Wydawca: Świat Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek ebook

Annie Barrows   Mary Ann Shaffer  

4.3921568627451 (51)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 299 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek - Mary Ann Shaffer, Annie Barrows

Niezwykła historia o ludzkich uczuciach i książkach, które pomagają znieść rzeczy niemożliwe do zniesienia.

Jest rok 1946. Juliet, młoda pisarka, objeżdża zniszczoną Anglię, promując swą książkę i szukając tematu do następnej. Przypadkiem dowiaduje się o małej wyspie Guernsey, na której istnieje dziwne Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Powołali je podczas wojny rolnicy i gospodynie, by uratować kilka osób przed aresztowaniem. Ale jak się ma literatura do placka z obierek? Zaciekawiona Juliet odwiedza Guernsey. Urzeczona przyrodą, ciszą a przede wszystkim serdecznością ludzi, postanawia osiąść na wyspie. Znajduje tu nie tylko kopalnię tematów, ale także miłość.

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz trafiłam na powieść tak mądrą i uroczą, przedstawiającą świat tak żywo i barwnie – aż zapominałam chwilami, iż jest to fikcja literacka. Wspaniale nakreślone postacie szybko stają się czytelnikowi bliskie jak dobrzy znajomi. Gorąco polecam tę książkę – lektura będzie naprawdę wielką frajdą.

Elizabeth Gilbert, autorka „Jedz, módl się, kochaj”

Musielibyście mieć serce z kamienia, żeby nie ulec czarowi tej powieści.

“Daily Mail Books of the Year”

Tradycyjna, ale nie staroświecka; romantyczna, ale nie naiwna.

„San Francisco Chronicle”

Urokliwa, pomysłowa, wyrazista, wzruszająca.

„Publishers Weekly”

Mary Ann Shaffer pracowała jako redaktorka, bibliotekarka oraz w księgarni. „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek” to jej pierwsza powieść. Jej siostrzenica, Annie Barrows, napisała kilka książek dla dzieci, m.in. „Magiczną połówkę”.

Opinie o ebooku Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek - Mary Ann Shaffer, Annie Barrows

Fragment ebooka Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek - Mary Ann Shaffer, Annie Barrows

Tytuł oryginału THE GUERNSEY LITERARY AND POTATO PEEL PIE SOCIETY

WydawcaAgnieszka Koszałka

Redaktor prowadzącyElżbieta Kobusińska

RedakcjaBarbara Waglewska

KorektaGrażyna Henel Marianna Filipkowska

Copyright © 2008 by The Trust Estate of Mary Ann Shaffer & Annie Barrows All rights reserved Copyright © for the Polish translation by Joanna Puchalska 2016

Świat Książki Warszawa 2016

Świat Książki Sp. z o.o. 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2

Księgarnia internetowa: swiatksiazki.pl

ŁamanieJoanna Duchnowska

Dystrybucja Firma Księgarska Olesiejuk Sp. z o.o., Sp. j. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: hurt@olesiejuk.pl, tel. 22 733 50 10 www.olesiejuk.pl

Z wyrazami miłości dedykuję mojej Mamie, Ednie Fiery Morgan, oraz Drogiej Przyjaciółce, Julii Poppy

M.A.S.

8 stycznia 1946

Pan Sidney Stark,

Stephens & Stark

21 St. James’s Place

Londyn S.W.1

Anglia

Drogi Sidneyu!

Susan Scott jest genialna. Sprzedaliśmy ponad czterdzieści egzemplarzy, co mnie nad wyraz cieszy, ale jeszcze bardziej ekscytowałam się jedzeniem. Susan postarała się o kartki na cukier i prawdziwe jajka, dzięki czemu mieliśmy bezy. Jeśli wszystkie promocyjne poczęstunki będą takie, to z wielką ochotą wyruszę w podróż z książką po kraju. Może hojna premia zachęciłaby Susan do zdobycia masła? Sprawdźmy; pieniądze na ten cel możesz wziąć z moich tantiem.

A teraz gorsze wiadomości. Pytasz, jak idzie praca nad nową książką. Mój kochany, w ogóle nie idzie. Z początku Nasze przywary dobrze się zapowiadały. W końcu można pisać epopeje o narodowym skarbie Anglików, jakim są króliczki. Gdzieś nawet wygrzebałam zdjęcie przedstawicieli Związku Zawodowego Tępicieli Szkodników maszerujących przez Oxford Street z transparentem: „Precz z Beatrix Potter!”. Ale jak to dowcipnie skomentować? W tym właśnie tkwi szkopuł.

Nie będę więcej o tym pisać – straciłam serce do tej książki. Choć Izzy Bickerstaff była i pozostaje nadal droga memu sercu, dość mam pisania pod tym nazwiskiem. Nie chcę być całe życie kojarzona z satyrą. Co innego w czasie wojny, gdy rozśmieszanie czytelników – choćby takie ciut-ciut – mogło poprawić morale. Ale już dość. Nie mogę się wiecznie ze wszystkiego natrząsać, a Bóg mi świadkiem, inaczej ciężko jest wymyślić coś zabawnego.

Cieszę się, że Stephens & Stark zarabia na Izzy Bickerstaffwyrusza na wojnę. Uspokaja to nieco moje wyrzuty sumienia z powodu niepowodzenia biografii Anne Brontë.

Dzięki za wszystko i moc serdeczności

Juliet

PS. Czytam listy zebrane pani Montagu. Czy wiesz, co ta nieszczęsna napisała do Jane Carlyle? „Moja droga Jane, każdy rodzi się z jakimś powołaniem. Twoim jest pisanie miłych liścików”. Mam nadzieję, że Jane potraktowała ją odpowiednio[1].

Sidney do Juliet

10 stycznia 1946

Panna Juliet Ashton

23 Glebe Place

Chelsea

Londyn S.W. 3

Kochana Juliet!

Moje gratulacje! Susan twierdzi, że rzuciłaś publiczność na kolana, więc nie przejmuj się przyszłotygodniowym wyjazdem, bo z pewnością odniesiesz kolejny sukces i owiniesz sobie słuchaczy wokół małego paluszka. Co do tego nie mam wątpliwości, odkąd osiemnaście lat temu byłem świadkiem Twego elektryzującego wystąpienia na temat „Pieśni pastuszka w Dolinie Upokorzenia”[2]. Dobra rada: kiedy skończysz, nie rzucaj książką w publiczność.

Susan aż się pali, żeby się przejechać z Tobą po księgarniach od Bath do Yorkshire. Sophie oczywiście agituje, aby trasa objęła też Szkocję. Jak na starszego brata przystało, odpowiedziałem, że „jeszcze się zobaczy”. Wiem, że bardzo do Ciebie tęskni, ale Stephens & Stark nie może sobie pozwolić na słabość.

Właśnie otrzymałem z Londynu i z terenu wyniki sprzedaży Izzy – są znakomite. Gratulacje raz jeszcze!

Nie przejmuj się Naszymi przywarami. Lepiej, że Twój entuzjazm wygasł teraz niż po pół roku pisania o króliczkach. Nie przeczę, że widoki na zyski były dość atrakcyjne, ale zgadzam się, że temat niedługo umrze śmiercią naturalną. Na pewno wpadniesz na inny, niewątpliwie świetny pomysł.

Może kolacyjka przed Twoim wyjazdem? Powiedz tylko, kiedy.

Ściskam

Sidney

PS. Piszesz miłe liściki.

Juliet do Sidneya

11 stycznia 1946

Drogi Sidneyu!

Kolacyjka – doskonale. Może gdzieś nad Tamizą? Marzą mi się ostrygi, szampan i pieczona wołowina, ale kurczak też wystarczy. Bardzo, bardzo się cieszę, że Izzy dobrze się sprzedaje. Czy aż tak dobrze, że nie muszę się pakować i opuszczać Londynu?

Ponieważ dzięki S & S stałam się dość znaną pisarką, ja stawiam kolację.

Serdeczności

Juliet

PS. Nie rzuciłam „Pieśnią pastuszka w Dolinie Upokorzenia” w publiczność, tylko w nauczycielkę dykcji. Chciałam, by książka upadła u jej stóp, i nie wcelowałam.

Juliet do Sophie Strachan

12 stycznia 1946

Pani Alexandrowa Strachan

Feochan Farm niedaleko Oban

Argyll

Kochana Sophie!

Strasznie bym się chciała z Tobą zobaczyć, ale jestem ubezwłasnowolniona. Sidney zarządził wyjazd do Bath, Colchester, Leeds i kilku innych miast, których nazwy nawet trudno spamiętać. Nie mogę zwiać do Szkocji, bo potem marszczyłby groźnie brwi i fuczał na mnie. Sama wiesz, jakie to niemiłe, gdy Sidney burczy na człowieka.

Z wielką chęcią wymknęłabym się cichcem na Twoją farmę i pozwoliła, byś mnie trochę podtuczyła. Mogłabym wylegiwać się na kanapie, prawda? Tylko czy Alexander nie wyraziłby sprzeciwu, że okupuję jego własność? Mówiłaś, że jest wyrozumiały, ale wszystko ma swoje granice.

Nie wiem, dlaczego wpadam w melancholię, zamiast się cieszyć perspektywą czytania Izzy przed zasłuchaną publicznością. Wiesz, jak uwielbiam mówić o książkach, a potem zbierać komplementy. Powinnam być w siódmym niebie, a tymczasem jest mi smutno – gorzej niż w czasie wojny. Zresztą ona nadal na wszystkim wyciska swoje piętno: na ulicach, budynkach i ludziach. Zwłaszcza na ludziach.

Wczoraj byłam na wyjątkowo męczącej kolacji. Jedzenie fatalne, ale w dzisiejszych czasach to nic niezwykłego. Bardziej drażnili mnie goście – tego rodzaju ludzie, którzy każdemu odebraliby chęć do życia. Rozmowy toczyły się głównie o nalotach i głodzie. Pamiętasz Sarę Morecroft? Jest teraz chuda i zabiedzona i usta maluje na wściekłą czerwień. A taka była kiedyś ładna. Jeśli mnie pamięć nie myli, szalała za młodzieńcem jeżdżącym konno, tym, który potem poszedł do Cambridge. O nim nie było ani słowa. Wyszła za mąż za szarego doktorka; cmoka językiem o podniebienie, zanim coś powie. Choć w porównaniu z moim towarzyszem przy stole mógłby być amantem z burzliwego romansu. Otóż trafił mi się stary kawaler – co w jego przypadku specjalnie nie dziwi. Mój Boże, ależ się zrobiłam złośliwa!

Sophie, słowo daję, coś ze mną nie jest w porządku. Każdy nowo poznany mężczyzna wydaje mi się beznadziejny. Może powinnam obniżyć wymagania – nie aż tak, aby dać szansę lekarzom cmokającym językiem o podniebienie, ale chociaż trochę. Trudno zwalić winę na wojnę, bo nigdy mi nie szło dobrze z mężczyznami. Pamiętasz?

Sądzę, że jedyną moją prawdziwą miłością był palacz z naszej szkoły. Wprawdzie nie zamieniłam z nim ani słowa, ale dzięki temu uniknęłam rozczarowania. A jakie miał piękne czarne włosy! Potem, jak zapewne pamiętasz, przez rok na tapecie byli poeci. Sidney dość kwaśno się o nich wyraża, choć przecież sam mi ich przedstawiał. I wreszcie biedny Adrian. Chyba nie muszę tu recytować całej smutnej listy. Sophie, co się ze mną dzieje? Czy jestem jakaś dziwna? Nie chcę wyjść za mąż tylko dlatego, żeby być zamężną. Trudno o większą samotność niż życie z kimś, z kim nie można pogadać albo, co gorsza, nie można pomilczeć.

Okropnie się zrobiłam marudna, więc raczej powinnaś się cieszyć, że nie przyjadę do Szkocji. Chociaż nic nie wiadomo – swój los złożyłam w ręce Sidneya.

Ucałuj ode mnie Dominica i powiedz mu, że widziałam szczura wielkości teriera.

Pozdrowienia dla Alexandra i ucałowania dla Ciebie

Juliet

Dawsey Adams do Juliet

12 stycznia 1946

Panna Juliet Ashton

81 Oakley Street

Chelsea

Londyn S.W. 3

Szanowna Panno Ashton!

Nazywam się Dawsey Adams i mieszkam na farmie na wyspie Guernsey. Piszę ten list, bo mam książkę, która kiedyś do Pani należała – Eseje wybrane Eliasza Charlesa Lamba. Wewnątrz okładki znalazłem Pani nazwisko i adres.

Od razu się przyznam, o co chodzi. Otóż uwielbiam Lamba, a ponieważ z tytułu wynika, że jest to tylko wybór esejów, może więc wydano ich więcej. Bardzo chciałbym przeczytać wszystkie, a na Guernsey, choć Niemców już nie ma, księgarnia wciąż jest zamknięta.

W związku z tym pozwalam sobie prosić Panią o uprzejmość. Czy byłaby Pani tak dobra i podała mi adres jakiejś londyńskiej księgarni, w której mógłbym zamówić wysyłkę pocztą innych książek Charlesa Lamba? Ciekaw też jestem, czy ktoś napisał jego biografię. Jeśli tak, to może ją również mógłbym dostać tą samą drogą.

To wspaniały pisarz, choć życie nie szczędziło mu cierpień. Pomógł mi przetrwać okupację, podoba mi się zwłaszcza to, co napisał o pieczonym prosiaku[3]. Nasze Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek powstało właśnie z powodu pieczonego prosiaka, trzymanego w tajemnicy przed Niemcami. Dlatego Charles Lamb jest tak bliski memu sercu.

Przepraszam, że ośmielam się z tym zwracać do Pani, ale nie darowałbym sobie, gdybym stracił okazję dowiedzenia się o nim czegoś więcej. Jestem wielkim wielbicielem jego twórczości.

Mam nadzieję, że nie sprawię Pani zbytniego kłopotu

Dawsey Adams

PS. Moja znajoma, pani Maugery, kupiła broszurkę, która również kiedyś należała do Pani; nosi tytuł Czy był krzak gorejący? W obronie Mojżesza i Dziesięciu Przykazań. Bardzo się jej spodobała Pani uwaga na marginesie: „Słowo Boże czy umiejętność panowania nad tłumem???”. Odpowiedziała Pani sobie na to pytanie?

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

1 Jane Welsh Carlyle (1801–1866), pisarka, żona Thomasa Carlyle’a, zasłynęła głównie z obfitej i ciekawej korespondencji. Anna Dorothea Montagu (1773–1856) była znajomą państwa Carlyle. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

2 Poemat Johna Bunyana (1628–1688), pisarza chrześcijańskiego i kaznodziei protestanckiego.

3 Charles Lamb (1775–1834), pisarz i poeta, znany głównie jako eseista (Essays of Elia, Last Essays of Elia) i współautor książki dla dzieci przystępnie przedstawiającej wybrane utwory Szekspira. Jeden z jego esejów nosi tytuł A Dissertation Upon Roast Pig.

Część druga

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Notatki detektywistyczne Isoli Pribby

ŚCIŚLE PRYWATNE: Nie czytać, nawet po mojej śmierci

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Podziękowania

Pierwsze ziarno zostało zasiane przypadkiem, gdy pojechałam do Anglii zbierać materiały do innej książki i tam dowiedziałam się o niemieckiej okupacji Wysp Normandzkich. Poleciałam wtedy na Guernsey, której piękno i historia mnie zafascynowały. Dzięki tamtej wyprawie wiele lat później powstała niniejsza książka.

Niestety, książki nie wyskakują gotowe z głów swoich autorów. Ta wymagała długiego okresu zbierania materiałów i sporządzania notatek, a przede wszystkim cierpliwości i wsparcia ze strony mego męża Dicka Shaffera oraz moich córek Liz i Morgan, które zgodnie twierdzą, że nigdy nie wątpiły, iż skończę ją pisać. Wierząc w to głęboko, zaganiały mnie do komputera i zmuszały do pracy. Stojąc cały czas za moimi plecami, sprawiły, że książka zaistniała.

Prócz domowników pomagało mi także spore grono z zewnątrz. Pod wieloma względami niepoślednią rolę odegrały moje przyjaciółki i koleżanki po piórze Sara Loyster i Julia Poppy, które wymagały, przekonywały, chwaliły... i dokładnie przeczytały pierwsze pięć próbnych wersji. Bez ich udziału książka na pewno by nie powstała. Na wczesnym etapie bardzo się też liczyły entuzjazm i edytorskie doświadczenie Pat Arrigoni. Moja siostra Cynnie, zgodnie z naszą wieloletnią tradycją, skutecznie goniła mnie do pracy i w tym przypadku szczególnie zasłużyła na moje uznanie.

Wdzięczność winnam również Lisie Drew za przekazanie wydruku agentowi, a także Lizie Dawson, łączącej w sobie w niewyobrażalnym dotąd dla mnie stopniu zalety takie jak: uprzejmość, cierpliwość i prawdziwy profesjonalizm. Jej koleżanka Anna Olswanger poddała parę świetnych pomysłów. Dzięki nim efekt mojego działania znalazł się na biurku znakomitej Susan Kamil, redaktorki genialnej pod każdym względem. Serdecznie dziękuję Chandlerowi Crawfordowi, który zaniósł książkę do Bloomsbury Publishing w Anglii, a potem uczynił z niej zjawisko na skalę światową – mam tu na myśli jej wydanie w dziesięciu krajach.

Szczególnie gorące podziękowanie pragnę złożyć mojej siostrzenicy Annie. Gdy niespodziewane kłopoty ze zdrowiem uniemożliwiły mi dalszą pracę, wkroczyła do akcji i doprowadziła wydanie do szczęśliwego finału, odłożywszy realizację własnych planów. Wielkie to szczęście mieć w rodzinie taką pisarkę, gdyż bez niej moja książka nie zostałaby ukończona.

Mam nadzieję, że ukazane w niej postacie i ich losy przybliżą czytelnikom okupacyjne przeżycia mieszkańców Wysp Normandzkich i ich godną podziwu postawę. Chciałam też wyrazić w tej opowieści moje głębokie przekonanie, że umiłowanie sztuki – poezji, malarstwa, rzeźby, muzyki czy sztuki opowiadania – pozwala pokonać bariery, które człowiek narzuca sobie i innym.

Mary Ann Shaffer

Grudzień 2007

Z prawdziwą radością uczestniczyłam w nadaniu ostatecznej formy opowieściom cioci Mary Ann, przy wsparciu wspaniałej redaktorki Susan Kamil. Dzięki Susan książka stała się tym, czym być powinna, a dla mnie to zaszczyt, że mogłam pracować z tak doświadczoną osobą. Pozdrawiam również jej nieocenionego asystenta Noah Eakera.

Wdzięczna jestem także zespołowi Bloomsbury Publishing. Alexandra Pringle była wzorem cierpliwości i dobrego humoru, a ponadto źródłem informacji o tym, jak należy się zwracać do księcia. Szczególnie doceniam wkład Mary Morris, świetnie radzącej sobie z różnymi przeciwnościami, oraz Antonii Till, która sprawiła, że typowo angielskie postacie nabrały życia. Na Guernsey bardzo nam pomogły Lynne Ashton z Guernsey Museum and Art Gallery oraz Clare Ogier.

Na koniec szczególne podziękowanie pragnę wyrazić Lizie Dawson, dzięki której wszystko się udało.

Annie Barrows

Grudzień 2007