Sztuka uwodzenia [Światowe Życie] - Tara Pammi - ebook
Opis

Hiszpański biznesmen Gabriel Marquez nieoczekiwanie dowiaduje się, że ma dwunastoletnią córkę, którą musi się zaopiekować. Niestety, zupełnie nie potrafi nawiązać z nią kontaktu. Jest zły, że córka zaprzyjaźniła się z księżniczką Eleni Drakos, z którą on jest skłócony. W tej sytuacji jednak nie ma wyboru – prosi, by Eleni mu pomogła. Ona zgadza się, lecz stawia trudny warunek…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 150

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tara Pammi

Sztuka uwodzenia

Tłumaczenie:Dorota Viwegier-Jóźwiak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Jeden pocałunek…

Eleni Drakos stała na samym krańcu sali balowej, której podłoga przypominała czarno-białą szachownicę, i uważnie obserwowała sytuację zza zdobnej maseczki przesłaniającej twarz.

Pragnęła jednego pocałunku mężczyzny, w którego oczach tliłoby się pożądanie. Mężczyzny, który pomógłby jej zapomnieć o samotności. Jeden jedyny pocałunek, ponieważ były to jej trzydzieste urodziny i miała serdecznie dosyć udawania, że na widok ciężarnej bratowej nie jest jej przykro albo że nie marzy o posiadaniu własnej rodziny.

Od dziecka była posłuszna zasadom ustanowionym przez ojca, króla Theosa. Zgodnie z nimi żyła w cieniu swoich braci, Andreasa i Nikandrosa. Jednak podczas gdy oni dostawali od życia wszystko, dla niej nie było już nic. Zanosiło się na to, że zostanie starą panną. Ba, było to niemal pewne.

Westchnęła ciężko i powolnym krokiem ruszyła, okrążając owalną salę, rozświetloną kryształowymi żyrandolami. W ich świetle wytworne stroje mijających ją kobiet i mężczyzn skrzyły się niczym drogocenne klejnoty. Eleni nie była jedyną osobą, która ukryła twarz pod maską. Bal kostiumowy był doroczną tradycją na dworze Drakosów, zaniechano jej dopiero wraz z postępującą demencją króla Theosa, który wkrótce zmarł.

Jednak ponieważ konserwatywni tradycjonaliści utyskiwali na ciągłą nieobecność Andreasa po śmierci króla, a także obawiali się, że spółka Nikandrosa z Gabrielem Marquezem będzie zagrożeniem dla finansów państwa, Eleni zasugerowała, by wydać bal i w ten sposób uspokoić nastroje.

Trzy tygodnie minęły i teraz Eleni mogła podziwiać efekty swoich starań. Patrząc na ubrane elegancko pary kołyszące się w rytmie walca, poczuła, że zadowolenie wypełnia jej serce. Kusiło ją, aby z maleńkiej torebki wyjąć listę, którą przygotowała na długo przed balem, i sprawdzić, czy na pewno wszystkie jej punkty są odhaczone.

Czarno-biała maseczka, którą kupiła w zeszłym tygodniu, będąc w Paryżu, doskonale komponowała się z karminową szminką, którą Eleni starannie pomalowała usta. Kosmyki włosów, które wymknęły się spod upiętego wysoko koka, muskały jej policzki.

Gorset czarno-czerwonej jedwabnej sukni bez ramiączek ciasno opinał jej pełne piersi i podkreślał kobiecą figurę w kształcie klepsydry. Od pasa w dół suknia rozszerzała się lekko.

Ponieważ Eleni była raczej drobna, wysokie szpilki dodały jej wzrostu, a rozcięcie w długiej, łagodnie rozkloszowanej spódnicy przy każdym kroku odsłaniało zgrabne opalone łydki. Eleni przystanęła na sekundę przy lustrze, oczarowana własnym odbiciem.

Jej codzienny styl był zupełnie odmienny od tego, co widziała teraz. To jej przyrodni bracia skupiali na sobie całą uwagę mediów. W jej przypadku użycie słowa „ładny”, pod warunkiem, że w ogóle o niej wspomniano, można było uznać za komplement. Ojciec zawsze powtarzał, że jej uroda jest wystarczająca. Jednak w tej chwili Eleni pomyślała, że wygląda jak prawdziwa piękność.

