Smok w Krainie Śniegu. Współczesna historia Tybetu - Tsering Shakya - ebook

Smok w Krainie Śniegu. Współczesna historia Tybetu ebook

Tsering Shakya

0,0
64,00 zł

lub
Opis

 

„Smok w Krainie Śniegu” to oparta unikatowych materiałach źródłowych i najważniejsza, jaka dotąd powstała praca poświęcona współczesnej historii Tybetu. Tsering Shakya – tybetański historyk cieszący się światowym uznaniem - w doskonale udokumentowany i precyzyjny sposób podważa mit Tybetu postrzeganego jako trwająca w izolacji Shangri-la, opisuje wpływ światowej polityki na losy tego kraju i dramatyczną walkę o utrzymanie niezależności w obliczu ścierających się interesów mocarstw oraz agresji i trwającej dotąd okupacji Chińskiej Republiki Ludowej. Precyzyjnie dokumentuje systematyczne niszczenie i marginalizowanie tybetańskiej kultury przez władze chińskie, postępującą asymilację ludności tybetańskiej i rugowanie jej tożsamości narodowej oraz eksploatację ekonomiczną Tybetu, lecz stara się też objaśnić motywy działania strony chińskiej, z równym dystansem podchodząc do wszystkich przytaczanych źródeł. Z tak obiektywnym i wielostronnym opisem tragedii Tybetu nie mieliśmy dotąd do czynienia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 1070




TYTUŁ ORYGINAŁU:Dragon in the Land of Snows: a History of Modern Tibet since 1947
REDAKTOR PROWADZĄCA: Elżbieta Brzozowska
REDAKCJA: Jolanta Sheybal
KOREKTA: Marzena Zielonka
OPRACOWANIE MAP: Radosław Kierełowicz vel Kieryłowicz
PROJEKT OKŁADKI I STRON TYTUŁOWYCH: AKC / Ewa Majewska
SKŁAD I ŁAMANIE: ROCH Wojciech Ochocki
Wydanie pierwsze
Warszawa, 2019
© Copyright Tsering Wangdu Shakya 1999 © Copyright for the Polish edition by Państwowy Instytut Wydawniczy, 2019 © Copyright for the Polish translation by Filip Majkowski
ISBN 978-83-66272-86-6
KSIĘGARNIA INTERNETOWA
www.piw.pl
POLUB PIW NA FACEBOOKU!
www.fb.com/panstwowyinstytutwydawniczy
Państwowy Instytut Wydawniczy
ul. Foksal 17, 00-372 Warszawa
tel. 22 826 02 01
Konwersja:eLitera s.c.

Dla Lhamo

PODZIĘKOWANIA

Napisanie tej książki zajęło mi dużo czasu i w trakcie tej pracy zaciągnąłem liczne długi wobec przyjaciół i rodziny za ich wsparcie i inspirację.

Podziękowania kieruję do dyrektora Biblioteki Tybetańskich Dzieł i Archiwów (LTWA) w Dharamsali, pana Gjatso Tseringa, oraz do jej pracowników za umożliwienie mi nieograniczonego dostępu do posiadanych przez Bibliotekę materiałów. Kiedy przebywałem w Dardżylingu, pani Norbu pomogła mi odnaleźć byłych urzędników tybetańskiego rządu i umówić się z nimi na przeprowadzenie wywiadów.

Bardzo wiele osób zgodziło się na wywiady, ale prosząc o anonimowość. Chciałbym podziękować im za ich zachętę i wsparcie w trakcie prowadzonych przeze mnie badań. Dziękuję także Atherowi Norbu, głównemu sekretarzowi Lhamo Tseringowi i Phuntshokowi Tasziemu Takli za chęć odpowiadania na moje liczne pytania, a także Pasangowi Gjalpo (znanemu też jako Diła Lang), Cziatrengowi Tsultrimowi, Baba Lekszie, Ngałangowi Dondupowi Narkjidowi i Dagjabowi Rinpocze.

Wyrażam podziękowania również Hugh Richardsonowi, Robertowi Fordowi, profesorowi Dała Norbu z UJN (New Delhi), Michaelowi Arisowi z St Antony’s College w Oksfordzie i Colinie MacDougal, która przeczytała wstępne wersje książki i poczyniła cenne uwagi.

Na podziękowania za pomoc zasługują następujące osoby: Taszi Dakneła, Tenzin Gelek, Tsering Dondup (Genla), Tenzin Sonam, Ritu Sarin, Deczien Penpa, Lhakpa Dolma, Dżigme Penpa i Tsełang Penpa.

Jestem szczególnie wdzięczny Jamesowi Cooperowi, Mary Charrington, Catrionie Bass i Robertowi Barnettowi, który przeczytał pierwszą wersję i naniósł wiele poprawek. Ponadto dziękuję Christophe’owi Besuchet z Atelier Golok za przygotowanie map do książki. Dziękuję także pracownikom Public Records Office, Kew (Londyn).

Najwięcej podziękowań należy się mojej żonie Lhamo, która wspierała mnie w tym projekcie przez cały czas i nigdy nie narzekała. Bez jej niezachwianego wsparcia i troski na pewno nie byłbym w stanie ukończyć tej książki. Poświęciła bardzo wiele, abym mógł zrealizować swą pasję i ujrzeć niniejszą książkę w druku. Uważam, że ta książka jest tak samo owocem jej pracy, jak i mojej.

SPIS MAP

Mapa 1.

Tybet etniczny (XX wiek)

Mapa 2.

Tereny Tybetu autonomicznego będące pod regionalną i prefekturalną administracją (od 1965 roku)

Mapa 3.

Granice Tybetu w 1914 roku według Tybetańczyków

Mapa 4.

Granice Tybetu w 1914 roku według nacjonalistów chińskich

Mapa 5.

Granice Tybetu zaproponowane podczas trójstronnej konferencji w Śimli w 1914 roku

Mapa 6.

Terytoria znajdujące się pod jurysdykcją rządu Dalajlamy (1918−1950)

Mapa 7.

Inwazja Armii Ludowo-Wyzwoleńczej na Tybet

Mapa 8.

Konflikt chińsko-indyjski: roszczenia Indii

Mapa 9.

Konflikt chińsko-indyjski: roszczenia Chin

SPIS SKRÓTÓW

AINC

Agencja Informacyjna Nowe Chiny

ALW

Armia Ludowo-Wyzwoleńcza

BBC

British Broadcasting Corporation

BR

„Beijing Review” (dawniej „Peking Review”)

CHC

Cambridge History of China (red. John King Fairbank)

ChRL

Chińska Republika Ludowa

CNA

China News Analysis

CQ

„China Quarterly”

FBIS

„Foreign Broadcast Information Service”

FEER

„Far Eastern Economic Review”

FO

Brytyjskie Biuro ds. Współpracy z Zagranicą (Foreign Office)

FRUS

Foreign Relations of the United States

JPRS

Joint Publications Research Service

KPCh

Komunistyczna Partia Chin (CCP)

KPTRA

Komitet Przygotowawczy Tybetańskiego Regionu Autonomicznego (PCART)

KPZR

Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego

KWC

Komitet Wyzwolenia Czamdo

LPKKC

Ludowa Polityczna Konferencja Konsultatywna Chin

LTWA

Biblioteka Tybetańskich Dzieł i Archiwów (Library of Tibetan Works and Archives)

MR

Monthly Report (raport miesięczny) z indyjskiej misji w Lhasie (PRO)

ONZ

Organizacja Narodów Zjednoczonych

OZPL

Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych

PRO

Public Record Office (Londyn)

PTI

Press Trust of India

RES

Ruch Edukacji Społecznej

SCB

Stowarzyszenie Chińskich Buddystów (CBA)

SCHT

Sources on the Culture and History of Tibet (Bod kyi lo rgyus rig gnas dpyad gzhi’i rgyu cha bdams bsgrigs), Lhasa

SCMM

Selections from China Mainland Magazines (Hongkong)

SCMP

Survey of China Mainland Press (Hongkong)

SWB

Summary of World Broadcasts (BBC)

TAR

Tibet Autonomous Region (TRA)

TB

„Tibet Bulletins” (Dharamsala)

TIN

Tibet Information Network (Londyn)

TJ

„Tibet Journal”

TR

„Tibetan Review”

TRA

Tybetański Region Autonomiczny (TAR)

TUCCR

Tibet Under Chinese Communist Rule

URI

Union Research Institute (Hongkong)

PRZEDMOWA

W ciągu ostatnich lat Tybet cieszył się dużym międzynarodowym zainteresowaniem. O jego problemach politycznych debatowały parlamenty świata i napisano o nim wiele artykułów prasowych. Jednak w niezwykle dużej liczbie tekstów poświęconych wydarzeniom w Tybecie w latach 1987−1994 (kiedy w Lhasie odbyło się ponad pięćdziesiąt demonstracji niepodległościowych), uderzył mnie niedostatek rzetelnie przygotowanych materiałów na temat najnowszej historii Tybetu. Mnie jako Tybetańczyka zaalarmowało również generalizowanie problemu na arenie międzynarodowej i uproszczony sposób, w jaki był omawiany. Demonstracje polityczne, do których doszło w Tybecie pod koniec lat 80., ujawniły lukę w badaniach historii współczesnego Tybetu. Mam nadzieję, że niniejsza praca będzie w stanie ją wypełnić.

Na Zachodzie istnieje długa tradycja studiów tybetologicznych, lecz ograniczają się one przede wszystkim do buddyzmu, dawnej historii i sztuki. Od lat 60. XX wieku rozwijają się badania antropologiczne dotyczące tybetańskich społeczeństw, lecz na ogół koncentrują się one na tybetańskojęzycznych populacjach południowego pasa Himalajów (Ladakh i Nepal), czy też na rekonstrukcji modelu tybetańskiego społeczeństwa sprzed 1950 roku i opierają się przede wszystkim na rozmowach z uchodźcami. Te prace skupiają się na małych społecznościach i często podkreślają statyczną naturę tybetańskiego społeczeństwa i jego odizolowanie od wielkich światowych wydarzeń. Jako przedmiot badań najnowsza historia Tybetu jest w znacznej mierze lekceważona, co sugeruje założenie, że Tybet nie ma najnowszej historii i prowadzi do powstania tendencji do ukazywania ostatnich wydarzeń w uproszczonych dualistycznych kategoriach.

Przeprowadzenie wnikliwej i naukowej dyskusji na wspomniany temat uniemożliwiają pewne czynniki obiektywne. Wydarzenia opisane w niniejszej książce do pewnego stopnia nadal trwają, a większość kluczowych postaci, które odcisnęły piętno na zarysie tybetańskiej historii, nadal jest aktywna. Występuje również realny problem zdobycia autentycznych materiałów źródłowych, na których musi się opierać każde obiektywne badanie. W rezultacie badanie historii współczesnego Tybetu pozostawiono polemice między tymi, którzy popierają albo tybetańskie, albo chińskie roszczenia.

