Sprawa Tożsamości - Arthur Conan Doyle - ebook + audiobook

Sprawa Tożsamości ebook i audiobook

Arthur Conan Doyle

4,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Panna Mary Sutherland, młoda maszynistka o skromnym własnym dochodzie, przychodzi do Sherlocka Holmesa z historią równie wzruszającą, co niepojętą: jej narzeczony, tajemniczy pan Hosmer Angel, zniknął bez śladu w drodze do ołtarza, a dorożka, którą jechał do kościoła, dotarła na miejsce pusta. Holmes – wbrew zwątpieniu Watsona w to, że codzienne życie potrafi być bardziej zdumiewające od wszelkiej fikcji – dostrzega w tej pozornie banalnej sprawie sercowej intrygę chłodną, wyrachowaną i okrutną. Wystarczą mu cztery listy pisane na maszynie i krótka rozmowa z pewnym komiwojażerem, by odsłonić prawdę, której jednak nie zdradzi swojej klientce, pamiętając perskie przysłowie o tym, że niebezpiecznie jest wydzierać kobiecie złudzenie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 33

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 41 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Jarosław Wrona

Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Efaszka102

Dobrze spędzony czas

Czasem warto sięgnąć po klasykę. Poprawia humor.
00



Przygody Sherlocka Holmesa

Sprawa Tożsamości

Arthur Conan Doyle

Przetłumaczył Adam F.

– Kochany przyjacielu – rzekł Sherlock Holmes, gdy siedzieliśmy razem wygodnie wjego mieszkaniu przy Baker Street – samo życie przynosi nam więcej zadziwiających rzeczy aniżeli wszystko, co umysł ludzki potrafi wymyślić. Gdybyśmy mogli teraz, trzymając się za ręce, wylecieć ztego okna, aunosząc się nad olbrzymim miastem, podnieść dachy domów, by zobaczyć, co się wnich dzieje, zdumielibyśmy się nad wszystkimi tymi planami, niezwykłymi wydarzeniami, splotami okoliczności, które ciągną się przez pokolenia iprowadzą do najprzedziwniejszych skutków. Wszelki utwór poetycki ze swoimi od dawna utartymi formami iłatwym do przewidzenia zakończeniem musiałby się nam wydać błahy ibezwartościowy.

– Wcale mnie nie przekonałeś – odrzekłem. – Wypadki, ojakich donoszą gazety, są zwykle suche idość powszednie. Sprawozdania policyjne odznaczają się wprawdzie niezwykłym realizmem, ajednak – temu nie sposób zaprzeczyć – nie wzbudzają ani ciekawości, ani artystycznego wrażenia.

– Aby uzyskać efekt prawdziwego realizmu – zauważył Holmes – trzeba pewnego doboru ipowściągliwości; tego zaś zbywa policyjnym sprawozdaniom, wktórych kładzie się większy nacisk na płaskie przedstawienie sprawy przez urzędnika niż na te uboczne szczegóły, wktórych uważny obserwator potrafi dostrzec pobudki czynu. Wierz mi, nie ma nic bardziej niezwykłego niż zwyczajna codzienność.

Uśmiechnąłem się zniedowierzaniem.

– Nie dziwi mnie, że tak sądzisz – powiedziałem. – Ty bowiem, jako nieoficjalny doradca ipomocnik wszystkich bezradnych wtrzech częściach świata, stykasz się tylko zniezwykłymi iosobliwymi sprawami. Lecz pozwól – prosiłem, podnosząc zziemi gazetę – że moje twierdzenie udowodnię ci praktycznie. Weźmy pierwszą lepszą notatkę: „Okrucieństwo męża wobec żony”. Historia ta wypełnia pół szpalty druku, aja mogę ci ją opowiedzieć, nawet jej nie czytając. Zpewnością wchodzi wgrę jakaś inna kobieta, apoza tym wszystko rozgrywa się następująco: pijaństwo, brutalność, gwałt, pobicie, nadbiegnięcie zpomocą siostry lub gospodyni. Najlichszy pisarz nie wymyśliłby nic bardziej zwyczajnego.

– Chybiłeś. Twój przykład pasuje do twojej tezy jak pięść do oka – odparł Holmes, przerzucając gazetę. – Chodzi tu orozwód małżeństwa Dundasów, aprzypadkiem miałem wtej sprawie kilka punktów do wyjaśnienia. Mąż jest teetotaller – to znaczy, że całkowicie powstrzymuje się od napojów alkoholowych. Żadna inna kobieta wgrę nie wchodzi, aoskarżenie opiewa, iż mąż przyzwyczaił się kończyć każdy obiad wten sposób, że wyjmował swoje sztuczne uzębienie iciskał nim wgłowę żony. Sposób postępowania, który – jak chyba przyznasz – niełatwo przyszedłby do głowy pierwszemu lepszemu pisarzowi. Zażyj szczyptę tabaki, doktorze, iprzyznaj, że twój przykład nie wytrzymuje krytyki.

Podał mi tabakierkę. Była ze starego złota, awieczko zdobił duży ametyst. Klejnot ten zupełnie nie pasował do skromnego otoczenia Holmesa ijego prostego trybu życia, nie mogłem się zatem powstrzymać od uwagi.

– Ach, prawda – powiedział – zapomniałem, że nie widziałem cię od kilku tygodni. To drobny upominek od księcia Bohemii za moje trudy przy poszukiwaniu papierów Ireny Adler.

– A ten pierścień? – zapytałem, spoglądając na uderzająco piękny diament lśniący na jego palcu.

– Otrzymałem go od panującego rodu Holandii; ale sprawa, którą mi powierzono, jest tak delikatnej natury, że nawet tobie nie mogę się zniej zwierzyć, choć byłeś tak uprzejmy, by spisać niektóre zmoich drobnych przygód.

– Czy masz może teraz coś na warsztacie? – zapytałem zciekawością.

– Jakieś dziesięć do dwunastu spraw, lecz żadna nie jest szczególnie zajmująca, choć wszystkie są dość ważne. Drobne sprawy dają najczęściej najszersze pole do analizy itego szybkiego ustalania przyczyny iskutku, które nadają badaniu największy urok. Wielkie przestępstwa odbywają się zwykle wsposób prostszy, bo im większa zbrodnia, tym jaśniejsza zreguły bywa pobudka. Wśród moich obecnych spraw, zwyjątkiem pewnej zawiłej historii, ojakiej mi doniesiono zMarsylii, nie ma żadnej godnej wzmianki. Być może jednak najbliższe minuty przyniosą nam coś bardziej obiecującego – bo, jeśli się nie mylę, oto idzie do mnie jakaś klientka.

Holmes wstał zkrzesła, stanął przy oknie ipatrzył na ponurą, szarą ulicę. Stojąc za nim, zobaczyłem po drugiej stronie postawną kobietę zciężkim futrzanym boa zarzuconym na szyję iz wielkim czerwonym piórem zwieszającym się zszerokiego ronda kapelusza, który zalotnie przechylał się na jedną stronę. Spod tego szerokiego daszka spoglądała zniepokojem iwahaniem ku naszym oknom; zdawała się chwiać wswoim postanowieniu, czy iść dalej, czy się wrócić, apalce nerwowo szarpały guziczki rękawiczek. Nagle przeszła szybko ulicę jak pływak odbijający od brzegu izaraz rozległ się głośny dźwięk dzwonka unaszych drzwi.