Szepty drewnianych papug - Anna Szczęsna - ebook + audiobook + książka

Szepty drewnianych papug ebook i audiobook

Anna Szczęsna

4,1

Opis

Piękna i inspirująca opowieść o kobietach, które chcą wierzyć, że nigdy nie jest za późno na zmiany

Młoda Michalina szybko wchodzi w dorosłość. Zamieszkuje z Robertem i zaraz po studiach bierze z nim ślub. Niestety okazuje się, że małżeńska sielanka nie trwa zbyt długo. Robert ma obsesję na punkcie kontroli i zaczyna przerażać Michalinę. Kobieta postanawia od niego uciec.

Zatrzymuje się u babci, z którą długo nie utrzymywała kontaktu. Powoli zapomina o tym, co było, jednak dalej czuje niepokój. Nie tylko ona – Michalina widzi, że jej matka również nie może poradzić sobie z przeszłością i jest skłócona z babcią.

Babka, matka, córka – trzy pokolenia kobiet, które żyją w sieci niedopowiedzeń i tajemnic. Czy będą potrafiły stawić czoła prawdzie i wybaczyć krzywdy? Czy Miśka zdoła wyrwać się z toksycznej relacji z mężem?

____

Anna Szczęsna – bibliotekarka i absolwentka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autorka kilku powieści obyczajowych, m.in. Myśli do przytulania, Trzykrotki i Testerki szczęścia. Całe życie jest związana z książkami. Wegetarianka, miłośniczka dobrego filmu i literatury. W swoich tekstach lubi wracać do miejsc, z którymi jest związana. W wolnych chwilach pisze opowiadania grozy, wycisza się w lesie i spędza czas z najbliższymi.

Można ją spotkać: Facebook: Anna Szczęsna – książki, które same się czytają, Instagram: anna_szczesna_autorka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 392

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 39 min

Lektor: Anna Szczęsna

Popularność




Część pierwsza. Michalina

1

Michalina nerwowo poprawiała mankiet. Wciąż widać było na nim zagięcie. Uparcie prasowała koszulę przez dobry kwadrans, ale i tak został ślad. Jedna ledwo widoczna kreska, która ją denerwowała. I to w takim momencie.

– Jesteś gotowa? – Do pokoju wszedł Robert, wyglądał jak zwykle nienagannie. Śnieżnobiała koszula, nowy, modny krawat, garnitur i eleganckie buty. Prezencja godna modela. Nawet włosy układały się jak należy, chociaż Michalina mogłaby przysiąc, że przeczesał je tylko palcami po wyjściu spod prysznica.

– Tak, możemy jechać. – Zniechęcona sięgnęła po marynarkę. Uznała, że nie widać, ale świadomość tej małej niedoskonałości będzie ją męczyła przez cały dzień. No i się zgrzeje. Zaczynało się lato i przywitało ich od razu afrykańskimi upałami.

– Czekaj! – Stanął w niewielkiej odległości od niej i krytycznie się przyjrzał. Nie byłby sobą, gdyby nie zauważył kolejnych niedociągnięć. – Masz jakąś smugę na bucie, a na marynarce jest włos.

Jak mogła to przeoczyć? Robert przejechał jej po plecach rolką do czyszczenia ubrań, a ona wypolerowała buty specjalną gąbką. Mogli wyjść.

Właśnie ukończyli studia. Oboje osiągnęli jedne z wyższych not na wydziale. Para prymusów, tak lubiła myśleć. Żałowała, że nie może liczyć na wsparcie mamy. Dla niej to nie był powód do dumy, nie rozumiała ambicji córki i wróżyła jej z tego powodu same problemy. Michalina zazdrościła Robertowi jego poukładanych relacji z rodzicami. Tego, że zawsze wiedział, czego się po nich spodziewać. Owszem, wspominał, że w dzieciństwie byli dość surowi, ale tylko dzięki temu mógł się pochwalić wieloma sukcesami. Michalina do czasu, gdy go poznała, lubiła myśleć o sobie jak o chwaście. Rosła dziko, jak chciała. Nikt niczego jej nie nakazywał, nie karał i nie wymagał. Brakowało jej zasad, którymi mogłaby się w życiu kierować i które dawałyby poczucie bezpieczeństwa. Jedyne, czego miała pod dostatkiem, to miłość. I to musiało jej wystarczyć za całe przygotowanie do życia.

