Szara dama - Elizabeth Gaskell - ebook + audiobook + książka

Szara dama ebook i audiobook

Elizabeth Gaskell

3,6

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Opowieść rozpoczyna się w latach 40. XIX w. na brzegu rzeki Neckary w Badenii-Wirtembergii, ale za sprawą starego pamiętnika przenosi się do poprzedniego stulecia. Do gospody przy młynie wodnym przybywa grupa przyjaciół, aby napić się kawy i schronić przed deszczem. Jeden z podróżnych zauważa portret pięknej młodej kobiety, wiszący na ścianie w domu młynarza. Gospodarz próbuje zaspokoić ciekawość gościa, wręczając mu stary pamiętnik. Opisana jest w nim historia Anny Scherer. Śliczna dziewczyna zostaje wysłana w podróż, podczas której poznaje szlachcica wysokiego rodu, pana de Tourelle. Mężczyzna szybko podejmuje starania o jej rękę. Anna pod naciskami rodziny godzi się na małżeństwo, mimo wewnętrznych wątpliwości i złych przeczuć. W efekcie zamążpójścia wyjeżdża do Francji, gdzie zostaje zamknięta w zamczysku Les Rochers…

Historia utrzymana jest w gotyckim stylu i pochodzi z najlepszego okresu literatury grozy. Narastające poczucie niepokoju trzyma czytelnika w napięciu aż do ostatniego zdania.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 78

Rok wydania: 2023

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 19 min

Rok wydania: 2023

Lektor: Elżbieta Kijowska

Oceny
3,6 (66 ocen)
12
23
23
8
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
fiolka88

Dobrze spędzony czas

W pewnej gospodzie wisi obraz pięknej młodej damy. Ze względu na kolory jakie się tam znajdują nosi tytuł Szara dama. Jeden z przybyłych zaciekawił się kim jest owa pani z portretu, a gospodarz wręcza mu pamiętnik, który przenosi czytelnika w jeszcze odleglejszą przeszłość. Anna, autorka owego pamiętnika wyznaje w nim córce prawdę. Kim była, dlaczego musiała uciekać i kto jest ojcem jedynaczki. Przyjemnie od czasu do czasu sięgnąć po powieść klasyczną. Ta powstała w czasach kiedy modny był styl gotycki i literatura grozy. Chociaż w tej opowieści nie znajdziecie jakiejś zawiłej, przyprawiającej o ciarki fabuły to jednak ma w sobie pewne elementy, które intrygują. Znajdziemy tu małżeństwo pomimo złych przeczuć, bardziej z powinności niż miłości, tajemnice, ucieczkę w towarzystwie wiernej służącej i prężnie działającą grupę przestępczą, siejącą postrach. Nie jest to lektura zbyt wymagająca, ale dobrze się ją czytało. Ponadto wydanie ładnie się prezentuje i warto je mieć w swojej biblio...
00
Katarzyna1806

Z braku laku…

Rzadko mam do czynienia z tak nudną książką. Bardzo naiwna i przewidywalna. Nie polecam niestety.
00
Sengatime

Dobrze spędzony czas

Pewne pomysły fabularne są wdzięczne do powielania. Niepokojąca wariacja na temat młodej żony przybywającej do siedziby męża, odkrywającej mroczne sekrety, zarówno miejsca jak i małżonka.
00
PiotrDarol87

Całkiem niezła

Krótka, intrygująca, trzymająca w napięciu, lecz za krótka o parę "rozdziałów" oraz trochę za szybkie zakończenie
00
pdefiance

Całkiem niezła

za krotko! z checia poznalabym te historie na 200+ stronach.
00

Popularność




Hi­sto­ria, którą za­mie­rzam opo­wie­dzieć, jest praw­dziwa tak co do zda­rzeń, jak i ich na­stępstw, które nadały ty­tuł opo­wie­ści.

Na brzegu rzeki Nec­kary stoi młyn wodny, przy nim ogró­dek, do któ­rego uczęsz­czano na kawę, jak to jest w zwy­czaju w Niem­czech. Po­ło­żony na dro­dze z Man­n­heim do He­idel­bergu młyn ten nie przed­sta­wiał ani wy­jąt­kowo pięk­nego wi­doku, ani spe­cjal­nych po­nęt; ale za do­brze zbu­do­wa­nym do­mem mły­na­rza znaj­do­wał się ogród, wpraw­dzie nie­zbyt umie­jęt­nie utrzy­many, lecz pe­łen kwia­tów, wierzb i al­ta­nek, ocie­nio­nych pną­czami. W każ­dej al­tance stał sto­lik po­ma­lo­wany na biało i kilka krze­se­łek.

Za­szłam tam w 184... r. z kil­koma przy­ja­ciółmi na kawę. Stary, do­brej tu­szy mły­narz wy­szedł po­wi­tać nas uprzej­mie, gdyż znał oso­bi­ście parę osób z na­szego kółka. Był to do­brze zbu­do­wany czło­wiek o we­so­łym, sym­pa­tycz­nym gło­sie i po­god­nych, ro­zum­nych oczach; ubrany w gar­ni­tur z cien­kiego sukna, spra­wiał wraz z ca­łym oto­cze­niem do­dat­nie wra­że­nie. Dro­biu róż­nego ro­dzaju nie bra­ko­wało na dzie­dzińcu na­le­żą­cym do młyna, gdyż po­ży­wie­nia było dużo, a mły­narz ca­łymi gar­ściami rzu­cał ziarno z worka; to­też kury i ko­guty zla­ty­wały się do niego. Ot i te­raz dro­biazg ten lazł mu pra­wie pod nogi, a on z kie­szeni rzu­cał im przy­smaki, co mu nie prze­szka­dzało wcale w roz­mo­wie z nami i w da­wa­niu roz­ka­zów słu­żą­cej, ażeby nam szybko przy­nio­sła pod­wie­czo­rek. Wszedł za nami do al­tanki zo­ba­czyć, czy cze­goś nie za­po­mniano, po czym ob­szedł i inne, ażeby spraw­dzić, czy wszy­scy go­ście są do­brze ob­słu­żeni; pod­czas tego spa­ceru ów za­do­wo­lony i szczę­śliwy czło­wiek po­gwiz­dy­wał jedną z naj­smut­niej­szych me­lo­dii, ja­kie zda­rzyło mi się sły­szeć.

– Młyn ten, a ra­czej grunt – ob­ja­śnia ktoś ze zna­jo­mych – od nie­pa­mięt­nych cza­sów jest wła­sno­ścią jego ro­dziny. Mó­wię grunt, bo już dwa razy młyn był spa­lony przez Fran­cu­zów, to­też je­śli kto chciałby do­pro­wa­dzić Sche­rera do wście­kło­ści, niech tylko wspo­mni Fran­cu­zów.

W tej wła­śnie chwili mły­narz, skoń­czyw­szy prze­gląd, scho­dził po schod­kach z nieco wy­żej po­ło­żo­nego ogródka do swego miesz­ka­nia, po­gwiz­du­jąc wciąż ową tę­skną nutę. Nie mie­li­śmy za­tem spo­sob­no­ści wy­wo­ła­nia jego gniewu.

Za­le­d­wie skoń­czy­li­śmy pić kawę z do­brymi cia­stecz­kami, kiedy grube kro­ple desz­czu za­częły pa­dać na na­sze li­ścia­ste po­kry­cie; kro­ple te, zrazu rzad­kie, prze­mie­niły się w ulewę, tak że wszy­scy go­ście śpiesz­nie po­częli ucie­kać, jedni do ocze­ku­ją­cych na nich po­wo­zów, dru­dzy szu­ka­jąc in­nego schro­nie­nia.

Na schod­kach uka­zał się mły­narz z ogrom­nym czer­wo­nym pa­ra­so­lem, za nim córka i parę słu­żą­cych rów­nież uzbro­jo­nych w desz­czo­chrony.

– Wejdź­cie, pań­stwo, do domu, bar­dzo pro­szę! To let­nia bu­rza, która rów­nie prędko prze­leci, jak przy­szła. Pro­szę za mną.

Sko­rzy­sta­li­śmy z za­pro­sze­nia i we­szli­śmy pro­sto do kuchni. Ta­kiego sze­regu błysz­czą­cych bla­sza­nych i mie­dzia­nych na­czyń ni­gdy jesz­cze nie wi­dzia­łam, a drew­niane przed­mioty w ni­czym im nie ustę­po­wały. Ce­glana pod­łoga była nie­po­szla­ko­wa­nej czy­sto­ści, gdy­śmy tam we­szli, ale w ciągu paru mi­nut przy­byli za­bło­cili ją nie do po­zna­nia, co nie prze­szka­dzało go­ścin­nemu mły­na­rzowi wpro­wa­dzać pod swoim pa­ra­so­lem co­raz no­wych go­ści. Na­wet psom wska­zał le­go­wi­sko pod sto­łem.

Córka po­wie­działa coś do niego po nie­miecku, na co we­soło kiw­nął głową, a wszy­scy się ro­ze­śmieli.

– Co ona mu po­wie­działa? – za­py­ta­łam.

– Żeby spro­wa­dził jesz­cze kaczki; ale do­prawdy, je­śli wię­cej osób przyj­dzie, to się udu­simy. Już te­raz po­wie­trze było parne przed bu­rzą, a tu gro­mada lu­dzi w prze­mo­czo­nych ubra­niach! Po pro­stu je­ste­śmy jak w łaźni.

Spy­ta­łam, czy by nie można było od­wie­dzić pani Sche­rer.

Mój przy­ja­ciel udał się do córki z prośbą o po­zwo­le­nie od­wie­dze­nia jej matki, po czym za­raz nas za­pro­szono do sa­lo­niku, bar­dzo ma­łego, ale ja­snego, z wi­do­kiem na Nec­karę. Po­sadzka była świe­cąca i mocno wy­wo­sko­wana, wą­skie wy­so­kie lu­stra, od­bi­ja­jące wi­dok rzeki, biały por­ce­la­nowy piec ze sta­ro­daw­nymi mo­sięż­nymi ozdo­bami, ka­napa kryta utrech­tem[1] ze sto­łem sto­ją­cym przed nią na włócz­ko­wym, ręcz­nie wy­szy­wa­nym dy­wa­niku, wa­zon ze sztucz­nymi kwia­tami sto­jący na stole, sta­no­wiły ume­blo­wa­nie. Przy sa­lo­niku tym była al­kowa, w któ­rej na łóżku le­żała spa­ra­li­żo­wana żona mły­na­rza, ro­biąc poń­czo­chę.

Przy­ja­ciel mój pro­wa­dził z go­spo­dy­nią roz­mowę w ję­zyku dla mnie nie­zro­zu­mia­łym, ja zaś roz­glą­da­łam się wo­koło i uj­rza­łam w ciem­nym ką­ciku po­koju ob­raz, któ­rego przed­tem nie spo­strze­głam.

Był to por­tret nad­zwy­czaj pięk­nej mło­dej dziew­czyny, wi­docz­nie ze śred­niego stanu, o wy­ra­zie tak sub­tel­nej wraż­li­wo­ści, iż od­czu­wało się pra­wie, że ra­ził ją śmiały wzrok ma­la­rza, z ja­kim się w nią wpa­try­wał. Ubiór jej wska­zy­wał, iż mu­siała być ma­lo­wana w dru­giej po­ło­wie ze­szłego wieku.

– Pro­szę – rze­kłam, ko­rzy­sta­jąc z chwi­lo­wej prze­rwy w roz­mo­wie – niech się pan za­pyta, czyj to por­tret?

Zna­jomy mój po­wtó­rzył moje za­py­ta­nie i otrzy­mał długą nie­miecką od­po­wiedź, którą mi prze­tłu­ma­czył.

– To jest por­tret cio­tecz­nej babki mły­na­rza –rzekł, sta­nąw­szy za mo­imi ple­cami i wpa­tru­jąc się w uro­cze ob­li­cze – wpraw­dzie nie­zbyt ar­ty­stycz­nie ma­lo­wany, ale z wi­docz­nie uchwy­co­nym po­do­bień­stwem. Patrz, pani, tam na stro­nicy otwar­tej bi­blii wy­ryte na­zwi­sko: „Anna Sche­rer 1778 r.”. Pani Sche­rer mówi, że zgod­nie z ro­dzinną hi­sto­rią, to dziew­czę o ce­rze li­lii i róży za­ra­zem wsku­tek do­zna­nego prze­ra­że­nia tak stra­ciło w jed­nej chwili swoją świe­żość, iż prze­zwano je szarą ko­bietą. Żyła ona po­dobno w nie­usta­ją­cej trwo­dze, ale pani Sche­rer nie zna do­kład­nie jej lo­sów, od­syła nas do męża, który po­dobno po­siada pa­mięt­nik, pi­sany dla córki przez tę osobę z por­tretu. Umarła tu­taj, w krót­kim cza­sie po ślu­bie obec­nych wła­ści­cieli. Chce pani, to mo­żemy pro­sić Sche­rera o ten pa­mięt­nik.

– Ach, tak, bar­dzo by­ła­bym z tego rada.

W tej wła­śnie chwili wszedł mły­narz z za­wia­do­mie­niem, że po­słał do He­idel­bergu po po­wozy, bo niebo tak się na­około za­chmu­rzyło, iż całą noc może trwać ulewa.

Po­dzię­ko­waw­szy mu, za­py­ta­li­śmy o por­tret. Wy­raz twa­rzy jego zmie­nił się.

– Ciotka Anna – od­rzekł – miała smutne ży­cie, a to przez jed­nego z tych pie­kiel­nych Fran­cu­zów, i ku­zynka Ur­szula, córka jej i tego nie­go­dziwca, też z tego po­wodu była nie­szczę­śliwa, gdyż dzieci cier­pią za winy ro­dzi­ców. Pani ży­czy­łaby so­bie do­wie­dzieć się o jej lo­sach? Mogę pa­nią za­do­wo­lić, mam tu jej pa­mięt­nik, na­pi­sany w celu uspra­wie­dli­wie­nia się przed córką, dla­czego nie mo­gła się zgo­dzić na mał­żeń­stwo Ur­szuli z ubó­stwia­nym przez nią czło­wie­kiem. Pi­smo to wpły­nęło na ze­rwa­nie tego mał­żeń­stwa i Ur­szula, nie mo­gąc się po­cie­szyć po stra­cie uko­cha­nego, nie chciała wyjść za mąż, choć mój oj­ciec chęt­nie byłby się z nią oże­nił.

Mó­wiąc to, Sche­rer otwo­rzył szu­fladę biurka i prze­szu­kaw­szy ją, wy­jął zwi­tek pa­pie­rów, które mi wrę­czył, pro­sząc, że­bym mu je ode­słała po prze­czy­ta­niu.

Tym spo­so­bem do­stał się do mo­ich rąk rę­ko­pis, który prze­tłu­ma­czy­łam, skró­ci­łam i który tu po­daję. Za­czy­nał się on od roz­pacz­li­wego bła­ga­nia o prze­ba­cze­nie córki za cios, który musi jej za­dać. Wi­docz­nie pi­smo to wy­wo­łane było ja­kąś gwał­towną sceną mię­dzy matką, córką i kimś trze­cim; trudno by jed­nak było w tym się po­ła­pać, gdyby nie po­przed­nie ob­ja­śnie­nia mły­na­rza.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Przy­pisy

[1]Ak­sa­mit utrechcki – z osnową lnianą, wąt­kiem weł­nia­nym i pu­szy­stą okrywą z sier­ści ko­ziej. Praw­do­po­dob­nie nie po­cho­dzi z Utrechtu, ale sta­nowi wy­na­la­zek fran­cu­ski, do Ho­lan­dii spro­wa­dzili go wy­gnani z Fran­cji tka­cze wy­zna­jący pro­te­stan­tyzm (hu­ge­noci).
Ty­tuł ory­gi­nału: The Grey Wo­man
Co­py­ri­ght © 2023, MG Wszel­kie prawa za­strze­żone. Re­pro­du­ko­wa­nie, ko­pio­wa­nie w urzą­dze­niach prze­twa­rza­nia da­nych, od­twa­rza­nie w ja­kiej­kol­wiek for­mie oraz wy­ko­rzy­sty­wa­nie w wy­stą­pie­niach pu­blicz­nych – rów­nież czę­ściowe – tylko za wy­łącz­nym ze­zwo­le­niem wła­ści­ciela praw.
ISBN 978-83-7779-897-3
Pro­jekt okładki: Anna Slo­torsz
Ilu­stra­cje wy­ko­rzy­stane na okładce: do­mena pu­bliczna via po­lona.pl
Ko­rekta: MG
Skład: Ja­cek An­to­niuk
Kon­wer­sja eLi­tera
www.wy­daw­nic­twomg.pl
kon­takt@wy­daw­nic­twomg.pl