Świadomość. Klucz do życia w równowadze - OSHO - ebook
Opis

Świadomość, mówi OSHO, jest kluczem do zrozumienia siebie i cieszenia się wolnością w każdym momencie naszego życia.

Lao Tzu i Budda twierdzili, że większość z nas przechodzi przez życie niczym lunatyk pogrążony w transie. Zawsze częściowo nieobecni, wiecznie nieuważni wobec otoczenia. Często nie jesteśmy nawet świadomi motywacji własnych działań.

Z drugiej strony, znamy przecież momenty przebudzenia się świadomości.  Najczęściej w sytuacjach ekstremalnych, gdy na przykład grozi nam wypadek drogowy, czas jakby nagle się zatrzymuje i każda sekunda, każdy dźwięk, każda myśl staje się wyrazista. Także poruszające chwile, jak narodziny lub śmierć kogoś bliskiego, dają nam wgląd w stan zwiększonej świadomości.

Książka ta pokazuje, w jaki sposób żyć bardziej uważnie i świadomie; jak nie odcinać się od miłości, troski i wglądu w samego siebie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 237

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


PRZEDMOWA

Jedną z najważniejszych rzeczy, jaką trzeba zrozumieć o człowieku, jest to, że człowiek jest uśpiony. Jest uśpiony nawet wtedy, kiedy wydaje mu się, że nie śpi. Stan czuwania jest bardzo kruchy; jest tak krótkotrwały, że prawie w ogóle nie ma znaczenia. Przebudzenie to piękne, lecz zupełnie puste słowo.

Nie mam zamiaru radzić ci, żebyś porzucił swoje wady, stał się dobrym człowiekiem, poprawił swój charakter – jestem od tego bardzo daleki. Twój charakter nie interesuje mnie ani trochę. Interesuje mnie twoja świadomość.

Śpisz w nocy, śpisz w dzień – od urodzenia aż do śmierci zmienia się forma twojego snu, ale nigdy tak naprawdę się nie budzisz. Nie oszukuj się. To, że otwierasz oczy, nie oznacza, że jesteś przebudzony. Dopóki nie otworzą się wewnętrzne oczy – dopóki nie wypełni cię światło, dopóki nie poznasz siebie i nie zobaczysz kim jesteś – nie myśl, że jesteś przebudzony. To iluzja, w której żyją ludzie. Gdy zaakceptujesz to, że nie śpisz, zniknie problem trudu, jaki musisz włożyć w przebudzenie.

Pierwszą rzeczą, jaką trzeba wziąć sobie do serca, jest to, że śpisz, jesteś całkowicie pogrążony we śnie. Śnisz, każdego dnia. Czasami robisz to z otwartymi, a czasami z zamkniętymi oczami, ale śnisz – jesteś snem. Nie jesteś rzeczywistością.

Oczywiście to, co robisz we śnie, nie ma znaczenia. Każda myśl jest bezcelowa, każda projekcja pozostaje częścią snu i nigdy nie pozwala ci dostrzec prawdy. Dlatego każdy budda kładł zawsze nacisk na jedną rzecz: Przebudzenie! Nieustannie, przez wieki, ich nauki można było zawrzeć w jednym wezwaniu: Przebudź się. Obmyślali metody i strategie; tworzyli konteksty, obszary, pola energetyczne, które byłyby w stanie wywołać w tobie wstrząs, jaki by cię obudził.

Tak, nie obudzisz się, dopóki nie doznasz wstrząsu, dopóki nie zostaniesz poruszony aż do samych fundamentów. Sen trwał tak długo, że dotarł do jądra ciebie; jesteś nim przesiąknięty. Każda komórka twojego ciała, każde włókno twojego umysłu jest przepełnione snem. To nie jest jakiś drobiazg. Dlatego potrzeba aż tyle wysiłku, aby zachować czujność, być uważnym, stać się świadkiem.

Pierwszą rzeczą, jaką trzeba wziąć sobie do serca, jest to, że śpisz, jesteś całkowicie pogrążony we śnie. Śnisz, każdego dnia. Czasami robisz to z otwartymi, a czasami z zamkniętymi oczami, ale śnisz – jesteś snem. Nie jesteś rzeczywistością.

Jeśli jest jakieś stwierdzenie, z którym zgadzają się wszyscy buddowie tego świata, to jest nim właśnie to, że człowiek jest uśpiony i powinien zostać przebudzony. Przebudzenie jest ich celem. Przebudzenie to smak wszystkich ich nauk. Zaratustra, Lao Cy, Jezus, Budda, Bahauddin, Kabir, Nanak – wszyscy przebudzeni nauczali jednej rzeczy. Robili to w różnych językach, używali różnych metafor, ale ich pieśni brzmią tak samo. Tak jak morze, zawsze smakuje solą bez względu na to, czy próbujesz go od północy, czy od wschodu, czy od zachodu; ono zawsze ma smak soli. Smakiem bycia buddą jest przebudzenie.

Ale jeśli wydaje ci się, że jesteś przebudzony, nie będziesz już sobie chciał zawracać tym głowy. Po co miałbyś to robić, jeżeli uważasz, że to osiągnąłeś?

A w tym stanie uśpienia stworzyliście sobie przeróżne religie, bogów, modlitwy, rytuały; wasi bogowie są tak samo częścią waszych snów jak wszystko inne. Polityka to część snu, religia to część snu, poezja, malarstwo, sztuka – wszystko to tworzysz zgodnie ze stanem swojego uśpionego umysłu.

Wasi bogowie nie mogą różnić się od was. Kto ich tworzy? Kto nadaje im kształt, kolor i formę? Wy ich tworzycie, wy ich rzeźbicie; mają wasze oczy i nosy; mają umysły takie jak wy! Bóg ze Starego Testamentu mówi: „Jestem zazdrosnym Bogiem!”. Kto stworzył tego zazdrosnego Boga? Bóg nie może być zazdrosny, a jeśli taki jest, to co złego mogłoby być w zazdrości? Jeśli nawet Bóg jest taki, to mogłoby się wydawać, że bycie zazdrosnym nie jest niczym złym. Zazdrość jest boska!

Bóg ze Starego Testamentu mówi: „Jestem bardzo gniewnym Bogiem! Jeśli nie będziecie podążać za moimi przykazaniami, zniszczę was. Zostaniecie rzuceni w ogień piekielny, na wieczność. A ponieważ jestem bardzo zazdrosny, nie ważcie się czcić kogokolwiek innego. Nie będę tego tolerował”. Kto stworzył takiego Boga? To nasza zazdrość, nasz gniew sprawiły, że jego obraz jest taki. To twoja projekcja, twój cień. To echo ciebie i nikogo innego. Tak samo wygląda sprawa innych bogów w innych religiach.

Cisza to przestrzeń, w której człowiek się budzi, a hałaśliwy umysł to miejsce, w którym człowiek pozostaje pogrążony we śnie. Jeśli twój umysł nadal zajmuje się paplaniną, to znaczy, że śpisz.

To właśnie dlatego Budda nigdy nie mówił o Bogu. Powiedział: „Jaki sens ma mówienie o Bogu ludziom, którzy śpią? Będą słuchać przez sen. Będą śnić o tym, co im się powie, i stworzą swoje własne bóstwa – całkowicie fałszywe, całkowicie bezsilne i pozbawione znaczenia. Lepiej nie mieć takich bóstw”.

Właśnie dlatego Budda nie jest zainteresowany rozmową o bóstwach. Jego interesuje jedynie przebudzenie.

Człowiek jest bardzo precyzyjną, a szczur bardzo prostą maszyną. Łatwiej jest badać szczury; właśnie dlatego psychologowie ciągle to robią. Badają szczury i wyciągają wnioski na temat człowieka – a ich konkluzje są prawie słuszne.

Jest taka opowieść o oświeconym mistrzu buddyjskim, który pewnego popołudnia usiadł nad brzegiem rzeki i cieszył się odgłosem płynącej wody, odgłosem drzew poruszanych wiatrem… Podszedł do niego jakiś człowiek i zapytał:

– Czy potrafisz jednym słowem opisać mi sedno swojej religii?

Mistrz milczał, zachowywał całkowite milczenie, tak jakby nie usłyszał pytania. Pytający powiedział:

– Jesteś głuchy, czy co?

Mistrz odrzekł:

– Słyszałem twoje pytanie i już na nie odpowiedziałem! Odpowiedzią jest cisza. Milczałem – ta pauza, ta przerwa była moja odpowiedzią.

– Nie rozumiem takich zagadkowych odpowiedzi. Mógłbyś wyrazić się jaśniej?

Więc mistrz napisał małymi literami, palcem na piasku: „medytacja”. Mężczyzna powiedział: – Teraz mogę to przeczytać. Jest lepiej niż za pierwszym razem. Przynajmniej mam słowo, nad którym mogę się zastanowić. Ale czy mógłbyś wyrazić się jeszcze jaśniej?

Mistrz znowu napisał: MEDYTACJA. Lecz tym razem zrobił to dużymi literami. Mężczyzna poczuł się zawstydzony, zakłopotany, urażony i zdenerwowany. Powiedział:

– Znów napisałeś medytacja? Czy nie możesz mówić do mnie jaśniej?

Więc mistrz napisał dużymi drukowanymi literami: M E D Y T A C J A.

Mężczyzna powiedział:

– Wydajesz się obłąkany!

Mistrz odpowiedział:

– Już i tak za bardzo się zniżyłem. Moja pierwsza odpowiedź była poprawna, druga była już gorsza, trzecia jeszcze gorsza, a czwarta zupełnie zła, ponieważ kiedy piszesz MEDYTACJA dużymi literami, zamieniasz ją w bożka. Dlatego słowo Bóg pisze się wielką literą. Gdy chcesz czemuś przydać szczególną wartość, piszesz to wielką literą.

Mistrz powiedział:

– Popełniłem grzech – i zmazał napisane przez siebie słowa. – Proszę, abyś zapamiętał moją pierwszą odpowiedź. Tylko wtedy mówiłem prawdę.

Cisza to przestrzeń, w której człowiek się budzi, a hałaśliwy umysł to miejsce, w którym człowiek pozostaje pogrążony we śnie. Jeśli twój umysł nadal zajmuje się paplaniną, to znaczy, że śpisz. Gdy siedzisz w ciszy, twój umysł znika, a ty jesteś w stanie usłyszeć świergot ptaków, poczuć ciszę… ten gwizd ptaków, ćwierkanie niezakłócone przez paplający umysł; kompletna cisza… wtedy pojawia się w tobie świadomość. Nie przychodzi ona z zewnątrz, narasta w tobie, rozwija się w tobie. Pamiętaj: bez niej jesteś pogrążony we śnie.

Dlaczego Adam i Ewa zostali wypędzeni z raju? Zostali wygnani, ponieważ zjedli owoc wiedzy. Ponieważ stali się umysłami i stracili swoją świadomość.

ZROZUMIENIE

Nigdy nie używam słowa „wyrzeczenie”.

Mówię: Ciesz się życiem, miłością, medytacją, pięknem świata, ekstazą egzystencji – ciesz się wszystkim! Przemieniaj w święte to, co ziemskie. Przemieniaj ten brzeg w tamten, przemieniaj ziemię w raj.

A wtedy, pośrednio, pojawi się pewien rodzaj wyrzeczenia. Tak się po prostu dzieje, ty nie masz z tym nic wspólnego. To nie jest coś, co robisz, lecz coś, co się wydarza. Zaczynasz wyrzekać się swojej głupoty; zaczynasz odrzucać wszelkie śmieci. Zaczynasz rezygnować z nic nieznaczących związków. Zaczynasz wyrzekać się pracy, która nie dawała ci spełnienia. Zaczynasz wyrzekać się miejsc, które nie dawały możliwości rozwoju. Ale ja nie nazywam tego wyrzeczeniem, nazywam to zrozumieniem, świadomością.

Jeśli dźwigasz w rękach kamienie, myśląc że to diamenty, nie będę ci mówił, abyś się ich pozbył. Powiem tylko „Bądź uważny i spójrz jeszcze raz!”. Jeśli sam zobaczysz, że to nie diamenty, to czy będziesz musiał się ich wyrzec? Same wypadną ci z dłoni. A jeśli nadal będziesz chciał je dźwigać, to będziesz musiał włożyć w to duży wysiłek, będziesz potrzebował bardzo silnej woli, aby nadal je nosić. Nie możesz ich długo trzymać; gdy zobaczysz, że są bezużyteczne, pozbawione sensu, sam je odrzucisz.

Kiedy twoje dłonie będą puste, będziesz mógł poszukać prawdziwego skarbu. A prawdziwych skarbów nie szuka się w przyszłości. Prawdziwe skarby są tu i teraz.

Ludzie i szczury

Przebudzenie, to droga do życia.Głupiec śpi, tak jakby już dawno nie żył,ale mistrz jest przebudzony i żyje wiecznie.Obserwuje. Pojmuje.Jakże jest szczęśliwy! Gdyż widzi, że przebudzenie jest życiem.Jakże jest szczęśliwy, podążając ścieżką przebudzenia.Z niezwykłą cierpliwością medytuje, szuka wolności i szczęścia.

z Dhammapady Gautamy Buddy

Żyjemy, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się wokół nas. Tak, staliśmy się skuteczni w tym, co robimy. Jesteśmy tak efektywni, że nie potrzebujemy już być świadomi tego, co robimy. Wszystko stało się mechaniczne i automatyczne. Działamy jak roboty. Nie jesteśmy jeszcze ludźmi; jesteśmy maszynami.

George Gurdżijew powtarzał, że sposób, w jaki człowiek egzystuje, czyni z niego maszynę. Obraził tym wielu ludzi, bo przecież nikt nie lubi być nazywany maszyną. Maszyny lubią, kiedy nazywa się je bogami; wtedy są zadowolone i dumne. Gurdżijew zwykł nazywać ludzi maszynami i miał rację. Jeśli zaczniesz obserwować siebie, zauważysz, jak mechanicznie się zachowujesz.

Rosyjski psycholog Pawłow i amerykański psycholog Skinner mają w dziewięćdziesięciu dziewięciu i dziewięciu dziesiątych procent rację co do człowieka: wierzą oni, że człowiek jest niczym innym jak tylko piękną maszyną. Nie ma w nim duszy. Uważam, że mają niemal stuprocentową rację; mylą się jedynie odrobinę. Ta odrobina to buddowie, ludzie przebudzeni. Ale można to im obu wybaczyć, ponieważ Pawłow nigdy nie spotkał żadnego buddy – spotykał tylko miliony ludzi takich jak ty. Skinner badał ludzi i szczury i nie znalazł między nimi różnicy. Szczury to proste istoty, to wszystko; człowiek jest nieco bardziej skomplikowany. Człowiek jest bardzo precyzyjną, a szczur bardzo prostą maszyną. Łatwiej jest badać szczury; właśnie dlatego psychologowie ciągle to robią. Badają szczury i wyciągają wnioski na temat człowieka – a ich konkluzje są prawie słuszne. Zwróćcie uwagę, że mówię „prawie”, bowiem ta jedna dziesiąta procent obejmuje najistotniejsze zjawiska, jakie się pojawiły. Budda, Jezus, Mahomet – tych kilku przebudzonych ludzi to prawdziwi ludzie. Ale gdzie B.F. Skinner miałby znaleźć buddę? Z pewnością nie w Ameryce…

Słyszałem:

Pewien człowiek zapytał rabina:

– Dlaczego Jezus nie zdecydował, że urodzi się w dwudziestym wieku w Ameryce?

Rabin wzruszył ramionami i odpowiedział:

– W Ameryce? To byłoby niemożliwe. Po pierwsze, gdzie znajdziesz tu dziewicę? Po drugie, gdzie znajdziesz trzech mędrców?

Gdzie B.F. Skinner miałby znaleźć buddę? A nawet gdyby go znalazł, to jego tendencyjne nastawienie, uprzedzenia nie pozwoliłyby mu go dostrzec. Obserwowałby swoje szczury. Nie rozumiałby niczego, czego szczury nie potrafią zrobić. A szczury nie medytują, nie stają się oświecone. Dla niego człowiek to tylko wyższa forma szczura. Nadal uważam, że w odniesieniu do większości ludzi ma on rację; jego wnioski nie są fałszywe i buddowie zgodziliby się z nim w kwestii tak zwanej normalnej ludzkości. Normalna ludzkość jest pogrążona we śnie. Nawet zwierzęta nie śpią tak mocno.

Czy widziałeś jelenia w lesie – jaki jest skupiony, jak uważnie chodzi? Czy widziałeś ptaka siedzącego na drzewie – jak mądrze obserwuje wszystko, co się dzieje dokoła? Idziesz w jego stronę – dopuszcza cię tylko na pewną odległość. Gdy przekroczysz niewidzialną granicę choć na jeden krok, odleci. Ma on pewien rodzaj świadomości swojego terytorium. Jeśli ktoś na nie wkroczy, staje się zagrożeniem.

Jeśli rozejrzysz się wokół, będziesz zdziwiony: człowiek wydaje się najbardziej uśpionym zwierzęciem na ziemi.

Kobieta kupiła papugę na aukcji mebli z ekskluzywnego burdelu i na dwa tygodnie zakryła jej klatkę, licząc na to, że papuga zapomni nieprzyzwoite słownictwo. Gdy klatka została odsłonięta, papuga rozejrzała się i skomentowała:

– Nowy dom. Nowa właścicielka.

Gdy do pokoju weszły córki kobiety, papuga dodała:

– Nowe dziewczyny!

Gdy w nocy do domu przyszedł mąż kobiety, papuga powiedziała:

– Ci sami starzy klienci!

Człowiek jest istotą upadłą. Takie właśnie jest znaczenie chrześcijańskiej przypowieści o upadku Adama, o jego wygnaniu. Dlaczego Adam i Ewa zostali wypędzeni z raju? Zostali wygnani, ponieważ zjedli owoc wiedzy. Ponieważ stali się umysłami i stracili swoją świadomość. Stając się umysłem, tracisz świadomość – rozum to uśpienie, rozum to hałas, rozum to mechaniczność. Jeśli staniesz się umysłem, stracisz świadomość.

Dlatego cała praca, jaką trzeba wykonać, to pozostawienie umysłu i ponowne stanie się świadomością. Musisz pozbyć się wszystkiego, co zebrałeś w sobie jako wiedzę. To ona cię usypia; dlatego im większą wiedzę ma człowiek, tym bardziej jest pogrążony we śnie.

Ja również to zaobserwowałem. Nieskażeni cywilizacją mieszkańcy wioski są dużo bardziej uważni niż profesorowie uniwersytetów czy mędrcy w świątyniach. Mędrcy hinduscy są jak papugi, pracownicy akademiccy na uniwersytetach są wypchani łajnem świętych krów, przepełnieni nic nieznaczącym szumem; umysły bez jakiejkolwiek świadomości.

Ludzie, którzy pracują otoczeni naturą – farmerzy, ogrodnicy, drwale, stolarze, malarze – są dużo bardziej świadomi niż ci, którzy funkcjonują na uniwersytetach jako dziekani, wicekanclerze, kanclerze. Kiedy pracujesz z naturą, dostrzegasz, jak uważna jest natura. Drzewa są uważne; ich czujność jest zupełnie inna, ale są one bardzo uważne.

Są nawet naukowe dowody na ich uważność. Jeśli drwal przychodzi z siekierą w ręku i chce ściąć drzewa, to wszystkie, które go widzą, zaczynają drżeć. Są na to naukowe dowody; to nie jest żadna poetycka metafora, mówię o nauce. Teraz istnieją przyrządy pozwalające sprawdzić, kiedy drzewo jest zadowolone lub nie, kiedy się boi lub nie, kiedy jest smutne lub radosne. Gdy przychodzi drwal, wszystkie drzewa, które go widzą, zaczynają drżeć. Zdają sobie sprawę, że zbliża się śmierć. A drwal jeszcze żadnego nie ściął, po prostu się zbliża…

I jeszcze coś dziwnego, dużo bardziej dziwnego – jeśli drwal jedynie przechodzi, bez zamiaru ścięcia drzewa, wtedy żadne drzewo nie odczuwa strachu. A to ten sam drwal i ta sama siekiera. Wydaje się, że to intencja ścięcia wpływa na drzewa. Oznacza to, że jego zamiar został zrozumiany, odkodowany przez drzewa.

I jeszcze jedna rzecz została naukowo zaobserwowana: jeśli pójdziesz do lasu i zabijesz zwierzę, to nie tylko świat zwierząt będzie tym poruszony, ale także drzewa. Jeśli zabijesz jelenia, wszystkie jelenie znajdujące się w pobliżu poczują drgania wywołane przez mordercę, staną się smutne, rozdygotane. Nagle zaczną się bać, bez żadnego konkretnego powodu. Mogły nie widzieć śmierci jelenia, ale w jakiś delikatny sposób wywarła ona wpływ – odczuły to intuicyjnie. Nie tylko jelenie to odczuwają – odczuwają także drzewa, papugi, tygrysy, orły, trawa i liście. Pojawił się morderca, doszło do zniszczenia, zaistniała śmierć – wszystko wokół zostało tym poruszone. Wydaje się, że człowiek jest najbardziej ze wszystkich istot pogrążony we śnie…

Nad sutrami Buddy trzeba głęboko medytować, trzeba je wchłonąć, podążać za nimi. On mówi:

Przebudzenie to droga do życia.

Żyjesz tylko w takim stopniu, w jakim jesteś świadomy. Świadomość odróżnia śmierć od życia. Nie dlatego jesteś żywy, że oddychasz, nie dlatego jesteś żywy, że bije twoje serce. Fizycznie możesz być podtrzymywany przy życiu, będąc w szpitalu, bez żadnej świadomości. Twoje serce będzie bić, a ty będziesz oddychać. Można cię podłączyć do mechanizmów i pozostaniesz żywy przez wiele lat – żywy w sensie oddychania, bicia serca, krążenia krwi. W szpitalach krajów rozwiniętych wegetuje wielu ludzi, ponieważ najnowsza technologia umożliwia przesunięcie terminu śmierci – można być podtrzymywanym przy życiu przez całe lata. Jeśli to nazywasz życiem, to możesz się utrzymywać przy życiu. Ale to nie jest życie. Wegetować to nie to samo, co żyć.

Buddowie mają inną definicję. Ich definicja zawiera w sobie świadomość. Nie mówią, że żyjesz, ponieważ możesz oddychać, że żyjesz, ponieważ twoja krew krąży. Ich zdaniem żyjesz, kiedy jesteś świadomy. Więc poza przebudzonymi jednostkami nikt tak naprawdę nie żyje. Jesteś trupem – chodzącym, rozmawiającym, wykonującym pewne rzeczy – jesteś robotem.

Budda mówi, że przebudzenie jest drogą do życia. Stań się bardziej świadomy, a poczujesz w sobie więcej życia. A życie jest Bogiem – nie ma innego Boga. Dlatego Budda mówi o życiu jako o świadomości. Życie jest celem, a świadomość metodą, sposobem, aby ten cel osiągnąć.

Głupiec śpi…

A wszyscy śpią, więc wszyscy są głupcami. Nie czuj się urażony. Fakty muszą być podawane takimi, jakie są. Funkcjonujesz jak we śnie; dlatego ciągle się potykasz, dlatego robisz rzeczy, których wcale nie chcesz robić. Robisz rzeczy, których zdecydowałeś nigdy nie robić. Robisz rzeczy, o których wiesz, że nie są słuszne, i nie robisz tego, co wiesz, że jest dobre.

Jak to możliwe? Dlaczego nie możesz iść prosto? Dlaczego błądzisz po bezdrożach? Dlaczego schodzisz na manowce?

Młody, bardzo nieśmiały, mężczyzna, który od kilku lat pracował w pewnej firmie, postanowił odważyć się i wystąpić o podwyżkę do dyrektora. Koledzy poparli go, doradzając żeby poszedł i powiedział: „Szefie, lata mi mijają, a wciąż zarabiam tyle samo. Proszę o podwyżkę”.

Mężczyzna, bardzo stremowany, udał się do szefa i powiedział:

– Szefie, jaja mi latają…

Oto co się dzieje. Poobserwuj swoje życie – wszystko, co robisz, jest pogmatwane, niepewne. Brak ci przejrzystości, brak spostrzegawczości. Nie jesteś uważny. Nie widzisz i nie słyszysz – masz uszy, aby słuchać, ale nie ma w tobie nikogo, kto rozumiałby to, co do ciebie dociera. Masz oczy, aby patrzeć, ale nikogo w tobie nie ma. Tak więc twoje uszy słyszą, a oczy widzą, ale niczego nie rozumiesz. Na każdym kroku potykasz się, na każdym kroku robisz coś nie tak. I wciąż wydaje ci się, że jesteś świadomy.

Odrzuć to wyobrażenie. Będzie to duży skok, duży krok, ponieważ gdy odrzucisz przekonanie: „Jestem świadomy”, zaczniesz szukać dróg i sposobów, aby się takim stać. Toteż niech wreszcie dotrze do ciebie to, że śpisz, jesteś całkowicie pogrążony we śnie.

Współczesna psychologia odkryła parę rzeczy, które mają ogromne znaczenie; mimo iż zostały one odkryte tylko drogą umysłu, stanowią dobry początek. Jeśli odkryto je rozumem, to prędzej czy później zacznie się ich również doświadczać w egzystencji.

Freud jest wspaniałym pionierem; daleko mu do bycia buddą, ale i tak odegrał wielką rolę, ponieważ jako pierwszy doprowadził do zaakceptowania przez większą część ludzkości tezy, że w człowieku ukryta jest również nieświadoma część. Świadomy umysł stanowi jedynie jedną dziesiątą; część nieświadoma jest od niego dziewięć razy większa.

Uczeń Freuda, Jung, poszedł jeszcze dalej, nieco głębiej, i odkrył zbiorową nieświadomość. Zbiorowa nieświadomość znajduje się za nieświadomością jednostkową. Teraz potrzeba kogoś, kto odkryłby jeszcze jedną rzecz, rzecz, która również istnieje i mam nadzieję, że prędzej czy później badania psychologiczne przyczynią się do jej odkrycia – jest nią kosmiczna nieświadomość. Nauczali o niej buddowie.

Możemy więc mówić o umyśle świadomym – bardzo kruchej i niewielkiej części nas. Za świadomością znajduje się umysł podświadomy – tajemniczy, możesz usłyszeć jego szepty, ale nie możesz go poznać. On zawsze tam jest, tuż za świadomością, pociąga za jej sznureczki. Trzecim umysłem jest nieświadomość, która ujawnia się tylko we śnie lub kiedy bierzesz narkotyki. Dalej – zbiorowa nieświadomość. Doświadczasz jej tylko wtedy, gdy zagłębisz się w swój nieświadomy umysł; wtedy odkrywasz zbiorową nieświadomość. A jeśli pójdziesz jeszcze dalej, jeszcze głębiej, dotrzesz do kosmicznej nieświadomości. Jest nią natura. Zbiorowa nieświadomość to wszystko, co ludzkość przeżyła aż do dzisiejszego dnia; jest częścią ciebie. Nieświadomość to coś indywidualnego, co stłumiło w tobie społeczeństwo, czego nie pozwolono ci wyrazić. Dlatego przychodzi tylnymi drzwiami w nocy, we śnie.

A świadomy umysł… będę nazywał go tak zwanym świadomym umysłem, ponieważ taka jest prawda. Jest tak niewielki, jest zaledwie przebłyskiem, ale mimo to jest ważny. W nim znajduje się nasionko. Zawsze jest ono małe, jednak ma w sobie ogromny potencjał. Dzięki niemu otwiera się nowy wymiar. Tak jak Freud otworzył wymiar poniżej świadomości, tak Sri Aurobindo otworzył wymiar powyżej świadomości. Obaj są jednymi z najważniejszych ludzi naszych czasów. Obaj to intelektualiści, żaden nie jest przebudzony, ale obaj oddali ludzkości ogromną przysługę. Rozumowo uświadomili nam, że nie jesteśmy tak mali, jak to się wydaje z zewnątrz, że pod powierzchnią ukryta jest zarówno ogromna głębia, jak i niebotyczne góry.

Freud zapuszczał się w głębiny, a Sri Aurobindo starał się zdobywać szczyty. Ponad naszym tak zwanym świadomym umysłem znajduje się prawdziwy świadomy umysł; można go odkryć jedynie dzięki medytacji. Gdy do zwykłej świadomości doda się medytację, gdy zwykłą świadomość połączy się z medytacją, to stanie się ona prawdziwie świadomym umysłem.

A ty żyjesz w jakimś małym kącie swojego ja – w maleńkim świadomym umyśle. To tak jakby ktoś miał pałac, całkowicie o nim zapomniał i żył na werandzie, myśląc, że to wszystko, co posiada.

Ponad prawdziwie świadomym umysłem znajduje się umysł nadświadomy. Medytując, widzisz jego przebłyski. Medytacja to błądzenie w ciemności. Owszem otwiera się kilka okien, ale i tak ciągle upadasz. Nadświadomość to samadhi – osiągnąłeś krystaliczną percepcję, osiągnąłeś zintegrowaną świadomość. Teraz nie możesz spaść poniżej; ona jest już twoja. Pozostanie z tobą nawet we śnie.

Poza nadświadomością znajduje się zbiorowa nadświadomość; w religiach znana jest pod nazwą „Boga”. A poza zbiorową nadświadomością mamy kosmiczną nadświadomość, która wychodzi nawet ponad bogów. Budda nazywa ją nirwaną, Mahavira mówi na nią kaivalya, mistycy hinduscy nazywają ją moksha; ty możesz nazywać ją prawdą.

Istnieje więc dziewięć stanów twojej istoty. A ty żyjesz w jakimś małym kącie swojego ja – w maleńkim świadomym umyśle. To tak jakby ktoś miał pałac, całkowicie o nim zapomniał i żył na werandzie myśląc, że to wszystko, co posiada.

Freud i Sri Aurobindo to intelektualni giganci, pionierzy, filozofowie, ale obaj jedynie zgadują. Zamiast uczyć studentów o filozofach takich jak Bertrand Russell, Alfred North Whitehead, Martin Heidegger, Jean-Paul Sartre powinni raczej uczyć ich o Sri Aurobindo, ponieważ jest on najwybitniejszym filozofem swojej epoki. Ale jest on całkowicie lekceważony i ignorowany przez świat akademicki. A powodem jest to, że samo czytanie Sri Aurobindo sprawi, że zrozumiesz, iż jesteś nieświadomy. On nie jest jeszcze buddą, ale i tak wprawi cię w zakłopotanie. Jeśli ma rację, to co właściwie robisz? Dlaczego nie poznajesz wyżyn swojego ja?

Freuda zaakceptowano z wielkim oporem, ale zaakceptowano. Sri Aurobindo jeszcze nie zaakceptowano. Nie ma nawet krytyków jego filozofii; jest on po prostu ignorowany. A powód jest oczywisty. Freud mówi o czymś znajdującym się poniżej twojego stanu świadomości – to nie budzi zakłopotania; czujesz się dobrze, wiedząc, że jesteś świadomy, a poniżej znajduje się podświadomość, nieświadomość i nieświadomość zbiorowa. Ale to wszystko znajduje się poniżej ciebie; ty jesteś na szczycie, możesz czuć się dobrze. Jeśli zaś przeanalizujesz to, co mówi Sri Aurobindo, poczujesz zakłopotanie, będziesz urażony. On naucza o tym, co znajduje się wyżej – a ludzkie ego nie chce akceptować tego, że jest coś wyższego niż ono. Człowiek chce wierzyć, że jest na szczycie, że jest kulminacją, że jest jak Gourishankar (Mount Everest) – że nie ma już niczego nad nim…

I to przyjemne uczucie – wypierając się własnego królestwa, odrzucając własne wyżyny, czujesz się dobrze. Spójrz, jakie to głupie.

Budda ma rację. Mówi: Głupiec śpi, tak jakby już dawno nie żył, ale mistrz jest przebudzony i żyje wiecznie.

Świadomość jest wieczna, nie zna śmierci. Tylko nieświadomi umierają. Więc jeśli pozostaniesz nieświadomy, pogrążony we śnie, znów będziesz musiał umrzeć. Jeśli chcesz uniknąć cierpienia związanego z rodzeniem się i umieraniem, jeśli chcesz pozbyć się kręgu narodzin i śmierci, będziesz musiał stać się całkowicie świadomy. Będziesz musiał wspiąć się wyżej w świadomość.

I tych rzeczy nie da się pojąć za pomocą intelektu; musisz ich doświadczyć, muszą stać się egzystencjalne. Nie mówię, że macie dać się na to namówić od strony filozoficznej, ponieważ takie przekonanie niczego nie da, nie będzie owocne. Prawdziwe zbiory pojawią się dopiero wtedy, kiedy włożysz ogromny wysiłek w obudzenie się.

Ale intelektualne mapy mogą wytworzyć w tobie pożądanie, pragnienie; mogą uświadomić ci potencjał, możliwości; mogą uzmysłowić ci, że nie jesteś tylko tym, czym wydajesz się być – jesteś czymś więcej.

Głupiec śpi, tak jakby już dawno nie żył, ale mistrz jest przebudzony i żyje wiecznie.

Obserwuje. Ma przejrzysty umysł.

Proste i piękne zdania. Prawda jest zawsze prosta i piękna. Dostrzeż prostotę tych zdań… i to, ile w sobie zawierają. Światy wewnątrz światów, nieskończone światy.

Obserwuje. Ma przejrzysty umysł.

Jedyna rzecz, jakiej trzeba się nauczyć, to uwaga. Obserwuj! Obserwuj każdą rzecz, którą robisz. Obserwuj każdą myśl, jaka przepłynie ci przez głowę. Obserwuj każde pragnienie, które przejmuje nad tobą kontrolę. Obserwuj nawet najmniejsze gesty – chodzenie, rozmowę, jedzenie, kąpiel. Obserwuj wszystko. Niech każda czynność stwarza ci szansę do obserwacji.

Nie jedz mechanicznie, nie opychaj się – bądź uważny. Przeżuwaj dokładnie i z uwagą… a zdziwisz się, jak wiele do tej pory traciłeś, ponieważ każdy kęs da ci ogromną satysfakcję. Jeśli będziesz jadł z uwagą, jedzenie stanie się smaczniejsze. Nawet bardzo zwyczajne potrawy smakują lepiej, kiedy jesteś uważny; a jeśli nie jesz z uwagą, to możesz próbować najsmaczniejszego jedzenia i nie będzie ono miało smaku, ponieważ nie ma nikogo, kto obserwuje. Po prostu się napychasz. Jedz powoli, z uwagą; każdy kęs musi być dokładnie przeżuty, posmakowany.

Wąchaj, dotykaj, czuj bryzę i promienie słońca. Patrz na księżyc i stań się wyciszonym zbiornikiem świadomości, a księżyc odbije się w tobie jako coś niezwykle pięknego.

Poruszaj się przez życie, nieustannie obserwując. Ciągle będziesz o tym zapominał. Nie martw się; to naturalne. Przez miliony wcieleń nigdy nie spróbowałeś żyć uważnie, więc to oczywiste i naturalne, że ciągle będziesz zapominał. Ale z chwilą gdy sobie przypomnisz ponownie, zacznij obserwować.

Nie potępiaj się, ponieważ to zwykła strata czasu. Nigdy nie żałuj tego, co było w przeszłości! Żyj w chwili obecnej.

Pamiętaj o jednej rzeczy: kiedy zapomnisz, że miałeś obserwować, niech nie będzie ci przykro, nie żałuj; inaczej znów zaczniesz tracić czas. Nie bądź przygnębiony: „Znów zapomniałem”. Nie miej poczucia: „Jestem grzesznikiem”. Nie potępiaj się, ponieważ to zwykła strata czasu. Nigdy nie żałuj tego, co było w przeszłości! Żyj w chwili obecnej. Jeśli zapomniałeś, to co z tego? To naturalne – to twój nawyk, a nawyków bardzo ciężko się pozbyć. A to nie są nawyki z jednego życia; to przyzwyczajenie z milionów wcieleń. Więc jeśli potrafisz być uważny nawet przez kilka chwil, bądź wdzięczny. Nawet tych kilka chwil to więcej, niż można oczekiwać.

Obserwuje. Ma przejrzysty umysł.

A kiedy obserwujesz, pojawia się przejrzystość. Dlaczego wyrasta ona z uwagi? Ponieważ im stajesz się uważniejszy, tym bardziej maleje w tobie pośpiech. Stajesz się pełen wdzięku. Gdy obserwujesz, twój trajkoczący umysł rozmawia mniej, ponieważ energia, która była wykorzystywana do trajkotania, zmieniła się i stała uwagą – ale to ta sama energia! Teraz coraz więcej energii będzie przemieniać się w uwagę, a umysł straci pożywienie. Myśli staną się mniejsze, zaczną tracić na wadze. Powoli, powoli zaczną umierać. A kiedy umierają myśli, pojawia się przejrzystość. Twój umysł zmienia się w lustro.

Jakże jest szczęśliwy! A gdy człowiek jest przejrzysty, czuje się błogo. Zamieszanie to główna przyczyna cierpienia; przejrzystość to podstawa poczucia błogości. Jakże jest szczęśliwy! Gdyż widzi, że przebudzenie jest życiem.

I teraz wie, że nie ma śmierci, ponieważ przebudzenia nie da się zniszczyć. Gdy nadejdzie śmierć, ją również będziesz mógł obserwować. Umrzesz, patrząc – obserwacja nigdy nie umrze. Twoje ciało zniknie, z prochu powstałeś, w proch się obrócisz, ale twoja uwaga pozostanie; stanie się częścią kosmicznej całości. Stanie się kosmiczną świadomością.

W takiej chwili prorocy z Upanishad mówią: „Aham brahmasmi – Jestem kosmiczną świadomością”. To w takiej przestrzeni Al-Hillaj Mansoor powiedział: „Ana’l haq! – Jestem prawdą!”. Oto szczyty, które dane ci zostały z chwilą narodzin. Jeśli ich nie osiągasz, to tylko ty jesteś za to odpowiedzialny, nikt inny.

Jakże jest szczęśliwy! Gdyż widzi, że przebudzenie jest życiem. Jakże jest szczęśliwy, podążając ścieżką przebudzenia.

Z niezwykłą cierpliwością medytuje, szuka wolności i szczęścia.

Uważnie posłuchaj tych słów. Z niezwykłą cierpliwością… Jeśli nie włożysz w swoje przebudzenie bardzo dużego wysiłku, nie obudzisz się. Częściowe starania są daremne. Nie możesz być pół na pół, nie możesz być letni. To ci nie pomoże. Letnia woda nie może wyparować, a niewielki wysiłek, aby stać się świadomym, zakończy się klęską.

Ponieważ im stajesz się uważniejszy, tym bardziej maleje w tobie pośpiech. Stajesz się pełen wdzięku. Gdy obserwujesz, twój trajkoczący umysł rozmawia mniej, ponieważ energia, która była wykorzystywana do trajkotania, zmieniła się i stała uwagą – ale to ta sama energia!

Transformacja zachodzi tylko wtedy, gdy włożysz w nią całą swoją energię. Parujesz tylko wtedy, kiedy gotujesz się w temperaturze stu stopni, tylko wtedy pojawia się alchemia. Zaczynasz się wznosić. Czy nie zaobserwowałeś tego? – woda płynie w dół, ale para idzie do góry. Tu dzieje się dokładnie to samo: nieświadomość idzie w dół, świadomość w górę.

I jeszcze jedna rzecz: „w górę” to synonim „do środka”, a „w dół” to synonim „na zewnątrz”. Świadomość jest skierowana do wewnątrz, nieświadomość na zewnątrz. Nieświadomość sprawia, że interesują cię inni ludzie, inne rzeczy. Nieświadomość trzyma cię w ciemności; twoje oczy skupiają się na innych. To sprawia, że powstaje pewien rodzaj zewnętrzności, powstają ekstrawertycy. Świadomość wytwarza poczucie wewnętrzności. Tworzy introwertyków; zabiera cię do wnętrza, coraz głębiej i głębiej.

Głębiej i głębiej oznacza również wyżej i wyżej; to rośnie jednocześnie, tak jak drzewa. Widzisz, jak rosną w górę, nie widzisz ich korzeni idących w głąb. Ale by drzewo urosło w górę, najpierw korzenie muszą pójść w dół. Jeśli drzewo chce dosięgnąć nieba, musi zapuścić korzenie bardzo głęboko, najgłębiej jak to tylko możliwe. Drzewo rośnie jednocześnie w dwóch kierunkach. W ten sam sposób świadomość rośnie w górę, zapuszczając korzenie w głąb ciebie.

Nie możesz być pół na pół, nie możesz być letni. To ci nie pomoże. Letnia woda nie może wyparować, a niewielki wysiłek, aby stać się świadomym, zakończy się klęską. Transformacja zachodzi tylko wtedy, gdy włożysz w nią całą swoją energię.

Korzenie cierpienia

Złe samopoczucie to wynik braku świadomości. Jesteśmy nieszczęśliwi, ponieważ jesteśmy nieświadomi tego, co robimy, tego, o czym myślimy, tego, co czujemy – w każdej chwili zaprzeczamy samym sobie. Działanie zmierza w jednym kierunku, myśli w innym, a uczucia jeszcze dokądś indziej. Rozpadamy się, stajemy się coraz bardziej rozbici. Oto czym jest cierpienie – tracimy integralność, tracimy jedność. Stajemy się pozbawieni centrum, jesteśmy tylko obrzeżami. I oczywiście życie, któremu brak harmonii, będzie pełne cierpienia, tragiczne, będzie jarzmem, będzie przepełnione nieszczęściem. Człowiek może, co najwyżej, uczynić cierpienie mniej bolesnym. Ma on dostęp do tysiąca różnych środków przeciwbólowych.

Nie chodzi tylko o narkotyki i alkohol – tak zwane religie również działają podobnie do opium. Narkotyzują ludzi. I oczywiście wszystkie religie są przeciwne narkotykom, ponieważ handlują tym samym towarem; religie walczą z konkurencją. Jeśli ludzie będą brali opium, mogą nie być religijni; mogą nie potrzebować religijności. Znaleźli już swoje opium, więc dlaczego mieliby się przejmować religią? Opium jest tańsze i wymaga mniej zaangażowania. Jeśli ludzie braliby marihuanę, LSD i bardziej wyrafinowane narkotyki, to w sposób naturalny przestaliby być religijni, ponieważ religia jest bardzo prymitywnym narkotykiem. Dlatego wszystkie religie są przeciw narkotykom.

Powodem nie jest to, że są przeciwne narkotykom. Narkotyki stanowią konkurencję, i oczywiście, jeżeli ludzi można powstrzymać przed zażywaniem narkotyków, to będą oni musieli wpaść w pułapki księży, ponieważ to będzie jedyny wybór, jaki im zostanie. Jest to sposób na monopolizację, tak aby tylko ich opium pozostało na rynku, a wszystko inne stało się nielegalne.

W każdej chwili zaprzeczamy samym sobie. Działanie zmierza w jednym kierunku, myśli w innym, a uczucia jeszcze dokądś indziej. Rozpadamy się, stajemy się coraz bardziej rozbici. Oto czym jest cierpienie – tracimy integralność, tracimy jedność.

Ludzie żyją i cierpią. I są z tego tylko dwie drogi wyjścia. Mogą zacząć medytować – stać się uważni, czujni, świadomi… ale to trudne. Wymaga charakteru. Prostszym sposobem jest odnalezienie czegoś, co sprawi, że będą jeszcze mniej świadomi i przestaną odczuwać cierpienie. Znajdź coś, co zmniejszy twoją wrażliwość, jakiś alkohol, jakiś środek przeciwbólowy, coś co sprawi, że przestaniesz być świadomy, i pomoże zapomnieć o niepokoju, cierpieniu, braku nadziei.

Ten drugi sposób nie jest prawdziwy. Sprawia on jedynie, że twoje cierpienie staje się trochę lżejsze, łatwiejsze do zniesienia, mniej kłopotliwe. Ale nie pomaga – nie zmienia cię. Przemiana możliwa jest tylko dzięki medytacji, ponieważ jest ona jedyną metodą, która pozwala stać się świadomym. Dla mnie medytacja jest jedyną prawdziwą religią. Wszystko inne to czary-mary. Istnieją różne rodzaje opium – chrześcijaństwo, hinduizm, mahometanizm, dżajnizm, buddyzm – ale to tylko inne gatunki. Różnią się opakowaniem, ale ich zawartość jest ta sama: pomagają ci dostosować się do twojego cierpienia.

Nie ma potrzeby przyzwyczajać się do cierpienia; istnieje możliwość aby całkowicie się od niego uwolnić. Ale ścieżka do osiągnięcia tego jest wyboista; ta droga jest wyzwaniem.

Nie ma potrzeby przyzwyczajać się do cierpienia; istnieje możliwość, aby całkowicie się od niego uwolnić. Ale ścieżka do osiągnięcia tego jest wyboista; ta droga jest wyzwaniem.

Moim celem jest uwolnić cię od cierpienia.

Musisz stać się świadomy swego ciała i tego, co z nim robisz…

Pewnego dnia gdy Budda wygłaszał swoje poranne nauki, przyszedł król, aby go posłuchać. Siedział naprzeciwko Buddy, nieustannie ruszając dużym palcem u nogi. Budda przestał mówić i spojrzał na palec króla. Kiedy Budda to zrobił, król oczywiście przestał ruszać palcem. Budda znowu zaczął mówić, a król zaczął poruszać palcem, Budda zapytał go:

– Dlaczego to robisz?

Król odpowiedział:

– Dopiero kiedy przestałeś mówić i spojrzałeś na mój palec, zdałem sobie sprawę z tego, co robię; wcześniej nie byłem tego świadomy.

Budda odpowiedział:

– To twój palec i nie jesteś tego świadomy… w takim razie możesz kogoś zamordować i nie będziesz zdawał sobie z tego sprawy!

Dokładnie w ten sposób morduje się ludzi. Mordercy często nie są świadomi swojego czynu. Wielokrotnie zaprzeczają w sądach, że kogoś zabili. Na początku myślano, że po prostu kłamią, ale najnowsze odkrycia wykazały, że to nieprawda; mordowali, będąc tego nieświadomi. Byli tak wściekli, tak zdenerwowani, że na chwilę gniew całkowicie nimi zawładnął. Kiedy jesteś rozwścieczony, twoje ciało wydziela odurzającą truciznę, twoja krew zostaje zatruta. Być wściekłym to być przez chwilę szalonym. Później zapomina się o tym całkowicie, ponieważ denerwując się, nie ma się świadomości. Właśnie w ten sposób ludzie zakochują się, zabijają się nawzajem, popełniają samobójstwa, robią przeróżne rzeczy.

Pierwszym krokiem do świadomości jest obserwowanie swojego ciała. Powoli człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę z każdego gestu, z każdego ruchu. A gdy zaczynasz być tego świadomy, wydarza się cud: wiele rzeczy, które do tej pory robiłeś, po prostu znika. Twoje ciało staje się bardziej odprężone, lepiej zestrojone, zaczyna dominować w nim spokój, pulsuje w nim delikatna muzyka.

Pierwszym krokiem do świadomości jest obserwowanie swojego ciała. A gdy zaczynasz być tego świadomy, wydarza się cud: wiele rzeczy, które do tej pory robiłeś, po prostu znika. Twoje ciało staje się bardziej odprężone, lepiej zestrojone.

Następnie stań się świadomy swoich myśli – musisz zrobić z nimi to samo. Są one delikatniejsze niż twoje ciało i dużo bardziej niebezpieczne. Gdy uświadomisz sobie swoje myśli, będziesz zaskoczony tym, co się w tobie dzieje. Jeśli zapiszesz sobie to, co dzieje się w jakimkolwiek momencie, czeka cię ogromna niespodzianka. Nie uwierzysz: „To takie rzeczy się we mnie dzieją?”. Pisz przez dziesięć minut. Zamknij drzwi i okna, aby nikt nie mógł wejść i żebyś mógł być całkowicie szczery – rozpal ogień, żebyś mógł wrzucić do niego swoje zapiski! – aby nikt, poza tobą, się nie dowiedział. I bądź naprawdę szczery; pisz wszystko, co dzieje się w twoim umyśle. Nie interpretuj, nie zmieniaj, nie poprawiaj. Spisz to na papierze w całkowicie nagiej formie; takim jakie jest.

Przeczytaj to po dziesięciu minutach – odkryjesz w sobie szalony umysł! Nie zdajemy sobie sprawy, że całe to szaleństwo płynie w nas jak ukryty strumień. Oddziałuje na wszystko, co jest w tobie istotne. Ma wpływ na wszystko, co robisz; powoduje, że czegoś nie robisz; wpływa na wszystko. Dotyczy wszystkich elementów, które składają się na twoje życie!

Trzeba więc przemienić tego szaleńca. A cud uzyskania świadomości polega na tym, że jedyne, czego od ciebie wymaga, to stać się uważnym. Sam fakt obserwowania sprawia, że zachodzi zmiana. Powoli, powoli szaleniec znika. Powoli myśli układają się w określony schemat: znika z nich chaos, zaczynają przypominać kosmos. A wtedy pojawia się głęboki spokój.

Gdy twoje ciało i umysł są spokojne, zauważysz, że są również ze sobą zestrojone, że między nimi znajduje się most. Nie są już tak rozbiegane, nie dosiadają zupełnie innych koni. Po raz pierwszy panuje między nimi harmonia, która bardzo pomaga w pracy nad trzecim krokiem: uświadomieniem sobie swoich uczuć, emocji, nastrojów. Jest to najdelikatniejsza warstwa i najtrudniejsza, ale jeśli potrafisz być świadomy swoich myśli, to znajduje się ona zaledwie o krok. Aby odzwierciedlić nastroje, emocje i uczucia, potrzeba jeszcze większej świadomości.

Kiedy uświadomisz sobie te wszystkie trzy elementy, połączą się one w jedną całość. A kiedy staną się jednością, gdy działają razem, doskonale współgrają, słyszysz ich muzykę, jakby były orkiestrą – wtedy pojawia się coś czwartego. Nie możesz tego wywołać – to dzieje się samo z siebie, jest prezentem od całości. Jest nagrodą dla tych, którzy przeszli już trzy kroki.

Punktem czwartym jest ostateczna świadomość, która sprawia, że człowiek staje się przebudzony. Uświadamia sobie swoją własną świadomość – oto czwarty krok. Sprawia, że człowiek staje się buddą, przebudzonym. Tylko dzięki takiemu przebudzeniu człowiek może poznać, czym jest błogość. Ciało zna przyjemności, umysł wie, co to szczęście, serce zna radość, krok czwarty wie, co to stan błogości. Błogość jest celem, a świadomość to droga prowadząca do niego.

Prywatne światy

Heraklit mówi:

Ludzie są roztargnieni i niebaczni

Na to, co dzieje się wokół,

Zarówno na jawie,

Jak i podczas głębokiego snu.

Głupcy, mimo że słyszą,

Pozostają głusi;

To o nich mówi przysłowie:

Gdziekolwiek są,

Pozostają nieobecni.

Człowiek nie powinien mówić ni zachowywać się,

Jakby spał.

Przebudzeni mają jeden wspólny świat,

Każdy ze śpiących ma swój oddzielny świat.

Budząc się, widzi śmierć,

A podczas snu – marzenia.

Heraklit dotyka najgłębszego problemu: człowiek śpi nawet na jawie.

Śpisz wtedy, kiedy śpisz, ale śpisz także wtedy, kiedy jesteś obudzony. Jaki to ma sens? – mówi o tym Budda, mówi Jezus i mówi Heraklit. Wydaje się, że jesteś całkowicie przytomny, ale to tylko pozory; głęboko w tobie sen nadal trwa.

Nawet w tej chwili pogrążony jesteś w marzeniach. Przemyka przez ciebie tysiąc myśli, a ty nie zdajesz sobie sprawy z tego, co się dzieje, nie jesteś świadomy tego, co robisz, nie wiesz, kim jesteś. Poruszasz się jak we śnie.

Zapewne znasz ludzi, którzy robią coś we śnie, a potem wracają do spania. Jest taka choroba, która nazywa się somnambulizm. Wielu ludzi we śnie wstaje z łóżek; mają otwarte oczy, poruszają się! Mogą chodzić. Odnajdują drzwi. Idą do kuchni, zjedzą coś; wrócą do pokoju i położą się z powrotem do łóżka. A jeśli zapytasz ich o to, co robili w nocy, niczego nie będą pamiętać. Co najwyżej, jeśli bardzo postarają się sobie przypomnieć, zobaczą, że mieli w nocy sen, w którym wstali i poszli do kuchni. Ale dla nich to był sen, nic więcej; nawet to trudno jest im sobie przypomnieć.

Co zrobiłeś w przeszłości? Czy możesz dokładnie przypomnieć sobie, dlaczego i co zrobiłeś? Co się z tobą działo? Czy byłeś wtedy świadomy?

Wielu ludzi popełniło przestępstwa; wielu morderców mówi w sądzie, że nie wie, że nie pamięta, aby robili takie rzeczy. Nie chodzi o to, że starają się oszukać sąd – nie. Psychoanalitycy odkryli, że to nie próba okłamania, że to nie mówienie nieprawdy; to, co mówią, jest prawdziwe. Owszem, popełnili oni morderstwo – ale popełnili je we śnie – tak jakby było sennym majakiem. Taki sen jest dużo głębszy niż zwyczajny sen. Jest podobny do bycia pijanym: możesz się troszkę poruszać, jesteś w stanie coś zrobić, masz odrobinę świadomości – ale jesteś pijany. Nie wiesz dokładnie, co się dzieje. Co zrobiłeś w przeszłości? Czy możesz dokładnie przypomnieć sobie, dlaczego i co zrobiłeś? Co się z tobą działo? Czy byłeś wtedy świadomy? Zakochujesz się, nie wiedząc dlaczego; wpadasz w złość, nie wiedząc dlaczego. Oczywiście znajdujesz jakieś wymówki; starasz się uzasadnić swoje zachowanie – ale racjonalizacja to nie świadomość.

Świadomość oznacza, że cokolwiek się w danej chwili dzieje, wydarza się z przytomnością umysłu; jesteś tam obecny. Jeśli jesteś obecny tam, gdzie rodzi się gniew, to gniew nie jest w stanie się narodzić. Może się pojawić tylko w głębokim śnie. Gdy jesteś obecny, zaczynają zachodzić w tobie zmiany. Kiedy jesteś obecny, świadomy, wiele rzeczy po prostu nie może się wydarzyć. Wszystko, co nazwane zostało grzechem, nie może wydarzyć się, gdy człowiek jest świadomy. Więc tak naprawdę istnieje tylko jeden rodzaj grzechu, jest nim brak świadomości.

Świadomość oznacza, że cokolwiek się w danej chwili dzieje, wydarza się z przytomnością umysłu; jesteś tam obecny. Jeśli jesteś obecny tam, gdzie rodzi się gniew, to gniew nie jest w stanie się narodzić. Może się pojawić tylko w głębokim śnie.

Słowo grzech (ang. sin) oznaczało pierwotnie brak czegoś. Nie oznacza zrobienia czegoś źle; oznacza brak, nieobecność. Hebrajski rdzeń słowa grzech oznacza brak. To brak twojej uwagi, robisz coś, będąc nieobecnym. Oto jedyny grzech. A jedyna cnota? Kiedy robiąc coś, jesteś tego całkowicie świadomy. Gurdżijew nazywa to pamiętaniem o sobie, Budda byciem w pełni świadomym, Krishnamurti mówi na to uważność, Kabir nazywa to surati. Obecność! – to jedyne, czego trzeba, niczego więcej.

Nie musisz niczego w sobie zmieniać, a nawet gdybyś próbował, to i tak ci się nie uda. Próbowałeś już wiele razy. Udało ci się? Ile razy postanawiałeś, że więcej się nie zdenerwujesz? Co się stało z twoim postanowieniem? Gdy nadchodzi odpowiednia chwila, wpadasz w tę samą pułapkę: denerwujesz się, a kiedy gniew opada, znowu tego żałujesz. To błędne koło: irytujesz się i żałujesz tego, a potem znów jesteś gotów się złościć.

Pamiętaj, że nawet gdy żałujesz, nie jesteś obecny; żal jest również częścią grzechu. Właśnie dlatego nic się nie zmienia. Bardzo się starasz, podejmujesz wiele decyzji, składasz obietnice, ale nic się nie zmienia – pozostajesz taki sam. Jesteś dokładnie taki, jaki byłeś w chwili narodzin, nic się nie zmieniło. Nie żebyś nie próbował, nie żebyś się nie dość starał. Starałeś się, i to bardzo. I poniosłeś klęskę, bo wysiłek nie ma tu nic do rzeczy. Podjęcie jeszcze większych starań niczego nie zmieni. Tu chodzi o bycie uważnym, nie o trud.

Hebrajski rdzeń słowa grzech oznacza brak. To brak twojej uwagi, robisz coś, będąc nieobecnym. Oto jedyny grzech. A jedyna cnota? Kiedy robiąc coś, jesteś tego całkowicie świadomy.

Jeśli jesteś uważny, wiele rzeczy znika samoistnie; nie musisz ich odrzucać. W stanie świadomości po prostu nie są możliwe. Taka jest moja definicja i inne kryterium nie istnieje. Nie można popaść w miłość, będąc świadomym. Możesz kochać, ale miłość będzie wtedy wzlotem. Dlaczego używamy określenia popaść w miłość? (ang. fall in love) To jakby upadek; spadasz, nie wznosisz się. Gdy jesteś świadomy, upadek nie jest możliwy – nie jest możliwy nawet w miłości. Nie może się wydarzyć; po prostu jest niewykonalny. Gdy jesteś świadomy, wzrastasz w miłości. To coś zupełnie innego niż wpadnięcie w miłość. Właśnie dlatego zakochanych można rozpoznać po spojrzeniu: wyglądają na bardziej sennych, oszołomionych, rozmarzonych niż inni. Można ich poznać po oczach, ponieważ ich oczy są zaspane. Ludzie, którzy wzrastają w miłości, są zupełnie inni. Widać po nich, że nie są już pogrążeni w marzeniach, mierzą się z rzeczywistością i dzięki temu rozwijają się.

Popadając w miłość, pozostajesz dzieckiem; wzrastając w niej, stajesz się dojrzały. Powoli miłość przestaje być związkiem i staje się częścią ciebie. Wtedy nie jest już tak, że coś kochasz, a czegoś nie; po prostu jesteś miłością. Cokolwiek się do ciebie zbliży, dzielisz się z tym. Cokolwiek się dzieje, obdarowujesz to miłością. Dotykasz kamienia i robisz to tak, jakbyś dotykał ciała ukochanej osoby. Patrzysz na drzewo i robisz to tak, jakbyś patrzył w twarz ukochanego. To pewien stan istnienia. Nie jesteś zakochany – po prostu jesteś miłością. Dlatego jest to wzlot, a nie upadek.

Miłość jest piękna, kiedy dzięki niej wzrastasz. Jeśli w nią popadasz, staje się brzydka i nieczysta. Prędzej czy później odkryjesz, że jest trująca, że stała się ciężarem. Zostałeś w niej uwięziony, twoja wolność została zniszczona. Podcięto ci skrzydła; przestałeś być wolny. Popadając w miłość, stałeś się własnością: posiadasz, ale też pozwalasz, aby druga osoba posiadała ciebie. Stajesz się przedmiotem, próbujesz przemienić osobę, w której się zakochałeś, w taki sam przedmiot.

Przyjrzyj się mężowi i żonie: oboje stali się jak rzeczy, przestali być osobami. Oboje starają się posiąść siebie nawzajem. A posiadać można tylko przedmiot, nigdy człowieka. Jak można być właścicielem człowieka? Jak można zdominować osobę? Jak można przemienić ją w przedmiot? To niemożliwe! Ale mąż próbuje posiąść żonę; a żona chce zrobić to samo z mężem. Dochodzi do zderzenia, oboje stają się dla siebie wrogami. Zaczynają się nawzajem niszczyć. Wydarzyło się:

Mułła Nasreddin wszedł do biura firmy zarządzającej cmentarzem z zażaleniem do kierownika:

– Dobrze wiem, że moja żona jest pochowana na pańskim cmentarzu, ale nie mogę nigdzie znaleźć jej grobu.

Kierownik zajrzał do rejestru i zapytał:

– Jak się nazywa?

Mułła odpowiedział:

– Pani Mułła Nasreddin.

– Nie mam w spisie pani Mułły Nasreddin ale jest pan Mułła Nasreddin. Przepraszam, widocznie wystąpił jakiś błąd.

Nasreddin odpowiedział:

– Nie ma żadnego błędu. Gdzie ten grób Mułły Nasreddina? Wszystko zapisałem na swoje imię.

Nawet nagrobek swojej żony!

Własność… każdy stara się zawłaszczyć sobie osobę ukochaną, kochanka. A to już nie jest miłość. Kiedy kogoś posiadasz, zaczynasz nienawidzić, niszczyć i zabijać; stajesz się mordercą. Miłość powinna dawać wolność; miłość jest wolnością. Miłość uczyni ukochaną osobę jeszcze bardziej wolną, miłość doda skrzydeł, otworzy przed nią niebo. Nie może stać się więzieniem, zamknięciem. Ale nie znasz tej miłości, ponieważ ona przydarza się tylko wtedy, kiedy jesteś świadomy; ten rodzaj miłości przychodzi tylko ze świadomością. A ty znasz jedynie miłość, która jest grzechem, ponieważ ona wypływa ze stanu uśpienia.

I to dotyczy wszystkiego, co robisz. Nawet jeśli starasz się zrobić coś dobrego, to i tak krzywdzisz. Spójrz na ludzi, którzy chcą czynić dobro: oni zawsze krzywdzą, są najbardziej szkodliwymi ludźmi na świecie. Reformatorzy społeczni, tak zwani rewolucjoniści to najbardziej szkodliwi ludzie na świecie. Ale trudno jest dostrzec ich szkodliwość, ponieważ to dobrzy ludzie, robiący zawsze coś dobrego dla innych – w ten sposób zniewalają ludzi. Jeśli pozwolisz im na zrobienie czegoś dobrego dla siebie, staniesz się ich własnością. Zaczną od masażu twoich stóp, ale prędzej czy później poczujesz ich dłonie na swoim karku! Zaczynają od stóp, kończą na szyi, ponieważ nie są świadomi; nie wiedzą, co robią. Nauczyli się sztuczki: jeśli chcesz nad kimś zapanować, czyń dobro. Nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że ją stosują. Ale będą krzywdzić, ponieważ wszystko, co ma na celu zawładnięcie drugą osobą, nieważne, jak piękną przybierze formę, i nieważne, jak to nazwiemy, jest grzechem.

Twoje kościoły, świątynie, meczety popełniają grzech przeciwko tobie, ponieważ stały się posiadaczami, zaczęły dominować. Każdy Kościół występuje przeciw religii – ponieważ religia to wolność! Dlaczego więc tak się stało? Jezus próbował dać ci wolność, ofiarować skrzydła. Co się stało potem, skąd wziął się Kościół? Stało się tak, ponieważ Jezus żył na zupełnie innej płaszczyźnie, na poziomie świadomości; a ci, którzy go słuchali, ci, którzy za nim podążali, żyją na płaszczyźnie snu. Cokolwiek usłyszą, zinterpretują, robią to na podstawie swoich snów. Cokolwiek stworzą, będzie grzechem. Chrystus daje ci religię, a ludzie pogrążeni w głębokim śnie robią z tego Kościół.

Miłość uczyni ukochaną osobę jeszcze bardziej wolną, miłość doda skrzydeł, otworzy przed nią niebo. Nie może stać się więzieniem, zamknięciem. Ten rodzaj miłości przychodzi tylko ze świadomością.

Mówi się, że szatan siedział kiedyś pod drzewem, bardzo smutny. Obok przechodził święty; spojrzał na szatana i powiedział:

– Słyszeliśmy, że ty nigdy nie odpoczywasz, że zawsze czynisz gdzieś coś złego. Co robisz tutaj pod drzewem?

Szatan pogrążony był w głębokiej depresji. Odparł:

– Moją pracę przejęli kapłani, nie mam już nic do roboty. Czasem myślę o samobójstwie, bo kapłani tak dobrze sobie radzą.

Dlaczego tak dobrze sobie radzą? Ponieważ przemieniają wolność w więzienie, przemieniają prawdę w dogmaty – przenoszą wszystko z płaszczyzny świadomości do płaszczyzny snu.

Postaraj się zrozumieć, czym jest ten sen, ponieważ jeśli to poczujesz, zaczniesz stawać się świadomy – znalazłeś się na drodze ku wyjściu. Czym jest ten sen? Jak powstaje? Jaki jest jego mechanizm? Jak działa?

Umysł zawsze znajduje się albo w przeszłości, albo w przyszłości. Nie może funkcjonować w teraźniejszości, to dla niego niemożliwe. Kiedy jesteś w teraźniejszości, nie ma umysłu – ponieważ umysł to myślenie. Jak można myśleć o teraźniejszości? Możesz rozmyślać o przeszłości; jest ona częścią twoich wspomnień, umysł może o niej myśleć. Możesz rozmyślać o przyszłości; jeszcze jej nie ma, rozum może o niej marzyć. Rozum może robić dwie rzeczy: poruszać się wstecz – jest tam wystarczająco dużo miejsca, niezmierzona przestrzeń przeszłości; można o niej myśleć bez końca – albo poruszać się w stronę przyszłości; znów ogromnej przestrzeni, nieskończonej, można w niej marzyć i marzyć. Ale w jaki sposób mógłby on działać w teraźniejszości? Nie ma w niej miejsca, aby mógł wykonać jakikolwiek ruch.

Teraźniejszość jest linią graniczną, to wszystko. Nie ma w niej przestrzeni. Oddziela przeszłość od przyszłości – jest linią. Możesz być w teraźniejszości, ale nie możesz w niej myśleć; do myślenia potrzebna jest przestrzeń. Myśli potrzebują miejsca, są jak przedmioty. Pamiętaj o tym – myśli są delikatnymi rzeczami, są materialne. Nie są duchowe, ponieważ wymiar duchowości zaczyna się, gdy nie ma myśli. Myśli są materialnymi rzeczami, bardzo subtelnymi, a rzeczy potrzebują miejsca.

W teraźniejszości nie możesz myśleć. Gdy tylko zaczniesz, staje się ona przeszłością. Widzisz wschodzące słońce; widzisz je i mówisz: „Jaki piękny wschód słońca!” – wtedy jest on już przeszłością. Kiedy wschodzi słońce, nie ma miejsca na powiedzenie nawet: „Jak pięknie!”, ponieważ kiedy wypowiadasz te dwa słowa – „Jak pięknie” – to doświadczenie stało się już przeszłością; umysł ma jego zapis w pamięci. Ale kiedy słońce właśnie wschodzi, jest dokładnie wschód, jak możesz wtedy myśleć? O czym? Możesz towarzyszyć wschodzącemu słońcu, ale nie możesz myśleć. Jest tam miejsce dla ciebie, ale nie dla myśli.

Możesz być w teraźniejszości, ale nie możesz w niej myśleć; do myślenia potrzebna jest przestrzeń. Myśli potrzebują miejsca, są jak przedmioty. Pamiętaj o tym – myśli są delikatnymi rzeczami, są materialne. Nie są duchowe, ponieważ wymiar duchowości zaczyna się, gdy nie ma myśli.

Widzisz piękny kwiat w ogrodzie i mówisz: „Piękna róża” – wtedy przestajesz być z różą, w tym właśnie momencie; staje się ona przeszłością. Kiedy jest kwiat i kiedy jesteś ty, oboje jesteście dla siebie obecni, jak możesz myśleć? O czym? Jak myślenie może być w ogóle możliwe? Nie ma na nie miejsca. Miejsca jest tak mało – a tak właściwie w ogóle go nie ma – że ty i kwiat nie możecie nawet istnieć jako dwie różne istoty, ponieważ nie ma miejsca dla dwóch, możliwe jest istnienie tylko jednej.

Właśnie dlatego w doznaniu głębokiej obecności ty jesteś kwiatem, a kwiat staje się tobą. Kiedy nie ma myśli – kto jest kwiatem, a kto obserwatorem? Obserwator staje się obserwowanym. Nagle znikają wszystkie bariery. Nagle zagłębiasz się, zagłębiasz w kwiat, a kwiat zagłębia się w ciebie. Nagle nie jesteście dwiema osobnymi istotami – jesteście jedną.

Jeśli zaczniesz myśleć, znów się rozdzielicie. Jeśli nie myślisz, gdzie przebiega podział? Nie myśląc, współistniejesz z kwiatem. Kiedy współistniejesz z ukochaną osobą, nie ma podziału na dwie osoby. Siedząc obok kochanka, trzymając jego dłoń, po prostu jesteś. Nie myślisz o tym, co przeminęło; nie myślisz o nadchodzącej przyszłości – jesteś tu i teraz. I jest to tak piękne, tak intensywne doznanie, że żadna myśl nie jest w stanie go zmącić.

A wrota są bardzo wąskie; wrota teraźniejszości. Dwie osoby nie mogą przejść przez nie razem, może to zrobić tylko jedna. W teraźniejszości myślenie nie jest możliwe, marzenia nie są możliwe, ponieważ nie jest to nic innego, jak po prostu myślenie obrazami. Są one rzeczami, są zjawiskami materialnymi.

Kiedy jesteś w teraźniejszości, nie myśląc, po raz pierwszy wkraczasz w świat duchowości. Otwiera się nowy wymiar – tym wymiarem jest świadomość. Ponieważ wcześniej go nie znałeś, Heraklit powie, że śpisz, że nie jesteś świadomy. Świadomość oznacza bycie tu i teraz tak całkowicie, że nie ma ruchu w stronę przeszłości ani w stronę przyszłości – cały ruch zostaje zatrzymany.

To nie oznacza, że stajesz się statyczny. Rozpoczyna się nowy ruch, w głąb. Są dwa rodzaje ruchu, symbolizuje je krzyż Jezusa: ukazuje dwie części, krzyżujące się. Jeden jest liniowy: poruszasz się po linii, od jednej rzeczy do drugiej, od jednej myśli do kolejnej. Od jednego snu do drugiego. Z A przenosisz się do B, z B do C, z C do D. Tak wyglądał twój ruch, odbywał się po linii, był poziomy. W ten sposób płynie czas; tak porusza się ten, kto głęboko śpi. Możesz poruszać się jak wahadło, w przód i w tył – po linii. Możesz iść z B do A albo z A do B – po linii poziomej

Jest jeszcze inny sposób poruszania. Pionowy. Nie idziesz od A do B, od B do C; idziesz od A głębiej w A: od A1 do A2, A3, A4, w głąb – lub w górę.

Kiedy ustaje myślenie, rozpoczyna się nowy rodzaj ruchu. Zaczynasz się zagłębiać. To coś podobnego do przepaści. Ludzie, którzy medytują, prędzej czy później docierają do tego momentu; zaczynają odczuwać strach, ponieważ mają wrażenie, że otworzyła się przepaść bez dna, czują zawroty głowy, są przerażeni. Wtedy chce się wrócić do starego sposobu poruszania się, ponieważ jest on znany; to uczucie podobne jest do śmierci.

Świadomość oznacza bycie tu i teraz tak całkowicie, że nie ma ruchu w stronę przeszłości ani w stronę przyszłości – cały ruch zostaje zatrzymany.

Takie znaczenie ma krzyż Jezusa: jest śmiercią. Przejście z poziomego do pionowego to śmierć – prawdziwa śmierć. Ale jest to śmierć tylko z jednej strony; z drugiej jest to zmartwychwstanie. To śmierć po to, aby znów się narodzić; to umieranie w jednym wymiarze i narodziny w drugim. W poziomie jesteś Jezusem. W pionie stajesz się Chrystusem.

Jeśli poruszasz się od jednej myśli do drugiej, pozostajesz w świecie czasu. Jeśli zagłębiasz się w chwilę – nie w myśli – poruszasz się w stronę wieczności. Nie jesteś statyczny; nic w tym świecie nie jest statyczne, nic nie może takie być – pojawia się nowy ruch, ruch bez motywacji. Zapamiętaj te słowa. Poruszasz się w poziomie dzięki motywacji. Musisz coś osiągnąć – pieniądze, prestiż, władzę, Boga, cokolwiek. Masz motywację.

Umotywowany ruch oznacza sen. Nieumotywowany – to świadomość – poruszasz się, ponieważ to sprawia ci przyjemność, ponieważ ruch jest życiem, ponieważ życie to energia, a energia to ruch. Poruszasz się, ponieważ to cię zachwyca – nie ma innego powodu. Nie ma celu, nie musisz niczego osiągnąć. Donikąd nie zmierzasz, w ogóle nie zmierzasz – po prostu zachwycasz się energią. Nie ma celu innego niż sam ruch; ma on swoją wewnętrzną wartość, nie ma w sobie nic z zewnątrz.

Budda również żyje – Heraklit żyje; ja też żyję, oddycham – ale poruszam się inaczej, bez motywacji.

Ktoś zapytał mnie parę dni temu: „Dlaczego pomagasz innym przy medytacji?”.

Odpowiedziałem mu: „To sprawia mi przyjemność. Nie ma żadnego powodu – po prostu daje mi to radość”. Zupełnie jak osoba, która uwielbia siać rośliny w ogrodzie i czekać na kwiaty – ja cieszę się, kiedy ty zaczynasz kwitnąć. To ogrodnictwo; gdy ktoś rozkwita, odczuwam radość. Dzielę się. Nie ma w tym celu. Jeśli ci się nie powiedzie, nie będę odczuwał frustracji. Jeśli nie rozkwitniesz, to będzie tak samo dobrze, ponieważ rozkwitu nie można wymusić. Nie możesz siłą wyciągnąć kwiatu z pąka – możesz, ale wtedy go zabijesz. Może się wydawać, że to kwitnięcie; ale tak nie jest.

Jeśli poruszasz się od jednej myśli do drugiej, pozostajesz w świecie czasu. Jeśli zagłębiasz się w chwilę – nie w myśli – poruszasz się w stronę wieczności. Nie jesteś statyczny; nic w tym świecie nie jest statyczne, nic nie może takie być – pojawia się nowy ruch, ruch bez motywacji.

Cały świat, egzystencja porusza się w stronę wieczności. Umysł przemieszcza się w czasie. Egzystencja porusza się wzwyż i w głąb, a umysł w przód i w tył. Rozum przemieszcza się w płaszczyźnie poziomej – tym właśnie jest sen. Jeśli potrafisz przesuwać się w pionie, jest to świadomość.

Żyj chwilą. Całym sobą skup się na danej chwili. Nie pozwól przeszłości ingerować i nie dopuść, aby pojawiła się przyszłość. Przeszłości już nie ma, jest martwa. A Jezus mówi: „Niech martwi pogrzebią martwych”. Przeszłości już nie ma, dlaczego się nią przejmujesz? Dlaczego stale o niej rozmyślasz? Czy jesteś zły? Nie ma jej; została w twojej głowie, jest wspomnieniem. Przyszłość jeszcze nie nadeszła – więc dlaczego o niej rozmyślasz? Jak możesz myśleć o czymś, czego jeszcze nie ma? Co jesteś w stanie sobie zaplanować? Cokolwiek pomyślisz, i tak się nie spełni, a wtedy będziesz sfrustrowany, ponieważ całość ma plan. Dlaczego starasz się mieć swój własny, odrębny plan?

Egzystencja ma swój plan, jest od ciebie mądrzejsza – całość musi być mądrzejsza niż cząstka. Dlaczego udajesz, że to ty jesteś całością? Ona ma swoje własne przeznaczenie, swój sposób wypełnienia go; dlaczego zawracasz sobie tym głowę? Cokolwiek zrobisz, będzie to grzechem, ponieważ stracisz chwilę – tę chwilę. A jeśli stanie się to twoim przyzwyczajeniem – a stanie się, jeśli zaczniesz coś przegapiać, stanie się to twoim nawykiem – to kiedy nadejdzie przyszłość, również ją przegapisz, ponieważ wtedy nie będzie już ona przyszłością, lecz teraźniejszością. Wczoraj myślałeś o dzisiaj, ponieważ wtedy było ono jutrem; teraz jest dzisiaj, a ty myślisz o jutrze, a kiedy nadejdzie jutro, stanie się ono dzisiaj – ponieważ wszystko, co istnieje, istnieje tu i teraz i nie może istnieć inaczej. A jeśli niezmiennie żyjesz tak, iż twój umysł rozmyśla o jutrze, to kiedy znajdziesz czas na to, żeby żyć? Jutro nigdy nie nadejdzie. Zaczniesz je przegapiać – a to grzech. Takie znaczenie ma hebrajski rdzeń słowa grzech.

Z chwilą gdy wkracza przyszłość, wkracza także czas. Zgrzeszyłeś przeciw egzystencji, przegapiłeś. I stało się to jak niezmienny szablon: działasz jak robot, ciągle tracisz.

Przyjeżdżają do mnie ludzi z odległych państw. Kiedy są u siebie, rozmyślają o mnie i emocjonują się mną, czytają, myślą, marzą. Kiedy przyjeżdżają tutaj, zaczynają myśleć o swoich domach; z chwilą gdy przyjeżdżają, od razu się wycofują! Zaczynają myśleć o swoich dzieciach, o żonach, o pracy, o tysiącu różnych rzeczy. Widzę tę głupotę. Jak wrócą do domu, znów będą rozmyślać o mnie. Przegapiają, a to grzech.

Kiedy jesteś tutaj, ze mną, bądź tutaj – bądź tutaj całym sobą, abyś mógł nauczyć się nowego sposobu poruszania, abyś zaczął poruszać się w stronę wieczności, a nie w czasie.

Czas jest światem, a wieczność Bogiem; poziom jest światem, pion to Bóg. Oba te wymiary spotykają się w jednym punkcie – tam, gdzie został ukrzyżowany Jezus. Oba, poziomy i pionowy, spotykają się w pewnym punkcie – ten punkt to tu i teraz. Z tu i teraz możesz udać się w dwie podróże: jedna prowadzi cię po świecie, w stronę przyszłości; ta druga to podróż do Boga, w głębię.

Stań się bardziej świadomy, stań się uważny i bardziej wrażliwy na teraźniejszość.

Co zrobisz? Jak możesz tego dokonać? Tak głęboko śpisz, że i to mógłbyś robić jedynie we śnie. Możesz zmienić to w przedmiot myśli, w proces rozumu. Możesz stać się tak spięty, że uniemożliwi ci to życie w teraźniejszości. Myślenie o tym, jak żyć teraźniejszością, w niczym ci nie pomoże. Jeśli odczuwasz zbyt wielkie poczucie winy, bo czasem, z przyzwyczajenia, przenosisz się w przeszłość, a czasami wybiegasz myślami w przyszłość i znów poczujesz się winny, to wiedz, że popełniasz grzech.

Nie czuj się winny. Zrozum grzech, ale nie czuj się winny – a to bardzo, bardzo delikatna sprawa. Jeśli zaczniesz odczuwać poczucie winy, to wszystko straciłeś. W nowym procesie rozpocznie się stary schemat. Zaczniesz odczuwać winę, ponieważ przegapiłeś teraźniejszość. Myślisz o przeszłości – ponieważ teraźniejszość nie jest już teraźniejszością; jest przeszłością, a ty odczuwasz wobec niej poczucie winy. Nadal wszystko przegapiasz.

Więc pamiętaj o jednej rzeczy: kiedy uświadomisz sobie, że zapuściłeś się w przeszłość lub w przyszłość, nie rób z tego wielkiego problemu. Po prostu wróć do teraźniejszości, bez stwarzania problemów. Jest dobrze! Po prostu przywróć swoją świadomość. Przegapisz coś milion razy; nie nauczysz się teraz, natychmiast. Nauczenie się jest możliwe, ale nie dzięki tobie. Tak długo posługiwałeś się schematem zachowania, że nie jesteś w stanie go teraz zmienić. Ale nie martw się, egzystencja się nie śpieszy. Wieczność może czekać wiecznie. Nie wytwarzaj napięcia.

Kiedy poczujesz, że przegapiłeś, wróć, to wszystko. Nie czuj się winny; to sztuczka umysłu, znów gra w swoje gierki. Nie odczuwaj skruchy, że znów zapomniałeś. Kiedy zaczniesz myśleć, wróć do tego, co robisz. Biorąc kąpiel, wróć do niej; jedząc wróć do jedzenia; spacerując, wróć do spaceru. Gdy tylko poczujesz, że nie ma cię tu i teraz, wróć – po prostu, całkiem niewinnie. Nie wytwarzaj poczucia winy. Jeśli zaczniesz je odczuwać, wszystko straci sens.

Jest grzech, a nie ma poczucia winy; ale to dla ciebie trudne. Jeśli odczuwasz, że coś jest źle, natychmiast stajesz się winny. Rozum jest bardzo, bardzo przebiegły. Jeśli zaczniesz odczuwać poczucie winy, gra się rozpocznie – na nowym poziomie, ale to ta sama gra. Ludzie przychodzą do mnie i mówią: „Zapominamy”. Są bardzo smutni, kiedy mówią: „Zapominamy. Staramy się pamiętać, ale udaje się to tylko przez kilka sekund. Pozostajemy uważni, skupieni na sobie, a potem to wszystko znika; co zrobić?”. Niczego nie da się zrobić! Problem nie polega na robieniu czegokolwiek. Co możesz zrobić? Jedyne, co możesz zrobić, to nie wpadać w poczucie winy. Po prostu wróć.

Im częściej będziesz wracał… po prostu, pamiętaj. Nie z poważną miną, nie z ogromnym wysiłkiem – zwyczajnie, niewinnie, nie robiąc z tego problemu. Ponieważ wieczność nie ma problemów – wszystkie problemy istnieją w poziomej płaszczyźnie; ten także będzie istniał tylko na tej płaszczyźnie. Płaszczyzna pionowa nie zna problemów. Jest samą przyjemnością, bez lęku, bez bólu, bez zmartwień, poczucia winy, bez niczego. Bądź naturalny i wracaj.

Wiele razy coś przegapisz, to nieuniknione. Ale nie martw się tym; tak już jest. Wiele razy przegapisz, ale to nieistotne. Nie przykładaj dużej wagi do tego, że tak się dzieje, przykładaj ją do tego, że często udało ci się wszystko odzyskać. Pamiętaj – nacisk nie powinien być kładziony na to, że wiele razy coś przegapiłeś, ale na to, że wiele razy odzyskałeś pamięć. Ciesz się z tego. To, że coś tracisz, jest naturalne. Jesteś człowiekiem, który długo żył na poziomej płaszczyźnie, więc to całkowicie normalne. Piękne jest to, że tyle razy udało ci się wrócić. Dokonałeś niemożliwego; ciesz się!

W ciągu dwudziestu czterech godzin dwadzieścia cztery tysiące razy przegapisz coś, ale również dwadzieścia cztery tysiące razy coś odzyskasz. Zaczniesz funkcjonować w nowym trybie. Tyle razy wracałeś do domu; stopniowo zacznie się pojawiać nowy wymiar. Coraz dłużej będziesz w stanie pozostawać w stanie świadomości, coraz rzadziej będziesz poruszał się w przód i w tył. Rozpiętość ruchu w przód i w tył będzie coraz mniejsza. Coraz rzadziej będziesz zapominał, coraz częściej będziesz pamiętał – wkraczasz w płaszczyznę pionową. Nagle, któregoś dnia, poziome zniknie. Świadomość staje się bardziej intensywna i poziome znika.

To właśnie kryje się za słowami Shankary, vedantów i hinduistów, kiedy mówią, że świat jest iluzją. Kiedy świadomość osiągnie doskonały poziom, ten świat – ten, który stworzyłeś w swojej głowie – zwyczajnie znika; odkrywa się przed tobą zupełnie inny świat. Maja znika, iluzja znika – istniała, ponieważ spałeś, ponieważ byłeś nieświadomy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki