Sprawa honoru - Jeffrey Archer - ebook

Sprawa honoru ebook

Jeffrey Archer

0,0
37,90 zł

lub
Opis

Po mistrzowsku skonstruowany thriller szpiegowski autora wielu bestsellerów, jednego z najpoczytniejszych pisarzy współczesnych, Jeffreya Archera.

Adam Scott, były oficer brytyjskiej armii, od lat nosi brzemię niesławy swego ojca. Kiedy więc otrzymuje w spadku tajemniczy list i kwit na carską ikonę, upatruje w tym szansy zrehabilitowania ojca i polepszenia swej trudnej sytuacji materialnej. Tymczasem niewinna wyprawa z przyjaciółką do Szwajcarii, gdzie zdeponowane jest dzieło sztuki, staje się początkiem dramatu.

Scott pokrzyżował plany światowemu mocarstwu i musi walczyć o życie… oraz honor.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 423




Wil­lowi

CZĘŚĆ PIERW­SZA

KREML MOSKWA

19 maja 1966

I

KREML, MOSKWA

19 maja 1966

– To fal­sy­fi­kat – rzekł przy­wódca sowiecki, patrząc na małe, piękne malo­wi­dło, które trzy­mał w ręku.

– Nie­moż­liwe – powie­dział jego kolega z Biura Poli­tycz­nego. – Car­ska ikona przed­sta­wia­jąca świę­tego Jerzego ze smo­kiem była w Pałacu Zimo­wym w Lenin­gra­dzie pil­nie strze­żona przez ponad pięć­dzie­siąt lat.

– Macie rację, towa­rzy­szu Zabor­ski, ale wła­śnie przez te pięć­dzie­siąt lat strze­gli­śmy fal­sy­fi­katu. Car musiał usu­nąć ory­gi­nał na jakiś czas przed tym, jak Gwar­dia Czer­wona wkro­czyła do Pio­tro­grodu i zajęła Pałac Zimowy.

W miarę jak zabawa w kotka i myszkę się prze­dłu­żała, szef KGB zaczął się nie­spo­koj­nie krę­cić na krze­śle. Po latach służby w orga­nach bez­pie­czeń­stwa wie­dział dokład­nie, kto tu jest myszką… i to od chwili, kiedy o czwar­tej rano zadzwo­niono do niego, że ma się natych­miast sta­wić na Kremlu u sekre­ta­rza gene­ral­nego.

– Skąd macie taką pew­ność, że to fal­sy­fi­kat, Leoni­dzie Ilji­czu? – zapy­tał mały męż­czy­zna.

– Stąd, mój drogi Zabor­ski, że w ciągu ostat­nich osiem­na­stu mie­sięcy wszyst­kie skarby Pałacu Zimo­wego były dato­wane metodą węgla radio­ak­tyw­nego. To nowo­cze­sna metoda naukowa nie­wy­ma­ga­jąca innego potwier­dze­nia – odparł Breż­niew, popi­su­jąc się nowo zdo­bytą wie­dzą. – I to, co uwa­ża­li­śmy za jedno z arcy­dzieł sztuki naro­do­wej, oka­zało się kopią nama­lo­waną pięć­set lat po ory­gi­nale Rublowa.

– Ale przez kogo i w jakim celu? – zapy­tał z nie­do­wie­rza­niem szef KGB.

– Eks­perci twier­dzą, że naj­praw­do­po­dob­niej jest to dzieło arty­sty dwor­skiego – odrzekł przy­wódca sowiecki – któ­remu zle­cono wyko­na­nie kopii zale­d­wie na parę mie­sięcy przed wybu­chem rewo­lu­cji. Kusto­sza Pałacu Zimo­wego zawsze nie­po­ko­iło, że na odwro­cie tej ikony bra­kuje tra­dy­cyj­nej car­skiej srebr­nej korony, jaka znaj­duje się na wszyst­kich innych arcy­dzie­łach – dodał Breż­niew.

– Sądzi­łem dotąd, że tę koronę zabrał jakiś hob­by­sta, zanim weszli­śmy do Pio­tro­grodu.

– Nie – rzekł sucho sekre­tarz gene­ralny, a jego krza­cza­ste brwi uno­siły się za każ­dym razem, kiedy koń­czył zda­nie. – To nie srebrną koronę zabrano, tylko samo malo­wi­dło.

– Co wobec tego car mógł zro­bić z ory­gi­na­łem? – powie­dział w zadu­mie szef KGB, jakby sam do sie­bie.

– Wła­śnie to chciał­bym wie­dzieć – rzekł Breż­niew, kła­dąc dło­nie po obu stro­nach nie­wiel­kiego malo­wi­dła, które miał przed sobą. – I to wy, towa­rzy­szu, macie dostar­czyć odpo­wie­dzi na to pyta­nie.

Po raz pierw­szy szef KGB poczuł się nie­pew­nie.

– Ale czy macie jakiś trop, któ­rym mogli­by­śmy pójść?

– Nie­stety, bar­dzo nie­znaczny – przy­znał sekre­tarz gene­ralny, otwie­ra­jąc teczkę, którą wyjął z gór­nej szu­flady biurka, po czym zato­pił się w lek­tu­rze nabi­tego tre­ścią maszy­no­pisu zaty­tu­ło­wa­nego Zna­cze­nie ikony w histo­rii Rosji. Ktoś nie spał całą noc, aby przy­go­to­wać dzie­się­cio­stro­ni­cowy raport, który przy­wódca led­wie miał czas przej­rzeć. To, co Breż­niewa inte­re­so­wało naj­bar­dziej, zaczy­nało się na stro­nie czwar­tej. Szybko prze­rzu­cił więc pierw­sze trzy, zanim zaczął czy­tać na głos: – „Pod­czas rewo­lu­cji car Miko­łaj II musiał naj­wy­raź­niej uznać arcy­dzieło Rublowa za swój pasz­port do wol­no­ści na Zacho­dzie. Kazał zapewne wyko­nać kopię, którą powie­sił w swoim gabi­ne­cie na miej­scu ory­gi­nału”. – Przy­wódca sowiecki pod­niósł wzrok. – Poza tym nie wiemy prak­tycz­nie nic.

Szef KGB był wyraź­nie zakło­po­tany. Nie potra­fił odpo­wie­dzieć sobie na pyta­nie, dla­czego Breż­niew zawraca głowę orga­nom bez­pie­czeń­stwa kra­dzieżą jakie­goś nie­zbyt war­to­ścio­wego dzieła.

– A jak ważne jest odna­le­zie­nie ory­gi­nału? – zapy­tał, poszu­ku­jąc jakich­kol­wiek poszlak.

Leonid Breż­niew mie­rzył wzro­kiem swego kolegę z Kremla.

– Nie ma nic waż­niej­szego, towa­rzy­szu – powie­dział nie­ocze­ki­wa­nie. – A ja ze swej strony gwa­ran­tuję wam wszel­kie środki, jakie uzna­cie za nie­zbędne do odna­le­zie­nia car­skiej ikony.

– Gdy­bym miał was trzy­mać za słowo, towa­rzy­szu sekre­ta­rzu gene­ralny – rzekł szef KGB, usi­łu­jąc ukryć swoje wąt­pli­wo­ści – bez trudu wydał­bym wię­cej, niż warte jest samo dzieło.

– To nie­moż­liwe – stwier­dził Breż­niew, robiąc reto­ryczną pauzę dla zwięk­sze­nia efektu – ponie­waż tu nie cho­dzi o samą ikonę. – Odwró­cił się tyłem do szefa KGB i zaczął wyglą­dać przez okno. Zawsze draż­niło go, że ponad murem Kremla nie widać placu Czer­wo­nego. Odcze­kał chwilę, zanim rzekł: – Pie­nią­dze, jakie car mógłby uzy­skać ze sprze­daży ikony, zapew­ni­łyby mu życie na pozio­mie, do jakiego przy­wykł, naj­wy­żej przez kilka mie­sięcy, powiedzmy, rok. Nie, my podej­rze­wamy, że to, co car umie­ścił w iko­nie, miało zapew­nić bez­pie­czeń­stwo jemu i jego rodzi­nie na resztę ich dni.

Szyba przed sekre­ta­rzem gene­ral­nym lekko zapa­ro­wała.

– Co mogłoby być aż tak war­to­ściowe? – zain­te­re­so­wał się szef KGB.

– A pamię­ta­cie, towa­rzy­szu, co car obie­cał Leni­nowi w zamian za oca­le­nie życia?

– Tak, ale oka­zało się, że to blef, ponie­waż taki doku­ment nie został ukryty… – Powstrzy­mał się przed doda­niem: „w iko­nie”.

Zabor­ski stał bez słowa, nie mając odwagi spoj­rzeć na trium­falny uśmiech Breż­niewa.

– Widzę, że wresz­cie zaczy­na­cie mnie rozu­mieć, towa­rzy­szu. Otóż, widzi­cie, doku­ment był cały czas ukryty w iko­nie. Tylko nie w tej, którą my mamy. – Sekre­tarz gene­ralny mil­czał chwilę, zanim odwró­cił się i podał swemu kole­dze kartkę papieru. – A to jest świa­dec­two cara stwier­dza­jące, co mie­li­śmy zna­leźć wewnątrz ikony przed­sta­wia­ją­cej świę­tego Jerzego ze smo­kiem. Nie zna­le­ziono wtedy nic, co tylko prze­ko­nało Lenina, że był to ze strony cara jedy­nie wybieg zmie­rza­jący do oca­le­nia rodziny przed egze­ku­cją.

Zabor­ski powoli czy­tał doku­ment napi­sany odręcz­nie przez cara na kilka godzin przed śmier­cią. Zanim doszedł do ostat­niego aka­pitu, zaczęły mu się trząść ręce, a na czoło wystą­pił per­li­sty pot. Spoj­rzał na małe, nie więk­sze od książki malo­wi­dło, które leżało na środku biurka sekre­ta­rza gene­ral­nego.

– Od śmierci Lenina – pod­jął Breż­niew – nikt nie wie­rzył w zapew­nie­nie cara. Obec­nie nie ma naj­mniej­szej wąt­pli­wo­ści, że jeśli tylko zdo­łamy odna­leźć auten­tyczną ikonę, zdo­bę­dziemy obie­cany doku­ment.

– A bio­rąc pod uwagę rangę jego sygna­ta­riu­szy, nikt nie zakwe­stio­nuje naszych praw – rzekł Zabor­ski.

– Słusz­nie mówi­cie, towa­rzy­szu – potwier­dził sowiecki przy­wódca. – Sądzę też, że gdyby Ame­ry­ka­nie zechcieli zakwe­stio­no­wać nasze prawa, zyska­li­by­śmy popar­cie Orga­ni­za­cji Naro­dów Zjed­no­czo­nych oraz Mię­dzy­na­ro­do­wego Try­bu­nału Spra­wie­dli­wo­ści. Oba­wiam się tylko, że czas działa na naszą nie­ko­rzyść.

– Jak to? – zapy­tał szef Komi­tetu Bez­pie­czeń­stwa Pań­stwo­wego.

– Spójrz­cie na datę waż­no­ści doku­mentu, a zro­zu­mie­cie, jak nie­wiele zostało nam czasu na wywią­za­nie się z naszej czę­ści umowy – rzekł Breż­niew.

Zabor­ski spoj­rzał na datę nagry­zmo­loną ręką cara: 20 czerwca 1966. Zwró­cił doku­ment, uświa­da­mia­jąc sobie ogrom odpo­wie­dzial­no­ści, jaką zło­żył na jego barki przy­wódca.

– Jak więc widzi­cie, towa­rzy­szu Zabor­ski – Leonid Iljicz pod­jął swój mono­log – pozo­stał nam jesz­cze tylko mie­siąc do osta­tecz­nego ter­minu, ale jeśli zdo­ła­cie do tego czasu usta­lić miej­sce pobytu ory­gi­nal­nej ikony, sys­tem obronny pre­zy­denta John­sona sta­nie się prak­tycz­nie bez­u­ży­teczny i Stany Zjed­no­czone będą jedy­nie pion­kiem na naszej sza­chow­nicy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Tytuł ory­gi­nału: A Mat­ter of Honour

Copy­ri­ght © Jef­frey Archer 1986

All rights rese­rved

In English publi­shed 2003 by Pan Books an imprint of Pan Mac­mil­lan Ltd

Copy­ri­ght © for the Polish e-book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2016

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Redak­tor tego wyda­nia: Bła­żej Kem­nitz

Opra­co­wa­nie gra­ficzne serii i pro­jekt okładki oraz ilu­stra­cja na okładce: Zbi­gniew Miel­nik

Wyda­nie I e-book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Sprawa honoru, wyd. III popra­wione, dodruk, Poznań 2020)

ISBN 978-83-8188-791-5

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel.: 61 867 81 40, 61 867 47 08

fax: 61 867 37 74

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer