Szkoła miękkiego rysunku - Marek Przybyła - ebook

Szkoła miękkiego rysunku ebook

Marek Przybyła

0,0
10,25 zł

lub
Opis

Zbiór fantasmagorycznych opowieści Marka Przybyły, zatytułowany Szkoła miękkiego rysunku w samej rzeczy jest dla mnie szkołą miękkiego tkania, nasuwa bowiem skojarzenie z perskimi, dywanowymi narracjami, jakie zwykli sobie opowiadać, lub śpiewać tkacze kobierców. Tylko w ten sposób, przez przywołanie mułły Nasrudina, Dżuhy, czy Hasana z Basry, mogę wyrazić urzeczenie tonem tych niewielkich tekstów, zapraszających w magiczną przestrzeń słowa. Żałować tylko należy, że jest ich zaledwie dziewięćdziesiąt, a nie tysiąc i jeden. Lecz samego orientu jest tam nie więcej niż odniesień do innych kultur, lub tradycji zgoła wymyślonych przez autora. Ułożone, a raczej zestawione są w ten sposób, że każdy następny jest nowym zaskoczeniem. Jako czytelnik, odnoszę przyjemne skojarzenia nie tylko z arabskimi opowiadaczami, ale także z pisarstwem Milorada Pavića, Italo Calvino, Bruno Schulza czy Roberta Walsera, którym wcale, lub niewiele, ustępują te „baśnie”.
Daremnie byłoby pytać, co w tym wypadku jest przedmiotem narracji, jeśli pominąć czyste piękno, jakie wnosi poetyka tych okruchów rzeczywistości symboli, znaków, mitów, ale też realiów powiązanych nieoczekiwanym sensem. Między te drobiazgi, takie jak Sennik pogoński, Sennik sielecki i Sennik Starego Sosnowca, wplecionych jest dwanaście „odcinków” opowieści zatytułowanej Ścieżka lewej ręki. Tuzin tych opowiastek to skrupulatnie skonstruowana konfrontacja świata realiów z wyobraźnią, będąca opowieścią samą w sobie, urozmaicającą wędrówkę przez osobliwości wydarzeń, postaci i tajemnic „miękkiego rysunku”.
Jak już wiem z wcześniejszego dorobku literackiego Marka Przybyły, jego stosunek do języka jest zgoła zegarmistrzowski – precyzyjny i używany z nadzwyczajną odpowiedzialnością – również i tam, gdzie autor posuwa się ku subtelnej formie humoru, co jest dodatkowym elementem czytelniczej przyjemności. (…)
Elegancja, polot i sumienność są cechami twórczości Marka Przybyły w obu – malarsko-rysowniczej i pisarskiej – dziedzinach. Gdybym miał najkrócej scharakteryzować walory tej książki, powiedziałbym – klejnot. A raczej, szkatułka z precjozami.

Marek Przybyła- artysta-malarz, grafik, ilustrator. Poeta i prozaik. Opublikował zbiory prozy poetyckiej: Homunkulus (2002) i Klucz barw (2009). Tworzy książki unikatowe: Czarna księga (1992), Ogród zarastających poematów (1996), Sang de dragon (2002), Modlitwa do Yoni (2004), Matrixes (2008) oraz 11 innych. Uprawia realizm duchowy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 43




Marek Przybyła

szkoła miękkiego rysunku

z 7 rysunkami autora

© Copyright by

Marek Przybyła & e-bookowo

Grafika na okładce: Marek Przybyła

Projekt okładki:

Marek Przybyła

 

ISBN 978-83-7859-518-2

 

 

 

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: [email protected]

 

 

 

 

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2015

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Taniec Bakłażana

Deptanie palców w tańcu wojennym nie pomniejszy zastępów. Kaprysy, sny, fazy, poemki i inne nienazwane zabawki – autor mnoży i testuje na sobie - jak machiny oblężnicze. Święta wojna trwa, a trup ścieli się wciąż ten sam. Twierdza iluzji wydaje się niezdobyta.

Obraz

Kiedy Hermes na Północy bawi się akwarelami, pałają zorze. Oczywiście, nie posprząta po sobie. Pan od Gromów zmywa to deszczem, ale i tak zostaje tęcza – jest wstążką we włosach nieba, albo mostem od ucha lewego do prawego. Pomiędzy nimi jest dziurka. Przez nią patrzymy na świat i do wewnątrz. Tylko przez nią. Oczy to tylko dwa zwierciadła przeglądające się w sobie. Dusza cię tam nie ujrzy.

Biblioteka

Nikt nie rozumie jego dramatu. Stale się czymś gryzie. Musi wchłonąć to, co najbardziej ukochał ślepą miłością. Pobielał, latami mieląc miazgę dni. Kulturalny i oczytany unika tych, którzy zajmują się tylko ciuchami. Razi go ostre światło, przykra woń lawendy. Zbłąkane kule znaczą jego pokrętne, połamane drogi. Nie rozumie świata - on go przeżuwa. Dla mola świat jest wielką biblioteką.

Boja

Nietoperze kochają ją namiętnie i po omacku. Ta skórzasta miłość rodzi kwiat. Z niego wypływa tratwa jangada. Owadom nie w smak, jest zbyt lekka i taka niezatapialna. Jest za doskonała. Zresztą na co komu sznur paciorków rozpięty między Ameryką Południową a Afryką. Nie ma o co kruszyć kopii. Im bliżej jądra, tym delikatniej. Czółenka tkają cicho, z czułością. Nie oddzielisz włókien czasu od materii.

Brzuchomówcy

Rodzą się zwykle trzynastego miesiąca na nieparzystych stronach ksiąg nadmiaru. Gdy dojrzeją i spadają z gałęzi kosmicznego drzewa, śmiesznie przebierają nogami w żywiole. I już nigdy nie odzyskują równowagi. Stale się czymś podpierają, albo ważą złote kule przesytu. Nie wierzę brzuchomówcom, głos ich nie z pępka płynie. Oni mówią cudzym głosem do swojego brzucha, łokcia, kolana a nawet bezpłodnego uda.

Warkocz Księżyca

Plenią się w ludzkich duszach zrazu niewidocznie, ale gdy gęstnieją nosiciele ich bledną chudną i radośnie wzdychają. Z wrośniętymi warkoczami stają się czasem geniuszami, bo wiedzą jak warkocz Księżyca splata kobietę z mężczyzną. Beztroski Amor z Czasem gubią ten wątek.

Ścieżka lewej ręki I

Karmiłyśmy obłoki wtulone w siebie. Spałyśmy. Całymi dniami i latami śpimy. Gorące i znużone. Kleo z rozrzuconymi nogami, leciutko chrapała. Śpiąc, śniłyśmy o śmiertelności, o tym odległym śnie, który nigdy nie nadejdzie. Śniąc, zapuszczamy się w labirynt snów tej drugiej. Śpiąc, odwiedzałyśmy wzajemnie swoje sny. Pławiąc się, jak w ciepłej, lazurowej wodzie południowego morza. Karmiłyśmy obłoki, śpiąc i śniąc.

Pielucha

W końcu wyrastamy ze wszystkiego. Gdy wreszcie, z ostatnich pielucho – majtek – myślą, że nie ma w nas życia. Wtedy szczelnie owijają nam duszę ostatnią pieluchą, nasączoną łzawą pokorą. Na początku jesteśmy trochę skrępowani, ale z przyzwyczajenia żyjemy dalej. Zresztą jest tu całkiem dobrze! Nie ma przeciągów, a metafizykę zażywamy: szklaneczka przed snem. Prawie nikt nie gra w durnia. Ci z temperamentem, ożywiają podziemne życie erotyczne. Żałują tylko ci, którzy dali się ponieść kremacji. Zawsze pozostaną rozproszeni. Aha! Mamy tu też zwierzęta. Kochają nas dalej, ale już całkiem bezinteresownie. To jest wieczna miłość.

Zamek

Wyrafinowane i uczone umysły gardzą symetrią, ale dla wzmocnienia efektu dam zamkowi nie jedną, ale cztery wieże. Pomyślał – Karl Friedrich Schinkel i tak też uczynił, kiedy w kwietniu 1830 roku objeżdżał te strony. I do dzisiaj zamkowe wieże z woli natchnionego architekta majestatycznie górują nad okolicą. Na wzgórzu pośród kotliny, skąd widzą je wędrowcy, z której strony by nie przybywali. Sceptyczne umysły ilość wież przypisują obsesyjnej skłonności księżnej Marianny do cyfry cztery, ale każda konstrukcja wzniesiona dla rozwikłania zagadki jest równouprawniona. Cztery wieże zamku w Kamieńcu Ząbkowickim ramionami geometrii obejmują wiele tajemnic.

Dziewczyna, perły i pelikan

Ekfraza do raz zobaczonej fotografii

Zamorskie prowincje warzywnika w głębi podwórza. Molo to słoneczny balkon wyglądający w morze. Bluszcz fal oplata słupy. Dziewczyna jest nieomal naga, a pelikan upierzony i bezwstydnie naturalny z przerośniętym dziobem. Piękna, niedobrana para. Pelikan siedzi na słupku, na plaży i dorównuje wzrostem. Skupiony mistrz czeka cierpliwie na rybę pełnej nagości. Gdy muszle się otworzą ukażą perły sutek, dziewczyna się uśmiechnie. Akompaniują fale – słone lepiszcza wiecznie odklejającego się oceanu. Wieczorem perły przejrzą się w srebrze misy. W tej samej homar tłuc będzie chitynowym ramieniem o dno brzasku. Dziewczyna i pelikan śnić będą topolowe aleje nad kanałami i błękit zapięty na ostatni wiatrak.

Ślimak

Kismet, nieubłagany ślimak losu zostawia śluz na twojej drodze – nie trwóż się! Poczekaj trochę. Gdy posiwiejesz śluz zmieni się w diamenty. Leniwy Kismet, nie jest tak okrutny, drugi raz nie przypełznie, ale dla pewności wyrzuć przed obejście salceson. On go nie trawi. Nie pokaże ci rogów rogacizna, która popasa na łąkach naszej niedoli.

Butoh

Nie