Szczęście w miłości - Joanna Godecka - ebook
Opis

 

Książka adresowana jest do tych, którzy uważają, że ich życie uczuciowe jest pasmem niepowodzeń, nie potrafią dokonywać dobrych wyborów, stworzyć satysfakcjonującego związku, budować dobrych, wspierających i zadowalających relacji partnerskich ani utrzymać wartościowej więzi, nie umieją dawać potencjalnym partnerom jasnych sygnałów, czego oczekują.

Autorka - terapeutka i coach - pomaga wprowadzać pozytywne zmiany w życiu i podnosić poczucie własnej wartości, zwraca uwagę na najczęściej popełniane błędy oraz pułapki i radzi, jak ich unikać. Daje rozwiązania, które pomagają ocenić, co w życiu uczuciowym nie działa tak jak trzeba i krok po kroku odkrywać w sobie gotowość do miłości oraz zdobywać umiejętności przyciągania wartościowych osób.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 315

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Projekt okładki: Pola i Daniel Rusiłowiczowie/KAV Studio

Redaktor prowadzący: Bożena Zasieczna

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta:Bogusława Jędrasik

Ilustracja wykorzystana na okładce: © Moremar/Shutterstock

© for the text by Joanna Godecka

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2019

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-287-0914-0

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2019

Wstęp

Do napisania tej książki zainspirowały mnie liczne rozmowy z osobami poszukującymi szczęścia i spełnienia w związkach. Moi klienci wspaniałomyślnie obdarowali mnie swoimi historiami, zaufali mi, dopuszczając do najbardziej intymnych szczegółów swojego życia uczuciowego. Towarzyszyłam im w procesie wewnętrznych przemian, miałam szczęście widzieć, jak odnajdują swoje źródło mocy i radość. Niektóre przypadki przytaczam w niniejszej książce. Rzecz jasna, zostały one przedstawione w sposób gwarantujący poszanowanie prywatności. Imiona i detale, które umożliwiłyby rozpoznanie moich bohaterów, zostały zmienione, a zainteresowani wyrazili zgodę na to, by inni mogli czerpać doświadczenia z ich życia.

W mojej pracy bardzo pomocnymi metodami okazały się coaching oraz terapia w nurcie TSR i ich główne założenie, że każdy z nas ma wszystko to, co niezbędne, aby być człowiekiem spełnionym. Czasem trzeba tylko pomóc drugiej osobie w tym, by to zauważyła i zaczęła śmiało czerpać ze swoich zasobów. Po bardzo interesujących i rozwijających studiach w obu kierunkach zaczęłam swoją praktykę. Oprócz indywidualnych spotkań i pracy z poszczególnymi „przypadkami” dostałam także wspaniałą możliwość zetknięcia się z wielką społecznością portalu internetowego Sympatia. Jako ekspert do spraw relacji przez kilka ostatnich lat brałam udział w rozmowach online, które dostarczały mi nowych inspiracji. Miałam okazję dowiedzieć się, jakie kwestie uważane są za najważniejsze, w których obszarach najczęściej potrzebne jest wsparcie, co martwi osoby poszukujące spełnienia w związkach i co uważają one za najistotniejsze dla szczęścia.

Jestem także obecna w mediach, gdzie pełnię funkcję komentatorki i ekspertki w kwestiach dotyczących relacji i rozwoju osobistego.

Oczywiście mam także osobiste doświadczenia w stawaniu się osobą kochającą i kochaną. A nie zawsze tak było. Poczucie własnej wartości to bardzo krucha rzecz. Jeśli jesteś z natury osobą wrażliwą i mało ekspansywną, czasem zbyt późno się orientujesz, że życie zaczyna cię pomijać w rozdawaniu nagród, z wyjątkiem tych bardzo, ale to bardzo zasłużonych. Niestety, na miłość nie można zasłużyć.

Pamiętam sytuację, która stała się dla mnie punktem zwrotnym. Brałam udział w psychologicznym teście rysunkowym. Jego tematem były relacje osobiste, a celem ustalenie miejsca, jakie zajmujesz w zbudowanej przez siebie strukturze. Na rysunku należało umieścić najbliższych, przyjaciół, ważne osoby, swoje zwierzęta itp. Kiedy skończyłam, psycholożka prowadząca test spojrzała na mnie z niedowierzaniem.

– Jeszcze nigdy nie widziałam takiego rysunku – powiedziała, szeroko otwierając oczy.

– Co z nim nie tak? – spytałam.

– Przecież nie narysowałaś siebie!

I co ty na to? Na moim obrazku widoczny był tłum złożony z postaci ludzi i zwierząt, ale o sobie, przykro mi to stwierdzić, zapomniałam… Jeszcze przez długi czas wierzyłam, że szczęście jest tym, co do nas wraca, kiedy już zadbamy o wszystkich wokoło. Jednak tak nie jest. Jego źródło tkwi w nas, a dzielenie się nim sprawia, że jest go coraz więcej.

Kiedy więc teraz słyszę pytanie, jak znaleźć szczęście, po czym poznać, że to ta właściwa osoba, lub też przeciwnie, jak zorientować się, że ktoś chce cię zranić – wreszcie znam na to odpowiedź. Należy pamiętać o sobie, ufać sobie, kierować się kompasem wewnętrznego poczucia komfortu. I nie bój się, że staniesz się egoistą. Wręcz przeciwnie. Poczucie bezpieczeństwa, które sam sobie dasz, pozwoli ci lepiej dbać o innych, a także wybierać odpowiednie dla ciebie osoby. Gdy idziesz przed siebie z otwartym sercem, nie musisz niczego negocjować ani prowadzić żadnej gry.

Szczęście jest osiągalne dla wszystkich tych, którzy nauczą się kochać siebie.

Oto mój ulubiony cytat coacha Cherie Carter-Scott: „Gdyby istniało jedno podstawowe prawo, odnoszące się do energii miłości, to brzmiałoby ono następująco: inni widzą i traktują cię dokładnie tak, jak widzisz i traktujesz siebie ty sam. Nie mówiąc ani słowa, sam nieświadomie pokazujesz innym, jak traktujesz siebie. Ponieważ ty jesteś swoim pierwszym opiekunem, inni spoglądają na ciebie, poszukując wskazówek, dotyczących tego, ile miłości wymagasz. Dajesz im te wskazówki. To, jak ludzie do ciebie mówią, jak cię traktują, co myślą i czego oczekują od ciebie, odbywa się pod twoje dyktando. Czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie, sam tworzysz wzorzec, według którego inni nawiązują z tobą kontakt”.

