Święty Cyryl biskup aleksandryjski i walka o bóstwo chrystusowe - Jan Badeni, Andrzej Sarwa - ebook

Święty Cyryl biskup aleksandryjski i walka o bóstwo chrystusowe ebook

Jan Badeni, Sarwa Andrzej

0,0

Opis

Wielkie spory chrystologiczne w starożytności chrześcijańskiej. Bohaterami opisywanego tutaj sporu są Św. Cyryl Aleksandryjski i uznany za heretyka Nestoriusz. Fragment opracowania: „Kto to był Nestoriusz? Z rodzinnego miasta Germanicji w Syrii, przybył on za młodu do Antiochii, gdzie odznaczył się niebawem wymową, a bardziej może niż właściwą wymową, miłym i dźwięcznym głosem. Kazania i sława nader umartwionego życia zjednały mu wziętość, a gdy pod koniec r. 427 umarł biskup konstantynopolitański Sisinnius, obrano na tę godność Nestoriusza. Lud upatrywał w nim drugiego Jana Chryzostoma. W pierwszym kazaniu, powiedzianym w Konstantynopolu, wystąpił gwałtownie przeciw heretykom: ˝Uwolnij ziemię od heretyków, cesarzu! – wołał do obecnego Teodozjusza – a dam ci za to niebo; pomóż mi zwyciężyć kacerzy, a dopomogę ci w wojnie przeciw Persom˝. Ale już w tej epoce pozornej gorliwości, rzucał pierwsze nasiona przyszłej herezji...”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 89

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność



Podobne


 

 

Ks. Jan Badeni SJ 

 

Święty Cyryl

BISKUP ALEKSANDRYJSKI

i

WALKA O BÓSTWO CHRYSTUSOWE

W V WIEKU

 

~~~~~~~~~~

 

Andrzej Juliusz Sarwa

 

NESTORIUSZ

W OBRONIE JEZUSOWEGO CZŁOWIECZEŃSTWA

 

 

 

Armoryka

Sandomierz

 

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Na okładce: Jesus Christ the Pantocrator, Russian icon from first quarter of 18th cen.,

licencjapublic domain, źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Isus.jpg

This file has been identified as being free of known restrictions under copyright law,

including all related and neighboring rights.

 

Tekst wg edycji XIX–wiecznej. 

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27–600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978–83–7639–135–9 

 

 

 

Ks. Jan Badeni SJ

Wprowadzenie

Wielu ludzi, patrząc jak fale dzisiejszego krytycyzmu i niedowiarstwa unoszą jedne po drugich okruchy starych wierzeń chrześcijaństwa i same podwaliny tej dwudziestowiekowej budowli podmywają – doznaje uczucia jakiejś nieogarnionej trwogi. Kiedy np. obradujący w Berlinie synod protestantów uchwala rezolucję p. Tauchera, ˝że warunkiem dla chcących brać udział w pracach synodalnych jest uznanie zasadniczego artykułu o Bóstwie Chrystusa˝ (na posiedzeniu d. 26 sierpnia 1885 r.) – słychać w tym orzeczeniu jakby jęk konającej wiary protestantyzmu; a kiedy i przeciwko temu powstaje burza protestów i nagan, nawet w organach ˝ewangelickiego stowarzyszenia˝ (Protestantenverein), odsłania się cała bezdeń negacji, do jakiej wiek nasz doszedł: chrześcijanie przeczą Bóstwu Chrystusa! Dokąd nas ta fala zapędzi?

W istocie jednak nie trwoga powinna nas katolików na ten widok przejmować, ale, prócz litości dla zbłąkanych, błogie uczucie naszego bezpieczeństwa. Nawa niosąca całość naszej wiary, depositum fidei (I Tym. 6), już nieraz przebyła te wszystkie nawałności. I dawne wieki miały swoich protestantów, przeczących wszystkiemu, a godzących się jedynie w protestowaniu przeciw Kościołowi; miały także swoich Strausów i Renanów, godzących na Bóstwo Założyciela Kościoła. Rodzaj ich szermierki był wprawdzie inny niż dzisiaj, stosowny do ducha onych czasów i nastroju minionych społeczeństw; nie mieli oni do pomocy tej skłonności umysłów do materializmu, jaka dzisiejszym sekciarzom służy, ale mieli w ręku Pismo św., któremu powszechnie wówczas wierzono, a które przebiegły umysł zawsze przekręcić potrafi; mieli dwory cesarskie przystępne intrydze, a niezapominające jeszcze pogańskiego tytułu: Imperator Pontifex Summus. Przedmiot jednak, około którego walczono, tj. dogmat katolicki, zawsze był ten sam co dzisiaj i zawsze ten sam cel walki: zburzenie królestwa Chrystusowego na świecie.

Od takiej walki o Bóstwo Chrystusa, na wielkie rozmiary, pod wodzą św. Cyryla Aleksandryjskiego z jednej strony, a z drugiej sławnego Nestoriusza, wrzał świat chrześcijański w początkach V wieku. Pamiętać trzeba, że prawda objawiona nie posiadała ku swojej obronie w pierwszych wiekach tych wyrazistych, niemal geometrycznych określeń, z jakimi ją w dzisiejszych katechizmach znajdujemy. Bóg dał od razu Kościołowi w apostolskich czasach cały depozyt wiary; ale wyraźna świadomość i rozumienie tego co się w tym depozycie zawiera, miało się w Kościele wiekami rozwijać. Ten brak autentycznego określenia dogmatu, ułatwiał starym kacerzom zaczepki, utrudniał obronę prawdy; ale też odwrotnie ta szermierka z kacerstwem wywoływała coraz większe określenie i wyjaśnienie dogmatu i po każdym zwycięstwie nad herezją część prawdy wyświeconą sankcjonowało raz na zawsze orzeczenie powszechnego Kościoła. Tak przeciw doketom wyjaśnił i zatwierdził Kościół prawdziwość człowieczeństwa Chrystusowego; przeciw ebionitom i arianom wystąpił w obronie Jego Boskości. Z początkiem V wieku było już orzeczonym dogmatem wiary katolickiej, ze Chrystus jest zarazem prawdziwym człowiekiem; ale naturalne pytanie, które się samo nasuwało: w jaki sposób natura ludzka złączona jest z naturą Bożą w Chrystusie – mniej było dotąd roztrząsane. Dawni Ojcowie i doktorowie Kościoła zbywali to pytanie ogólnikowymi odpowiedziami. Tertulian mówi (Ad Praxeam, c. 27): że ˝Słowo oblekło się w ciało˝, a formuła ta podoba mu się bardziej, niż uświęcone wyrażenie św. Jana: ˝Słowo ciałem się stało˝. Orygenes, Ireneusz, Laktancjusz, Cyprian, mówią nieraz o ˝zmieszaniu się˝ Bóstwa z człowieczeństwem. Uczony biskup laodycejski Apolinariusz, około r. 320, trzymając się nauki Platona, że człowiek składa się z duszy, ciała i ducha, sądził, że Słowo zastępowało w Chrystusie ducha ludzkiego. Przeciw nauce tej, która znosiła ludzką naturę w Chrystusie, powstali: św. Atanazy, Epifaniusz, obaj Grzegorze: Nazjanzeński i Nysseński. Jeśli Chrystus ma być Odkupicielem rodu ludzkiego, musi być prawdziwym człowiekiem, a więc musi mieć prawdziwą, rozumną ludzką duszę. Ale w jaki sposób Słowo złączyło się z naturą ludzką? Czy przez złączenie natury Bożej z ludzką, powstała nowa jakaś odmienna natura, która nie jest ani Bożą, ani ludzką? Czy przeciwnie Bóg zamieszkał tylko w człowieku, tak, że to złączenie Boga z człowiekiem jest czysto przypadkowym? Czy wreszcie może złączenie to nie jest ani pierwszego, ani wtórego rodzaju, ale zupełnie inne, niż wszystkie złączenia, które na świecie tym widzimy? Na pytania te i ci nawet Ojcowie, którzy walczyli z herezją Apolinarego, dają mgliste jeszcze i niedokładne odpowiedzi.

Z początkiem V wieku odnowili walkę z Apolinarym nauczyciele szkoły antiocheńskiej: Diodor z Tarsu i Teodor, późniejszy biskup Mopsuestii w Cylicji. Wedle Teodora dwie są w Chrystusie osoby: osoba Boska i osoba ludzka, złączone ze sobą przypadkowo, tj. w ten sposób, że druga osoba Boża ˝zamieszkuje˝ w człowieku Jezusie. Maryja nie porodziła Boga, ale Jego ˝świątynię˝, a przeto nie może być nazwaną ˝Bożą Rodzicielką˝, chyba w znaczeniu przenośnym. Niewłaściwym też jest przypisywać przymioty i właściwości Boże człowiekowi Jezusowi i na odwrót. Tak np. zdanie: ˝Druga Osoba Boża poniosła śmierć za rodzaj ludzki˝, jest niewłaściwym i nieprawdziwym, bo Chrystus nie jest jedną osobą o dwóch naturach Boskiej i ludzkiej, ale w człowieku Jezusie, który śmierć za ludzi poniósł, mieszka Bóg Słowo, z natury swej niecierpiętliwy. Śmierć i wszystkie czynności Jezusa dlatego były tak wielkiej wagi, bo w Jezusie przemieszkiwało Słowo; ale co innego jest, że w Jezusie Bóg przemieszkiwał, co innego, że człowiek Jezus jest Bogiem.

Takim w głównych swych zarysach był system Teodora z Mopsuestii. Herezja jego przeminęłaby może bez śladu, jak tyle innych, gdyby Teodor nie miał słynniejszego od siebie ucznia, który naukę jego rozwinął i cały Wschód nią zawichrzył. Uczniem tym był Nestoriusz; głównym przeciwnikiem Nestoriusza był Cyryl, patriarcha aleksandryjski. Przez lat kilkanaście cały Kościół wschodni dzielił się na cyrylianów i nestorianów; na prowincjonalnych synodach, po miastach i miasteczkach, na dworze cesarza Teodozego II zadawano sobie pytanie: W jaki sposób Słowo złączyło się z naturą ludzką? Nie było to w istocie pytanie małej wagi, walka o słowa. Jeżeli druga osoba Boża nie stała się istotnie człowiekiem, jeżeli ˝Bóg z Boga nie przyjął na się natury naszej i swoją jej nie uczynił, nie moglibyśmy zwyciężyć twórcy śmierci i grzechu˝ (Leo papa in epistola dogmatica ad Flavianum), dzieło odkupienia nie byłoby prawdziwym odkupieniem, a zatem runęłyby podwaliny całej katolickiej wiary. I dlatego poznając ważność tego pytania, tak silnie obstawał Cyryl, biskupi i lud katolicki przy prawdzie podanej w Piśmie i kościelnej nauce.

Ale ponad tymi sporami i zabiegami ludzkimi unosił się duch Boży i jak zawsze w historii świata i w historii Kościoła ˝przedzielił światłość od ciemności˝. Herezja Nestoriusza, jak herezje jego poprzedników, przyczyniła się tylko do prawdziwego ˝rozwoju˝ wiary, do większego zaokrąglenia i rozjaśnienia dogmatu na wielkim Soborze Efeskim.

Rozdział I.

Kto to był Nestoriusz? Z rodzinnego miasta Germanicji w Syrii, przybył on za młodu do Antiochii, gdzie odznaczył się niebawem wymową, a bardziej może niż właściwą wymową, miłym i dźwięcznym głosem. Kazania i sława nader umartwionego życia zjednały mu wziętość, a gdy pod koniec r. 427 umarł biskup konstantynopolitański Sisinnius, obrano na tę godność Nestoriusza. Lud upatrywał w nim drugiego Jana Chryzostoma. W pierwszym kazaniu, powiedzianym w Konstantynopolu, wystąpił gwałtownie przeciw heretykom: ˝Uwolń ziemię od heretyków, cesarzu! – wołał do obecnego Teodozjusza – a dam ci za to niebo; pomóż mi zwyciężyć kacerzy, a dopomogę ci w wojnie przeciw Persom˝ (Socrates, Hist. eccl., VII, 29). W niewiele dni później postanowił odebrać arianom ich zbór, zaczepił nowacjanów, macedonianów i quartodecimanów i wyjednał u cesarza ostre prawa przeciw kacerzom. Dla jednych pelagianów był łaskawszy i wstawiał się nawet za nimi w osobnym liście do papieża Celestyna. Ale już w tej epoce pozornej gorliwości, rzucał pierwsze nasiona przyszłej herezji. W tym samym pierwszym swym kazaniu, w którym się tak srożył przeciw heretykom, zaprzeczył Najświętszej Pannie tytułu ˝Bożej Rodzicielki˝, i rozróżnił dwie osoby – a nie tylko dwie natury – w Chrystusie: Boga i człowieka: ˝Pytacie mię, czy należy nazywać Maryję Bożą Rodzicielką, czy też rodzicielką człowieka? Lecz czyż Bóg ma matkę? A więc może nie zbłądzili poganie przydając matki bogom?... Nie! mój najmilszy: Maryja nie zrodziła Boga... stworzenie nie zrodziło Stwórcy, ale zrodziło człowieka, który jest narzędziem Bóstwa; Duch Święty nie stworzył Słowa, ale stworzył Słowu z Dziewicy świątynię, w której miało zamieszkać... Czczę tę suknię, którą się Bóg posługuje, dlatego że się Bóg nią posługuje, że się w niej ukrył, i że od niej jest nieodłącznym... Uważ dobrze, co zamierzam powiedzieć. Ten, który został ukształcony w ciele Maryi, nie był sam Bogiem, ale Bóg złączył się z nim, a z powodu tego złączenia, nazywamy Bogiem i połączonego z Bogiem człowieka˝ (Marius Mercator, ed. Garnier–Migne, p. 757 sq., Impii Nestorii sermo I).

Kazanie to było niejako wstępem i programem przyszłej herezji. W następnych kazaniach rozwijał ją Nestoriusz ostrożnie, ale bez przerwy. Lud konstantynopolitański oburzył się na niesłyszane dotąd ˝nowinki˝, na rozdział dwóch osób w Chrystusie i na zaprzeczenie Maryi nazwy ˝Matki Bożej˝. Na wstępie drugiego kazania pochwalił Nestoriusz tę gorliwość ludu: ˝Widzę, że nie zbywa ludowi na czci, i roztropnym nabożeństwie, ale, że nie zna tajemnicy rodzenia Bożego. Lecz w tym nie lud zawinił, ale – mówiąc skromnie – ta okoliczność, że poprzedni kaznodzieje nie mieli czasu jaśniej i dokładniej dogmatów wiary wam wyłożyć˝ (Marius Mercator, Impii Nestorii sermo II, p. 763). ˝Bóg i człowiek – tłumaczy dalej – jest jednym, ale jednym o tyle, o ile jednym jest świątynia i ten, który w tej świątyni zamieszkuje˝. Jest to jedność ˝powagi˝, ˝godności˝, ˝złączenia˝, słowem, jedność czysto przypadkowa; ale nie jest to jedność ˝osobista˝, tj. taka, na mocy której moglibyśmy przymioty i właściwości Boże odnosić do człowieka i odwrotnie. ˝Powiedz o biorącym, że jest Bogiem; dodaj o wziętym, że jest sługą; złącz następnie obydwóch wedle godności, ponieważ jedna jest obydwóch powaga, jedna godność; tego rodzaju wyznaj jedność, osób nie naruszając˝ (Tamże, p. 766).

Gładkie jednak słówka Nestoriusza nie przekonały ludu konstantynopolitańskiego, ludu ˝teologów˝, jak go dziś nazywają. Wiedział on dobrze, że w Piśmie św. nie ma może prawdy tak silnie i ustawicznie stwierdzanej, jak, że Jezus Chrystus, Mesjasz prawdziwy, dlatego właśnie jest prawdziwym Mesjaszem, Odkupicielem rodu ludzkiego, że jeden i tenże sam Chrystus jest prawdziwym Bogiem a zarazem prawdziwym człowiekiem. Prawdę tę przypominały ustawicznie wiernym słowa, wyjęte z początku Ewangelii św. Jana: ˝A Słowo stało się ciałem˝. Istniejące ˝na początku˝, tj. od wieków, Słowo przybrało sobie ciało, tj. naturę ludzką, której nie miało, gdy było ˝na początku˝ u Boga. Przez to jednak Słowo nie przestało być Słowem, Bogiem prawdziwym, bo natura Boża z samej swej istoty żadnej zmiany nie znosi. Również natura ludzka nie przemieniła się w Boską, bo wtedy nie byłoby prawdą, że Słowo stało się i jest człowiekiem. Podobnież z tego połączenia natury ludzkiej z Bożą, nie powstała jakaś trzecia odrębna natura, bo ta nie byłaby już ani Słowem, ani ciałem. Tak więc Słowo przybierając sobie naturę ludzką, w ten tylko sposób mogło ją przybrać, że będąc jednym, a nie dwoma Chrystusami, prawdziwym był Bogiem, a zarazem prawdziwym człowiekiem.

Równie jasno, jak