Wydawca: Filia Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 351 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Szczęście all inclusive - Krystyna Mirek

Szczęście czasem jest na wyciągnięcie dłoni, ale bywa, że trzeba po nie wyruszyć aż do Grecji.
Piękna grecka wyspa skąpana w południowym słońcu, gaje oliwne, plaże, luksusowy hotel i galeria interesujących bohaterów.
Beata, która musi przewartościować swoje życie i uwolnić się z toksycznego związku, Jakub, któremu piękna figura i pozycja zawodowa narzeczonej przesłoniła własne pragnienia, dynamiczna Agnieszka, która czerpie z życia pełną garścią ale zapomina o najważniejszym, i nieludzko przystojny Grek, Kostas, właściciel gaju oliwnego.
Wszyscy spotykają się w luksusowym hotelu w samym środku upalnego lata. Ciąg wydarzeń sprawi, że dla każdego z nich greckie wakacje okażą się

przełomowe. Bo szczęście przychodzi znienacka, zaskakuje i obezwładnia jak piękne krajobrazy słonecznej wyspy. Szczególnie szczęście all inclusive.
Lekka, wakacyjna opowieść o wartkiej akcji i ciepłym przesłaniu, skąpana w południowym słońcu uroczej, greckiej wyspy.

Opinie o ebooku Szczęście all inclusive - Krystyna Mirek

Fragment ebooka Szczęście all inclusive - Krystyna Mirek

ROZDZIAŁ 1

Błagam! Niech wszystkie spóźnione lebiegi, niepozbierane ciamajdy, roszczeniowe palanty i inne życiowe ofermy omijają to miejsce jak najszerszym łukiem – niebieskooka dziewczyna o wdzięcznym imieniu Berenika, zwana powszechnie Beatką, stała przy szklanych, obklejonych niemiłosiernie reklamami drzwiach salonu i hipnotyzowała pustoszejącą powoli szeroką alejkę galerii.

Chociaż jej ciało – uwięzione w firmowym kostiumie i pełnych butach na wysokim obcasie – wciąż tkwiło w salonie sprzedaży wiodącego na rynku operatora telefonii komórkowej, to dusza była już bardzo daleko. Pływała w ciepłym morzu, zanurzała dłonie w piasku i grzała się w promieniach słonecznych. Była na urlopie. Wymarzonym i najpiękniejszym, gdzie wszystko układało się doskonale.

Ciało musiało jeszcze trochę wytrzymać. Ostatnie dziesięć minut pracy oraz jutrzejszą rozmowę z szefem, podsumowującą cały rok ciężkiej harówki. Potem tylko podpisanie umowy na stałe, zasłużona, dawno obiecana premia i wreszcie wolne.

Beata uważnie obserwowała wskazówki zegara i w duchu modliła się, żeby te ostatnie minuty, jakie pozostały do zamknięcia salonu, minęły spokojnie i bez niespodzianek. Była naprawdę bardzo zmęczona.

Pierwszy dzień wakacji dobiegał końca. Studenci potężną falą odpłynęli do rodzinnych domów, część urlopowiczów wyjechała już w wymarzone miejsca. Miasto trochę opustoszało. Co nie oznacza, że dzisiaj nie było klientów, a praca stała się lżejsza. Wręcz przeciwnie. Galerie handlowe przeżywały prawdziwe oblężenie. Grupki gimnazjalistów, bez pieniędzy, ale za to z mnóstwem czasu, żądały wyciągania i pokazywania promocyjnych modeli telefonów. Dorośli, którzy mieli wolne, ale nigdzie nie wyjeżdżali, wreszcie znajdowali czas, by zapoznać się z dostępną ofertą. Każdy oczekiwał cudu. Najnowszego aparatu, najlepiej za złotówkę, ale bez abonamentu. Chętnie wszystko za darmo i żeby jeszcze każdego klienta pocałować w rękę i godzinę wokół niego skakać, nie zważając na formującą się z tyłu coraz bardziej sfrustrowaną kolejkę.

Beata wyciągnęła na moment nogę z buta i ulgą postawiła obolałą, zmęczoną stopę na chłodnych płytkach. W ciągu dnia nie miała ani chwili, by usiąść i odpocząć choć przez moment. Do zamknięcia pozostało jeszcze pięć minut. Upragniony koniec pracy zbliżał się z każdą chwilą.

Za moment będę wolna – pomyślała. – Chyba że jakaś spóźniona łamaga wejdzie w ostatniej chwili, oczywiście nie po to, by szybko kupić doładowanie, ale po to, by załatwić jakąś długą, żmudną, wymagającą czasu sprawę – dokończyła wbrew sobie, bo doświadczenie niestety nakazywało brać pod uwagę i taki scenariusz.

Mogła uprzejmie wyprosić takiego delikwenta, ale to złożona i ryzykowna operacja dyplomatyczna. Dla firmy klient stanowił istotną wartość, pracownik niekoniecznie. Każdy centymetr salonu był monitorowany. Szef lubił wyrywkowo sprawdzać filmiki, a potem na ich podstawie niszczyć pracowników. Zwłaszcza tych, którym należało dać premię lub przedłużyć umowę na stałe. A Beata była właśnie w takiej sytuacji. Wiedziała, że nie zaryzykuje. Z czarującym uśmiechem na twarzy przyjmie spóźnionego klienta, nawet jeśli w głębi duszy uważałaby go za skończonego palanta.

Teraz najważniejszy był urlop.

Po drugiej stronie alejki handlowej znajdowało się biuro podróży. Kobieta codziennie wpatrywała się w zmieniające się tam plakaty i dopieszczała swój plan. Wprawdzie rezerwację zamierzała złożyć w ostatniej chwili w innym punkcie – czyli w tym, w którym pracowała jej mama – ale marzenie pielęgnowała na bieżąco, całymi dniami, na miejscu.

Spojrzała na zegarek. Zostały jeszcze trzy minuty. Odwróciła się od drzwi i powoli zaczęła cieszyć się końcem pracy. Usiadła przed komputerem, żeby zamknąć system, i wtedy oczywiście stało się to, co nieuniknione. Do salonu wpadł jakiś mężczyzna. Wyraźnie zmęczony i zestresowany, lekko zmięty czterdziestolatek. Kolejna ofiara korporacyjnych realiów. Galeria czynna do dwudziestej drugiej, a temu zapewne ledwo udało się odkleić od służbowego laptopa, żeby zdążyć na ostatnią chwilę.

– Chciałbym zgłosić reklamację – zawołał, a ona tylko przymknęła oczy.

