Opis

Sylwia nie może doczekać się swoich jedenastych urodzin - tata obiecał stworzyć dla niej niezwykłą grę komputerową w równoległym, magicznym świecie, której to ona będzie bohaterką. To piękna, pełna przygód historia opowiada o równoległym, magicznym świecie, gdzie można otrzymać dar widzenia w ciemności, oswoić skrzydlatego kojota i spotkać mroczne cieniste istoty. Niedokończona gra czeka w laptopie, tak samo jak awatar o wyglądzie Sylwii. Kilka dni przed urodzinami wydarza się jednak coś strasznego… Czy bajkowy świat na pewno jest bezpieczny? I kto pozostawił ludzkie ślady, skoro jedynym tam człowiekiem jest Sylwia?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 264

lub

Copyright © 2019 for the text by Małgorzata Warda Copyright © 2019 for the Polish edition by Media Rodzina Sp. z o.o.
Projekt okładki Ewa Beniak-Haremska
Skład i łamanie Scriptor s.c.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki – z wyjątkiem cytatów w artykułach i przeglądach krytycznych – możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
ISBN 978-83-8008-703-3
Media Rodzina Sp. z o.o. ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań tel. 61 827 08 [email protected]
Konwersja: eLitera s.c.

Książkę tę dedykuję Sylwii,mojej córeczce, która chociaż ma tylko jedenaście lat,pomogła mi stworzyć tę opowieść.

1

WSZYSCY MÓWILI, że jedenaste urodziny są najważniejszą chwilą.

– Budzisz się i baaaach! Nagle jesteś już nastolatką! Zobaczysz, spodoba ci się! – zapewniali.

Nie mogłam więc doczekać się moich urodzin. Kilka dni przed nimi stało się jednak coś strasznego. To była Najgorsza Rzecz, jaką można sobie wyobrazić, tak okropna, że nawet teraz nie chcę o niej myśleć.

W każdym razie tego dnia nawet moja mama nie pamiętała, co to za święto. Nie dostałam życzeń ani prezentów. Wstałam rano, a ona pakowała nasze rzeczy na wyjazd w góry.

– Wzięłaś już wszystko? – zwróciła się do mnie. – Dlaczego jeszcze jesteś w pidżamie?

Wyciągnęłam spod łóżka swoją walizkę i wytrzepałam z niej paprochy i kurz. Mama spakowała już nasze ubrania, więc zabrałam tylko ważne dla mnie rzeczy: teczkę tatusia, jego laptop oraz zdjęcie moje i mojej najlepszej przyjaciółki Poli.

– Na długo jedziemy? – zapytałam w samochodzie, ale mama była zajęta ustawianiem GPS-a i nie odpowiedziała.

Gdyby podróżowała z nami Pola, pewnie bawiłybyśmy się w liczenie znaków drogowych.

– Tysiąc pięćset pięćdziesiąt jeden! – wyliczyłaby moja przyjaciółka pod koniec podróży.

Albo wymieniałybyśmy, jak bardzo jesteśmy głodne.

– Jestem tak głodna, że mogłabym zjeść własną nogę! – stwierdziłaby Pola.

– Jestem tak głodna, że mogłabym zjeść kocie jedzenie z puszki! – odkrzyknęłabym.

– Mogłabym zanurzyć się w mule, a potem zjeść własne włosy!

Byłam jednak sama z mamą i jechałyśmy na drugi koniec Polski, więc nie miałam pewności, czy wydarzy się coś fajnego.

– Jestem głodna – odezwałam się, kiedy zaczęło mi burczeć w brzuchu.

– Zaraz gdzieś staniemy – obiecała mama, ale przegapiła zjazd do McDonalds’a, a potem do KFC.

Na kolanach położyłam sobie laptop taty. Minęło dokładnie dziesięć dni, cztery godziny, dwadzieścia minut i czterdzieści sekund, od kiedy stała się Najgorsza Rzecz i ostatni raz widziałam mojego tatę. Do tej pory zawsze zostawiał mi wskazówki, kiedy gdzieś wyjeżdżał. Na przykład jakiś czas temu obudziłam się rano i pod poduszką namacałam list. Maleńka karteczka została złożona aż na cztery części. Och, trudno było mi wyobrazić sobie wielkie dłonie taty wykonujące tak delikatną pracę!

Tamtego dnia rozłożyłam kartkę i przeczytałam wskazówkę: „Sowa cię poprowadzi”. Zerwałam się z łóżka i przyciągnęłam krzesło do regału. Nie jestem wysoka, w tamten poranek musiałam wyciągnąć się na całą swoją długość i jeszcze stanąć na palcach, żeby sięgnąć najwyższej półki na regale i zdjąć z niej... jeszcze chwila... moment... jest!... starą maskotkę sowę, która huczała, gdy nacisnęło się jej brzuch. Kiedy wówczas ją nacisnęłam, nie wydała żadnego dźwięku. Poczułam, że moje usta rozjaśniły się w uśmiechu.

– Gdzie jest śrubokręt? – zawołałam do mamy, która właśnie szykowała śniadanie w kuchni.

– Po co ci śrubokręt?! – odkrzyknęła, ale już zeskoczyłam z krzesła i pobiegłam do drugiego pokoju, gdzie spod łóżka wyciągnęłam pudełko z narzędziami.

Zajęło mi chwilę, zanim odkręciłam klapkę na plecach sowy. Omal nie krzyknęłam z radości, gdy ze środka wyjęłam klucz do skrzynki na listy.

– Sylwia, dokąd ty idziesz? – zdumiała się mama, widząc, że biegnę do drzwi wyjściowych ubrana w pidżamę i na bosaka.

– Zaraz wrócę! – odkrzyknęłam.

– Idziesz w pidżamie? Oszalałaś?! Włóż chociaż buty!

– Nie są mi teraz potrzebne! – I już byłam za drzwiami. Omal nie połamałam sobie nóg na schodach. – Dzień dobry! – zawołałam do sąsiada, który minął się ze mną przy skrzynce na listy.

– Dobry! – odpowiedział i chyba chciał mi ustąpić miejsca, bo przesunął się w prawo. Tak się jednak złożyło, że ja też przesunęłam się w prawo, więc zderzyłam się z jego potężnym brzuchem.

– Sorki! – wybąkałam, przeskakując w lewo.

W skrzynce znalazłam tylko ulotkę pizzerii. Chwilę obracałam ją w palcach, zanim się zorientowałam, że to jest właśnie kolejna wskazówka! Kilka liter z menu tata zakreślił pisakiem. Zaczęłam je odczytywać: „r” ze słowa „oregano”; „o” ze słowa „sos”, „s” ze słowa „ser”, „j” ze słowa „jajko” i „a” ze słowa „kurczak”.

– Rosja – wyszeptałam.

Oczywiście to nie była odpowiedź, tata nie wyjechał przecież do Rosji, bo to strasznie daleko! Biegiem zawróciłam do mieszkania, przeskakując po kilka schodów naraz.

– Gdzie są rosyjskie baśnie?! – zawołałam, z hukiem zatrzaskując za sobą drzwi.

– Po co ci teraz baśnie? – odkrzyknęła mama i aż się wychyliła z kuchni.

– Po prostu mi powiedz, gdzie są!

Wskazała książki stojące pod oknem w salonie, przygotowane do oddania dla małych dzieci. Podekscytowana usiadłam na dywanie i wygrzebałam ze stosu właściwy tom. Od razu otworzył się na rozdziale pełnym ilustracji motyli! Właśnie tam tata umieścił kolejną kartkę złożoną na pół. Tym razem znajdował się na niej rysunek wykonany przeze mnie, gdy byłam jeszcze mała.

– Farma! – Moje spojrzenie błądziło po świnkach na rysunku. – Farma świń? – zastanowiłam się. Nie, to nie miało sensu. Ale przecież na pewno był powód, dla którego rysunek trafił akurat do tego rozdziału!

Farma świń i motyle?

Poderwałam się na nogi i pobiegłam do sypialni, żeby uruchomić laptop. W wyszukiwarkę internetową wpisałam wszystkie trzy słowa: „farma”, „motyl”, „świnie”. Roześmiałam się, kiedy wyświetlił mi się pierwszy link, łączący te wyrazy.

– Tata pojechał do Świnoujścia? – zapytałam, obracając się do mamy, która weszła za mną do pokoju.

– Tak – odpowiedziała. – Skąd wiesz?

– Tam jest farma motyli! Będzie robił rysunki do gry? To dlatego tam pojechał, bo chciał zobaczyć gatunki motyli na własne oczy?

– Następnym razem mnie zapytaj! Nie musisz biegać w pidżamie po klatce schodowej i przynosić nam wstydu! – odparła mama, podpierając się pod boki.