Poszła dalej, koncentrując się na wyglądzie sali. Budynek hotelu był utrzymany w stylu wiktoriańskim. Jeszcze parę miesięcy temu stał niemal w ruinie, ale spółka Marquez Holdings Inc. wyremontowała go i przekształciła w światowej klasy obiekt oblegany wręcz przez turystów, którzy, skuszeni nową inwestycją Gabriela Marqueza, masowo odwiedzali królestwo Drakon.

Działający na rynku nieruchomości miliarder był gościem w pałacu od trzech miesięcy i osobiście nadzorował inwestycje swojej spółki. Mapa kraju zaczęła się zmieniać. Zaczęto budować kasyna, luksusowe ośrodki wypoczynkowe, które pod względem przepychu przebiły nawet pałac królewski, do tego wille na wynajem w górach, a nawet tor wyścigowy. Wszystko to było zasługą dynamicznych inwestycji pana Marqueza, który wziął do spółki jednego z braci Eleni, Nika.

„Współczesny Midas”, tak mówiono o nim w mediach. Eleni nigdy nie uwierzyłaby, że hotel mógł przejść aż taką przemianę, gdyby osobiście nie miała okazji go oglądać blisko rok temu. Nie było nawet porównania. Upiła łyk z trzymanego w dłoni kieliszka schłodzonego szampana i pewnym siebie krokiem wyszła na balkon. Powietrze było przesycone zapachem kwitnących o tej porze róż. Kolejny łyk szampana przyjemnie połaskotał jej podniebienie. Przełknąwszy musujący napój, Eleni westchnęła. Głośniej niżby chciała. Naprzeciw siebie miała czarną otchłań nocy, za sobą gwar zabawy.

– Nie powinnaś się smucić w tak piękną noc, querida.

Głęboki, zmysłowy głos wdarł się do jej świadomości, przeszywając ją dreszczem. Serce zabiło jej mocniej i Eleni odwróciła się.

– Och, nie miałam zamiaru przeszkodzić…

– Zostań!

Nawet jej ojciec, który miał zadatki na despotę i trudno go było zadowolić, nigdy nie zwracał się do niej w taki sposób.

– Proszę?

– Zostań, dotrzymasz mi towarzystwa – powtórzył mężczyzna, ani trochę niezmieszany wyczuwalnym w jej głosie chłodnym.

Stał oparty plecami o ścianę, tuż obok drzwi balkonowych. Posturą przypominał ochroniarza. Twarzy nie widziała. Nie dlatego, że miał maskę, jak większość gości, lecz dlatego, że stał w cieniu. Widziała jedynie ciemne, lekko falujące włosy, śnieżnobiałą koszulę, niedbale rozpiętą pod szyją, szerokie barki opięte czarną marynarką i długie muskularne nogi w czarnych spodniach. Oddychała szybko, serce trzepotało w jej piersi. Zastanawiała się, czy kiedykolwiek w swym życiu widziała kogoś o równie imponującej figurze.

Potężny cień oderwał się od ściany. Wtedy wyraźniej zobaczyła twarz. Męskie rysy, ciemnoszare przenikliwe oczy i zmysłowe usta, o których tak często myślała. Gabriel Marquez. Mężczyzna, w którego towarzystwie jej twarz nabierała rumieńców, a ciało przeszywał dreszcz, przypominający o takich doznaniach jak żądza i rozkosz. Coś, co, jak sądziła, przeminęło wraz z odejściem Spirosa.

Gabriel słynął ze skuteczności i bezwzględności. Obie te cechy widoczne były w każdym drgnieniu jego twarzy i w każdym najdrobniejszym ruchu ciała. Z rosnącym niepokojem Eleni czekała na moment, w którym Gabriel ją rozpozna.

Grafitowe oczy przyglądały jej się z uwagą. Było to intrygujące doznanie, szczególnie że podczas ostatnich trzech miesięcy długich spotkań i wielu spraw, które wspólnie załatwiali, nigdy nawet nie obdarzył jej spojrzeniem dłuższym, niż to było potrzebne do odhaczenia kolejnego problemu z listy. Nigdy także nie dał jej do zrozumienia, że widzi w niej kobietę.

Było to zrozumiałe. Księżniczka Eleni Drakos była ogniwem, które łączyło jego firmę z pałacem. Nawet jeśli myślał o niej jak o potencjalnej zdobyczy, rozsądek kazałby mu odłożyć to na kiedy indziej. Teraz jednak Eleni nosiła maskę i była dla niego nieznajomą.

– Westchnienie żalu czy może tęsknoty z tak pięknych ust to wyzwanie dla każdego mężczyzny – powiedział, robiąc kolejny krok w przód.

Eleni poczuła, jak cienki jest materiał jej sukni, pod którą jej skóra zaróżowiła się z emocji.

– To nie tęsknota – odparła natychmiast, choć trafił w dziesiątkę.

– Nie obawiaj się. Pod swoją maską jesteś bezpieczna. Zresztą po to właśnie jest maskarada. Żeby pokazać światu swoje pragnienia, a ukryć twarz. Czyż nie?

Palec wskazujący przesunął się wzdłuż dolnego konturu maski, lekko muskając delikatną skórę policzka. Gdy dotarł do ust, Eleni chwyciła mężczyznę za nadgarstek.

– Dlaczego w takim razie sam nie nosisz maski? – zapytała drżącym głosem.

– Ja nie muszę ukrywać swoich pragnień.

Jego słowa wprost ociekały pewnością siebie. Ale czy mogło być inaczej? Na balu nie było ani jednej kobiety, która przynajmniej nie obejrzałaby się za nim z zainteresowaniem. Musiał o tym wiedzieć.

– Zdaje się, że pewności siebie ci nie brakuje.

Wzruszył tylko ramionami.

– Byłbym zapomniał. Gabriel Marquez – powiedział i skłonił lekko głowę.

Eleni zawahała się, usiłując naprędce wymyślić nazwisko, którego by nie skojarzył z rodem Drakosów. Nie mogła mu zdradzić swojego prawdziwego imienia, ponieważ była tutaj incognito. Nawet jej brat Nikandros myślał, że Eleni nadal bawi w Paryżu. Tylko Mia wiedziała, że Eleni wybiera się na bal. Nie chciała, by stojący przed nią mężczyzna poznał jej tożsamość. Tym bardziej że przy nim czuła się, jakby wypiła nie pół kieliszka, a pół butelki szampana.

– Nie wymyśliłaś sobie imienia przed balem? – zapytał tonem, w którym wyłapała rozbawienie.

– Imię nie było mi potrzebne do osiągnięcia celu – odparła, nabierając nagle pewności siebie.

W jego spojrzeniu dostrzegła zachwyt.

– Teraz mnie zaciekawiłaś. Muszę jednak znać twoje imię, by się dowiedzieć, jaki cel sobie upatrzyłaś oraz jak mogę ci pomóc w jego osiągnięciu.

Eleni zaczerwieniła się pod maską. Przenikliwe oczy rozmówcy prześlizgnęły się po jej twarzy i zatrzymały na ustach. Był nią oczarowany. Nie mogła się mylić. Serce podskoczyło jej z radości. Mężczyzna, który nigdy nie poświęcił jej uwagi jako kobiecie, był nią teraz wyraźnie zaintrygowany.

– Kopciuszek – wyszeptała.

– Cinderella? Tak jak Ella? – W kącikach oczu zajaśniał uśmiech, który sprawił, że Eleni zmiękło serce. Jeszcze nigdy nie widziała, by Gabriel Marquez się uśmiechał. Był przystojny, kiedy twarz miał poważną, ale to uśmiech sprawił, że mogłaby pójść za nim na koniec świata.

– Powiedz mi zatem, Kopciuszku, czy próbujesz się dzisiaj ukryć przed okrutnymi siostrami i macochą?

Eleni uśmiechnęła się w odpowiedzi. Nagle poczuła się jak nastolatka flirtująca na dyskotece z chłopakiem, za którym wypatrywało oczy pół szkoły. Było w tym coś wyzwalającego i pięknego. Mogła przez chwilę poczuć się jak kobiety, które znały swoją wartość i które bez zawahania podchodziły do mężczyzn, z którymi chciały spędzić noc. One nie czekały przez całe życie na kogoś, kto złoży im u stóp cały świat. Wiedziały, czego chcą, i na pewno nie traciłyby czasu na żałobę po kimś, kto dawno temu zniknął z ich życia.

Nigdy by nie wpadła na to, że ktoś taki jak Gabriel Marquez zainteresuje się akurat nią, ale czyż w głębi duszy o tym nie marzyła? A jeśli tak, to dlaczego nie skorzystać z okazji? Dlaczego choć raz nie dać się porwać chwili? Dlaczego nie uwierzyć w obietnicę, którą dostrzegła w jego oczach?

– No dobrze, miałeś rację od samego początku – powiedziała i pomyślała, że i tak nie ma już odwrotu.

Gabriel Marquez spojrzał na nią z uwagą, a pomiędzy jego brwiami utworzyła się pionowa linia.

– Brzmisz jak ktoś, kogo znam, Kopciuszku.

Eleni drgnęła, ale udało jej się nie uciec spojrzeniem w bok. Może zdradził ją tembr głosu, kiedy wypowiadała jego imię? A może maska i strój niezbyt dobrze ukrywały jej tożsamość?

Beztroska zniknęła z jego oczu. Zastąpiło ją sceptyczne spojrzenie.

– Przyszłaś na bal specjalnie dla mnie, Kopciuszku?

Uniosła wysoko brodę i popatrzyła mu prosto w oczy.

– Masz o sobie wysokie mniemanie.

– Kobiety bez przerwy proszą mnie o różnego rodzaju przysługi – powiedział lekko kpiącym tonem. – Na dłuższą metę jest to męczące.

– Za to przekonanie, że świat kręci się wokół ciebie, musi być szalenie przyjemne – stwierdziła chłodno.

Odchylił głowę w tył i wybuchnął śmiechem. Całe jego barki aż podskakiwały. Twarz znów nabrała sympatycznego wyrazu.

– Im dłużej cię słucham, tym bardziej cię lubię. Ale powiedz mi, czy myśmy się już kiedyś nie spotkali?

– Może przy jakiejś okazji – odparła, ślizgając się po cienkiej linii między prawdą a kłamstwem. – Ale gdyby nawet tak było, to nie zwróciłbyś na mnie uwagi.

– Wątpię, bym nie zapamiętał takiej kobiety jak ty – powiedział, obejmując ją w pasie mocnymi dłońmi. Otuliła ją ciepła woń drewna sandałowego, piżma i czegoś tak kusząco męskiego, że miała ochotę rzucić mu się na szyję. – Powiedz mi, droga Ellie, jeśli nie chowasz się przed upiorną rodziną, to przed kim? Zazdrosny kochanek? A może znudzony mąż?

Drgnęła zaskoczona, słysząc zdrobnienie, którego często używał jej brat Nik, a czasami także Mia.

– Nie, nie mąż. Kochanek też nie – odparła szybko. – Prawdę mówiąc, chowam się przed sobą. Chciałam na parę godzin zmienić się w kogoś innego. W tajemniczą, przebojową kobietę, która czerpie z życia pełnymi garściami. – Urwała, słysząc w swoim głosie tęsknotę i zarumieniła się, żałując tej chwilowej egzaltacji. – Pewnie nie masz pojęcia, o czym mówię.

Uśmiechnął się tylko, a dołeczki w jego policzkach dodały mu uroku. Równe białe zęby jaśniały w mroku, pełne wargi połyskiwały aksamitną miękkością.

Eleni, która dorastała otoczona zdecydowanymi na wszystko mężczyznami, takimi jak jej ojciec, król Theos czy przyrodni brat Andreas, powinna być odporna na aurę władzy, jaką roztaczał wokół siebie Gabriel. Powinna czuć zagrożenie, bo przecież gdzieś pod tą niewątpliwie uroczą aparycją kryło się okrucieństwo, z którym miała do czynienia na co dzień, gdy jeszcze żył ojciec.