Wytrzymaj – powiedziała sobie w duchu. – Jeszcze tylko jeden dzień. A potem greckie morze, plaża, słońce i miłość all inclusive. W pełnym wydaniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Wreszcie, po długich miesiącach oczekiwania.

Uśmiechnęła się wprost do kamery i rozpoczęła procedurę. Z wyraźną ulgą mężczyzna usiadł na fotelu. Nie sprawiał wrażenia takiego, któremu przede wszystkim zależało na szybkim załatwieniu sprawy. Raczej cieszył się chwilą odpoczynku.

Beata westchnęła dyskretnie i zacisnęła zęby.

* * *

Piętro wyżej w kąciku zabaw wraz z dwiema absolwentkami studiów nauczycielskich, które mimo licznych starań nie znalazły pracy w zawodzie, siedział znużony sześciolatek. W ciągu ostatnich godzin mocno dał w kość swoim opiekunkom. Właściwie przez większość czasu obie zajmowały się prawie wyłącznie nim. Było to konieczne, żeby uchronić inne, pozostawione pod ich opieką dzieci przed jego nieustannymi i agresywnymi atakami, a zabawki i wyposażenie przed całkowitym zniszczeniem. Obie dziewczyny kilkakrotnie dzwoniły pod wskazany w formularzu numer kontaktowy matki, ale nikt nie odbierał. Nie mogły zrobić nic więcej, jak tylko starać się jakoś przetrwać to piekło. Oczywiście elegancka mama, oddając chłopca pod opiekę, ani słowem nie wspomniała, że nie potrafi on nawiązywać relacji z rówieśnikami, za to jest mocno nadpobudliwy, agresywny i zupełnie nie stosuje się do poleceń dorosłych, choć w formularzu była specjalna rubryczka przeznaczona na takie informacje.

Teraz trochę się zmęczył, usiadł na ustawionej przy drzwiach miękkiej pufie, podparł głowę dłońmi i wpatrywał się w pustoszejący powoli korytarz. Wyraźnie czekał na rodziców. Dziewczyny stały obok, bojąc się głośniej odetchnąć, żeby go nie spłoszyć. W ciągu tych kilku spędzonych z nim godzin zdążyły mocno pożałować, że nie wybrały sobie jakiegoś praktyczniejszego kierunku studiów. Ekonomia i marketing na przykład. Wypełnianie tabel, stres i pośpiech, przekładanie ton papierów na biurku, odbieranie wiecznie dzwoniących telefonów oraz setek wiadomości. Magia i marzenie w porównaniu z tym, co się tutaj działo.

Do zamknięcia pozostała jeszcze minuta, a matki sześciolatka wciąż nie było. Dziewczyny usiadły – po raz pierwszy tego dnia, identycznie jak chłopiec – i, podpierając zmęczone głowy, wpatrywały się w drzwi. Na samą myśl, że w ten właśnie sposób spędzą całe lato, mocno cierpła im skóra. Ale w tym roku na żaden urlop nie miały szans. Całe wakacje musiały pracować w tym miejscu, licząc w głębi duszy na to, że od września może uda się znaleźć etat w jakiejś szkole.

Głód ściskał im żołądki, a wzrok podążał w stronę znajdującej się naprzeciwko eleganckiej restauracji. W opustoszałym wnętrzu siedział już tylko jeden klient. Dobrze ubrany, przystojny mężczyzna, pachnący na odległość i przez szybę sukcesem oraz światowym życiem. Dziewczyny westchnęły zgodnie. Chętnie zamieniłyby się z nim miejscami.

* * *

Jakub tkwił przy stoliku, choć sam nie rozumiał swojego uporu. Zamykali. Kelner, początkowo bardzo miły, teraz w ostentacyjny sposób ścierał stoliki i składał krzesła, dając ostatniemu klientowi wyraźny sygnał, że czas kończyć. Jakub dawno już zjadł kolację, wypił kolejne proponowane przez obsługę napoje i zjadł deser. Trzy godziny temu narzeczona przysłała mu wiadomość, żeby coś zamówił, bo ona troszeczkę się spóźni. Już wtedy czuł, że ich spotkanie nie dojdzie do skutku. Mimo to siedział jak przyklejony, tylko po to, by odebrać kolejną wiadomość z poleceniem, by zapłacił i wziął rachunek na firmę, a następnie wrócił taksówką do hotelu, sprawdził, czy do jutrzejszego wyjazdu wszystko przygotowane i położył się spać.

Aż dziw bierze, że nie wspomniała o umyciu zębów i założeniu piżamki – zgrzytnął zębami i ze złością uderzył dłonią w stolik.

Spojrzał na swój drogi zegarek, prezent od narzeczonej. Ze szwajcarską precyzją – z którą dyskutować naprawdę nie było sensu – wskazywał minutę do zamknięcia lokalu. Na wyświetlaczu komórki wciąż otwarta widniała ostatnia wiadomość od Oliwii: spotkanie się przedłużyło, zobaczymy się w hotelu, kocham cię.

Gdyby nie te ostanie słowa, nie miałby wątpliwości, że w jego związku coś jest nie tak. Ale im dłużej wpatrywał się w ten komunikat, tym bardziej czuł, że powinien być bardziej wyrozumiały. Pozycja zawodowa Oliwii nie dawała jej wyboru. Musiała bywać na bankietach i służbowych kolacjach, a te często się przedłużały. Te wszystkie lata, w których zajmowała kierownicze stanowisko, wymagające twardej ręki i stanowczości, pozostawiły po sobie ślad w postaci surowego tonu, nawykowego wydawania poleceń i może nieco zbyt autorytatywnego sposobu bycia. Zapewne trudno było jej zmienić się w ciągu kilku tygodni, ale powoli to przecież nastąpi. W życiu prywatnym nie da się funkcjonować w ten sposób.

Jutro wyjeżdżali na urlop. Dwa wspólne tygodnie z dala od biura pozwolą im poznać się z zupełnie innej strony i ustalić lepsze reguły postępowania na przyszłość. Był to najwyższy czas, bo atmosfera stawała się coraz bardziej napięta.

Ku wyraźnej uldze zmęczonego kelnera, Jakub wstał i zapłacił. Dał mu sowity napiwek (na koszt firmy), mimo że lista poleceń tego nie przewidywała, bo – w przeciwieństwie do swojej narzeczonej – dobrze wiedział, jak to jest być szeregowym pracownikiem z pensją wciąż nie wystarczającą na konieczne wydatki. Wychodząc z kawiarni minął strażnika, który kierował do wyjścia ostatnich spóźnionych i jakąś kobietę, zmierzającą w przeciwnym kierunku powolnym, niepewnym krokiem. Obejrzał się za nią z ciekawością, ale jego myśli szybko wróciły do własnych spraw.

* * *

Alina Krążek z trudem stawiała kolejne kroki. Podeszwy ciążyły jej coraz bardziej, kolana zginały się z wysiłkiem, a mięśnie zapominały naturalnych odruchów i nie chciały współpracować. Szła tak wolno, jak to tylko możliwe.

Jeszcze jedna minuta – myślała – może dwie, tych niezwykle cennych: ulgi, odpoczynku i wytchnienia.

Wybrała ten moment specjalnie. Teraz przynajmniej nikt za nią nie będzie się oglądał. Korytarze opustoszeją zupełnie. Zabraknie starszych pań zawsze chętnych do robienia znaczących min i rzucania kąśliwych uwag, bezczelnych smarkaczy śmiejących się w głos i wymuskanych mamusiek prowadzących z dumą swoje udane, ładne i grzeczne pociechy.

Zostanie tylko ona i jej problem.

Z trudem powstrzymała się, aby opanować niestosowne pragnienie natychmiastowej ucieczki. Raczej powinna się pospieszyć. Do załatwienia pozostało jeszcze sporo spraw. Jutro pierwszy dzień urlopu i wylot w naprawdę niezwykłe, wymarzone miejsce.

Gdyby jeszcze można było gdzieś zostawić Franka – ta myśl pojawiła się mimo woli i Alina rozejrzała się wokół, czy przypadkiem nie jest widoczna dla innych. Ale korytarz był pusty.

Chciała, naprawdę bardzo pragnęła być dobrą matką, ale to wydawałoby się dość proste i naturalne zadanie, z którym większość kobiet radzi sobie bez najmniejszego trudu, zdecydowanie ją przerosło. Czas, który miał przynieść poprawę, nie nadszedł. Co więcej z każdą chwilą odbierał nawet najmniejsze resztki nadziei. Franek sprawiał coraz więcej kłopotów.

Gdyby tylko można go było na te dwa tygodnie zostawić – stały refren jej codziennych pragnień znów się pojawił.

Ale lista osób, które chciałyby się nim zająć, była już od dawna prawie pusta. Nikt, kogo znała, nie podjąłby się takiego wyzwania. Tylko opiekunka, ale nawet ona odmówiła.

Kącik zabaw, w którym rodzice zostawiali pociechy na czas zakupów, był już dobrze widoczny. Mimo to zwolniła jeszcze bardziej.

– Proszę opuścić teren galerii, zaraz zamykamy. – Zaskoczył ją głos strażnika.

– Już wychodzę. – Wzdrygnęła się i przyspieszyła kroku. – Muszę tylko odebrać syna.

Strażnik spojrzał w kierunku kącika zabaw, a w jego wzroku zobaczyła wszystko to, co doskonale znała – zaskoczenie, a potem potępienie.

Jaka matka odbiera dziecko z galerii o tej porze? Ta myśl była wyraźnie widoczna w jego rozszerzonych zdumieniem źrenicach.

Właśnie taka – odpowiedziała mu telepatycznie i energicznie nacisnęła klamkę. Zwlekanie nie miało sensu, trzeba było stawić czoła temu, co nieuniknione.

– Mama! – wrzasnął Franek na jej widok, ale zamiast rzucić się w ramiona rodzicielki, na którą w sposób widoczny od dłuższego czasu czekał, pobiegł z wrzaskiem w stronę drabinek, a następnie wskoczył w sieć wąskich, kolorowych tuneli. Alina najpierw stanęła bezradnie, bynajmniej niezaskoczona reakcją chłopca. Potem westchnęła i przy pomocy obu opiekunek z trudem wyciągnęła syna z basenu z kolorowymi piłkami, do którego ostatecznie wpadł i, trzymając chłopca mocno za dłoń, zdołała go wreszcie wyprowadzić z pomieszczenia.

Kiedy drzwi się za nią zamknęły, obie dziewczyny oparły się o nie ocierając pot z czoła. Już nawet nie miały ochoty wspominać o złamanych punktach regulaminu, minutach spóźnienia ani niekompletnych danych wpisanych do formularza. Gdyby mogły, dopłaciłyby tej kobiecie, byleby wreszcie zabrała swoje dziecko.

Alina ciągnęła przez pustą galerię opierającego się Franka, a przy tym towarzyszył jej trzask rolet zamykanych w mijanych sklepach i gasnące światła. Szybko opłaciła bilet parkingowy i jak zwykle z trudem zapakowała syna do samochodu. Zatrzasnęła drzwiczki i przez chwilę patrzyła w granatowe, rozgwieżdżone niebo. Chłopiec coś wrzeszczał w środku, ale jego głos był mocno przytłumiony. Alina musiała wziąć głęboki oddech i zebrać siły, by wsiąść do środka. Czuła się bardzo zmęczona. Tak bardzo pragnęła urlopu. Odpoczynku i chwili spokoju. Ale tylko z mężem. Jak kiedyś, w innej epoce, kiedy jeszcze nie mieli dziecka.

Stłumiła te niestosowne myśli.

A może wszystko się jeszcze ułoży – zamarzyło jej się przez chwilę – przecież takie wspólne dwa tygodnie w pięknym miejscu i spokojnej atmosferze mogą zdziałać cuda.

Jutro będzie nowy dzień, oby jak najszybciej – lekko podniesiona na duchu odważnie otworzyła drzwi samochodu i stawiła czoła rzeczywistości.

ROZDZIAŁ 2

Beata otworzyła oczy, zanim świt zdołał lekko musnąć brudne szyby kawalerki, którą wynajmowała wspólnie ze swoim chłopakiem. Przeciągnęła się i z radością wyskoczyła z łóżka, natychmiast potykając się boleśnie o stojące w ciasnym pokoju dawno spakowane walizki. Były one elementem sprytnego planu, mającego na celu zorganizowanie pięknych, ale niedrogich wakacji.

Jej mama pracowała w biurze podróży i trzymała rękę na pulsie. Jeśli ktoś z klientów z przyczyn losowych odwoła wyjazd, będą mogli zająć jego miejsce, płacąc połowę rzeczywistej ceny. Łatwiej byłoby, gdyby miejsce pobytu było im obojętne, ale Beata uparła się na Grecję. Wybór się zawęził, ale mama była dobrej myśli. Dzisiaj odlatywały trzy spore grupy. Do jednego z najbardziej luksusowych hoteli na Krecie i dwóch o niższym standardzie. Istniała szansa, że w razie jakichś nieprzewidzianych wydarzeń może się pojawić wolne miejsce. Dlatego od godziny trzynastej mieli oboje z Kacprem trwać w pełnej gotowości pod telefonem i czekać.

Dziewczyna, masując obolałe kostki, pobiegła do łazienki. O dziewiątej miała się stawić w biurze, by załatwić ostatnie formalności związane z przedłużeniem umowy o pracę. Szczególnie mocno zależało jej na obiecanej premii. Wypłata pokrywała jedynie na bieżące wydatki i właściwie nigdy nie udawało się odłożyć jakiejś znaczącej kwoty. Beata dokonywała cudów, by wygospodarować jakieś fundusze na rzeczy potrzebne do wyjazdu. Oczywiście Kacper cały czas powtarzał, że natychmiast, jak tylko znajdzie pracę, wszystko jej odda, a poza tym dołoży się do wakacji. Kiwała głową i udawała przed nim, a także trochę sama przed sobą, że jeszcze w to wierzy.

Wybiegła z łazienki i, podskakując, wsunęła buty.

– Ostatni raz zakładam wąską spódnicę i marynarkę do koszulowej bluzki – powiedziała cicho. – Już niedługo będę nosiła zwiewne sukienki, opięte spodenki i bluzki z dekoltem.

Odruchowo spojrzała na Kacpra. Spał mocno. Spod kołdry wystawał czubek głowy i kilka długich kosmyków włosów. Uśmiechnęła się z czułością. Oboje potrzebowali chwili wytchnienia. Ostatnio proza życia tak mocno wdarła się w ich codzienność, że na nic innego nie było już miejsca. Z jej strony praca bez końca, kolejne rachunki do zapłacenia i ciągła gonitwa, by podołać wszystkim domowym i zawodowym obowiązkom. Kacper z kolei wciąż podejmował próby znalezienia jakiegoś zajęcia i nieustająco oczekiwał na odpowiedź od potencjalnego pracodawcy. Nic dziwnego, że ich związek zaczynał przeżywać swój pierwszy poważny kryzys. Mimo że nie brakowało czułych słów i romantycznych gestów, Beata budziła się czasem z myślą, że zamiast kolejnego gorącego wyznania napisanego na lustrze w łazience wolałaby, żeby Kacper po prostu wyniósł śmieci albo posprzątał mieszkanie.

Masz to, o czym większość kobiet może tylko pomarzyć – pomyślała sobie jak zwykle. Ale już od kilku tygodni czuła, że zmiana jest konieczna. Zbyt długo zamiatali problemy pod dywan. Wiele spraw czekało na stosowny moment, aby w spokoju je omówić. Ale wciąż nie było czasu. Potrzebowali długich spacerów i chwil dla siebie. To było niezbędne dla dalszego funkcjonowania związku. Beata czuła, że stoi pod ścianą. Musieli oboje zmienić kurs. W przeciwnym razie katastrofa była nieunikniona.

W biegu przełknęła zimną kawę, której resztka od dwóch dni tkwiła w starym ekspresie, i przegryzła czerstwą piętką chleba, ponieważ w kuchni nie było niczego innego nadającego się do jedzenia.

Weszła do jedynego w ich mieszkaniu, malutkiego pokoju, który służył za sypialnię, pokój dzienny i tymczasowe biuro jej chłopaka.

– Kacper, obudź się. – Szarpnęła mężczyznę za ramię.

On tylko coś mruknął i odwrócił się na drugi bok.

– Obudź się – powtórzyła głośniej.

– Kochanie, pracowałem do czwartej nad ranem. – Głos Kacpra był ledwo słyszalny. – Bądź człowiekiem, daj pospać.

– Wychodzę – westchnęła Beata, której słowa wypowiedziane przez chłopaka nie zaskoczyły w najmniejszym nawet stopniu. Słyszała je bardzo często.

Mężczyzna przewrócił się na drugi bok i błyskawicznie zasnął.

– Wychodzę – powtórzyła głośniej dziewczyna i znów pociągnęła go za ramię. – Mógłbyś zrobić jakieś podstawowe zakupy? Potem może nie być na to czasu.

Kacper znów coś mruknął nieprzytomnie.

– Słyszysz mnie? – krzyknęła głośniej.

– Słyszę. – Otworzył wreszcie oczy i najwyraźniej wreszcie się rozbudził. – Słonko moje – powiedział jak zawsze czule zachrypniętym od snu głosem. Podparł się na łokciu, odsłaniając dobrze umięśnioną klatkę piersiową, o którą starannie i fachowo dbał, po czym spojrzał na nią z uśmiechem, który tak bardzo lubiła.

Beata znów poczuła podziw i dumę ze swojego przystojnego chłopaka.

– Kotku, wiem, że się denerwujesz – powiedział spokojnie Kacper i pogłaskał ją po policzku – ale wszystko będzie dobrze. Spróbuję zrobić te zakupy – dodał z miną sugerującą, że zdobywa się właśnie na wielkie poświęcenie.

– To dobrze – westchnęła Beata. – Tylko nie zapomnij.

– Spróbuję – obiecał, przecierając oczy – chociaż jestem kompletnie wykończony. Ale opłaciło się – pochwalił się z dumą. – Wpadłem na naprawdę genialny pomysł. Napisałem świetny artykuł. Dzisiaj go wyślę i zobaczysz, największe redakcje będą się bić o możliwość opublikowania mojego tekstu.

– Na szafce kładę ci pieniądze i listę. – Kobieta nie skomentowała ani słowem tych rewelacji. Przez trzy lata związku z bezrobotnym absolwentem dziennikarstwa zdążyła się przyzwyczaić do wspaniałych tekstów, niezwykłych artykułów i sensacyjnych felietonów, które produkował on w dużych ilościach, rozsyłając je potem do wielu redakcji. Jak dotąd zawsze bezskutecznie.

– Zrób zakupy – powtórzyła.

– Pamiętam – powiedział i posłał jej buziaka.

Wyszła z mieszkania, bo czas naglił, ale nie była wcale spokojniejsza. Dręczyła ją obawa, że ledwo zamkną się za nią drzwi, Kacper padnie na poduszki i ponownie zaśnie.

W ich wspólnym życiu obowiązywał podział jak w dobrej bibliotece. Poezja i proza znajdowały się w osobnych, ściśle wydzielonych działach. To pierwsze było domeną Kacpra, drugie należało do niej. Dziewczyna długo akceptowała ten stan rzeczy bez zastrzeżeń, ale teraz czuła, że nadszedł czas na zmiany. Wymarzony urlop stanie się okazją do przedyskutowania tego układu. Był już ku temu najwyższy czas. Beata powoli czuła, jak kończy się jej cierpliwość.

* * *

Opiekunka przyszła jak zwykle o godzinie szóstej. Było to konieczne, mimo że oboje rodzice właśnie zaczęli urlop, aby wyjazd mógł dojść do skutku. Oni sami to zbyt mało, by poskromić Franka. Zmuszeni byli prosić o pomoc fachową siłę.

Alina nie znosiła opiekunki swojego syna. Pani Jadwiga to prosta kobieta bez pojęcia o psychologii. Emerytowana sprzedawczyni, która całe swoje życie spędziła za ladą sklepu mięsnego. Była dość pewna siebie, momentami bezczelna. Wciąż rzucała jakieś dziwne aluzje, kwestionowała opinie specjalistów i śmiała twierdzić, że Franek to miłe i grzeczne dziecko. W normalnej sytuacji matka chłopca nawet by z nią nie rozmawiała. Ale tylko pani Jadwiga radziła sobie z jej synem i jako jedyna przetrwała w rodzinie trudny okres próbny i zgodziła się zostać na dłużej.

Alina usłyszała dźwięk przekręcanego w zamku klucza, cichy trzask zamykanych drzwi łazienki, gdzie opiekunka myła ręce przed podjęciem obowiązków, a potem ten niezwykły głos, który zawsze sprawiał, że serce ściskało jej się boleśnie – spokojny ton jej syna, którym witał nianię wchodzącą do jego pokoju.

Łzy przykrości spłynęły jej po policzku. To było właśnie najgorsze. Nie mogła rzucić opiekunce w twarz oskarżenia o kłamstwo. Bo rzeczywiście, kiedy Franek był z nią, zachowywał się zupełnie inaczej, niż gdy zajmowali się nim rodzice. Alina otarła łzę i opanowała się. Nie chciała, by płacz przeszedł w szloch, jak to często bywało i obudził męża. Wyjeżdżali dzisiaj na wakacje i miał to być dla wszystkich miły dzień.

Ale choć łzy obeschły, zduszone siłą uczucie przykrości wciąż ściskało jej gardło. Z dziecięcego pokoju dochodził wesoły głos Franka. Ustalali z panią Jadwigą, co będzie na śniadanie. Alina westchnęła. Jej samej nigdy, przenigdy, nie udało się spokojnie obudzić syna ani niczego z nim normalnie przedyskutować. Kiedy był młodszy, płakał, potem krzyczał, a ostatnio na jej widok zaczynał skakać po pokoju jak szalony. Była już u wielu specjalistów, miała w szufladzie stos opinii psychologicznych, dziesiątki porad i zaleceń, czasem wykluczających się wzajemnie. Była stałym uczestnikiem forów internetowych dla matek nadpobudliwych dzieci. Stosowała różne metody, ale żadna z nich nie okazała się skuteczna.

Dźwięki przeniosły się do kuchni. Słychać było stukot talerzyków, brzęk układanych na stole sztućców. W tle jak zwykle płynęła historia o kurkach, której Alina nienawidziła ponad wszystko. Pani Jadwiga mieszkała na obrzeżach miasta, w skromnym domu z dość dużym ogrodem. Miała sad, warzywnik i kilka kur. Codziennie przynosiła dla Franka jakieś smakołyki: owoce, warzywa, a w zimie własnoręcznie robione przetwory, często też jajka na poranny posiłek. Potem, przyrządzając dziecku śniadanie, snuła opowieści o kurkach, które rzekomo znosiły jajka specjalnie dla Franka. Jasna kurka białe, czerwona ciemniejsze. Te opowieści wydawały się Alinie proste, żeby nie powiedzieć prostackie. Jej zdaniem chłopiec zasługiwał na coś dużo lepszego. Jeszcze kiedy była w ciąży, wyposażyła domową biblioteczkę w całą klasykę literatury dziecięcej. W salonie stały dwa potężne regały pełne książek, malowanek i wycinanek. Zawierały bogaty pakiet dostępnej na rynku wartościowej literatury przeznaczonej dla dzieci. Od tekturowych książeczek dla najmłodszych po powieści przygodowe dla nastolatków. Ale jeśli Franek się nimi interesował, to tylko po to, by drzeć je na strzępy lub rozrzucać po pokoju.

Za to opowieści o kurkach mógł słuchać bez końca. Oczywiście wyłącznie kiedy rodziców nie było w domu lub znajdowali się za zamkniętymi drzwiami. Zapach jajecznicy podrażnił czułe powonienie Krzysztofa, męża Aliny, który poruszył się niespokojnie.

Spojrzała na niego z czułością. Za chwilę się obudzi i będzie musiał stawić czoła wyzwaniu, jakim jest wyprawa na lotnisko z Frankiem i bagażami jednocześnie. Przez chwilę pożałowała, że pani Jadwiga jednak nie mogła wybrać się wspólnie z nimi. Zgrzytnęła zębami na wspomnienie argumentów opiekunki. Pierwszy jeszcze był w porządku: chciała skorzystać z dwóch tygodni wolnego czasu i wykonać zaległe badania lekarskie, ale stwierdzenie, że tak będzie lepiej, bo chłopiec potrzebuje obecności rodziców, było ciosem poniżej pasa. Franek pragnął różnych rzeczy, ale dla każdego było wyraźnie widoczne, że na liście jego marzeń czas spędzony wspólnie z mamą i tatą zajmuje bardzo odległe miejsce.

Alina westchnęła, wsunęła się ostrożnie pod ciepłe ramię męża i położyła głowę na jego piersi. Przez chwilę wsłuchiwała się w uspokajające bicie jego serca. Bardzo kochała Krzysztofa. Chciała, żeby był szczęśliwy. Kochała też swojego synka. Mimo wszystkich trudności, jakie sprawiał, oraz całego wstydu, którego przez te wszystkie lata najadła się z jego powodu. Wciąż mu wybaczała i nie traciła nadziei, że będzie lepiej. Czuła się tylko bardzo znużona i taka bezradna.

Może ten urlop rzeczywiście coś zmieni – słabiutka iskierka optymizmu znów na chwilę zapaliła się w jej sercu. Pocałowała męża w podkoszulek, dokładnie w tym miejscu, gdzie biło jego serce. On też na to zasłużył.

Czy ten świat nie mógłby choć raz wykazać się jakąś sprawiedliwością i dać dwojgu umęczonych ludzi choć maleńką chwilę wytchnienia?

– Proszę, niech tak się stanie – wyszeptała żarliwie.

* * *

Jakub obudził się o szóstej. Wyłączył budzik i spojrzał na drugą stronę łóżka. Oczywiście była pusta. Oliwia zdążyła już wstać. Rozejrzał się po niewielkim pokoju hotelowym, ale narzeczonej nigdzie nie było. Zza uchylonych drzwi do łazienki nie dochodził żaden dźwięk.

Mężczyzna wstał z trudem, zmęczony ostatnimi tygodniami wytężonej pracy. Przetarł zamykające się powieki i podszedł do balkonu. Odsunął gęste firanki, ale wygodne fotele, rozstawione tak, aby można było oglądać panoramę wawelskiego wzgórza, również były puste. Oliwia musiała wyjść z pokoju. Zapewne wezwana jakimiś naglącymi sprawami służbowymi.

Jakub westchnął i powlókł się pod prysznic. Na polu zawodowym dotrzymanie kroku narzeczonej było właściwie niemożliwe. Zawsze była kilka długości przed nim. Awansowała w zawrotnym tempie, a jej kariera mogłaby służyć jako przykład w amerykańskich poradnikach dotyczących osiągania sukcesu. On też ostatnio ruszył z martwego punktu, ale satysfakcja z lepszej posady i bardzo dobrych warunków finansowych była podszyta lekką nutą goryczy. Awans zawdzięczał swojej narzeczonej. I chociaż on sam czuł, że zasłużył na stanowisko asystenta szefowej, to większość kolegów i koleżanek z redakcji była zdania, że jedynym powodem, dla którego je otrzymał, było prywatne zainteresowanie redaktor naczelnej – wpływowej w medialnym świecie kobiety sukcesu – jakie nagle, niespodziewanie i ku sporemu zdumieniu otoczenia poczuła do szeregowego pracownika. Najpierw uczyniła go swoim asystentem, a kilka tygodni później narzeczonym.

Jakub stał pod prysznicem i przy pomocy szorstkiej gąbki próbował spłukać z siebie wszystkie wątpliwości i liczne obawy. Nawiązanie romansu z własną szefową, atrakcyjną kobietą sukcesu nie jest dla zwykłego mężczyzny, który – powiedzmy szczerze – niczego szczególnego jeszcze nie osiągnął, łatwym momentem w życiu.

Jakub spłukiwał pianę z dokładnie namydlonego ciała i szukał gdzieś w swoim wnętrzu rezerw energii, które mogłyby mu pomóc stawić czoła wyzwaniom dnia. Łatwo nie było. Od dłuższego czasu zmuszał organizm do pracy ponad siły. Bardzo wolno przestawiał się z trybu nocnego na dzienny. Kiedy już umył się dokładnie, stanął jeszcze chwilę pod zimnym strumieniem wody i wreszcie po kilku minutach poczuł, że resztki snu odpływają, a on jest w stanie stawić czoła działaniom.

Energicznie otworzył drzwiczki kabiny i wyszedł, by poddać ciało mocnemu szorowaniu szorstkim ręcznikiem. Krew w jego żyłach zaczęła szybciej krążyć, a myśli uległy znacznemu przetasowaniu. Dotyczyły oczywiście Oliwii, wokół której kręciło się ostatnio całe jego życie.

Kochamy się – pomyślał, zdecydowanie podsumowując poranne wątpliwości. – I to jest najważniejsze. A cały świat niech sobie myśli, co chce. Kogo to w ogóle obchodzi? – zadał pytanie swojemu odbiciu, słabo widocznemu w zaparowanym lustrze.

Mnie na pewno nie – odpowiedział sobie i ogolił się, wesoło pogwizdując.

Przed nim był pierwszy dzień urlopu. Po południu oboje z Oliwią odlecą na Kretę i spędzą piękne dwa tygodnie wyłącznie we własnym towarzystwie. Będzie czas, by omówić każdy temat i wreszcie lepiej się poznać. A przede wszystkim pozbyć się niepotrzebnych obaw i wątpliwości.

Jakub wytarł policzki, umył zęby i energicznie splunął w zlew resztkami pasty, wypłukał usta, po czym wyszedł z łazienki. Ubrał się szybko i ruszył na poszukiwanie narzeczonej.

Zapewne pracowała od świtu gdzieś w zaciszu hotelowych pomieszczeń. To nie było miłe, zważywszy, że od dzisiaj miała już urlop, ale starał się być wyrozumiały. Oliwia wielkim wysiłkiem okupiła swój sukces. Zwolnienie tempa i skupienie się na budowaniu życia prywatnego z pewnością nie będzie dla niej łatwe ani nie nastąpi automatycznie.

Z pewnością jednak w końcu się uda – pomyślał z optymizmem.

Wyszedł z pokoju i zaczął przemierzać hotelowe korytarze, bar i hol, aby w końcu znaleźć ją na wygodnej kanapie, skrytą pod wielkimi liśćmi dorodnego kwiatu doniczkowego. Jakub przystanął i spojrzał na nią ciepło, choć jak zwykle z mimowolnym respektem. Czas spędzony pod jej surowym kierownictwem zrobił swoje i pewnych nawyków nie dało się zlikwidować od razu.

Ziewnął dyskretnie, ostatni raz przetarł oczy i śmiało ruszył w jej stronę. Wyglądała, jak zawsze perfekcyjnie w jasnej sukience i długich, gładko ułożonych włosach. Znów poczuł dumę, że to właśnie jemu udało się zdobyć tę niezwykłą, tajemniczą i niedostępną kobietę.

Nie do końca rozumiał, jak to się stało, ale to nie miało znaczenia. Liczyło się najważniejsze. To, że naprawdę się kochają.

Oliwia podniosła głowę i uśmiechnęła się na jego widok. W redakcji niejeden siedział całymi nocami, po godzinach pracy i bezpłatnie, żeby sobie zasłużyć na taką życzliwość. Jakub przyspieszył kroku. Nie liczyło się już nic więcej, jak tylko pragnienie, by zrobić coś, co jeszcze jakiś czas temu uznałby za absolutnie niemożliwe. Podejść do niej, pocałować, objąć ją i poczuć, jak w jego ramionach łagodnieje, mięknie i przytula się.

Kiedy narzeczonej nie było obok, mężczyznę dopadały najróżniejsze wątpliwości. Ale gdy brał ją w objęcia obawy natychmiast go opuszczały. Oliwia go kochała. Wszyscy ci, którzy twierdzili, że związał się z szefową dla kariery, powinni stuknąć się w głowę. Jak niby miały to zrobić? Gdyby ona nie chciała tego związku, nie zdołałby nawet przekroczyć progu jej gabinetu. Natomiast osobom, które były zdania, że to on traktowany jest w tym układzie instrumentalnie i jest zabawką w rękach wytrawnego gracza, być może wystarczyłoby, gdyby zobaczyły, jak nieugięta szefowa tuli się do niego w nocy. Jak go nieustannie prowokuje i zachęca.

Zanim się ośmielił i pierwszy raz ją pocałował, wypił trzy lampki koniaku. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Oliwia nie miała nic przeciwko. Dlaczego wybrała właśnie jego, mając wokół grono bardziej przystojnych, bogatszych i posiadających większe wpływy mężczyzn? Na to pytanie ani on sam, ani nikt w biurze nie potrafił znaleźć odpowiedzi.

Jakub w głębi duszy liczył, że wspólny wyjazd wyjaśni wszelkie wątpliwości. Jednak co do tego urlopu miał pewne zastrzeżenia. Dotyczyły wyboru miejsca, sposobu finansowania i planu pobytu, ale stłumił je, traktując ten wyjazd jak konieczne poświecenie. Miał nadzieję, że kiedy wrócą, ich wspólne życie będzie już wyglądać zupełnie inaczej.

* * *

Beata wyszła z biura na miękkich nogach. Rozmowa, na którą przeznaczyła godzinę czasu, trwała zaledwie dziesięć minut. Szef nawet się nie pofatygował, by do niej wyjść. Przez sekretarkę przekazał jej podziękowanie za rok pracy i tyle. Kobieta jak wmurowana stała na środku pomieszczenia i czekała na kolejne słowa: o przedłużeniu umowy, obiecanej premii. Ale sekretarka podała jej wypisane wcześniej świadectwo pracy. Uśmiechnęła się smutno, unikając patrzenia jej w oczy.

– Nic nie mogłam zrobić – powiedziała cicho.

Beata poczuła dreszcz grozy. Zaczynał do niej docierać sens tego, co właśnie się stało.

Od jak dawna wiedzieli, że umowa nie zostanie przedłużona? Jak długo mamili ją złudnymi nadziejami, zmuszając do wytężonej pracy? – Lodowata myśl przemknęła przez jej umysł, który z dość dużym trudem oswajał się z nową sytuacją.

– Mogę porozmawiać z szefem? – zapytała mocno drżącym głosem. – Przecież byłam umówiona.

– Wiem. – Sekretarka spojrzała na nią ze współczuciem. – Ale uwierz mi, to nic nie da. Decyzję o zwolnieniach podjęli już miesiąc temu. Nie jesteś jedyna, jeśli to może cię w jakiś sposób pocieszyć.

– Dlaczego nikt mi nic nie powiedział? – krzyknęła. – Do końca wypruwałam sobie żyły, żeby zasłużyć na przedłużenie tej umowy. Jak tak można?

Pytanie pozostało bez odpowiedzi.

– Wiesz, jak jest – skomentowała tylko cicho sekretarka. – Znajdziesz coś. – Próbowała ją pocieszyć. – Świadectwo pracy szef wypisał ci bardzo dobre. W razie gdybyś potrzebowała dodatkowych referencji, też możesz na nas liczyć.

– A moja premia? – zapytała Beata dość żałośnie, czując, jak broda zaczyna jej drgać.

– Przykro mi, została wstrzymana.

– Wolno mu tak postąpić?

– Niestety tak – przyznała sekretarka. – Premia jest uznaniowa i szef ma prawo ustalić jej wysokość, a także wstrzymać, jeśli uzna to za konieczne.

Beata wciąż stała. Rozpaczliwie szukała jakiegoś dobrego pomysłu. Możliwości negocjacji. Próby rozwiązania tego absurdalnego problemu. Sekretarka wróciła do swoich zajęć, w ten sposób dając jej do zrozumienia, że dalsza rozmowa niczego już do sprawy nie wniesie, ale dziewczyna nie była w stanie tak po prostu odejść. Przez głowę przelatywały jej chaotyczne pomysły.

Wedrzeć się siłą do gabinetu szefa? Tylko co dalej? Krzyczeć, awanturować się, błagać? Dobrze wiedziała, że jest odporny na takie działania. Podać go do sądu? Dobry pomysł. Tylko na jakiej podstawie? Miał prawo nie przedłużyć tej umowy.

Opuściła ramiona i poczuła wielką falę rezygnacji i smutku. Łzy zapiekły ją pod powiekami, pożegnała się więc szybko i opuściła reprezentacyjny biurowiec, w którym znajdowała się siedziba zarządu firmy oraz dział kadr i księgowości.

Sielankowy widok przed budynkiem mocno ją zabolał. Początek lipca był w tym roku wyjątkowo udany. Słoneczna pogoda, wciąż jeszcze świeża zieleń i park po drugiej stronie ulicy pełen roześmianych dzieci, energicznych rowerzystów i spacerujących par.

Wierzchem dłoni Beata otarła policzki i usiadła na ławeczce. To już było naprawdę zbyt wiele jak na jej siły. Przez ostatnie miesiące ciężko pracowała, każdą złotówkę dwa razy obracała w dłoniach, zanim ją wydała. Oszczędzała na wszystkim, żeby jedna pensja wystarczyła na wszystkie potrzeby i nie skarżyła się. Mocno przy życiu trzymały ją marzenia o podwyżce, premii i wakacjach. Szef jednym ruchem dłoni zmiótł wszystko, pozostawiając tylko dojmujące poczucie klęski.

Skąd miała teraz czerpać siły?

Kacper. To była pierwsza, naturalna myśl, która przyszła jej do głowy. Oczywiście, że tak. Przez tak długi czas to ona podnosiła go na duchu, wspierała w trudnych chwilach, wbrew rozsądkowi wierzyła, że znajdzie on pracę w zawodzie. Nadszedł czas, by role się odwróciły.

Otarła policzki i wyciągnęła z torebki małe lusterko. Poprawiła makijaż i przeczesała włosy. Wzięła kilka głębokich oddechów i kiedy poczuła, że w miarę odzyskuje równowagę psychiczną, zadzwonił telefon. Odebrała.

– Wspaniała wiadomość – usłyszała głos mamy. – Macie niewiarygodne szczęście. Zwolniły się dwa miejsca. Wylot dzisiaj po południu – cieszyła się mama. – Świetny hotel na Krecie, dokładnie jak chciałaś. Na dodatek to apartament dla nowożeńców. Dziesięć dni pobytu za pół ceny.

Beata milczała.

– Słyszysz mnie? – zapytała mama. – Wszystko zgodnie z zamówieniem. Wiesz, jak małe było prawdopodobieństwo, że ktoś zrezygnuje akurat z podróży do Grecji? To znowu nie zdarza się tak często. Nie cieszysz się? – Głos mamy zadźwięczał wyraźną nutą przykrości.

– Nie mogę – Poprawianie makijażu zmarnowało się całkowicie, bo łzy znów popłynęły po policzkach. – Wszystko się zmieniło – dodała.

– Nie rozumiem. Cofnęli ci urlop?

– Gorzej.

– Jak to? – Mama zaniepokoiła się na dobre. – Co się stało? Pokłóciłaś się z Kacprem? – W tym pytaniu pojawiła się wyraźna nadzieja i Beata tylko westchnęła. Mama od początku nie przepadała za jej chłopakiem.

– Nie – rozczarowała ją Beata. – Z Kacprem wszystko w porządku, ale nie przedłużyli mi umowy. Zostałam bez pracy – uściśliła. – Bez premii, środków do życia i jakichkolwiek oszczędności. Nawet gdyby ten wyjazd kosztował dwieście złotych i tak nie byłoby mnie na niego stać.

– O czym ty mówisz? – krzyknęła mama. – Przecież miałaś dostać premię?

– Miałam, to dobre słowo, i czas przeszły też słusznie użyty. Bo to wszystko już jest nieaktualne.

– No to pięknie. – Mama straciła cały entuzjazm. – Mogę ci pożyczyć na ten wyjazd – dodała po chwili. – Tak długo czekałaś.

– Nie. – Kobieta chlipnęła w słuchawkę. – Nie wiem, kiedy moglibyśmy oddać. Poza tym, muszę zacząć szukać pracy, i to intensywnie. Sama wiesz, jak długo to ostatnio trwało.

– Może tym razem Kacper mógłby ruszyć swoje wykwintne siedzenie i też coś zrobić? – Mama nie wytrzymała. – Pozwól sobie powiedzieć prawdę. To nie jest uczciwy układ.

– Mówiłaś to już wiele razy – stwierdziła Beata, choć sama czuła, że brakuje jej już tego żaru i głębokiego przekonania, z jakim kiedyś broniła swojego chłopaka, gotowa dać sobie uciąć rękę, a nawet głowę za jego niewinność. – Dajmy temu spokój, proszę cię, mam dość kłopotów na dzisiaj.

– Dobrze – zgodziła się mama. – Nie martw się tak. Zaczął się sezon wakacyjny, spróbujemy coś dla ciebie znaleźć. Daj mi trochę czasu i nie maż się. Zawsze byłaś dzielna.

To prawda – pomyślała Beata po zakończeniu rozmowy. – Tylko jaki jest tego efekt? Dokąd mnie to zaprowadziło? Odwróciła się tyłem do słonecznego parku i starała nie słyszeć dobiegających stamtąd wesołych okrzyków bawiącej się dzieciarni. Wakacje i wszelkie ich radości to temat, który nagle przestał ją dotyczyć.

Wstała z ławeczki i wrzuciła telefon w przepastną czeluść wypełnionej różnymi drobiazgami torby. Starała się nie upadać całkiem na duchu. Wciąż wierzyła, że Kacper znajdzie wyjście z trudnej sytuacji i tym samym zlikwiduje problem, a także uciszy różne wątpliwości, które ostatnio zbyt licznie i bujnie rosły w jej sercu.

* * *

Najpierw przywitała ją cisza w mieszkaniu, którą zakłócało wyłącznie wyraźnie słyszalne burczenie w jej własnym brzuchu. Wczoraj nie zjadła kolacji, bo lodówka świeciła wyłącznie pustką i światełkiem. Dzisiejsza kromka chleba nie starczyła na długo. Organizm dość mocnym głosem domagał się, aby respektować jego potrzeby. Beata zrzuciła buty i weszła do kuchni. Po zakupach niestety nie było nawet śladu. Za to bałagan panoszył się bez przeszkód. Kubki po kawie, talerzyki z zaschniętym jedzeniem. Puste kartony po sokach, papiery, woreczki, stare gazety. Wszystko to leżało całym dniami, czekając, aż ona znajdzie czas, by posprzątać.

Westchnęła. Nieporządek to nie była taka wielka sprawa, o którą mogłaby się rozbić trwałość jej związku, ale tych wszystkich małych rzeczy nazbierało się ostatnio stanowczo zbyt wiele. Kamyczek do kamyczka i codziennie budował się mur, za którym został Kacper oraz wszystkie ciepłe uczucia, jakie do niego żywiła. Za każdym razem kiedy mu uwierzyła i zaufała, spotykało ją rozczarowanie. Teraz też brała jeszcze pod uwagę możliwość, że jej chłopak biegnie właśnie ze sklepu z siatką pełną zakupów i za chwilę wspólnie przyrządzą sobie śniadanie. Ale głos rozsądku kazał jej natychmiast zajrzeć do pokoju.

Charakterystyczna wypukłość pod kołdrą w sekundę rozwiała wszystkie jej złudzenia. Przez cały ten czas, kiedy jej świat trząsł się w posadach, żołądek zaś skręcał z głodu, Kacper smacznie spał.

Beata rozejrzała się wokół. Wzrok prześlizgnął się po stercie prania, bezskutecznie czekającego, by je posegregować i schować do szafy, kubkach po kawie i rozrzuconych wszędzie papierach, kolejnych wersjach genialnego artykułu.

Telefon znów rozbrzmiał głośną muzyką. Dziewczyna nie odbierała, wpatrywała się w kopiec z kołdry i wbrew jej woli różne wnioski nasuwały jej się na myśl. Dźwięk się nasilił, monotonnie powtarzając sygnał. Kołdra poruszyła się.

– Odbierz! – rozległ się lekko zachrypnięty krzyk. – Telefon dzwoni.

– Słyszę – odparła spokojnie Beata.

Kacper zdziwił się tak bardzo, że aż wyjrzał spod przykrycia.

– Już wróciłaś? – Przetarł oczy. – Dlaczego tego nie wyłączysz? Nie widzisz, że śpię?

– Właśnie dlatego. Byłeś w sklepie? – zapytała.

– Właśnie idę – odparł i padł na poduszkę, w oczywisty sposób tym gestem przecząc swoim słowom. – Odbierz wreszcie, bo zaraz oszaleję od tego dzwonka. Głowa mi pęknie.

Beata nacisnęła zielony przycisk.

– Znowu dobre wieści – usłyszała głos mamy. – Mam dla was pracę. Dla obojga.

Beata ucieszyła się tak bardzo, że wszelkie żale w stosunku do Kacpra natychmiast wywietrzały jej z głowy.

– Naprawdę? – zawołała.

Zasłoniła błyskawicznie słuchawkę.

– Mama znalazła nam pracę – przekazała chłopakowi radosną wiadomość.

W szeroko otwartych oczach Kacpra pojawiły się dwa ogromne znaki zapytania, a źrenice wypełniły się szczerym zdumieniem.

– W Krakowie? Co to za firma? – zapytała mamę.

– Lepiej. – Usłyszała jej