Opis

Start level 1, opowiada historię zwykłego człowieka, który nagle budzi się w innym świecie. Henry, początkowo wycofany ze społeczeństwa ma na celu jedynie przeżycie. Okazuje się, że nowy świat jest spełnieniem jego marzeń. Obowiązuje tam system gier, rozwijanie się poprzez zdobywanie doświadczenia. Cała książka opiera się na tzw. „boskiej grze”, według której kolejni bogowie przyzywają do tego świata setki ludzi, szukając tym samym wybrańca, który stanie się pionkiem w ich rozgrywce. Bohater, w miarę poznawania świata, w którym przyszło mu żyć, pojmuje, że sama boska gra nie jest taka prosta jak mu się początkowo wydawało.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 364

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


STARTlevel 1

Roland Janotta

„Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest możliwe...”

Copyright © by Roland JanottaWydawnictwo WasPos, 2018All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja i korektaEwa KaletaWydawnictwo WasPos

Projekt okładkiWydawnictwo WasPos

Skład i łamanieMarcin Łęczycki MUZO

Wydanie I

ISBN 978-83-66070-26-4

Wydawnictwo WasPosWarszawa, tel. 517-315-854,[email protected], www.waspos.p

Przeszło piętnaście lat nie czułem na twarzy tego powiewu. Letni podmuch niósł ze sobą ciepło i zapach zboża. Kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem piękne błękitne niebo. Liście wirowały nade mną przy każdym ruchu powietrza. Nie trwało to długo, ale siedziałem i cieszyłem się, czując pod palcami żywą trawę.

Naokoło tak samo jak ja, leżało wiele osób i powoli podnosiło się stając ponownie na własne nogi. Na ich twarzach malowały się rozmaite emocje: przerażenie, ciekawość, bezradność, a nawet radość. Byli to mężczyźni i kobiety – w różnym wieku oraz różnej narodowości. Ich stroje świadczyły o tym, co właśnie robili. Widziałem ludzi w garniturach, w strojach roboczych, a także młodzież w mundurkach szkolnych. Część z nich znałem. Zauważyłem, że każdy obecny zna praktycznie wszystkich ze swojego najbliższego otoczenia, a jego sąsiedzi znają kolejnych, których już niekoniecznie kojarzył ten pierwszy. Przypominało to hierarchię, a przynajmniej coś w stylu piramidy finansowej. Osoba na jej szczycie zna tych którzy są od razu poniżej, ponieważ sama je werbuje. Jednak kolejne osoby już niekoniecznie bo werbują je Ci następni, dla których ich miejsce jest dopiero początkiem tejże piramidy, lub inaczej nazywane drzewkiem.

Tylko o co tu chodzi? Jak mogłoby to być drzewko? – pomyślałem. – Drzewko jest systemem z książki, czymś, co męczę na studiach.

To uświadomiło mi, że nadal nic nie wiem. Pewnie inni wiedzieli jeszcze mniej, a przynajmniej nie mieli pojęcia, co tu zaszło. Jednakże, gdyby pomyśleć w miarę logicznie, można by dojść do wniosku, że to sen albo jakaś wizja. Wizja odpadała, bo nie pamiętałem, żebym w ostatnim roku zbliżał się do alkoholu, natomiast sen… No, to by się mogło zgadzać, tyle że ostatnim, co pamiętałem, był wieczorny prysznic. Teraz natomiast miałem znowu ubrania.

Istniała jeszcze opcja, że upadłem pod prysznicem, uderzyłem głową o kafelki i zginąłem na miejscu. Teoretycznie ta opcja jest możliwa, chociaż z drugiej strony czy po śmierci spotkałbym w jednym miejscu aż tyle ludzi? W takim razie, gdzie byliśmy?

− Patrzcie, Henio też tutaj jest! – usłyszałem za sobą głos w chwili, gdy zostałem pchnięty na ziemię.

− Chyba brakło im ludzi, skoro i ty jesteś wśród wybrańców – powiedział inny.

Wciąż miałem wrażenie, że inni, tak samo, jak ja, nie wiedzą, co się tutaj dzieje.

− Szkoda podeszew na takiego śmiecia – przemówił kolejny głos.

Wtedy też usłyszałem jakieś kobiety, jednak nie było mi dane się odwrócić.

Ktoś nadepnął z tyłu na moją głowę, stając mi jednocześnie na plecach. Delikwent, zupełnie nieskrępowany, wciąż jak gdyby nigdy nic, rozmawiał z przyjaciółmi.

− Dobra, chłopaki, wyczyśćcie sobie buty i idziemy. Ludzie ciągną za to wzgórze, więc może tam się czegoś dowiemy. – Kiedy to mówił, poczułem się lżej i zapragnąłem wstać.

− Leż! – Po tych słowach, wypowiedzianych o dziwo przez kobietę, otrzymałem kopniaka w brzuch, a potem kolejnego i jeszcze następnego. Nie to jednak było najdziwniejsze.

Tak. Miałem przed sobą swoich znajomych ze studiów. Wbrew własnym oczekiwaniom, w ogóle nie wpasowałem się w tamtejsze towarzystwo. Szybko stałem się popychadłem, a tak wyglądała moja codzienność.

Tak mocno, jak ich nienawidziłem, tak mocno się ich bałem. Nie wiedziałem ani gdzie jestem, ani co tu robili. Tym razem nawet się nie broniłem.

Kiedy kobieta wypłacała mi kolejne kopniaki, widziałem dziwne rzeczy. Przy większości uderzeń przede mną pojawiał się napis [-1 ], a czasem [-2 ]. Dodatkowo, gdzieś znacznie niżej zauważyłem pasek, który powoli się kurczył, znikał natomiast od razu po ostatnim kopniaku. Przez to wszystko czułem się zupełnie zdezorientowany. Pasek i wszelkie objawy przypominały mi gry, w które uciekałem, żeby odciąć się od przerażającego mnie świata. Ale to… to było przecież niemożliwe. Przecież to dalej życie, prawda?

Jeśli się nie myliłem, śniłem o tym, że jestem bohaterem gry, a ta stała się moim życiem. Nie wiem, jak, nie wiem, czemu, ale tak było. Tylko mentalność ludzi w ogóle się nie zmieniła.

Nie wiem, jak długo tak leżałem, ale nikt się nie pochylił i mi nie pomógł. Kiedy ból ustąpił, wstałem samodzielnie, by zobaczyć, że pojawili się też kolejni ludzie. Być może rzeczywistość, w której się znajdowałem, stanowiła coś w rodzaju miejsca wskrzeszenia.

Jako że wszyscy szli w stronę wzgórza majaczącego w oddali, ja również wstałem i powoli poszedłem w tamtą stronę. Sama droga okazała się prosta i przyjemna, jednak dosyć długa.

Gdy dotarłem na wzgórze, odnalazłem tam polankę. Przede mną rozciągał się długi blat, a za nim stali ludzie, którzy nie bardzo się od siebie różnili. Blat w pewnym sensie zastępował horyzont. Wielu rozmawiało z postaciami znajdującymi się za nim. Widziałem, że równie wielu się załamywało, a kobiety płakały. Byli też i tacy, którzy się cieszyli.

Dalej mocno skołowany, ruszyłem do tajemniczego, stojącego samotnie mężczyzny.

− Witaj, Henry – usłyszałem przyjemny głos, który skrywał w sobie coś niepokojącego. – Wiem o tobie wszystko.

− Jak to? – Do tego wszystkiego brakowało mi jedynie stalkera…

− Bo to ja dałem życie tobie i wszystkim wokoło.

− Dałeś życie? Nie rozumiem.

− Może zacznę od przedstawienia się. Tytułuję się jako Lord Gaia, ale „lorda” możesz pominąć. Jestem istotą poza waszym ludzkim mniemaniem i to ja was wszystkich stworzyłem, a teraz wezwałem do nowego świata.

− Gaia? Czy to nie była matka ziemia?

− Taka jest oficjalna wersja. To ja wszystko stworzyłem, dlatego teraz wybrałem was właśnie do tego.

− Czyli do czego?

− Wiem, że już zauważyłeś. Jesteś w świecie, gdzie życie przebiega jak gra. Ty sam uciekasz w gry, ale nie jesteś jedynym, którzy to lubią. Nowi ludzie ciągle przybywają.

− Po co nas tu ściągnąłeś?

− Czy to nie oczywiste? Dla zabawy.

Jeśli dla zabawy morduje tyle istnień, to co robi na prima aprilis?

− Jak stąd wrócić?

− Nie ma możliwości powrotu. Teraz jesteś tu na zawsze, chyba że zginiesz.

− Jak to „zginę”? A tamten punkt wskrzeszania?

− Mylisz się. Ta polanka to najlepsze miejsce do pomieszczenia kilku tysięcy ludzi, ale stąd droga jest prosta. Myślę, że wiesz, co cię czeka.

− Skąd mam to, do cholery, wiedzieć?

− A pomyśl, jak było w twoich grach? Po stworzeniu postaci?

− Wybór klasy i zdolności...

− Brawo.

− To nie może być prawda. Pewnie śnię. Nie ma możliwości, żeby to było prawdą.

− Pozwól, że ci to udowodnię. Masz na imię Henry. Studiujesz jakikolwiek kierunek, bo wiesz, że po studiach chcesz wieść mało znaczące, ciche życie, jesteś zresztą zbyt wielkim tchórzem, by osiągnąć więcej. Inni od zawsze regularnie cię biją i gnębią.

− To mogłeś wywnioskować już po tamtym incydencie…

− To nie wszystko. Wiem też, że jesteś dzieckiem z wpadki. Twoi rodzice nigdy cię nie kochali ani nie poświęcali ci zbyt wiele uwagi, a teraz praktycznie się ciebie wyrzekli. Gdyby nie twój starszy brat, reszta rodziny już nie raz wykończyłaby cię psychiczne. Chciałeś uciec i to zrobiłeś, ale ukrywasz się od tego czasu w swoim świecie.

− Dobra, przekonałeś mnie. Ale… ja chcę wrócić do prawdziwego świata!

− Może kiedyś ci się uda, ale na razie… dbaj o siebie.

Kiedy tylko usłyszałem jego śmiech, przede mną pojawił się oślepiający błysk. Przez moment nie widziałem absolutnie nic. Kolejny raz ocknąłem się między polami pełnymi zboża, na drodze prowadzącej do jakiegoś miasteczka. Dostrzegłem ludzi pracujących w polu, ale pozostałem nieruchomy. Brutalność tej rzeczywistości mnie przytłoczyła, ale nie było możliwości, żebym stał się ofiarą oszustwa. Ten mężczyzna wiedział wszystko o mnie, o mojej rodzinie. Wiedział też o moim strachu przed życiem, przed wszystkim naokoło. Strachu spowodowanym przez moją rodzinę.

Cokolwiek mówił, wszystko było prawdą, dlatego musiałem przetrwać za wszelką cenę. Musiałem przeżyć. Wiedziałem, że zrobię wszystko, żeby mi się udało. Miałem już nawet pewien pomysł, ale najpierw musiałem zdobyć jakiekolwiek informacje.

Więc byłem w innym świecie, stworzonym na wzór gry. Okazało się, że matka ziemia to tak naprawdę wredny ojciec . Wiedziałem, że jeśli tu zdechnę, to nawet nie mam co marzyć o powrocie. Życie po życiu obecnie też stało pod znakiem zapytania – tak dużym, że gdyby wisiał nade mną, sama jego kropka, w razie upadku, byłaby mnie w stanie wgnieść w ziemię.

Tak czy siak, postanowiłem iść do pobliskiego miasteczka. Okazało się ono typową dziurą zabitą deskami. Zauważyłem tam jednak wielu ludzi, którzy szli jak ja, przystawali albo dokądś biegli.

Podejrzewałem, że moje pytania wkrótce znajdą odpowiedź. Przed sobą widziałem las i góry, za plecami natomiast miałem pola. Takie położenie dawało pewne możliwości. Bliskie położenie lasu pozwala na polowania, zdobywanie różnych ziół i roślin. Natomiast otwarta przestrzeń daje swobodny dostęp to rolnictwa, a nawet przemysłu, chociaż najprawdopodobniej wybiegam za bardzo do przodu myśląc o przemyśle, ponieważ jedyne co to widziałem pola. Widnokręgu nie zajmowały kominy ani inne większe budynki więc odpowiedź była jasna.

− Witaj. Jesteś tu nowy, tak? – zwrócił się do mnie człowiek siedzący na ławce, w cieniu.

− Tak. – Pierwsza rozmowa najczęściej powinna dać pewne informacje o nowej lokalizacji…

− Widać. Na imię mi Rolf. Jestem stary i wiele przeżyłem, ale myślę, że mogę ci pomóc i objaśnić kilka spraw.

− Więc, na dobry początek, gdzie jesteśmy?

− Na ziemi, na jednym z dwudziestu kontynentów, w jednej z wielu wiosek dla początkujących, takich jak ty, tutaj niedaleko pasma górskiego.

− Czy śmierć tutaj jest rzeczywiście pewna?

− O, zdecydowanie! Wielu już poległo, mimo że to takie spokojne, małe miasteczko.

− Znasz Gaję, tak?

− Jak się domyśliłeś?

− W grach, w które grałem, zazwyczaj znajdowałem kogoś, kto dawał podstawy egzystowania w świecie. Uważam cię za takiego człowieka.

− Fakt. Jesteś dość bystry.

− Bez przesady, to było w sumie proste. Mam doświadczenie z grami, a to ty mnie zaczepiłeś.

− Po prostu czułem, że muszę to zrobić. To jedna z zasad tego świata.

− Kiepska sprawa, czyż nie?

− Cóż, tak, aczkolwiek po prostu siedzę i rozmawiam z nowymi. Dzięki temu powoli i spokojnie mija moja resztka życia, więc nie jest znowu tak źle.

− Kim on w ogóle jest?

− Gaia? Stwórcą wszystkiego, co istnieje, istniało lub już przestało istnieć. Zazwyczaj był mylnie rozpoznawany jako matka ziemia z racji tego, że to kobiety są matkami. Tak naprawdę to od niego wszystko się zaczęło. Co było przed nim, nie wiadomo. To on stwarzał religie, bogów, kataklizmy, miasta, światy, ludzi, zwierzęta. To on jest prawdziwym stwórcą.

− A co z wiarą i bogami? Zwłaszcza z bogami. Istnieją w ogóle?

− O taak. Istnieją i mają się dobrze, ale są inni niż tam, gdzie żyłeś dotychczas.

− Czy wiesz, co się stało z tamtym miejscem?

− Można powiedzieć, że jak wszystkie światy, tak i tamten jest w zamrożeniu.

− To co my tu robimy?

− Gaia się zdenerwował, bo żaden ze światów nie szanował jego darów. Właśnie dlatego postanowił zażartować sobie i stworzyć kolejny świat i kolejny sposób na życie.

− Świat na bazie gry?

− Tak. Co prawda podobne światy już istniały, ale ten jest pierwszym do tego stopnia zmienionym na wzór światów z gier, które znasz.

− Chwila, powiedziałeś: „światy”. Czy to znaczy, że są inne?

− A tak. Odwróć się w prawo.

Kiedy to zrobiłem, dosłownie mnie zatkało.

Właśnie szła grupa dziewczyn. Wszystkie miały ciemną karnację – jakby były bardzo mocno opalone. Widziałem ich nienaganne sylwetki, szczególnie miłe dla oka i białe włosy – rozpuszczone bądź splecione w warkocz.

− Przecież to...

− Tak, Henry. To są elfy.

− Ale… jak? Przecież to tylko z…

− Gier? Książek? Filmów? W gruncie rzeczy tak. Widzisz, co jakiś czas rodzili się ludzie z specjalnymi zdolnościami. Mogli spoglądać w inne wymiary, dlatego powstały opowiadania fantastyczne, a ludzie poznali kilka innych ras. Chodzi o demony, krasnoludy, i tym podobne. Spotkasz tutaj wszystkie te rasy , ale pozostawię ci odkrywanie tego świata na później.

− Czy istnieje możliwość zmiany wyglądu?

− Istnieje, ale nie podejrzewam, byś spotkał jeszcze kiedyś swoich byłych kolegów. Nie będą cię więcej dręczyć, więc nie musisz koniecznie zmieniać wyglądu.

− Dobra, nie było pytania. Sam do tego dojdę...

− Wybacz, nie chciałem być niegrzeczny. Możliwości, z pomocą magii, zawsze są i zawsze można z nich do pewnego stopnia skorzystać, ale nie tutaj. W tym miasteczku masz poznać budowę świata, wybrać początkowe zdolności, klasy i wyruszyć w swoją podróż.

− Gdzie mogę zacząć?

− Przy fontannach na rynku stoją odpowiedni ludzie, którzy po zaakceptowaniu twojego wyboru sprawią, że ostatecznie będziesz taki, jak zechcesz.

− Co z innymi umiejętnościami poza tymi, które wybiorę?

− Umiejętności możesz stwarzać sam albo się w nich podszkolić. Możesz też zdobywać je w najróżniejszych miejscach, a nawet otrzymywać jako dary z niebios.

− Dość skomplikowane.

− Nie aż tak. Przywykniesz. Dla mnie to całe życie, dla ciebie wkrótce też. Dodatkowo dość szybko ogarniesz całą resztę. Wystarczy, że wymówisz w myślach jakąś komendę, a wtedy dopiero zobaczysz magię. A teraz idź i zawalcz o swoje przeznaczenie.

Po tych słowach po prostu przestał się odzywać i zasnął. Mówienie do niego , niewiele dawało, dlatego, chcąc nie chcąc, skierowałem się w stronę jednej z fontann. Zamierzałem wybrać zdolności w taki sposób, żeby mieć jak największe szanse na przetrwanie. Mimo wszystko, ciągle brakowało mi paru drobiazgów, przez co nie mogłem w pełni zrealizować swojego planu. Najbardziej ucierpiała na tym moja przyszła siła uderzenia, która nie osiągnęła zbyt imponującej wartości.

Pozostało wypróbować komendy. Kiedy rzuciłem bezgłośnie: „ekwipunek”, pojawiło się pole z napisem:

[Pusty ekwipunek]

Każdą z „pomyślanych”, a później pojawiających się komend, mogłem w całkiem prosty sposób schować (gra pozwalała na ukrywanie ich jak gdyby w kącie oka). Dzięki temu wiele z nich pomijałem i przechodziłem płynnie do kolejnych. Wypróbowałem więc między innymi „opcje” i „wyposażenie”, a na koniec zostało mi „sprawdzenie się” poprzez polecenie „status”. Po jego wydaniu zobaczyłem okienko:

[Skonfiguruj siebie, aby uzyskać pełny status]

Szybko pojąłem, że muszę dokończyć swoją konfigurację (o ile dało się to tak ująć). Nie wiedziałem, co dokładnie o tym myśleć, ale to w sumie miało sens. Często, zanim zacznie się grę, trzeba dokończyć personalizację postaci i ukończyć samouczek. To była dokładnie taka sama sytuacja. Rozumiałem, że muszę po prostu podążać dalej i w żadnym wypadku się nie cofać, by nie zmniejszać swoich szans na przeżycie..

Moim najważniejszym celem był wybór odpowiedniej funkcji podstawowej. To na niej miałem bazować i z jej pomocą budować powoli skuteczną strategię.

Kiedy szedłem w stronę fontann, widziałem wiele różnych ras ludzi i innych istot. Różnili się między sobą nie tylko strojem, ale i kolorem skóry. Co więcej, w oczy rzucały mi się też rozmaite nietypowe elementy: dwie pary rąk, wszelkiego rodzaju ogony, zęby, szpony, wydłużone kończyny, rogi czy większa ilość stawów łokciowych w ramionach. To, co tam widziałem, przechodziło moje oczekiwania – było jak z książki i gry zarazem. Widok uznałem za piękny, choć jednocześnie przerażający.

Znów natrafiłem na elfkę i, o dziwo, zrozumiałem, co mówi. Stwierdziłem więc, że prawdopodobnie mamy ujednolicone języki, co nierzadko okazuje się bardzo przydatne.

W końcu dotarłem do człowieka, który, jak wielu innych, czekał obok fontanny. Kiedy podszedłem, to on odezwał się pierwszy.

− Witaj, młodzieńcze. Skoro tu jesteś, to wiesz już, co się dzieje. Czas na wybór klasy i podstawowych zdolności. Życzę powodzenia – powiedział z niezwykłym spokojem.

Tak czy siak, moment później wokół siebie zobaczyłem wiele różnych okienek. Na początek miałem wybrać jedną z profesji jako główną i jako poboczną. Jak zdążyłem się zorientować, każda posiadała inną charakterystykę, a podejrzewałem, że później będę mógł wyuczyć się więcej, wykorzystując to, co już mam.

Czarodziej

Wiele lat nauki się opłaciło. Dzięki nim możesz używać magii czterech żywiołów już od najbardziej podstawowego poziomu, ale jeśli będziesz trenować z odpowiednim zaangażowaniem, z czasem twoje zaklęcia będą mogły niszczyć całe miasta. Właściwe kombinacje żywiołów pozwolą ci tworzyć nowe żywioły oraz ostatecznie używać magii na poziomie mistrzowskim, a nawet wyższym. Profesja „czarodziej” pozwala zadawać ogromne obrażenia przeciwnikom kosztem zmniejszonej wytrzymałości fizycznej.

Specjalizacja „czarodziej” umożliwi ci zmniejszenie kosztu wszelkich zaklęć oraz poprawi skuteczność wszystkich zaklęć. Dodatkowo zyskasz wyższe zdolności regeneracyjne i większą ilość PM przy jednoczesnym zmniejszeniu PZ. „Czarodziej” to dobra charakterystyka i szansa na ewolucję czarów i zdolności. Czarodzieje mogą używać lekkich pancerzy skórzanych, jednakże o wiele lepiej radzą sobie z ulepszanymi płaszczami i zwykłymi ubraniami, ponieważ nie osłabiają ich niskich zdolności fizycznych.

Świr

Psychopatyczna fascynacja walką pozwala ci stać się szybszym i silniejszym niż wielu innych wojowników. Jako świr możesz używać wszystkiego, co broń może pełnić rolę broni – im brutalniej się nią posłużysz, tym lepiej. Posiadasz silną tendencję do krwawych walk.

Profesja ta pozwala na szybkie dobijanie przeciwników. Świr jest słabszy od ciężej opancerzonych przeciwników, którzy przewyższają go pod względem wytrzymałości (pancerz chroni całe ciało), a także tych, którzy muszą utrzymywać dystans w walce.

Specjalizacja „Świr” dodaje trzeci pasek obok PM i PZ, a mianowicie punkty krwi – PK. PK posiadają stałą ilość 100 punktów i pozwalają na używanie bardziej skomplikowanych metod walki. Im więcej walczysz, tym szybciej pasek się zapełnia. Dodatkowo profesja skupia się na PZ. Klasa ta może używać tylko lekkich skórzanych pancerzy – najlepsze są odmiany robione własnoręcznie.

Rycerz

Stosujący się do sztywnego i niepodatnego na zmiany kodeksu rycerze są przeciwnikami siejącymi postrach w szeregach wroga. Bazują w 100% na swojej sile fizycznej i tężyźnie, nie zgłębiając magii (wyjątek stanowią czary uzdrawiające). Profesja ta pozwala na zadawanie sporych obrażeń, jednocześnie wytrzymując także sporą ich ilość. Zachowuje prawie idealny balans pomiędzy atakiem i obroną. Jako jedna z nielicznych profesji pozwala na korzystanie z ciężkich oraz super-ciężkich pancerzy. Zazwyczaj walczy z użyciem broni jednoręcznej i tarczy, na znak równowagi.

Specjalizacja „rycerz” skupia się na sile i PZ, za co w zamian PM zostają zmniejszone o 50% z każdego źródła. Wszelkie bardziej skomplikowane techniki czerpią siłę z PZ, których ilość zostaje znacząco zwiększona.

Treser

Dobre kontakty ze zwierzętami, las to twój drugi dom. Dzięki temu natura jest zawsze po twojej stronie. Wybierając tę profesję, staniesz się jak zwierzę z dżungli – drapieżny i niebezpieczny. Profesja ta pozwala także na oswojenie rzadkich okazów i handel nimi, co w niektórych warunkach jest niezwykle dochodowe. Treser, poza planowaniem walki, używa różnego rodzaju mniejszych czarów, aby jego zwierzęta stawały się coraz silniejsze.

Specjalizacja „treser” skupia się na taktycznym wykorzystaniu oswojonych istot. Początkowo mogą to być tylko trzy istoty, jednak wraz z rozwojem postaci, ilość będzie się zwiększała, a jednocześnie zwiększy się też ilość dostępnych istot. Treser skupia się na PM, których używa do wspomagania swoich pupili. Posiada także łuk i sztylet.

Inżynier

Bazuje na technologii i wysoko rozwiniętym intelekcie, co stanowi jego broń. Dzięki tym czynnikom jest w stanie stworzyć potężne automaty i maszyny wspomagające, które ostatecznie walczą za niego. Wybierając tę profesję, uzyskasz wiedzę potrzebną do tworzenia zabójczych maszyn, a także pułapek. Ucierpią na tym twoje zdolności fizyczne, które zostaną znacznie osłabione.

Specjalizacja „inżynier” skupia się na wysokim intelekcie i pomysłowości, co powoduje znaczne zmniejszenie PZ i PM. Braki te rekompensują maszyny, które im bardziej zaawansowane, tym potężniejsze. Jeśli są tworzone w charakterze zbroi, z biegiem czasu poprawią obronę.

Kapłan

Obecność wielu bogów została już potwierdzona. Wciąż jednak przybywa nowych, którzy szukają wyznawców i żołnierzy w tym świecie. Dzięki błogosławieństwu bogów kapłani zyskują trzeci czynnik PB – punkty błogosławieństwa.

Specjalizacja „kapłan” skupia się na odporności i leczeniu. Szerokie zastosowanie błogosławieństw i czarów leczących wykorzystujących w głównej mierze PB oraz doświadczenie w użyciu broni obuchowej oraz tarczy sprawiają, że kapłan może wspierać innych podczas wszelkich walk. PZ i PM zostają na stałym poziomie, a dzięki błogosławieństwu nawet zostają zwiększone. Słabą stroną jest brak ofensywnych czarów. PB pozwalają używać jedynie świętych czarów zgodnych z wybranym bogiem. Zaledwie kilkoro z nich pozwala na ofensywną magię. Kapłan może jedynie walczyć wręcz.

Kruk

Cień jest przyjacielem osób, które wiedzą, jak go używać. Kiedy wybierzesz tę profesję, będziesz w stanie użyć cienia, żeby zakraść się po łup lub zdobycz. Ważne, żebyś wykorzystał to najlepiej jak potrafisz.

Klasa „kruk” różni się znacznie od klasy „złodziej”. Przebywanie w cieniu zapewnia bonusy, a w słońcu minusy, jednakże osoby posiadające tę profesję od samego początku potrafią latać. Specjalizują się w szybkiej eksterminacji wrogów za pomocą krótkich mieczy i lekkich pancerzy. Aby oszukać światło, zawsze noszą kaptur lub czapkę, co zapewnia im cień.

− Nie ma co zagłębiać się dalej w profesje – w końcu swoje już znalazłem, a te prezentacje zapewne nie oddają wszystkiego. Tak czy siak, czas na wybór zdolności – powiedziałem do siebie, przeglądając powoli to, co tam udostępniono.

Multum profesji i jeszcze większa ilość wszelkich zdolności przyprawiły mnie o zawrót głowy. Początkowy plan uległ zmianie, a sam wybór zamiast chwili, zajął mi większość dnia. Kiedy kończyłem, przed sobą miałem zachód słońca. Niezwykle piękny, pomarańczowy okrąg powoli chował się za horyzontem. Ja natomiast poukładałem sobie wszystko, skupiając się na tym, by przeżyć i przy okazji ograniczyć kontakt z ludźmi do minimum.

Gdy wybierałem zdolności, napatoczyli się moi koledzy z uczelni. To spotkanie poskutkowało oczywiście suszeniem ubrań, bo dla żartu wrzucili mnie do fontanny... O dziwo, dziewczyny, które im towarzyszyły, nie były zachwycone. Mimo wszystko, nic nie zrobiły, a w ostateczności śmiały się jak zawsze, więc nie odczułem jakiejś wielkiej zmiany. Ale i to doświadczenie w jakiś sposób mi sie przydało – okazało się bowiem, że przed oczami pokazują mi się również rozmaite statusy. Oto, co zobaczyłem po zaliczeniu niespodziewanej kąpieli:

[oziębienie]

Otrzymałem także dość prosty komunikat:

[Z powodu wpadnięcia do zimnej wody, przez kilka sekund będziesz odczuwał chłód. Im wyższy poziom chłodu, tym szybciej zaczniesz odczuwać ból]

Niby sprawa wydawała się oczywista, ale nauczyłem się sprawdzać informacje, które otrzymywałem. Przy okazji, podczas suszenia, zobaczyłem, że istnieje coś takiego, jak waga nośna. Obecnie miałem 2/10. Na przykładzie można by to było wyjaśnić następująco: moje ubrania ważyły dwa kilogramy, a mój maksymalny ekwipunek mógł osiągnąć wagę dziesięciu kilogramów. Komunikat głosił, że waga nośna zmienia się w zależności od siły, klasy i często już założonego ekwipunku. Tak zrozumiałem, że nie mogę nosić niezliczonej ilości przedmiotów. To zmuszało mnie do rozważania, co i jak pakuję, no i w jakiej ilości. Konieczne były również regularne powroty do miasta. Z jednej strony nie miałem na nie ochoty, ale z drugiej wiedziałem, że i tak będę musiał tu zaglądać choćby po to, żeby pohandlować.

Tak czy siak, nadchodził czas na zakończenie konfiguracji. Na rynku już się wyludniło, słońce prawie zaszło, zniknęło też wielu ludzi. Ciągle jednak widziałem postaci stojące na środku.

Postanowiłem więc podejść do kobiety, która znajdowała się najbliżej mnie.

− Witaj. Czy wybrałeś już rolę, jaką chcesz pełnić w tym świecie? – zadała pytanie, uśmiechając się promiennie.

− Tak. Obrońca i kapłan.

− Dość ciekawe połączenie. A co ze zdolnościami pobocznymi?

− Tak. Przywództwo, radar, sokoli wzrok, walka wręcz, chodzący obóz, żołnierz śmierci.

− Naprawdę nietypowe.

− Czy coś jeszcze?

− Nie. Właśnie zatwierdziłam. Wszystko jest już widoczne w twoim statusie. Życzę udanych łowów.

− Dzięki. – Już miałem odejść, ale o dziwo, znowu się odezwała:

− Wybrałeś dość nietypowe połączenie zdolności. Czy mogę spytać, skąd taki wybór? Większość osób balansuje między ofensywą i wspomaganiem. Zarejestrowanych obrońców pierwszej profesji, oprócz ciebie, jest zaledwie setka, a samych wojowników jest już prawie milion. Profesja „kapłan” jest popularniejsza, ale takiego połączenia nie ma.

− Skąd wiesz?

− Mamy tak jakby mentalne połączenie. My – wszyscy zatwierdzający klasy. Właśnie dlatego wiem, kto co wybiera. To jak? Mogę spytać o powód?

− Bo chcę przeżyć za wszelką cenę.

− No dobra. Ale trochę się to wyklucza, nie sądzisz? Kapłan i żołnierz ciemności? W ogóle, twoje zdolności dodatkowe są w sumie tylko pasywne. Kompletnie nie rozumiem sensu takiej konfiguracji. Czy mogłabym prosić o wyjaśnienie?

− Więc po kolei. Obrońca zapewnia mi spory bonus do PZ i ich regeneracji, poza tym, pozwala używać najcięższych z możliwych pancerzy, w których jest biegły. Dodatkowo wzmacnia swoją siłę i jest zdolny unieść więcej przedmiotów. Gdy standardowy udźwig wynosi dwadzieścia, to z obrońcą zwiększam go już do siedemdziesięciu, ponieważ posiada bonus do siły. Sama siła, ze względu na konieczność uniesienia ciężkiej zbroi, zostaje zwiększona. Profesja ta ma małe szanse na ewolucję, w sumie najmniejsze ze wszystkich, ale za to jest idealna do treningu siły i kondycji. Bieganie w ciężkiej zbroi i z równie ciężką tarczą jest jak ciągły trening. Dzięki temu będę ciągle zwiększał wartość udźwigu. Obrońca ma tylko obronne czary i wykorzystuje małą ilość PM, więc nie muszę się o to martwić. W większości używa pasywnych wzmocnień. Specjalizuje się w 100 procentach w tarczy, a tarcza to w sumie broń obuchowa. Jeśli ktoś silny przyłożyłby komuś ciężką tarczą, to… no cóż, prawa fizyki.

Do tego druga profesja – kapłan. Dodaje mi PB, które muszę rozwijać ze względu na ich przydatność, ale to zależy od czegoś całkiem innego. Profesja bazuje na walce w zwarciu, zwłaszcza obuchami, oraz z tarczą, a więc jest kompatybilna z obrońcą. Obecność świętego błogosławieństwa zwiększa nośność do dziewięćdziesięciu, a także w przyszłości podwójne posiadanie specjalizacji z zakresu tarczy, powinno zwiększyć znacząco szybkość awansu w tej dziedzinie. Z PB mogę się łatwo leczyć, jednakże posiadając błogosławieństwo boskie i błogosławieństwo tarczy na początek nie będzie mi to za bardzo potrzebne. Pozostaje mi jedynie odkryć w pełni moje błogosławieństwo, a więc poznać mojego boga.

− A to akurat proste. Musisz iść do kaplicy i poczekać na jego ujawnienie.

− Czy tyle ci wystarczy?

− Właściwie to ciekawi mnie jeszcze sposób, w jaki chcesz wykorzystać zdolności dodatkowe.

− Więc tak: „chodzący obóz” zapewnia mi już na pierwszym poziomie sporą premię do nośności, pozwala używać depozytu, który jest zawsze do przywołania, więc daje mi pięćdziesiąt miejsca dodatkowego, a gratis miejsce do spania, a przy przywołaniu najprostsze ognisko, co zaoszczędzi mi czasu na rozbijanie obozów podczas podróży. Zdolność nie wymaga wiele, więc jest przydatna.

− O dziwo większość osób uważa ją za raczej niepotrzebną.

− Po pierwszym tygodniu zdobędzie popularność. Ale, kontynuując, myślałem o odporności na trucizny, ale póki co, jest to zbędne. Kapłan posiada „oczyszczenie”, którego mogę użyć na wodzie i przy zatruciach, plus „leczenie”, więc ta zdolność jest zbędna i zastąpiłem ją radarem i sokolim wzrokiem. Razem te zdolności pozwolą mi szybciej znajdować surowce, a taki mam właśnie cel. Dzięki temu będę mógł o wiele szybciej eksplorować jaskinie i wydobywać minerały, które następnie w kuźni będę mógł przetapiać. Dodatkowo będę miał oko na otoczenie, co pozwoli uniknąć kłopotów, a sam sokoli wzrok da wspomaganie w walce, bo pozwoli mi znaleźć słabe punkty przeciwnika.

− Całkiem mądre. Więc celujesz w bycie kowalem?

− To profesja jest najlepsza, jak dla mnie. Dzięki niej sam stworzę swoją zbroję i tarcze, przez co zaoszczędzę sporo pieniędzy.

− No dobra. Pozostają trzy zdolności, w sumie też pasywne. Skąd pomysł na nie?

− „Żołnierz ciemności” będzie mnie wspomagał w kopaniu. Po awansowaniu będę mógł przywołać szkielet, powiedzmy z kilofem, który będzie kopał gdzie mu rozkażę, a im wyższy poziom zdolności, tym więcej szkieletów będzie ze mną pracowało. Właśnie wykorzystując „przywództwo” będę zdolny przywołać już na pierwszym levelu całe dwa szkielety, a to niezły wynik. Dodatkowo „przywództwo” pozwala na lepsze obmyślanie walk i dowodzenie, a co za tym idzie, poprawia strategię, a to ostatecznie prowadzi do kolejnego zwiększenia mojej zdolności nośnej do stu i pojemności kufra w obozie do siedemdziesięciu.

− Teraz, kiedy o tym mówisz, uświadomiłam sobie, że średnia pojemność u ludzi to około pięćdziesiąt-sto, więc praktycznie ich zdublowałeś i widzę w tym sens. No, a walka wręcz?

− Dłonie to najlepsza broń obuchowa. Wystarczą stalowe rękawice i można czynić cuda – powiedziałem ze śmiechem, a ona w odpowiedzi również się roześmiała.

Gdy oboje się uspokoiliśmy, dodała:

− Teraz pozostaje ci iść do magazynu po odbiór podstawowego ekwipunku i początkowego pakietu. Masz ciekawy pomysł na siebie, więc licz na mały bonus.

− Dzięki. Mam jeszcze, w sumie, kilka pytań.

− Nom?

− O co chodzi z tą ewolucją?

− Każda używana zdolność może stać się potężniejsza, na przykład „kula ognia” może ewoluować w „ognistą bombę albo, jeśli ktoś jest wspomagający, to w „ognistą ścianę”. Oczywiście, można wymyślać nowe czary, ale i one z biegiem czasu ewoluują.

− Czyli profesje też ewoluują?

− Tak. Ale „obrońca” ma na to malutką szansę, więc spodziewaj się raczej ewolucji z „kapłana”.

− W co może ewoluować?

− Najczęściej w „wyższego kapłana”, „paladyna” albo „księdza”. Później są już ewolucje wyższego stopnia, na przykład „egzorcysta”, „kardynał” i tak dalej. Jest wiele możliwości, sam odkryjesz swoje.

− Ostatnia sprawa: znalazłem pewną zdolność. Nazywała się „mięśniak”. O co z tym chodzi, bo nie załapałem?

− Określa budowę fizyczną. Im wyższy poziom, tym bardziej jesteś umięśniony. Odpowiada za wygląd, ale także podnosi wartość siły i odporności. Jeśli chodzi o ciebie, pewnie dostaniesz ją wkrótce, bo w sumie ciężka zbroja robi swoje.

− Dobra, dzięki.

− To do następnego spotkania.

Pożegnała mnie tym samym uśmiechem, który zdążyłem już poznać. Wtedy poczułem, jak wstępuje we mnie boskość oraz biegłość. Przed oczami, oprócz PZ i PM, pokazał mi się pasek obrazujący PB. Szybko zniknął, ale czułem świętą obecność, mimo że jeszcze nie wiedziałem, który bóg został moim przełożonym. Tak czy siak, pozostało mi skierować się do magazynu, a później do kaplicy i do gospody, by coś zjeść, bo mój brzuch już krzyczał. Jednakże, kiedy się odwróciłem, zobaczyłem informacje:

Prezent

W związku z niezwykłym podejściem do nowej rzeczywistości, przyznaję Ci dwa prezenty. Pierwszym są dwie zdolności:

– „Spokój”

– „Chodząca kuźnia”.

Drugi znajdziesz w magazynie. Wykorzystaj go dobrze, bo będę cię obserwował.

Lord Gaia

− Niby paskuda, ale jednak ma gest.

Skierowałem się w stronę magazynu, gdzie stało zaledwie kilka osób, dlatego też nie miałem problemów z przedostaniem się do lady.

− Witamy cię w naszych skromnych progach. W czym możemy ci pomóc?

− Przyszedłem po wydanie ekwipunku początkowego.

− Obrońca Henry. Wedle danych, mam ci przekazać: tarczę, młot, 10 eliksirów regeneracji, 10 pakietów prowiantu, najprostszą zbroję oraz jedną sztukę złota.

− Dobra, będzie z czym zaczynać.

− Ale chwila, są dwa dopiski. Pierwszy brzmi tak: „Tarczę i młot zamieńcie na stalowe rękawice połączone z kastetem oraz dorzuć pięć eliksirów i dziesięć pakietów prowiantu oraz jedną sztukę złota. Trener”. Czy wykonać zmianę i dołączyć dodatek?

− Tak. A drugi dopisek?

− „Dodaj stalową tarczę ulepszoną do stopnia +2 oraz ulepszony napierśnik do stopnia +2 oraz dodaj pięć sztuk złota. G”.

− Wykonać?

− Oczywiście. –Pomyślałem, że w gruncie rzeczy zapewni mi to sporego kopa, mimo że, cóż, nie było to coś wyjątkowego.

Niespodziewanie dostałem informację, że dodano nowe przedmioty do mojego ekwipunku.

− Czy w czymś jeszcze mogę pomóc?

− Czym jest „pakiet prowiantu”?

− To podstawowa jednostka pozwalająca przeżyć w dziczy. Zawiera jeden chleb, dwie butelki wody oraz jeden kawałek sera i mięsa. Łączna waga to jedna jednostka. Pakiet pozwala przeżyć jeden dzień bez większych problemów, a często nawet dwa. Można go zakupić w każdym magazynie, jednakże zawarte w nim jedzenie jest najniższej klasy.

− Myślę, że powinno wystarczyć. Ile mogę kupić za jedną sztukę złota?

− 100 pakietów. Przy kupnie całej skrzyni, waga zostaje zredukowana do dwudziestu jednostek i zawiera całe sto pakietów. Przy rozpakowaniu skrzyni, waga rośnie do setki.

− Co z miksturami?

− Dziesięć mikstur najniższej jakości za jedną sztukę złota.

− Mogę tutaj kupić zestaw do gotowania?

− Tak. Zestaw naczyń i garnków dla jednej osoby kosztuje dziesięć srebrnych monet i waży pięć kilo.

− Co z kilofem i innymi narzędziami, powiedzmy młotkami, może zapałkami, piłami?

− Jeden kilof kosztuje jedną sztukę srebra, tak, jak inne podstawowe narzędzia.

− Czy wiesz, ile kosztuje noc w gospodzie obok?

− Pięć srebrnych monet, a jeśli łącznie z jedzeniem i paczką na drogę, dziesięć.

− Macie jakieś księgi?

− Tak, mamy księgi ze zdolnościami.

− Ile kosztują?

− Najtańsza dwadzieścia sztuk złota.

To przewyższało mój budżet, ale w gruncie rzeczy nie było to dla mnie zaskoczeniem.

− Dobrze, więc tak, chciałbym kupić trzysta pakietów prowiantu, sto kilofów, pięćdziesiąt siekier oraz pięćdziesiąt pił do drewna.

Wkrótce otrzymałem informację, że przedmioty zostały dodane do mojego ekwipunku. Razem ważyły sto trzydzieści kilogramów, dlatego cała skrzynia obozowa była zapakowana, a w plecaku zostało mi niewiele miejsca, właściwie to tylko pięć kilo. Uznałem jednak, że jak założę zbroję, to będzie lepiej, ale, póki co, też nie było wcale tak źle.

− Dziękuję za dokonanie zakupów.

− W sumie przyszło mi coś do głowy. Czy macie paczki z ubraniami?

− Tak. Podstawowa paczka z ubraniami roboczymi jest klasyfikowana jako prowiant. Można pakować po sto do jednej dużej paczki. W pojedynczej paczuszce ważącej kilogram, znajdują się dwie pary koszul, bielizna, spodnie i buty. Wszystko najniższej klasy i jakości.

− Czy mogę zamienić paczkę prowiantu na paczkę ubrań?

− Oczywiście.

Krótko po tym wyszedłem z magazynu i zastałem noc. Nie była ona dobrym czasem na opuszczanie miasteczka, zwłaszcza jeśli miało się pierwszy poziom. Właśnie dlatego skierowałem swoje kroki do kaplicy. Pozostało mi poznać mojego boga.

Sama kaplica znajdowała się kilka kroków dalej, schowana między małymi domkami. W większości świeciło się światło, a z kaplicy nie dobiegało wiele odgłosów, choć drzwi stały otworem. Wszedłem do środka. Wnętrze zdawało się skromne, ale czuć było świętość, która reagowała ze mną. Przebywanie tam uspokajało moją duszę.

− Witaj. Czym mogę służyć? – odezwał się kapłan stojący za mną.

Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem człowieka z rogami i czerwoną skórą, w szatach księdza i z krzyżem na szyi.

− Ja przyszedłem... – Jakoś brakowało mi słów.

− Wiem, że widok demona w szatach kapłana jest niezwykły, ale w świecie spotkasz wielu podobnych do mnie. Zapewne przyszedłeś sprawdzić, jakiemu bogu służysz, tak?

− Tak.

− Więc usiądź i pomódl się, a być może już dziś poznasz boga, któremu służysz, choć wcale nie musi się tak stać. Może minąć kilka tygodni, zanim poznasz jego imię, więc bądź cierpliwy.

Następnie odwrócił się i poszedł w swoją stronę. Kiedy sam ruszyłem w kierunku wcześniejszych ławek, zauważyłem, jak jedna z elfek, które mijałem rano, wstała i ze smutnym wyrazem twarzy udała się do wyjścia z kaplicy. Najwyraźniej jej się nie udało.

Wtedy zrozumiałem, że i ja muszę się liczyć z ryzykiem porażki. Musiałem po prostu uzbroić się w cierpliwość. Gdy mnie mijała, jeszcze bardziej spochmurniała albo to mi się tak zdawało. Przestałem jednak o tym myśleć. Usiadłem w ławce i czekałem.

Cóż, dzień okazał się męczący, dlatego moja głowa szybko opadła mi na pierś. W poprzednim świecie, przez moją rodzinę, często obrażałem Boga i przestałem w końcu w niego wierzyć. Raczej uważałem, że to jego wina. Skoro kazał mi żyć, to dlaczego w takiej rodzinie?

− Może miał w tym jakiś cel – powiedziała kobieta. Głos dochodził z niedaleka, więc wnioskowałem, że pewnie usiadła obok.

− Tylko jaki? Co może być celem tylu lat cierpienia i strachu?

− Może celem była właśnie ta sytuacja? Może miałeś się tu znaleźć i dać Gai popalić swoim charakterem, a jednocześnie zaskoczyć go pomysłowością.

− Może. – Chwila, przecież ja o tym myślałem, a nie mówiłem na głos!

− Cóż, dla mnie twoje myśli nie są tajemnicą.

Wtedy oniemiałem.

W sekundę potem siedziałem wyprostowany, a przede mną stała kobieta. Miała na sobie brązową sukienkę kończącą się w okolicy kolan, bez rękawów, ale szczelnie zakrywającą szyję. Kaptur zakrywał całą jej twarz, a spod niego wypadały jedynie długie kasztanowe włosy. W pasie suknia była przewiązana czarnym pasem. Nieznajoma nie miała ani butów, ani żadnych ozdób, ale nie myliłem się. Kiedy dotknęła mojej twarzy, poczułem, że przede mną stoi moja bogini.

− Musisz stać się silniejszy i uspokoić strach w swojej duszy. Dopiero wtedy poznasz moje imię i pełnię moich możliwości. A tymczasem idź i niech prowadzi cię moja światłość.

Po tych słowach bogini zniknęła, a ja siedziałem dalej jak wryty, nie wiedząc, co mam ze sobą zrobić.

− Dawno już nie widziałem, żeby bóg objawił się tak szybko za pierwszym razem. Poprzednio stało się tak dokładnie pięćdziesiąt lat temu. – usłyszałem obok głos księdza który wyciągnął mnie z namysłu.

− Aż tak dawno? Czemu?

− Nie wiem. Może dlatego, że tamten człowiek w nic nie wierzył? – Jakbym słyszał opis swojej przeszłości.

− Znałeś tamtego boga?

− Niestety nie. To nowy bóg,nowa bogini jeszcze nieznana albo już zapomniana. Zagadkę jego tożsamości musisz rozwiązać sam, ale już nie tutaj. Czas zamknąć kaplicę na dziś. Ściany muszą odpocząć, tak, jak i ja. – Po tych słowach skierowałem się do wyjścia. Na zewnątrz dostrzegłem już piękne gwieździste niebo. Wtedy odwróciłem się i zaobserwowałem, jak kapłan powoli zamyka drzwi kaplicy.

− Jeszcze jedno. Kim był tamten człowiek, o którym ksiądz wspominał?

− Zbuntowanym dzieckiem, które znalazło się na złej ścieżce.

− Znał go ksiądz?

− Tak. To byłem ja.

Gdy tylko to powiedział, drzwi się zamknęły.

Zauważyłem, że świat, do którego trafiłem, skrywał bardzo wiele tajemnic. Z tego powodu musiałem zachować jeszcze większą ostrożność. Tak czy siak, postanowiłem skierować się do gospody. Już od chwili, gdy przekroczyłem jej próg, zrozumiałem, że tętni życiem. Mojego wejścia na szczęście nikt nie zauważył, zwłaszcza że w głębi Sali, po lewej stronie siedzieli moi oprawcy i śmiali się w najlepsze. Zamówiłem pokój razem z jedzeniem i paczką na drogę z rana, po czym schowałem się w drugim końcu sali, w samym rogu, w jednej z ław podzielonych na słynne boksy. Tam też czekałem na swoje zamówienie – spory kawałek mięsa z pobliskiej jaszczurki oraz dwa kufle lokalnego piwa.

Okazało się, że całkiem niedaleko rozsiadły się znane mi elfki i także rozmawiały na swoje tematy, popijając to samo piwo, które zamówiłem. Powoli widok elfów przestawał mnie dziwić. Tak czy siak, usiadłem w taki sposób, że ścianę miałem za sobą, a kątem oka widziałem spory kawałek pomieszczenia. Kiedyś słyszałem, że zawsze lepiej mieć ścianę za plecami, a przed sobą drogę ucieczki. Nie wiedziałem, czemu właśnie wtedy sobie o tym przypomniałem, ale mimo to postanowiłem mieć to na uwadze.

Moje jedzenie dotarło do mnie dosłownie w chwilę po tym, jak usiadłem. Od razu zabrałem się za pałaszowanie, a mięso jaszczura okazało się wyborne. Po skończonym posiłku pozostał mi jeden kufel piwa, które także było pyszne. Szybko postanowiłem przeprowadzić „inspekcję siebie”, jeśli tak mogę to ująć. Chciałem to zrobić jeszcze przed opuszczeniem miasta.

Łącznie zostało mi więc sześć kilo. Uznałem, że paczka na drogę nie będzie tyle ważyła. W przeciwnym razie mogłoby być ciekawie. Następnie postanowiłem skontrolować zdolności i umiejętności:

Obrońca LVL 1

Pozwala trenować i ulepszać fizyczne aspekty oraz daje zwiększoną odporność, wraz z rosnącym stopniem zaawansowania.

Zapewnia:

– błogosławieństwo tarczy LvL 1 (wspomaganie zdolności obrony),

– biegłość z tarczą i ciężkim opancerzeniem LVL 1,

– biegłość do broni obuchowej LVL 1.

+ 150 PZ

+5 pkt. siły (10 kg udźwigu)

+40 kg udźwigu.

Kapłan LVL 1

Z świętą pomocą pozwala na leczenie i wspomaganie siebie oraz innych, jednakże uważaj, aby nie zużyć PB do końca, bo wtedy regeneracja potrwa zdecydowanie dłużej.

Zapewnia:

– święte błogosławieństwo LVL1 (udźwig + 20 kg),

– biegłość w broni obuchowej LVL1,

– biegłość do tarcz LVL1.

+ 100PB

Przywództwo (pasywne) LVL 1

Pozwala efektywniej wykorzystywać jednostki podczas walk oraz zwiększa stopień ich skuteczności ze względu na dobre rozstawienie. Poprawia też zmysł strategiczny. Pozwala poprawnie rozmieścić przedmioty w ekwipunku, przez co zwiększa maksymalny udźwig. Ulepsza wszelkie czary przyzywania.

+10 kg (udźwig w plecaku),

+20 kg (pojemność skrzyni w obozie).

Radar (pasywne) LVL 1

Pozwala na mapowanie pobliskiej okolicy, razem z zaznaczaniem (w przypadku połączenia z sokolim wzrokiem) miejsc, gdzie znajdują się surowce naturalne bądź inne istotne przedmioty. Zasięg zwiększa się wraz z poziomem.

Sokoli wzrok (pasywne) LVL 1

Pozwala dostrzegać niewidoczne rzeczy. Surowce wśród skał, rośliny w lesie, słabe punkty w zbrojach. Wraz ze zwiększającym się poziomem, szybkość i jakość oraz obszar postrzegania ulegną zwiększeniu.

Walka wręcz (pasywne/aktywne) LVL 1

Walka wręcz pozwala używać zaawansowanych technik walki z użyciem uderzeń własnymi pięściami. W połączeniu z bronią zakładaną na dłonie, pozwala wyrządzać ogromne szkody.

Chodzący obóz (pasywne/aktywne) LVL 1

Pozwala przywołać w miejscu, w którym jesteś, najgorszej klasy posłanie zapewniające minimalne bonusy przy spaniu, małe ognisko oraz skrzynię. Jakość obozu i pojemność skrzyni ulegną powiększeniu wraz z poziomu każdym kolejnym poziomem.

+ pojemność skrzyni 50 kg,

+ pojemność skrzyni z przywództwa + 20 kg.

Łączna pojemność skrzyni obozowej: 70 kg.

Żołnierz śmierci (pasywne/aktywne) LVL 1

Pozwala przyzwać szkielety, które będą walczyć razem z tobą. Jakość, wyposażenie oraz ich rodzaje będą się zwiększały wraz z poziomem zaawansowania.

Możliwa ilość szkieletów:

– ze względu na umiejętność żołnierz śmierci: 1

– ze względu na umiejętność przywództwo: 1

Łączna ilość szkieletów w tym samym momencie: 2

Koszt przywołania szkieletu: 10 PM ,

Koszt utrzymania szkieletu 50 PM / 10 min / 1 sztuka

Szkielet lvl 1. brak broni, brak pancerza, brak specjalnych zdolności, bardzo słaby przeciwko broni obuchowej, posiada 10 PZ.

Spokój (pasywne ) LVL MAX

Dobrze współpracuje z radarem i sokolim wzrokiem. Pozwala zachować zimną krew podczas walki i trzeźwy umysł pracujący w każdych warunkach w stopniu idealnym. Dzięki temu łatwiej znajdziesz rozwiązanie problemów.

Chodząca kuźnia ( pasywne/aktywne) LVL 1

Pozwala przywołać w wybranym miejscu kowadło z młotem, podstawowe formy oraz piec odlewniczy najniższej jakości, co będzie powodowało wiele nieudanych odlewów i prób. Wraz z ulepszaniem poziomu umiejętności, zwiększy się ilość dostępnych elementów kuźni oraz ich jakość.

Można aktywować na godzinę dziennie.

Oczyszczenie LVL 1

Pozwala oczyścić wszelką znalezioną żywność (jeśli nie jest trująca) oraz wodę za pomocą świętej mocy, aby możliwe było skonsumowanie.

Koszt: PB 20

Słaby pocisk magiczny LVL 1

Słaba kula magiczna pozwala na sprowokowanie przeciwnika, jednak nie zadaje wiele obrażeń.

Koszt 10 PM / obrażenia 1

Słabe święte leczenie LVL 1

Pozwala wyleczyć rany oraz przywrócić PZ. Jest silniejsze od zwykłego leczenia, ale tylko kapłani mogą używać tego czaru, gdyż wymaga PB. Czar pozwala na przytwierdzenie odciętej kończyny (jeśli cios nie był śmiertelny) z minimalnymi kosztami zdrowotnymi.

Koszt 5 PB

Leczy 20 PZ

Pijąc kolejny łyk piwa, skończyłem przeglądać, co mam i o dziwo przeżyłem miłe zaskoczenie. Powoli i mnie zachciało się spać. Pozostało skontrolowanie statusu i stwierdziłem, że czas skierować się do pokoju.

Moi byli oprawcy już się zwinęli. Kiedy wstawali, ale ilość wypitego alkoholu sprawiła, że nie widzieli nawet ludzi metr od siebie, a co dopiero mnie schowanego w kącie. W gruncie rzeczy gospoda całkiem mocno się wyludniła,więc i ja zbierałem się do wyjścia.

Ciekawe, czy rozsądek jest taki właśnie z powodu mojego doboru zdolności? Kto to wie, tak czy siak, stwierdziłem, że chyba lepiej powoli iść spać, bo siedzenie powoli stawało się niezwykle niewygodne.

DZIEŃ 2

Przebudzenie nastąpiło z większym opóźnieniem niż przypuszczałem. Gdy doszedłem do siebie, okazało się, że leżę na ziemi bez mojego obozu, szkielety dawno zniknęły, a mnie zaskoczyła informacja, która czekała na mnie od wczoraj. Ze względu na bieg z obciążeniem, dostałem jeden punkt kondycji. Cóż, przydatne. Zawsze to dziesięć PZ więcej. Na początek postanowiłem się zająć logistyką i wywołałem swój status.

Było tak, jak myślałem. Każdy poziom dodawał mi mały bonus do statystyk, plus możliwość wydania punktów na moje własne statystyki. W tamtej chwili każdy pojedynczy poziom dodawał mi:

+ 10 PZ.

+ 5 PM.

+ 2 pkt udźwigu

+ 5 pkt statystyk

Dość dobre cyferki – sprzyjały rozwojowi. Z tego, co zaobserwowałem, każdorazowe użycie jakiejkolwiek zdolności zwiększało jej biegłość. Podejrzewałem,że gdy procenty osiągną setkę, dana zdolność osiągnie kolejny poziom, a to poskutkuje zwiększeniem się statystyk, czyli moich zdolności bojowych. Dodatkowo widziałem, że samo używanie i noszenie zbroi powodowało wzrost moich statystyk. Zapewne z czasem ten efekt miał zniknąć, bo każdy kolejny punkt okaże się trudniejszy do osiągnięcia. Nie uznałem tego jednak za kluczowy problem, ponieważ ciężka zbroja zawsze mogła ważyć więcej i blokować więcej obrażeń. Dochodził do tego fakt, że najcięższe zbroje były tanie, bo brakowało obrońców. Wszyscy inni woleli lżejsze zbroje w połączeniu z mieczem, włócznią albo czymkolwiek innym i zapominali o przetrwaniu., Nie opuszczało mnie przeczucie, że czekają nas niespodzianki. I to niestety niezbyt miłe niespodzianki.

− A więc pięćdziesiąt punktów do rozdania – powiedziałem do siebie, wywołując opis statystyk.

Więc kolejny raz się nie pomyliłem. Gaia chciał nas zmusić do rozwoju, dając nam dokładnie tyle, co nic i informując, że można więcej. Skoro była jedna wartość unikatowa, to muszą być i inne, jak również muszą występować unikatowe zdolności. Wiedziałem, że to trudny wybór, ale mieliśmy jednocześnie spore pole do popisu. Plan bycia kowalem zmuszał mnie do zainwestowania w siłę, żebym mógł kopać, ale czułem też, że z drugiej strony przydałoby mi się trochę inteligencji albo szczęścia, bo może dzięki temu…

− Dobra, czas się ruszać. Myśleć o statystykach będę później!

Po tych słowach wstałem i rozejrzałem się. Byłem w grocie, której średnica wynosiła na oko z pięć metrów. Na prawo, dwa metry dalej, znajdowało wyjście, na lewo, w odległości czterech metrów, zalegały głazy. Dodatkowo widziałem sporo minerałów, więc uznałem, że trzeba będzie wkrótce zacząć kopać. Najpierw jednak zająłem się rozpakowaniem swojego dobytku. Nie licząc ubrań, wszystko zostało złożone w okrągłej grocie, która stałą się moją bazą. Miałem tam duże skrzynie i mniejsze rzeczy, jak prowiant i eliksiry. Ekwipunek także wylądował pod ścianą. Zostawiłem sobie tylko zwykłe ciuchy – póki co nie planowałem podróżować, więc reszta rzeczy mogła pozostać nieużywana, a w przyszłości planowałem się tym zająć na poważnie.

W pierwszym odruchu postanowiłem zabezpieczyć mój nowy dom, którą stanowiła wówczas grota gdzieś w górach. Zabrałem trzy siekiery i piły, a potem wyszedłem na zewnątrz.

Trafiłem na spokojną okolicę i planowałem to wykorzystać., Chciałem też zaangażować moich pomocników. Obecnie byłem w stanie przyzwać dwa szkielety na około jedenaście minut lub jednego na prawie dwadzieścia pięć minut. Potem musiałem się wyspać, bo nie posiadałem ani regeneracji PZ, ani PM. Tylko PB regenerowało się po upływie pewnego czasu, ale to mi w tym wypadku nie pomagało.

Postanowiłem przywołać dwa szkielety. Od razu kazałem im ściąć cztery drzewa i przyciąć ich pnie na osiem równych pali. Sam natomiast wspiąłem się na drzewo i zrzucałem liany, którymi planowałem związać moją bramę. Gdy wlazłem na drzewo, system, bo tak nazwałem rzeczywistość tutaj, poinformował że moja armia ciemności awansowała na drugi poziom, a koszt utrzymania spadł do 49 PM/10 min. Wychodziło więc na to, że im większy poziom zdolności, tym lepsze jej właściwości.

Dokładnie po dziesięciu minutach upadło czwarte drzewo, a oba szkielety chwilę później zniknęły. Mnie natomiast czekał ciężki dzień.

Zeskoczyłem z drzewa i zabrałem się za przycinanie.

Wieczorem prowizoryczna brama – dwa średniej wielkości pale drewna, a na nich sześć powiązanych podłużnie – była gotowa. Jako że zbliżał się wieczór, postanowiłem zamknąć moje pseudo drzwi, zjeść coś i iść spać. Niestety, brama okazała się za ciężka, więc momentalnie podjąłem decyzję rozdania moich punktów statystyk. Po dodaniu dziesięciu do siły, dalej nie byłem w stanie ruszyć bramy. Po dodaniu dwudziestu, dalej miałem problem, po trzydziestu byłem już w stanie lekko ją dźwignąć, a po dodaniu dodatkowych pięciu dostałem kolejną informację:

„Udało Ci się osiągnąć 50 pkt siły. Z tego powodu dostajesz w nagrodę + 1 pkt do wszystkich podstawowych statystyk, w tym do siły”.

Ucieszyłem się, ale i tak musiałem wpakować pozostałe 15 pkt statystyk w siłę, żeby podnieść bramę i z wielkim trudem zasłonić nią nieudolnie wejście do mojej groty. Po wykonaniu tej czynności wróciłem do wnętrza i padłem, zmęczony. Wtedy zauważyłem kolejne informacje:

Zdobyłeś osiągnięcie: klucznik (unikatowe)

Ze względu na stworzenie własnej bramy oraz wstawienie jej na miejsce, zyskujesz małą ilość doświadczenia, potrzebnego do lepszego operowania tą bramą i stworzenia ulepszeń.

Nagrody:

+ 1 pkt siły

+ 1 pkt inteligencji

Dodatkowo, tak jak wczoraj, pojawił się status, tyle tylko, że przypomniał mi, jaki jest dziś i utwierdził w przekonaniu, że skupienie się na bramie to dobry pomysł.

Status: Cisza nocna

W każdą pełnię najsilniejsze bestie lasu wychodzą na swoje łowy.

Efekt: Wszystkie bestie w lesie + 100% do podstawowej wartości. Wszystkie bestie opanowuje rządzą krwi – słabsze osobniki zbierają się wokół silniejszych i atakują dużymi stadami.

Jak się okazało, las w czasie pełni był przerażającym miejscem. Każda bestia podwajała swoją siłę, a żądza krwi działała jak adrenalina. W dodatku stworzenia gromadziły się i atakowały zorganizowanymi stadami. W ten sposób nawet armia poruszająca się w lesie podczas pełni miałaby poważny problem.

Cieszyłem się, że jestem w swoim schronie, ale dla pewności założyłem napierśnik i rękawice. Pod ręką miałem też tarczę. Rozumiałem, że bez względu na to, co zrobię, prawdopodobnie nie pomoże mi to nijak w obecnej sytuacji, bo ile mogłem być wart z moim śmiesznym dziesiątym levelem w obliczu ataku gromady bestii. Mimo wszystko, musiałem przyznać, że poczucie bezpieczeństwa robiło swoje. Postanowiłem więc coś zjeść, a samo jedzenie o dziwo nie było takie złe. Zauważyłem, że przyczynia się do regeneracji PZ, ale PM ani drgnęły.

Szybko połknąłem kolejną paczkę i jeszcze przed snem postanowiłem ponownie zerknąć na mój status: