Wydawca: RW2010 Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 229 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Świt ebooków nr 4 -

Pierwszy polski e-magazyn o e-książkach, e-pisarzach, e-czytelnictwie, self-publishingu. Proponujemy: wywiady, felietony, recenzje, opinie, analizy rynku, opowiadania. Zapraszamy i zachęcamy do współpracy: recenzentów, autorów, wydawców, dystrybutorów Jak zwykle z dumą prezentujemy kolejny numer Świtu ebooków. Już czwarty. Numer poświęcony zjawisku i zagadnieniom związanym z polskim self-publishingiem. Zapraszamy. Przy czwartym numerze zima 2013/2014 współpracowali: Alison, Awiola, Agnieszka Bukowczan-Rzeszut, Chani, Agnieszka Chojnowska, Ciernik, Robert Drózd, Aneta Gonera, Anna Kańtoch, Radek Lewandowski, Honorata Nowacka, Dorota Ostrowska, Paideia, Robert Plesowicz, P.M.V., Pokrzywnica, Maciej Różalski, Marcin Rusnak, Aneta Rzepka, Sardegna, Aleksander Sowa, Wojciech Walicki, Wiktor Werner, Margaret Willins, Marta Żołnierowicz, Ewa Żyźniewska.

Opinie o ebooku Świt ebooków nr 4 -

Fragment ebooka Świt ebooków nr 4 -

REDAKCJA

Redaktor naczelny: Maciej Ślużyński

Sekretarz redakcji: Joanna Ślużyńska

Skład i łamanie: Oficyna Wydawnicza RW2010

Zespół redakcyjny: Oficyna Wydawnicza RW2010

Współpraca:

Alison, Awiola, Agnieszka Bukowczan-Rzeszut, Chani, Agnieszka Chojnowska, Ciernik, Robert Drózd, Aneta Gonera, Anna Kańtoch, Radek Lewandowski, Honorata Nowacka, Dorota Ostrowska, Paideia, Robert Plesowicz, P.M.V., Pokrzywnica, Maciej Różalski, Marcin Rusnak, Aneta Rzepka, Sardegna, Aleksander Sowa, Wojciech Walicki, Wiktor Werner, Margaret Willins, Marta Żołnierowicz, Ewa Żyźniewska.

 

ISSN 2300-5645

WYDAWCA

Oficyna wydawnicza RW2010

Os. Orła Białego 4 lok. 75

61-251 Poznań

marketing@rw2010.pl

www.rw2010.pl

 

Serdecznie zapraszamy do współpracy wszystkich recenzentów, blogerów, dziennikarzy, autorów, księgarzy i wydawców. Propozycje tekstów lub linki do tekstów należy nadsyłać na podany adres poczty elektronicznej. W sprawach reklamy w magazynie – prosimy o kontakt na podany adres poczty elektronicznej.

SŁOWO WSTĘPNE

Maciej Ślużyński: Zrób to sam?

Głównym tematem tego numeru naszego kwartalnika jest self-publishing, czyli postaramy się poruszyć ogół zagadnień związanych z samodzielnym wydawaniem ebooków. Inaugurujemy tym samym powstanie odrębnego działu poświęconego w całości zagadnieniu self-publishingu, i witamy w naszym redakcyjnym gronie Macieja Różalskiego, który będzie tym właśnie działem zawiadywał.

O samym zjawisku w bieżącym numerze wypowiadają się znacznie lepsi ode mnie specjaliści, w dużej mierze – praktycy i praktykujący, więc zachęcam do uważnej lektury i odsyłam P.T. Czytelników do poszczególnych tekstów. Ja tylko chciałbym napisać, co – według mnie, choć nie jestem w mojej opinii odosobniony – stanowi największą, najpoważniejszą wadą polskiego self-publishingu. I od razu dodam, że nie ma wyjątków, a ja wyjątkowo nie zamierzam być ujmujący i miły, czyli taki, jaki jestem na co dzień. Dlatego piszę wprost: polski self-publishing jest wyjątkowo złej jakości. Nie mam na myśli technicznych aspektów przygotowania tekstu, owych magicznych konwersji, dzięki którym dokument tekstowy, powstały przy pomocy edytora tekstu, da się „odtworzyć” na czytniku lub urządzeniu mobilnym.

W Autorach publikujących w tym trybie liczne i wierne grona akolitów wytworzyły bowiem przekonanie, iż są artystami skończonymi, jednostkami uformowanymi oraz idealnymi i że nic, ale to absolutnie nic, nie muszą robić ze swoimi tekstami – wystarczy je „wrzucić do neta”, a nowi wierni wyznawcy na pewno się znajdą. Opinię tę nader chętnie przyjmują do akceptującej wiadomości owi Autorzy, bo jest im miło i jakby zwalnia ich to od dalszej pracy nad jednym konkretnym utworem. Można iść dalej, zbierając po drodze laury i pochwały. A jako ktoś ośmieli się skrytykować – „to się czepia”. I dlatego właśnie polski self-publishing tak daleki jest od doskonałości.

Nasz zespół redakcyjny wychodzi z założenia (słusznego założenia – dodam bez wahania), że każdy tekst wymaga redakcji. A jeśli piszę, że każdy, to wiedzcie, że mam na myśli nie tylko tekst powieści, opowiadania, bajki dla dzieci czy artykułu, ale także tekst recenzji, felietonu oraz niniejszego wstępu. Mało tego – każdy Autor, publikujący w każdym z możliwych (bądź niemożliwych) trybów, potrzebuje w mniejszym bądź większym stopniu współpracy z doświadczonym redaktorem. A przeważnie – w stopniu większym; znacznie większym niż dany Autor byłby skłonny przyznać.

Niestety – i piszę te słowa z wielkim żalem, jako miłośnik języka ojczystego i jako miłośnik czytania wszystkiego, co zostało zapisane – polscy Autorzy z kręgu self-pub ważą sobie lekce fakt, że redakcja i korekta, a także składnia, gramatyka, stylistyka i interpunkcja stanowią nieodłączne atrybuty dobrego pisania. I że bez nich dobre pisanie nie występuje w przyrodzie, a ich teksty będzie się czytać ciężko, bez przyjemności i z dojmującym bólem śledziony.

Lecz tego bólu nie odczuwają wcale przyjaciele, znajomi, bliższa i dalsza rodzina oraz liczni recenzujący blogerzy. Co do przyjaciół, rodziny i znajomych – ja to nawet rozumiem, ale postawa „recenzujących blogerów” jest dla mnie cokolwiek dziwna, a w każdym razie była dziwna do niedawna. Objaśniono mi bowiem parę dni temu, używając argumentów siły w miejsce silnych argumentów, że „blogujący recenzent” to taki sam czytelnik jak ten z rodziny, tyle że ma dostęp do środków masowego rażenia swoim entuzjazmem, z których korzysta do woli i czasami bez opamiętania. Jeśli zatem przyjąć takie kryterium – pełna zgoda, a recenzentów owych zaliczę do grona „krewnych i znajomych Królika” i rozszerzę na nich definicję „rodziny bliższej lub dalszej”.

Ale nie tylko ci szatani są tu czynni! Przestanę już krytykować liczne grono bezwarunkowych miłośników prozy radosnej, acz niedopracowanej, gdyż jest ich całe mrowie i mogą wdać się ze mną w bolesną kontrakcję, a tego bym nie zniósł jako człowiek łagodnego serca i takiejże natury. Bo jeszcze dwa czynniki są niemniej ważne dla wytłumaczenia kiepskiej jakości wielu tekstów publikowanych na popularnych platformach służących właśnie do publikowania tychże tekstów.

Pierwszy z nich – to technika i technologia, które sprawiają, że publikowanie nigdy nie było tak proste jak w obecnych czasach. Proste i zarazem szybsze niż myśl Lenina, co siłą rzeczy powoduje powstawanie błędów wynikających nie tyle z braku czasu na poprawki, ile z braku ogólnej refleksji nad słowem własnoręcznie pisanym. Drugi – to brak warsztatu pisarskiego. Tylko tyle i aż tyle.

I żeby nie było – nie potępiam self-publishingu jako zjawiska, bo według mnie niesie on ze sobą więcej pożytku niźli szkody. Zżymam się za to na dość niefrasobliwe podejście Autorów do swoich tekstów i swoich czytelników. A tego wybaczyć nie mogę.

Stąd apel – więcej staranności, drodzy Autorzy spod znaku self-publishingu! Prezydent Wałęsa ponoć powiedział kiedyś: „miała być wolność słowa, a tu każdy gada to, co chce”. Ja powiem – miała być wolność publikacji, a tu tak słabe teksty, że aż się płakać chce. I nie, nie mówcie mi, że wszystkie dobre teksty lądują w „prawdziwych” wydawnictwach, gdzie poddawane są wielopoziomowej obróbce i w efekcie można je znaleźć na półkach w księgarniach, a zatem do netu trafiają tylko takie teksty, których nikt z wydawnictwa przeczytać nawet nie raczył. I nie mówcie mi też, że nie umiecie pisać. Umiecie pisać, tylko poprawiać Wam się nie chce!

Ale rozgrzeszam Was z jednego tylko powodu – nigdy nie spotkałem się ze zjawiskiem, żeby Autor dał radę zrobić redakcję swojego tekstu. Owszem, czasami zdarza się, że da radę zrobić redakcję tekstu cudzego – ale swojemu nie podoła. W przypadku własnego utworu człowiek jest jak w gęstym borze – nie widzi drzew, bo las mu zasłania...

FELIETONY

Robert Drózd: Pomysł na self-publishing, czyli książka Alexa Barszczewskiego

Test pochodzi z portaluŚwiat czytników.

Tematykę self-publishingu poruszam co jakiś czas. Najchętniej pokazuję przykłady autorów, którzy mają do tego tematu własne podejście i co więcej – udaje im się to.

Dzisiaj zaprezentuję Wam książkę Alexa Barszczewskiego, który od wielu lat prowadzi bloga na temat rozwoju osobistego, a pod koniec ubiegłego roku wydał też Sukces w relacjach międzyludzkich. Najpierw w formie papierowej – w ciągu kilku miesięcy rozeszło się 2 tysiące egzemplarzy. W lutym zaś ukazał się też ebook (EPUB/MOBI), którego miałem okazję testować przed wydaniem.

Książkę można kupić przede wszystkim od autora – zarówno wersję papierową (35 zł), elektroniczną (25 zł), jak i pakiet obu formatów (45 zł).

„Sukces w relacjach międzyludzkich” skierowany jest do ludzi wchodzących dopiero w życie zawodowe i rozpoczynających planowanie kariery – ale zawiera zestaw umiejętności, których brakuje często i na późniejszym etapie. Książkę przeczytałem z dużym zainteresowaniem, chociaż sporo koncepcji było mi znanych; gdybym na nią trafił, mając 20 lat, pewnie bym reagował z takim entuzjazmem jak wtedy, gdy odkryłem pozycje Niwińskiego czy Coveya – wszystkich uczących tego, czego „zapomniała” nas nauczyć polska szkoła.

Postanowiłem zapytać autora o parę spraw związanych z self-publishingiem.

1. Jak wyglądała w Twoim przypadku droga od pisania bloga do decyzji o wydaniu książki? 

Blog zacząłem pisać w 2006 roku i w międzyczasie nagromadziło się tam tyle wiedzy, że korzystanie z niej stało się „nieco” utrudnione. Stąd powstała idea napisania książki. Początkowo miała ona być o dobrym ustawieniu się w życiu, ale jak zacząłem ją pisać, to uświadomiłem sobie, że do tego absolutnie konieczna jest umiejętność nawiązywania dobrych relacji z różnymi ludźmi. Stąd aktualny temat.

2. Dlaczego zdecydowałeś o samodzielnej promocji książki, a nie o pójściu do wydawnictwa?

Doprecyzujmy, że nie tylko promuję i sprzedaję książkę, ale też w 100% ją wydałem, stosując zarówno podejście Lean Startup, jak i bootstrapping. Dziś wiem, jak to zrobić, mając naprawdę niewiele pieniędzy do dyspozycji.

W miarę pisania książki drukowałem jej fragmenty na papierze formatu A5 i takie „beta kawałki” dawałem do poczytania różnym ludziom. Wszystkim się bardzo podobały i w którymś momencie stwierdziłem, że mam książkę potrzebną prawie wszystkim, do tego lekko i praktycznie napisaną. To był produkt, który szkoda było mi dać wydawnictwu, bo wierzyłem, że ma w sobie duży potencjał. Poza tym lubię eksperymentować.

3. Rozpocząłeś sprzedaż od wersji papierowej, dopiero w lutym wprowadziłeś ebooka. Jak oceniasz zainteresowanie wersją elektroniczną?

Zanim omówimy tę sprawę, warto podkreślić parę szczególnych punktów związanych akurat z tą książką.

Po pierwsze jest to książka nie tylko do czytania, ale też podręcznik do samodzielnej pracy. Jako taki jest wygodniejsza w papierze, choćby ze względu na możliwość bardzo szybkiego kartkowania i robienia mnóstwa notatek. Sam widziałem egzemplarze pełne uwag, podkreśleń i zagiętych rogów. Ebook nie daje nam takich możliwości, przynajmniej nie tak łatwo. Mówię to jako fanatyczny użytkownik Kindle.

Po drugie e-book ukazał się dopiero w lutym, więc mamy dość mało danych porównawczych.

Po trzecie książka w papierze sprzedawana jest też na eventach, w kilku księgarniach i na zamówienie firm w większych ilościach (20-100 sztuk). To może nieco zniekształcać obraz.

Dlatego będzie rozsądnie, jeśli weźmiemy dane porównawcze wyłącznie ze sklepu internetowego, bo tu oba produkty są sprzedawane równolegle.

Weźmy okres od 3.02 do dzisiaj i przyjrzyjmy się najpierw proporcjom sprzedanych egzemplarzy (niebieski/po prawej – wydanie papierowe, ceglasty/po lewej – ebook)

Widać, że w sztukach ebook wyprzedza książkę papierową.

Odliczając VAT, przychód netto rozkłada się następująco:

Widać, że wysoki VAT na ebooki bardzo zmniejsza przychód z formy elektronicznej.

Spójrzmy teraz na dochód przed opodatkowaniem, czyli przychód minus VAT minus koszty.

Pamiętamy: niebieski/po prawej – wydanie papierowe, ceglasty/po lewej – ebook.

Widać, że tutaj wydaniu papierowemu ciążą wyższe koszty produkcji i wysyłki, co mimo wyraźnie większego przychodu netto powoduje, że dochód jest prawie równy.

Warto też uwzględnić, że spora część ebooków została sprzedana jako dodatek do książki papierowej za znacznie niższą cenę (10 zł zamiast 25 zł)

Proporcje ilościowe między ebookami w różnych cenach wyglądają następująco (po prawe – ebook 25, po lewej – ebook 10):

To są oczywiście dane obejmujące nieco ponad miesięczny okres sprzedaży. Chętnie poinformuję Cię, jak to będzie wyglądać za pewien czas. Może się komuś takie informacje przydadzą.

4. Jakie są Twoje dalsze plany związane z książką i pisaniem?

W najbliższych tygodniach będę intensywnie pracował w mojej podstawowej działalności biznesowej, zarabiając bardzo konkretne pieniądze. Od kwietnia chcę popróbować, co jeszcze można zrobić z książką, którą wydałem. Głównym wyzwaniem jest to, że większość ludzi, dla których jest ona przydatna, nic nie wie o jej istnieniu, a rynek księgarski w Polsce jest nieco dysfunkcyjny. To będzie ciekawe wyzwanie. Potem zabiorę się za pisanie następnej książki, mam już kolejny istotny temat.

Podsumowanie

Na początku mała polemika. Mimo tego, że jako czytelnik bloga Alexa kupiłem sobie jego książkę najpierw na papierze, to... przeczytałem ją dopiero na czytniku, również robiąc sporo podkreśleń, co mniej więcej wygląda tak.

Oczywiście notatki znacznie łatwiej jest robić na papierze – podobnie jak ćwiczenia, które co jakiś czas pojawiają się w książce. Posiadacz czytnika może sięgnąć po tradycyjny zeszyt, zresztą udowodnione jest, że pisanie ręczne poprawia kreatywność...

Autor jest ze sprzedaży książki zadowolony – pamiętajmy tylko o jednym. Tak obiecujących wyników nie byłoby, gdyby Alex przez kilka lat nie prowadził bloga i nie tworzył społeczności. Samo wydanie książki niczego w zasadzie nie załatwia – wystarczy kilkaset złotych na ebooka i trochę więcej na papier.

Tak zresztą Alex komentował niedawno sprawę Kai Malanowskiej – autorki nominowanej do Nike, która napisała o kiepskich wpływach finansowych z tytułu ostatniej książki.

W dzisiejszych czasach konieczne jest jak najwcześniejsze stworzenie platformy kontaktu z odbiorcami, budowanie z nimi relacji, wchodzenie w dialog. Często oznacza to zdobywanie fanów naszej twórczości długo przed jej oficjalnym opublikowaniem. Wszystko jedno, jakiego rodzaju jest to twórczość! Zrobienie tego dobrze daje obecnie zdumiewająco dobre rezultaty, na pewno lepsze niż ustawianie się w kolejce po jakiekolwiek zapomogi od Państwa. Jak pokazuje praktyka, dla finansowego powodzenia naszej działalności twórczej może to być nawet ważniejsze od prestiżowych nagród.

Nad tym musi pomyśleć każdy, kogo interesuje forma self-publishingu. Z książki można mieć do 100% przychodu zamiast tradycyjnych 10%, ale jednocześnie ponosi się wszelkie koszty – przygotowania, dystrybucji, ale przede wszystkim promocji. Nie dziwię się, że niektórzy autorzy wolą wybrać tradycyjne wydawnictwa (i niższe zarobki), ale skupić się na pisaniu. Niemniej przykład Alexa Barszczewskiego pokazuje, że jeśli mamy już swoje własne grono odbiorców – warto do takiej formy wydawania podejść.