Śmierć pijaka - Karol Dickens - ebook

Śmierć pijaka ebook

Karol Dickens

0,0
6,49 zł

lub
Opis

Śmierć pijaka” to opowiadanie Karola Dickensa, angielskiego pisarza uważanego przez wielu za największego pisarza epoki wiktoriańskiej.

“ Człowiek, zmuszony do codziennej wędrówki po którejś z ludniejszych ulic Londynu, przyzwyczaja się powoli do specyficznej publiczności, jaką dzień w dzień spotyka na swojej drodze, i powiększa stopniowo kółko ludzi, których — jak to mówią — „zna z widzenia“. Można śmiało twierdzić, że wśród tych znajomych znajdzie się także pewna istota o nader żałosnej powierzchowności, którą londyńczyk pamięta jeszcze z czasów, gdy żyła w zupełnie innych warunkach, którą obserwował, jak staczała się coraz niżej na dno społeczeństwa, a której nędza i zaniedbanie wywierają na nim wrażenie niezmiernie bolesne, kiedy przechodzi ulicą. Ktokolwiek z własnej chęci czy z konieczności przestawał wiele z ludźmi, ten niewątpliwie pamięta czas, gdy jakiś wyrzutek społeczeństwa, brudny, w łachmanach, który obecnie wlecze się po trotuarze, roztaczając dokoła ohydę zgnilizny i kalectwa, był szanowanym i lubianym rzemieślnikiem, urzędnikiem, lub stał na czele dobrze prosperującego, uczciwie prowadzonego przedsiębiorstwa.”

Fragment.


Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 19

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Wydawnictwo Avia Artis

2021

ISBN: 978-83-8226-358-9
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

ŚMIERĆ PIJAKA

Człowiek, zmuszony do codziennej wędrówki po którejś z ludniejszych ulic Londynu, przyzwyczaja się powoli do specyficznej publiczności, jaką dzień w dzień spotyka na swojej drodze, i powiększa stopniowo kółko ludzi, których — jak to mówią — „zna z widzenia“. Można śmiało twierdzić, że wśród tych znajomych znajdzie się także pewna istota o nader żałosnej powierzchowności, którą londyńczyk pamięta jeszcze z czasów, gdy żyła w zupełnie innych warunkach, którą obserwował, jak staczała się coraz niżej na dno społeczeństwa, a której nędza i zaniedbanie wywierają na nim wrażenie niezmiernie bolesne, kiedy przechodzi ulicą. Ktokolwiek z własnej chęci czy z konieczności przestawał wiele z ludźmi, ten niewątpliwie pamięta czas, gdy jakiś wyrzutek społeczeństwa, brudny, w łachmanach, który obecnie wlecze się po trotuarze, roztaczając dokoła ohydę zgnilizny i kalectwa, był szanowanym i lubianym rzemieślnikiem, urzędnikiem, lub stał na czele dobrze prosperującego, uczciwie prowadzonego przedsiębiorstwa. I zapewne niejeden z czytelników, przeglądając księgę pamięci, natrafi na postać wykolejeńca, który sunie po ulicy jak cień, jak symbol wycieńczenia, od którego każdy odwraca się z pogardą, który unika głodowej śmierci niewiadomo jakim sposobem. Niestety! wypadki takie nazbyt są częste, aby trzeba było ich szukać z lampą w ręku; i niemal zawsze pochodzą z tego samego źródła — z pijaństwa — z szaleńczego umiłowania powolnej, niezawodnej trucizny — z namiętności, która zagłusza wszelki głos sumienia, która każe zapomnieć o żonie, o dzieciach przyjaciołach, szczęściu i obowiązku, która nieubłaganie pcha swą ofiarę ku wykolejeniu i śmierci.  Niektórzy ulegli temu zgubnemu nałogowi pod naciskiem nieszczęścia i niepowodzenia. Wspaniałe zamierzenia, które spełzły na niczem; śmierć ukochanych; żałość, która zżera stopniowo, ale nie pozwala sercu pęknąć: wszystkie te czynniki doprowadziły ich do szaleństwa. Są to okropne obrazy obłąkanych, powoli ginących z własnej ręki. Jednakże znaczna większość świadomie, z otwartemi oczami pogrążyła się w bagno, z którego nie wydostanie się ten, kto raz ugrzązł, ale będzie się osuwał coraz głębiej, coraz głębiej, aż zniknie na zawsze.  Właśnie jeden