Jeśli więc chcesz kochać i być kochanym, ta książka jest dla ciebie! Prześledzimy w niej wszystkie etapy. Ci, którzy stoją na rozstaju i zastanawiają się, czy opuścić niesatysfakcjonujący układ, otrzymają to, co niezbędne, by podjąć wreszcie ostateczną decyzję – zrozumieją, czy ich związek nadaje się jeszcze do naprawy, czy też lepiej będzie odzyskać wolność.

Niezadowoleni ze swojej samotności zrozumieją, dlaczego do tej pory nie udało im się zbudować szczęścia we dwoje. I dowiedzą się, co mogą zrobić, by to zmienić.

Ci, którzy pragną poprawić i ulepszyć swoje relacje, odkryją, jak to zrobić.

Rozdział I

Moc króla i królowej, czyli jak pokochać siebie

Z pewnością nieraz zastanawiałeś się nad tym, dlaczego jedni ludzie wręcz przyciągają do siebie właściwych partnerów i łatwo tworzą z nimi udane związki, podczas gdy inni wciąż narzekają na niepowodzenia w miłości.

Czy ma to związek z atrakcyjnym wyglądem? Nie do końca. Być może atuty fizyczne przyciągają wzrok, ale od zaiskrzenia do stworzenia szczęśliwego związku prowadzi długa droga.

Co więc stanowi ową siłę przyciągania? Dlaczego dla jednych miłość to zazwyczaj radosna historia, nawet jeśli okazuje się tylko epizodem, a dla innych – seryjny zabójca?

Myślę, że odpowiedź jest prostsza, niż można by sądzić. Podstawowym warunkiem, by stworzyć szczęśliwą relację, jest poczucie własnej wartości. To ono w ogromnym stopniu przesądza o tym, czy kochamy i pozwalamy się kochać, czy też targujemy się o uczucie, traktując miłość w kategorii zwycięstwa lub porażki.

Dlatego w rozdziale pierwszym, na początku wspólnej podróży od samotności (także tej we dwoje) do szczęśliwego związku, skupimy się na tym, jak sprawić, aby nasze wyobrażenia na własny temat stały się jak najlepsze.

Kiedy lubimy i szanujemy siebie, traktujemy związek jako okazję do podzielenia się szczęściem, do pomnożenia radości i zdwojenia wysiłków, aby było nam w życiu dobrze. Nam i naszemu otoczeniu. Jesteśmy zdolni spojrzeć na siebie, partnera i relację z właściwej perspektywy. Ufamy sobie i swoim uczuciom. Kierujemy się kompasem naszych potrzeb. Wobec osób wkraczających w nasze życie zachowujemy mądrą otwartość. Ponieważ szanujemy siebie, potrafimy dokonywać słusznych wyborów. Nasz cel to poznać kogoś, kto będzie nam odpowiadał, i stworzyć z nim dobrą, wspierającą relację.

Kiedy jednak obawiamy się, że nie jesteśmy godni szacunku i miłości, oczekujemy, że czyjeś uczucie wyrówna ten deficyt. Dlatego próbujemy zasłużyć na wzajemność, negocjujemy ją na różne sposoby. Dajemy dużo i na kredyt, bo uważamy za oczywiste, że wzajemność ma swoją cenę. Zdobycie jej staje się wyzwaniem. Z tego powodu usprawiedliwiamy to, co się nam nie podoba, a także ignorujemy sygnały, które powinny być ostrzeżeniem. Nasz cel to zdobyć partnera bez oglądania się na koszty i przez to potwierdzić własną wartość.

Jak to się stało?

Osobom mającym obniżone poczucie własnej wartości towarzyszy wewnętrzny głos, który krytykuje i osądza. Szczególnie w ważnych sytuacjach, takich, w których zależy nam, by wypaść jak najlepiej – odzywa się w sposób dokuczliwy i natrętny.

A to mówi nam, że jesteśmy nieodpowiednio ubrani, a to że właśnie się kompromitujemy brakiem wiedzy, że nie umiemy opowiadać dowcipów, mówić płynnie w obcym języku lub że w ogóle jesteśmy do niczego.

Psycholog Eugene Sagan ukuł nawet specjalny termin: „Patologiczny krytyk”. To właśnie ów złośliwy głos podkopujący twoje zaufanie do siebie.

Narodziny patologicznego krytyka miały zapewne miejsce w twoim dzieciństwie. Dziecko, które pojawia się na świecie, ma szansę stać się osobą obdarzoną poczuciem wyjątkowości i zadowoleniem z siebie. Jednakże w procesie wychowania musi się dowiedzieć, że nie wszystkie jego zachowania są akceptowane.

Jeśli rodzice lub wychowawcy potrafią udzielać dziec­ku nauk, wspierając je i okazując mu miłość – etap socjalizacji spełnia swoje zadanie. Negatywnym komunikatom towarzyszą pozytywne. Wiesz, że choć czasem twoje postępowanie jest źle oceniane, nie stajesz się przez to gorszym człowiekiem. Uczysz się żyć wśród ludzi, ale nie narusza to twojego poczucia wartości.

Jeśli jednak w procesie tym dominują oskarżenia i porównania, w których wypadasz negatywnie – twoje poczucie wartości zostaje zachwiane. Kiedy słyszysz, że inne dzieci zasługują na pochwały, a ty nie, że robisz coś gorzej, że jesteś mniej zdolny – twoja samoocena zaczyna się kruszyć.

Szczególnie destrukcyjnie działają na psychikę te sytuacje, w których opiekunowie przenoszą ocenę jakiegoś wydarzenia na cały twój wizerunek. Mówią na przykład: „Jesteś niedobrym dzieckiem, bo podarłeś nowe spodnie” lub „Jesteś zła, bo uderzyłaś siostrę”. Wtedy nie czujesz się godny miłości i szacunku. Twoje poczucie wartości dramatycznie spada.

Rozumiesz, że jesteś kochany i akceptowany tylko wtedy, kiedy na to „zasługujesz”. W przeciwnym razie czeka cię odrzucenie. Szacunek i uczucia stają się środkiem transakcyjnym.

Taką lekcję ponownie przerabiasz i utrwalasz w szkole i w grupie rówieśników. Akceptacja zaczyna mieć swoją cenę.

Jako osoby dorosłe zaczynamy sami sobie wystawiać cenzurki. Próbujemy zasłużyć na akceptację otoczenia. Sęk w tym, że patologiczny krytyk nigdy nie jest zadowolony i wie swoje.

Tak jak w przypadku Marka, trzydziestodwuletniego informatyka, który próbuje znaleźć miłość przez Internet. Kiedy siada naprzeciw dziewczyny, z którą tak fajnie rozmawiało mu się na czacie, czuje, jak z minuty na minutę traci swobodę. Opowiada jakąś zabawną anegdotę, a w tym samym czasie jakiś głos w jego głowie szydzi: „Ale bredzisz, to jej kompletnie nie interesuje, zobacz, jaką ma minę, nudzisz ją, kończ szybko, zanim stwierdzi, że jesteś beznadziejny”. W rezultacie Marek traci impet, zaczyna się zacinać, w końcu skraca swoją opowieść i milknie. Ale głos w jego głowie nie daje za wygraną, wręcz przeciwnie. „Byłeś beznadziejny! – wykrzykuje. – Znowu klapa! Nigdy nie zainteresujesz sobą żadnej dziewczyny”. Ten scenariusz powtarza się niemal za każdym razem.

Podobnie Ewa, dwudziestoczteroletnia studentka. „Umówiłam się z nowym chłopakiem poznanym na uczelni – opowiada. – Usiedliśmy w nastrojowej knajpce, fajnie nam się gadało. Czułam się super, dopóki przy stoliku nieopodal nie pojawiła się inna para. Dziewczyna była wyjątkowo atrakcyjna. Długie nogi, świetne ciuchy, piękne włosy. Oklapłam jak balonik, z którego uszło powietrze. Do końca spotkania myślałam o tym, czy mój partner zauważył różnicę między nami i czy myśli: »Szkoda że tak nie wyglądasz, Ewo«. Ten natrętny głos sprawił, że poczułam się zgaszona”.

Co możesz zrobić?

Po pierwsze: poznaj swojego krytyka

Jeśli chcesz skutecznie zmierzyć się ze swoim patologicznym krytykiem, przede wszystkim poznaj go bliżej. Działa on zwykle według jednego z kilku utartych schematów, gdyż nie jest zbytnio pomysłowy ani tym bardziej elastyczny. Swoją metodę stosuje do znudzenia. Jeśli ją poznasz, łatwo udowodnisz mu, że nie ma racji.

Mądrala

Twój patologiczny krytyk bywa mądralą stosującym banalne uogólnienia. Jeśli nie znalazłeś drugiej połowy, pewnie podpowiada, że „wszyscy fajni faceci są zajęci”, że „nie podobasz się kobietom”, że „zawsze trafiasz na maminsynków i popapranych facetów”… Krytyk mądrala nie zauważa, że życie składa się ze wzlotów i z upadków. Dla wygody wrzuca wszystko do jednego worka i umieszcza na nim jednoznaczną etykietkę – na przykład: „Moje związki to totalna porażka”, „Moje życie uczuciowe to mętlik”, „Jestem nieatrakcyjna” itp. Takie myślenie o sobie pogłębia poczucie bezradności.

Jak to zmienić?

Uświadom sobie, że to przecież puste frazesy. Uporządkuj swoje doświadczenia, wyciągnij na światło dzienne to wszystko, co można umieścić po stronie atutów. Na przykład: to nieprawda, że jestem nieatrakcyjny. Jestem wysoki i dobrze zbudowany, mam miły, ciepły uśmiech i ładne oczy. Moje związki były bardzo różne. Niektóre z nich dały mi wiele radości, a także cennych doświadczeń.

Zrób listę sytuacji, w których złota reguła twojego krytyka mądrali się nie sprawdziła. „To nieprawda, że wszyscy fajni faceci są zajęci. Moja kuzynka pół roku temu poznała fantastycznego mężczyznę. Ja też mam taką szansę”.

Prokurator

Twój krytyk bywa też prokuratorem, który tylko czyha na to, żeby przyłapać cię na czymś i postawić w stan oskarżenia. Jesteś z kimś w kawiarni i świetnie wyglądasz, zbierasz mnóstwo komplementów… Jednak w pewnym momencie przewracasz kieliszek z winem, a na obrusie powstaje plama, co gorsza, kilka wielkich czerwonych kropel ląduje na eleganckiej koszuli twojego partnera. Tak, twój krytyk z pewnością uzna randkę za totalną klapę. Po co w ogóle wychodziłaś z domu, niezdaro?!

Jak to zmienić?

Urealnij tę ocenę. Wypisz wszystko to, co się udało, co sprawiło, że randka była bardzo przyjemna:

• Wyglądałam atrakcyjnie, partner mówił mi komplementy.

• Rozmowa była wartka, oboje opowiadaliśmy i słuchaliśmy się nawzajem.

• Iskrzyło między nami i umówiliśmy się na kolejne spotkanie.

• Po przygodzie z winem atmosfera się nie zepsuła, a w końcu oboje się z niej śmialiśmy.

Słowem, incydent nie miał najmniejszego znaczenia.

Wielbiciel kontrastów

Dla twojego krytyka wszystko jest albo czarne, albo białe. Jeśli nowo poznany facet nie zemdlał z wrażenia na twój widok, to znaczy, że ani trochę mu się nie podobasz. Na każdym kroku potrzebujesz jednoznacznego potwierdzenia. Gdy go brak – twój bilans porażek generuje się automatycznie.

Jak to zmienić?

Po prostu pomyśl. Czy naprawdę brak gromkiego „tak” zawsze oznacza „nie”? Znajdź przykłady potwierdzające, że to nieprawda. Na przykład: „Myślałam, że Marcinowi nie podobał się film, na który poszliśmy, bo w żaden sposób tego nie okazał. Ale kilka dni później usłyszałam, jak zachwalał go przyjaciołom”.

Pan Numer Jeden

Dla twojego krytyka liczą się tylko miejsca na podium. W szkole byłaś prymuską? Teraz też nie spoczęłaś na laurach, nadal musisz być pierwsza. Trudno ci swobodnie zachowywać się w towarzystwie, bo nieustannie sprawdzasz swoje miejsce w rankingu. Krytyk wciąż poddaje cię porównaniom. Jeśli dostrzeżesz osobę, którą uznasz za atrakcyjniejszą od siebie, od razu tracisz humor.

Jak to zmienić?

Pamiętaj, że życie to nie konkurs. Dostrzeż, że różnym osobom podobają się inne typy urody i osobowości, a w tworzeniu relacji kierujemy się swoimi potrzebami, a nie tylko zewnętrznym wizerunkiem.

Zrób charakterystyki kilku znanych ci par. Znajdź przykłady na to, że ludzie nie obdarzają się uczuciem w nagrodę za osiągnięcia. Na przykład: „Marta kiepsko gotuje i nie najlepiej zna się na modzie. Nie wygląda wystrzałowo. Nie zmienia to faktu, że Andrzej świata poza nią nie widzi”.

A może znasz kogoś, kto jest absolutnie perfekcyjny? Czy ten wizerunek daje przepustkę do szczęścia?

Jasnowidz

Twój krytyk uważa, że najłatwiej zyskasz przewagę i będziesz przygotowany do ewentualnej kontrofensywy, jeśli nauczysz się czytać w myślach otaczających cię osób. Dlatego koncentrujesz się na potencjalnych reakcjach, wyprzedzając je: „Nie podoba jej się ta restauracja, jestem pewien, że wolałaby pójść gdzie indziej…”, „Z pewnością się obraził, nie powinnam była krytykować jego znajomych…”.

Jak to zmienić?

Według badań Erickson Institute nasze wyobrażenia dotyczące myśli, ocen i oczekiwań ze strony innych osób sprawdzają się zaledwie w… pięciu procentach! Masz 95 procent szans, że się mylisz!

Nawet jeśli wydaje ci się, że ktoś w twoim towarzystwie nudzi się lub ocenia cię negatywnie – jedynym sposobem, by odkryć prawdę, jest porozmawiać o tym lub przestać się przejmować!

Nie zakładaj również, że musisz zawsze się podobać lub spełniać wszystkie oczekiwania. To, jaki jesteś, ma swoją wartość. Powiedz sobie: „Nawet jeśli ta restauracja nie przypadła jej do gustu, to nic takiego. Następnym razem pójdziemy gdzieś indziej”. Lub też: „Jeśli okaże się, że moja krytyka go uraziła – wtedy przeproszę”.

„To-wszystko-moja-wina”

Twój krytyk czyni cię winnym za wszystkie niesprzyjające okoliczności, poczynania wszystkich osób oraz wszelkie wydarzenia. Jeśli więc zamówiona przez ciebie taksówka utknie w korku, a wy spóźnicie się na umówione spotkanie, pomyślisz sobie: „To przeze mnie. Gdybym wybrał inną korporację, z pewnością taksówkarz pojechałby lepszą trasą. Nie potrafię nawet zamówić taksówki, która dojeżdża na czas!”. Twój ukochany nudzi się na filmie, na który poszliście? Ty się nie nudzisz, ale jesteś gotowa natychmiast wyjść z kina. Jak mogłaś nie przeczytać wcześniej recenzji? To było do przewidzenia, że film mu się nie spodoba…

Jak to zmienić?

Jeśli masz takie skłonności, złap swojego krytyka na gorącym uczynku i świadomie zmień myślenie. Zapytaj siebie, czy masz realne powody, by czuć się winny. Czy naprawdę jesteś odpowiedzialny za to, jakich pracowników zatrudnia korporacja taksówkowa? No i czy spontaniczny wybór filmu to groźne przestępstwo? Nie zgłaszaj się na ochotnika do odbycia kary. Powiedz sobie, że nie zrobiłeś nic złego. Zażartuj z sytuacji.

Superbohater

W nieco innym schemacie działania twój krytyk posuwa się jeszcze dalej. Wmawiając ci odpowiedzialność za cały świat, skłania cię do podejmowania akcji ratunkowych. Dlatego kręcą cię wyłącznie królewny wyglądające dzielnych rycerzy lub niezaradni faceci oczekujący wsparcia i pomocy. Inni twierdzą, że dajesz się wykorzystywać. Ale to nieprawda. Kiedy zakładasz swoją pelerynę Batmana czujesz moc.

Jak to zmienić?

Zastanów się, dlaczego potrzebujesz wyzwań. Co ci to daje? Jeśli na przykład w toksycznym związku czujesz się silniejszy, lepszy, wartościowszy, może znajdziesz inny sposób, aby to osiągnąć? Radą na takie działanie krytyka jest głębsza analiza sytuacji.

Przykład: „Kiedy wiążę się z mężczyzną, który jest emocjonalnie zagubiony, przejmuję dowodzenie w związku. Doradzam mu, załatwiam większość spraw. Jak się wtedy czuję? Czuję się silna, potrzebna i to ja kontroluję sytuację. Czy ponoszę jakieś koszty? Tak, nie mam w nim oparcia, wszystko jest na mojej głowie, czuję zmęczenie. Pytanie: czy mogę czuć się silna, potrzebna i kontrolować swoje życie, nie wikłając się w trudny związek?”. Odpowiedź na to pytanie może mieć kluczowe znaczenie dla Twojej przyszłości.

Jeśli nie potrafisz sobie na to odpowiedzieć sama, skorzystaj z fachowej pomocy.

Po drugie: Załóż dzienniczek

W specjalnym zeszycie codziennie przez miesiąc zapisuj wszystkie momenty, gdy zaobserwujesz działania twojego krytyka. Nieważne, czy jesteś sam, czy w towarzystwie. Kiedy usłyszysz jego głos, wsłuchaj się w komunikat, który ci przekazuje. Ubierz go w słowa, a potem zanotuj.

Doradzam, abyś zaopatrzył się w tym celu w notatnik, który będzie twoim Zeszytem Ćwiczeń. Na koniec dnia do każdego zanotowanego przypadku dopisz swój komentarz, a także ewentualne wskazówki, jak w przyszłości zachowasz się w podobnej sytuacji, aby uniknąć niezadowolenia z siebie.

Na przykład:

• Byłem rozkojarzony w czasie randki, czułem, że moje wypowiedzi są chaotyczne.

• Głos krytyka: Okazałem się totalnym nudziarzem, to była kompletna klapa.

• Twój komentarz: Byłem zmęczony i faktycznie straciłem koncentrację. W przyszłości w takiej sytuacji przeproszę i powiem, że mam za sobą ciężki dzień.

Inny przykład:

• Przy stoliku obok usiadła bardzo atrakcyjna kobieta. Do końca randki myślałam tylko o tym, czy ona podoba się mojemu partnerowi bardziej niż ja.

• Głos krytyka: On zauważył, że jesteś beznadziejna, gdyby mógł, wziąłby od niej numer telefonu.

• Twój komentarz: Bzdura! Nawet nie wiem, czy mu się spodobała. Nie patrzył na nią, tylko na mnie. Następnym razem postaram się pamiętać o tym, że to mnie wybrał, więc jestem dla niego atrakcyjna.

Zauważając absurdalność działań krytyka i stosując celne riposty, po kilku tygodniach pozbawisz go wpływu na swoje myśli o sobie.

Po trzecie: Pogadaj ze swoim krytykiem

Warto też uświadomić sobie, że krytyk, choć psuje ci humor i dręczy cię, ma jak najlepsze intencje. Jest przekonany, że w ten sposób ochrania cię przed rozczarowaniem. Aby się z nim zaprzyjaźnić, spróbuj zrozumieć, że wszystko robi z miłości do ciebie. Dlatego kiedy usłyszysz jego głos, możesz z nim po prostu życzliwie porozmawiać.

Najpierw jednak usiądź wygodnie, zamknij oczy i weź dwadzieścia oddechów – każde cztery normalne, a piąty jak najgłębszy. Nie rób przerw między wdechami i wydechami. W tym czasie koncentruj się na swoim ciele, nie myśl o niczym innym.

Wyobraź sobie sytuację, w której ostatnio usłyszałeś głos krytyka. Wczuj się w nią, przypomnij sobie, jak się wtedy czułeś.

Poczuj, w jakich partiach ciała gromadzi się związane z tym napięcie.

W którym miejscu odczuwasz największą słabość.

Wsłuchaj się w swoje odczucia i emocje – staraj się dokładnie usłyszeć głos wewnętrznego krytyka i zrozumieć, co mówi.

Zobacz, kim on jest. Może wcielił się w jakąś znaną ci osobę? A może wygląda tak jak ty?

Co odczuwasz w stosunku do niego?

Porozmawiaj z nim bez złości i oskarżeń.

Kiedy mówi ci: „Jesteś koszmarnym nudziarzem”, odpowiedz: „Nie musisz się o mnie tak martwić. Wiem, że robisz to dla mojego dobra, ale ja całkiem nieźle radzę sobie w towarzystwie i zobaczysz, że tym razem też tak będzie”.

Od tej pory postępuj w ten sposób zawsze, kiedy słyszysz jego głos.

W ten sposób nauczysz się zmieniać raniące słowa krytyka w konstruktywne komunikaty.

Po czwarte: Przyjrzyj się sobie z miłością

Uświadom sobie, kim jesteś! Przyjrzyj się wszystkim swoim zaletom, wspaniałym cechom, których być może nie dostrzegasz.

Kiedy zobaczyłam w drzwiach gabinetu Małgosię – śliczną, długonogą, jasnowłosą dziewczynę, w mojej głowie pojawiło się pytanie: „Czy ta przeurocza osoba może mieć problemy w miłości?”. Małgosia kilka miesięcy temu wróciła do swojego miasta po dwóch latach spędzonych w Londynie, gdzie pracowała i szlifowała język. Obecnie poczuła, że utknęła. Brak życia towarzyskiego, brak partnera… Samotne popołudnia, monotonna praca…

Poprosiłam więc, aby na początek wypisała na kartce to wszystko, z czego jest zadowolona, a nawet dumna, co uważa za swoją mocną stronę, włączając cechy charakteru, wyglądu, zdolności oraz życiowe sukcesy. Kiedy po dziesięciu minutach Małgosia wciąż siedziała nad pustą kartką, zrozumiałam, że podczas gdy ja widzę śliczną i wartościową osobę, jej lusterko pokazuje coś całkiem innego.

Podeszłyśmy więc do lustra razem.

– Małgosiu, kogo tam widzisz?

Małgosia uśmiecha się z zakłopotaniem.

– Nic, co mogłoby się podobać?

– Nie wiem…. Może uśmiech.

– Tylko uśmiech? A na przykład twoja figura?

– No, może być…

– A piękne włosy?

– No tak, może też włosy…

– Małgosiu, ja widzę w lustrze piękną kobietę o figurze modelki.

– Nigdy tak na siebie nie patrzyłam.

Kiedy przeszłyśmy do sukcesów, historia się powtórzyła.

– Małgosiu, jakie sukcesy masz na koncie?

– Ja??? Żadnych!

– Co z dyplomem magistra? Zdałaś na…?

– Bardzo dobry… Ale czy to jest sukces?

– Rozumiem, że za granicą sama dałaś sobie radę, pracowałaś, gromadziłaś oszczędności i nauczyłaś się angielskiego?

– No tak, ale nie myślałam, że to jest coś szczególnego…

Myśląc w taki sposób jak Małgosia, nie zauważamy w sobie niczego, za co moglibyśmy się cenić. To jak wejść na Mount Everest i powiedzieć: „Eeeee… tam, to nic wielkiego, ot, taka sobie górka…”.

W miejsce zadowolenia z siebie pojawia się poczucie, że niewiele sobą reprezentujemy lub wręcz jesteśmy do niczego.

Jeśli chcesz bliżej przyjrzeć się sobie, tak jak zrobiła to Małgosia, i dojść do budujących wniosków, weź ponownie swój Zeszyt Ćwiczeń.

Zatytułuj każdą z czterech kolejnych kartek:

• zdolności i umiejętności;

• cechy charakteru;

• wygląd;

• sukcesy.

Potem każdą z kartek przedziel pionowo na dwie części. W pierwszej bez fałszywej skromności wypisz wszystko to, co przyjdzie ci do głowy na własny temat. Niech będą to jednak wyłącznie pozytywne określenia.

Małgosia, gdy już odrobinę uwierzyła w to, że nie jest szarą myszką, napisała:

• Zdolności i umiejętności: łatwo się uczę, mam zdolności językowe, umiejętność adaptacji, stać mnie na podejmowanie ryzyka, jestem odważna, ambitna, obowiązkowa i pracowita.

• Cechy charakteru: jestem życzliwa, lojalna, szczera, ciekawa świata i ludzi, kochająca i wspierająca.

• Wygląd: dobra figura, wysportowana sylwetka i wysoki wzrost, ładny uśmiech, białe zęby, gęste włosy, ładne dłonie i kształtne stopy.

• Sukcesy: dyplom magistra z wynikiem bardzo dobrym, pochlebna opinia o mnie w każdej firmie, w której pracowałam, sprostanie wyzwaniu, jakim był samodzielny wyjazd do Anglii, niezależność finansowa, oszczędności, które pozwoliły mi na zakup mieszkania z niewielkim kredytem.

To jeszcze nie wszystko. Uwierzcie mi, że patrząc na Małgosię, mogłam dopisać co najmniej drugie tyle pozytywów. Ale to i tak obiecujący początek!

Ty zrób to samo!

Zastanów się, jak w skali od 1 do 10 oceniasz swoje zadowolenie z danej sfery; 1 oznacza, że poziom twojego zadowolenia jest bardzo niski; 10 oznacza, że czujesz się w pełni usatysfakcjonowany tym, co jest.

W drugiej części każdej kartki wypisz to wszystko, co możesz zrobić, aby „potencjometr” twojego zadowolenia przesunął się w górę. Jeśli w polu dotyczącym wyglądu postawiłeś ocenę 6, a chcesz dojść do 10, napisz, co możesz zrobić w tym celu.

Najpierw określ, co sprawi, że ów „potencjometr” się przesunie. Na przykład:

• Chcę schudnąć pięć kilogramów i mieć bardziej wysportowaną sylwetkę.

• Chcę lepiej się ubierać, bo często kupuję garderobę pod wpływem impulsu i potem nie jestem zadowolony.

• Chcę dobrać bardziej twarzową fryzurę, ponieważ w obecnej nie czuję się atrakcyjny.

A teraz pora na plan, który pozwoli ci to osiągnąć:

• Zapiszę się do fitness klubu i całkowicie zrezygnuję ze słodyczy, do momentu kiedy osiągnę zaplanowaną wagę.

• Zrobię remanent w szafie, oddam rzeczy, w których się sobie nie podobam, zadbam też o właściwą garderobę, robiąc plan zakupów.

• Wybiorę się do fryzjera, do którego mam zaufanie, i poproszę o dobranie modnej i efektownej fryzury.

Określ także czas, w którym to zrealizujesz:

• Na schudniecie daję sobie dwa miesiące.

• Stworzę przemyślane zestawy ubrań w ciągu roku.

• Do fryzjera wybiorę się w najbliższym tygodniu.

Doprecyzowanie terminów jest ważne, gdyż dzięki nim łatwiej ci będzie kontrolować postępy.

Nie martw się, jeśli to ćwiczenie sprawi ci trudność, a kartki wolno będą się zapełniać pozytywnymi sformułowaniami na twój temat. Rób sobie przerwy i wracaj do ćwiczenia po dwóch lub trzech dniach. Masz cały miesiąc na to, by odkryć swoje ukryte bogactwa, a także zastanowić się nad ich skutecznym pomnożeniem.

Zanim tego dokonasz, polecam ćwiczenie wizualizacyjne, które może ci w tym pomóc. Nazywa się ono koronacją królowej (lub króla).

Poznaj moc królowej

Jeśli masz trudności z wizualizacją, nagraj instrukcję łagodnym, spokojnym głosem, aby poprowadziła cię przez nią.

Na wykonanie ćwiczenia potrzebujesz około dwudziestu minut. Zapewnij sobie spokój, zadbaj, by nic cię nie rozpraszało ani nie krępowało spontanicznych zachowań.

♦ Usiądź wygodnie, ale tak, aby kręgosłup pozostawał prosty, zamknij oczy, rozluźnij się.

♦ Weź dwadzieścia oddechów w taki sam sposób, w jaki było to opisane przy rozmowie z wewnętrznym krytykiem. W tym czasie koncentruj się na swoim ciele, nie myśl o niczym innym.

♦ Następnie wyobraź sobie, że ktoś wkłada ci na głowę koronę. Poczuj własną moc. Jesteś królową. Możesz wszystko, jesteś doskonała. Teraz wstań i zacznij się poruszać tak, jakbyś była prawdziwą królową.

♦ Poznaj uczucie bycia królową. Gdzie w swoim ciele jest umiejscowione? Połóż tam rękę.

♦ Czy potrafisz to uczucie wyrazić jeszcze mocniej? Głosem, ruchem? Możesz krzyczeć, śpiewać, tańczyć, skakać. Rób, co chcesz.

♦ Jak możesz sprawić, aby mieć tej mocy więcej? Kiedy czujesz, że ją masz? Jakie to sytuacje? Co wtedy robisz? A czego nie robisz? Myśląc o takich sytuacjach, znowu przyłóż rękę do miejsca, w którym czujesz moc.

♦ To będzie twoja korona królowej. Już po zakończeniu ćwiczenia od czasu do czasu dotknij tego miejsca i przywołaj swoją moc.

I jeszcze jedno. Codziennie rano, gdy się obudzisz, witaj się z sobą jak z kimś wartościowym i ważnym. Nie wpadaj od razu w pośpiech, nie myśl o tym, co masz do zrobienia. Przez kilka minut pomyśl o sobie. Usłysz swoje potrzeby, swoje pragnienia i marzenia.

Praktykuj lubienie siebie, przywołuj swoją moc, a tymczasem my zajmiemy się kolejną, bardzo ważną sferą, która wpływa na gotowość do obdarzania i przyjmowania miłości. Tym, co w nas nieświadome.

PODSUMOWANIE

Podstawą dobrej relacji z innymi są szacunek do siebie i akceptacja własnej osoby. To pierwsza i niezwykle ważna zasada stworzenia wartościowego związku.

Rozdział II

Gdy nieświadome zmienia się w świadome

Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym będzie ono kierowało Twoim życiem, a Ty będziesz nazywał to przeznaczeniem…

Carl Gustaw Jung

Kiedy dorastamy, zdobywamy pierwsze doświadczenia miłosne, a przeżywając wzloty i upadki, raczej nie zajmujemy się teoretyzowaniem. Miłość po prostu jest albo… jej nie ma. Ci spośród nas, którzy mają szczęście spuentować ten etap słowami: „I żyli długo, i szczęśliwie”, nie widzą powodu, by zagłębiać się w temat. Zwykle nie zajmujemy się przecież naprawianiem czegoś, co nie szwankuje. To miłosne niepowodzenia i powtarzające się trudne sytuacje oraz poczucie, że coś wymyka się spod kontroli, sprawiają, że zaczynamy szukać przyczyn.

Tak jak moja klientka Beata, trzydziestopięcioletnia pielęgniarka. „Przyjaciele uważają mnie za fajną osobę. Ja mogę powiedzieć, że odbicie w lustrze pokazuje ciep­łą, pogodną kobietę. W pracy jestem lubiana, pacjenci twierdzą, że wspieram ich na duchu. Jednak, mimo tego sympatycznego wizerunku, nie wiedzie mi się w miłości. Mój pierwszy związek skończył się fatalnie. Kochałam całą sobą, ale okazało się, że Robert od dawna mnie zdradzał. I chyba widzieli to wszyscy oprócz mnie. Miałam wtedy tylko dziewiętnaście lat, więc cierpiałam, płakałam, ale w końcu doszłam do wniosku, że trudno, tak się zdarza. Po trzech latach wyszłam za mąż za Marcina, młodego lekarza, którego poznałam na stażu. Kiedy dwa lata później urodziłam Natalkę, dowiedziałam się, że mąż, zamiast pomagać mi przy naszej córeczce, umawia się z innymi kobietami. Świat mi się zawalił. Otarłam się o depresję, czułam się przeraźliwie samotna i zraniona. Tylko dzięki Natalce się nie poddałam. Rozwiedliśmy się i przez cztery lata nie związałam się z nikim. Skupiłam się na córeczce, ale wciąż miałam nadzieję, że znajdę jej kochającego tatę. Na urlopie poznałam Andrzeja. Opowiadał, że jest po trudnym związku, marzy o szczęściu i rodzinie. Wydawało się, że tym razem znalazłam swoją drugą połówkę. Rozumieliśmy się bez słów. Niestety po kilku miesiącach odkryłam, że wciąż utrzymuje kontakt ze swoją byłą. I to bynajmniej nie przyjacielski. Miałam dość. Czy ja mam wypisane na czole: „Zdradź mnie”? Znowu minęło pięć lat, od czasu do czasu, jak to zabawnie określa moja koleżanka, wyruszam na łowy. A to dam się namówić na jakąś randkę zaaranżowaną przez znajomych, a to wyjdę z przyjaciółkami do klubu, raz nawet założyłam konto w portalu randkowym. Ale trzy, cztery spotkania i czuję, że to nie to. Czy to oznacza, że już zawsze będę sama?”.

Zaczęłyśmy analizować sytuację. Pierwszym etapem było znalezienie „definicji” miłości, którą Beata utworzyła na własny użytek. Nie chodzi tylko o uczucie zawodu, które pojawiło się na skutek przeżyć ostatnich lat. Nas interesują także doświadczenia z dzieciństwa i okresu nastoletniego.

Czym jest ta osobista definicja? Warto uświadomić sobie, że choć ludzie używają tych samych słów – takich jak „Kocham cię” czy „Jesteś moją miłością” – wyrażają w ten sposób własny, subiektywny stan emocjonalny, swoje nadzieje, oczekiwania i uprzedzenia. A one mogą się bardzo różnić w poszczególnych przypadkach. To, co dla jednej osoby jest dowodem silnego uczucia, dla innej bywa przejawem słabości, dominacji, kontroli.

Zauważ, że w skrajnych przypadkach ludzie opatrują etykietką „miłość” nawet formy emocjonalnej i fizycznej przemocy.

Jeśli mamy sprecyzowane oczekiwania, świat na nie odpowiada, ofiarowując dokładnie to, czego chcemy.

Powiesz, że niemożliwe jest, by chcieć być zdradzanym, samotnym, upokarzanym i nieszczęśliwym? Owszem. Jednakże część naszych oczekiwań pozostaje nieuświadomiona i może wynikać z zakodowanych w nas uprzedzeń.

Jeśli chcesz sprawdzić, kogo przyciągasz i dlaczego – znajdź własną, indywidualną definicję miłości. W tym celu dokładnie przyjrzyj się warunkom, w których rodziły się twoje wyobrażenia o niej.

Wybierzmy się w tę sentymentalną podróż w towarzystwie Beaty.

Weź swój Zeszyt Ćwiczeń.

Zapisz w nim te same pytania, które zadałam Beacie. Daj sobie czas, aby znaleźć na nie odpowiedzi. Kiedy je znajdziesz, zanotuj.

♦ Co myśleli o miłości twoi rodzice, ewentualnie inne ważne osoby obecne w procesie twojego wychowania?

Beata: „Moi rodzice przeżyli ze sobą trzydzieści lat. Nie okazywali sobie czułości, ale nadal są razem. Choć nie widziałam nigdy, aby się przytulali i całowali. Nawet nie pamiętam, aby tańczyli, śmiali się lub trzymali za ręce”.

♦ Jak reagowali na budzenie się twojej seksualności i zainteresowanie chłopcami?

Beata: „Nie reagowali pozytywnie. Gdy miałam czternaście lat, podkochiwałam się w koledze z klasy. Nigdy nie zgodzili się, abym go zaprosiła do domu ani też poszła gdzieś z nim. Wykrzykiwali, że mam czas na latanie za chłopakami”.

♦ Jak się wtedy czułaś?

Beata: „Okropnie. Tak jakbym robiła coś złego”.

♦ Co było dalej?

Beata: „Gdy miałam szesnaście lat, spotykałam się po kryjomu z chłopakiem o rok starszym ode mnie. Ale wydało się. Rodzice strasznie krzyczeli. Ostrzegali, żebym uważała, bo chłopak wykorzysta mnie i zostawi. Oczywiście bali się, abym nie zaszła w ciążę”.

♦ Jakie to wzbudzało w tobie uczucia?

Beata: „Teraz rozumiem, że się o mnie martwili, jednak roztaczali przede mną wizję przykrych sytuacji, które mnie spotkają, gdy pozwolę sobie na tę miłość. Tak jakby kara była nieuchronna. Nie wspierali mnie, tylko straszyli. Istotnie, związek się rozpadł, a chłopak zaczął się spotykać z moją koleżanką. W tym wieku to pewnie normalne. Ale teraz widzę wyraźniej, że przyk­rość rozstania musiałam odebrać jako naturalną konsekwencję zakochania… Tym bardziej że rodzice przecież »wiedzieli lepiej«. Nie uczyli mnie myślenia o miłości w romantycznych kategoriach, a raczej w kategoriach unikania przykrych konsekwencji”.

♦ Czy w twojej rodzinie były jakieś istotne sytuacje związane z miłością i partnerstwem, które zapamiętałaś?

Beata: „Siostrę mamy zostawił mąż. Wyjechał na parę miesięcy do Stanów, ale ciągle przedłużał wizę. Chyba dlatego że poznał tam jakąś kobietę. W końcu przyznał, że ma kogoś. Ciocia często u nas bywała i zwierzała się mamie, płakała. Do dziś jest sama, bo nigdy nie pogodziła się z tym, że on nie wróci. Cały czas miała nadzieję. Ale on zapomniał i o niej, i o córce – mojej ciotecznej siostrze Iwonie. Ciocia uważa swoją miłość za porażkę”.

♦ Co o tym myślisz w kontekście własnych przeżyć?

Beata: „Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale teraz widzę, iż uwierzyłam, że miłość boli. Kiedy rozmawiamy o tych wszystkich wydarzeniach, czuję się przygnębiona. Związek rodziców nie kojarzy mi się z miłością. Może raczej z poczuciem odpowiedzialności. Ciocia już bardziej… Ale ona nasuwa mi myśli o miłości smutnej, zranionej, zdradzonej”.

♦ Co robiła twoja mama, aby czuć się kochaną?

Beata: „Trudno mi na to odpowiedzieć. Patrzyłam na związek rodziców, nie myśląc o tym, czy się kochają, czy nie. Naprawdę nie wiem, czy mama czuła się kochana. Rodzice nie okazywali sobie uczuć przy mnie. Łączyło ich raczej posiadanie dziecka, dom i tak dalej”.

♦ Co robił twój tata, aby czuć się kochanym?

Beata: „To jeszcze trudniejsze pytanie. Tata mówił niewiele, a o uczuciach nigdy. Wcześniej nie zadałam sobie pytania, czy czuł się kochany”.

♦ Jak przejawiała się świadomość miłości w życiu twoich rodziców?

Beata: „Myślę, że ta świadomość przejawiała się najbardziej przez dbanie o dom i o mnie. Nie pamiętam, aby mama mówiła kiedykolwiek o jakichś romantycznych sprawach. Kiedy rodzice komentowali problemy cioci, też bardziej koncentrowali się na tym, że jej mąż okazał się nieodpowiedzialny i tak dalej. Ignorowali fakt, że ciocia czuła się mocno zawiedziona jako kobieta, a nie tylko jako żona i matka”.

Przyszedł czas na podsumowanie. Jakie wyobrażenia na temat miłości otrzymała Beata? Poprosiłam ją, by wypisała negatywne.

Beata wypisała:

• Miłość kończy się cierpieniem.

• Nie warto ufać partnerowi.

• Kobieta może zostać wykorzystana.

• Bycie razem nie jest romantyczne.

A pozytywne? Beata siedzi nad pustą kartką, mija kilkanaście minut… W końcu wykrzykuje: „Niebywałe! Nie umiem sformułować ani jednego pozytywnego wyobrażenia. Jak to możliwe?”.

Otóż to. Beata właśnie odkryła, że chociaż miłość jest czymś, za czym tęskni i czego bardzo pragnie, zakodowała jednoznacznie negatywny przekaz jej dotyczący. Skoro uważa, że miłość boli, a partnerowi nie powinno się ufać – właśnie taką jej wersję zna, na taką jest przygotowana i dokładnie taką otrzymuje.

Ograniczające przekonania bardzo silnie wpływają na jakość naszego życia, bez względu na to, jakiej sfery dotyczą. Możemy im ulegać w kwestiach dotyczących sukcesu, pieniędzy, miłości. Zawsze są rodzajem kodu, który sprawia, że trzymamy się swojej wersji, nawet gdy jest bardzo niewygodna.

Dostrzegłeś mur? Ciesz się!

Jeśli udało ci się sformułować własne ograniczające przekonania dotyczące miłości – masz powody do radości.

Uważasz, że to głupie, aby cieszyć się z takiego odkrycia? Bynajmniej. Ci, którym to się udało, są w dużo lepszej sytuacji niż poprzednio.

Do tej pory miałeś klapki na oczach. Ciągle nabijałeś sobie guzy o mur, którego istnienia nie chciałeś lub nie umiałeś dostrzec. Jedynym sposobem na uniknięcie kolejnego zderzenia było niepodejmowanie żadnych działań. Nieruchome stanie w miejscu. Tym sposobem mur, który miał zapewniać bezpieczeństwo i chronić przed cierpieniem, jednocześnie zamykał ci drogę do szczęścia.

Teraz, gdy go dostrzegłeś, masz wybór: pozostać w bezpiecznym obszarze lub odważyć się na to, by przekroczyć granicę.

Twoje nieuświadomione uprzedzenia ujrzały światło dzienne. Już wiesz, nad czym masz pracować.

Oto kolejny etap, w którym możesz towarzyszyć Beacie. Ten etap to przejście z punktu A, w którym obecnie się znajdujesz, do punktu B, w którym pragniesz być.

Poprosiłam Beatę, by określiła, czym jest punkt A – jej teraźniejszość.

Beata: „Jestem w punkcie, w którym uświadomiłam sobie, że miłość nierozerwalnie kojarzy mi się z opuszczeniem i cierpieniem. Że taką jej wersję znam i taką realizuję. Nie znam miłości szczęśliwej, spełnionej, radosnej”.

Poprosiłam, by określiła, czym jest punkt B – upragniona przyszłość.

Beata: „Chcę, aby miłość kojarzyła mi się ze szczęściem, spokojem, z poczuciem bezpieczeństwa i ze spełnieniem. Chcę także stworzyć dobry, szczęśliwy związek”.

Kolejny krok to zmiana negatywnego przekazu zawartego w ograniczającym przekonaniu.

Uświadom sobie, jak ów negatywny przekaz działa na twoje emocje.

W ciągu każdego dnia w twoim mózgu pojawia się około 30000 myśli, spośród nich większości nawet nie zauważasz. One jednak poprzez ładunek emocjonalny – negatywny lub pozytywny – wpływają na to, co robisz ze swoim życiem. Wyobraź sobie, że ktoś tysiące razy dziennie szepcze ci do ucha: „To się nie może udać”, „To zawsze źle się kończy”, „Miłość to cierpienie”… Jak się wtedy czujesz?

Dlatego bardzo ważną sprawą jest pozytywny wewnętrzny dialog, tak zwane dobre nastawienie.

Pomocną techniką są afirmacje, czyli świadomie kreowane myśli, których zadaniem jest odwrócenie negatywnych fałszywych przekonań, a zarazem realizacja twojego celu. Są nimi szczęście i dobry związek, czyż nie?

Pamiętaj, że afirmacje nie polegają na bezmyślnym wmawianiu sobie: „Jestem szczęśliwy”, choć w tej samej chwili z oczu płyną łzy. Nie można też traktować ich mechanicznie, pisząc lub powtarzając i zerkając jednocześnie w telewizor.

Prawidłowa i skuteczna afirmacja to taka, z którą się utożsamiasz i której terapeutyczne działanie czujesz.

Zmieńmy przekonania negatywne w pozytywne.

Oto negatywy:

• Miłość kończy się cierpieniem.

• Nie warto ufać partnerowi.

• Kobieta może zostać wykorzystana.

• Bycie razem nie jest romantyczne.

Zacznijmy od sformułowania kilku pozytywnych przekonań przeciwstawnych do tych powyżej.

Oto afirmacje, które sformułowała Beata:

• Miłość nigdy się nie kończy.

• Wszechświat jest pełen miłości.

• Czuję się kochana przez cały wspierający wszechświat.

• Swobodnie daję i otrzymuję miłość.

• Kocham siebie, daję miłość i otrzymuję miłość.

• Zasługuję na miłość, więc ją otrzymuję.

• Przyciągam do siebie kochających partnerów.

• Kocham i jestem kochana.

Możesz zastosować niektóre z tych afirmacji. Możesz także stworzyć swoje. Ważne, abyś czuł, że się z nimi utożsamiasz, że pragniesz, by stały się rzeczywistością.

Stosuj afirmacje przez cały najbliższy miesiąc. Wczuwaj się w nie.

Doskonałą metodą jest świadome pisanie ich, ponieważ ta forma sprzyja skupieniu. Jeśli poczujesz opór w stosunku do nowo sformułowanego twierdzenia, nie zaprzeczaj temu. To całkiem naturalne i oznacza, że konstrukcja, którą budowałeś z lęku i uprzedzeń przez całe lata, broni się przez zburzeniem.

Dlatego w chwili gdy poczujesz opór, zatrzymaj się i przyjrzyj swoim uczuciom. Piszesz na przykład: „Swobodnie daję i otrzymuję miłość”, a słyszysz głos, który woła: „To nieprawda!”.

Czy chcesz się poddać? Nie?

Napisz więc: „To prawda, że ja (możesz wpisać swoje imię) swobodnie daję i otrzymuję miłość”.

Albo miłość, albo lęk

Poczyniłeś już pierwsze kroki na drodze do uwolnienia się od dawnych ograniczających przekonań. Zajrzeliśmy wspólnie w przeszłość i odkryliśmy mechanizm ograniczających cię przekonań. Co jeszcze możesz zrobić?

Wróćmy do teraźniejszości i przyjrzyjmy się, jak w ostatnich latach układały się twoje relacje. Co było w nich głównym wyzwaniem? Z czym sobie nie radziłeś, co się w nich powtarzało jak lekcja do przero­bienia?