*

TERAZ COŚ WAM WYJAŚNIĘ. Jestem niska i bardzo, bardzo szczupła, a moje jasne włosy najczęściej są tak nieuczesane, że nauczycielka w szkole już wiele razy wstawiła mi za nie uwagę z zachowania. Kiedyś Tomek z mojej klasy specjalnie usiadł na lekcji plastyki za mną. Kiedy poczułam szarpnięcie we włosach, obróciłam się i zobaczyłam, że w pośpiechu cofał nożyczki.

– Chciałeś mi ściąć włosy? – zdumiałam się.

– Stępiłaś mi nożyczki! – odwarknął.

– Jesteś tak samo tępy jak one! – syknęła Pola, która siedzi ze mną w ławce.

Moje oczy podobno są niebieskie jak bezchmurne niebo latem, ale tak naprawdę niebieski kolor można w nich dostrzec tylko przy pełnym słońcu, a na co dzień wydają się zwyczajnie szare. No i niestety jeszcze nie urosły mi piersi, a większość dziewczyn z mojej klasy nosi już staniki, więc przed lekcjami wf muszę przebierać się w łazience, żeby się ze mnie nie śmiały.

W szkole jednak wszyscy mnie znają.

Kiedy idę korytarzem, ludzie szepczą do siebie:

– Wow! To ona!

Nie, nie mam na czole blizny jak Harry Potter, nie wymyśliłam Simsów ani nie jestem najbardziej znaną youtuberką. Tak się jednak złożyło, że mój tata stworzył dwie gry komputerowe, które stały się hitami! W Świat Pons i Katastrofę w kosmosie grają ludzie nie tylko w moim wieku, ale też o wiele ode mnie starsi! Czasem zdarzało mi się iść przez szkołę i być zaczepianą.

– Ej, ty! – mówili nastolatkowie. – Powiedz swojemu tacie, że czwarta część Katastrofy jest najlepsza!

Albo:

– Czekaj, mała! Czy twój ojciec nie mógłby zrobić gry na podstawie moich pomysłów?

Raz Darek, nazywany przez wszystkich Furią, znalazł mnie w szatni, gdzie przebierałam buty. Był w najstarszej klasie i wszyscy się go bali, ponieważ bardzo łatwo wpadał w szał, więc gdy nakrył mnie jego potężny cień, pomyślałam, że już po mnie. Byłam tego absolutnie pewna!

– W drugiej części Świata Pons nie da się przejść przez przygodę z kosmitą! – warknął Furia, a ja otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale okazało się, że ze strachu brakuje mi słów.

– No i co z tego? – zapytała Pola, która nigdy nikogo się nie boi.

Potężna pięść Furii uderzyła o ścianę za jej ramieniem.

– Jej ojciec ma coś z tym zrobić! – ryknął.

Och, jak bardzo zazdrościłam Poli, gdy stanęła przed Furią wyprostowana jak księżniczka, z uniesioną głową i bez lęku.

– Jej tata ma coś innego do roboty! – odgryzła się. – A przygodę z kosmitą przeszłam lewą ręką na padzie, więc nie wiem, czemu tobie się nie udało?!

Kiedy Furia zmierzył moją przyjaciółkę wzrokiem, pomyślałam, że ją zgniecie albo rzuci jej ciałem przez całą długość korytarza jak olbrzym, który wyrywa chwast. Zamknęłam oczy, żeby na to nie patrzeć. Na szczęście właśnie wtedy, kiedy wydawało mi się, że nic nas już nie uchroni, usłyszałam głos nauczycielki matematyki:

– Kto tutaj tak krzyczy? Darku, co ty robisz w szatni dla młodszych klas?

Furia natychmiast cofnął pięść.

– Ja eeee... – wybąkał.

– Proszę natychmiast stąd wyjść! – dodała nauczycielka.

A wtedy chłopak zerknął na mnie i na Polę. Ale zrobił to tak, że poczułam, jak dreszcze przebiegają mi po plecach. Wzrok Furii sięgnął naszych oczu, nosów i czół. Kiedy nastolatek wycofał się na schody, poruszył ustami, szepcząc, że to nie jest koniec, że jeszcze nas dopadnie. I wiecie co? Wierzę, że tak się stanie pewnego dnia. A wówczas rozmaże nas obydwie na ścianie albo na chodniku.

2

ZANIM STAŁA SIĘ NAJGORSZA RZECZ i mama zabrała mnie ze sobą w góry, w mojej rodzinie wszystko jeszcze wyglądało normalnie. To znaczy, ja nie miałam pojęcia, że dzieje się coś niedobrego, bo rodzice postanowili mi o tym nie mówić. Pamiętam, że tego dnia po historii z Furią tata odebrał mnie ze szkoły, co było dziwne, ponieważ normalnie pracował o tej porze.

– Nie jesteś dzisiaj w pracy? – zapytałam zdziwiona, podchodząc do niego.

– Wziąłem wolne – odparł tata i wyciągnął rękę po mój plecak.

Podeszliśmy w pobliże naszego wieżowca, ale tata minął wejście na klatkę schodową i szedł dalej, jakby to była najoczywistsza rzecz pod słońcem.

– Dokąd idziemy? Gdzie jest mama? – zawołałam, podbiegając do niego.

– Jeszcze jest czas do obiadu, więc chodź na spacer do lasu! – Tata puścił do mnie oko. – Skoro mam wolne... to nie zdarza się często, prawda? Wykorzystajmy ten czas.

Zaszliśmy bardzo daleko po ścieżce w lesie, aż do potężnego głazu, na który uwielbiałam się wspinać, bo wtedy sobie wyobrażałam, że chodzę po księżycu. Akurat wdrapałam się na samą górę i wyobrażałam sobie, że to jest księżyc, kiedy tata przerwał nasze milczenie, mówiąc:

– Zacząłem robić grę dla ciebie, Sylwio.

Zastygłam na głazie jak rzeźba, wpatrzona w tatę.

– Robisz dla mnie grę? – powtórzyłam i natychmiast zapomniałam o Furii, o Świecie Pons i całej reszcie. – Czy... Czy to będzie prezent na moje urodziny?

– Tak!

Ogarnęła mnie fala radości. Och, to chyba magia! Będę miała własną grę!

– Opowiedz mi o niej wszystko! – wykrzyknęłam, ale tata położył sobie palec na ustach, nakazując mi ciszę.

– Ciiii... To tajemnica! Dowiesz się w dzień urodzin. Teraz mogę ci tylko powiedzieć, że będzie się nazywała Planetą Trzech Słońc.

– Powiedz mi cokolwiek! Jedno słowo! Proszę! Proszę!... – Zeskoczyłam z głazu i złapałam go za rękę, jak mała dziewczynka. – Czy to będzie gra o kosmosie? Ta Planeta Trzech Słońc... co to właściwie jest? Tatooo, musisz mi powiedzieć!... Tatoooo!

WTEDY NICZEGO MI NIE ZDRADZIŁ, a w kolejnych dniach aż waliło mi serce, gdy widziałam, że pracuje na komputerze, pochłonięty grą. Codziennie zadawał mi nowe pytania:

– Jakie chciałabyś mieć zdolności?

– Umieć latać!

Poważnie pokiwał głową.

– Będę latać w grze?! – Łyżka, którą akurat jadłam zupę, wypadła mi z ręki i z chlupotem wpadła do talerza.

– Już się zgodziłem – odparł poważnie tata.

– Naprawdę?! Będę mieć skrzydła? Czy może wymyślisz mi jakiś kombinezon, w którym mogę unosić się w powietrzu, albo... nie! Mam plan! Skrzydła będą mi wyrastać, kiedy...

– Ciiii. – Tata położył sobie palec na ustach. – Tajemnica. Pamiętasz?

Prawdopodobnie to była jedyna okazja, żeby stworzył grę dokładnie taką, jak mi się marzyło, więc zerwałam się z krzesła i zaczęłam wyliczać:

– I chcę jeszcze czytać w ludzkich myślach! I przesuwać przedmioty wzrokiem! Mogłabym też umieć robić to... eee... to, że zapala się ogień od samego patrzenia! I chciałabym mieć bardzo niebieskie oczy! I włosy do pasa, nie takie falujące, tylko o wiele ładniejsze, proste, i wolę być trochę szersza w biodrach... no wiesz, jak Angelika Małek, bo ona już wygląda jak nastolatka i... w grze mogłabym mieć rodzeństwo? Bo chciałabym mieć młodszą siostrę i starszego brata i...

– Jedz obiad! – ucięła mama i wymieniła z tatą spojrzenia.

NASTĘPNEGO RANKA po tamtej rozmowie rodzice jeszcze spali, kiedy zaspana wyszłam z pokoju. Wieczorem widziałam, że tata pracował. Teraz drzwi do jego gabinetu były uchylone, więc nie mogłam się powstrzymać i ostrożnie zajrzałam do pokoju.

Oczywiście wiedziałam, że nie powinnam tego robić... ale już zrobiłam krok w stronę biurka taty. A potem następny krok, bo to było silniejsze ode mnie. Zobaczyłam rozrzucone na blacie szkice.

„Jakie piękne!” – pomyślałam.

Na samym wierzchu leżał rysunek dziewczyny o jasnych włosach.

„Słowo daję, przecież to ja!” – pomyślałam, bo dziewczyna miała moje włosy, usta zupełnie jak u mnie i ten lekko zadarty nos, którego nie lubię. O rany, tata chciał, żeby główna postać w grze wyglądała jak ja! Hurra! Hurra! Czy można wymarzyć sobie coś bardziej niesamowitego?!

– Iks de – wyszeptałam podekscytowana.

Zobaczyłam inne prace i marszcząc brwi, wyciągnęłam je na wierzch. „Szafirowy las” – przeczytałam podpis pod pięknym szkicem, przedstawiającym niezwykły las, pełen potężnych drzew i szafirowych kwiatów. Inny rysunek został opisany nazwą „Łąki Marzeń”. Patrzyłam na ten rysunek, ledwie łapiąc oddech! „Łąki Marzeń – miejsce, gdzie spełniają się marzenia” – napisał tata pod szkicem. „Planeta Trzech Słońc” – ostrożnie przesunęłam kartkę, odsłaniając rysunek potężnego wybuchu w kosmosie, który rozrzucił planety i gwiazdy. Tata w notatkach napisał: „Planeta Trzech Słońc pochłonęła czas... Co to oznacza? Czy można na niej cofać czas albo przesuwać go do przodu? Gdyby to było możliwe, odzyskalibyśmy to, co straciliśmy?”.

Właśnie wtedy usłyszałam jakiś dźwięk. To laptop taty pracował. Och, wiedziałam, że jeśli poruszę palcem po padzie, ekran rozjaśni się i wtedy... o rany, zobaczę grę!

Głośno przełknęłam. Wyciągnęłam rękę i uniosłam ostrożnie klapkę laptopa... tylko odrobinę... zrobiłam jedynie niewielką szparę wielkości pięćdziesięciu groszy. Ekran od razu się rozjaśnił, ukazując mi...

Przez moje ciało przebiegł dreszcz jak wstrząs elektryczny, tak silny, że miałam ochotę krzyczeć. Odetchnęłam głęboko i podniosłam rękę wyżej, a na ekranie pojawiła się przestrzenna postać dziewczyny – wyglądała zupełnie jak ja, tylko była ode mnie o wiele piękniejsza. Wpatrywałam się w jej obcisłe długie spodnie, czarną koszulkę z długimi rękawami, z rysunkiem dwóch skrzyżowanych strzał oraz wysokie trapery wiązane jak łyżwy, z dwunastoma klamrami.

– To ja! – powiedziałam cicho.

„NAZWIJ AWATARA” – poinformował komunikat, który wyświetlił się przy postaci.

„Everi” to moje sekretne imię, posługuję się nim w grach online, w gatcha studio, na musicaly i na YouTube. Tata o tym wiedział, ale widocznie jeszcze się nie zdecydował. Nabrałam tchu, żeby uciszyć łomot serca.

„To tylko na próbę” – pomyślałam. „Nic się nie stanie, zaraz potem przecież skasuję to imię i zamknę grę. Tata się nie dowie”.

Moje palce przebiegły po klawiszach. Napisałam „Everi”. Chciałam zrobić to tylko raz i natychmiast się wycofać, ale wtedy... Baaaach! Było tak, jakbym złamała jakieś zaklęcie! Pustka z oczu wirtualnej dziewczyny zniknęła, zastąpiona przytomnym spojrzeniem. Everi opadła stopami na podłogę, uniosła głowę i spojrzała prosto w ekran laptopa, jakby dokładnie wiedziała, że tam jestem!

– Hej! – powiedziała.

Wtedy już serce dudniło mi gdzieś w gardle.

– Nie widzę cię! – Everi zmrużyła oczy jak kot, gdy poświeci się na niego światłem z latarki.

W tamtej chwili wszystko, czego pragnęłam, to mieć już urodziny, otrzymać grę i grać, grać, grać!

Ale nie mogłam przecież zepsuć tacie niespodzianki. Kosztowało mnie naprawdę wiele wysiłku, żeby skasować imię z paska narzędzi. Żywe spojrzenie Everi natychmiast znikło, zastąpione pustką w jej oczach. Awatar znowu zawisł w białej przestrzeni, a ja opuściłam klapkę laptopa i najszybciej jak potrafiłam, uciekłam z pokoju.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki