Szpitalny romans - Melanie Milburne - ebook

Szpitalny romans ebook

Melanie Milburne

3,9

Opis

„Zastanawiał się, czy dla Molly będzie trudne oddzielenie życia prywatnego od zawodowego. On bez trudu wyłączał emocje, ale wątpił, by dla niej było to równie łatwe. Ona nosi serce na dłoni, jest do bólu otwarta i szczera. On z kolei woli trzymać karty przy sobie. Z przerażeniem myślał o tym, jak wszyscy w szpitalu będą rozkładali jego romans z Molly na czynniki pierwsze...”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 157

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,9 (23 oceny)
8
5
9
1
0

Popularność




Melanie Milburne

Szpitalny romans

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dostrzegła go pierwsza. Wychodził akurat ze sklepu kilka budynków dalej od domu, w którym wynajmowała niewielkie mieszkanko. Szedł w zacinającym deszczu z lekko pochyloną głową i ściągniętymi brwiami. Na jego widok serce jej zadrżało, wróciły wspomnienia. Dopiero na dźwięk własnego głosu zorientowała się, że mówi.

– Lucas…?

Gdy stanął i podniósł wzrok, zrobiło się jej przykro, bo w jego oczach wyczytała bezbrzeżny smutek.

– Molly… – odezwał się niespiesznie.

Po raz ostatni słyszała ten głos dziesięć lat wcześniej. Przebywając tak długo w Anglii, Lucas w dużej mierze wyzbył się australijskiego akcentu, ale jego głos zachował aksamitny niski ton, przyprawiając ją o lekki dreszczyk. Wpatrywała się w niego z zachwytem, jakby chciała się upewnić, że to naprawdę on.

Jego rysy – tak znajome – wydały się jej jednocześnie trochę inne; wokół oczu dostrzegła drobne zmarszczki, a w nadal gęstych i lśniących włosach jaśniały srebrzyste pasemka. Nie był też tak ogorzały i opalony jak ojciec i bracia, których spotykała na ich rodzinnej farmie w Australii.

Jego wysoka i szczupła sylwetka sugerowała, że przedkłada dbałość o kondycję nad wylegiwanie się na kanapie, ale sine kręgi pod oczami dowodziły, że nie uwolnił się od przeszłości.

– Zastanawiałam się, kiedy na ciebie wpadnę – powiedziała, by przerwać przykre milczenie. – Pewnie wiesz od Neila albo Iana, że zamierzam przez trzy miesiące pracować w Świętym Patryku.

Omiótł ją nieprzeniknionym spojrzeniem.

– Tak, napomknęli, że wybierasz się do Anglii. Za swoim chłopakiem.

Zaczerwieniła się. Do tej pory nie mogła się zdecydować, jaki charakter ma jej zażyłość z Simonem Westburym. Przez lata łączyła ich koleżeńska przyjaźń, ale kiedy Simon zerwał z Sereną, weszli w nieformalny układ. Wygodny, ale chyba nie do końca ją satysfakcjonujący.

– Jesteśmy parą – przyznała – ale to nic poważnego. Simon robi tu specjalizację z chirurgii plastycznej, więc pomyślałam, że dobrze będzie mieć kogoś znajomego w Anglii, zwłaszcza że to mój pierwszy zagraniczny wypad.

– Gdzie teraz mieszkasz?

– O, tam. – Wskazała na wiktoriańską kamienicę, która czas świetności miała już za sobą. – Zależało mi na mieszkaniu w pobliżu szpitala. Okazuje się, że wielu pracowników szpitala też wynajmuje tam mieszkania.

Nieznacznie kiwnął głową.

Przestępując z nogi na nogę, Molly skubała pasek torebki przewieszonej przez ramię.

– Hm… Masz pozdrowienia od mojej mamy.

Uniósł brwi, przyglądając się jej. Badawczo, cynicznie czy z powątpiewaniem?

– Naprawdę?

Na chwilę odwróciła wzrok, by popatrzeć na sine chmury nad szeregiem szarych budynków. Wielka odmiana po bezkresnym błękicie i oślepiającym blasku australijskiego słońca.

– Pewnie też wiesz, że mój ojciec ponownie się ożenił… – Nie doczekawszy się reakcji z jego strony, popatrzyła na niego. – Crystal, jego nowa żona, za dwa miesiące urodzi mu dziecko.

– Co czujesz na myśl, że będziesz miała przyrodnie rodzeństwo? – zapytał.

– Cieszę się – odparła z promiennym uśmiechem. – Będzie kogo rozpieszczać, a ja kocham małe dzieci. Po powrocie do Australii na pewno będę się zgłaszać, żeby z nim posiedzieć, jak będą chcieli gdzieś wyjść.

Nie spuszczał z niej wzroku. Domyśla się, jak bardzo jest jej przykro, że ojciec próbuje nowym dzieckiem zastąpić sobie Matta? I jakie ona ma wyrzuty sumienia, że jest jej przykro? Matt był ukochanym pierworodnym synem oraz spadkobiercą, więc od samego początku żyła w jego cieniu. Z poczuciem, że nie jest wystarczająco dobra, mądra. Że jest za mało kochana. Gdy przyjdzie na świat nowe dziecko, już w ogóle nie będzie ojcu potrzebna.

– Znalazłaś się bardzo daleko od domu – zauważył.

Lucas uważa, że może ją to przerosnąć? Nadal ma ją za tyczkowatą piegowatą małolatę, która chodziła za nim niczym mały piesek?

– Dam sobie radę. – Dumnie uniosła głowę. – Nie zauważyłeś, że już nie jestem dzieckiem, że dorosłam?

Omiótł ją spojrzeniem pełnym aprobaty, aż zrobiło jej się gorąco.

– To prawda – przyznał.

Utkwiła wzrok w jego wargach. Pełnych i zmysłowych. Ciekawe, kiedy ostatni raz się uśmiechały. Albo kogoś całowały. Jak by to było, gdyby ją pocałował?

Patrząc mu w oczy, obiecała sobie trzymać się ścieżki profesjonalizmu, skoro mają pracować na tym samym oddziale. Koledzy i koleżanki nie muszą wiedzieć o tragedii, która ich łączy.

– Hm… Pewnie spotkamy się w szpitalu – powiedziała.

– Uhm.

Pożegnała go wymuszonym uśmiechem, ale nie uszła dwóch kroków, jak się odezwał.

– Molly…

Powoli się odwróciła. Chyba jeszcze bardziej zaciska zęby, pomyślała.

– Słucham.

– Może jeszcze nie wiesz, ale od wczoraj jestem nowym ordynatorem intensywnej opieki, bo Brian Yates nieoczekiwanie zrezygnował z powodu złego stanu zdrowia.

Mocniej otuliła się płaszczem. Lucas Banning ma być jej przełożonym?! To dużo zmienia. Jej pierwsza praca za granicą może być zagrożona, jeśli Lucas uzna, że nie zechce jej w zespole. Bo dlaczego miałby chcieć?

Przecież ona jest żyjącym przypomnieniem największego błędu, jaki w życiu popełnił.

– Nie, nikt mnie o tym nie informował.

– Uważasz, że to duży problem? – zapytał, przeszywając ją wzrokiem.

– Niby dlaczego?

– Na tym oddziale pracuje się na najwyższych obrotach, więc nie życzę sobie w zespole emocji, które mogłyby się odbić negatywnie na leczeniu pacjentów.

Poczuła się dotknięta, że wątpi w jej profesjonalizm i obawia się, że przeszłość przesłoni jej starania o dobro pacjentów. Ostatnio rzadko mówiła o Macie. Mimo że już tyle lat spędziła pogrążona w smutku, rozmawianie o nim nieodmiennie przywoływało tragiczne wspomnienia, a wraz z nimi rozdzierający ból, poczucie straty oraz winy. Większość koleżanek na uniwersytecie nawet nie wiedziała, że kiedyś miała brata.

– Nie mam w zwyczaju obnosić się w pracy ze swoimi problemami osobistymi – odparła.

– Okej. Widzimy się jutro rano. Tylko się nie spóźnij.

Z zaciśniętymi wargami patrzyła, jak odchodzi. Zrobi wszystko, by znaleźć się na oddziale jeszcze przed nim.

Gdy rano wpadła zadyszana na oddział, Lucas wymownie spojrzał na zawieszony na ścianie zegar.

– Molly Drummond, twój dyżur się zaczął godzinę temu – syknął, rzucając na biurko dokumenty pacjenta.

– Przepraszam – wysapała. – Próbowałam zadzwonić, ale nie mam w komórce tutejszego kodu. Ciągle jeszcze mam australijskiego operatora.

– Co cię zatrzymało? – Przyglądał się jej zaróżowionym policzkom i włosom w nieładzie. – Narzeczony nie dał ci zasnąć wieczorem czy rano podał ci śniadanie do łóżka?

– Ani jedno, ani drugie – żachnęła się. – Szłam już do szpitala, ale natknęłam się na kota, którego potrącił samochód. Nie mogłam go tak zostawić, bo miał złamaną nogę. Zaniosłam go do najbliższej kliniki dla zwierząt, ale musiałam czekać, aż zjawi się weterynarz.

Czuł, że powinien ją przeprosić za swą napaść, ale jednocześnie chciał zachować profesjonalny dystans. Dlaczego w całym Londynie, ba, w całej Anglii, wybrała akurat jego szpital? Przez dziesięć lat udawało mu się o tym nie myśleć, ale nie zapomnieć, nie, nigdy o tym nie zapomni, i żyć dalej, starając się zmieniać świat na lepszy.

Ratować życie ludzkie, a nie je niweczyć.

Molly Drummond postawiła jego dotychczasowy świat na głowie. Dopiero niedawno dowiedział się, że zamierza podjąć tu pracę, ale był przekonany, że nie będzie miał z nią bezpośredniej styczności. Chciał objąć funkcję ordynatora oddziału za rok, gdy Brian Yates oficjalnie przejdzie na emeryturę, ale u Briana zdiagnozowano śmiertelną chorobę, więc okoliczności zmusiły go do przedwczesnego przejęcia steru. A co za tym idzie, spotykania Molly dzień w dzień. Nie byłoby najmniejszego problemu, gdyby była jednym z młodszych lekarzy, którzy często przewijają się przez oddział.

Ale ona nie jest byle jakim młodszym lekarzem.

Już nie jest słodką piegowatą dziewczynką, ale piękną młodą kobietą o subtelnej urodzie, która tak go zaskoczyła, gdy poprzedniego dnia spotkał ją na ulicy.

Dosłownie go zatkało, kiedy na nią spojrzał. Szaroniebieskie oczy, które ciemnieją lub jaśnieją w zależności od nastroju; jasna karnacja, wydatne kości policzkowe nadające jej dumny królewski wygląd, proporcjonalny piegowaty nosek. Zniewalająca uroda. A do tego szczupła sylwetka, długie nogi i wąskie ramiona.

Nie mógł przestać sobie wyobrażać, że trzyma ją w objęciach. Owszem, miał na swoim koncie niejedną przygodę miłosną, może nie aż tyle, ile niektórzy jego rówieśnicy, ale nie za bardzo lubił się spoufalać. Więc za wszelką cenę nie wolno mu się spoufalać z Molly.

– Nie mam czasu oprowadzić cię po oddziale – oznajmił, odsuwając jak najdalej nieprzystojne myśli – ale sama szybko się zorientujesz. Mamy dwadzieścia łóżek, w tej chwili wszystkie zajęte. Naszą sekretarką oddziałową jest Emily Hunter. Sue Ling i Alim Pashar robią u nas specjalizację i to oni zapoznają cię ze wszystkimi przypadkami. Życzę udanego dnia. – Lekko skinąwszy głową, wyszedł z pokoju.

– Doktor Drummond? – Odwróciwszy się, Molly zobaczyła zbliżającą się w jej stronę kobietę w średnim wieku. – Przepraszam, że to nie ja panią przywitałam – powiedziała, uśmiechając się ciepło – ale mamy dzisiaj prawdziwe urwanie głowy. – Podała Molly rękę. – Emily Hunter – przedstawiła się.

– Bardzo mi miło.

– Od dwóch dni zmagamy się z chaosem – wyjaśniła. – Doktor Banning mówił pani o doktorze Yatesie? – Nie czekała na odpowiedź. – Bardzo przykra sprawa. Zamierzał w przyszłym roku odejść na emeryturę, a tu nagle odesłano go do domu.

