Wydawca: Zwierciadło Kategoria: Poradniki Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 66 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Sny, które budzą - Wojciech Eichelberger, Tomasz Jastrun

W snach można odnaleźć bezcenne wskazówki wysyłane przez podświadomość. Niejednokrotnie po przebudzeniu, pamiętamy nie tylko wyśnione obrazy, ale też uczucia, które im towarzyszyły. Warto się w nie wsłuchać. Sny ceniono już w starożytności, traktowano je jednak jako przepowiednię lub ostrzeżenie. Na przełomie XIX i XX wieku Z. Freud oraz C.G. Jung odkryli, że sen jest bez wątpienia niezwykle ważną informacją wydobytą z głębin ludzkiej duszy. Ostrzega, podpowiada, wyjaśnia. Wszelkie schematyczne interpretacje snów, których tak wiele w sennikach, nie zdają egzaminu - snu nie można bowiem pojąć bez umiejscowienia go w kontekście życia danej osoby. W rozmowach z Tomaszem Jastrunem znany psycholog - Wojciech Eichelberger - interpretuje sny i nadaje im literacką formę. Sny, które budzą to zbiór opowieścipsychoterapeutycznych z życia wziętych, opartych na analizie snów konkretnych osób.

Wojciech Eichelberger – psycholog i psychoterapeuta, współtwórca pierwszych ośrodków psychoterapii w Polsce. Prowadzi Instytut Psychoimmunologii (IPSI) w Warszawie. Autor i współautor wielu bestsellerowych książek, m.in. Męskie pół świata, Życie w micie (Wydawnictwo Zwierciadło), uświadamiających czytelnikom istotne źródła ich życiowych problemów i wskazujących drogę do ich przekraczania.

Tomasz Jastrun – poeta, prozaik, eseista, krytyk literacki, felietonista i reporter. Autor i współautor wielu książek, m.in. Czułym okiem, Męskie pół świata (Wydawnictwo Zwierciadło). Współpracował m.in. z „Kulturą”, „Rzeczpospolitą”, „Newsweekiem”, obecnie publikuje felietony w tygodniku „Przegląd”. Od lat związany z magazynem „Zwierciadło”. Laureat wielu nagród. m.in. nagro¬dy literackiej paryskiej „Kultury”.

 

Opinie o ebooku Sny, które budzą - Wojciech Eichelberger, Tomasz Jastrun

Fragment ebooka Sny, które budzą - Wojciech Eichelberger, Tomasz Jastrun

Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o. ul. Karowa 31a, 00-324 Warszawa tel. 22 312 37 12 Dział handlowy:handlowy@zwierciadlo.pl © Copyright by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2014 Text © copyright by Wojciech Eichelberger, Tomasz Jastrun, 2011 REDAKCJA: Karolina Radzikowska REDAKTOR PROWADZĄCY: Magdalena Chorębała KOREKTA: Elżbieta Morawska, Agnieszka Rytel / Melanż PROJEKT GRAFICZNY OKŁADKI: Dariusz Poziomy ILUSTRACJE: © Image Source/Corbis/FotoChannels ISBN: 978-83-64776-13-7 Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Jesteśmy z tego samego materiału co nasze sny.

Wiliam Shakespeare

Tomasz Jastrun: Wiem, że sny ciebie fascynują, a dla mnie też stają się ważne. Sny ceniono już w starożytności jako przepowiednię, ostrzeżenie. Ale dopiero Freud odkrył prawdziwą wagę snu, jako produktu naszej podświadomości, nadał jednak snom głównie erotyczne znaczenia. Jego uczeń Jung zanegował to, odczytując sny w sposób głęboki i wyrafinowany, chociaż te błyskotliwe interpretacje nie zawsze mnie przekonują. Nie ma jednak wątpliwości – sen jest niezwykle ważną informacją wydobytą gdzieś z głębin naszej duszy. Ostrzega, podpowiada, wyjaśnia. Ale wszelkie łatwe i schematyczne interpretacje snów, których tak wiele w prymitywnych sennikach, są bez sensu, ponieważ snu nie można pojąć bez kontekstu. Mieliśmy mówić o snach, nadsyłanych nam przez czytelników „Zwierciadła”. Dlaczego nie chcesz?

WOJCIECH EICHELBERGER: Właśnie dlatego, że nie znam kontekstu, czyli losów, problemów i charakterów tych ludzi. Ale nie tylko brak kontekstu nie pozwala mi interpretować snów ludzi nieznanych i odległych. Także obawa, że swoją interpretacją mogę im zrobić krzywdę. Interpretacja snu bywa bolesna i trudna do przyjęcia, trzeba uważać komu i kiedy się takie rzeczy mówi – i trzeba też być dostępnym dla tego kogoś, bo sprawa z reguły wymaga dalszej pracy i wyjaśnień. Proponuję więc, byśmy mówili o moich doświadczeniach z pracy z ludźmi, których znałem bardzo dobrze i którzy zakończyli już swoją przygodę z psychoterapią i nawet jeśli przeczytają moje wspomnienia, nie znajdą w nich niczego, czego wcześniej ode mnie nie usłyszeli. Będę oczywiście mówił o nich w taki sposób, by pozostali nierozpoznawalni. To będą przypowieści psychoterapeutyczne z życia wzięte. Zgoda?

T.J.: Jasne. A jaką metodą interpretujesz sny?

W.E.: W moich interpretacjach snów na ogół trzymam się realiów życia autora snu. W razie potrzeby odwołuję się do jungowskiego sposobu rozumienia symboli. Lubię literacką formę przypowieści, w której dzięki uogólniającemu kontekstowi detale zyskują wymiar uniwersalny. Sny to często takie właśnie przypowieści. W swoim przekazie bardzo proste, formalnie schematyczne, często zaklęte w metaforach, na które żaden pisarz, scenarzysta czy dramaturg by się nie odważył, obawiając się zarzutu uprawiania szmiry. A jednak, jakże ważne bywają te senne przypowieści – nie tylko dla tych, którzy je śnią.

T.J.: Wszyscy dużo śnią, ci, którym się wydaje, że nie śnią, po prostu snów nie pamiętają.

W.E.: Wiele snów to senna makulatura, szum emocjonalnego i informacyjnego metabolizmu mózgu, który w nocy się resetuje. Ale bywają sny doniosłe, prawdziwe klucze do naszych problemów. Od przeszło trzydziestu lat towarzyszę ludziom w wysiłkach, które mają ich wyprowadzić z zamieszania i cierpienia, poprawić jakość ich życia. Sny, które się śnią w trakcie takich usiłowań, są szczególnie ważne. Mam wrażenie, że kobiety mają więcej takich pomocnych snów niż mężczyźni.

T.J.: Albo bardziej je pamiętają, gdyż intensywniej niż mężczyźni zajmują się swoim wnętrzem, wsłuchują się w siebie.

W.E.: Pewnie tak. Wymowa krótkiego i prostego snu, który za chwilę opowiem, dotyczy nie tylko kobiety, która ten sen śniła, można go zobaczyć jako celną diagnozę ważnego wymiaru naszej patriarchalnej kultury. Ta dziewczyna miała trudne dzieciństwo naznaczone bolesnym odrzuceniem przez ojca. Wyrosła na piękną, mądrą i wrażliwą kobietę, lecz niestety nic o tym nie wiedziała.

T.J.: Co jest typowe dla większości neurotyków. Oni muszą siebie nie lubić i nie cenić.

W.E.: Zgodnie z tą zasadą, myślała o sobie najgorzej jak można. Była napięta, zawstydzona i wycofana. Jej problem, nasilony do granic obsesji, polegał na odrzucaniu i dewaluowaniu swego ciała, a wraz z nim swojej płci i kobiecości jako takiej. Nie było łatwo jej pomóc, a w dodatku wymagało to pewnego pośpiechu, bo gdy tak podstawowy, jak ciało i płeć, wymiar tożsamości jest silnie negowany, zachodzi obawa, że inne wymiary życia, szczególnie związki, będą się bardzo komplikować. I tak też się działo. Ale w miarę upływu czasu coś się w niej z oporem, powoli i boleśnie zaczęło otwierać. Aż w końcu narastające ciśnienie konfliktowych emocji – oporu przed zmianą i potrzeby wyzwolenia – zrodziło cenny i czysty jak diament sen.

Ogromne bitewne pole. Krajobraz z wedyjskiej mitologii. Naprzeciwko siebie stoją dwie armie. Z jednej strony armia młodych, pięknych dziewczyn. Z drugiej armia starych kobiet. Na wzgórzu, w centrum pola bitwy stoi olbrzymi, przepyszny tron. Na tronie siedzi król. Monumentalna postać wyniesiona ponad wszystko. Król wydaje się być neutralnym sędzią, bez emocji oczekującym na bitwę, która ma się niebawem rozegrać. Ale śniąca wie, że zawarty został tajny pakt, że najemną armią króla są stare kobiety. Przeczuwa klęskę młodych, pięknych dziewczyn i jest tym przerażona.

Zaczyna się bitwa. Szybko okazuje się, że stare kobiety mają wielką przewagę. Uzbrojone są w zatrute dzidy. Trucizna działa tak, że gdy młoda dziewczyna zostanie zraniona, natychmiast zmienia się w staruchę. Dzięki temu armia starych kobiet szybko osiąga druzgocącą przewagę. Ugodzone przeciwniczki stają się jej żołnierzami. Młode nie mają żadnych szans. Król patrzy na ich klęskę z uśmiechem. Kiwa głową z aprobatą i satysfakcją. Koniec snu.

Można go interpretować dwupoziomowo; jako ilustrację losu śniącej, ale też jako przypowieść o losie kobiet.

Król, jak zapewne się domyślasz, to ojciec. Wyniosły, nieobecny, zajęty swoimi sprawami. Pozostawia córkę i matkę samym sobie. Śniąca jest armią młodych kobieta. Armią starych kobiet jest jej matka. Córka z przerażeniem odkrywa, że matka jest przeciwko niej, na usługach ojca, że jest królewskim najemnikiem, że oboje chcą ograbić ją z jej młodego ciała – pełnego życia, zmysłowości, seksualności, nadziei i radości. To matka na rozkaz króla-ojca sprawia, że jej ciało gwałtownie zmienia się w ciało starej kobiety i przestaje do niej należeć.

I właśnie coś takiego wydarzyło się w życiu autorki snu.

Dziewczynka od początku odrzucona przez ojca, gdy zaczęła dojrzewać, próbowała zdobyć jego uwagę i uczucia, eksponując swoją kobiecość. Wiele zrozpaczonych córek, z bezradności sięga po takie narzędzie wedle zasady: skoro nie potrafisz mnie kochać, tak jak kocha się dziecko, to będziesz mnie pragnął jako kobietę i cierpiał, bo nigdy nie będziesz mnie miał. Za taką młodzieńczą arogancję, za próbę upokorzenia króla musiała zostać ukarana. Koalicja rodziców okazała się skuteczna i bezlitosna.

W ten sposób sen, który trwał minutę lub dwie, wyjaśnił w skondensowanej i dramatycznej formie podstawowy dramat dzieciństwa i dojrzewania autorki.

T.J.: Sen odczytała sama czy ty to zrobiłeś? Jung uważał, że jak nie można zobaczyć swoich pleców, tak nie można samemu czytać swoich snów, powinien to zawsze robić ktoś inny. Sny Junga też interpretowali jego uczniowie.

W.E.: Wprawdzie przyszła z tym snem do mnie, ale do razu zgodziła się z moją interpretacją, jakby już sama wcześniej go odczytała. Byłem więc tylko akuszerką.

T.J.: Istota tego snu, szczególnie po twoim wyjaśnieniu, wydaje się bajecznie prosta, chociaż to jest trochę jak z tajemnicami, które wyjaśniał Sherlock Holmes, okazują się proste dopiero po ich rozszyfrowaniu. Większość snów jest o wiele bardziej powikłanych, niepojętych, poplątanych. Takie sny-przypowieści, jak ten, to jednak rzadkość.

W.E.: Ale właśnie te genialne w swej prostocie sny-przypowieści są najważniejsze. Prostota znamionuje mistrza. Sam cytowałeś kiedyś swoje proste pytanie z dzieciństwa: „Dlaczego jabłko ma tylko głowę…”. Genialne pytania i rozwiązania są bardzo proste.

T.J.: