Stworzenie czy ewolucja? Dylemat katolika - Tomasz Rowiński, Michał Chaberek - ebook
lub
Opis

Czy człowiek pochodzi od małpy?
Czy nauka i Pismo Święte zgadzają się w kwestii powstania życia?
Czy Ewa powstała z żebra Adama?
Kreacjoniści - radykalni tradycjonaliści, czy wrogowie Kościoła?
Dlaczego nauka o ewolucji wywołuje tyle emocji?
Czy Darwin odpowiada za obozy śmierci?
(poniżej fragment)
Kiedy otwieramy Pismo Święte, znajdujemy tam opisy powstania świata, gatunków i człowieka. W pewnym sensie opis utworzenia świata z Księgi Rodzaju jest fundamentem wiary chrześcijańskiej. Jeśli Bóg nie uczynił tego wszystkiego, to i dzieje zbawienia wiszą, jak gdyby w próżni – stają się humanistycznym mitem. Mimo to, gdy otwieramy książki współczesnych teologów dotyczące Księgi Rodzaju, bardzo często zaczynają się one od zastrzeżenia, że nie powinniśmy traktować dosłownie tego opisu, że to metafora. Metaforą są mity greckie i nikt ich nie bierze na serio. Jak więc rozumieć ten opis?
- Przypomina mi się fragment z nowej książki George’a Weigela. Pozwól, że zacytuję go tutaj:
„Współczesne badania biblijne nauczyły wielu katolików na Zachodzie głębokiego braku zaufania do Biblii. Na przykład: to się nie wydarzyło, to jest tylko metafora, to jest mit. Biblia, która miała być kochana, i która miała być środkiem spotkania żywego Boga i Jego Syna, zbyt często jest artefaktem, czyli wytworem człowieka, który należy poddać sekcji, pozostawiając niekochane, a nawet odrażające pozostałości na posadzce sali sekcyjnej”.
Spostrzeżenie Weigela jest niestety trafne. Wystarczy otworzyć jakikolwiek współczesny komentarz do Księgi Rodzaju i już na początku dowiemy się z niego, że tekst ten należy traktować, jeśli nie jako zwykłą bajkę, to przynajmniej z dużą podejrzliwością. A na pewno, że nie opowiada on żadnej prawdziwej historii. Mówi się na przykład, że nie wolno sugerować się tym, co jest napisane, tylko trzeba odkryć to, co autor natchniony chciał powiedzieć. Za tym argumentem stoi przekonanie, że Biblia sama z siebie może nas tylko zwodzić, że bez naszego ludzkiego wysiłku naukowego oraz zaawansowanych narzędzi egzegetycznych Pismo nam nic nie przekazuje. Takie myślenie wydaje się jednak iść w poprzek podstawowej prawdzie, że Pan Bóg dał nam Pismo Święte nie po to, aby nas wpędzić w interpretacyjne kłopoty, lecz raczej, aby objawić prawdę, i to objawić ją wszystkim, nie tylko egzegetom, ale również ludziom prostym.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 217


Za zgodą władzy zakonnej Reg. Prow. 590/13

Okładka Anna Kierzkowska

Redakcja Tomasz Rowiński

Korekta Hanna Rybak

Skład i łamanie TEKST Projekt, Łódź

Copyright © by Michał Chaberek OP and Tomasz Rowiński Copyright © by Fronda PL, Sp. z o.o.

ISBN 978-83-64095-24-5

Wydawca Fronda PL, Sp. z o.o. ul. Łopuszańska 32 02-220 Warszawa Tel. 22 836 54 44, 877 37 35 Fax. 22 877 37 34

e-mail:

W 1950 roku jedna linijka z encykliki papieża Piusa XII Humani generis – jedno zdanie mówiące o możliwości ewolucji ludzkiego ciała z niższej „żywej materii” – doprowadziło do jednej z największych zmian w historii nauczania katolickiego. Nieważne, że zdanie to było zazwyczaj wyrywane z kontekstu całej encykliki. Nieważne, że papież w tej samej encyklice podkreślał, że katoliccy badacze nie powinni „pochopnie przekraczać granic wolności w debacie” poprzez twierdzenie, że proces ewolucji jest faktem, że nie powinni ignorować tego, że „w źródłach objawienia Bożego są rzeczy, które wymagają największego umiaru i rozwagi”. Papieskie ostrzeżenia i zachęty zostały powszechnie zignorowane. Teraz istotne stało się to, że korek został wyjęty z butelki. Katoliccy teologowie, rozpaczliwie poszukujący uznania wśród swoich akademickich kolegów, nareszcie poczuli, że mogą z całą wolnością przyjąć ewolucję neodarwinistyczną jako najlepsze wyjaśnienie pochodzenia wszystkich żywych gatunków. W ten sposób zredukowali istotny moment napięcia między sobą a swoimi akademickimi kolegami z wydziałów nauk ścisłych. Odtąd wiara i rozum, Biblia i nauka mogły zostać pojednane za pomocą prostego rozwiązania: Ewolucja neodarwinistyczna była mechanizmem, który Bóg wybrał od początku i wszczepił w prawa przyrody, aby wytworzyć wszystkie rodzaje istot żywych, jakie znajdujemy na Ziemi.

Nie tylko zostało uwolnione napięcie między nauką a wiarą, ale sami teologowie katoliccy zaczęli gorliwie wprowadzać teorię ewolucji jako całościowy paradygmat w swoich badaniach naukowych. Lata 60. i 70. wydały ewolucyjną kosmologię Teilharda de Chardin, według której cały świat rzekomo ewoluuje ku chrystycznemu „punktowi Omega” oraz ewolucyjną chrystologię Karla Rahnera, w której sam Jezus Chrystus jest postrzegany jako szczyt ewolucji Słowa samowypowiadającego się poprzez stworzenie. U końca dwudziestego wieku w zachodnim świecie stało się niemal niemożliwe znalezienie jakiegokolwiek katolickiego teologa lub intelektualisty, który nie popierałby jakiejś formy powiązania darwinizmu z katolicyzmem.

Ojciec Michał Chaberek OP jest jednym z nielicznych katolickich teologów naszych czasów wzywającym Kościół do przebudzenia się ze zbiorowej amnezji w tej dziedzinie. Nie jest to żadna przesada, gdyż z pewnością mamy tu do czynienia z amnezją. Dla przykładu, jak wielu katolików kiedykolwiek słyszało o wyznaniu wiary papieża Pelagiusza I, który stwierdził: „Adam i jego żona… nie narodzili się z innych rodziców, lecz zostali stworzeni: Adam z prochu ziemi, a Ewa z boku mężczyzny”? Jak wielu kiedykolwiek przeczytało wytyczne Papieskiej Komisji Biblijnej z 1909 roku w kwestii poprawnej interpretacji pierwszych trzech rozdziałów Księgi Rodzaju? Dokument ten stwierdzał, że Księga Rodzaju poucza o „specjalnym stworzeniu” Adama (co w tamtym czasie oznaczało stworzenie ciała i duszy Adama bezpośrednią i cudowną mocą Boga, a nie poprzez naturalny proces ewolucji). Kto wie, że Papieska Komisja Biblijna w 1907 roku otrzymała nadzwyczajną władzę nauczania od papieża św. Piusa X, władzę, którą zachowała aż do 1971 roku i pontyfikatu papieża Pawła VI?

Niestety ta amnezja wśród teologów katolickich często łączy się z ciężkim przypadkiem ślepoty w patrzeniu na boki. Zbyt wielu pozostaje obojętnymi na problemy łączenia darwinizmu nie tylko z Księgą Rodzaju, lecz także z innymi obszarami wiedzy. Na przykład, jak wielu wie o poważnych trudnościach, jakie napotyka łączenie klasycznej tradycji filozoficznej, tak bardzo zalecanej przez Kościół, z logiką teorii ewolucji? Kto wie o milionach dziur w dowodach rzekomo popierających neodarwinizm, od niewyjaśnialnej „eksplozji kambryjskiej”, poprzez ogrom „brakujących ogniw” w zapisie kopalnym, aż po niemożliwość wyjaśnienia pochodzenia nowych funkcjonalnych organów? W końcu, kto wie o oczywistym i tragicznym związku między darwinizmem biologicznym a darwinizmem społecznym, który doprowadził do robotniczych niedoli i obozów śmierci dziewiętnastego i dwudziestego wieku?

Ojciec Chaberek oddał znaczącą przysługę Kościołowi, odpowiadając na pytania postawione w niniejszej książce. Efektem jest publikacja, która prowadzi czytelnika ku ekscytującym poszukiwaniom w obrębie wymienionych zagadnień, a także wielu innych dotyczących relacji stworzenia i ewolucji. Nie jest to jednak gniewna diatryba wymierzona przeciwko współczesnym trendom w myśli katolickiej, lecz raczej wezwanie do odnowy całego myślenia o nauce o stworzeniu. Zbyt często zarówno niewierzący, jak i katoliccy komentatorzy debaty ewolucja-stworzenie przedstawiają ją jako konflikt między bezmyślnymi fundamentalistami biblijnymi po jednej stronie (którzy na mocy wiary uznają, że świat został stworzony w sześciu 24-godzinnych odcinkach około 6–10 tys. lat temu, jak zdaje się tego wymagać ściśle literalna interpretacja Księgi Rodzaju) a odważnymi naukowcami i teologami z drugiej, którzy rzekomo wypracowali wspaniałą syntezę między dalece figuratywną i fikcyjną interpretacją Księgi Rodzaju a królującym paradygmatem neodarwinistycznym (w którym zawiera się także 13,5 mld lat historii świata i 4,5 mld lat Ziemi).

Jak pokazuje ojciec Chaberek, odnowa katolickiej nauki o stworzeniu nie może opierać się na żadnym z tych dwóch uproszczonych rozwiązań. Prawdziwa synteza między wiarą a nauką zakłada wierność zarówno oczywistemu i dosłownemu zamysłowi Księgi Rodzaju, jak i właściwemu rozumieniu hebrajskich terminów, które zostały użyte w świętym tekście. Jednocześnie taka synteza zakłada, że wprowadzamy ostrożne dystynkcje między pewnymi i potwierdzonymi odkryciami nauk przyrodniczych dotyczącymi wieku świata i ziemi a wielce spekulatywnymi i nieraz wręcz nielogicznymi hipotezami ewolucyjnymi promowanymi przez wielu współczesnych biologów.

Ojciec Chaberek dowodzi także, że badacze katoliccy powinni z szacunkiem wsłuchiwać się w pytania stawiane w ramach nowego „Ruchu Inteligentnego Projektu” w nauce. Zachęca nas, abyśmy nie dali się zwieść zbiorowej histerii apologetów ewolucji, którzy rutynowo stawiają tezę, że teoria IP stanowi jedynie taktykę fundamentalistycznych kreacjonistów mającą służyć wprowadzeniu ich idei na lekcje biologii. W rzeczywistości, Ruch Inteligentnego Projektu wprowadził do dyskusji naukowej nowe ważne koncepcje, takie jak „nieredukowalna złożoność” i rozwinął metody, za pomocą których możemy znaleźć ślady inteligentnego działania w przyrodzie. Tego typu świeże idee umożliwiają nam obecnie przełamanie sztucznego impasu pomiędzy fundamentalizmem i ewolucjonizmem i sięgnięcie po nową syntezę, która uwzględnia zarówno Pismo Święte jak i odkrycia naukowe.

W rzeczy samej, czytelnik wkrótce odkryje, że ojciec Chaberek nie jest upraszczającym fundamentalistą; jest on, jak mówimy w północnej Ameryce – „progresywnym kreacjonistą”. Po obu stronach Atlantyku jego sprzymierzeńcy broniący tego poglądu są coraz wyraźniej słyszani.

Progresywny kreacjonizm, w różnych postaciach, istniał od wieków, choć w ostatnich latach został bardziej szczegółowo opracowany przez chrześcijańskich badaczy ewangelikalnych, takich jak Robert Newman i Hugh Ross. Podstawowa reguła rządząca tym poglądem mówi, że w naszej odpowiedzi na pytania o początki i rozwój życia musimy uwzględnić wszystkie istotne dane płynące zarówno z nauk przyrodniczych, jak i objawienia biblijnego. Kiedy przyjmiemy to stanowisko, odkrywamy, że historia stworzenia z Księgi Rodzaju jest czymś zdecydowanie więcej niż mitem. Jest unikalna pośród starożytnych opowiadań o stworzeniu, gdyż w swej strukturze zgadza się wyjątkowo dobrze z naukami przyrodniczymi.

Według progresywnego kreacjonizmu, Bóg działał bezpośrednio i wielokrotnie w historii naturalnej, aby podnieść porządek natury. Innymi słowy, Bóg działał po to, by wytworzyć nowe stany rzeczy i ukształtować nowe stworzenia, których przyroda, zostawiona własnym procesom i prawom, nigdy nie byłaby w stanie wytworzyć. Krok po kroku Bóg nakładał nowe „warstwy” na swoje stworzenie, w szczególności na naszą planetę, zawierające nowe cechy i nowe formy życia. W ten sposób Ziemia stała się teatrem, w którym istoty ludzkie mogą żyć, rozwijać się i dochodzić do poznania i służby Bogu. W niektórych przypadkach bezpośrednie akty Boga w historii naturalnej mogły wytworzyć nowe rzeczy z niczego (creatio ex nihilo); w innych przypadkach Bóg mógł po prostu przekształcać świat lub prowadzić jego stopniowy rozwój. W każdym razie, Bóg nie tylko nakręcił naturalne mechanizmy świata na początku, a następnie obserwował, jak same działają od tamtego momentu. Przeciwnie, działał bezpośrednio w swoim stworzeniu poprzez zapoczątkowywanie rzeczy. Wskazuje na to wyraźnie nie tylko Księga Rodzaju, lecz także dane naukowe, które są zaskakująco zgodne z tą wizją.

Większość progresywnych kreacjonistów można by nazywać również „kreacjonistami starej Ziemi”, w tym sensie, że dowody naukowe mocno wskazują, ponad wszelką wątpliwość, że Boże „układanie warstw” świata musiało trwać setki milionów lat lub więcej. Wielu progresywnych kreacjonistów interpretuje opis stworzenia z Księgi Rodzaju (Rdz. 1) zgodnie z którąś wersją teorii „dzień-epoka” (Day-Age Theory). Według tej teorii „sześć dni” stworzenia wspomniane w Genesis miało być rozumiane jako sześć wieków lub epok, dziesiątki lub nawet setki milionów lat długich, a nie sześć 24-godzinnych odcinków czasu. W 1909 roku Papieska Komisja Biblijna udzieliła katolickim badaczom wyraźnego pozwolenia na interpretację dni stworzenia w ten sposób. Zgodnie z tą teorią, o powstaniu życia można myśleć jak o stwórczych i adaptacyjnych „platformach” lub „strukturach” złożonych z organizmów – trochę jak różne platformy oprogramowania w komputerze. Każda stworzona platforma ujawnia Boską chwałę na poszczególnych etapach historii naturalnej, a jednocześnie pomaga przygotować planetę na ostateczne zamieszkanie przez człowieka.

Wynika z tego, że progresywny kreacjonizm nie ma problemu, aby uznać, że gdy naturalne rodzaje żywych stworzeń zostały już raz stworzone przez Boga i nowe progi zostały przekroczone, owe stworzenia mogły podlegać procesowi naturalnej ewolucji w ramach określonych granic (to jest, w obrębie granic ewolucji naturalnych „rodzajów”, na które wskazuje zarówno Księga Rodzaju, jak i dowody naukowe, zwłaszcza zapis kopalny). Jest to czasami nazywane procesem „mikroewolucji”. Wszyscy progresywni kreacjoniści uznają, że neodarwinistyczna „makroewolucja” (w której mutacje genetyczne i naturalna selekcja rzekomo mają stanowić mechanizm ewolucyjnego powstania wszystkich żywych istot, od pierwszych prostych komórek w oceanach aż do homo sapiens) nie może nawet w znikomym stopniu wyjaśnić powstania większych grup istot żywych, ani progów, które musiały być przekroczone, aby je wytworzyć.

Podsumowując: Została otwarta nowa perspektywa w debacie ewolucja–stworzenie, perspektywa, która łączy przesłanki płynące z teorii inteligentnego projektu i progresywnego kreacjonizmu, odpowiedzialnych badań biblijnych oraz uważnego słuchania katolickiej tradycji. Ojciec Michał Chaberek w niniejszej książce stawia nas na nowej drodze. Ci, którzy przeczytają ją z otwartym umysłem, zostaną pouczeni, poczują wyzwanie i będą wdzięczni za jego prowadzenie.

Robert Stackpole, STD

dyrektor John Paul II Institute of Divine Mercy, dyrektor formacji w St. Therese Institute of Faith and Mission