Świat Cieni. Więzy Krwi - Daria Milko - ebook
Opis

Kate jest atrakcyjną, roześmianą siedemnastolatką, która wiedzie spokojne i poukładane życie. W wolnym czasie oddaje się pasji – trenuje mieszane sztuki walki.

Od jakiegoś czasu w sennych marzeniach Kate powtarza się ta sama scena, w której towarzyszy jej tajemniczy mężczyzna. Dziewczyna czuje, że coś jej zagraża, ale jednocześnie ma pewność, że w jego obecności jest bezpieczna.

Pewnego dnia spotyka swojego opiekuna ze snu… na treningu, a następnie w szkole. Coś niewyjaśnionego przyciąga ich do siebie. Kate poddaje się tej nieodpartej sile, coraz bardziej angażując się w znajomość. Nie ma pojęcia, że zapoczątkuje ona serię zdarzeń, które diametralnie zmienią jej życie. Na zawsze.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 229

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


 

 

 

 

 

 

 

 

Dla Rodziców, którzy byli niezwykle pomocni

Dla Babci, która służyła dobrą radą

Dla Aleksandry, która jako pierwsza przeczytała całość

I dla innych bliskich mi osób, które były dla mnie inspiracją

Dziękuję

 

Prolog

 

 

… I znowu to samo, jestem z nim, w moim śnie, stoimy obok siebie, patrząc w gwiazdy. Jest noc, mrok i cisza. Wpatrujemy się w swoje oblicza. Mam na sobie przewiewną czerwoną sukienkę, jest bardzo krótka i ledwo zakrywa mi pośladki. Dobrze dopasowuje się do mych ponętnych kobiecych kształtów. Ma dekolt, który pokazuje kawałek moich delikatnych krągłych piersi, i lekko opina się na biodrach. Moje rozpuszczone włosy lekko falują i są nasączone deszczem. Wyglądam dziwnie blado. Moje ciemne oczy nadal wpatrują się w mego towarzysza, który jest wyższy ode mnie. Jego kości policzkowe są idealnie wykrojone, a cała postura perfekcyjnie pasuje do wyrzeźbionych mięśni. Ma prawie kruczoczarne krótkie włosy, po których również spływają krople łez lecących z nieba. Jest bardzo przystojny, a jego oczy niebieskie, tak jak ocean, a może nawet głębsze, patrząc w nie, można się zatracić lub zapaść gdzieś głęboko i nie pamiętać już niczego. Jest ubrany tylko w jeansy z ciemnym, chyba czarnym paskiem. Odkryta klatka piersiowa ukazuje całą jego męskość. T-shirt luźno zwisa na jego barku. Stoimy tak razem długi czas. Widać, że nie żywimy do siebie żadnych uczuć, aczkolwiek mogłabym przysiąc, że patrzy na mnie takim wzrokiem, jakbym miała zostać postrzelona, a on w każdej chwili przeciąłby tor lotu kuli swoim ponętnym ciałem tylko po to, by mnie obronić. Jest mi z tym trochę dziwnie i w żaden sposób nie mogę tego zrozumieć. Czuję się przy nim bezpiecznie i tak kobieco jak nigdy dotąd. Mam wrażenie, że nie jestem tą twardą dziewczyną, którą inni muszą znosić na co dzień, coś się zmienia, tak jakbym już nie potrafiła obronić się sama. On do mnie nie podchodzi, cały czas stoi i mi się przygląda, nic nie mówi, jednak wyraz jego twarzy pokazuje mi wszystko. Widzę w jego oczach gniew, zapał, żar i obawę. Najdziwniejsze jest jednak to, że on boi się, że może mnie skrzywdzić, i dlatego nie podchodzi. Ten sen powtarza się codziennie od jakichś dwóch miesięcy, ale zawsze kończy się tym samym, tak jakbym nie mogła go kontrolować i niczego zmienić. Pamiętam tylko, że upadam, a on jednym susem znajduje się blisko mnie…

 

Rozdział 1Bijąc się z myślami

 

 

Jak zwykle jestem spóźniona, zaspałam, ale nawet pięciokrotne przestawianie budzika nie pomogło mi w żaden sposób się wyspać. Skoczyłam jak oszalała na drewniane schody i mało co nie przetoczyłam się po nich, tak jak ludzie, którzy grają w filmach akcji.

No cóż, trzeba im przyznać, że mają ciekawe wejścia.

Niczym pantera przeskoczyłam schody, żeby uniknąć żenującego upadku, ale jakkolwiek bym próbowała, to i tak na końcu wylądowałam ze zdartą skórą. No nic, jakoś przeżyję, pomyślałam. Podbiegłam szybko do lodówki, ale już trochę ostrożniej niż poprzednio, i wzięłam jakiś pierwszy jogurt z górnej półki i parę orzechów, a ponieważ potrzebuję posiłku, który zaspokoiłby całą armię, postanowiłam, że kupię coś jeszcze na mieście. Następnie poszłam do łazienki, żeby się umyć, po czym podążyłam do pokoju się ubrać. Był poniedziałek i miałam wolne w szkole, ale to nie znaczyło, że mam wolne od treningów. Ubrana w sportowe ciuchy, top i krótkie spodenki zabrałam ze stolika torbę i zgarnęłam klucze do mojej hondy civic. Zanim się obejrzałam, siedziałam już na siedzeniu kierowcy, z odpalonym silnikiem. Od sali treningowej dzieliło mnie jeszcze jakieś dwadzieścia minut jazdy, a więc tym bardziej byłam zła, bo wiedziałam, że Mario będzie wściekły.

Mario był moim instruktorem sztuk walki i miał parę swoich zasad, których należało przestrzegać. Nienawidził niesubordynacji. Mimo że był bardzo młody i przystojny, co mogło zwodzić, szybko pokazywał wszystkim, co potrafi. Ćwiczyłam z nim od dwóch lat i byłam pierwszą dziewczyną, którą szkolił. Aby w ogóle się tam dostać, trzeba było się naprawdę wykazać, na razie mnie się to udało jako jedynej przedstawicielce płci pięknej.

Dziesięć minut jazdy już minęło. Ucieszyłam się, widząc, że nie ma zbyt wielkiego ruchu i zdążę na zajęcia, dzięki czemu nie narażę się na ględzenie nauczyciela. Trochę się rozluźniłam i podziwiałam przez szybę mojej hondy przemieszczające się bardzo szybko widoki. Teraz już mogłam zwolnić. Nie chciałam, żeby jeszcze teraz siedziała mi na ogonie policja. Mijając budynki mieszkalne i sklepy, wiedziałam, że już tylko chwila dzieli mnie od spotkania z przyjaciółmi. Mimo że na macie zachowywaliśmy się jak zabójcy, w wolnym czasie często ze sobą przebywaliśmy. Był tam Peter, do niedawna mój chłopak, dopóki nie zrozumiałam, że kocham go jak brata albo przyjaciela, ale, niestety, nic więcej nie mogę mu dać. Pomimo żalu i załamania potrafił się z tym pogodzić i nie chciał mnie do niczego zmuszać. Wysoki, dobrze zbudowany blondynek z piwnymi oczami, czasami przeskakującymi w bursztyn. Tak, był bardzo przystojny i męski, często trochę ironiczny i zabawny. Był idealny, ale, niestety, nie dla mnie. Gdybym go kochała, to nigdy nie wypuściłabym go ze swoich objęć.

Musiałam urwać moje wspominki, bo stałam już przy starym magazynie, który został przerobiony na salę treningową. Była siódma rano. Bardzo szybkim krokiem dotarłam do wielkich drzwi, które się przede mną natychmiast otworzyły.

– Witaj, Katherine – jęknął Mario. – Jak zwykle pierwsza. Nie wiem, jak ty to robisz, ale bardzo mnie cieszy fakt, że masz taki zapał.

– Tak jak zawsze – mruknęłam i prawie się roześmiałam, gdy przypomniałam sobie mój wariacki sprint przez schody i równie szybką jazdę samochodem, za którą z pewnością mogłabym dostać niejeden mandat.

– Widzę, że pozostali się spóźnią, zresztą jak zawsze, ale nie martw się, ciebie kara ominie, to oni będą musieli się pocić. Ty na razie możesz się rozgrzać i zacząć robić jakieś ćwiczenia, wrócę, jak te barany się pojawią.

– Jasne – odpowiedziałam i ledwie powstrzymałam się od śmiechu. Wyobrażałam sobie, przez co będą przechodzić moi koledzy.

Zaczęłam się rozciągać, ale przerwałam, bo usłyszałam tyle głośnych kroków, że musiałam się odwrócić. Naprzeciwko mnie stała cała banda, ucieszona jak nigdy, co mnie trochę zdziwiło. Bardzo za nimi tęskniłam, szczególnie że widzieliśmy się pierwszy raz od zakończenia roku szkolnego. Każdy gdzieś wyjechał, niektórzy przybyli dopiero niedawno i z tego, co wiedziałam, Peter wrócił ostatniego dnia wakacji. Koło niego stał Jake, zaraz za nim Max, Marcus, Kyle i Joshua. Brakowało mi tylko Scotta, ale pomyślałam, że ten pewnie od powrotu śpi w łóżku z megakacem, co mnie tylko rozbawiło.

– Cześć, piękna, widzę, że humor dopisuje – rzucił Peter i pocałował mnie w policzek, czym mu się odwzajemniłam.

– Tak, najwidoczniej – parsknęłam. – Zastanawiam się tylko, gdzie jest Scott – powiedziałam i znowu się zaśmiałam.

Przyjaciele chyba nie chcieli mi odpowiadać, bo rzucili się wszyscy na mnie jak na zdobycz, obcałowując, podnosząc i wypytując o wszystkie szczegóły, jednak nie udało mi się nic powiedzieć przez to zamieszanie.

W tym momencie na salę wszedł Mario. Popatrzył na wszystkich z gniewem w oczach i poinstruował co do wykonywania ćwiczeń, po czym prawie już zniknął w małym korytarzu, ale jednak zawrócił i rzucił do Petera:

– Nie musisz robić tych wszystkich ćwiczeń co reszta. Wiem, że dopiero wróciłeś. Masz taryfę ulgową, jednak nie myśl, że tak będzie cały czas. Następnym razem wylądujesz ze mną na macie. Dołącz do Katherine i pomóż jej się rozciągać.

– Jasne – odparł Peter z lekkim uśmieszkiem na twarzy, potem skierował swój wzrok ku mnie i zaczął rozmowę:

– Kate, nic się nie zmieniłaś, wysportowana jak zawsze i może nawet piękniejsza…

– Daruj sobie – wyszeptałam, podchodząc bliżej i łapiąc go za koszulę. – Wiesz, że wolę się rozciągać, a potem skopać ci tyłek, niż gadać.

– Więc jednak nic się nie zmieniłaś, dalej uparta i zawzięta.

– A to źle? – rzuciłam.

– Jasne, że nie – odpowiedział.

Wziął mnie w ramiona jak małą dziewczynkę i przyglądał mi się z uśmiechem, przez który jednak przezierał smutek. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, dodał:

– Nawet nie wiesz, jak mi ciebie brakowało. Ten wyjazd zaplanowaliśmy we dwoje, a ja pojechałem sam i nawet chciałem udawać, że jest mi dobrze, ale nie było. Bez ciebie to nie to samo.

Chciałam mu przerwać, ale w tej chwili położył swoje usta delikatnie na moich, całując je. Zaskoczył mnie tym i tak naprawdę nie wiedziałam, co mam zrobić. Sama zresztą nie przerwałam pocałunku, ale też go nie odwzajemniłam. Może coś nas jeszcze łączyło, jednak to nie była ta sama miłość. W końcu Peter zauważył, że trochę mnie przytłacza, i przerwał pocałunek. Ponownie popatrzył na mnie chwilę.

– Wiem, że to dla ciebie nie znaczy tyle co dla mnie, ale musiałem to zrobić, wybacz. Nadal jesteś dla mnie wszystkim, będę na ciebie czekał. Jeżeli tylko coś się zmieni, daj mi znać, jestem tu dla ciebie.

– Dzięki – powiedziałam najmilej, jak się dało, ale unikałam czułości, żeby nie robić mu nadziei. Chciałam jakoś rozładować napięcie i uderzyłam go delikatnie w tors. – To co, widzimy się na macie?

– Jasne, nie mogę się doczekać – odpowiedział.

Po chwili już każde z nas ruszyło do swoich obowiązków. Ponieważ nawet nie zaczęłam ćwiczeń, szybko ruszyłam wokół sali, zrobiłam jakieś dwadzieścia okrążeń, potem podciągałam się na drążku, a na koniec zaplanowałam spotkanie z moim kochanym starym workiem treningowym, który tak uwielbiałam. Stanęłam przodem do wejścia, które było cały czas otwarte, założyłam rękawice i zrobiłam kilka ruchów „na sucho”, sprawdzając swoją szybkość, po czym zaczęłam namiętnie okładać worek, jakby był moim śmiertelnym wrogiem. Na początek ruszyłam pięści: prawy sierpowy, lewy. Nawet nieźle, pomyślałam. Potem w ruch poszło całe moje ciało, łokcie, nogi. Wirowałam wokół worka jak bogini wojny. Po dziesięciu minutach krople potu spływały mi po czole i brzuchu, świecąc się na nich, ale ja nie chciałam przestawać. Wkrótce, niestety, musiałam. W pewnym momencie na salę wpadł jakiś chłopak. Na początku nie widziałam go dobrze, bo oślepiające promienie słońca były tuż za nim. Zdążyłam jednak dostrzec jego ciemne błyszczące eleganckie buty, niebieskie jeansy i czarny pasek. Jego klatka piersiowa nie była niczym przykryta, czarny T-shirt trzymał w ręku. Wyobrażałam sobie, jak wyglądałby na nim i jak pięknie podkreślałby jego idealną muskulaturę. W tej chwili usłyszałam głos Maria, który wydawał się dobiegać zza moich pleców. Odwróciłam się. Faktycznie, mój instruktor stał dokładnie za mną.

– Adrian, jak dobrze cię widzieć. Już myślałem, że się rozmyśliłeś – powiedział.

– Nie, nie rozmyśliłem się, po prostu coś mi przeszkodziło i nie mogłem zdążyć na czas.

– Oczywiście, rozumiem, kuzynie. Jeśli chcesz, możesz zacząć się rozgrzewać, a potem dołączysz do reszty w walce.

W tamtej chwili, gdy podszedł trochę bliżej, po prostu zamarłam.

– Nie, to niemożliwe – rzuciłam sama do siebie. – To nie może być prawda.

Nie wierząc własnym oczom, przetarłam je parę razy i wpatrywałam się w nowo przybyłego kursanta, który zaczął się przybliżać i szepnął mi do ucha:

– Nie musisz się z tym kryć, wiem, jak działam na kobiety. Nic na to nie poradzę, ale ty chyba musisz się skupić, bo bez tego nie wygrasz żadnej walki.

– Chciałbyś – mruknęłam. – Wcale mnie nie obchodzisz, po prostu przypominasz mi kogoś, zresztą nieważne, nie będę się tłumaczyć przed kimś, kogo nawet nie znam.

– Jestem Adrian, miło mi – szepnął.

– A ja jestem Katherine i wcale nie jest mi miło.

Boże, ale zrobiłam z siebie kretynkę, pomyślałam. Wpatrywałam się w niego jak w bóstwo, a on nie wiedział dlaczego, ja jednak wiedziałam. To nie mogła być prawda, ten facet z mojego snu nie mógł być Adrianem. Przecież to jest niemożliwe. Nie przypominałam sobie, żeby worek, na którym wcześniej ćwiczyłam, uderzył mnie w głowę, ale chyba jednak to przeoczyłam. Jak facet ze snów miał się stać rzeczywistością? A nawet jeżeli byłby taki na świecie i wyglądałby tak samo, to co robiłby w Berkeley? Zastanawiałam się nad tym jeszcze przez chwilę, ale i tak musiałam wrócić do ćwiczeń. Wiedziałam, że zbyt długo tkwiąc w innym świecie, nie zadowolę mojego instruktora. Tak szczerze mówiąc, to pierwszy raz w życiu miałam dość worka, wolałam skupić się na żywym przeciwniku. Niedaleko mnie stał Peter, którego znów złapałam za koszulę i pociągnęłam w swoją stronę. Ku mojemu zdziwieniu nie tylko on był uradowany. Z boku sali stał Adrian, który mi się przyglądał i sprawiał wrażenie rozbawionego. Opierał się o ścianę i wyglądał cudownie…

Co ja mówię? Nie mogę. A niech to, widocznie miał rację co do swojego działania na dziewczyny.

Szybko odwróciłam od niego wzrok i zaczęłam walczyć. Peter jak zwykle mówił coś o tym, że będzie starał się być delikatny, ale nie zlituje się nade mną. Byłam taka wściekła, choć nie wiem dlaczego, że nie pozwoliłam mu nawet dokończyć następnego zdania i uderzyłam go pięścią w twarz. O tak, to było idealne uderzenie.

– Wow, Katherine, to było nieziemskie, nigdy cię takiej nie widziałem.

– Nie gadaj, tylko walcz, Peter – mruknęłam. Po chwili stwierdziłam, że jestem dla niego trochę zbyt szorstka, ale cóż, to była walka i chciałam walczyć, a nie gadać.

Jego pierwszy cios poleciał na moje żebra. Idealnie wyprofilował pięść lewej ręki i uderzył, aż prawie zamarłam, ledwo złapałam powietrze i uderzyłam nogą w jego bok. On także się trochę podkulił, ale nie był mi dłużny i oddał perfekcyjny cios w wątrobę. Och, tego było za wiele, tak mnie wkurzył, że biłam go na oślep, rękoma, nogami, łokciem. Przewróciłam go na matę do parteru i dalej okładałam pięściami. Tym razem siedziałam na nim, co mu się widocznie spodobało, bo nie bił mnie, tylko się bronił. Chciał, żebym jak najdłużej utrzymywała swoją pozycję, ale chyba w końcu okładanie go znudziło, bo przekręcił się, zrzucając mnie z siebie na matę. Oboje podnieśliśmy się szybko i sprawnie, aby kontynuować walkę, ale coś nam przerwało.

– A może ja spróbuję zmierzyć się z tak silną kobietą? Ale nie obiecuję, że dam jej fory, więc może się wycofać.

– Hej – rzuciłam. – Po pierwsze, to jestem tu i słyszę cię, nie musisz mówić do innych ani pytać nikogo o zgodę. Zgadzam się i wcale nie chcę żadnych forów.

– W porządku, ale pamiętaj, że to będzie najtrudniejsza walka w twoim życiu.

– Na to liczę, lubię wyzwania – przerwałam mu szybko.

Chciałam mieć ostatnie zdanie i tylko kiwnęłam do niego, by dać mu sygnał do wejścia na matę. Peter zszedł z niej i życzył mi powodzenia. Marcus miał dać znak rozpoczęcia i od niego mieliśmy zacząć walczyć, ale ja, nie myśląc długo, wymierzyłam porządny prawy sierpowy, który szybko znalazł się na twarzy Adriana. Ależ byłam wtedy zadowolona, należało mu się.

– To było nieczyste, dziewczyno. Teraz już na pewno nie dam ci forów.

– Zasłużyłeś sobie i już ci mówiłam, że nie chcę żadnych forów.

– Jasne, to co, zaczynamy?

– Z przyjemnością skopię ci tyłek!

– Twoje niedoczekanie – mruknął.

W momencie gdy Marcus dał znak, a my ruszyliśmy ku sobie, Mario przerwał trening.

– Dobrze, dziewczynki, trening się skończył, ruszać się. A co do was, to sami na macie nie zostaniecie, jeszcze się pozabijacie i stracę najlepszych zawodników.

– A skąd wiesz, że on jest taki najlepszy, skoro dopiero dzisiaj przyszedł? – przerwałam i przypomniałam sobie, jak Mario mówił, że Adrian jest jego kuzynem.

Cholera, pomyślałam. Teraz to na pewno mnie wezmą za totalną idiotkę.

– Widziałem go kilka razy w akcji, walczył w paru klubach, ale nie będę tego roztrząsał. Wasza dwójka jest najlepsza. Chociaż ty, Katherine, nie wyglądasz dzisiaj dobrze i walczysz bez techniki. Musisz się skoncentrować, bo teraz tego najwidoczniej nie robisz, nie wiem, skąd u ciebie taka zmiana.

Zanim mu odpowiedziałam, do rozmowy wtrącił się Adrian. No jasne, a niby dlaczego miałby to przepuścić i siedzieć cicho?

– Ona jest najlepsza? – zapytał rozbawiony z ironią w głosie. – Widziałem ją niedawno na ringu i jakoś nie szło jej najlepiej, następnym razem pokażę jej parę moich ruchów i może się czegoś nauczy.

Co za wredny typ, pomyślałam.

– Słuchaj, nie będę ci się tłumaczyć po raz kolejny, zresztą jeśli nie wierzysz, możesz się przekonać następnym razem, jak będziesz leżał na macie i błagał, żebym przestała.

Wtedy Mario mi przerwał. Kazał nam się uspokoić. Byłam tak wściekła, że wolałam odejść, zanim zrobię lub powiem coś, czego będę żałować, poszłam więc do szatni, żeby się przebrać.

Przy chłopakach nie czułam żadnego wstydu i po prostu zaczęłam się przebierać w jeansy. Tyle razem przeszliśmy i tyle już razem ćwiczymy, że widzieli mnie w samej tylko bieliźnie już nieraz. Niestety, nie byłam przyzwyczajona do obecności Adriana, więc gdy tylko jednym płynnym ruchem ściągnęłam z siebie krótkie szare spodenki i odwróciłam się, myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Stał z założonymi rękoma i przyglądał mi się z rozbawioną miną. Jeszcze chwila, a zrobiłabym się czerwona, ale powstrzymałam się i udawałam, że wszystko jest w porządku. Moje pośladki przykrywały jedynie delikatne białe koronkowe majtki, a do pary miałam biały miękki koronkowy stanik. W szybkim tempie włożyłam spodnie i bluzę, którą wyjęłam z torby. Zarzuciłam torbę na ramię, po czym wyskoczyłam jak poparzona z szatni i ruszyłam w kierunku samochodu. Wtedy zorientowałam się, że nawet nie pożegnałam się z chłopakami. Ku memu zdziwieniu w moim samochodzie siedział Peter. Na szczęście zajął miejsce pasażera. Gdyby tego nie zrobił, to jeszcze jemu by się dzisiaj oberwało. Usiadłam za kierownicą, torbę rzuciłam do tyłu i spojrzałam na niego. Wpatrywał się w moje długie ciemnobrązowe włosy, które były trochę w nieładzie, potem utkwił wzrok w moich piwnych oczach i delikatnie różowych ustach. Przysunął się do mnie i objął najmocniej, jak mógł. Tylko on wiedział, że jestem strasznie wściekła. Siedzieliśmy tak razem parę chwil i przytulaliśmy się do siebie, on jeden potrafił mnie pocieszyć.

– Kate – zaczął – tak sobie myślałem, że moglibyśmy gdzieś wyjść z chłopakami. Oni chcieli iść na kręgle, ale tak naprawdę to chcą, żebyś ty wybrała, byleby mogli coś tam zjeść.

– W sumie to nawet niezły pomysł. I przyznam, że trochę zgłodniałam, więc moglibyśmy się gdzieś wybrać, ale nie mam ochoty na kręgle. Może pójdziemy na pizzę do twojego taty?

O tak, pizza u Stromów była najlepsza w mieście.

– Dobry pomysł, może namówię tatę na zniżkę dla stałych klientów?

– Ostatnio obiecał, że dostanę gratis. – Zaśmiałam się.

– No tak, ale to nawet jeszcze lepiej, może chłopaki się skuszą na darmowy obiad.

– To co, teraz czekamy na nich? – rzuciłam.

– Tak, czekamy, a jak przyjdą, to powiemy im o naszych planach.

– Naszych? – zapytałam. – Z tego, co wiem, to ja to wymyśliłam, a ty się tylko zgodziłeś, Stroma.

– No dobrze, Rosenwood, niech ci będzie.

Uśmiechnęliśmy się do siebie i jakby cała złość minęła, ale gdy zobaczyłam Adriana przekraczającego wraz z pozostałymi próg klubu, znów emocje mną zawładnęły. Pomyślałam, że jeżeli jedziemy całą paczką, to on też tam będzie.

– Cholera – powiedziałam na głos, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

– Wszystko w porządku? – dopytywali koledzy.

– Tak, jasne. Po prostu o czymś zapomniałam – skłamałam. – Hej, wiesz? – zwróciłam się do Adriana. – Idziemy całą paczką na pizzę, może wybierzesz się z nami?

Choć nie przypadł mi do gustu, nie chciałam być niemiła.

– Nie, dzięki, już się z kimś umówiłem i nie będę wam przeszkadzać.

Nie powiedziałam do niego nic więcej, ale widziałam w jego oczach zawód. Z jednej strony nie wiem czemu, ale miałam go dość, a z drugiej – było mi go żal. Pomyślałam, że będę musiała z nim wkrótce porozmawiać, bo w końcu stał się jednym z nas.

– Dobra, to ruszamy – rzucił Marcus.

Ten dość niski chłopak miał krótkie brązowe włosy i dobrze zbudowane ciało. Był kochany, podobnie jak cała reszta naszej paczki. Chwilę jeszcze patrzył swymi zielonymi oczami na wszystkich po kolei, a potem zatrzymał wzrok na mnie, przykrył opaloną skórę jakąś bluzą i ruszył w stronę swojego jeepa. Po chwili siedzieliśmy już w samochodach.

Peter przybył na trening z Markusem, ale teraz jechał ze mną. Mijaliśmy małe sklepy, alejki i piękne widoki. Czerwonozłote słońce pojawiło się na niebie i prowadziło nas jak zbłąkanych do celu. Zanim się obejrzałam, byliśmy pod małą pizzerią, która jednakże świetnie się prezentowała. Na zewnątrz było parę ławek i stolików, gdzie usiedliśmy. Dopiero została otwarta, więc nie kręciło się tu za wiele ludzi i nie musieliśmy długo czekać z zamówieniem. Ja z Peterem zamówiliśmy dużą pizzę, taką, jaką lubiliśmy oboje. W większości przypadków lubiliśmy to samo, więc mogliśmy się zawsze dzielić.

– Słyszałem, że stary Anthony poszedł na chwilowy urlop i będziemy mieli nowego nauczyciela na wuefie – powiedział Peter.

– Ja nic nie słyszałam o nowym nauczycielu – odparłam.

– Ona nic nie wie – usłyszałam szepty innych. – No to się zdziwi, dopiero będzie zła na cały świat – mówili dalej.

– O co wam chodzi? – krzyknęłam. – Powiedzcie mi, o co chodzi i czemu miałabym być niby zła? – Teraz już wydzierałam się na nich na całe gardło. Nie zauważyłam, że w momencie gdy to mówiłam, wstałam. Po chwili opanowałam się trochę i usiadłam z powrotem.

– Lepiej, żebyś się nie dowiedziała o tym od nas, bo nas pozabijasz. Lepiej poczekaj do następnych zajęć, wtedy sama się przekonasz.

– A żebyś wiedział, że poczekam – warknęłam i wyjęłam plan lekcji. Zobaczyłam, że zajęcia mam jutro, a zatem dowiem się, o czym mówi reszta. Po chwili odeszłam od stolika, nie czekając nawet na zamówienie.

– Już idziesz? – zapytał Peter bardzo zdziwiony.

– Tak, idę, bo widzę, że i tak nic mi nie powiecie, a apetyt już straciłam. Do zobaczenia.

Mówiąc to, odwróciłam się na pięcie i dość wolnym krokiem podeszłam do auta. Usiadłam, zapięłam pasy i jeszcze przez chwilę opierałam się na kierownicy, po czym w mgnieniu oka odpaliłam silnik i jak najszybciej ruszyłam przed siebie. Nie pamiętam, kiedy dojechałam do domu, ale wiem, że byłam spięta i rozdrażniona. Od jakiegoś czasu emocje miały nade mną władzę. Dodatkowo chyba straciłam rozum. Adrian nie jest tylko moim wytworem sennym i rzeczywiście istnieje, a do tego jest strasznym dupkiem.

Mój tata, wojskowy, odbywał akurat kilkutygodniową służbę w jednostce znacznie oddalonej od Berkeley, a mama miała wrócić z pracy dopiero za parę godzin, wiedziałam zatem, że będę sama w domu. Nie zjadłam nic na mieście, a więc mój żołądek domagał się dostawy czegoś dobrego. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę kuchni. Rzuciłam kluczyki na ciemny połyskujący blat kuchenny i zauważyłam na nim małą kartkę, na której było coś napisane niebieskim tuszem. Wzięłam ją do ręki i przeczytałam następujące słowa:

 

Kochanie, jestem na szkoleniu w Nowym Jorku i nie mam pojęcia, kiedy wrócę, choć mam nadzieję, że jak najwcześniej. Pieniądze włożyłam do Twojej torby. Wiem, że sobie poradzisz.

Całuję, Mama.

 

Super, pomyślałam. Miałam wolny dom na parę dni i mogłam trochę zaszaleć. Nie czułam się jednak na siłach, by dłużej się nad tym zastanawiać. Organizm uparcie domagał się pożywienia. Wzięłam z lodówki sałatkę, mój poranny jogurt i skoczyłam na schody, aby dostać się do swojego pokoju. Sałatkę pochłonęłam niemal bez gryzienia, również jogurt szybko zniknął. Włączyłam pocztę, żeby sprawdzić wiadomości. Jak zwykle nie było nic oprócz reklam. Przejrzałam jeszcze parę stron i weszłam na Twittera. Gdy się zalogowałam, zobaczyłam nowe zaproszenie do grona znajomych. Sprawdziłam, kto mi je wysłał, i mało nie spadłam z krzesła. Na monitorze pojawiło się zdjęcie główne i dane personalne. Był to Adrian. Wtedy poznałam jego nazwisko. Adrian Kenny Sorano. Długo się nie zastanawiając, zaakceptowałam zaproszenie. Przez dłuższą chwilę przeglądałam jego profil, starając się nie przegapić żadnych szczegółów. Konkretnie interesowało mnie, w jakim jest wieku, gdzie się uczył i czy ma dziewczynę. Szybko odkryłam, że jest starszy ode mnie o sześć lat. Ja miałam siedemnaście. Uczęszczał do szkoły w Miami. Wolny. Nie wiem, czemu mnie to tak interesowało, skoro strasznie działał mi na nerwy. Nie chciałam już zaprzątać sobie nim głowy i z głośnym klapnięciem zamknęłam laptop. Położyłam się na łóżku i starałam się już o niczym nie myśleć.

Spoglądałam na prawo, gdzie okno w moim pokoju wdzięcznie ukazywało promienie słoneczne. Naprzeciw mnie stało dębowe biurko, które kiedyś służyło mojemu tacie, obok stały szafki utrzymujące tony przeczytanych książek. Po lewej stronie miałam szafę, całkiem obszerną, z wielkim lustrem, w którym często się przeglądałam. Mimo że wyglądałam na twardą dziewczynę, która ćwiczy sztuki walki, ubierałam się nadzwyczaj kobieco. Stroje ukazywały moje krągłości i delikatnie się na nich opinały. Często zakładałam różnego rodzaju buty na obcasie, które wyszczuplały moją dość smukłą sylwetkę. W sportowych ciuchach można było mnie zobaczyć tylko na treningach.

W tamtym momencie pomyślałam, że muszę wzmocnić moje ciało i przygotować się na walkę z Adrianem, biegając. Było już po południu i słońce nie grzało tak jak wcześniej, więc zamiast szortów wybrałam dres, ale zrezygnowałam z bluzy, pozostając w topie, który miałam na sobie wcześniej. Nie chciałam biegać po twardym asfalcie ani po nierównym polu, musiałam zatem przejechać kilka kilometrów do pobliskiego lasu. Wzięłam klucze od domu, butelkę wody i iPoda, żeby posłuchać muzyki. Zamknęłam drzwi i udałam się do samochodu.

Droga przez miasto zajęła mi około trzydziestu minut, ruch nie był zbyt mały. Gdy byłam już za miastem, zaparkowałam samochód na poboczu i ruszyłam przed siebie. Przez całą drogę towarzyszyły mi śpiew ptaków i niesamowite widoki. Z prawej strony widziałam jeszcze pojedyncze domy, których mieszkańcy zdecydowali się odpocząć od miejskiego zgiełku. Z lewej natomiast ujrzałam staw z małym drewnianym pomostem i bujną wodną roślinnością. Idąc dalej, zauważyłam pola, gdzie rosły różnego rodzaju zboża i nie tylko. Gdzieniegdzie rozprzestrzeniały się różowe i czerwone trawy, a między nimi łubiny, maki i wrzosy oraz inne rośliny, których nazw nie znałam. Z czasem ucichło granie świerszczy. Dostałam się w końcu do punktu docelowego i zaczęłam rozgrzewkę. Byłam całkiem sama i mogłam troszeczkę ochłonąć. Tylko ćwiczenia pozwalały mi się kontrolować i uwolnić myśli od rzeczy, które źle na mnie wpływały. Po ostatnich wydarzeniach chyba jednak zaczęłam wątpić w ich cudowną moc. Spędziłam jakąś godzinę na bieganiu, przestałam dopiero, gdy poczułam, że pot leje się ze mnie strumieniami. Wtedy właśnie zdecydowałam się na powrót. Nie wiem, jak dużo czasu zabrało mi dojście do auta, ale zanim się obejrzałam, byłam już koło niego. Bardzo szybko dostałam się do domu. Wchodząc, spojrzałam jeszcze na zegar, który pokazywał godzinę siedemnastą. Nie myśląc długo, poszłam w kierunku mojego pokoju, zgarnęłam jedną ręką pierwsze ubrania, które wpadły mi w ręce, i wskoczyłam pod prysznic. Odkręciłam gorącą wodę i zatraciłam się w tej przyjemności, czując, jak krople wody dotykają mojego ciała i rozgrzewają mięśnie. Gdy już się umyłam, wytarłam i przebrałam w czyste ciuchy, pomaszerowałam grzecznie w stronę łóżka. W tym momencie nawet podłoga wydawałaby mi się rajem. Położyłam się pod ciepłą puchową kołdrą i usnęłam…

 

Rozdział 2Oceniając pozory