Wydawca: Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2003

SZANOWNY PANIE GISTAPO. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940- 1941 ebook

Prof. Barbara Engelking

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka SZANOWNY PANIE GISTAPO. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940- 1941 - Prof. Barbara Engelking

W zespole "Der Kommandeur der Sicherheitspolizei und des SD fur den Distrikt Warschau" w Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie znajduje się teczka zawierająca dwieście pięćdziesiąt pięć anonimowych donosów do władz niemieckich 1940-1941. Teczka ta, jeszcze nieuporządkowana, została przekazana do Instytutu Pamięci Narodowej z byłego Centralnego Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Donosy zgromadzone w brązowej, tekturowej, zawiązanej na teczce - to bez wątpienia oryginały z czasów okupacji ...

Opinie o ebooku SZANOWNY PANIE GISTAPO. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940- 1941 - Prof. Barbara Engelking

Fragment ebooka SZANOWNY PANIE GISTAPO. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940- 1941 - Prof. Barbara Engelking

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Projekt okładki

Tomasz Lec

Redakcja

Antonina Majkowska-Sztange

Elżbieta Morawska

Opracowanie komputerowe

Ewa Teleżyńska

Copyright © by Barbara Engelking

& Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów

ISBN 978-83-63444-00-6

Stowarzyszenie Centrum Badań

nad Zagładą Żydów

ul. Nowy Świat 72, pok. 120

00-330 Warszawa, POLAND

e-mail:stowarzyszenie@holocaustresearch.pl

www.holocaustresearch.pl

Konwersja

Wprowadzenie

W zespole „Der Kommandeur der Sicherheitspolizei und des SD für den Distrikt Warschau” w Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie znajduje się teczka zawierająca dwieście pięćdziesiąt pięć anonimowych donosów do władz niemieckich z lat 1940-19411. Teczka ta, jeszcze nieuporządkowana, została przekazana do Instytutu Pamięci Narodowej z byłego Centralnego Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jak i skąd trafiła do zbiorów tego archiwum – nie udało się, jak dotąd, ustalić2. Donosy zgromadzone w brązowej, tekturowej, zawiązywanej na tasiemki teczce – to bez wątpienia oryginały z czasów okupacji. Sygnowane są podwójną numeracją (granatowym i czerwonym kopiowym ołówkiem), ułożone według numeracji oznaczonej na czerwono i w miarę chronologicznie. Pierwszy donos, pochodzący z Otwocka i informujący o sfingowanej kradzieży jedenastu worków cukru z magazynu aprowizacyjnego Zarządu Miejskiego, datowany jest: 7 lipca 1940 roku, ostatni, zawiadamiający, „że stacje benzynowe: Zamojskiego róg Zielenieckiej na Pradze oraz na Żoliborzu plac Wilsona używają fałszywych kwitów na benzynę” – nosi datę 23 czerwca 1941 roku. Większość donosów dotyczy Warszawy (przynajmniej 188), około dwudziestu – Radzynia Podlaskiego i jego okolic, kilka – peryferii Warszawy (Otwock, Wawer, Pruszków, Miedzeszyn, Płudy, Grójec); pojedyncze dotyczą innych miast (Lublin, Biała Podlaska, Radom, Łódź, Zamość). Niemożliwe jest podanie bardziej szczegółowej statystyki zespołu donosów, gdyż nie wszystkie można odczytać: jedynie dwadzieścia napisano na maszynie, resztę – odręcznie, często ołówkiem lub ołówkiem kopiowym. Wiele z nich daje się odcyfrować z dużym trudem, niektóre są całkowicie nieczytelne. Większość donosów pisana jest po polsku, dwadzieścia dziewięć – po niemiecku, dwa w jidysz i jeden – po rosyjsku3.

Na przeważającej większości donosów znajdują się odręczne adnotacje piórem lub ołówkiem. Czasem jest to jedynie dopisana data, częściej pojawiają się uwagi w rodzaju „byłem dn. 19 III 41, lecz nie zastałem nikogo, będę powtórnie. 25 III 41” ; „Załatwiono 9 I 41 r. Doręczono pisemne ostrzeżenie” ; „Byłem dwukrotnie 8 XI i 9 XI w różnych godzinach. Mieszkanie zamknięte. Będę po raz trzeci” i podpisane najczęściej (sześćdziesiąt razy) „H. 8”, sześć razy „Z. N”, trzykrotnie „And.”, dwukrotnie „Z 11”, raz „Andrzej” i raz „W”. Wielokrotnie (pięćdziesiąt razy) pojawiają się dopiski „BZ”, co interpretuję jako sprawę, „bez załatwienia”, której nie nadano biegu, znajdującą się poza obszarem zainteresowania, a więc także i interwencji. Większość donosów sygnowanych „BZ” dotyczy donosów na Żydów, dwukrotnie przy adnotacji „BZ” pojawia się dopisek-uzasadnienie: „sprawa żydowska getto”. Na dziewięciu donosach znajdują się niepodpisane adnotacje o załatwieniu sprawy (uprzedzeniu podmiotu donosu), raz sprawa zostaje „załatwiona przez dr S.”, a raz „przez Stoka”. Donosów przesyłanych do Niemców pocztą było w czasie okupacji dość dużo. Jak pisze Leszek Gondek, „w ogromnej większości były one przechwytywane przez komórki kontrwywiadu podziemia usytuowane w urzędach pocztowych i – co jest godne uwagi – także w dużym stopniu bezinteresownie przez Polaków-pracowników urzędów pocztowych, z podziemiem formalnie niezwiązanych. Informacje przekazywane władzom okupacyjnym drogą listową zawierały nierzadko wiadomości poważnie zagrażające sprawom i ludziom podziemia”4. Wszystko wskazuje, że zachowany zespół donosów to właśnie listy przechwycone na poczcie przez którąś z polskich organizacji podziemnych. Może przez współpracowników lub członków Organizacji Wojskowej Korpus Bezpieczeństwa (KB)? Janusz Jachimowski, w czasie wojny kierownik urzędu pocztowego Warszawa 28, współpracował z tą właśnie organizacją konspiracyjną i wspomina, że stworzyła ona własną komórkę pocztową, której działalność „polegała na wyłapywaniu korespondencji zawierającej anonimy i donosy, adresowanej do władz okupacyjnych. Zatrzymana korespondencja przekazywana była do przejrzenia przez nadrzędne władze organizacji. W razie potrzeby zainteresowane osoby były ostrzegane o grożącym niebezpieczeństwie. Robili to listonosze – członkowie organizacji. Sekcje przechwytów działały także na terenie innych placówek”5.

Być może prezentowany zbiór anonimów pochodzi z archiwum „Muszkieterów”, organizacji wywiadowczo-dywersyjnej polskiego podziemia, założonej w październiku 1939 roku przez Stefana Witkowskiego („Kapitan”, „29”, „Tęczyński”, „Inżynier”)? „Muszkieterowie” zajmowali się wywiadem wojskowym, komunikacyjnym, gospodarczo-przemysłowym, społecznopolitycznym oraz kontrwywiadem. Na podstawie zbieranych informacji i obserwacji przygotowywano okresowe (najczęściej miesięczne) raporty dla Naczelnego Dowództwa w Londynie, które kurierzy organizacji przenosili na Węgry i dalej. „Muszkieterowie” współpracowali ze Związkiem Walki Zbrojnej (ZWZ), przekazując jego Oddziałowi II meldunki i informacje. Jesienią 1941 roku po rozpadzie „Muszkieterów” i zabójstwie Witkowskiego, podejrzewanego o zdradę, członkowie organizacji przeszli do ZWZ.

Dlaczego zatem przypuszczam, że to z ich archiwum pochodzą donosy? Nie tylko dlatego, że członkowie „Muszkieterów” mieli kryptonimy liczbowe oraz że zakres czasowy archiwalnego zbioru pokrywa się mniej więcej z okresem działalności tej organizacji. Najważniejszym tropem w ustaleniu jego pochodzenia wydaje się fragment wspomnień jednego z „Muszkieterów”, Kazimierza Leskiego („Bradl” , „37”), który tak pisze o działalności kontrwywiadowczej tej organizacji: „Nasza działalność sprawdzania informacji o ludziach współpracujących z okupantem (...) rozszerzała się (...). Powstać więc musiały nowe sektory naszej działalności: przechwytywanie donosów do gestapo, ostrzeganie osób w nich wskazanych, ustalanie – w miarę możności wspólnie z nimi – autorów donosów (w większości korespondencja taka była anonimowa). (...) Dzięki znajomościom któregoś z ludzi «Ernesta» [chorąży żandarmerii Franciszek Knapp, „Ż 11” – B.E.] udało się nawiązać kontakt z polskimi pracownikami Poczty Głównej, którzy wychwytywali prawie pod okiem nadzoru niemieckiego korespondencję kierowaną do niemieckiej policji, adresowaną często do Szanownego Pana Gestapo6 i podobną. Nasz pracownik zgłaszał się po nią codziennie do określonego okienka Urzędu przy placu Napoleona. (...) Przyjaciele «Ernesta», pozostający jeszcze w służbie policji mundurowej wykonywali dla nas, oprócz informowania, również pewne prace pomocnicze, szczególnie w zakresie ustalania autorów donosów”7. 

Te spośród donosów, które zostały przechwycone w urzędzie pocztowym, nie dotarły do niemieckiego adresata i nie wyrządziły nikomu szkody. Nie wystarczyło jednak usunąć tego rodzaju listu z poczty, trzeba było jeszcze uprzedzić osobę denuncjowaną, nie tylko w celu ustalenia potencjalnego delatora. Wielu autorów anonimów nie zadowalało się jednorazowym doniesieniem i mogło napisać ponownie. W zespole, o którym mowa, znajduje się po kilka donosów dotyczących tej samej sprawy oraz kilka innych z adnotacją w rodzaju: „już trzeci list do gestapo”. Niektórzy autorzy donosów wykazują godną podziwu determinację, jak na przykład ten, który w pierwszym zdaniu wyznaje: Byłem trzy razy w Gestapo przy Al. Szucha 25, aby zameldować pewne informacje, ale mnie trzech sierżantów wypędzili, powiedzieli, że tu nie wolno chodzić. Przeto to co się dowiedziałem się piszę bezpośrednio (nr 208). Autorka donosów nr 209 i 210 pisze: Naj uprzejmie proszę pana Gubernatora się interesować z tym kombynatorem mogę dodać że ja już kilka razy pysałam do Władz Niemieckich. Inny donosiciel wykazuje nawet pewną wiedzę na temat działalności podziemia, gdy pisze: już policja była zawiadamiana. Ale widocznie ktoś listy zabiera bo dalej bezkarnie ci panowie sobie urzędują (nr 183).

Wydaje się, że prezentowane niżej listy składają się na pewien obraz czy wzorzec donosicielstwa. Z pewnością nie wyczerpują one gatunku anonimowych listów do władz w okresie okupacji, ale pozwalają taką kategorię w pewnym przybliżeniu przedstawić. Kolejne donosy, które udaje się odnaleźć, wnoszą pewne szczegóły lub może odzwierciedlają koloryt lokalny, nie przynoszą jednak jakichś zasadniczych uzupełnień i nie modyfikują istotnie naszej wiedzy na temat donosicielstwa w Polsce w okresie okupacji. Uwaga ta dotyczy donosów znajdujących się w Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu9. Jest ich zaledwie sześć – zbyt mało, by traktować je jako osobny zespół, który należałoby zanalizować. Przywołuję je w niniejszym tekście w charakterze ilustracji omawianego zbioru z Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej.

Zatem nie mamy dziś pewności co do tego, w jaki sposób prezentowane listy przetrwały do naszych czasów i jakimi drogami wędrowały, zanim znalazły się w warszawskim archiwum. Tworzą one źródło, które można nazwać – używając analogii do wojennych określeń oficjalnej prasy okupacyjnej – „szmatławym” lub „gadzinowym”. Anonimowe donosy są zasobem raczej nieprzyjemnym do badania i publikowania, stanowią jednak zespół unikatowy i przez to wart analizy. Jest to pierwszy tego rodzaju zbiór odnaleziony w Polsce, stanowi interesujące i niebanalne źródło do badań nad kategorią gatunkową donosu oraz do refleksji na temat postaw, poglądów oraz kondycji moralnej społeczeństwa polskiego w okresie okupacji niemieckiej. W tej chwili nie dysponujemy lepszym materiałem, żadną bogatszą, bardziej typową próbą listów tego rodzaju. Nie sposób stwierdzić, jak dalece reprezentatywny czy raczej jak dalece niereprezentatywny jest omawiany zbiór. Przyjmijmy, że jest całkowicie niereprezentatywny – jest bowiem próbką w dosłownym tego słowa znaczeniu losową. Nie została ona wyselekcjonowana według żadnego kryterium, które by ją predestynowało do ocalenia. Tajemniczym zrządzeniem losu ten właśnie zespół listów zachował się do naszych czasów. O ich doborze zadecydował nieznany przypadek. Najprawdopodobniej wśród omawianych epistoł brakuje pewnych wątków, może się też okazać, że proporcje zawartej w nich tematyki były w rzeczywistości zupełnie inne. Na pewno tematyka korespondencji do władz zmieniała się też z biegem czasu. Jest ponadto oczywiste, że autorzy anonimowych listów niekoniecznie piszą prawdę. Jednakże dla badania tego, co wówczas myślano o rzeczywistości, dla analizy funkcjonalności donosów, prawdziwość poszczególnych informacji nie jest najważniejsza. Te właśnie, a nie inne wiadomości, w takich, a nie innych zestawieniach, były używane w kontekście społecznym (ujawnione, ogłoszone, mające wpływ na losy, a może nawet i na życie innych ludzi) – i poprzez to stały się faktami społecznymi. Sposób widzenia rzeczywistości przez ludzi – odzwierciedlony w donosach – jest sam w sobie faktem społecznym, który poddaje się opisowi i refleksji. Tego rodzaju – by użyć terminu Floriana Znanieckiego – „wypowiedzenia ludzkie” – nie mogą być oceniane pod względem prawdziwości, „nie mają charakteru prawd o faktach, lecz same są faktami społecznymi. Nie wyrażają one bowiem obserwacji, lecz aktywne, normatywne, regulatywne lub rozwojowe dążenia wypowiadającego: dążność do wykonania pewnego czynu, poczucie pewnego obowiązku, chęć narzucenia pewnej normy postępowania innym ludziom, pragnienie realizacji pewnego ideału grupowego”10. Faktem społecznym jest również wiara samych donosicieli w sens i skuteczność pisania listów do władz.

Donosy z prezentowanego tutaj zbioru nie mają jednolitej formy. Większość listów robi wrażenie mieszanki korespondencji prywatnej z urzędową, dodatkowo tworzonej w najrozmaitszych konwencjach: podania, wezwania, petycji, życiorysu, zawiadomienia czy nawet telegramu. Jak można przypuszczać, w świadomości autorów nie istnieje żaden wzorzec donosu, który wypełnia się własną informacją. Używają spontanicznie takiej formy, która wydaje się im najwłaściwsza dla korespondencji z władzą. My, na podstawie ich epistoł, próbujemy odtworzyć model donosu, i ujawnia się on właśnie taki: niejednolity i niespójny, czerpiący z wszelkich możliwych rodzajów korespondencji i wzorców epistolografii. Donos jest przecież nie tylko rodzajem literackim11, ale może nawet w większym stopniu gatunkiem świadomości społecznej. Jako taki zawiera się pomiędzy prośbą, groźbą, krytyką i pochlebstwem.

Nie mamy w tej chwili szerokich możliwości obiektywnej weryfikacji postaw społecznych Polaków w czasie wojny. Nie istnieją żadne badania opinii publicznej z okresu okupacji. Oczywiście istnieje bogactwo informacji zawartych w dokumentach osobistych – wspomnieniach, pamiętnikach, dziennikach, a także w materiałach Polskiego Państwa Podziemnego, które kreują nasze wyobrażenie o ówczesnych postawach Polaków. Sądzę, że warto sięgnąć do innego, nowego i bardzo nietypowego źródła, jakim są listy pisane do Niemców. Spróbujmy zobaczyć, co takie „szmatławe” źródło ma nam do powiedzenia na temat mentalności i sposobu myślenia pewnej części społeczeństwa polskiego w latach okupacji. Znajdziemy tam nie tylko interesujące, drobne szczegóły dotyczące okupacyjnej codzienności, ale przede wszystkim odbicie świadomości niektórych Polaków, ich oglądu świata, systemu wartości, wyobrażeń o samych sobie, o sąsiadach, o Niemcach, a także o Polsce.

Denuncjacja, według Słownika języka polskiego, to „doniesienie do władzy na kogoś, potajemne oskarżenie o dokonanie wykroczenia przeciwko obowiązującemu prawu”12. Na potrzeby niniejszej pracy przyjmujemy bardziej szczegółową definicję donosu, zaproponowaną przez Sheilę Fitzpatrick i Roberta Gellately'ego, która podkreśla dobrowolność aktu donosicielstwa i stwierdza, że jest to „spontaniczny przekaz od indywidualnego obywatela do państwa (lub do innego autorytetu) zawierający oskarżenie o nielegalny lub niemoralny postępek popełniony przez innego obywatela lub instytucję oraz pośrednio lub bezpośrednio domagający się ukarania winnego”13.

Mianem donosicielstwa (delatorstwa) określa się działanie polegające na przekazywaniu (pisemnie lub w inny sposób, na przykład ustnie) informacji o charakterze donosicielskim. Słownik języka polskiego definiuje denuncjowanie jako „składanie władzom poufnego doniesienia o czynach sprzecznych z obowiązującym prawem, potejemne oskarżanie o takie czyny lub poglądy”14. Warto dorzucić do powyższych definicji jedną uwagę: donoszenie władzy można różnicować także w zależności od sposobu legitymizacji tejże władzy. Nie sposób nie zauważyć, że denuncjacja do władzy narzuconej siłą, obcej, wrogiej, jednym słowem do władzy okupacyjnej – jest aktem kolaboracji15. Trzeba też pamiętać, że donosy nie są jakąś polską specjalnością – na przykład we Francji w czasie okupacji niemieckiej napisano, jak się szacuje, od trzech do pięciu milionów donosów do gestapo i policji francuskiej16. Także po wojnie, na fali rozliczeń z okresem okupacji, donosicielstwo było tam powszechną praktyką17.

Samo delatorstwo jest zjawiskiem starym jak świat, obecnym we wszystkich epokach historycznych i systemach społecznych. Spełnia dwie ważne funkcje: praktyczną, jaką jest załatwianie porachunków wewnątrzspołecznych18, oraz polityczną – rozpowszechnianie przekonania o mocy i wszechobecności państwa, czyli po prostu – rozsiewanie poczucia strachu. Donosicielstwo nabiera szczególnego znaczenia i zazwyczaj nasila się w okresach społecznego chaosu, napięcia, niepokoju, burzenia obowiązującego systemu wartości. Delatorstwo kwitło w czasach inkwizycji, w okresie rewolucji francuskiej, w epoce totalitaryzmu. W nazistowskich Niemczech i w Związku Radzieckim donosicielstwo stanowiło istotny element kreowania atmosfery strachu i podejrzliwości między obywatelami – co ułatwiało sprawowanie władzy. W hitlerowskich Niemczech donosicielstwo odgrywało wyjątkową rolę. Jak pisze badacz zagadnienia, Robert Gellately, „kluczem do relacji pomiędzy gestapo, społeczeństwem niemieckim i wprowadzaną w życie polityką było to, co możemy określić jako polityczna denuncjacja – dobrowolne dostarczanie informacji przez szerokie masy społeczeństwa o przypadkach niepożądanych zachowań”19. Szczególnie na początku istnienia III Rzeszy, po dojściu Hitlera do władzy, donosów było bardzo dużo. 

W kwietniu 1934 roku deklaracja Rudolfa Hessa, w której oświadczył, że „każdy towarzysz partyjny i każdy rodak szczerze dbający o interesy ruchu i narodu będzie mógł zwrócić się do Fuhrera i do mnie bez ryzyka narażania się na kłopoty”20, wywołała ogromną falę listów, których autorzy poczuli się bezkarni. Gestapo zostało dosłownie zalane falą donosów, wśród których wiele okazywało się fałszywych. Każdy list należało jednak sprawdzić, co angażowało aparat policyjny i narażało go na koszty oraz stratę czasu. Trzeba więc było z kolei ukrócić społeczną chęć załatwiania prywatnych porachunków. Walcząc z plagą pomówień, w 1934 roku minister spraw wewnętrznych Rzeszy rozkazał władzom policyjnym, by zrobiły wszystko, co możliwe, aby przerwać owe „frywolne kłamstwa i niesprawiedliwe oskarżenia”21. Widocznie nie odniosło to spodziewanego skutku, gdyż trzy lata później, 18 sierpnia 1937 roku „Frankfurter Zeitung” ogłosił 100 marek nagrody dla każdego, „kto złoży zgodny z prawdą donos na fałszywych informatorów”22.

Systemy totalitarne doprowadziły do perfekcji umiejętność wykorzystania donosicielstwa jako elementu mechanizmu sprawowania władzy. Stało się ono jednym ze składników wypełniających przestrzeń pomiędzy niedostępną władzą a szarym obywatelem. Obywatel używa przemocy państwa, by wykorzystać ją do własnych celów. Jak pisze Robert Gellately, „wyświadczają państwu przysługę, dostarczając informację, a państwo rewanżuje się przysługą, rozwiązując konflikt poprzez usunięcie jednej z jego stron”23. W ten sposób donosiciel wpisuje się w system terroru – staje się ogniwem łańcucha powszechnej inwigilacji i pracy tajnej policji. Autorzy listów do władz występują w roli dobrowolnych agentów systemu, wspierają go, nie biorąc za to pieniędzy i nie podpisując żadnych dokumentów. Edward Crankshaw podkreśla, że w nazistowskim systemie terroru „najważniejszą rolę (...) miało odegrać donosicielstwo z własnej nieprzymuszonej woli, do czego zachęcano ludzi wszelkimi sposobami. Donosicielstwo jest bowiem tym zjawiskiem, które najbardziej sprzyja wytwarzaniu się atmosfery ogólnej niepewności i strachu. Donosiciel (...) pracuje za darmo”24. Wykorzystując system, delator sam staje się jego elementem, wpisuje się w jego logikę i sposób działania, pomaga w rozprzestrzenianiu się terroru25. Donos jest aktem współpracy z systemem; w krajach okupowanych zaś – aktem kolaboracji.

System policyjny w każdym państwie (nie tylko totalitarnym) wykorzystuje licznych współpracowników, od zawodowych konfidentów, etatowych szpiegów i płatnych donosicieli do okazjonalnych, spontanicznych denuncjatorów, którzy dobrowolnie informują państwo o łamaniu przepisów czy demonstrowaniu niewłaściwych poglądów politycznych. Ułatwia to prześwietlanie społeczeństwa, a im więcej dobrowolnych szpicli, tym system policyjny tańszy i efektywniejszy. Donosicielstwo ułatwia rozprzestrzenianie terroru i upowszechnianie lęku, wzmacnia przekonanie o wszechmocy policji, podnosi ryzyko działalności opozycyjnej.

Machina przemocy stworzona przez państwo, wykorzystując prywatny interes obywatela, zamienia ten interes w publiczne zło.

*

Trudno stwierdzić, jak rozpowszechnione było donosicielstwo w okresie okupacji w Polsce. Zdawano sobie jednak wówczas sprawę, że jest to zjawisko masowe. „Już w pierwszym roku okupacji – wspomina Jan Nowak-Jeziorański – prawdziwą klęską stały się anonimy wysyłane do gestapo przeciwko osobistym wrogom, których tą drogą można się było łatwo pozbyć. W każdym społeczeństwie jest jakiś procent ludzi, którzy bez większych skrupułów gotowi są uwolnić się od niebezpiecznego konkurenta, męża, żony albo niewygodnej kochanki – jeśli da się to załatwić bezkarnie i po cichu. Metody gestapo stwarzaly ku temu doskonałą okazję”26. Przytacza on jedną z metod walki z donosicielstwem: broń chemiczną: „Lekarze specjalizujący się w Instytucie Higieny w hodowli różnych szczepionek i bakterii otrzymali od jakiejś mocno zakonspirowanej podziemnej komórki zamówienie na wyhodowanie zarazka wąglika. Wypisywano fałszywe anonimy – wymieniające z reguły nieistniejące nazwiska i adresy – zakażano je bakteriami wąglika i wysyłano masowo na Szucha. Po krótkim czasie funkcjonariusze gestapo przydzieleni do „załatwiania” anonimów odczuwać zaczęli dotkliwe swędzenie skóry – pierwszy symptom wąglika. Od tego czasu listy anonimowe wyrzucano z miejsca bez czytania. Niemcy bali się ich jak ognia27”. Niestety, wydaje się, że lęk Niemców przed wąglikiem był krótkotrwały i cała powyższa opowieść dotyczy raczej incydentalnego wydarzenia, gdyż donosów było nadal bardzo wiele.

Pośrednim dowodem rozpowszechnienia donosicielstwa może być chociażby sam fakt istnienia specjalnych komórek podziemia zajmujących się przechwytywaniem listów. Dnia 5 grudnia 1940 roku w „Biuletynie Informacyjnym”, oficjalnym organie Armii Krajowej, pisano: „Stwierdzamy mnożenie się anonimowych i nieanonimowych donosów i denuncjacji skierowywanych do policji niemieckiej przez wyrzutków polskiego społeczeństwa pochodzących z różnych warstw społecznych. Denuncjowani są ukrywający się wojskowi, domniemani działacze niepodległościowi, domniemani kolporterzy, lokale spotkań konspiracyjnych etc. Opanowanie kanalii denuncjatorskiej nastąpić może tylko w drodze najbrutalniejszej reakcji ze strony społeczeństwa polskiego. Denuncjatorzy muszą wiedzieć, że są sposoby na ich rozpoznanie i że porachunek z nimi będzie straszny28”. Kilka miesięcy później, 3 kwietnia 1941 roku, w tej samej gazecie pisano: „Pragniemy napisać o jednym z rzadszych ale zarazem jednym z najcięższych zjawisk polskiego życia pod okupacją. Pragniemy przedstawić kał naszego życia narodowego: donosicielstwo. Donos, donosicielstwo – jest to oskarżenie wnoszone przez Polaka do władz niemieckich na swych rodaków. Donosicielem jest chłop, który poda urzędnikowi okupacyjnemu nazwiska sąsiadów zabijających świnie, nie rejestrujących krów, mielących tajnie zboże. Donosicielem jest robotnik, skarżący się wobec niemieckiego zwierzchnika na towarzyszy praca lub swego przełożonego – Polaka. Donosicielem jest kupiec, piszący do wroga o konkurencie nie przestrzegającym urzędowego cennika. Donosicielem jest Polak-urzędnik, przedstawiający wrogowi fakty i nazwiska, mogące pociągnąć za sobą prześladowania. Donosicielami są wreszcie wszelkiego rodzaju szumowiny, których nie brak we wszystkich warstwach społecznych narodu i które z chęci zysku, lub z zemsty, lub z jakichś innych powodów donoszą wrogowi o lokalach konspiracyjnych, o niepodległościowcach, o czytających pisemka, o przechowujących broń itd.

Donosicielstwo-denuncjacja jest jedną z największych podłości, jaką człowiek może popełnić. Podłość ta swoją ohydą rani najboleśniej dumę narodową i domaga się zadośćuczynienia. Domaga się usunięcia ze społeczeństwa typów nie nadających się do polskiej wspólnoty narodowej.

Podajemy do wiadomości publicznej, że czynne są w Kraju Sądy Specjalne, których zadaniem jest rozpatrywanie i wyrokowanie w sprawach zdrady i denuncjacji.

Jeżeli kto ma poważny materiał dowodowy, dotyczący zdrajcy lub donosiciela – powinien ten materiał starannie sprawdzić, ściśle sformułować i znaleźć drogę do przekazania właściwym czynnikom niepodległościowym. Jeżeli ktoś, kto zna zdrajcę lub donosiciela, nie ma możności przekazania jego sprawy Sądowi Specjalnemu już teraz – powinien posiadane dowody starannie przechować. Straszna kara nie może minąć żadnego zdrajcy i donosiciela – obojętnie, czy nastąpi ona za miesiąc czy za parę lat.

Podajemy do wiadomości publicznej, że świadome donosicielstwo z chęci zysku lub zemsty jest karane śmiercią29”.

W przesłanych w czerwcu 1941 roku Delegaturze Rządu „tezach programowych” grupy „Znak”30, czytamy: „donosicielstwo stało się plagą grożącą utratą najlepszych i najdzielniejszych jednostek. Znany jest fakt, iż urzędy niemieckie (jak na przykład Gestapo) zawalone są donosami składanymi przez samych Polaków o ich spółrodakach. Znaczna część tych oskarżeń wnoszona jest dobrowolnie przez dorywczo zgłaszających się, nawet nie jest pieniężnie opłacana”31.

*

Wiele interesujących informacji na temat donosów do władz okupacyjnych zawartych jest we wspomnieniach pracowników poczty z lat okupacji. Wynika z nich, że zarówno pisanie donosów, jak i ich przechwytywanie było zajęciem powszechnym. Jak Polska długa i szeroka, we wszystkich urzędach pocztowych zwracano uwagę na listy pisane do władz okupacyjnych. Wyszukiwanie ich pośród korespondencji podejmowano spontanicznie lub na skutek poleceń organizacyjnych – przez pracowników poczty współpracujących z konspiracją. Jak przebiegał proces przechwytywania listów na poczcie? Jak je rozpoznawano?

Stefan Smyła, w latach wojny pracownik poczty w Ostrowcu, pisze, że „rozpoznawano je na ogół po tym, że na kopercie był tylko adres odbiorcy, a brakowało adresu i nazwiska nadawcy. (...) Najwięcej było anonimów pisanych odręcznie, pismem specjalnie zniekształconym. Podawano w nich nazwiska, adresy ludzi należących do podziemnych organizacji”32. Autorzy