Wydawca: Edipresse Książki Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 235 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Świat Hani Bani - Hanna Bakuła

Hania Bania, to wrażliwa dziewczynka z nadwagą, o wielkiej wyobraźni, która pomaga jej żyć w normalnym, socjalistycznym świecie dorosłych i dzieci. Żarłoczna jedynaczka, pustosząca rodzinną spiżarnię, otoczona kuzynami i rodziną marzy o pójściu do szkoły. Mając 5 lat, twierdzi, że jest w drugiej klasie. Czyta z przerwami na malowanie. Wpatrzona w zabawną babcię, nałogową palaczkę i elegancką mamusię, nie przecenia roli mężczyzn w wielopokoleniowym domu. Lubią ją wszyscy, ale się jej trochę boją, bo jest bardzo ruchliwa i kłamie jak najęta. Jej szatańskie  pomysły bawiły jej rodzinę dawno temu i bawią wszystkich znających jej historię, do teraz, bo są ponadczasowe i nieodparcie śmieszne. Krytycy, słusznie porównują Hanię Banię z francuskim Mikołajkiem, którego przygody są bestsellerem na całym świecie.

 

Dziewczynka Hania, którą dość ściśle jest podszyta pisarka Bakuła, z niedawnych w końcu wspomnień napisała o sobie książkę. Gdybym sam kiedyś był dziewczynką, chętnie bym się z Hanią bawił, ale trochę bym się jej bał. Za to wszystkie potrawy przez nią przyrządzone jadłbym z wielkim apetytem.

 

Jerzy Bralczyk

Opinie o ebooku Świat Hani Bani - Hanna Bakuła

Fragment ebooka Świat Hani Bani - Hanna Bakuła

Okładka

Strona tytułowa

Białemu Bąkowi – Marzence

Strona redakcyjna

Copyright for the Polish Edition

© 2016 Edipresse Polska SA

Copyright for text and drawings © 2016 by Hanna Bakuła

Edipresse Polska SA

ul. Wiejska 19

00-480 Warszawa

Dyrektor ds. książek: Iga Rembiszewska

Redaktor inicjujący: Natalia Gowin

Produkcja: Klaudia Lis

Marketing i promocja: Renata Bogiel-Mikołajczyk

Digital i projekty specjalne: Katarzyna Domańska

Dystrybucja i sprzedaż: Izabela Łazicka (tel. 22 584 23 51), Beata Konik (tel. 22 584 25 73)

Andrzej Kosiński (tel. 22 584 24 43)

Ilustracje: Hanna Bakuła

Projekt graficzny książki: Hanna Bakuła, Hanna Szeliga-Czajkowska

Skład i łamanie: Hanna Szeliga-Czajkowska

Zdjęcie na okładce: Sebastian Skalski

Korekta: Agnieszka Piotrowicz

Biuro Obsługi Klienta

www.hitsalonik.pl

mail: bok@edipresse.pl

tel.: 22 584 22 22

(pon.-pt. w godz. 8:00-17:00)

www.facebook.com/edipresseksiazki

Druk i oprawa: Białostockie Zakłady Graficzne

ISBN: 978-83-7945-448-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kodowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych w całości lub w części tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

ŚWIAT HANI BANI

Hania Bania to wrażliwa dziewczynka z nadwagą, o wielkiej wyobraźni, która pomaga jej żyć w normalnym, socjalistycznym świecie dorosłych i dzieci. Żarłoczna jedynaczka, pustosząca rodzinną spiżarnię, otoczona kuzynami i rodziną, marzy o pójściu do szkoły. Mając pięć lat, twierdzi, że jest w drugiej klasie. Czyta z przerwami na malowanie. Wpatrzona w zabawną Babcię, nałogową palaczkę, i elegancką Mamusię nie przecenia roli mężczyzn w wielopokoleniowym domu. Lubią ją wszyscy, ale się jej trochę boją, bo jest bardzo ruchliwa i kłamie jak najęta. Jej szatańskie pomysły bawiły jej rodzinę dawno temu i bawią wszystkich znających jej historię do teraz, bo są ponadczasowe i nieodparcie śmieszne. Krytycy słusznie porównują Hanię Banię z francuskim Mikołajkiem, którego przygody są bestsellerem na całym świecie.

Z punktu widzenia Hani Bani

osoby dramatu:

Babcia

Babcia jest piękna i zgrabna, ale stara, ciągle pali i pachnie nieładnie papierosami, które odkłada na nasze biedermeiery i wypala dziury, choć wkłada je w cygarniczki, jakoś się jej udaje, żeby się poturlały. Meble mają blaty w czarne kropki na brzegach. Wszystkich to denerwuje. Jest chuda, ma malutkie stópki i dużo butów z węża (szarych) i z krokodyla (brązowych). W butach są złote napisy z jej nazwiskiem i adresem szewca. Ma też buty zielone, z materiału takiego jak sukienka balowa, pasująca do oczu. Na bale Babcia chodziła od dziecka, przed wojną i chodzi do teraz. Babcia je mało, ale ciągle gotuje to, co Stefa umyje i pokroi. Wszystko, oprócz makaronu z mlekiem lub odsmażonego z mlekiem do popicia, jest pyszne, a najpyszniejszy pasztet z pięciu mięs. W dzień Babcia zakłada wykrochmalone (białe albo w cienkie paski) przedwojenne fartuchy z kieszeniami, żeby nie pobrudzić sukienek, które są zimą z cienkiej wełny, a latem – jedwabne i trudno się dopierają z plam. Babcia pali i rano pije kieliszek koniaku na rozruch, bo lekarz jej kazał, i czyta wszystko, nawet stare gazety, choć ma nowe. Po umyciu podłogi z desek w kuchni kładzie się gazety, żeby woda w nie wsiąkła. Babcia siada sobie na podłodze i czyta to, co przeoczyła. Teraz siadam razem z nią i czytamy razem, a Stefa wywraca oczami, bo nie może wejść. Babcia chowa sobie ciekawsze książki i wszyscy (oprócz Tatusia, który czyta tylko gazety) narzekają. Babcia nauczyła mnie czytać dwa lata temu, gdy miałam cztery lata. Nie było to trudne. Zaglądałam jej przez ramię i samo wyszło. Była sensacja na całą ulicę Szkolną, bo byłam pierwszym dzieckiem, które umiało czytać, a prawie wszyscy byliśmy z tego samego roku.

Nie lubię, gdy mnie czesze, bo szarpie, i kiedy ubiera, bo nakłada za dużo rzeczy, żebym nie choro­­wała, a ja i tak ciągle choruję! Babcia mnie całuje i przytula, czasem tańczy ze mną w kuchni walca lub tango. Śpiewamy sobie i wirujemy albo się przeginamy, ale to tylko wtedy, gdy jesteśmy same. Babcia mnie szczypie w pupę i bije ścierką do naczyń, jak zrobię coś zabawnego, i drze się na dziadka, gdy zrobi coś nie tak. Zamykają się z Mamą i ciocią, żeby plotkować o „naszych panach”, ale i o mnie, że jestem niemożliwa. Wiem, bo przykładam do ściany od kuchni szklankę ze szkła jeneńskiego, która jest jak głośnik, gdy się przyłoży do niej ucho. Mamusia mówi, że Babcia zajeżdża panią Stefę, naszą pomoc domową, ale ja nic takiego nie widziałam. Babcię kocham najbardziej, choć powinnam rodziców, a przynajmniej Mamusię. Nic na to nie poradzę, bo to Babcia jeździ ze mną na wakacje, chodzi na grzyby i pozwala jeść więcej niż dziesięć krówek dziennie.

Mamusia

Mam najpiękniejszą Mamę na świecie, wszyscy tak mówią. Mama ma zęby tak białe jak sztuczne i ręce jak Madonna Rafaela – tak twierdzi wujek Henryk, który jest konserwatorem zabytków, a ja się z nim zgadzam, bo mi pokazał Madonnę na zdjęciu w albumie Dziadka. Ma jeszcze talię jak klepsydra do gotowania jajek na miękko i popielate jasne włosy. Niewiele, ale zakręca na wałki. U fryzjera panie pytają, jakiej farby używa, a ona na to, że żadnej. Wtedy pękam z dumy, bo włosy muszą być naturalne. Chodzę z Mamą do fryzjera, bo przy okazji podcina mi końce włosów. Biust Mamusi jest wysoko, nawet bez stanika, co robi latem wrażenie na wujkach i obcych panach. Do tego ma zielone oczy. Wszyscy na nią patrzą, a ona niby nic, ale jest zadowolona. Mama obiecuje, że kiedyś będę taka jak ona i wspomina bajkę o brzydkim kaczątku, w którą nie wierzę. Jak ktoś jest brzydki, to jest brzydki. Na przykład Stefa. Mama wraca późno z ministerstwa, jemy obiad i śmieją się z Babcią z byle czego albo mi każe opowiadać, co robiłam, i śmieją się jeszcze bardziej, choć naprawdę nie ma powodów, bo niektóre historie są smutne.

Mama ma piękną, przedwojenną damkę z siatką na tylnym kole, ale jestem na nią jeszcze za mała. Mam swój rower Bobo, ale mam dostać większy. Jeździmy na spacery. Mama umie grać w ping-ponga i brydża, bo tata ją nauczył. Ja też umiem, ale w brydża nie. Szyje mi sukienki, bo to uwielbia. Takie same szyje dla mojej ogromnej, łysej lalki Heni, od wujka. Zrobiła jej z wełny perukę z końskim ogonem, takim jak mój. Mama umie haftować i robi mi na drutach piękne czapki i sweterki, Babci też. Przytulamy się i mówię jej wszystkie tajemnice. Mama pięknie pachnie perfumami Soir de Paris, co znaczy wieczór paryski. Kiedyś chciałam je wypić, ale mnie przyłapały i powiedziały, że od tego się umiera. Zobaczymy. Jak jestem okropna, Mama chlipie i to jest nie do wytrzymania, więc też płaczę, a Dziadek dostaje szału. Tatuś mało, bo nigdy go nie ma. Ma swoje sprawy.

Jeździmy z Mamą i Babcią do Iwonicza-Zdroju, gdzie pachnie zgniłymi jajami i siarką, ale i kwiatami, bo wszędzie wielkie klomby. Jest też basen, ale wchodzę tylko ja, bo woda lodowata. Od tego sinieję w plamy. Czasem wozi nas tam Dziadek, ale krótko zostaje. Głównie czytamy i gramy w gry i bierki, a o 16.00 chodzimy na fajfy. Mama jest rozrywana, Babcia trochę mniej, a ja spokojnie jem wuzetki i krem sułtański, ale góra dwa, bo o 18.00 kolacja. Mama pięknie rysuje, umie kwiaty i ludzi, ale ostatnio wyszła jej podobna krowa. Konia nie umie, ja narysowałam lepszego. Mam sto kredek czeskich od Henryka i zawsze blok rysunkowy. Jak nie czytam, to rysuję albo jeżdżę na rowerze, za co Mama mnie chwali i mówi, że jestem grzeczna i że od tego schudnę.

Potrafi też się drzeć o byle co, jak się pokłóci z Tatusiem. I zmusza mnie do jedzenia makaronu, grożąc, że nie wyjdę do ogrodu albo nie obejrzę „Kobry”. Wszyscy mi czegoś zabraniają!

Dziadek

Jest duży i gruby, ale boi się małej Babci i ciągle pyta ją o zgodę. Pali mniej niż Babcia, ale pije więcej. Zwykle setkę wódki czystej do obiadu i to samo albo dwie do kolacji. Potem jest wesoły, ale Mama i Babcia wcale nie chcą z nim rozmawiać. Ja słucham jego historii, dopóki nie uśnie przed telewizorem. Dziadek jest przystojny, choć ma małe oczy i słabe blond włosy. Ma też piękne przedwojenne garnitury i jesionki. Czasami się je nicuje, czyli pruje, pierze, przekręca na drugą stronę, i ja mam płaszczyk albo Mama kurtkę. Wykroje mamy z ulubionej „Przyjaciółki”, pisma dla kobiet, a szyje krawcowa. Mogę oglądać pachnące, jedwabne krawaty Dziadka i siedzieć na fotelu, kiedy słucha swojego drewnianego patefonu, oglądając czarno-białe albumy z obrazami, albo gdy czyta po niemiecku encyklopedię. Płyty jakby szurały, sz,sz,sz i śpiewa Szaliapin albo Caruso (Dziadek zawsze mówi kto). Jak się stępi igła w patefonie, to mamy całe pudełko sprzed wojny.

Kiedyś nawierciłam w kropeczki skórzany fotel Dziadka małą wiertarką i mi przylał łapą w tyłek. Pierwszy i ostatni raz w życiu, ale nie pozwolił Tatusiowi sobie pomóc, choć Tatuś się rwał.

Dziadek jest mechanikiem precyzyjnym i był przed wojną gwiazdą u Wawelberga, co podkreśla z dumą. Jego tata, a mój nieżyjący od wojny pradziadek, miał fabrykę mydła w Warszawie, ale się z Dziadkiem kłócili, to sobie pracował gdzie indziej. Mamy warsztat produkujący psikacze w kształcie cytrynki i kurki, co znoszą jajka. Te wybrakowane, w smugi, oddaję kuzynom i kolegom, bo nie ma na naszej ulicy dziewczynek. Ostatnio Dziadek robił ustniki do klarnetów, ale nikt ich nie chciał, bo były w różowe palmy. Stąd mamy pieniądze, ale mercedesa sprzed wojny (z opuszczaną budą) Dziadek dostał niedawno, za długi karciane od jednego wujka. Przedtem mieliśmy skodę. Mogę patrzeć, jak Dziadek sprawdza olej patyczkiem, i siedzieć mu na kolanach, gdy jedziemy do Warszawy, choć to niebezpieczne, a Mama nie pozwala mi kierować...

Dziadek pięknie rysuje, głównie widoki wiejskie sprzed wojny, i ma złote ręce. Robi mi mebelki dla lalek i reperuje Henię, gdy się jej urwą ręce albo nogi. Podsłuchałam, że za mną szaleje. Nie wiem, co miały na myśli, ale nic nie zauważyłam. Zachowuje się normalnie.

Tatuś

Wszyscy się nim zachwycają, bo jest bardzo przystojnym brunetem z falującymi włosami i zielonymi oczami. Przy obcych cały czas się śmieje i coś opowiada. W domu – nigdy. Jest mniejszy od Dziadka, nie pali i mało pije, tylko w święta i na imieninach. Jest wojskowym i do pracy chodzi w mundurze, a właściwie jeździ na kolarce, bo jednostka jest blisko. Zimą chodzi na piechotę – w czapce uszance z orzełkiem, zawiązanej pod brodę. Wygląda jak kobieta z rosyjskiego filmu. Gra w piłkę nożną i jest kapitanem drużyny A klasy, bo awansowali w zeszłym roku, co jest podobno ważne. Musimy chodzić na wszystkie mecze, bo inaczej jest zły. Wiem, o co chodzi, bo pytam po meczu, co znaczy out albo rzut boczny, za to Tatuś mnie chwali. Za co innego – nigdy.

Ja mecze lubię, bo wszyscy krzyczą nasze nazwisko, gdy Tatuś atakuje, bo gra w ataku. Pędzi w majtkach i koszulce i kopie piłkę obiema nogami na przemian. Jestem wtedy z niego dumna.

Tatuś podoba się wszystkim ciociom, które przy nim zachowują się jak wariatki i ciągle śmieją, a Mama jest zła. Czasami, po wrzaskach, Tatuś przenosi się do drugiej Babci, ale niestety wraca mnie wychowywać, bo twierdzi, że Mama i Babcia zrobią ze mnie potwora. Nie lubi, kiedy jem za dużo kartofli i słodzę pięć łyżeczek cukru. Każe mi jeździć na rowerze i uczy figur gimnastycznych, choć twierdzi, że jestem wałkiem od tapczanu, bo się nie zginam. Nigdy mi nic nie kupuje, bo mówi, że od tego jest Mama. Ciągle ogląda telewizję i czyta „Przegląd Sportowy”. Jest wojskowym mistrzem w brydża (to taka gra, nie dla dzieci). Nauczył Mamę, ale przy grze, strasznie się kłócą.

Dziadkowie nie bardzo go lubią, co widać, bo mało z nim rozmawiają i specjalnie pozwalają mi czytać książki dla dorosłych, żeby go zdenerwować. Przy mnie mówią, że Tatuś jest bardzo dobry. Nie sądzę, bo czasem mnie bije, ale wtedy Dziadek bierze go na spacer i jest spokój na jakiś czas. Fajne jest to, że dobrze zbiera grzyby i obiecał nauczyć mnie strzelać z pistoletu, gdy urosnę. Okropne, kiedy rano śpiewa w łazience „Marynikę” i gwiżdże, zamyka drzwi, siedzi godzinę, a wszyscy chcą siusiu. Nikt tego nie wytrzymuje, a on ma to w nosie.

Ciocia Lidzia

Jest wesoła, ma spięty klamrą rudawy, gęsty ogon i duże usta. I ciągle się śmieje. Gdyby nie babcia i mamusia, kochałabym ją najbardziej. Pali jak smok, bo chyba ściga się z dziadkami. Ubiera się pięknie i też ma talię, ale krzywe nogi, czym się nie przejmuje i nosi wąskie spódnice, choć Mama jej odradza. Ciocia mieszka w Warszawie i ma męża, wujka Stasia, który czasem znika, ale wraca po roku. Ciocia kiedyś przyjeżdżała na długo i pomagała Babci robić konfitury i piec pyszne babeczki, ale rok temu urodziła się Marzenka i ciocia jest u nas rzadziej, a jak jest, to z nią, a ona cały czas płacze. Nazwałam dzidziusia Biały Bąk, bo ma brzuszek jak piłka, a poliki o mało jej nie pękną. Ciocia zrobiła białą wyprawkę, bo nie wiedziała, co urodzi. Cieszą się, że mam siostrę, bo ciocia jest córką siostry rodzonej mojej Babci. Kiedy jej rodzice zginęli podczas wojny, zamieszkała u nas. Potem złapali ją, gdy jechała do szkoły w Warszawie, i była w obozie koncentracyjnym w Treblince. Z Rosjanką i Niemką zrobiły podkop i uciekły, a jak szły do nas, to wojna się skończyła. Niepotrzebnie kopały, a ciocia potem miała gruźlicę. Gdy się urodziłam, była już zdrowa i mogła mieć dziecko. Opowiada to wszystko i się śmieje, jak wszyscy w naszej rodzinie, poza Tatusiem, który ma „inne poczucie humoru”, jak twierdzi Babcia. Kiedy przykładam do ściany szklankę, wtedy w ogóle słyszę różne ciekawe rzeczy, ale większości nie rozumiem.

Mąż cioci Lidzi

Jak prawie wszyscy w naszej rodzinie – ma na imię Stacho. Jest chudy i niewysoki. Ciągle kłóci się z ciocią Lidką i wtedy ona wybiega, bo chce mu uciec. Czasem zimą pędzi bez palta w kierunku stacji, a za nią reszta, ale już w paltach. Bardzo to śmieszne tak nagle biec za ciocią w połowie wigilii. Wujek ją łapie i przeprasza, a reszta się śmieje. Wujek czasami znika na długo i ciocia przyjeżdża się wypłakać. Zwykle jest tak: wujek wychodzi po zakupy albo po papierosy i już. Nikt nie wie, dokąd go poniosło. Zrobił tak, kiedy przywiózł ciocię z Białym Bąkiem ze szpitala. Na szczęście nadjechali dziadkowie i Mamusia z jedzeniem. Wzięli słoik pomidorowej z ryżem, kotlety mielone, domowe kopytka, marchewkę z groszkiem i ciasto ze śliwkami. Bardzo żałowałam, że mnie nie zabrali, bo na pewno by mnie ciocia poczęstowała. Mówili, że jestem za mała i zobaczę dzidziusia później, a nikt nie pomyślał o tym, że chętnie bym z dzidziusiem zjadła coś smacznego. To pierwszy dzidziuś w naszej rodzinie. Jest dziewczynką, jak cała nasza rodzina. Wujka wszyscy lubią, bo miło rozmawia, żartuje, bardzo elegancko się ubiera. Ja go podziwiam za to, że kiedyś zjadł sto pierogów z grzybami i kapustą, tuż przed wigilią. Po prostu czytał sobie gazetę w salonie, gdzie stały pierogi, obsychając po ugotowaniu, i trochę zjadł. W tej sytuacji wyjedzenie przeze mnie piernika ze środka tak, że został tylko lukier, było mniej ważne.

Wujek Henryk

Wujek jest artystą i – jak mówi Babcia – wcielonym diabłem. Wujek nie jest naszą rodziną, ale nie ma żadnej innej, bo wszystkich mu zamordowali Niemcy, a z Babcią i Dziadkiem przyjaźni się od przed wojny. I był ojcem chrzestnym Mamusi. Potrafi wszystko, więc jest bardzo bogaty. Zrobił sufity i wszystkie amorki w filharmonii, gdzie Babcia zabrała mnie na bardzo głośny koncert, a ja patrzyłam tylko do góry, myśląc, że wujek jest największym artystą w Polsce. Wszyscy na czymś grali i nikt się nie potrącał, choć siedzieli gęsto. Bardzo przypominało to muzykę z płyt Dziadka.

Wujek jest u nas co tydzień. Raz przyjechał rano taczką wyścieloną gazetą. Pchał go murarz, którego wujek wynajął koło stacji. Jemy śniadanie, a tu taczki z wujkiem w smokingu i z ruskim szampanem, którego otwierania obiecał mnie nauczyć. Na razie mam za małe rączki. Wujek przed wojną skończył konserwację na ASP i miał rodzinę, ale Niemcy wszystko zmienili i już nie chce mieć. Wujek jest wysoki, szczupły i ma piękne, długie z przodu, czarne włosy. Jest zawsze w garniturze i skrzypiących butach, dlatego nie może chodzić na grzyby, bo mu się zniszczą. Rysujemy razem w ogrodzie w specjalnych blokach rysunkowych, bo też będę artystą, żeby jeździć taczką.