Wydawca: Polski Instytut Spraw Międzynarodowych Kategoria: Aktualności Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 166

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Sprawy Międzynarodowe 1/2014 - Henryk Szlajfer (red.)

Spis treści

Kazimierz Wóycicki
Ukraińska pułapka na Putina
 
Patrycja Grzebyk
Aneksja Krymu przez Rosję w świetle prawa międzynarodowego
 
Bartłomiej Nowak
Różne podejścia, jeden cel. W stronę wspólnego stanowiska Unii Europejskiej wobec bezpieczeństwa energetycznego
 
Jarosław Ćwiek-Karpowicz, Patrycja Operacz
Jaka polityka wizowa Unii Europejskiej po rosyjskiej agresji na Krymie? Polskie i fińskie doświadczenia ruchu granicznego z Rosją
 
Paweł Zerka
Kryzys w Wenezueli: główni aktorzy i scenariusze rozwoju sytuacji
 
Anna Pudło
Dialog między Trybunałem Konstytucyjnym a sądami europejskimi (Europejskim Trybunałem Praw Człowieka i Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej)
 
Danuta Adamiec
Nowe ramy Unii Europejskiej na rzecz umocnienia państwa prawnego – zapowiedź zmian traktatowych

MATERIAŁY • PRZEGLĄDY

Aneta Skorupa-Wulczyńska
Polityka językowa w Unii Europejskiej i Organizacji Narodów Zjednoczonych

RECENZJE • OMÓWIENIA

Jerzy Holzer, Europa zimnej wojny (Jacek Tebinka)
 
Jacek Czaputowicz, Suwerenność (Jerzy Menkes)
 
Katarzyna Anna Nawrot, Kraje rozwijające się we współczesnej gospodarce światowej (Maria Dunin-Wąsowicz)
 
Omówienia

Opinie o ebooku Sprawy Międzynarodowe 1/2014 - Henryk Szlajfer (red.)

Fragment ebooka Sprawy Międzynarodowe 1/2014 - Henryk Szlajfer (red.)

© Copyright by Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2014

Kolegium Redakcyjne:Marek Belka, Marek A. Cichocki, Jerzy Kranz, Zdzisław Lachowski, Wojciech Materski, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, Roman Wieruszewski

Redakcja:Andrzej Ananicz, Jan Barcz, Antoni Z. Kamiński, Jan Kofman, Robert Kupiecki, Olaf Osica, Adam Daniel Rotfeld, Henryk Szlajfer (redaktor naczelny), Marcin Zaborowski, Aleksandra Zieleniec (sekretarz redakcji)

Autorzy:

dr Kazimierz Wóycicki – adiunkt w Studium Europy Wschodniej, Uniwersytet Warszawski; przewodniczący Stowarzyszenia Przyjaciół Muzeum Historii Polski

dr Patrycja Grzebyk – adiunkt w Instytucie Stosunków Międzynarodowych, Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, Uniwersytet Warszawski

dr hab. Bartłomiej Nowak – profesor w Kolegium Prawa, Akademia Leona Koźmińskiego

dr Jarosław Ćwiek-Karpowicz – kierownik Biura Badań i Analiz, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych

Patrycja Operacz – doktorantka na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, Uniwersytet Warszawski

Paweł Zerka – analityk w demosEUROPA–Centrum Strategii Europejskiej

dr Anna Pudło – adiunkt w Katedrze Prawa Międzynarodowego i Prawa UE, Akademia Leona Koźmińskiego

Danuta Adamiec – doktorantka w Instytucie Nauk Prawnych, Polska Akademia Nauk

Aneta Skorupa-Wulczyńska – doktorantka w Instytucie Nauk Prawnych, Polska Akademia Nauk

Projekt okładki:Malwina Kühn

Redakcja techniczna:Dorota Dołęgowska

Wydawca:Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, 00-950 Warszawa, ul. Warecka 1a, tel. 22 556 80 00, faks 22 556 80 99, e-mail: sprawy@pism.pl

ISSN 0038-853x

Opinie i stanowiska zawarte w materiałach publikowanych w „Sprawach Międzynarodowych” odzwierciedlają wyłącznie poglądy ich autorów.

„Sprawy Międzynarodowe” są regularnie prezentowane w katalogu International Current Awareness Services, w Ulrich’s International Periodical Directory oraz w Documentation Politique Internationale, International Political Science Abstracts. Wybrane materiały są ­wyszczególniane w International Bibliography of the Social Sciences.

Artykuły publikowane w „Sprawach Międzynarodowych” są recenzowane.

Wersją pierwotną czasopisma jest wersja papierowa.

Nakład 550 egz. Oddano do druku w maju 2014 r.

PATRYCJA GRZEBYK

Aneksja Krymu przez Rosję w świetle prawa międzynarodowego

The aim of the article is to answer the following questions: did Russia violate international law by executing an armed intervention in Crimea and what are the legal consequences of the Crimean crisis? The author claims that Russia committed aggression against Ukraine, thus violating a peremptory norm of international law. As a consequence, not only Russia is legally responsible for the commission of an internationally wrongful act but also third states and international organisations obliged to bring to an end serious breaches of international law. As well, these latter two are obliged to not recognise the unlawful annexation of Crimea and Sevastopol by Russia. The author analyses legal justifications of the Russian actions, such as defence of nationals, intervention by invitation, humanitarian intervention and the right to exercise self-determination. The author claims that the legal arguments presented by Russia are not convincing, taking into account the circumstances of the crisis.

Gdy w Kijowie nowe władze przejściowe próbowały opanować sytuację wewnętrzną i nie dopuścić do dalszych zamieszek, w nocy z 27 na 28 lutego 2014 r. rozpoczęła się rosyjska operacja zbrojna na Krymie. W kolejnych dniach przerzucano dodatkowe siły rosyjskie na Krym, które wraz z oddziałami samoobrony Krymu przejmowały kontrolę nad poszczególnymi obiektami. Krymski parlament przyjął 11 marca 2014 r. deklarację o niepodległości, a następnie w przeprowadzonym (wbrew woli Kijowa) 16 marca 2014 r. referendum mieszkańcy Krymu i Sewastopola mogli się opowiedzieć za zjednoczeniem z Rosją lub pozostaniem w ramach Ukrainy, ale ze zwiększoną autonomią. W tym samym czasie przy wschodniej granicy Ukrainy Rosja zgromadziła kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy, a na południu i wschodzie Ukrainy wybuchały zamieszki, w których rola rosyjskich służb nie była jasna1. W marcowym referendum, według oficjalnych danych, ponad 96% ludności opowiedziało się za przyłączeniem Krymu do Rosji2. Wysoka frekwencja (ponad 80%) zaskakuje, zważywszy na bojkot referendum choćby przez krymskich Tatarów. Kolejnym krokiem było zwrócenie się władz krymskich do Rosji o włączenie Krymu w skład Federacji Rosyjskiej. Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał 18 marca 2014 r. traktat o włączeniu Krymu do Rosji, przy okazji uzasadniając aneksję również prawnie3.

Wydarzenia na Krymie można oceniać z punktu widzenia relacji rosyjsko-ukraińskich czy ogólnie stosunków międzynarodowych, jednak warto spojrzeć na interwencję na Krymie i jej skutki z perspektywy prawa międzynarodowego, aby ocenić jej legalność, następstwa prawne oraz prawa i obowiązki państw, a także organizacji międzynarodowych. W tym kontekście najistotniejsze jest pytanie: czy Rosja dopuściła się złamania prawa międzynarodowego, dokonując interwencji zbrojnej na Krymie?

Kwalifikacja interwencji na Krymie jako agresji

Rosja, przez wykorzystanie swoich sił do przejęcia poszczególnych obiektów na Krymie i blokowania oddziałów ukraińskich oraz dokonywania rekonesansów nawet poza obszarem Krymu, dopuściła się naruszenia m.in. umowy o statusie i warunkach przebywania Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy z 28 maja 1997 r. i parametrach podziału Floty Czarnomorskiej, a także traktatu o przyjaźni, współpracy i partnerstwie z 31 maja 1997 r.4 Opisane działania rosyjskie można zakwalifikować jako agresję5.

Nie istnieje wiążąca uniwersalna definicja agresji, jednak punktem odniesienia powinna być rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 3314 przyjęta 14 grudnia 1974 r., której zwyczajowy status potwierdził Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS)6. Za tą tezą przemawia również fakt, iż definicja ta w wyniku decyzji konferencji przeglądowej w Kampali w 2010 r. została wprowadzona także do statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego jako element definicji zbrodni agresji7.

W rezolucji nr 3314 stwierdzono, iż o agresji można mówić wtedy, gdy państwo użyje siły zbrojnej przeciwko suwerenności, terytorialnej integralności (podkreślenie autorki) lub politycznej niepodległości innego państwa. Niewątpliwie przemieszczanie sił zbrojnych na terytorium innego państwa wbrew obowiązującym porozumieniom i bez jego zgody stanowi „użycie siły zbrojnej” w stosunku do tego państwa. Dodatkowo, jeśli skutkiem tych działań ma być aneksja części terytorium, to niewątpliwie można mówić o ataku wymierzonym w integralność terytorialną danego państwa. Działania tego typu są zakazane m.in. w art. 2 ust. 4 Karty Narodów Zjednoczonych, który zabrania nie tylko użycia siły, ale i choćby groźby użycia siły; za groźbę taką z kolei można uznać nagłe zwiększanie liczebności kontyngentu na Krymie (choćby i nie przekroczono pułapu wyznaczonego dwustronną umową), kumulowanie wojsk na granicy z Ukrainą i wypowiedzi władz rosyjskich podważające trwałość granic Ukrainy oraz zwrócenie się 1 marca 2014 r. prezydenta Rosji do Rady FR o zgodę na użycie siły8. Warto również przypomnieć, że zakaz użycia siły, w szczególności w celu zmiany istniejących granic międzynarodowych, został potwierdzony w rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 2625 z 24 października 1970 r. (Deklaracja zasad prawa międzynarodowego dotyczących przyjaznych stosunków i współdziałania państw zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych) oraz w Akcie końcowym KBWE z 1975 r., w których to opracowanie i przyjęcie ZSRR był aktywnie zaangażowany. Dodatkowo Rosja (jak też Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, a później Chiny i Francja) w Memorandum budapesztańskim potwierdziła zasady wyrażone w Akcie końcowym KBWE i wiążące się z tym poszanowanie granic Ukrainy9. Istnienie zasady trwałości granic podkreślił również Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości10.

W rezolucji nr 3314 wymieniono szereg działań, które mogą być uznane za akty agresji. W kontekście krymskim wydaje się, iż na szczególną uwagę zasługują poniższe akty. Za agresję uznaje się zgodnie z rezolucją: „użycie sił zbrojnych jednego państwa, które znajdują się na terytorium innego państwa na mocy porozumienia z państwem przyjmującym, w sposób naruszający warunki ustalone w tym porozumieniu lub przedłużenie obecności tych sił zbrojnych na danym terytorium poza okres przewidziany w porozumieniu” (art. 3 lit. e). Wyszczególniono tego typu działanie, aby podkreślić, iż do agresji może dojść niejako od wewnątrz, bez przekroczenia granic danego państwa. Jak wspomniano, Rosja naruszyła warunki porozumienia o stacjonowaniu Floty Czarnomorskiej, choćby przez podjęcie działań zbrojnych bez porozumienia z Kijowem poza obszarem stacjonowania rosyjskich sił zbrojnych i mieszanie się w wewnętrzne sprawy Ukrainy (art. 6 ust. 1 oraz art. 8 ust. 2)11. Stąd też działania Rosji podpadają pod powyższy przepis. W rezolucji uznano również za agresję „atak siłami zbrojnymi państwa na terytorium innego państwa” (art. 3 lit. a). A zatem nie musi dojść do starcia sił zbrojnych czy ataku na ludność. Do stwierdzenia agresji wystarczające jest wykazanie zaatakowania terytorium innego państwa, nawet jeśli jego zajęcie nie wiązało się choćby z jedną ofiarą czy wystrzeleniem jednego naboju12. Potwierdzeniem tego, iż o agresji można mówić w przypadku braku jakichkolwiek strat w ludziach, jest fakt, iż za akt agresji uznaje się również blokadę morską (art. 3 c), która przecież z założenia nie wymaga starcia sił zbrojnych (choć nie jest to wykluczone w przypadku prób jej przełamania). Należy również zaznaczyć, że zatopienie przez Rosjan krążownika „Oczakow” w przesmyku między jeziorem Donuzław a Morzem Czarnym i tym samym uniemożliwienie wypłynięcia ukraińskiej floty oraz dodatkowo blokowanie wyjścia ukraińskich okrętów z Zatoki Sewastopolskiej i Streleckiej mogą być traktowane jako blokada wybrzeża oraz portów i tym samym stanowią także akt agresji zgodnie z rezolucją nr 3314. Owa rezolucja za osobne akty agresji uznaje również okupację wojskową i aneksję, które są skutkiem ataku zbrojnego (art. 3 a).

Wobec przywoływanego przez Rosję argumentu, iż przejęcia obiektów ukraińskich dokonywały oddziały samoobrony Krymu13, warto przypomnieć, że agresję można przypisać danemu państwu również wówczas, jeśli wysyła ono lub w jego imieniu działają „zbrojne bandy, grupy, oddziały nieregularne lub najemnicy, które dokonują zbrojnych działań przeciwko innemu państwu o takiej wadze, że równają się one aktom wymienionym powyżej, lub poważnemu zaangażowaniu w tego typu działania” (art. 3 lit. g). Zgodnie z orzecznictwem MTS, aby przypisać odpowiedzialność państwu za działalność danych sił, konieczne jest wykazanie, iż państwo to sprawowało efektywną kontrolę nad nimi, a zatem, że to ono podejmowało decyzję co do strategii i taktyki działań14. Niższy standard przypisania odpowiedzialności, przyjęty przez Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii, który wymagał wykazania jedynie ogólnej kontroli15, zdaniem MTS nie może mieć zastosowania w przypadku odpowiedzialności państwa16. Co do działań na Krymie nie ma jakichkolwiek wątpliwości, że były one inspirowane zaleceniami rosyjskimi i zgodnie z nimi wykonywane. Przy czym na pełną i rzetelną ocenę faktów przez jakąkolwiek instytucję międzynarodową nie można było liczyć, biorąc pod uwagę fakt, iż nie wpuszczono na Krym choćby misji OBWE17.

W rezolucji znalazł się wymóg, aby użycie siły było odpowiedniej wagi (threshold), chodzi o to, by incydenty graniczne nie były kwalifikowane jako agresja. Jednak w przypadku krymskim fakt zajęcia i tym samym faktyczne okupowanie tego terytorium wskazują na to, iż trudno mówić jedynie o incydencie czy niemających znaczenia potyczkach. Faktem jest, że Rosja zaprzeczała, że dokonywała jakichkolwiek większych ruchów na terenie Krymu oraz twierdziła, że nie odpowiada za działania lokalnych sił, stąd też użycie siły przez Ukrainę w odpowiedzi na „incydenty” sprowokowane przez Rosjan mogłoby być wykorzystane do oskarżenia Ukrainy o agresję ze względu na przesadzoną reakcję18. W rezolucji zaznaczono, iż pierwsze użycie siły zbrojnej niezgodnie z Kartą NZ powinno być traktowane jako dowód na dokonanie aktu agresji (art. 2). O wprowadzenie tego przepisu walczył w szczególności Związek Radziecki. Choć w rezolucji stwierdzono, że owo pierwsze użycie nie musi przesądzać o statusie agresora, to może być wykorzystane przeciwko temu państwu, które pierwsze otworzyło ogień. Stąd też można było obserwować absurdalną sytuację, w której mimo eskalacji napięcia i ruchów wojsk rosyjskich Ukraina obawiała się zaatakować rosyjskie siły zbrojne, by nie być oskarżoną o agresję. W istocie więc, jak wielu przewidywało, definicja agresji, gdy interpretowana w złej wierze, może być traktowana jako drogowskaz dla agresora, a pułapka dla ofiary19. Można również dywagować, że jeśli nawet doszło do pewnej formy agresji ze strony Rosji, to konieczne jest jeszcze jednoczesne zakwalifikowanie jej działań jako „napaści zbrojnej” (armed attack), której wystąpienia wymaga art. 51 Karty NZ, aby państwo mogło skorzystać z prawa do samoobrony. We francuskiej wersji Karty NZ używa się w art. 51 terminu „agresja zbrojna” (aggression armé), co może sugerować, że agresja nie zawsze musi być zbrojna i stąd też nie każda agresja daje prawo do użycia siły w samoobronie. Ale konsekwencją tego typu argumentacji byłoby odmówienie Ukrainie prawa do obrony swojego terytorium i konieczność akceptowania marszu rosyjskich sił zbrojnych choćby i do Kijowa. Absurdalność tego toku myślenia jest rażąca. Atak zbrojny nie musi skutkować zniszczeniami czy ofiarami. Jeśli państwo A wtargnęło na terytorium państwa B bez użycia broni i zajęło strategiczne pozycje, a następnie wstrzymało ofensywę i czekało na reakcję zaatakowanego państwa, to mimo że państwo B użyje jako pierwsze broni, nie ulega wątpliwości, iż to państwo A dokonało zbrojnej napaści, a państwo B korzysta z prawa do samoobrony20. W tym przypadku państwem A jest Rosja, a państwo B to Ukraina.

Choć w rezolucji zrezygnowano z odwołania się do czynnika subiektywnego (animus aggressionis), to MTS w wyroku w sprawie militarnych i paramilitarnych działań w i przeciw Nikaragui stwierdził, iż okoliczności i możliwe motywy użycia siły odgrywają rolę przy prawnej charakteryzacji danych działań21. Wydaje się to o tyle przekonujące rozwiązanie, iż pozwala na niekwalifikowanie takich incydentów, jak niezamierzona inwazja 170-osobowego oddziału szwajcarskich żołnierzy na Liechtenstein w roku 200722. W przypadku Krymu motywacja była prosta: przejęcie pełnej kontroli nad określonym terytorium, co uznawane jest za klasyczny powód agresji23.

Kwalifikacja rosyjskiej interwencji jako dopuszczalnego prawnie użycia siły

Rosja swoje działania na Krymie próbowała uzasadnić w świetle prawa międzynarodowego zgodą prawowitych władz ukraińskich, prawem do samoobrony obejmującym prawo do obrony własnych obywateli oraz chęcią zapobiegnięcia naruszeniom praw człowieka ze strony nacjonalistycznych bojówek ukraińskich, czyli pośrednio koncepcją interwencji humanitarnej, tudzież odpowiedzialnością za ochronę, historycznymi prawami do Krymu i zamiarem wsparcia prawa do samostanowienia ludności krymskiej.

Prawo międzynarodowe w istocie dopuszcza możliwość użycia siły na prośbę władz danego państwa. Jednym z ostatnich niekontrowersyjnych przykładów tego typu operacji była interwencja Francji na prośbę Mali o pomoc w zwalczaniu grup zbrojnych na północy kraju. Akcja ta otrzymała pełną aprobatę Rady Bezpieczeństwa ONZ24. Historia zna jednak wiele przykładów interwencji, których legitymizacja była więcej niż wątpliwa, w szczególności wówczas, gdy na terenie danego państwa miał miejsce wewnętrzny konflikt zbrojny. Stąd też w raporcie ONZ, który dotyczył interwencji radzieckiej na Węgrzech w 1956 r., podkreślono, iż prośba o interwencję obcych sił zbrojnych w celu stłumienia wewnętrznych zamieszek ma tak poważny charakter, iż nie może być jakichkolwiek wątpliwości co do sformułowania tejże prośby przez konstytucyjny rząd25. W przypadku Krymu prośbę o interwencję miał zgłosić Wiktor Janukowycz26, który zdaniem Rosji, mimo opuszczenia kraju, nadal był pełnoprawnym prezydentem Ukrainy z uwagi na fakt, iż został odsunięty od władzy niezgodnie z konstytucją27. Władze przejściowe w Kijowie, zdaniem Rosji, nie są pełnoprawnym rządem Ukrainy. Warto podkreślić, iż rzekomego listu Janukowycza Rosja nie udostępniła, choć szeroko o nim mówiła, a o uznaniu nowych władz powinna przesądzać ich efektywność, a nie zasada legitymizmu, którą odrzuciła społeczność międzynarodowa28.

Interwencję na zaproszenie dopuszcza część doktryny prawa międzynarodowego29, a historia pokazuje przypadki, kiedy to odsunięty od władzy przywódca prosił o pomoc w przywróceniu mu kontroli nad państwem. Niekiedy społeczność międzynarodowa odpowiadała na takie apele, jednak za przyzwoleniem Rady Bezpieczeństwa30. W przeciwnym bowiem razie pomoc odsuniętemu od władzy przywódcy mogłaby stanowić naruszenie zakazu interwencji w wewnętrzne sprawy danego państwa (art. 2 ust. 7 Karty NZ). Wraz z opuszczeniem Kijowa Janukowycz przestał sprawować efektywną władzę, którą przejęła opozycja. W takim więc przypadku można mieć wątpliwość, czy Janukowycz rzeczywiście reprezentuje jeszcze interesy swojego państwa. Ponadto trudno zrozumieć, dlaczego w obronie przywrócenia porządku na Ukrainie Janukowycz prosiłby o pomoc w zajęciu Krymu i w konsekwencji oderwanie go od państwa. Na marginesie, biorąc pod uwagę, że prośbę o interwencję wystosowały również władze krymskie31, należy zaznaczyć, iż prawo międzynarodowe nie dopuszcza możliwości interwencji po stronie opozycji czy rebeliantów32. A z pewnością nie można przyjąć, aby władze krymskie reprezentowały całą Ukrainę.

Interwencję Rosji na Krymie miałaby uzasadniać również samoobrona obejmująca prawo do obrony własnych obywateli33. Prawo do reakcji zbrojnej w celu ochrony swoich obywateli jest uznane przez część doktryny prawa międzynarodowego, w szczególności wtedy, gdy jest ono egzekwowane na terytorium państwa, którego prawowity rząd wyraził na to zgodę, zakres operacji jest ściśle ograniczony do celu, zachowane są wszystkie normy bezwzględnie obowiązujące34. W tych sytuacjach, w których zgody danego państwa nie było, nawet wobec klasycznej interwencji izraelskiej w Ugandzie w 1976 r., zgłaszane były kontrowersje35. Nie można również nie zauważyć, iż chęć obrony własnych obywateli była często wykorzystywana jedynie jako pretekst do użycia siły i stąd głosy o jej nielegalności36.

Przyjmując jednak w pełni istnienie prawa do działań zbrojnych w obronie swoich obywateli, trzeba zauważyć, że nie dochodziło do jakichkolwiek aktów przemocy wobec obywateli Krymu (nie można określić, ilu z nich na przełomie lutego i marca 2014 r. miało rosyjskie paszporty) czy nadużyć praw człowieka. Trudno więc mówić o konieczności obrony obywateli, skoro nie było żadnego ataku na nich. Jeśli jednak powodem interwencji miałaby być jedynie groźba ataków, wówczas samoobronę rosyjską należałoby zakwalifikować jako prewencyjną, a tę formę samoobrony należałoby zakwalifikować jako agresję ukrytą pod innym terminem. Dodatkowym argumentem obalającym możliwość powołania się przez Rosję na obronę obywateli jest fakt, że ich atak na terytorium Ukrainy i doprowadzenie do secesji Krymu są skrajnie nieproporcjonalne do zagrożenia, na które miała rzekomo odpowiedzieć Rosja.

Z podobnych powodów (brak nadużyć praw człowieka, nieproporcjonalność) nie da się uzasadnić agresji rosyjskiej koniecznością interwencji humanitarnej czy jej nowszego wydania – odpowiedzialności za ochronę. Po pierwsze, odpowiedzialność za ochronę praw obywateli Krymu ponosi przede wszystkim Ukraina. Po drugie, w pracach nad koncepcją odpowiedzialności za ochronę w ONZ Rosja naciskała na przyjęcie postanowienia (i doprowadziła do tego), że o ewentualnej interwencji zbrojnej (traktowanej jako ostateczność) można mówić jedynie w przypadku masowych naruszeń praw człowieka, takich jak zbrodnie ludobójstwa, zbrodnie przeciwko ludzkości, czystki etniczne czy zbrodnie wojenne (do których nie doszło na Krymie)37. I nawet w takim przypadku nadal konieczne jest działanie zgodnie z Kartą NZ, czyli w odwołaniu do prawa do samoobrony lub z upoważnienia Rady Bezpieczeństwa38.

I wreszcie argumenty, którymi szafuje Rosja i jej zwolennicy: historyczne prawa Rosji do Krymu oraz podkreślanie wiekowych związków Krymu z Rosją. Otóż ONZ, w tym Rosja, stanowczo odrzuciła możliwość odwołania się do historycznych roszczeń, co czynił Irak w czasie ataku na Kuwejt. Ponadto w przypadku argumentów historycznych pojawia się zawsze problem, do jak odległych czasów mamy sięgać i jak długi okres panowania nad danym terytorium uzasadniałby interwencję. Jak słusznie przypomniał francuski przedstawiciel w Radzie Bezpieczeństwa Gérard Araud, Półwysep Krymski przez trzy stulecia był pod panowaniem tureckim. Czy to uprawniałoby Turcję do interwencji? Nie trzeba również tłumaczyć, jak w szczególności w Europie Środkowej i Wschodniej niebezpieczne jest otwieranie puszki Pandory w postaci sprawdzania, kto ma lepsze historyczne prawa do danego terytorium.

Co do argumentu dotyczącego zewnętrznego wsparcia ludności, która chce wykonać swoje prawo do samostanowienia, trzeba stwierdzić, że nie ma normy prawa międzynarodowego, zezwalającej państwom trzecim na interwencję zbrojną w celu wsparcia tych dążeń, jeśli nawet uznać prawo ludności do samostanowienia zewnętrznego.

Samostanowienie

Rosja, widząc, że argumenty za interwencją zbrojną nie są wystarczająco przekonujące, postanowiła odwołać się do prawa do samostanowienia ludności Krymu i Sewastopola, stąd też zorganizowano wspomniane referendum39.

Prawo do samostanowienia jest jedną z podstawowych zasad prawa międzynarodowego, w tym praw człowieka40, ale powinno ono być bezwzględnie szanowane, jeśli chodzi o samostanowienie wewnętrzne, a więc udział w życiu politycznym, dążenie do autonomii. Poważne wątpliwości budzi natomiast istnienie prawa do samostanowienia zewnętrznego wiążącego się z prawem do secesji41. Zazwyczaj przyznaje się prawo do samostanowienia zewnętrznego ludom terytoriów niesamodzielnych lub ludom poddanym obcej dominacji i eksploatacji42.

W kontekście argumentacji rosyjskiej nie można nie przypomnieć, iż właśnie Rosja odmawiała Czeczenii prawa do samostanowienia, podkreślając nadrzędność zasady integralności terytorialnej. Oczywiście hipokryzja w argumentacji prawnej jest cechą niejednego mocarstwa, jednak jeśli Krym i Rosja próbują obecnie przywołać istnienie normy zwyczajowej dającej prawo do secesji na podstawie samostanowienia, to trzeba dodać, że to właśnie Rosja robiła wszystko, aby ta norma się nie wykształciła. Świadczy o tym nie tylko przykład Czeczenii, ale i sprzeciw Rosji wobec uznania statusu Kosowa, do którego to przypadku Władimir Putin tak chętnie odnosił się w swoim orędziu z 18 marca 2014 r.

Rosja, odwołując się do kazusu Kosowa mającego usprawiedliwić oderwanie Krymu od Ukrainy, słusznie wskazuje na praktykę uznania tej jednostki przez państwa zachodnie (także Polskę) jako dowód na istnienie prawa do secesji43. Słusznie też wypomina duże zaangażowanie Unii Europejskiej w administrowanie Kosowem i wspieranie go w uzyskaniu efektywnej władzy nad tym terenem, a także fakt, że w uzyskaniu samodzielności Kosowu pomogła kontrowersyjna w świetle prawa międzynarodowego interwencja NATO w 1999 r. Różnice pomiędzy sytuacjami na Krymie i w Kosowie są jednak mimo wszystko znaczące. Kosowo nie zostało oderwane od Serbii, aby być zaanektowanym przez inne państwo. Nie podejmowało decyzji o ogłoszeniu niepodległości z bronią przyłożoną do skroni, a jak obrazowo określił to Marc Weller, prawo międzynarodowe nie uznaje rozwodów pod groźbą użycia broni44. Kosowo w momencie ogłaszania deklaracji niepodległości znajdowało się pod międzynarodową kontrolą, na jego terenie dochodziło do starć etnicznych, a o jego statusie miała zdecydować rezolucja Rady Bezpieczeństwa45. W Kosowie doszło również do interwencji zbrojnej niezgodnej z prawem, ale w istocie miały tam miejsce masowe naruszenia praw człowieka, stąd i doktryna interwencji humanitarnej (nie rozstrzygając jej prawnego statusu) mogła mieć zastosowanie. Ponadto samej interwencji nie można bezpośrednio łączyć z ogłoszeniem niepodległości przez władze Kosowa. W przypadku Krymu koincydencja czasowa jest uderzająca. Władimir Putin odwoływał się do wyroku MTS w sprawie zgodności z prawem międzynarodowym jednostronnej deklaracji niepodległości Kosowa z 22 lipca 2010 r. Jednak w orzeczeniu Trybunał odpowiedział jedynie na pytanie, czy deklaracja ogłaszająca niepodległość jest zgodna z prawem, czy też nie. Stwierdził, że nie ma normy zabraniającej ogłaszania niepodległości, ale nie wypowiedział się co do kwestii, czy dana jednostka ma prawo do secesji, zwłaszcza gdy jej przypadku nie da się wpisać w ramy dekolonizacji czy uwalniania się z okowów dominacji46. Podkreślił jedynie, że niektóre z deklaracji doprowadziły w konsekwencji do powstania nowego państwa, a niektóre nie. Orzeczenie to było właśnie z powodu swojego wąskiego charakteru niezwykle krytykowane47. W istocie bowiem MTS ograniczył się do powiedzenia, że ogłosić niepodległość może każdy, a co do konsekwencji prawnych tego aktu stan prawa nie daje jasnej odpowiedzi, a MTS nie jest zobowiązany (ze względu na zakres pytania) do wyjaśnienia tej kwestii.

Niewątpliwie powstanie nowych państw jest w dużym stopniu wynikiem decyzji politycznych, często łamiących krajowy porządek prawny, wykazania swojej efektywności nad danym terenem i zdobycia uznania międzynarodowego. W przypadku Krymu, który został przyjęty w skład Federacji Rosyjskiej zaledwie w dwa dni po referendum, zadziwiające jest, jak szybko Rosja uznała Krym za suwerenne państwo. Z pewnością nie był to czas odpowiedni na ocenę efektywności władzy krymskiej nad terytorium i ludnością Krymu, co prowadzi do wniosku, iż mieliśmy do czynienia z przedwczesnym uznaniem48