Spotkania z biblijnymi nauczycielami wiary. Materiały do wspólnej lectio divina -  - ebook

Spotkania z biblijnymi nauczycielami wiary. Materiały do wspólnej lectio divina ebook

4,0

Opis

Wciąż szukamy nauczycieli i przewodników – w codzienności, w życiu zawodowym, ale też życiu wiary. O tym, że wiarę należy przekazywać oraz że uczymy się jej od innych, przekonany jest chyba każdy. Spróbujmy zatem uczyć się jej od mistrzów – biblijnych świadków wiary. Na kartach Pisma Świętego znajdujemy bowiem postaci, które pokazują nam, że można wierzyć nadziei wbrew nadziei, głosić orędzie Boże mimo własnych ułomności, że błąd nie skreśla nas w oczach Boga i nawrócenie zawsze jest możliwe, że przez całe życie wzrastamy w poznawaniu Pana.

Niniejsza książka przybliża nam jedenaście postaci biblijnych – jedenastu świadków wiary: Abrahama, Mojżesza, Samuela i Dawida, Jeremiasza i Eliasza, Maryję, Jana Chrzciciela, Piotra, Pawła i Jana. Publikacja ta, przygotowana przez znanego biblistę ks. prof. Stanisława Haręzgę, wyrosła z doświadczenia spotkań biblijnych prowadzonych w Roku Wiary. To sprawdzona i dobra propozycja, jak wspólnie rozważać Pismo Święte.

Ks. dr hab. Stanisław Haręzga, prof. KUL jest wykładowcą na Wydziale Teologii KUL, kierownikiem Katedry Proforystyki Biblijnej, autorem licznych publikacji poświęconych rozważaniom i interpretacji Pisma Świętego. Jest również moderatorem Dzieła Biblijnego im. Jana Pawła II w Archidiecezji Przemyskiej, orędownikiem apostolatu biblijnego i lectio divina. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 271

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0

Popularność




WPRO­WA­DZE­NIE

Z ini­cja­tywy Be­ne­dyk­ta XVI rok 2012/2013 był w Ko­ście­le Ro­kiem Wia­ry. Ogła­sza­jąc go li­stem apo­stol­skim Por­ta fi­dei, pa­pież przy­po­mniał, że „po­dwo­je wia­ry” są dla nas za­wsze otwar­te, a każ­dy, kto chce je na nowo prze­kro­czyć, wi­nien kar­mić się sło­wem Bo­żym (nry 1 i 3). W od­po­wie­dzi na tę pro­po­zycję Dzie­ło Bi­blij­ne im. Jana Paw­ła II w ar­chi­die­ce­zji prze­myskiej zor­ga­ni­zo­wa­ło otwar­tą dla wszyst­kich Bi­blij­ną Szko­łę Wia­ry. Jej ce­lem było służyć po­mo­cą w od­krywa­niu na nowo, w ożywia­niu i po­głę­bia­niu swej wia­ry w świe­tle bi­blij­nych po­sta­ci Sta­re­go i No­we­go Te­sta­men­tu, któ­re ode­gra­ły szcze­gól­ną rolę w ra­mach hi­sto­rii zba­wie­nia. Spo­tka­nia z bi­blij­nymi bo­ha­te­ra­mi wia­ry od­bywa­ły się w ar­chi­ka­te­drze prze­myskiej od li­sto­pa­da 2012 roku w każ­dą pierw­szą so­bo­tę mie­sią­ca, a od czerw­ca do paź­dzier­ni­ka 2013 roku w drugą so­bo­tę mie­sią­ca, bez­po­śred­nio po wie­czor­nej Mszy św.

Pa­tro­nem każ­de­go spo­tka­nia była kon­kret­na po­stać wiel­kie­go na­uczycie­la i świad­ka wia­ry na tle opo­wia­da­nej przez Bi­blię hi­sto­rii zba­wie­nia. Spo­śród wie­lu bo­ha­te­rów wia­ry Sta­re­go Te­sta­men­tu zo­sta­ły wy­bra­ne po­sta­cie: Abra­ha­ma, Moj­że­sza, Sa­mu­e­la, Da­wi­da, Elia­sza i Je­re­mia­sza. Na­to­miast na no­wo­te­sta­men­tal­ną li­stę za­pre­zen­to­wa­nych he­ro­sów wia­ry zło­żyły się po­sta­cie: Ma­ryi, Jana Chrzci­cie­la oraz apo­sto­łów: Pio­tra, Paw­ła i Jana. Z bo­ga­tej tra­dycji bi­blij­nej po­świę­co­nej każ­dej z tych po­sta­ci zo­sta­ły uwzględ­nio­ne naj­bar­dziej cha­rak­te­rystycz­ne tek­sty ilu­strują­ce ich he­ro­icz­ną wia­rę. Po ich lek­turze za­wsze miał miej­sce krót­ki ko­men­tarz. Jego tre­ścią była nie tyle hi­sto­ria życia bi­blij­ne­go bo­ha­te­ra, ile ra­czej orę­dzie, ja­kie wno­si on w do­świad­cze­nie wia­ry, ucząc nas jej i po­ma­ga­jąc nam w jej prze­żywa­niu. Każ­de spo­tka­nie koń­czyło się choć­by krót­ką mo­dli­twą w na­wią­za­niu do przy­ję­te­go orę­dzia sło­wa Bo­że­go oraz zgod­nie z po­trze­ba­mi wia­ry dzi­siaj. Je­dynie w maju spo­tka­nie z Ma­ryją jako Wzo­rem i Obro­ną wia­ry było nie­co inne. Roz­wa­ża­nie ma­ryj­nych tek­stów bi­blij­nych mia­ło bo­wiem miej­sce w ra­mach ho­mi­lii mszal­nej oraz pro­ce­sji ró­żań­co­wej z fi­gurą Mat­ki Bo­żej Fa­tim­skiej.

Uczest­ni­cy spo­tkań bi­blij­nych za­służyli na sło­wa naj­wyż­sze­go uzna­nia, za­zwyczaj po­zo­sta­jąc na nich jesz­cze przez go­dzi­nę po Mszy św. Za­wsze na po­cząt­ku słucha­cze otrzymywa­li stresz­cze­nie spo­tka­nia z wy­ka­zem roz­wa­ża­nych tek­stów oraz krót­kim wpro­wa­dze­niem do ich dal­szej, oso­bi­stej lek­tury. Dzię­ki temu mo­gli oni nie tyl­ko ła­twiej prze­żywać każ­de spo­tka­nie, ale mie­li tak­że moż­li­wość przez cały mie­siąc wra­cać do tek­stów po­świę­co­nych da­nej po­sta­ci. Ta­kie mie­sięcz­ne ob­co­wa­nie z bi­blij­nym bo­ha­te­rem wia­ry sta­wa­ło się dla uczest­ni­ków spo­tkań praw­dzi­wie szko­łą wia­ry. Z niej zro­dzi­ły się licz­ne świa­dec­twa o zdy­na­mi­zo­wa­niu wła­snej wia­ry, o głęb­szym od­kryciu jej war­to­ści oraz ak­tual­no­ści w swo­im życiu. Po każ­dym spo­tka­niu słucha­cze byli pro­sze­ni, by ze­chcie­li imien­nie po­dzie­lić się owo­ca­mi swo­jej mie­sięcz­nej, oso­bi­stej me­dyta­cji nad tek­sta­mi po­świę­co­nymi roz­wa­ża­nej po­sta­ci. Opra­co­wa­nia pi­sem­ne mia­ły być od­po­wie­dzią na pyta­nie: „W jaki spo­sób i w czym wia­ra bo­ha­te­ra bi­blij­ne­go sta­ła mi się bli­ska i dro­ga?”.

Ni­niej­sza książ­ka jest pró­bą utrwa­le­nia Bi­blij­nej Szko­ły Wia­ry opar­tej na lek­turze i roz­wa­ża­niu życia wiel­kich na­uczycie­li wia­ry, któ­rzy ode­gra­li nie­zwykłą rolę w hi­sto­rii zba­wie­nia. Ma­te­riał po­świę­co­ny każ­dej po­sta­ci skła­da się naj­pierw z roz­wa­żań od­po­wied­nio do­bra­nych tek­stów bi­blij­nych, czę­sto z koń­co­wą pro­po­zycją ich mo­dli­tew­ne­go wy­ko­rzysta­nia. Na drugim miej­scu do­łą­czo­ne zo­sta­ło stresz­cze­nie spo­tka­nia z myślą o kon­tynua­cji lek­tury bi­blij­nej. Na­to­miast ostat­nią część ma­te­ria­łu do­tyczą­ce­go każ­de­go na­uczycie­la wia­ry two­rzą wy­bra­ne świa­dec­twa uczest­ni­ków spo­tkań. Zro­dzi­ły się one na kan­wie oso­bi­stej lek­tury bi­blij­nej i po­twier­dza­ją, że sło­wo Boże jest cią­gle żywe i skutecz­ne. Dzię­kuję wszyst­kim za wspól­ne prze­kra­cza­nie „po­dwo­jów wia­ry”, a szcze­gól­nie tym, któ­rzy ze­chcie­li po­dzie­lić się wła­snym do­świad­cze­niem wia­ry. Ca­łość za­myka ho­mi­lia wy­gło­szo­na pod­czas Eu­cha­rystii spra­wo­wa­nej w ar­chi­ka­te­drze prze­myskiej na za­koń­cze­nie Bi­blij­nej Szko­ły Wia­ry w dniu 12 paź­dzier­ni­ka 2013 roku. Dzię­kując Wy­daw­nic­twu Świę­ty Woj­ciech za publi­ka­cję ni­niej­szej książ­ki, wy­ra­żam na­dzie­ję, że za­war­te w niej ma­te­ria­ły będą służyć po­mo­cą w in­dywi­du­al­nej czy wspól­no­to­wej lek­turze Pi­sma Świę­te­go w celu ożywie­nia wia­ry za przy­kła­dem i wsta­wien­nic­twem jej he­ro­icz­nych, bi­blij­nych świad­ków i na­uczycie­li.

ks. dr hab. Sta­ni­sław Ha­rę­zga, prof. KUL

mo­de­ra­tor Dzie­ła Bi­blij­ne­go im. Jana Paw­ła II w ar­chi­die­ce­zji prze­myskiej

Prze­myśl, 25 mar­ca 2014 roku

STA­RY TE­STA­MENT

I. ABRA­HAM

Ar­che­typem czło­wie­ka wia­ry jest w Bi­blii po­stać Abra­ma, na­zwa­ne­go Abra­ha­mem („Oj­ciec mnó­stwa”), o któ­rym opo­wia­da dłuż­szy frag­ment tek­stu w Rdz 11,27-25,18. Choć Księ­ga Ro­dza­ju po­wsta­ła w VI wie­ku przed Chr., za­pi­sa­ne w niej tra­dycje o Abra­ha­mie, pod­da­wa­ne ko­lej­nym opra­co­wa­niom re­dak­cyj­nym, się­ga­ją aż XIX wie­ku przed Chr. Wszyst­kie one skła­da­ją się na bi­blij­ną opo­wieść o Abra­ha­mie, któ­re­go oso­ba sta­ła się punk­tem zwrot­nym w re­ali­za­cji Bo­że­go pla­nu zba­wie­nia. Ma on miej­sce z chwi­lą po­wo­ła­nia Abra­ha­ma, do któ­re­go do­szło w Cha­ra­nie (obec­nie na te­ryto­rium Tur­cji). To tutaj do­tarł jego oj­ciec Te­rach, wę­drując z Ur w Me­zo­po­ta­mii do Ka­na­anu. Jed­nak do­kład­nie w po­ło­wie dro­gi prze­rwał on swą po­dróż i osiadł z ro­dzi­ną w mie­ście Cha­ran. Po jego śmier­ci, kie­dy Abra­ham miał już 75 lat i z bra­ku po­tom­stwa mógł li­czyć na pew­ną sta­bi­li­za­cję w śro­do­wi­sku miej­skim, Bóg nie­spo­dzie­wa­nie wkro­czył w jego życie.

1. Lek­tura wy­bra­nych tek­stów

(Rdz 12,1-4a; 15,1-7.18; 22,1-18; 18,22-33)

Dro­gę wia­ry Abra­ha­ma wy­zna­cza sło­wo po­wo­ła­nia z Rdz 12,1-4a:

12 1Pan rzekł do Abra­ma: „Wyjdź z two­jej zie­mi ro­dzin­nej i z domu twe­go ojca do kra­ju, któ­ry ci uka­żę. 2Uczynię bo­wiem z cie­bie wiel­ki na­ród, będę ci bło­go­sła­wił i two­je imię roz­sła­wię: sta­niesz się bło­go­sła­wień­stwem. 3Będę bło­go­sła­wił tym, któ­rzy to­bie bło­go­sła­wić będą, a tym, któ­rzy to­bie będą zło­rze­czyli, i Ja będę zło­rze­czył. Przez cie­bie będą otrzymywa­ły bło­go­sła­wień­stwo ludy ca­łej zie­mi”.

4Abram udał się w dro­gę, jak mu Pan roz­ka­zał, a z nim po­szedł i Lot.

(Rdz 12,1-4a)

U po­cząt­ku wia­ry Abra­ha­ma znaj­du­je się fakt oso­bi­ste­go spo­tka­nia z Bo­giem po­przez usłysze­nie Bo­że­go sło­wa do­tyka­ją­ce­go naj­głęb­szej war­stwy jego pra­gnień. Istot­ną tre­ścią tego sło­wa jest skie­ro­wa­ny do Abra­ha­ma ka­te­go­rycz­ny na­kaz: „idź” (12,1a). Wy­ra­ża go he­braj­ska kon­struk­cja lek – lekā, któ­rą na­le­ża­ło­by tłuma­czyć: „po­wi­nie­neś iść”, czy jesz­cze moc­niej: „wyjdź (wresz­cie) dla wła­sne­go do­bra”. Z na­ka­zem wyj­ścia kon­se­kwent­nie wią­że się ko­niecz­ność opusz­cze­nia – po­zo­sta­wie­nia tego wszyst­kie­go, co skła­da­ło się na do­tych­cza­so­we życie pa­triar­chy. Opusz­cze­nie mia­ło ob­jąć trzy sfe­ry jego życia: ak­tual­ny kraj za­miesz­ka­nia, śro­do­wi­sko ro­dzin­ne oraz naj­bliż­szych krew­nych (12,1b). Ozna­cza to cał­ko­wi­te ze­rwa­nie z prze­szło­ścią, na­ra­że­nie się na wszel­kie nie­bez­pie­czeń­stwa wy­ni­ka­ją­ce z bra­ku ja­kiej­kol­wiek pro­tek­cji ze stro­ny bli­skich so­bie osób. Od tej pory opar­ciem i osto­ją dla Abra­ha­ma ma się stać je­dynie Bóg i Jego sło­wo. Po­twier­dze­niem tego jest brak do­kład­ne­go okre­śle­nia celu wyj­ścia. Ogól­nie uję­ty jest on jako „kraj, któ­ry uka­że mu Bóg” (12,1c).

Nie ozna­cza to jed­nak, że Bóg dzia­ła bez celu i kie­ruje się ja­kimś ka­prysem. Z po­wo­ła­niem Abra­ha­ma wią­żą się bo­wiem kon­kret­ne obiet­ni­ce, dla któ­rych po­wi­nien on pod­po­rząd­ko­wać się na­ka­zo­wi wyj­ścia. Bóg, wy­cho­dząc na­prze­ciw jego ocze­ki­wa­niom, za­pew­nia go, że uczyni z nie­go wiel­ki na­ród i roz­sła­wi jego imię; obie­cu­je mu też bło­go­sła­wień­stwo, któ­re swo­imi skut­ka­mi obej­mie tak­że in­nych (12,2). Za­le­żeć to bę­dzie od ich sto­sun­ku do pa­triar­chy, a tym sa­mym do Boga i Jego zbaw­czych pla­nów, ja­kie z nim zo­sta­ły zwią­za­ne (12,3). Wia­ra Abra­ha­ma ujaw­nia się w tym, że mimo bra­ku re­al­nych prze­sła­nek dla zre­ali­zo­wa­nia się Bo­żych obiet­nic zde­cydo­wał się on na wę­drów­kę w za­ufa­niu i po­słuszeń­stwie usłysza­ne­mu sło­wu Boga (12,4a).

***

W roz­wo­ju wia­ry Abra­ha­ma istot­ną funk­cję peł­nią po­twier­dze­nia Bo­żych obiet­nic. Przede wszyst­kim czyni je sam Bóg w ko­lej­nych spo­tka­niach z po­wo­ła­nym. War­to, byśmy za­trzyma­li się przy spo­tka­niu, któ­re­go opis za­wie­ra zna­mien­ne stwier­dze­nie: „Abram uwie­rzył i Pan po­czytał mu to za spra­wie­dli­wość” (Rdz 15,6):

15 1Po tych wy­da­rze­niach Pan tak po­wie­dział do Abra­ma pod­czas wi­dze­nia: „Nie oba­wiaj się, Abra­mie, bo Ja je­stem two­im obroń­cą; na­gro­da two­ja bę­dzie so­wi­ta”. 2Abram rzekł: „O Pa­nie, mój Boże, na cóż mi ona, sko­ro zbli­żam się do kre­su mego życia, nie ma­jąc po­tom­ka; przy­szłym zaś spad­ko­bier­cą mo­jej ma­jęt­no­ści jest Da­ma­sceń­czyk Elie­zer”. 3I mó­wił: „Po­nie­waż nie da­łeś mi po­tom­ka, ten wła­śnie, zro­dzo­ny u mnie sługa mój, zo­sta­nie moim spad­ko­bier­cą”. 4Ale oto usłyszał sło­wa: „Nie on bę­dzie two­im spad­ko­bier­cą, lecz ten po to­bie dzie­dzi­czyć bę­dzie, któ­ry od cie­bie bę­dzie po­cho­dził”. 5I po­le­ciw­szy Abra­mo­wi wyjść z na­mio­tu, rzekł: „Spójrz na nie­bo i po­licz gwiaz­dy, je­śli zdo­łasz to uczynić”; po­tem do­dał: „Tak licz­ne bę­dzie two­je po­tom­stwo”. 6Abram uwie­rzył i Pan po­czytał mu to za za­sługę. 7Po­tem zaś rzekł do nie­go: „Ja je­stem Pan, któ­ry cie­bie wy­wio­dłem z Ur chal­dej­skie­go, aby ci dać ten oto kraj na wła­sność […]”.

18Wte­dy to wła­śnie Pan za­warł przy­mie­rze z Abra­mem, mó­wiąc: „Po­tom­stwu twe­mu daję ten kraj, od Rze­ki Egip­skiej aż do rze­ki wiel­kiej, rze­ki Eu­frat […]”.

(Rdz 15,1-7.18)

Po wyj­ściu z Cha­ra­nu Abra­ham szyb­ko do­świad­czył, że był to je­dynie po­czą­tek ta­jem­ni­cze­go pla­nu Boga wzglę­dem nie­go. Otwie­ra­jąc się na Boże obiet­ni­ce, wraz z roz­wo­jem wy­pad­ków Abra­ham stop­nio­wo się prze­ko­nywał, że zie­mia, do któ­rej wie­dzie go Bóg, jest zie­mią Ka­na­an (12,5-7ab.9-10; 13,12a.17-18a). O wie­le trud­niej było mu jed­nak za­ufać Bogu w tym, że do­cze­ka się po­tom­ka. W tej sy­tua­cji, pod­czas wi­dze­nia, Bóg na nowo wzywa Abra­ha­ma do uf­no­ści i po­now­nie po­twier­dza prze­ka­za­ne mu obiet­ni­ce. Przede wszyst­kim cho­dzi o na­ro­dzi­ny po­tom­ka. Kie­dy zgorzk­nia­ły Abra­ham pro­po­nuje roz­wią­za­nie opar­te na ad­op­cji swe­go sługi Elie­ze­ra, wów­czas Bóg jesz­cze raz obie­cu­je mu na­ro­dzi­ny dzie­dzi­ca gwa­ran­tują­ce­go w przy­szło­ści licz­ne po­tom­stwo, któ­re po­sią­dzie Zie­mię Obie­ca­ną (15,1-5). I tym ra­zem Abra­ham wy­ra­ził go­to­wość pod­ję­cia dal­sze­go ryzyka wia­ry w opar­ciu o usłysza­ne sło­wo Boga. Taka po­sta­wa czyni go spra­wie­dli­wym w oczach Boga i uzdal­nia go do jesz­cze więk­sze­go otwar­cia się na ła­skę i moc Boga (15,6).

Wów­czas Bóg jesz­cze raz po­na­wia obiet­ni­cę zie­mi (15,7). A kie­dy Abra­ham pro­si o gwa­ran­cję tego, dla po­twier­dze­nia swej obiet­ni­cy Bóg za­wie­ra z nim przy­mie­rze (15,8-11.17-18). Przy tej oka­zji Stwór­ca pre­cyzuje obiet­ni­cę, że Zie­mię Obie­ca­ną na sta­łe po­sią­dzie do­pie­ro czwar­te po­ko­le­nie po Abra­ha­mie (15,12-16). Zma­ga­jąc się z trudem wia­ry, w ocze­ki­wa­niu na po­tom­ka Abra­ham ule­ga po­kusie przy­spie­sze­nia re­ali­za­cji tej Bo­żej obiet­ni­cy. Po­kusa przy­cho­dzi z naj­mniej ocze­ki­wa­nej stro­ny: od jego wier­nej żony Sary. Zgod­nie z ów­cze­snym pra­wem za­pro­po­no­wa­ła ona swe­mu mę­żo­wi, by mat­ką ich dziec­ka zo­sta­ła nie­wol­ni­ca Ha­gar. Kie­dy tak się sta­ło, obydwo­je się prze­ko­na­li, że nie o ta­kie wy­peł­nie­nie obiet­ni­cy cho­dzi (16,1-16). W tej sy­tua­cji ko­lej­ny raz do­cho­dzi do uro­czyste­go po­twier­dze­nia obiet­nic przez Boga i za­war­cia przy­mie­rza z Abra­ha­mem, któ­re­go ze­wnętrz­nym zna­kiem sta­je się ob­rze­za­nie (17,1-27). Kie­dy pa­triar­cha wy­ko­nał ten znak jed­no­ści z Bo­giem, wów­czas otrzymał za­pew­nie­nie, że za rok Sara uro­dzi mu syna (17,19-21).

