Sportowe Love - Dakota Arizona, Pirce Ewa, Kowalska-Bojar Agnieszka, Maciejczuk Ewa, Mroczkowska Alexandra, December K.E., Hellishdeer K., Możejko Aleksandra, Wlazło Alicja - ebook
BESTSELLER

Opis

Niezależnie od długości i szerokości geograficznej, nic nie wzbudza takich emocji jak sport. A sport połączony z namiętnością to prawdziwa mieszanka wybuchowa.

Sportowe Love” to dziewięć opowiadań, które na długo zapiszą się w pamięci czytelników. Te pełne pasji nowele przeniosą Was na boisko do koszykówki, do oktagonu MMA, na bokserski ring, do piłkarskiej szatni czy na kort tenisowy. Różnorodność dyscyplin sportowych, wokół których toczy się akcja poszczególnych opowieści, dostarczy Wam całej gamy uczuć i zapewni ogrom niezapomnianych wrażeń. Dokładnie tak jak Mistrzostwa Świata czy Igrzyska Olimpijskie.

Dziewięć wspaniałych autorek.
Tyleż samo intensywnych historii.
Sport ukazany z innej perspektywy niż dotychczas.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 317

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,8 (60 ocen)
25
11
14
6
4
Sortuj według:
19Iwona

Dobrze spędzony czas

Kazde opowiadanie powinno mieć zakończenie
10
melchoria

Całkiem niezła

Bezwzględnie najlepsze ostatnie opowiadanie. Reszta- sztampa.
00
Anka2018

Z braku laku…

Taka sobie. Dwa opowiadania mnie zaciekawiły. Jedno z nich było fragmentem powieści, do przeczytania której zachęcała autorka.
00
jezabel

Dobrze spędzony czas

Każde opowiadanie inne, ale większość ma otwarte zakończenia, więc może jest szansa, że kiedyś będą dokończone. Ogólnie polecam.
00
eroticbookslover

Nie oderwiesz się od lektury

💔♥️💋RECENZJA💋♥️💔 Tytuł : „Sportowe Love” Wydawnictwo : Wydawnictwo Plectrum W Antologiach świetne jest to, że na tacy mamy podane, nie jedno, ale kilka wyśmienitych dań. Całkiem rożne opowiadania, zaskakujące fabuły - niemoc, strach, mrok, przerażenie, tęsknota, miłość, wzruszenie, czułość, pożądanie, pikanteria, namiętość, walka, a wszystko to w temacie mocno sportowym - wspaniała mieszanka pisarskich stylów i zaskakujące zwroty akcji. Przyznam szczerze, że każde z tych opowiadań zasługuje na mocne rozwinięcie i oddzielną książkę. ⭐️Ostatnia Walka” Aleksandra Możejko-Strona Autorska „Kobieta może być twarda, może bronić się i skopać tyłek każdemu facetowi, ale kobieta ma być też kobietą.” Czy świadomie wejdziesz do jaskini lwa, gdy musisz pomóc jedynej osobie, jedynej rodzinie i jedynemu wybawicielowi? Czy postawisz na szali swoje i zdrowie? A może stracisz dumę, a potem zyskasz wszystko?Oj ta walka Mii może się opłacić, szczególnie gdy za przeciwnika ma Chrisa… ⭐️”Zdolność M...
00

Popularność




© Copyright by Dakota Arizona, Pirce Ewa, Kowalska-Bojar Agnieszka, Maciejczuk Ewa, Mroczkowska Alexandra, December K.E., Hellishdeer K., Możejko Aleksandra, Wlazło Alicja, 2021

© Copyright for prezent edition by Wydawnictwo Plectrum, Stary Imielnik, 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, rozpowszechnianie i powielanie za pomocą jakiejkolwiek techniki całości lub fragmentów książki bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody wydawcy jest zabronione.

Redakcja i korekta: Monika Kociuba

Redakcja i korekta opowiadania Ewy Pirce: Agata Tondera

Projekt okładki: Justyna Sieprawska

Zdjęcie na okładce:© FXQuadro – Male with basket ball in a hood on grey back­ground / Shutterstock

Niniejsza powieść jest fikcją literacką. Jakiekolwiek podobieństwo do osób, zdarzeń lub miejsc rzeczywistych jest przypadkowe.

ebook na bazie wydania I

ISBN 978-83-962120-1-6

Wydawnictwo Plectrum

www.plectrum.pl

[email protected]

 

KonwersjaEpubeum

Aleksandra Możejko

Jeszcze jeden cios, dawaj Mia, nie poddawaj się. Uda ci się. Od godziny walę w ten jebany worek i dopiero teraz zaczynam odczuwać cudowny palący ból. Jestem tak zła na Papsa, że chce mi się krzyczeć i płakać na przemian. Jak on mógł mi to zrobić? Jak mógł coś takiego ukrywać przede mną?

Zadaję ostatni cios i siadam na podłodze, opieram plecy o ścianę i zwieszam głowę pomiędzy swoimi nogami. Nareszcie czuję to cudowne uczucie palenia w mięśniach. Kiedy dostrzegam krople potu upadające na podłogę, uśmiecham się lekko do siebie. Biorę powolne głębokie wdechy i wydechy, po czym łapię za wodę i prawie całą wypijam. Zamykam oczy i myślami wracam do przeszłości.

Dziesięć lat wcześniej

– Tato przestań! Mamę to boli!

Stoję w drzwiach od kuchni i ze łzami w oczach krzyczę na ojca. Spoglądam na leżącą na podłodze mamę i czuję, jak po mojej twarzy leci coraz więcej łez. Nagle jak przez mgłę słyszę głos mamy.

– Mia, kochanie, idź do pokoju. – Mama ledwo łapie oddech i próbuje wstać.

Spoglądam raz na nią, raz na tatę. Czuję, że całe moje ciało jest jak z ołowiu i nie mogę się ruszyć. Chcę posłuchać mamy, ale nie mogę. Po chwili dostrzegam, jak tata idzie w moim kierunku, słyszę, jak coś krzyczy, ale na początku nie mogę go zrozumieć. Skupiam się na jego twarzy.

– Wypierdalaj głupi bachorze. Do pokoju i to już!

– Max, proszę, zostaw ją, to tylko dziecko – mama podchodzi powoli do mnie, łapie moją twarz w dłonie i mówi cicho. – Kochanie, proszę, idź do siebie. Wszystko jest w porządku.

Ale wiem, że nie jest. Wiem, że mama po raz kolejny cierpi. Dostrzegam, jak łapie ojca za rękę, a ten odwraca się i uderza ją. Mama ponownie upada na podłogę, a ja zaczynam głośno krzyczeć. Nagle uświadamiam sobie, że lecę i już po chwili na prawym policzku czuję ogromny ból. Podnoszę głowę i widzę jak ojciec, stoi nade mną i coś krzyczy, ale ja go nie słyszę.

Zaciskam pięści i nie wiem skąd, znajduję odwagę. Wstaję, dotykam swojego policzka i zauważam na dłoni krew, ból staje się coraz silniejszy. Spoglądam na matkę, która bezgłośnie mówi:

– Uciekaj.

I tak właśnie robię. Wybiegam z domu i biegnę, ile sił.

Kiedy czuję ból w nogach, zatrzymuję się i spoglądam na swoje stopy, dopiero teraz zauważam, że jestem na boso. Robi mi się coraz zimniej. Wiem, że powinnam wrócić. Jestem już tak bardzo zmęczona. Opieram plecy o ścianę jakiegoś magazynu i zsuwam się na podłogę. Oplatam nogi w ramiona. Chcę tylko chwilę odpocząć, później wrócę do domu. Boże, jest mi tak zimno.

Nagle czuję, jak ktoś mnie dotyka i zaczynam krzyczeć. Jak na swoje dziesięć lat mam dosyć pary w gardle.

– Spokojnie, aniele! Nic ci nie zrobię. Co tutaj robisz? Co ci się stało?

Spoglądam na mężczyznę, który jest zbliżony wiekiem do mojego ojca, ale w przeciwieństwie do niego ładnie pachnie i jest bardziej zadbany. Uśmiecha się do mnie życzliwie. Nikt tego nie robi. Każdy mnie ignoruje. Nikt nigdy nie zwracał na mnie uwagi. Tylko jedna osoba. Mama.

– Wszystko dobrze. Musiałam zasnąć. Dam sobie radę. Wszystko dobrze.

Mężczyzna wyciąga do mnie dłoń i mówi:

– Chodź, aniele, ogrzejesz się w środku i zadzwonimy. – Spogląda na moją twarz i z wyrazem troski dodaje: – do kogo tylko będziesz chciała.

Spoglądam na niego nieufnie, ale naprawdę chcę wrócić do domu i sprawdzić co z mamą. Muszę się nią zaopiekować. Ona ma tylko mnie, a ja mam tylko ją. Podaję dłoń mężczyźnie i kiedy tylko go dotykam, po moim ciele przechodzi niespotykanie uczucie. Uczucie spokoju oraz ciepła.

– Aniele! Znowu ćwiczyłaś do załamania mięśniowego?

Podnoszę głowę i widzę tego samego mężczyznę co dziesięć lat temu. Tylko z tą różnicą, że teraz jest starszy. Nawet nie zauważyłam, jak bardzo się postarzał przez te lata. Uśmiecham się do niego i podaję mu dłoń. Za każdym razem, kiedy mnie dotyka, czuję to samo: spokój oraz ciepło.

– Nic mi nie jest Paps. Która godzina?

– Już prawie piętnasta!

– Kur…

– Nawet tego nie kończ, aniele.

Uśmiecham się i spuszczam głowę. Paps powiedział mi kiedyś, że żadna kobieta nie powinna używać wulgaryzmów i karci mnie za każdym razem, kiedy tylko powiem coś niestosownego. Powiedział mi kiedyś: Kobieta może być twarda, może bronić się i skopać tyłek każdemu facetowi, ale kobieta ma być też kobietą.

– Idę pod prysznic, przebiorę się i jadę do pracy. – Daję Papsowi buziaka w policzek i mówię, spoglądając w jego zapadnięte oczy: – Musimy porozmawiać, Paps.

– Dobrze, aniele. Co powiesz na śniadanie jutro. Zrobię twoje ulubione bananowe gofry?

– Jasne, dzięki Paps. – Całuje go jeszcze raz i uciekam.

Mam nadzieję, że dzisiaj uda mi się zrealizować plan, a przede wszystkim mam nadzieję, że on wypali, bo jak nie, to nie wiem, co zrobimy. Nie mogę stracić tego miejsca, tej siłowni. Od dwunastu lat to mój dom, od dnia, w którym Paps znalazł mnie na ulicy. I od dwunastu lat Paps jest dla mnie wszystkim. Jest jedyną moją rodziną.

Stoję za barem, kiedy go zauważam. Wiem, kim jest, chociaż nigdy z nim nie rozmawiałam. Przychodzi tutaj od czasu do czasu i sprawdza, jak prosperuje jego klub. Większość miasta należy do niego. Nie jestem głupia, wiem, że jest niebezpieczny i że z takimi ludźmi nie należy zaczynać, ale nie mam innego wyjścia. Dla Papsa zrobię wszystko, nawet jeśli z własnej woli będę musiała wejść do jaskini lwa. Przygotowuję jego ulubionego drinka – tak przynajmniej twierdzi Mary, jedyna kelnerka, która ma prawo wchodzić do jego biura i podawać mu alkohol. Wychodzę za baru i spoglądam na Linka.

– Muszę coś załatwić, zastąpisz mnie.

Link spogląda na mnie a później na drinka w mojej dłoni. Marszczy czoło, po czym się uśmiecha i mówi:

– Leć mała.

Idę korytarzem i mijam drzwi, które prowadzą do niedostępnej dla gości części budynku. Przed drzwiami stoi jeden z naszych ochroniarzy, Mike.

– Mia, co jest złotko? Zgubiłaś się?

Podnoszę rękę z drinkiem i z miłym uśmiechem mówię:

– Przyniosłam drinka dla szefa. Widziałam, że przyszedł.

Mike podnosi dłoń i kładzie mi ją na klatce. Ten gest sprawia, że mam ochotę złamać mu rękę. Wiem, że jest dwa razy większy ode mnie, ale ja od dziesiątego roku życia trenuję wszystkie sztuki walki. Powoli biorę głęboki oddech i się uspokajam.

– Złotko, do szefa nikt nie wchodzi. Chyba że szef tego chce. Gdzie Mary?

– Dzisiaj nie pracuje.

Naszą rozmowę przerywa odgłos otwieranych drzwi. W progu pojawia się mój szef. Osoba, która chce odebrać mi wszystko. Osoba, którą muszę błagać. A ja nie błagam. Pierwsza myśl, która pojawia się w mojej głowie, brzmi: Kurwa, z bliska wygląda jeszcze groźniej, niż myślałam. Teraz już kapuję, dlaczego ludzie się go tak boją i dlaczego jest królem tego miasta.

– Co się tutaj, kurwa, dzieje! – Podskakuję na jego głośny, władczy ton. – Nie mogę się skupić!

– Nic szefie. Tłumaczyłem tylko małej, że nie może wejść.

Zwilżam usta i przełykam ślinę. Błagam Mia bądź twarda. Uda ci się, od tego zależy życie Papsa. Wypuszczam powietrze i łapię Mike’a za rękę, wykręcając mu ją. Ten pada na kolana, u moich stóp. Mężczyźni są w szoku. Spoglądam na ochroniarza i mówię pewnie:

– Nie mów do mnie mała czy złotko. Mam na imię Mia, jak już dobrze wiesz. – po czym kieruję wzrok na Christophera i mówię: – Mary jest chora, mam dla szefa drinka, Macallan M oczywiście. – Zauważam lekki uśmiech na jego twarzy, po czym szybko kontynuuję: – Proszę również o chwilę rozmowy.

Mężczyzna spogląda na moją dłoń, łapie za szklankę a później mówi do mnie lodowato:

– Możesz już go puścić. Myślę, że zrozumiał przekaz. – Po czym spogląda na ochroniarza i mówi ostrzej: – chociaż nie wiem, czy będzie miał okazję tak się do ciebie jeszcze kiedyś zwrócić, skoro go zwalniam! Wypierdalaj!!! A ty do środka!

Podskakuję na jego ostanie słowa i natychmiast puszczam Mike’a. Współczuję mu, ale dla mnie liczy się tylko to, abym mogła pomóc Papsowi.

Wchodzę do środka i zastanawiam się, czy ja kompletnie postradałam zmysły. Kto z własnej, nieprzymuszonej woli wchodzi do jaskini lwa? Uśmiecham się i spoglądam na mężczyznę, który teraz bacznie mi się przygląda. Siada za ogromnym biurkiem i wskazuje mi dłonią krzesło, na które pośpiesznie siadam. Gdy mężczyzna bierze łyk whisky, marszczę czoło ze zdziwienia.

– Co ciebie tak dziwi?

– Nic, przepraszam. Po prostu… – Wskazuję na jego dłoń. – …dziwię się, że pan to wypił.

Mężczyzna wybucha śmiechem, co o dziwo wywołuje dziwne uczucie ciepła w moim ciele. Podoba mi się jego śmiech. I przez krótką chwilę cieszę się, że to ja go wywołałam. Karcę się w myślach i upominam. Głupia ty, o czym ty myślisz. Nagle mężczyzna się odzywa:

– Nikt nie jest na tyle głupi, aby próbować mnie otruć. Nawet po śmierci mogę sprawić, aby sprawca za to zapłacił.

Wiem, że ma rację.

– A więc Mia? Dlaczego tutaj jesteś?

– Mam dla pana propozycję. Paps jest u pana zadłużony. Nie wiedziałam o tym. Jestem skłonna spłacić jego długi, tylko potrzebuję czasu. Pracuję dla pana w tym klubie już dwa lata. Mogę wziąć dodatkowe zmiany. Mam też inne opcje zarobku.

Mężczyzna spogląda na mnie i po chwili, która trawa wieczność, wstaje, obchodzi biurko i nachyla się nade mną. Zapach jego perfum sprawia, że moje serce przyśpiesza, a dłonie się pocą. Co jest ze mną nie tak. Czuję się, jakbym biegła dziesięć kilometrów.

– Wybacz, ale nawet nie wiem, o czym mówisz. Kim jest PAPS?!

– Buck Call jest właścicielem siłowni, która się nazywa Stone Gym.

– Aha, już rozumiem. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, o jakiej kwocie mówimy.

Dopiero teraz uświadamiam sobie, że to prawda. Nawet nie wiem, na co Paps pożyczył te pieniądze ani co go zmusiło do tego, aby zadłużyć się u Christopera Kinga. Spoglądam na mężczyznę i pytam się:

– O jakiej kwocie mówimy?

– Dwa miliony dolarów.

– Dwa miliony dolarów?! Czyś ty, kurwa, oszalał!

Kiedy mężczyzna odsuwa się od biurka i z wściekłym wyrazem twarzy spogląda na mnie, uświadamiam sobie, co ja takiego powiedziałam, a przede wszystkim do kogo. Wiem, że dałabym mu radę, ale to nie o to tutaj chodzi. Spuszczam głowę i pospiesznie mówię:

– Przepraszam.

Słyszę, jak mężczyzną obchodzi biurko i staje przed nim.

– Widzisz, Mia, nie spłacisz tego w ratach, bo zajęłoby ci to zbyt wiele lat, a ja nie jestem aż tak wyrozumiałym i cierpliwym mężczyzną. Pan Call ma trzy miesiące, a później odbiorę to, co moje. W ten lub inny sposób.

Spogląda na mnie jakoś tak dziwnie, po czym lekko się uśmiecha i dodaje:

– A teraz wynoś się i wracaj do pracy.

Zamykam oczy i staram się nie rozpłakać. Zaciskam pięści i mówię cicho:

– Proszę, panie King.

– Dosyć, wynocha i to już! Bo zaraz stracisz pracę.

Spoglądam na niego wściekle, podnoszę się i wychodzę z biura. Kiedy już jestem w bezpiecznej odległości, zamykam oczy i pozwalam sobie na chwilę paniki. Oddycham głośno i staram się uspokoić. Nagle słyszę, że ktoś woła moje imię, spoglądam w tym kierunku i zauważam Matta. Jednego z moich znajomych z siłowni i jedynego z niewielu kolesi, którzy nadal chcą stawać ze mną na ringu.

Uśmiecham się do niego serdecznie i witam się z nim lekkim buziakiem w policzek.

– Co tam, Stone? Kiepsko wyglądasz. Wszystko w porządku?

Uderzam go lekko w ramię i się uśmiecham.

– Dzięki. Nic mi nie jest. Przyszedłeś się napić czy zapić przegraną z ostatniego sparingu?

– Zabawne. Obiecuję ci, że nie będziesz się śmiała, kiedy wylądujesz na deskach.

– Matt, za marzenia podobno nie karzą, więc śnij dalej, a na razie chodź, postawię ci drinka na otarcie łez.

Wchodzę za bar, podaję mu piwo i już mam odejść, kiedy łapie mnie za dłoń i przyjaźnie się uśmiecha.

– Pytam serio, Stone. Co jest grane? Widzę, że jesteś smutna.

Nachylam się do niego i cicho szepczę. Nie chcę, aby ktokolwiek wiedział o moich problemach. Zawsze sama sobie z nimi radziłam. Po rozmowie z szefem wiem, że potrzebuję pomocy.

– Paps i ja potrzebujemy kasy. Chcą zamknąć siłownię.

Decyduję się na małe, niewinne kłamstwo. Boję się wyjawić prawdę. Nie znam się na długach i nie wiem, czy mogę opowiadać o interesach Kinga. Matt długo przygląda mi się w milczeniu, po czym uśmiecha się i opiera o krzesło.

– Potrzebujesz kasy. Wiem, jak ją możesz zdobyć.

– Nie rozumiesz Matt, ja potrzebuję dużo kasy.

– Tysiąc dolarów za jedną walkę to mało czy dużo?

Tysiąc dolarów! Nie mogę uwierzyć w jego słowa. Jeśli mog­łabym tyle zarobić, to za kilka lat spłaciłabym długi Papsa. Może wtedy King zgodziłby się poczekać dłużej?

– Co mam zrobić? Jestem zdesperowana, więc zgadzam się na to.

– Pierwsza walka jest już za dwa dni, mogę popytać i wpisać cię na listę zawodników, ale to nie są sparingi jak na siłowni. To są prawdziwe nielegalne walki za grubą kasę. Leje się na nich krew, a zawodnicy trafiają do szpitali. To nie jest zabawa, Mia!

– Nie jestem głupia, Matt. Wiem, co oznaczają nielegalne walki!

Podnoszę na niego głos, bo irytuje mnie jego zachowanie. Słyszałam o takich walkach. Na siłowni często chłopcy mówili o szybkiej kasie, ale nigdy nie myślałam, że o takiej kasie. Może, kiedy wygram kilka walk i dam Kingowi większą kasę, odroczy nam termin spłaty. Muszę w to wierzyć. Nie mogę zawieść Papsa. Nie po tym, co dla mnie zrobił.

– Dobra mała, spokojnie. Zadzwonię w parę miejsc i jutro dam ci znać. Ty skup się na treningu, ja zajmę się resztą.

Nagle coś sobie uświadamiam, spoglądam na niego i z poważną miną pytam:

– A ty, co będziesz z tego miał?!

– Nie będę kłamał. Każdy, kto wprowadza nowego zawodnika, a tym bardziej zawodnika, który będzie wygrywał, otrzymuje jakiś procent. A wiem, że potrafisz walczyć.

Uśmiecha się i łapie za szczękę. Ten gest powoduje, że na mojej twarzy również pojawia się uśmiech.

– Dobra, wracam do pracy. – Chwytam go za dłoń i spoglądam w jego oczy. – Matt, ufam ci. Od tego zależy przyszłość siłowni oraz Papsa. – Ściskam jego dłoń i dodaję: – Poza tym, jeśli mnie wychujasz, to oberwiesz!

Matt podnosi się z krzesła, unosi ręce do góry i mówi:

– Nawet bym o tym nie pomyślał. Spokojnie Stone, jutro zadzwonię.

Mała petarda. Inaczej nie potrafię jej nazwać. Dawno nie spotkałem takiej kobiety. Z jednej strony widziałem, że się mnie boi, ale tak reagują wszyscy. To, jak łatwo położyła mojego ochroniarza, który jest od niej trzy razy większy, zaskoczyło mnie. Dawno nikt mi tak nie zaimponował, jak ta mała.

Siadam za biurkiem i kieruję wzrok na kamery, które są umieszczone w klubie. Widzę, jak rozmawia z jakimś facetem przy barze. Muszą się znać, bo koleś trzyma ją za rękę, a mnie ten widok, zaczyna wkurwiać. Nie wiem dlaczego. Łapię za telefon i dzwonię do Luki, mojego brata i zarazem prawej ręki.

– Co słychać, bracie? Jesteś jeszcze w klubie?

– Tak i nawet miałem gościa.

– Gościa?

– Tak, gościa. Córka Bucka z siłowni Stone Gym. Wiesz, że u nas pracuje?

– Córka? Ten gościu nie ma dzieci. Tego jestem pewny. Sam go sprawdzałem.

– To już nieważne, wyślij mi jego dokumenty. Muszę coś sprawdzić.

– O co chodzi, bracie? Tylko nie mów, że miękniesz. Ten gościu jest nam winien kupę kasy.

Ja, kurwa, mięknę? Chyba sobie żartuje!

– Nie pierdol głupot i wyślij mi ten plik.

– Już się robi, bracie.

Kiedy tylko się rozłączam, moje oczy same biegną do monitoringu. Sprawdzam, gdzie teraz, jest Mia. Zauważam, że obsługuje już innych klientów. Wracam do pracy i po raz pierwszy nie mogę się skupić na niczym innym niż tylko na obserwowaniu tej małej petardy. Co jest, kurwa, ze mną nie tak?

Nagle słyszę dźwięk nachodzącej wiadomości. Sprawdzam telefon.

Luca:Plik wysłany. Sprawdź pocztę.

Wchodzę na pocztę i otwieram plik od Luki. Tak jak podejrzewałem, standardowa umowa. Pożyczka na rok. Spłata ma nastąpić w ciągu trzech miesięcy albo zabieram jego dom oraz siłownię, co pewnie nie jest warte tyle, co dług. W rubryce rodzina nie ma podanej żadnej córki. Wiec zastanawiam się, kim jest Mia i dlaczego chce przejąć jego dług? Potrząsam głową i zamykam laptop. Nieważne kim ona jest. Tak jak każdy, kto jest mi winny kasę, miał czas na spłatę. W tej branży nie ma litości. Nie można sobie pozwolić na żadne słabości. Ani na to, abym mógł kogoś faworyzować.

Od dwóch dni nie robię nic innego, tylko trenuję. Nie mam nic przeciwko, bo kocham to.

Matt zadzwonił wczoraj z informacją, że dzisiaj mam walkę. Podał czas i miejsce. Nie powiem, ale zaczynam się denerwować.

Spotykam Matta przy wejściu do klubu, witam się z nim, a on prowadzi mnie do piwnicy, w której są już inni zawodnicy. Połowę z nich znam z siłowni. Jeden chyba ma na imię Jim i to właśnie on jako pierwszy podchodzi do nas.

– Stone, co ty tutaj robisz? Szkoda by było tak ślicznej twarzy!

Uśmiecham się do niego i podnoszę pewniej głowę, po czym mówię:

– Dobrze, że twoja już nie wygląda tak ślicznie, też byłoby szkoda.

Obaj z Mattem wybuchają śmiechem, dzięki czemu zaczynam się odprężać. Pośród krzyków i wrzawy słyszę swoje nazwisko.

– STONE! STONE!

Podchodzę do faceta i mówię głośno:

– To ja!

Spogląda na mnie i mierzy mnie od góry do dołu.

– Kurwa, ładna jesteś! No dobra chodź! Jesteś następna.

Przepycham się przez tłum i wchodzę w krąg utworzony z ludzi. Na środku stoi zawodniczka, która rozgrzewa się i spogląda na mnie. Dobrze znam ten wyraz twarzy. Większość osób tak właśnie reaguje na mnie, bo myśli, że ładna twarz nie idzie w parze z umiejętnościami. Mnie to właśnie odpowiada. Wolę atakować znienacka.

Podchodzę do niej, witamy się skinieniem głowy.

Słyszę głośne.: Walczcie!

To moment, w którym się wyłączam. Nie słyszę gwaru, nie zauważam ludzi, którzy się nam przyglądają. Liczy się tylko moja przeciwniczka. Kobieta próbuje zadać mi cios. Robię unik, po czym wyprowadzam prawy sierpowy i trafiam ją prosto w szczękę. Z wargi natychmiast leje się krew, kobieta pada na podłogę. Wiem, że dla niej ta walka się już skończyła.

Tego wieczoru miałam dwie walki, które wygrałam zaledwie w ciągu kilku minut od wstąpienia na prowizoryczny ring. Kiedy już szykuję się do wyjścia, podchodzi do mnie Matt z jakimś facetem.

– Stone, to jest Luk.

– Witam. Możemy pogadać?

Spoglądam na Matta, który kiwa głową, dając mi znak, abym się zgodziła.

– Jasne.

– Oglądałem twoje walki i myślę, że jesteś gotowa na coś poważniejszego. Masz coś przeciwko walce z facetami.

– Jasne, że nie, ale pod warunkiem, że kasa będzie większa.

– Tego możesz być pewna.

– Więc zgoda!

Mężczyzna spogląda na mnie i się uśmiecha.

– Wspaniale zadzwonię do ciebie. Poinformuję cię, gdzie i kiedy będzie kolejna walka.

– Cudownie. Dziękuję.

– Nie dziękuj mi jeszcze. Walki, które ja organizuję, przynoszą więcej kasy, ale i więcej krwi. Poza tym nie muszę dodawać, że nie możesz o nich mówić.

– Nie jestem głupia.

– Dobrze.

Spoglądam na Matta, który stoi i milczy. Łapię za torbę i ruszam do wyjścia. Muszę odpocząć. Czuję każdy mięsień w moim ciele.

Od ponad dwóch tygodni ta mała petarda siedzi w mojej głowie. Właśnie sprawdzam grafik i wiem, że dzisiaj pracuje, więc jadę do klubu. Jestem w nim drugi raz w tym tygodniu. Zazwyczaj do swoich klubów jeżdżę raz na tydzień albo i rzadziej. Mam ich za dużo, aby bywać w nich codziennie. Prowadzę jeszcze parę innych interesów, ale jak już mówiłem, ta kobieta siedzi w mojej głowie. Chcę ją widzieć, chociaż przez chwilę.

Wchodzę do biura, daję sygnał ochroniarzowi, że chce się napić. Informuję go również, że drinka ma mi przynieść Mia. Siadam za biurkiem, spoglądam w kamery i zauważam, jak Bob, mój nowy ochroniarz, podchodzi do niej i informuje o mojej prośbie. Dziewczyna sięga pod bar, gdzie pewnie trzymają moją whisky. Kiedy tylko Mia wchodzi, pierwsze co zauważam, kiedy stawia szklankę na biurku to to, że jej cała dłoń jest zadrapana i czerwona. Tak jakby uderzała w ścianę albo – co gorsza – przed kimś się broniła. Szybko wstaję i łapię jej dłoń, czym ewidentnie ją zaskakuję. Czuję pod palcami, jak cała się napina.

– Co to, kurwa, jest?! Kto ci to zrobił! Polecą głowy! – Kiedy nic nie odpowiada, warczę głośno. – Mia, mów!

Wyrywa swoją dłoń i chowa ją za plecami. Podnosi głowę i mówi do mnie ostro:

– To nic takiego. Czy podać coś jeszcze?

– Jak to, kurwa, nic takiego?! – Czuję, jak gotuję się ze wściekłości. – Cała twoja dłoń jest zadrapana i opuchnięta.

Zauważam, że Mia chowa za plecy również drugą rękę, czym jeszcze bardziej mnie wkurwia. Podchodzę do niej, łapię jej dłonie i zmuszam do pokazania mi ich.

– Kurwa, kobieto! Mów, co ci się stało! Chyba że chcesz jeszcze bardziej mnie wkurwić!

Naszą rozmowę przerywa ciche chrząknięcie. Odwracamy się w stronę drzwi, zauważam Lukę, który stoi i przygląda nam się z dziwnym wyrazem na twarzy.

– Sorry, bracie, nie wiedziałem, że jesteś zajęty.

Luka spogląda to na mnie, to na nasze dłonie. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że nadal trzymam Mię za ręce. Puszczam je i odczuwam dziwny brak, co sprawia, że jeszcze bardziej się wkurwiam Musi mi powiedzieć, kto jej to zrobił, nie interesuje mnie to, co powie Luka. Mam na to wyjebane.

Mia spogląda na Lukę i zauważam zmieszanie na jej twarzy.

– Cześć Mia, nie wiedziałem, że tutaj pracujesz?

– Hej Luka. Wybaczcie, pójdę już.

Mia podchodzi do drzwi, w których nadal stoi mój brat i lekko się do niego uśmiecha. On łapie ją za rękę i mówi ciszej:

– Widzimy się jutro?

– Tak, oczywiście, o dwudziestej, tam gdzie ostatnio?

– Tak, do zobaczenia.

Do jutra!

Do jutra!!

Co to, kurwa, ma znaczyć? Skąd Luka zna Mię!? I co to za spotkanie jutro?

Kiedy tylko jestem pewny, że dziewczyna nas nie słyszy, warczę na Lukę:

– Skąd się, kurwa, znacie!? Co to za spotkanie jutro!?

Luka spogląda na mnie jak na wariata, którym zapewne jestem. Ta dziewczyna mnie zmienia i nie podoba mi się to. Wcale, ale to wcale. Muszę się od niej trzymać z daleka.

– Mia to nasza nowa zawodniczka. – Luca siada z głupkowatym uśmiechem, po czym mówi: – żebyś ją widział, walczy jak lwica. A to, że wygada, jak anioł to atut. Faceci za nią szaleją.

– Walczy?! Jak to, kurwa, walczy?!

– Spokojnie! Co z tobą?

Siadam, za biurkiem, zamykam oczy i biorę dwa głębokie wdechy. Co mnie, kurwa, obchodzi, co ona robi. Przecież dla mnie liczy się tylko kasa i władza. A skoro walczy, to zapewne stara się zdobyć kasę na spłatę długów. Otwieram oczy i spoglądam na Lukę. Przygląda mi się z zaciekawieniem.

– Jutro będę na tej walce.

– Jasne stary! – po czym dodaje: – Wszystko dobrze, Chris?

Nigdy nie kłamałem Luki, nigdy przed nim nie udawałem ani nie oszukiwałem go. On wie o mnie wszystko, a ja wiem wszystko o nim. Wypuszczam głośno powietrze, spoglądam na niego i mówię:

– Ta dziewczyna.

– Mia?

– Tak, Mia. Ona jest w mojej głowie.

– Kurwa!

Tylko tyle zdołał powiedzieć. Wszystko było już jasne, zarówno dla mnie, jak i dla niego. Z tą tylko różnicą, że on pewnie chciałby, abym przespał się z Mią i o niej zapomniał. Ja natomiast wiem, że jeśli to zrobię, już jej nie wypuszczę, a do tego nie mogę dopuścić.

Jadę do klubu, a raczej jego podziemi, na walkę. Nie wiem, co zrobię, kiedy zobaczę, jak Mia walczy. Po raz pierwszy w życiu nie ufam sobie i to mnie przeraża.

Kiedy tylko zauważam Lukę, podchodzę do niego. Każdy, kto mnie widzi, od razu spierdala. Tutaj wszyscy wiedzą, kim jestem. I wiedzą, że bez mrugnięcia okiem mógłbym zajebać każdego.

– Zdążyłeś w samą porę. Jej walka jest następna.

Spoglądam na ring i widzę, że walczą faceci. Wiem, że najpierw walczą kobiety, później faceci a na końcu grupy mieszane. Spoglądam na Lukę i nagle mnie oświeca.

– Tylko mi nie pierdol, że ona walczy z facetem!

– I to z jednym z najlepszych. O zaczyna się.

Na ring wchodzi Six, znam go, jest popaprańcem i kocha walczyć. Wygrał dla mnie wiele walk i kupę kasy. Kiedy tylko zauważam, że Mia staje na ringu, mam ochotę wyjebać stąd wszystkich i przerwać ten cyrk. Mia wygląda cudownie w obcisłych legginsach i czerwonym staniku sportowym. Faceci pożerają ją wzrokiem, co mnie jeszcze bardziej wkurwia i upewnia w przekonaniu, że powinienem to przerwać. Sędzia coś mówi, a po chwili słyszę ludzi, którzy krzyczą na przemian:

– SIX, STONE, SIX, STONE

– A nie mówiłem, bracie, ludzie ją kochają.

Spoglądam na walkę i muszę przyznać, że jest dobra. Nagle Mia robi unik przed ciosem. Six łapię ją za nogi i prawie przewraca na podłogę. Zanim mam szansę pomyśleć, moje nogi same pchają się do nich. Nagle czuję czyjąś dłoń na ramieniu i kiedy tylko spoglądam na Lukę, ten patrzy na mnie z wyrazem zaskoczenia.

– Nie, bracie! Spójrz.

Kiedy tylko kieruję wzrok na walkę, widzę, jak Mia uderza Sixa w wątrobę i facet pada. Tłum szaleje. Z niedowierzaniem patrzę na leżącego Sixa. Moja mała petarda wygrała. Sędzia unosi jej dłoń w geście zwycięstwa. Mia dostrzega mnie, a ja zauważam na jej twarzy panikę. Dziewczyna przedziera się przez tłum w kierunku szatni i znika. Podążam za nią, ale zanim zdołam dotrzeć do szatni, jej już nie ma. To nic, mała petardo, dopadnę cię później, tego możesz być pewna.

Wpadam do szatni pracowniczej i szybko ściągam bluzkę. Kurwa, jestem zmęczona i obolała po wczorajszej walce. Nagle drzwi się otwierają i staje w nich wkurwiony szef. Widzę, że na plecach zauważa mojego wielkiego siniaka i jego twarz staje się jeszcze gorsza, o ile jest to w ogóle możliwe.

– Och, szefie, super, że szef jest dzisiaj. Czy możemy porozmawiać? Nie zajmę dużo czasu, obiecuję.

Zanim mam szansę jeszcze cokolwiek powiedzieć, on podnosi dłoń i ucisza mnie.

– Do mojego biura, natychmiast!

Po czym wychodzi i trzaska drzwiami tak głośno, że aż podskakuję. O co mu chodzi? Czy zrobiłam coś nie tak? Wiem, że widział, jak wczoraj walczyłam. Nie jestem głupia i zdaję sobie sprawę, kto jest szefem tych walk. Ale to, co robię po pracy i jak zarabiam na spłatę długu, jest wyłącznie moją sprawą.

Ubieram szybko roboczy strój i kieruję się do jego gabinetu. Przed wejściem stoi nowy ochroniarz, którego już zdążyłam polubić. Nie traktuje nas z góry i dba o każdą z dziewczyn, kiedy w nocy wychodzimy z pracy. Uśmiecham się do niego, a on szybko odwzajemnia mój uśmiech i mówi cichym głosem:

– Szef na ciebie czeka i z tego, co mogę powiedzieć, nie jest zadowolony.

Chcę mu odpowiedzieć, że już zdołałam zauważyć, kiedy drzwi się otwierają i mam przeczucie déjà vu.

– Wchodź i skończ te pierdolone pogaduszki! Nie za to ci płacę.

Spoglądam na Chrisa, później na ochroniarza i wchodzę do biura. Chris trzaska drzwiami, na co ja ponownie podskakuję. Jak to jest możliwe, że potrafię dokopać kolesiom trzy razy większym od siebie, a przy tym mężczyźnie trzęsę się jak galareta. Wyciągam kopertę z gotówką, którą udało mi się zarobić do tej pory i kładę ją na biurku. Spoglądam w jego wkurwione oczy i mówię najpewniej, jak tylko potrafię.

– Szefie, wiem, że to nie jest nawet połowa długu, to tylko pięć tysięcy, ale sam pan może przyznać, że w tak krótkim czasie udało mi się zdobyć sporo kasy. Jeszcze raz proszę o przedłużenie terminu spłaty. Obiecuję, że dostanie szef swoje pieniądze.

– Spłacisz dług, ale za jaką cenę. Spójrz na siebie, ledwie chodzisz! Jesteś cała poturbowana! Co ty sobie, kurwa, myślałaś, Mia? Walczyć z facetami?! Dosyć tego, już więcej nie będziesz walczyła! Słyszysz mnie, Mia!

Spoglądam na niego i teraz to ja odczuwam złość. Jak on śmie mi mówić, co mam robić. Chyba oszalał. Łapię szybki oddech, podchodzę do biurka i z zaciśniętymi ustami mówię:

– Wybacz, szefie, ale to nie szefa interes, co robię po pracy. To moje życie i moja sprawa, jak próbuję zarobić na spłatę długu Papsa!

Nagle on wybucha śmiechem i obchodzi biurko. Spogląda na mnie i mówi:

– I tu się mylisz, petardo! Jesteś moja! A ja mówię dosyć z walkami! Ten świat należy do mnie, nie zapominaj o tym, a to oznacza, że nikt nie stanie z tobą do walki, jeśli tego zapragnę. A tak właśnie jest teraz.

Czuję, jakbym miała się zaraz rozpłakać. Nie płakałam od dziecka, od śmierci matki. W tej chwili mam ochotę nie tylko uderzyć Chrisa, lecz także się rozpłakać, bo wiem, że on może to zrobić. Jeśli tylko zabroni wystawiać mnie do walk, nikt nie będzie na tyle głupi, aby mu się przeciwstawić, a wtedy nie zdobędę kasy, aby spłacić długi Papsa i stracę wszystko.

– Dlaczego mi to robisz? – mówię ściszonym i głosem. – Wiesz dobrze, że inaczej nie zarobię takiej kwoty, a wtedy Paps straci wszystko. Ja również.

– I tu się mylisz, moja droga. Mam dla ciebie inną propozycję.

Coja wyprawiam. Doszczętnie straciłem rozum. Powinienem się leczyć, zamiast stać teraz przed nią i ustalać warunki nowego układu.

– Inną propozycję? Co masz na myśli?

– Ty nie będziesz walczyła. Twój dług, a raczej dług Papsa, jak go nazywasz, zostanie spłacony. Ty zostaniesz, jakby to ująć, moim osobistym ochroniarzem. Zamieszkasz u mnie i będziesz do mojej dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.

– Jak długo?

– Aż uznam, że dług jest spłacony, oczywiście.

Dobrze wiem, że to głupi pomysł. Wiem, że przebywanie z tą kobietą dwadzieścia cztery godziny na dobę nie wyjdzie mi na dobre, ale nie mogę jej pozwolić walczyć. Przy mnie będzie bezpieczna. Widzę, jak zastanawia się nad moimi słowami. Nie chcę dać jej zbyt wiele czasu, więc pytam stanowczym głosem:

– To jak będzie, Mia?!

Zauważam w jej oczach małą iskrę, którą zastępuje od razu rezygnacja i już wiem, że będzie moja, wiem, że się zgodzi.

– Zgoda! Muszę mieć tylko czas na treningi i nie uważam za konieczność zamieszkanie razem z szefem. Stawię się za każdym razem, kiedy tylko pan zadzwoni.

– Wykluczone! Zamieszkasz ze mną, to nie podlega dyskusji. Jeśli chodzi o treningi, to jest to oczywiste, przyda mi się dobry sparingpartner. A z tego, co widziałem wczoraj, jesteś niezła na ringu.

Widzę, jaka jest zła i podejrzewam, że właśnie powstrzymuje się od uderzenia mnie w twarz. Muszę przyznać jej rację. Sam nie wiem, jak ma to wyglądać. Wiem tylko jedno, nie pozwolę, aby stała jej się krzywda. Jeśli pozwolę jej na udział w walkach to prędzej czy później może jej się stać coś poważniejszego niż zadrapania lub siniaki.

– Mam inne wyjście?

– Oczywiście, że tak, kochanie. Jeśli się nie zgodzisz, masz nadal dwa miesiące na spłatę długu Bucka. – Spoglądam na nią i widzę rezygnację w jej oczach. Kiedy nie odpowiada, mówię ostrzej, niż zamierzałem: – Więc jak będzie, Mia? Nie mam zamiaru się powtarzać!

– Dobrze.

– Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, na co się zgadzasz? – Podchodzę do biurka, zapisuję adres mojego biura w mieście i podaję jej kartkę. – Jutro o siedemnastej przyjedź pod ten adres. – Ostrym tonem dodaję: – Mia, to oznacza, że będziesz moja i tylko moja! Ja będę rządził, a ty masz wykonywać moje polecenia.

Dziewczyna opuszcza głowę, kiwa nią na potwierdzenie, po czym wychodzi.

Stoję przed wejściem do jakiegoś magazynu i gdyby nie to, że ochrona przy bramie mnie sprawdziła, myślałabym, że szef oszalał. Spoglądam na kartkę i na torbę. Spakowałam kilka rzeczy. Nie wiem, czy już dzisiaj Chris zażyczy sobie, abym u niego zamieszkała. Wolę być przygotowana na wszystko. Mój telefon dzwoni kolejny raz. Wiem, że to Paps. Zamykam oczy i przypominam sobie naszą rozmowę podczas śniadania:

– Paps, wiem o wszystkim! Dlaczego nic mi nie powiedziałeś!

Spoglądam na starca, który siedzi naprzeciwko mnie i po raz pierwszy nie widzę w nim tego silnego mężczyzny, który uratował mi życie dwanaście lat temu.

– Paps, proszę, powiedz, co się dzieje, zaczynam się bać!

– Nic się nie dzieje, aniele! Wszystkim się zajmę, zobaczysz.

Łapię go za dłoń i już wiem, że podjęłam decyzję.

– Wszystko już załatwiłam. Rozmawiałam z panem Kingiem. Twój dług jest spłacony.

Paps wstaje i spogląda na mnie z przerażeniem w oczach.

– Mia, coś ty zrobiła! Jak to spłacony?! Dziecko, masz się do tego nie mieszać, rozumiesz mnie, aniele?!

Wstaję od stołu, podchodzę do niego, obejmuję go i całuję w policzek, spoglądam w jego przemęczone oczy i mówię:

– Wszystko jest już załatwione! Nie ma odwrotu, Paps. Zobaczysz, będzie dobrze!

Po czym wychodzę. Bez słowa.

I tak właśnie znalazłam się tutaj z kartką od Chrisa i z torbą w dłoni. Słyszę jak ktoś mnie woła, odwracam się i zauważam Lukę.

– Hej, mała, co tutaj robisz? King wie, że przyjechałaś?

– Tak, on sam mnie o to prosił.

Luka uśmiecha się, spuszcza głowę i dłonią wskazuje mi drzwi.

– Chodź, mała, on nie lubi na nikogo czekać, nawet na takie ślicznotki jak ty!

Kiedy kierujemy się do środka, odwracam się do Luki i mówię z zaciśniętymi ustami:

– Nazwij mnie jeszcze raz „mała” albo inaczej niż Mia, a połamię ci szczękę, a jeśli jeszcze raz będziesz tak na mnie patrzył, jak idę przed tobą, to połamię ci nie tylko szczękę! Zrozumieliśmy się?

Luka unosi ręce do góry, śmieje się głośno i mówi:

– Jasne, Mia! Nie ma sprawy. Wiem, co potrafisz.

Nagle czuję JEGO obecność. Nie wiem, jak to możliwe, ale od dawna już potrafię wyczuć tego faceta. Odwracam się i zauważam jego wkurwioną minę. Stoi przy drzwiach i bacznie nam się przygląda.

– Hej, bracie, co to za mina? Nie mówiłeś mi, że zaprosiłeś Mię do naszego biura? Co jest grane?

– Jak przestaniecie ze sobą flirtować i wejdziecie do środka, to będę mógł ci wszystko wytłumaczyć.

Flirtować?! Czy on właśnie to powiedział? Czy on oszalał? No, okej, Luka jest śliczny na ten swój chłopięcy sposób, ale ja wolę kogoś takiego jak On! Kurwa, mam przejebane. Nie mogę tak nawet myśleć. To się nigdy nie wydarzy.

Lukastoi w szoku i spogląda to na mnie, to na Mię. Dostrzegam w jego oczach iskry rozbawienia.

– Twoim nowym ochroniarzem? Jaja sobie robisz ze mnie, bracie? Od kiedy potrzebujesz ochroniarza?!

– Nie twoja, pierdolona, sprawa!

– Jasne, jasne, kapuję.

Spoglądam na Mię, która siedzi przy moim biurku i uważnie nam się przygląda.

– Widzę, że zabrałaś torbę. Mam nadzieję, że masz tam coś do ćwiczeń, bo przyda mi się mała rozgrzewka?

– Jasne, że mam, tylko czy uda ci się wytrwać?

Ta dziewczyna jest naprawdę urocza. Podoba mi się, że pokazuje pazurki. Lubię kobiety, które jednocześnie potrafią walczyć o swoje i poddać się mężczyźnie w innej dziedzinie. Kurwa, King, o czym ty myślisz?! Nie będzie innej dziedziny. Profesjonalizm pamiętasz jeszcze, co to, kurwa, jest? Karcę siebie w myślach.

Daję znać Mii, aby wyszła ze mną. Kiedy wsiadamy do samochodu, zauważam, że się spina.

– Spokojnie, nic ci nie zrobię! Nie masz się czego bać!

– Nie boję się pana. Nadal nie wiem, czego pan chce ode mnie i to mnie denerwuje.

– Jak na razie to chcę, abyś mówiła do mnie Chris, a nie pan. W końcu będziemy ze sobą… – Spoglądam na nią i lekko się uśmiecham. – …blisko współpracować.

Zauważam, że jeszcze bardziej się spina i, nie ukrywam, bawi mnie jej strach.

Zajeżdżamy pod siłownię Stone Gym. Spoglądam w przestraszone oczy Mii.

– Co tutaj robimy?

– Już ci mówiłem. Mam ochotę się spocić.

Uśmiecham się do niej i wysiadam. Kieruję się do wejścia i słyszę, że Mia również wysiada z samochodu. Po chwili już jest obok mnie. Otwieram jej drzwi i wchodzimy. Wita nas napakowany goryl, całuje i przytula Mię.

– Nikolas, witaj.

– Cześć, piękna. Tęskniłaś?

– Jak diabli!

Przyglądam się im w milczeniu, ale czuję, jak moja dłoń zaciska się na torbie sportowej.

Mężczyzna przestaje się wpatrywać w Mię i spogląda na mnie. Widzę, że zaczyna mnie poznawać. Spogląda to na mnie, to na dziewczynę.

– Pan King! Jestem Nikolas Mallon.

Wyciąga do mnie dłoń, którą łapię i ściskam.

– Wystarczy, Chris!

– Ach tak, jasne. Przyszliście poćwiczyć, Mia?

Dziewczyna uśmiecha się, uderza olbrzyma pięścią i mówi żartobliwie:

– Chyba po to się tutaj przychodzi.

Oboje wybuchają śmiechem. Czuję, że coraz bardziej nie lubię tego gościa. Mia pokazuje mi szatnię i mówi, że za chwilę widzimy się na macie. Rozglądam się po pomieszczeniu. Jest to typowa miejska siłownia: ściany są brudne, sprzęt stary. Zastanawiam się, dlaczego tak bardzo zależy jej na tym miejscu.

Wychodzę z szatni i kiedy widzę ją na ringu, dociera do mnie, że Mia czuje się w tym miejscu dobrze. Widać, że nie jest jedną z tych kobiet, z którymi się zadaję. Nie zwraca uwagi na markowe buty czy ubrania. Trenuje ostro i ciężko, nie zwracając uwagi na połamane paznokcie. Stoję i obserwuję ją podczas rozgrzewki. Jest taka skupiona i szczęśliwa. Widać, że ring to jej drugi dom. Moją obserwację przerywa jej krzyk:

– To jak, szefie, jesteś gotowy na rundę ze mną?

Wchodzę na ring, uśmiecham się do niej i mówię:

– Ja tak! Pytanie, czy ty jesteś gotowa na mnie?

Kończymy trening i muszę przyznać, że nie spodziewałem się aż takiego wycisku. Mia wie, co robi i widać, że to kocha. Wytrzymała dłużej niż niejeden z moich ludzi.

Wychodzę właśnie z szatni i zauważam, jak rozmawia z kilkoma facetami. Widzę ich wzrok, pożerają ją, a ona nie zdaje sobie z tego nawet sprawy albo jest już tego przyzwyczajona, że nie reaguje. Nagle zauważam, jak jeden z nich kładzie swoją rękę na jej tyłku. Już mam podejść i obić mu gębę, kiedy Mia odwraca się, łapie go za jaja i coś mówi do jego ucha. Rozbawił mnie ten widok. Moja mała petarda nie daje sobą pomiatać. Kiedy podchodzę, słyszę końcówkę ich rozmowy.

– ...zrozumieliśmy się kolego.

– Takkk jasneee, Mia. Przepraszam!

Gościu jest cały czerwony, a jego koledzy pękają ze śmiechu. Mia spogląda na mnie i puszcza jego jaja.

– Co teraz, szefie?

Zauważam, że większość kolesi unika mojego wzroku, paru z nich nawet odeszło. Wskazuję jej drzwi i głową informuję, że może iść za mną. Muszę pojechać w jedno miejsce i wiem, że jest to niebezpieczne, więc na dzisiaj koniec. Podchodzę do auta i spoglądam na nią.

– Odwiozę cię do domu. Podaj adres.

– Nie trzeba.

– Mia, kurwa, powiedziałem, że cię odwiozę.

Ona wybucha śmiechem i palcem pokazuje mi górne piętro siłowni.

– Mieszkam tutaj. Więc w sumie szef już mnie odwiózł.

– Mieszkasz na siłowni?

– Nie. Mieszkam nad siłownią. Mamy tam z Papsem mieszkanie.

Kurwa, dopiero teraz uświadamiam sobie, że nawet nie zapytałem jej, kim dla niej jest Paps. Nieważne, wkrótce się tego dowiem. Opuszczam głowę, otwieram auto i rzucam kluczyki na torbę. Zanim wsiądę, słyszę jej cichy głos:

– Na którą jutro, szefie, i gdzie?

No właśnie, kurwa, dobre pytanie? Co teraz?

– Jutro pracujesz w klubie?

– Tak, mam na dziewiętnastą.

– W takim razie widzimy się w klubie, tam powiem ci, co dalej.

Wsiadam do auta i opuszczam szybę. Spoglądam na nią i mówię:

– Pasuje, Mia?

– Tak.

– I pamiętaj żadnych walk, bo jeśli się dowiem, to gorzko tego pożałujesz!

Nie daję jej szansy na odpowiedź. Odjeżdżam z piskiem opon i wybieram numer Luki.

– Hej, co tam, bracie?

– Jadę do domu, wezmę prysznic, przebiorę się i widzimy się za godzinę na spotkaniu. Ten skurwiel chce wyjebać nas na kasę, więc weź ze sobą ludzi. Może być gorąco.

– A ty bierzesz swojego nowego ochroniarza? – pyta rozbawiony.

– Bardzo, kurwa, zabawne.

Rozłączam się i jadę do siebie. Cały czas myślę o niej. Co jest, kurwa, ze mną nie tak? Może po dzisiejszym spotkaniu zadzwonię do jednej z moich dziewczyn. Muszę się rozładować. Tak! Zdecydowanie tego mi brakuje!