W dzieciństwie nieustannie towarzyszyło jej uczucie wstydu. Mama Mirka, wróżka, hippiska, ojciec Jurek, poeta. Każde w swoim świecie. Wyzwaniem były wywiadówki. Błagała, by któreś raczyło się zjawić u wychowawczyni. Żałowała, że nie ma starszej siostry albo brata, którzy by w tych sytuacjach zastąpili rodziców. Nie to, że były z nią jakiekolwiek problemy, tylko bardzo chciała, żeby rodzice usłyszeli, jak nauczyciele ją chwalą. Nic z tego. Dla nich nie miało to znaczenia. Toteż Michalina musiała radzić sobie sama. Początkowo zagubiona i zahukana dziewczynka zamieniła się w przodowniczkę. Sama narzuciła sobie dyscyplinę, wymagała od siebie dużo, uporządkowała swój świat i ustaliła zasady. Dom stał się jej królestwem.

Kiedy mama była zajęta przyjmowaniem klientek, Michalina gotowała obiady. Gdy rodzice gdzieś wyjeżdżali, co zdarzało się niezwykle rzadko i tylko w wyjątkowych sytuacjach, zostawiali córkę samą, żyjąc w błogim przeświadczeniu, że jest na tyle dorosła, że nie potrzebuje opieki. Ona sprzątała mieszkanie, podliczała planowane wydatki na nachodzący tydzień i musiała przyznać, że sprawiało jej to przyjemność.

Owszem, kochała rodziców. Mamę, która nosiła kolorowe, długie do ziemi spódnice i na tle szarzyzny lat osiemdziesiątych jawiła się jak egzotyczny ptak, i tatę z wiecznie nieobecnym wzrokiem, mylącego imiona żony i córki. Musiała przyznać, że mimo oryginalnego stylu życia rodzice potrafili zadbać o finanse. Mama na co dzień sprzedawała w sklepie z rajstopami i nie przepracowywała się tam, za to wieczorami stawała się Madame Rosą i wróżyła klientkom z kart tarota. Nigdy nie narzekała na brak zajęć. Przez wąski korytarz ich mieszkania przesuwały się zaciekawione, czasem niepewne, a nierzadko zapłakane twarze. Madame Rosa przyjmowała wszystkich serdecznie, ze współczuciem pytała, z jakim problemem przychodzą, i w najmniejszym pokoju – z białymi ścianami, gołym kaloryferem, meblościanką na wysoki połysk, ławą, którą okrywał szydełkowy obrus, tapczanem i wysłużonymi fotelami, przytarganymi kiedyś przez tatę nie wiadomo skąd – urządzała seans.

Michalina nigdy się nie zastanawiała, na ile wróżby mamy są trafne, traktowała to jak jej kolejne dziwne hobby, a na propozycje, że mama jej powróży, pukała się w czoło. Czasami zastanawiała się, czy ktoś jej nie podmienił w szpitalu, a może rodzice się pomylili i wzięli nie swoje dziecko?

Patrzyła na tatę, na jego okulary w grubej, rogowej oprawie, wiecznie zsuwające się z nosa, poklejone taśmą i ze szkłami poznaczonymi odciskami palców, na jego rozczochrane, przerzedzone na czubku głowy włosy i czułość w niej mieszała się ze zdziwieniem. To naprawdę mój tata? Naprawdę jesteśmy rodziną i płynie w nas ta sama krew?

Pisał wiersze. Pomięte karteczki walały się wszędzie. Raz zdarzyło mu się zapisać wiersz na odwrocie kartek żywnościowych. Ależ była wtedy awantura. Mama na chwilę zatroskała się o to, co będą jedli przez najbliższe tygodnie. Panie w sklepie nie chciały przyjąć kartek i trzeba było kombinować. Michalina już nie pamiętała, jak z tego wybrnęli. Była malutka. Może dzięki kontaktom taty? Całe życie oscylował na granicy bycia tolerowanym przez władze. Czasami któryś wiersz drukowano w prasie i wtedy tata dokładał trochę grosza do tego, co zarabiała mama. Potem zaczął zapisywać na paragonach. Niestety, nie miał w zwyczaju zbierać swojej twórczości w jedno miejsce i kiedy pojawiała się szansa, propozycja wydania tomiku poezji, następowało wielkie sprzątanie. Wszystkie znalezione skrawki papieru lądowały w metalowej misce. Mama skrupulatnie je przeglądała, spisywała ich zawartość do zeszytu, a potem przepisywała na maszynie. Tata w tym czasie udawał, że komenderuje resztą rodziny, ale kto by się przejmował jego kosmicznymi i niemającymi nic wspólnego z tym, co robili, poleceniami.

Tata tworzył, ale pokazanie jego dorobku światu należało już do kompetencji mamy. I jakoś to funkcjonowało. Rodzina niepasująca do rzeczywistości wciąż utrzymywała się na powierzchni, a Michalina z każdym dniem robiła się coraz dojrzalsza i coraz bardziej apodyktyczna. Lata dziewięćdziesiąte wymagały pewnego rodzaju sprytu. Sklep mamy zamknięto, poezją nikt już się nie interesował, ale wróżenie wciąż było na topie. To ich ratowało. Michalina zaczęła występować w roli menedżerki mamy i organizować jej seanse wyjazdowe. Po cichu, na zaproszenia, w prywatnych domach. Atmosfera tajemnicy i marketing szeptany okazały się strzałem w dziesiątkę, ale córka szybko znudziła się swoją rolą.

Gdy zdała sobie sprawę, że rodzice liczą się z jej zdaniem i pytają o radę, uznała, że czas odciąć pępowinę i zacząć samodzielne życie. Wraz z licealną miłością, Robertem, zdecydowali się na studia w innym mieście.

Lubiła rodziców Roberta, a on sam jawił się jej jako niedościgły ideał. Chciała być taka jak on i czasami zastanawiała się, co też on w niej widzi. Nie potrafiła mu niczym zaimponować, nie miała niczego, co mogłoby wzbudzić jego podziw. A jednak byli razem. Może dlatego że dawała się formować jak plastelina? Nasiąkała w towarzystwie jego rodziny tym wszystkim, czego jej brakowało w przeszłości. Porządek, przewidywalność, ambicja, bezpieczeństwo, ale i ogłada.

Mieli piękny dwupiętrowy dom z ogrodem. Wszystko jak z katalogu. W lecie dzień zaczynali od śniadania na tarasie, wieczorem podziwiali zachód słońca. Rodzice byli dostępni, obecni, uważni i zainteresowani. Traktowali Roberta i Michalinę po partnersku, pytali o plany, doradzali. Michalinie bardzo zależało na ich aprobacie i czasami zastanawiała się, co jest dla niej ważniejsze – Robert czy może ten obraz rodziny, za którym tęskniła i do którego wzdychała. Tak chciała żyć. W domu, gdzie mogła liczyć na rodziców, którzy byli bardziej rodzicami niż przyjaciółmi. Mama nieraz się jej zwierzała, a tata pytał o radę, ale Michalina tego nie znosiła.

Po latach uważała, że poradziła sobie dojrzale, jak na swój wiek i możliwości, i uznała, że pora, aby rodzice się usamodzielnili. Po zdaniu matury, po długich rozmowach i konsultacjach z rodzicami Roberta, zdecydowali się na wyjazd na studia. Wakacje przeznaczyli na pracę zarobkową, żeby zdobywać pierwsze szlify.

Dążenie do doskonałości, podejmowanie jedynie słusznych decyzji stało się dla Michaliny wyzwaniem i niemal sportem. Oszczędna, mądra, zrównoważona – taką opinią cieszyła się w rodzinie Roberta i w głębi ducha napawało ją to dumą. Jednocześnie każdego dnia drżała ze strachu, że nadejdzie chwila, gdy rodzice chłopaka zechcą poznać jej rodziców, tych lekkoduchów, którzy sami wymagali opieki.

Nie, Michalina nie wstydziła się rodziców, ale miała obawy, czy ich postawa nie pokrzyżuje jej planów. Czy nie staną na drodze do jej szczęścia, które tak bardzo się różniło od tego, które oni znali.

Mama i tata brali życie, jakim jest, przyznawali się do błędów, czasami ich bezradność była rozbrajająca, ale częściej irytująca. Akceptowali siebie bez zastrzeżeń, kochali Michalinę bezwarunkowo i nigdy niczego od niej nie wymagali. Wyznawali pogląd, że całkowita swoboda jest niezbędna dla rozwoju dziecka. Uważali, że jeśli córka o czymś nie mówi, to ma ku temu powód, i szanowali to. Ich postawa doprowadzała Michalinę do szewskiej pasji, dlatego znalazła sobie przystań u innej rodziny, do której wejście zamierzała zalegalizować zaraz po studiach.

To był plan Michaliny i Roberta. Tak ustalili. Teraz jednak, kiedy wiosna łagodnie przechodziła w lato, jechali jego samochodem po odbiór dyplomów. Ostatnie miesiące były intensywne. Egzaminy i pisanie, a raczej poprawianie pracy magisterskiej. I tym sposobem zakończyli etap pozornej swobody i zostali absolwentami: Michalina – administracji, a Robert – informatyki.

Teraz ślub, potem, po wakacjach, praca. To było takie proste! Z Robertem wszystko takie było. Przeanalizowanie argumentów „za” i „przeciw” zajmowało niewiele czasu, a przy tym stanowiło idealny kompas. Wystarczyło zepchnąć emocje na drugi plan. Tylko racjonalizm był gwarantem sukcesu, także ich małego przedsięwzięcia, które jeszcze pozostawało w sferze odległych planów, czyli założenia rodziny.

2

Co to jest? – zapytała podejrzliwie mama. Siedziała na fotelu i mechanicznie tasowała karty. Na stole przed nią leżała koperta.

– Otwórz. – Michalina rozglądała się po mieszkaniu. Tutaj nic się nie zmieniło, nawet obrus na ławie był wciąż ten sam, który pamiętała z dzieciństwa. Przez pięć lat studiów rzadko odwiedzała rodziców. Za dużo nauki i obowiązków i za daleko. Teraz przyniosła kopertę z zaproszeniem na ślub. Nie chciała, żeby tak wyszło. Niezręcznie. Powinna ich chociaż uprzedzić, porozmawiać, no ale stało się. Już za późno. Postawiła ich przed faktem dokonanym.

Tata odłożył notatnik, z którego zaczął korzystać po wieloletnich namowach żony, i wstał z wersalki.

– A nie możesz nam po prostu powiedzieć?

– Tato, otwórz. Proszę, nie róbmy cyrków.

– Kochanie, wiem, co tam jest. – Mama potarła czoło upierścienionymi palcami. – I muszę ci, Michalino, coś powiedzieć.

Michalina z trudem przyjmowała fakt, jak bardzo jej rodzice się zestarzeli. W odróżnieniu od rodziców Roberta, którzy uprawiali sporty, pilnowali diety, korzystali z dobrych fryzjerów, jej rodzina wydawała się zaniedbana. Mama farbowała włosy w domu i sama je sobie obcinała. Mimo upływającego czasu wciąż lubowała się w kolorowych, hippisowskich strojach. Nie znała umiaru, jeśli chodziło o biżuterię, i nie przejmowała się, gdy na polakierowanych paznokciach pojawiały się odpryski. Podobnie ojciec. Połowa jego ubrań już dawno powinna znaleźć się w koszu. Wypchane na kolanach sztruksowe spodnie, poprzecierane na łokciach swetry. I to mieszkanie. Michalina przez chwilę miała wrażenie, że się dusi. Przyciężkie, niemodne meble, zapach kurzu i zatęchłego powietrza, odklejająca się tapeta i sterty starych książek zalegające w każdym kącie. „Jak oni się odnajdą na ślubie?”, pomyślała w nagłym przypływie paniki.

To miała być skromna, ale uroczysta ceremonia, w urzędzie stanu cywilnego. Tylko najbliżsi. Huczne wesele było w złym guście. Rodzice Roberta nie byli zachwyceni ich pomysłem, uważali, że nie ma powodu się tak śpieszyć, ale młodzi chcieli zalegalizować swój związek. Zamierzali w ciągu pięciu lat umocnić swoją pozycję zawodową, a potem założyć rodzinę. Wszystko zaplanowali. Po przedstawieniu ustalonych wcześniej argumentów mama i tata Roberta uznali, że jednak ich syn wie, co robi, i wyrazili zgodę, pod jednym warunkiem – Michalina i Robert za wszystko płacą sami. I w ten sposób, pod przykrywką podążania za trendami, zaczęli planować ślub, na który było ich stać.

– Karty mi wszystko powiedziały. Również to, że Robert to nie jest mężczyzna dla ciebie. Będziesz przez niego cierpiała.

– Mamo, skończ z tymi głupotami, bardzo cię proszę. – Michalina przewróciła oczami i padła na fotel. Zaczęła żałować, że chciała być w porządku wobec swoich rodziców.

– Dobrze, zostawmy karty, skoro tak bardzo cię drażnią. Jestem twoją matką i wiem co nieco o życiu. Zgadzamy się z tatą, że pośpiech nie jest potrzebny. Cały czas ciężko pracujesz, a może byś tak zrobiła przerwę, może gdzieś wyjedziesz, przemyślisz sprawę raz jeszcze?

– Po pierwsze, kiedy ty wychodziłaś za tatę, byłaś młodsza ode mnie…

– Tylko że ja tatę kochałam – przerwała jej podniesionym głosem mama.

– Też kocham Roberta i chcę z nim być.

– W porządku. Możecie przecież być razem, tak jak do tej pory.

– Mamo, proszę, powiedz, z czym masz problem, bo nie rozumiem. Do tej pory nie przeszkadzało wam, że mieszkałam z nim przez całe studia. Myślałaś, że to tylko jakiś nieistotny romans? W odróżnieniu od ciebie traktuję życie bardzo poważnie. I mam plan.

