Szlachetny Kawaler - Arthur Conan Doyle - ebook + audiobook

Szlachetny Kawaler ebook i audiobook

Arthur Conan Doyle

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Ślub w kościele, uroczyste śniadanie weselne, a potem panna młoda po prostu znika. Lord St. Simon, potomek jednego z najstarszych rodów Anglii, traci żonę po kilku godzinach małżeństwa, a policja nie ma pojęcia, gdzie jej szukać. Sherlock Holmes ma. Jedno z najbardziej zaskakujących opowiadań z cyklu „Przygody Sherlocka Holmesa”, w nowym przekładzie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 41

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 48 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Jarosław Wrona

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Przygody Sherlocka Holmesa

Szlachetny Kawaler

Arthur Conan Doyle

Przetłumaczył Marcin Gołda

WROTA WYOBRAŹNI · 2026

Szlachetny Kawaler

Tytuł oryginału: The Adventure of the Noble Bachelor

Autor: Arthur Conan Doyle

Tłumaczenie i redakcja: Marcin Gołda

Korekta: Katarzyna Sujkowska

Projekt okładki: Miriam Gołda

Ilustracja na okładce: Miłosz Balas

Wydanie I

ISBN: 978-83-68914-89-4

Copyright

© 2026 by Wrota Wyobraźni

Wszelkie prawa zastrzeżone

Małżeństwo lorda St. Simona ijego osobliwy finał od dawna przestały zajmować te wysokie sfery, wktórych obraca się nieszczęsny pan młody. Przyćmiły je świeższe skandale, aich pikantniejsze szczegóły odciągnęły plotkarzy od tego dramatu sprzed czterech lat. Mam jednak powody sądzić, że pełny obraz sprawy nigdy nie dotarł do szerszej publiczności, aponieważ mój przyjaciel Sherlock Holmes miał niemały udział wjej wyjaśnieniu, uważam, że żadne wspomnienia onim nie byłyby pełne bez choćby krótkiego szkicu tego niezwykłego epizodu.

Działo się to na kilka tygodni przed moim własnym ślubem, wczasach, gdy wciąż jeszcze dzieliłem zHolmesem mieszkanie przy Baker Street. Wrócił zpopołudniowego spaceru izastał na stole czekający na niego list. Ja przez cały dzień nie ruszałem się zdomu, bo pogoda nagle się załamała – lunął deszcz, zerwały się porywiste jesienne wiatry, akula zafgańskiego dżezaila1, którą przywiozłem wjednej zkończyn jako pamiątkę zkampanii, dawała osobie znać tępym, uporczywym bólem. Usadowiony wjednym fotelu, znogami na drugim, obłożyłem się stertą gazet, aż wreszcie, przesycony nowinami dnia, odrzuciłem je wszystkie ileżałem bezczynnie, wpatrując się wokazały herb imonogram na kopercie leżącej na stole ileniwie zachodząc wgłowę, kim też może być ów utytułowany korespondent mojego przyjaciela.

– Nader wytworna epistoła – zauważyłem, gdy wszedł. – Rano, jeśli dobrze pamiętam, pisali do ciebie handlarz ryb icelnik portowy.

– Tak, moja korespondencja ma niewątpliwie urok rozmaitości – odparł zuśmiechem. – Aci skromniejsi nadawcy są zwykle ciekawsi. To wygląda na jedno ztych nieznośnych zaproszeń towarzyskich, które skazują człowieka albo na nudę, albo na kłamstwo.

Złamał pieczęć iprzebiegł wzrokiem treść.

– O, proszę, to może być jednak coś interesującego.

– Czyli nie sprawa towarzyska?

– Nie, zdecydowanie zawodowa.

– I klient zarystokracji?

– Jeden znajwyżej postawionych wAnglii.

– Mój drogi, gratuluję.

– Zapewniam cię, Watsonie, imówię to bez cienia afektacji, że pozycja klienta znaczy dla mnie mniej niż to, czy jego sprawa jest zajmująca. Całkiem możliwe jednak, że itego wtym nowym śledztwie nie zabraknie. Pilnie czytałeś ostatnio gazety, prawda?

– Na to wygląda – przyznałem markotnie, wskazując na pokaźny stos wkącie. – Nie miałem nic innego do roboty.

– To się dobrze składa, bo może zdołasz mnie oświecić. Ja czytuję tylko kronikę kryminalną iogłoszenia osobiste. Te ostatnie są zawsze pouczające. Ale skoro tak uważnie śledziłeś ostatnie wydarzenia, musiałeś czytać olordzie St. Simonie ijego ślubie?

– O tak, znajwyższym zainteresowaniem.

– Doskonale. List, który trzymam wręku, jest właśnie od lorda St. Simona. Przeczytam ci go, aty wzamian przejrzyj te gazety iwyszukaj mi wszystko, co dotyczy sprawy. Pisze tak:

„Szanowny Panie Holmes!

Lord Backwater zapewnia mnie, że mogę bez zastrzeżeń polegać na Pańskim rozsądku idyskrecji. Postanowiłem zatem złożyć Panu wizytę izasięgnąć Pańskiej rady wsprawie nader bolesnego zdarzenia, do jakiego doszło wzwiązku zmoim ślubem. Pan Lestrade ze Scotland Yardu już zajmuje się tą sprawą, zapewnia mnie jednak, że nie ma nic przeciwko Pańskiemu udziałowi, anawet sądzi, że mógłby się on okazać pomocny. Przybędę oczwartej po południu, agdyby miał Pan otej porze inne zobowiązania, proszę uprzejmie oich odłożenie, gdyż sprawa ma dla mnie znaczenie pierwszorzędne.

Zpoważaniem, St. Simon”.

– Wysłany zGrosvenor Mansions, pisany gęsim piórem, aszlachetny lord miał to nieszczęście, że poplamił sobie atramentem zewnętrzną stronę małego palca prawej ręki – zauważył Holmes, składając list.

– Pisze, że oczwartej. Teraz jest trzecia. Będzie tu za godzinę.

– W takim razie ztwoją pomocą zdążę akurat zorientować się wsprawie. Przejrzyj te gazety iułóż wycinki chronologicznie, aja tymczasem sprawdzę, kim jest nasz klient. – Sięgnął po tom wczerwonej oprawie zrzędu podręcznych książek stojących przy kominku. – Jest – powiedział, siadając irozkładając go na kolanie. – „Lord Robert Walsingham de Vere St. Simon, drugi syn księcia Balmoral”. Hm! „Herb: wpolu błękitnym trzy kolczatki2 wgłowicy nad czarnym pasem. Urodzony wroku 1846”. Ma więc czterdzieści jeden lat – dojrzały wiek na ożenek. „Był podsekretarzem stanu do spraw kolonii wjednym zpoprzednich gabinetów. Książę, jego ojciec, piastował swego czasu urząd ministra spraw zagranicznych. Zkrwi Plantagenetów wlinii prostej, Tudorów po kądzieli”. Ha! Nic szczególnie pouczającego. Myślę, Watsonie, że po coś konkretniejszego muszę zwrócić się do ciebie.

– Bez trudu znajduję, czego szukam – odparłem – bo to całkiem świeże fakty, asprawa wydała mi się niezwykła. Nie śmiałem ci jednak oniej wspominać, bo wiedziałem, że prowadzisz śledztwo, anie lubisz, gdy zawraca ci się głowę czymś innym.

– A, masz na myśli ten drobiazg zwozem meblowym przy Grosvenor Square. To już całkiem wyjaśnione – choć, prawdę mówiąc, od początku było oczywiste. Podziel się ze mną owocami swoich gazetowych poszukiwań.

– Oto pierwsza wzmianka, jaką udało mi się znaleźć. To rubryka towarzyska „Morning Post” – jak widzisz, sprzed kilku tygodni. „Uzgodniono warunki małżeństwa – czytamy – ijeśli wierzyć pogłoskom, już wkrótce odbędzie się ślub lorda Roberta St. Simona, drugiego syna księcia Balmoral, zpanną Hatty Doran, jedyną córką pana Aloysiusa Dorana zSan Francisco wKalifornii, wStanach Zjednoczonych”. To wszystko.

– Zwięźle ina temat – skwitował Holmes, wyciągając długie, chude nogi wstronę ognia.

– W jednym zpism towarzyskich z