójnika45. Obawiał się o swe majątki, bowiem zapewne musiały docierać wieści o postępowaniu zaciężników na Zachodzie. Mimo tych perturbacji udaje się na sejmie warszawskim uchwalić podatki na następną kampanię, chociaż coraz bardziej widzimy bezowocność małżeństwa z Anną Jagiellonką. Nie mogła ona zdobyć silnej pozycji w państwie, jak niektórzy chcieli, co miało zrównoważyć aspiracje Batorego46. Wobec powszechnego zniechęcenia do dalszego prowadzenia wojny z carem pojawiły się kłopoty z uchwaleniem kolejnych poborów. Było to spowodowane niechęcią i ospałością nobilitas47. Konflikt z państwem Moskiewskim mógł być traktowany jako wojna poza granicami państwa, a to zawsze nie miało wielu zwolenników wśród szlachty.

Batory nie lubił polskiego parlamentaryzmu i nie ukrywał tego od samego początku. Nic dziwnego, bo dał się mu we znaki, blokując wszelkie wojenne inicjatywy króla. Sejm w Warszawie (23 listopada – 8 styczeń 1580) był widownią zaciętej batalii o podatki na kontynuowanie wojny. Uwidoczniła się tu wielka rola Zamoyskiego48. Podobny był następny sejm w Warszawie (początek 22 stycznia – 8 marca 1581) na temat środków finansowych na trzecią wyprawę. Znowu widzimy zasługi Jana Zamoyskiego, który przekonał szlachtę dla celowości następnej wyprawy mimo silnego stronnictwa dążącego do pokoju z carem49. Polski władca ciągle napotykał na opory, paraliżujące kampanie wojenne.

Nie zakończona była sprawa następstwa tronu po śmierci obecnego władcy, ale król chciał to przełożyć na czas po wojnie moskiewskiej, aby nie rozbudzać podziałów w nobilitas. Batory potrzebował poparcia. Musiał zapożyczać się znowu u Niemców, szukając pieniędzy na wojnę. W końcu posłowie zgodzili się na uchwalenie dwuletniego poboru, ale miała to być ostatnia kampania50. Jakby tego było mało, w kampanii pskowskiej Batory pokłócił się z Zamoyskim, ale potem król darował mu wszystko51. Potrzebował jego poparcia. Wydane wtedy artykuły wojskowe miały usprawnić armię, ale pojawiły się liczne zastrzeżenia rotmistrzów. Mianowanie Zamoyskiego hetmanem, a pominięcie Jana Zborowskiego, także nie mogło podobać się szlachcie. Na sejmie byłaby wrzawa, ale tutaj pod Pskowem Batory wiedział dobrze, co robi52. Zostało to z czasem zaakceptowane, przynajmniej oficjalnie. Jednak dowódcy nie lubili Zamoyskiego, gdyż to nie był urodzony żołnierz. Tak więc pojawiały się kolejne rozdźwięki między monarchą a bracią szlachecką. To zaś bardzo utrudniało prowadzenie wojny i również mogło przyczynić się do klęski. Jednak upór Zamoyskiego, który został pod murami Pskowa, mimo iż część wojska i sam król odeszli, przyniosła w końcu rezultaty.

Szczytem tego parlamentarnego bałaganu, przeciągającego ważne decyzje, był sejm w 1585 roku, kiedy to skończyła się królewska cierpliwość. W kwestii parlamentarnej Batory zdawał się wyłącznie na Zamoyskiego, który dobrze orientował się w tych mechanizmach i wiedział, kiedy schlebiać szlachcie, a kiedy grozić. Tę działalność widzimy zwłaszcza w „propositiae” Zamoyskiego na sejmie 1581 roku, gdzie od samego początku wychwalał zwycięstwa Rzeczpospolitej i nakazywał kontynuowanie tego, strasząc nobilitas konsekwencjami dalszego zaniechania53. Przekonania posłów nie było proste. Szlachta na sejmie zwykle nie wyrażała zgody na podatki dostatecznie szybko, więc Batory w tym zwracał się do sejmików prowincjonalnych. A zaczął to czynić jeszcze przed wojną z Moskwą54. I potem dalej kontynuował tę praktykę. Wobec paraliżu sejmu było to jedyne wyjście, chociaż w pewien sposób ograniczało władztwo nobilitas kraju. Na przykład w kwietniu 1577 roku rozesłano odpowiednie uniwersały do Wielkopolski, Małopolski i Mazowsza. Szlachta uchwaliła pobór powszechny w trybie szybkim jak na polskie warunki. Te same wybiegi król stosował do szlachty litewskiej, co również dało pozytywne rezultaty55. Umiejętność postępowania z nobilitas trzeba uznać za jedną z głównych zalet monarchy, ale czynił to przy wielkiej pomocy zręcznego mówcy, jakim był Zamoyski. Dzięki temu był w stanie prowadzić zwycięską wojnę na dużą skalę, co było nowością w stosunku do tego, co działo się za Jagiellonów.

Gradacja spraw Batorego różniła się od tej wyznawanej przez szlachtę, dlatego konflikty nasilały się wraz z upływem czasu. Batory był świadom niechęci szlachty56, ale był zmuszony współrządzić z nią. Było to ugruntowane przez polską tradycję, która traktowała króla jako jeden z trzech stanów rządzących. I Batory nie był w stanie uzyskać na tyle silną pozycję w kraju, aby mieć możliwość rządzenia całkowicie samodzielnie.

5. Sytuacja militarna w Rzeczpospolitej po bezkrólewiu

Rzeczpospolita miała bogatą tradycję wojskową. I chociaż podczas bezkrólewia i krótkiego, aczkolwiek fatalnego, panowania Henryka Walezego tradycja ta prawie zamarła od strony materialnej, to jednak przetrwała w świadomości ludzi, którzy odpowiadali za całokształt sztuki wojennej. Dlatego w każdej chwili można było powrócić do rozwiązań, które to z powodzeniem funkcjonowały w „złotych czasach” ostatnich Jagiellonów. Mimo że, dynastia w linii męskiej wymarła, to jednak zachowana została pewna kontynuacja tradycji w osobach sióstr Zygmunta Augusta. Niewiele to miało wspólnego z polską tradycją wojskową, ale zadecydowało o tym, kto miał szansę na tron w Krakowie. Wygranym był tu Stefan Batory, człowiek obcy, chyba niezbyt zorientowany w polskiej tradycji wojskowej. Mimo ślubu z siostrą Zygmunta Augusta, Anną Jagiellonką, był on daleki od romantycznej wizji „króla Piasta”, jaką miała polska szlachta.

Warunki w Rzeczpospolitej nie były dlań sprzyjające za sprawą nie tylko wewnętrznego chaosu, ale i niepewnej sytuacji międzynarodowej57. Batory po przybyciu do Polski zetknął się przede wszystkim z problemami natury finansowej i wojskowej, co było konsekwencją trwania długiego okresu bez gospodarza. Batory zastał armię, a raczej jej resztki, w fatalnym stanie58. Musiał ją odbudować niemalże od początku.

Pierwszym poważnym zgrzytem był na pewno bunt wojsk kwarcianych, które podczas bezkrólewia uległy demoralizacji. Oprócz pospolitego ruszenia oddział ten, w sile około 1650 konnych i 500 pieszych, stanowił w tym czasie jedynie zbrojne ramię Rzeczpospolitej, w którym byli regularni żołnierze59. Skarb zalegał im z żołdem i wojsko to pozbawione zostało środków na utrzymanie. Batory chcąc wstąpić na tron krakowski, musiał obiecać, że je „opatruje” i nie ruszy z miejsca60. W zamyśle miało to uniemożliwić wmieszanie tych żołnierzy w liczne spory między stronnictwami. Niemniej jednak potem książę z Siedmiogrodu postanowił je użyć w rozgrywce o polską koronę. Było to złamanie przyrzeczenia danego wcześniej szlachcie. Jakkolwiek żołnierze odmówili podporządkowania się królowi elektowi, nie uznając go za swego władcę. To spowodowało, że Batory rozpuścił ich po zapłacie żołdu61. Było to logiczną konsekwencją w obliczu buntu, ponieważ nie chciał mieć w kraju żołnierzy, którzy są mu nielojalni. Jednak Polska tym samym została pozbawiona jedynej regularnej siły zbrojnej62, którą można uznać też za nośnik polskiej tradycji wojennej, łączącej czasy jagiellońskie z tym, co miało dopiero nadejść. Batory decydując się na to, jak gdyby symbolicznie odciął się od tej spuścizny doby Jagiellonów. Być może miało to również symbolizować początek nowej jakości w dziedzinie wojskowości, bowiem oto królem polskim został człowiek bardzo ambitny i chyba wiedzący dobrze, czego oczekiwać od tronu krakowskiego.

Batory zamierzał rozpocząć wszystko na nowo. Zerwał więzi z tradycją wojenną Jagiellonów i budował nową według własnej wizji. Już w momencie przybycia do Polski zaistniał fakt spotkania się polskiej wojskowości z obcą myślą wojenną. Stefan Batory bowiem przyprowadził z Węgier około 1000 jazdy i 550 piechoty63. Były to skromne siły jak na pozycję króla tak wielkiego państwa, jakim mieniła się Rzeczpospolita. Jednak do dyspozycji Batorego pozostawały także tereny werbunkowe w Siedmiogrodzie oraz na całych Węgrzech. Mógł więc w każdej chwili zaciągnąć stamtąd liczne formacje wiernych sobie hajduków, które stanowiłyby trzon nowej siły zbrojnej. Jednak do tego potrzebne były pieniądze, a sam władca liczył prawdopodobnie na hojność skarbu Rzeczpospolitej. Dlatego też Batory nie przejął się zbytnio wojskami kwarcianymi, zapewne licząc na liczne zaciągi z Siedmiogrodu i Węgier Właściwych. Jednak już sejm koronacyjny w Krakowie (31 marzec – 29 maj 1576) pozbawił Batorego złudzeń. Jedynie zatwierdził uchwałę zjazdu w Jędrzejowie o poborze w wysokości 24 gr z łanu na zaciąg wojska. Były to warunki jeszcze ustalone na sejmie lubelskim w 1569 roku64.

Chcąc nie chcąc Batory został zmuszony do powrócenia do rozwiązań, które to istniały jeszcze za Jagiellonów i śmiałe plany musiał odłożyć na potem. Król bowiem chciał pieniędzy, ale na Węgrów, gdy tymczasem nobilitas chciała utrzymać narodowy charakter zaciężnych, co było związane z polską tradycją wojenną, nie znającą obcych zaciężników na wielką skalę. Tak należy sądzić, gdyż szlachta nie ufała takim wojskom65. Batory miał po prostu odtworzyć wszystko to, co było za jego poprzedników na tronie krakowskim. Jednak monarcha nie otrzymał na to wystarczających funduszy, gdyż najważniejszy był pobór, dzięki któremu finansowano gros sił zaciężnych w stanie wojny. Ostatni taki pobór pospolity pochodził dopiero z 1573 roku, którego uzasadnieniem była elekcja nowego króla66. A jak pokazują rachunki sejmowe sytuacja finansowa kraju za Zygmunta Augusta była stosunkowo dobra, a załamanie nastąpiło potem, czyli w okresie bezkrólewia i krótkiego panowania Henryka Walezego67. Zanim więc mieli pojawić się pierwsi zaciężnicy, trzeba było najpierw uruchomić machinę finansową, która już tradycyjnie pozostała powolną i nieefektywną.

Przedstawiona sytuacja militarna Rzeczpospolitej wyraźnie nam nakreśla stan systemu obronnego zastanego przez księcia z Siedmiogrodu w kraju. Ciągle trwał on w ścisłym związku z feudalizmem. Silny konserwatyzm i przewaga tradycji nad rozsądkiem skutecznie uniemożliwiały wszelkie zmiany. Niektóre reguły były nawet w sprzeczności z interesem stanu szlacheckiego, lecz były utrzymywane. Niemniej wszelkie próby reform, które by poważnie modyfikowały te rozwiązania, kończyły się fiaskiem. Możliwe były tylko pewne zmiany w ramach istniejącego systemu.

6. Geneza reform

Po czasach zygmuntowskich ważnym etapem w dziedzinie wojskowości polskiej było królowanie Stefana Batorego. O ile ostatni Jagiellonowie zrobił dużo dla artylerii68, o tyle właśnie ich następca dokonał rewolucji w piechocie i w zaniedbanej do tej pory sztuce oblężniczej. W czasie bezkrólewia znacznie pogorszyły się warunki obronne kraju, a Batory przerwał ten proces. Uczynił on oręż Rzeczpospolitej nowoczesnym i godnym pola walki zachodniej Europy, ale droga do tego była trudna i wyboista.

Książę z Siedmiogrodu obejmując tron w Rzeczpospolitej, był świadom sytuacji w państwie. Już od samego początku widział konieczność reform. Jednak ostatecznie przekonała go do tego niezbyt szczęśliwa wojna z Gdańskiem69. Polska wojskowość wymagała szybkich i zdecydowanych zmian. Nie odpowiadała ona zupełnie obszarowi, znaczeniu i pozycji kraju na arenie międzynarodowej, bowiem Rzeczpospolita stanowiła wówczas ogromne państwo ze stosunkowo znikomą liczbą zawodowych żołnierzy. Pospolite ruszenie, na którym głównie opierała się obronność, było mało wartościowe i monarcha napotykał na wiele trudności w momencie jego użycia w ewentualnej wojnie. Batory od początku nie ukrywał swej niechęci do tej formacji wojskowej, aczkolwiek podjął prób jej zreformowania70. Kiedy okazało się to niemożliwe, porzucił tę myśl tym łatwiej, że charakter wojen, które przyszło mu prowadzić, wymagał głównie piechoty. W ówczesnej Rzeczpospolitej dyskutowano o tym szeroko, skoro „deliberacya była: jeśli pospolitem ruszeniem, jeśli ludźmi służebnymi walczyć”71. Już tutaj możemy dopatrywać się planów utworzenia piechoty wybranieckiej, bo pod określeniem „ludzie służebni” kryją się zapewne chłopi. Batory zrezygnował z pospolitego ruszenia, prócz samoobrony z ziem ruskich, zagrożonych przez Tatarów. Natomiast w wojnie o Inflanty brała udział jedynie szlachta litewska72. Trzon armii stanowiły oddziały zaciężne, a resztę poczty prywatne i liczni ochotnicy. Zgodnie zatem z zaleceniem Machiavellego król Stefan nie posłużył się systemem kondotierskim, który nawet na Zachodzie wychodził z użycia. Zachodni dowódcy kompanii batoriańskich nie mieli takiego znaczenia jak ich odpowiednicy na Zachodzie kontynentu, gdyż liczba tych żołnierzy w stosunku do pozostałych rodzajów (tj. zaciągu narodowego) była niewielka. Poza tym na czele tych formacji stawiano ludzi z Rzeczpospolitej i nie brano obcych watażków. Otóż król Stefan był w ogóle niechętny takim zaciągom i stawiał na armie narodowe. Być może należy to powiązać z sytuacją w Siedmiogrodzie, gdzie przetaczały się liczne rzesze obcych najemników, niszczących wszystko, co znajdowało się na ich drodze. Ich postępowanie odcisnęło wyraźne piętno w psychice młodego żołnierza, a potem dowódcy. Toteż jako król Rzeczpospolitej szukał raczej rekrutów wewnątrz państwa, co było zgodne poniekąd z wolą szlachty. A nie mogąc pozyskać do swoich planów nobilitas, sięgnął po zasoby ludzkie z plebejuszy. Pomysł ten pozytywnie zweryfikowały kampanie wojenne, a zwłaszcza ta z 1580 roku. Machiavelli stawiający za wzór armię rzymską z okresu republiki lansował żołnierza-obywatela. W państwie szlacheckim, jakim mieniła się ówczesna Polska, plebejusze nie posiadali zbyt wielu praw, a już na pewno nie mieli statusu obywateli. Niemniej Batory wiedząc, że potęgę Rzymu zbudowali chłopi zaprzęgnięci w legiony, próbował zaadaptować ten patent w Rzeczpospolitej. Z różnych względów nie udało się tego doprowadzić do końca. Ale za to król Stefan zdołał zrealizować postulat Machiavellego, dotyczący charakteru armii w ogólnej postaci. I tak wojsko prowadzone przez króla przeciw Iwanowi Groźnemu składało się z załóg twierdz, wzmacnianych podczas wojny oddziałami polowymi, rozpuszczanymi w czasie pokoju73. I tu jednak widzimy odstępstwo od wzoru, gdyż u włoskiego teoretyka ważniejszą rolę miały odgrywać załogi zamków i żołnierze wystawiani przez miasta, niż formacje walczące tylko w polu; a u Batorego wojsko obsadzające miejsca ufortyfikowane miało znaczenie drugorzędne w stosunku do jednostek działających w otwartej przestrzeni. Ta różnica była związana z innymi warunkami społeczno-polityczno-ekonomicznymi panującymi we Włoszech i w Rzeczpospolitej.

Opisana wyżej sytuacja mogła mieć zasadnicze znaczenie dla podjęcia reform w wojskowości państwa polsko-litewskiego, bowiem zarówno znajomość klasyki nowożytnej sztuki wojennej jak i przegrana wojna z Gdańskiem, obnażająca mankamenty machiny wojskowej, musiała wywołać porównanie i refleksję. Kolejne impulsy, zmierzające do reform w polskiej wojskowości, miały znaczenie tylko zachęcające do szybkiego wprowadzenia zmian w życie. I mimo oporów szlachty wojskowość polsko-litewska zaczęła przeżywać przeobrażenia za sprawą Batorego.

7. Dowodzenie i sztab

a/ organizacja systemu dowodzenia wojsk koronnych i litewskich

W XVI wieku ukształtował się ostatecznie system dowodzenia w Rzeczpospolitej74. Na jego czele stał tradycyjnie król i w tej kwestii niewiele się zmieniło75. Miał on Radę Wojenną, złożoną z rady Korony i rady Litwy. Byli tu senatorowie i wyżsi dowódcy wojskowi. I tak na przykład 9 października 1581 Batory zwołał radę, gdzie byli senatorzy i rotmistrze (zaufani oficerowie)76. Mamy tu więc do czynienia z typową radą wojenną, czyli sztabem królewski (sztabem głównym). Senatorowie byli czynnikiem poniekąd kontrolującym króla, gdyż reprezentowali państwo, a raczej nobilitas. W praktyce zaś stali się oni stronnikami króla, który pozyskał ich nadając im odpowiednie apanaże. Byli oni stroną teoretyczną rady wojennej. Natomiast wyżsi dowódcy wojskowi byli zaufanymi króla i stanowili aspekt praktyczny sztabu. Ich doświadczenie było nieodzowne, szczególnie w przypadku, gdy król nie znał realiów Rzeczpospolitej.