Sześć Cztery ebook

Hideo Yokoyama  

3.34042553191489 (47)
Bestseller

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 808 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Sześć Cztery - Hideo Yokoyama

Największy koszmar, jaki mogą przeżyć rodzice. Sprawa, której żaden detektyw nie potrafił rozwiązać. Nieprzewidywalny zwrot akcji. Japońskie Millennium – 1 000 000 egzemplarzy sprzedanych w ciągu 6 dni.

Styczeń 1989 roku. Przez pięć dni rodzice siedmioletniej uczennicy wsłuchują się w żądania porywacza ich dziecka. Już nigdy nie zobaczą jej żywej, a sprawca nie zostanie ujęty. Sprawa o kryptonimie „Sześć Cztery” wyląduje w katalogu zbrodni niewyjaśnionych.

Grudzień 2002 roku. Od trzech miesięcy policjant Yoshinobu Mikami bezskutecznie poszukuje zaginionej córki. Wizyta komisarza generalnego policji, który przyjeżdża w związku z porwaniem sprzed trzynastu lat oraz kolejne uprowadzenie nastolatki ze szkoły średniej sprawiają, że Mikami zagląda do dawnych akt.

Co przeoczył w czasie, gdy prowadził tamto dochodzenie? Jak wytłumaczyć podejrzane ślady, na które teraz się natyka? Gdyby przeczuł, czego się dowie, nigdy nie wracałby do tamtej sprawy.

Pochłaniający bez reszty thriller Hideo Yokoyamy, w którym zanurzamy się w meandry zbrodni i zawikłanego śledztwa, odsłania także ciemne strony japońskiej biurokracji oraz japońskiego społeczeństwa. Megabestseller w Japonii, obsypany literackimi nagrodami, przeniesiony na mały i duży ekran, wywołał również wielkie poruszenie w USA i Wielkiej Brytanii, zbierając doskonałe recenzje w najbardziej opiniotwórczych mediach i podbijając listy bestsellerów. Prawa wydawnicze sprzedano do 13 krajów.

Hideo Yokoyama (ur. 1957) – japoński pisarz, autor powieści kryminalnych i opowiadań, które wielokrotnie ekranizowano i nagradzano. Dwukrotny laureat Kono Mystery ga Sugoi! – wyróżnienia za najlepszą powieść w kategorii mystery fiction.

Opinie o ebooku Sześć Cztery - Hideo Yokoyama

Fragment ebooka Sześć Cztery - Hideo Yokoyama

Tytuł oryginału: 64 (SIX FOUR)
Opieka redakcyjna: JOLANTA KORKUĆ
Redakcja: PAWEŁ CIEMNIEWSKI
Korekta: EWA KOCHANOWICZ, ANNA RUDNICKA, MAŁGORZATA WÓJCIK
Okładka według projektu wydania oryginalnego – Hachette UK Ltd / Nathan Burton
Adaptacja okładki z wydania oryginalnego: MAREK PAWŁOWSKI
Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ
Skład i łamanie: Infomarket
64 by Hideo Yokoyama © 2012 Hideo Yokoyama All rights reserved. © Copyright for the Polish translation by Wydawnictwo Literackie, 2018
Original Japanese edition published by Bungeishunju Ltd., Tokyo. Polish-language translation rights reserved by Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. under the license granted by Hideo Yokoyama arranged with Bungeishunju Ltd. through AJA Anna Jarota Agency in conjuction with The English Agency (Japan) Ltd.
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-06673-7
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

CZTERY

Czy naprawdę próbowali mu grozić?

Mikami westchnął ciężko. Wziął z biurka kopię sprawozdania prasowego, zmiął ją w kulkę i wyrzucił do kosza na śmieci. Nigdy dotąd między nim i dziennikarzami nie dochodziło do otwartej konfrontacji, a dzisiaj ich ataki miały wymiar osobisty. Mikami po raz pierwszy zobaczył w nich autentyczną żądzę krwi, co tylko spotęgowało jego irytację. Nikt przecież nie umarł; to był jeden z wielu wypadków drogowych, który prawdopodobnie zostałby niezauważony, gdyby nie sporna kwestia anonimowości danych. W obecnych czasach tak nieistotne zdarzenia pomijano nawet w małych, lokalnych gazetach.

Cóż, przynajmniej w biurze znów było dość miejsca dla jego pracowników. Wzrok Suwy prześlizgiwał się po gazecie. Mina mężczyzny sugerowała, że chce coś powiedzieć, choć wyraźnie unikał kontaktu wzrokowego. Kuramae i Mikumo kończyli pracę nad biuletynem, który mieli niedługo oddać. Zdawali się czekać, aż Mikami odzyska dobry humor. A może po prostu mu współczuli? Cała trójka doskonale słyszała słowa Akikawy: „Zmieniłeś się, Mikami”.

Mikami zapalił papierosa, ale zaciągnął się tylko kilka razy, po czym zgasił go i dopił zimną herbatę. „Wreszcie odważyli się powiedzieć to wprost”, pomyślał. Już od dłuższego czasu odnosił wrażenie, że prasa prędzej czy później machnie na niego ręką. Znalazł się więc z powrotem w punkcie wyjścia... Oburzała go ta świadomość. Choć może od początku przeceniał siłę więzi, jaką udało mu się stworzyć z dziennikarzami? Czuł się jak człowiek, który ujrzał na pustyni oazę, a ta okazała się fatamorganą. Nie zdążył zbudować mostu, by teraz twierdzić, że coś uległo zniszczeniu. Wystarczyło, że wiatr zawiał w inną stronę, żeby uleciało wątłe zaufanie, jakim się wzajemnie darzyli. Gdyby dziś ktoś go zapytał, czy od czasu reform w Biurze Prasowym udało mu się choćby częściowo pozbyć dawnej niechęci do dziennikarzy, nie umiałby odpowiedzieć.

Na dodatek miał też pecha. Kwestia utajniania informacji w sprawozdaniach była delikatna i stała się problemem policji całego kraju. Nieszczęście Mikamiego polegało na tym, że jego kolej nadeszła właśnie teraz, kiedy generalnie nadwątliła się wiara prasy w jego dobre intencje. Nazwisko kobiety znajdowało się w szufladzie biurka: Hanako Kikunishi. Komisariat zawarł je w oficjalnym faksie, ale zaledwie pół godziny po jego otrzymaniu Mikami odebrał telefon od zastępcy komendanta: „Przepraszam, że przeszkadzam. Ta kobieta jest w ciąży, możecie chwilowo utajnić jej nazwisko?”.

Mikami przywołał do siebie Suwę.

– Co myślisz o tym zamieszaniu?

Suwa zmarszczył brwi.

– Trochę się wkurzyli.

– Z mojego powodu?

– Skąd. Uważam, że szef zrobił wszystko, jak należy. Niezależnie od sytuacji nic nie idzie zgodnie z planem, kiedy na tapecie pojawia się kwestia anonimowości.

Suwa miał na temat Biura Prasowego podobne zdanie co dyrektor Akama – jedyna różnica polegała na tym, że Suwa posługiwał się marchewką nie gorzej niż kijem. Był niczym słodki cukierek, owinięty w papierek kompetencji, zdolności i dumy naturalnie utalentowanego spin doctora.

Mikami odchylił się na krześle. Patrzył, jak Suwa podchodzi żwawym krokiem do swojego biurka, by odebrać telefon. „Jakby wstąpiły w niego nowe siły”, pomyślał z przekąsem Mikami. Cóż, niewykluczone, że dyrektor działu – z przeszłością w dochodzeniówce, za to z mizernym doświadczeniem w Biurze Prasowym – stał Suwie na przeszkodzie. Ciekawe, czy właśnie takie targały nim emocje, zastanawiał się Mikami. „No dobrze, przekonajmy się, co potrafisz”.

Mikami uznał, że pora zmienić podejście. Nie mógł sobie pozwolić ani na ignorowanie obecnej sytuacji, ani na bierne dumanie nad przyczyną utraty wzajemnego zaufania. Bez względu na to, co postanowi, nie wolno mu było zrywać kontaktów z mediami – to tak, jakby jako śledczy odmówił prowadzenia sprawy.

– Słuchajcie... – zwrócił się do współpracowników.

Suwa, który właśnie skończył rozmawiać, podniósł się w tej samej chwili co Kuramae. Mikumo siedziała na krawędzi krzesła, niepewna, czy jej także dotyczą słowa szefa. Dając znać ręką, że może zostać na miejscu, Mikami przywołał bliżej Suwę i Kuramae.

– ...sprawdźcie w sali obok, czy da się jakoś załagodzić sytuację, a przy okazji spróbujcie wybadać, kto tak naprawdę stoi za naciskami, okej?

– Nie ma sprawy.

Suwa wyraźnie się ożywił. Chwycił kurtkę i wyszedł zdecydowanym krokiem z pokoju, nie czekając na dalsze instrukcje. Kuramae ruszył za kolegą, choć jego ruchom brakowało tej samej pewności siebie. Mikami rozciągnął mięśnie szyi. Chwilowo miał w sobie dość optymizmu, by nie ulec rodzącemu się niepokojowi.

Klub Prasowy to unikalne środowisko. Jako rywale z jednej branży, poszczególni dziennikarze starali się mieć na oku konkurencję, chociaż jednocześnie dało się wyczuć wśród nich solidarność bliskich współpracowników. Kiedy zaś występowali przeciwko policji, owa solidarność przeradzała się w silne przekonanie walki o wspólną sprawę. Wówczas, tak jak dzisiaj, potrafili tworzyć jednolity front, który zawstydzał nawet samych policjantów. Ale ostatecznie odpowiadali przed różnymi pracodawcami. Każda z redakcji miała własną politykę i inne tradycje, co oznaczało, że pozory zawodowej solidarności nie zawsze współgrały z rzeczywistością.

Mikami wciąż nad tym rozmyślał, gdy do biura wszedł Yamashina. Rozejrzał się nerwowo, w niczym nie przypominając faceta, którym był jeszcze kwadrans temu, kiedy próbował z kolegami odczytać nastrój Mikamiego.

– Chciał pan coś jeszcze dodać?

Rozluźnił się na brzmienie głosu Mikamiego i rozciągnął usta w uśmiechu.

– Wie pan co, skorzystałby pan na odrobinę łagodniejszym podejściu. Ta sytuacja przed chwilą... Kompletne szaleństwo.

– Szaleństwo?

– Wszyscy są wściekli.

– O ile sobie przypominam, to pan sprowokował ten spór.

– Skąd takie przekonanie? Myślałem, że przychodzę do pana z gałązką oliwną.

Yamashina obawiał się, że policja ograniczy współpracę. Mikami zrozumiał, że nie utracił władzy nad mniej pewnymi siebie pismakami, takimi jak ten tutaj.

– Jak wygląda sytuacja? – próbował go wybadać.

Yamashina teatralnie ściszył głos.

– Jak już mówiłem, ludzie się wściekli. Ci z „Toyo” szaleją, podobnie jak chłopaki z „Utsuki” i „Mainichi”. No a ci z „Asahi”...

Rozdzwonił się telefon. Mikami podniósł słuchawkę, zirytowany, że przeszkadzają mu właśnie teraz.

– Dyrektor chce się z panem zobaczyć w swoim biurze.

Dzwonił Ishii z sekretariatu – z jakiegoś powodu w jego głosie pobrzmiewało zadowolenie. Mikami wyobrażał już sobie minę Akamy. Ogarnęły go nagle złe przeczucia, bo nieczęsto się zdarzało, żeby dobre wieści dla szefa sekretariatu oznaczały coś dobrego dla niego.

– Potrzebują gdzieś pana?

– Zgadza się. – Wstając z krzesła, zauważył na podłodze samoprzylepną karteczkę leżącą w cieniu nogi biurka – rozpoznał pismo Mikumo. Przeczytał wiadomość dyskretnie, by Yamashina niczego nie zauważył.

„Telefon od inspektora Futawatariego. 07:45.”.

Shinji Futawatari. Dołączyli do policji w tym samym roku. Mikami bezwiednie zacisnął usta. Zerknął na Mikumo, ale się nie odezwał. Czego mógł od niego chcieć Futawatari? Na pewno zdążył się zorientować, że Mikami go unika. Może chodziło o jakieś sprawy biurowe? A może usłyszał o wczorajszej identyfikacji zwłok i czuł, że jako kolega po fachu powinien coś powiedzieć?

Mikami przypomniał sobie o obecności Yamashiny.

– Wrócimy do tej rozmowy później.

Przekonany, że udało mu się coś wskórać, Yamashina kiwnął z zadowoleniem głową, po czym wyszedł z biura tuż za Mikamim. Kiedy znaleźli się na korytarzu, odchrząknął.

– Ach, panie Mikami...

– Słucham?

– Czy wczoraj... czy to prawda? Że stan członka pańskiej rodziny był krytyczny.

Mikami odwrócił się powoli. Yamashina mierzył go bacznie wzrokiem.

– Oczywiście. Dlaczego pan pyta?

– Och, bez powodu – odparł z wahaniem dziennikarz. – Po prostu obiło mi się o uszy, że mogło chodzić o coś innego.

„Dupek”.

Udając, że nie słyszy, Mikami ruszył korytarzem. Yamashina zdążył go klepnąć z przesadną poufałością w ramię, po czym zniknął w sali prasowej. Przez uchylone do połowy drzwi Mikami dostrzegł przelotnie kłębowisko dziennikarzy o surowych minach.

PIĘĆ

Poza porą przerwy na lunch na korytarzach pierwszego piętra rzadko można było kogokolwiek spotkać. Księgowość, Szkolenia, Sprawy Wewnętrzne... Drzwi biur wydziałów były pozamykane na cztery spusty, żeby nie kusić oczu ciekawskich. Teraz ciszę zakłócało wyłącznie echo kroków Mikamiego na wywoskowanej posadzce. Wydział Spraw Administracyjnych. Słowa na wyblakłej tabliczce zdawały się wymuszać na wizytujących pewien niepokój.

Mikami pchnął drzwi. Na końcu pomieszczenia siedział szef działu o nazwisku Shirota. Mikami skłonił się milcząco, kątem oka spoglądając w kierunku biurka inspektora przy oknie. Futawatariego nie było – nie paliła się lampka, a na blacie panował porządek. Prawdopodobnie był teraz w dziale personalnym na pierwszym piętrze północnego budynku. Chodziły plotki, że pracowano tam już nad transferami zaplanowanymi na nadchodzącą wiosnę. Futawatari odpowiadał za przygotowanie propozycji zmian na stanowiskach kierowniczych, co budziło w Mikamim pewien dyskomfort od chwili, gdy dowiedział się o tym od Ishiiego. Co to oznaczało dla jego własnego przydziału? I czy za jego powrót do Biura Prasowego na pewno odpowiadał jedynie dyrektor Akama?

Mikami zapukał do drzwi biura Akamy.

– Proszę wejść – doleciała go odpowiedź Ishiiego. Podobnie jak przez telefon głos szefa sekretariatu wydawał się wyższy o oktawę.

– Chciał się pan ze mną widzieć?

Mikami przeszedł po miękkim dywanie. Akama siedział na kanapie, drapiąc się po podbródku. Okulary w złotych oprawkach, szyty na miarę garnitur w prążki i zamyślone spojrzenie. Wyglądał dokładnie tak samo jak zwykle – modelowy przedstawiciel kierownictwa wyższego szczebla, o którego naśladowaniu marzy większość nowych rekrutów. Miał czterdzieści jeden lat, o pięć lat młodszy od Mikamiego. W pomieszczeniu znajdowała się jeszcze jedna osoba – łysiejący facet po pięćdziesiątce, siedzący obok swojego szefa prosto jak struna i z miną wyrażającą pełne poddanie: Ishii. Skinął na Mikamiego, aby ten się zbliżył. Akama nie czekał, aż Mikami usiądzie.

– Musiało być tam dość... nieprzyjemnie – zaczął swobodnym tonem, jakby chodziło o przyłapanie Mikamiego nago pod prysznicem.

– Nie... Przepraszam, nie powinienem pozwalać, żeby sprawy osobiste wpływały na moją pracę.

– Nie przejmuj się tym aż tak. Proszę, usiądź. A miejscowi? Zakładam, że traktowali cię uprzejmie?

– Oczywiście. Dobrze o mnie zadbali, szczególnie komendant komisariatu.

– Miło to słyszeć. Prześlę osobiste podziękowania.

Jego zatroskany głos drażnił Mikamiego.

Wszystko zaczęło się trzy miesiące temu. Nie widząc innej możliwości, Mikami zwrócił się do Akamy o pomoc. Zwierzył mu się, że jego córka uciekła z domu i poprosił, by rozszerzyć poszukiwania z jego lokalnego komisariatu na całą prefekturę. Reakcja Akamy zaskoczyła go – dyrektor nagryzmolił pośpiesznie jakąś uwagę na wniosku o wszczęcie poszukiwań, który Mikami ze sobą przyniósł, po czym zawołał Ishiiego i poinstruował go, żeby przefaksował dokument na komendę główną w Tokio. Oznaczało to, że sprawą być może zajmie się Biuro Bezpieczeństwa Publicznego. Albo Biuro Dochodzeń Kryminalnych – a może nawet sekretariat komisarza generalnego? Następnie Akama odłożył długopis i powiedział: „O nic się nie martw. Jeszcze dziś wszystko będzie zorganizowane, od Hokkaido aż po Okinawę”.

Mikami wciąż pamiętał wyraz triumfu na twarzy dyrektora. Natychmiast zrozumiał, że chodziło o coś więcej niż poczucie wyższości płynące z tej demonstracji władzy wpływowego biurokraty przysłanego z Tokio – oczy Akamy rozbłysły oczekiwaniem zmian. Wwiercił się nimi w Mikamiego zza okularów o złotych oprawkach, nie chcąc przegapić chwili, gdy stojący przed nim regionalny szef, który tak długo mu się opierał, wreszcie skapituluje. Mikami zadrżał, ponieważ zdał sobie sprawę, że odsłonił przed swoim zwierzchnikiem słaby punkt, który ten będzie mógł teraz wykorzystać. Czy jednak, jako ojciec niepokojący się o bezpieczeństwo córki, miał inne wyjście?

– Dziękuję. Jestem pańskim dłużnikiem.

Mikami skłonił się głęboko. Głowę miał niżej poziomu biurka, niżej nawet niż własne kolana.

– To już druga taka sytuacja. Nawet sobie nie wyobrażam, jak trudne muszą być dla pana te wyjazdy. – Nie po raz pierwszy Akama drążył temat Ayumi dłużej, niż to było konieczne. – Wiem, że już o tym rozmawialiśmy, ale może powinien pan udostępnić dokładniejsze informacje o córce? Coś więcej niż samo zdjęcie i opis wyglądu zewnętrznego. Mnóstwo rzeczy mogłoby się przydać: odciski palców, dokumentacja dentystyczna...

Rzecz jasna Mikamiemu chodziły takie pomysły po głowie już wcześniej, zanim Akama zdążył o nich choćby napomknąć. Każde oględziny zwłok były dla niego istną torturą – w szczególności ta chwila, gdy zdejmował z twarzy ofiary białe prześcieradło – a Minako była na skraju załamania nerwowego. Mimo to wciąż się wahał. Odciski palców i dłoni, wyciski jamy ustnej, historia dentystyczna. Wszystkie te dane przydawały się najbardziej przy identyfikacji ofiary. Chcę, żebyście odnaleźli ciało mojej córki – tyle oznaczałoby dla niego przekazanie dokumentacji, a on nawet nie chciał dopuszczać do siebie podobnych myśli.

– Potrzebuję jeszcze trochę czasu na zastanowienie.

– W takim razie proszę się pośpieszyć. Wolelibyśmy ograniczyć straty do minimum.

Straty?

Mikami, próbując zdławić narastającą złość, postanowił kierować się rozsądkiem. Akama go prowokował, poddawał sprawdzianowi jego uległość.

– W jakiej sprawie chciał się pan ze mną spotkać? – zapytał, gdy już się opanował.

Z oczu Akamy w jednej chwili uleciało całe zaciekawienie.

– Chodzi o to – zaczął zamiast niego Ishii, pochylając się, jakby od dawna czekał na okazję, by przemówić – że komisarz generalny planuje złożyć nam oficjalną wizytę.

Mikami potrzebował kilku sekund, żeby odpowiedzieć. Nie tego się spodziewał.

– Komisarz generalny?

– Właśnie nas o tym powiadomiono – ma przyjechać w przyszłym tygodniu, mniej więcej o tej porze, dlatego, jak łatwo sobie wyobrazić, wpadliśmy w mały popłoch. Już nawet nie pamiętam, ile lat minęło od ostatniej takiej wizyty...

Niewykluczone, że obecność Akamy, karierowicza z Tokio, podkreśliła absurdalność tych słów. Nieskrywana ekscytacja Ishiiego budziła zażenowanie. Komisarz generalny Narodowej Agencji Policyjnej – człowiek, który zajmował miejsce na szczycie piramidy, stojący ponad dwustu sześćdziesięcioma tysiącami funkcjonariuszy – dla regionalnej policji był niemalże cesarzem. Czy jednak jego oficjalna wizyta usprawiedliwiała takie zamieszanie? W tego typu sytuacjach wychodziły na jaw ograniczenia Ishiiego. Otaczał Narodową Agencję Policyjną nabożną czcią, jak wiejski chłopak gloryfikujący wizję wielkiego miasta.

– Jaki jest cel tej wizyty? – zapytał rzeczowo Mikami, skupiony już na swojej roli. Sprowadzono go tutaj jako szefa Biura Prasowego, co musiało oznaczać, że z wizytą wiąże się silny aspekt piarowy.

– Sześć Cztery.

Mikami spojrzał zaskoczony na Akamę. W oczach dyrektora dało się dostrzec podszyte rozbawieniem wyczekiwanie.

Sześć Cztery. Nazwa sprawy sprzed czternastu lat – porwania i zamordowania dziewczynki o imieniu Shoko.

Był to pierwszy poważny przypadek porwania w Prefekturze D. Po tym, jak porywaczowi udało się zbiec z okupem wynoszącym dwadzieścia milionów jenów, policja dokonała makabrycznego odkrycia zwłok siedmiolatki. Tożsamość sprawcy do dziś pozostawała nieznana, a śledztwo nawet po tylu latach wciąż nie było rozwiązane. W tamtym okresie Mikami pracował w dziale dochodzeń specjalnych Sekcji Pierwszej – jako członek Jednostki Pościgowej śledził ojca Shoko, gdy ten wiózł pieniądze do punktu wymiany. W jednej chwili odżyły bolesne wspomnienia, ale dla Mikamiego największym szokiem było usłyszeć z ust Akamy – biurokraty, który nie miał związku ze śledztwem – kryptonim, jakim dochodzeniówka na własne potrzeby ochrzciła porwanie. Współpracownicy Akamy nazywali go za jego plecami psem na informacje i kompulsywnym szperaczem. Czy Mikami powinien z tego wnioskować, że sieć informatorów Akamy po zaledwie półtora roku jego pracy na stanowisku dyrektora zdążyła zinfiltrować Wydział Dochodzeń Kryminalnych?

„Mimo wszystko...”

I od razu rodziły się kolejne pytania. Nie ulegało wątpliwości, że sprawa Sześć Cztery stanowiła największą porażkę Prefekturalnej Komendy Głównej. Nawet w stolicy, na poziomie Narodowej Agencji Policyjnej, było to jedno z najważniejszych śledztw, które wciąż czekały na pomyślne zamknięcie. Jednakże po czternastu latach, które upłynęły od chwili porwania, pamięć o szczegółach zaczynała się rozmywać. Kwatera śledcza, licząca z początku ponad dwieście osób, przeszła redukcję zatrudnienia i obecnie zaledwie dwudziestu pięciu śledczych miało jeszcze jakikolwiek związek ze sprawą. I choć kwatery oficjalnie nie zlikwidowano, zdegradowano ją wewnętrznie do zespołu śledczego. Na domiar złego do przedawnienia brakowało już tylko roku. Mikami nie słyszał, żeby ostatnio śledztwo omawiano publicznie, a wszelkie źródła nowych informacji wyschły ponoć dawno temu. Nie dziwota więc, że prasa przypominała sobie o porwaniu raz do roku, w jego rocznicę, w ramach symbolicznego gestu publikując jakiś artykuł. Krótko mówiąc, śledztwo utknęło w martwym punkcie; dlaczego więc ni stąd, ni zowąd komisarz postanowił uczynić je głównym punktem wizyty? Zamierzamy zrobić wszystko, co w naszej mocy, zanim wejdą w życie przepisy o przedawnieniu – czy tak rozumowali przełożeni Mikamiego? Czyżby chodziło im wyłącznie o głośny pokaz fajerwerków, organizowany na ostatnią chwilę dla opinii publicznej?

– Sześć Cztery? A konkretnie? – zapytał bez ogródek Mikami. Uśmieszek na twarzy Akamy pogłębił się.

– Chodzi o swoisty apel – skierowany zarówno do policji, jak i opinii publicznej – a także o podbudowanie morale śledczych, którzy pracują nad sprawą. I o pokazanie, że tak brutalne przestępstwo nikomu nie może ujść na sucho.

– Od porwania minęło czternaście lat. Czy słusznie zakładam, że ma to związek z możliwym przedawnieniem?

– Co mogłoby wywołać lepszy efekt niż czytelny komunikat, odnoszący się do tej starej sprawy? Powiedziano mi, że to pomysł komisarza – osobiście uważam, że bardziej obchodzi go wewnętrzne audytorium niż zdanie społeczeństwa.

„Wewnętrzne audytorium. Tokio. Wielka polityka”.

– W każdym razie tutaj ma pan dokładny rozkład dnia wizyty.

Ishii podniósł kartkę, a Mikami otworzył swój notatnik.

– Proszę pamiętać, że to na razie nic oficjalnego. Komisarz ma przyjechać samochodem w południe. Po lunchu z komendantem uda się bezpośrednio do Sadacho, do miejsca, gdzie znaleziono zwłoki. Tam złoży kwiaty i zapali kadzidło, a następnie pojedzie do Komisariatu Centralnego, żeby wesprzeć zespół. Później chciałby odwiedzić rodzinę ofiary i złożyć hołd pamięci dziewczynki. Kolejne kadzidło, a na koniec krótki wywiad, najlepiej podczas spaceru z domu rodziny do samochodu. Na dzień dzisiejszy to tak mniej więcej wygląda.

Mikami przestał notować.

– Naprawdę zależy mu na wywiadzie w czasie spaceru? – Oznaczało to, że dziennikarze otoczą go i zasypią pytaniami, gdy tylko wyjdzie przed dom.

– Zgadza się, tak brzmiały wytyczne sekretariatu. Najwyraźniej uważają, że taka konwencja będzie mieć w sobie więcej dynamizmu niż oficjalne spotkanie na sali konferencyjnej.

Mikami spochmurniał, a w jego głowie zaroiło się od obrazów bezwzględnych twarzy przedstawicieli mediów.

– A zdjęcia? Gdzie chce je zrobić? W miejscu odnalezienia ciała?

– Nie, zdjęcia planują w domu rodziny zamordowanej.

– A dziennikarze? Mają wejść do środka?

– Dlaczego pan pyta? Mogłoby zabraknąć dla nich miejsca?

– Nie, raczej nie, tylko...

– Komisarz składa hołd ofierze przy ołtarzyku, a w tle uchwycona rodzina – na takim zdjęciu zależy im do telewizji i gazet.

Szef policji zapewniający pogrążoną w żalu rodzinę, że porywacz z pewnością zostanie ujęty. Taka scenka niewątpliwie miała moc oddziaływania.

– Problem w tym, że zostało nam mało czasu. Dlatego musi pan uzyskać zgodę rodziny najpóźniej w ciągu jednego, dwóch dni – rzucił z boku Akama, przechodząc w swój zwyczajowy tryb wydawania rozkazów.

Mikami kiwnął bez przekonania głową.

– Hm? Jeszcze jakaś sprawa, którą chciałby pan poruszyć?

– Raczej nie... – Mimo że wątpił, by rodzina dziewczynki miała się nie zgodzić na spotkanie, krępowała go myśl, że będzie musiał wystąpić z oficjalną prośbą. Tuż po porwaniu prawie z nimi nie rozmawiał – wyłącznie członkowie jednostki rozpoznawczej mieli okazję zamienić z poszkodowaną rodziną więcej niż kilka słów – a niedługo później został przeniesiony. Przydzielono go do Sekcji Drugiej zaledwie trzy miesiące po porwaniu, przez co całkowicie stracił kontrolę nad postępami sprawy.

– W porządku. Najpierw zajrzę do zespołu Sześć Cztery, żeby sprawdzić, czy mają jakieś nowe informacje na temat rodziny – oznajmił, ostrożnie dobierając słowa.

Akama zmarszczył z niezadowoleniem brwi.

– To nie będzie konieczne. Z tego co rozumiem, zdążył pan poznać bliskich dziewczynki. Nie, powinien pan wystosować prośbę bezpośrednio, nie ma najmniejszej potrzeby angażować w to Wydziału Dochodzeń Kryminalnych.

– Ale...

– Takie sprawy leżą w gestii Wydziału Spraw Administracyjnych. Nie wydaje się panu, że angażowanie na tym etapie dochodzeniówki wszystko skomplikuje? Proszę się zająć przygotowaniami – gdy tylko się pan z tym upora, osobiście skontaktuję się z dyrektorem. Aż do tego momentu pańskie działania powinny mieć charakter poufny.

„Tajne?” Mikami nie potrafił rozgryźć prawdziwych intencji Akamy. Organizowanie wizyty komisarza generalnego bez wiedzy Wydziału Dochodzeń Kryminalnych? Było dla niego rzeczą aż nazbyt oczywistą, że to prosta droga do niepotrzebnych kłopotów, a przecież chodziło nie o byle jakie śledztwo, tylko o Sześć Cztery.

– Właśnie, a co do prasy... – ciągnął Akama, ignorując obawy podwładnego. – Ponieważ, jak mi się wydaje, nie miał pan wcześniej do czynienia z podobnymi kwestiami, chciałbym od razu wyjaśnić kilka rzeczy. Wywiad pod domem rodziny ofiary ma wyglądać naturalnie i swobodnie, ale nic z tego nie wyjdzie, jeżeli zapewnimy dziennikarzom dostęp do komisarza bez żadnych restrykcji. Standard przygotowań musi być taki, jakby chodziło o członka Zgromadzenia Narodowego. Byłoby rzeczą godną pożałowania, gdyby komisarz zaczął się jąkać w odpowiedzi na jakieś niespodziewane czy nieodpowiedzialne pytanie. Dlatego pierwsze, co należy załatwić, to lista pytań – niech Klub Prasowy przygotuje wszystko z wyprzedzeniem. W dniu wywiadu będą mieć jakieś dziesięć minut. Ponadto wywiad mogą przeprowadzać wyłącznie przedstawiciele gazety, która w tym miesiącu reprezentuje dziennikarzy. I proszę im dać jasno do zrozumienia, jak ważne jest unikanie niezręcznych pytań. Czy wszystko pan zrozumiał?

Mikami spojrzał na swoje notatki. Zdążył pogodzić się z myślą, że będzie musiał omówić szczegóły spotkania z mediami; pytanie, czy w obecnej sytuacji wchodziła w rachubę jakakolwiek racjonalna dyskusja.

– Zakładam, że dziś rano pismaki znów... głośno wyrażały swoją opinię?

Czyżby Akama wyczuł jego niepokój? Nie, na pewno ktoś mu doniósł o porannym kryzysie w Biurze Prasowym.

– Proszę powiedzieć szczerze, jak to wygląda?

– Gorzej niż wcześniej. Nie zgodziłem się na ustępstwa w sprawie utajniania informacji w sprawozdaniach.

– Bardzo dobrze. Nie wolno nam opuszczać gardy. Gdy tylko wyczują słabość, zaczną zgrywać chojraków i będą próbowali wykorzystać sytuację. Niech ich pan zmusi do uległości – my dostarczamy informacji, a oni je grzecznie przyjmują. Niech im pan to wbije do głów.

Najwyraźniej zakończywszy przemowę, zaczął grzebać w kieszeniach marynarki, jakby sobie przypomniał, że czegoś tam szukał. Mikami zerknął kątem oka na Ishiiego – szef sekretariatu pisał coś czerwonym długopisem, wciąż rozentuzjazmowany. Złe przeczucia Mikamiego okazały się prorocze, był teraz bardziej przytłoczony niż przed wejściem do gabinetu dyrektora.

– Dobrze, skoro to już wszystko...

Zamknął notatnik i wstał. Być może Akama dostrzegł w jego postawie jakieś oznaki fałszywego posłuszeństwa, bo odezwał się w chwili, gdy Mikami miał opuścić gabinet:

– Dwie krople wody. Musi pan naprawdę ją kochać.

Mikami zamarł. Odwrócił się ostrożnie. Akama trzymał w dłoni zdjęcie Ayumi, które przekazali policji w związku z poszukiwaniami. „Dwie krople wody”. Nigdy nie zdradził dyrektorowi powodu ucieczki córki, lecz i tak się zaczerwienił. W jednej chwili runęła fasada spokoju. Akama wyglądał na zadowolonego z siebie.

– Odciski palców, dokumentacja dentystyczna... Może powinien pan omówić to jeszcze z żoną? Chciałbym zrobić dla pana wszystko, co w mojej mocy.

Dylemat Mikamiego trwał tylko kilka sekund.

– Dziękuję.

Ukłonił się głęboko, czując, jak krew krąży szybko w jego żyłach.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki