Sprawa uprowadzenia i zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki (raport) - Andrzej Lebiedowicz - ebook
Opis

Przedmiotowe opracowanie jest próbą odpowiedzi na pytanie: czy znamy całą prawdę o tragicznej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki? Od trzydziestu lat oficjalną wersją tamtych burzliwych wydarzeń, jest ta która została ustalona podczas procesu w Toruniu w 1985 roku, ale czy nie jest ona pozbawiona luk? Czy działanie bezpośrednich sprawców zbrodni pozostawało pod kontrolą wysoko ulokowanych podmiotów z aparatu władzy? Kto osiągnął korzyść ze śmierci księdza walczącego o wolność i godność człowieka?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 140

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Andrzej Lebiedowicz

Sprawa uprowadzenia i zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki (raport)

TAJNE SPECJALNEGO ZNACZENIA

© Andrzej Lebiedowicz, 2017

Przedmiotowe opracowanie jest próbą odpowiedzi na pytanie: czy znamy całą prawdę o tragicznej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki? Od trzydziestu lat oficjalną wersją tamtych burzliwych wydarzeń, jest ta która została ustalona podczas procesu w Toruniu w 1985 roku, ale czy jest ona pozbawiona luk? Czy działanie bezpośrednich sprawców zbrodni pozostawało pod kontrolą wysoko ulokowanych podmiotów z aparatu władzy? Kto osiągnął korzyść ze śmierci księdza walczącego o wolność i godność człowieka?

ISBN 978-83-8104-689-3

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Rozdział I: Pamięć o księdzu Jerzym

Zabójstwo kapelana,,Solidarności” stanowi bez wątpienia największą tajemnicę Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, w której,,władza ludowa” wprawdzie zezwoliła na przeprowadzenie w tempie ekspresowym tzw.,,procesu toruńskiego”, nie mniej jednak nie wyjaśniła wszystkich wątpliwości, tak iż po 30 latach od tych tragicznych wydarzeń wszystkim stykającym się z tą sprawą nasuwają się mnogie i uzasadnione wątpliwości co do rzeczywistego scenariusza wydarzeń.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko był chrystusowym bojownikiem o prawdę i prawa człowieka, który mawiał, iż:,,Bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju.”.[1],,Benedykt XVI postanawiając o wyniesieniu na ołtarze Kapelana,,Solidarności” stwierdził, iż został On — uc- ciso in odio alla Fede — zabity z nienawiści do wiary”.[2] Czy wersja jaką zaprezentowano nam na procesie prowadzonym w okresie od dnia 27 grudnia 1984 roku, do dnia 7 lutego 1985 roku w Sądzie Wojewódzkim w Toruniu, jest jedyna, nieomylna, opierająca się ustaleniom odmiennym?

Brunon Hołyst zdefiniował wersję śledczą jako:,,Założenie hipotetyczne organów ścigania karnego co do charakteru zdarzenia, przebiegu oraz celów i motywów działania.”[3] Podobnie wypowiedział się Tadeusz Hanausek stwierdzając:,,Przyjmuje się, że wersja kryminalistyczna jest rezultatem procesów myślowych organów ścigania w postaci przypuszczenia stanowiącego alternatywną próbę wyjaśnienia jakiegoś zdarzenia, jego elementów i przebiegu, lub też przyczyny tego zdarzenia, a zwłaszcza jego sprawcy”.[4] Wobec nie wyjaśnienia wszystkich istotnych okoliczności tej bulwersującej opinię publiczną sprawy, pojawiły się liczne głosy określające ten mord polityczny mianem:,,zbrodni założycielskiej III RP”[5], zaś poczynania rządu komunistycznego zostały zdefiniowane jako,,propagandowy cyrk”[6]. Zadać sobie należy zatem kardynalne pytanie, czy uprowadzenie i zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki było jedynie ekscesem czterech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, czy też częścią większej operacji, w którą zaangażowano dziesiątki funkcjonariuszy komunistycznych specsłużb? Kto miał odnieść, a kto odniósł korzyści ze zgładzenia kapłana zgodnie z paremią qui prodest? Za tą mulitpersonalną teorią zdaje się przemawiać analiza spraw operacyjnych o kryptonimach:,,Teresa”,,, Trawa”,,, Robot”, prowadzonych przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w latach 1985—1990.[7] Nie sposób wykluczyć hipotezy, iż ta wielopoziomowa,,operacja specjalna” powstała przy współdziałaniu Służby Bezpieczeństwa oraz Wojskowych Służb Wewnętrznych.,,Piotrowski jest nosicielem tajemnicy — naziści nazywali taką osobę Geheimnistaeger.”[8] Do takich właśnie ustaleń doszedł prawnik, który prawdopodobnie wie najwięcej o tej sprawie, jako prowadzący śledztwo — prokurator Andrzej Witkowski. Temu wybitnemu śledczemu z Lublina aż dwukrotnie odbierano sprawę, gdy były realne prognozy na poszerzenie ławy oskarżonych. Dziś wie, że przegrał, ale nie czuje się przegrany.[9] Sprawa uprowadzenia i zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki stała się także tematem, po który chętnie sięgali pracownicy naukowi, dziennikarze śledczy i nie tylko.[10]

Były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa i Agencji Wywiadu — płk Piotr Wroński skonstatował swoje przemyślenia następująco:,,(…)Analizowałem wszystkie dostępne materiały w internecie, bo nie mam dostępu do akt prokuratorskich. Wniosek mam jeden: ta trójka jechała, by zabić, szef MSW o tym wiedział, a reszta jest wyłącznie rozwinięciem spisku (…)”. Tak wspominał ten niespokojny czas:,,(…)W poniedziałek (22.10.1984 r.) poszedłem jak zwykle do pracy. Od razu rano Bosak zwołał zebranie wydziału. Na zebraniu poinformował nas, że porwano księdza Jerzego Popiełuszkę z Żoliborza i zrobili to trzej oficerowie Departamentu IV, a czyn ten jest wymierzony w politykę porozumienia towarzysza generała Kiszczaka. Wymienił nazwiska tych trzech,,Czwórkarzy” i polecił, by nie dyskutować o sprawie i czekać na oficjalne komunikaty <<kierownictwa partyjno — rządowego >>. (…)”.[11]

W doskonałym,,Spisku założycielskim Historii jednego morderstwa” Piotr Wroński prezentuje postać kapitana Pawła Grzegorzewskiego (naczelnika w Departamencie IV MSW, szefa grupy D). Na łamach tej pozycji beletrystycznej — nie mniej jednak z kluczem (jak twierdzi sam autor) — kreśli ciekawy wątek dający dużo do myślenia:,,(…)Była wolna sobota 20 października roku Pańskiego 1984. Na Rakowiecką wjechałem o wpół do szóstej rano. Wyjąłem zakupy z samochodu, wziąłem od dyżurnego klucz i poszedłem do swojego gabinetu na czwartym piętrze w bloku,,A”. Zaparzyłem herbatę, zjadłem śniadanie i zapaliłem papierosa. Podszedłem do okna. Na moim miejscu parkingowym, z kluczykami w stacyjce stał szarozielony Fiat 125 p, na cywilnych numerach, wypożyczony ze Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych. W bagażniku spoczywało ciało księdza Józefa Gałuszki, figuranta Sprawy Operacyjnego Rozpracowania, kryptonim,,Trybun” (…)”.[12]

Podczas wywiadu radiowego udzielonego BBC we wrześniu 1984 roku ksiądz Jerzy Popiełuszko oznajmił:,,Jestem przekonany, że to co robię jest słuszne. I dlatego jestem gotowy na wszystko…”[13]

[1] Wojciech Sumliński, Lobotomia 3.0, 30 lat holokaustu prawdy o Jego śmierci, Warszawa 2014, s. 5,

[2] Aleksander Ścios, Zbrodnia założycielska III RP, Zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki, Warszawa 2014, s. 51,

[3] Brunon Hołyst, Kryminalistyka, Warszawa 1993, s. 611,

[4] Tadeusz Hanausek, J. Leszczyński: Kryminologiczne i kryminalistyczne problemy zabójstw z lubieżności, Warszawa 1995, s. 311,