Ale nic podobnego się nie stało. Z jakiegoś powodu Gabriel od zawsze ją pociągał. Jego pewność siebie i arogancja były swego rodzaju wabikiem, wobec którego Eleni była zupełnie bezsilna.

– Dlaczego tak myślisz? – zapytał miękko, jakby jej opinia rzeczywiście go interesowała.

– Nazywasz się Gabriel Marquez. Masz pieniądze i władzę. Gdziekolwiek się pojawisz, ludzie padają ci do stóp.

Wzruszył ramionami, jakby nie przywiązywał do tego wagi.

– Pracowałem na to przez całe życie. I nie, nie chciałbym się zamienić z nikim innym.

Szare oczy szukały jej spojrzenia. Długie palce nadal spoczywały na biodrach, wykonując leniwe drobne ruchy i wprawiając ciało Eleni w drżenie. Jeśli zauważył jej reakcję na dotyk, nie dał tego po sobie poznać. Ale jej to wystarczyło. Szczególnie, że żaden mężczyzna nigdy nie patrzył na nią w taki sposób.

Jej pochodzenie było wyjątkowym obciążeniem w relacjach damsko-męskich. Dla niektórych nie była dość dobra, ponieważ jako księżniczka półkrwi nie miała szans na objęcie tronu czy jakiejkolwiek funkcji dającej władzę. Inni z kolei uważali, że związek z kobietą, za którą stoją potężni bracia Drakosowie, będzie zbyt trudny. Czasami czuła się tak, jakby była zawieszona w próżni, a jej miejsce było gdzieś pomiędzy służbą pałacową a portretami znamienitych przodków rodu Drakosów, które wisiały w holu prowadzącym do sali reprezentacyjnej w pałacu.

– W takim razie moje przebranie i próba wcielenia się w kogoś innego muszą ci się wydawać wyjątkowo śmieszne, by nie powiedzieć żałosne – stwierdziła z żalem.

– Mylisz się, querida. Nawet ja czasami potrzebuję oderwać się od codzienności. Nawet ja muszę pogodzić się z faktem, że nie mogę kontrolować losu ani niespodzianek, jakie potrafi płatać.

Nuta melancholii w głosie przykuła jej uwagę. Może właśnie ona miała to coś, czego mu w życiu brakowało.

– Przyszedłem tutaj, bo nie mogę uciec przed jutrem. A jutro wydarzy się coś, czego się obawiam.

– Mam uwierzyć, że wielki Gabriel Marquez czegoś się boi?

– Nie tak głośno – powiedział, kładąc palec na ustach. – Do reszty zrujnujesz mi reputację. Ale dość już o tym. Powiedz mi lepiej, czego ty chcesz.

Odpowiedź pojawiła się w jej myślach od razu.

– Chcę pocałunku – powiedziała szybko. – Pocałunku mężczyzny, który mnie pragnie.

Dłonie spoczywające na biodrach przyciągnęły ją władczym ruchem. Przylgnąwszy do jego ciała, Eleni spojrzała w górę. Mimo że miała buty na obcasie, sięgała Gabrielowi ledwie do ramienia. Gorący oddech owionął jej twarz. W jego ramionach poczuła się bezbronna jak lalka.

Nawet w bladej poświacie księżyca było jasne, że jest podniecona. Jej oczy błyszczały jak gwiazdy, lekko rozchylone usta kusiły żywą czerwienią, twarz była zaróżowiona, podobnie jak dekolt. Olśniewała połączeniem niewinności i pożądania.

– Naprawdę myślisz, że mógłbym cię pocałować z innego powodu, querida?

– Nie – powiedziała trochę za głośno i zarzuciła mu ramiona na szyję.

Czując dotknięcie chłodnych warg, drgnęła i przymknęła oczy. Jak na mężczyznę słynącego z arogancji, Gabriel Marquez potrafił całować z urzekającą czułością. Miękkie usta smakowały whiskey i tajemnicą. Bezwiednie przylgnęła do umięśnionego ciała i rozchyliła usta. Wsunął w nie język. Namiętność oszołomiła ją, ale i wzbudziła pożądanie.

Mając kompletnie zamglone zmysły, początkowo nie zwróciła uwagi na słowa, które potem padły. Trudno było skoncentrować się na czymś innym, gdy całował ją tak, jakby pragnął jej ust bardziej niż powietrza.

Niski, szorstki ton sprawił, że przeszedł ją dreszcz. Chłód powietrza na rozgrzanych pocałunkiem wargach zmusił do otwarcia oczu. Wtedy zauważyła, że maska zsunęła się z jej twarzy, ujawniając, kim jest.

Twarz Gabriela Marqueza przypominała w tej chwili kamień, w którym próżno byłoby szukać niedawnej sympatii czy pożądania. Popatrzył na maskę, która przylgnęła do jego palców, a potem na odsłoniętą twarz. I jeszcze raz. Jakby nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Jakby czuł się oszukany.

– Co to wszystko ma znaczyć, panno Drakos? – zapytał i opuścił dłonie. Maska z cichym szelestem opadła u stóp Eleni. – To jakiś żart?

Odsunęła się, wystraszona stalowym brzmieniem głosu.

– Nie żart. Nieważne zresztą.

Odwróciła się. Ledwie jednak zrobiła krok w stronę sali, poczuła zaciskającą się na ramieniu dłoń, która zmusiła ją do odwrócenia się.

– Co tutaj robisz? Czego ode mnie chcesz?

Miał tupet!

– To ty kazałeś mi zostać i dotrzymać ci towarzystwa. Ty… Ja tylko odpowiadałam na pytania, zgodnie z prawdą.

– Mam uwierzyć, że księżniczka Eleni pojawia się na balu w przebraniu i po prostu zaczepia przypadkowych mężczyzn, domagając się pocałunku?

– Ja cię nie zaczepiłam. I co w tym złego, że pragnę pocałunku? Co jest dziwnego w tym, że chciałam się poczuć mniej samotna, choć przez jeden wieczór? – Głos jej się załamał, ale Eleni niezrażona mówiła dalej. – Powiedz mi, który scenariusz bardziej uraził twoje męskie ego: to że kobieta mogłaby domagać się pocałunku, czy może to, że w swej arogancji pomyślałeś, że przyszłam tu specjalnie dla ciebie?

– Okłamałaś mnie, księżniczko. Zapytałem wprost i powiedziałaś, że się nie znamy. Może zresztą uprawiasz takie gierki na co dzień, obierając za cel bogatych głupców.

– Nie pozwalaj sobie!

– Mam dość tych wszystkich podchodów i kłamstw. Jeśli rzeczywiście przyszłaś na bal po pocałunek, proszę bardzo, oto on!

Gdyby Eleni zachowała resztki rozsądku, uderzyłaby Gabriela Marqueza w jego wykrzywioną złością twarz. Zamiast tego jednak, po raz drugi tego wieczora, stopniała pod dotykiem władczych ust. Wsunął język w jej usta i zamknął dłonie wokół pośladków, przyciągając ją mocno do siebie. Jęknęła cicho, przywierając do twardego ciała i wyraźnego wzwodu. Fala podniecenia ogarnęła jej biodra. Wtedy ją puścił.

– Jeśli jesteś aż tak zdesperowana, może powinnaś poprosić któregoś z braci, żeby cię umówił na randkę, księżniczko – powiedział głosem ociekającym szyderstwem. – Tylko pamiętaj, że następny, którego wciągniesz w swoją grę, może się okazać mniej tolerancyjny ode mnie.

Eleni patrzyła bez słowa, drżąc z podniecenia, które obudził w niej namiętny pocałunek. Zrozumiała, że miała to być kara.

– Nie pocałowałabym cię kolejny raz, nawet gdybyś był ostatnim mężczyzną na ziemi! – krzyknęła za nim, gdy wreszcie odzyskała głos, ale Gabriel Marquez już tego nie usłyszał.

Próbowała zapanować nad pokusą, ale nie mogła przestać dotykać palcami obrzmiałych ust, na których trwał smak pocałunku Gabriela Marqueza.

Tytuł oryginału: The Drakon Baby Bargain

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2017

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2017 by Tara Pammi

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2018

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Duo są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do

HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 9788327640659

Konwersja do formatu EPUB: Legimi S.A.