– Współczuję.

– Niedawno urodził mu się pierwszy wnuk. – Emily potrząsnęła głową. – Los nie jest sprawiedliwy, ech…

– Niestety, nie jest.

Emily wsunęła do szuflady kartę pacjenta porzuconą przez Lucasa, po czym znowu zwróciła się do Molly.

– Pokażę pani oddział. Pani przyleciała z Australii, tak? Z Sydney?

– Tak, z Australii, ale wychowywałam się na wsi.

– Jak nasz Lucas?

– Prawdę mówiąc, pochodzimy z tego samego miasteczka w Nowej Południowej Walii.

– Naprawdę? – zdumiała się Emily. – Co za zbieg okoliczności. To znaczy, że się znacie.

Przez chwilę Molly się zastanawiała, czy należy wspomnieć o tym, co ich łączy.

– Raczej nie. Nie widziałam go wiele lat. Przeniósł się do Anglii, jak miałam siedemnaście lat. Kontakt się urwał.

– Nasz Lucas to taki trochę czarny koń. – Emily rzuciła jej konspiratorskie spojrzenie. – Trzyma się z dala od innych. Nikt nic nie wie o jego życiu prywatnym, bo bardzo starannie oddziela je od pracy.

– Może i słusznie.

Wpuszczając ją do przebieralni dla personelu, Emily ciężko westchnęła.

– Jest tu tyle kobiet, które wszystko by oddały za jedną noc z Lucasem… Nie uważa pani, że to grzech być tak przystojnym?

– Hm.

– Ma takie łagodne i mądre spojrzenie. Pacjenci go uwielbiają. Ich krewni też, bo jest cierpliwy i traktuje ich jak rodzinę. A w dzisiejszych czasach to rzadkość. Wszyscy strasznie się spieszą, żeby piąć się po drabinie awansu. Lucas Banning jest lekarzem z prawdziwego zdarzenia. To od razu rzuca się w oczy.

– Myślę, że kiedyś zamierzał raczej siać pszenicę i hodować owce, jak ojciec i dziadek.

– Rozmawiamy o tym samym człowieku? – zdumiała się Emily.

– Już mówiłam, że wiem o nim niewiele – zastrzegła się pospiesznie Molly.

Emily wskazała drzwi po prawej stronie.

– To jest przebieralnia damska, łazienka i szafki, a pokój dla personelu dalej, po lewej stronie. – Zawróciła do biura. – Jest pani u nas na trzy miesiące?

– Tak. Pierwszy raz jestem za granicą. Jak znalazłam waszą ofertę, od razu na nią odpowiedziałam, żeby się nie rozmyślić.

– To najlepszy wiek na takie decyzje – orzekła Emily. – Zanim się człowiek ustatkuje, powinien zaspokoić chęć podróżowania. Bo kiedy przyjdą dzieci, to już nikogo na to nie stać. Niech mi pani uwierzy. Zedrą z człowieka ostatnią koszulę.

– Ile pani ma dzieci?

– Czterech chłopaków. – Emily wzniosła wzrok ku niebu. – Pięciu, licząc męża. Z aktualnymi przypadkami zapozna panią któryś ze stażystów, bo ja muszę wracać za biurko.

Obchód pacjentów w towarzystwie Su Ling w celu poznania historii ich choroby zajął jej godzinę. Pod sam koniec dołączył do nich Lucas.

Dwudziestodwuletnia Claire Mitchell doznała uszkodzenia rdzenia kręgowego oraz poważnego urazu głowy na skutek upadku z konia podczas zawodów jeździeckich. Od miesiąca utrzymywano ją w śpiączce farmakologicznej. Za każdym razem, kiedy podejmowano próbę odstawienia leków, ciśnienie śródczaszkowe rosło w zawrotnym tempie. Najnowsze zdjęcia wykazały ustępującego krwiaka śródczaszkowego oraz utrzymujący się obrzęk mózgu. Molly miała okazję przysłuchiwać się rozmowie Lucasa z rodzicami Claire.

– Nie mogę przestać myśleć, że ona umrze – wykrztusiła matka.

– Do tej pory żyje – odparł Lucas. – Na nowych zdjęciach widać oznaki poprawy. Obawiam się jednak, że nadal nie pozostaje nam nic innego jak czekać, co będzie dalej. Ale proszę nie przestawać do niej mówić.

– Doktorze, nie wiem, jak mamy panu dziękować – odezwał się ojciec. – Kiedy sobie przypomnę, w jak złym stanie była tydzień temu…

– Uważam, że już wyszła z najgłębszego kryzysu – powiedział Lucas. – Proszę się starać myśleć pozytywnie. Gdyby coś się zmieniło, natychmiast państwa zawiadomimy.

– Doktorze, czy możemy porozmawiać? – zapytała Molly, gdy państwo Mitchell skupili się na córce. – W cztery oczy?

Ściągnął brwi, jakby mu to nie odpowiadało.

– Mój gabinet jest ostatni po lewej stronie. Przyjdę za dziesięć minut, bo muszę jeszcze wypisać leki dla pana Hylanda, łóżko czwarte.

Przystanęła przed uchylonymi drzwiami z tabliczką „Doktor Banning”. Zerknęła do środka, a że w pokoju nikogo nie było, weszła do gabinetu.

Wnętrze niczym się nie różniło od większości takich pokoi w szpitalach nękanych brakiem funduszy: sfatygowane biurko, fotel z rozdartym plastikiem na oparciu, krzywy metalowy regał na dokumenty upchnięty między oknem i niską półką zawaloną pismami oraz podręcznikami medycznymi. Na biurku zaścielonym papierami komputer. Zorganizowany bałagan, pomyślała.

Nad regałem na dokumenty blisko małego okienka z widokiem na ponury szary świat dostrzegła cyfrową fotoramkę. Włączyła ją, by obejrzeć zdjęcia. Z zapartym tchem oglądała skąpane w australijskim słońcu okazałe domostwo oraz farmę Banningów. Wysokie poskręcane eukaliptusy, błękitne niebo, zagrody dla zwierząt, kwieciste łąki, potok Carboola przecinający farmę błyskawicznie przeniosły ją w rodzinne strony. Niemal słyszała krakanie wron i skrzeczenie srok.

Jeszcze siedem lat temu, przed rozwodem, jej rodzice gospodarowali na posiadłości Drummond Downs, od sześciu pokoleń w jej rodzinie. Zanosiło się na siódmą generację, ale śmierć Matta wszystko zmieniła.

Ojciec nie poradził sobie z rozpaczą po stracie jedynego syna, a matka z jego gniewem i emocjonalną oschłością. Posiadłość stopniowo podupadała, a po dwóch latach nieurodzaju trzeba było zacząć wyprzedawać ziemię, żeby zadowolić bank. Mimo to długi doprowadziły rodziców na skraj bankructwa.

Odrzucili wszystkie propozycje pomocy, nawet od Billa i Jane Banningów, rodziców Lucasa, bo ojciec był zbyt dumny, by zaakceptować czyjąkolwiek pomoc, a zwłaszcza ze strony rodziców chłopaka odpowiedzialnego za śmierć ich syna. Drummond Downs sprzedano zagranicznemu inwestorowi, a rok później rodzice wzięli rozwód.

Wyłączając z ciężkim sercem ten pokaz, znieruchomiała na moment.

– Ja… tylko… oglądałam zdjęcia.

Lucas zamknął drzwi, ale nie podszedł do biurka. Przyglądając mu się, pomyślała, że bardzo stara się ukryć za maską obojętności.

– Neil mi je przysyła.

– Bardzo dobre. Profesjonalne.

Na moment wzrok mu pociemniał.

– Marzyło mu się zostać zawodowym fotografem. Ale jak sama wiesz… nie wyszło.

Ze współczuciem pomyślała o Neilu, który teraz pracuje na farmie, zamiast podróżować po świecie, robiąc to, co lubi najbardziej. Tylu ludzi ucierpiało z powodu śmierci jej brata…

Śmierć Matta odbiła się szerokim echem wśród miejscowych. Kiedy Lucas opuścił rodzinne gniazdo, jego miejsce na farmie u boku ojca zajął młodszy Neil, wyrzekając się swoich marzeń. Syn pierworodny nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Jego sytuacja w skłóconym małostkowym środowisku sprawiła, że nie mógł zostać, by jak ojciec i dziad pracować na farmie.

– To nie była twoja wina – wyrwało się jej niemal bezwiednie.

Dopiero teraz, gdy powiedziała to na głos, zdała sobie sprawę, że szczerze w to wierzy. Nigdy go nie obwiniała, ale dorastała wśród ludzi, dla których prawda była inna. Studia medyczne oraz praca lekarza pomogły jej zrozumieć, że wypadki czasami się zdarzają. Nikt nie ponosił tu winy. Gdyby to Matt prowadził, jak było jeszcze kilkanaście minut przed tym, nim kangur wyskoczył im przed maskę, to jemu przypadłaby rola wygnańca.

– Czyżby? – Wyminął ją, kierując się do biurka. Szedł tak sztywno, że zauważyła napięte pod koszulą mięśnie ramion.

– Lucas, to był wypadek. Ty to wiesz. I takie było orzeczenie koronera. Równie dobrze Matt mógł siedzieć za kierownicą. Chciałbyś, żeby do końca dźwigał brzemię winy?

Obrzucił ją lodowatym spojrzeniem.

– O czym chciałaś ze mną rozmawiać?

Z bezradności ręce jej opadły.

– Wygadałam się przed Emily, że się znamy. Jeszcze z Australii.

– Rozumiem.

– Nie wspomniałam o wypadku. Powiedziałam tylko, że pochodzimy z tego samego miasteczka.

Maska na jego twarzy ani drgnęła.

– Po co tu przyjechałaś? Dlaczego do tego szpitala?

Próbowała ukryć to nawet przed sobą. Dlaczego od lat ciągnęło ją tam, gdzie pracował? Dlaczego zignorowała inne, lepsze oferty tylko po to, by pracować razem z nim choć przez trzy miesiące? Bo tak należało. Nawet matka przyznała jej rację, gdy jej się zwierzyła z tych planów. Powiedziała, że muszą zacząć nowe życie, wyjść z cienia przeszłości i pozwolić Mattowi odpoczywać w pokoju.

– Szukałam pracy za granicą, ale większość ofert dotyczyła roku albo dłużej. Nie byłam pewna, czy wytrzymam tak długo daleko od swoich. Ten szpital wydał mi się idealny na początek. Cieszy się bardzo dobrą opinią.

Lucas stanął za biurkiem z dłońmi na biodrach w pozycji mówiącej „trzymaj się ode mnie z daleka”.

– Już dziesięć lat staram się uwolnić od przeszłości – powiedział. – Teraz tutaj jest moje życie i nie chcę zaburzać tej odrobiny spokoju, jaką z trudem udało mi się wypracować.

– Nie znalazłam się tutaj, żeby niszczyć twój spokój, życie albo karierę. Chciałam uwolnić się od rodziny. Rodzice nie potrafią się dogadać, zwłaszcza od kiedy się okazało, że Crystal jest w ciąży. Czułam, że muszę od nich wszystkich odpocząć.

– I przeniosłaś się do jaskini lwa – zauważył ponuro. – Rodzice się nie obawiają, że i tobie zmarnuję życie?

Zamilkła na dłuższą chwilę, bo ojciec stale to powtarzał, ilekroć podnosiła temat wyjazdu do pracy w Londynie.

– Chcesz, żebym zrezygnowała?

Ściągnął brwi i przegarnął włosy palcami.

– Nie. – Westchnął. – Brakuje nam personelu. Szukanie kogoś na twoje miejsce zajęłoby nam kilka tygodni.

– Mogę pracować na innych dyżurach niż ty.

– Nie trzeba. Ludzie zaczęliby zadawać pytania…

– Lucas, nie chcę przysparzać ci problemów.

Na moment zatrzymał na niej wzrok.

– Zobaczymy się na oddziale. Muszę zadzwonić do rodziny pacjenta.

Gdy zamykała drzwi, a on sięgał po telefon, nie umknęły jej uwadze jego ściągnięte brwi.

Tytuł oryginału: Their Most Forbidden Fling

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2013

Redaktor serii: Ewa Godycka

Opracowanie redakcyjne: Ewa Godycka

Korekta: Joanna Morawska

© 2013 by Melanie Milburne

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-0636-5

MEDICAL – 558

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com