Wydawca: AGORA SA Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 491 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Sztuka kochania - Michalina Wisłocka

Michalina Wisłocka, rewolucjonistka seksualna oraz popularyzatorka antykoncepcji, łamała konwenanse, podważała autorytety, a przede wszystkim leczyła, inspirując do odkrywania własnych pragnień. Ucząc, jak sobie radzić z intymnością w związku, stała się częścią życia wielu par i wpłynęła na jakość ich relacji. „Sztuka kochania” to jej poradnik dla par. Po raz pierwszy wydany w 1976 roku, osiągnął rekordowe 7 milionów sprzedanych egzemplarzy i miał dziesiątki tysięcy pirackich dodruków. Mimo upływu czasu wciąż zadziwia aktualnością. Wisłocka nie tylko opisuje pozycje i zabawy seksualne, ale także zastanawia się nad naturą miłości i potrzebą zrozumienia drugiego człowieka. A przede wszystkim pokazuje, że KOCHANIE TO SZTUKA. Równo czterdzieści lat po premierze kultowego poradnika oddajemy go w ręce czytelników w zupełnie nowej odsłonie, ze wstępem prof. Zbigniewa Izdebskiego oraz nowym rozdziałem dotyczącym antykoncepcji.

„Mówi się, że miłość nie potrzebuje podręczników. Ale prawdziwy związek bez zrozumienia drugiej strony, to tylko powierzchowna znajomość. Dzieło Wisłockiej to prawdziwe kompendium wiedzy, dzięki któremu przeniesiecie swoją sypialnię prosto do gwiazd” – Magdalena Boczarska

„Miałam wielkie szczęście dorastać w rodzinie, która nie uznawała seksu za temat wstydliwy. Na każde pytanie dotyczące tej sfery, otrzymywałam szczerą, wyczerpującą odpowiedź, dostosowaną formą do możliwości rozumienia wynikającej z wieku. «Sztukę kochania» wypatrzyłam w domowej bibliotece sama, dokładnie w momencie, kiedy stałam się nabuzowanym hormonami teoretykiem seksu. W dorosłość wkroczyłam uzbrojona w potężną porcję wiedzy, która sprawiła, że jako praktyk dążyłam do zachowania równowagi pomiędzy przyjemnością a świadomą odpowiedzialnością. Drogie sercu Michaliny Wisłockiej Lubniewice, to miejsce, gdzie spędzałam wszystkie wakacje, a drzewom w Parku Miłości jej imienia powierzyłam nieskończoną ilość tajemnic” – Katarzyna Nosowska

Opinie o ebooku Sztuka kochania - Michalina Wisłocka

Fragment ebooka Sztuka kochania - Michalina Wisłocka

Redakcja: Paweł Goźliński
Korekta: Monika Paluch-Wójcicka
Okładka: Art director: Olka Osadzińska
Projekt okładki: Ola Niepsuj
Skład i przygotowanie do druku: ProDesGraf – Michał Wastkowski
Ilustracje: Bożena Bratkowska
WYDAWCA:
ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa
WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:
Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska
Redaktor naczelny: Paweł Goźliński
Koordynacja projektu: Magdalena Kosińska
© by Agora SA, 2016
© by Watchout Productions, 2016
© by Krystyna Bielewicz, 2016
Wszelkie prawa zastrzeżone
Warszawa 2016
ISBN: 978-83-268-1931-5 (EPUB), 978-83-268-1932-2 (MOBI)
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Sztuka udanej miłości

Sztuka kochania ukazała się po raz pierwszy czterdzieści lat temu. To w dziejach nauki, medycyny, ale też życia politycznego i społecznego w naszym kraju, cała epoka. Jesteśmy inni, żyjemy inaczej, inne są nasze potrzeby i inne możliwości ich zaspokojenia. A jednak czytając wciąż na nowo dzieło mojej przyjaciółki dr med. Michaliny Wisłockiej przekonuję się, nie bez zaskoczenia, ba, fascynacji, że w swoim najważniejszym przesłaniu to wciąż bardzo aktualna książka. Chociaż spełniła swoją rolę, zmieniając głęboko seksualną świadomość i uczuciowe życie Polaków, pomagając im znaleźć język otwartego mówienia o miłości i seksualności, należy ją polecać kolejnym pokoleniom czytelników. Nie tylko jako fascynujący dokument epoki, w której powstawała, ale jako wspaniałą lekcję miłości. Głębokiej, otwartej na potrzeby własne i potrzeby partnera, przygotowanej na dojrzewanie i zmianę, zdolnej przezwyciężać problemy. Miłości, bez której nie smakuje najlepszy nawet seks.

Może właśnie dlatego bano się tej książki jeszcze zanim się ukazała? Może jej rewolucyjny potencjał nie polegał tylko na tym, że przezwyciężała pruderię w mówieniu o erotyce. I nie tylko na równie odważnych, co precyzyjnych, opisach technik oraz pozycji seksualnych (choć to właśnie poświęcony im rozdział był z całą pewnością najintensywniej swego czasu czytany). Być może najważniejsze w Sztuce kochania i wpisanych w nią lekcjach dojrzewania do miłości, zbyt blisko kojarzyły się z dojrzewaniem do wolności? Jak inaczej wyjaśnić lęk przed wydaniem tej książki, która, biorąc pod uwagę poradniki seksualne ukazujące się w tamtych latach na świecie, nie była wcale wezwaniem do obyczajowej rewolucji. Kiedy powstawała, świat od dawna znał raport Alfreda Kinseya, który przewietrzył sypialnie i odsłonił głęboką lukę między pruderyjnymi normami społecznymi a prawdą o życiu seksualnym Amerykanów. Znane też były wyniki badań Williama Mastersa i Virginii Johnson (Michalina wykorzystywała je w swoich książkach), którzy stworzyli podwaliny terapii zaburzeń życia intymnego przyczyniając się do rozwoju współczesnej seksuologii.

Jednak w Polsce lat siedemdziesiątych seksuologia wciąż była co najwyżej dodatkiem do psychiatrii, ginekologii i położnictwa. Michalina Wisłocka, w swoim pisaniu łączyła praktyczną wiedzę ginekologiczną z najnowszymi ustaleniami nauki dotyczącymi zdrowia seksualnego człowieka. Już wtedy erotykę traktowała jako niezbędny element życia i zdrowego związku. Była w tym kontekście niezaprzeczalnie prekursorką. Warto jednocześnie podkreślić, że jej Sztuka kochania respektowała ówczesne obyczajowe i społeczne normy. „Starania moje o całość rodziny i szczęśliwe życie małżeństw polskich stanowiły całą treść mojej pracy lekarskiej” – często podkreślała Michalina i nie była to próba budowania alibi dla jej książek. Ona wierzyła z całego serca, że właśnie w rodzinie człowiek zrealizować może najpełniej swoje pragnienia i potrzeby. A mimo to recenzenci – z wyjątkiem jej mistrza, prof. Stefana Soszki, ginekologa, i młodszego kolegi Andrzeja Jaczewskiego, który dziś jest nestorem polskiej seksuologii i napisał wzruszający wstęp do niniejszego wydania Sztuki Kochania – nie pozostawili na pierwszej polskiej ars amandi suchej nitki. Dlatego książka Michaliny stała się przedmiotem szczególnej troski pruderyjnej – przynajmniej w deklaracjach – partii komunistycznej, która „aresztowała” rękopis. Zanim więc trafiła w ręce czytelników, Sztuka kochania przez cztery lata krążyła między gabinetami Komitetu Centralnego PZPR, podczytywana z wypiekami na twarzach przez sekretarzy i członków przeróżnych egzekutyw. W końcu jednak, dzięki staraniom Michaliny i wydawnictwa Iskry, udało się uzyskać zgodę Partii i wydać Sztukę... z ukrytej przed aresztowaniem drugiej kopii. W ten sposób światło dzienne ujrzał pierwszy w całych krajach demokracji ludowej popularny poradnik seksuologiczny.