***

W doj­rze­wa­niu wia­ry Abra­ha­ma istot­ną rolę od­grywa nie tyl­ko po­wo­ła­nie i po­twier­dza­nie obiet­nic przez Boga, ale rów­nież prze­żywa­nie roz­ma­itych prób oraz do­świad­czeń. To pod­czas nich, w chwi­lach nie­pew­no­ści i pytań, sta­jąc w ciem­no­ściach wia­ry, pa­triar­cha uczył się co­raz więk­sze­go za­ufa­nia do Boga i Jego zbaw­cze­go pla­nu. W ten spo­sób jego wia­ra stop­nio­wo doj­rze­wa­ła do peł­ni, któ­ra swo­je apo­geum osią­ga w he­ro­icz­nej go­to­wo­ści zło­że­nia w ofie­rze swe­go je­dyne­go syna Iza­aka, dzie­dzi­ca Bo­żych obiet­nic. Wsłuchaj­my się w opis tej jed­nej z naj­bar­dziej wstrzą­sa­ją­cych scen w ca­łym Pi­śmie Świę­tym:

22 1A po tych wy­da­rze­niach Bóg wy­sta­wił Abra­ha­ma na pró­bę. Rzekł do nie­go: „Abra­ha­mie!”. A gdy on od­po­wie­dział: „Oto je­stem” – 2po­wie­dział: „Weź twe­go syna je­dyne­go, któ­re­go mi­łujesz, Iza­aka, idź do kra­ju Mo­ria i tam złóż go w ofie­rze na jed­nym z pa­gór­ków, ja­kie ci wska­żę”. 3Na­za­jutrz rano Abra­ham osio­dłał swe­go osła, za­brał z sobą dwóch swych lu­dzi i syna Iza­aka, na­rą­bał drze­wa do spa­le­nia ofia­ry i ruszył w dro­gę do miej­sco­wo­ści, o któ­rej mu Bóg po­wie­dział. 4Na trze­ci dzień Abra­ham, spoj­rzaw­szy, do­strzegł z da­le­ka ową miej­sco­wość. 5I wte­dy rzekł do swych sług: „Zo­stań­cie tu z osłem, ja zaś i chło­piec pój­dzie­my tam, aby od­dać po­kłon Bogu, a po­tem wró­ci­my do was”. 6Abra­ham, za­braw­szy drwa do spa­le­nia ofia­ry, wło­żył je na syna swe­go Iza­aka, wziął do ręki ogień i nóż, po czym obaj się od­da­li­li.

7Iza­ak ode­zwał się do swe­go ojca Abra­ha­ma: „Oj­cze mój!”. A gdy ten rzekł: „Oto je­stem, mój synu” – za­pytał: „Oto ogień i drwa, a gdzież jest ja­gnię na ca­ło­pa­le­nie?”. 8Abra­ham od­po­wie­dział: „Bóg upa­trzy so­bie ja­gnię na ca­ło­pa­le­nie, synu mój”. I szli obydwaj da­lej. 9A gdy przy­szli na to miej­sce, któ­re Bóg wska­zał, Abra­ham zbu­do­wał tam oł­tarz, uło­żył na nim drwa i zwią­zaw­szy syna swe­go Iza­aka, po­ło­żył go na tych drwach na oł­ta­rzu. 10Po­tem Abra­ham się­gnął ręką po nóż, aby za­bić swe­go syna.

11Ale wte­dy Anioł Pań­ski za­wo­łał na nie­go z nie­ba i rzekł: „Abra­ha­mie, Abra­ha­mie!”. A on rzekł: „Oto je­stem”. 12[Anioł] po­wie­dział mu: „Nie pod­noś ręki na chłop­ca i nie czyń mu nic złe­go! Te­raz po­zna­łem, że bo­isz się Boga, bo nie od­mó­wi­łeś Mi na­wet twe­go je­dyne­go syna”.

13Abra­ham, obej­rzaw­szy się poza sie­bie, spo­strzegł ba­ra­na uwi­kła­ne­go ro­ga­mi w za­ro­ślach. Po­szedł więc, wziął ba­ra­na i zło­żył w ofie­rze ca­ło­pal­nej za­miast swe­go syna. 14I dał Abra­ham miej­scu temu na­zwę „Pan wi­dzi”. Stąd to mówi się dzi­siaj: „Na wzgó­rzu Pan się uka­zuje”.

15Po czym Anioł Pań­ski prze­mó­wił gło­śno z nie­ba do Abra­ha­ma po raz drugi: 16„Przy­się­gam na sie­bie, wy­rocz­nia Pana, że po­nie­waż uczyni­łeś to, a nie od­mó­wi­łeś Mi syna twe­go je­dyne­go, 17będę ci bło­go­sła­wił i dam ci po­tom­stwo tak licz­ne jak gwiaz­dy na nie­bie i jak ziarn­ka pia­sku na wy­brze­żu mo­rza; po­tom­ko­wie twoi zdo­bę­dą wa­row­nie swych nie­przyja­ciół. 18Wszyst­kie ludy zie­mi będą so­bie życzyć szczę­ścia [ta­kie­go, ja­kie jest udzia­łem] twe­go po­tom­stwa, dla­te­go że usłucha­łeś mego roz­ka­zu”.

(Rdz 22,1-18)

Chcąc zro­zu­mieć opo­wie­dzia­ny po­wyżej dra­mat Abra­ha­ma, mu­si­my pa­mię­tać, że jest to pró­ba, ja­kiej zo­stał on pod­da­ny przez sa­me­go Boga (22,1a). Isto­tą tej pró­by jest po­le­ce­nie zło­że­nia w ofie­rze je­dyne­go syna, co nie tyl­ko jak miecz rani oj­cow­skie ser­ce, ale rów­nież wy­da­je się pod­wa­żać do­tych­cza­so­wą lo­gi­kę Bo­że­go dzia­ła­nia (22,1b-2). Mimo wiel­kie­go bólu, w po­słusz­nym mil­cze­niu, Abra­ham re­ali­zuje jed­nak roz­kaz Boga, po­wie­rza­jąc Mu sie­bie i los swe­go je­dyne­go syna (22,3-6). Jego uf­ność ujaw­nia się w krót­kiej roz­mo­wie z Iza­akiem, kie­dy mówi do nie­go, że Bóg znaj­dzie roz­wią­za­nie i upa­trzy so­bie zwie­rzę na ofia­rę (22,7-8).

Go­to­wość Abra­ha­ma do oj­cow­skiej ofia­ry z syna (22,9-10) sta­je się dla Boga naj­wyż­szym ar­gumen­tem, że jest on Mu praw­dzi­wie po­słusz­ny i wier­ny (22,11-12). Przyj­mu­jąc ten dar swe­go wier­ne­go sługi, Bóg daje mu moż­li­wość zło­że­nia ofia­ry z ba­ran­ka na po­dzię­ko­wa­nie za życie syna. Prze­cho­dząc pró­bę, Abra­ham się prze­ko­nał, że Bóg wi­dzi ludz­kie ser­ce i na­gra­dza, gdy jest ono go­to­we bez­gra­nicz­nie ofia­ro­wać Mu wszyst­ko (22,13-14). Dla­te­go zwycię­ska pró­ba koń­czy się nie tyl­ko zwro­tem syna Iza­aka, ale tak­że po­twier­dze­niem wszyst­kie­go, co z nim się wią­że, a więc gwa­ran­cją licz­ne­go po­tom­stwa, zie­mi i Bo­że­go bło­go­sła­wień­stwa, któ­re­go życzyć so­bie będą wszyst­kie ludy zie­mi (22,15-18). Na gó­rze Mo­ria Abra­ham może na trwa­łe cie­szyć się obiet­ni­ca­mi Boga, któ­re mają już for­mę de­fi­ni­tyw­nej i nie­odwo­łal­nej Bo­żej przy­się­gi.

***

Na ko­niec zwróć­my jesz­cze uwa­gę na je­den zna­mien­ny rys wia­ry Abra­ha­ma, ja­kim jest jego oso­bi­sta, głę­bo­ka re­la­cja z Bo­giem. Jej prze­ja­wem są bu­do­wa­ne prze­zeń oł­ta­rze, wzywa­nie imie­nia Boga, a przede wszyst­kim wsta­wia­nie się w mo­dli­twie za drugich. Po­słuchaj­my, jak o tej stro­nie wia­ry Abra­ha­ma na kil­ku miej­scach wy­ra­ża się Księ­ga Ro­dza­ju:

12 6Abram prze­szedł przez ten kraj aż do pew­nej miej­sco­wo­ści koło Sy­chem, do dębu More. A w kra­ju tym miesz­ka­li wów­czas Ka­na­nej­czycy. 7Pan, uka­zaw­szy się Abra­mo­wi, rzekł: „Two­je­mu po­tom­stwu od­da­ję wła­śnie tę zie­mię”. Abram zbu­do­wał tam oł­tarz dla Pana, któ­ry mu się uka­zał. 8Stam­tąd zaś prze­niósł się na wzgó­rze na wschód od Be­tel i roz­bił swój na­miot po­mię­dzy Be­tel od za­cho­du i Aj od wscho­du. Tam rów­nież zbu­do­wał oł­tarz dla Pana i wzywał imie­nia Jego.

(Rdz 12,6-8)

13 3Za­trzymu­jąc się na po­sto­jach, Abram za­wę­dro­wał z Ne­ge­bu do Be­tel, do tego miej­sca, w któ­rym przed­tem roz­bił swe na­mio­ty, mię­dzy Be­tel i Aj, 4do tego miej­sca, w któ­rym uprzed­nio zbu­do­wał oł­tarz i wzywał imie­nia Pana.

(Rdz 13,3-4)

18 22Wte­dy to lu­dzie ci ode­szli w stro­nę So­do­my, a Abra­ham stał da­lej przed Pa­nem. 23Zbli­żyw­szy się do Nie­go, Abra­ham rzekł: „Czy za­mie­rzasz wy­gubić spra­wie­dli­wych we­spół z bez­boż­nymi? 24Może w tym mie­ście jest pięć­dzie­się­ciu spra­wie­dli­wych; czy tak­że znisz­czysz to mia­sto i nie prze­ba­czysz mu przez wzgląd na owych pięć­dzie­się­ciu spra­wie­dli­wych, któ­rzy w nim miesz­ka­ją? 25O, nie do­puść do tego, aby zgi­nę­li spra­wie­dli­wi z bez­boż­nymi, aby sta­ło się spra­wie­dli­we­mu to samo co bez­boż­ne­mu! O, nie do­puść do tego! Czyż Ten, któ­ry jest sę­dzią nad całą zie­mią, mógł­by po­stą­pić nie­spra­wie­dli­wie?”. 26Pan od­po­wie­dział: „Je­że­li znaj­dę w So­do­mie pięć­dzie­się­ciu spra­wie­dli­wych, prze­ba­czę ca­łe­mu mia­stu przez wzgląd na nich”. 27Rzekł zno­wu Abra­ham: „Po­zwól, o Pa­nie, że jesz­cze ośmie­lę się mó­wić do Cie­bie, choć je­stem pyłem i pro­chem. 28Gdyby wśród tych pięć­dzie­się­ciu spra­wie­dli­wych za­bra­kło pię­ciu, czy z bra­ku tych pię­ciu znisz­czysz całe mia­sto?”. Pan rzekł: „Nie znisz­czę, je­śli znaj­dę tam czter­dzie­stu pię­ciu”. 29Abra­ham znów ode­zwał się tymi sło­wa­mi: „A może zna­la­zło­by się tam czter­dzie­stu?”. Pan rzekł: „Nie do­ko­nam znisz­cze­nia przez wzgląd na tych czter­dzie­stu”. 30Wte­dy Abra­ham po­wie­dział: „Niech się nie gnie­wa Pan, je­śli rzek­nę: może zna­la­zło­by się tam trzydzie­stu?”. A na to Pan: „Nie do­ko­nam znisz­cze­nia, je­śli znaj­dę tam trzydzie­stu”. 31Rzekł Abra­ham: „Po­zwól, o Pa­nie, że ośmie­lę się za­pytać: gdyby zna­la­zło się tam dwudzie­stu?”. Pan od­po­wie­dział: „Nie znisz­czę przez wzgląd na tych dwudzie­stu”. 32Na to Abra­ham: „Niech mój Pan się nie gnie­wa, je­śli raz jesz­cze za­pytam: gdyby zna­la­zło się tam dzie­się­ciu?”. Od­po­wie­dział Pan: „Nie znisz­czę przez wzgląd na tych dzie­się­ciu”. 33Wte­dy Pan, skoń­czyw­szy roz­mo­wę z Abra­ha­mem, od­szedł, a Abra­ham wró­cił do sie­bie.

(Rdz 18,22-33)

Z chwi­lą kie­dy Abra­ham roz­po­czął wę­drów­kę in­spi­ro­wa­ną sło­wem Bo­żych obiet­nic, nig­dy nie za­po­mniał o swo­im oso­bi­stym dia­lo­gu z Bo­giem. Wy­mow­nym tego do­wo­dem są cha­rak­te­rystycz­ne zwro­ty, któ­rymi au­tor na­tchnio­ny okre­śla jego re­la­cję z Bo­giem: „zbu­do­wał oł­tarz dla Pana”, „wzywał imie­nia Pana”. Czyn­no­ści te od­mie­rza­ją i zna­czą ko­lej­ne eta­py jego wę­dro­wa­nia i są prze­ja­wem od­da­wa­nia prze­zeń czci Bogu po­przez skła­da­nie ofiar i usil­ną mo­dli­twę.

Dla Abra­ha­ma cały świat był świą­tynią Boga. Od­czuwa­jąc Jego bli­skość, w każ­dym miej­scu go­tów był on Go uwiel­biać i na­wią­zywać z Nim mo­dli­tew­ny kon­takt. Bu­du­jąc oł­ta­rze i skła­da­jąc Bogu ofia­ry, Abra­ham sie­bie skła­dał w ofie­rze. A jego mo­dli­twa, któ­ra była wzywa­niem imie­nia Pana, po­le­ga­ła na uzna­wa­niu zbaw­czej obec­no­ści Boga i uf­nym trwa­niu przed Nim w ocze­ki­wa­niu na Jego dzia­ła­nie. W re­la­cji z Bo­giem nie tyle cho­dzi­ło mu o ze­wnętrz­ne akty re­li­gij­ne, ile o per­ma­nent­ne trwa­nie w dia­lo­gu z Bo­giem, któ­re­go na­praw­dę moż­na spo­tkać wszę­dzie i w każ­dym cza­sie.

Szcze­gól­nym prze­ja­wem re­li­gij­no­ści i wia­ry Abra­ha­ma, a za­ra­zem do­wo­dem jego wy­jąt­ko­wej bli­sko­ści z Bo­giem jest jego mo­dli­twa wsta­wien­ni­cza za So­do­mę. W niej to w ca­łej peł­ni od­sła­nia się po­kor­ne i śmia­łe ser­ce Abra­ha­ma, któ­ry bła­ga Boga o mi­ło­sier­dzie. Opar­ciem dla jego mo­dli­twy jest obiet­ni­ca Boga, że spra­wie­dli­wi mogą uzyskać prze­ba­cze­nie dla win­nych. W swo­istym tar­gu o mi­ło­sier­dzie pa­triar­cha nie opie­ra się jed­nak na swo­jej spra­wie­dli­wo­ści, ale na spra­wie­dli­wo­ści tych, któ­rzy żyją po­śród bez­boż­nych, a któ­rych wier­ność zna sam Bóg. Za­trzyma­nie się przy dzie­się­ciu spra­wie­dli­wych nie ozna­cza jego re­zygna­cji, lecz po­twier­dza uf­ność wzglę­dem Boga i zda­nie się na Jego naj­święt­szą wolę.

***

Po uświa­do­mie­niu so­bie naj­waż­niej­szych cech wia­ry Abra­ha­ma prze­mień­my je te­raz w mo­dli­twę, byśmy na jego wzór głę­biej we­szli w re­la­cję z Bo­giem, na za­sa­dzie po­waż­nej i doj­rza­łej wia­ry.

Abram udał się w dro­gę, jak mu Pan roz­ka­zał

(Rdz 12,4a)

• Pa­nie, Boże nasz, dro­gę życia każ­de­go z nas wy­zna­cza sło­wo chrze­ści­jań­skie­go po­wo­ła­nia, a w nim oso­bi­ste­go po­wo­ła­nia do życia mał­żeń­skie­go, ka­płań­skie­go, za­kon­ne­go. Sło­wo to jest Two­im roz­ka­zem do nie­ustan­ne­go wy­cho­dze­nia z tego wszyst­kie­go, co za­trzymu­je nas w miej­scu, co nas znie­wa­la, znie­chę­ca i osła­bia. Boże, sta­je­my dziś na nowo przed ta­jem­ni­cą Twe­go wy­bo­ru, wy­bo­ru Bo­żej mi­ło­ści. Spraw, byśmy się nie za­trzyma­li w po­ło­wie dro­gi, ale mocą Twe­go sło­wa zro­bi­li od­waż­ny krok wyj­ścia, po­zo­sta­wie­nia wszyst­kie­go, co nie służy na­sze­mu do­bru.• Boże nasz, je­śli Ty nas wy­bie­rasz i po­wo­łujesz, to tak jak w przy­pad­ku Abra­ha­ma czynisz to ze wzglę­du na in­nych, dla do­bra drugich; tych, któ­rych dziś na­wet nie zna­my, a któ­rzy będą ko­rzystać z daru na­sze­go życia, pra­cy i ofia­ry. Spraw, Pa­nie, byśmy jak Abra­ham byli po­śred­ni­ka­mi Twe­go bło­go­sła­wień­stwa i ła­ska­wo­ści, trwa­jąc przy To­bie nie­za­leż­nie od po­myśl­no­ści, ale w każ­dej sy­tua­cji życia.• Pa­nie, nasz Boże, dzię­kuje­my Ci za wszyst­kie obiet­ni­ce, ja­kich nam udzie­li­łeś w Je­zusie Chrystusie. Niech one to­wa­rzyszą nam w na­szej wę­drów­ce wia­ry; niech nas pro­wa­dzą tam, gdzie Ty chcesz; do miejsc i lu­dzi, któ­rych Ty nam wska­żesz i do któ­rych nas po­ślesz. Obyśmy byli dla nich bło­go­sła­wień­stwem, a nie prze­kleń­stwem i cię­ża­rem.

Abram uwie­rzył i Pan po­czytał mu to za za­sługę

(Rdz 15,6)

• Boże Abra­ha­ma, któ­ry nie­ustan­nie po­twier­dzasz swo­je obiet­ni­ce, ja­kie w Je­zusie Chrystusie sta­ły się na­szym udzia­łem, spraw, abyśmy w świe­tle Du­cha Świę­te­go po­tra­fi­li je roz­po­zna­wać i ufać im w trud­no­ściach swo­jej wia­ry. Pa­nie, prze­bacz nam wąt­pli­wo­ści w Twą wier­ność, wszel­kie pró­by ob­cho­dze­nia Twej woli, przy­spie­sza­nia jej re­ali­za­cji we­dług wła­snych pla­nów i po­mysłów.• Pa­nie, na­ucz nas roz­ma­wiać z Tobą na mo­dli­twie w opar­ciu o Two­je sło­wo, na ba­zie zło­żo­nych nam obiet­nic. Du­chu Świę­ty, po­móż nam, byśmy przed­kła­da­jąc Bogu Ojcu swo­je wąt­pli­wo­ści, oba­wy i trud­no­ści, na mo­dli­twie szuka­li Jego woli i uczyli się wier­ne­go ocze­ki­wa­nia re­ali­za­cji Jego obiet­nic. Za­nim na­sza mo­dli­twa sta­nie się wo­ła­niem i proś­bą, niech bę­dzie pew­no­ścią wia­ry, że Bóg nig­dy nie za­wie­dzie.• Boże, Ty je­den czynisz nas spra­wie­dli­wymi, a nie na­sze czyny i przy­mio­ty mo­ral­ne. Umoc­nij na­szą wia­rę, by ona spra­wia­ła, że bę­dziesz mógł wkra­czać w na­sze życie z ła­ską i mocą zbaw­czą, jak to czyni­łeś w życiu Abra­ha­ma. Niech na­szą za­sługą wo­bec Cie­bie bę­dzie wy­po­wia­da­ne z wia­rą na­sze „amen”, zwłasz­cza wte­dy, kie­dy Two­je sło­wo wy­da­je się nie­skutecz­ne i nie­re­al­ne.

Wte­dy to wła­śnie Pan za­warł przy­mie­rze z Abra­mem

(Rdz 15,18a)

• Boże, dla po­twier­dze­nia obiet­nic, ja­kie zło­żyłeś Abra­ha­mo­wi, za­war­łeś z nim przy­mie­rze, by się oka­za­ło, że to nie on, ale Ty za­wsze je­steś wier­ny. Dzię­kuje­my Ci za Two­ją dar­mo­wą mi­łość, jaką oka­za­łeś rów­nież nam w przy­mie­rzu za­war­tym z nami przez Je­zusa Chrystusa, któ­ry swo­im życiem za­pła­cił na krzyżu za na­szą nie­wier­ność.• Swą go­to­wość zwią­za­nia się z Bo­giem Abra­ham wy­ra­ził po­przez zna­ki: naj­pierw przez przy­go­to­wa­nie ofia­ry ze zwie­rząt zgod­nie z rytem przy­mie­rza, a na­stęp­nie przez ob­rze­za­nie. Dla nas ta­ki­mi zna­ka­mi, przez któ­re wią­że­my się z Bo­giem, są sa­kra­men­ty świę­te. Pa­nie Jezu, któ­ry dla na­sze­go zba­wie­nia usta­no­wi­łeś zna­ki sa­kra­men­tal­ne, spraw, abyśmy w nich cią­gle na nowo do­świad­cza­li Twej zbaw­czej mocy i uczyli się wier­no­ści Bogu.• Pa­nie Jezu, chce­my, byś nas w peł­ni i cał­ko­wi­cie wpro­wa­dził w przy­mie­rze z Bo­giem, by On prze­pro­wa­dził w na­szym życiu to, co chce. Prze­pra­sza­my Cię za wszel­kie swo­je po­mył­ki, opie­sza­łość i le­ni­stwo. Chce­my, byś jesz­cze moc­niej zwią­zał nas z Bo­giem Oj­cem. Udzie­laj nam swe­go Du­cha, by On uczył nas jesz­cze więk­szej uf­no­ści i po­słuszeń­stwa woli Bo­żej.

Te­raz po­zna­łem, że bo­isz się Boga, bo nie od­mó­wi­łeś mi na­wet twe­go je­dyne­go syna

(Rdz 22,12b)

• Dzię­kuje­my Ci, Boże, że na przy­kła­dzie Abra­ha­ma uka­za­łeś nam zna­cze­nie prób, ja­kie przy­cho­dzi nam prze­żywać. To dzię­ki nim mo­że­my po­zna­wać ja­kość swo­jej wia­ry i za­ufa­nia do Cie­bie, Boże, uczyć się bo­jaź­ni oraz po­słuszeń­stwa Twej woli. Ty za­wsze je­steś Tym, któ­ry „wi­dzi”, my zaś po­kor­nie mu­si­my uczyć się roz­po­zna­wa­nia Twej zbaw­czej opatrz­no­ści.• Pa­nie, Ty je­steś ab­so­lut­nie wol­ny, a Two­ja wol­ność prze­ja­wia się w żą­da­niu od nas cze­goś, co wy­da­je się prze­kre­ślać Two­je obiet­ni­ce i dary. Boże, daj nam zro­zu­mie­nie praw­dy, że po­słuszeń­stwo wia­ry za­wsze ak­tua­li­zuje się w cier­pie­niu i go­to­wo­ści po­świę­ce­nia wszyst­kie­go, na­wet tego, co jest na­szą naj­więk­szą mi­ło­ścią.• Wia­ra po­zwa­la mieć w ser­cu pew­ność, że sam Bóg wie, jak to, co wy­da­je się prze­kre­ślać wszyst­ko, wpi­suje się w re­ali­za­cję Bo­żych pla­nów. Pa­nie, wie­rzymy, że Ty je­steś za­wsze na­szym obroń­cą, co po­twier­dzi­łeś śmier­cią swe­go je­dyne­go Syna, Je­zusa Chrystusa.

Zbu­do­wał oł­tarz i wzywał imie­nia Pana

(Rdz 12,8; 13,4)

Abra­ham rzekł: „Po­zwól, o Pa­nie, że jesz­cze ośmie­lę się mó­wić do Cie­bie, choć je­stem pyłem i pro­chem”

(Rdz 18,27)

• Pa­nie Boże, jak Abra­ham wie­rzymy w Twą wier­ność, bo z niej po­cho­dzi na­sze uspra­wie­dli­wie­nie. Chce­my jed­nak po­twier­dzać to swo­ją obec­no­ścią przy oł­ta­rzu Je­zusa Chrystusa, na któ­rym skła­da­my naj­święt­szą ofia­rę Jego Cia­ła i Krwi. Pa­nie Jezu, spraw, niech nasz udział w każ­dej Mszy św. bę­dzie umoc­nie­niem na­szej wia­ry, że Ty mo­żesz wszyst­ko do­pro­wa­dzić do chwa­leb­ne­go koń­ca.• Pa­nie, nasz Boże, tak czę­sto przy­wią­zuje­my się do wia­ry jako do zbio­ru idei i za­sad, chce­my ją wy­ra­żać tyl­ko za po­mo­cą ze­wnętrz­nych prak­tyk re­li­gij­nych. Pro­si­my Cię, daj nam ła­skę przy­ja­zne­go i trwa­łe­go ob­co­wa­nia z Tobą, byśmy w każ­dej sy­tua­cji życia po­tra­fi­li z uf­no­ścią i wdzięcz­no­ścią wzywać Twe­go imie­nia przez Je­zusa Chrystusa, na­sze­go Orę­dow­ni­ka i Zba­wi­cie­la.• Abra­ham przy­po­mi­na nam za­sa­dę, że im więk­sza jest za­żyłość czło­wie­ka z Bo­giem, tym więk­sza jest moc jego wsta­wien­nic­twa u Boga. Pa­nie, wie­my, jak wiel­kie są nę­dze i po­trze­by lu­dzi, a jak sła­ba jest na­sza wia­ra. W po­ko­rze chce­my jed­nak bła­gać Cię o mi­ło­sier­dzie dla świa­ta, od­wo­łując się do Twej wier­no­ści, któ­rej owo­ce dane jest nam prze­żywać.• W opar­ciu o me­dyta­cję tek­stów po­świę­co­nych Abra­ha­mo­wi od­kryli­śmy sie­bie. Kon­tem­plu­jąc jego wia­rę, zo­ba­czyli­śmy swo­ją i sze­rzej otwar­ły się przed nami jej po­dwo­je. Uświa­do­mi­li­śmy so­bie, że wie­rzyć to nie­ustan­nie wy­cho­dzić ku przy­szło­ści, opie­ra­jąc się na po­wo­łują­cym sło­wie Boga, na Jego obiet­ni­cach. Do­świad­cza­jąc speł­nia­nia się ich w na­szym życiu, je­ste­śmy w sta­nie co­raz moc­niej wcho­dzić w przy­mie­rze z Bo­giem. Nie obej­dzie się to jed­nak bez prób i do­świad­czeń, dzię­ki któ­rym uczymy się jesz­cze bar­dziej ufać Bogu i Jego zbaw­cze­mu pla­nu wzglę­dem nas. Naj­lep­szym po­kar­mem dla na­szej wia­ry są za­wsze ofia­ra i mo­dli­twa, któ­re czynią z nas wy­trwa­łych orę­dow­ni­ków u Boga. Wszyst­kie swo­je od­krycia i po­sta­no­wie­nia w spra­wach do­tyczą­cych wia­ry za­wie­rzaj­my na ko­niec Ma­ryi. A swą co­dzien­ność prze­żywaj­my na wzór Abra­ha­ma, utrwa­la­jąc swo­ją wia­rę po­przez oso­bi­stą me­dyta­cję tek­stów jemu po­świę­co­nych w Księ­dze Ro­dza­ju. Niech z tych prze­żyć zro­dzi się na­sze świa­dec­two wia­ry, któ­rym ze­chciej­my po­dzie­lić się z in­nymi.

2. Wie­rzyć jak Abra­ham (stresz­cze­nie)

Lek­tura wy­bra­nych tek­stów ilu­strują­cych wia­rę Abra­ha­ma:

• Po­wo­ła­nie Abra­ha­ma (Rdz 12,1-4a).• Otwie­ra­nie się na Boże obiet­ni­ce i przy­mie­rze z Bo­giem (Rdz 15,1-7.18).• Pró­by i do­świad­cze­nia na dro­dze wia­ry (Rdz 22,1-18).• Oso­bi­sta, żywa re­la­cja z Bo­giem (Rdz 12,6-8; 13,3-4; 18,22-33).

Mo­dli­twa orę­dziem od­czyta­ne­go sło­wa Bo­że­go:

• Abram udał się w dro­gę, jak Pan mu roz­ka­zał… (Rdz 12,4a)• Abram uwie­rzył i Pan po­czytał mu to za za­sługę… (Rdz 15,6)• Wte­dy to wła­śnie Pan za­warł przy­mie­rze z Abra­mem… (Rdz 15,18a)• Te­raz po­zna­łem, że bo­isz się Boga, bo nie od­mó­wi­łeś Mi na­wet twe­go je­dyne­go syna. (Rdz 22,12b)• Zbu­do­wał oł­tarz i wzywał imie­nia Pana. (Rdz 12,8; 13,4); Abra­ham rzekł: „Po­zwól, o Pa­nie, że jesz­cze ośmie­lę się mó­wić do Cie­bie, choć je­stem pyłem i pro­chem […]”. (Rdz 18,27)

Pyta­nie:

W jaki spo­sób i w czym wia­ra Abra­ha­ma sta­ła mi się bli­ska i dro­ga?

3. Świa­dec­twa

Wia­ra z usłysze­nia Bo­że­go sło­wa

Wia­ra Abra­ha­ma jest dla mnie przy­kła­dem pro­ce­su doj­rze­wa­nia do wy­peł­nie­nia zbaw­cze­go za­mysłu Boga, któ­ry ob­ja­wia­jąc swo­ją wolę, przy­go­to­wuje czło­wie­ka do re­ali­za­cji Jego pla­nów. Je­śli od cza­su usłysze­nia przez Abra­ha­ma sło­wa Boga do cza­su re­ali­za­cji obiet­ni­cy do­tyczą­cej po­tom­ka mu­sia­ło upłynąć ćwierć wie­ku, to wi­docz­nie czas ten był mu po­trzeb­ny, aby po­znać i za­ak­cep­to­wać, czyli zro­zu­mieć ser­cem, sło­wo praw­dy, tak aby dzię­ki po­słuszeń­stwu sta­ło się ono sło­wem wia­ry.

To po­słuszeń­stwo wia­ry opar­te jest na przy­ję­ciu sło­wa Bo­że­go nie tyl­ko w sen­sie bier­nym, ale w rów­nież w sen­sie czyn­nym, cze­go Abra­ham jest przy­kła­dem nie­do­ści­głym dla każ­de­go, kto uwi­kła­ny jest w po­stę­po­wa­nie bę­dą­ce prze­ja­wem „sta­re­go czło­wie­ka” (por. Ef 4,22). Spo­wo­do­wa­ne jest ono przez uwi­kła­nie się w cały sys­tem za­leż­no­ści oraz skom­pli­ko­wa­nych sy­tua­cji życio­wych, od któ­rych Abra­ham rów­nież nie był wol­ny. Isto­tę jego uwol­nie­nia sta­no­wi­ło jed­nak za­ufa­nie Bogu, po­łą­czo­ne z taką ak­tyw­no­ścią, któ­ra była re­ali­za­cją Bo­że­go za­mysłu wzglę­dem nie­go, na mia­rę ist­nie­ją­cych moż­li­wo­ści.

Taka po­sta­wa po­zwa­la­ła mu „wbrew na­dziei” opar­tej na czysto ludz­kim ro­zu­mo­wa­niu uwie­rzyć „w na­dziei” – tej opar­tej na za­ufa­niu do Bo­że­go sło­wa. Wy­ma­ga to oczywi­ście zmia­ny spo­so­bu myśle­nia, czyli ta­kie­go ukie­run­ko­wa­nia strumie­nia myśli, a wła­ści­wie jego cią­głe­go prze­kie­ro­wywa­nia, aby po­zo­sta­wał on w zbież­no­ści z kie­run­kiem Bo­że­go za­mysłu, czyli z dro­gą Bożą. Jest to jed­nak moż­li­we wte­dy, gdy po­zo­sta­je­my w sta­nie „go­to­wo­ści słucha­nia”, któ­ry jest wa­run­kiem uwie­rze­nia, sko­ro wia­ra ro­dzi się „z usłysze­nia” (por. Rz 10,17).

Je­śli za­tem Abra­ham, bę­dąc w „nie­obrze­za­niu cia­ła”, uwie­rzył Bogu i zo­sta­ło mu to „po­li­czo­ne ku uspra­wie­dli­wie­niu” (por. Rz 4,3), to znak ob­rze­za­nia, któ­ry otrzymał, sta­no­wi „pie­częć uspra­wie­dli­wie­nia wia­ry” (por. Rz 4,11). Wia­ra Abra­ha­ma jest za­tem bli­ska mnie i każ­de­mu, kto bę­dąc w „nie­obrze­za­niu ser­ca”, dzię­ki temu po­słuszeń­stwu wia­ry (por. Ga 3,2-7), „z po­wo­du uspra­wie­dli­wie­nia wia­ry” (por. Rz 4,13), otrzymu­je znak „ob­rze­za­nia ser­ca”, czyli wy­peł­nie­nia się w nim tego, co spra­wie­dli­we i słusz­ne w oczach Boga.

To po­słuszeń­stwo wia­ry czło­wie­ka (por. Rz 16,26), bę­dą­cej po­zna­niem, ak­cep­ta­cją i re­ali­za­cją zbaw­cze­go za­mysłu Boga, do­ko­nuje się w kon­kret­nej rze­czywi­sto­ści ludz­kie­go życia, w wy­ni­ku pro­ce­sów de­cyzyj­nych, po­dej­mo­wa­nych na po­zio­mie świa­do­mo­ści. Owo­ce tego po­słuszeń­stwa, dzię­ki po­słuszeń­stwu Je­zusa Chrystusa, ob­ja­wia­ją się w nas na po­zio­mie głę­bo­ko­ści, do któ­re­go wpraw­dzie nie mamy do­stę­pu, ale na któ­rym do­stę­puje­my uspra­wie­dli­wie­nia dzię­ki do­stę­po­wi do ła­ski Chrystusa, a wła­ści­wie dzię­ki do­stę­po­wi ła­ski Chrystusa do nas.

Tak więc Abra­ham, ma­ją­cy bli­sko 100 lat, dzię­ki zro­zu­mie­niu ser­cem Bo­że­go za­mysłu uwie­rzył, że „Ten, któ­ry obie­cu­je, ma rów­nież moc to uczynić” (por. Rz 4,21).

Dla­te­go też, choć rów­nież nie je­stem już pierw­szej mło­do­ści, bu­du­ję się w prze­ko­na­niu wzo­ro­wa­nym na po­sta­wie Abra­ha­ma, że nig­dy nie jest za póź­no, aby „prze­kie­ro­wując” strumień swej myśli, „po­sta­wić się przy Bogu” (por. Rz 6,12-18), bę­dąc „po­słusz­nym z ser­ca” wzglę­dem dro­gi Bo­żej, a tym sa­mym mieć udział w dzie­dzi­cze­niu Bo­żej obiet­ni­cy – tej re­ali­zo­wa­nej „przez wia­rę w Chrystusie Je­zusie” (por. Ga 3,26), czyli w zgod­no­ści ze zbaw­czym za­mysłem Boga.

An­to­ni Ma­kar

Wia­ra prze­ni­ka ta­jem­ni­cę Boga

Żyję w XXI wie­ku, w cza­sie bra­ku bez­gra­nicz­ne­go za­ufa­nia do Stwór­cy, w cza­sie do­świad­czeń na­uko­wych się­ga­ją­cych do ge­ne­tycz­nych zmian na­tury, któ­rą po­wo­łał do ist­nie­nia sam Bóg. Stwo­rze­nie po­pra­wia Stwór­cę, ma­jąc prze­świad­cze­nie osią­gnię­cia więk­szych ko­rzy­ści z tych ludz­kich zmian. Sło­wa Chrystusa „bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy nie wi­dzie­li, a uwie­rzyli” dla wie­lu nie mają dzi­siaj żad­ne­go zna­cze­nia. Wiel­cy tego świa­ta uwa­ża­ją, że je­że­li jesz­cze coś nie zo­sta­ło udo­wod­nio­ne, to na pew­no nie­długo czło­wiek tego do­ko­na.

A Pan Bóg cze­ka. Jemu nie po­trze­ba do­świad­czeń. On pa­nuje nad cza­sem i jest daw­cą wszel­kie­go ist­nie­nia. Bóg jest Mą­dro­ścią, któ­ra prze­ni­ka wszel­kie zda­rze­nia, a rów­no­cze­śnie ten po­tęż­ny Wład­ca jest moim Oj­cem! Tyl­ko wia­ra może prze­nik­nąć tę wiel­ką ta­jem­ni­cę. Pan Je­zus na­uczał, że przed Bo­giem trze­ba przy­jąć po­sta­wę dziec­ka, a za­tem po­sta­wę bez­gra­nicz­ne­go za­ufa­nia.

Rzekł Jah­we do Abra­ha­ma: „Wyjdź ze swe­go kra­ju, spo­śród gro­na krew­nych, z domu ojca, do kra­ju, któ­ry ci wska­żę”.

(Rdz 12,1)

Do mnie też po­wie­dział Bóg: wyjdź ze swe­go świa­ta przy­ziem­nych przy­zwycza­jeń, zo­staw wszyst­ko to, co nie przy­no­si owo­ców, a jest tyl­ko ple­wą. Nie bój się wyjść poza sche­mat pro­po­no­wa­ny ci przez lu­dzi jako wzór po­stę­po­wa­nia. Ode­rwij wzrok od zie­mi spla­mio­nej kłam­stwem, prze­wrot­no­ścią, znie­wa­ga­mi i ob­łudą. Nie bój się tych, któ­rzy nie to­le­rują praw­dy ani spra­wie­dli­wo­ści. Ja będę z tobą, dam ci po­kój ser­ca i siłę do przej­ścia nad prze­pa­ścią wła­snej nie­mo­cy.

Wów­czas Abra­ham wy­ruszył.

(Rdz 12,4)

I ja wy­ruszyłam. Tak jak Abra­ham byłam już doj­rza­łym czło­wie­kiem ma­ją­cym ro­dzi­nę i cięż­ko pra­cu­ją­cym na środ­ki po­trzeb­ne do sta­bil­ne­go życia. Jed­nak wy­szłam „z domu ojca” i po­szłam za gło­sem Pana. Ro­zum pod­po­wia­dał mi: „nie masz cza­su, masz obo­wią­zek dbać o ro­dzi­nę”, a ser­ce tę­sk­ni­ło…

Przez dwa lata, przez wie­le go­dzin, kar­mi­łam się Bo­żym sło­wem, a ono drą­żyło ska­łę mo­jej du­szy. Od­krywa­łam dzień po dniu moc Du­cha Świę­te­go w swo­im życiu. Za­wie­rzyłam Panu, kie­dy mó­wił do mnie: „Mar­to, Mar­to, trosz­czysz się i nie­po­ko­isz o tak wie­le, a prze­cież jed­ne­go tyl­ko po­trze­ba” (Łk 10,41).

Nadal przy­tła­cza mnie tro­ska „o wie­le”, ale te­raz mam w ser­cu wy­ryte sło­wa swo­je­go Pa­ste­rza, zo­sta­wiam więc wszyst­ko i co­dzien­nie klę­kam u Jego stóp.

Po tych zda­rze­niach Bóg wy­sta­wił Abra­ha­ma na pró­bę.

(Rdz 22,1)

Pan Bóg do­świad­cza tych, któ­rych ko­cha. Trud­no zro­zu­mieć wy­ma­ga­ją­cą mi­łość. Kie­dy więc przy­szedł czas pró­by, ser­ce pę­ka­ło z bólu. Moje dziec­ko zo­sta­ło zra­nio­ne, po­rzuco­ne jak zbęd­ny, zużyty sprzęt, po­zba­wio­ne god­no­ści żony i ko­bie­ty przez oso­bę, któ­ra przy­się­ga­ła przed Bo­giem mi­łość i wier­ność. Zra­nio­ny zo­stał też Pa­sterz, któ­ry był świad­kiem przy­się­gi. On jed­nak zo­stał wier­ny, bo nie może za­przeć się sie­bie sa­me­go. W Nim zna­la­zła uko­je­nie moja cór­ka, wy­sta­wio­na na pa­lą­ce słoń­ce ludz­kie­go ego­izmu. Prze­paść, któ­ra ryso­wa­ła swo­je kon­tury w życiu mo­je­go dziec­ka, po­wo­li jest za­sy­pywa­na zie­mią co­dzien­nych spraw. Nie zda­rzył się cud po ludz­ku ro­zu­mia­ny, ale rana zo­sta­ła opa­trzo­na upływem cza­su. Bal­sa­mem jest ufna mo­dli­twa, a le­ka­rzem sam Chrystus, któ­ry mówi: „pro­ście, a otrzyma­cie”.

Abra­ham zaś w dal­szym cią­gu stał przed Jah­we.

(Rdz 18,22)

I ja sta­ję przed Tobą, Boże mój, i wzno­szę swo­je oczy w nie­bo peł­ne gwiazd. Da­łeś mi, Pa­nie, po­tom­stwo. Może chcia­łeś dać wię­cej, ale ja nie za­uwa­żyłam Two­jej da­ją­cej ręki. Pew­nie wie­lu Two­ich da­rów nie za­uwa­żyłam, bo „moje oczy były na uwię­zi”. Przej­rza­łam, ale ten, któ­ry jest oj­cem kłam­stwa, czyha na moje życie. Ty, Pa­nie, da­jesz mi po­tęż­ną broń prze­ciw Sza­ta­no­wi – Cia­ło Two­je­go Syna, a mo­je­go nie­bie­skie­go Bra­ta. Abra­ham na­zwa­ny zo­stał przez Boga przy­ja­cie­lem, a ja przez sa­kra­men­ty świę­te sta­ję się dziec­kiem Bo­żym. Do­bro i zło cią­gle wal­czą ze sobą o moją du­szę i tak jak na każ­dym polu wal­ki są ofia­ry, tak i moje ser­ce cią­gle jest po­ra­nio­ne, kie­dy nie od­da­ję się bez­gra­nicz­nie woli Stwór­cy, tyl­ko do­pusz­czam pychę jako mier­nik swo­je­go po­stę­po­wa­nia.

Po czym zgasł Abra­ham, umie­ra­jąc w szczę­śli­wej a póź­nej sta­ro­ści, syt życia.

(Rdz 25,8)

Wiek XXI to czas nie­szczę­śli­wej sta­ro­ści; lu­dzie umie­ra­ją „nie­sy­ci życia”. Po­tom­ko­wie i przy­ja­cie­le po odej­ściu zmar­łe­go do Pana pod­sumo­wują jego życie, mó­wiąc czę­sto: „mógł­by jesz­cze żyć”, albo też: „zmar­no­wał swo­je życie”.

JAH­WE, Boże mój i Boże Abra­ha­ma, po­móż mi tak żyć, abym w go­dzi­nie odej­ścia z tego świa­ta była syta życia i z ra­do­ścią wtuli­ła się w Two­je Oj­cow­skie ra­mio­na, w na­dziei wiecz­nej w nich roz­ko­szy. WIE­RZĘ!

Lu­cyna Krew­ko

Ra­dykal­nie wy­ruszyć z Nim w nie­zna­ne

W na­wią­za­niu do po­wo­ła­nia Abra­ha­ma przy­po­mi­na­ją mi się te wszyst­kie mo­men­ty życia, w któ­rych ja­koś szcze­gól­nie na­ma­cal­nie słysza­łem Boże we­zwa­nie skie­ro­wa­ne do mnie oso­bi­ście: „Pójdź za Mną!”. Pan Bóg oczywi­ście nig­dy nie sta­nął przede mną w spo­sób do­strze­gal­ny zmysła­mi, lecz dzia­ło się to bar­dziej na po­zio­mie ser­ca. Na róż­ny spo­sób ob­ja­wiał mi to, że chce dla mnie do­bra, i uka­zywał mi swo­ją mi­łość. Już od ma­łe­go dziec­ka za­szcze­pił we mnie pra­gnie­nie zo­sta­nia księ­dzem, ale jak to w życiu bywa, z wie­kiem co­raz bar­dziej czułem lęk przed tą dro­gą z po­wo­du zwią­za­nych z nią wy­rze­czeń. Stąd też wy­ni­ka­ły róż­ne­go ro­dza­ju uciecz­ki przed ka­płań­stwem, jak cho­ciaż­by dwulet­ni „urlop świec­ki” po drugim roku for­ma­cji. I cho­ciaż znów je­stem na dro­dze do ka­płań­stwa, bę­dąc alum­nem IV roku studiów, wciąż wi­dzę u sie­bie, że tak wie­le bra­kuje mi z po­sta­wy Abra­ha­ma. Niby kro­czę za Pa­nem każ­de­go dnia po­przez wy­peł­nia­nie swych co­dzien­nych obo­wiąz­ków, ale wciąż jest wie­le spraw, któ­re w ja­kiś spo­sób trzyma­ją mnie na uwię­zi i nie po­zwa­la­ją mi cał­ko­wi­cie za­ufać na tej dro­dze po­wo­łują­ce­mu Bogu. A prze­cież już tyle razy do­świad­cza­łem Jego opie­ki i przy­chyl­no­ści. Wiem też, że i życie świec­kie­go zwią­za­ne jest z trudem oraz wy­rze­cze­niem, nie­raz na­wet znacz­nie więk­szym, niż ma to miej­sce w przy­pad­ku oso­by du­chow­nej.

Szcze­gól­nym mo­men­tem mo­je­go życia był czas spę­dzo­ny w War­sza­wie pod­czas wspo­mnia­ne­go urlo­pu, kie­dy to Bóg po­sta­wił na mo­jej dro­dze je­zui­tę, któ­ry mą­drze prze­pro­wa­dził mnie przez ten waż­ny i trud­ny okres życia, peł­niąc wo­bec mnie po­sługę kie­row­ni­ka du­cho­we­go. Dziś – kie­dy bo­gat­szy o nowe do­świad­cze­nia wró­ci­łem do se­mi­na­rium – mu­szę od Abra­ha­ma uczyć się po­zo­sta­wić te swo­je róż­ne po­myśl­ne i nie­po­myśl­ne do­świad­cze­nia życio­we i cał­ko­wi­cie za­ufać Bogu, że On jesz­cze więk­sze do­bra dla mnie przy­go­to­wał. Po­sta­wa Abra­ha­ma uzmysła­wia mi, że nie mogę „stać w roz­kro­ku”, bę­dąc jesz­cze jed­ną nogą w tym, co było, a drugą kie­rując ku przy­szło­ści. Mu­szę w koń­cu cał­ko­wi­cie zo­sta­wić swo­ją prze­szłość Bogu i ra­dykal­nie wy­ruszyć z Nim w nie­zna­ne.

Ta wę­drów­ka w nie­zna­ne jed­nak jest bar­dzo trud­na. Co chwi­lę przy­ła­puję sa­me­go sie­bie na tym, że w wi­rze co­dzien­nych spraw pa­trzę na wie­le kwe­stii w spo­sób zbyt zra­cjo­na­li­zo­wa­ny. Cho­dzi na przy­kład o to, że za mało uzmysła­wiam so­bie, że to wszyst­ko, co mam, jest da­rem Boga, a ule­gam po­kusie przy­własz­cze­nia so­bie róż­nych ta­len­tów i łask. Na­wet cza­sa­mi za­po­mi­nam o tym, że dar ka­płań­stwa, do któ­re­go się przy­go­to­wuję w se­mi­na­rium, nie jest czymś, co jest owo­cem tyl­ko i wy­łącz­nie mo­ich wy­sił­ków, ale że jest on nade wszyst­ko ła­ską Bo­że­go po­wo­ła­nia. Wi­dać to wte­dy, kie­dy pod­wa­żam sen­sow­ność ja­kie­goś punk­tu re­gula­mi­nu i uwa­żam, że mam lep­szy po­mysł na do­bre przy­go­to­wa­nie się do świę­ceń. Prze­ja­wia się to też na przy­kład w znie­cier­pli­wie­niu, gdy pra­ca nad sobą wy­da­je się cięż­ka, a nie­kie­dy może i mało owoc­na. Tak jak Abra­ham chciał­bym więc przy­śpie­szyć wy­peł­nie­nie Bo­żych za­mia­rów i czę­sto bar­dziej sta­ram się je pod­po­rząd­ko­wać swo­jej wi­zji życia, za­miast sie­bie sa­me­go w peł­ni otwo­rzyć na Bożą wolę wo­bec mo­jej oso­by.

Ja­cek Bram

Wia­ra na­zna­czo­na nie­pew­no­ścią i nie­zro­zumie­niem

Bi­blij­ny tekst uka­zuje Abra­ha­ma jako he­ro­sa wia­ry, wzór czło­wie­ka cał­ko­wi­cie od­da­ne­go Bogu. Jed­nak wczytując się głę­biej w ten tekst, do­strze­gam w nim po­stać czło­wie­ka, któ­ry musi doj­rzeć do peł­nej wia­ry. I wła­śnie na tej dro­dze wia­ry, na­zna­czo­nej pew­ną nie­pew­no­ścią i nie­zro­zumie­niem, Abra­ham stał się mi bli­ski. Świę­ty Pa­weł na­pi­sał, że „moc w sła­bo­ści się do­sko­na­li” (por. 2 Kor 12,9). Wia­ra Abra­ha­ma jest mi dro­ga, bo do­sko­na­li­ła się ona w sła­bo­ściach czło­wie­ka, ta­kie­go jak ja.

Uj­mu­je mnie przede wszyst­kim za­żyłość i więź pa­triar­chy z Bo­giem. Od nie­go uczę się mo­dli­twy, któ­ra pro­wa­dzi do co­raz więk­szej za­żyło­ści z Bo­giem i uczy cze­ka­nia na Jego przyj­ście. Abra­ham nie mo­dli się tyl­ko za sie­bie, ale rów­nież mo­dli się za in­nych; nie tyl­ko orę­du­je, by Pan za­nie­chał wy­gubie­nia miesz­kań­ców So­do­my i Go­mo­ry, ale tak­że z wia­rą przyj­mu­je Boży sąd oraz karę. Jego po­sta­wa daje mi wie­le do myśle­nia. I ja mo­dlę się za drugie­go czło­wie­ka, ale nie jest mi ła­two przy­jąć Boże in­ter­wen­cje. Mo­dlę się za sie­bie, pro­sząc, by „Boża, a nie moja wola się sta­ła”, ale nie za­wsze po­tra­fię przy­jąć tę Bożą wolę bez szem­ra­nia.

Abra­ham jest mi bli­ski tak­że w swej po­sta­wie po­ko­ry. Gdy roz­ma­wia z Pa­nem, to jak­by nie chce na­ruszać Jego ma­je­sta­tu, pod­wa­żać Jego de­cyzji. W roz­mo­wie o przy­szło­ści So­do­my i Go­mo­ry prze­ja­wia po­sta­wę uni­żo­ne­go sługi (por. Rdz 18,27). W po­ko­rze – choć za­pew­ne ze smut­kiem – idzie od­dać swe­go syna w ofie­rze. Abra­ham nie wy­wyż­sza się Bożą obiet­ni­cą licz­ne­go po­tom­stwa, bo­gac­twa zie­mi i wiel­kie­go bło­go­sła­wień­stwa. Po od­bytej pró­bie na gó­rze Mo­ria i po­no­wie­niu obiet­nic wró­cił ze swymi sługa­mi i nadal miesz­kał w Beer-Sze­bie (por. Rdz 22,19). Abra­ham sta­je więc w sze­re­gu mo­ich na­uczycie­li po­ko­ry obok Ma­ryi i bł. Jana Ba­lic­kie­go.

Ma­rek Szczę­sny

Wia­ra roz­wi­ja się we mnie w po­słuszeń­stwie

Re­flek­sja nad życiem Abra­ha­ma zro­dzi­ła we mnie pyta­nie: Czy ja praw­dzi­wie wie­rzę Panu Bogu? W ist­nie­nie Pana Boga nig­dy nie wąt­pi­łam, bo ota­cza­ją­cy mnie świat wy­raź­nie o tym przy­po­mi­na, że Pan Bóg ist­nie­je, ale ak­tual­ne jest pyta­nie: Czy ja wie­rzę Panu Bogu w tym, co spo­tykam, cze­go do­świad­czam, z czym so­bie nie ra­dzę? Prze­cież wszyst­ko, co jest hi­sto­rią mo­je­go życia, utkał Pan Bóg, choć­by przez lu­dzi. Po­mo­cą w od­po­wie­dzi na po­wsta­łe pyta­nie oka­za­ły się dla mnie pierw­sze sło­wa skie­ro­wa­ne do Abra­ha­ma przez Stwór­cę: „wyjdź” – wyjdź ze swe­go kra­ju i idź tam, gdzie ci wska­żę.

Na wzór Abra­ha­ma i do mnie kie­ruje Pan Bóg sło­wo „wyjdź”: wyjdź ze swo­ich przy­zwycza­jeń, ze swo­ich już od daw­na utar­tych sche­ma­tów, wyjdź z cie­płe­go, co­dzien­ne­go gniazd­ka ste­reo­typów i idź w nowe i nie­zna­ne. Zro­zu­mia­łam, jak waż­ne jest usłysze­nie Boga i po­słuszeń­stwo Jego sło­wu. Prze­cież wia­ra roz­wi­ja się we mnie w po­słuszeń­stwie. Usłysze­nie Pana Boga, Jego ci­chych na­tchnień i Jego gło­su po­przez co­dzien­ne do­świad­cze­nia, sy­tua­cje i po­trak­to­wa­nie ich po­waż­nie, na se­rio, jest bar­dzo waż­ne.

Idź, idź w nowe i nie­zna­ne, kom­plet­nie nie­zro­zumia­łe sy­tua­cje, a na­wet wbrew ludz­kiej lo­gi­ce, choć­by cię to dużo kosz­to­wa­ło. Tak czyni Abra­ham, kie­dy skła­da na ofia­rę swo­je­go syna. Ale dla nie­go Bóg jest naj­waż­niej­szy: mi­łość do Boga jest sil­niej­sza od oj­cow­skiej mi­ło­ści do syna. Mi­łość do Boga i po­słuszeń­stwo Jemu zwycię­ża. Po­sta­wa Abra­ha­ma jest dla mnie za­chę­ca­ją­ca do za­wie­rze­nia Panu Bogu na ca­łe­go, na prze­pa­dłe i do koń­ca. Uczy wie­rzyć, że Pan Bóg roz­wią­że trud­ne sy­tua­cje, bo je­śli pój­dę w ciem­no­ści za­wie­rze­nia, to moja wia­ra wzro­śnie.

To wła­śnie Pan Bóg po­wi­nien być naj­waż­niej­szy i na pierw­szym miej­scu w mo­ich uczuciach, na­wet do tych, któ­rych bar­dzo ko­cham i są mi naj­bliż­si. Mu­szę mieć tyle sił du­cho­wych, tyle mę­stwa, tyle od­wa­gi, tyle ryzyka, ile miał Abra­ham, skła­da­jąc swe­go syna w ofie­rze. Jego po­sta­wa za­chę­ca mnie, abym w życiu za­kon­nym zło­żyła sie­bie do dys­po­zycji Bogu, ryzykując wszyst­ko, co moje, na wszyst­ko, co Boże.

Abra­ham udał się w dro­gę, jak Pan mu roz­ka­zał, pod­jął uciąż­li­wą, trud­ną dro­gę pustyni. Moje po­wo­ła­nie i życio­we za­da­nia też za­kła­da­ją trud­ne chwi­le, ale mu­szę pro­sić Pana, aby uzdol­nił mnie do pod­ję­cia ra­dykal­nej de­cyzji w tej dzie­dzi­nie. „Abra­ham uwie­rzył i Pan po­czytał mu to za za­sługę” – te sło­wa po­win­ny stać się mo­imi. Uwie­rzyć i za­wie­rzyć Panu na­wet w tym, co po ludz­ku jest nie­moż­li­we, a Pan po­czyta to za za­sługę.

Moje re­la­cje z Pa­nem Bo­giem po­win­ny być tak bli­skie jak Abra­ha­ma. One bo­wiem po­zwo­lą mi otwo­rzyć się na po­trze­by drugich i pro­sić nie tyl­ko za sie­bie i swo­ich, ale na­wet tar­go­wać się o ura­to­wa­nie dzi­siej­szych „so­do­mi­tów”, o Boże mi­ło­sier­dzie dla nich; o na­wró­ce­nie i zba­wie­nie tych, któ­rzy poza świa­tem ma­te­rial­nym nic wię­cej nie wi­dzą i nie li­czą się z Pa­nem Bo­giem.

Uwa­żam, że wia­ra i za­ufa­nie jest ła­ską, dla­te­go po­kor­nie pro­szę: „Pa­nie, przy­mnóż mi wia­ry”.

s. Zo­fia

Sło­wo Boże pro­wo­kuje i pyta o moją wia­rę

Do­świad­cze­nie wia­ry w życiu jest dro­gą. Wia­ra to nie po­je­dyn­czy akt, lecz dro­ga prze­mie­rza­na krok po kro­ku. Wia­ra do­ma­ga się re­zygna­cji z wła­snych wy­obra­żeń, pla­nów, sche­ma­tów, zej­ścia z dro­gi, któ­rą do­tych­czas cho­dzi­li­śmy, zo­sta­wie­nia wła­snej opcji życia. Lek­tura tek­stów po­świę­co­nych Abra­ha­mo­wi spra­wi­ła, że sło­wo Boże pro­wo­kuje mnie i pyta o moją wia­rę na wzór jego wia­ry. Abra­ham uwie­rzył sło­wu Boga i wy­ruszył w dro­gę. Ja, jako oso­ba po­wo­ła­na, też usłysza­łam kie­dyś sło­wo: „Wyjdź! Zo­staw swój dom, ro­dzi­ców, ro­dzeń­stwo, pla­ny, am­bi­cje!”. Jak Abra­ham wy­ruszyłam w dro­gę. Za­sta­na­wiam się, czy te­raz, po kil­ku la­tach życia za­kon­ne­go, nadal je­stem w dro­dze, wier­na Bo­że­mu we­zwa­niu.

Przy­kład Abra­ha­ma za­chę­ca mnie, aby nie tra­cić uf­no­ści w sens dro­gi, na któ­rą we­zwał mnie Bóg. Wia­ra Abra­ha­ma w peł­ni ob­ja­wi­ła się w trud­no­ściach, przed ja­ki­mi sta­nę­ły Boże obiet­ni­ce. Bóg obie­cał mu płod­ność, a on jest na­zna­czo­ny nie­płod­no­ścią. Obie­cał mu zie­mię, a tym­cza­sem on po­zo­sta­nie do koń­ca cu­dzo­ziem­cem. Je­dyną zie­mię na­bę­dzie na wła­sność pod grób Sary. Bóg obie­cał mu po­tom­stwo, a on już zbli­ża się ku śmier­ci. Abra­ham był tego świa­do­my, a mimo to uwie­rzył Bogu nie­moż­li­wo­ści. Wia­ra na­uczyła go wi­dzieć inną rze­czywi­stość. Kto wie­rzy, wi­dzi bo­wiem to, co nie­wi­dzial­ne. Ta­kie pa­trze­nie czyni Abra­ha­ma bło­go­sła­wio­nym. On w po­słuszeń­stwie ak­cep­tuje wszyst­ko, co na­ka­zuje Bóg, na­wet ol­brzymi cię­żar, ufa­jąc bez­gra­nicz­nie, że Bóg na­praw­dę jest do­bry. Abra­ham wi­dzi życie tam, gdzie zda­je się ist­nieć tyl­ko śmierć. Do­strze­ga bło­go­sła­wień­stwo tam, gdzie zda­je się pa­no­wać prze­kleń­stwo. Wcho­dzi w sy­tua­cję zła, wno­sząc w nią do­bro i bło­go­sła­wień­stwo. W tej sy­tua­cji, ufa­jąc do­bre­mu Bogu, sta­je się „oj­cem wia­ry”.

Po­dob­nie jak Abra­ham i ja prze­żywam też pro­ble­my, trud­no­ści i kryzysy. Dla­te­go wia­ra jest dla mnie dro­gą i wal­ką. Jest tak dla­te­go, że wia­ra to rów­no­cze­śnie świa­tłość i ciem­ność, we­wnętrz­ne roz­dar­cie i do­głęb­na ra­dość. Wia­ra to spo­tka­nie z mi­łują­cym Pa­nem i Mi­strzem oraz otwar­cie się na śmierć. Myślę, że po­win­nam za­dać so­bie pyta­nie, czy wie­rzę, że Je­zus cze­ka na mnie w domu Ojca. Czy tę­sk­nię za spo­tka­niem z Nim „TWA­RZĄ w TWARZ”?

Są­dzę, że moja wia­ra jest tak wiel­ka, jak głę­bo­ka jest moja tę­sk­no­ta za spo­tka­niem z moim Ob­lu­bień­cem, Mi­strzem i Pa­nem. Nie mogę od­mó­wić Je­zuso­wi tego, co do Nie­go na­le­ży, a mu­szę po­twier­dzić to w ak­cie naj­głęb­szej wia­ry, naj­do­sko­nal­szej uf­no­ści i naj­go­ręt­szej mi­ło­ści.

s. Ma­ria Ema­nue­la

Pa­nie, przy­mnóż mi wia­ry!

Kie­dy usłyszę sło­wo „wyjdź!”,

niech się nie wa­ham.

Nie po­zwól da­lej w sta­rym tkwić;

chcę od­po­wie­dzieć

jak Abra­ham!

Bóg – Obiet­ni­ca jed­no jest,

nie szukam in­nej poza Tobą,

daj mi wraż­li­wość na Twój gest

i pro­wadź za­wsze swo­ją dro­gą.

Je­śli do­świad­czyć ze­chcesz mnie,

to, pro­szę – nie za­po­mnij,

że krucha gli­na ła­two pęka,

i niech mnie wte­dy wes­prze też

oj­cow­ska Two­ja ręka.

A ja się wtulę w Two­ją dłoń,

w mil­cze­nie się za­mie­nię,

wia­ra mi­ło­ścią sta­nie się –

obiet­nic wy­peł­nie­niem.

s. Krystyna Ka­sper­czyk

Pro­jekt okład­ki i stron dzia­ło­wych: Adam Pia­sek

Zdję­cia na okład­ce i stro­nach dzia­ło­wych: król Da­wid – frag­ment fre­sku zdo­bią­ce­go cer­kiew w miej­sco­wo­ści Vo­ro­net (fot. ks. Je­rzy Stranz); bi­zan­tyj­ska mi­nia­tura z XI-wiecz­ne­go ko­dek­su bi­zan­tyj­skie­go z góry Athos, mo­na­styr Wa­to­pe­di, MS 762 – frag­ment przed­sta­wia­ją­cy apo­sto­łów: Paw­ła, Pio­tra i Jana (zbio­ry Wal­ters Art Mu­seum w Bal­ti­mo­re, fot. Wi­ki­me­dia).

Ad­iu­sta­cja i ko­rek­ta: Ro­bert Bil

Skład i ła­ma­nie: Piotr Grześ­ko­wiak

© Drukar­nia i Księ­gar­nia Świę­te­go Woj­cie­cha Sp. z o.o., Po­znań 2014

ISBN 978-83-7516-951-5

Wy­daw­ca:

Wy­daw­nic­two Świę­ty Woj­ciech

Drukar­nia i Księ­gar­nia Świę­te­go Woj­cie­cha Sp. z o.o.

ul. Char­to­wo 5, 61-245 Po­znań

tel. 61 659 37 13

wy­daw­nic­[email protected]­tywoj­ciech.pl

Za­mó­wie­nia:

Dział Sprze­da­ży i Lo­gi­styki

ul. Char­to­wo 5, 61-245 Po­znań

tel. 61 659 37 57 (-58, -59), faks 61 659 37 51

sprze­[email protected]­tywoj­ciech.pl • [email protected]­jek­siaz­ki.pl

www.swie­tywoj­ciech.pl • www.mo­jek­siaz­ki.pl

Kon­wer­sja do e-wy­da­nia: Wy­daw­nic­two Świę­ty Woj­ciech