Na temat najnowszej historii Tybetu toczą się dzisiaj gorące spory na arenie politycznej, z zastosowaniem prymitywnej dialektyki. Zarówno chińskim, jak i tybetańskim władzom bardzo zależy, aby sprawę zredukować do uproszczonych zagadnień. Dla Chińczyków Tybet sprzed 1950 roku był piekłem na ziemi spustoszonym przez feudalny wyzysk. Nie ma akceptowalnych elementów tybetańskiej kultury i tradycji. Pogląd ten jest wzmacniany przez tradycyjne chińskie uprzedzenia wobec niechińskich narodowości. Komuniści nie tylko wierzą, że udało im się zjednoczyć Chiny, lecz również, że ich rządy w Tybecie stanowiły wyzwolenie niewolników i są ciągłym pasmem rozwoju i dążenia do nowoczesności.

Dla Tybetańczyków obraz jest dokładnie odwrotny. Przed chińską inwazją ich kraj był ziemią „szczęśliwych” i „zadowolonych” ludzi. Chińskie rządy nie tylko oznaczały zniszczenie niezależnej politycznej tożsamości Tybetańczyków, lecz także (jak utrzymują) cztery dekady praktycznego ludobójstwa tybetańskiego narodu i kultury. Między tymi dwoma poglądami jest przepaść jak niebo i ziemia, i pogodzenie ich nie jest możliwe.

Obydwa są częścią tworzenia politycznego mitu, w którym owe potężne symbole są przywoływane, aby uzasadnić i usankcjonować roszczenia ich orędowników. Dla Chińczyków odmalowanie ciemnego i piekielnego obrazu przeszłości było polityczną koniecznością, by mogli usprawiedliwić twierdzenie o „wyzwoleniu” Tybetu, twierdzenie, które tylko częściowo oparte jest na prawnym przekonaniu, że Tybet stanowił integralną część ChRL. Logika tego argumentu jest taka sama, jak przekonanie zachodnich mocarstw kolonialnych, że ich władza była czynnikiem cywilizującym mieszkańców ich dominiów. Dla Tybetańczyków, zwłaszcza dla tych, którzy doświadczyli osobiście ucisku ostatnich kilku dekad, odzyskanie przeszłości stało się niezbędnym aktem politycznego wezwania, pozwalającego im na ucieczkę od rzeczywistości, która pozbawiła ich przyszłości. Dla nich znaczenie i tożsamość leżą w gloryfikowaniu przeszłości, kiedy to Kraina Śniegu była miejscem życia wyłącznie Tybetańczyków.

Ani Tybetańczycy, ani Chińczycy nie chcą pozwolić, by jakiekolwiek komplikacje przeszkadzały ich głęboko żywionym przekonaniom. Doprowadziło to do czegoś, co ja nazywam „zaprzeczaniem historii”, procesu, który nierozłącznie wiąże się z negowaniem odpowiedzialności. Tybetańskie elity twierdzą, że ich działania są całkowicie pozbawione winy, starają się odmalować obraz bezwarunkowej niewinności i przedstawić działania Chińczyków jako gwałt na niewinnym narodzie. Tybetańczykom trudno przychodzi przyznanie się, że w swej najnowszej historii nie byli jedynie biernymi uczestnikami, ani też, że relacje tybetańsko-chińskie wiążą się z kwestiami o wiele bardziej złożonymi. We wczesnych latach 50. wśród świeckich i duchowych elit rządzących Tybetem panowała zgoda co do tego, że buddyjski Tybet i komunistyczne Chiny mogą współegzystować i, zgodnie z tym poglądem, w pełni współpracowały z Chińczykami. Co więcej, w Tybecie było wielu ludzi, którzy otwarcie powitali Chińczyków jak powiew nowoczesności.

Podobnie chińscy przywódcy odmawiają spojrzenia na kwestię tybetańską z perspektywy pragnień i życzeń narodu tybetańskiego. Dla Chińczyków przyznanie, że Tybet miał współczesną historię i tożsamość oznaczałoby zaakceptowanie jego odrębności od Chin. Chińska polityka wobec Tybetu wyrasta z dwóch idei, które ukształtowały współczesne Chiny: po pierwsze jest to chiński nacjonalizm, który przykłada wielką wagę do upokorzenia, jakiego Chiny doznały pod butem zachodniego imperializmu i sprawia, że Chińczycy interpretują tybetańskie żądania niepodległości jako ukuty za granicą spisek mający doprowadzić do rozbioru Chin. Jest to pogląd, który konsekwentnie podzielały kolejne chińskie reżimy od dynastii Qing, poprzez Kuomintang, do komunistów. Dlatego też wszyscy chińscy przywódcy od czasów późnych Qingów kierują się polityką włączania Tybetu do szeroko pojętego organizmu państwa chińskiego. W tym układzie nie ma znaczenia, co myślą czy czego chcą Tybetańczycy: Tybet jest częścią Chin. Drugim czynnikiem kształtującym przyjętym przez Chińczyków jest wąskie, marksistowsko-ekonomiczne, deterministyczne spojrzenie na tożsamość narodową, które traktuje ją jako produkt rozbieżności ekonomicznych i zakłada, że po wyeliminowaniu nierówności gospodarczych różnice etniczne w naturalny sposób będą zanikać.

Jedną z dominujących cech najnowszej historii Tybetu była kwestia jego statusu prawnego i natura relacji z Chinami. Niniejsza książka nie jest miejscem, by szczegółowo zagłębiać się w ten temat. Wystarczy jednak powiedzieć, że historyczne relacje Chin i Tybetu są jak zachodzące na siebie okręgi. Większa część debaty wiąże się z definicją lub zaprzeczeniem owego zachodzenia na siebie. Owe tradycyjne relacje między Tybetem i Chinami umiejscowione były w kontekście kultury politycznej chińsko-tybetańskiego świata, gdzie znaczenie tej relacji było dobrze rozumiane przez jej uczestników. Kiedy to społeczno-kulturowe i polityczne środowisko zostało zmienione najpierw przez przybycie do Azji kolonialnych mocarstw z Zachodu, a następnie poprzez transformację tradycyjnego, zdominowanego przez konfucjanizm chińskiego systemu politycznego w bardziej zachodni, który stworzył Republikę Chińską i doprowadził do rozwoju chińskiego nacjonalizmu, tradycyjne i ustalone już relacje zostały zakwestionowane. Nowi przywódcy Chin zamierzali wedrzeć się do Tybetu i przekształcić tradycyjne relacje w o wiele silniejszy związek między rządem centralnym a rządem lokalnym, co ściślej powiązałoby Tybet z chińską władzą.

Tybetańczycy utrzymują dziś, że tradycyjną relację między Chinami a Tybetem charakteryzowały buddyjskie pojęcia kapłana i patrona (czio-jon). Sugeruje to, że związek był natury czysto religijnej i nie zakładał żadnej formy podległości Tybetu w stosunku do Chin. To świadczyłoby o tym, że Tybetańczycy postrzegali cesarza Chin jako instytucję czysto świecką. Jest to jednak dalekie od prawdy. Dla Tybetańczyków chiński cesarz był instytucją zarówno religijną, jak i świecką: w tybetańskich źródłach mandżurski cesarz określany jest zawsze jako Dżiampejang Gongma[1], czyli emanacja Mandżuśriego. W ten sposób był on definiowany nie tylko jako świecki patron, lecz także jako postać zajmująca miejsce w buddyjskim panteonie i mająca pewien zakres świeckiej władzy nad Tybetem. Jednak mandżurscy cesarze zadowalali się ceremonialnym i symbolicznym poddaństwem i nie zamierzali integrować Tybetu z Chinami.

Przybycie Brytyjczyków do Indii i ich stopniowa ekspansja w stronę Himalajów zdecydowanie wyniosła kwestię chińskiej władzy w Tybecie na pierwszy plan. Od samego początku Brytyjczycy, zderzywszy się z tym problemem, narzucili własną terminologię, określając tę relację jako zależność między suwerenem i suzerenem, co wcale nie wyjaśniło sprawy, lecz przeciwnie, jeszcze bardziej ją skomplikowało. Tybetańczycy, przynajmniej od 1913 roku, uważali się za niezależnych od Chin i proklamowali Tybet jako państwo niepodległe. Krok ten jednak został udaremniony częściowo przez wewnętrzne konflikty, a częściowo, ponieważ Tybetańczycy zapragnęli odciąć się od reszty świata. Jednak kolejne chińskie reżimy nigdy tego stanu rzeczy nie zaakceptowały. Tybet nie zdołał uzyskać również prawnego uznania niepodległości swego państwa. Przez to kwestia statusu Tybetu pozostała niepewna.

W niniejszej książce nie zawarłem szczegółowych interpretacji relacji chińsko-tybetańskich, sygnalizując tylko problemy związane z tą kwestią oraz brak porozumienia wśród naukowców. Pokazuję, że przed podpisaniem Siedemnastopunktowego porozumienia rząd w Lhasie sprawował pełną kontrolę nad wewnętrznymi i zewnętrznymi sprawami Tybetu. Ten fakt jest dla mnie kryterium stwierdzenia czy państwo jest niepodległe, czy też nie. Do czasu chińskiej inwazji w październiku 1950 roku rząd tybetański miał wewnętrzną i zewnętrzną swobodę, co jasno pokazywało, że kraj był niepodległy.

Chociaż polityczne problemy Tybetu wywołują duże zainteresowanie, od strony naukowej jest to nadal temat dość zaniedbany. Garstka naukowców, która zajmowała się historią Tybetu w XX wieku, interesowała się tylko brytyjską polityką wobec niego i postrzegała Tybet jako zaledwie „pionka na szachownicy imperiów”. Wiele prawdy jest w poglądzie, że obecny problem jest w dużej mierze zakorzeniony w konflikcie, jaki powstał pod koniec XIX wieku, kiedy to imperialne interesy brytyjskie przeniknęły przez Himalaje na Wyżynę Tybetańską. Takiego rozwoju wypadków Chińczycy nie mogli już ignorować i dlatego postanowili wzmocnić kontrolę chińskiego imperium nad Tybetem. Jednak ten temat stał się ważny dla naukowców dopiero z wybuchem chińsko-indyjskiej wojny granicznej w 1962 roku, w której wyniku powstała seria tekstów opierających się w całości na materiałach źródłowych zachowanych w brytyjskich archiwach. Na uwagę zasługują prace takich historyków, jak Alastair Lamb, Parshotam Mehra, Premen Addy i Amar Kaur Jasbir Singh, którzy prześledzili stosunki dyplomatyczne między Tybetem, Chinami i Wielką Brytanią od XVIII wieku. Ich prace dotyczą przede wszystkim polityki imperium brytyjskiego oraz jej skutków na terenach ościennych. Dlatego też naturalny koniec ich analizy następuje wraz z wycofaniem się Brytyjczyków z Indii.

To zmieniło w 1990 roku opublikowanie przez Melvyna Goldsteina książki History of Modern Tibet, 1913−1951. Uzupełniając zachodnie źródła archiwalne wywiadami z tybetańskimi osobistościami, Goldstein zdołał pokazać nieco historii Tybetu w pierwszej połowie XX wieku. Jego publikacja była przełomem we współczesnej literaturze dotyczącej Tybetu.

Pięć lat wcześniej Heather Stoddard wydała swoją biografię Genduna Cziomphela Le Mendiant de l’Amdo. Jej praca skupiała się przede wszystkim na życiu jednego człowieka, lecz omawiała też wiele zagadnień, którymi zajął się później Goldstein. Obydwie te publikacje są wyjątkowe w zachodniej literaturze poświęconej Tybetowi pierwszej połowy XX wieku.

ŹRÓDŁA

W niniejszej książce za punkt wyjścia przyjąłem wycofanie się Brytyjczyków z Indii. Jest to nie tylko dogodny historyczny punkt zwrotny, ale, jak zobaczymy w trakcie lektury, też ważny okres przejściowy w regionie w ogóle. Opowiadając historię Tybetu z tej perspektywy, korzystałem z wielu źródeł, aby połączyć wydarzenia w trakcie ich rozwoju.

Przede wszystkim korzystałem ze źródeł w języku tybetańskim i angielskim, zachowanych w rozmaitych archiwach, w tym w Public Record Office (Londyn), gdzie znajduje się liczna korespondencja między rządami Tybetu i Wielkiej Brytanii z lat 1947−1951, rzucająca światło na tybetańskie stanowisko i politykę w owym czasie. Brytyjskie archiwa zawierają również pewną liczbę ważnych relacji misji indyjskiej w Lhasie, przede wszystkim miesięczne raporty, w których zawarte są szczegóły wydarzeń w Tybecie w latach 1950−1954. Wybuch wojny chińsko-indyjskiej doprowadził do publikacji przez rząd Indii cennych dokumentów, w których są zawarte informacje na temat sporów granicznych i tybetańskiego stanowiska. Wydana przez indyjski rząd Biała księga [Notes, Memoranda and Letters Exchanged and Agreements Signed Between the Government of India and China; White Paper 1959−1963] pokazuje, jak podejrzenia i obawy istniejące między oboma państwami przerodziły się w wojnę.

W latach 1950−1951 Tybet zacieśnił swoje relacje ze Stanami Zjednoczonymi, a powstałe wówczas dokumenty zostały upublicznione. Ich głównym źródłem jest Foreign Relations of the United States; 1949. Vol. IV: The Far East; China. Jak mówię o tym w książce, pod koniec lat 50. Amerykanie zmienili taktykę wobec Tybetu i nawiązali z nim potajemne relacje. Dokumenty CIA dotyczące tego epizodu nie zostały odtajnione, opierałem się więc na informacjach moich dwóch ważnych tybetańskich informatorów, którzy brali udział w tworzeniu ówczesnej taktyki.

Tybet był tematem debaty w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w latach 1951, 1959 i 1962, a obszerne, nieprzejrzane materiały tego dotyczące znajdują się w Public Record Office w Londynie. Wielka Brytania była jedynym zachodnim państwem, które utrzymywało relacje z Tybetem na początku XX wieku, dlatego też z nią konsultowały się kraje Brytyjskiej Wspólnoty Narodów i Zachodu. Dyskusje wywołane przez debaty w ONZ zapewniły materiały na temat poglądów innych rządów na temat Tybetu. Korzystałem z nich dość obszernie.

Jak wspomniałem wcześniej, delikatna natura kwestii tybetańskiej sprawia, że wiele cennych źródeł wciąż jest niedostępnych i jest mało prawdopodobne, że rządy umożliwią nieograniczony dostęp do swych archiwów. Jest tak nawet w przypadku krajów liberalnych, jak Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, dwa zachodnie kraje, które utrzymywały rozległe kontakty z Tybetem. Pewna liczba materiałów na temat Tybetu w Public Record Office w Londynie wciąż jest tajna. Amerykanie nigdy oficjalnie nie przyznali się do tajnego udziału CIA w operacjach w Tybecie i teczki z dokumentami na ten temat są wciąż niedostępne. Te, które upubliczniono, zostały ocenzurowane, co sprawia, że mają niewielką wartość. Udział Indii w polityce tybetańskiej oznacza, że indyjskie dokumenty są niezbędne do zrozumienia najnowszej historii Tybetu, lecz nieustające spory graniczne między Indiami i Chinami sprawiają, że rząd w New Delhi wciąż nie otwiera archiwów dotyczących tego tematu.

Najważniejszym źródłem bezpośrednim w języku tybetańskim była seria niedawnych publikacji w Tybecie, wydanych przez Ludową Polityczną Konferencję Konsultatywną Chin (LPKKC). Jest to forum, do którego komuniści wyznaczyli osoby spoza partii, uważane za wpływowe w kształtowaniu opinii publicznej (w Tybecie przede wszystkim wysoko postawieni Rinpoczowie i dawni członkowie arystokracji). Od 1980 roku partia komunistyczna zachęcała tych ludzi – wielu z nich to dawni urzędnicy tybetańskiego rządu – aby zapisywali swoje wspomnienia. Dodatkowo, także niektórzy chińscy cywile i urzędnicy wojskowi spisali relacje ze swych doświadczeń w Tybecie, przetłumaczone następnie na język tybetański. Owe artykuły zostały opublikowane w Sources on the Culture and History of Tibet [Źródła poświęcone kulturze i historii Tybetu] (Bod rang skyong ljongs rig gnas lo rgyus dpyad gzhi), której pierwszy tom wyszedł w 1982 roku i znalazł się w ograniczonym obiegu (nei-bu). W czasie pisania tej książki wydano już ponad piętnaście tomów.

Chociaż owe publikacje stanowią ważne źródło, należy zachować pewną ostrożność. Jeden z autorów, Sampho, po udaniu się na emigrację napisał, że przypisywane mu teksty są autorstwa kogoś innego, a jego imię zostało po prostu dopisane. Artykuły prawie zawsze zaczynają się od akapitu, w którym autor zamieszcza deklarację, że Tybet zawsze był częścią Chin i przyznaje, że sami piszący byli wcześniej zaangażowani w działania mające doprowadzić do odłączenia Tybetu od macierzy. Niemniej jednak, roztropna analiza owych artykułów wyodrębnia pożyteczne fakty i idee pewnych sfer tybetańskiego społeczeństwa.

Na uchodźstwie ważni tybetańscy urzędnicy wydali swoje autobiografie w języku tybetańskim (i czasami po angielsku). Na uwagę zasługują przede wszystkim dwie autobiografie Dalajlamy. Nie należy postrzegać ich jako jednoznacznych źródeł historycznych. Napisano je dla szerokiej opinii publicznej, aby uzyskać poparcie dla kwestii tybetańskiej. Jak wszystkie autobiografie ważnych postaci historycznych, ich znaczenie wiąże się nie z tym, co w nich napisano, lecz z tym, co pominięto.

Inni Tybetańczycy – Sampho, Namseling, Alo Cziondze etc. – również są autorami autobiografii. Te jednak nie dostarczają zbyt wielu użytecznych informacji. Wynika to częściowo z faktu, że główną motywacją tybetańskich urzędników było, jak się zdaje, uniknięcie kontrowersji i konfrontacji, przez co ważne elementy historii zostały ledwo wspomniane. (Książki napisane w języku angielskim charakteryzują się często o wiele większą wnikliwością, niż te pisane po tybetańsku). Na przykład Sampho, który był jedną z najważniejszych postaci omawianego okresu i członkiem delegacji, która podpisała Siedemnastopunktowe porozumienie, pozostał w Tybecie do wczesnych lat 80., lecz jego autobiografia, wydana w Indiach, dostarcza bardzo niewielu ważnych informacji. W Tybecie istniała wspaniała tradycja pisania biografii wielkich lamów, dotyczy to jednak tylko hagiograficznej tradycji omawiania cudownych duchowych osiągnięć lamów i nie mówi nic istotnego na temat polityki danego czasu. Dwaj nauczyciele Dalajlamy odegrali ważną rolę w polityce omawianego okresu, lecz ich biografie nie mówią praktycznie nic godnego uwagi odnośnie do najnowszej historii politycznej. Na przykład o wydarzeniach 1959 roku ledwo napomknięto w nich jednym zdaniem.

Biblioteka Tybetańskich Dzieł i Archiwów w Dharamsali, w północnych Indiach, zgromadziła pewną liczbę cennych nagrań z wywiadami z tybetańskimi osobistościami ważnymi w latach 50., takimi jak Phala Thubten Łoden, Liusziar Thubten Tharpa, Barszi Ngałang Tenkjong, Kundeling i inni. Początkowo zamierzano je opublikować, jednak nie zostały wydane, ponieważ rząd w Dharamsali stwierdził później, że niektóre z tych relacji zaprzeczają oficjalnym wersjom historii. Miałem to szczęście, że udostępniono mi je i korzystałem z nich obficie w pracy nad niniejszą książką. Okazało się, że stanowią najlepsze źródło do moich badań, bardzo często dostarczając szczerych relacji co do wydarzeń w Tybecie w latach 1950−1959. Do owych źródeł dodałem ponadto moje własne wywiady z wieloma z owych postaci.

Korzystanie z oficjalnych chińskich publikacji w języku tybetańskim lub przetłumaczonych na angielski, wiąże się z licznymi ograniczeniami. Nie trzeba chyba dodawać, że owe źródła są wyrazem partyjnej propagandy i służą objaśnianiu aktualnie prowadzonej polityki. W samym Tybecie nigdy nie było tradycji niezależnego i krytycznego pisania i publikowania o polityce, a tym bardziej nie było jej też w ostatnich latach. Proces tworzenia polityki w Chinach jest objęty ścisłą tajemnicą i bardzo często o ważnych wydarzeniach czy kampaniach możemy dowiedzieć się dopiero długo po ich wprowadzeniu w życie. Jest to szczególnie prawdziwe w odniesieniu do Tybetu, który do niedawna był zamknięty dla osób z zewnątrz i nikt nie powziął szczerego wysiłku, aby zbadać, jak sprawy się mają w regionie. Nawet dzisiaj trudno jest dowiedzieć się, jak podejmowane są ważne decyzje w Tybecie i jak dużą władzę faktycznie ma tam regionalny oddział partii komunistycznej. Prawie niemożliwe jest zbadanie takich tematów, jak kwestia relacji między grupami etnicznymi na wyższych szczeblach regionalnego oddziału KPCh. W ciągu ostatnich lat wyciekła pewna liczba ważnych partyjnych dokumentów, a niektóre z nich dostarczają ważnych informacji o naturze i funkcjonowaniu KPCh w Tybecie. Część użytecznych materiałów zgromadził Robert Barnett z TIN (Tibet Information Network).

Istnieją również dokumenty partii komunistycznej dotyczące polityki wobec Tybetu i innych mniejszości, które przetłumaczono na język tybetański. Po śmierci Mao wydano piąty tom jego przemówień i tekstów, i również je przetłumaczono na tybetański. Ten zbiór zawiera pewną liczbę dokumentów związanych z Tybetem.

Istnieje również bardzo dużo przekładów chińskich publikacji zebranych przez inne rządy lub instytucje naukowe. BBC publikuje Summary of World Broadcasts [Skrót wiadomości ze świata] (SWB). W jego części dalekowschodniej znajdują się abstrakty i teksty artykułów, które wyemitowano lub przedstawiono jako wiadomości z chińskojęzycznej prasy. Rząd Stanów Zjednoczonych wydaje Foreign Broadcast Information Services [Wiadomości z obcojęzycznych kanałów informacyjnych] (FBIS) i Joint Publication Research Services [Usługi łączonych publikacji naukowych] (JPRS). Amerykański konsulat w Hongkongu publikował Survey of the Chinese Mainland Press [Przegląd prasy z Chin kontynentalnych] (SCMP) oraz Selection from China Mainland Magazines [Wybór z czasopism publikowanych w Chinach kontynentalnych] (SCMM). Wszystkie te materiały zawierają artykuły i wiadomości dotyczące spraw Tybetu i mniejszości. Również tybetański rząd na uchodźstwie gromadzi odpisy z audycji Radia Lhasa, lecz nie są one łatwo dostępne dla szerszej liczby odbiorców.

Owe materiały niejednokrotnie dają wgląd w oficjalne twierdzenia partii komunistycznej i wzbudzają wątpliwości odnośnie do tego, co, jak sądzimy, dzieje się w partii. Niektóre z tych dokumentów to przemówienia wygłoszone do partyjnych i rządowych urzędników, bądź też artykuły wstępne w oficjalnych dziennikach. Są one użyteczne jedynie przy określaniu oficjalnej polityki w konkretnym okresie oraz przy opisywaniu rozmaitych kampanii, które przeprowadzano w Tybecie. Korzystałem z tych materiałów bardzo często.

ZAPIS TYBETAŃSKICH NAZW WŁASNYCH I TERMINÓW

Starałem się unikać stosowania zbyt wielu tybetańskich terminów i tam, gdzie było to możliwe, zastępowałem je właściwymi odpowiednikami angielskimi. W tekście oddawałem tybetańskie terminy i nazwy własne w ich bardziej znajomo wyglądających łacińskich formach, natomiast lista nazw przy użyciu właściwego tybetańskiego zapisu została zamieszczona w Dodatku 2. W tym celu użyłem standardowej ortografii pisanego tybetańskiego oraz reguł transliteracji przedstawionych przez Wyliego (1959).

Chińskie nazwy własne zapisano za pomocą pinyinu, z wyjątkiem przyjętych już form, jak choćby Czang Kaj-szek. Chińskie nazwy własne, które zapisano według systemu Wade’a i Gilesa, zostały zamienione na pinyin zgodnie z zasadami przedstawionymi w: Jonathan D. Spence, The Search for Modern China (Hutchinson, London 1990), s. xxv.

PRZEDMOWA TŁUMACZA POLSKIEGO

W roku 2019 przypadają dwie bardzo ważne, okrągłe rocznice, upamiętniające wydarzenia, które odcisnęły niedające się przecenić piętno na najnowszej historii Tybetu.

10 marca mija 60 lat od wybuchu powstania w Lhasie, które doprowadziło kilka dni później (17 marca) do ucieczki z kraju Czternastego Dalajlamy. To wydarzenie przypieczętowało losy kilku milionów Tybetańczyków w Tybecie i tysięcy tych, którzy za ukochanym przywódcą udały się na emigrację. Stało się też punktem zwrotnym, którego następstwa wykroczyły znacznie poza granice świata kultury tybetańskiej. Powstanie, czy też rewolta, jak nieraz nazywa te wydarzenia Autor, oraz ucieczka Dalajlamy, wpłynęły na losy ludzi w Chinach, Indiach, Nepalu, Bhutanie, Mongolii i w innych regionach świata. Nie zawsze bezpośrednio i nie zawsze w sposób oczywisty. Te najbardziej ewidentne przykłady zmian w układzie sił i sojuszy oraz życia indywidualnych osób w rejonie Himalajów Tsering Shakya pokazuje w jasny i niebudzący wątpliwości sposób na kartach niniejszej książki. Jednak konsekwencje tamtych wydarzeń wykroczyły daleko poza wspomniany obszar geograficzny. Prężnie działająca tybetańska diaspora w Indiach i innych krajach oraz międzynarodowy prestiż Jego Świątobliwości Dalajlamy i innych duchowych postaci buddyzmu tybetańskiego doprowadziły do zaistnienia Tybetu na arenie międzynarodowej. Nie jako niepodległego państwa, lecz jako tworu kulturowego, czasami mitologizowanego i, co oczywiste, nieraz niezrozumianego, który zajął poczesne miejsce w świadomości ludzi Zachodu w sposób zapewne niepojęty dla twardogłowych chińskich komunistów i niespodziewany dla samych Tybetańczyków. Na światowych uczelniach na stałe zagościła dyscyplina naukowa o nazwie tybetologia, buddyzm tybetański stał się religią, której wyznawców można znaleźć prawie w każdym zakątku świata, a bogata literatura tybetańska doczekała się przekładów na rozliczne języki.

Drugą okrągłą rocznicą jest 30 lat przyznania Czternastemu Dalajlamie Pokojowej Nagrody Nobla 10 grudnia 1989 roku. Rocznica dla Tybetańczyków równie ważna, jak rok 1959, świętowana w diasporze każdego roku jako historyczny moment, w którym świat udowodnił, że o Tybecie nie zapomniał. Nobel otworzył Dalajlamie polityczne salony świata, zaprowadził go do pałaców prezydenckich i parlamentów na wszystkich kontynentach oraz dał Tybetańczykom poczucie przynależności i tego, że nawet mały, kilkumilionowy naród z niedostępnych Himalajów może mieć coś do powiedzenia w świecie rządzonym przez mocarstwa jądrowe.

O obu wydarzeniach mówi niniejsza książka. Pierwsze z nich jest oczywiście omówione szczegółowo i stanowi ważną oś historycznej opowieści. Opowieści, którą już w Posłowiu Autor doprowadza do lat 90. XX wieku i tam też, trochę mimochodem, mówi o pokojowym Noblu. Jest to więc również pomyślny zbieg okoliczności, że do polskiego Czytelnika książka Tseringa Shakyi trafia w roku obu ważnych, okrągłych rocznic.

Książka Tseringa Shakyi jest pozycją wyjątkową pośród wielu opisów poświęconych tybetańskiej historii i polityce. W dzisiejszym, mocno dwubiegunowym świecie ostrych sporów politycznych i światopoglądowych jesteśmy przyzwyczajeni do bycia za lub przeciw, do wysłuchiwania opinii opowiadających się za taką opcją, a będących przeciwko innej. Również pośród tybetologów, sinologów, działaczy protybetańskich, buddystów i ludzi fascynujących się Wschodem często spotyka się opinie spolaryzowane. Szczególnie gdy, mogłoby się zdawać, mamy do czynienia z historią tak oczywistą, w której ewidentnie jest silny agresor napadający na słabszego sąsiada. Złe Chiny i biedny Tybet. A przecież nic nigdy nie jest tylko białe i tylko czarne. Nasze życie to cała gama kolorów. Czytelnik, jeśli tylko interesuje się tematem chińskiej okupacji Tybetu, na pewno spotkał się z publikacjami broniącymi Tybetańczyków i jednoznacznie potępiającymi komunistyczne Chiny. Lub odwrotnie, mamy przecież również bardzo obfite materiały propagandowe prochińskie, uzasadniające chińską obecność na Dachu Świata.

I pośród tych skrajnych opinii nagle taka książka! Wyważone spojrzenie na historię ostatnich z górą siedemdziesięciu lat trudnych (a przecież nigdy łatwe nie były) relacji chińsko-tybetańskich, które nie neguje roli agresora odegranej przez Chiny i ofiary tejże agresji, czyli Tybetu. A jednocześnie pokazujące, że nie tylko komunistyczny rząd Chin uprawia propagandę, by realizować swe polityczne cele. Również rząd tybetański na uchodźstwie w Indiach wie, jak posługiwać się machiną propagandową. Tsering Shakya jasno pokazuje mechanizmy, które stały za chińską agresją i późniejszą okupacją, ale też trzeźwo mówi o winie samych Tybetańczyków. Nie jest trudno obnażać zimną politykę Pekinu, ale już o wiele trudniej, szczególnie Tybetańczykowi!, jest mówić o politycznym wyrachowaniu tybetańskiej diaspory i samego Dalajlamy. Historyczna opowieść Tseringa Shakyi, z racji swego obiektywizmu, może spotkać się z zarzutami obydwu stron. Ktoś stwierdzi, że jest prochińska, a ktoś, że wręcz przeciwnie. Tymczasem, na ile to tylko możliwe, nie jest ona ani taka, ani taka. I to może nas, często patrzących na historię i bieżące wydarzenia polityczne przez pryzmat jednej lub drugiej strony, nieco zaboleć. Na Zachodzie, który ma tendencję do mitologizowania Tybetu, takie podejście do sprawy może nie być łatwo przełknięte. A co dopiero przez samych Tybetańczyków! Odwagę Autora należy podziwiać i mieć nadzieję na więcej podobnych dzieł, starających się zachować jak najdalej posunięty obiektywizm. Przyniesie to więcej pożytku Tybetowi i jego nieustającej walce o odzyskanie politycznej osobowości, niż tworzenie wokół niego mitów i legend.

KILKA SŁÓW O PISOWNI WYRAZÓW TYBETAŃSKICH

Język tybetański posiada swój własny alfabet, w związku z tym wszelkie zapisy tybetańskich nazw własnych, w tym imion, w innych językach są jedynie próbą oddania tybetańskich dźwięków za pomocą znanych użytkownikom danego języka liter i ich kombinacji. Dlatego też zawsze byłem zdania, że również po polsku możemy zapisywać tybetańskie słowa tak, by polski Czytelnik nie miał większego problemu z ich przeczytaniem i miał przynajmniej przybliżone pojęcie tego, jak brzmią one w ustach Tybetańczyka. Zadanie to z jednej strony wydaje się bardzo łatwe, bo polskim alfabetem bez większych problemów możemy oddać tybetańską mowę w różnych jej dialektach. Ale z drugiej strony, powstało już tyle teorii i sposobów tego zapisu, że i tak nikt nigdy nie jest z nich w pełni zadowolony.

Jeśli Czytelnik chciałby mieć próbkę najlepszego (moim zdaniem) oddania wymowy wyrazów tybetańskich w języku polskim, to proponuję sięgnąć po teksty modlitw buddyjskich zapisanych fonetycznie, które tworzą i z których korzystają polskie ośrodki buddyjskie, np. Centrum Buddyjskie Karma Kamtsang w Grabniku pod Warszawą. Zapis ten jest bardzo dobry z tego prostego powodu, że polscy buddyści muszą być w stanie odmawiać modlitwy w języku tybetańskim razem z Tybetańczykami i móc być przez nich zrozumianymi. Stąd staranność, by te zapisy były możliwie jak najbardziej zbliżone do faktycznej wymowy. A ta, zarówno w dialekcie lhaskim (przyjmowanym za standardowy, jako mowa stolicy i wykształconych elit), jak i na przykład w dialekcie Khamu (wielu popularnych na Zachodzie, w tym i w Polsce, buddyjskich nauczycieli posługuje się tym dialektem) charakteryzuje się wyraźnym rozróżnieniem na spółgłoski miękkie, np. „dź, ć” oraz twarde, np. „dz”, z dość dużą przewagą tych pierwszych. Stopień naukowy uzyskiwany po latach studiów w buddyjskich ośrodkach monastycznych to geśe (faktyczna wymowa), ale że nie wygląda to być może za dobrze po polsku, u nas zapisywany najczęściej jako gesze (mimo że w tybetańskiej wymowie mamy ewidentne miękkie „ś”, a nie twarde „sz”). Popularny tytuł (czy może raczej epitet) przysługujący inkarnowanym lamom to faktycznie rinpoće, bardziej niż rinpocze, choć ten drugi zapis bardziej się przyjął. Anglicy i Amerykanie nie mają tego problemu, gdyż u nich „sh” i „ch” to jedyne opcje zapisu, jakie mogą tu zastosować, zresztą reprezentujące dźwięki bardziej miękkie od naszych „sz” i „cz”.

Druga sprawa to samogłoski. W języku tybetańskim mamy wiele samogłosek z przegłosem, których zapis całkiem dobrze oddają niemieckie umlauty „ö” i „ü”. Ale po polsku na ogół tych liter nie używamy i nie każdy musi wiedzieć, jak je wymówić. I tu ponownie dobrze jest zerknąć do fonetycznego zapisu buddyjskich modlitw. A tam sprawę załatwiono całkiem przyzwoicie, wstawiając w miejsce umlautów „y”. I tak na przykład „modlitwa” po tybetańsku (w tym właśnie zapisie wymowy) to „mynlam”.

Z jakiegoś powodu w tzw. naukowym zapisie tybetańskiej wymowy w języku polskim pozbyto się wszystkich miękkich spółgłosek i nie skorzystano z zastosowania „y” w miejsce umlautów. W efekcie zapis wymowy spółgłosek jest zwyczajnie nieprawidłowy, a samogłosek, powiedzmy, że co najwyżej do przyjęcia. Ta sprawa budzi kontrowersje i, jak wiele innych, opiera się na skrajnych opiniach. Wiem o tym dobrze, bo sam musiałem nieraz balansować pomiędzy oboma skrajnościami, zapisując tybetańskie wyrazy twardo, jeśli chodziło o publikacje naukowe i miękko, jeśli chodzi o fonetykę tekstów buddyjskich przeznaczonych do recytacji. Sercem będąc po stronie miękkiej, opowiadałem się za twardą. Czy można więc pójść na jakiś kompromis?

Niechętnie, ale można. Starałem się to uczynić w niniejszej książce. Pozostawiłem więc twarde „cz” i „sz”, ale zapisywałem po nich samogłoskę „i”. I tak np. wszędzie w książce Czytelnik spotka geszie jako kompromis między gesze i geśe. Bardziej oddaje to faktyczną tybetańską wymowę, a wizualnie może też być zapisem bardziej akceptowalnym. Bez zmian pozostawiłem nazwy (imiona) Rinpocze, Rinczen, Dordże, kaszag czy chociażby nazwę miasta we wschodnim Tybecie, Czamdo, gdyż są one już tak rozpowszechnione w polskiej literaturze tybetologicznej, że niech sobie funkcjonują. W nazwach takich jak Taszi i Szigatse również pozostało twarde „sz”, gdyż następujące po nim „i” i tak je nieco zmiękcza. Wiem, że przez to można zarzucić mi brak konsekwencji, ale niech to będzie częścią kompromisu.

Postanowiłem również całkowicie pozbyć się zapisu z użyciem litery „c” w takich wyrazach (imionach) jak Tsering (zamiast spotykanego w polskiej literaturze czasem Cering), Gjatso (zamiast Gjaco) czy Szigatse (zamiast Szigace). Tu akurat robiłem to konsekwentnie, gdyż nie wydaje mi się, aby któryś z tych zapisów przyjął się w Polsce jakoś szczególnie silniej. Wiem, że z punktu widzenia fonologów sytuacja, kiedy jedna litera oddaje jeden tybetański dźwięk, wydaje się bardziej komfortowa, jednak z praktycznego punktu widzenia czasem ten komfort zostaje zachwiany, np. kiedy mamy nazwę Tybetańskiego Instytutu Medycyny i Astrologii – Mentsikhang. Jeśli w miejsce „ts” zapiszemy „c”, ktoś może przeczytać taki wyraz z miękkim „ć” jak w słowie cisza. Jako że ogólnie rzecz biorąc takich sytuacji jest wcale niemało, o wiele praktyczniej jest zachować „ts”, które nikomu nie powinno sprawić problemu.

Jeśli chodzi o samogłoski, a konkretnie o przegłosy, pozostawiłem „o” i „u” tam, gdzie w wymowie powinno być „ö” i ü”. Kwestia owych przegłosów może być o wiele bardziej dyskusyjna, jeśli weźmiemy pod uwagę różnice wymowy w różnych dialektach (w niektórych przegłosy są słabsze lub znikają), dlatego „o” i „u” są, wydaje mi się, do przyjęcia. Jedyny wyjątek w całej książce zrobiłem dla wyrazu Mynlam – tu oznaczającego nazwę ważnej tybetańskiej uroczystości religijnej, gdyż w takim zapisie jest on już tak silnie rozpowszechniony wśród polskich buddystów i funkcjonuje w „polskim języku buddyjskim” poza samymi tekstami modlitw, że wręcz świętokradcze wydawało się wracać do zapisu Monlam ze starszych polskich przekładów.

Nie znam języka chińskiego, nie mogę więc wypowiedzieć się co do zasadności różnych form jego zapisu w alfabecie łacińskim. Na potrzeby niniejszej książki zastosowany został pinyin. To z góry właściwie wyeliminowało wszystkie problemy i palce zadrżały nad klawiaturą chyba tylko raz, kiedy na kartach książki pojawiła się historyczna postać o imieniu Chen Dżigme (w angielskim zapisie „Chen Jigme”). Pierwszy człon imienia jest chiński, drugi tybetański. Tybetańczycy mają sposób, by zapisywać ów pierwszy człon w swoim alfabecie (w transliteracji Wyliego jako cen). Nie jest to jednak imię tybetańskie, tak więc pozostawiłem ów pierwszy człon w pinyinie, a drugi, z całą pewnością tybetański, uzyskał zapis twardo-miękki dla wyrazów tybetańskich, o którym mowa była wyżej. W wypadkach chińskich nazw, które funkcjonują w polskiej literaturze w spolszczeniach, np. Syczuan, owe spolszczenia zastosowałem. Indyjskie nazwy własne w książce znalazły się w przyjętych spolszczonych formach.

Oczywiście wyjątek, jeśli chodzi o zapisy tybetańskich imion (nazwisk), stanowi bibliografia i odsyłacze do pozycji bibliograficznych w przypisach. Jeśli dane imię pada w tekście, zapisane jest w formie spolszczonej, jeśli zaś stanowi pozycję z bibliografii, zapis jest w postaci międzynarodowej (angielskiej), gdyż w takiej postaci Czytelnik znajdzie go, jeśli zapragnie odszukać którąś z cytowanych przez Autora pozycji. Stąd np. występujący jako postać biorąca udział w wydarzeniach Gonpo Taszi (zapis spolszczony), w odsyłaczach do pozycji bibliograficznych figuruje jako Gonbo Tashi. Jeśli zaś pozycja bibliograficzna jest w języku tybetańskim, w odsyłaczu nazwisko autora znalazło się w transliteracji Wyliego, np. Tsong kha lha mo tshe ring. Wyjątkiem jest nazwisko samego Autora niniejszej książki. Tsering Shakya występuje zawsze jako Tsering Shakya.

Odrębną historię stanowi transliteracja wyrazów tybetańskich, powszechnie znana jako Wylie (od nazwiska jej autora). Dla przeciętnego Czytelnika nie ma ona żadnego znaczenia, w niczym mu nie pomoże (wręcz przeciwnie, może doprowadzić do solidnego bólu głowy). Nie jest to bowiem zapis wymowy, lecz dokładny zapis (transliteracja) wyrazów tybetańskich, przy czym w miejsce liter tybetańskiego alfabetu wstawiono ich przyjęte (przez Wyliego) zamienniki łacińskie. Przykładowo imię Taszi (angielski zapis Tashi), to w transliteracji Wyliego bkra shis. Wydaje się on w ogóle niepodobny. A jednak dla tybetologów jest to zapis bardzo ważny, gdyż dzięki niemu dany wyraz można odnaleźć w słowniku. Język tybetański charakteryzuje się stosunkowo uproszczoną fonologią w stosunku do rozbudowanej ortografii, dlatego np. druga sylaba tego imienia, szi, może być po tybetańsku zapisana rozmaicie i dopiero transliteracja sprawia, że nie będziemy mieli wątpliwości, o które szi chodzi i bez problemu znajdziemy je w słowniku. O tym jednak tybetolodzy doskonale wiedzą.

Jako że w alfabecie tybetańskim nie ma rozróżnienia na małe i wielkie litery, nie stosowałem go również w zapisie w Wyliem (z wyjątkiem zapisów w bibliografii, gdzie pierwsza rdzenna litera tytułu lub imienia uzyskała wielką literę, tak jak zrobilibyśmy to po polsku czy po angielsku). Odrzuciłem też stosowany przez Autora system umieszczania myślników między transliterowanymi sylabami tybetańskich wyrazów (w obrębie jednego wyrazu i odnoszących się do niego partykuł), gdyż po pierwsze tybetologom nie jest on do niczego potrzebny, a po drugie sam Autor nie był w tym konsekwentny. Zapisy w Wyliem większości nazw i imion padają w przypisach, a ponadto znajdziemy je w glosariuszu na końcu książki.

Autor kilkakrotnie cytuje dzieła Mao Zedonga. Nie podejmowałem się odnalezienia ich polskich przekładów. Na ogół są to krótkie cytaty, czasem jedynie tytuł jakiejś publikacji. Przetłumaczyłem je tu więc samodzielnie, jak zostały przytoczone po angielsku przez Autora.

DALAJLAMA, PANCZEN RINPOCZE, KARMAPA ETC.

W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden dyskusyjny sposób zapisu, odnoszący się do znanych postaci ze świata buddyzmu tybetańskiego. Najbardziej sławną z nich jest oczywiście Dalajlama. Drugą postacią, która odgrywa niezwykle ważną rolę na kartach tej książki, jest Panczen Rinpocze (znany również jako Panczenlama). Trzecim popularnym na Zachodzie tybetańskim lamą jest Karmapa. Ogólnie rzecz biorąc, inkarnowanych lamów w świecie buddyzmu tybetańskiego jest bardzo wielu i noszą oni tytuły, które przechodzą na ich następców. Przez szacunek dla tychże postaci, wszystkie te tytuły postanowiłem zapisywać wielką literą, co zaoszczędziło mi zastanawiania się, kiedy Autor mówi o konkretnej osobie (co w takim wypadku i tak zapisałbym wielką literą), a kiedy ogólnie o samej instytucji (przez co w polskiej literaturze czasami zapisuje się w takim wypadku owe tytuły małą literą, np. dalajlama).

Owi lamowie mają przyporządkowane sobie liczebniki. I tak Dalajlamów mamy jak dotąd czternastu, Panczenlamów jedenastu, a Karmapów najwięcej, bo siedemnastu. W polskiej literaturze czasami można spotkać się z zapisem, szczerze mówiąc trochę irytującym, w którym liczebnik następuje po tytule, czyli np. Dalajlama Czternasty, Karmapa Siedemnasty itp. Zapis ten ma ponoć odzwierciedlać schemat występujący w imionach typu Henryk VIII, Benedykt XVI, Ludwik XV etc. (osobną kwestię stanowi wybór zapisu samego liczebnika – słownie czy liczbami rzymskimi – w tej sprawie nie zamierzam się zanadto upierać, osobiście wolę zapis słowny). Nie ukrywam, że ten sposób zapisu mnie osobiście się nie podoba. Po pierwsze, nie do końca rozumiem analogię. Dalajlama, Panczenlama etc. to, jakby nie było, tytuły. Henryk, Benedykt i Ludwik to imiona. Zapis Dalajlama Czternasty (Dalajlama XIV) przypomina mi sytuację, w której ktoś napisałby Sekretarz Pierwszy Komunistycznej Partii Chin czy Prezydent 45. Stanów Zjednoczonych. Zwróćmy uwagę, że w języku angielskim również te dwie sytuacje są rozdzielone: Benedict XVI, ale 14th (Fourteenth) Dalai Lama. Ponadto w języku potocznym, jeśli już ktoś mówi o Dalajlamie i koniecznie chce mu nadać numer, w o wiele bardziej naturalny sposób powie Czternasty Dalajlama niż Dalajlama Czternasty. W samym zaś środowisku polskich buddystów ten drugi sposób zapisu budzi spore zdziwienie, z tego prostego powodu, że nikt go nie używa. Ponieważ mnie również nie wydaje się on zasadny, nie stosuję go w niniejszej książce.

Praca nad przekładem była wielką przyjemnością, ale była też procesem bardzo długim i czasochłonnym. Zdaję sobie więc sprawę, że zapewne w ramach tego procesu sam popełniłem błędy i dopuściłem się nieścisłości i braku konsekwencji. Starałem się wyłapać je w trakcie pracy i przed oddaniem tekstu do Wydawnictwa. Jeśli jednak gdzieś je przeoczyłem, z góry biję się w piersi.

Filip Majkowski

Inwazja Armi Ludowo-Wyzwoleńczej na Tybet (październik 1950)

Konflikt chińsko-indyjski: roszczenia Chin(Sektor Wschodni, kontrolowany przez Indie)

Rozdział 1

CISZA PRZED BURZĄ

15 sierpnia 1947 roku Indie stały się niepodległym państwem i spadkobiercą politycznych wpływów i przywilejów, jakie Wielka Brytania zdołała uzyskać w Tybecie. W Lhasie tę historyczną zmianę uczczono skromną ceremonią: opuszczono brytyjską flagę, a w jej miejsce wciągnięto indyjską. Hugh Richardson, ostatni brytyjski przedstawiciel w Tybecie, został pierwszym przedstawicielem Indii. Tak później pisał: „Zmiana była praktycznie nie do zauważenia. Cały personel placówki pozostał na miejscu i jedyną oczywistą zmianą było zatknięcie nowej flagi”[1]. Ale pozory mogą mylić. Powstanie nowej Republiki Indii zmieniło tradycyjny układ sił. Dla azjatyckich nacjonalistów upadek brytyjskiego imperium był równoznaczny z narodzinami nowego porządku na kontynencie. W tym wyłaniającym się właśnie nowym układzie historia współczesnego Tybetu drugiej połowy XX wieku miała niebawem skupić się przede wszystkim na dążeniu do utrzymania niepodległości i międzynarodowej pozycji.

Tybet zajmował 1,2 mln km² powierzchni, wciśnięte między dwóch azjatyckich gigantów. Od południa potężne Himalaje stanowiły naturalną granicę z Indiami. Od północy i od wschodu leżały Chiny. Przez szereg stuleci Tybet podlegał wpływom kulturowym obydwu krajów. Oba kraje wywarły też znaczny polityczny wpływ na historię Tybetu. Te wielkie połacie ziemi miały od zawsze strategiczne znaczenie w oczach wielkich państw. Chiny spoglądały pożądliwie na Tybet jako „skarbiec” zachodnich ziem[2]. Gdy Brytyjczycy rządzili w Indiach, Tybet był kluczowy dla bezpieczeństwa subkontynentu oraz dla ich imperialnych ambicji. Dlatego starali się uzyskać tam wpływy, jakich nie miał dotąd żaden zachodni kraj. Po 1913 roku Brytyjczycy cieszyli się w Tybecie wyjątkowym prestiżem, dzięki czemu kraj znalazł się w ich strefie wpływów. Tybetowi również zależało na dobrych relacjach z Brytyjczykami, co było ceną za trzymanie na dystans Chińczyków. Wraz ze wzrostem brytyjskich wpływów po północnej stronie Himalajów prestiż i oddziaływanie Chin malały.

Wraz z zakończeniem drugiej wojny światowej nastał koniec dawnych imperialnych mocarstw w Azji. Brytyjczycy zostali zmuszeni do opuszczenia subkontynentu indyjskiego, co wyhamowało ich mocarstwowe ambicje. Japończycy doznali porażki i musieli opuścić kontynentalną Azję. W efekcie w Chinach do władzy doszli komuniści. Wszystkie te zmiany równowagi sił rozpoczęły upadek Tybetu jako niepodległego państwa.

Kiedy powstała Republika Chińska, jej władza w Tybecie była praktycznie żadna. Jednym z głównych celów Kuomintangu było odzyskanie wpływów, w związku z czym wysłano do Lhasy kilka misji, które miały ponownie nawiązać stosunki z Tybetańczykami. Dla budzących się chińskich nacjonalistów utrata wpływów była dowodem na próby imperialistycznego Zachodu osłabienia chińskiego państwa. Po upadku dynastii Qing w 1911 roku Chiny były wewnętrznie podzielone i militarnie niewydolne. Nacjonaliści nie mogli więc w praktyce mieć tego, co forsowali jako Chiny oparte na „jedności pięciu ras”[3]. Tybet pozostawał poza kontrolą Kuomintangu. Co więcej, Tybetańczycy byli przekonani, że należy im się prawowite miejsce na mapie świata jako niepodległemu państwu i gotowi byli odeprzeć wszelkie chińskie próby zaczepienia się w Lhasie. Zobaczymy jednak niebawem, że reżim Kuomintangu był równie zdeterminowany, aby bronić swych praw do Tybetu.

TYBET I JEGO SĄSIEDZI

Możliwość przetrwania Tybetu jako niepodległego państwa zależała w dużej mierze od południowego sąsiada: Indii Brytyjskich. Kluczowa dla przyszłego statusu Tybetu była wola Indii zachowania naturalnego buforu między nimi i Chinami. Pytanie brzmiało: czy młode państwo indyjskie będzie miało wolę oraz dość siły, aby zagwarantować Tybetowi przywileje odziedziczone po Brytyjczykach, czy też odrzuci je jako przeżytki epoki kolonialnej? Początkowo zdawało się, że Indie okazują chęć utrzymania status quo potwierdzonego przez dawnego hegemona. Powstawało jednak pytanie: czy Indie zdołają oprzeć się presji nowo powstałych Chin? Młodym Indiom brakowało gospodarczej i militarnej potęgi dawnego suwerena, którego imperium było jednym z największych na świecie, z morskimi i militarnymi wpływami na całym globie. Główne zmartwienia indyjskich przywódców wiązały się z rozwojem ekonomicznym kraju i zakończeniem konfliktów religijnych, które pochłonęły już tysiące ludzkich istnień. Również stosunki z młodym muzułmańskim państwem Pakistanu zmierzały ku zapaści, tak więc problemy, jakie miały się wyłonić wzdłuż północnych granic Himalajów, były obecnie najmniej istotne.

Niemniej jednak nowi przywódcy Indii powinni byli zdawać sobie sprawę z delikatnej sytuacji, którą właśnie mieli przejąć w spadku po Brytyjczykach. W marcu 1947 roku Indyjska Rada ds. Międzynarodowych (Indian Council of World Affairs), przy wsparciu kierownictwa Partii Kongresowej, zorganizowała konferencję stosunków wewnątrzazjatyckich. Nehru okrzyknął ją przełomowym momentem w historii Azji. Na konferencji miano dyskutować o roli kontynentu azjatyckiego w epoce powojennej i postkolonialnej. Początkowo Tybet reprezentowany był jako państwo niepodległe. Na mapie przedstawionej podczas konferencji widniał jako kraj niezależny od Chin, a tybetańska delegacja zaprezentowała po raz pierwszy niedawno stworzoną narodową flagę. Owe symbole międzynarodowego statusu Tybetu zostały oprotestowane przez delegację chińską, która poskarżyła się gospodarzom.

Ostatecznie zawarto kompromis: pozwolono Tybetańczykom pozostać na konferencji, lecz usunięto kontrowersyjną mapę oraz flagę. Przyniosło to wątpliwe korzyści tak Chińczykom, jak i Tybetańczykom. Tybetańska obecność na konferencji w żadnym razie nie mogła świadczyć o zgodzie Chin na to tymczasowe rozwiązanie, zaś Tybetańczycy nadal nie mieli pewności, czy społeczność międzynarodowa postrzega ich kraj jako niezależny od Chin. Ów incydent powinien był dać do myślenia przywódcom nowych Indii: Chińczycy nie byli gotowi, by zaakceptować odrębność Tybetu, a jego niejasny status miał stać się poważnym problemem u północnych granic republiki.

Indyjscy przywódcy być może sądzili, że wojna domowa w Chinach odwróci uwagę władz od rozszerzania wpływów na Wyżynę Tybetańską. Jednak w styczniu 1949 roku Czang Kaj-szek i jego rząd poddali się w walce z komunistami i uciekli na Tajwan. I teraz to w rękach nowego komunistycznego rządu leżało urzeczywistnienie planu zjednoczenia Tybetu z Chinami. Okazało się, że komuniści jeszcze bardziej zdecydowanie niż Kuomintang rościli sobie prawo do władzy nad Tybetem. 1 października 1949 roku proklamowano Chińską Republikę Ludową, a Przewodniczący Mao na placu Tiananmen obwieścił: „Chiny podniosły się z kolan”. Przez niemal dwa stulecia kraj niszczony był wojnami domowymi, konfliktami gospodarczymi i najazdami imperialistów z Zachodu. Ale teraz po raz pierwszy na scenie pojawił się silny rząd centralny. Jego główną siłą napędową były dwa socjopolityczne zjawiska XX wieku: nacjonalizm i komunizm.

Po dojściu do władzy komuniści dali jasno do zrozumienia, że ostatnim zadaniem dla zwycięskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej jest oswobodzenie Tybetu. Decydenci wyższych szczebli partii komunistycznej mieli już gotowe strategie wcielenia do republiki tzw. chińskich mniejszości narodowych. Chu De, komendant ALW, w przemówieniu na forum Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin 24 września 1949 roku powiedział: „Wspólny program wymaga prowadzenia rewolucyjnej wojny do samego końca oraz wyzwolenia wszystkich terytoriów należących do Chin: Formozy, archipelagu Peskadorów, wyspy Hajnan i Tybetu”[4].

29 września 1949 roku „Wspólny program” został jednogłośnie przyjęty przez Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych. Tak więc w oczach komunistycznego rządu Tybet miał być terytorium chińskim, a wszelkie kwestie tybetańskie miały być rozpatrywane w kategorii „mniejszości narodowych”. O tej kategorii mówiły artykuły 50−53, które stały się podstawą dalekosiężnej polityki Chin w stosunku do Tybetu[5]. Niemniej jednak komunistyczni przywódcy mieli bolesną świadomość braku wpływów w Tybecie.

Gdy komuniści doszli do władzy, skończyły się wpływy odzyskane uprzednio przez Kuomintang w Tybecie. Rząd tybetański zdecydował o zerwaniu kontaktów między władzami w Lhasie a reżimem Kuomintangu. Pamiętajmy, że chińscy nacjonaliści również musieli powoli odzyskać władzę i wpływy utracone wraz z upadkiem dynastii Qing. Od 1913 roku Tybet był w istocie niepodległym państwem. Tybetańczycy mieli całkowitą kontrolę nad sprawami wewnętrznymi oraz stosunkami międzynarodowymi i nie widzieli powodu, dla którego mieliby poddać się komunistycznej propagandzie. W odpowiedzi na chińskie żądania Tybet bardzo dobitnie zadeklarował niepodległość. Jednocześnie dość szybko Tybetańczycy zdali sobie sprawę, że rząd komunistyczny różni się znacznie od Kuomintangu i poprzednich chińskich reżimów. Wprawdzie Tybetańczykom udało się odrzucić wszelkie roszczenia nacjonalistów do jakiejkolwiek władzy nad ich krajem, jednak komuniści udowodnili, że dążąc do celu, nie będą przebierać w środkach. Kiedy zadeklarowali zamiar oswobodzenia Tybetu, wielu Tybetańczyków zdało sobie sprawę, że mówią poważnie.

Komuniści nie byli gotowi na żadne kompromisy. Tybet jako międzynarodowy byt państwowy niebędący regionem Chin był dla nich czymś nie do pomyślenia. Z chińskiego punktu widzenia Tybet był „integralną częścią Chin”, a antychińskie siły imperialistyczne zachęcały jego władze do oderwania się od „macierzy”. Od samego początku wojny z Japonią, aby zyskać wotum zaufania, komuniści odwoływali się do nacjonalistycznych sentymentów i wypracowali teorie separatystyczne. Wielkie poparcie, jakie uzyskali, wypływało z ich antyjapońskiego stanowiska i zaciekłego nacjonalizmu, które dawały nadzieję na zjednoczenie kraju i przywrócenie Chinom godności.

Komuniści byli ewidentnie przekonani, że granice terytorialne nowych Chin biegną wzdłuż Himalajów. Mało tego, nie tylko wierzyli we wcielenie Tybetu do ich państwa, ale też, gnani rewolucyjnym zapałem, pragnęli wprowadzić reformy socjalistyczne w Tybecie. Pierwszym celem było „przywrócenie Chinom prestiżu na arenie międzynarodowej”[6]. Kwestia tybetańska była powiązana z postrzeganiem przez Chińczyków swojego własnego kraju jako nowego państwa i jego międzynarodowego statusu. Zwycięstwo komunistów natychmiast wzbudziło niepokój wśród rządzących Tybetem elit, jednak, ponieważ w kraju nie było wówczas Chińczyków, wciąż jeszcze był czas na ostatnią rozpaczliwą próbę zapewnienia Tybetowi niepodległości.

Zewnętrzne zagrożenie międzynarodowej pozycji Tybetu nie mogło przyjść w gorszym czasie. Najwyższy przywódca kraju, Dalajlama, był zaledwie czternastoletnim chłopcem i nie przejął jeszcze władzy politycznej. W czasie niepełnoletności Dalajlamy Tybetem rządził regent i okres ten zawsze wystawiał system polityczny kraju na próbę. Elity rządzące, w których skład wchodziła arystokracja i instytucje klasztorne, były mocno podzielone. Całe społeczeństwo wciąż nie mogło się otrząsnąć po tzw. spisku Retinga, kiedy to były regent Reting Rinpocze usiłował wyrwać władzę z rąk urzędującego regenta, Taktry. Tybet stanął na krawędzi wojny domowej. Lata 1913 i 1947 były krytyczne w historii państwa. Tybet miał wówczas realną szansę stać się „niezależnym krajem”, gdyby tylko elity rządzące wykazały się przezornością i gotowością dostosowania do zmian zachodzących w świecie. Jednak elity wolały pozostać obojętne wobec toczących się wokół wydarzeń.

Opór przeciwko zmianom był najsilniejszy w kręgach klasztornych, które nie godziły się na żadne reformy, jeśli widziały w nich zagrożenie dla swej władzy. Wysoko postawieni lamowie i klasztory wykorzystywali swoje ogromne wpływy, aby utrudnić reformy, tak bardzo potrzebne, by przeobrazić społeczeństwo tybetańskie. Dlatego w 1949 roku Tybet nie miał żadnych narzędzi ani militarnych, ani społecznych, by móc przeciwstawić się Chinom. Bezpośrednią polityczną reakcją na chińskie żądania i zwycięstwo komunistów było usunięcie wszelkich śladów chińskiej władzy w Tybecie. Wydalano każdego, kogo podejrzewano o prochińskie sympatie. Kaszag[7], najwyższy organ wykonawczy tybetańskiego rządu, upoważnił ministra[8] Namselinga do stworzenia listy wszystkich osób o komunistycznych ciągotach, w tym wszystkich blisko związanych z chińską misją.

WYPĘDZENIE KUOMINTANGU I ZWYCIĘSTWO KOMUNISTÓW W CHINACH

Od XVIII wieku chińskie rządy wysyłały do Lhasy swoich przedstawicieli, nazywanych ambanami. Amban był symbolem chińskiej władzy w Tybecie. Po upadku dynastii Qing (1644−1912) amban wraz z jego wojskową asystą został wydalony z Lhasy, a kontaktów między oboma krajami nie wznowiono aż do roku 1934. 25 kwietnia do Lhasy przybyła delegacja Kuomintangu. Przewodził jej zastępca głównodowodzącego sztabu armii Czang Kaj-szeka, generał Huang Musang. Pretekstem było „oddanie hołdu zmarłemu Dalajlamie”. Tak oto nawiązano pierwszy oficjalny kontakt między Tybetem i Republiką Chińską[9]. Przybycie Huanga Musanga do tybetańskiej stolicy nie tylko oznaczało wznowienie relacji chińsko-tybetańskich, ale też ponownie rozbudziło dyskusję o naturze tychże relacji. (Po raz pierwszy poruszono ten temat podczas trójstronnej konferencji w Śimli, odbywającej się pod auspicjami Brytyjczyków między październikiem 1913 a lipcem 1914 roku. Negocjacje zostały wówczas zerwane, gdyż Tybetańczycy i Chińczycy nie mogli dojść do porozumienia w sprawie przebiegu wspólnych granic). Misja nacjonalistów do Lhasy w 1934 roku faktycznie oznaczała koniec brytyjskich mediacji między Tybetem a Chinami. Tę ważną rolę Brytyjczycy odgrywali podczas konferencji w Śimli. Prawdziwym politycznym celem misji była próba wciągnięcia Tybetu z powrotem do chińskiej rodziny. Huang przybył do Lhasy z konkretnymi trzema propozycjami: 1) Tybet musi być częścią Chin, 2) Chińczycy wezmą na siebie obronę Tybetu oraz 3) w Lhasie ma zostać przywrócona placówka ambana[10]. Według chińskich źródeł misja Huanga zakończyła się sukcesem; Tybetańczycy wykazali wolę oddania Chinom polityki zagranicznej pod warunkiem, że ich kraj nie stanie się jedną z chińskich prowincji[11]. Tybetańczycy tymczasem twierdzą, że nie tylko odrzucili propozycje Huanga, ale także domagali się zwrotu terytoriów na wschód od rzeki Dri (Jangcy)[12]. Co więcej, podczas gdy Chińczycy chcieli jak najszybciej odsunąć Brytyjczyków od mediacji, Tybetańczycy upierali się, że wszelkie negocjacje muszą odbywać się w obecności ich południowego sąsiada, Indii Brytyjskich. Sprawa była niezwykle ważna dla Tybetańczyków, gdyż udział Brytyjczyków dawał rodzaj międzynarodowej gwarancji. W interesie Chińczyków leżało zaś pozbawienie tych spotkań międzynarodowego i prawnego charakteru. Tak miał przeważnie wyglądać dialog chińsko-tybetański. Cokolwiek miało wyniknąć z wizyty Huanga, jedno było pewne: dla Kuomintangu zezwolenie na otworzenie placówki w Lhasie stało się wielkim propagandowym osiągnięciem i przywróceniem chińskiej obecności w Tybecie.

Brytyjczycy nie byli gotowi, by zaakceptować powrót Chińczyków do Tybetu i zdecydowanie zamierzali przeciwdziałać przywróceniu chińskich wpływów. Skoro zezwolono Kuomintangowi na otworzenie stałej misji w Lhasie, Brytyjczycy również chcieli mieć placówkę w tybetańskiej stolicy. W rezultacie doszło w 1936 roku do wizyty Basila Goulda, przedstawiciela politycznego w Sikkimie, co z kolei doprowadziło do ustanowienia brytyjskiej misji w Dekji Lingka w Lhasie.

25 listopada 1939 roku do Lhasy przybyła dziewięcioosobowa delegacja członków Komisji ds. Mongolii i Tybetu. Nieco później dołączył do niej Wu Zhongxin, przewodniczący sekcji tybetańskiej. Przyjazd był tak zaplanowany, aby uczestniczyć w ceremonii intronizacji Czternastego Dalajlamy. 22 lutego 1940 roku Wu Zhongxin i inni przedstawiciele zza granicy wzięli udział w uroczystości w pałacu Potala, zimowej rezydencji Dalajlamów. Później zarówno Kuomintang, jak i komuniści twierdzili, że Wu „przewodniczył” ceremonii oraz że odegrał kluczową rolę w rozpoznaniu nowego Dalajlamy[13].

Nie ma żadnych dowodów, jakoby Wu Zhongxin „przewodniczył” ceremonii intronizacji Dalajlamy. Niemniej jednak delegacja zdołała ustanowić stałe biuro w Lhasie i nawiązać bezpośrednią łączność radiową z Nankinem. Powrót Chińczyków do Lhasy był odzwierciedleniem rosnącego poparcia tybetańskich urzędników dla partii Czang Kaj-szeka. Silna frakcja w Lhasie uważała, że istnieje możliwość doprowadzenia do jakiegoś pojednania z reżimem, który gotowy był zaakceptować szczególny status Tybetu w ramach Chin. Kuomintang zdołał później zapewnić sobie poparcie wpływowych członków tybetańskiej elity rządzącej, w tym przede wszystkim rodziny Dalajlamy.

Tybetańczycy nigdy nie uznali obecności chińskiej misji w Lhasie za dowód zwierzchnictwa Chin nad Tybetem. Podobnie ustanowienie brytyjskiej placówki w stolicy nie oznaczało gotowości poddania się Brytyjczykom. Decyzja o przyjęciu obu przedstawicielstw miała najprawdopodobniej podkreślić niepodległość Tybetu i sprawić, że kraj jest w pewien sposób widoczny na arenie międzynarodowej. Otworzenie brytyjskiej misji nie doprowadziło jednak do prawnego uznania niezależności Tybetu, zaś status prawny placówki był celowo niedoprecyzowany; podlegała ona biuru politycznemu w Sikkimie. Dla Brytyjczyków przedstawicielstwo w Lhasie było ważnym punktem zaczepienia w Tybecie, a jego głównym celem było zasygnalizowanie Chińczykom, że Wielka Brytania nie zgodzi się na żadną ich próbę odzyskania władzy nad Tybetem.

Rząd Kuomintangu nie odstąpił od stanowiska, jakoby Tybet był integralną częścią Chin. Dlatego też Chińczycy postrzegali otwarcie własnej misji w Lhasie jako potwierdzenie ich zwierzchnictwa nad Tybetem, zaś utratę władzy w kraju widzieli jako niemożność spełnienia patriotycznego obowiązku, jakim było zjednoczenie Tybetu i Chin. Sukces wizyty Wu Zhongxina stanowił więc dla reżimu ważne propagandowe zwycięstwo.

Podczas gdy Brytyjczycy byli gotowi utrzymać status quo, Chińczycy ewidentnie mieli inne zamiary. Tybetańczycy bardzo jasno zdawali sobie sprawę, że Chiny nigdy nie porzuciły żądań wobec Tybetu. Dopóki były słabe i nękane wewnętrznymi konfliktami, nie mogły wiele uczynić, by odzyskać władzę. Jednak miało to ulec zmianie po zwycięstwie komunistów. Podobnie jak wszystkie poprzednie reżimy, komuniści uważali Tybet za część Chin, niezależnie od tego, co na ten temat sądzili sami Tybetańczycy.

Choć Chińczycy na razie nie narzucili swej władzy, tybetański rząd obawiał się, że obecność misji umożliwi komunistom ustanowienie punktu zaczepienia w Lhasie. Kiedy kaszag zaproponował wydalenie misji, regent Taktra natychmiast to zaaprobował. Podpierając się tajną listą osób podejrzewanych o szpiegostwo i komunistyczne sympatie, sporządzoną przez Namselinga, kaszag zaczął planować ich usunięcie. W wielkiej tajemnicy rząd wezwał oddziały armii z Szigatse oraz Dingri i umieścił je w strategicznych punktach stolicy. Tybetańczycy obawiali się, że niektórzy Chińczycy pozostaną w mieście i zadeklarują lojalność wobec komunistów[14].

8 lipca 1949 roku kaszag wezwał Chena Xizhanga, pełniącego obowiązki kierownika Komisji ds. Mongolii i Tybetu w Lhasie. Poinformowano go, że tybetański rząd postanowił wydalić wszystkich Chińczyków powiązanych z Kuomintangiem. Obawiając się chińskich protestów na ulicach Lhasy, kaszag wprowadził godzinę policyjną do czasu wyjazdu wszystkich Chińczyków[15], co też zrobili w trzech etapach: 14, 17 i 20 lipca 1949 roku. Jednocześnie rząd wysłał telegram do generała Czang Kaj-szeka i prezydenta Li Zongrena, w którym poinformował ich o swojej decyzji, wyjaśniając, że została podjęta z obawy, iż komunistyczne elementy przenikną do kraju. Strach nie był nieuzasadniony. Wśród pracowników chińskiej misji narastało coraz większe niezadowolenie, gdyż od pięciu miesięcy nie otrzymywali subwencji i byli odcięci od wydarzeń w Chinach. Niektórzy pracownicy zaczęli mówić o służbie dla „nowego rządu”, co już działo się w innych częściach kraju. Faktycznie, w pierwszych latach rządów komunistów (1949−1954) nowe chińskie władze zachowały w administracji większość kuomintangowskich urzędników. Istniało więc prawdopodobieństwo, że chińskie przedstawicielstwo w Lhasie po prostu zacznie pracować dla nowego rządu.

Zarówno komuniści, jak i nacjonaliści ostro zaprotestowali przeciwko decyzji o wydaleniu chińskiej misji. 6 sierpnia premier Yan Xishan stwierdził, że „wszyscy członkowie misji zostali starannie dobrani i nie ma żadnych podstaw do ich wydalenia”. Wezwał rząd Tybetu do „odwołania decyzji”[16]. Choć komuniści nie przejęli jeszcze władzy w Chinach, bardzo szybko potępili działania Tybetańczyków i odwołali się do chińskich sympatii nacjonalistycznych. Komuniści oskarżyli „imperialistów” i ich „służalcze psy” o „sfabrykowanie tzw. antykomunistycznego incydentu w Tybecie”, a także o próbę „uczynienia z 1,2 mln km²” kolonii. Artykuł w „Hsin Hwa Pao” z 2 września 1949 roku stwierdzał:

Wydalenie Chińczyków Han oraz urzędników Kuomintangu z Lhasy było spiskiem lokalnych tybetańskich władz, podjudzonych przez brytyjskich imperialistów i ich sługusów z indyjskiej administracji Nehru. Celem tego „antychińskiego aktu” jest uniemożliwienie chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej oswobodzenia narodu tybetańskiego [...]. Reakcyjny rząd Kuomintangu powinien zostać usunięty z każdego zakątka Chin. Ale to jest sprawa obywateli Chin, będąca częścią ich rewolucyjnej walki pod przewodnictwem Komunistycznej Partii Chin, i żadne obce kraje nie mają z tym nic wspólnego[17].

Artykuł pokazywał, że komuniści widzieli obecność chińskiej misji w Lhasie jako dowód chińskiej władzy nad Tybetem i nie pozostawiał wątpliwości co do poglądów komunistów odnośnie do statusu Tybetu, kiedy wypowiadając się o tybetańskim rządzie nazywał go „lokalnym rządem”. Dalej w artykule napisano:

Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza musi oswobodzić całe terytorium Chin, w tym Tybet, Xinjiang itd. Nie można pozwolić, by choćby centymetr chińskiej ziemi pozostawał poza jurysdykcją Chińskiej Republiki Ludowej. Nie tolerujemy już agresji obcych państw. Takie jest niezmienne stanowisko Komunistycznej Partii Chin i chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.

Władze Indii były zdumione tymi oskarżeniami i tak niespodziewanym wybuchem „wojującego nacjonalizmu” ze strony komunistów. Zarówno Kuomintang, jak i komuniści uważali, że odpowiedzialna za incydent była indyjska placówka w Lhasie, a w szczególności Hugh Richardson[18]. Potwierdzają to niektórzy tybetańscy urzędnicy. Lhautara, mnich-urzędnik na wysokim stanowisku, pisze, że usunięcie chińskiej misji było pomysłem Richardsona[19]. Phuntshok Taszi Takla, który pełnił funkcję głównego łącznika w kontaktach z Chińczykami, również potwierdził, że propozycja wyszła od Richardsona[20]. Sam Hugh Richardson nie przypomina sobie, aby uczynił taką sugestię, choć przyznaje, że mógł przy jakiejś okazji wyrazić opinię na temat niebezpieczeństwa, jakie stwarzała obecność Chińczyków w tybetańskiej stolicy[21].

Według oficjalnych indyjskich źródeł również Hindusi byli zaskoczeni wydaleniem misji. Niedługo po tym, jak Chen Xizhang został poinformowany o decyzji, Richardsona wezwano do Tybetańskiego Biura ds. Kontaktów z Zagranicą i poproszono, aby przekazał ją rządowi Indii i poprosił o umożliwienie bezpiecznego przejazdu członkom chińskiej misji. Ta prośba postawiła indyjski rząd w trudnym położeniu: jeśli zgodziłby się na to, Chińczycy oskarżyliby Indie o udzielanie pomocy Tybetańczykom, jeśli zaś by odmówił, sprawiłby kłopoty Tybetańczykom. Hugh Richardson doradził, aby „raczej pozwolić urzędnikom pozostać, a usunąć jedynie osoby podejrzewane o działalność wywrotową”[22]. Chen Xizhang na próżno protestował, odmawiając wydalonym dokumentów podróżnych bez zgody chińskiego rządu. Richardson zauważył, że „ten gest ewidentnie miał na celu udowodnienie, że wydalenie zostało dokonane siłą”[23].

Wydalenie chińskiego przedstawicielstwa z Lhasy okazało się sprytnym posunięciem ze strony Tybetańczyków. Nie tylko pozbawiło nacjonalistów wpływów, ale też sprawiło, że gdy w październiku 1949 roku komuniści doszli do władzy w Chinach, w Tybecie nie było ani śladu chińskiej władzy. Komuniści natychmiast stanęli przed problemem, w jaki sposób narzucić Tybetowi swoje rządy, gdyż stało się jasne, że nie ma tam możliwości przeprowadzenia wewnętrznej rewolucji komunistycznej.

Wraz z chińską misją wydalono także ze wschodnich rejonów kraju pewną liczbę Tybetańczyków podejrzewanych o komunistyczne sympatie. Jednym z nich był Baba Phuntshok Łangjal, postępowy Tybetańczyk z Bathangu w Khamie, który uprzednio usiłował zorganizować w Tybecie progresywny i wszechtybetański ruch. W 1946 roku przyjechał do Lhasy i starał się ostrzec władze, że po wojnie domowej komuniści najadą na kraj. Uważał, że przetrwanie Tybetu zależy od otwarcia kraju na świat zewnętrzny i wprowadzenia reform. Gdy władze w Lhasie zlekceważyły go, udał się do Kalimpongu i nakłaniał Brytyjczyków do uzbrojenia Tybetańczyków. Nikt nie brał go poważnie, a gdy później wydalono go z Lhasy, powiedział swojemu przyjacielowi Tharczinowi, redaktorowi naczelnemu jedynej wówczas tybetańskiej gazety: „Jeśli rząd tybetański mnie nie posłucha, sprowadzę do Tybetu chińską armię. Wtedy do Ciebie napiszę”. Tharczin przypomina sobie, że w 1951 roku, kiedy ALW wkroczyła do Lhasy, otrzymał telegram: „Bezpiecznie dotarłem do Lhasy, Phuntshok Łangjal”[24]. Komunistom udało się go zwerbować i w maju 1951 roku miał odegrać kluczową rolę w negocjacjach tybetańsko-chińskich.

Jedną z negatywnych konsekwencji wydalenia sympatyków komunistów było nabranie przekonania przez chińskich komunistów, że do Tybetu przeniknęły obce siły i podjudzały przeciwko nim. Hugh Richardson w swoim comiesięcznym raporcie dla rządu Indii pisał: „W każdym razie wydaje się, że przez usunięcie podejrzanych osób udało im się oddalić prawdopodobieństwo przeprowadzenia działań przez komunistów w Lhasie. Ale kto wie na jak długo?”[25].

Chociaż komunistyczne niebezpieczeństwo zdawało się być teraz daleko od Tybetu, atmosfera strachu w Lhasie była wyraźnie odczuwalna. Kiedy w 1949 roku na niebie pojawiła się kometa, uznano to za zły znak. Ludzie szybko przypominali sobie, że gdy w 1910 roku widziano kometę Halleya, Chińczycy zaatakowali. Rząd nakazał odprawienie religijnych rytuałów, aby uniknąć zagrożenia. Jednak większość tybetańskich chłopów, pozostających poza politycznym życiem stolicy, była kompletnie nieporuszona ostatnimi wydarzeniami. Polityka była w Tybecie od zawsze przywilejem kilku arystokratycznych rodzin i lhaskich lamów. Oto jak Hugh Richardson podsumował sytuację w raporcie z listopada 1949 roku: