Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2012

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Szalona noc - Leanne Banks

Michael Medici nigdy nie chciał związać się z żadną kobietą na dłużej aż do chwili, gdy spędził noc z przypadkowo poznaną Bellą St. Clair. Bella jednak nie chce kontynuować znajomości, gdy dowiaduje się, że przez niego straciła swój salon spa. Michael nie zamierza dać za wygraną. Proponuje Belli, że zwróci jej firmę w zamian za niezobowiązujący romans. Stawia jednak sprawę jasno – żadne z nich nie będzie angażować się uczuciowo. Nie przypuszcza, że sam nie zdoła dotrzymać wszystkich warunków umowy…

Opinie o ebooku Szalona noc - Leanne Banks

Fragment ebooka Szalona noc - Leanne Banks

Tytuł oryginału: The Playboy’s Proposition

Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2010

Redaktor serii: Dominik Osuch

Opracowanie redakcyjne: Dominik Osuch

Korekta: Lilianna Mieszczańska

© 2010 by Leanne Banks

© for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2012

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone.

Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska IB lokal 24-25

Skład i łamanie: COMPTEXT®, Warszawa

ISBN 978-83-238-8551-1

GR – 950

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.virtualo.eu

PROLOG

Bella St. Clair zauważyła w rogu zatłoczonego baru atrakcyjnego czarnowłosego mężczyznę. Pan „Przystojniak”. Na dziesięć wieczorów, w które tu pracowała, był w „Monahan’s” cztery razy. Zawsze uprzejmy i kulturalny. Kilkakrotnie rozmawiał z nią, dzięki czemu poczuła się jak człowiek, a nie zwykła kelnerka roznosząca drinki. Pomijając fakt, że nie interesowały jej romanse, na widok tego mężczyzny Bella zapominała o gnębiących ją troskach i kłopotach.

Skinął głową w jej stronę, by do niego podeszła.

– Dobry wieczór. Jak minął dzień? – spytała, układając na stoliku papierową serwetkę.

– Bywało lepiej – odparł po chwili wahania.

Ogarnęło ją współczucie. Doskonale go rozumiała.

Miesiąc temu firma jej ciotki przeszła na własność banku. Po części z jej winy.

– Przykro mi. Może panująca tu atmosfera poprawi panu nastrój. Za chwilę rozpocznie się koncert jazzowy. Czy mogę coś podać?

– Whisky.

Uniosła brwi na myśl o cenie whisky, którą zamówił, i skinęła głową.

– Doskonały wybór. W sam raz na wieczór po ciężkim dniu. Czy podać coś jeszcze?

– Nie, dziękuję. Prawdziwy dziś tłok. Pewnie z powodu opadów śniegu.

Bella spojrzała zaskoczona w stronę okna.

– Od przyjścia do pracy byłam tak zajęta, że nic nie zauważyłam. Słyszałam prognozę, ale tu naprawdę rzadko pada śnieg. Mam nadzieję, że chwilę poprószy i przestanie.

– Nie sądzę. Za godzinę będzie zasypana większość dróg.

– Świetnie – mruknęła. – Mój wspaniały samochód na pewno będzie zachwycony.

– Jaki to samochód? – spojrzał na nią z zaciekawieniem.

– Garbus.

Mężczyzna roześmiał się.

– Zawsze lepszy niż motocykl.

– Dzięki za pocieszenie. – Ogarnęło ją rozbawienie. – Zaraz przyniosę whisky.

Odebrała alkohol od barmana i ruszyła powoli z powrotem, przeciskając się ostrożnie przez tłum ludzi. Szklaneczka whisky, którą zamówił, kosztowała pięćdziesiąt dolarów.

Zaczęła zastanawiać się, co było powodem bólu, który dostrzegła w ciemnych oczach swojego przystojnego gościa. Mężczyzna budził zaufanie. Jednocześnie było w nim coś elektryzującego, co wyrwało ją ze strefy cienia, w której tkwiła od miesiąca.

Postawiła przed nim szklankę.

– Proszę – powiedziała. Napotkała jego ciemne spojrzenie, od którego przeszył ją przyjemny dreszcz. Jak to możliwe? Sądzia, że takie doznania były już nie dla niej. Patrzyła, jak podnosi szklankę do ust i bierze łyk alkoholu. Poczuła na wargach piekące ciepło.

– Dzięki – odparł.

Skinęła głową sparaliżowana.

– Halo, psze pani – dobiegł ją głos zza pleców.

– Chcemy drugą kolejkę.

– Hm. Muszę iść. Podać coś jeszcze?

– Wodę, jeśli znajdzie pani chwilę. Dziękuję, Bello – dodał głosem, od którego poczuła ściskanie w żołądku.

Odwróciła się, żałując, że nie zna jego imienia. Uhu, mruknęła do siebie pod nosem. Zważywszy na to, jak reagowała na tego mężczyznę, można by pomyśleć, że to ona piła whisky. Wariactwo, pomyślała i wróciła do innych gości.

Kolejny ślepy zaułek. Czasami wydawało mu się, że ciąży nad nim klątwa i że nigdy nie odnajdzie brata. Był zbyt zły, by samotnie cierpieć w ciszy swego luksusowego domu.

Michael Medici rozparł się na krześle w rogu zatłoczonego, modnego baru. Jednego z kilku w Atlancie, których był właścicielem.

Pod koniec dnia zwykle łaknął spokoju, ale nie dzisiaj. Gwar bawiących się młodych ludzi wzmógł w nim frustrację i trawiący go od środka ból.

Następną godzinę spędził, obserwując Bellę. Po rozczarowaniu, którego doznał po otrzymaniu informacji od prywatnego detektywa, potrzebował rozrywki. Zastanawiał się, czy kiedykolwiek w ogóle dowie się, co stało się z jego bratem. A może już nigdy nie pozna prawdy.

Odrzucił frustrujące myśli i przyglądał się Belli. Bawiło go, gdy przygryzała wargi, kiedy ich spojrzenia spotykały się. Czuł, jak z każdą chwilą narastało między nimi napięcie, tak że nawet przyszło mu do głowy, by zaprosić ją do siebie do domu. Ktoś mógłby uznać to za arogancję, zważywszy na to, że dopiero co ją poznał.

Przebiegł wzrokiem po jej krągłościach. Miała na sobie kelnerski mundurek, składający się z białej bluzeczki, czarnej spódniczki i rajstop, podkreślający kształt jej piersi, wąską talię i kobiece biodra. Miała też całkiem niezłe nogi.

Postawiła przed nim na stoliku kolejną szklankę wody.

– Jak ci się tu pracuje? – zainteresował się.

– Dobrze – odparła z wahaniem, spoglądając mu w oczy. – Nie było mnie przez rok w kraju i muszę się jakoś od nowa przyzwyczajać, żeby znów stać się przeciętną Amerykanką.

– Nie uważam, byś była przeciętna – powiedział.

– Co robiłaś za granicą, jeśli mogę spytać?

– Pracowałam w pomocy humanitarnej.

– O! – skinął głową. Dobra samarytanka. To tłumaczyłoby, dlaczego sprawia wrażenie, jakby była trochę nie z tego świata. – Jakieś pozytywne przemiany?

– Głównie wyboista droga – odparła z uśmiechem, od którego poczuł ściskanie w żołądku.

Zwykle nie podrywał kelnerek, zwłaszcza gdy pracowały w jego lokalach, ale ta wyjątkowo go intrygowała. Zastanawiał się, czy była typem kobiety, na której zrobiłby wrażenie jego majątek. Dla zabawy postanowił utrzymać swoją tożsamość jeszcze przez jakiś czas w tajemnicy. Na tyle często pisano o nim w czasopiśmie Atlanta, że rzadko kiedy spotykał kogoś, kto by go nie znał i nie słyszał o jego sukcesach biznesowych.

– Nie widzę na twojej dłoni obrączki – zauważył.

– Bo jej nie mam – odparła. Na jej twarzy pojawił się cień smutku.

– Może mógłbym podwieźć cię do domu? Myślę, że mój SUV bez trudu poradzi sobie ze śniegiem na drogach.

Spojrzała na niego zaokrąglonymi ze zdziwienia oczami.

– Nie powinnam zawierać znajomości z klientami – powiedziała z wahaniem.

– Jak wyjdziesz z baru, przestanę być twoim klientem – stwierdził.

– Nawet nie wiem, jak się nazywasz. – Widać było, jak pokusa walczy w niej z rozsądkiem.

– Michael. Będę tu jeszcze przez jakiś czas – powiedział rozbawiony faktem, że o mało nie dostał kosza. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz coś takiego go spotkało.

Obserwując ją ze swego kąta, zauważył, jak jakiś mężczyzna wyciągnął do niej rękę. Bella w porę cofnęła się. Mężczyzna nie dał za wygraną. Wstał i objął ją, przyciągając do siebie.

– Chodź tu, mała. Jesteś taka gorąca, a na dworze zimno… – Jego dłoń powędrowała w dół na jej pośladek.

Michael był już na nogach. Odepchnął mężczyznę, sadzając go z powrotem na krześle.

– Myślę, że pan przeholował. – Rozejrzał się po sali i skinął surowo głową w stronę Jima, managera restauracji.

W jednej chwili Jim był przy nim, plącząc się w słowach.

– Zaraz się tym zajmę, panie…

Michael ponownie skinął surowo głową, przerywając mu w pół zdania.

– Dziękuję. Chyba pana personel potrzebuje przerwy.

Jim natychmiast przytaknął.

– Proszę wziąć sobie wolne na resztę wieczoru – zwrócił się do kelnerki.

Bella była blada.

– Aleja… – zaczęła z wahaniem.

– Podwiozę cię, kiedy tylko będziesz gotowa wyjść – zaproponował Michael. – Mogę cię zabrać w jakieś spokojniejsze miejsce.

Ich spojrzenia spotkały się i dostrzegł w jej oczach zaufanie, jakby czuła z nim tę samą dziwną więź, którą on czuł z nią.

– Dobrze – zgodziła się po chwili milczenia.

Półtorej godziny później Bella zdała sobie sprawę, że zreferowała pół życia obcemu mężczyźnie, który przyszedł jej z pomocą w pracy. Opowiedziała mu, że wychowała ją ciocia Charlotte. Wspomniała o swoich klęskach w życiu osobistym. Za każdym razem, kiedy myślała o Stevenie, czuła przykre ukłucie w sercu. Wiedziała, że nigdy nie dojdzie do siebie po rozstaniu z nim. Nigdy. Najgorsze było jednak poczucie winy, że nie była z ciotką, kiedy ta przechodziła kurację nowotworową.

– Przez cały czas to ja mówię. – Zakryła twarz dłońmi. – I nie mogę nawet tego zwalić na alkohol, ponieważ kiedy tu przyszłam, wypiłam tylko jedno mangotini, a potem już tylko wodę. Dowiedziałeś się już o mnie wystarczająco dużo. Teraz twoja kolej. Powiedz mi, dlaczego miałeś zły dzień.

– Chętnie dowiem się o tobie jeszcze więcej – odparł z uśmiechem.

– Jesteś bardzo uprzejmy, ale teraz ja wysłucham ciebie.

– Niewiele osób nazwałoby mnie uprzejmym – roześmiał się. W jego ciemnych oczach kryło się coś tajemniczego. – Ale skoro tak uważasz…

– Tak uważam.

– Moi rodzice zmarli, kiedy byłem bardzo młody, więc to nie oni mnie wychowali. W tej kwestii wiele nas łączy.

– Kto się tobą opiekował?

– Nie miałem ciotki Charlotte, ale nie musisz mi współczuć.

– Hm – mruknęła, spoglądając mu w twarz. Kryła się w nim interesująca kombinacja siły i praktyczności. – Mimo wszystko musiało być ci ciężko.

– To prawda – przytaknął i zamilkł. – Moja rodzina rozpadła się z powodu wypadku.

– To okropne.

– Tak. Nadal zastanawiam się, czy mogłem wtedy coś zrobić…

Zapadła cisza i Bellę ogarnęło współczucie.

– Czujesz się winny, prawda? – Położyła dłoń na jego ręku.

– Tak, nie ma dnia, bym się tym nie zadręczał.

– Doskonale cię rozumiem – wyszeptała, czując ściskanie w sercu.

Michael pogładził kciukiem jej dłoń.

– Jesteś nie tylko piękna, ale i masz dobrą intuicję.

Bella nie uważała się za piękną. Nie pamiętała, by kiedykolwiek ktoś ją tak nazwał poza Stevenem. Na wspomnienie ścisnęło ją w żołądku. Już nigdy tak do niej nie powie, bo zakochał się w innej.

– Znów jesteś zbyt uprzejmy.

– Bynajmniej. To raczej ty jesteś dla mnie uprzejma. Domyślam się, że masz wielu adoratorów.

– Cóż za pochlebstwo. Mam nadzieję, że nie masz na myśli tych z baru.

Bella zdawała sobie sprawę, że budziła zainteresowanie płci przeciwnej. Jej czarne włosy, oczy o głębokim odcieniu błękitu, blada skóra przyciągały męskie spojrzenia, podejrzewała jednak, że bardziej z ciekawości niż z zachwytu.

– Chciałbym spędzić z tobą więcej czasu – powiedział, posyłając jej uwodzicielskie spojrzenie czarnych oczu.

Serce Belli, które uważała za martwe, drgnęło. Doszła do wniosku, że powodem tego mógł być lęk, podekscytowanie, fascynacja erotyczna…

– Nie jestem teraz w najlepszym stanie emocjonalnym na jakiekolwiek związki.

– Nie sugeruję nic poważnego. Chodzi mi jedynie o czystą przyjemność bez zobowiązań.

– Przygoda na jedną noc? – spytała, zaskoczona własną śmiałością. Nigdy wcześniej nie przeżyła podobnych przygód.

– To zależy, czego oczekujemy po tej nocy. Łączy nas kilka wspólnych rzeczy. Mogę sprawić, że na chwilę zapomnisz o problemach. Myślę, że ty możesz zrobić dla mnie to samo.

– Nawet nie wiem, jak masz na imię.

– Michael Medici – odpowiedział z uśmiechem.

– Możesz przeprowadzić wywiad na mój temat, ale nic szczególnego nie znajdziesz. Stracimy tylko niepotrzebnie czas. Jeśli potrzebujesz, by ktoś za mnie poręczył, zadzwoń do swojego szefa. On mnie zna.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Bella obudziła się w miękkiej, delikatnej bawełnianej pościeli… w silnych ramionach obcego mężczyzny, z którym kochała się przez całą noc. Poczuła ściskanie w piersi na myśl o tym, że przespała się z nieznajomym. Co ją opętało? – zastanawiała się. Pewnie wszystko przez to, że nadal nie pozbierała się po tym, jak zostawił ją jej były chłopak. Prawie bez zastanowienia przystała na propozycję Michaela Medici, który zaoferował odwieźć ją do domu w śnieżycę. W rezultacie wylądowała w jego łóżku.

Wciągnęła powietrze, czując, jak ogarnia ją niepowstrzymana chęć ucieczki. To był wielki błąd. Nie była taką kobietą. Przesunęła się ostrożnie na swoją stronę łóżka i opuściła cicho nogi na podłogę.

– Dokąd się wybierasz? – odezwał się Michael, sprawiając, że zatrzymała się w pół ruchu. Odwróciła się, spoglądając na niego przez ramię.

– Przypomniałam sobie, że mam dziś rozmowę w sprawie pracy. Muszę wracać do domu.

– A nie sądzisz, że odwołają spotkanie ze względu na śnieżycę?

– Możliwe, ale muszę być przygotowana. Nie wstawaj. Wezwę taksówkę.

Medici uśmiechnął się i wyszedł z łóżka.

– W taką pogodę marna szansa. Odwiozę cię.

– Nie ma takiej potrzeby – Odwróciła wzrok.

– Nalegam – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.

– A mój samochód?

– Kierowca ci go odwiezie.

Godzinę później Michael podjechał pod dom, w którym mieszkała. Bella westchnęła z ulgą, nie mogąc się doczekać, kiedy wysiądzie z samochodu. Przez całą drogę w milczeniu wyrzucała sobie, że zachowała się jak kretynka. Teraz najważniejsza była ciotka, którą Bella powinna się opiekować. Nie będzie taka jak matka, pomyślała. Nieodpowiedzialna i niewrażliwa na potrzeby innych.

– To ten budynek? – spytał Michael.

– Tak – odparła. Gdy tylko samochód się zatrzymał, położyła rękę na klamce. – Dziękuję za podwiezienie. To bardzo miłe z twojej strony.

– Chciałbym się jeszcze z tobą spotkać. – Coś w jego głosie zmusiło ją, by spojrzała mu w oczy.

Gdyby miała mniej obowiązków i nie była nadal zakochana w mężczyźnie, którego nie mogła mieć… Miała zbyt wiele wątpliwości.

– To nie jest dobry pomysł. Nie powinnam… – przerwała i odkaszlnęła. Boże, to takie krępujące, pomyślała.

– Nie podobało ci się ze mną w łóżku? – spytał. W jego głosie słychać było niedowierzanie.

– Tego nie powiedziałam. Po prostu przechodzę teraz przez trudny dla mnie czas. Myślę, że w obecnej sytuacji związek z tobą wszystko by tylko jeszcze bardziej skomplikował.

– Niby dlaczego? To wszystko jest bardzo proste. Ja daję ci coś miłego, a ty mnie.

Bella roześmiała się nerwowo, spoglądając w jego pociemniałe oczy.

– To niezupełnie tak. – Pokręciła głową. – Ale dziękuję.

Bella pośpiesznie weszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi. Wzięła kilka głębszych oddechów, wciąż nie mogąc uwierzyć, że spędziła noc z nieznajomym mężczyzną.

Spojrzała na zegarek. Jeszcze trochę za wcześnie na poranny telefon do ciotki. Wzięła prysznic, wytarła się, ubrała i sprawdziła czas. Następnie wykręciła numer do ciotki. Im dłużej czekała na połączenie, tym bardziej zaczynała się niepokoić.

Ciotka Charlotte dochodziła do siebie po przebytym niedawno raku piersi i wyczerpującej terapii. Belli nie było przy niej, ponieważ goniła swoje marzenie. Gdyby tylko Charlotte nie utrzymywała swojej choroby w tajemnicy.

– Cześć – odezwała się ciotka zaspanym głosem.

– O nie, obudziłam cię – zmartwiła się Bella.

– Nie – westchnęła. – Choć właściwie to tak. Dziś sklep jest zamknięty.

– Wzięłaś wolny dzień – ucieszyła się Bella na myśl, że Charlotte będzie mogła wypocząć.

– Bezpłatny – mruknęła ciotka.

– Coś ci przywieźć? Zupę, kanapki, kawę, zieloną herbatę?

– Nie waż się. Nie chcę, żebyś jeździła w taką pogodę. Mam mnóstwo jedzenia. Może nawet zaszaleję i pooglądam w łóżku telewizję.

– Tylko obiecaj, że coś zjesz.

– Traktujesz mnie jak dziecko.

– Chcę nadrobić stracony czas.

– Słoneczko. Przestań się zadręczać. Przecież sobie poradziłam.

– Ale straciłaś coś, co było dla ciebie ważne – powiedziała Bella, mając na myśli sieć salonów spa w Atlancie, o których zawsze marzyła jej ciotka. Charlotte była bliska sukcesu. Niestety choroba i leczenie odebrały jej siły.

– To prawda, ale mogło być gorzej. – Roześmiała się. – A tak â propos spa. Dowiedziałam się, kto je kupił.

– Naprawdę? Jak ci się to udało?

– Klientka, która przychodzi do salonu, pracuje w banku. Powiedziała, że zrobił to lokalny biznesmen kombinator. Jest znany w Atlancie z handlu upadłymi przedsiębiorstwami.

Bella skrzywiła się. Z opisu ciotki człowiek wydawał się szakalem.

– Prawdziwy czarny charakter – mruknęła.

– No nie wiem. Klientka powiedziała, że gdyby w słowniku obok słowa „gorący” byłoby zdjęcie, na pewno byłby na nim ten facet. Nigdy o nim nie słyszałam, ale w towarzystwie jest dobrze znany. Nazywa się Michael Medici.

ROZDZIAŁ DRUGI

Trzy tygodnie później Bella weszła do biura MM Enterprises z cichą nadzieją, że Michael Medici okaże ciotce Charlotte współczucie. Sytuacja była trudna i to więcej niż z jednego powodu, ale musiała spróbować. Michael kupował firmy stojące na skraju bankructwa i stawiał je na nogi lub dzielił je na mniejsze i zgarniał zyski ze sprzedaży.

Obcasy jej pantofli głośno stukały o podłogę. Była ubrana na czarno, jakby wybierała się na pogrzeb. Ona jednak, dobierając strój, planowała sukces. Zależało jej, by Michael potraktował ją poważnie. Kiedy weszła do windy, ogarnęło ją zdenerwowanie i po raz setny powtórzyła w myślach słowa, które mu powie. Zadźwięczał dzwonek windy. Bella wyszła na korytarz i skierowała się prosto do jego biura. Wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwi.

Młoda kobieta siedząca za biurkiem ze słuchawką na uchu spojrzała na nią badawczo.

– W czym mogę pomóc?

– Nazywam się Bella St. Clair. Jestem umówiona z panem Medicim.

Recepcjonistka skinęła głową.

– Proszę usiąść. Za chwilę panią przyjmie.

Bella zajęła miejsce na brzeżku niebieskiego fotela, rozpięła płaszcz i rozejrzała się wokół. Na stoliku obok ułożone były czasopisma o tematyce biznesowej. Na kremowych ścianach wisiały lustra i obrazy. Jej uwagę przyciągnęło wielkie akwarium z kolorowymi rybkami. Ciekawe, czy któraś z nich należała do rodziny rekinów? Bella zaczęła zastanawiać się, czy Michael okaże się bezwzględny, czy zachowa się rozsądnie.

Nadal bolało ją serce, że Charlotte musiała tyle wycierpieć. Ciotka bardzo ją wspierała, kiedy Bella postanowiła zrobić sobie roczną przerwę i zatrudnić się w pomocy humanitarnej. Utrzymywała swoją chorobę w tajemnicy, dopóki Bella nie wróciła do Stanów.

– Może pani już wejść – odezwała się recepcjonistka, wytrącając ją z zadumy.

Bella wstała i uśmiechnęła się do dziewczyny.

– Dziękuję – rzuciła. Zawahała się, po czym otworzyła drzwi gabinetu i weszła do środka.

Medici stał przy przeszklonej ścianie w przeciwległym końcu pomieszczenia. Jego ciemna, majestatyczna sylwetka kontrastowała na tle błękitnego nieba. W jego oczach był chłód.

Dlaczego miałby być dla niej miły? – pomyślała. Odrzuciła jego propozycję, by kontynuowali romans. Miała szczęście, że w ogóle zdecydował się z nią spotkać. Czekała ją ciężka próba. Jeśli zgodzi się jej wysłuchać, może uda jej się go przekonać, by przystał na jej propozycję.

– Witaj. Co cię tu sprowadza? – spytał atłasowym głosem.

Krok pierwszy. Nawiązać do tego, co było.

– Kilka tygodni temu doświadczyliśmy razem czegoś niezwykłego – zaczęła.

– Nie zgodzę się z tobą. Takie rzeczy mają miejsce co dzień na całym świecie – powiedział drwiąco.

Bella spłonęła rumieńcem.