Wydawca: Burda Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 356 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Spróbujmy jeszcze raz - K.A. Linde

Nie mogę mu ufać…

Przez sześć tygodni kochaliśmy się z Austinem Wrightem do szaleństwa i pozostało mi po tym jedynie złamane serce.

Powtarzam sobie, że nie mogę znowu oddać mu ani ciała, ani serca. Jednak minęły dwa lata, a ja nadal pragnę go równie mocno jak dawniej.

Kiedy ostatnio spróbowaliśmy, niemal mnie to zniszczyło. Wiem, że powinnam uciec, nie oglądając się za siebie. Ale jego ciemne oczy i zabójczy uśmiech przenikają mi duszę. Jego dotyk mnie rozpala.

Druga próba może zniszczyć nas oboje. Przecież wszyscy wiedzą, że powielanie błędów szczęścia nie przynosi.

Opinie o ebooku Spróbujmy jeszcze raz - K.A. Linde

Fragment ebooka Spróbujmy jeszcze raz - K.A. Linde

Tytuł oryginału: The Wright Mistake

Copyright © by K.A. Linde, 2018

Copyright for the Polish edition © by Burda Publishing Polska Sp. z o.o., 2018

02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 42

Sprzedaż wysyłkowa: tel. 22 360 37 77

Redaktor prowadzący: Marcin Kicki

Tłumaczenie: Danuta Śmierzchalska

Redakcja: Joanna Morawska

Korekta: Marzena Kłos, Ewa Kłosiewicz/Melanż

Skład i łamanie:Beata Rukat/Katka

Redakcja techniczna: Mariusz Teler

Projekt okładki: Justyna Tarkowska/milewidziane.pl

Zdjęcie na okładce: Cecilie_Arcurs/iStockphoto

ISBN: 978-83-8053-347-9

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

www.burdaksiazki.pl

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Dla Staci Hart

za to, że pozwoliła mi od czasu do czasu

umieścić się w mojej książce

ROZDZIAŁ PIERWSZYJulia

– Nie próbuj mnie za to obwiniać. Po prostu spójrz prawdzie w oczy, Julio – rzucił gniewnie Trevor. – Nigdy nie będziesz szczęśliwa.

– Pieprz się! – odwarknęłam i zatrzasnęłam za nim drzwi, kiedy jego paskudne słowa cięły mnie jak nożem.

Nie dlatego, że się mylił, ale ponieważ miał rację.

Nie mogłabym być szczęśliwa ani z nim, ani z kimkolwiek innym. Nie z przeszłością, która nade mną wisi. Prawda jest taka, że facet w rodzaju Trevora nie potrafiłby postępować z prawdziwą Julią Banner.

Po drugiej stronie pokoju zaczął dzwonić mój telefon. Podniosłam go z westchnieniem i zobaczyłam, że to Heidi.

– I jak? Zrobiłaś to? – zapytała, kiedy odebrałam połączenie.

– Taa… Nienawidzi mnie – odparłam z westchnieniem.

– Akurat! Trevor z księgowości nie potrafiłby znienawidzić nawet muchy. Cierpi. Przejdzie mu.

– No nie wiem. Byliśmy ze sobą rok. W tym tygodniu była nasza rocznica. Nie mogę uwierzyć, że po prostu z nim zerwałam. Jestem okropna.

Heidi prychnęła.

– Tę decyzję należało podjąć już dawno. Obie dobrze o tym wiemy.

Oczywiście miała rację. Bo Trevor był idealnym, normalnym, miłym facetem. Takim, co to przychodzi, żeby wyprać ci rzeczy, kiedy jesteś na spotkaniu z przyjaciółmi, napełnia bak w twoim samochodzie, gdy widzi, że wkrótce zabraknie ci paliwa, i w każdy czwartek dzwoni do twojej mamy, żeby uciąć z nią pogawędkę. Albo robiłby to ostatnie, gdyby wiedział, że moi rodzice żyją.

Jestem jego przeciwieństwem. To, co nas łączyło, było miłe, ale nie było w porządku.

– A zatem – mruknęła Heidi – chcesz pojechać i kogoś zaliczyć, żeby poczuć się z tym lepiej?

– Tak, chcę.

– Moja dziewczynka! – Heidi się zaśmiała.

– Do Flips? – zapytałam.

To bar, do którego zawsze chodziłyśmy. W opinii innych to dziura, ale Heidi uwielbiała to miejsce.

– Właściwie… Wszyscy jedziemy na weekend do Ransom Canyon, żeby spędzić tam Memorial Day. Jezioro, łódki, barbecue, zakłady bukmacherskie. Wchodzisz w to?

– A konkretnie jak dzięki temu miałabym kogoś zaliczyć?

– Hm, będzie mnóstwo alkoholu – odparła Heidi.

– I?

– I mnóstwo gorących, wolnych facetów.

Przewróciłam oczami.

– Na przykład?

– Landon i Wrightowie zaprosili paczkę znajomych. Wiem, że masz… problem z Austinem, dlatego wcześniej o nim nie wspomniałam. Ale nie sądzę, żeby to ci teraz miało przeszkadzać.

– Austin Wright to największy zapity dupek w tej części świata! Wiesz, jak mnie potraktował, kiedy byliśmy razem.

– To prawda – przyznała. – Ale to było półtora roku temu. I od jesieni, kiedy mu zdrowo przyłożyłaś, unika cię jak zarazy, co oznacza, że możesz być spokojna, będzie dobrze.

– Heidi!

– Po prostu rusz tyłek i przyjedź tam. I zabierz kostium kąpielowy. Chcę zobaczyć te twoje tatuaże. Nie przyjmuję odmowy.

A potem rozłączyła się bezceremonialnie. Spojrzałam na telefon i westchnęłam. Być może Heidi miała rację i potrzebowałam trochę czasu w towarzystwie dziewczyn.

Zdjęłam ubranie, w którym byłam w pracy i włożyłam szorty z obciętych dżinsów, a do tego czarny top Queen. Włosy, ostatnio ufarbowane na ciemnorudy kolor i podgolone, upięłam w luźny kok na czubku głowy. Do torby podróżnej wrzuciłam ciuchy, których wystarczyłoby na tydzień poza domem. Teraz tylko potrzebna mi była moja ulubiona oliwkowa bomberka. Nie dlatego, że w maju w Lubbock mogłoby być zimno, ale w tym płaskim, wietrznym, nawiedzanym przez burze piaskowe miejscu, które od prawie dwóch lat nazywałam swoim domem, letnie noce są chłodne. Nigdzie nie mogłam znaleźć tej kurtki. Szukając jej, przewróciłam do góry nogami całe mieszkanie. Bez powodzenia. Przysięgłabym, że powiesiłam ją w garderobie, ale nie, nigdzie nie było po niej śladu. Widocznie zostawiłam ją w pracy, w samochodzie albo jeszcze gdzieś.

W końcu wzięłam czarną bluzę z napisem „The Beatles”, którą kupiłam w sklepie z używanymi ciuchami, i ruszyłam do domu Heidi, w którym mieszkała z Landonem Wrightem. Zostali parą w zeszłym roku i byli w sobie zakochani do szaleństwa. Niemal natychmiast się zaręczyli i teraz mieszkali w nowym domu, który razem wybudowali.

Kiedy podjechałam tam swoim czarnym tahoe, Landon pakował właśnie rzeczy do jeepa. Pomachał do mnie, widząc, że parkuję.

– Cześć, Julio. Cieszę się, że Heidi cię przekonała, żebyś się z nami wybrała.

Wysiadłam z auta i przełożyłam swoją torbę do bagażnika jeepa.

– Tak, jest bardzo przekonująca. Powiedziała mi, że mam ruszyć tyłek i rozłączyła się.

Landon roześmiał się serdecznie. Tak jak wszyscy Wrightowie, był cholernie atrakcyjny – z ciemnymi włosami, głębokim spojrzeniem ciemnych oczu, idealnym uśmiechem, bardzo wysoki.

– Tak, to w stylu mojej narzeczonej.

– Jestem przekonana, że tak mówisz, bo ci się to podoba.

Uśmiechnął się bez najmniejszego zakłopotania.

– Nie można mnie za to winić.

– Ależ skąd.

Wtedy pojawiła się Heidi w króciutkich białych szortach i ciemnoróżowej górze od kostiumu kąpielowego. Na głowie miała kapelusz o miękkim, szerokim rondzie, a długie jasne włosy opadały spod niego aż do talii. Wielkie okulary przeciwsłoneczne zasłaniały niemal całą twarz.

– Jestem cholernie gotowa!

Obrzuciła mnie krytycznym spojrzeniem, całując w policzek.

– Zwariowałaś – stwierdziłam.

– A ty masz na sobie za dużo ubrania.

– Nie mów tego przy Emery. Może się poczuć zazdrosna – wspomniałam o najbliższej od lat przyjaciółce Heidi.

– Mogę popatrzeć? – zapytał Landon, który stał, przyglądając się nam z rękami skrzyżowanymi na piersi.

– Możesz do nas dołączyć – odparła Heidi, puszczając oko. Potem dała mi klapsa i wskoczyła na przednie siedzenie.

Wdrapałam się na tylne i kiedy Landon usiadł za kierownicą, ruszyliśmy w drogę.

Do Ransom Canyon było tylko dwadzieścia minut jazdy i Heidi nie pozwoliła mi zbyt wiele rozmyślać o rozstaniu z Trevorem. Właściwie nie byłam zmartwiona, że go rzuciłam. Bardziej martwiło mnie to, że miał rację. Lubię nieskomplikowaną zabawę. Zwłaszcza z mnóstwem niesamowitego seksu.

– A więc kto tam będzie? – zapytałam powtórnie.

– Hm… – zaczęła i urwała Heidi.

Landon rzucił jej niespokojne spojrzenie.

– Głównie moja rodzina.

– Głównie?

– Heidi i Emery, jej siostra Kimber i jej mąż Noah. Ich dwójka dzieci też będzie.

– I? – dopytywałam.

– I Patrick – po namyśle Landon wymienił najbliższego przyjaciela Austina.

– Heidi, co się stało z gorącymi kawalerami do wzięcia?

Przygryzła wargę i spojrzała na mnie wielkimi błękitnymi oczami.

– Jeśli o to chodzi…

– Och, ale z ciebie zołza.

Wspaniale. Miałam tam być jedyną singielką niezwiązaną z rodziną Wrightów. A dwaj obecni tam single byli absolutnie poza zasięgiem. Po prostu doskonale.

Heidi roześmiała się i tylko wzruszyła ramionami. Oczywiście to wszystko było częścią jej wrednego planu. Mała czarownica.

Landon zaparkował jeepa obok wielkiej półciężarówki, którą mgliście pamiętałam jako należącą do najstarszego z braci Wrightów, Jensena.

Landon odpędził nas, kiedy chciałyśmy mu pomóc wypakować rzeczy z samochodu.

– Idźcie zobaczyć jezioro. Ja się tym zajmę.

– Dzięki, Landon – powiedziałam.

Heidi pocałowała go w policzek, chwyciła mnie za rękę i popędziła w dół w stronę przystani. Ransom Canyon ma zaledwie około tysiąca mieszkańców, ale przez całe lato nad jeziorem były tłumy, zwłaszcza czwartego lipca w Dzień Niepodległości i w Memorial Day. Tak jak dzisiaj. Na całym jeziorze widziałam łódki ze świętującymi ludźmi. Może jednak nie będzie tak źle.

Zatrzymałyśmy się na końcu mola, gdzie Heidi ze śmiechem zaczęła zdejmować szorty.

– Co robisz? – zapytałam.

– Będę się kąpać. Chodź ze mną, kochana.

– O nie. Nie mam na sobie kostiumu kąpielowego.

– No to nie ma zabawy. – Podała mi swój kapelusz, upięła włosy, a potem jakby nigdy nic przykucnęła i skoczyła do wody.

Roześmiałam się, kiedy zaczęła mnie ochlapywać, i cofnęłam się o krok.

– Jesteś wariatką!

– O Boże, wskakuj! Woda jest cudowna!

– Za cholerę, mowy nie ma. Najpierw muszę się przebrać.

Przestępując z nogi na nogę, Heidi wydęła usta.

– Dużo tracisz. Emery by to zrobiła.

– Nieważne. Nie możesz mnie do tego przymuszać.

– Och, po prostu chcę, żebyś miała trochę zabawy, kiedy wreszcie zerwałaś z Panem Nudziarzem.

– Nie był nudziarzem.

Heidi wzniosła oczy ku niebu i zanurkowała.

– Był strasznie nudny – powiedziała, wynurzając się, żeby zaczerpnąć powietrza. – Moja dziewczynka to ogień i namiętność, i tatuaże, i whiskey w najlepszym gatunku.

– Chyba masz na myśli kogoś innego – zakpiłam.

– Daj spokój. Pokaż te tatuaże!

– Później! Kiedy włożę ten cholerny kostium. Chyba że nie możesz się doczekać, żeby zobaczyć moje stringi.

Heidi uniosła brew.

– Założę się, że wszyscy tutaj nie mogą się tego doczekać.

– Jesteś niepoprawna.

– Wolałabyś rozmawiać o Trevorze?

Potrząsnęłam głową.

– Wróćmy do moich stringów.

– Czy ktoś powiedział: stringi? – dobiegł mnie z tyłu głos.

Wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy i powoli wypuściłam powietrze. Właśnie tego chciałam uniknąć. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z pieprzonym Austinem Wrightem.

Wyglądał… rewelacyjnie. Jego ciemne, niemal czarne włosy były mocno skrócone po bokach i dłuższe z przodu. Miał ciemne oczy o intensywnym spojrzeniu i zabójczy uśmiech. Kości policzkowe były mocno zarysowane, a linia szczęki jakby wyrzeźbiona z marmuru. I, cholera, nie miał koszuli.

Spodenki kąpielowe leżały nisko na biodrach, odsłaniając starannie wypracowany sześciopak i seksowny trójkąt podbrzusza. Ciekawe, jak mu się to udawało przy ilości alkoholu, którą pochłaniał, ale był fantastycznie zbudowany. Miał potężne bicepsy i wyrzeźbione mięśnie klatki piersiowej, z tatuażami sięgającymi do połowy ramion. Dotykałam kiedyś każdego centymetra tych tatuaży.

Otrząsnęłam się z zadumy. Cholera.

– Dziwne, że pojawiasz się akurat w chwili, kiedy rozmawiamy o mojej bieliźnie – mruknęłam.

– Miło cię widzieć, skarbie – odparł Austin, uśmiechając się.

– Szkoda, że nie mogę powiedzieć tego samego.

Za Austinem pojawił się Patrick z głupkowatym uśmiechem na ustach, niosąc sześciopak piw. Obaj wyglądali na wstawionych, ale Austin znosił alkohol lepiej niż inni. Prawdopodobnie jego tolerancja na procenty szybko rosła, jeśli wziąć pod uwagę, że pił przez cały czas.

– Jak leci, Julio? – zapytał Patrick.

– Wszyscy wchodzicie do wody?! – zawołała Heidi.

– O, tak! – Patrick odstawił piwo na brzegu mola, podbiegł i wskoczył do jeziora, tuż obok Heidi.

Zachichotała i ochlapała go, kiedy się wynurzył.

– Austin, chłopie, potrzebujemy czegoś, by spuścić piwo na wodę!

– Och, jesteście już pijani i dalej pijecie – burknęłam. – Niesłychane!

Austin wbił we mnie wzrok i uśmiechnął się szelmowsko.

– Słyszałem, że zerwałaś z tym kretynem, z którym się spotykałaś.

– To nie twój cholerny interes.

– Po prostu próbuję zrozumieć, dlaczego wciąż się tak zachowujesz.

– Jak? – zapytałam, chociaż wiedziałam, że to zły pomysł.

– Jakby ktoś ci w tyłek wetknął kij.

Zmrużyłam oczy i zacisnęłam dłonie w pięści.

– I to nawet nie w taki sposób, jak lubisz, skarbie.

Zamrugałam i gwałtownie poczerwieniałam.

– Dlaczego jesteś takim palantem?

Austin rozłożył ramiona.

– Jestem twoim zwyczajnym, uroczym księciem z bajki.

– Nie ma w tobie nic uroczego – obruszyłam się.

– Nie ma też we mnie nic zwyczajnego.

Potem spojrzał na mnie w taki sposób, że szorty i stringi mi zwilgotniały. Wbił we mnie ten uwodzicielski, pochłaniający, pełen pożądania wzrok, który mówił: „Weź mnie natychmiast” i który rozpalił mnie za pierwszym razem, popychając do jego łóżka. Ten sam uśmiech, który ostrzegał, że to bardzo, naprawdę bardzo zła wiadomość, a ja byłam szczęśliwa, że jestem w niej na pierwszej stronie.

– Odpieprz się, Austin. – Dysząc gniewem, odwróciłam się, żeby odejść.

Austin chwycił mnie za nadgarstki.

– Chodź ze mną.

– Którego słowa w zdaniu „Odpieprz się” nie rozumiesz?

– Pływanie.

– Słucham? – zapytałam, o pół sekundy za późno zdając sobie sprawę, co ma się stać.

Pociągnął mnie na krawędź mola. Potknęłam się i oparłam o niego, tracąc równowagę. A potem poczułam zawrót głowy. Przez ułamek sekundy czułam się nieważka, zawieszona w powietrzu i przywierałam do piersi Austina. Jego uśmiech był zniewalający. Usta tak cholernie kuszące. Wyglądał, jakby był młodszy, szczęśliwszy, bardziej wolny, niż kiedykolwiek widziałam.

A potem wpadliśmy do jeziora. Wynurzyłam się w kompletnie przemoczonym ubraniu i krztusząc się wodą, próbowałam chwycić oddech. Austin pojawił się na powierzchni tuż po mnie. Jego ręce prześlizgnęły się po moich bokach, obracając mnie twarzą do niego. Przyciągnął mnie mocno do siebie i czując nacisk całego jego ciała, zupełnie straciłam zdolność rozpoznawania rzeczywistości.

Ogarnęło mnie gwałtowne pożądanie, kiedy wyobraziłam sobie te wszystkie sposoby, jakimi mógłby dotykać, lizać, pieścić i dawać mi rozkosz. Jak te usta mogły doprowadzić mnie do orgazmu. Jak jego penis mógłby brać moje ciało w posiadanie. I nie odsunęłam się.

Oparłam się o niego, pozwalając, by tym razem ciało przejęło nade mną władzę, kompletnie ignorując rozum. Jego usta były tak blisko.

Tak kuszące.

Tak łatwo było zapomnieć.

– Cholera, uwielbiam sprawiać, że jesteś mokra, Jules – szepnął uwodzicielsko.

I wtedy wróciłam do rzeczywistości.

ROZDZIAŁ DRUGIAustin

– Ty skurwysynu! – krzyknęła Julia.

Pchnęła mnie w pierś, próbując oderwać się ode mnie tak szybko, na ile mogła w wodzie. Puściłem ją, śmiejąc się.

Spiorunowała mnie wzrokiem.

– Nie śmiej się, kurwa, ze mnie.

Potem uderzyła mnie w ramię. Bardzo mocno.

– Cholera, Jules!

Ta dziewczyna wie, jak uderzyć. Jezu Chryste! Nie miałem okazji przekonać się o tym, kiedy byliśmy ze sobą ostatnim razem. Nie, ostatnim razem po prostu dała mi w twarz. A więc zrobiła to już dwa razy.

– Austin, zostaw ją w spokoju! – gniewnie zawołała Heidi.

– To był tylko żart – odparłem, wzruszając ramionami.

Julia ze złością chlapnęła na mnie wodą i popłynęła z powrotem ku przystani. Słyszałem, jak pod nosem przeklina moje imię.

– Naprawdę, Jules, rozchmurz się trochę – powiedziałem, opadając na plecy i uśmiechając się do niej.

Wyszła z wody i kiedy się do mnie odwróciła, jej oczy płonęły nienawiścią. Ledwie wytrzymałem to spojrzenie.

Nie dlatego, że była tak wściekła. Mówiąc serio, powinna się wyluzować. To był weekend przed Memorial Day. Mieliśmy miło spędzić czas.

Raczej dlatego, że ociekała wodą. Krótkie dżinsowe szorty przylegały do jej umięśnionych nóg, a cienka koszulka do jej krągłości niczym druga skóra. Mogłem sobie wyobrazić czarny koronkowy biustonosz, który miała pod spodem i nagle już nie potrafiłem rozsądnie myśleć. Cholera.

Niech to szlag! Była najcudowniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem. Kryło się w niej coś dzikiego. Coś niebezpiecznego, ciemnego i drapieżnego. Emanowało z niej coś, co mówiło, że jest cholerną suką i wszyscy powinni mieć się przed nią na baczności. Tak jakby miała na piersi ostrzeżenie, by jej nie wchodzić w drogę. A to wszystko tylko intrygowało mnie coraz bardziej, za każdym razem, kiedy pijany lądowałem w jej gabinecie. Nigdy bym się nie przyznał, że robiłem głupstwa tylko po to, żeby mnie wysłano do szefowej HR.

– Zniszczyłeś mi buty – warknęła do mnie Julia, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła do brzegu. Jej stopy chlupały w znoszonych wsuwanych vansach.

Heidi trzepnęła mnie w głowę.

– Dlaczego musisz być takim palantem?

– On naprawdę nie może nic na to poradzić – wtrącił się Patrick.

– Dzięki, brachu.

Posłałem mu pogardliwe spojrzenie, ale tylko uśmiechnął się jak głupek. Świetnie się tym bawił, gnojek jeden.

Heidi wciągnęła się na molo i sięgnęła po swoje ubranie. Była wysoka, szczupła i pyskata, a jej oczy przewiercały człowieka na wskroś. Zawsze uważałem, że jest zabawna i cieszyłem się, że dzięki niej Landon się wyluzował. Nawet jeśli teraz patrzyła tak, jakby chciała upiec mnie na rożnie.

– Przywiozłam ją tutaj, żeby mogła dojść do siebie po rozstaniu, a nie po to, żebyś zachował się wobec niej jak dupek. Jak zwykle.

Podniosłem ręce i zaśmiałem się.

– Bierzecie to zbyt poważnie.

Heidi pokręciła głową.

– Ty niczego nie bierzesz poważnie.

Potem ruszyła molem, po mokrych śladach stóp Julii.

Odwróciłem się do Patricka i wzruszyłem ramionami.

– Kobiety! – podsumowałem.

Gdy tylko Julia znalazła się poza zasięgiem słuchu, Patrick zaczął śmiać się do rozpuku.

– Człowieku, kompletnie przepadłeś.

– Bez przesady, stary.

– Och, wal się, Austin. Masz zamiar iść z Julią do łóżka.

– Nie ma w tym nic złego. – Wzruszyłem ramionami.

Patrick ochlapał mnie, płynąc do mola. Wciągnął się na brzeg i usiadł.

– Jest na ciebie cholernie wkurzona.

Unosząc się na plecach na wodzie, wpatrywałem się w słońce, które świeciło mi nad głową.

– Przejdzie jej.

– A już zaczynałem myśleć, że nie jesteś w niej aż tak zakochany.

–Skoro tak uważasz.

Patrick znów się zaśmiał i otworzył puszkę z piwem.

– Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć to przedstawienie. Mam nadzieję, że dalej będziesz robił z siebie idiotę.

– O, spójrzcie, kogo tu mamy! – dobiegł mnie głos z końca mola.

Wyprostowałem się i zobaczyłem, że zbliża się moja siostra Morgan. Chociaż młodsza ode mnie o cztery lata, w Wright Construction była drugą osobą po szefie. Wszyscy byliśmy wychowywani z myślą o tym, że będziemy pracować dla tej firmy, ale Morgan jako jedynej naprawdę sprawiało to radość. Miała zaledwie dwadzieścia siedem lat i była jedną z najpotężniejszych kobiet w tym biznesie. W tym roku znalazła się na trzech listach prezentujących trzydziestu najwybitniejszych ludzi biznesu poniżej trzydziestego roku życia. Rodzice byliby z niej dumni… gdyby jeszcze żyli.

– Morgan – zagadnąłem ją z uśmiechem. – Już myślałem, że nigdy cię nie zobaczymy w czymś innym niż kostium biznesowy.

– Zamieniłam go na coś fajniejszego. Jak myślisz, co pomyślałby zarząd, gdybym się pojawiła w tym kostiumie? – zapytała, obracając się przed nami w białym bikini.

Mimo że zwróciła się do mnie, patrzyła na Patricka. Ten idiota był jedyną osobą na świecie, która nie zdawała sobie sprawy, że Morgan od dziecka kochała się w nim na zabój. Ale absolutnie nie zamierzałem się w to wtrącać. Na samą myśl o tym, że mój najlepszy przyjaciel uprawia seks z moją małą siostrzyczką, mam ochotę wbić w coś nóż albo zwymiotować, albo jedno i drugie.

– Prawdopodobnie podnieśliby bunt – stwierdziłem.

– W samej rzeczy – odparła z szelmowskim uśmiechem, jakby to rozważała. – A teraz powiedzcie mi, idioci, czym już zdążyliście zdenerwować Julię? Dopiero tu przyjechaliśmy!

Patrick uniósł ręce.

– Nie patrz na mnie.

– Och, co w tym dziwnego, że to Austin jest sprawcą kłopotów?

– Ja tylko pociągnąłem ją ze sobą do wody.

– Całkowicie ubraną – dodał Patrick, krztusząc się.

Morgan rzuciła mi władcze spojrzenie.

– Mam odpowiednią władzę, by relegować cię na noc na sofę. Więc uważaj.

– Och, nie, tylko nie sofa! – zawołałem, wciągając się na molo. – Wynagrodzę ci to, Mor. Co powiesz na uścisk?

– Nie waż się – powiedziała, kierując palec we mnie.

Rzuciłem się w jej stronę, a ona cofnęła się o krok, jakbyśmy walczyli na szpady i sprawdzała możliwości przeciwnika. Zrobiłem kolejny krok, a Patrick pękał ze śmiechu.

– Myślę, że każe ci spać na dachu, jeśli i ją wrzucisz do wody – powiedział.

– To dom Jensena. On tu decyduje.

– On zawsze trzyma moją stronę – rzuciła Morgan. Ma trzech starszych braci. Wie, jak grać nieczysto, kiedy trzeba. – I nawet dachu nie dostaniesz, kiedy z tobą skończę.

– Dobrze, już dobrze – powiedziałem, unosząc ręce na znak poddania się. – Wygrałaś.

– Nie myśl, że nie znam twoich trików – ostrzegła.

– Kłaniam się przed tobą, szlachetne dziewczę.

Pochyliłem się nisko, a prostując się, zarzuciłem ją sobie na ramię. Piszczała i biła mnie w plecy.

– Jeżeli wrzucisz mnie do tej wody, zamorduję cię!

Zaciągnąłem ją na skraj mola, udając, że mam zamiar ją puścić. Krzyknęła, zanim ją złapałem i opuściłem z powrotem na nogi.

Kiedy jednak na mnie spojrzała, śmiała się. Morgan może być młodszą wersją Jensena, ale my dwoje zawsze najlepiej się razem bawiliśmy.

– Chodź, kolacja już prawie gotowa – powiedziała Morgan, poklepując mnie po plecach i ruszyła z Patrickiem pod górę do domu.

Chwyciłem piwo i poszedłem za nimi, otwierając po drodze jedną z puszek. Julia mogła ze mnie drwić, że stale piję, ale alkohol był po prostu częścią mojego życia. Łączył nas szczególnego rodzaju związek. Nieustanny rausz. Poczucie znikającego bólu.

Tym właśnie był alkohol.

Wolnością.

Czysta, nieskażona błogość.

Jeśli cokolwiek pozwalało mi funkcjonować, było tym to, że drink tłumił wszystko, co stale krążyło mi w głowie. Utrzymywał mnie w przyjemnym stanie odrętwienia. Nawet nie pamiętam swojego życia sprzed czasu, kiedy zacząłem pić. I, szczerze mówiąc, nie chciałem pamiętać.

Kiedy wszedłem do domu nad jeziorem, był on w stanie chaosu. Wszędzie leżały bagaże. Wszędzie byli ludzie – gotowali, rozmawiali, popijali drinki. Z czworgiem mojego rodzeństwa i ich ukochanymi oraz dziećmi przyjechało nas na ten weekend jedenaścioro. Siostra Emery i jej rodzina mieli dołączyć do nas jutro. Nabrałem przez to ochoty na kolejnego drinka.

W końcu wyszedłem z domu i odnalazłem Jensena przy grillu. Kiwnął do mnie głową.

– Co jest? – zapytałem.

– Słyszałem, że wrzuciłeś Julię do jeziora.

– Nie wrzuciłem jej.

– Nieważne, jak to nazwać – odparł Jensen. – Nie obchodzi mnie, co robisz, Austin. Staram się tylko, żeby w ten weekend obyło się bez dramatów. Wiem, że to prawie niemożliwe, kiedy mamy na miejscu całą rodzinę Wrightów, ale nie zaczynaj stwarzać problemów, okej?

Jensen, człowiek, który zawsze wszystko naprawia, prezes Wright Construction i mój starszy brat. Nikt by nie zgadł, że są między nami tylko trzy lata różnicy wieku, zważywszy, że czasami Jensen traktował nas bardziej tak, jakby był naszym ojcem, a nie bratem. Chociaż ojciec nie był akurat przykładem autorytetu.

– Tak. Oczywiście.

Jensen sięgnął do leżącej na ziemi torby i wyjął z niej butelkę doskonałej whiskey. Uśmiechnąłem się, gdy mi ją podał. Gest pojednania.

Otworzyłem butelkę i nalałem nam obu po szklaneczce. Drink rozgrzewał, gładko spływając do żołądka. Ideał zamknięty w małej butelce.

Kiedy jedzenie było gotowe, wzięliśmy talerze i zajęliśmy miejsca wokół paleniska, które przygotowała Heidi. Uczyła Landona, jak należy to robić, a jego to najwyraźniej zmęczyło.

– Umiejętności skauta – wyjaśniła, wzruszając ramionami.

Dostałem swoją porcję jako ostatni, po raz pierwszy od jakiegoś czasu czując więcej niż rausz. Potrzeba dużo alkoholu, żebym się upił. Bardzo dużo. Ale ten trunek, który kupił Jensen, był niesamowity i piliśmy go jak wodę.

Powiodłem wzrokiem po siedzących przy palenisku i wbrew zdrowemu rozsądkowi postanowiłem zrobić coś głupiego.

– Hej – powiedziałem, głową wskazując miejsce obok Julii. – To miejsce jest zajęte?

Julia z obawą podniosła na mnie wzrok. Zmieniła mokre ubranie i teraz miała na sobie bawełniane szorty i T-shirt z napisem „Uniwersytet Stanowy Ohio”.

– To zależy – powiedziała.

– Od czego?

– Czy przestałeś być palantem.

Wzruszyłem ramionami i opadłem na siedzenie.

– Prawdopodobnie nie.

Roześmiała się krótko i sztucznie.

– Oczywiście, że nie.

– A więc nie doszłaś do siebie po tym, jak wciągnąłem cię do jeziora?

– Czy w ten sposób mnie przepraszasz?

– Nie.

– Jesteś naprawdę nieznośny, wiesz o tym, prawda? – Pierś jej falowała, kiedy odwróciła ode mnie wzrok.

– Może powinnaś wypić drinka. – Podałem jej butelkę.

– Oto twoja odpowiedź na wszystko. Wypić drinka. Picie nie rozwiązuje problemów, Austin. Ono je stwarza.

– Twój wybór.

Odstawiłem butelkę i ugryzłem cheeseburgera. Byłem bardzo głodny, więc wszystko dobrze by mi smakowało, ale Jensen naprawdę wiedział, jak używać grilla. Julia zamilkła i w ciszy skubała swoją porcję. Jako jedyna nie była częścią naszej rodziny. Emery i Heidi należały do niej, choć nieoficjalnie. Patrick był z nami od dzieciństwa, więc prawie się do niej zaliczał. Ale Julia sprowadziła się tu zaledwie dwa lata temu.

W najlepszych chwilach moja rodzina bywała apodyktyczna. W innych musiała być kompletnie przytłaczająca.

– Hej, chcesz zobaczyć coś fajnego? – zapytałem.

– Widziałam już twojego fiuta. Nie jest aż tak interesujący.

– To kłamstwo i oboje o tym wiemy.

Julia uniosła brew.

– Posłuchaj, z przyjemnością dałbym ci popatrzeć jeszcze raz, jeśli nie pamiętasz – powiedziałem, wstając i sięgając do swoich spodenek kąpielowych.

– Austin! – zawołała, zrywając się z miejsca. – Skończ z tym.

– Daj spokój. Pozwól, że coś ci pokażę.

– Naprawdę nie chcę nigdzie z tobą iść. – Odepchnęła ramię, kiedy chciałem jej dotknąć.

– Chryste, po prostu mi zaufaj, Jules.

– Nie ufam ci.

Poszła do domu, a ja ruszyłem za nią.

– Jules…

Obróciła się do mnie.

– Przestań mnie tak nazywać. Wiesz, że tego nie lubię. Mam na imię Julia. Możesz mówić do mnie „Julio”, tak jak wszyscy.

– W porządku, Julio. – Zrobiłem krok bliżej, tak jak się podchodzi do dzikiego zwierzęcia. I faktycznie tak wyglądała z niesfornymi rudymi włosami, które opadały jej na ramiona. – Myślałem, że zechcesz to zobaczyć.

Zrobiła krok naprzód, jakby przyciągana niewidzialną linką, która nas łączyła. Przyciągana do mnie tak jak ja do niej. Ale może byłem pijany i wyobrażałem coś sobie, bo przymknęła oczy i ta iskra zniknęła.

– Dlaczego myślisz, że to by mi się podobało?

– Przekonasz się, kiedy to zobaczysz.

Widać jej ciekawość zwyciężyła, bo w końcu kiwnęła głową.

– W porządku. Dokąd idziemy?

Chwyciłem ją za nadgarstek, a Julia tylko spojrzała na mnie gniewnie.

– Chodź za mną. Już prawie czas.

ROZDZIAŁ TRZECIJulia

Pójście gdziekolwiek z Austinem Wrightem to nie był dobry pomysł.

Mam za sobą sporo złych rozstań. A to, co wydarzyło się z Austinem, plasuje się wysoko na ich liście. Przyznałabym temu drugie miejsce. Pierwsze już zawsze będzie zajęte.

Może jednak poszłam za nim z powodu mojego ostatniego zerwania. Nikt by mnie nie potępił, gdybym przespała się z Austinem, żeby zapomnieć o ostatnim roku głupoty, który pozwoliłam sobie przeżyć. Jak mogłam tak długo wierzyć, że dam radę być miła i normalna?

Nikt z wyjątkiem mnie samej. Czy bym sobie wybaczyła?

Austin zaprzątał moje myśli. Wniknął w nie jak wirus. I byłam na niego chora.

Wziął kluczyki do samochodu wiszące na ścianie koło kuchni i ruszył do wyjścia. Obejrzałam się przez ramię i zorientowałam się, że nikt z obecnych nawet nie zauważył naszej nieobecności. Od prawie dwóch lat przyjaźniłam się z Heidi i Emery, ale cała rodzina Wrightów to było dla mnie trochę za wiele. O dziwo, wyglądało na to, że Austin był jedynym, który to zauważył. A może wcale nie zauważył, a tylko chciał dostać mi się do majtek. Rzadko potrafiłam dobrze odczytać jego intencje.

– Gdzie znów jedziemy? – zapytałam.

– Nie mówiłem.

Rzucił mi ten swój uśmiech, od którego wilgotnieją majtki, i mocniej zmarszczyłam brwi.

Czerwona lampka zapaliła mi się w głowie. Powinnam to przerwać. Powinnam zawrócić, dołączyć do reszty towarzystwa i miło spędzić czas z przyjaciółmi. Nie potrzebowałam Austina, żeby dobrze się bawić.

Jednak wyszłam za nim z domu.

Kluczyki pobrzękiwały mu w dłoni, gdy w roztargnieniu kręcił kółkiem, do którego były przyczepione. Nie zauważyłam jego lśniącej czerwonej alfy romeo, auta tak cholernie pięknego, że od razu się w nim zakochałam. Nie we właścicielu, ale zdecydowanie w samochodzie.

Austin skierował mnie do ogromnej terenówki Jensena.

– Hm… co robisz? – zapytałam.

– Wybieram się na przejażdżkę.

– Za cholerę nie będziesz prowadził! Jesteś pijany.

– Nie będę prowadził. Ty będziesz. – Uśmiechnął się szeroko.

Rzucił mi kluczyki, a ja je chwyciłam jedną ręką.

– Chcesz, żebym ja prowadziła tę wielką terenówkę? Czy Jensen w ogóle wie, że ją pożyczamy?

– Och, nie martw się nim. Jemu to nie będzie przeszkadzało. – Otworzył drzwi od strony kierowcy. – Podsadzić cię?

– Nie chcę kraść jego samochodu, Austin. Nie mam w repertuarze kradzieży aut.

– Więc chcesz, żebym ja prowadził? – zapytał, sięgając po kluczyki.

Cofnęłam rękę, by nie mógł po nie sięgnąć.

– Zdecydowanie nie.

– Więc pakuj tyłek do auta.

Austin nie dał mi szansy zaprotestować. Podniósł mnie i posadził na fotelu kierowcy. Nawet nie wiedziałam, jak mu się to udało. Nie byłam drobna. Niska – tak. Chuda – nie. Nigdy w życiu nie przypominałam Heidi. I guzik mnie to obchodziło. Byłam tym, kim byłam, i to mi się podobało. Ale, cholera, Austin musiał mieć niezłe bicepsy, żeby mnie tak unieść.

– Austin – powiedziałam głosem cichym, ale ostrym jak nóż.

– Hmm?

– Jeśli kiedykolwiek dotkniesz mnie znów bez pozwolenia, wypatroszę cię jak rybę.

Roześmiał się i przeciągnął palcem po mojej odsłoniętej nodze.

– Nie ma sprawy, Jules.

Zacisnęłam pięść, powstrzymując się od uderzenia otwartą dłonią jego rozbrajająco przystojnej twarzy.

– Dlaczego to robię?

– Bo jesteś zaciekawiona. No już, jedźmy.

Austin przebiegł na drugą stronę samochodu i wskoczył na siedzenie pasażera. Nie mogłam w to uwierzyć, ale włączyłam silnik i zatrzasnęłam drzwi.

Powtarzałam sobie jedynie: „Dlaczego?”. Bo, poważnie mówiąc, dlaczego?

– Nie każ mi tego żałować – zwróciłam się do niego.

Wrzuciłam wsteczny bieg, a potem wycofałam terenówkę Jensena spod domu nad jeziorem. Dobrze, że sama jeździłam wielkim tahoe, inaczej nie poradziłabym sobie. Drogi w Ransom Canyon były wąskie. Na szczęście większość ludzi siedziała teraz w domach albo w łódkach na jeziorze, więc byliśmy jedynymi idiotami, którzy jechali w górę kanionu.

Na krętej, wcinającej się w skalną ścianę drodze czułam się cholernie spięta. Denerwowałam się już wtedy, kiedy zjeżdżał tędy Landon. Teraz to był całkiem nowy poziom niepokoju. W Ohio nie mieliśmy takich kanionów. Prawdę mówiąc, niewiele mieliśmy w Ohio. Przynajmniej nie tam, skąd pochodziłam.

Austin prowadził mnie przez ścianę kanionu, a ja byłam tak skupiona na tym, żebyśmy nie spadli z klifu, że nie zauważyłam, iż dotarliśmy do jakiegoś pustego, wysypanego żwirem parkingu.

– To tutaj – oznajmił Austin. – Teraz obróć i stań tyłem do krawędzi klifu.

– A… jak blisko?

– Powiem ci, kiedy masz się zatrzymać.

Nie zrobił tego aż do chwili, kiedy pomyślałam, że zaraz zjadę prosto poza krawędź.

– W porządku. Tam jest łańcuch – powiedział, kiedy odmówiłam ruszenia dwa centymetry dalej.

– Łańcuch nie zatrzyma terenówki.

– Och, daj spokój, skarbie.

Wyskoczył z auta, a ja powoli policzyłam do dziesięciu, zanim poszłam w jego ślady. Nie mogłam uwierzyć, że to robię. Dlaczego jestem na opuszczonym parkingu na szczycie kanionu z Austinem Wrightem?

– To właśnie chciałeś mi pokazać? – zapytałam z niedowierzaniem.

Austin otworzył klapę z tyłu terenówki i położył koc na platformie. Usiadł na nim i poklepał miejsce obok siebie.

– Chodź tutaj.

Wstrzymałam się, by nie warknąć na niego, i zajęłam miejsce.

– Co robimy?

Położył palec na ustach, a potem wycelował go przed siebie. Oparłam się pragnieniu, żeby stamtąd uciec. Nie był totalnym palantem, chociaż był pijany. Nie wybaczyłam mu, że wciągnął mnie do jeziora, ani wszystkich innych rzeczy, które się wydarzyły, ale zgodziłam się przyjechać tutaj. Mogłam przynajmniej dać mu kredyt zaufania, zanim spieprzy wszystko i doprowadzi mnie do szału.

Z westchnieniem odwróciłam się i spojrzałam przed siebie, świadoma, że przyciska nogę do mojego uda i że nasze ramiona niemal się dotykają. Wydawało mi się, że prąd przebiegł między nami, kiedy starałam się skupić na wszystkim, tylko nie na jego ciele.

Z naszego miejsca roztaczał się idealny widok. Kryształowo czyste, błękitne jezioro było pełne łódek i skuterów wodnych. Zauważyłam kilka pontonów ciągniętych przez motorówki. Z tej wysokości nie słyszeliśmy okrzyków podnieconych ludzi, ale mogłam się domyślić, że krzyczą pod wpływem adrenaliny. Domy rozrzucone nad brzegiem jeziora pięły się po ścianach kanionu. Niektóre były tak wielkie jak zwariowana rezydencja na wzgórzu, inne tak natrętnie rzucały się w oczy, jak dom ze stali, budowany dziesiątki lat, ale dostrzegłam też malutkie, dwupokojowe, kompletnie ukryte wśród drzew.

– Wspaniały widok – szepnęłam.

– Widzisz? Pomyślałem, że ci się spodoba. – Przesunął dłonią po mojej dłoni, kreśląc nią maleńkie ósemki. – A będzie jeszcze lepiej.

– Dlaczego taki jesteś? – zapytałam. Mój głos brzmiał ochryple. Nie potrafiłam patrzeć na Austina, ale nie odsunęłam się od niego. Zawsze kochałam to, co dla mnie złe.

– Jaki?

– Przyzwoity, kiedy nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.

– Łatwo czuć takie emocje jak nienawiść i miłość. Są potężne. Obojętność trzeba w sobie wywalczyć – odparł, chwytając mój podbródek i odwracając ku sobie moją twarz. – Nie dbać o kogoś znaczy zapomnieć o nim, a oboje wiemy, że żadnego z nas nie da się zapomnieć.

Przez chwilę pragnęłam przeczesać mu włosy palcami. Jeszcze raz pojawiły się wspomnienia. Łatwiejszych czasów. Moje ciało pamiętało te utracone godziny. Ale serce było w strzępach, na które je rozdarł w tamtym chaosie. To nie do wiary, jakim cudem nadal biło przy uszkodzeniu, którego doznało.

– Żałuję, że nie mogę cię zapomnieć – powiedziałam, nie dbając, jak ostro to brzmi.

Ale Austin, jak zwykle, roześmiał się i spojrzał przed siebie. Nie brał poważnie mojego gniewu. Nigdy nie wiedziałam, czy to był rausz, czy naprawdę niczym się nie przejmował.

– Nie, nie możesz.

Nie zaprzeczyłam. Jedynie obruszyłam się, spoglądając na horyzont i obserwując, jak słońce zachodzi w dniu, kiedy znów zostałam singielką. Nie ma nic, co przypominałoby zachód słońca w Lubbock. Różowe, pomarańczowe i złociste smugi wtapiały się w niebo niczym namalowane akwarelami. Ta scena przypominała mi widokówkę – obraz sztuczny i pełen nadziei.

I po raz pierwszy od tygodni zatęskniłam za węglem do szkicowania. Kiedy byłam młodsza, myślałam, że będę niezwykłą malarką, barwną i pełną życia. Potem wydoroślałam. Uświadomiłam sobie, że jasne barwy są dla innych ludzi, a dla mnie bardziej odcienie szarości. Nieczęsto potem zainspirowana czymś, sięgałam po węgiel. Przywracał zbyt wiele wspomnień.

– Znów masz to swoje spojrzenie – powiedział.

Byłam tak skoncentrowana na wyobrażaniu sobie, jak scena przede mną wyglądałaby na papierze, że nie zauważyłam, iż Austin mi się przygląda.

– Jakie spojrzenie?

– Jakbyś zamierzała narysować mnie jak jedną ze swoich Francuzek.

– Och! Żałuję, że wtedy pokazałam ci moje rysunki.

– Dlaczego? Jesteś artystką.

– Nie jestem artystką – odparłam, kręcąc głową. – To jest zarezerwowane dla ludzi, którzy po pierwsze, mają talent, a po drugie, są zawodowcami. Ja czasem rysuję w wolnej chwili, kiedy mam nastrój.

– Tak jak teraz?

– Może.

– Wiedziałem – rzekł triumfalnie. – Pomyślałem, że zachód słońca to sprawi.

Zmrużyłam oczy.

– Skąd to wiedziałeś?

– Lubisz piękne rzeczy – powiedział, gestem wskazując siebie.

Prychnęłam. Co za arogancki dupek!

– Skoro tak mówisz, Austin.

Odwróciłam się w stronę zachodu słońca. Miał trochę racji. Kochałam piękne rzeczy. Barwne zachody słońca i głębokie uczucia, i fale rozbijające się o brzeg, i zmarszczki śmiechu wokół oczu, i ogromne, ciężkie chmury. Tak wiele lat spędziłam z dala od tych rzeczy, że kiedy już mogłam, chłonęłam je jak gąbka.

Tak jak w tej chwili.

Pławiłam się w gasnącym świetle dnia i rozkoszowałam się bogactwem tej chwili.

Nawet jeśli byłam z Austinem.

Przez kilka minut siedzieliśmy w ciszy, po prostu obserwując kalejdoskop barw na niebie. Kojące uczucie. Już zapomniałam, jak łatwo było z nim być. A jeszcze lepiej, kiedy nie krzyczeliśmy na siebie. To nie zdarzało się często.

Austin wyciągnął rękę i łagodnie przyciągnął mnie do siebie. Miałam ochotę odgryźć mu łeb za to, że mnie dotykał, kiedy przed chwilą mu tego zabroniłam, ale się powstrzymałam. Czasami tak jest łatwiej. Właśnie z kimś zerwałam. Odrobina pociechy, nawet od kogoś, kto doprowadzał mnie do szału, nie była najgorszą rzeczą.

Tak mi się wydaje. Prawda?

– Jules?

Zazgrzytałam zębami i westchnęłam zirytowana.

– Powiedziałam…

– Prawda. Cholera. Przyzwyczajenie, skarbie.

– Dlaczego, do cholery, jestem tu z tobą? – zapytałam, prostując się.

Ręka Austina wślizgnęła się na moją szyję i palce przeczesały długie rude włosy.

– Wiesz, dlaczego.

– Szczerze mówiąc, nie wiem.

Roześmiał się, jakbym powiedziała dowcip. Ale to nie był dowcip. Mózg podpowiadał mi zupełnie inne wyjaśnienie niż ciało. Ono pragnęło jeszcze raz zasmakować. Mózg wiedział, że to zły pomysł. Wygrała ciekawość, jednak to nie było mądre.

Nasze oczy się spotkały i mój umysł nagle ucichł. Cholera, ta twarz, te oczy i te usta. Były zaborcze i zdecydowane, co mnie wkurzało, ale sprawiły, że ogarnęło mnie pożądanie.

Zaczerpnęliśmy powietrza, a wtedy Austin pochylił się i poczułam jego wargi na swoich.

Nasze rozmowy były jak próba zmieszania oliwy z wodą, ale nasze ciała to inna historia. Byliśmy jak fale oceanu, które muszą się ze sobą zderzyć.

ROZDZIAŁ CZWARTYJulia

Boże, nienawidzę sama siebie.

– Przestań – powiedziałam, odpychając Austina.

Zeskoczyłam z platformy terenówki i podeszłam na skraj klifu. Cholera, co jest ze mną nie tak? Jasne, powiedziałam, że mam ochotę na seks, ale z Austinem? Czy jestem aż tak zdesperowana? Po tym, co przeszliśmy, uleganie jego zalotom byłoby czystą głupotą. Skończy się tym, że zada mi ból.

Usłyszałam za sobą pomruk niezadowolenia. Austin zeskoczył z platformy i stanął przy mnie.

– Co jest, do cholery?

– Czy to jedyny powód, dla którego mnie tu sprowadziłeś? – zaatakowałam go.

Sensowne pytanie.

Chciałam się spierać. Austin dałby mi przynajmniej tyle. Bo Trevor z pewnością nie potrafił. Teraz wywoływałam kłótnię z Austinem, wiedząc, że dostarczy mi amunicji.

– I co z tego, jeśli nawet tak było? – warknął. – Wyglądałaś na całkiem chętną.

– Tak, bardzo chętną. Chociaż ci powiedziałam, żebyś mnie, kurwa, nie dotykał.

– Racja. O ile mówiłaś poważnie.

– Tak właśnie było, do cholery!

– To dlaczego, do diabła, przyjechałaś tu ze mną?

– Sama sobie zadaję to cholerne pytanie.

– Czasami naprawdę zachowujesz się bez sensu – stwierdził. Miał ściągnięte brwi, jakbym była wielką zagadką, którą musiał jeszcze rozwiązać.

– Nie jest trudno uszanować czyjeś granice.

– Granice? – zapytał. Wyglądał, jakbym go znieważyła. – Pieprzyłaś mnie wzrokiem od chwili, gdy tu przyjechałaś.

– Wyraz niezadowolenia wziąłeś za seksualny pociąg.

Austin uniósł kąciki ust.

– Czyżby?

– Tak. – Powiedziałam mocnym głosem, patrząc na niego twardo.

– Masz rację. A dlaczego, do cholery, przyszło mi do głowy, żeby zabrać cię na miejsce schadzek?

– Słucham?

– A myślisz, że gdzie jesteśmy? Na opuszczonym parkingu? – zapytał z krótkim, wymuszonym śmiechem, jakbym była idiotką, nie widząc, co to za miejsce. – Po zachodzie słońca będzie tu się roić od nastolatków.

Miałam wrażenie, że za chwilę wybuchnę. Nie zabrał mnie tu dla cholernego zachodu słońca. Nie chciał zrobić mi przyjemności ani przekonać do naszkicowania pięknej scenerii. Chciał mnie pieprzyć. Jasne i oczywiste.

– Jesteś naprawdę obrzydliwy. Wiesz o tym, prawda?

– A ja myślałem, że wyświadczam ci przysługę – odparł Austin, krzyżując ręce na piersi. – Myślałem, że chcesz zapomnieć o nieudanym związku.

– Nie chcę mieć nic wspólnego z tobą, ale dziękuję, że przypomniałeś mi o tamtym – gniewnie rzuciłam mu w twarz.

Potem odwróciłam się na pięcie i szybko podeszłam do terenówki. Ręce mi się trzęsły, kiedy sięgnęłam do drzwi. Otworzyłam je szarpnięciem i byłam już w połowie wnętrza samochodu, kiedy poczułam na biodrach ręce Austina.

– Nie uciekaj stąd – poprosił.

– Odpieprz się, Austin. – Trzepnęłam go po rękach, zmuszając, by je ze mnie zdjął, i odwróciłam się do niego. – Może potrzebuję klina. Czegoś zabawnego, lekkiego i na luzie. Czegoś, co pozwoli mi nie myśleć o różnych sprawach. Ale jesteś idiotą, jeśli ci się zdaje, że chcę tego od ciebie.

– Więc od kogo tego chcesz? – zapytał, jakby rzucał wyzwanie.

Zacisnęłam szczęki, a potem rzuciłam pierwsze imię, które przyszło mi na myśl.

– Od Patricka.

Oczy Austina zrobiły się martwe, pozbawione wyrazu. Patrick był mu bliższy niż własna rodzina. Zadałam mu zdradziecki cios jednym słowem. I czułam się fantastycznie.

– Od Patricka – powtórzył.

– Tak. Masz coś do powiedzenia na ten temat?

Domyśliłam się, jakie słowa cisnęły mu się na usta – w większości na pięć liter oraz ich mniej lub bardziej barwne warianty. Miał to wypisane na twarzy. Ale czekałam, nie ustępując i prowokując go, by się odezwał.

– Życzę szczęścia.

– Wynoszę się stąd. Doprowadzasz mnie do szału.

– I wzajemnie.

Miałam ochotę krzyczeć. Oliwa i woda. Chryste!

Wskoczyłam na przednie siedzenie terenówki i zatrzasnęłam drzwi przed Austinem. Wszelkie kontakty z nim pozostawiały mnie zirytowaną i przewrażliwioną. Dlaczego z taką łatwością budził we mnie tak silne emocje? I to nie zawsze dobre?

Nie czekałam, aż Austin wsiądzie do auta. Myślał, że jestem wkurzona i potrzebuję chwili bez niego. Ale miałam go serdecznie dosyć.

Nie oglądając się za siebie, ruszyłam z parkingu. We wstecznym lusterku widziałam, jak podnosi ręce i przeklina moje imię, ale nie zawróciłam i nie zatrzymałam się. Odpłaciłam mu się za to, że zabrał mnie tutaj, spodziewając się, że skoro właśnie zostałam singielką, będę się z nim pieprzyć. Seks nigdy nie był naszym problemem. To z całą resztą nie mogłam sobie poradzić.

Będąc ze sobą, jedynie kłóciliśmy się i pieprzyliśmy. Nie mogłam mieć tego drugiego i byłam zmęczona pierwszym. Austin sprawiał, że krew we mnie wrzała – w najlepszym i w najgorszym sensie. A w tym momencie to był ten najgorszy.

Mimo to nie mogłam powstrzymać się, by nie odpłacić mu pięknym za nadobne.

Nie rozumiałam, dlaczego budził we mnie taką agresję. Nie byłam taka kłótliwa w kontaktach z przyjaciółkami. Heidi, Emery i ja mogłyśmy spędzać całe noce bez najdrobniejszej sprzeczki. Ale na widok Austina coś mi się przełączało w mózgu.

Wiedziałam to, kiedy wyszłam z nim z domu, kiedy jechałam terenówką w górę klifu, kiedy zaparkowałam w miejscu z widokiem na kanion, żeby oglądać zachód słońca. Miałam świadomość, że to wszystko zły pomysł, choć w pewien sposób romantyczny, jednak nie mogłam powstrzymać się przed wpakowaniem się w głupią sytuację z Austinem.

Jeszcze większy gniew budziło we mnie to, że pozwoliłam mu mieć władzę. Że jakiemukolwiek mężczyźnie znów pozwoliłam mieć władzę.

Powiedziałam kiedyś Heidi, że jestem typem dziewczyny, która przyciąga bardzo złych chłopców. Nie mogą się powstrzymać. Tak jakby tatuaże, rude włosy i kolczyk w nosie były migającą strzałką wskazującą moje serce.

Nawet kiedy próbowałam być z kimś miłym, nawet kiedy się starałam, żeby mi się udało z Trevorami tego świata, zawsze wracałam do złych chłopców. Tych, którzy szli za tą migającą strzałką i uważali, że teraz należę do nich. Tych, którzy rościli sobie do mnie prawo, walczyli, gryźli i pieprzyli jak zwierzęta. Tych, którzy przypominali mi, że muszę żyć, doprowadzając mnie tak blisko śmierci. Adrenalina, płomień i destrukcyjność w ślicznej paczuszce czystego zła.

Terenówką zarzuciło, gdy gwałtownie zahamowałam przed domem nad jeziorem. Wyłączyłam silnik i wysiadłam. Patrick stał przed drzwiami. Kiedy do niego podeszłam, oparł się ramieniem o drzwi i miałam wrażenie, że powstrzymuje uśmiech.

– Szybka przejażdżka?

Rzuciłam w niego kluczykami. Złapał je zręcznie.

– Chyba powinieneś pojechać po swojego chłopca.

Patrick przechylił głowę, jakby nie wierzył w to, co właśnie powiedziałam.

– Nie ma go w samochodzie?

– Czy wygląda na to, że jest? – odparłam.

Zgiął się wpół i zaczął śmiać się tak serdecznie, że musiał wytrzeć z oczu łzy. Ramiona mu się trzęsły, a jego uśmiech był zniewalający.

– O kurczę. Cholera. Tego mi brakowało. – Pokręcił głową. – Naprawdę gdzieś go zostawiłaś?

– Zostawiła kogo? Gdzie? – zapytała Heidi, wychodząc z domu. Rzuciła mi niewinne spojrzenie, jakby nie była świadoma, że pojechałam gdzieś z Austinem.

– Austina – wyjaśnił Patrick.

– Na parkingu nazywanym miejscem schadzek – odparłam.

Heidi opadła szczęka.

– Nie zrobił tego.

– Ależ zrobił – powiedziałam.

– Chyba lepiej będzie, jeśli po niego pojadę – oznajmił Patrick, kręcąc głową. – Idiota.

– Możesz powiedzieć to jeszcze raz – dodałam.

Potem minęłam go i weszłam do domu. Wybrałam dla siebie pokój wcześniej, zanim Austin wciągnął mnie do jeziora. Dzieliłam go z Morgan, bo wszyscy, z wyjątkiem Austina i Patricka, byli w parach. Byłam z tego zadowolona. Lepiej być z Morgan niż z kimś, kto zakłada, że powinnam być z Austinem.

Heidi poszła za mną do pokoju i klapnęła na łóżko.

– Chcesz o tym pogadać?

– Nie – odparłam, sięgając po bluzę.

– To był błąd. Nie chciałam, żeby tak wyszło.

– To nie twoja wina. To tylko cholerne przekonanie Austina Wrighta, że skoro jestem sama, to chcę się z nim pieprzyć.

– A chcesz? 

Odwróciłam się do Heidi i wciągając bluzę przez głowę, spojrzałam na nią z gniewem.

– Nie!

– Nawet odrobinę?

Zaczerpnęłam powietrza i wypuściłam je. Nie byłam zła na Heidi. Nie chciałam na nią warczeć. To Austin mnie irytował.

Z westchnieniem usiadłam obok niej.

– Może odrobinę.

– Tak. Wy dwoje macie to… coś.

– Co?

Heidi wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Kiedy jesteście razem, powietrze jakby gęstnieje.

– Powietrze gęstnieje?