A potem?

Potem zapanowało szaleństwo. Sztuka kochania natychmiast zniknęła z księgarń. Można ją było kupić – za bajońskie sumy – na bazarach. Czasami była to legalna, czasami piracka kopia. Oficjalnie od 1976 roku sprzedano ponad siedem milionów egzemplarzy poradnika Michaliny Wisłockiej. Ilu miał czytelników? Tego nikt nie zbadał. Bez wątpienia jednak był nie mniej popularny niż wszystkie szkolne lektury razem wzięte. Ale co najważniejsze – jak napisał trafnie profesor Andrzej Jaczewski – „nikt nie przyniósł Polakom tyle osobistego szczęścia, co Michalina Wisłocka swoją niezwykłą książką”.

Po Sztuce kochania powstawały kolejne książki Wisłockiej: Sztuka kochania w 20 lat później (1988) i Sztuka kochania: witamina M (1991). Tworzą one niezwykłą trylogię, której poszczególne tomy odpowiadają kolejnym etapom życia kobiety (drugi opowiada o miłości dojrzałej, trzeci skupia się na macierzyństwie) i różnym fazom rozwoju jej seksualności. Warto przy tym pamiętać, że autorka trzech „Sztuk kochania” nie miała specjalizacji z seksuologii w dzisiejszym rozumieniu. W jej czasach ta specjalizacja dopiero powstawała. Była ginekologiem (dyplom lekarza uzyskała w 1952 roku a stopień doktora nauk medycznych w 1969 roku) i to właśnie jej doświadczenie wyniesione z lekarskiego gabinetu, ze spotkań i rozmów z pacjentkami, z setek wspólnie z nimi rozwiązanych problemów dało jej wiedzę i motywację do ich napisania. Sprawiło również, że jej książki idealnie odpowiedziały na potrzeby pacjentek, które spotykała m.in. w kierowanej przez siebie, pierwszej w Polsce Poradni Świadomego Macierzyństwa w Warszawie.

To doświadczenie praktykującego ginekologa podpowiadało jej, że kobiety najbardziej potrzebują książki, która pozwoli im zrozumieć, a przede wszystkim zaakceptować swoje potrzeby, swoje ciało, swoją seksualność. Ale Michalina zwykła też mówić: „ślepy o kolorach nie napisze”. Jak to rozumieć? Najprościej: „jestem kobietą, a tylko kobieta zrozumie do końca potrzeby seksualne innych kobiet”. Co nie znaczy, że swoją Sztukę kochania pisała wyłącznie dla nich. Dobrze wiedziała – również odpowiadając na pytania czytelników popularnych czasopism, w których prowadziła rubryki z poradami na temat miłości, związków i seksu – że podstawą udanego życia intymnego jest rozumiejący się związek. To dlatego tak często podkreślała, że w rzeczywistości nie zajmuje się seksem, ale miłością. Bo choć człowiek z natury dąży do przyjemności, seks – jak rozumiała go Michalina – powinien być przede wszystkim formą wyrażania uczuć. Trochę ją nawet irytowało, że dla niektórych jej Sztuka kochania była przede wszystkim atlasem pozycji seksualnych, zestawem technik pozwalających otwarcie dawać i przyjmować rozkosz, katalogiem środków i metod antykoncepcyjnych. Zawsze miała jednak nadzieję, że czytelnicy odnajdą w jej pisaniu znacznie więcej. I znacznie więcej zrozumieją.

Dzięki temu, że Michalina Wisłocka wiele czasu poświęcała rozmowom z kobietami, tak dobrze je rozumiała. Nie tylko w kwestiach ich zdrowia seksualnego. Pytała je bowiem również o pracę, problemy w związkach, codzienność. W ten sposób tworzyła unikalną mapę seksuologicznej i kulturowej wiedzy, która swoim zasięgiem wykraczała poza polskie sypialnie. Lepiej niż ktokolwiek inny wiedziała, kim jesteśmy jako mężczyźni i kobiety. Co w polskiej rodzinie oznacza być mężem i żoną. Na ile miłość buduje związki, na ile pożądanie. Czy role płciowe pokrywają się z rolami społecznymi. Czy uprawiamy seks, czy też spełniamy obowiązki małżeńskie. A także na ile nasze życie intymne naznaczone jest lękiem wynikającym chociażby z braku świadomości i dostępu do środków antykoncepcyjnych.

W Sztuce kochania Michalina Wisłocka odpowiadała na wszystkie te zagadnienia. Nie zawsze wprost. Jednak jeśli uważnie wczytamy się w jej książkę, okaże się, że każde zdanie mówi przede wszystkim o tym, kim jesteśmy, jak żyjemy, jak nasze życie przeżywamy i jak chcielibyśmy je przeżywać. Dzisiaj niektóre z odpowiedzi doktor Wisłockiej mogą nam się wydać nieprzystające do doświadczeń ludzi XXI wieku. Pamiętajmy jednak, że świat pierwszych czytelniczek i – trochę rzadziej – czytelników Sztuki kochania, miał swoje bardzo wyraźne granice. Michalina nie pisała swoich książek dla czytelników epoki płynnej nowoczesności – wymienność ról społecznych i seksualnych była poza horyzontem socjalistycznej rzeczywistości. Wciąż powszechnie obowiązującym aksjomatem była rodzina i uświęcone nie tylko przez Kościół, ale również socjalistyczne państwo, małżeństwo. Michalina zresztą – jak już wspominałem – miała tradycyjne poglądy dotyczące życia w trwałych związkach, wzorców kobiecości i męskości, a także podziału ról w małżeństwie. Ale czy w latach 70. ubiegłego wieku był to przejaw konserwatyzmu? Był to raczej realizm, uwzględniający prawdę o życiowych postawach Polaków. Dlatego Michalina próbowała przede wszystkim uczyć, jak powinien dojrzewać i funkcjonować trwały, zdrowy związek i w jaki sposób partnerzy mogą w nim osiągnąć seksualną realizację.

Trzeba jednak otwarcie przyznać, że w Sztuce kochania mężczyźni traktowani są w dość szczególny sposób. Być może to konsekwencja własnych doświadczeń Michaliny, choć zapewne w co najmniej równym stopniu ukształtowały ten obraz opowieści jej pacjentek, które często przeżywały ogromne frustracje w swoich rodzinnych relacjach – nie tylko seksualnych. Przecież zadowolone z seksu ze swoimi mężami i narzeczonymi kobiety nie szukały pomocy w gabinecie Wisłockiej. A jednak – mimo ogromnej ilości nieszczęścia, z jakim miała do czynienia na do dzień, mimo setek opowieści o mężczyznach, którzy nie potrafią lub nie chcą dostrzec potrzeb swoich partnerek, a swoją frustrację zmieniają często w przemoc – Michalina broniła facetów. Przy okazji, niestety, wzmacniając dotyczące ich stereotypy. Mężczyzna w jej wizji to podporządkowany własnym popędom samiec, któremu trudno kontrolować własne odruchy. Nieszczęśnik, który nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z własnym libido ani problemami. Dziś postęp medycyny stworzył szersze możliwości leczenia zaburzeń seksualnych u mężczyzn. Diagnozowanie oraz farmakologiczne leczenie zaburzeń erekcji i przedwczesnego wytrysku jest w medycynie praktyką coraz bardziej powszechną.

Ale – znów – mądrość Wisłockiej, która nie miała jeszcze narzędzi współczesnej medycyny, polega na tym, że z tak anachronicznego obrazu męskości i kobiecości jako swoistego wsparcia męskiego popędu, potrafiła wyciągnąć budujące wnioski. Umiała wskazać drogę, na której to, co może zniszczyć każdy związek, zaczyna go wzmacniać, a niekontrolowana seksualna energia zmienia się w przyjemność, zabawę, urozmaiconą, mówiącą w wielu językach (pomysły na seksualne gry brała Michalina i z Kamasutry, i z Pieśni nad pieśniami, i z japońskich gazet) ekspresję własnych uczuć. A także element budujący trwałość naszych związków. Pokazywała, jak można rozwijać naszą seksualność, by realizować własne potrzeby, ale nie kosztem drugiej osoby.

Jednak to, co najważniejsze, miała do powiedzenia kobietom. Kluczowe zdanie Sztuki kochania brzmi moim zdaniem następująco: „Nie ma kobiet oziębłych, są tylko kobiety nierozbudzone”. A nie było szansy na zmianę tego stanu rzeczy bez wzmocnienia w kobietach przekonania, że mają prawo do decydowania o własnym ciele, o własnej przyjemności, a także o własnej płodności. Przypomniał o tym w 2011 roku prof. Romuald Dębski, w czasie odsłaniania tablicy pamiątkowej przy ulicy Piekarskiej 5 na Starym Mieście w Warszawie, gdzie Michalina mieszkała przez wiele lat. Pod tym względem zresztą wciąż zostaje wiele do zrobienia, a w misji edukowania Polaków Michalina i jej książka mają dziś wspaniałych sprzymierzeńców. To prof. Mirosław Wielgoś, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, kierownik Katedry Kliniki Położnictwa i Ginekologii i rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, oraz dr Beata Wróbel, świetna ginekolożka i seksuolożka, współtwórczyni polskiej wersji Indeksu Funkcji Seksualnej Kobiety. Dopisali oni niezbędny z punktu widzenia aktualności Sztuki kochania rozdział dotyczący antykoncepcji. Musimy pamiętać bowiem, że Michalina tworzyła swoją książkę czterdzieści lat temu, kiedy tabletka antykoncepcyjna była wciąż źródłem nadziei i niemniejszego lęku. Również nasza wiedza o zdrowiu kobiety w różnych fazach jej życia jest dziś na zupełnie innym poziomie niż w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w sytuacji, kiedy w medycynie istnieje termin seksuologii ginekologicznej – dziedziny już dość rozległej. XXI wiek to wiek powszechnie dostępnej, nowoczesnej i bezpiecznej antykoncepcji, o czym wciąż warto przypominać wiedząc, że tylko 30 proc. Polek ją stosuje, a 22 proc. badanych przeze mnie Polaków przyznaje, że podstawową metodą antykoncepcyjną jest dla nich stosunek przerywany, który wszak żadną antykoncepcją nie jest.

Bardzo się cieszę, że autorami tego rozdziału są tak wybitni specjaliści i wspaniali, wyczuleni na potrzeby pacjentów lekarze. Ich obecność na kartach nowego wydania Sztuki kochania to cudowna klamra i dowód na to, że Michalina, która żyła w poczuciu wykluczenia zarówno z własnego środowiska ginekologicznego, jak i niechęci ze strony niektórych seksuologów (no cóż, takie są skutki uboczne sukcesu i popularności), doceniona jest przez obydwa te środowiska. Jestem pewien, że Michalina byłaby szczęśliwa widząc, kto aktualizuje jej książkę, która – podkreślmy raz jeszcze – w swoich zasadniczych ustaleniach i tezach pozostaje niezmiennie bezcenną lekcją głębokiej miłości. Tym bardziej że, wbrew pozorom, życie intymne Polaków nie zmieniło się aż tak bardzo od czasów, kiedy próbowała je diagnozować i leczyć doktor Wisłocka. Bo choć twierdzimy zdecydowanie (z moich badań wynika, że nawet 80 proc. spośród nas), że jesteśmy zadowoleni z naszego pożycia, można z tego stwierdzenia wyciągnąć wcale nie tak oczywiste wnioski. Bo czy ten stan ogólnej satysfakcji nie świadczy również o tym, że czterdzieści lat po premierze Sztuki kochania wciąż jesteśmy w seksie po prostu mało wymagający?

Z całą pewnością przez te lata zmieniły się modele naszych seksualnych relacji. Jednak nadal zdecydowana większość Polaków pozostaje w związkach małżeńskich, choć 8 proc. także żyje w związkach równoległych, a 40 proc. internautów przyznaje się do zdrady. Wydaje się zatem, że w czasach internetu, facebooka, tindera, sporo się zmieniło. Z drugiej jednak strony coraz częściej wybieramy różne formy relacji intymnych, także życia w pojedynkę i często zmieniamy partnerów seksualnych.

Jednocześnie w ciągu ostatnich lat staliśmy się bardziej wymagający, jeśli chodzi o dobór partnerów – również seksualnych. To prawdziwa rewolucja w porównaniu z epoką, w której pisała swoją książkę Michalina Wisłocka. Polacy już nie poddają się presji otoczenia, pojęcia „starej panny” i „starego kawalera” odeszły do lamusa. Ale to akurat z całą pewnością ucieszyłoby Michalinę: w końcu zaczęliśmy wybierać bardziej świadomie ludzi, z którymi chcemy budować trwałe, głębokie relacje.

A jeśli chodzi o najpopularniejszy miernik interesującego życia seksualnego – czas stosunku? Dzisiaj Polacy deklarują, że współżyją około czternaście minut (pełny, deklarowany akt seksualny łącznie z grą wstępną to dwadzieścia osiem minut). Kilkanaście lat wcześniej kochaliśmy się dłużej. Kryzys? Tak. Tempo naszego życia jest tak duże, że niewiele czasu pozostaje nam na uprawianie miłości. Jednocześnie, co wynika z naszych najnowszych badań (z czerwca 2016 r.) aż 42 proc. kobiet i 29 proc. mężczyzn udaje orgazm. Michalina nie byłaby z tego powodu szczęśliwa, choć z drugiej strony to jeszcze jeden dowód, że wciąż potrzebujemy jej Sztuki kochania. Ci, którzy mieli szansę obejrzeć film dokumentalny Konrada Szołajskiego zrealizowany na 80 urodziny autorki, mogli się przekonać, że była niezwykłą osobą, która nie bała się rozmawiać o bardzo osobistych sprawach.

Gdy czytam po latach najgłośniejszą z książek Michaliny, przychodzi mi do głowy jeszcze jedno pytanie: czy autor seksuologicznego poradnika sam musi być osobą seksualnie spełnioną? Czy jego własna biografia ma wpływ na to, o czym i jak pisze? W wypadku dr Michaliny Wisłockiej odpowiedź ma swoje miejsce i czas. To Lubniewice, niewielka wczasowa miejscowość położona nad pięknymi jeziorami w województwie Lubuskim i lata pięćdziesiąte.

Michalina bardzo długo pozostawała w dość niezwykłym związku. Jej mężem był Stanisław Wisłocki, jej młodzieńcza miłość, biolog, ale również mężczyzna obdarzony wybujałym seksualnym temperamentem. Nie stanowili pod tym względem dobranej pary. Jednak Michalina znalazła – miała nadzieję, że trwałe – rozwiązanie tego impasu: życie w związku równoległym, którego trzecim elementem była przyjaciółka Michaliny, Wanda. Jednak po kilkunastu latach ten „układ idealny” rozpadł się, a Michalina, by wydobyć się z emocjonalnego kryzysu, wyjechała do Lubniewic. I tu przeżyła swoje wielkie przebudzenie, swoje „lato miłości”.

Miał na imię Jurek, był marynarzem i kaowcem w jednym z ośrodków Funduszu Wczasów Pracowniczych, w którym zatrzymała się Michalina. Gdyby nie on – możemy to stwierdzić z całą pewnością – nie byłoby Sztuki kochania. Nie byłoby doświadczenia erotycznej fascynacji, seksualnego rozbudzenia i spełnienia, które jest sensem i celem najpopularniejszej z jej książek.

To nie była miłość, która mogła zaowocować trwałym związkiem. A jednak ślad tamtych doświadczeń pozostał w Michalinie na zawsze. Uwielbiała swoje powroty do Lubniewic. Tak, jakby stamtąd czerpała energię na dalsze życie. Dlatego w 2013 r. w Lubniewicach, z okazji urodzin Michaliny, otworzyliśmy Park Miłości jej imienia. Magiczne miejsce. Mam nadzieję, że się jej w nim podoba.

Z tym wydarzeniem wiąże się jeszcze jedna historia. Na otwarcie Parku Miłości zaprosiliśmy także Krystynę Bielewicz, córkę Michaliny Wisłockiej. Tam spotkała się ona po raz pierwszy z Violettą Ozminkowski, która dwa lata później wydała biografię zatytułowaną Sztuka kochania gorszycielki. Książka ta była inspiracją do powstania filmu, w którym w rolę Michaliny Wisłockiej wciela się Magdalena Boczarska. Nie mogę się już doczekać jego premiery. Myślę, że Michalina również na nią czeka.

Prof. dr hab. n. hum. Zbigniew Izdebski

Wstęp

Byłem jednym z dwóch na dwunastu recenzentów, którzy uznali Sztukę kochania Michaliny Wisłockiej za pożyteczną i wartą wydania. Pewnie dlatego autorka poprosiła mnie o napisanie do niej wstępu. Po niebywałym sukcesie książki jestem z tego dumny, jak mało z czego.

Kiedy ukazywała się książka Michaliny Wisłockiej, byłem młodym lekarzem i dopiero zaczynałem zajmować się popularyzacją wiedzy seksuologicznej. Pamiętam, jakie wówczas panowało zacofanie i skrępowanie, by mówić o „tych rzeczach”. Prawie nikt z pacjentów poradni, w której pracowałem razem z dr Wisłocką, nie wiedział, co to jest orgazm, a ponad połowa kobiet w małżeństwie nie doznawała satysfakcji. Wiele kobiet traktowało seks jako ciężki, smutny małżeński obowiązek.

Nic dziwnego, że Sztuka kochania wywołała nie tylko poruszenie, ale w pewnych środowiskach chyba wręcz wstrząs. Nikt dotąd o „tych sprawach” nie pisał tak otwarcie, tak bezpośrednio i tak wiele. Wisłocka ze swoją książką była jak taran, uderzający w opory i zahamowania. Dokonała wyłomu, przez który potem już mogły wtargnąć inne – dziś już liczne – pozycje literatury seksuologicznej. Pojawiło się ich wiele – lepszych lub gorszych. Niektóre są tak śmiałe, że Sztuka kochania przy nich, to literatura dla pensjonarek. A jednak wciąż warto ją czytać.

Wrzawa, jaką wywołała książka Wisłockiej, była wielka. Myślę, że było to najważniejsze, najgłośniejsze i najpopularniejsze dzieło z dziedziny seksuologii, drukowane w ostatnim czterdziestoleciu. Ciekawa była jego recepcja. Uczeni, fachowcy, popularyzatorzy mieli mieszane uczucia, wielu nie kryło swych wątpliwości; nie wszystkim publikacja się podobała. Jednak książki naprawdę oryginalne zawsze wywołują zarówno żywiołowe sprzeciwy, jak i szczerą aprobatę.

Inaczej zareagowali zwykli, tak zwani szarzy odbiorcy. Tu, zwłaszcza wśród ludzi młodych, książka wywołała entuzjazm, stała się obowiązkową, poszukiwaną lekturą. Myślę, że największy oddźwięk znalazła u dwudziesto-, trzydziestolatków.

Horrendalne ceny na bazarach, dzikie kserokopie i pirackie przedruki są świadectwem zapotrzebowania na ten typ literatury, a także dowodzą, że autorka umiała trafić w społeczne zapotrzebowanie. I mimo zjadliwych, a często obraźliwych recenzji, mimo wybrzydzania różnych świętoszków, życie pokazało, kto miał rzeczywiście rację.

Najbardziej zjadliwe gromkie recenzje robiły wrażenie, jakby autorzy albo książki nie czytali (na pewno nie czytali jej uważnie, może z obrzydzenia?), albo jak gdyby pisali je obok, nie na temat. Mniejsza z nimi, popularność dzieła oraz – paradoksalnie – wspomniane recenzje na pewno stały się dla autorki źródłem satysfakcji. Mało kto może poszczycić się świadomością, że zdziałał tak wiele!

Mówiłem i wciąż mówię: nikt nie przyniósł Polakom tyle osobistego szczęścia, co Michalina Wisłocka swoją niezwykłą książką. Zarówno książka, jak i jej autorka powinny przejść do historii. Nie, na pewno przejdą!

Prof. dr hab. n. med. Andrzej Jaczewski

Od autorki

Sztuka kochania nie zawiera recepty na miłość, nie jest też podręcznikiem technik seksualnych.

„Kochanie” to piękne polskie słowo, które w moim odczuciu określa ciepły, serdeczny, pełen przyjaźni i harmonii seksualnej kontakt dwojga bliskich sobie ludzi.

Moja książka powstała w roku 1974, w wyniku piętnastoletniej pracy lekarskiej – naukowej oraz społeczno-publicystycznej. Wykorzystałam w niej doświadczenia płynące z rozmów z pacjentami oraz z lektury mnóstwa listów przychodzących do Poradni Korespondencyjnej Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa i do miesięcznika „Zdrowie”; przez wiele lat odpowiadałam na te listy. Wykorzystałam też materiały i wnioski z dyskusji prasowych, w których wojowałam uparcie o kulturę uczuć i seksu.

Oczywiście w ogromnej większości udzielałam porad kobietom, co wynika z mojej specjalności podstawowej, jaką jest ginekologia, i stąd też książka mówi przede wszystkim o kobietach, chociaż przeznaczona jest dla obojga. Nie sądzę jednak, żeby to nastawienie było ujemną stroną książki, ponieważ w moim przekonaniu w kobiecych rękach leży kształt miłości i kultura życia uczuciowego rodziny.

Na koniec trochę o historii książki – bo ma ona swoją historię, i to niemałą. Przed pierwszym wydaniem w roku 1976, przesiedziała przez prawie cztery lata za kratkami w „Białym Domu”, uznana za zbyt gorszącą, pomimo wielkich starań cenzury, żeby ją „uskromnić”. Między innymi – czterokrotnie zmniejszano rysunki pozycji przy stosunku (pierwsze w Polsce, jakie ukazały się drukiem), aż osiągnęły wielkość znaczka pocztowego.

Ukazała się z „przyzwoitą” ślubną parą na okładce dzięki nowemu dyrektorowi Łukaszowi Szymańskiemu, który pojawił się w „Iskrach” i jak Cezar pod hasłem Veni, vidi, vici, wyzwolił książkę z zamknięcia. Od tego czasu, w siedmiu kolejnych nakładach i dodrukach, przekroczyła trzy miliony egzemplarzy. A ile wyszło w kserokopiach, nie da się zliczyć. Tłumaczona była w Ameryce, Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii, w Rosji w wielomilionowych nakładach i ostatnio w Chinach, chociaż kultura seksualna jest tam co najmniej o cztery tysiące lat starsza od naszej.

W obecnym wydaniu uzupełniłam znacznie rozdział Zmysł słuchu, dodając teksty historyczne o mowie miłosnej. Ponadto dodałam opisy rozmaitych gier i zabaw erotycznych w wodzie i na wakacjach oraz metody rozwiązywania problemów głodu seksualnego w życiu ludzi samotnych. Zmieniłam także rozdział o antykoncepcji, dodając nowe metody regulacji urodzin, które pojawiły się na świecie w ciągu ostatnich dwudziestu lat.

Mam nadzieję, że rozważania zawarte w obecnym wydaniu książki pozwolą trzeciemu już pokoleniu młodych małżeństw rozwiązać trudności oraz konflikty, z którymi nie potrafią sobie same poradzić. Pragnę, aby Sztuka kochania nadal odgrywała rolę doświadczonego przyjaciela kochających się par i wprowadziła do ich dnia powszedniego wiele radości.

[...]