[5] Aleksander Ścios nakładem wydawnictwa Bollinarii Publishing House, opublikował pracę pt.,,Zbrodnia założycielska III RP. Zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki.” Nadto na płaszczyźnie beletrystycznej zaistniała pozytywnie przyjęta przez czytelników pozycja emerytowanego pułkownika Agencji Wywiadu, Piotra Wrońskiego, pt.,,Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa, Warszawa 2015,

[6] brak danych autora publikacji w publikacji, Nr 2 miesięcznika,,Gazeta warszawska — zakazana historia”, Kto naprawdę zabił księdza?, s. 12,

[7] Wojciech Sumliński, Teresa, Trawa, Robot, Największa operacja komunistycznych służb specjalnych, Warszawa 2009, s. 125,

[8] Krzysztof Kąkolewski,,,Popiełuszko będziesz ukrzyżowany”, Poznań 2010, s. 78,

[9] Piotr Pytlakowski, tygodnik,,Polityka”; Sprawa ks. Popiełuszki wg prokuratora Witkowskiego, www.polityka.pl/tygodnik…,

[10] Na plan pierwszy wysuwają się tu prace: Krzysztofa Kąkolewskiego:,,Popiełuszko będziesz ukrzyżowany”, Poznań 2010, Wojciech Sumliński:,,Teresa, Trawa, Robot, Największa operacja komunistycznych służb specjalnych”, Warszawa 2009,,Kto naprawdę Go zabił”, Warszawa 2005,,,Lobotomia 3.0, 30 lat holokaustu prawdy o Jego śmierci”, Piotra Litki:,,Ksiądz Jerzy Popiełuszko, Dni które wstrząsnęły Polską”, Kraków 2010, Krystyna Daszkiewicz:,,Sprawa morderstwa księdza Jerzego Popiełuszki Raz jeszcze”, Poznań 2004,,,Uprowadzenie i morderstwo Ks. Jerzego Popiełuszki”, Poznań 1990, Tadeusz Fredro — Boniecki:,,Zwycięstwo księdza Jerzego, Rozmowy z Grzegorzem Piotrowskim”, Warszawa 1991.

[11] Piotr Wroński, Spowiedź życia U wrót czyśćca, w rozmowie z Przemysławem Wojciechowskim, Wydawnictwo Editions Spotkania, Warszawa 2016, s. 92—93,

[12] Piotr Wroński, Spisek założycielski Historia jednego morderstwa, Wydawnictwo Editions Spotkania, Warszawa 2015, s. 318,

[13] Piotr Litka, Ksiądz Jerzy Popiełuszko, Dni, które wstrząsnęły Polską, Kraków 2010, s. 63,

Rozdział II. Osaczony, osamotniony i zaszczuty

W chwili śmierci ksiądz Jerzy Popiełuszko miał 37 lat i był u szczytu swych możliwości. Pochodził z niewielkiej wsi Okopy, usytuowanej w pobliżu Suchowoli, na białostocczyźnie. Studiował w Metropolitalnym Wyższym Seminarium Duchownym w Warszawie. Wstąpił w jego mury w 1965 roku. W czasie nauki powołano go na 2 lata (1966—1968) do odbycia służby wojskowej w jednostce,,kleryckiej” w mazurskich Bartoszycach (54 szkolny batalion ratownictwa terenowego — JW 4413, jednostka o zaostrzonym rygorze). Święcenia kapłańskie przyjął w dniu 28 maja 1972 roku od samego kardynała Stefana Wyszyńskiego, w archikatedrze warszawskiej. Jego pierwsze parafie znajdowały się w podwarszawskich miejscowościach: Ząbkach i Aninie. Ksiądz Jerzy w późniejszym okresie kontynuował posługę kapłańską w stolicy — w kościele Dzieciątka Jezus i św. Anny. W okresie bezpośrednio poprzedzającym męczeńską śmierć pełnił posługę kapłańską w kościele pod wezwaniem św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu.[1] Począwszy od roku 1979 ksiądz Jerzy piastował zaszczytne stanowisko duszpasterza środowisk medycznych. Pod koniec czerwca 1980 roku kapłan w sposób widoczny zaangażował się publicznie w niesienie pomocy strajkującym robotnikom Huty Warszawa. Ksiądz Jerzy odprawił wówczas mszę przy prowizorycznym ołtarzu. Później były kolejne msze, a po nich następne. Kapłan okazał wielką pomoc ludziom pracy — stał się ikoną tego ruchu.[2]Począwszy od kwietnia 1981 roku hutnicy regularnie gromadzili się w żoliborskiej świątyni. Przez kościół pod wezwaniem Świętego Stanisława Kostki przewinęły się tysiące ludzi. Na czas głoszenia homilii przez księdza Jerzego Popiełuszkę, gmach świątyni wraz z terenem przyległym stawał się na krótkie chwile oazą wolności, azylem dla opozycjonistów.[3] Z czasem kierowcą i jednocześnie ochroniarzem księdza Jerzego został były komandos — Waldemar Chrostowski. Krzysztof Piesiewicz — jeden z pełnomocników oskarżycieli posiłkowych w,,procesie toruńskim” scharakteryzował Waldemara Chrostowskiego jako dzielnego człowieka, dzięki któremu świat dowiedział się o porwaniu.[4]

Niewątpliwie ksiądz Jerzy był niezwykłym człowiekiem, nie mniej jednak tak bardzo prostolinijnym, i niewywyższającym się. W swoich zapiskach z podróży na Zachód w 1980 roku pod datą 7 czerwca 1980 roku zanotował:,,(…) 13.50 Samolot nawet nie drgnie. Za chwilę rozpocznie się projekcja filmu, jeszcze nie wiem, ale w wersji amerykańskiej. Od 11.00 do 12.00 pospałem. Potem mini whisky z wodą i lodem na apetyt i obiad bardzo dobry. Rzeczywiście apetyt mi wrócił, ciekawe na jak długo. Zmiotłem to wszystko i popiłem piwkiem. A było jedzenia dużo: bułeczka, masło, serek, beef, kartofel w łupinach, dobra sałatka, ciasteczka, sernik, czekoladka miętowa, kawa z mlekiem. Pieprz i sól wziąłem do kieszeni.(…)”.[5]

Ksiądz Jerzy Popiełuszko zmagał się z anemią. Choroba Addisona — Biermera, zwana niedokrwistością złośliwą (anemią) jest to schorzenie wynikające z niedoboru witaminy B 12. Zazwyczaj dotyczy osób w wieku pomiędzy 40, a 60 rokiem życia i u osób z grupą krwi A. Jako jej przyczynę podaje się zaburzenia autoimmunologiczne. Obraz choroby sprowadza się do wytwarzania przez organizm przeciwciał skierowanych przeciwko czynnikowi wewnętrznemu (czynnik Castlea), który jest produkowany przez komórki okładzinowe śluzówki żołądka.[6]

Waldemar Chrostowski poznał księdza Jerzego Popiełuszkę w listopadzie 1981 roku podczas strajku studentów warszawskiej Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej (WOSP). Protest przybrał wówczas formę strajku okupacyjnego, zaś Waldemar Chrostowski był członkiem Krajowej Komisji Strażaków,,Solidarność”. Postać księdza wywarła na nim duże wrażenie:,,(…)W maju za sprawą przyjaciół trafiłem na Mszę za Ojczyznę odprawianą przez księdza Jerzego Popiełuszkę w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Poszedłem na nią i od tego czasu nie opuściłem ani jednej. Każdej ostatniej niedzieli miesiąca słyszałem dokładnie to, czego potrzebowałem. Ksiądz mówił o tym, czym żyliśmy na co dzień, o tym o czym ludzie rozmawiali przy stole, w kolejce czy autobusie. Mówił o aktualnych ludzkich problemach troskach i cierpieniach. I choć kazania pozornie pozbawione były emocji, w jego ciepłym głosie i charakterystycznym sposobie mówienia było coś, co sprawiało, że słowa te trafiały prosto do serca.(…)”.[7]

W latach 1982—1984 ksiądz Jerzy Popiełuszko był inwigilowany między innymi przez TW,,Tarcza” (Tadeusz S.), TW,,Kustosz” (Andrzej P.), TW,,Jankowski” (Michał Cz.).

Przeciwko niezłomnemu w głoszeniu prawdy kapelanowi,,Solidarności” władza ludowa skierowała ambitnego i bezwzględnego naczelnika Wydziału VI (uprzednio I) Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie — kapitana Grzegorza Piotrowskiego (obecnie posługującego się nazwiskiem P.). Ten urodzony w 1951 roku absolwent studiów matematycznych w czerwcu 1975 roku podjął pracę w Służbie Bezpieczeństwa w Łodzi, skąd po sześciu latach służby przeniesiono go do Warszawy na stanowisko kierownicze. Grzegorz Piotrowski jako funkcjonariusz departamentu IV MSW między innymi miał się udać w ramach realizacji obowiązków służbowych na pielgrzymkę, w trakcie której miał szkodzić wizerunkowi pątników. Jego zadaniem operacyjnym (nie wiadomo czy zrealizowanym) było: podpalenie pomieszczenia gospodarczego u gospodarza dającego pielgrzymom schronienie, napastowanie (molestowanie) jego córki, a także zanieczyszczenie studni.[8] Na przełomie 1982 i 1983 roku w ramach operacji,,Triangollo” podjął się zadania skompromitowania Karola Wojtyły. Misja esbeka z Warszawy sprowadzała się do umieszczenia w mieszkaniu bliskiego przyjaciela papieża — księdza Andrzeja Bardeckiego z,,Tygodnika Powszechnego” rzekomego dziennika Ireny Kinaszewskiej (bliskiej przyjaciółki papieża oraz maszynistki w,,Tygodniku Powszechnym”) wskazującego na jej rzekomy romans z głową kościoła rzymsko — katolickiego. Szkalujący Wojtyłę paszkwil miał zostać ujawniony podczas wykonywania czynności śledczych przez organy ścigania, po rzekomym napadzie (lub włamaniu) na mieszkanie księdza Bardeckiego. Z uwagi na dekonspirację Piotrowskiego (po kolizji drogowej w Krakowie spowodowanej pod wpływem alkoholu) operacja została odwołana.[9]W dniu 21 stycznia 1983 roku Grzegorz Piotrowski wraz z Bogdanem K. zorganizowali w Warszawie porwanie działacza,,Solidarności” z Lublina — Janusza Krupskiego (zginął w dniu 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie smoleńskiej). Poszkodowany został wywieziony przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa do podwarszawskiego kompleksu leśnego, gdzie kazano mu się położyć na śniegu i oblano płynem o właściwościach żrących, stanowiącym połączenie fenolu i ługu. Janusz Krupski przeżył to zdarzenie, lecz doznał dotkliwych poparzeń.[10] Janusz Krupski w latach 80 — tych był działaczem opozycji i doktorantem na KUL-u. W dniu 21 stycznia 1983 roku podczas pobytu w Warszawie, gdy opuszczał Pałac Kultury i Nauki, został porwany przez dwóch osobników, którzy umieścili go w samochodzie z trzecią osobą w środku. Wśród porywaczy znajdował się kapitan Grzegorz Piotrowski. Krupski został przewieziony poza stolicę, w miejscowości Truskaw auto skręciło do lasu i po przejechaniu około 500 metrów zatrzymało się. Porywacze nakazali opozycjoniście zdjąć kurtkę oraz buty, które poddali dokładnym oględzinom, Później mężczyźnie wydano polecenie położenia się na ziemi, gdzie obok położono jego odzież i buty. Krupski leżał twarzą do podłoża. Jeden ze sprawców porwania oblał plecy Krupskiego płynem z butelki. Po dokonaniu tej czynności napastnicy oddalili się w nieznanym kierunku. Mieszanina fenolu i ługu spowodowała poważne oparzenia pleców Janusza Krupskiego. Poszkodowany zachował życie dzięki temu, że porywacze nie kazali mu zdjąć koszuli i swetra.[11]

Grzegorz Piotrowski utrzymywał robocze kontakty z przedstawicielami rezydentury KGB w Warszawie. Zeznając w dniu 17 września 1990 roku na ten temat stwierdził, iż:,,(…)Przy Departamencie IV MSW było dwóch rezydentów KGB: Siemaszko i Eugeniusz Pietrowicz Michajłow. Mieli stałą przepustkę. Michajłow przychodził raz na tydzień. Wiadomo było, że przychodzą po informacje. Rozpoczynali wizyty od dyrektorów. Często odwiedzali generała Ciastonia. Dyrektorzy sami przekazywali informacje albo polecali (…) Byli traktowani gościnnie. Pan pułkownik Michajłow upodobał sobie Piotrowskiego. Jego wizyty były uciążliwe, zajmowały zbyt dużo czasu. Znikałem — twierdzi Piotrowski — sekretarce mówiłem, że mnie nie ma. Był sympatyczny, ale uciążliwy. Te kontakty utrzymywałem na polecenie kierownictwa Departamentu. Ja dawałem im tylko wiadomości oficjalne, te które potem szły do KC.(…)”.[12]

Począwszy od 2 września 1982 roku Stołeczny Urząd Spraw Wewnętrznych rozpoczął prowadzenie operacji numer 365514, o kryptonimie,,Popiel”, ukierunkowanej na inwigilację księdza Jerzego Popiełuszki. Jak wynika z ustaleń profesora Jana Żaryna nazwa,,Desperat” pojawiająca się w sprawie obiektowej,,Popiel” oznaczała kryptonim sprawy operacyjnego rozpracowania Waldemara Chrostowskiego, czego absolutnie nie można utożsamiać z kategorią tajnego współpracownika i co oznacza, iż był on obiektem inwigilacji (w analogicznym znaczeniu jak ksiądz).[13]

W strukturach MSW w owym czasie działała tajemnicza komórka,,D” (Samodzielna Grupa,,D”), której zadanie polegało na podejmowaniu wobec duchowieństwa katolickiego działań noszących w skrajnej postaci znamiona przestępstwa. Powołał ją jeszcze w listopadzie 1973 roku przy Departamencie IV szef MSW — Stanisław Kowalczyk. Tajemny skrót oznaczał podejmowanie,,działań dezintegracyjnych”. Pierwszym kierownikiem grupy,,D” został cichy protektor Grzegorza Piotrowskiego — Konrad Straszewski. Grupa opracowywała,,działania dezintegracyjne” na poziomie taktycznym oraz strategicznym. Pośród późniejszych szefów tej jednostki wskazać należy także: Zenona Płatka, Tadeusza Grunwalda, Wiesława Fenickiego, Romualda Będziaka, Roberta Szczepańskiego. Sam Piotrowski przewodził grupie w latach 1982—1984. W roku 1977 grupa,,G” została przemianowana w Wydział VI Departamentu IV MSW, zaś po śmierci księdza Jerzego Popiełuszki przekształcono ją w pion studiów i analiz. Przejawy,,działalności dezintegracyjnej” grupy,,D” były swego czasu badane przez Sejmową Nadzwyczajną Komisję do Zbadania Działalności MSW (słynna komisja Rokity).[14]

W dniu 4 sierpnia 1983 roku, w Warszawie Grzegorz Piotrowski prawdopodobnie brał udział w zdarzeniu drogowym o poważnych następstwach. Kapitan Służby Bezpieczeństwa nie poniósł z tego tytułu żadnych konsekwencji prawnych.[15]

Grzegorz Piotrowski dwukrotnie, w latach 1982—1983: raz w drodze do Bułgarii, a drugi raz we Lwowie, spotkał się z funkcjonariuszem KGB o pseudonimie,,Stanisław”.[16]

Jeszcze 30 września 1983 roku płk. Adam Pietruszka przekazał swojemu tajnemu współpracownikowi księdzu Michałowi Czajkowskiemu, o pseudonimie,,Jankowski” instrukcję o treści:,,Nadal przekazywać prymasowi opinie, które będą dyskredytowały ks. Popiełuszkę.”[17]

Preludium do bardziej radykalnych działań podejmowanych wobec księdza Jerzego Popiełuszki w roku 1984 stanowiła tzw.,,prowokacja na Chłodnej”. Kapłan był właścicielem niewielkiego mieszkania, usytuowanego w Warszawie, przy ulicy Chłodnej. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa weszli w posiadanie tej informacji i jesienią 1983 roku zorganizowali akcję specjalną (według planu autorstwa kpt. Grzegorza Piotrowskiego) polegającą na niejawnym wejściu do tego mieszkania i umieszczeniu w nim materiałów nie tylko kompromitujących księdza, ale także narażających go na odpowiedzialność karną pod postacią: opozycyjnych ulotek w znacznej ilości, amunicji do broni palnej, granatów łzawiących, materiałów wybuchowych. Opisane przedmioty zostały ujawnione w toku przeszukania lokalu w grudniu 1983 roku, zaś Polska Agencja Prasowa w dniu 13 grudnia 1983 roku wydała komunikat stwierdzający, iż:,,w wyniku przeszukania garsoniery należącej do Jerzego Popiełuszki znaleziono materiały wybuchowe, amunicję, granaty łzawiące i kilkanaście tysięcy ulotek przygotowanych do rozpowszechnienia, wydrukowanych przez nielegalną organizację, a nawołujących do organizowania w najbliższym czasie antypaństwowych wystąpień publicznych.”[18] Ksiądz został wówczas zatrzymany na dwie doby.[19] Już w dniu 27 grudnia 1983 roku w,,Expressie Wieczornym” ukazał się artykuł autorstwa redaktora Michała Ostrowskiego, pt.,,Garsoniera obywatela Popiełuszki”, który prezentował przedmiotową sprawę w niekorzystnym dla kapłana świetle.[20]

W dniu 12 lipca 1984 roku wiceprokurator wojewódzka mgr Anna Jackowska oskarżyła księdza Jerzego Popiełuszkę o to, że:

I. w okresie od 1982 roku, do końca czerwca 1984 roku, Warszawie, Gdańsku, Częstochowie i innych miejscowościach, działając przestępstwem ciągłym, jako rezydent kościoła pod wezwaniem św. Stanisława Kostki w Warszawie, św. Brygidy w Gdańsku, klasztorze jasnogórskim w Częstochowie i innych, w wygłaszanych kazaniach nadużywał wolności sumienia i wyznania w ten sposób, że permanentnie oprócz treści religijnych zawierał w nich zniesławiające władze państwowe treści polityczne, a w rzeczywistości pomawiał, że władze te posługują się fałszem, obłudą i kłamstwem, poprzez antydemokratyczne ustawodawstwo niszczą godność człowieka, a także pozbawiają społeczeństwo swobody myśli oraz działania, czym nadużywając funkcji kapłana czynił z kościoła miejsce szkodliwe dla interesów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej propagandy antypaństwowej, to jest o przestępstwo z art. 194 kk w zw. z art. 58 kk,

II. w okresie do dnia 12 grudnia 1984 roku, w Warszawie, nie mając właściwego zezwolenia przechowywał 38 sztuk amunicji pistoletowej kalibru 9 mm, to jest o przestępstwo z art. 286 §1 kk,

III. w tym samym czasie i miejscu jak w pkt. II, nie mając właściwego zezwolenia przechowywał materiały wybuchowe w postaci termitu żelazowo — glinowego i dynamitu skalnego 2 wraz z potrzebnymi do spowodowania wybuchu detonatorami i przewodami elektrycznymi oraz 3 bojowe granaty łzawiące typu UGŁ -200, to jest o przestępstwo z art. 143 kk,

IV. w czasie i miejscu jak w pkt. II, działając w zamiarze wywołania niepokoju publicznego, przechowywał w celu rozpowszechniania nielegalne wydawnictwa o treści lżącej i poniżającej Polską Rzeczypospolitą Ludową oraz nawołujące do wystąpień antypaństwowych, to jest o przestępstwo z art. 282 a §1 kk w zw. z art. 270 §1 kk w zw. z art. 273 §2 kk w zw. z art. 10 §2 kk.[21]

Latem