Star Carrier. Tom 3. Osobliwość - Ian Douglas - ebook + audiobook
Opis

Carl von Clausewitz w swoim słynnym dziele „O wojnie” napisał: „Bitwa jest krwawym i niszczącym zmierzeniem się sił fizycznych i moralnych”. Lecz jak walczyć z wrogiem, o którego sile nie mamy wielkiego pojęcia, a już o wyznawanych przezeń normach moralnych nie wiemy właściwie nic? Przed takimi dylematami staje admirał Koenig, dowódca Lotniskowcowej Grupy Bojowej „Ameryka”. Wiedząc, że trzeba podjąć walkę, przenieść ją na teren przeciwnika, nie ma pojęcia, z kim tak naprawdę przyszło się zmierzyć.

Wspomniany Clausewitz stwierdził również: „W strategii wszystko jest proste, lecz nie jest łatwe”. Trudno o lepsze podsumowanie sytuacji admirała Koeniga oraz straceńców, którzy wbrew woli ziemskiego rządu przyłączyli się do jego misji. Wiedzą, co należy uczynić, ale nie potrafią przewidzieć, czy uda się dopiąć swego, a przede wszystkim – jakie skutki dla nich samych i dla ludzkości przyniosą ich działania.

Wyborne – jak zawsze u Iana Douglasa – sceny gwiezdnych zmagań stanowią świetne tło dla ukazania gry, jaką musi podjąć ludzkość w starciu z niewyobrażalną potęgą tajemniczej cywilizacji. W walce z wrogiem, którego możliwości technologiczne zdają się graniczyć z magią. Polityka miesza się tutaj z wojną, a heroizm nie jest niczym wyjątkowym, lecz staje się sposobem życia.

O cyklu Douglasa można powiedzieć z całą odpowiedzialnością: im dalej, tym lepiej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 423

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 12 godz. 26 min

Lektor: Roch Siemianowski

Popularność


W ‌serii Star Carrierdotychczas ukazały ‌się:

TOM I

PIERWSZE ‌UDERZENIE

TOM II

ŚRODEK CIĘŻKOŚCI

Ian ‌Douglas

STAR CARRIER

TOM III

OSOBLIWOŚĆ

Przekład Justyn ‌„Vilk” Łyżwa

Warszawa 2013

Tytuł ‌oryginału: Star ‌Carrier: ‌Singularity

Copyright © 2012 by ‌William ‌H. ‌Keith, Jr.

Projekt ‌okładki: ‌Agencja Ilustratorsko-Reklamowa ‌MOTOKO

Redakcja: ‌Rafał Dębski

Korekta: Agnieszka Pawlikowska

Skład ‌i łamanie: PRESS POINT ‌Ewa ‌Jurecka

Wydawca:

Drageus ‌Publishing House ‌Sp. ‌z o.o.

ul. ‌Kopernika ‌5/L6

00-367 Warszawa

e-mail: ‌drageus@drageus.com

www.drageus.com

Druk i oprawa: ‌Drukarnia Dziełowa,

e-mail: drukarnia@dd-w.pl

Prolog

5 ‌kwietnia 2405

Kompleks ‌Rządowy Ad ‌Astra

Genewa, Unia Europejska

Godzina 14.50

Torturowanie ‌oprogramowania jest ‌w zasadzie niemożliwe. ‌Nawet inteligentnego oprogramowania.

Rzecz ‌nie w tym, żeby ‌sztuczna inteligencja posiadała jakiekolwiek ‌prawa publiczne, jak człowiek. ‌A skoro brak ‌było praw, ‌które ‌mogli naruszyć, specjaliści z Wydziału ‌Spraw ‌Wewnętrznych mieli praktycznie wolną ‌rękę przy rozbieraniu AI ‌linia ‌po linii ‌w poszukiwaniu jakichś ukrytych zapisów.

Awatar, ‌bo ‌tak nazywano ‌tego typu ‌oprogramowanie, wymieniał ze swym ‌odpowiednikiem i zapisywał pokaźne ‌obszary charakteru, myśli, a nawet ‌motywacji. Całkiem prawdopodobne było, ‌że ‌całe wspomnienia, a nawet ‌całe ‌historie pełne ‌analogowych odczuć mogły ‌wymknąć się ‌z organicznego mózgu ‌i zostać zapamiętane w uporządkowanej formie ‌zapisu cyfrowego. Badany awatar ‌należał do admirała Alexandra ‌Koeniga i ściśle współpracował z jego ‌osobistym asystentem. W zasadzie, dzięki bardzo ścisłej relacji emocjonalnej i celowemu programowaniu z użyciem takich cech jak głos, sposób mówienia, a nawet poglądy, był on kopią kochanki Koeniga, admirał Katryn Mendelson, poległej podczas obrony Ziemi sześć miesięcy wcześniej.

Pierwotne oprogramowanie znajdowało się w implancie admirała, ukryte głęboko w zwojach kory mózgowej. Służyło jako jego OA, rodzaj elektronicznej sekretarki, która mogła prowadzić rutynowe rozmowy i wirtualne spotkania, tak dobrze naśladując oryginał, że rozmówcy nie potrafili ich rozróżnić.

Około miesiąca temu, tuż po bitwie o Alphekkę, kontradmirał Koenig wykonał kopię programu i załadował go na pokład jednego z  pocisków pocztowych HAMP-20 Sleipnir, przenoszonych na pokładach większości okrętów głównych floty. Prawie trzykrotnie szybsze niż jakiekolwiek inne jednostki poruszające się z napędem Alcubierre’a, używane były do przenoszenia szczególnie ważnych przesyłek na duże odległości.

Tym razem jako pilot prowadzący maszynę z Alphekki na Ziemię wystąpiła właśnie świeżo skopiowana AI.

Niezliczone kopie tej kopii załadowane zostały obecnie do komputerów Wydziału Spraw Wewnętrznych Marynarki, całkowicie odizolowane od świata zewnętrznego, elektronicznie rozebrane na czynniki pierwsze i ponownie połączone. A wszystko to w poszukiwaniu śladów planu Koeniga.

W zakodowanej macierzy Katryn Mendelson znajdowała się mieszanka zarówno samej Mendelson, jak i Koeniga. I właśnie tą częścią programu najbardziej interesowali się oficerowie WSW.

– Cokolwiek? – jedna z postaci w cieniu zapytała drugą. Znajdowali się w schronach nuklearnych położonych głęboko pod piramidą rządową. A w zasadzie nie pod samą piramidą, lecz pod wodami Jeziora Genewskiego. Trzy kilometry pod jego dnem.

– Nie – odpowiedział drugi cień. Wskazał na ekran ścienny ukazujący w sposób graficzny postęp prac. Wykres był bardzo krótki. – To nam chyba zajmie chwilę.

– Jak się do tego zabieracie?

– Interakcje podczas odbierania przychodzących połączeń. Obecnie kręci milion na sekundę.

Pierwszy programista gwizdnął cicho.

– Model najwyższej klasy, co?

– A czego się spodziewałeś? Należy do pieprzonego admirała, prawda?

Komputer znajdujący się przed nimi w bardzo przyspieszonym tempie symulował realne życie admirała. Kopia OA odbierała połączenia jako Koenig. W którymś momencie poukładana struktura programu musiała się posypać, a na to tylko czekały elektroniczne psy gończe, gotowe wyłapać najmniejszy błąd, by poddać go dalszej analizie.

Do chwili obecnej zniszczono już kilkanaście kopii OA, ale nadal istniało ich mnóstwo. Program można było kopiować w nieskończoność.

Nagle symulacja urwała się.

– Co się stało, do cholery?

– Nie mam pojęcia.

Na wielkim ekranie pojawiła się kobieca postać w czarnym mundurze Marynarki i spojrzała z góry na oficerów.

– Kim jesteście? Co mi robicie?

Jeden z programistów spojrzał na nią chłodno.

– Jesteś Mendelson?

Postać na ekranie zamieniła się w Koeniga, także w mundurze. Była wyraźnie zdenerwowana.

– Jestem osobistym asystentem kontradmirała Alexandra Koeniga. Próba włamania się do prywatnego oprogramowania OA jest sprzeczna z prawem.

– Wydział Spraw Wewnętrznych – odparł śledczy. – Mamy upoważnienie.

– Do czego? I przez kogo podpisane?

Oficer pokazał AI kopię swojego certyfikatu bezpieczeństwa. Istniało prawdopodobieństwo, że mogli uzyskać potrzebne informacje, pytając sztuczną inteligencję wprost. O ile tylko udałoby im się przekonać ją do współpracy.

– Próbujemy uzyskać informację, dokąd Koenig zabiera LGB-18. Nawiązanie z nim kontaktu jest sprawą najwyższej wagi. Mamy nadzieję, że możesz nam pomóc.

– Byłem… to znaczy on był w okolicach Alphekki, gdy zostałem załadowany do pocisku klasy Sleipnir – powiedziała twarz Koeniga. – Nie mam pojęcia, co stało się z flotą od momentu, w którym rozpoczęła się moja podróż na Ziemię.

– Przywiozłeś listę ponad dwustu prawdopodobnych celów – powiedział śledczy. – Spodziewamy się, że udał się w kierunku jednego z nich. Czy wiesz, który to może być?

– Nie – odpowiedziała elektroniczna twarz. – Jestem pewien, że gdyby admirał Koenig chciał przekazać wam tę wiadomość, zawarłby ją w swoim meldunku.

Tak nagle jak się pojawiła, postać Koeniga znikła.

– Cholera.

– Co się stało?

– Oprogramowanie uległo samozniszczeniu. Elektroniczne samobójstwo.

– To nie może się samo zabić, skoro i tak nie żyje.

Mówiący to oficer nie wydawał się jednak w pełni przekonany o prawdziwości własnych słów. Inne kopie oprogramowania Koeniga także się wyłączyły, gdy tylko dowiedziały się, czego od nich oczekiwano.

Programista załadował następną kopię.

– Spróbujemy ponownie – powiedział. – Ale mam przeczucie, że to będzie długa noc…

Cyfrowa wersja Koeniga uparcie odmawiała współpracy, a oficer nie miał pojęcia, jak obejść jej systemy zabezpieczeń.

Był jednak wysokiej klasy specjalistą w swoim fachu.

Musiał istnieć jakiś sposób, by się włamać.

Rozdział pierwszy

10 kwietnia 2405

Metaprzestrzeń

Okolice HD 157950

98 lat świetlnych od Ziemi

Godzina 8.40 TFT

Lotniskowiec „Ameryka” przebijał się przez ciemność.

Gęste, sztucznie wytworzone pole grawitacyjne ciasno otaczało kadłub jednostki, uniemożliwiając przedostanie się choćby promienia światła z zewnątrz. O ile obiekty materialne, takie jak okręt, nie mogły poruszać się szybciej niż światło, o tyle ograniczenie to nie dotyczyło przestrzeni. W rzeczy samej, w pierwszych momentach Wielkiego Wybuchu, ponad trzynaście miliardów lat temu, nowo powstała przestrzeń rozszerzała się z prędkością wyższą niż c.

Okręt spowity w kokon gwałtownie poruszającej się przestrzeni mógł być niesiony w szczelnie zamkniętym bąblu z prędkością prawie dwóch lat świetlnych na dobę.

„Ameryka” i reszta grupy bojowej od sześćdziesięciu trzech dni przebywały w ciemnościach bąbli. Okręty znajdowały się u kresu pierwszego etapu podróży.

Kontradmirał Alexander Koenig, dowódca grupy bojowej, siedział w salonie dla wyższej kadry oficerskiej. Pokój, duży i okrągły, przykryty był półsferycznym sufitem, na którym wyświetlano aktualny obraz nieba, gdy okręt znajdował się w normalnej przestrzeni. Podczas zamknięcia w bąblu Alcubierre’a projekcja z zewnątrz nie ukazywałaby nic prócz ciemności. Obraz gwiazd zastępowano więc czymś innym. Dziś był to błękit nieba i pierzaste chmury nad Ziemią.

W wejściu do salonu ukazało się dwóch mężczyzn.

– Chciał pan nas widzieć, panie admirale?

Kapitan Randolph Buchanan, dowódca „Ameryki”, był wysokim mężczyzną o pociągłej twarzy pooranej zmarszczkami. Towarzyszył mu kapitan Barry Wizewski, dowódca skrzydła myśliwców uderzeniowych, potocznie nazywany CAG, zgodnie z tradycją wywodzącą się jeszcze z dwudziestowiecznych lotniskowców.

– Tak, wejdźcie.

– Oczywiście wszystko zostaje nieoficjalne? – spytał Wizewski, uśmiechając się.

– Naturalnie. Rzecz jasna po tym wszystkim nie robię sobie nadziei na kontynuację kariery wojskowej, ale nie mam także zamiaru kręcić sznura na własną szyję, ani też pozostawiać w aktach czegoś, co mogłoby posłużyć do wciągnięcia w to was.

Wszystkie rozmowy odbywające się zarówno na mostku, w BCI, jak i w biurze admirała oraz wszystkich pomieszczeniach służbowych były nagrywane. Spotkania wirtualne także pozostawały w pamięci AI monitorującej całą komunikację elektroniczną na okręcie.

– Postępuje pan właściwie, admirale – zapewnił Buchanan, siadając na jednej z okrągłych puf naprzeciw Koeniga.

– Dzięki, Randy. Obaj niestety wiemy, że Senat nigdy nie zgodzi się na ten rodzaj niesubordynacji. Nie mogą sobie pozwolić na okazanie braku kontroli.

– Senat Konfederacji nie – odparł Buchanan. – Jednak z perspektywy Columbus DC sprawy mogą wyglądać inaczej.

– Być może. Ale to Genewa rozdaje karty, a Columbus musi się dostosować.

Koenig nigdy nie czuł się komfortowo jako dowódca grupy bojowej Marynarki Gwiezdnej Konfederacji. Lotniskowiec gwiezdny „Ameryka” wraz z załogą należał do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej – USNA – ale podobnie jak większość okrętów i załóg LGB-18 został oddelegowany do służby pod sztandarami Konfederacji Terrańskiej.

Problem polegał na tym, że o ile większość oficerów Marynarki Konfederacji, włącznie z jej dowództwem, stanowili obywatele USNA, o tyle wśród polityków byli w mniejszości. To Europejczycy, Brazylijczycy, południowi Afrykanie i Hindusi ustalali politykę Genewy. Państwa takie jak Rosja, Japonia i kolonie gwiezdne, które popierały proponowaną przez USNA twardą, wojenną politykę wobec Sh’daar, znajdowały się w zdecydowanej mniejszości.

Zbliżał się moment, gdy Koenig musiał wejść na niezwykle wąską ścieżkę wiodącą pomiędzy przysięgą wobec Konfederacji a obywatelstwem USNA.

– Jesteśmy… ile? – zapytał. – Dziesięć godzin od wyjścia z metaprzestrzeni?

– Tak – odparł Buchanan.

– Nie wiemy, czy Giraurd poleciał za nami.

– Nie potrzebujemy go – powiedział Wizewski. – Posiłki przysłane przez USNA są z nami. Sądzę, że Chińczycy także.

– Nie o to mi chodzi – powiedział Koenig. – Obawiam się, że Europejczycy mogli lecieć za nami z Alphekki po to, by próbować narzucić nam wolę Genewy.

Buchanan pokiwał głową.

– Giraurd nie wyglądał na zadowolonego, gdy mu pan odmówił.

– Nie. A jego rozkazy nakazują sprowadzić nas z powrotem na Ziemię. Ale… nie jestem jeszcze na to gotów. Nie skończyliśmy roboty.

– Spodziewa się pan walki, panie admirale? – spytał Wizewski.

– Istnieje taka możliwość. I na wszelki wypadek powinniśmy się na nią przygotować. Nie zważając na to, co zrobi Giraurd.

– Gdyby był mądry – powiedział Buchanan – to zawróciłby i zameldował na Ziemi, że odmówiliśmy współpracy.

– Mógł otrzymać inne rozkazy – odparł Koenig. – Włącznie z otwarciem do nas ognia w razie odmowy powrotu. Z całą pewnością próbował nas tym straszyć, gdy rozpoczynaliśmy przyspieszanie przy Alphekce.

– Strachy na Lachy – powiedział Wizewski. – Blef.

– Być może, ale jak powiedziałem, chcę być przygotowany na wszystko. CAG, chciałbym, aby wysłał pan w przestrzeń wszystko, co posiadamy na pokładzie, jak najszybciej. Przekażemy to do innych lotniskowców, kiedy tylko nawiążemy łączność. Randy, ciebie proszę, aby „Ameryka” wyszła z metaprzestrzeni jak najdalej od Europejczyków. Nie pozwólmy im wskoczyć sobie na kark. Nie dajmy im możliwości wysłać jakiejś małej jednostki z grupą abordażową. I bądź gotów do oddania strzału ostrzegawczego, gdyby próbowali wejść w naszą strefę ochronną.

– Tak jest.

Koenig spojrzał na Wizewskiego.

– CAG? W jakim stanie są pana zdaniem eskadry?

– Nie w tak dobrym, jak bym sobie tego życzył, panie admirale. Nowi piloci intensywnie trenują na symulatorach, ale to niewiele da w realnym starciu.

Koenig pokiwał głową. Eskadry myśliwskie „Ameryki” poniosły ogromne straty w ostatniej bitwie. Z jednej pozostało tylko troje pilotów.

– Mam nadzieję, że nie będą zmuszeni przejść chrztu bojowego w walce przeciw innym ludziom. Ale jeśli to miałoby zapewnić bezpieczeństwo lotniskowca…

– Zrobią, co będzie trzeba, panie admirale. Wszyscy. Nie wydaje mi się, aby którekolwiek z nich tak bardzo przejmowało się Konfederacją. Są lojalni wobec USNA, pana, mnie i swoich kolegów. Cholera, wydaje mi się, że Genewa jest dość nisko na liście ich priorytetów. Na jakimś piętnastym, szesnastym miejscu.

– Chciałbym, aby podczas odprawy z dowódcami eskadr szczególnie podkreślił pan zakaz otwarcia ognia do jakiejkolwiek jednostki pilotowanej przez ludzi bez wyraźnego i potwierdzonego rozkazu, pochodzącego bezpośrednio od pana. Jasne?

– Tak jest.

– Jeśli istnieje dyplomatyczny sposób na rozwiązanie tego problemu, mam zamiar go wykorzystać. Ostatnia rzecz, jakiej nam obecnie potrzeba, to wojna domowa.

– Rozumiem, panie admirale.

– Wiem, że ty to rozumiesz. Ważne, by rozumiały to też te dzieciaki za sterami.

Niewiele więcej było do powiedzenia.

Koenig zezwolił wyjść obu oficerem i ponownie pogrążył się w zadumie.

Komnata Gwiezdna

Kompleks Rządowy Konfederacji Ad Astra

Genewa, Unia Europejska

Godzina 9.50 TFT

Prezydent Regis DuPont nienawidził tego miejsca. Czuł się tu jak na celowniku.

Oczywiście było ono pełne gwiazd, ale w jakiś sposób to tylko pogarszało sytuację.

Komnata Gwiezdna pełniła funkcję nie tylko planetarium, ale także wiele innych. Miała kształt sfery o średnicy stu metrów, której wewnętrzna powłoka była ogromnym ekranem. Najbliższe gwiazdy wyświetlano jako projekcje trójwymiarowe we wnętrzu, a te bardziej oddalone na powłoce sfery.

W towarzystwie małej grupy ochroniarzy i asystentów DuPont wszedł na wąską kładkę prowadzącą na platformę widokową, znajdującą się w środku sfery. Oczekiwała tam już na niego grupa kilkunastu senatorów Konfederacji, których stroje aż mieniły się srebrem i złotem brokatu, dekoracji i medali mających podkreślić znaczenie noszących je osób.

W grupie nie było ani jednego wojskowego, co zastanowiło prezydenta.

Jeśli chodzi o ścisłość, nie było w niej także ani jednego senatora z wojskową przeszłością, ani też żadnego reprezentującego kolonie zewnętrzne.

Obecność lub absencja pewnych ludzi doskonale określała kierunek, w którym wiały wichry polityki.

– Panie prezydencie – powiedziała senator Eunice Noyer – dziękujemy za przybycie.

– Dlaczego tutaj? – zapytał. – Czemu nie w sali konferencyjnej?

– Ponieważ Grupa Bojowa „Ameryka” zaczyna stwarzać problemy – odpowiedziała senator. – Próbujemy ustalić, w jakim kierunku udaje się obecnie Koenig.

– W tym zagadnieniu z całą pewnością powinna wam pomóc Komisja Wojskowa – powiedział DuPont. – Połączone Dowództwo z dużym zainteresowaniem śledzi kampanię Koeniga.

Noyer skrzywiła się.

– Nie są pomocni. Przynajmniej nie dla nas.

– Mogą być w zmowie – dodał senator Sheehan. – Caruthers nie powinien był wysyłać Koenigowi wzmocnienia. Oczekiwaliśmy, że wyda mu rozkaz powrotu na Ziemię.

– Siły zbrojne – zaznaczył senator Galkin – utraciły zaufanie. Caruthers i jego ekipa powinni zostać wzięci w cugle, i to ostro. Zbyt wiele od tego zależy. Na szali leży bezpieczeństwo Ziemi i całej ludzkości.

– A więc? – DuPont przerwał tę tyradę wzruszeniem ramion. – Gdzie obecnie znajduje się grupa bojowa?

– Nie jesteśmy pewni – powiedziała Noyer. – LGB-18 opuściła Alphekkę, ale nie udała się w kierunku Ziemi. Zgodnie z tym, co twierdzi Giraurd, LGB kieruje się w stronę nieopisanej gwiazdy oznaczonej jako HD 157950.

Czerwona linia przecięła niebo i połączyła Alphekkę z odległą gwiazdą.

– To dziewięćdziesiąt osiem lat świetlnych od Ziemi i sto czternaście od Alphekki.

– Nie ma jej w katalogu – powiedział DuPont. – Co tam jest?

– O ile nam wiadomo, nic. Wygląda tylko na punkt nawigacyjny, podczas gdy zasadniczy cel leży gdzieś dalej.

Senator Lloyd wykonała kilka gestów i czerwony promień świetlny wystrzelił z samej platformy obserwacyjnej, łącząc ją z jedną z bliższych gwiazd, pomarańczowozłotym słońcem należącym do konstelacji Boötis.

– Siódmego stycznia – powiedziała monotonnym głosem wykładowcy – grupa bojowa opuszcza punkt zbiórki floty Percival na orbicie Plutona, robi to najwyraźniej już po wysłuchaniu wiadomości, że Sh’daar zajęli Ozyrysa w 70 Ophiuchi.

Kolejny punkt zamigotał na projekcji.

– Grupa udaje się w kierunku Arktura, leżącego w odległości trzydziestu sześciu lat świetlnych od Ziemi, gdzie toczy bitwę z okrętami należącymi do sprzymierzeńców Sh’daar i uwalnia dużą grupę przetrzymywanych tam ludzkich jeńców wojennych.

– Plan – wtrącił DuPont – zakładał rajd głęboko w przestrzeń Sh’daar i zmuszenie ich do wycofania, a przynajmniej opóźnienia działań.

– Rzeczywiście – powiedział senator Suvarov – mówiło się o rajdzie na Eta Boötis po Arkturze. Dzielą je tylko dwa lata świetlne.

– Zamiast tego – dołączyła Noyer – Koenig zabiera grupę bojową tutaj.

Migać zaczęła kolejna gwiazda, położona nieco na lewo od Arktura, w dwukrotnie większej odległości. Czerwona linia lasera kolejny raz połączyła punkty na projekcji.

– Alphekka, odległa o siedemdziesiąt dwa lata świetlne. Jeśli wierzyć raportom, Koenig toczy bitwę z dużo silniejszą flotą przeciwnika i niszczy kosmiczną fabrykę wielkości Księżyca. W tym momencie duża część naszych sił, które mogłyby bronić Ziemi, zaangażowana jest siedemdziesiąt dwa lata świetlne stąd, podczas gdy Sh’daar pozostają na Ozyrysie, oddalonym od Słońca jedynie o szesnaście lat świetlnych. Szesnaście! Wróg może tu być w każdej chwili!

– No cóż… ile minęło od bitwy o Alphekkę? Sześć tygodni? – powiedział DuPont. – Sh’daar nie pojawili się na Ziemi. Może plan Koeniga, by odciągnąć ich uwagę, jednak działa.

– Może – odpowiedziała Noyer. Wykonała kilka gestów i mapa wokół nich znikła. – Ale tak wygląda aktywność admirała w tak zwanym międzyczasie.

Prezydent zmrużył oczy i wolno otworzył je ponownie. Trójwymiarowa prezentacja była gorsza od bezpośredniego załadowania obrazu do mózgu, gdyż postrzegało się ją jako coś zewnętrznego. Błędnik DuPonta wytrącił go na chwilę z równowagi, tak że musiał chwycić się barierki platformy obserwacyjnej, by nie upaść.

Dwie jasne iskierki reprezentujące podwójne słońce wisiały w środku czegoś, co przypominało podwójny dysk: protoplanetarne cząsteczki orbitujące wokół podwójnej gwiazdy A0V/G5V, znanej jako Alphekka. Obraz gwałtownie zmienił perspektywę, zbliżył się do dysku.

Okręty bojowe Marynarki Konfederacji przelatywały właśnie nad ogromną, obcą konstrukcją, kształtem przypominającą jajo – fabryką oznaczoną jako A1-01. DuPont widział wielki grzyb lotniskowca, promienie oślepiającego światła uderzające w sztuczną planetoidę wielkości Księżyca i powodujące powstawanie wulkanów płynnego metalu. Eksplozje termonuklearne wywoływane przez głowice wystrzeliwane z okrętów floty rozbłyskały na całej powierzchni sztucznego księżyca.

Jednostka bojowa przeciwnika znajdująca się w okolicy A1-01 trafiona została strumieniem cząsteczek i zaczęła wirować, zapadając się przy tym w niewielką czarną dziurę. W chwilę potem nastąpił gwałtowny rozbłysk i okręt zniknął.

Prezydent pocił się podczas trwania symulacji. To był tylko sztucznie wytworzony obraz, a nie realny zapis. DuPont czytał raport Koeniga i widział dołączone pliki wideo. W rzeczywistości przelot floty ludzi nad A1-01 trwał ułamek sekundy, a systemy uzbrojenia przygotowane zostały wcześniej i obsługiwane były przez AI. Obrazy prezentowane przez Noyer stworzone zostały na podstawie raportu admirała przeanalizowanego przez komputery w Bernie.

Tak czy inaczej, realizm projekcji przyprawiał prezydenta o zawrót głowy. Mocniej zacisnął dłonie na poręczy.

– Bitwa o Alphekkę – powiedziała Noyer – była spektakularnym sukcesem. Nasze źródła wywiadowcze, w szczególności BWM, są przekonane, że wysłaliśmy Sh’daar potężną wiadomość o jednoznacznej wymowie. A teraz najwyższy czas ściągnąć grupę bojową do domu.

– W kierunku Alphekki wysłaliśmy posiłki pod dowództwem grand admirała Giraurda – dołączyła senator Lloyd. – Wiózł on także rozkaz natychmiastowego powrotu na Ziemię. Najwyraźniej przybyli już… po tym wszystkim.

Kobieta wykonała gest obejmujący całą prezentację ukazującą termonuklearną furię i szalejące strumienie cząsteczek, migające pomiędzy senatorami znajdującymi się na platformie obserwacyjnej.

– Siedemdziesiąt dwa lata świetlne to dla naszych okrętów czterdzieści dni drogi – zauważył DuPont. – Nawet gdyby Koenig zawrócił natychmiast, flota właśnie zbliżałaby się do Układu Słonecznego. A bardzo prawdopodobne, że potrzebowali czasu na dokonanie napraw.

– Ale pocisk pocztowy jest w stanie pokonać ten dystans w dwa tygodnie – przypomniał senator Galkin. – Jeden przybył na Ziemię cztery tygodnie temu, dostarczając raport Koeniga. Wiadomość od Giraurda mówi, że Koenig kontynuuje swą pierwotną misję i kieruje się ku HD 157950. Ani słowa o planach samego Giraurda. Być może w tym czasie jeszcze nie powziął decyzji. Nie wiemy, dokąd LGB-18 ma zamiar udać się po minięciu HD 157950. Panie prezydencie, poruszamy się w kompletnej ciemności. Jedna czwarta floty Ziemi znajduje się gdzieś poza najdalszymi granicami ludzkiej przestrzeni, a my nie mamy pojęcia, ani gdzie jest obecnie, ani gdzie się udaje!

DuPont nie mógł powstrzymać uśmiechu.

– To faktycznie wygląda na działanie bardzo w stylu Alexandra Koeniga.

Kilka miesięcy wcześniej, zanim grupa bojowa opuściła Ziemię, członkowie Komisji Wojskowej Senatu zwrócili się do urzędującego prezydenta z sugestią, a właściwie żądaniem, by udał się na emeryturę, tak by Koenig, bohater obrony Ziemi, mógł zostać wybrany na jego miejsce.

Unia polityczna znana jako Konfederacja Terrańska nie była prostą demokracją, nieważne, co media i przekazy historyczne starały się twierdzić. Ponad sześciuset senatorów reprezentowało większość ludzkości, choć Hegemonia Chińska, Teokracja Islamska i Peryferie nie posiadały przedstawicieli. Około dwustu senatorów występowało w imieniu kolonii ludzkich, takich jak Księżyc, Mars czy bardziej oddalone Chiron i Ozyrys. Prezydent Senatu w zasadzie wybierany był przez senatorów i pełnił swą funkcję przez sześć lat, ale kryzys konstytucyjny, wotum nieufności czy nawet samo zagrożenie taką sytuacją dawały podstawy do zastąpienia jednego prezydenta innym.

Pod przykrywką demokracji rząd Konfederacji opierał się na sieci sojuszy, obietnic, sekretnych umów, wzajemnych przysług i kupowania głosów. Doprowadziło to do sytuacji, w której większość nowych ustaw nie była nawet głosowana.

DuPont zbliżał się do końca swojej kadencji i w głębi ducha bardzo się z tego cieszył. Od dawna zdawał sobie sprawę, że pewne siły polityczne w Senacie planują zastąpienie go Koenigiem. Pytanie brzmiało tylko kiedy – pod koniec roku czy natychmiast.

W pomyśle chodziło o to, by Koenig znalazł się na stanowisku, na którym mógłby być kontrolowany. Był on niebezpieczny politycznie i mógł wyrządzić niewyobrażalne szkody w sieci wzajemnych powiązań. Jego decyzje podjęte podczas obrony Ziemi uchroniły planetę przed zagładą i ludzie go kochali. Im dalej od Ziemi znajdował się admirał, tym trudniej było kontrolować jego i podległe mu siły. Najlepszym rozwiązaniem wydawało się sprowadzenie go na Ziemię i uczynienie z niego prezydenta, czyli sprowadzenie do roli marionetki.

Jednak admirał grał według zupełnie innych reguł. Odrzucił propozycję prezydentury, a zamiast tego przedstawił plan operacji, którą nazwał „Crown Arrow”, polegającej na rajdzie lotniskowcowej grupy bojowej głęboko w przestrzeń nieprzyjaciela. Koenig, zdaniem DuPonta, mógł być jednym z niezwykle rzadkich przypadków człowieka o absolutnej spójności wewnętrznej, którego nie dało się kupić za żadną cenę.

Nic dziwnego, że pewne grupy w Senacie bliskie były paniki.

– Po co mnie tu ściągaliście? – spytał. – Nie mam pojęcia, co robi Koenig. Nie wiem więcej niż wy.

– Może pan – powiedziała Noyer – podpisać rozkaz nakazujący mu natychmiastowe przekazanie dowodzenia Giraurdowi i powrót do domu. LGB-18 jest pod bezpośrednią kontrolą Senatu, a nie Marynarki. Jeśli Koenig nie wykona polecenia Komisji Wojskowej, będzie winny naruszenia dyscypliny. Jeśli nie wykona bezpośredniego rozkazu od pana, to dopuści się zdrady.

– A w jaki sposób dostarczymy mu rozkaz? – spytał DuPont. – Nie wiemy, ani gdzie jest, ani dokąd się udaje.

– Dzięki małej flocie pocisków pocztowych – odpowiedział Suvarov. Gdy mówił, trójwymiarowa mapa zaczęła się obracać, tym razem ukazując sieć niebieskich punkcików rozrzuconych między gwiazdami. – Będą pilotowane przez AI. Mamy w końcu „Encyclopedia Galactica” wraz z awatarem admirała. Możemy się domyślić, którymi celami będzie najbardziej zainteresowany.

– Aha.

„Encyclopedia Galactica” została dołączona do raportu Koeniga. Była to lista pozyskana z wraku kosmicznej fabryki A1-01, zawierająca ponad dwieście systemów gwiezdnych znajdujących się w relatywnie niewielkiej odległości od Układu Słonecznego, którymi w jakiś sposób zainteresowani byli sprzymierzeni ze Sh’daar Turuschowie. Te układy zostały podświetlone na niebiesko. Względnie blisko znaczyło w tym wypadku około stu lat świetlnych od Ziemi.

Reszta…

Problem z określeniem „relatywnie niewielka odległość od Układu Słonecznego” polegał na tym, że było ono mylące. Przed wyprawą Koeniga i LGB-18 żaden człowiek nie oddalił się od Ziemi na odległość większą niż sześćdziesiąt lat świetlnych.

Tymczasem jedno z miejsc znajdujących się na liście położone było w odległości około pięciu tysięcy lat świetlnych.

Pięć tysięcy! Flota bojowa poruszająca się z najwyższą osiągalną dla niej prędkością potrzebowałaby siedmiu lat, aby tam dotrzeć. DuPont potrząsnął głową. Jeśli Noyer i reszta tego towarzystwa miała problem z kontrolą nad flotą oddaloną o marne siedemdziesiąt dwa lata świetlne, jak mieli poradzić sobie z dystansem siedemdziesiąt razy większym?

Taka ogromna przestrzeń…

Tego właśnie prezydent nie lubił w tym miejscu – symulacji, która bardzo wyraźnie wskazywała miejsce ludzkości w kosmosie. Konfederacja Terrańska była zapałką pływającą po oceanie. Kilkaset zaludnionych planet naprzeciw miliona należącego do Sh’daar? A może setek milionów?

Nikt tego nie wiedział. Wiadomo było tylko, że Sh’daar zdominowali tak ogromny obszar Galaktyki, mieli pod kontrolą tyle cywilizacji technicznych, że szanse Konfederacji na zwycięstwo w tej wojnie były równe zeru. W ciągu ostatniej dekady krążyły plotki, iż z tego powodu państwa nienależące do Konfederacji, takie jak Hegemonia czy Teokracja, mogą chcieć zawrzeć separatystyczny pokój ze Sh’daar. Podobnie rzecz miała się z grupą senatorów nazywanych Frakcją Pokoju. Zwycięstwo imperium Sh’daar równało się dla nich całkowitej zagładzie ludzkości. Gdyby zaś udało się znaleźć jakieś rozwiązanie pozwalające jednocześnie spełnić żądania obcych i zachować twarz, Ziemia mogłaby zostać ocalona, a wraz z nią Senat ze swoimi wpływami. Państwa niebędące dotychczas członkami Konfederacji musiałyby się przyłączyć na narzuconych zasadach.

Taką nadzieję miała przynajmniej Noyer i grupa senatorów, którzy ją popierali. Problemem programu Frakcji Pokoju było jednak kilka starych demokracji, w szczególności Stany Zjednoczone Ameryki Północnej z ich przestarzałymi tradycjami niepodległościowymi.

Koenig i rdzeń jego grupy bojowej wywodzili się z USNA. Nic dziwnego, że Noyer i jej poplecznicy nie ufali mu, a nawet się go obawiali. Unia Północnoamerykańska nigdy nie czuła się dobrze jako jeden z założycieli Konfederacji. Zbyt wielu jej obywateli nadal czuło się niezależnymi i dumnymi Kanadyjczykami, Meksykanami, Gwatemalczykami czy obywatelami Stanów Zjednoczonych.

DuPont zastanawiał się, co stało się z Giraurdem. Czy poleciał za Koenigiem w przestrzeń? Czy doszło do walki pomiędzy lojalistami i buntownikami?

Prezydentowi wydawało się, że Koenig nie byłby w stanie wydać rozkazu zabijania innych ludzi tylko po to, by zachować przywództwo. Ale kiedyś zdarzyło się, że wyrzucił z BCI doradcę politycznego Senatu. Admirał był genialnym dowódcą i koszmarnym podwładnym.

– Podpiszę ten rozkaz – powiedział DuPont. – Ale to wy musicie znaleźć sposób, by mu go dostarczyć, a obawiam się, że będzie z tym trochę problemów. Tu jest sporo gwiazd, a on ma dużą przewagę w czasie.

– Znajdziemy go – powiedziała Noyer kwaśno. – Znajdziemy Koeniga, choćbyśmy mieli do tego zaangażować całą resztę floty! Ściągniemy go tutaj i pokażemy mu jego miejsce w szeregu!

Miliony gwiazd reprezentowanych w planetarium wydawały się szyderczo patrzeć na mówiącą.

TC/USNA CVS „Ameryka”

Pas Kuipera, HD 157950

98 lat świetlnych od Ziemi

Godzina 13.20 TFT

Lotniskowiec gwiezdny „Ameryka” wyłonił się z zakrzywionej grawitacyjnie przestrzeni Alcubierre’a, powodując uwolnienie charakterystycznego snopa protonów, rozbiegających się we wszystkich kierunkach z prędkością światła. Gdyby w tym systemie znajdowali się jacyś przedstawiciele cywilizacji technicznej, wkrótce wiedzieliby o pojawieniu się floty.

Na szczęście obecność kogokolwiek innego niż ludzie była niezwykle mało prawdopodobna. Koenig i jego doradcy bardzo ostrożnie wybierali lokalizację. Nie szukali miejsca do stoczenia bitwy, lecz uzupełnienia zapasów.

Gwiazda była bliższą i jaśniejszą z pary słońc oznaczonych w katalogach jako HD 157950. Widziana z Ziemi, miała wielkość gwiazdową cztery i pół i była mało znaczącą gwiazdą konstelacji Wężownika. Posiadała młody i wciąż chaotyczny system planetarny. W jej pobliżu krążył gazowy gigant wielkości Neptuna, tak zwany „gorący Jowisz”, ciągnąc za sobą pióropusz podobny do ogona komety.

Nieco dalej odłamki lodu tworzyły wydłużony dysk, niewidoczny gołym okiem, lecz świecący jasno w podczerwieni.

– Jak dotąd pojawiło się piętnaście innych okrętów, panie admirale – zameldował komandor Benton Sinclair, oficer operacyjny „Ameryki”. – A teraz… szesnaście. Właśnie przybył „Abraham Lincoln”.

– Świetnie.

Czekanie było w tym wypadku szczególnie uciążliwe. Ile jednostek jeszcze się pojawi?

Oryginalna grupa bojowa LGB-18 straciła podczas bitwy o Alphekkę pięć z trzydziestu jeden okrętów głównych. Dwa inne zostały tak silnie uszkodzone, że pozostały na miejscu, czekając na przybycie jednostek remontowych z Ziemi. W chwilę po bitwie przybyło czterdzieści jeden nowych jednostek, wzmocnienie wysłane przez szefa sztabu Konfederacji. Z tej liczby dwanaście należało do USNA, tworząc grupę bojową uformowaną wokół lotniskowca „Abraham Lincoln”, dziewięć tworzyło chińską grupę ekspedycyjną „Wschodni Świt”, prowadzoną przez lotniskowiec „Zeng He”.

Pozostałych dwadzieścia okrętów było europejską grupą zadaniową, dowodzoną z pokładu lotniskowca „Jeanie d’Arc” przez grand admirała François Giraurda.

Teoretycznie wszystkie okręty z wyjątkiem chińskich należały do Marynarki Konfederacji, ale istniał pewien problem, duży problem. Koenig nie miał pojęcia, jak wysoko się to teraz rozegra.

– Pojawiły się „Cheng Hua” i „Haiping” – oznajmił Sinclair. – Odległość dwadzieścia minut świetlnych. A teraz „Zeng He”…

Admirał spodziewał się, że Amerykanie i Chińczycy podążą za grupą bojową w otchłań. Pozostawało pytanie: jak zachowają się Europejczycy.

Po bitwie o Alphekkę LGB-18 pozostała w systemie, by się zreorganizować, uzbroić i przegrupować. Grand admirał Giraurd podprowadził swój okręt do „Ameryki” i powiedział Koenigowi, że przejmuje dowodzenie nad całą flotą, która na jego polecenie wraca na Ziemię.

Koenig odmówił wykonania rozkazu.

Giraurd straszył otwarciem ognia, gdy okręty lojalne wobec Koeniga zaczęły przyspieszać, opuszczając system. Przez kilka szarpiących nerwy godzin Europejczycy ścigali resztę grupy bojowej. Nigdy jednak nie znaleźli się w odległości umożliwiającej użycie broni i była spora szansa, że w momencie wejścia grupy w metaprzestrzeń Alcubierre’a zaprzestali dalszego pościgu.

Niestety, Giraurd znał plany Koeniga i koordynaty wyjścia z metaprzestrzeni. Jeśli chciał, mógł pójść tym samym kursem i za chwilę także wyłonić się z metaprzestrzeni. Dla Koeniga oznaczałoby to albo poddanie się, albo bunt.

Co miał przynieść czas?

– Panie admirale – krzyknął Sinclair – pojawił się kolejny lotniskowiec, odległość piętnaście minut świetlnych. Sir, to „Jeanie d’Arc”!

Giraurd nie zaprzestał jednak pościgu.

– Pojawia się więcej okrętów – kontynuował Sinclair. – „De Gaul”, „Illustrious”, „Fryderyk Wielki”. Wygląda na siły główne Europejczyków.

Za chwilę mieli się przekonać, czy bunt Koeniga miał się stać początkiem wojny domowej.

Rozdział drugi

10 kwietnia 2405

VFA­­‐44

Pas Kuipera, HD 157950

98 lat świetlnych od Ziemi

Godzina 13.42 TFT

Proszę, Boże, nie pozwól mi tego spieprzyć, nie pozwól mi tego spieprzyć, nie pozwól mi tego spieprzyć…

Przyspieszenie za cztery… trzy… dwie… jedną… teraz!

Siła bezwładności wcisnęła porucznika Trevora Graya w oparcie fotela, gdy SG-92 Starhawk rozpędzał się w osiowej wyrzutni startowej. Przy przyspieszeniu siedmiu g pokonał dwustumetrowy kanał startowy w nieco ponad dwie sekundy, osiągając prędkość stu siedemdziesięciu metrów na sekundę względem lotniskowca. Wielka, czarna, okrągła kopuła ochronna „Ameryki” szybko zostawała w tyle. Metrowej wysokości wypłowiałe litery, tworzące nazwę jednostki, gwałtownie malały. Pilot zmienił obraz na widok do przodu. Na wprost maszyny jaśniały dwie iskry lokalnego słońca.

– Niebieski Dragon Jeden, czysto – odezwał się w sieci komunikacyjnej. – BCI, wychodzę spod prowadzenia KL.

– Niebieski Dragon Jeden, tu BCI. Przejmuję prowadzenie.

– Zobrazowanie – polecił Gray AI myśliwca – pokaż resztę eskadry.

– Niebieski Dwa, czysto – odezwał się drugi głos. Starhawk porucznik Shay Ryan został wystrzelony równocześnie z równoległego kanału startowego. Komputer pokładowy pokazywał jej maszynę jako niebieski romb, znajdujący się nieco powyżej i czterdzieści metrów z prawej strony. Gray ponownie zmienił obraz. Jako że jego implant mózgowy odbierał sygnał z kamer rozmieszczonych na kadłubie myśliwca, starhawk pozostawał niewidzialny i pilot miał uczucie, jak gdyby sam stawał się swoją maszyną. Myśliwiec Ryan był teraz bardzo wyraźnie widoczny. Długa, czarna igła ze zgrubieniem na środku. Obie maszyny poruszały się jeszcze w konfiguracji startowej.

Wydając komendę w myślach, Gray pochylił maszynę w jedną i drugą stronę, i zaczął zwalniać. Z tub startowych lotniskowca wyłaniały się kolejne SG-92.

– Niebieski Dragon Trzy, czysto.

– Niebieski Cztery, w przestrzeni.

Myśliwce z innych eskadr wyrzucane były z lotniskowca przez siłę odśrodkową obracających się modułów. Powoli wokół „Ameryki” tworzyła się chmura maszyn. Na wyświetlaczu Graya macierzysty lotniskowiec był zaledwie jednym z kilku kolorowych znaczków, ale tylko on kojarzył się z bezpieczeństwem i zapewniał bezpieczeństwo.

– „Dragonfires” – polecił na kanale taktycznym – przejść do konfiguracji bojowej i formować szyk za mną.

– Przyjąłem, skipper – odparł głos Bena Donovana. – Nadchodzimy.

Pozostałe myśliwce VFA-44 zaczęły się zbliżać.

Skipper…

Tytuł nadal mu nie pasował. Skipperem „Dragonfires”, ich dowódcą, była komandor Marissa Allyn, ale podczas bitwy o Alphekkę utraciła kontrolę nad mocno uszkodzonym myśliwcem i pomknęła w ciemność. Trzy dni później odnalazły ją holowniki SAR, żywą, lecz w śpiączce. Nadal znajdowała się w izbie chorych, nieprzytomna i niereagująca na bodźce.

W takiej sytuacji CAG wyznaczył Graya na dowódcę eskadry.

Mianowanie było oczywiście tymczasowe. Z zamieszania przy Alphekce VFA-44 wyszła jedynie z dwoma pilotami, Grayem i Benem Donovanem. Wkrótce dołączyła do nich Shay Ryan, która podczas bitwy walczyła w szeregach „Night Demons”. Z całej trójki największy staż posiadał Gray, Donovan służył dwa lata krócej, a Ryan przybyła na pokład „Ameryki” prosto z ośrodka szkoleniowego.

Przez ostatni miesiąc cała trójka ciężko pracowała, szkoląc nowych pilotów, wziętych z uzupełnień, czyli de facto rekrutowanych z innych wydziałów i służb na okręcie. Od tego, jak nowa eskadra będzie współdziałać jako zespół, zależeć miało, czy Gray otrzyma szansę na wcześniejszy awans na stopień komandora porucznika.

Problem polegał na tym, że Gray nie czuł potrzeby ani wcześniejszej promocji, ani wiążącej się z nią większej odpowiedzialności. On i jego żona byli prymami – prymitywami – nielegalnymi mieszkańcami na wpół zatopionych ruin miast położonych na wybrzeżu starych Stanów Zjednoczonych. Jako tacy nie posiadali pełni praw obywatelskich i kiedy Angela miała udar, on został zmuszony do wstąpienia do Marynarki, aby zrekompensować koszty leczenia żony.

Gray planował odpracować obowiązkowe minimum, dziesięć lat, a potem zakończyć służbę. Pozostało mu jeszcze sześć. Nie miał zamiaru pozostawać tu ani sekundy dłużej, niż było trzeba.

Pozostali piloci ustawili starhawki w formacji. Jamis Natham i Calli Loman, oboje uprzednio w logistyce, Miguel Zapata – administracja, Rissa Schiff – awionika, Will Rostenkowski – kadry, Tammi Mallory – medycyna. W eskadrze była dziewiątka nowych, nie licząc Shay, która uczestniczyła już w bitwie.

– Trzymać szyk – polecił Gray. – Obrona bezpośrednia.

– Kto, do cholery, miałby nas tu zaatakować? – spytał Carlos Esteban, do niedawna analityk systemowy AI. – Ten układ jest przecież pusty.

– Po prostu wykonaj komendę, poruczniku – powiedział Gray. – Na analizę będziesz miał czas później.

– Chodzą słuchy, że możemy walczyć z Europejczykami – powiedziała Mallory. – Giraurd chce zmusić Koeniga do powrotu na Ziemię.

– Cisza, Dragons – uciął Gray. – Bez szeptanek i pogaduszek. Tylko komendy.

– Proszę o pozwolenie zadania pytania – to była Schiff.

– Zezwalam.

– Czy to prawda, skipper? Możemy walczyć z innymi siłami Konfederacji?

– Tego mi nie powiedzieli, poruczniku. Jak tylko to zrobią, przekażę wam informację. A na razie… wykonujcie rozkazy, pozostańcie w ciasnym szyku i zachowajcie ciszę radiową.

Ale Gray słyszał te same plotki. Wszyscy we flocie musieli je słyszeć. Grand admirał Giraurd przewyższał stopniem kontradmirała, a mówiło się, że Koenig otrzymał rozkaz powrotu do domu, prawdopodobnie razem z resztą grupy bojowej. Spekulacje na ten temat trwały od dwóch miesięcy. Koenig zagrał Europejczykom na nosie i udał się… w nieznanym kierunku. Czy Giraurd poleciał za nimi?

Wyświetlacz taktyczny Graya był częściowo blokowany przez bojowe centrum informacyjne „Ameryki”. Widział lotniskowiec i myśliwce, które już zostały wystrzelone, ale nie widział reszty grupy bojowej. O ile nic nie poszło bardzo źle, powinno być tu jeszcze dwadzieścia pięć okrętów z oryginalnej LGB-18. Było także czterdzieści jeden okrętów wzmocnienia, część z nich musiała przejść na stronę Koeniga. Jeśli wyszły z metaprzestrzeni zbyt daleko, światło z opadającego pola Alcubierre’a mogło jeszcze tutaj nie dotrzeć. Do tego momentu wszyscy powinni być już na miejscu…

– Niebieski Dragon Jeden, tu BCI, kanał dowodzenia.

– BCI, tu Niebieski Jeden. Nadawaj.

– Tu CAG. Słyszałem waszą rozmowę.

– Tak… – Gray zastanawiał się, czy Wizewski właśnie zamierza zmieszać go z błotem za złamanie zasad wymiany radiowej przez jego ludzi.

– Ze wszystkich eskadr odbieramy to samo. Nie wyciszaj tego. Mają prawo wiedzieć.

Gray odprężył się nieco.

– Zgadzam się, sir.

– Ale jeszcze nie teraz. Przesyłamy sytuację taktyczną do dowódców eskadr, ale nie do wszystkich pilotów. Chcę, żebyś rzucił na to okiem.

W umyśle Graya otworzyło się kolejne okienko, gdy jego implant otrzymał nowe dane. Obraz ukazywał „Amerykę” otoczoną przez rozproszone okręty. Przy każdym z nich widniała nazwa i numer burtowy.

– Wygląda na to, że wszyscy za nami polecieli.

– Tak było. Nadal brakuje ośmiu okrętów. Znajdują się pewnie poza horyzontem świetlnym i ich sygnał otrzymamy za kilka minut. Na zielono oznaczone są jednostki, co do których mamy pewność, że możemy im ufać. Czerwone są prawdopodobnie wrogie. Pomarańczowe – nieokreślone.

Dwadzieścia sześć okrętów pierwotnej grupy bojowej oznaczonych było na zielono. Ten sam kolor miało dwanaście innych jednostek, grupa bojowa „Abraham Lincoln” pochodząca z USNA.

Dwanaście było czerwonych, kontyngent europejski, pomniejszony o osiem jednostek, które nie przesłały jeszcze sygnału. Pozostała dziewiątka, Chińczycy, oznaczona została jako nieokreślone.

– Panie kapitanie – powiedział Gray – nie będziemy z nimi walczyć, prawda?

– Nie wiem, synu. Prawdopodobnie oni także nie wiedzą. Pewnie będą chcieli zablefować. A stary ich sprawdzi.

To brzmiało jak paranoja. Amerykanie liczebnie górowali nad Europejczykami, ale wymiana ognia spowodowałaby ogromne straty po obu stronach, coś, na co nikt nie mógł sobie pozwolić. Do cholery, wrogami byli Sh’daar, Turuschowie i H’rulka, a nie pieprzeni Europejczycy!

– Spodziewamy się, że francuski lotniskowiec „Jeanie d’Arc” będzie próbował zbliżyć się do „Ameryki”. Myśliwce muszą mu to uniemożliwić. Nie możemy pozwolić, by okręt o takiej sile ognia zbliżył się na odległość umożliwiającą oddanie strzału. Sto tysięcy kilometrów. To minimalny dystans. Zrozumiano?

– Myślę, że tak. Sir, czy… mamy prawo otworzyć ogień?

– Tylko na bezpośredni rozkaz wydany przeze mnie lub admirała Koeniga.

– Tak jest.

– Spróbujemy załatwić to polubownie. Ale jeśli się nie uda…

Pozostawił myśl niedokończoną.

– Rozumiem, panie kapitanie.

Na wyświetlaczu taktycznym „Jeanie d’Arc” znajdowała się w odległości jednostki astronomicznej od „Ameryki”, jednak była na kursie przechwytującym i zbliżała się. Okręty amerykańskie ustawiały się, tworząc sferę otaczającą okręt flagowy. Ciężkie krążowniki „Valley Forge” i „Maat Mons” wraz z kilkoma fregatami i niszczycielami wysunęły się do przodu, pomiędzy flotyllę francuską i amerykańską. Przeznaczony do ciężkich bombardowań, „Maat Mons” dysponował dużą siłą ognia, lecz w ostatniej bitwie zużył ogromną ilość amunicji przeciw A1-01. Gray zastanawiał się, czy krążownik ma jej na tyle, by utrzymać Europejczyków na dystans.

Wojna domowa.

Gray miał niewiele pożytku z Konfederacji Terrańskiej. Do cholery, jako prym, żyjący na Peryferiach USNA, w Ruinach Manhattanu, miał równie mało pożytku ze Stanów Zjednoczonych. Wszystko polegało więc na różnicy w strategii. Konfederacja chciała rozmawiać ze Sh’daar i prawdopodobnie zaakceptować ich warunki, podczas gdy Koenig chciał odciągnąć przeciwnika głęboko w kosmos, z dala od Ziemi i jej kolonii. Gray nie rozumiał, czemu te dwie opcje miałyby się wzajemnie wykluczać.

Zmuszony do wyboru, Trevor wolał jednak iść za Koenigiem. Choćby dlatego, że admirał robił to, co uważał za słuszne, nie zważając na polityków i zadekowanych na tyłach strategów z Genewy czy Columbus.

Koenig był wojownikiem. A to wystarczało Trevorowi Grayowi.

BCI

TC/USNA CVS „Ameryka”

Pas Kuipera, HD 157950

98 lat świetlnych od Ziemi

Godzina 13.58 TFT

– Myśli pan, że będą walczyć, panie admirale? – spytał kapitan Buchanan.

Ponieważ dowódca okrętu znajdował się na mostku, głos rozległ się bezpośrednio w głowie Koeniga, przebywającego w BCI. Admirał patrzył na wyświetlacz taktyczny, na którym widoczne były zielone, czerwone i pomarańczowe ikony zbliżające się do siebie.

– Nie wiem, Randy – odpowiedział Koenig. – Nie znam Giraurda. Nie mam pojęcia, jak się zachowa.

Sprawdził wszystkie dane o François Giraurdzie, które dostępne były w sieci, ale znalazł niewiele przydatnych informacji. Francuski admirał miał tylko pięćdziesiąt lat, czyli jak na grand admirała, był niezwykle młody. Urodzony w 2344 roku, był dwudziestotrzyletnim studentem Sorbony, gdy na Ziemię dotarło ultimatum Sh’daar. Wstąpił do francuskiej Acádemie d’Astre w 2368 roku, czyli w tym samym momencie, gdy miejsce miała katastrofalna bitwa o Beta Pictoris, pierwsze starcie wojny Sh’daar z Konfederacją.

Pierwszym okrętem, na jakim objął w 2374 roku dowodzenie, była kanonierka „Pegase”. Pięć lat później, po awansie na capitaine de frégate, został dowódcą „De Grasse” służącego w europejskim kontyngencie Konfederacji Terrańskiej.

Nigdy nie dowodził okrętem podczas bitwy, ani we flocie europejskiej, ani konfederacyjnej. W roku 2389 w wieku czterdziestu lat promowany został na stopień contre-amiral, na vice-amiral w 2394, a vice-amiral d’escadre w 2397. Była to spektakularnie szybka kariera. Ostatni awans, na grand admirała, zatwierdzony został w 2403 roku. Giraurd dowodził francusko-niemiecko-rosyjską flotą na orbicie podczas obrony Ziemi, ale flota nie uczestniczyła w działaniach bojowych.

Wujek admirała był premierem Francji od 2385 do 2397 roku, co mogłoby tłumaczyć błyskawiczne promocje. Ponadto jego kuzyn, generał Daubresse, służył obecnie w Połączonym Dowództwie Sił Zbrojnych Konfederacji, a rodzina Giraurd była jedną z najbogatszych w Europie. Koneksje rodzinne, polityczne czy finansowe nie powinny mieć wpływu na karierę w Siłach Zbrojnych Konfederacji, ale wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z faktycznego stanu rzeczy. Zarówno w Europie, jak i w USNA były rodziny, które od pokoleń zajmowały eksponowane stanowiska cywilne i wojskowe.

– Myślę, że tylko blefuje – powiedział Buchanan. – Prawdziwe kłopoty sprawić mogą DuPont i politycy z Genewy. Chciałbym wiedzieć, jakie dokładnie rozkazy otrzymał Giraurd.

Koenig myślał dokładnie o tym samym. Najwidoczniej rząd Konfederacji uważał, że samo przybycie sił Giraurda sprawi, iż amerykański admirał wróci na Ziemię, gdzie obiecane miał objęcie urzędu prezydenta Senatu. Typowa polityka bata i marchewki.

– Panie admirale, wiadomość na kanale floty – powiedział porucznik Julio Ramirez.

– Przepraszam, Randy. Daj tę wiadomość.

– Transmisja z „Jeanie d’Arc”. Opóźnienie siedem minut dwadzieścia sekund.

– W porządku. – Koenig otworzył kanał, żeby wiadomość dostępna była także dla Buchanana. – Kapitanie? Może chciałby pan tego posłuchać?

– Oczywiście, sir!

W umyśle admirała otworzyło się okno, najpierw pełne zakłóceń, powoli pojawiał się obraz twarzy Giraurda.

– Admirale Koenig, tu grand admirał Giraurd, z pokładu gwiezdnego lotniskowca Konfederacji „Joan d’Arc”. Jestem zmuszony poinformować pana, że na podstawie rozkazów wydanych przez Senat Konfederacji Terrańskiej mam prawo aresztować pana w wypadku dalszego braku współpracy.

– Leciał za nami sto czternaście lat świetlnych, żeby to powiedzieć? – spytał Buchanan.

– Prawdopodobnie nie może wrócić do domu z pustymi rękoma – odparł Koenig, podczas gdy Giraurd mówił w tle.

– Moje rozkazy – oznajmił Francuz – nakazują mi przejęcie dowodzenia nad LGB-18 i zorganizowanie jej natychmiastowego powrotu do domu.

– Co mamy zamiar z tym zrobić? – zapytał Buchanan.

– Co ja mam zamiar z tym zrobić – odparł Koenig. – Nie ma sensu, byś także ryzykował swoją karierę.

– Panie admirale, dawno przekroczyliśmy ten punkt. Jeśli powieszą pana, to samo zrobią z każdym starszym oficerem tej grupy bojowej.

Giraurd kontynuował swój monolog:

– Niniejszym nakazuję panu wyłączenie systemów napędowych i obronnych i przygotowanie się na przyjęcie „Joan d’Arc”. Oczekuję natychmiastowej odpowiedzi. Giraurd, „Joan d’Arc”.

– No cóż – zauważył Koenig. – Krótko i na temat.

– Musimy podjąć decyzję o walce lub ucieczce w ciągu… powiedzmy trzech godzin, sir!

– Wiem. Panie Ramirez?

– Tak, panie admirale?

– Czy mamy bezpośrednie połączenie laserowe z „Illustrious”?

Chwila przerwy.

– Tak, sir. Bez problemu. Mamy czysty strzał. Opóźnienie siedem trzydzieści pięć.

– Proszę wykonać. Chcę mieć prywatne i osobiste łącze z kapitanem Harrisonem.

– Aye, aye, panie admirale.

Koenig osobiście znał kapitana Ronalda Fitzhugh Harrisona, skippera brytyjskiego lotniskowca szturmowego „Illustrious”. O ile Giraurd mógł blefować, o tyle Harrisonowi nie przyszłoby to nawet do głowy. Był weteranem wielu działań bojowych, w tym bitew o Świat Sturgisa, Everdawn, Cinco de Mayo. W tej ostatniej walczył przeciw EAS, czyli Hegemonii Chińskiej i zbuntowanym Hiszpanom. Za swą służbę otrzymał najwyższe odznaczenia, tak brytyjskie, jak i konfederacyjne.

– „Jeanie d’Arc” oznaczyła swą wiadomość żądaniem natychmiastowej odpowiedzi, panie admirale.

– Proszę ich ignorować.

– Tak jest.

Koenig pomyślał chwilę i zaczął nagrywać wiadomość dla Harrisona.

– Cześć, Ron. Tu Alex z „Ameryki”. Jestem przekonany, że otrzymałeś zakaz komunikowania się z nami, ale zanim nas odetniesz, chciałbym, abyś spojrzał na załączony materiał rozpoznawczy. Być może nie mówią ci wszystkiego. Jeśli chcesz pogadać, czekam. Koenig.

Do wiadomości dołączony został plik „Operacja Crown Arrow”.

Oczekiwanie na odpowiedź miało zająć co najmniej piętnaście minut.

Od prawie czterech dekad, czyli od chwili przedstawienia ultimatum przez Sh’daar, Konfederacja Terrańska wycofywała się. Jej granice przesuwane były przez nacierających sojuszników Sh’daar. W roku 2374 zajęte zostało Rasalhague, oddalone o czterdzieści siedem lat świetlnych od Słońca. Dwadzieścia trzy lata później uderzono na Świat Sturgisa w Zeta Herculis, trzydzieści pięć lat świetlnych od Ziemi.


Na moment uwidocznił się emocjonalny ból Giraurda, lecz Koenig go zignorował. Francuz będzie musiał tłumaczyć się ze swojej porażki przed Komisją Wojskową. To mogło oznaczać dla niego nawet koniec kariery.

zwrot tłumaczony jako „tak-nie”, był czymś, co językoznawcy nazywali „manipulatorem zgody”, sposobem, by inni zgodzili się z twoim zdaniem, by stanęli po twojej stronie w czasie konwersacji, czymś, co służyło do rozładowania potencjalnej wrogości.

Relacje seksualne pomiędzy oficerami i podoficerami były niemile widziane, choć nie zabronione. Dopóki oboje zachowywali się jak dorośli, nikt nie robił dramatu, nie powodował zazdrości, rywalizacji, wszystko było w porządku.