Strażnicy Ga'Hoole. Rozbicie - Kathryn Lasky - ebook

Strażnicy Ga'Hoole. Rozbicie ebook

Kathryn Lasky

0,0
27,90 zł

lub
Opis

Wojna Czystych z sowami Wielkiego Drzewa Ga’Hoole trwa nadal. Eglantyna, pod wpływem sowy wysłanej przez Czystych, by przeniknąć szeregi Ga’Hoole, nieumyślnie zostaje szpiegiem Kludda. Jej dziwne zachowanie zaczyna przyciągać uwagę innych, a Soren i przyjaciele postanawiają dowiedzieć się, co jest nie tak z jego siostrą.

Kludd nadal usiłuje uzyskać kontrolę nad Wielkim Drzewem Ga’Hoole. Jednak cokolwiek się nie wydarzy, jego konflikt z Sorenem daleki jest od rozwiązania…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 142




Strona redakcyjna

???autor??? ???tytuł??? Tytuł oryginału *** ISBN ??? Wydanie 1 Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 [email protected] Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Mapy

Bohaterowie tomu piątego cyklu

Drużyna:

SOREN: płomykówka, Tyto alba, z Leśnego Królestwa Tyto; uciekł z Akademii dla Osieroconych Sów imienia św. Ajgoliusza; szkoli się na Strażnika w Wielkim Drzewie Ga’Hoole

GYLFIE: kaktusówka, Micranthene whitneyi, z pustynnego Królestwa Kuneer, uciekła z Akademii dla Osieroconych Sów imienia św. Ajgoliusza; najlepsza przyjaciółka Sorena; szkoli się na Strażniczkę w Wielkim Drzewie Ga’Hoole

ZMIERZCH: puszczyk mszarny, Strix nebulosa, wolny lotnik, osierocony kilka godzin po wykluciu; szkoli się na Strażnika w Wielkim Drzewie Ga’Hoole

KOPEK: pójdźka ziemna, Speotyto cunicularius, z pustynnego Królestwa Kuneer; zagubiony na pustyni po ataku, w którym jego brat został zabity przez sowy ze św. Ajgoliusza; szkoli się na Strażnika w Wielkim Drzewie Ga’Hoole

Przywódcy Wielkiego Drzewa Ga’Hoole:

BORON: puchacz śnieżny, Nyctea scandiaca, król Hoole

BARRAN: puchacz śnieżny, Nyctea scandiaca, królowa Hoole

EZYLRYB: syczoń plamisty, Megascops trichopsis, mądry ryb interpretacji pogody i górnictwa w Wielkim Drzewie Ga’Hoole; mentor Sorena (znany również jako Lyz z Kielu)

STRIX STRUMA: puszczyk plamisty, Strix occidentalis, nobliwa nauczycielka nawigacji w Wielkim Drzewie Ga’Hoole; zabita podczas oblężenia przez Czystych

FAŁDA: pójdźka ziemna, Speotyto cunicularius, ryb wiedzy o drzewie Ga’Hoole; zdradziła drzewo podczas oblężenia przez Czystych

SYLWANA: pójdźka ziemna, Speotyto cunicularius, młoda nauczycielka w Wielkim Drzewie Ga’Hoole; stoi na czele brygady tropiącej

Pozostali w Wielkim Drzewie Ga’Hoole:

OTULISSA: puszczyk plamisty, Strix occidentalis, uczennica w Wielkim Drzewie Ga’Hoole, szczycąca się znakomitym rodowodem

MARCIN: włochatka mała, Aegolius acadicus, razem z Sorenem należy do brygady Ezylryba

RÓŻA: uszatka błotna, Asio flammeus, razem z Sorenem należy do brygady Ezylryba

EGLANTYNA: płomykówka, Tyto alba, młodsza siostra Sorena

PIERWIOSNEK: sóweczka dwuplamista, Glaucidium gnoma, najlepsza przyjaciółka Eglantyny

MADAM BRZDĘK: puchacz śnieżny, Nyctea scandiaca, elegancka śpiewaczka w Wielkim Drzewie Ga’Hoole

BUBO: puchacz wirginijski, Bubo virginianus, kowal w Wielkim Drzewie Ga’Hoole

PANI PYTON: ślepy wąż, kiedyś służąca rodziny Sorena; teraz członkini gildii harfistek w Wielkim Drzewie Ga’Hoole

OKTAWIA: wąż kieliański; służąca Madam Brzdęk i Ezylryba

IMBIRKA: płomykówka, Tyto alba, dawniej członkini Czystych; zmieniła swoje postępowanie, a teraz dzieli z Eglantyną dziuplę w Wielkim Drzewie Ga’Hoole

Czyści:

KLUDD: płomykówka, Tyto alba, starszy brat Sorena i Eglantyny; przywódca Czystych (znany również jako Metalowy Dziób i Wysoki Tyto)

NYRA: płomykówka, Tyto alba, partnerka Kludda

STRYKER: płomykówka, Tyto alba, porucznik Czystej Gwardii

UGLAMOR: płomykówka, Tyto alba, podporucznik Czystej Gwardii

Przywódcy Akademii dla Osieroconych Sów imienia św. Ajgoliusza:

SKENCZ: puchacz wirginijski, Bubo virginianus, generał akademii

SPOORN: syczek zachodni, Otus kennicottii, pierwszy porucznik Skencz

Pozostali:

SZYMON: ketupa bosonoga, Ketupa (Bubo) zeylonensis, pielgrzym zakonu braci glauksjańskich z Królestw Północnych

KOWAL-WŁÓCZĘGA ZE SREBRNEGO CAŁUNU: puchacz śnieżny, Nyctea scandiaca, kowal niezwiązany z żadnym królestwem, siostra Madam Brzdęk

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Prolog

Było tak samo. To była jej pierwsza myśl.

Wygląda zupełnie jak stara jodła, ta, w której wykluliśmy się ja i Soren. Nawet kształt wejścia do dziupli, w której mama i tata urządzili gniazdo, przypominający przechylone O. Czy to nie jest dokładnie ten sam kształt?

Eglantyna wiedziała, że śni, ale wszystko wydawało się tak prawdziwe. Jak żaden ze snów, które do tej pory śniła. Był tak cudowny, że nie chciała, by się kończył. Zastanawiała się, czy jeśli podleci trochę bliżej i zajrzy do środka, wnętrze dziupli będzie wyglądało tak samo? Czy jej rodzice będą w środku? Minęła cała wieczność, od kiedy widziała ich ostatnio. Soren powiedział, że nie żyją. Widział ich mary, czyli duchy zmarłych sów. Czuła się okropnie, gdy Soren jej to mówił. Eglantyna zaczęła wiercić się w legowisku, gdy rozmowa z bratem zaczęła przeplatać się z jej snem.

— Widziałeś ich mary? To znaczy, że oni nie żyją, tak?

— To prawda, Eglantyno, i nic już nie możemy z tym zrobić.

A potem Zmierzch dołożył swoje przerażające podsumowanie:

— Nie żyją, czyli że są martwi.

„Nie żyją, czyli że są martwi”. Te słowa krążyły wokół niej jak czarne wrony szykujące się do napaści.

— To nie znaczy, że są martwi! — krzyczała we śnie. — Nie znaczy, że są martwi!

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Rozdział pierwszy

Przyjaciel w potrzebie?

— Obudź się, Eglantyno! Obudź się! — Pierwiosnek, która mieszkała w dziupli z Eglantyną, potrząsała nią energicznie. — To tylko zły sen.

— Dajże jej spać, na Glauksa — powiedziała Imbirka, ich nowa współlokatorka. Imbirka była płomykówką i należała do sił atakujących podczas straszliwego oblężenia zeszłej zimy. Została ranna, ale gdy dochodziła do zdrowia, zdecydowała, że ma już dość Czystych i zdecydowanie bardziej podoba jej się życie w Wielkim Drzewie Ga’Hoole. Oczywiście nie została jeszcze przyjęta na szkolenie, które odbywają przyszli strażnicy. To wymagało czasu. Jednak Eglantyna wzięła ją pod swoje skrzydła i stała się dla niej kimś w rodzaju starszej siostry, podczas gdy Imbirka dochodziła do siebie. W tym czasie stały się sobie bardzo bliskie. Ale najlepszą przyjaciółką Eglantyny pozostawała Pierwiosnek.

— Dać jej spać? — Pierwiosnek odwróciła głowę w stronę czerwonawej płomykówki. — Mam jej pozwolić śnić ten okropny sen?

Imbirka lekko westchnęła i odpowiedziała:

— Jest zmęczona. Potrzebuje snu, niezależnie, czy złego, czy dobrego.

Nagle oczy Eglantyny otworzyły się.

— Dlaczego, na Glauksa, tak mną potrząsasz? Miałam wspaniały sen!

— Wspaniały sen? — Czy ona postradała rozum? — pomyślała Pierwiosnek. — Krzyczałaś bez opamiętania o tym, że ktoś nie jest martwy, Eglantyno.

Płomykówka zamrugała.

— Nieprawda — odpowiedziała przekornie Eglantyna. — Miałam piękny sen o starej dziupli w jodle, w królestwie Tyto, w której ja i Soren mieszkaliśmy z rodzicami. Właśnie miałam do niej wlecieć. Miało stać się coś wspaniałego, a ty przyszłaś i zaczęłaś mną potrząsać. — Spojrzała oskarżycielsko na Pierwiosnka. Imbirka udawała, że nie zwraca na nie uwagi, i zaczęła nucić sowią przyśpiewkę, której nauczyła ją Eglantyna.

Tym razem to Pierwiosnek zamrugała. Jej przyjaciółka wydawała się jakaś inna. To trwa już od jakiegoś czasu — pomyślała Pierwiosnek. Czy to tylko moja wyobraźnia? Tak, na pewno tylko mi się wydaje. A co, jeśli ona nie chce już być moją przyjaciółką?

Pierwiosnek chyba by tego nie zniosła. Musiała przestać tak myśleć. Ona i Eglantyna były najlepszymi przyjaciółkami. Od samego początku, od dnia, w którym Eglantyna została uratowana. W dodatku ona sama była członkinią misji ratowniczej, podczas której ją odnaleziono.

Tak jak większość młodych sów w Wielkim Drzewie Ga’Hoole, Pierwiosnek również została uratowana przez strażników. Straciła wszystko w niszczycielskim pożarze, który przeszedł przez las w Srebrnym Całunie, w którym mieszkała. W kilka minut jej dziupla, jej ojczyzna, rodzice, a nawet jaja jej przyszłych braci i sióstr, zostały zniszczone. Ale od kiedy została uratowana, jej życie w Wielkim Drzewie Ga’Hoole było wspaniałe, przede wszystkim dlatego, że miała najlepszą przyjaciółkę. Nie miało znaczenia to, że sama była malutką sóweczką, a Eglantyna, płomykówka, w porównaniu do niej była olbrzymia. Miały ze sobą tak wiele wspólnego. Były do siebie tak bardzo podobne. Nie, nigdy nie znajdzie drugiej takiej przyjaciółki jak Eglantyna.

— Posłuchaj — powiedziała do przyjaciółki — przepraszam, że cię wybudziłam z miłego snu. Dla mnie wyglądało to jak koszmar. Nie mogłam znieść tego, że tak płakałaś.

— W porządku, Pierwiosnku, nie martw się. Wiem, że chciałaś dobrze — odpowiedziała łagodnie Eglantyna, po czym powtórzyła: — Nie martw się. Wracam do spania, by dokończyć mój piękny sen.

Ale Pierwiosnek naprawdę się martwiła.

Za kilka minut będzie Międzyczas, czyli te ułamki sekund pomiędzy ostatnią minutą dnia i pierwszą minutą wieczoru. To piękna pora, szczególnie teraz, w lecie. Niebo przybrało kolor jasnej lawendy tuż po tym, jak słońce zaczęło się z niego zsuwać. Gdzieniegdzie widać było pasma różu, a delikatne światło padało na każdy liść i źdźbło trawy, jeszcze bardziej upiększając wszystko wokół. Pierwiosnek siedziała na gałęzi tuż przed swoją dziuplą i podziwiała subtelne zmiany zachodzące na Wyspie Hoole pod wpływem światła. Zeszłej zimy byli tak blisko utracenia tego wszystkiego przez te okropne sowy zwane Czystymi, dowodzone przez Kludda, brata Eglantyny i Sorena.

Życie jest takie kruche — myślała Pierwiosnek. Wszystko jest kruche, nawet przyjaźń. Po raz kolejny poczuła drżenie głęboko w mielcu, czyli tam, gdzie sowy odczuwały najintensywniejsze uczucia.

Zdała sobie jednak sprawę, że nie może się tak nad tym roztkliwiać. Obudziła się, a wkrótce wstanie reszta mieszkańców drzewa. Być może powinna pójść do biblioteki. Było lato, więc brygady miały mniej zajęć, dzięki czemu mogła poczytać dla rozrywki — na przykład jakąś książkę z żartami lub zagadkami. Nie musiała zagłębiać się w nic poważnego, jak techniki górnicze, interpretacja pogody, na której sowy Wielkiego Drzewa powinny się znać, ani rozpoznawanie szlaków czy ziemna i podniebna nawigacja, co jako członkini brygady ratowniczej również musiała dogłębnie poznać. Nie, nie dzisiaj.

Dziś znajdzie sobie jakąś dobrą książkę z żartami, przy której będzie śmiała się tak głośno, jak tylko zapragnie, ponieważ o tak wczesnej porze biblioteka będzie pusta.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki