Wydawca: Drageus Publishing House Kategoria: Fantastyka i sci-fi Język: polski Rok wydania: 2014

Star Carrier. Tom IV: Otchłań ebook

Ian Douglas

4.53846153846154 (13)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 391 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Star Carrier. Tom IV: Otchłań - Ian Douglas

Już niby wiesz, jak smakuje zderzenie z nieznanym. Jak człowiek się czuje, kiedy staje naprzeciw potężnego wroga, o którym wie niewiele albo w ogóle nic. Ale minęło dwadzieścia lat względnego spokoju. Miałeś już nadzieję, że udało się pokojowo załatwić sprawy między człowiekiem a obcymi rasami, prawda? Ale to nie takie proste. Znów trzeba podjąć walkę, a nowy przeciwnik dysponuje miażdżącą przewagą, posługuje się nieprawdopodobną wręcz technologią. Żebyś jeszcze chociaż wiedział, z kim sprawa, ale nawet to pozostaje tajemnicą. W dodatku musisz walczyć także z zagrożeniem już znanym, a sił przecież od tego nie przybywa. To bezwzględna wojna o przetrwanie, wiesz o tym doskonale… Jakby tego było mało, zaczynają się coraz ostrzejsze tarcia w łonie samej ludzkości, spierają się Konfederacja i Stany Zjednoczone, oliwy do ognia dolewają pozostałe mocarstwa…

No cóż, żołnierzu, nie masz innego wyjścia, jak znów zasiąść za sterami maszyny bojowej, aby rzucić się do gardła wrogom.

 

Ian Douglas po raz kolejny zaskakuje czytelnika pomysłowością. Do znanego już doskonale świata wprowadza nową zmienną, każe ludzkości stawić czoła następnemu niebezpieczeństwu, tajemniczemu, trudnemu do ogarnięcia. Oprócz tego wprowadza do akcji wojowniczą rasę Slan, jak zwykle znakomicie opisując problemy związane z komunikacją przedstawicieli cywilizacji diametralnie od siebie odbiegających konstrukcją psychofizyczną.

Opinie o ebooku Star Carrier. Tom IV: Otchłań - Ian Douglas

Cytaty z ebooka Star Carrier. Tom IV: Otchłań - Ian Douglas

jądra i szybsze spalanie zapasów wodoru, co kończy się wybuchem supernowej albo, w przypadku największych obiektów, jeszcze potężniejszej hipernowej. Po wybuchu większość pozostałej masy gwiazdy kompresowała się do postaci czarnej dziury, osobliwości o tak silnym polu grawitacyjnym, że zatrzymywała nawet światło. – Tak – powiedziała Gru’mulkisch. Jej słupki oczne cały czas skręcały się w dziwne wzory. – Nie jesteśmy pewni, jak długo Sześć Słońc funkcjonowało w oryginalnej konfiguracji. Zbudowali je ur-Sh’daar, zderzając gwiazdy na przestrzeni milionów lat i utrzymując je przy życiu. Najwidoczniej jednak Sh’daar utracili tę umiejętność, więc w końcu układ zestarzał się i eksplodował. Przez następne setki milionów
W ciągu ostatnich godzin kilkukrotnie była bardzo blisko użycia lasera przeciw sobie i za każdym razem decydowała się jeszcze trochę zaczekać. Zabrnęła tak daleko, lecz wciąż się trzymała, uczyła się właśnie, że ludzki mózg nie potrafił na dłuższy czas poddać się terrorowi i desperacji. Oczywiście strach i bezradność wciąż były obecne, ale cały czas coś sprawiało, że mogła wytrzymać jeszcze kilka minut, i jeszcze kilka, i znów kilka.
Pozytonium było określeniem tak zwanego „egzotycznego atomu” , quasi-stabilnego układu złożonego z elektronu i jego antycząsteczki – pozytonu. Normalnie równowaga między nimi, gdy krążyły wokół siebie, była niestabilna. Przy anihilacji wydzielały się kwanty promieniowania gamma. W zależności od spinu rozpadały się po stu dwudziestu pięciu pikosekundach lub stu czterdziestu dwóch nanosekundach. Wystrzeliwując strumień pozytonium z prędkością zbliżoną do c, można było jednak wydłużyć czas jego życia dzięki relatywistycznej dylatacji czasowej.

Fragment ebooka Star Carrier. Tom IV: Otchłań - Ian Douglas

Ian Douglas

Star Carrier

Tom IV

Otchłań

Przekład Justyn „Vilk" Łyżwa

Warszawa 2014

W serii Star Carrier dotychczas ukazały się:

TOM I

PIERWSZE UDERZENIE

TOM II

ŚRODEK CIĘŻKOŚCI

TOM III

OSOBLIWOŚĆ

Tytuł oryginału: Star Carrier: Deep Space

Copyright © 2013 by William H. Keith, Jr.

Projekt okładki: Agencja Ilustratorsko-Reklamowa MOTOKO

Redakcja: Rafał Dębski

Korekta: Agnieszka Pawlikowska

Skład i łamanie: PRESS POINT Ewa Jurecka

Wydawca:

Drageus Publishing House Sp. z o.o.

ul. Kopernika 5/L6

00-367 Warszawa

e-mail:drageus@drageus.com

www.drageus.com

ISBN epub: 978-83-64030-29-1

ISBN mobi: 978-83-64030-30-7

Opracowanie wersji elektronicznej:

Karolina Kaiser

Prolog

Zapis danych Agletsch 783478

Cywilizacje galaktyczne

Klauzula tajności: Red Alfa

Kod klasyfikacyjny cywilizacji:A548B7C

Nazwa potoczna: Sh’daar

Inne nazwy: Galaktyczne Imperium Sh’daar, Sieć Sh’daar, Cywilizacja Chmury N’gai

Planeta macierzysta: Nieznana, przypuszcza się, że jest to grupa planet zlokalizowanych w jądrze Omega Centauri T–0,876gy, nieregularnej, galaktyki, ponad osiemset milionów lat temu, oddalonej o dziesięć tysięcy lat świetlnych od płaszczyzny spiralnych ramion Drogi Mlecznej. Ta karłowata galaktyka została wchłonięta przez Drogę Mleczną przed około siedmiuset milionami lat i funkcjonuje jako gromada kulista Omega Centauri, oddalona od Słońca o około szesnaście tysięcy lat świetlnych.

Historia: W odległej przeszłości Chmura Gwiezdna N’gai zdominowana była przez ur-Sh’daar, grupę zaawansowanych technologicznie, podróżujących w kosmosie cywilizacji. Około osiemset siedemdziesiąt do dziewięciuset milionów lat temu ur-Sh’daar przeszli przez tak zwaną osobliwość Vingego, kiedy to gwałtownie przyspieszający rozwój technologii wywołał nie do końca zrozumiałą zmianę, która doprowadziła niemalże do upadku kultury ur-Sh’daar. Podczas gdy większość jej przedstawicieli znikła, przenosząc się prawdopodobnie do równoległego świata, wiele istot nie było w stanie lub nie chciało dokonać przemiany. Znani jako Outsiderzy, odbudowali cywilizację po katastrofie galaktycznej nazwanej Schjaa Hok – Transcendencja. Outsiderzy z biegiem czasu stali się Sh’daar.

Kontakty galaktyczne : Ur-Sh’daar stworzyli system tuneli czasoprzestrzennych pomiędzy ich galaktyką a Drogą Mleczną, znanych jako wrota, węzły Sh’daar lub AGTR, od nazwy anomalii grawitacyjnej Texaghu Resch, pierwszego takiego urządzenia napotkanego przez ludzkość. Jako że wrota wiodły przez czasoprzestrzeń, czyli zarówno przez przestrzeń, jak i przez czas, dawały starożytnym Sh’daar dostęp do odległej dla nich przyszłości, czyli naszej teraźniejszości. Istnieją dowody na to, że aktywność Sh’daar około dwunastu tysięcy lat temu doprowadziła do eksterminacji rasy zwanej Chelk, która zamieszkiwała rejony systemu gwiezdnego Texaghu Resch. W ciągu następnych kilkunastu tysięcy lat liczne rasy technologiczne, zamieszkujące Drogę Mleczną, zostały albo zniszczone, albo zmuszone do zaniechania rozwoju w pewnych dziedzinach zwanych technologiami GRIN, obejmujących genetykę, robotykę, systemy informacyjne i nanotechnologię. Wśród nich znalazły się rasy, z którymi ludzkość była w stanie wojny od 2367 roku, czyli Turuschowie, H’rulka, Nungiirtok i ich symbionty, Koboldy, a także Slan. Inną rasą podległą Sh’daar byli kosmiczni handlarze informacją Agletsch, pozostający w kontaktach z ludźmi od 2312 roku. To oni, a właściwie one dostarczyły ludzkości większość informacji na temat Sh’daar.

System polityczny Sh’daar: Jak wspomniano wcześniej, Sh’daar to grupa cywilizacji technicznych, których przedstawiciele nie przypominali ludzi, ani pod względem fizycznym, ani psychologicznym. Niektórzy funkcjonują tylko w formie elektronicznej, zamieszkując sieci komputerowe lub sztuczne ciała i naśladując swe istnienie jako ur-Sh’daar. Inni Outsiderzy nadal żyją w formie cielesnej, są to Sjhlurrr, symbiotyczne formy F’haav – F’heen, Adjugredudhra, Groth Hoj, Zhalleg, Baondyeddi i wiele innych. Ogólna liczba gatunków wchodzących w skład Sieci Sh’daar liczona jest w tysiącach.

Technologia: Sh’daar starają się ograniczać rozwój technologiczny innych gatunków i zatrzymać go na poziomie odpowiadającym rozwojowi ludzkości około roku 2400. Tłumaczy się to potrzebą powstrzymania ras technicznych przed transcendencją, procesem związanym z technologiami GRIN, lecz jednocześnie niemającym nic wspólnego z technologiami grawitacyjnymi, napędami kosmicznymi czy uzbrojeniem. Sh’daar wydają się obawiać tych technologii, które prowadzą do radykalnych zmian ciała lub też procesów myślowych, zarówno u inteligencji organicznych, jak i sztucznych.

Według źródeł Agletsch sami Sh’daar są w posiadaniu technologii umożliwiających im rozbijanie gwiazd czy też anihilację całych układów gwiezdnych.

Na obecnym etapie niewyjaśnione pozostaje, czy ksenotechniczna paranoja Sh’daar ma podłoże filozoficzne, czy też praktyczne.

Wyciąg z przekazu danych Agletsch.

14 marca 2420

Rozdział pierwszy

25 września 2424

TC/USNA RSV „Endeavor”

Czarna Rozeta, Omega Centauri

16 000 lat świetlnych od Ziemi

Godzina 13.30 TFT

Nic podobnego dotąd nie widziano, nawet w tak dziwnej i pełnej niespodzianek galaktyce jak Droga Mleczna. Badawczy statek kosmiczny USNA „Endeavor” dotarł tak blisko tego cudu, jak tylko odważył się kapitan. Chmury dronów rozpoznawczych dokonywały pomiarów i badań zewnętrznych okolic centralnego wiru Rozety.

Nazywano to Czarną Rozetą – sześć czarnych dziur znajdujących się w grawitacyjnej równowadze, symetrycznie rozmieszczonych wokół wspólnego środka. Każda z nich była nieznacznie większa od Ziemi i posiadała masę czterdziestokrotnie większą od masy Słońca. Każda poruszała się z prędkością dwudziestu sześciu tysięcy kilometrów na sekundę. Sumaryczna masa dwustu czterdziestu Słońc wirująca tak szybko zaginała materię czasoprzestrzeni i wprowadzała nieoczekiwane zmiany w lokalnej geometrii. Z perspektywy załogi znajdującej się na pokładzie wyglądało na to, że przestrzeń pomiędzy wirującymi czarnymi dziurami wypełniona była światłem. W miarę jak „Endeavor” zbliżał się do Rozety, ukazywało się coraz więcej szczegółów. Pomiędzy czarnymi dziurami widoczne były gęsto upakowane obłoki gwiezdne i konstelacje.

Pod pewnymi kątami czujniki okrętu odbierały ogromne promieniowanie rozchodzące się od wrót, pod innymi promieniowanie nie odbiegało od normalnego poziomu tła, z wyjątkiem twardych promieni gamma przepływających przez lokalną przestrzeń, a pochodzących z sześciu okrążających się wzajemnie czarnych dziur. Wirujący sekstet wydawał się otulony cienkim, gorącym obłokiem gazowym, a czarne dziury wielkości planet były w pewnym stopniu widoczne dzięki niebieskofioletowej plazmie, pochłaniającej promieniowanie X.

Dowódca „Endeavor” kapitan Sheri Hodgkins sprawdziła poziom promieniowania na powierzchni kadłuba jednostki badawczej i stwierdziła, że są wystarczająco blisko.

– Proszę nas wycofać kilkaset kilometrów, panie Colger.

– Aye, aye, pani kapitan. Manewruję…

Hodgkins połączona była z AI okrętu za pomocą implantu mózgowego, widziała więc manewry w oknie otwartym bezpośrednio w swoim umyśle. Podobnie jak zdecydowana większość ziemskich jednostek międzygwiezdnych, „Endeavor” miał kształt grzyba. Laboratoria i napędy mieściły się w jego trzonie, a moduły mieszkalne i sterownicze w obrotowych pierścieniach, kryjących się w cieniu ogromnego kapelusza. Woda zgromadzona w kopule ochronnej służyła zarówno jako napęd dla silników manewrowych, jak i ochrona przy prędkościach podświetlnych. Obecnie przyjmowała ona większość promieniowania Rozety. Magnetyczne tarcze zapewniały pewną osłonę, jednak kapitan nie chciała ryzykować przy tak ogromnym poziomie promieniowania, jaki panował na zewnątrz.

Dwa okręty eskortujące jednostkę badawczą, niszczyciele „Miller” i „Herrera”, pozostawały w formacji. Nikt nie był do końca pewien, jaka może być reakcja Sh’daar na prowadzenie badań tak głęboko we wnętrzu ich gromady. Od szesnastu lat Traktat Omega był przestrzegany. Aż do…

– Pani kapitan, wykrywamy ruch we wnętrzu wiru!

– Jaki ruch?

– Liczne cele poruszające się z dużą prędkością! Wektor na zbliżenie.

– Mostek! Wycofać okręt! Łączność! Powiadomić eskortę!

Niestety, „Miller” właśnie rozpadał się na dwie części, jego kadłub i kopuła ochronna znikały w białej, gorącej plazmie. „Herrera” miała czas wymierzyć i wystrzelić ze swojej głównej broni strumieniowej, lecz w chwilę później jej tarcze grawitacyjne zostały przełamane i kadłub rozerwał się pod wpływem cząsteczek wyłaniających się z wiru z prędkością bliską c.

„Endeavor” także został trafiony. Jego kopuła zniknęła w chmurze kryształów lodu pochodzących z wody zamarzającej w próżni. Hodgkins chwyciła poręcze swojego fotela dowódczego, gdy mostek zatrząsł się i oderwał od kadłuba.

– Łączność! Wiadomość ratunkowa!

W tym momencie mostek znikł w rozszerzającej się białej kuli.

Pięć sekund później AI automatycznej alarmowej stacji kuriersko-zwiadowczej HVK-724, oddalonej o półtora miliona kilometrów, zanotowała zniszczenie trzech okrętów głównych i uruchomiła podstawowy program.

Ziemia leżała szesnaście tysięcy lat świetlnych dalej. Przy maksymalnej prędkości z napędem Alcubierre’a kurier miał dotrzeć do celu w ciągu czterdziestu czterech dni.

7 listopada 2424

Baza Marynarki Konfederacji Dylan

Arianrhod, 36 Ophiuchi A III

Godzina 6.18 TFT

– Śluza zatoki jest otwarta – rozległ się głos. – VFA-140, macie pozwolenie na start.

Porucznik Megan Connor poczuła szarpanie myśliwca, spowodowane przez wybuch wewnątrz pobliskiej skały, przeniesiony przez otoczenie i kadłub maszyny.

– Przyjęłam, kontrola Arianrhod – odpowiedziała. – Na moją komendę, Draco, za pięć… cztery… trzy… dwie… jedną… START!

Przyspieszenie wcisnęło ją w oparcie fotela, gdy mknęła ku odległemu punktowi światła. Plamka gwałtownie się powiększała, by w końcu eksplodować wokół złotym blaskiem dnia. Pod brzuchami myśliwców błyskało morze Silverwheel.

W myślach kliknęła przycisk kontrolny i przed nosem jej myśliwca pojawiła się mikroskopijna czarna dziura osobliwości grawitacyjnej. Za plecami dwie rakiety zbliżały się do góry, w której mieściła się baza Konfederacji. Stardragon utrzymał pułap, dołączając do formacji złożonej z maszyn tego samego typu.

Nadleciało więcej rakiet.

– Idziemy świecą! – nadała do pozostałych. – Za trzy… dwie… jedną… teraz!

Dziewięć SG-112 Stardragon wzbiło się jednocześnie pionowo w górę, kierując się prosto w brylantowozłote niebo pokryte chmurami. Z przyspieszeniem pięciuset g myśliwce szybko przebijały się przez obłoki i atmosferę, by po chwili znaleźć się w otwartej przestrzeni.

– Konfiguracja bojowa!

Nanolaminatowe kadłuby zmieniły kształt z płaskich, gładkich trójkątów w literę Y, na końcach skierowanych ku przodowi skrzydeł wysunęły się pylony uzbrojenia. Dwie rakiety, uprzednio kierujące się ku bazie, zmieniły wektor i pomknęły za stardragonami eskadry „Draco”. Zamykający formację porucznicy Allende i Larson wystrzelili kinetyczne pociski antyrakietowe, które uderzyły w rakiety Slan i spowodowały ich detonację dziesięć kilometrów za ogonami myśliwców.

Na wewnętrznym wyświetlaczu Connor widziała, jak niszczyciel Slan zmienia kurs na przechwytujący. Powiększenie obrazu ukazało płaskie ostrze kadłuba i osiem rekinich płetw, pomalowanych na biało i czerwono. O samych Slan nie wiedziano zbyt wiele, prócz tego, że byli kolejną rasą podporządkowaną Sh’daar. Charakterystyczne wzory na kadłubach okrętów bojowych, zdaniem wywiadu, odzwierciedlać miały wygląd jakiegoś drapieżnika, ale nawet to było tylko przypuszczeniem.

Namierzyła niszczyciel, wybrała broń – rakiety przeciwokrętowe VG-44c Fer-de-lance – i odpaliła je.

– Ferdie uzbrojony! – krzyknęła. – Fox Jeden!

Rakieta z głowicą nuklearną wysunęła się spod kadłuba i pomknęła ku niszczycielowi. Pozostałe myśliwce rozsypały się we wszystkich kierunkach, atakując cele, którymi usiane było niebo.

36 Ophiuchi był trzygwiezdnym systemem oddalonym o jedyne dziewiętnaście i pół roku świetlnego od Ziemi i dziesięć od zajętego przez nieprzyjaciela 70 Ophiuchi i Ozyrysa. Komponenty A i B, pomarańczowe gwiazdy klasy K2, okrążały się wzajemnie po ekstremalnie eliptycznej orbicie, której najkrótsza cięciwa miała długość zaledwie siedmiu jednostek astronomicznych, a najdłuższa aż stu sześćdziesięciu dziewięciu. Obecnie znajdowały się trzydzieści JA od siebie i 36 Oph B wydawał się pomarańczową iskierką w ciemnościach rozciągających się za jasnym dyskiem 36 Oph A. Trzecia, mniejsza, czerwonopomarańczowa gwiazda 36 Ophiuchi C okrążała dwie główne w odległości pięciu tysięcy JA, czyli około dwudziestu ośmiu dni świetlnych, co czyniło ją w tej chwili niewidoczną gołym okiem.

System był młody, miał mniej niż miliard lat. Znajdowało się w nim mnóstwo komet i odłamków asteroidalnych. Planeta nazwana przez kolonistów Arianrhod została ujęta w wykazach jako 36 Ophiuchi A III, trzeci z czterech małych, skalistych globów. Znajdująca się w odległości nieco większej niż pół jednostki astronomicznej od gwiazdy, leżała w połowie strefy zamieszkania systemu. Pokryty w większości wodą świat miał masę dwukrotnie przekraczającą masę Ziemi. Lwia część suchego lądu skupiona była na południowej półkuli i tworzyła archipelag Caer Arianrhod. Tam właśnie znajdowała się kolonia naukowa Silverwheel.

Arianrhod stwarzała specjalistom Konfederacji doskonałą okazję do obserwacji planety podobnej do Ziemi, znajdującej się jeszcze w fazie intensywnego rozwoju. Ziemia musiała wyglądać podobnie jakieś trzy i pół do czterech miliardów lat temu. Atmosfera była trującą mieszanką dwutlenku węgla, metanu, azotu i dwutlenku siarki. Asteroidy i komety uderzały w młody świat, wywołując apokaliptyczne fale. Większość kompleksu Silverwheel znajdowała się pod ziemią, podobnie jak baza Marynarki Wojennej USNA, której zadaniem była ochrona naukowców. Teren nad powierzchnią wody był skalisty, niedostępny i pozbawiony życia.

Życie istniało jednak w oceanach, wzbudzając pytania o jego naturę i różnorodność w morzach młodej Ziemi. Wiadomo było, że życie pojawiło się w ziemskich zbiornikach wodnych już kilkaset milionów lat po uformowaniu się skorupy ziemskiej, ale sprowadzało się do form jednokomórkowych i tak miało pozostać przez dwa i pół miliarda lat. Organizmy wielokomórkowe pojawiły się jakiś miliard lat temu. Tymczasem na Arianrhod już istniały formy wielokomórkowe, takie jak meduzy.

Niektórzy naukowcy sugerowali, że życie na Ziemi nie ewoluowało raz, lecz kilka razy, inni twierdzili, że to promieniowanie słońca Arianrhod dało ewolucji tak potężnego kopniaka. Planeta oferowała ksenobiologom niepowtarzalną możliwość oglądania tego procesu na bieżąco. Nazwa systemu wywodziła się od imienia starożytnej celtyckiej bogini płodności i urodzaju. Pewnego dnia, za około miliard lat, ten świat mógł stać się drugą Ziemią. Tymczasem oferował ludzkości okazję do studiowania ewolucji planety. Większość z dwudziestu tysięcy mieszkańców Silverwheel stanowili naukowcy i ich rodziny.

Atak Slan nie był całkowicie niespodziewany.

Ozyrys, 70 Ophiuchi A II, został zaatakowany i przejęty dwadzieścia lat wcześniej przez połączone siły Turuschów i Nungiirtok. Ozyrys był jedną z tak zwanych planet ogrodów, z atmosferą składającą się z mieszaniny tlenu i azotu. Ludzie mogli tutaj mieszkać bez skafandrów ochronnych. Przedstawiciele władz w Silverwheel mieli nadzieję, że przeciwnikowi chodzi o przyjazne, podobne do Ziemi planety, a nie trujące i dopiero się formujące. Mijał rok za rokiem i nic się nie działo. Wydawało się, że Arianrhod nie znajduje się na liście celów.

Aż do dziś. W odróżnieniu od władz cywilnych Marynarka od dawna podejrzewała, że któraś z ras podległych Sh’daar wyciągnie rękę po 36 Ophiuchi, i wysłała do ochrony systemu trzy eskadry myśliwskie. Dwie z nich, „Draco” i „Reapers”, stacjonowały w bazie Marynarki bezpośrednio na planecie, a trzecia, „Blood Knights”, w bazie orbitalnej Caer Gwydion. Dwa dni temu drony rozpoznawcze rozmieszczone na obrzeżach układu zauważyły zbliżanie się dużych sił z kierunku 70 Ophiuchi.

Flota, która okazała się należeć do Slan, była mieszaniną lancetowatych niszczycieli i ciężkich okrętów bombardujących, oznaczonych w kodzie wywiadu Marynarki jako Trebuchet. Trzy eskadry prawie non stop były w ruchu, wracając do bazy tylko w celu uzupełnienia zapasów amunicji i dokonania koniecznych napraw. Caer Gwydion dziesięć godzin temu została trafiona przez trzy dwustumegatonowe rakiety i zamieniła się w obłok gorącego gazu.

Jednak pozostałe myśliwce pomimo strat kontynuowały szarpanie sił wroga.

Stardragon porucznik Sheridan otrzymał bezpośrednie trafienie strumieniem cząsteczek, myśliwiec znikł z pola widzenia.

– Wszyscy Draco! – zawołała Connor. – Kierunek na treby zbliżające się do planety. Zobaczymy, czy uda nam się załamać ten atak.

Trebuchety były kanciaste i pękate, całkowicie niepodobne do smukłych niszczycieli. Każdy miał nieco ponad dwieście metrów długości i pomalowany był na czarno, z jaskrawozielonymi znaczeniami. Przenosiły pojedynczą rakietę z głowicą nuklearną o mocy pięciuset megaton. Nadlatywały falami, wyrównując szyk w okolicach planety i wystrzeliwując śmiercionośny ładunek. Już z odległości piętnastu tysięcy kilometrów Connor była w stanie zobaczyć rozbłyski wybuchów na północnym wybrzeżu kontynentu, w miejscu, gdzie znajdowało się Silverwheel. Nawet znajdująca się głęboko pod ziemią kolonia nie mogła na dłuższą metę wytrzymać dzikiego bombardowania.

Przyjmując kurs, który umiejscawiał stardragona za rufami trebów, Connor wybrała w myślach cel, a następnie kliknęła ikonę odpowiadającą za uzbrojenie i wystrzelenie inteligentnej rakiety VG-10 Krait. Zanim jednak dosięgła celu, ogromna rakieta podczepiona pod kadłubem treba została zwolniona i pomknęła w kierunku planety. Connor wzięła na cel także rakietę i posłała za nią kolejnego kraita.

Nie mogła czekać na efekty swoich strzałów, zamiast tego obróciła gwałtownie myśliwiec, ostro hamując i namierzając kolejny cel. Oznaczyła następnego trebucheta i posłała w jego kierunku VG-10.

Otoczenie wypełnione było rozbłyskami jaskrawego światła wybuchów nuklearnych. Na kanale taktycznym Connor słyszała nawoływania i ostrzeżenia przekazywane przez pozostałych pilotów z jej eskadry.

– Draco Trzy, Draco Siedem! Masz stiletto na szóstej.

– Widzę go, Siedem, nie mogę go zrzucić!

– Siedzę mu na dupie! Na mój znak odbij w prawo w górę. Trzy… dwa… jeden… Teraz!

– Draco Dziesięć, tu Cztery! Jestem obok, asystuję!

– Przyjąłem, Dziesięć! Uzbrajam kraity!

– Stiletto! Mam sześć stiletto, kierunek jeden-siedem-dziewięć…

– Fox Jeden! Fox Jeden! Rakiety poszły!

– Przyciśnijmy te treby na zero-jeden-osiem!

– Trafienie! Mam jednego! Mam jednego!

– Draco Jeden! Uwaga, skipper! Trzy stiletto na twojej szóstej powyżej! Idą od strony słońca!

Connor obróciła myśliwiec wokół własnej osi i lecąc tyłem, skupiła się na znalezieniu przeciwników. Stiletto było kodową nazwą kosmicznych myśliwców Slan – smukłych, trójskrzydłych, przypominających grot strzały. Ich główne uzbrojenie stanowiło potężne, osiowe działo fuzyjne, którego bezpośrednie trafienie mogło zniszczyć nawet nanolaminatowy kadłub stardragona. Współczesne myśliwce kosmiczne były w stanie samodzielnie naprawiać uszkodzenia nawet podczas prowadzenia walki, ale strumień magnetycznie przyspieszonych cząsteczek wodoru poruszających się z prędkością bliską c przebijał się przez najlepszą obronę i pozostawiał tylko chmurę gorącego gazu.

– Przyjęłam! – krzyknęła Connor i odpaliła kolejny fer-de-lance, mierząc w środkowy z trzech nadlatujących myśliwców. VG-44c przeznaczone były do niszczenia wielkich okrętów o masach przekraczających setki tysięcy ton, ale potężna kula plazmy mogła unicestwić jednocześnie trzy atakujące myśliwce. Jeśli do nich doleci…

Niestety. Z jednego stiletto wystrzelił zabójczy promień i zniszczył nadlatującą rakietę tysiąc kilometrów przed osiągnięciem przez nią celu. Drugi promień pomknął w stronę stardragona i minął go, chybiając o włos dzięki błyskawicznemu unikowi wykonanemu przez AI.

Connor wypuściła chmurę imitatorów, pocisków wielkości ołówka, które naśladowały obraz myśliwca, myląc przeciwnika. Dobry komputer pokładowy był w stanie utrzymać cel pomimo tego, ale wystrzelony strumień uległ rozproszeniu w chmurze pułapek. Dziewczyna wystrzeliła następny fer-de-lance, a potem trzeci i czwarty, licząc na przełamanie obrony wrogich myśliwców.

Za jej plecami pierwszy krait eksplodował za rufą trebucheta, rozkwitając kulą białego ognia, w ułamku sekundy pożerającego okręt. Myśliwiec Connor kontynuował obrót, przyspieszając mocno w stronę planety. Pierwszy fer-de-lance wystrzelony w stronę prześladowców wyparował. Cholera…

Coś uderzyło w jej maszynę, powodując niekontrolowane koziołkowanie. Sprawdziła listę uszkodzeń, system sterowania nie działał, generatory mocy wysiadły…

– Wszyscy Draco! Dostałam!

Drugi fer-de-lance znikł z nieba. Myśliwce Slan zbliżały się szybko.

– Draco Dwa! Słyszysz mnie?

– Jeden, Sześć – odparł inny głos. Draco Sześć to porucznik Yamaguchi. – Dwójka wypadła z gry. Mogę jakoś pomóc?

– Sterowanie i napędy nie odpowiadają – odparła. – Przejmujesz dowodzenie eskadrą!

– Przyjąłem, Jeden. Nowy wektor…

Głos Yamaguchiego znikł w szumach.

Chwilę potem trzeci fer-de-lance, lecąc po łagodnym łuku, dopadł oddalone zaledwie o trzy tysiące kilometrów stiletto. Eksplozja rozjaśniła niebo, a gdy światło przygasło, w miejscu gdzie przedtem był myśliwiec, pozostały tylko obłoki plazmy.

Connor zaczęła oceniać sytuację. Generator mocy nie działał, para mikroosobliwości ciągnących maszynę zniknęła. Opadły tarcze magnetyczne. Uzbrojenie także odmawiało posłuszeństwa, podobnie jak silniki korekcyjne. Na szczęście nadal funkcjonowały systemy podtrzymania życia, pracujące na rezerwowych generatorach, podobnie jak czujniki lotu i AI.

Poprosiła AI o wyznaczenie kursu w kierunku Arianrhod, patrząc na zbliżającą się zieloną krzywiznę. Opadała z prędkością dwudziestu kilometrów na sekundę. Było to pięć kilometrów na sekundę więcej, niż wynosiła prędkość ucieczki1 dla tej planety. Wyglądało na to, że odbije się od atmosfery, okrąży glob i umknie w przestrzeń.

Connor nie była pewna, co o tym myśleć. Nie spłonie w atmosferze w ciągu następnych minut, a to mogło oznaczać, że myśliwiec będzie miał trochę czasu na odbudowę po uszkodzeniach.

Jednak szybki koniec podczas wejścia w atmosferę mógł być lepszy niż zamarznięcie czy też powolna śmierć głodowa, gdy w końcu przestaną działać systemy podtrzymania życia.

Nie miała wielkiego wyboru.

Pięć minut później zderzyła się z atmosferą, która z powodu większej niż ziemska grawitacji była gęstsza na tej samej wysokości. Przy powierzchni ciśnienie pięciokrotnie przewyższało panujące na Błękitnej Planecie. Tu było bardzo niewielkie, jednak Connor poruszała się wystarczająco szybko, żeby uderzenie zatrzęsło nią dziko, a zewnętrzne warstwy kadłuba zaczęły się przegrzewać od tarcia. Temperatura wewnątrz kokpitu także zaczęła rosnąć. Nadal możliwe było wbicie się w atmosferę na tyle głęboko, by w niej spłonąć, jak gwiazda przebiegająca z dziennej strony nieba na nocną.

I w tym momencie koziołkowanie ustało, a myśliwiec ponownie znalazł się w otwartej przestrzeni.

Na szczęście krótkie spotkanie z atmosferą wygasiło także niekontrolowane ruchy maszyny. Niebo nie wirowało już nad głową Connor. Wytraciła nieco prędkość, ale nadal rozwijała ponad szesnaście kilometrów na sekundę, wystarczająco dużo, by na zawsze oddalić się od Arianrhod.

Biegacz. Takie określenie w slangu pilotów oznaczało maszynę uszkodzoną na tyle mocno, że pozbawiona sterowności oddalała się z miejsca bitwy w otwartą przestrzeń. Connor wiedziała, że tym razem nie wystartuje żaden holownik SAR, nie będzie misji ratunkowej. Slan byli wszędzie, panowali nad przestrzenią. Wielkie okręty, najprawdopodobniej transportowce, wchodziły w atmosferę i zbliżały się do kolonii Silverwheel.

AI sugerowała, że przynajmniej niektóre naprawy są możliwe. Priorytet nadała generatorowi mocy, by odzyskać zasilanie. A wtedy wszystko stanie się prostsze.

Bez zasilania Connor już była praktycznie martwa, tyle że wyrok został nieco odroczony.

Prawie pięć i pół godziny później automatyczna stacja kuriersko-zwiadowcza HVK-724, znajdująca się na orbicie odległej o czterdzieści jednostek astronomicznych od Arianrhod, przechwyciła transmisję alarmową z Silverwheel. Zapis zawierał informacje o bitwie w systemie 36 Ophiuchi, zniszczeniu stacji orbitalnej Caer Gwydion i trzech eskadr myśliwskich, poważnych uszkodzeniach kolonii badawczej, lądowaniu ciężko uzbrojonych oddziałów szturmowych przeciwnika oraz zniszczeniu bazy Marynarki Wojennej Dylan.

Kurier uruchomił program podstawowy, włączając napęd Alcubierre’a i znikając z normalnej przestrzeni. Przy maksymalnej prędkości pojazdu dystans dziewiętnastu i pół roku świetlnego dzielący 36 Ophiuchi i Ziemię mógł pokonać w zaledwie godzinę i osiemnaście minut.

Zbiegiem okoliczności było, że wiadomości o dwóch katastrofach dotarły na Ziemię w odstępie jednego dnia.

Aleja Wolności

Columbus, Dystrykt Columbia

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej

Godzina 7.49 TFT

– Kapitanie Gray, tu łączność. Ważna wiadomość, klauzula pilne!

Trevor „Piachu” Gray, dowódca lotniskowca „Ameryka”, zatrzymał się w pół kroku. Wokół niego na Alei Wolności kłębił się tłum świętujący reelekcję prezydenta.

– Dawaj.

– Tylko głos, pełny zestaw czy tekst?

– Tekst poproszę.

W umyśle oficera otworzyło się okno dialogowe.

Priorytet: Pilne

Od: Dowództwo Marynarki Wojennej Konfederacji

Do: Wszystkich Dowództw

Według doniesień ze stacji kuriersko-zwiadowczej kolonia naukowa Konfederacji Silverwheel znajdująca się na 36 Ophiuchi A iii została zajęta przez siły szturmowe Slan…

Wiadomość mówiła dalej, że w ataku wzięło udział co najmniej dwanaście niszczycieli klasy Sabre, pięćdziesiąt okrętów bombardujących Trebuchet i duża ilość myśliwców Stiletto. Zarówno bazę Marynarki, jak i stację naukową uznano za stracone. Atak miał miejsce mniej niż dwie godziny temu.

Przekaz podpisany był przez admirała Ronalda Kinkaida, dowódcę Marynarki Wojennej Konfederacji.

Gdy słowa zblakły, Gray ponownie skupił się na otoczeniu. Jakiś mężczyzna, zgodnie z obowiązującą modą nagi z wyjątkiem animowanych tatuaży i hełmu sensorycznego, potrącił Graya z tyłu.

– Przepraszam, kapitanie.

– No problemo.

Tatuaż mężczyzny, zawierający słowo „wolność”, rozciągał się od obojczyka po pachwinę, migocząc spektrum kolorów.

Gray potrząsnął głową i poszedł dalej. Tłum był na tyle gęsty, że porwanie przez główny nurt mogło się okazać ryzykowne. Budynki rządowe górowały nad placem, eksponując swe fantazyjne kształty. Tłum zdawał się skupiony na jednym z nich.

Zwycięstwo Koeniga wydawało się otwierać bramę Partii Wolności głoszącej hasła antykonfederacyjne.

A może, jak sugerowała cyniczna część umysłu Graya, Amerykanie ekscytowali się swoją ulubioną dyscypliną sportową, polityką. Wystarczyło dać im jakieś hasło, powód do demonstracji i głosowania, a już siedzieli w tym po uszy.

Cała ta historia nie mogła wydarzyć się w gorszym czasie. Jeśli 36 Ophiuchi zostało zajęte przez Slan, znaczyło to, że Sh’daar ponownie wykonali wrogi krok, a więc niepodległość Stanów Zjednoczonych nie miała racji bytu. Ludzkość, zjednoczona ludzkość, musiała stawić czoła temu niebezpieczeństwu i wszystkie demonstracje świata nie mogły tego zmienić.

Gray wsiadł tego ranka do wahadłowca, by osobiście pogratulować prezydentowi, ale w obecnej sytuacji uznał, że nie jest to najlepszy moment na wizyty i wspomnienia.

Wahał się przez chwilę, przepychając przez tłum, po czym zawrócił i skierował się ku portowi gwiezdnemu Columbus.

Gray musiał szybko znaleźć się na orbicie. Na pokładzie swojego okrętu.

Był już prawie na pokładzie lotniskowca „Ameryka”, gdy nadeszła druga wiadomość.

Rozdział drugi

8 listopada 2424

Na podejściu do bazy

Marynarki Wojennej USNA

Quito Synchorbital

Godzina 14.35 TFT

Porucznik Donald Gregory wyrównał przyspieszenie SG-92 Starhawk. Baza Marynarki Wojennej Oceana malała za jego plecami, kryjąc się za warstwą chmur. Wokół maszyny eksplodowało światło słoneczne, a niebo prawie natychmiast zmieniło barwę z błękitu, poprzez ultramarynę, na czerń.

Obok niego w ciasnej formacji wzbijało się w niebo jedenaście innych starhawków, należących do eskadry „Black Demons”. Nanosensory umieszczone na zewnętrznej powierzchni kadłuba myśliwca przekazywały dane bezpośrednio do implantu mózgowego pilota, co pozwalało mu widzieć wszystko z krystaliczną ostrością. Sprawiało to wrażenie, że nie siedzi się w myśliwcu, lecz jest się samą maszyną.

– Trzymamy się ciasno, dzieciaki – zabrzmiał głos dowódcy eskadry, komandora Luthera Mackeya. – Utrzymać formację. Trzeba pokazać, że jesteśmy równie dobrzy, jak „Jeźdźcy Smoków”.

– Jasne, szefie, ale co o tym naprawdę myślisz? – wtrącił porucznik Nathan Esperanza.

Odpowiedziało mu kilka znaczących chrząknięć.

– Cholera, myślę, że po prostu chce dopaść Sh’daar – powiedziała porucznik Caryl Mason. – Zakładając oczywiście, że plotki są prawdą.

– Oczywiście, że są – odparł Esperanza. – Mam kumpla w bazie Commo, który widział przechwycone wiadomości. Jeden z naszych okrętów badawczych został przyszpilony przy Omega Cent, a Slan zajęli Arianrhod. Dlatego nas wzywają.

– Nieszczęścia zawsze chodzą parami – dodał porucznik Jason Del Rey.

– Po co się trudzić domysłami – powiedział porucznik Joseph „Happy” Kemper. – Zapytajmy Nungiego. Będziemy mieli wiadomości z pierwszej ręki.

– Pierdol się, Kemper – powiedział ze sztucznym spokojem Gregory. Ksywa Nungie nie była jego wyborem.

– Spokój! – wtrącił się Mackey. – Uruchomić link taktyczny.

Gregory wydał w myślach komendę, która połączyła AI jego myśliwca z resztą eskadry. Dwanaście starhawków stanowiło obecnie jeden organizm.

– Na mój znak przyspieszenie dwa tysiące g – dodał dowódca. – Trzy… dwa… jeden… teraz!

Gregory nie czuł dzikiego przyspieszenia. Jego myśliwiec podążał za sztuczną osobliwością grawitacyjną migającą z ogromną częstotliwością przed jego dziobem i oddziałującą równomiernie na każdy atom, w tym na ciało pilota. Maszyna poruszała się swobodnym lotem po kursie perfekcyjnie zgranym z resztą eskadry. Ziemia, pokryta białymi chmurami, szybko malała za ogonami myśliwców. Starhawki mogły przyspieszać do pięćdziesięciu tysięcy g, co pozwalało im osiągnąć prędkość podświetlną w czasie krótszym niż dziesięć minut. Przy stosunkowo niewielkiej odległości od orbity Ziemi musieli jednak zachować dużo mniejszą prędkość. Po czterdziestu dwóch sekundach eskadra była w połowie drogi. W tym momencie piloci przerzucili osobliwości na tył maszyn i rozpoczęli wytracanie prędkości.

Gregory starał się nie myśleć o docinku Kempera. Tak naprawdę nie warto było sobie strzępić języka. Protesty spowodowałyby tylko eskalację, wiedział to z doświadczenia.

Od lat Gregory chciał być pilotem myśliwskim, pragnął zostać członkiem tego elitarnego bractwa tak bardzo, iż ledwie mógł znieść fakt, że nim nie jest. Piloci myśliwców grawitacyjnych byli arystokracją w Siłach Zbrojnych, ale to nie z tego powodu się zgłosił czy też brał udział w morderczym treningu, który czynił go jednym z nich. Urodzony na Ozyrysie, 70 Ophiuchi A II, miał osiem lat, gdy Turuschowie zbombardowali planetę, którą wkrótce potem zajęły oddziały szturmowe Nungiirtok. Działo się to w roku 2405, niecałe dwadzieścia lat temu.

Gregory nadal zachował gorzkie wspomnienia z tego czasu. Szczególnie mocno utkwił mu w pamięci moment, gdy ojciec pakował go na pokład przepełnionego frachtowca, pełnego dzieci kolonistów. To było kilka dni przed ostatecznym upadkiem. Doskonale pamiętał, jak bardzo nie chciał lecieć, pamiętał zapewnienia ojca, że wkrótce znów będą razem…

Nie stało się tak. Kiedy siedem miesięcy później ogłoszony został traktat ze Sh’daar, Ozyrys pozostał pod kontrolą Nungiirtok. Rząd Konfederacji Terrańskiej próbował negocjacji w tej sprawie, lecz bezskutecznie.

Mijał rok za rokiem, Gregory stawał się coraz bardziej zgorzkniały. Wyglądało na to, że Konfederacja chciała uniknąć konfrontacji. Nawet teraz nie próbowano nawiązać formalnego kontaktu z Nungiirtok, by sprawdzić, czy jego rodzice i inni koloniści jeszcze żyją.

Trzy lata temu wstąpił do Marynarki, starając się o przydział do lotnictwa. System gwiezdny 70 Ophiuchi był ważny strategicznie. Oddalony jedynie o szesnaście lat świetlnych od Układu Słonecznego, tworzył śmiertelnie niebezpieczny wyłom głęboko w sferze obronnej Konfederacji i dawał rasom podległym Sh’daar dogodną bazę wypadową do uderzenia na Ziemię. Oczywiście było tylko kwestią czasu, kiedy Ziemianie wrócą na Ozyrysa, a Gregory chciał być przy tym obecny.

Inni członkowie eskadry nadali mu jednak przydomek „Nungie” i żartowali, że pracuje dla Sh’daar. Gregory mógłby to nawet znieść. Problem polegał na tym, że żarty stawały się coraz okrutniejsze. Pytano go na przykład, czy zamiast implantów wojskowych nosi w mózgu Społeczność Sh’daar.

Czterdzieści dwie sekundy przyspieszania pozwoliło „Black Demons” osiągnąć prędkość ośmiuset pięćdziesięciu kilometrów na sekundę. Hamowali obecnie z opóźnieniem wynoszącym dokładnie tyle samo, co uprzednie przyspieszenie, czyli dwa tysiące g.

Wojna ze Sh’daar trwała trzydzieści osiem lat – od momentu, w którym Agletsch dostarczyli ultimatum Sh’daar, aż do błyskotliwych zwycięstw admirała Koeniga przy Texaghu Resch i Omega Centauri. Większość cywilów uważała wojnę za historię, podczas gdy wojskowi twierdzili, że takie rozumowanie jest nieco przedwczesne. Według wszelkich ocen Sh’daar dysponowali technologią o tysiące lat wyprzedzającą ziemską. Czemu mieliby się zatrzymywać?

Zwalniając gwałtownie, „Black Demons” wlecieli w plątaninę sfer, dźwigarów, zbiorników i modułów obrotowych tworzących stację orbitalną Quito. Zakotwiczona w skale góry Cayambe, znajdującej się na równiku ziemskim, leżącym trzydzieści sześć tysięcy kilometrów poniżej, od dwudziestego drugiego wieku zapewniała ludzkości łatwy dostęp do kosmosu.

Orbitalna baza Marynarki Wojennej znajdowała się kilkanaście kilometrów od windy kosmicznej i była ogromną strukturą obejmującą setki doków dla jednostek wojskowych. Stanowiąca wspólne przedsięwzięcie Konfederacji i Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, mieściła tysiące członków sił zbrojnych oraz była domem dla wielkich okrętów nieprzystosowanych do wchodzenia w atmosferę.

Największym z nich był lotniskowiec gwiezdny TC/USNA „Ameryka”.

Skonstruowana w kształcie grzyba o długości tysiąca stu pięćdziesięciu metrów, CVS „Ameryka” znajdowała się w specjalnie dla niej zbudowanym doku, zapewniającym dostęp pojazdom remontowym i zaopatrzeniowym. Jej kopuła ochronna o średnicy pięciuset i głębokości stu pięćdziesięciu metrów służyła zarówno jako osłona przed promieniowaniem, jak i zbiornik mieszczący dwadzieścia siedem miliardów litrów wody, używanej przez silniki manewrowe. Smukły kadłub o długości kilometra skrywał generator mocy, silniki manewrowe i magazyny, podczas gdy dwa obracające się w przeciwnych kierunkach pierścienie były częścią mieszkalną i dowódczo-nawigacyjną, w której żyło i pracowało cztery tysiące ośmiuset czterdziestu członków załogi. Wokół kadłuba uwijał się rój dronów, sprawdzających stan poszycia i dokonujących drobnych napraw.

– VFA-96 – odezwał się nowy głos. – Macie pozwolenie na lądowanie parami w zatoce jeden. Proszę przygotować kształt kadłubów do przechwycenia.

Głos był kobiecy, ale precyzja i sposób wysławiania się wskazywały raczej na AI niż człowieka.

– Przyjąłem. „Black Demons” na podejściu – odparł Mackey. – Przechodzimy z formy plemnika do indyka. Okay, młodzi, oddać stery AI.

Manewrując nad ogromnym kadłubem lotniskowca, „Black Demons” zmienili konfigurację myśliwców z przeznaczonej do dużych przyspieszeń, nazywanej często formą plemnika, na standardową. Nanolaminatowy kadłub SG-92 pozwalał maszynie przyjmować różne kształty w trakcie lotu. W trybie standardowym, nazywanym przez pilotów indykiem, myśliwiec posiadał parę trójkątnych skrzydeł, ułatwiających zarówno manewrowanie, jak i przechwytywanie przez urządzenia dokujące lotniskowca. Ważący około dwudziestu dwóch ton starhawk Gregory’ego płynnie zareagował na jego komendę i wysunął parę skierowanych ku przodowi skrzydeł.

Pierwsze dwa myśliwce, należące do poruczników Andersona i Rivery, podchodziły do lądowania, przesuwając się wzdłuż kadłuba „Ameryki” od rufy w kierunku spodu kapelusza. Następna para, Esperanza i Nichols, leciała dwadzieścia osiem sekund później, a za nią podążali Mason i Del Rey. Następni w kolejce byli Gregory i jego skrzydłowa, porucznik Jodi Vaughn.

Podczas manewrowania w pobliżu lotniskowca myśliwce nie używały napędów grawitacyjnych. Mały węzeł osobliwości mógłby być zabójczy dla kadłuba dużego okrętu. Wyłączając napędy, Vaughn i Gregory otworzyli ogonowe dysze silników manewrowych. Strumienie plazmy, używającej bardzo gorącej wody jako masy reakcyjnej, pchnęły ich z gwałtownym, w odróżnieniu od swobodnego przyspieszania grawitacyjnego, kopnięciem trzech g.

Wchodząc na ostateczny kurs, AI Gregory’ego dostosowała prędkość maszyny do obrotów pierścienia „Ameryki”. Zatoka lądownicza wykonywała dwa i jedenaście setnych obrotu na minutę, zapewniając modułowi własną grawitację. Śluza pojawiała się w tym samym miejscu co dwadzieścia osiem sekund, aby przyjąć kolejną parę myśliwców.

Poruszając się z prędkością stu metrów na sekundę, przemknęli w cieniu kadłuba ogromnej jednostki, mijając wieżyczki uzbrojenia, mostek i bąble mieszczące projektory napędowe okrętu. Przelot wzdłuż kadłuba zajął im prawie dziesięć sekund. W ostatnim momencie AI zwiększyła przepływ na dyszy od strony sterburty, by perfekcyjnie zgrać się z ruchem obrotowym zatoki. Wydawało się, że śluza nagle znieruchomiała, Vaughn i Gregory wlecieli w krąg świateł.

Gdy myśliwce znalazły się w magnetycznym polu chwytającym, piloci ponownie poczuli nieprzyjemne szarpnięcie, tym razem spowodowane gwałtownym hamowaniem. Maszyny zatrzymały się. Chwytaki przetransportowały myśliwce do kurtyny z nanouszczelniacza. W chwilę później starhawki były już piętro niżej.

Połączenia nerwowe odpadły i nagle Gregory znalazł się w ciasnej, klaustrofobicznej ciemności. W myślach kliknął otwarcie kokpitu i kadłub maszyny rozpłynął się wokół niego, a on sam znalazł się w blasku i zgiełku hangaru. Robot dokonujący inspekcji myśliwca spojrzał na twarz pilota.

– Witamy na pokładzie, poruczniku.

– Rusz stąd swoją metalową dupę – odezwał się stojący obok szef obsługi naziemnej. Gdy robot odsunął się nieco, człowiek podszedł bliżej.

– Hej, poruczniku. Witamy na pokładzie „Ameryki”.

Gregory zdjął hełm i zamrugał pod wpływem ostrego światła.

– Dzięki, szefie.

Nie był w domu, ale może kiedyś przy odrobinie szczęścia lotniskowiec gwiezdny „Ameryka” zabierze go tam.

TC/USNA CVS „Ameryka”

Baza Marynarki Wojennej USNA

Quito Synchorbital

Godzina 14.40 TFT

– VFA-96 powrócili, panie kapitanie – zameldowała CAG „Ameryki”.

– Widzę, Connie. Dziękuję.

Po locie wahadłowcem z Columbus kapitan Gray z powrotem znalazł się na pokładzie własnego okrętu. Wygodnie rozsiadł się w fotelu na mostku lotniskowca, pozwalając na swobodny przepływ strumienia wiadomości. Dzięki bezpośredniemu połączeniu implantu mózgowego ze sztuczną inteligencją jednostki mógł śledzić przygotowania wielkiego okrętu do odlotu tak, jak gdyby sam siedział w jego centrum nerwowym. Dzięki elektronicznym oczom AI widział starhawki VFA-96 parami wlatujące do śluzy. Szybka zmiana środka odbioru i już obserwował otwierające się maszyny i wychodzących z nich pilotów.

Gray czuł szczególny sentyment do starych SG-92 Starhawk. Dwadzieścia lat wcześniej, jako młody porucznik, latał na takiej maszynie w składzie dawno rozwiązanej eskadry VFA-44 „Dragonfires”. Myśliwce te uważano obecnie za relikty przeszłości w porównaniu z nowszymi i potężniejszymi SG-101 Velociraptor i SG-112 Stardragon. Mówiło się o ich całkowitym wycofaniu ze służby, ale Marynarka jeszcze nie podjęła ostatecznej decyzji. Jeśli krążące plotki były prawdziwe i „Endeavor” został zniszczony przez jedną z ras podległych Sh’daar, Ziemia potrzebować będzie jak najwięcej myśliwców.

Do cholery, nawet jeśli Sh’daar nie mieli nic wspólnego z atakiem na okręt badawczy, zajęcie przez Slan 36 Ophiuchi znaczyło, że każdy myśliwiec jest na wagę złota. Nie było czasu na wyprodukowanie nowych velociraptorów i stardragonów. Nie w momencie, gdy liczyła się każda chwila, aby przechwycić obcych, zanim dotrą do Układu Słonecznego. „Ameryka” i jej grupa bojowa znajdowały się w pełnej gotowości od momentu, kiedy wiadomości o przejęciu Arianrhod i zniszczeniu „Endeavor” dotarły na Marsa. Na lotniskowiec dostarczane były zapasy niezbędne do prowadzenia długotrwałej operacji. Załogi znajdujące się na przepustkach na Ziemi i na Księżycu zostały ściągnięte. Przybyły także dwie nowe eskadry, VFA-96 i VFA-115.

Podobne przygotowania trwały na pokładach wszystkich okrętów LGB-40, obecnej grupy bojowej „Ameryki”. W każdym momencie spodziewano się z Genewy rozkazu wylotu.

Jedynym pytaniem było, dokąd grupa zostanie wysłana. W stronę Omega Centauri, jak to było w początkowych planach? A może w jakieś inne miejsce, na przykład do 36 Ophiuchi?

Gray wycofał się z widoku na hangar, przełączając się na ekrany logistyczne. Zapasy węgla, azotu i innych pierwiastków, niezbędnych do wytwarzania jedzenia i pozostałych dóbr konsumpcyjnych dla prawie pięciu tysięcy członków załogi, znajdowały się w zbiornikach ciągnących się przez całą długość kadłuba. Wodór, tlen i samą wodę zmagazynowano w zbiorniku o pojemności dwudziestu siedmiu miliardów litrów umieszczonym w kopule ochronnej lotniskowca. Mimo że okręt mógł uzupełnić zapasy praktycznie przy każdej asteroidzie, w dowolnym systemie gwiezdnym, Gray chciał mieć stuprocentowe stany wszystkich możliwych materiałów i pierwiastków, zanim opuści Układ Słoneczny. Kierując się ku wrogiemu nieznanemu, nie można przewidzieć, kiedy nadarzy się okazja do uzupełnień.

– Connie? – zapytał. – Jaki jest logistyczny status skrzydła?

Kapitan Connie Fletcher zajmowała stanowisko CAG „Ameryki” – anachroniczny skrót pochodził z czasów marynarki morskiej i myśliwców atmosferycznych. Marynarka była jednak bardzo przywiązana do tradycji i wiele tego typu określeń funkcjonowało w niej nadal, mimo upływu wieków.

– Mamy dziewięćdziesiąt cztery procent – padła odpowiedź. – Nadal czekamy na pluton i zubożony uran.

– Pospieszcie się z tym.

– Robimy, co możemy, skipper.

Pluton potrzebny był do głowic nuklearnych przenoszonych przez myśliwce „Ameryki”: kraitów, nowszych boomslangów, taipanów i lanceheadów. Zubożony uran wykorzystywano w rdzeniach pocisków kinetycznych do Gatlinga i większych dział.

– Co z załogami?

– Obecnie jeszcze czterysta dziewięćdziesiąt sześć osób przebywa poza pokładem, kapitanie. Ale wszyscy potwierdzili otrzymanie alarmu i są w drodze powrotnej… Wszyscy z wyjątkiem pięciu przebywających w szpitalach i trzydziestu dziewięciu w aresztach.

– Całkiem nieźle. Daj mi na to rzucić okiem.

Pięć przypadków szpitalnych i trzydzieści dziewięć aresztowań to dobry wynik dla liczącego ponad dwa i pół tysiąca osób personelu skrzydła myśliwskiego. Przedłużone przepustki kończyły się tym, że kilka osób wdawało się w bójki. Spośród personelu nielatającego z podobnych powodów na pokład nie zgłosiło się dotąd około dziewięćdziesięciu osób.

Dane z sekcji personalnej dołączyły do strumienia informacji przepływającego przez głowę Graya. Potrzebował ich, by złożyć meldunki na Marsa, do Genewy i do Columbus.

Zdarzały się momenty, prawdę mówiąc dość często, gdy Gray wolałby być zwykłym pilotem starhawka, bez tej całej odpowiedzialności administracyjnej. Wystarczyło tylko skierować się w stronę wroga i pognać ku niemu z prędkością bliską c. Nie było się nad czym zastanawiać. Wszyscy wiedzieli, czego od nich oczekiwano.

Niestety, te czasy minęły. Opuścił VFA-44 w 2406 i trzy lata odsłużył na Marsie. Następnie skierowano go na pokład lekkiego lotniskowca „Republic”, gdzie służył jako asystent CAG, a potem CAG. W 2414 roku przyjął dowództwo lekkiego lotniskowca Marines „Nassau”, ale po pięciu latach na własny wniosek zrobił krok w bok w karierze, przyjmując stanowisko zastępcy dowódcy swego pierwszego okrętu, „Ameryki”.

Obecnie, w stopniu kapitana marynarki, był dowódcą, a także flagowym oficerem dowódcy grupy bojowej kontradmirała Jasona R. Steigera.

Zupełnie nieźle, jak na pryma z Ruin Manhattanu.

Chyba lepiej było o tym nie myśleć.

Zamiast tego skupił się na napędzie Alcubierre’a „Ameryki” i niepokojach mechaników.

Kancelaria prezydenta

Columbus, Dystrykt Columbia

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej

Godzina 20.50 TFT

Fajerwerki były imponujące.

Otoczony klaskającymi ludźmi, nowo wybrany prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej patrzył na wyświetlacz w swoim gabinecie. Transmisja na żywo ukazywała aktualne wydarzenia na Alei Wolności. Sama Aleja, znajdująca się osiem pięter niżej, nadal pełna była wiwatujących ludzi, gdy na niebie rozpoczął się pokaz pirotechniczny. Koenigowi wydawało się trochę dziwne, że w czasach, gdy większość rozrywek ludzie wgrywali przez implanty bezpośrednio do mózgu, nadal istniała atawistyczna potrzeba gromadzenia się i krzyczenia ile sił w płucach.

– Niezły show, panie prezydencie – powiedział sekretarz, Marcus Whitney.

– Słucham? – odpowiedział Alexander Koenig. – A, tak. Też mi się tak wydaje.

– Entuzjazm tłumu jest potwierdzeniem pańskiej polityki, sir. Dwie noce, a wiwaty nie ustają!

– Zaczynam się zastanawiać, co powinienem zrobić na bis.

Myślał o tym, że tłum mógłby nie być tak entuzjastyczny, gdyby traktat ze Sh’daar przestał obowiązywać w ciągu kilku następnych godzin, a na to się zanosiło. Godzinę wcześniej ściągnął meldunek z Marsa. „Endeavor” i dwa niszczyciele Konfederacji zostały unicestwione przy Omega Cent. Wywiad podejrzewał, że za atakiem stali Sh’daar. Wiadomości o katastrofie na Arianrhod, które nadeszły wkrótce potem, zdawały się potwierdzać ostateczne zerwanie traktatu.

– Wybrali pana ponownie, ponieważ znają pańskie zdanie na temat Konfederacji, panie prezydencie. Obiecał pan Ameryce Północnej większą suwerenność wobec rządu światowego.

Koenig zamyślił się. Pax Confoederata ustanowiony został w 2133 roku i tworzył unię, nazywaną powszechnie Konfederacją Ziemską lub Terrańską. Utworzenie wspólnego rządu stało się koniecznością wobec chaosu, jaki zapanował po obu wojnach sino-zachodnich, pladze krwawej śmierci i zniszczeniach spowodowanych przez asteroidę strąconą przez Chińczyków do Oceanu Atlantyckiego. Pokój trwał już od trzech stuleci i zaprowadził ludzkość do gwiazd.

Nieoczekiwane zwycięstwo nad Sh’daar sprzed dwudziestu lat pobudziło jednak dążenia niepodległościowe, nową falę żądań wyjścia spod władzy Genewy. Suwerenność Stanów Zjednoczonych to było marzenie, którego realizacji Koenig bardzo chciałby doczekać.

Skoro jednak Sh’daar odnawiali stary konflikt, to był to jak najgorszy czas na takie marzenia. Jeśli Ziemia kiedykolwiek musiała być zjednoczona, to właśnie teraz.

Koenig przeszedł na emeryturę w 2408 roku, trzy lata po zwycięstwie nad Sh’daar. Oceniano, że jest pewnym kandydatem na prezydenta Stanów Zjednoczonych.