STAGS - M.A. Bennett - ebook + książka

STAGS ebook

M.A. Bennett

3,9

Opis

Thriller psychologiczny dla młodzieży, rozgrywający się w elitarnej szkole Saint Aidan the Great School [STAGS]. Nastoletnia Greer, która dostała się do ekskluzywnej szkoły tylko dzięki stypendium, ma obawy, czy zdoła się zintegrować z zamożnymi kolegami. Ku swojemu zaskoczeniu, zostaje zaproszona do posiadłości jednego z nich. Dziewiątka młodych ludzi spędza weekend w wiejskiej rezydencji. Szybko okazuje się, że nie jest to jednak zwykłe spotkanie... Jak daleko jest w stanie posunąć się szkolna elita? Wartka akcja, wyraziste postaci, zagadki i zwroty akcji - intrygujące nawiązanie do "Igrzysk śmierci" i "Szukajac Alaski".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 350

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Tytuł oryginałuS.T.A.G.S.
Text copyright © M.A. Bennett, 2017 All rights reserved. First published in Great Britain in 2017 by HOT KEY BOOKS Originally published in the English language as S.T.A.G.S. by Hot Key Books, an imprint of Bonnier Zaffre, London The moral rights of the author and illustrator have been asserted Copyright © 2019 for the Polish edition by Media Rodzina Sp. z o.o. Cover design / typhography by Alexandra Allden Cover images © Shutterstock.com
Ta książka jest fikcją literacką. Nazwiska, miejsca, szkoły, zdarzenia czy przypadki są albo wytworem fantazji autorki, albo użyte są fikcyjnie. Jakiekolwiek podobieństwo do autentycznych osób – żyjących lub zmarłych – jest zupełnie przypadkowe.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki – z wyjątkiem cytatów w artykułach i przeglądach krytycznych – możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
Cytat z Pisma Świętego na stronie 46 pochodzi z Biblii Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań–Warszawa 1980.
ISBN 978-83-8008-573-2
Media Rodzina Sp. z o.o. ul. Pasieka 24, 61-657 Poznańtel. 61 827 08 [email protected]
Konwersja: eLitera s.c.

Dla Conrada i Ruby, którzy mająnajlepsze cechy zarówno Ludzi Średniowiecza,jak i Dzikusów.

Trop jelenia aż do ostoi.

Master of Game – Edward z Norwich, 1373

Rozdział pierwszy

Wygląda na to, że zamordowałam człowieka.

Chociaż nie zabiłam go z zimną krwią, więc to chyba nieumyślne spowodowanie śmierci, czyli można by powiedzieć, że jestem... nieumyślną zabójczynią, tyle że pewnie takie określenie nie istnieje. Kiedy STAGS przyjęła mnie na stypendium, dyrektorka mojej dotychczasowej szkoły stwierdziła: „Greer MacDonald, na pewno będziesz tam najbystrzejszą uczennicą”. Może to prawda, a może nie, ale jestem wystarczająco bystra, żeby wiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak nieumyślna zabójczyni.

Nie chcąc stracić już na wstępie twojej sympatii, powinnam od razu wyjaśnić, że nie zabiłam go własnymi rękami. Było nas kilkoro. Przyczyniłam się do jego śmierci, ale to nie tylko moja wina. Jestem morderczynią w takim samym sensie, w jakim są nimi myśliwi – każdy z nich odpowiada za śmierć zwierzęcia, mimo że polują w grupie. Trudno wskazać, czyj pies rozszarpał lisa, ale uczestniczy w tym cała sfora i wszyscy jeźdźcy w swoich eleganckich czerwonych kurtkach.

Właśnie się zdradziłam. Zauważyłeś? Te kurtki, które ludzie z wyższych sfer noszą podczas polowania na lisy, naprawdę są różowe, a nie czerwone. A psy to nie pierwsze lepsze kundle, tylko psy gończe i posokowce.

Za każdym razem, kiedy otwieram usta, mówię coś, co mnie zdradza jako Greer MacDonald – dziewczynę, która odstaje od reszty rówieśników. Bo widzisz, to wszystko przez mój północny akcent. Urodziłam się i wychowałam w Manchesterze, a aż do ostatniego lata moją szkołą była podstawówka w Bewley Park. Do obu tych miejsc pasowałam, jak ulał. Zaczęłam odstawać dopiero po otrzymaniu stypendium w STAGS.

Należy ci się kilka słów wyjaśnienia na temat STAGS, bo teraz widzę, jak bliski związek łączy tę szkołę z morderstwem. Nazwa STAGS kojarzy się z jeleniami, ale to przede wszystkim skrót od Saint Aidan the Great School, szkoły średniej imienia św. Aidana Wielkiego, a ta jest najstarszą istniejącą uczelnią w Anglii. W mojej szkole w Bewley Park żaden z budynków nie pochodził sprzed 1980 roku. Najstarsza część STAGS – kaplica – została zbudowana w 683 roku, a jej ściany pokrywają freski. Freski! Bewley Park pokrywało graffiti.

STAGS założył w VII wieku sam jej imiennik, to znaczy św. Aidan Wielki. Zanim Kościół uznał jego wielkość, Aidan był zwyczajnym mnichem. Wędrował po północnej Anglii i opowiadał o chrześcijaństwie każdemu, kto chciał go słuchać. Potem, zapewne po to, żeby już tyle nie chodzić, założył szkołę, w której na miejscu opowiadał uczniom wszystko, co wiedział o chrześcijaństwie. Pewnie sądzisz, że ogłoszono go świętym z powodu tego gadania o chrześcijaństwie, ale to tak nie działa. Jeżeli chcesz zostać świętym, musisz dokonać cudu. Aidan dokonał takiego cudu, że uratował jelenia przed myśliwymi, czyniąc go niewidzialnym. Tak więc jeleń stał się jego symbolem, a także emblematem szkoły. Kiedy dostałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, było poroże nadrukowane w nagłówku papeterii. Wyglądało jak dwa nierówne rozdarcia.

Po raz pierwszy zobaczyłam budynek szkoły imienia św. Aidana Wielkiego, kiedy pojechałam tam na rozmowę w sprawie stypendium. Był to jeden ze słonecznych dni w środku zimy. Na polach błyszczał szron i snuły się długie, głębokie cienie. Tata minął swoim dziesięcioletnim minicooperem bramę, za którą wśród bujnie zarośniętych terenów zielonych ciągnął się długi podjazd. Na końcu podjazdu wysiedliśmy i po prostu się gapiliśmy. Podczas długiej podróży z Manchesteru do Northumberlandu mijaliśmy zachwycające krajobrazy, ale ten bił je na głowę. Była to piękna, rozległa średniowieczna posiadłość otoczona czymś w rodzaju fosy, z mostkiem prowadzącym do wejścia. Niczym nie przypominała siedziby zwyrodniałego kultu, za którą teraz ją uważam. Gdyby się uprzeć i dokładnie rozejrzeć, jedyną wskazówką byłoby wiszące nad szerokimi drzwiami poroże.

– Inny kraj – powiedziałam nieco niepewnie.

Tata nie skinął głową ani nie odparł nic w rodzaju: „Z ust mi to wyjęłaś”. Powiedział:

– Jeżeli.

Mój tata pracuje jako operator kamery podczas produkcji programów przyrodniczych, ale uwielbia każdy rodzaj filmów – nie tylko dokumentalne, które sam pomaga tworzyć. Dużo razem oglądamy, od mało znanych, zagranicznych filmów studyjnych do najgłupszych, świeżo wyprodukowanych blockbusterów. Nawet swoje imię zawdzięczam Greer Garson, gwieździe kina z epoki czarno-białych filmów. Kiedy tata wyjeżdża na dłużej na zdjęcia albo nagrywa w nocy, oglądam filmy sama, żeby nadrobić trzydzieści lat, o które on mnie wyprzedza. Prowadzimy ze sobą rodzaj gry: kiedy widzimy coś, co kojarzy nam się z jakimś filmem, wypowiadamy jego tytuł, a druga osoba musi znaleźć tytuł innej produkcji o podobnej tematyce. Właśnie w tej chwili próbowaliśmy sobie przypomnieć filmy dotyczące szkół prywatnych.

– Oraz... Pała ze sprawowania – dodał tata.

– Oh là là – powiedziałam. – Francuski staroć. Widzę, że to nie przelewki.

Zastanowiłam się.

– Harry Potter, wszystkie osiem części. – Trochę zadrżał mi głos. – W sumie osiem punktów.

Tata na pewno usłyszał, że się waham. Zna tyle filmów, że łatwo mógłby mnie pokonać, ale tym razem chyba postanowił dać mi fory.

– W porządku – potaknął, uśmiechając się nieco ironicznie. – Wygrałaś.

Zerknął na wysokie drzwi z łukiem zwieńczonym porożem.

– Miejmy to już z głowy.

Poszło jak z płatka. Zaliczyłam rozmowę kwalifikacyjną, zdałam egzamin i dostałam się. Osiem miesięcy później, kiedy zaczął się semestr jesienny, znowu przeszłam przez drzwi pod jelenimi rogami – tym razem już jako uczennica.

Wkrótce miałam się przekonać, jak wielkie znaczenie odgrywały w STAGS poroża. Rogi sterczą ze wszystkich ścian. W herbie szkoły jest jeleń z wyszytym poniżej mottem: Festina lente. (Nie, ja też nie wiedziałam, ale po łacinie to znaczy: spiesz się powoli.) Freski w kaplicy, o których wspomniałam wcześniej, przedstawiają scenki z „cudownego” polowania, kiedy św. Aidan uczynił jelenia niewidzialnym. Jest tam także bardzo stary witraż przedstawiający świętego, który trzyma rękę z wyprostowanym palcem przed pyskiem nerwowego jelenia, jakby próbował go uspokoić. Często przyglądałam się tym freskom i witrażowi, bo co rano musimy chodzić do kaplicy, a to potrafi być naprawdę nudne.

Kaplica jest nie tylko nudna, ale i lodowato zimna. To chyba jedyne miejsce, w którym szczerze się cieszę, że mam na sobie szkolny mundurek STAGS. Składa się on z długiej, sięgającej do kolan, czarnej peleryny z grubego filcu zapinanej na duże, pozłacane guziki. Pod szyją nosimy białe koloratki, a w pasie wiążemy rzemyk z jeleniej skóry, który supłamy w przepisowe węzły. Pod peleryną mamy jaskrawoczerwone pończochy w kolorze krwi. To głupkowaty strój, ale przynajmniej chroni przed zimnem panującym w pobliżu granicy Northumberlandu.

Nietrudno się zorientować, że religia zajmuje ważne miejsce w STAGS. Dla mnie ani dla taty sprawy wiary w ogóle nie mają znaczenia, ale wypełniając podanie o przyjęcie do szkoły, pominęliśmy milczeniem ten fakt. Szczerze mówiąc, napisaliśmy wszystko tak, że można było nas wziąć za bogobojnych ludzi. To było, kiedy jeszcze chciałam się dostać do tej szkoły. Tata przez dwa lata miał przebywać głównie za granicą na zdjęciach do filmu przyrodniczego dla BBC, więc gdybym nie poszła do STAGS, musiałabym zamieszkać z ciocią Karen, a możesz mi wierzyć, że tego na pewno wolałam uniknąć. Dyrektorka mojej szkoły w Bewley twierdziła, że jestem wystarczająco bystra, żeby się dostać na stypendium do STAGS, i okazało się, że miała rację. Ponadto tak się składa, że mam fotograficzną pamięć, co bynajmniej mi nie przeszkadza. Jakże przydała mi się ta umiejętność podczas egzaminu wstępnego. Ale gdybym wiedziała, co się wydarzy tego jesiennego trymestru, nie starałabym się aż tak bardzo. Bez szemrania przeprowadziłabym się do cioci Karen.

Oprócz obowiązku częstego chodzenia do kościoła jeszcze wiele innych rzeczy różni STAGS od normalnej szkoły. Po pierwsze, jesienny trymestr nazywa się tam Michaelmas, wiosenny – Hilary, a letni – Trinity. Po drugie, nauczyciele każą się tytułować bakałarzami, a nie panią lub panem. Tak więc nasz wychowawca, pan Whiteread, to bakałarz Whiteread, ale jeszcze dziwniej jest zwracać się do wychowawczyni w internacie (panny Petrie) jako do bakałarz Petrie. Dyrektora, poczciwego faceta o wyglądzie świętego Mikołaja, którego poznałam podczas pierwszej rozmowy, wszyscy nazywają tutaj opatem. Jakby tego było mało, bakałarze wkładają na garnitury cudaczne togi o kroju sutanny ze sznurami wokół pasa. Wielu bakałarzy uczyło się w STAGS i wciąż opowiadają o życiu szkoły w tamtych czasach (które, jak można wywnioskować, toczyło się dokładnie tak samo jak teraz – STAGS jest tak staroświecka, że naprawdę zdziwiłabym się, gdyby od tamtej pory cokolwiek się zmieniło). Sami bakałarze są właściwie antykami – domyślam się, że wszystkim już stuknęła sześćdziesiątka. Nie wątpię, że dzięki temu mają wielkie doświadczenie w dziedzinie edukacji, ale coś mi mówi, że staruszkowie zostali zatrudnieni po to, żeby nikt nigdy, przenigdy nie poczuł do nich mięty. Tutaj absolutnie nie istnieje zagrożenie żadnym rodzajem bliskich relacji między uczniami i nauczycielami, o których tyle czytasz w Internecie.

Sporty w STAGS też są dziwne. Nie gramy w zwykłe gry, jak netball, hokej czy futbol, tylko w fivesa i tenisa na drewnianych kortach z epoki Tudorów za normalnym boiskiem. To boisko, nazwane Spłachciem św. Bedy, jest ogromne, ale nigdy nie widziałam, żeby służyło do ćwiczenia normalnych dyscyplin lekkoatletycznych, tylko do rozgrywania meczów rugby (ruggera) albo lacrosse’a. STAGS ma swój własny teatr, lecz jest on pozbawiony wymyślnych świateł i dekoracji. To wierna rekonstrukcja jakobińskiego teatru, w którym źródłem światła są świece. Świece. Zamiast niemieckiego i francuskiego uczymy się łaciny i greki. Jedzenie też się różni od normalnego szkolnego menu w tym sensie, że jest naprawdę dobre. Więcej – jest wyśmienite. Nie powstydziłaby się go dobra restauracja. Niczym nie przypomina brei, którą nas częstowano w Bewley Park. Posiłki serwują nam kobiety z pobliskiej wioski, które zdają się całkiem miłe, choć zamiast wdzięczności doczekały się przezwiska „garkotłuki”. Jednak najważniejszą rzeczą odróżniającą STAGS od normalnych szkół jest fakt, że – jak pewno się domyślasz – kosztuje fortunę. Rodzice uczniów STAGS gorliwie sięgają do kieszeni, a mnie nie trzeba było dużo czasu, żeby się domyślić, za co tak chętnie płacą. Wcale nie za to, żeby ich ukochane pociechy mogły korzystać z uroków jakobińskiego teatru, basenu o olimpijskich rozmiarach ani z bijącego po oczach piękna tego miejsca. Płacą raczej za to, żeby ich dzieci także były inne.

Przez mniej więcej tysiąc lat STAGS składała się z tylko czterech budynków nazwanych imionami Honoriusza, Bedy, Oswalda i Paulina. Kilkadziesiąt lat temu szkoła zaczęła przyjmować dziewczyny, więc utworzono internat żeński pod nazwą Lightfoot. W liście potwierdzającym moje przyjęcie napisano, że internat Lightfoot znajduje się w jednym z nowszych budynków, więc jadąc tam, spodziewałam się świerkowego drewna, szkła i centralnego ogrzewania. Okazało się, że Lightfoot został zbudowany w 1550 roku. Przede wszystkim rzucały się w oczy jego szyby w kształcie rombów i zwariowane spiralne kominy. Widocznie w STAGS rok 1550 uchodził za nowoczesność.

Mój pokój znajdował się na trzecim piętrze, na końcu wyłożonego boazerią korytarza. Przez ogromne dębowe drzwi wchodziło się do współcześnie urządzonego wnętrza. Były w nim meble z płyty wiórowej, niebieska, biurowa wykładzina oraz druga lokatorka. Trudno mi było zerwać ze starym przyzwyczajeniem, wciąż myślałam kategoriami filmowymi. Gdyby moje pierwsze spotkanie ze współlokatorką zostało opisane w scenariuszu, wyglądałoby mniej więcej tak:

GREER (z uśmiechem): Mam na imię Greer. A ty?

Współlokatorka Greer mierzy ją z wyższością wzrokiem.

WSPÓŁLOKATORKA (przewracając oczami): Jezu...

Od tej pory już cały czas nazywałam ją w myślach Jesus, bo zdawało mi się to zabawne, a w STAGS niewiele rzeczy potrafiło wywołać uśmiech. Później dowiedziałam się, że naprawdę miała na imię Becca i uwielbiała konie. Wieszała na ścianie zdjęcia swoich kuców, tak jak ja wieszałam zdjęcia taty. Może tęskniła za nimi tak samo, jak ja za nim. Nie mam pojęcia, dlaczego. To mniej więcej tyle, jeżeli chodzi o dialogi w tej części opowieści. Dalej będzie ich więcej, ale smutna prawda jest taka, że do połowy pierwszego trymestru mało kto ze mną rozmawiał. Nauczyciele zadawali mi pytania na lekcjach, „garkotłuki” zagadywały: „Frytki czy tłuczone, dziecko?” (ich akcent wywoływał u mnie tęsknotę za domem), a Shafeen, chłopak z mojej grupy, od czasu do czasu mamrotał do mnie coś w rodzaju: „Rozkład termiczny azotanów przebiega według takiego samego schematu jak rozkład termiczny węglanów”.

Jesus dzieliła ze mną pokój, ale nie odzywała się do mnie niemal do połowy trymestru. Zresztą przerwała milczenie tylko dlatego, że dostałam pewne szczególne zaproszenie. Gdy teraz o tym myślę, to podejrzewam, że gdybym na początku poznała więcej osób – albo gdybym w ogóle kogoś poznała – to nie przyjęłabym tego zaproszenia. Może zgodziłam się, bo chciałam się pozbyć wrażenia izolacji. A może – jeżeli mam być szczera – dlatego, że dostałam je od największego przystojniaka w szkole.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki