Wydawca: Wilga Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2014

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 111 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Smuga - Michael Morpurgo

Jeszcze nigdy Aman nie potrzebował przyjaciela tak bardzo, jak teraz. I oto na afgańskiej pustyni, przed jaskinią, w której chłopiec mieszka z mamą, zjawia się czworonożny gość.

Mała, łaciata spanielka zostaje towarzyszką zabaw Amana, a wkrótce staje się jego najwierniejszym przyjacielem. Suczka podąża za chłopcem krok w krok niczym Smuga cienia, dlatego Aman nadaje jej właśnie takie imię – Smuga.

Opinie o ebooku Smuga - Michael Morpurgo

Fragment ebooka Smuga - Michael Morpurgo

Michael Morpurgo

Smuga

Przełożyła Dominika SigsworthIlustrował Christian Birmingham

Tytuł oryginału: Shadow

Text copyright © Michael Morpurgo 2010

Illustrations copyright © Christian Birmingham 2010

Michael Morpurgo and Christian Birmingham reserve the right to be identified as the author and illustrator of the work.

Copyright © for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal, 2014

Copyright © for the Pollish translation by Grupa Wydawnicza Foksal, 2014

Tłumaczenie: Dominika Sigsworth

Redaktor inicjujący: Marta Lenartowicz

Redaktor prowadzący: Joanna Liszewska

Zdjęcia na okładce © James Marchington/Ardea.com (pies), Finbarr O’Reilly/Reuters/Corbis (żołnierz i chłopiec), Getty Images (helikopter)

Opracowanie okładki polskiej na podstawie wersji oryginalnej: Maja Andrzejewska

Skład: www.pagegraph.pl

Grupa Wydawnicza Foksal sp. z o.o.

ul. Foksal 17, 00-372 Warszawa

tel. 22 828 98 08, 22 894 60 54

e-mail:biuro@gwfoksal.pl

http://www.gwfoksal.pl/

ISBN: 978-83-280-1614-9

All rights reserved

Wszelkie prawa zastrzeżone

Żadna część tej publikacji nie może być powielana, przekazywana lub wykorzystywana w jakiejkolwiek formie bez uprzedniej zgody Wydawcy.

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.i Marcin Kapusta / Virtualo Sp. z o.o.

Dla Juliety, Hugha, Gabrielii, Ros i Tommo

Przedmowa

Wiele osób przyczyniło się do powstania tej książki: przede wszystkim Natasha Walter, Juliet Stevenson i wszyscy ci, którzy brali udział w realizacji spektaklu Ojczyzna – głęboko poruszającej sztuki, dzięki której zwróciłem uwagę na uchodźców ubiegających się o azyl w ośrodku Yarl’s Wood. Potem były dwa nadzwyczajne filmy, które pozwoliły mi zrozumieć sytuację ludności Afganistanu: The Boy Who Plays on the Buddhas of Bamiyan w reżyserii Phila Grabsky’ego i In This World Michaela Winterbottoma.

Dziękuję również Clare Morpurgo, Jane Feaver, Ann-Janine Murtagh, Nickowi Lake, Livii Firth oraz wielu innym, za wszystko, co zrobili.

Michael Morpurgo

sierpień 2010

Smuga

Historia Smugi zapadła w serca wielu osób i zmieniła ich życie na zawsze. Opowiedzą ją: Matt, jego dziadek i Aman. Oni tam byli. Oni ją przeżyli, dlatego zrobią to najlepiej.

Kiedy gwiazdy zaczynają spadać…

Matt

Ta historia w ogóle by się nie wydarzyła, gdyby nie drzewo babci. To prawda. Po jej śmierci, a było to jakieś trzy lata temu, dziadek przyjeżdżał do nas do Manchesteru każdego lata. Ale tamtego roku powiedział, że nie może przyjechać, ponieważ martwi się o drzewo babci.

Wszyscy razem, całą rodziną, posadziliśmy tę wiśnię w jego ogrodzie w Cambridge. Dziadek uwielbiał białe kwiaty kwitnących wiosną wiśni. Od razu obficie podlaliśmy drzewo, żeby dobrze rosło.

– Teraz jest ono częścią rodziny – powiedział dziadek. – I zawsze będę się nim opiekował, jak każdym z was.

Tego lata, gdy mama zadzwoniła do dziadka i spytała go, kiedy się do nas wybierze, odpowiedział, że nie może przyjechać, ponieważ panuje susza. Nie padało od miesiąca i martwi się, że drzewo babci uschnie. Musi zostać w domu, żeby je podlewać.

Mama starała się namówić dziadka do przyjazdu:

– Przecież ktoś inny może podlewać drzewo. Możesz poprosić o pomoc sąsiadów – proponowała.

Na nic jednak zdały się jej perswazje. Poprosiła więc, żebym to ja spróbował porozmawiać z dziadkiem. Liczyła, że mnie posłucha. Zadzwoniłem.

– Matt, ty możesz przyjechać do mnie. Przywieź Monopoly. I swój rower. Co ty na to? – zaproponował.

Tak oto znalazłem się w ogrodzie dziadka. Podlaliśmy drzewo babci, zjedliśmy kolację i nakarmiliśmy Psa. Siedziałem i patrzyłem w letnie rozgwieżdżone niebo, a Pies leżał u moich stóp. Bardzo to lubiłem.

Pies to mały biało-brązowy spaniel, który zawsze dyszy, wywieszając różowy język. Strasznie się ślini, ale jest cudowny. Podobno to ja nazwałem go Pies. Gdy byłem mały, dziadek i babcia mieli też kota, który wabił się Bies. Lubiłem dźwięk imion Bies i Pies wypowiadanych razem. Biedny Pies nigdy nie dostał porządnego imienia.

Ale wróćmy do opowieści. Dziadek i ja skończyliśmy pierwszą partyjkę Monopoly. Ja wygrałem. Potem długo rozmawialiśmy, a później siedzieliśmy bez słów i patrzyliśmy w gwiazdy.

Dziadek zaczął nucić, a po chwili śpiewać Kiedy gwiazdy zaczynają spadać, ale nagle przerwał.

– Dalej nie pamiętam – powiedział. – To była ulubiona piosenka babci. Wiem, że ona tam jest, Matt. Teraz właśnie spogląda na nas z góry. W taką noc jak dziś, gwiazdy wydają się być tak blisko, jakby można było je dotknąć. – Głos dziadka się łamał.

Nie wiedziałem, co powiedzieć, więc milczałem. Nagle coś sobie przypomniałem. To było jak echo w moich myślach.

– Aman powiedział mi kiedyś to samo – odezwałem się. – O gwiazdach, które są tak blisko. Byliśmy na szkolnej wycieczce na farmie w Devon i w nocy wymknęliśmy się na spacer. Nad nami było mnóstwo gwiazd, całe miliardy gwiazd. Położyliśmy się w polu i patrzyliśmy na nie. Zobaczyliśmy Oriona, Wielki Wóz i Drogę Mleczną, ciągnącą się w nieskończoność. Aman powiedział mi, że nigdy nie czuł się tak wolny. Kiedy przyjechał do Manchesteru, to myślał, że w Anglii w ogóle nie ma gwiazd. I to jest prawda, dziadku. W Manchesterze nie można ich zobaczyć tak wyraźnie. Zapewne z powodu wszystkich świateł zapalonych nocą. Aman powiedział, że w Afganistanie gwiazdy wypełniają całe niebo i są tak blisko, jakby były wymalowane na suficie.

– Kto to jest Aman? – spytał dziadek.

Wcześniej opowiadałem już o Amanie. Dziadek spotkał go nawet raz lub dwa, ale teraz często zapominał różne rzeczy. I o tym też pewnie zapomniał.

– Dziadku, Aman to mój najlepszy kolega – odpowiedziałem. – Ma czternaście lat jak ja. Nawet urodziliśmy się tego samego dnia, 22 kwietnia. Ja w Manchesterze, a on w Afganistanie. Teraz wysyłają go tam z powrotem, do Afganistanu. Na pewno spotkałeś Amana u nas w domu. Jestem tego pewien.

– Tak, teraz sobie przypominam – powiedział dziadek. – Taki niewysoki chłopiec z uśmiechem od ucha do ucha. Jak to wysyłają go z powrotem? O czym ty mówisz? Kto go wysyła?

Opowiedziałem dziadkowi jeszcze raz historię Amana, chociaż byłem pewny, że już ją słyszał. Mówiłem o tym, jak sześć lat temu Aman przyjechał do Anglii jako uchodźca, jak zaczął chodzić do naszej szkoły, mimo że nie znał angielskiego.

– Ale szybko się nauczył – powiedziałem. – Aman i ja byliśmy razem w klasie – w podstawówce i w szkole Belmont. Masz rację dziadku, on jest niski, ale potrafi biegać szybko jak wiatr i świetnie gra w piłkę. Nie opowiada wiele o Afganistanie. Mówi, że zostawił tam swoje poprzednie życie i nie chce go pamiętać, więc ja o nic nie pytam. Kiedy zmarła babcia, był jedyną osobą, z którą mogłem o tym porozmawiać. Może dlatego, że wiedziałem, że tylko on mnie zrozumie.

– Dobrze mieć takiego przyjaciela – stwierdził dziadek.

– W każdym razie – mówiłem dalej – od ponad trzech miesięcy Aman jest w jakimś więzieniu, czy czymś podobnym. Byłem przy tym, jak go zabrali – jakby był przestępcą albo nie wiadomo kim. Trzymają tam ludzi do chwili, gdy już mogą odesłać ich z powrotem do Afganistanu. Pisaliśmy w szkole listy do premiera, do królowej i do innych ważnych osób, prosząc, żeby pozwolili Amanowi zostać w Anglii. Nikt nam nie odpisał. Do Amana też pisałem. Wiele razy. Odpisał tylko raz, zaraz po tym, jak go zabrali. Napisał, że najgorsze w więzieniu jest to, że nie można wyjść w nocy na dwór i patrzeć w gwiazdy.

– Więzienie? Co masz na myśli? Jakie więzienie? – dopytywał dziadek.

– Yarl’s… coś tam – odpowiedziałem, próbując przypomnieć sobie adres, który napisałem na kopercie. – Yarl’s Wood, na pewno tak.

– To całkiem blisko, jestem tego pewien – powiedział dziadek. – Moglibyśmy odwiedzić Amana.

– Nie da rady. Oni tam nie wpuszczają dzieci – odparłem. – Mama już dzwoniła i powiedzieli jej, że nie wolno przyprowadzać dzieci, że jestem za mały. W ogóle, to nie wiem nawet, czy on nadal tam jest. Tak jak powiedziałem – od dawna nie mam od niego żadnej wiadomości.

Zapanowała cisza. Dziadek i ja nie odzywaliśmy się przez dłuższą chwilę. Znowu patrzyliśmy w gwiazdy. I wtedy przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Myślę, że właśnie przyszedł stamtąd. Z gwiazd.

I tam trzymają dzieci?

Matt

Obawiałem się, jak dziadek na to zareaguje, ale pomyślałem, że warto spróbować.

– Dziadku… – zacząłem. – Myślałem o Amanie. Może moglibyśmy się czegoś dowiedzieć. Może mógłbyś tam zadzwonić, na przykład, i dowiedzieć się, czy on jeszcze tam jest. A jeśli jest, to może mógłbyś się z nim zobaczyć, zamiast mnie?

– Ale ja go prawie nie znam. Co miałbym mu powiedzieć?

Uznałem, że dziadkowi nie spodobał się ten pomysł, więc nie naciskałem. Mojego dziadka nie można do niczego zmusić. Wszyscy w rodzinie o tym wiedzą, a mama mawia nawet, że dziadek jest uparty jak osioł.

Znów siedzieliśmy z dziadkiem, nic do siebie nie mówiąc, ale czułem, że on chce to jeszcze przemyśleć. Dziadek nie wrócił do tematu ani tego wieczoru, ani następnego ranka przy śniadaniu. Pomyślałem, że albo już o tym zapomniał, albo zdecydował, że nie ma zamiaru tego zrobić. Tak czy siak, wiedziałem, że nie powinienem o tym ponownie wspominać. Chyba nawet w ogóle zrezygnowałem z tego pomysłu.

To była część codziennej rutyny dziadka: bez względu na pogodę wstać wcześnie rano i wziąć Psa na spacer przez łąki aż do brzegu Grantchester. Dziadek nazywał tę trasę swoją „ścieżką zdrowia”. I wiem, że zawsze cieszył się, kiedy mu na niej towarzyszyłem. Niezbyt lubiłem wcześnie wstawać, ale gdy już wyszedłem z domu, to zachwycały mnie te spacery, szczególnie w takie mgliste poranki, jak tamtego dnia.

Wokoło nie było nikogo, tylko paru wioślarzy i bardzo dużo kaczek. Na łąkach pasły się krowy, więc musiałem trzymać Psa na smyczy, co nie było takie łatwe. Zawsze znalazł jakąś norę, którą chciał obwąchać, albo kopczyk kreta, który musiał oznaczyć. Cały czas ciągnął mnie za sobą.

– Ciekawy zbieg okoliczności – odezwał się dziadek.

– Co takiego? – spytałem.

– Ten Yarl’s Wood, o którym wczoraj mówiłeś. Wydaje mi się, że to jest to samo miejsce, które babcia odwiedzała lata temu. Zanim się rozchorowała. Moja pamięć nie jest już niezawodna, ale myślę, że to miejsce nazywało się Yarl’s Wood – pewnie dlatego je skojarzyłem. Babcia była z nim w jakiś sposób zaprzyjaźniona.

– Zaprzyjaźniona? – powtórzyłem.

– Tak – odpowiedział dziadek. – Jeździła tam i rozmawiała z tymi ludźmi, wiesz, z uchodźcami. Pocieszała ich, gdy przechodzili ciężkie chwile. Przez wiele lat często odwiedzała różne więzienia. Ale niewiele o tym mówiła. Twierdziła, że to ją za bardzo smuci. Zwykle raz w tygodniu jechała do kogoś, żeby podnieść go na duchu. Taka już była. Zawsze namawiała mnie, żebym też to robił. Uważała, że nadaję się do tego. Ale ja nigdy nie miałem tyle odwagi, co ona. Chyba boję się takich zamkniętych, strzeżonych miejsc. Tak myślę. Mimo że wiem, że w każdej chwili mogę je opuścić. Czy to nie jest głupie?

– Wiesz dziadku, co Aman napisał w liście? – spytałem. – Napisał, że między nim a światem na zewnątrz jest sześć par zaryglowanych drzwi i ogrodzenie z drutem kolczastym. Policzył je.

To był ten moment, kiedy obaj spojrzeliśmy na siebie i wiedziałem, że dziadek zdecydował, że to zrobi. Nie doszliśmy do Grantchester. Od razu zawróciliśmy do domu. Psu to się ani trochę nie spodobało.

Dziadek, zanim