Stachu i pistolet - Wanda Zaręba-Xięska - ebook

Stachu i pistolet ebook

Wanda Zaręba-Xięska

0,0

Opis

Książka ta to biografia Stanisława Zaręby ze Świętokrzyskiego, napisana przez jego córkę Wandę, na podstawie pozostawionych wspomnień i opowiadań żyjącej do dziś w Krakowie jego żony Ireny. Biografia Ireny ukazała się już wcześniej w książce pod tytułem „Zwykła-niezwykła moja mama-dama i walczący ojciec”. Ten ostatni to właśnie Stanisław. Zwykła i zarazem niezwykła jest to historia Stacha, którego młodość przypadła na czas wojny. Warto poczytać.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 71

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




Wanda Zaręba-Xięska

Stachu i pistolet

Życie i działalność konspiracyjna Stanisława Zaręby z Mirkowic

© Wanda Zaręba-Xięska, 2020

Książka ta to biografia Stanisława Zaręby ze Świętokrzyskiego, napisana przez jego córkę Wandę, na podstawie pozostawionych wspomnień i opowiadań żyjącej do dziś w Krakowie jego żony Ireny. Biografia Ireny ukazała się już wcześniej w książce pod tytułem „Zwykła-niezwykła moja mama-dama i walczący ojciec”. Ten ostatni to właśnie Stanisław. Zwykła i zarazem niezwykła jest to historia Stacha, którego młodość przypadła na czas wojny. Warto poczytać.

ISBN 978-83-8221-532-8

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Rozdział I. Mirkowice i Momina

1. Miejsce urodzenia, parafia

Stanisław Zaręba urodził się 18.V.1917 roku we wsi Mirkowice, powiat Opatów, województwo Kielce.

Wieś Mirkowice to mała osada położona obecnie w województwie świętokrzyskim, powiecie ostrowieckim, w gminie Bodzechów.

W 1921 roku, a więc 4 lata po urodzeniu Stanisława spisano tu domów 37, mieszkańców 237. Jeden z tych domów należał do rodziny Zarębów.

Sięgając do czasów wcześniejszych i historii wsi to w XV wieku dziedzicami byli tu Warsz Michowski i Andrzej Wojdak. Łany kmiece dawały dziesięcinę prebendzie kieleckiej, folwarki zaś kościołowi w Mominie. To wzmianki z kronik Długosza..

Mirkowice nierozerwalnie związane były w parafią w Mominie. Ta wieś już w XII wieku była wczesnosłowiańskim opolem, a począwszy od XI wieku także ośrodkiem kościelnym szerzącym wiarę chrześcijańską. Były to najpierw włości arcybiskupa gnieźnieńskiego, a w 1262 roku weszła w posiadanie biskupów lubuskich. To zapewne ci ostatni powołali tu kościół pod wezwaniem Św. Wojciecha /zdjęcie nr 1/, uposażyli plebana dziesięciną oraz łanem ziemi.

zdj. nr 1kościół pod wezwaniem św.

Wojciecha

w Mominie

Pierwsze zapisy o świątyni pochodzą z roku 1326, choć murowany kościół stał tu prawdopodobnie już pod koniec XIII wieku.

Moja pamięć jako córki Stanisława sięga czasów mojego dzieciństwa z Ostrowca Św. Przyjeżdżaliśmy stamtąd każdego 1-go listopada na groby rodzinne ojca i msze w kościele. Odwiedzaliśmy rodzinę i uczestniczyliśmy w odpustach i jarmarkach.

2. Rodzice i rodzeństwo

Rodzicami Stanisława byli Franciszek Zaręba i Katarzyna z domu Wasiek.

zdj. nr 2

siedzi

w chustce Katarzyna Zaręba (matka Stanisława), w pierwszym rzędzie od prawej: Franciszek Zaręba (ojciec), pomiędzy nimi Edek Kuchniak (wnuk Zarębów, syn Marysi i Antka), z lewej strony siedzą stryj Stanisława z żoną, z tyłu stoją w środku w garniturze w prążki stoi Stanisław z kuzynostwem.

zdj. nr

3

w środku, w chustce

Katarzyna

Zaręba, z jej lewej syn Jan z żoną i stryj Zarębów, a z prawej córka Marysia

i jej mąż

Antek

Kuchniak

W tej rodzinie było ośmioro dzieci: jedna córka i 7-u synów.

Byli to kolejno:

1/ Maria Zaręba, wyszła za mąż za Antka Kuchniaka / zdjęcie nr 3/. Mieszkali w Mirkowicach. Mieli dwójkę dzieci; Jadzię i Edka. Jadzia wyszła za mąż za Alka Wośka i też mają dwójkę dzieci/Marysię i Tomka/

Jadzia była nauczycielką z zawodu. /zdjęcie nr 4 /

/zdj.nr.4/ Jadwiga

Wosiek z domu Kuchniak

2/ Wincenty Zaręba: urodzony w 1902 roku. W wieku 18 lat był uczestnikiem słynnej zwycięskiej Bitwy Warszawskiej z 1920 roku. Właśnie obchodzimy Jubileusz Stulecia tej ważnej Bitwy / 2020rok/.

Wincenty był ożeniony z Zośką z Nosowa. Mieli dwójkę dzieci; Józka i Lotkę. Józek zmarł w młodym wieku. A i sam Wincenty żył tylko 35 lat. Żona Zośka i córka Lotka już nie żyją.

3/ Ignacy Zaręba: mało o nim wiemy; zmarł dość młodo, bo w wieku 42 lat, pochowany przy rodzicach w Mominie. Był kawalerem. Jego śmierć ma aurę tajemniczości i tragiczności. Pojechał ponoć do młyna mleć mąkę i u młynarza spotkał „tajemnego osobnika„, którym okazał się kochanek żony młynarza. Młynarz akurat szykował zemstę na owego Pana i poczęstował wszystkich, oprócz siebie, zatrutą wódką. W efekcie dwóch Panów zostało śmiertelnie otrutych, w tym niewinny Ignacy Zaręba. Takie są przekazy rodzinne, a jaka była prawda, pewnie już nie dowiemy się.

4/ Józef Zaręba stolarz; urodzony w 1908 roku, zmarły w tym samym roku co Stanisław, dożył 84 lat. Józek ożeniony był z Marią z domu Bucior/zdjęcie nr 5 i 6/. Mieli dwoje dzieci; Basię/ zdj. nr 6/ i Eugeniusza.

Basia nauczycielka, mieszka w Mirkowicach do dziś, w miejscu domu rodzinnego Józefa i Marii. Wyszła za mąż za Niedbałę, doczekali się 2-ki dzieci; Małgosi i Pawła. Mąż Basi już nie żyje. Kontynuował stolarkę Józefa, a po jego odejściu stolarstwem zajął się syn Basi Paweł. Zawód stolarza Józefa żyje zatem nadal w jego rodzinie.

Stryja Józefa najbardziej zapamiętałam ze wszystkich braci mojego ojca. Był bardzo pogodnym i miłym człowiekiem. Z Marią stanowili fajną serdeczną parę.

Ich syn Gienek już też odszedł. Był ożeniony z Haliną. Pamiętam ich ślub, byłam druhną w białej sukience. Było to chyba w kościele w Szewnie.

Mieli dwoje dzieci, dwóch synów Rafała i Czarka. Rafał odszedł tragicznie w bardzo młodym wieku.

Z najbliższej rodziny Józka i w jego gospodarstwie pozostała Basia/zdj.nr 6/. Strzeże ona rodzinnych posiadłości i w pobliżu tuż za płotem miejsca domu Zarębów seniorów Katarzyny i Franciszka.

/zdj. nr

5/ Józek Zaręba z żoną Marysią/ na rękach wnuczek Paweł/ i Władek Zaręba /z prawej/ brat Józka

/zdj. nr

6/Basia Niedbała z rodzicami Marysią i Józkiem Zarębą

5/Franciszek Zaręba: brat bliźniak mojego taty /Stanisława / urodzony zatem w 1917 roku. Zdjęcie bliźniaków załączone poniżej /zdjęcie nr 7/. Był ożeniony z Leonką z domu Kozieł. Zginął śmiercią tragiczną. Mieli dwóch synów; Janusza i Tadeusza. Janusz zmarł młodo; mając 21 lat zatruł się nawozem w polu. Tadeusz założył rodzinę z Barbarą i mają czwórkę dzieci: trzech synów i jedną córkę. Tadeusz również już nie żyje.

Franciszek ze swoją żoną Leonką mieszkali w Mirkowicach, w domu rodzinnym seniorów rodu, Katarzyny i Franciszka. Z tym to domem wiążą się historie wojenne, które spisał Stanisław i są przedstawione w Rozdziale III „Wojna”. To w tym domu mieszkał również w młodości Stanisław, tu przechowywał czasami narzędzia do produkcji broni i części pistoletów. To stąd wyjeżdżała Katarzyna wozem konnym do Huty Ostrowiec aby odebrać wyprodukowane części pistoletów od syna Stanisława. To w tym domu wreszcie o mało co cała rodzina Zarębów byłaby zamordowana, gdy Niemcy znaleźli w snopkach części pistoletów.

Katarzyna Zaręba była niezwykle odważną kobietą zaangażowaną czynnie w czasie wojny, w walkę z Niemcami. Urodziła ośmioro dzieci, była chora na serce, a stać ją było na tak wielkie wyczyny. Była to wspaniała postać. Odkryłam to ja, jej wnuczka dopiero niedawno, w czasie przygotowań materiałów do napisania tej książki.

Z Franciszkiem natomiast wiąże się jeszcze jedna historia. Doprowadził on bowiem do spalenia domu rodzinnego podpalając pajęczynę w domu. Dom rodzinny Zarębów już nie istnieje w pierwotnej postaci. W pobliżu został wybudowany dom murowany, ale miejsce istnieje i należy do rodziny Zarębów.

6/ Władysław Zaręba: najmłodszy syn, ożeniony z Janką. Mają dwie córki: Katarzynę i Małgorzatę. Córki mieszkają aktualnie w Zabierzowie z matką Janką. Władysław już nie żyje./ zdj. nr 5,8,9,10,11/

Władysław i Stanisław wyemigrowali razem po wojnie do Wrocławia. Tam przez pewien czas pracowali i mieszkali. Władysław wyprowadził się pierwszy do pracy w majątku w Dzierżoniowie. Tam poznał Jankę, założyli rodzinę i przeprowadzili się pod Kraków /zdjęcie nr 8,11/

7/ Jan Zaręba: urodzony 01.VII.1911 roku /zdjęcie nr 3/ożeniony z Leontyną z domu Dulny z Niemienic /urodzona 06.06.1923 roku/. Zamieszkały po sąsiedzku z bratem Stanisławem w Ostrowcu Świętokrzyskim. Mają czwórkę dzieci: Janusza, Andrzeja, Hankę i Grażynę. Janusz, farmaceuta mieszka z żoną Małgorzatą, też farmaceutką w Słupsku. Mają dwie córki Monikę i Renatę. Jedna /Renata/ mieszka w Australii w Sydney. Wyszła za mąż za Francuza. Wnuczka Janusza zna wiele języków, uczy się aktualnie chińskiego. Druga córka Janusza mieszka z nim, ma córkę Laurę.

W Słupsku mieszka także córka Jana i Leontyny, Hanka. Druga córka Jana, Grażyna mieszka w Łodzi. Była z zawodu pielęgniarką i pracowała w szpitalu Edelmana.

Drugi syn Jana, Andrzej odbywający służbę w Marynarce Wojennej zginął tragicznie na morzu. Andrzej przyjaźnił się z moim kolegą licealnym w Ostrowcu Św., Wojtkiem Skoczylasem.

W trakcie pisania książki nawiązałam kontakt z Januszem Zaręba. Opowiedział mi trochę historii rodzinnej. Jego rodzice czyli Jan i Leontyna prowadzili przez pewien czas szkołę dla analfabetów w Niemienicach. Potem Leontyna prowadziła bibliotekę w tychże Niemienicach.

W czasie wojny Jan został powołany do wojska i był tam rusznikarzem.

Janusz Zaręba miał natomiast wypadek z bronią właśnie, został „przypadkowo” postrzelony w głowę, w okolicę kręgosłupa szyjnego. Do dziś odczuwa dolegliwości.

Jan Zaręba była też ojcem chrzestnym Joli, córki Stanisława.

8/ Stanisław Zaręba, urodzony 18.05.1917 roku w Mirkowicach. I to o nim głównie jest ta książka.

Tylu ich było, ośmioro. Dziś w 2020 nikt z nich już nie żyje. Z żon natomiast żyje Janka od Władka i Irena od Stanisława. Janka jest w stanie chorobowym. Na straży historii stoi jedynie Irena. Ma 95 lat i mieszka w Krakowie.

/zdj.nr

7/ Franciszek Zaręba/z lewej/ i Stanisław Zaręba, bliźniacy

/zdj. nr

8/ Władek Zaręba z żoną Janką

/zdj. nr

9/ Katarzyna Zaręba/z lewej/z Dominiką Zarębą w wózku i Irena Zaręba

/zdj. nr

10/ Władysław Zaręba

/zdj.nr

11/ Janka Zaręba/z lewej/, Janusz Zaręba i Irena Zaręba

Rozdział II. Czas przedwojenny

1. Szkoły i życie zawodowe

Mój ojciec urodził się w 1917 roku, kiedy Polska była pod zaborami jeszcze, ale już rok potem odzyskała niepodległość. Stanisław dorastał więc w wolnej Polsce.

Do szkoły podstawowej zwanej wtedy powszechną uczęszczał przez 7 lat i ukończył ją 1936 roku. 1-go września 1936 roku przyjęty został do Szkoły Rzemieślniczo-Przemysłowej przy Zakładach Spółki Akcyjnej Wielkich Pieców i Zakładów Ostrowieckich w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Ukończył ją 12.VI.1939 roku. Świadectwo Ukończenia na załączonym zdjęciu / zdjęcie nr 12/

/zdj. nr 12/

W czasie tej szkoły ojciec ukończył także, w VI 1939 roku całkowity 3-ch letni kurs nauki działu odlewniczego, co jest odnotowane na powyższym świadectwie. Ten kurs zakończony był egzaminem na czeladnika przemysłu formierskiego/ odlewniczego/. Świadectwo egzaminu na czeladnika w załączeniu poniżej / zdjęcie nr 13/

zdj. nr 13

Po ukończeniu szkoły, ojciec pracował w Hucie Ostrowiec, od 10 lipca 1939r. do 08.IX.1939 w Odlewni Żeliwa. Z tego okresu pracy pochodzi to zdjęcie poniżej / nr. 14/

/zdj. nr

14/ Stanisław Zaręba w Odlewni Żeliwa w hucie

1-go września 1939 r. wybuchła II-ga wojna światowa. Codzienne naloty zmuszały pracowników do częstego przerywania pracy. Ojciec zwolnił się więc i powrócił do rodzinnego domu w Mirkowicach, gdzie pomagał rodzinie w gospodarstwie rolnym.

Rozdział III

1. Wojna 1939—1945

Po wybuchu wojny życie przyśpiesza i pisze historię tego czasu, dla każdego inną, choć dla wszystkich z wojną w tle. To, co działo się z moim ojcem i jego rodziną, Stanisław pozostawił we wspomnieniach. Dokonał tego po wojnie w towarzystwie i z pomocą swego syna Janusza. I dzięki im za to, bo to wspaniała rzecz taki dokument tamtych czasów. Czyta się jak kryminalno-sensacyjną opowieść z wypiekami na twarzy. A jednak była to najprawdziwsza historia. Oddajmy zatem głos ojcu.

WSPOMNIENIA O KONSPIRACYJNEJ PRODUKCJI PISTOLETÓW MASZYNOWYCH, TAK ZWANYCH BECHOWCÓW, W ZAKŁADACH OSTROWIECKICH I OKOLICZNYCH WSIACH W LATACH 1940 — 1944

zawartość „Roczników dziejów ruchu ludowego Wydanie 18”

Nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, 1976

Wojna zaskoczyła mnie podczas pracy w Zakładach Ostrowieckich jako dwudziestodwuletniego chłopca. Nie napracowałem się zbyt wiele, bo Szkołę Rzemieślniczo — Przemysłową ukończyłem zaledwie dwa miesiące temu. Z zawodu byłem formierzem, pracowałem w odlewni żeliwa. Nękające na początku września codzienne naloty zmuszały nas do częstego przerywania pracy. 6 września wraz z wieloma innymi postanowiłem porzucić pracę i pozostać w swej rodzinnej wiosce Mirkowice oddalonej od Ostrowca około 7 km.

Na początku 1940 roku władze okupacyjne rozpoczęły werbunek ludności polskiej na roboty do III Rzeszy. Sołtysi będący na usługach okupanta i wchodzący w skład niemieckiej administracji mieli za zadanie wyznaczyć z każdej wioski pewną ilość mężczyzn, zbędnych rąk do pracy na wsi. Sołtysami byli przeważnie najbogatsi gospodarze. Nasz sołtys wyznaczył aż 24 młodych mężczyzn na roboty do Niemiec, przeważnie z gospodarstw małorolnych. Wśród nich byłem ja oraz dwóch moich braci. Byliśmy wszyscy przygnębieni. Najwięcej rozpaczała nasza matka.

Wkrótce rozpoczął się „handel ludźmi”, ponieważ każda rodzina próbowała przy pomocy pieniędzy uchronić najbliższych przed wywozem do Niemiec. Moim rodzicom starczyło pieniędzy na „odkupienie” dwóch synów. Natomiast na mnie zabrakło już pieniędzy. Pozostała mi jeszcze jedna możliwość ratunku: powrócić jak najszybciej do pracy w hucie, którą użytkował teraz okupant dla swoich militarnych celów. Podpowiedział mi tę możliwość gminny urzędnik do spraw przesiedleńczych, a za kopę jajek i innych wiktuałów dał mi nawet skierowanie do działu zatrudnienia w hucie.

Pracę rozpocząłem 20 lipca 1940 roku w odlewni staliwa. Pomimo, że z wykształcenia byłem formierzem, nie otrzymałem od razu pracy w swoim zawodzie. Zakład był już wtedy przepełniony. Takich jak ja, ratujących się przed wywozem na roboty, było wielu. Odlewnia staliwa należała do najgorszych miejsc w zakładzie tak pod względem uciążliwości pracy, jak i szkodliwości dla zdrowia. Dopiero po pewnym czasie udało mi się ją zmienić. Pracowałem początkowo w kuźni obręczy przy składaniu podwozi wagonowych, później w transporcie przy przewozie elementów do produkcji wagonów, wreszcie skierowano mnie do składania ścian bocznych wagonów.

Do pracy konspiracyjnej zostałem wciągnięty we wrześniu 1941 r. Zawdzięczam to moim kolegom — Władysławowi Dąbrowskiemu ze Stryczowic i Kazimierzowi Kijewskiemu z sąsiedniej wioski Podszkodzie. Władysław Dąbrowski był moim krewnym i stąd przychodził często do mnie do domu. Znaliśmy się także ze wspólnego uczestnictwa w korespondencyjnych kursach kreślarskich prowadzonych przez inżyniera Grajewskiego. Rozmawialiśmy często na temat tworzonych w okolicy różnych organizacji konspiracyjnych. Często przekonywał mnie, że jako syn chłopski i robotnik powinienem wstąpić do konspiracyjnej organizacji chłopskiej BCh, której on już był członkiem. Te rozmowy uświadamiające dały mi bardzo dużo. Toteż, gdy pewnego razu mój także serdeczny kolega Kazimierz Kijewski zaproponował mi wstąpienie do tworzonej przez niego placówki Batalionów Chłopskich, zgodziłem się bez wahania. Już wcześniej odmówiłem przystąpienia do tworzonej w mojej wiosce placówki Związku Walki Zbrojnej, ponieważ nie zgadzałem się z jego założeniami, m.in. ze względu na widoczną współpracę z obszarnikami.

W roku 1941