Święta siostra - Mark Lawrence - ebook

35 osób właśnie czyta

Opis

Nona Grey staje przed ostatni wyzwaniem, któremu musi sprostać, by zostać pełnoprawną siostrą swego zakonu. Wydaje się jednak mało prawdopodobne, by Nona i jej przyjaciółki zdołały osiągnąć ten cel, zanim pod ich drzwi przybędzie wojna.

Korytarz staje się coraz węższy, cesarstwo od wschodu zaatakowali Scithrowlanie, od zachodu zaś Durnijczycy. Na wszystkich frontach armie cesarza są w odwrocie.

Nawet taka wojowniczka jak Nona nie zdoła odwrócić losów wojny. Statkowe serca dają moc możliwą do wykorzystania do obrony tych, których kocha, ale ta moc niszczy każdego, kto się nią posługuje. Nadchodzi ostatnia bitwa, w której będzie zmuszona do wyboru między przyjaciółkami, nie mogąc uratować wszystkich. Wojna, w której jej własne demony będą próbowały ją zniszczyć. Wojna, w której serca zostaną złamane, kochankowie zginą, a trony spłoną.

Święta siostra” jest ostatnim tomem trylogii „Księga Przodka”, rozpoczętej „Czerwoną Siostrą” i „Szarą Siostrą”. Ta trylogia potwierdziła, że Mark Lawrence jest jednym z najbardziej ekscytujących nowych głosów we współczesnej fantasy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 513

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: Holy Sister

Copyright © 2019 by Mark Lawrence Copyright for the Polish translation © 2019 by Wydawnictwo MAG

Redakcja: Urszula Okrzeja Korekta: Magdalena Górnicka Ilustracja na okładce: Dominik Broniek Opracowanie graficzne okładki: Piotr Chyliński Projekt typograficzny, skład i łamanie: Tomek Laisar Fruń

Wydawca: Wydawnictwo MAG ul. Krypska 21 m. 63, 04-082 Warszawa tel./fax 228 134 743 www.mag.com.pl

Wydanie IIISBN 978-83-66409-89-7 Warszawa 2019

Wyłączny dystrybutor: Firma Księgarska Olesiejuk Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością S.K.A. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Maz. tel. 227213000 www.olesiejuk.pl

Dedykacja

Dla mojego dziadka, „Billa” Williama George’a Cooka, który przez większą część pierwszego dziesięciolecia swego życia był poddanym królowej Wiktorii i z wielką cierpliwością pomógł mi zbudować pierwszą skrzynkę na skarby.

Co wydarzyło się przedtem

Tym, którzy musieli długo czekać na tę książkę, przedstawiam tu skrót wydarzeń z poprzednich tomów, by mogli odświeżyć je sobie w pamięci. Dzięki temu mogę uniknąć niezręcznej sytuacji, w której postacie dla wygody czytelnika mówią sobie nawzajem rzeczy, o których już wiedzą.

Podaję tu wyłącznie fakty istotne dla poniższej opowieści.

W dalszej części tekstu piszę więcej o ludziach i miejscach wspomnianych w krótkim streszczeniu, od którego zaczynam, jeśli więc następny akapit nic dla was nie znaczy, możecie go na razie pominąć, by wrócić do niego później.

Pod koniec Szarej Siostry Nona, mająca około piętnastu lat, uciekła z pałacu Sherzal ścigana przez żołnierzy. Towarzyszyła jej grupa przyjaciół, między innymi Zole, Ara, Regol, ksieni Szkło, siostra Imbryk, a także inni, którym udało się przeżyć. Zole miała ze sobą statkowe serce Noi-Guin, skradzione z kwatery głównej skrytobójców ukrytej pod pałacem. Clera pomogła Nonie w ucieczce, ale potem wróciła na służbę Sherzal. Joeli Namsis, przeciwniczka Nony z klasztoru, nadal przebywała w pałacu. Jej poczynania doprowadziły do śmierci przyjaciółki Nony, Darli, która zginęła podczas ucieczki. Nona i jej towarzysze znajdują się w górach na granicy ze Scithrowlem, daleko od klasztoru. Opowieść nie zaczyna się od tej sceny, ale wkrótce do niej wróci.

Abeth jest planetą krążącą wokół umierającego czerwonego słońca. Niemal całą jego powierzchnię pokrywa lód. Zdecydowana większość mieszkańców żyje w szerokim na pięćdziesiąt mil równikowym korytarzu między dwiema ścianami lodu.

Sztuczny księżyc, wielkie orbitalne lustro, chroni korytarz przed lodem, co noc kierując na jego przestrzeń promienie słońca.

Gdy przed tysiącleciami cztery plemiona ludzi przybyły z gwiazd na Abeth, znalazły tam ruiny pozostawione przez tajemniczy lud zwany Zaginionymi.

Cesarstwo na wschodzie graniczy z ziemiami Scithrowlan, na zachodzie zaś z morzem Marn. Drugim brzegiem morza władają Durnijczycy. Pod koniec Szarej Siostry hordy Scithrowlan pod dowództwem ich wojennej królowej, Adomy, gromadziły się po swojej stronie granicznego łańcucha górskiego.

Siostra cesarza, Sherzal, dowodząca obroną przed najazdem Scithrowlan, mieszka w górskim pałacu nieopodal granicy. Sherzal zamierzała zdradzić cesarstwo i przepuścić wojska Adomy przez Wielki Wąwóz. W skład umowy wchodziło połączenie statkowego serca znajdującego się w posiadaniu skrytobójców Noi-Guin oraz tego, które ukradła z klasztoru Słodkiej Łaski kobieta z plemion znana jako Yisht, z dwoma statkowymi sercami królowej Adomy. W ten sposób skompletowano by kwartet serc, potrzebny ponoć, by otworzyć Arkę. Ukrytą pod cesarskim pałacem Arkę zbudowali albo Zaginieni, albo pierwsi ludzie na Abethu. Uważa się, że pozwala ona zapanować nad księżycem.

Statkowe serca są obiektami o niepewnym pochodzeniu. Być może służyły jako napęd dla statków, które przywiozły na Abeth plemiona ludzi. Serca wzmacniają naturalne talenty magiczne osób, które się do nich zbliżą. Jeśli jednak ktoś podejdzie za blisko, moc statkowych serc zaczyna rozszarpywać jego umysł. Niepożądane elementy osobowości, takie jak gniew, chciwość albo złośliwość, stają się świadomymi odłamkami znanymi jako diabły, co pozwala im wywierać silniejszy wpływ na zachowanie danej osoby.

W miarę jak słońce słabnie, lód posuwa się powoli naprzód, pomimo ciepła przynoszonego co noc przez księżyc w ognisku. Korytarz staje się coraz węższy i państwa zwracają się przeciwko sobie w poszukiwaniu nowych terytoriów.

Szlachtą cesarstwa są Sisowie. Przyrostek „sis” dodaje się do nazwiska uszlachconych rodów, takich jak Tacsisowie, Jotsisowie i tak dalej.

Czterema plemionami, które przybyły na Abeth, byli gerantowie, hunskowie, marjale i quantale. Ich krew czasami ujawnia się u współczesnych ludzi, dając im niezwykłe moce. Gerantowie wyrastają bardzo wysocy, hunskowie są niewiarygodnie szybcy, marjale potrafią przywoływać wszelkie postacie mniejszej i średniej magii, takie jak tkanie cieni, pisanie symboli i panowanie nad żywiołami. Quantale mogą przywołać nagą moc Drogi i manipulować nićmi, z których utkana jest rzeczywistość.

Po Zaginionych pozostały budowle zwane Arkami. Na obszarze Korytarza znajdują się trzy Arki. Wokół jednej z nich zbudowano cesarski pałac. Nie istnieją wiarygodne świadectwa mówiące, by komukolwiek udało się otworzyć jedną z nich, ale sfingowane proroctwo zapowiada nadejście Wybranej, która dokona tej sztuki. Inni uważają, że Arkę można otworzyć dzięki czterem statkowym sercom użytym jednocześnie.

Nona Grey jest chłopskim dzieckiem wywodzącym się z bezimiennej wioski. Oddano ją handlarzowi dzieci Giljohnowi, który sprzedał ją w Caltess – miejscu, gdzie szkoli się walczących na ringu. Później Nona trafiła do Klasztoru Słodkiej Łaski, gdzie nowicjuszki uczą się służby Przodkowi. Po ukończeniu nauk składają śluby, dokonując wyboru, by zostać mniszką jednego z czterech rodzajów: Święte Siostry (czysto religijne obowiązki), Szare Siostry/Siostry Dyskrecji (uczone skrytobójstwa i podstępów), Czerwone Siostry/Siostry Wojowniczki (uczone walki) albo Święte Czarownice/Mistyczne Siostry (uczone kroczenia po Drodze).

Okazało się, że Nona ma trzy krwi, co zdarza się niewiarygodnie rzadko. Posiada talenty hunsków, marjali i quantali. Nona ma też całkowicie czarne oczy, co jest skutkiem ubocznym przyjęcia niebezpiecznego antidotum. Nie rzuca również cienia, ponieważ odcięła go podczas walki z Yisht.

Yisht jest kobietą z plemion lodu, pozostającą na usługach siostry cesarza, Sherzal. Ukradła statkowe serce ze Słodkiej Łaski i zabiła przyjaciółkę Nony, Hessę.

Nony nienawidzi Lano Tacsis, ponieważ zabiła jego brata oraz porzuciła jego ojca, lorda Thurana Tacsisa przywiązanego do narzędzia tortur, które należało do niego.

Joeli Namsis jest córką lorda blisko związanego z rodziną Tacsisów. Ma talent do quantalskiej pracy z nićmi i do trucicielstwa. W klasztorze stała się wrogiem Nony.

Podczas próby kradzieży statkowego serca Nonę zdradziła druga nowicjuszka, Clera Ghomal, która była wcześniej jej przyjaciółką. Do przyjaciółek, które jej nie porzuciły, zaliczają się nowicjuszki Ara, Zole, Ruli i Jula. Arabella Jotsis wywodzi się z potężnej rodziny i ma dwie krwi, co zdarza się rzadko. Posiada talenty hunsków i quantali. Ruli włada mniejszą magią marjali. Jula jest bardzo pilna i pragnie zostać Świętą Siostrą.

Ważną nowicjuszką jest Zole. Pochodzi z plemion lodu i przybyła do klasztoru na prośbę Sherzal, która bez jej wiedzy wykorzystała ją celem odwrócenia uwagi od próby kradzieży statkowego serca. To jedyna znana osoba mająca cztery krwi i obdarzona talentami wszystkich plemion, które przybyły na Abeth z gwiazd. Wielu uważa ją za Wybraną, o której mówi proroctwo. Według niego Zole miałaby być Argathą, a Nona jej Tarczą.

Konwentem Słodkiej Łaski kieruje ksieni Szkło, kobieta mająca nadspodziewanie szerokie kontakty w Kościele i poza nim.

Najwyższą rangę wśród mniszek mają siostry przełożone – Koło i Róża. Siostra Koło prowadzi lekcje Ducha, a siostra Róża kieruje sanatorium. Do ważnych mniszek zaliczają się też siostra Łój, ucząca Miecza, oraz siostra Jabłko, prowadząca lekcje Cienia. Siostra Imbryk jest Szarą Siostrą rezydującą w klasztorze. Imbryk i Jabłko są kochankami.

Są cztery klasy albo etapy, przez które muszą przejść nowicjuszki, nim złożą święte śluby mniszek – Klasa Czerwona, Szara, Mistyczna i Święta. Pod koniec Szarej Siostry Nona była w Klasie Mistycznej.

Gdy nowicjuszki zostają mniszkami, wybierają sobie nowe imiona. Nona zostanie siostrą Klatką, a Ara siostrą Cierń.

Prolog

Ryk tłumu wnika w ciebie niczym żywe stworzenie, niesie się echem w twojej piersi, bez pozwolenia przywołuje odpowiedź z twoich warg. Nacisk ciał przełamuje bariery i wielu nieświadomie zmienia się w jedno. Przez skóry różnych ludzi wycieka to samo uczucie, w setce czy nawet w tysiącu czaszek rozbrzmiewa ta sama myśl. Dla marjalskiego empaty coś takiego może być cudowne i przerażające zarazem. Jego kontrola się poszerza, dzięki czemu łatwiej mu wniknąć w umysły otaczających go ludzi, lecz jednocześnie pojawia się możliwość, że zagubi się w tej burzy, że wyrwie go ona z ciała i nigdy już nie znajdzie drogi powrotnej.

Markus przyglądał się, jak pokonanego zawodnika sprowadza się z ringu przy akompaniamencie gwizdów i protestów gapiów. Zwycięzca nadal chodził wkoło umieszczonego na podwyższeniu pola walki. Ręce unosił nad głowę, a po żebrach spływał mu pot. Jednakże gapie już przestawali się nim interesować. Spoglądali na sąsiadów, by wymieniać spekulacje, spostrzeżenia bądź żarty, zawierali nowe zakłady albo ruszali do kontuaru umieszczonego w dalekim kącie sali, by napełnić kielichy winem. Niektórzy, szukający nowych atrakcji, zwracali się ku drugiemu ringowi na przeciwległym końcu.

Gerantyjski zawodnik czekający za linami miał bisko dziewięć stóp wzrostu. Markus nie sądził, by kiedykolwiek widział kogoś wyższego. Gerant był jeszcze młody, mógł mieć dwadzieścia parę lat, a jego mięśnie nie mieściły się wokół kości. Walka o przestrzeń zmusiła je do utworzenia wielkich, pokrytych żyłami wypukłości. Miał rude włosy, krótkie i gęste, i spoglądał na świat jasnoniebieskich oczami.

W Caltess walki między gerantami cieszyły się największą popularnością. Ogromni zawodnicy rzucający przeciwko sobie swą potężną siłę zawsze przyciągali masy, a w dniach, gdy urządzano walki otwarte dla wszystkich, mieszkańcy Prawdy z przyjemnością się przyglądali, jak używano tej siły przeciwko pozbawionym szans pretendentom. Walki między hunskami miały wielu zwolenników wśród bardziej doświadczonych widzów, jednakże szybkość walczących często zbijała z tropu przeciętnych widzów. Mieszane walki zdarzały się rzadko, ale starcie szybkości z siłą zawsze było interesujące.

Z wrzeszczącego tłumu otaczającego ring wyłonił się pretendent. Potężnie zbudowany mężczyzna przerastał o dwie głowy otaczających go ludzi. W innej sytuacji Markus byłby pod wrażeniem i postawiłby na niego w walce z dowolną trójką zwykłych barowych zabijaków.

W sali rozległy się szepty. Snuto spekulacje. Mężczyzna był uchodźcą z portu Ren, który padł ofiarą najazdu Durnijczyków. Wsławił się walkami toczonymi w miastach mrozu na północnej granicy cesarstwa.

– Stawiam piątkę na to, że nie wytrzyma jednej rundy z Denamem – odezwał się za plecami Markusa jakiś mężczyzna pragnący zawrzeć prywatny zakład.

Ryk, który się rozległ, gdy nowy przybysz wszedł na ring, zagłuszył dalsze rozmowy. Marcus nigdy dotąd nie był w wielkiej sali Caltess, choć przed laty spędził kilka godzin, czekając na dziedzińcu razem ze swymi towarzyszami z klatki Giljohna. Jednakże handlarz dzieci nie miał zamiaru sprzedawać Markusa Partnisowi Reeve. Podejrzewał, że Markus ma marjalską krew, i zabrał go tam, gdzie za takie talenty można było otrzymać znacznie lepszą cenę. W wielkiej sali panowały wówczas ciemność i cisza. Młody Markus marzł przez całą noc, która wreszcie przeszła w poranek. Oplatał się ciasno ramionami, nie podejrzewając, że któregoś dnia znajdzie się wewnątrz sali, w kłębiącym się tłumie spoconych ludzi, domagających się krzykiem krwi.

Choć po raz pierwszy oglądał walki na ringu, znał imię Denama. Mimo młodego wieku młodzieniec był nowym mistrzem pośród gerantyjskich zawodników, słynącym z brutalności. W otwarte dni często musiał tylko łypać złowrogo na morze wypełnionych zazdrością twarzy. Gdy nikt nie chciał odpowiedzieć na jego wyzwanie, ustępował miejsca innemu zawodnikowi. Wtedy gapie odzyskiwali odwagę.

– Milos z Rem! – zawołał arbiter.

Milos uniósł rękę i podszedł do swego narożnika, by czekać na gong.

Markus nie usłyszał sygnału zagłuszonego przez ryk tłumu. Dwaj mężczyźni podeszli nagle do siebie. W porównaniu z Denamem Milos wydawał się wręcz niski. Gerant pełnej krwi trzymał ręce opuszczone, pozwalając przeciwnikowi wyprowadzić pierwszy cios. To było tak, jakby uderzył w drzewo. Trafiona pięścią głowa Denama przechyliła się lekko w lewo. Gerant spojrzał na pretendenta i uśmiechnął się, odsłaniając zakrwawione zęby. Milos najwyraźniej nic nie zrozumiał. Opuścił wzrok, spoglądając na swoje pięści, jakby coś było z nimi nie w porządku.

Denam odtrącił na bok ręce przeciwnika i trzepnął go od niechcenia. Z ust Milosa trysnęła krew. Mężczyzna zachwiał się jak pijany. Gerant chwycił go w dwa wielkie łapska, jedną ręką otaczając mu szyję, a drugą udo, po czym uniósł go cztery jardy nad deski i cisnął na nie, twarzą w dół.

Milos nie wstawał. Ściągnęli go pod najniższą liną. Potem przybiegł uczeń i zasypał szkarłatną plamę świeżym piaskiem.

Markus nie był jedynym z widzów, który sądził, że Denam zakończył już występy na dziś. Nagle jednak w tłumie doszło do poruszenia. Z ciżby wyłonił się nowy pretendent. Z tyłu Markus widział tylko ciemny płaszcz i czarne włosy. Pretendent był jeszcze niższy od Milosa – niewiele ponad sześć stóp wzrostu – i znacznie lżej od niego zbudowany. Zaskoczeni gapie umilkli na chwilę.

– Hunska? – rozległy się szepty.

– Szaleniec! – odpowiadano.

Pretendent mógł nie być olbrzymem, ale hunskowie nigdy nie bywali tak wysocy i barczyści. Denam wbił w przybysza spojrzenie tak pełne nienawiści, że Markusa wypełniło nagłe pragnienie ucieczki. Jako empata przywykł do pływania w prądach emocji innych, ale gniew walczącego na ringu zawodnika był szybszy i bardziej porywisty niż wszystko, co czuł do tej pory. W każdej chwili mógł całkowicie przytłoczyć jego zmysły.

Pretendent pochylił się pod najwyższą liną.

– Jest pijany – zasugerował ktoś.

Markus zadał sobie pytanie, jak mocno pijanym trzeba być, by uznać coś takiego za dobry pomysł. Zapewne zbyt mocno, by móc się utrzymać na nogach. Pretendent nie poruszał się jednak jak osoba nietrzeźwa.

Gdy płaszcz przybysza sfrunął z ringu, zapadła głęboka cisza. Podobnie jak zawodnicy z Caltess kobieta miała na sobie tylko białą przepaskę biodrową i drugi pas tkaniny tej samej barwy ciasno owiązany wokół piersi. Jej bladość dodatkowo podkreślała rumianą cerę Denama.

Arbiter nie musiał jej pytać o imię.

– Nona z klasztoru! – zawołał.

Nona nie uniosła ręki, by odpowiedzieć na ryk tłumu. Obróciła się powoli, a gdy spojrzenie jej czarnych oczu padło na Markusa, uświadomił sobie, że go zauważyła.

– Walczcie!

Denam ruszył powoli na spotkanie nowicjuszki. Unosił pięści, by chronić gardło i oczy, a jednocześnie pochylał się, żeby nie narażać pachwiny. Markus uważnie obserwował Nonę, starając się wykryć w niej ślady dziewczyny, którą poznał w ciągu tygodni spędzonych w klatce Giljohna. Była dwa lata młodsza od niego, musiała więc mieć około siedemnastu lat. Niemniej w każdym calu wyglądała na kobietę. Miała długie kończyny i szczupłe, atletyczne ciało. Każdy mięsień był pięknie wyrzeźbiony, a brzuch powyżej talerzy kości biodrowych zupełnie płaski. Choć Markus bał się o nią, nie mógł zaprzeczyć, że Nona przyciąga jego wzrok na sposób, który z pewnością nie uchodził Świętemu Bratu.

Nona ruszyła naprzód szybko i pewnie. Zadała Denamowi pięć albo sześć ciosów poniżej lewej linii żeber, wyprowadzonych z szybkością stukającego w drzewo dzięcioła. Uderzała z całej siły, obracając ciało na wysokości talii. Gerant roześmiał się tylko i zamachnął na nowicjuszkę. Uchyliła się z łatwością, a potem zadała trzy czy cztery kolejne ciosy w ten sam punkt. Na pewno uderzała mocno, ale Markus nie dawał jej szans na zwycięstwo. Warstwa mięśni Denama miała kilka cali grubości, a ukryte pod nią kości musiały być grube jak u konia pociągowego. Równie dobrze mogłaby okładać pięściami niedźwiedzia.

Denam przybrał pozycję bojową. Jego nienawiść do Nony była wyraźnie widoczna, mimo że próbował zbyć jej napór śmiechem. Nowicjuszka nie zaprzestawała ataków. Widzowie wstrzymali oddech. Denam zamachnął się ręką, dorównującą chyba obwodem piersi Markusa. Pięść zmierzająca ku Nonie nie ustępowała wielkością jej czaszce.

Dziewczyna przyjęła uderzenie w twarz. Jej głowa odskoczyła w prawo. Potem nadszedł cios z przeciwnej strony i głowa wróciła na miejsce. Markus spodziewał się, że takie uderzenia rozbiją czaszkę dziewczyny, rozkawałkują jej kości policzkowe, a wreszcie skręcą kark...

Nona spojrzała na znacznie od niej wyższego przeciwnika i uśmiechnęła się. Na jej zębach nie było krwi. Denam sprawiał wrażenie zaskoczonego. Tłum ryknął ze zdumienia. Magia? Markus nie wyczuwał jednak żadnych zaklęć, nawet najdrobniejszych. Pomyślał, że dziewczyna zapewne poruszyła głową z szybkością uderzającej w nią pięści, pozwalając tylko na lekki kontakt.

Nona zadała w ten sam punkt położony poniżej żeber Denama sześć kolejnych ciosów, wyprowadzonych w czasie jednego uderzenia serca. Najwyżej dwóch. Potem odskoczyła, przetoczyła się pod ramieniem przeciwnika, wstała płynnym ruchem, kopnęła cel, uchyliła się przed drugą próbującą ją trafić ręką i obróciła się, by wyprowadzić następne kopnięcie w to samo miejsce.

Denam ruszył w jej stronę, rycząc głośniej niż cały tłum. Idąc, oszczędzał lewą stronę – drobny szczegół, który łatwo można było przeoczyć. Nona uchyliła się, odbiła od dwóch lin i w locie kopnęła przeciwnika tuż pod żebra.

Walka ciągnęła się długie minuty. Ciosy Denama niemalże muskały bladą skórę Nony, ale nie mogły jej dosięgnąć. Tymczasem dziewczyna wyprowadziła co najmniej dwadzieścia celnych ciosów i kopnięć. Być może nawet dwa razy więcej. Gniew Denama narastał. Jego twarz przybrała szkarłatną barwę. Zapluwał się i toczył pianę, wykrzykując groźby i złowrogie obietnice. Pod jego żebrami po lewej stronie pojawił się duży siniak. Osłaniał tę okolicę łokciem. Oparł się o słupek, by zaczerpnąć tchu.

– Ruszaj się, drągalu – odezwała się Nona. To były pierwsze słowa, które wypowiedziała podczas walki.

Zadziałały jak iskra rzucona na proszek błyskowy. Denam rzucił się z krzykiem do ataku. Nona zanurkowała pod wyciągniętymi rękami przeciwnika, wykonała przewrót w przód między jego nogami, wykorzystując lukę powstałą w chwili, gdy furia zdobyła przewagę nad ostrożnością, a następnie uderzyła piętą w pachwinę mężczyzny z całą siłą i szybkością, na jakie było ją stać.

Denam zrobił jeszcze dwa kroki naprzód, nim sobie uświadomił, że Nony już przed nim nie ma. Ból dotarł do jego świadomości dopiero po trzecim. Nogi zapomniały o dobiegających z głowy poleceniach. Gerant zwalił się na deski i zgiął się wpół, zapominając o otaczającym go świecie.

Nona zerwała się błyskawicznie. Na jej twarzy nadal malowała się wola walki. Straszliwa wichura nienawiści Denama ucichła, przechodząc w nieartykułowane cierpienie, i Markus odbierał teraz również emocje Nony. Zachwiał się na nogach, wyczuwszy surową, zwierzęcą agresję, która z niej wypływała. Coś podobnego czuł, gdy skręcił w niewłaściwą stronę i dotarł do miejsca, gdzie urządzano walki psów, za murami Starego Miasta. Od zakrwawionego mastifa o szczękach zaciśniętych na gardle drugiego zwierzęcia płynęła gwałtowna wściekłość, taka sama jak ta, którą teraz czuł u nowicjuszki. Markus oczekiwał, że Nona rzuci się na ofiarę, by wyłupić jej oczy albo rozbić twarz na miazgę. Ona jednak, w ciągu pięciu głębokich oddechów, wciągnęła w siebie całą furię, aż wreszcie nie mógł odczytać nic poza morzem mieszanych uczuć otaczającego go tłumu. Ze wszystkiego, co ujrzał tego wieczoru, to powstrzymanie gniewu wywarło na nim największe wrażenie.

Nona zignorowała aplauz, a także arbitra, który zmierzał ku niej, by zadać jej jakieś pytanie albo wręczyć nagrodę. Przeskoczyła przez liny i wylądowała pośród tłumu. Po paru chwilach była już obok Markusa, zlana potem, pełna życia i pasji. Wlepiała w niego spojrzenie obcych, czarnych oczu.

– Przyszedłeś – stwierdziła.

– Prosiłaś mnie o to – odparł młodzieniec, wzruszając ramionami.

1

Klasa Święta   Teraźniejszość

Markus wyrósł ponad wszelkie oczekiwania Nony. Pamiętała wojowniczego wiejskiego chłopaka o sterczących włosach, który przywitał ją w klatce Giljohna, pytając o jej wiek, i sprawiał wrażenie usatysfakcjonowanego, kiedy usłyszał, że jest starszy od niej. To nie był najlepszy początek, ale pod koniec podróży sympatia, jaką okazywał mułowi należącemu do handlarza dzieci, skłoniła Nonę do zmiany opinii o nim. Teraz miał co najmniej sześć stóp i dwa cale wzrostu, był przystojny i sprawiał sympatyczne wrażenie. Twarz miał przepełnioną wesołością. Dzięki olejowi udało mu się zapanować nad włosami, które przylegały teraz do czaszki, jak zwykle u mnichów. Po chłopaku z klatki zostały tylko ostre rysy twarzy oraz bystry wyraz wpatrujących się w nią oczu.

Nona ponownie otuliła się płaszczem. Tkanina lepiła się do jej spoconych pleców. Nie czuła się z tym najlepiej, ale może po prostu chodziło o szczere spojrzenie Markusa. Odwzajemniła jego uśmiech i skrzyżowała ręce, wtykając dłonie pod pachy. Knykcie bolały ją od licznych ciosów zadanych Denamowi. Była przekonana, że na ćwiczeniach zdarzało się jej okładać pięściami deski, które były mniej twarde niż bok geranta. Czuła się jednak dobrze, jej ciało było pełne ciepła, a stąpała tak lekko, że z niewielkim wysiłkiem mogłaby całkowicie zrzucić z siebie okowy grawitacji.

Pochyliła się ku niemu.

– Porozmawiajmy na zewnątrz.

Młodzieniec skinął głową. Zaczęli się przepychać ku głównym drzwiom. Widzowie przemieszczali się już ku drugiemu ringowi. Dwóch potężnie zbudowanych uczniów pomagało Denamowi zejść z pierwszego.

– Dziwię się, że klasztor pozwala nowicjuszkom walczyć w tym miejscu – odezwał się Markus, idąc za Noną.

– Nie pozwala – odpowiedziała i wysunęła się na zewnątrz przez szparę w drzwiach, które właśnie otwierano, by wpuścić do środka więcej spragnionych emocji widzów.

– W takim razie dlaczego...

Markus przerwał, by otulić się czarnym habitem Świętego Brata i wyszedł za nią w niesiony wiatrem deszcz. Pod wpływem zimna z jego ust wyrwało się głośne „brr”.

– To był stary spór – wyjaśniła Nona. – Trzeba go było rozstrzygnąć.

Częściowo była to prawda, ale przede wszystkim miała ochotę komuś solidnie przywalić. I to nie raz. Markus zapewne już o tym wiedział. Tajne raporty Kościoła uważały go za jednego z najlepszych marjalskich empatów służących obecnie Przodkowi.

Poprowadziła go za narożnik wielkiej hali, gdzie mogli znaleźć osłonę przed wichurą. Mroczne mury piętrzyły się nad nimi. Po rozświetlonym karmazynowym blaskiem tysiąca umierających gwiazd niebie mknęły strzępki chmur.

– Czego ode mnie chciałaś? To znaczy, dlaczego wysłałaś list?

Markus sprawiał wrażenie mniej pewnego siebie, niż się tego spodziewała. Ktoś, kto mógł w niej czytać jak w książce, nie powinien być tak zalękniony. Żałowała, że jej talenty empatyczne nie mogły jej powiedzieć o nastroju chłopaka nic więcej niż to, co potrafiła wyczytać z jego spojrzenia i z mocno zaciśniętych ust.

– Pamiętasz ten dzień w Akademii? – Słowa wypłynęły z niej niespodziewanie. – Czy kazałeś tamtej dziewczynce mnie zaatakować?

Zamknęła z wysiłkiem usta. Dokładnie zaplanowała, co i kiedy powie, a teraz debilny język ją zdradził.

– Już... już cię atakowała.

Wypływały z niego fale poczucia winy.

– Posługiwała się ciemnością, próbując mnie przestraszyć. Ale nagle wpadła w szał. – Nona przypomniała sobie zwierzęcą furię widoczną na twarzy rywalki. – To była twoja robota!

– Tak – przyznał, marszcząc blade, pokryte kroplami deszczu czoło.

– Próbowała mnie rozedrzeć. Mogła mnie zabić!

Markus uniósł ręce.

– Rozbudziłem jej gniew. Nie wiedziałem, że potrafi zrobić coś takiego.

– Ale okazało się, że potrafiła!

Nona poczuła, że ze studni jej jaźni znowu wypływa gniew. A myślała, że pozbyła się go na ringu.

– Przepraszam.

Spuścił wzrok.

– Ale... – Jego skrucha wyglądała na szczerą, lecz Nonie przyszło na myśl, że Markus zapewne potrafi ją udawać lepiej niż ktokolwiek, kogo znała. – Dlaczego?

– Opat Jacob mi kazał.

– Jacob? – Nonę przeszył dreszcz. – Wielki kapłan Jacob? To znaczy były wielki kapłan.

Młodzieniec skinął głową, nadal nie podnosząc wzroku.

– Mianowano go opatem klasztoru świętego Croyusa rok po tym, jak ksieni Szkło pozbawiła go pozycji wielkiego kapłana.

– Świętego Croyusa? Przecież Jacob to potwór!

Nona nie potrafiła sobie wyobrazić, jak wielki kapłan mógł tak szybko uwolnić się od hańby.

– Potwór, który ma wysoko postawionych przyjaciół. Wliczając w to Tacsisów. – Marcus wzruszył ramionami. – W dodatku wcale nie jest głupi. Tylko okrutny i chciwy.

– To znaczy, że kupił cię od Giljohna i wysłał do Świętego Croyusa, a potem podążył tam za tobą, by przejąć władzę nad klasztorem.

Nona widziała, jak wielki kapłan zatłukł muła należącego do Giljohna. Markusa to zdruzgotało. Tego samego dnia Jacob kupił przerażonego dziesięcioletniego chłopaka. Co musiał przeżyć Markus, wychowując się pod władzą takiego człowieka?

– Przepraszam. – Młodzieniec uniósł wreszcie wzrok i spojrzał jej w oczy. Musiała przyznać mu parę punktów za to, że nie próbował użyć swej mocy, by na nią wpłynąć. Zauważyłaby to. A przynajmniej miała taką nadzieję. Z pewnością nie mógł być aż tak dobry. Markus kaszlnął. – Masz zamiar zbić mnie do nieprzytomności? Kopnąć mnie w krocze? Czy może wystarczą ci moje przeprosiny?

Nim zdążyła mu odpowiedzieć, ktoś wypadł biegiem zza rogu. Przybysz ruszył ku nim, garbiąc się dla ochrony przed deszczem.

– Regol? – zapytała Nona.

Próbowała wypatrzyć go w tłumie, nim rzuciła wyzwanie Denamowi, ale nigdzie go nie zauważyła.

– Do usług, pani! – Pokłonił się nisko, w jakiś sposób nie spuszczając wzroku z Markusa.

Nie mogła powstrzymać uśmiechu.

– Nie jestem twoją panią. Ani niczyją inną.

– To było wspaniałe zwycięstwo, nowicjuszko. – Regol się wyprostował. – Nasz rudy przyjaciel potrafi być uparty.

Przyglądał się jej jakby z dystansu, być może na nowo poddając ją ocenie.

– Widziałeś to?

Chciała, żeby to zobaczył.

– Od samego początku. Słyszałaś, jak najnowsi rekruci dopingowali cię na strychu?

Zgięła dłonie, krzywiąc się.

– Myślałam, że nigdy się nie przewróci.

– Prawdziwe pytanie brzmiało: „czy wstanie?” – odparł Regol z przerażeniem na twarzy. – I jakim głosem będzie mówił – dodał piskliwie, po czym skierował spojrzenie na Markusa, jakby zauważył go dopiero w tej chwili. – Zapytałbym, czy ten mnich cię niepokoi, ale myślę, że gdyby tak było, leżałby już na ziemi i szukał zębów.

Znowu obrzucił ją tym dziwnym spojrzeniem, jakby nagle ujrzał przed sobą kogoś innego.

– Jestem pewien, że Nona potrafi się z kimś nie zgodzić, nie bijąc go w gębę. – Markus nie uchylił się przed spojrzeniem Regola. – Nie każdy, kto schodzi z ringu, wchodzi natychmiast na większy.

Regol wzruszył ramionami. Z jego twarzy nie znikał drwiący uśmieszek.

– Cały Korytarz jest jak ring otaczający Abeth, bracie. Kiedy lód się zacieśnia, wszyscy na nim walczą.

– Odejdź stąd – odezwał się Markus.

Regol otworzył usta, chcąc coś odpowiedzieć, lecz na jego twarzy nagle pojawiło się zdziwienie. Odwrócił się, by odejść, ale o czymś sobie przypomniał.

– Wolisz obejrzeć walki.

Markus mówił bez emfazy, ale intensywność wypływającej z niego mocy wstrząsnęła Noną. To było tak, jakby ktoś otworzył drzwi pieca i uderzyła w nią fala gorąca.

Regol odwrócił się i oddalił bez słowa.

– Nie będzie zadowolony, kiedy twój wpływ minie – zauważyła Nona.

– To prawda. – Markus skinął głową. – Ale gdyby został dłużej, byłoby gorzej. Nie polubił mnie. Oboje wiemy dlaczego.

– Och. – Nona roześmiała się, ale nie zabrzmiało to autentycznie. – Regol nie jest taki. Flirtuje ze wszystkimi dziewczynami. Damy z Sisów uwielbiają...

– To ciebie pragnie, Nono. Nie musisz być empatką, żeby to zauważyć.

– Nie, on tylko... – Umilkła, gdy mnich potrząsnął głową, uśmiechając się z odrobiną smutku. – Zresztą pozbyłeś się go bez większego wysiłku.

Wypowiadając te słowa, poczuła lekkie rozczarowanie.

– Bez wysiłku? – Markus oparł się o mur. – Stawił mi piekielnie silny opór. Nigdy bym się tego nie spodziewał po zabijace z Caltess. – Dotknął palcami skroni. – Głowa pewnie nie przestanie mnie boleć przez całą noc.

Nie odpowiedziała ani słowem, zerknęła tylko w stronę narożnika. Po tym, jak Joeli zmusiła Regola do porzucenia Darli podczas walki, zgłosił się do Nony z prośbą o pomoc. Nie chciał pozwolić, by podobne manipulacje zagroziły mu w przyszłości. Poświęciła wiele godzin, by nauczyć go stawiania barier przeciwko tego rodzaju zaklęciom. Na pewno źle zniesie porażkę.

Nona skierowała wzrok na Drogę i ujrzała Markusa otoczonego świetlistą aureolą nici. Marjalska empatia w zasadzie była pracą z nićmi, tyle że skupiała się na żywych niciach i manipulowała nimi w intuicyjny sposób, oparty na emocjonalnych skupiskach. W znacznej mierze było to narzędzie stworzone z myślą o określonym zadaniu. Pracujący z nićmi quantale mieli większy potencjał i byli bardziej elastyczni, ale ich zadanie było bardziej skomplikowane i wymagało więcej pracy. Nici otaczające Markusa tworzyły świecącą aurę, jaśniejszą i bardziej dynamiczną niż wszystko, co widziała do tej pory. Skupisko łączące ją z nim – niektóre nici istniały już od lat, inne zaś były nowe – naprężyło się nagle, drżąc od potencjału. Wzdłuż całej jego długości wibrowały niewypowiedziane uczucia. Markus potrafił je odczytać lepiej od niej, ale raczej wyczuwał odpowiedź, nie potrafiąc ujrzeć całej złożoności tego, co wypełniało przestrzeń między nimi.

Siostra Patelnia wytłumaczyła jej, że wszystkie marjalskie czary to po prostu moc Drogi i panowanie nad nićmi, tyle że przerobione na użyteczne narzędzia, podobnie jak z żelaza i drewna produkuje się rozmaite przybory, często bardziej przydatne niż kłoda drewna i sztaba żelaza, z których dopiero trzeba coś zrobić.

– Nono?

Uświadomiła sobie, że młodzieniec powiedział coś, co umknęło jej uwagi. Spojrzała na niego.

– Wezwałaś mnie tu...

– Tak. – Podeszła bliżej. Oparł się barkami o mur. Wszystkie swoje nici skierował ku niej, podobnie jak rzeczny ukwiał, wyciągający czułki w poszukiwaniu dotyku. – Potrzebuję twojej pomocy.

Markus zmarszczył brwi.

– Mogę ci w czymś pomóc?

– Muszę zrobić coś niebezpiecznego i nielegalnego.

Młodzieniec zasępił się jeszcze bardziej.

– Czemu miałabyś mi zaufać? Tylko dlatego, że spędziliśmy kilka tygodni w jednej klatce, kiedy ja miałem dziesięć lat, a ty osiem? Dwa lata później omal przeze mnie nie zginęłaś.

– Ufam ci dlatego, że nie zapytałeś, skąd mi przyszło do głowy, że zechcesz mi pomóc, a tylko o to, dlaczego jestem gotowa okazać ci zaufanie. A także dlatego, że nie skłamałeś, gdy zapytałam o to, co wydarzyło się w Akademii.

– No dobra. Dlaczego miałbym ci pomóc, jeśli to niebezpieczne i sprzeczne z prawem?

– Zrobisz to dlatego, że nigdy naprawdę nie wyszliśmy z tej klatki, w której nas wówczas zamknęli. A także dlatego, że twój opat Jacob nadal jest powiązany z Tacsisami i na nich opierają się jego nadzieje na dalszą karierę. Jeśli mi pomożesz, jego plany spełzną na niczym. Hessa opowiedziała mi, co się stało z Czworonogiem, gdy Giljohn zawiózł cię do domu Jacoba.

– Pewnie uważasz, że jestem słaby, bo służę komuś, kto uczynił coś takiego. Ty pewnie zatłukłabyś go na śmierć?

Markus nawet nie próbował ukryć mieszaniny gniewu i wstydu, która nagle go wypełniła.

– Ja mogłabym to zrobić, ale ty jesteś lepszym człowiekiem ode mnie. Nie jestem dumna za swego wybuchowego temperamentu.

Młodzieniec wykrzywił usta w bladym, pełnym niedowierzania uśmieszku.

– Zatem potrzebujesz mnie i jesteś gotowa mi zaufać. Cóż to za sprawa, dla której jestem ci potrzebny, i dlaczego jesteś przekonana, że nie zdradzę cię z jej powodu?

Obejrzała się przez ramię, wpatrując się w noc. Ryk tłumu dobiegający z hali wzmógł się jeszcze. Z pewnością następna walka zmierzała ku krwawemu końcowi.

– Muszę się włamać do katedry Świętego Allama, i ukraść coś ze skrytki ksiąg zakazanych wielkiego kapłana Nevisa.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Podziękowania

Jestem niezwykle wdzięczny Agnes Meszaros, która, czytając wersję beta, przeprowadziła Nonę przez klasztorną edukację. Dotyczące każdego rozdziału uwagi zgłaszane na bieżąco przez kogoś, kto bardzo polubił te książki, były dla mnie bardzo pomocne.

Powinienem też jak zwykle podziękować mojej cudownej redaktorce, Jane Johnson, oraz ekipie z wydawnictwa Voyager za pomoc w ukończeniu mojej trzeciej trylogii. A także, rzecz jasna, mojemu agentowi, Ianowi Drury’emu, i ludziom z Sheil Land.