– Plany się zmieniają niezależnie od nas częściej, niż myślisz – wtrącił się tata.

– Czyli lepiej niczego nie planować? O to ci chodzi, tato? Nie chcę być taka jak wy, nie zniosłabym tego. Tej codziennej szarzyzny, bezcelowości. To nie dla mnie. Mam ambicje, cele, chcę coś osiągnąć. Czy jesteście w stanie to zrozumieć?

– Wiem, że się od nas różnisz, wiem też, że nami pogardzasz.

– Mamo! Co ty wygadujesz? Kocham was, jesteście moimi rodzicami.

– Jeśli tak, to mnie posłuchaj. Nigdy nie chcieliśmy wywierać na ciebie presji, pragnęliśmy tylko twojego szczęścia i żebyś się czuła kochana. Wierzyliśmy, że wolność pozwoli ci naturalnie rozwijać swoje talenty. Jesteś naszym sukcesem, cudem. Świetnie sobie radzisz i nawet nie wiesz, jak bardzo jesteśmy z ciebie dumni. Ale uwierz mi, Robert to nie jest mężczyzna dla ciebie. Teraz jest pięknie, ale co będzie potem? Gdy zaczną się problemy, gdy pojawią się dzieci, a on zamiast okazywania wyrozumiałości i wsparcia będzie ci tylko podnosił poprzeczkę?

– Skąd ten absurdalny pomysł? Jeśli tak o nim myślicie, to wcale a wcale go nie znacie. Nic a nic. Zostawiam zaproszenie na ślub, ale jeśli macie przyjść ze skwaszonymi minami, to wolę, żebyście nie przychodzili wcale.

Wyszła bez pożegnania, z bijącym sercem i burzą myśli w głowie. Wyrzuty sumienia mieszały się ze smutkiem i satysfakcją, że jednak miała rację. Lepiej było nic nie mówić. To Robert ją przekonał, żeby ich powiadomiła i zaprosiła. Bo tak trzeba. Nie zdawał sobie sprawy, że będzie miał w nich wrogów.

Tym prostym sposobem doszła do wniosku, że najlepiej będzie, gdy ograniczy kontakty z rodziną. Zmięła drugie zaproszenie i po wyjściu z klatki schodowej wyrzuciła je do kosza. Babcia, mama mamy, i tak nigdy się nią nie interesowała. Nawet nie znała tej kobiety. Michalina nigdy specjalnie się nie zastanawiała, dlaczego mama nie utrzymuje kontaktu z babką.

Wróciła do domu okrężną drogą, nie wiedziała, co powie Robertowi. Chociaż miała obawy, jak zareagują rodzice, to jednak takiego scenariusza nie przewidziała. Była zbyt impulsywna. Teraz nie miała pewności, czy przyjdą. No i co z organizacją obiadu w restauracji? Przygotowania się skomplikowały.

Zaczęła obgryzać paznokcie. Trzeci raz obchodziła ten sam skwer. Gdy zdała sobie z tego sprawę, rozejrzała się zdezorientowana i jedna myśl ją sparaliżowała. Czy mama czasem nie ma racji?

Woli, żeby jej rodzice nie przychodzili na ślub, bo sama nie jest pewna, czy dobrze robi. Dlaczego tak bardzo obawia się ich spotkania z rodzicami Roberta? To jej matka i ojciec. Są, jacy są.

Przystanęła przed światłami i nawet nie zauważyła zmiany na zielone. Znieruchomiała na krawężniku, oddając się rozmyślaniom. Emocje wzięły górę nad racjonalnymi argumentami.

W końcu machnęła na to ręką. Musi się pozbyć tych wątpliwości. Rozdmuchuje coś, co nie istnieje. Zawsze się przed tym broniła, a teraz i ją dopadło. Zachowywała się jak matka, której neurotyczna natura kazała rozbierać każde zagadnienie na części pierwsze, nawet te najmniej istotne, a właściwie to głównie te. Poważne decyzje zostawiała córce. Oderwana od rzeczywistości, skupiona na sprawach duchowych, nie miała serca do zwyczajnych problemów. Zbywała je machnięciem ręki, unikała podejmowania decyzji. Jedyne, co jej wychodziło, to zarabianie pieniędzy, lecz wydawała je błyskawicznie. Ani ona, ani tata nie potrafili zarządzać domowymi finansami.

Michalina tak bardzo chciała nie być do nich podobna, że zaczęła się od nich oddalać. A to nie było dobre. Nie można się odciąć od swoich korzeni.

– No, nareszcie jesteś. Dzisiaj twoja kolej gotowania obiadu, pamiętasz? – Robert z trudem ukrywał irytację.

Zły nastrój Michaliny tylko się pogłębił.

– Wczoraj ugotowałam zupę, nie mogłeś sobie podgrzać? – burknęła, odwiesiła płaszcz na wieszak i wolno zdejmowała buty. Kuchnia mogła poczekać.

– Kochanie, jeśli ty i ja będziemy tak lekko sobie traktować wcześniejsze ustalenia, wkradnie się chaos. Mówiłem ci, że dzisiaj kończę zlecenie. Potrzebujemy pieniędzy na nasz ślub.

– Myślę, że mamy ich wystarczająco. Moich rodziców możesz wykreślić z listy gości.

– Jak to, nie przyjdą? – Na jego twarzy rzadko odmalowywały się emocje, potrafił zachować anielski spokój w najbardziej kryzysowych sytuacjach, tym razem jednak nie silił się na utrzymanie maski. – Czy ci ludzie są poważni? Jak to będzie wyglądało?

Michalina się zgarbiła. Tak bardzo chciała uniknąć scysji.

– Ci ludzie to moi rodzice. I to ja im powiedziałam, że mogą nie przychodzić.

– Ale dlaczego? Czy możesz mi łaskawie wytłumaczyć, co ty odpierdalasz?

– Hej, to nie było potrzebne. – Zareagowała mocniej, niżby tego chciała, ale nie przywykła to takich słów w jego ustach. Nigdy się tak nie wyrażał.

– Niepotrzebnie to ty wprowadzasz zamieszanie. Proszę cię, zadzwoń do nich i zrób tak, żeby wszystko było, jak należy.

– Czy ty mi rozkazujesz? – Stanęła z nim twarzą w twarz.

– Przestań wymyślać, a teraz zjedzmy w spokoju obiad. Rodzicami zajmiesz się potem – powiedział głosem wypranym z emocji i zamknął się w pokoju.

Przez szybę w drzwiach zauważyła, że ma włączony komputer. Aż się w niej zagotowało. Nie była dzieckiem, które można rozstawiać po kątach. Poza tym właśnie się coś wydarzyło, coś, co bardzo się jej nie spodobało. Czy ma teraz to przełknąć i posłusznie udać się do kuchni, by podać mu obiad? Czy nie powinni sobie tego najpierw wyjaśnić? Nawet nie zapytał, dlaczego zdecydowała się na nieobecność dwóch najbliższych jej osób. Nie interesowało go to. Dla Roberta ważne było tylko, jak będzie wyglądała nieobecność jej rodziców w oczach innych. Tylko to się liczyło, pozory.

– Boże, jakie to wszystko jest płytkie – wyszeptała do siebie Michalina, po czym ruszyła do lodówki wyjąć zupę. Wstawiła garnek na gaz. Mieli plan i nie pora na wątpliwości. W dogodniejszej chwili wszystko sobie wyjaśnią, teraz nie ma na to czasu. Dla świętego spokoju porozmawia z rodzicami, ale jutro, kiedy emocje opadną. Co się stało z jej umiejętnościami dyplomatycznymi? Nie tak się załatwia sprawy. A może atmosfera jej rodzinnego domu tak na nią działała? Trzy kwadranse w domu i wszystko wywróciło się do góry nogami.

A przecież to już nie miało znaczenia. Była dorosła, sama podejmowała decyzje. Czy to się podoba rodzicom, czy nie, muszą to zaakceptować. A te wyssane z palca i bezpodstawne obawy mogli zachować dla siebie.

Zapukała do drzwi ich jedynego pokoju w wynajmowanej kawalerce.

– Kochanie, obiad czeka.

3

Podporządkowywanie się wychodziło jej całkiem dobrze. Nawet podobała się jej ta rola. Kiedy to ona musiała o wszystkim decydować, stawała się apodyktyczna, nie znosiła, gdy ktoś się jej sprzeciwiał, ale w towarzystwie Roberta potrafiła odpuścić. Był rozsądny i wyważony, a Michalina mu ufała. Ostatnie słowo należało do niego, chociaż każdy problematyczny temat omawiali wspólnie. Nie kłócili się, bo nie było takiej potrzeby, wystarczyło, że zobaczyła niezadowolenie na jego twarzy albo że wyraził słownie swoją dezaprobatę, i Michalina się wycofywała. Nie walczyła, bo nie było o co, to on miał rację. Przekonała się o tym nie raz, a że szybko się uczyła, już na samym początku zrozumiała, że nie warto uparcie trwać przy swoim.

W dzieciństwie to Michalina musiała trzymać rękę na pulsie, prowadzić dom, sprawdzać, czy niczego nie brakuje w lodówce, sprzątać, płacić rachunki i pilnować, by były na to pieniądze. Nie był to jej wybór, tylko konieczność. Gdy ma się rodziców, którzy sami są jak dzieci, trzeba szybko dorosnąć. Michalina nie zastanawiała się nad tym, co ją ominęło. Tym bardziej że odkąd spotkała Roberta, uważała się za szczęściarę.

Poznali się na początku liceum, w szkolnej bibliotece. Robert przygotowywał się do olimpiady, Michalina pomagała bibliotekarce jako wolontariuszka. To nie była miłość od pierwszego spojrzenia, ale raczej od pierwszej rozmowy. Skryci między regałami dzielili się swoimi przemyśleniami. Kiedy tylko mogli, spotykali się, Michalina z przyjemnością szykowała Robertowi sterty książek, a on chętnie pomagał jej przy komputerach. I tak od rozmowy do rozmowy zaczęli się spotykać również po szkole.

Podobało mu się, że ubiera się skromnie, że się nie maluje, że jej zainteresowania odbiegają od typowych dla młodzieży w ich wieku. Powiedział, że imponuje mu jej powaga i wiedza na temat sztuki i literatury. Była jakby niedzisiejsza. Tak ją określił. Pozbawiona krzykliwości charakterystycznej dla jej koleżanek, wyróżniała się na ich tle. Dość szybko zauważyli, jak wiele ich łączy i jak bardzo nie przystają do rówieśników. I w ten sposób stworzyli swój własny świat i plan na życie. Czas upływał im w jego pokoju na wspólnej nauce, oglądaniu klasyki kina, przeglądaniu albumów o sztuce i zgłębianiu tajemnic raczkującego jeszcze internetu. Robert był jej oknem na świat. Często wyjeżdżał ze swoimi rodzicami za granicę i mógł wreszcie podzielić się swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami z kimś, kogo to interesowało.

Michalina chłonęła wiedzę i nigdy nie miała jej dosyć. Dużo czytała, a jeszcze więcej zadawała pytań. Łatwo złapała kontakt z rodzicami Roberta. Mama, pani Sylwia, cieszyła się, gdy mogła opowiadać Michalinie o swoich sukcesach ogrodniczych. Oprowadzała ją po imponującym ogrodzie i z dumą prezentowała najdorodniejsze okazy. Opowiadała o hortensjach, liliach, różanecznikach i magnoliach, pokazywała, gdzie je przycinać, jak podlewać. Robiła to z pasją i towarzystwo Michaliny najwyraźniej sprawiało jej przyjemność. Ojciec Roberta, pan Marcin, znalazł wierną słuchaczkę swoich opowieści żeglarskich. Kiedy tylko miał okazję, wyjmował stare mapy, pokazywał kolekcję kompasów, chwalił się zdjęciami i pamiątkami z podróży. Nie przepadał za siedzeniem w domu. Toteż kiedy mieli więcej wolnego czasu, wynajmowali jacht i pływali wzdłuż wybrzeży Grecji lub Chorwacji.

Dla Michaliny ich opowieści były jak bajki. Zdarzały się chwile, gdy w myślach żaliła się sama przed sobą, że jej rodzice nigdy nie mieli ogrodu, że nigdzie jej nie zabierali. Budziła się w niej jakaś głęboka tęsknota za przygodą, za innym życiem. Spotkania z rodzicami Roberta sprawiały, że zaczynała marzyć. Skrycie i tylko gdy była sama. Nie zdradziła się słowem nikomu, że chciałaby coś zmienić, spróbować nowych rzeczy, ale mieli z Robertem plan i on był priorytetem.

Chciała ładu, porządku i przewidywalności. Do tego dążyła. Poczucia bezpieczeństwa i jasno określonych zasad. Swoje schronienie znalazła pod skrzydłami Roberta, nie wiedziała tylko, że nie na tym polega miłość.

– Kochanie, rozmawiałaś z rodzicami? – zapytał ją Robert któregoś wieczoru. Ślub był coraz bliżej. W szafie wisiała nowa sukienka, skromna i nie biała. Kolejne przełamanie konwenansów. Tradycja to kajdany narzucone przez społeczeństwo. „Róbmy tak, żeby nam pasowało”, powiedział pewnego razu Robert. Jego rodzice niekoniecznie się z nim zgadzali. Swoich rodziców Michalina nawet nie zapytała o zdanie ani o radę. Nie konsultowała z nimi żadnych decyzji dotyczących przygotowań do ślubu.

Uznała, że Robert ma rację. Buty pasowały do sukienki, całość prezentowała się elegancko.

– Jeszcze nie – odpowiedziała niechętnie.

– Jutro idziemy robić rezerwację, jak to sobie wyobrażasz? Nie wiemy, ile będzie osób.

– W porządku. Będziemy tylko my, twoi rodzice i świadkowie – odpowiedziała cicho. Podjęła decyzję.

– Michalino, chyba coś ci się pomyliło. Owszem, nasz ślub będzie trochę odbiegał od tego, co zwykło się uważać za tradycyjne, ale moim zdaniem rodzice powinni być. Twoi i moi. Gdybyśmy mieli rodzeństwo, też byśmy je zaprosili.

– Robert, tak postanowiłam. – Nie czekała na jego ripostę, weszła do łazienki i złapała za mopa. Nic tak nie koiło nerwów, jak sprzątanie. Ład wokół pozwalał zaprowadzić porządek w głowie. Inaczej się myślało, gdy przebywało się w uporządkowanej przestrzeni. Chwyciła się wiadra jak koła ratunkowego. Płyn, kurek, woda – w skupieniu patrzyła, jak tworzy się piana.

– Jesteś nierozsądna. Nie wiem, w czym jest problem, ale twoje zachowanie jest dla mnie niezrozumiałe.

Chyba po raz pierwszy zdała sobie sprawę, że zwraca się do niej irytująco protekcjonalnym tonem. Tylko prychnęła.

– Co to ma znaczyć? – Wszedł za nią do kuchni. Nie zwrócił uwagi, że przed chwilą umyła fragment podłogi, i teraz stał na mokrych kafelkach w samych skarpetkach.

Miała ochotę wyjść, nie tłumaczyć się, skończyć tę absurdalną rozmowę.

– Kochanie, proszę cię. Taka jest moja decyzja.

– Twoja decyzja, która dotyczy nas obojga. Czy wiesz, co sobie pomyślą moi rodzice?

– Nie wiem i jeśli mam być szczera, to nie bardzo mam wpływ na to, co sobie myślą. Uwierz mi, lepiej będzie, gdy moi rodzice nie będą nam towarzyszyć w tym dniu.

– Ale, do diabła, dlaczego?!

– Bo są zupełnie inni od twoich.

– To znaczy?

– Mama jest wróżką, a tata poetą.

– No cóż, to odrobinę ekstrawaganckie, ale co to ma wspólnego ze ślubem?

– Twoi rodzice są tacy, jak należy, zawsze wiedzą, jak się zachować, ubrać, co powiedzieć, mają klasę.

– Po prostu uprzedzę moich rodziców, przygotuję ich, zrozumieją, że miałaś trudne dzieciństwo. To wiele wyjaśnia…

– Co wyjaśnia? – spytała podejrzliwie.

– Twoje zachowanie, to, że jesteś taka wycofana i skryta, że tak bardzo starałaś się do nas dopasować.

Słuchała tych słów i nie podobały się jej. Tak ją postrzegał? Jakby cały ich związek był podszyty współczuciem i litością. Dyskusja trwała do północy, Robert jak nikt inny potrafił rozwiać jej wątpliwości. Zrezygnowana poszła spać. Chciała, żeby ślub mieli już za sobą.

Rano, chcąc nie chcąc, znowu ruszyła w odwiedziny do rodziców. Raz jeszcze zaprosiła ich na ślub. Nie cieszyli się, nie gratulowali, ale obiecali, że przyjdą. Michalina nie mogła słuchać westchnień mamy ani komentarzy taty, ale wypiła herbatę. Wszystko tak, jak należy. Bez pośpiechu, kłótni. Przez chwilę nawet wierzyła, że rodzice staną na wysokości zadania i ślub przebiegnie bez żadnych niespodzianek.

Gdy wychodziła, naszła ją pewna refleksja. Nie, nie chciała dla siebie życia, jakie miała teraz. Uciekała od tego, którego chcieli dla niej rodzice. Bała się tego tak bardzo, że gotowa była udawać kogoś, kim nie była. Nie wiedziała, czego chce, ale pragnęła, żeby to Robert pomógł jej odkryć siebie.

4

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Część pierwsza. Michalina
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Część druga. Miska
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Wydawca: Monika Rossiter

Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Zdjęcie na okładce: © parasolia (Shutterstock.com)

Copyright © 2020 by Anna Szczęsna

Copyright © 2020 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2020

ISBN 978-83-66520-97-4

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek